30/12/2020
2157. I came here to kill you, bae
28/12/2020
2156. Pamiętaj, że rozpada się tylko to, co było zbudowane na iluzji albo kłamstwie. Rozpada się tylko po to, żeby zmusić Cię do szukania prawdy
Podkład: Bon Jovi - Keep the faith
Wiedział, że ta chwila musi kiedyś nadejść. Że tylko kwestią czasu pozostaje kiedy członkowie imperium stworzonego przez jego biologicznego ojca zaczną coś podejrzewać. A jednak mimo wszystkich niepokojących znaków dochodzących do niego od wielu dni nie był przygotowany na to, co dzisiaj usłyszał. Niczym dziecko liczył na to, że jego prawdziwe pochodzenie nie zostanie odkryte zanim sam na to nie pozwoli stykając się z nimi na względnie bezpiecznej sali sądowej. A jednak kiedy tego popołudnia przekraczał próg klubu od razu wyczuł dziwne napięcie panujące wokół jego osoby, a kiedy dodatkowo Almas będąca jego jedyną powierniczką przez ostatni rok z nieudolnie skrywanym przerażeniem w oczach chwyciła go lekko za rękę ciągnąc na tyły, był już niemal pewny, że cała ta iluzja, którą stworzył wokół siebie zaczęła się właśnie powoli rozpadać niczym zamek z piasku pod wpływem silnych, wysokich morskich fal niszczących każdą rzecz stojącą na ich drodze bez najmniejszego wyjątku.
- Nie powinieneś tu więcej przechodzić, bo w przeciwnym razie doprowadzisz do śmierci nie tylko swojej... - Szepnęła Egipcjanka, gdy znaleźli się w tej części Half Moon, do której miały dostęp jedynie Córy Koryntu, ich alfonsi i wyjątkowi klienci, wystukując na drzwiach, przed którymi stali jakiś skomplikowany rytm. - Jest tu ktoś, kto potrzebuje Cię teraz nawet bardziej niż ja... - Zdążyła jeszcze dodać nim podwoje otworzyły się, a w wąskiej szczelinie ukazała się nieznana mu dziewczyna szczelnie otulona w różowo-koralową burkę o piwnych oczach. - Lepiej zostawię Was samych, bo w przeciwnym razie wszyscy możemy znaleźć się w ogromnym niebezpieczeństwie... - Rzuciła, oddalając się szybko korytarzem.
Munir natomiast został natychmiast wciągnięty przez nieznajomą do środka i zanim zdążył się zorientować leżał już na łóżku tuż obok kobiety, która dopiero teraz odważyła się odsłonić twarz oraz głowę. Zamiast jednak wyjaśnić mu o co w tym wszystkim chodzi, siedziała tylko przypatrując się mu z wyraźnym zaciekawieniem jakby oceniając czy faktycznie może mu zaufać.
- Możesz mi łaskawie wyjaśnić co to za podchody ?! - Spytał, próbując podnieść się do pozycji siedzącej, ale od razu został popchnięty z powrotem z siłą, której się nie spodziewał po tej z pozoru drobnej, nieszkodliwej brunetce. Mimo mocno przyśpieszonego bicia serca spowodowanego wyjątkowo nieprzyjemnym położeniem postanowił jej ustąpić. Może miała jakiś wyjątkowo dobry powód, by go traktować w ten sposób, którego się nie domyślał, a jeśli nie, to zawsze będzie mógł spróbować spacyfikować ją później.
- Ciszej, braciszku. - Syknęła, przykładając palec wskazujący prawej ręki do ust. - Chcesz nas wydać ?
- Braciszku ? - Powtórzył po niej mechanicznie z ogromnym trudem powstrzymując się od krzyku zaskoczenia. Owszem, wiedział, że ma jeszcze jedną siostrę, ale ona przecież mieszkała gdzieś daleko w Grecji. Czemu więc ni stąd ni zowąd znalazła się w Nowym Jorku ? I czemu, do cholery ciężkiej, swojego nigdy niewidzianego brata szukała akurat w tej melinie, w której byli dokładnie w takim samym niebezpieczeństwie jak zebra w klatce pełnej lwów ? Jeśli nie większym.
- Eufrazja Wenizelos. - Przedstawiła się, przerzucając sobie przez ramię długie, lekko falowane włosy. - Manoli na pewno Ci o mnie wspominał, gdy w Place przekazywał Ci list od naszego ojca. - Posłała mu posuwiste spojrzenie spod przymrużonych powiek.
- Faktycznie, ale to wciąż nie wyjaśnia dlaczego Ty sama postanowiłaś szukać mnie akurat teraz i to w jednym z najbardziej niebezpiecznych dla jego potomków, a już zwłaszcza damskich potomków, miejscu. - Przyznał podpierając się na łokciu.
- A jak myślisz ? Robiłam roczny bilans strat i dochodów Olympic Air, których stałam się główną właścicielką po jego śmierci i przy okazji odkryłam pewne nieścisłości w rachunkach. Kiedy natomiast... - Chciała jeszcze coś dodać, ale uciszył ją machnięciem ręki zbyt obawiając się, by nie zostali podsłuchani przez niewłaściwe osoby.
- Dobrze, już dobrze, ale opowiesz mi o tym później. Tu ściany mają uszy. A teraz się zbieraj, wymkniemy się tylnym wejściem, a gdyby ktoś nas przyłapał, udawaj prostytutkę.
Chyba jeszcze nigdy nikt nie obdarzył go takim mroźnym i zarazem wściekłym spojrzeniem jak Greczynka w tej chwili, ale nie zamierzał się tym przejmować. W końcu nie mieli innego wyjścia. Gdyby usiłowali przemknąć się od frontu, z całą pewnością ich tożsamości zostałyby odkryte, a oni sami zastrzeleni. A w ten sposób zyskiwali przynajmniej trochę czasu do opracowania szczegółów planu umożliwiającego im obojgu w miarę spokojne życie. Zdawali sobie jednak w pełni sprawę z faktu, że cała zabawa dopiero się rozpoczęła, bo w pojedynkę zawsze łatwiej było się ukryć.
***
Cytat w nagłówku przytoczony za Beatą Pawlikowską.
26/12/2020
[KP] Oh, Father tell me, do we get what we deserve?
Nigdy nie miał do nikogo pretensji. Nie robił matce wyrzutów tylko dlatego, że przez kilkanaście lat ukrywała przed nim prawdę, że nie rozmawiała z nim na niewygodne tematy, a pytania ciekawskiego dziecka zbywała opowieściami z Argentyny. Nie miał pretensji do ojca, chociaż ten przez ponad dwadzieścia lat nie chciał go nawet poznać, co miesiąc przesyłając określoną sumę pieniędzy, a w święta dodatkowe czeki, które Diego gromadził w pożółkłej już kopercie. Nie złościł się na młodszego brata, chociaż on złościł się na niego - jakby za całe ich życie odpowiadał właśnie Diego. Nikt inny.
Nigdy nie uciekał przed odpowiedzialnością, chociaż ta goniła za nim nieustannie, nie dając mu nawet na moment odetchnąć. Nie uciekał przed nagrodami, ale tym bardziej nie unikał wymierzanych kar i nagan, zbierał nawet te przeznaczone dla brata. Zahartował się, w końcu przestał się bać odpowiedzialności i zamiast traktować ją jako nachalnego przeciwnika, przyjął ją jako swoją przyjaciółkę. Rzucił się w wir pracy, zaczął się więcej uczyć i dzięki temu wszystkiemu nie uciekł także przed prawdą. Wtedy postanowił wyjechać z kraju i zająć się relacjami z tych części świata, które ogarnięte były nieustannymi konfliktami zbrojnymi. Znikł. Dla najbliższych zapadł się pod ziemię. Dla społeczeństwa zaistniał jako niestrudzony reporter wojenny, który nieraz dla dobra materiału gotów był poświęcić własne.
Nigdy nie potrafił przyznać przed innymi, że ma dość. Łatka pracoholika i chorobliwie ambitnego dziennikarza, wpierw w podrzędnym brukowcu, a następnie na wojnie, przyległa do niego nadzwyczaj szybko. Pragnął piąć się po szczeblach kariery, odnosić sukces za sukcesem, a kiedy w ostateczności dotarł do własnych korzeni i odkrył, skąd pochodzi, nie bał się przyjąć tego, co mu się należało. Bez wahania wskoczył między szalejące trybiki Millennium Press, aby udowodnić ojcu, że jest tego wart, matce, że nie musi się o niego obawiać, a przyrodniej siostrze, że powinna dostrzegać w nim konkurencję.
24/12/2020
WESOŁYCH ŚWIĄT ORAZ SZCZEŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
12/12/2020
2155. I think your house is haunted
Your dad is always mad and that must be why

26/11/2020
IG ZAIRE

25/11/2020
IG

24/11/2020
2154. I thought I saw the devil, this morning
23/11/2020
[KP] My, my those eyes like fire in my head
29 lat | prawnik | doktorant na CU | junior associate w kancelarii Lynnch&Shepard | syn Aarona Sheparda, ale posługuje się nazwiskiem matki, by nikt nie oskarżył ojca o nepotyzm | starszy brat wyjątkowo nieprzyjemnego typa | nie, żeby sam był od niego lepszy
Od zawsze wiedział, że jego życie nie będzie łatwe. W szkole musiał starać się bardziej, być najlepszym z najlepszych. W domu był idealnym synem. Nigdy nie zaznał rodzicielskiej miłości, choćby nie wiadomo jak bardzo był wspaniały.
Więc w końcu przestał być idealnym dzieckiem, choć poza domem nie potrafił być inny niż wcześniej. Nawet nie lubił się uczyć, ale zawsze to robił. Ukończył liceum z najlepszym możliwym wynikiem, tak samo jak studia, a później postanowił, że zrobi jeszcze doktorat, mimo że kariera naukowa nigdy go nie interesowała.
Biorąc pod uwagę jego sukcesy, nikt nie śmiał podważać jego pozycji w kancelarii. Tajemnicą poliszynela jest, że najnowszy junior associate to syn człowieka, którego nazwisko widnieje w nazwie firmy. Codziennie słyszy szepty współpracowników na swój temat, ale przemierza korytarze z podniesioną głową, bo nie przejmuje się takimi rzeczami. Niczym się nie przejmuje, bo z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego.
14/11/2020
2153. And every day will come to pass
Czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi. Ja dusiłam się wczoraj, a teraz mogę w spokoju odetchnąć. Niezastąpionej El po raz kolejny dziękuję za sprawdzenie tekstu i pomoc w stoczeniu walki z imiesłowami ♥ Obiecuję nie używac ich tak wiele! ^^ Tytuł oraz cytat: Welshly Arms — Who We Are.


