aktualności

07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

13/02/2003

[KP] you were my crown, now I'm in exile


Madeleine Quinn

Madeleine Avalon Quinn ♤ urodzona 13.09.2003, córka pilota linii American Airlines, po wielu latach od tajemniczego zaginięcia uznanego za zmarłego, i wiecznej szefowej, która nigdy nie daje za wygraną ♤ studentka medycyny, która być może zbawi kiedyś świat (a może go zniszczy) ♤ wynajmuje nieduży, przytulny loft na Manhattanie, dzielony z własną kocicą Vitą oraz królikiem i kotem przybranej siostry ♤ trzyletnia luka w życiorysie, której skrawki zaczynają wracać ♤ z matką i siostrą utrzymuje sporadyczny, ograniczony i chłodny kontakt ♤ od niedawna dorabia jako fotomodelka —•— powiązania

——— I have this thing where I get older but just never wiser
Midnights become my afternoons———

Pierwsze wspomnienia są niewyraźne, jak kiepskiej jakości fotografie, miejscami powycierane i oprószone kurzem. Żywe są tylko zapachy. Kolory już dawno wyblakły, dźwięki nie brzmią tak czysto. Świat wówczas był prosty — im mniej się wie, tym mniej się o tym myśli — a życie biegło sobie leniwie, drocząc się z promieniami słońca i zostawiając za sobą echo dźwięcznego śmiechu.
Potem przychodzi nic, a jest to nic w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu; okrutne i przerażające nic; bez światła i ciemności, bez hałasu i ciszy. Bez słów, bez wrzasków i bez milczenia. Bez szczęścia i bez smutku, jak więzienie zbudowane w próżni. Coś tkwi pod spodem — wie o tym, lecz nie wie co to. Chciałaby odkryć prawdę, a zarazem boi się tego, co mogłaby znaleźć. Nie bez powodu ta część życia zniknęła, zamknęła się szczelnie w skrzyni, do której nikt nie ma dostępu. Czasem niewiedza bywa mniej zabójcza, niż fakty, z którymi trzeba się zmierzyć. A raz odgrzebanej prawdy nie da się z powrotem pochować.
Smutki maskuje czarnym humorem, a lęki wściekłością, wrzącą pod powierzchnią jak wulkaniczna lawa i wybuchającą w najmniej odpowiednich momentach. Jest pełna sprzeczności, pełna marzeń i pełna emocji, które stara się schować, bo nie okazując uczuć nie okazuje się również słabości. Nie można jej zamknąć w konkretnych ramach, ukształtować wedle własnych zachcianek, choć mimo wszystko rzeczywistość cały czas usiłuje to zrobić.
Najchętniej spaliłaby świat i na tych zgliszczach zbudowała swoje życie na nowo.

——— Sometimes I feel like everybody is a sexy baby
And I'm a monster on the hill ———

6 komentarzy:

  1. Świat Sophii zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni i nie było od tego już odwrotu.
    Ostatnie miesiące były na tyle szalone, że czasami, kiedy patrzyła na swoje życie teraz to zastanawiała się, czy ono na pewno należy do niej. Ponieważ zmieniło się naprawdę wszystko. Kiedy zaczynała spotykać się z Carterem to nie sądziła, że kiedykolwiek ta relacja zmieni się w… Małżeństwo, a przede wszystkim w rodzicielstwo, bo jakby nie patrzeć jednak posiadanie dziecka wiązało ich ze sobą znacznie mocniej niż papiery, które podpisali w Brazylii. Sophia zaczynała powoli piąty miesiąc, było po niej już wyraźnie widać, że jest w ciąży i nie próbowała nawet tego ukrywać. Byłoby ciężko to robić, kiedy Carter zdążył pochwalić się już tym na Instagramie, opowiadał w wywiadach o tym „zmienionym” człowieku, jakim się stał, a przed budynkiem, gdzie mieszkali często pojawiali się paparazzi, którzy czekali tylko na to, aby zrobić jakieś zdjęcie. Sophia niby już się przyzwyczaiła, ale wciąż nie lubiła, kiedy za nimi chodzili. Nawet wyjście do ulubionej kawiarni tuż po tym, jak Carter rzucił bombę o małżeństwie i że zostanie ojcem, było niemal niemożliwe, a na każdym kroku ktoś ją zaczepiał, szli przed nią z kamerami i oślepiali fleszem. Carter miał być tylko na chwilę i tylko przyjacielem z bonusem. Obiecywała sobie, że się nie zakocha, bo to przecież nie był facet, w którym się zakochuje, a tymczasem na jej dłoni lśnił spory kamień i obrączka, a wszystkie dokumenty wymieniła i nie widniała już jako Sophia Moreira, a Sophia Crawford, a ona piekła babeczki dla swojej przyrodniej siostry w ich mieszkaniu na Manhattanie.
    Poranek spędzili wspólnie, a potem Carter się zmył z mieszkania. Sophia wcale go nie wyganiała, ale też doceniała, że dał jej i Maddie przestrzeń, aby posiedziały same. Nie doprecyzował, gdzie idzie, a ona nauczyła się, aby nie zawsze się o jego obecność pytać. Czasem po prostu lepiej było nie wiedzieć i być może tym razem to wyjście również do takich należało.
    Odkąd Sophii wrócił apetyt, nie wymiotowała, jak kot co dziesięć minut i jedzenie faktycznie się w niej utrzymywało prawie nie wychodziła z kuchni. Piekła, gotowała i smażyła to czego tylko jej dusza zapragnęła. Nie popisywała się – po prostu lubiła gotować, a jeszcze bardziej lubiła, kiedy ludziom smakowało to, co brunetka przygotowała. Dla Maddie zrobiła specjalnie babeczki w jej ulubionym smaku, choć nigdy jej wprost nie powiedziała, który jest jej ulubionym. Sophia sama to odgadła. Właściwie to chyba największym zaskoczeniem było właśnie to, że Sophia i Maddie zaczęły się dogadywać. Może daleko było im do najlepszych przyjaciółek, ale ich relacja była nie tylko poprawna. Ona była żywa, a przede wszystkim niewymuszona.
    — Gigi, spadniesz. — Ostrzegła, kiedy przechodziła obok sofy z wazonem świeżych słoneczników. Gigi przednimi łapami opierała się o szklany stoli, a tylne miała na sofie. Trik, który niby łatwy, ale dla jej psiego móżdżku nie zawsze do utrzymania.
    I tak, jak powiedziała Sophia, Gigi zleciała. Przednie łapy przesunęły się po szklanek powierzchni, a tyłek biszkoptowego psa zsunął się z kanapy. Zapiszczała, a potem otrząsnęła się i podbiegła do brunetki, która akurat odstawiała wazon na komodę.
    — Mówiłam ci wariatko, że spadniesz. — Westchnęła przewracając oczami. Podpierając się o komodę lekko kucnęła, aby dosięgnąć do suczki. — Powinnaś zacząć się bardziej słuchać, wiesz? Jeszcze raz zlecisz i Carter cię weźmie na prześwietlenie, a nie wiem, czy ci pan weterynarz wybaczył za to, jak go ugryzłaś ostatnim razem.
    Uśmiechnęła się ciepło i podrapała ją za uszkiem. Tam, gdzie lubiła najbardziej. Sophia dużo ostatnio mówiła na głos. Podobno to dobrze wpływało na dziecko, które już miało rozwinięty słuch. Podniosła się z cichym westchnięciem, kiedy usłyszała znajomy dzwonek do drzwi. To musiała być Maddie. I Sophia wcale się nie pomyliła, bo kiedy zerknęła w kamerkę to zobaczyła pod drzwiami siostrę. Dokładnie tak, jak myślała. W całym mieszkaniu pachniało słodkimi babeczkami. Świeże kwiaty dopełniały urok tego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apartament dawno przeszedł metamorfozę. Kiedy Sophia była tu pierwszy raz wszystko krzyczało jestem singlem i mi z tym dobrze, a teraz coraz bardziej robiło się tu rodzinnie. Otworzyła drzwi z szerokim uśmiechem i psem, który wciskał się między nogi Sophii, aby dostać się do Maddie albo zwiać na korytarz, jakby jeszcze Sophia miała siłę ją po nim ganiać.
      — Cześć. — Przywitała się wesoło i znów schyliła, aby przetrzymać Gigi. — Tylko szybko, zanim ucieknie i znów będzie trzeba za nią latać po całym budynku. — Poprosiła. Gigi przy każdym zachowywała się tak, jakby nie widziała ich całe miesiące i koniecznie musiała już teraz się przywitać, bo inaczej jej psie serduszko przestanie bić.

      🤎

      Usuń
  2. Gigi była kulką energii, której nic nie męczyło. Absolutnie ciężko było tego psa czymkolwiek zmęczyć. Zabrali ją ze schroniska kilka miesięcy temu, a Sophia do dziś pamiętała, jak dramatyczny to był dzień. Głównie przez to, że ludzie, którzy zabrali ją wcześniej oddali ją z awanturą, szarpiąc za smycz z Gigi i kłócąc się ze wszystkimi w schronisku, a Sophia nigdy przedtem nie widziała, aby Gigi była czymś tak wystraszona. Wyszli wtedy bez niej, choć brunetka gotowa była błagać, aby zabrali ją ze sobą, ale Carter początkowo się wahał, a potem wrócił po nią sam twierdząc, że czegoś zapomniał. I od tamtej pory Gigi wciąż spadała z kanapy, rozbijała się o ściany i nie potrafiła wyhamować, kiedy rozpędzała się na swoich czterech łapkach.
    — Dzięki. W końcu zaczynam przypominać człowieka. — Westchnęła. Nie ukrywała, że było ciężko, a Maddie zresztą to widziała sama, kiedy na moment Sophia wróciła do domu. To były wtedy pierwsze tygodnie i niemal nie wychodziła z łazienki, a poza tym w tamtym czasie zerwała z Carterem, więc poza typowymi objawami ciążowymi nosiła w sobie jeszcze złamane serce, ale hej, to przecież było już za nią. Teraz wszystko było dobrze. — Mads… Nie musiałaś nic kupować. Dziękuję.
    Uśmiechnęła się i od razu zanurkowała ręką do torby. Pierwsze co wyjęła to był pluszowy królik, w którym Sophia zakochała się niemal od razu. Powoli zbierali już rzeczy dla małej, ale wciąż mieli za mało, a za każdym razem Sophia miała wrażenie, że ciągle im czegoś brakuje. I brakowało, ale sama nie wiedziała właściwie czego.
    — Jakie to wszystko śliczne. — Zachwyciła się, kiedy oglądała kolejną rzecz. Mimo, że była już w zaawansowanej ciąży to Sophia wciąż niedowierzała, że była w ciąży i miała zostać mamą. To było tak dziwne i nierealne. Szczególnie, kiedy brała na tapetę to, co działo się wcześniej.
    Sophia odstawiła torbę z prezentami. W miejscu, do którego nie dosięgnie Gigi, bo jak nic wnętrzności królika zaraz latałyby po całym mieszkaniu. Każdy pluszowy zwierzak, niestety, ale kończył swoje życie tu ekstremalnie szybko.
    — Zmówiliście się czy co? — Westchnęła przewracając oczami. — Odpoczywam, ale nie będę ciągle siedziała na tyłku. Zanudziłabym się w końcu na śmierć.
    Carter bywał przewrażliwiony i mu się nie dziwiła, ale nie mogła wiecznie siedzieć na kanapie. Mimo, że czasem tylko na to miała ochotę, ale kiedy nic jej nie bolało, nie czuła się źle i ogólnie była w zadowalającym stanie to Sophia z tego korzystała. Stąd w mieszkaniu unosił się zapach świeżych babeczek i masy innych rzeczy. Odpuściła sobie tylko sprzątanie, ale to dawno wypadło z jej obowiązków, a do nich przychodziła miła pani, która ścierała wszystkie kurze i robiła masę innych rzeczy. Sprzątała nawet miejsca, o istnieniu których Sophia nie miała pojęcia.
    — Dziwnie, ale dobre. — Odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Była zaskoczona, że tak wygląda teraz jej życie, ale nie zamieniłaby go na nic innego. Zawsze tego chciała. I tak wyobrażała sobie swoje życie. Może te wielkie plany – ślub i dziecko – przyszły o jakieś pięć lat za wcześnie, ale nie zamierzała narzekać. Szczególnie, że naprawdę nie miała na co. — Chyba się jeszcze nie przyzwyczaiłam do tego wszystkiego, ale… Oddycha mi się jakoś łatwiej, wiesz? Jest lepiej bez tych wszystkich… rzeczy nad głową.
    Bez macochy nad głową. Sophia nie rozmawiała z nią często, a właściwie to wcale. Tyle co, kiedy zaglądała do taty, bo obiecała sobie, że nie zostawi go na pastwę Gwen. Oscar był zresztą teraz prawie wzorowym ojcem. Zaangażowanym. I też wiedział, że gdyby znów coś się wydarzyło co ich poróżni to nie tylko straci Sophię, ale i jeszcze bezimienną wnuczkę. Może późno, ale w końcu dostrzegł, że Sophia naprawdę mogłaby zniknąć, jeśli nie zmieni się między nimi nic.
    — A jak z tobą? I dziękuję, że wzięłaś Chestera i Daisy. Wiem, że to pewnie dużo. — Westchnęła ze słabym uśmiechem. Tęskniła za swoimi zwierzakami, ale nie wiedziała, jak ma to wszystko chwilowo pogodzić ze sobą. — Nie miałaś żadnych problemów z wyprowadzką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro robili dramę, kiedy Sophia się wyniosła to ciekawa była czy podobnie było z Maddie, czy może jednak na nią machnęli ręką. Obie opcje były bardzo prawdopodobne. Zwłaszcza, gdy chodziło o Gwen, która potrafiła robić afery ze wszystkiego i niczego, a i tak wychodziły jej one spektakularnie.

      🤎

      Usuń
  3. Sophia przez moment nic nie mówiła. Zastanawiała się, czy pojawiły się w schronisku ostatnio jakieś czarne psiaki. Było ich całkiem sporo i tak, jak zwykle miała zapamiętane wszystkie imiona i kolor ich sierści, to ostatnio zapominała coraz więcej. Ot, taki skutek uboczny ciąży, o którym wcześniej nie wiedziała. Dopiero, kiedy zaczęła coraz częściej zapominać o drobnych sprawach trochę się przestraszyła, że dzieje się coś złego. Umówiła natychmiastową wizytę, a jej lekarka szybko uspokoiła Sophię, że to jest jak najbardziej normalne i dotyka naprawdę sporą część kobiet. Póki co, ale nie musiała się niczym martwić i po prostu żyć dalej tak, jak to robiła do tej pory.
    — Chwilowo nie pamiętam, ale jak tam będę następnym razem to się rozejrzę. Tylko jakbyś mi mogła o tym przypomnieć to byłoby super. — Odpowiedziała. Z pewnością jakieś były. Dużo było starszych piesków, które nie były tak chętnie brane do adopcji. Sophia żałowała, że nie może wziąć kolejnego, ale to byłaby głupota. Tak, finansowo mogła sobie pozwolić, ale za parę miesięcy w domu miał się pojawić noworodek, a już mieli Gigi, która pochłaniała naprawdę wiele energii. Kolejny pies to kolejny obowiązek, a tych Sophia miała po kokardę. I cóż, ze wszystkim co działo się za kulisami, a o czym Maddie nie wiedziała, również nie mogli pozwolić sobie na kolejnego psa. Nie, kiedy była możliwość, że Sophia z tym dzieckiem zostanie sama i to wcale nie z wyboru Cartera.
    To faktycznie było dziwne, że były dla siebie miłe. Nie, bo musiały. Ale bo chciały.
    Maddie pierwsza dowiedziała się o ciąży. Przypadkiem w dodatku i Sophia przez bardzo krótki moment się martwiła, że rozpowie wszystkim. To z pewnością miałoby miejsce jeszcze rok temu, kiedy nie potrafiły ze sobą porozmawiać bez złośliwości.
    — Hm, faktycznie. — Przytaknęła. Zupełnie odruchowo ułożyła dłoń na wierzchu brzucha i przesunęła nią powoli. To było dziwne. Maddie jako ciocia. Sophia w roli mamy. I żony. Nie mogła zapominać, że jest teraz żoną. — No, przynajmniej wiem kto będzie ją rozpieszczał na równi z Carterem. — Uśmiechnęła się pod nosem.
    Oboje przepadli dla tej małej dziewczynki. Dziadkowie Sophii oszaleli i po powrocie z Brazylii zajęło jej dzień, aby poukładać prezenty. Oscar również przygotowywał się do roli dziadka. Niespodziewanie i szybko, ale radził sobie całkiem nieźle. Najmniej zachwycona była Gwen, ale kiedy ona była z czegokolwiek zadowolona?
    — Strasznie za nim tęsknię. — Westchnęła pod nosem. Chester był w jej życiu od kilku lat, a teraz na dobre zamieszkał z Maddie i brunetka czuła lekką zazdrość pod tym kątem, ale wiedziała, że jest mu tam dobrze. — Ale masz rację. Szkoda byłoby psuć kocią historię miłosną. — Zaśmiała się. Regularnie dostawała filmiki i zdjęcia, a Chester i Vita przepadli bezgranicznie.
    Skinęła lekko głową, kiedy Maddie opowiadała o matce. Obie miały z nią napięte relacje. Dla Sophii była tylko macochą, ale dla Maddie była przecież mamą. Może nieidealną i nie taką z obrazka, a już na pewno nie taką, jaką mamą dla Sophii była Eliana, ale jednak wciąż była mamą.
    — Może niedługo się opamięta. — Powiedziała w nadziei. Sophia nie przepadała za swoją macochą, a ona za nią. Jednak wbrew wszystkiemu miała nadzieję, że kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy ta kobieta się zmieni, ale to chyba było tylko pobożne życzenie. — Grunt, że mamy teraz spokój, nie? Wiesz, mam wrażenie, że w tym domu nikt nigdy się ze sobą nie dogada. Ale to w zasadzie już nie nasz problem.
    Została tam tylko Imogen, Oscar i Gwen. Można powiedzieć, że Gwen dostała czego chciała. Swoją rodzinę, której jej odebrała Eliana. Co prawda bez Maddie, a choć Sophia nigdy by tego głośno nie powiedziała, to czasami miała wrażenie, że blondynka przeszkadza jej tam równie mocno co Sophia.
    — To dobrze, Mads. Naprawdę się cieszę, że ci się tam podoba i że dobrze się tam czujesz. To ważne. — Mówiła. Obie odetchnęły, kiedy w końcu znalazły się na swoim. Tak to wyglądało z perspektywy Sophii w każdym razie. — Też odetchnęłam, kiedy się przeprowadziłam. To było… Odświeżające. Być samej i z kimś kto cię docenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W penthousie rodzinnym tego nie czuła.
      Carter wiele w jej życiu zmienił. Nie tylko chodziło o ciąże czy ślub, ale w ciągu paru tygodni dał jej więcej niż otrzymywała w domu. Mimo, że mieli za sobą sporo wybojów i nieprzyjemnych sytuacji to czuła się tutaj dobrze. I niecierpliwie czekała na to, co jeszcze przyniesie im wspólna przyszłość.
      Uśmiechnęła się lekko po pytaniu Maddie.
      — Zawala? Och, zdecydowanie nie. — Odparła. Wślizgnęła się na stołek przy kuchennej wyspie i sięgnęła po babeczkę, którą obrała z papierka. — Wpasował się w nową rolę lepiej niż podejrzewałam. Czasem mam wrażenie, że gdyby się dało to przeszedłby tę ciąże za mnie. — Zaśmiała się. Sophia nie mogła narzekać. Pod tym względem Carter był… Cóż, idealny. — I prawie jestem pewna, że wykreśla w kalendarzu dni do porodu. Codziennie chyba słyszę, jak jej mówi, że mogłaby się już pospieszyć.

      🤎

      Usuń