aktualności
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.
25/01/2026
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
[Ciao bello!🤭
OdpowiedzUsuńNa jego miejscu również nie przyznałabym się, że mi zasmakowała pizza z ananasem. Jeszcze odebraliby mu włoskie obywatelstwo za to barbarzyństwo. 😁 Powiem tyle, że narobiliście mi oboje ochoty na carbonarę, a póki co się nie zapowiada, że jem sobie taką prawdziwą włoską, więc niestety, ale będę się musiała podróbą zadowolić. 🥲
Bawcie się razem dobrze i oby się trafiła taka, która będzie potrafiła ten włoski temperament ujarzmić i tę paskudną pizzę wybić mu z głowy!🤭
Loffki, kisski i cała reszta. 🩷]
sloane fletcher & sophia moreira
[ Oooh, teraz ja też bym zjadła carbonare xD Cześć!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tym Twoim postaciom, że są takie... Rozbudowane, że mają takie pełne i bogate życie, że na to wszystko starczy im czasu! Że kariera jest, rodzina jest, szczypta nieszczęścia też i to wszystko to taka ładna, harmonijna kompozycja 😊
Bawcie się dobrze! Standardowo, zapraszam do którejś z swoich dziewczyn, one dogadają się nawet z Włochem! ]
Emka & Lily
[Miło widzieć Cię z kolejną, równie świetną postacią na blogu <3 To wirujące zdjęcie jest genialne, co chwilę na nie najeżdżam i się nim bawię haha :) Ah ten włoski temperament, ciężko nie mieć do niego słabości! Nie miałyśmy chyba jeszcze okazji razem niczego stworzyć, więc gdybyś miała ochotę na wątek, zapraszam do kogoś z mojej dwójki :) Życzę dużo weny i dobrej zabawy, a ja uciekam kupić przez Ciebie i te włoskie klimaty jakieś pyszne tiramisu :D]
OdpowiedzUsuńRowan Ardent & Lusya Warren
[Podobnie jak magiczniemrocznamoc, nie mogłam odmówić sobie chwili zabawy z tym zdjęciem 🤭 Które zresztą od wczoraj już zdążyło się zmienić, ja tu wszystko widzę 😈
OdpowiedzUsuńAntonio jest przesympatyczny i myślę, że Maxine przesiadywałaby w jego kuchni równie chętnie, co w kuchni Leonarda, ponieważ ta dziewczyna ma oczywistą słabość do każdego, kto tylko ją karmi, ale będę dzielna i nie dam się namówić na kolejny wątek, bo serio, ale to serio nie wyrobię. Choć podobno nigdy nie należy mówić nigdy, prawda?
Tymczasem bawcie się z Antonio dobrze i zostańcie z nami na długo 💖]
MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS
Szum ulewy rozbijał sie nie tylko o wystające kamienne parapety fasady budynku, ale również rozbrzmiewał w środku, niosąc się echem po coraz mniej zatłoczonych korytarzach. Ten sam szum ginął niejako w niegasnącym gwarze i znów wznosił pod potężne żyrandole, dzwoniąc o kryształki zdobień. Emma stała z brzegu, przy rozwidleniu na półpietrze schodów z plecami wciśniętymi w zimny mur. Spojrzenie miała opuszczone na tyle, by widzieć eleganckie stroje publiki, która ożywiona po spektaklu, dzieliła się nadal wrzącymi w nich emocjami. Widziała błyszczące naszyjniki kobiet, połyskujące materiały szali, albo sukienek i śniezną biel dobrze skrojonych koszul towarzyszących im mężczyzn. Czekała na odpowiedni moment, by wrócić wyżej, minąć główne drzwi na salę i poczekać kawałek dalej przy rozwidleniu kolejnych korytarzy, gdzie Antonio będzie wychodził, gdy się przebierze i odetchnie po sztuce. Cierpliwie więc stała, bo tłum poniósł ją z jej miejsca aż tutaj, nim zdołała mu umknąć i zaczepić się boleśnie wysokimi szpilkami w miejscu.
OdpowiedzUsuńPalce stóp odrobinę ją bolały, bo nie nosiła obcasów od miesięcy, a może i już lat, a dłonie odrobinę drętwiały, gdy sztywno otaczała nimi niewielki karton, by uchronić kawowe bezy przed straceniem tłumu, który nadal falami wylewał się z głównej sali widowni. Jakim cudem zmieściło się ich tam aż tyle i jakim cudem ona sama nie dostała ataku paniki, ani się nie udusiła? Była dzisiaj dzielna, kolejny raz przyszła na sztukę Antonio i kolejny raz spłynął jej niemal calutki makijaż od tych uczuć, które w niej wzniecał spektakl choć nie był ani mocny, ani wyrazisty. To były te nieliczne momenty, gdy sobie na to pozwalała, gdy pokazywała pęknięcia i pozwalała płynąć łzom, opaść ramionom i uciekać z gardła takim dźwiękom, których nie musiała się wstydzić, bo ginęły w tłumie. To były te rzadkie chwile, gdy uciekała z swojego własnego świata i nabierała w płuca głebiej powietrza. Antonio tworząc inną historię, pozwalał jej odetchnąć od własnej.
Zawsze wyglądała tak samo, gdy przychodziła w te miejsca, gdzie tworzył. Rozpuszczone, albo nisko złapane włosy podpinała częściowo do góry, a dłuższe kosmyki podkręcała, by nadal osłaniały szyję i ramiona. Szerokie, bezkształtne swetry w których się chowała, porzucała dla granatowej sukienki bez pleców z długimi rękawami i rozcięciem od połowy łydki, gdzie sięgał materiał, do połowy uda z tyłu. Była to prosta, klasyczna i elegancka sukienka z miękkiej tkaniny, która ładnie leżała na szczupłej sylwetce i wybaczała nawet te ubytki w kilogramach, jakich nie odzyskała po wypadku. Emma czuła się w niej dostatecznie swobodnie, by wychodzić tak z domu, bo choć najchętniej schowałaby się w bluzie i jeszcze owinęła kocem, to wiedziała, że ma ładną figurę i to nic złego czasami po prostu ubrać się inaczej.
Ludzi było już mniej, więc skierowała się z powrotem na górę. Mijając okno, rzuciła ukradkowe spojrzenie w szybę, gdzie woda lała się rozmywając obraz ulic, a światła latarni i przejeżdżających samochodów przypominały smugi jak po spadających gwiazdach. Jej odbicie również było rozmyte, niewyraźne. Jakby nie do końca istniała w tym świecie i czuła, że tak trochę jest. Nadal. Odstawiła karton na niski stolik przy wnęce obok rozwidlenia korytarzy. Siegnęła do torebki i wyjęła z niej jasny błyszczyk, by poprawić chociaż zjedzone usta. Kosmyk, który uciekł z drobnej spinki zaczesała za ucho i zdała sobie sprawę, że znów minęło zbyt wiele czasu od ich ostatniego spotkania. Przywiązywała się... na nowo jakby czuła, jak smakuje bycie blisko. Od wypadku minęły już niemal dwa lata, a ona nadal miała koszmary, ale teraz dni nie były takie złe. Nie wszystkie.
Poprawiła sukienkę przy ramieniu, chwyciła torebkę w dłoń, w której zadzwoniły małe klucze i telefon i złapała za kartonik. Nie musiała zaglądać do środka, wiedziała, że bezom nic sie nie stało, bo chroniła je zaciekle, nawet jak na nią. Kawowe, bo połączyła ich kawa i zawsze to ten smak i aromat towarzyszył jej myślom, gdy te biegły w kierunku Włocha.
Emka
[Jaka piękna ta karta! ♥ Jaki on przyjemny. Tworzysz postaci takie... cieplutkie, aż chce się do nich przytulać. A to pierwsze zdanie: Antonio jest prawdziwym architektem emocji... już od samego startu chwyta za serce! ;-) Pozwolę sobie wrócić do naszych ustaleń na HG, a tymczasem - bawcie się tu z Antosiem cudownie. ♥]
OdpowiedzUsuńAndrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald
Wieczory i noce były ciche i otulały chłodem, w którym potrafiła odnaleźć spokój. Emma wtedy oddychała głębiej, spokojniej, zsuwała z siebie szerokie, szare ubrania bez kształtów i bezdźwięcznie żegnała kolejny dzień. Każdy był trudny, niektóre trudniejsze, a ona potulnie, pokornie przyjmowała codzienności. Od wypadku była jeszcze cichsza, jeszcze bardziej wycofana, jeszcze bardziej skryta i niedostępna i zarazem wiedziała, że to wszystko... to po prostu nie do końca ona. Była dzieckiem z przypadku, podrzutkiem w sierocińcu, któremu poszczęściło się na tyle, że adoptowała ją naprawdę dobra para. Państwo White - jej prawdziwi rodzice, dali jej wszystko, o czym może marzyć dziecko. Dom i miłość, a ona, z natury łagodna i skromna, nie prosiła o więcej i nic więcej nie chciała. Mimo nieszczęśliwego startu, miała bardzo szczęśliwe życie, a po wypadku wszystko runęło. Świat nie zatrząsł się w posadach; on przestał istnieć, a ona wraz z nim.
OdpowiedzUsuńNie wiedziała, ile będzie musiała czekać, aż Antonio zbierze się do domu, ale nie weszła głebiej i nie szukała go w korytarzach. Oboje dawali sobie wolność i chyba to pozwalało jej czuć się przy nim tak swobodnie. Nie pytał. Nie dociekał. Nie naciskał. Póki obiektu nie zamykano i ochrona jej nie wypraszała, czekała cierpliwie, oglądając zdobienia w budynku i choć nikomu tego nie mówiła, te korytarze... były straszne. Zawsze gdy tu przychodziła, oglądała je z podziwem, ale i trwogą. Piekne, ale równocześnie makabryczne, jak z horroru, szczególnie gdy przejeżdżające auta i rozlane światła ulic i lamp pojazdów zmieniały kąt i perspektywę każdego kształtu. Ale Emma nie drżała, bo przecież to co nieżywe, nie może skrzywdzić.
Drgnęła zaskoczona, gdy głos rozległ się tuż za jej plecami. Nie słyszała jego kroków, ale to może jej wyobraźnia porwała ją zbyt daleko od tego miejsca. Porwała na pewno, bo czuła, jak niespokojnie bije jej serce.
- Buonasera, Antonio - powiedziała miękko, zatrzymując spojrzenie najpierw na jego ustach, gdy zostawiał na niej ciepły ślad, a później na swojej dłoni, jakby chcąc sprawdzić, czy zdąży go w jakikolwiek sposób dostrzec. Nie znała włoskiego i nigdy nie rozumiała, co on to niej mówi, ale tego jednego wyrażenia się nauczyła i miała tylko nadzieję, że nie kaleczy akcentu. Brzmiało to bardzo elegancko i pasowało to mężczyzny i do takich wieczór, gdy podziwiała jego sztukę.
Oddała mu uśmiech, a w jej spojrzeniu pojawiła się ta ciepła łuna, którą potrafił wzniecić swoim towarzystwem. Wysunęła dłonie w jego kierunku, aby przekazać kolejną porcję eksperymentalnych wypieków, jakie szykowała głównie z myślą o tym, by umilić mu czas tak, jak on umilał jej, pozwalając trwać tej znajomości bez narysowanych granic. Ostrożnie, badawczo z zdrową dawką ciekawości i budującej się fascynacji.
- Tak, ale jeszcze nie dzwoniłam po powrotną - przyznała, lekko przechylając głowe, aby wyłapać to drgnięcie w jego kąciku, które znała i które pojawiało sie, gdy dawała mu swoje wypieki. - To kawowe bezy, dodałam wanilii - powiedziała miękko, bo cukiernia i pieczenie to było to, co dodawało jej skrzydeł. To co pozwalało jej czuć, że żyje. Dzięki czemu naprawdę żyła.
Kilka pojedynczych włosków opadło jej na policzek i Emma zaczesała je znów za ucho. Po tuszu nie zostało już śladu, za to błyszczyk dodawał jej odrobinę odwagi.
- Było dzisiaj naprawdę pięknie - pochwaliła, opierając się plecami o zimną ściane, gdy to serce nadal nie pozwalało jej się uspokoić i dudniło tak mocno, aż słyszała to niemal w uszach. Odetchnęła płytko i spojrzała w stronę smug na oknie. - Nie uprzedziłeś, żebym nie zapomniała parasolki - przyznała i zwiesiła głowe, by ukryć zawstydzony uśmiech. To było tak łatwe uśmiechać się przy nim i z nim, że czasami się w tym gubiła.
Emka
( Buonasera! Pierwsze, co mnie urzekło, to Joe Jonas... Boże, to był mój crush z czasów świetności blogów grupowych! Mam ogromny sentyment do tego wizerunku <3
OdpowiedzUsuńWraz z Eve jesteśmy wręcz oczarowane tym szlachetnym, utalentowanym mężczyzną. Nie dość, że Włoch, to jeszcze artysta z bogatym wnętrzem... Chodzący ideał! Niech się nie martwi, że nie potrafi parkować... Eve też ma z tym spory problem. Ba, ona nie potrafi parkować tyłem! To najgorsza zmora, jaka może być. W razie chęci – zapraszamy <3)
Eve
Jedno uderzenie serca trwał piękny, miękki uśmiech, którym przyjęła podziękowania, wiedząc, że Antonio wie i rozumie, ile znaczą dla niej nie tylko same wypieki, ale gest obdarowania. Emma miała kruche i troszkę poturbowane, ale niezwykle gorące serce, które nie wahało się pracować dla innych. Mimo wypadku, własnej tragedii, straty i mimo udręk, jakie teraz znosiła, nie złamało to w niej wpojonej przez lata wychowywania w domu kochających ludzi prostej dobroci. Cukiernia stała się dla niej czymś więcej, niż wyrazem pamięci i wdzięczności po mamie, która ją adoptowała i była jedyną i najlepszą mamą, jaką mogła sobie wymarzyć. To nie był tylko interes. To był warsztat do budowania wspomnień i podarowywania chwil pełnych emocji. I może brakowało jej przedsiębiorczej smykałki, ale ludzie to doceniali, a klientela rosła, choć z biznesowego punktu widzenia Emma miała masę niedociągnięć.
OdpowiedzUsuńPrzy kolejnym uderzeniu, spuściła wzrok na trzymane przez niego pudełko i poczuła, jak robi jej się cieplej, a policzki zaczynają palić. Ta znajomość nie pędziła, a płynęła spokojnym nurtem, jak szeroka, leniwa rzeka i to jej odpowiadało. To ją w jakiś sposób już oczarowało, jak i sam Antonio. Ale wiedziała też, że w pewnym momencie to minie, te spotkania, zaproszenia na spektakle i uwaga, jaką chłonęła od mężczyzny. Jego świat był inny i nie potrzebował jej tak, jak ona potrzebowała jego. A ona... ona miała własne brudne sekrety, którymi nie powinna psuć mu ani jednej chwili.
- Chciałam przyjść. Zawsze chcę - przyznała cicho, zerkając w kierunku okna i jego dłoni na szkle.
Kolejne uderzenie serca i rumieniec zszedł, a twarz kobiety znów była jasna, choć może nieco bledsza. I tym razem miała wrażenie, że jej serce powoli zwalnia, a w żołądku zaciska się bolesny, zatrważający supeł. Kąciki ust uniosła do góry z wysiłkiem, gdy spojrzała na Antonio ponownie. Nie mogła się zgodzić, aby ją odwiózł do mieszkania, gdzie nie jest sama, albo po prostu... żeby wiedział. Powoli wsunęła chłodną dłoń pod jego ramie i oplotła palcami miękki materiał ubrania, czując silne ramię.
- A czy odwiózłbyś mnie do cukierni...? - poprosiła zduszonym głosem. - Zostawiłam tam telefon, a parasolka też się znajdzie - dodała, aby nie zrozumiał jej źle. Choć cokolwiek by zrozumiał, byłoby bliższe prawdy, niż jej nieudolna i pokraczna gra.
Emma nie umiała kłamać, ale była dobra w uciekaniu i chowaniu się. Ukrywała więc wstydliwą, brzydką prawdę i tak trwała w zawieszeniu tego co słuszne, co bolesne i co prawdziwe. Poczuła, jak narasta w niej mieszanka strachu i wdzięczności za propozycje. Wiedziała, że Antonio nie ma złych intencji, ale wiedziała też, że nie może zaufać i odkryć się z wszystkim. Obawiała się, że ujawnienie prawdy o jej życiu może sprowadzić na nią jeszcze większe kłopoty, a z tymi teraz i tak mierzyła się z ogromnym wysiłkiem.
- Gdyby było wcześniej, mogłabym zaprosić cię i pokazać, jak te bezy powstają - pomyślała na głos, gdy szli już ku schodami w dół. - Antonio, jadłeś kiedyś świeże zaraz po wystygnięciu? - zerknęła na niego kątem oka, powoli rozluźniając się po pierwszej, impulsywnej, myśli, która kazała jej się bać. Przecież z nim, mogła poczuć się bezpieczniej, choć trwało to tylko chwilę.
Emka
Bardzo chciałaby posłuchać o jego domu, o wspomnieniach i tych smakach, dźwiękach, zapachach, które wyniósł i o których pamiętał do dzisiaj. Gdy mówił o rodzinie, jego rysy łagodniały, a w spojrzeniu pojawiało się coś miękkiego, czego chwytała się za każdym razem tak mocno, jakby nie mogła się nadziwić, że tak potrafi czuć. Miał w sobie piękną iskrę pełną życia, której mu zazdrościła, którą też kiedyś miała. Jednak z tyłu głowy, przebijała się ostra obawa, że jeśli dopuści go zbyt blisko, gdy pozwoli podejść do siebie i poznać całą wraz z tym co wokół, po prostu w pewnym momencie zniknie. Bo wiedziała, była pewna, że tak właśnie będzie. Że straci go i te przemiłe chwile, gdy czuła się bezpieczna i wolna.
OdpowiedzUsuńNie myślała o taksówce, ani o cukierni, a o tym, że samochód Antonio nie może podjechać byt blisko jej domu. Gdy szli, schody zdawały jej się zlewać bez kształtów, a twardy ucisk w dołku sprawił, że w pewnym momencie przestała niemal oddychać, aż pobladła i zakręciło jej się w głowie. Zamilkła. Strach miał nad nią zbyt wielką siłę, tak jak ten, który go budził. W tym momencie Emma poczuła, jak świat zaczyna się rozmazywać, a przed oczami zamajaczyła ciemność, z której wyrwał ją mocniejszy dotyk na ciele.
Wciąż bez słowa, poddała się ruchom mężczyzny. Była wdzięczna i jeszcze bardziej świadoma, jak obrzydliwie go traktuje, odsuwając od prawdy. Ona się bała, ale to nie miało znaczenia. On nie zasłużył na kłamstwa i to budziło w niej za każdym razem coraz większe wyrzuty sumienia. Emma spojrzała na niego spod zmęczonych powieki, próbując zebrać myśli. Dłonie, które jej obejmował zadrżały, gdy uwolniła jedną i przyłożyła do policzka Antonio tak czule i lekko muskając mu skórę, jakby samym gestem chciała go za wszystko przeprosić. W głowie wciąż brzmiały jej słowa, które wypowiedział, ta niewinna propozycja i uczucie, które nimi wywołał, jakby w jej ciele zagnieździła się chłodna fala nerwów.
- Nie wiem... - powiedziała cicho, spuszczając zawstydzona wzrok. Nie powinna przyprawiać mu zmartwień. Chciała mu dawać tylko uśmiech, taki piękny jak ten, gdy odebrał bezy. - Nie chcę żadnego lekarza, Antonio. To nic... tylko zasłabłam, to był długi dzień - dodała, nie mając nawet sił na ostry sprzeciw. Od dwóch lat słabo spała. Od miesięcy niewiele była w stanie przełknąć, ale to nie były rzeczy, jakie chciała mu o sobie opowiadać.
Dość miała lekarzy, klinik, szpitali i przychodni. Dość miała tego zapachu, protekcjonalnego tonu, czujnych spojrzeń, a później spojrzeń pełnych współczucia i smutku, które osiadały na niej i przyklejały się, ciągnąć ramiona w dół. Zacisnęła palce na jego dłoni i podniosła wzrok, patrząc na niego z spokojem, jakby już nie było potrzeby się martwić.
- Nie potrzebuję lekarza. Po prostu… trochę się przemęczyłam. To minie - powtórzyła, chcąc go uspokoić i odetchnęła głębiej, wreszcie zbierając się, by wstać z ławki.
Wstała i stanęła, trzymając go za dłoń i nie powiedziała tego głośno, ale... nie chciała teraz nigdzie wracać. Nie sama.
- Zaraz będzie lepiej, chodźmy do auta - poprosiła, znów obejmując go pod ramię i przysuwając się bliżej. Miał tak wystraszone spojrzenie, pełne troski i zmartwienia, aż ścisnęło ją pod żebrami, więc uciekła spojrzeniem w bok, opierając policzek na jego barku.
Emma
Emma mówiła spojrzeniem, ciepłym gestem, troską a przede wszystkim wypiekami, do których wkładała serce. To, że dbała o innych tym, że pamięta, jakie lubią smaki, albo co chwalili ostatnim razem, mówiło o wiele więcej o jej cieple i wrażliwości, niż milczenie, którym zwykle się dzieliła. Była skryta, nieśmiała, delikatna i bardzo ostrożna w kontaktach z innymi. Może nawet zbyt bardzo wycofana. To co przeszła w życiu nie powinno wystarczyć za usprawiedliwienie, ale jednak przeżyła więcej, niż statystyczna osoba przez całe swoje życie, a nie miała nawet trzydziestu lat. Jeśli Antonio rozumiał i nie naciskał, to może jednak znał ją lepiej, niż sama sądziła.
OdpowiedzUsuńWizja, że odprowadzi ją pod drzwi i zastanie w progu Thomasa... to sprawiło, że wszystko w jej wnetrzu się skręciło, jakby chciało schować. Jakby wszystko w niej już chciało uciekać. Całe szczęście Włoch był cierpliwy, wyrozumiały i bardzo spostrzegawczy i pozwalał jej się wyciszyć, uspokoić, odzyskać równowagę i nie naciskał. Wsiadła za nim do auta nadal blada, ale przynajmniej już nie czuła ścisku pod żebrami i oddychała głeboko. Wystarczyło jej, że zapewnił, że nie pojadą do lekarza i już było lepiej. Nie mogła się przecież nikomu pokazać, bo wszystkie tajemnice zostałyby odkryte.
Gdy ruszyli, zacisnęła mocno palce na dłoni, bo wciąż jazda sprawiała, że czuła się cała napięta jak struna. Wtedy... wtedy też siedziała obok kierowcy... Tyle że wtedy z auta wysiadła tylko ona.
- Dziękuję - powiedziała cicho, gdy już jechali, a był to krótki szept jak tchnienie wiatru; nie tak dudniącego jak ten z wieczorną ulewą, a ledwie słyszalny. Dziękowała za wiele, nie tylko jego obecność, nie podwózkę do cukierni, czy szal, tylko jeszcze nie umiała tego nazwać.
Pozwoliła sobie opuścić powieki na kilka minut. Czuła na twarzy blask neonowych tabloidów, których nie lubiła, bo był zbyt wyraziste, zbyt krzykliwe, agresywne... tłumiły wszystko inne, jakby chciały pożreć cały świat dla siebie. Przycisnęła dłoń z pasem bliżej swojej klatki, a gdy zatrzymali się, zdumiona spojrzała przed siebie. Nie byli w jej okolicy... ani obok cukierni, ani bliżej jej domu. Spojrzała zdumiona na Antonio, rozumiejąc jego intencje i zamiary, a jednak nie rozumiejąc go jednocześnie wcale. Zagryzła dolną wargę i spuściła wzrok, tak zdezorientowana jak skrępowana i również absolutnie rozczulona.
Chwyciła go za dłoń i pozwoliła się poprowadzić. Szła ufna, choć palce jej drżały, nadal zimne i blade jak policzki, które nie odzyskały kolorytu. A w mieszkaniu, rozebrana z płaszcza, butów i poczucia, że panuje nad sytuacja, usiadła lekko przygarbiona w fotelu, patrząc za Włochem. Potrzebowała chwili, aby sobie to poukładać w myślach. Była w jego mieszkaniu, w jego przestrzeni, a... nigdy nie sądziła, że się tu znajdzie.
- Antonio - wypowiedziała jego imię miękko, poruszona tym co i ile dla niej robił i gdy zawrócił do kuchni, upiła kilka łyków wody z szklanki i podniosła się, idąc za nim. - Kompromisy są trudne - przyznała, odkładając szklankę na blat obok deski i noży, które miał tu już uszykowane. A potem bez słowa, bez ostrzeżenia stanęła za nim i objęła go mocno, starając się opanować to wzruszenie, które zatrzymało na rzęsach emocje. - Dziękuję ci - powiedziała cicho, znowu tak jak w aucie, że ledwie mógł być pewien, że ją słyszy.
Ems 💌
Nie była typem, któremu kontakty międzyludzkie przychodziły z łatwością. Wciąż, już od najmłodszych lat dzieciństwa, robiła coś nie tak, zbyt odstawała od dziewczynek, chociaż zbyt mało pasowała także do chłopców. W konsekwencji rzadko kiedy udawało jej się utworzyć jakieś głębsze relacje, a jeśli już się udało — ciężko je było utrzymać. Nauczona doświadczeniem, Maddie w głębi serca po prostu nieustannie drżała z obawy przed odrzuceniem. Wmówiła sobie w końcu, że dobrze jej w tej samotni i że nie potrzebuje towarzystwa, bo kiedy nie ma się bliskich, nikt nie może odejść ani zniknąć, ani zranić.
OdpowiedzUsuńByło kilka wyjątków, na ogół objawiających się w chłopakach, z którymi się jednak czasem wiązała; przez długi czas miała też mocną relację ze starszą siostrą, choć obecnie wszystko na tym polu stało pod wielkim znakiem zapytania. Ociepliły się jej za to kontakty z drugą siostrą, aczkolwiek nie na tyle, by mówić o jakiejś wielkiej przyjaźni. Jej ostatni związek zakończył się z kolei wysłaniem faceta do więzienia, z którego niedawno wyszedł, co spowodowało dodatkową komplikację w jej życiu. Reasumując — w chwili obecnej była sama i tak też spędzała większość czasu. Zamknięta w czterech ścianach nowego, wynajmowanego mieszkania, czuła się bezpieczniej, niż na zewnątrz. Z koleżankami właściwie wszystkie relacje jakoś samoistnie się rozeszły. Tak właściwie, gdyby naszło ją na zwierzenia, została jej już tylko jedna osoba. To wystarczało.
Nie przyjaźnili się od dzieciństwa, jak w wielu romantycznych powieściach, i tak samo jak w nich — nigdy nie połączyło ich nic więcej, poza tą właśnie przyjaźnią. Był jednak stabilnym punktem w życiu Maddie, jednym z niewielu, a aktualnie chyba jedynym; kimś, przy kim mogła być sobą, mogła się wściekać i płakać, i mówić otwarcie o tym, co ją boli i co ją przeraża. Kojące uczucie. Czasami miała bowiem wrażenie, że nawet ona już nie wie, kim właściwie jest, a przy nim jakoś zawsze potrafiła odnaleźć cząsteczkę siebie. Lubiła wpadać do niego bez zapowiedzi i zapowiedziana, siedzieć dłużej, niż wypadało, oglądać głupoty w internecie albo filmy, przy których płakali ze śmiechu. Było tak, jak powinno być w każdej przyjaźni — ciepło, otwarcie i bezpiecznie.
Tego popołudnia, gdy już nie mogła wytrzymać, udała się właśnie do niego, bo to robiła, kiedy było jej źle. A teraz, tak czuła, było jej wyjątkowo źle. Okropnie wręcz. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje i skąd ten rozstrój nerwowy, w dodatku w pewien sposób była zażenowana tym, że przeżywa cokolwiek tak intensywnie, bo na ogół była przecież bardzo opanowana. Miała wrażenie, jakby pękły w niej jakieś bariery, a wszelkie mechanizmy regulacyjne rozkręciły się i rozsypały w proch. Siedząc w domu zajmowała się wciąż czymś innym, byle tylko nie mieć czasu na myślenie — starała się ogarnąć studia, które z roku na rok były bardziej wymagające, zajmowała się zwierzętami, umawiała się na sesje zdjęciowe, by nie dopuścić do powstania dziury w budżecie, a gdy miała wolną chwilę, natychmiast łapała pierwszą z brzegu książkę albo włączała jakiś serial i przyklejała się do telewizora. Czuła, że jakiś niejasny stres oplata ją z każdej strony, niczym osiem macek ośmiornicy. Musiała z kimś wreszcie pogadać, bo wydawało jej się że zaraz eksploduje.
Po drodze wzięła na wynos pizzę z ananasem na połowie i zaopatrzyła się w wino, które pili ostatnio i które wyjątkowo im smakowało, a w końcu zastukała do drzwi — mocniej i bardziej nerwowo, niż zamierzała — przywdziewając na twarz szeroki uśmiech.
— Cześć! — przywitała się, gdy otworzył i bezceremonialnie wepchnęła się do mieszkania, wręczając przyjacielowi wielkie pudło z pizzą, a sama taszcząc reklamówkę z winem do kuchni. — Nie wiem, czy wiesz, ale dzisiaj pijemy i oglądamy. Ja wymyśliłam to, więc pozwolę ci wybrać film — uśmiechnęła się przekornie, stawiając butelkę na blacie i przetrząsając szuflady w poszukiwaniu otwieracza.
bestie 💜
OdpowiedzUsuńEmma nie pojawiała się pierwsza, nie odzywała się nieproszona, nie była śmiała ani w gestach, ani w zachowaniu, a jej głos zwykle był miękki i cichszy niż powinien, jakby przytłumiony. Ona sama wydawała się bladym tłem do tego, co ją otaczało, ale komponowała się w półcieniach i odnajdywała w nich tak dobrze, że nie rzucała w oczy. Nie przeszkadzała. Była obok w ten niewymuszony, łagodny sposób, bez hałasu, bez gwałtu, bez pośpiechu, jakby trwała i czekała na swój moment, choć od wypadku miała wrażenie, że gaśnie, bo jej chwila minęła.
Odrobinę zawstydzona swoim zachowaniem i tym, jak opatrznie mógł je odczytać, spuściła wzrok i posłusznie przysunęła szklankę do ust. Nie doszukiwała się nagany ani krytyki w jego słowach, ale fakt że nagle go objęła... mogła go zaskoczyć, to pewne. Wyczuła to krótkie spięcie w jego ciele, to jak zastygł pod jej ramionami, ale ostatecznie on nie skomentował jej ruchu, a ona postanowiła, że będzie bardziej rozważna. Na krawędzi zimnego szkła odbił się jej jasny błyszczyk, gdy upiła kilka łyków, przechodząc kawałek dalej, by nie przeszkadzać..
Emma patrzyła na niego z delikatnym uśmiechem, choć w jej oczach wciąż tliła się niepewność. Przyjemnie było obserwować jego swobodę i pewność w ruchach, jakby to jak sięgał po tę prostą, codzienną przyjemność jak jedzenie, było wyrazem głębi i spokoju, które już u niego znała. Czuła się w tej chwili odrobinę jak intruz, który znalazł się w tym miejscu przypadkiem, ale nie chciałaby za nic opuścić tego wyjątkowo osobistego spektaklu. Antonio na pewno miał wielu wiernych fanów, ale była pewna, że nikt nie widział go w takim wydaniu, jak ona mogła oglądać teraz.
Uśmiechnęła się lekko, sięgając po widelec. Nie mówiła nic, ale jej spojrzenie mówiło wszystko, co pokazała też gestem i co powiedziała wcześniej - dziękuję, że jesteś. Jedzenie już pachniało obłędnie, a skoro było przygotowane z troską, Emma wiedziała, że rozpłynie się na języku absolutną pysznością. Zawsze tak było, gdy ktoś gotował z sercem, nie mógł mu się równać nawet najlepszy kucharz świata i dlatego ona piekła tak, jakby każde ciastko miało trafić do kogoś jej bliskiego.
- Antonio... to jest wspaniałe! - oceniła po spróbowaniu pierwszego z pierożków i uśmiechnęła się szeroko, ocierając wierzchem palców krople masła, które osiadły jej na wargach i pojedyncza, która skropliła jej brodę. Wędrowała spojrzeniem od jego twarzy do talerza, później z powrotem tę samą drogą i w końcu zdecydowała, że to na Antonio chce patrzeć. - Ale ty też powinieneś zjeść... - zauważyła, przypominając sobie że przecież dopiero wrócił z pracy. I teraz siedział z nią, bo... tak to się potoczyło nieplanowanie.
Odetchnęła głebiej, ignorując, a wręcz tłumiąc poczucie winy i wyrzuty sumienia, że zajmuje mu czas. Miała tendencję do brania wszystkiego na siebie i wiedziała, że niekiedy przesadza niesłusznie, tak jak teraz mogłaby przesadzić.
Emma 🌷✨💕
Emma siedziała nieruchomo, jakby cały świat wokół niej nagle się zmniejszył i skupił na tej jednej, cichej chwili. Brak słów nie ciążył, ale wzmacniał świadomość, że ich wzajemne towarzystwo ma znaczenie. Z jej perspektywy Antonio był jak pojedynczy błysk światła w jej nieśmiałym, skrytym świecie - silny, spokojny, a jednocześnie tak delikatny w swojej obecności. Nienachalny i stabilny. Gdy widziała, jak sięga po widelec, czuła, jak jej serce łagodnie przyspiesza, choć próbowała to ukryć, odwracając wzrok i szukając czegoś, co odwróciłoby jej uwagę od własnych odkryć. Wyjątkowo przy nim nie chciała zniknąć, ukryć się i wtopić w otoczenie, a coraz częściej nabierała ochoty, by być po prostu dostrzeżoną.
OdpowiedzUsuńGdy tak się jej przyglądał, jego spojrzenie- pełne intensywności, przeszywało ją jak strzał, który nie rani, ale porusza głęboko w środku. Emma czuła, jak cienie jej zmęczenia, jej lęki i niepewność wypływają na wierzch, jak nie potrafi przy nim udawać. Zjadła swoją porcję, a gdy Antonio z uśmiechem wszystko zabrał i zaproponował ciastko i przejście do salonu, w jego delikatnym uśmiechu dostrzegła jakąś subtelną nieznaną zmianę. Chwyciła szklankę w dłoń i wstała, kierując się w wskazany kierunek.
- Sam urządzałeś to mieszkanie? - spytała uprzejmie, rozglądając się wokół. Ona mieszkała na Brooklynie, w mieszkanku w dwoma osobnymi pokojami, widną kuchnią i długą łazienką, gdzie wszystko miało swoje miejsce, a jednocześnie miejsca jakoś nadal brakowało. Tutaj było... przestrzennie. Było też przyjemnie, a nie w każdym dużym mieszkaniu udaje się uzyskać efekt swobody i pewnej przytulności.
Usiadła na kanapie, a granatowy materiał jej sukienki ładnie odciął się kontrastem od kremowego obicia mebla. Drobne plecy opadły na oparcie i chwilę zerkała w stronę dużych okien. Bała się wielu rzeczy, ale oglądanie miasta, nawet tego dobrze znanego, tego skrawka ulic z wyższej perspektywy zawsze ją mocno ujmował. Nie podróżowała w swoim życiu nigdzie i chyba mimo braku możliwości, po prostu chłonęła obrazy świata, nawet tego lokalnego. Wzięła jeden z rurkowych deserów, ostrożnie, i delikatnie. Uśmiechnęła się nieznacznie, czując, jak słodkość deseru rozpuszcza się na języku i jak w tym prostym geście poczęstunku kryje się coś więcej niż tylko smak. Odchyliła głowę lekko do tyłu, pozwoliła kosmykom opaść na plecy i odsłonić szyję, ładne obojczyki i gładką skórę i westchnęła z uznaniem.
Czuła na sobie spojrzenie mężczyzny, ten wzrok osiadał na niej ciężej niż zwykle, a ona dopiero po chwili spojrzała w jego kierunku.
- Nigdy nie robię tradycyjnych deserów... najlepiej wychodzą w domu spod rąk rodziny dla rodziny, nie chcę tego psuć, bo to nie tylko smak, ale i uczucia, wspomnienia i coś czego się nie da przenieść do żadnego sklepu - oceniła. - Te cannoli są naprawdę pyszne - przyznała, ocierając kącik ust z kremu i okruszków. - Skąd je masz? - spytała, może odrobinę tylko próbując odwrócić własną uwagę od tego, ile uwagi dzisiaj otrzymywała od Antonio. Było to zbyt przyjemne, mogło jej zawrócić w głowie.
Podniosła do ust szklankę i kolejny łyk zimnej wody sprawił, że poczuła jeszcze mocniej, jak jest jej ciepło. Jego uwaga była dziś w wyjątkowy sposób elektryzująca, a w tym momencie niemal ją peszył. Była pewna, że to troska, że zmartwiła go, gdy zasłabła wcześniej, więc... po co pozwoliła sercu nadal mocniej bić, dlaczego pomyślała o czymś... Oh, Emma znała swoje słabości, wiedziała również, że wszystko co do tej pory przeżyła i to że dziś nadal oddychała, było cudem. Powinna się cieszyć z każdego dnia, że mimo strat ona nadal żyje, lecz wszystko wydawało się ją przygniatać. W tej chwili, choć na zewnątrz pełna opanowania, w głębi serca odczuwała coś, co przypominało ciche obietnice nowego początku. Bała się tego.
Emma była jak tajemnica, którą można było odkrywać krok po kroku, z szacunkiem i czułością, pozwalając jej dyktować tempo nim się spłoszy. Nie było w niej żadnej ukrytej siły, bo wszystko podszywała niepewność i to subtelne ciepło, którym mogła obdarować każdego, jednocześnie pilnując wstępu do swojego świata.
UsuńObróciła się w jego stronę, oparła ramieniem o kanapę i uśmiechnęła delikatnie.
- Dziwnie na mnie patrzysz - zauważyła z troską, bo przecież nie mógł teraz zajmować się nią i zaniedbać siebie, a nie sposób było pominąć tego, ile i w jaki sposób teraz poświęcał jej uwagi.
Bardzo spostrzegawcza Emka 🤭 💕
Swoboda Antonio dawała jej przestrzeń, a Emma potrzebowała jej do budowania własnej pewności, że nie tylko nic jej tu nie grozi, ale może czuć się równie lekko i nieskrępowanie. Skryta i cicha, trzymała się z tyłu, a w tym wycofaniu mimo wszystko nie chciała znikać. Nie tutaj, nie przy nim. Lubiła być obecna trochę, wystarczająco by się liczyć, nie dość wyraziście by zająć piedestał.
OdpowiedzUsuńJej spojrzenie przesunęło się szybko i z uwagą po ramionach i wypiętym torsie przy tym przeciągnięciu i oczy White uciekły w podłogę. Złapała głebszy wdech i lekko przygryzła policzek od środka, jakby uderzyło w nią to, co wiedziała od dawna. Młody Caruso był przystojny i świadomy swojego ciała.
- Moje emocje nie są ładną melodią... ale płyną powoli, niczego nie pominiesz - stwierdziła z namysłem, choć nie do końca pewna, czy te muzyczne porównania do niej pasują i czy potrafią rozmawiać tym samym językiem.
Przechyliła lekko głowę na bok, zaczesała ten kosmyk, który uciekł jej z upięcia i smagnął miękko rumiany policzek za ucho, wędrując spojrzenie po podłodze. Miała małe stopy, a w ciemnych rajstopach perłowy lakier na paznokciach błyszczał niemal tak blado, że nie było widać, że takowy nosi.
Czasem wydawało jej się, że wszystko jest na swoim miejscu, że już potrafi żyć i odnajdywać się w codzienności, a potem nagle pojawiał się jakiś zgrzyt, który wywracał wszystko do góry nogami. Czasem w cukierni klient w ostatniej chwili rezygnował z zamówienia, albo ktoś stojący w kolejce przed nią w markecie otrzymywał połączenie i miał ustawiony ten sam dzwonek, co jej nieżyjący narzeczony, albo Thomas... on niszczył jej codzienność najczęściej. Właśnie wtedy musiała zastanowić sie i wybierać, czy brnąć dalej, czy próbować wszystko od nowa. Jeśli emocje były melodią, jej własne grały bez wprawy, gubiły rytm, fałszowały, z niepewności i dziwnej trwogi były zbyt ciche. Niesłyszalne. Emmie wtedy brakowało tchu, podpory, kogoś kto ją zrozumie, lub chociażby wysłucha. Kogoś, kto jej powie, że jest dzielna.
Uśmiechnęła się miękko, na jej twarzy pojawiło się ciepło i zrozumienie, gdy Antonio wspomniał o rodzinie, o mamie i siostrze. Podniosła oczy i odpowiedziała tym samym spojrzeniem, pełnym zrozumienia i troski. Zawiesiła jasne tęczówki na tych ciemnych, które przypominały jej błyszczące paciorki. Oboje kochali swoich bliskich i chyba oboje za nimi w jakiś sposób tęsknili, bo życie pchało ich w inne strony. To jak mówił o innych mówiło o nim więcej, niż wszystkie te pozy, którymi musiał bronić się przed światem.
- Wygląda na to, że wszyscy w twojej rodzinie są artystami - pochwaliła.
Emma spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, czując, jak w jej sercu rozlewa się cieplejsza nuta spokoju. Wątłe ramiona nieco opuściła, opadła jej garda. Antonio nie narzucał się, nie próbował wcisnąć w nią swojej troski, raczej pozostawał uważny i delikatny, jakby tkał wokół niej niewidzialną pajęczynę zrozumienia, w której mogła się schronić. Propozycja kąpieli i rzeczy na przebranie jednak ją zaskoczyły.
Obejrzała się w kierunku okna, było już późno, na zewnątrz niebo szarzało. Zawahała się wyraźnie. Czy miała tu zostać na noc? Czy może wolał odwieźć ją do domu później, gdy wieczór zapadnie na dobre lub zamówić jej ubera? Umówili się na kolację i zgodził się nie szukać żadnego lekarza... Chyba przyszła kolej na kolejny kompromis.
- Jest już dobrze - zapewniła i odruchowo ściągnęła łopatki, jakby musiała te słowa poprzeć jeszcze innym dowodem poza słownym zapewnieniem. - Byłoby cudownie, dziękuję - zgodziła się, bo choć sukienka prezentowała się bardzo ładnie i była wygodna, to jej krój nieco krępował ruchy, a poza tym Emma przywykła do ubrań nieco bardziej obszernych. Takich, w które można się schować. O kąpieli zaś marzyła od dłuższego czasu, a o takiej bez pospiechu od tygodni... może dłużej.
UsuńWstała powoli, starając się nie okazać zmęczenia i ruszyła w kierunku kuchni, aby odnieść szklankę do zmywarki. Była gościem, ale nie lubiła bałaganu. I nie lubiła robić problemu.
- Antonio... to na pewno nie problem? - spytała w pół kroku, zatrzymując się zaraz za kanapą, bo uszła ledwie kilka kroków. Nagła wątpliwość ściągnęła jej brwi nisko i na gładkim, jasnym czole, przy zmęczonych oczach pojawiła się głebsza bruzda. Zawiesiła spojrzenie na nim, w oczekiwaniu nie na uprzejme zapewnienie, ale na tę ciepłą szczerość i troskę, którą ją dzisiaj tak cudownie otulał.
Emka 🤍
Emma miała szczęście, bo gdy państwo White ją zaadoptowali była już w wieku szkolnym, a takie adopcje nie zdarzają się często i młodzież ma spore szanse utknąć w ramach systemu. Ona jednak otrzymała dom pełen miłości i cukiernia, którą teraz prowadziła, a spadło to na nią zbyt szybko, zbyt brutalnie i gwałtownie, to był wyraz sztuki jej mamy, do której pasję kobieta przelała i na nią. Może dlatego potrafiła zrozumieć i dostrzec, jak pięknym i bezpiecznym miejscem był dom i rodzina, o których wspominał niekiedy Antonio. Lubiła te momenty, gdy spojrzenie mu miękło, głos odrobinę zmieniał ton, ramiona się rozluźniały. Był wtedy czysty, bezbronny, bo nie musiał przecież na nic uważać. Był wtedy naprawdę piękny.
OdpowiedzUsuńOna sama z natury była łagodna i cicha, nikt nie kazał jej czuć, że zawadza, a jednak miała wysoką wrażliwość i była uważna na to, co dzieje się wokół. W bidulu uciekała skryta przed silniejszymi, a po adopcji po prostu nauczyła się akceptować to, że uszczęśliwia ją robienie czegoś dla innych, nawet bez zrozumienia i wdzięczności. Patrzyła z uwagą ludzi, na to jak ją przyjmują i jak ona odnajduje się w ich przestrzeni. Gdy Antonio wpatrywał się w nią nieco dłużej, czuła w takich momentach, że może coś jest nie tak... Że może nadwyręża jego przyjaźń i jest to nie fair, bo ona nie może odwdzięczać się tym samym.
Odetchnęła głebiej i lekko spięła ramiona. Nie ulżyło jej po tych słowach, wręcz przeciwnie. Antonio był zbyt dobry. Odprowadziła go spojrzeniem, nieco zaszklonym z wzruszenia i odniosła kubek i talerzyk po deserze do kuchni. Lubiła porządek i schludność.
Potem odebrała od niego koszulę, ręcznik i poszła do wskazanej łazienki. Nie czuła się jak gość, a jak intruz i to uczucie nasiliło się w momencie, gdy została sama z odbiciem, które wpatrywało się w nią, przeszywając jasnymi oczami. O tej porze powinna być w mieszkaniu, powinna przypilnować, aby Thomas wziął swoje leki, które nie działają przez picie i powinna nastawiać już budzik na przed piątą rano, aby z rana być w cukierni i szykować świeże masy do zamówionych tortów. Tak wyglądał jej schemat, codzienność była uporządkowana i miała wyraźne, ciasne ryzy. To że przebywała w innym miejscu, miała na sobie ładną sukienkę, a przede wszystkim w własnym mieszkaniu była nieobecna... zaczynało do niej docierać, że za to zapłaci. I jednocześnie nie chciała być już nigdzie indziej, bo tu była cisza, która nie siała trwogi, która była miękka i ciepła. Był Antonio, którym głosem, spojrzeniem, a nawet samą obecnością, przyjemnie otulał ją w sposób, który koił drżące serce i pozwalał światu zwalniać. Tu nie tylko mogła czuć sie bezpiecznie. Tu była bezpieczna.
Po chwili dłuższej nieco niż kwadrans, gdy w domu zapanowała spokojna harmonia, Emma wyszła z łazienki z bosymi stopami, przebrana w koszulę, która zasłaniała ją do pół uda, z dłońmi przykrytymi niepodwiniętymi mankietami i kilkoma ciemniejszymi kroplami na dekolcie od wilgoci, która spłynęła z jej końcówek krótszych kosmyków przy twarzy. Zmyła makijaż, odświeżyła się, zostawiła za sobą sukienkę i ręcznik, nie chcąc walczyć z przebiegiem wieczoru. Miała tu przyjść, odetchnąć, zjeść kolację i wrócić do siebie, ale... Nie chciała uciekać. Nie chciała nic zmieniać.
Jej spojrzenie padło na Antonio, który znów siedział na kanapie, jakby próbując odnaleźć w głębi siebie oddech po tym intensywnym dniu. W powietrzu unosiła się delikatna mieszanka zapachu mydła i świeżo wypranych ubrań, które Antonio wybrał specjalnie dla niej, a Emma chwilę wcześniej nie tylko gładziła palcami cienki materiał na swoim ciele, ale z przyjemnością zauważyła, że bardzo odpowiada jej ten delikatny zapach środków piorących i aromatu, który kojarzy jej się z Włochem.
Koszula pachniała nim i zasłaniała ją tak, że nie było widać ani siniaków na ramionach, aby zaczerwień od otarć na jasnej skórze brunetki przy biodrze, choć wciąż była to jego koszula i sam fakt onieśmielał kobietę. Emma stanęła przed mężczyzną, nieco speszona, nieco... naiwna. Posłała mu uśmiech delikatny, słodki, tak prosty w przekazie i złączyła dłonie przed sobą, widząc że i on się przebrał w coś wygodniejszego. Nie wiedziała co powiedzieć, więc nie mówiła nic, nie przepadała za jakimkolwiek przymusem.
UsuńDostrzegła zmęczenie w Antonio, to jak jego oczy zmieniły nieco wyraz, jak ramiona wydały się nieco cięższe i mocniej oparł się o kanapę. Podeszła bliżej, usiadła bokiem przy nim i sięgnęła dłonią powoli do jego karku. Dała mu czas, aby sie odsunął, lub aby odsunął ją.
- Nie zrobię ci krzywdy - obiecała miękko. - Powinieneś odpocząć - zauważyła łagodnie, uciekając spojrzeniem od jego oczu, a jej własne ślizgały się po profilu, po barku i ogólnej sylwetce mężczyzny. Miałą wrażenie, że wcześniej nie umiała dostrzec jak dba o swoją formę, jak ubrania na nim leżą, jak delikatnie unosi mu się klatka przy oddechu. Niby to wszystko było oczywiste, ale teraz, z bliska, mogła to obserwować tak naprawdę.
Jej palce delikatnie musnęły ciepłą skórę, pogładziła ciemne, gęste kosmyki z tyłu głowy mężczyzny i zaraz wsunęła dłoń głębiej, aby pomasować skórę na potylicy. Przechyliła lekko głowę na bok i uśmiechnęła się szerzej, subtelniej, jakby robiła to nie tylko dla niego.
Em 💕
Pozwalała mu przyjąć i zaakceptować, lub odrzucić swoją obecność, miękką i cichą, ostrożną. Była gotowa na upomnienie i wskazanie granic, które przekraczali dziś oboje. Wyczuła napięcie w męskim ciele, a potem wraz z oddechem rozluźnienie, gdy Antonio przyjął jej troskę tak, jakby właśnie teraz przyszedł na to odpowiedni moment. Uśmiechnęła się poniekąd rozczulona tym, że pozwala jej na te drobne, niewinne gesty i na to, aby mimo wszystko ona też zajęła się troszkę nim.
OdpowiedzUsuń- Przecież to nie jest niemożliwe - zauważyła rozsądnie, pozwalając palcom wędrować i prześlizgiwać się po kosmykach z czymś, co nie zostało jeszcze uchwycone w słowa. - Ale nie chcę i nigdy nie chciałam dla ciebie krzywdy - zapewniła, aby nie tylko wierzył, ale też usłyszał to z jej ust.
Emma była prostolinijną osobą, nie lubiła półprawd, nie odnajdywała się w plotkowaniu i spiskach, ale sama stosowała uniki i białe kłamstwa. Może wcale nie była tak szlachetna i szczera, ale czy pragnienie ochrony kogoś kto jest jej drogi, nie było wystarczającym usprawiedliwieniem dla jej łgarstwa? Miała nadzieję, że nigdy się nie dowie.
Jej dotyk był ostrożny, delikatny, ale dokładny. Wiedziona intuicją pozwalała świadomie opuszkom z odpowiednim naciskiem masować tył głowy Antonio, a jego ramię które opadło za nią, uświadomiło jej jego bliskość. To dzisiaj wyjątkowo nie sprawiało dyskomfortu.
Emma wciąż czuła na sobie jego spojrzenie, a jej oddech był lekko przyspieszony. Miała chłodne stopy, a na policzkach malował się speszony rumieniec.
- To bardzo ładna koszula, Antonio - oznajmiła cicho, zupełnie bagatelizując fakt, że nie prezentuje się najlepiej i Antonio jej to poniekąd wytknął, najwidoczniej mocniej zmartwiony od niej. Miał rację, oboje powinni odpocząć, porządnie się do tego przyłożyć i znaleźć czas dla siebie. Z tą różnicą, że jemu wystarczyłby może weekend, albo kilka dni, a Emma czuła, że dla niej kolejne lata to zbyt mało.
Ten wieczór nie miał tak wyglądać, ona nie zakładała takiego scenariusza, ale bez słowa wstała i poszła za mężczyzną. Nie odezwała się, gdy uciekł jej spod palców, gdy jeszcze przez sekundę mrowiły ją opuszki, gdy zabrakło im ciepła i faktury włosów Włocha i poruszała nimi jakby wciąż był bliżej. Nie miała sił walczyć. Nie powinna zresztą sprawiać mu przykrości. Nie chciała wracać do domu.
Przez chwilę stała na środku sypialni, niepewnie rozglądając się wokół, jakby szukając w tym miejscu czegoś więcej niż tylko przestrzeni. Koszula, którą miała na sobie, miała w sobie coś prostego i delikatnego, jakby sama w sobie była wyrazem jej nieśmiałej próby wyrażenia uczuć, których jeszcze nie potrafiła w pełni nazwać. Pociągnęła jasne mankiety w dół, zakrywając dłonie i złapała za krawędź ubrania przy udach, przyciskając do smukłych nóg.
Obróciła się w stronę mężczyzny i odetchnęła głębiej, rozchylając usta jak ktoś, komu brak tchu. Przysunęła się nieco bliżej Antonio, to był drobny krok, a Emma czuła jak bardzo nie chce być sama w tym momencie. Jej policzki były lekko zarumienione, a z oczu które odważyła się unieść na jego twarz, biła mieszanka troski i niepewności.
- To bardzo ładny pokój - oceniła cicho, a słowa uleciały puste, nie pasowały. Czuła, że należy coś powiedzieć, ale nie znajdywała słów, które byłyby odpowiednie.
Jej palce lekko drżały, gdy dotknęła ręki Antonio, jakby obawiała się, że zaraz się wycofa. Musnęła silną dłoń, jakby w obawie, że to ona spłoszy mężczyznę, a potem złapała za jeden guzik zawstydzona swoim zachowaniem - ten guzik przy przy kołnierzyku i odwróciła wzrok.
- Dziękuję - powiedziała kolejny raz dzisiaj, ale to wydawało się zbyt małe. Szczere, ale nieporównywalne do tego, co otrzymywała.
Emka 💕
Jego świat tkany był z emocji, którym nadawał dźwięki, rozumiał codzienność w melodii niewypowiedzianych słów, oraz subtelnych przekazów, znaczeń które zwykle umykały w niepozornych gestach, jakie nadawały życiu rytm. Czytał z niej i może wiedział o niej więcej, niż wydawało jej się, że sama zdradziła. Jeśli tak było, to dobrze, bo w całej swojej skrytej i nieśmiałej naturze, White potrafiła się zbyt szczelnie zamknąć i nie do końca mierzyć z uczuciem samotności, jakie budowała nieumyślnie. Chciała chronić siebie, chciała ustrzec innych od przykrości, a ostatecznie była tylko ona i to, co chowała pod długimi swetrami.
OdpowiedzUsuńW pokoju panowała cisza, tylko od czasu do czasu słychać było delikatny szelest przewracanej kartki albo cichy oddech Antonio, gdy Emma weszła do pokoju w środku nocy. Nie paliła świateł, nie burzyła porządku tego domu, z lekko zaczerwienionym jednym policzkiem od poduszki, włosami bardziej rozczochranymi niż wieczorem i zmęczonymi oczami, bezszelestnie w drobnych krokach podeszła do mężczyzny. Boso, z mankietami naciągniętymi na dłonie, zimnymi dłońmi zatrzymała się przed Włochem.
- Mogę z tobą posiedzieć? - spytała, poprosiła, wskazując miejsce na kanapie obok.
Nie miała zamiaru wracać do łóżka, nie potrafiła i nie chciała. Jej serce biło mocno, a oddech był nieco przyspieszony, może śniła koszmar, a może znów czuła się winna, że zajmuje mu czas. Przestraszona, że może mu przeszkadzać, chciała znaleźć odrobinę spokoju w tym cichym zakątku domu.
Czując, jak podłoga pod jej stopami wydaje się być twarda i chłodna, przystąpiła z nogi na nogę. Jej nogi objął dreszcz, a ręce zaciskały się na brzegu koszulki, gdy próbowała zasłonić jak najwięcej skóry. Spojrzała w stronę okna, gdzie światło księżyca rzucało delikatne srebrne refleksy na podłogę. Powoli, nieśmiało, przysiadła na brzegu i prześledziła uważnie, na tyle na ile pozwalały jej zmęczone oczy ilość kartek. Nie powinien pracować o tej porze. Powinien odpocząć.
Przybliżyła się do niego nieznacznie, jakby obawiała się, że zaraz zniknie, albo że jej niechciane uczucia znowu ją zawiodą.
- Moja mama robiła kakao, gdy nie mogłam spać... mogę nam przygotować, jeśli pokażesz mi gdzie je trzymasz - zaproponowała miękko, z uwagą wędrując spojrzeniem po jego dłoniach, po długich palcach i zgrabnych nadgarstkach. Gdy tu weszła, wydawał się zamyślony, może zatroskany, bardziej spięty niż wieczorem, gdy życzyli sobie dobrej nocy, więc teraz w obawie że ujrzy jakieś rozdrażnienie, nie podnosiła spojrzenia. Miał prawo być zły, chociażby na nią, że burzyła jego spokój, nawet jeśli intencje miała szlachetne.
Emma się nie narzucała, nie była głośna, ani twarda, częściej ustępowała, niż broniła swojego zdania, ale z Antonio nie musiała się pilnować. Pozwalał jej na to, by była swobodna, wycofana i cicha, czuła, że ją taką akceptuje, a ona ufała mu coraz bardziej; z każdym kolejnym spotkaniem, rozmową, wymienionym spojrzeniem. Gdy się poznali i powiedziała o tym, jak przejęła cukiernię, cisza miedzy nimi nie gniotła, nie ciążyła, a Antonio pozwalał jej przeżywać swoje rozterki w tempie, które jej odpowiada. Pozwalał jej na wiele, a ona czuła się przy nim bezpiecznie i to dlatego nie chowała się za zamkniętymi drzwiami, a wyszła tutaj po kolejnym koszmarze, który wybudził ją po trzeciej, gdy zorientowała sie, że on również nie śpi i szelest wertowanych notatek dotarł do niej przez zamkniete drzwi.
A teraz siedziała przy nim, nieco zgarbiona, wciąż niewyspana, nie chcąc wracać do łóżka. To co mogła mu dać, to troska, odrobinę swojego ciepła, a przecież robił dla niej znacznie więcej i oboje zdawali sobie z tego sprawę.
Emka 💕
[Hej!
OdpowiedzUsuńCo prawda my nie mamy jeszcze wątku, ale chętnie dołożę coś do Twojego stosiku, gdybyś miała chęć, haha :D
Myślę, że mogłybyśmy coś fajnego wyczarować, szczególnie że Antonio jest kompozytorem i pomyślałam, że może stworzył muzykę pod występ Vasyi w 2025, kiedy wygrała Grand Prix i mistrzostwa świata? To nam otwiera drzwi do współpracy :D Chętnie omówię szczegóły mailowo, więc możesz mnie łapać na: ayliri.lunah@gmail.com
Co złego to nie ja! ♥]
Vasilisa Dragunova ⛸️✨
Vasya lubiła dyscyplinę, której nauczyła się jeszcze w Rosji. Poranne wstawanie, bieganie, trening i rozciąganie, a potem długie godziny, podczas których wymagano od niej perfekcji. Trenerka kazała jeździć jej tak długo, aż będzie zadowolona z każdego najmniejszego szczegółu; z kąta uniesienia podbródka, z wejścia w skok, z lądowania, które musiało być czyste i pewne, z obrotów. Nie mogła być „wystarczająco dobra”, bo albo robiło się coś idealnie, albo powtarzało od nowa, aż ciało przestawało protestować i zaczynało się łamać pod wpływem presji i ciągłych poprawek. Vasya przywykła do tego wszystkiego tak bardzo, że bez treningów czuła się nieswojo, zupełnie jakby nagle odarto ją z czegoś, co przez lata stanowiło o porządku jej życia.
OdpowiedzUsuńObudziła się wcześnie, jeszcze zanim słońce zdążyło się całkowicie pokazać. Była przyzwyczajona do porannego wstawania, ale teraz, kiedy dochodziła do siebie po kontuzji, wcale nie musiała zaczynać swojego dnia tak szybko. Przez kilka sekund leżała nieruchomo, wpatrzona w sufit, z jedną dłonią wsuniętą pod poduszkę, drugą przyciskała do wadliwego biodra.
Wstała jednak, podnosząc się i łapiąc za telefon komórkowy. Przejrzała social media, ubierając się w luźny, sportowy strój i odpisała kilku znajomym; wysłała też wiadomość do Antonio, potwierdzając dzisiejszą włoską kolację, choć doskonale wiedziała, że nie powinna jeść zbyt dużo i zbyt tłusto. Łyżwiarstwo nauczyło ją bardzo wcześnie, że ciało jest narzędziem, kaprysem i wrogiem, a utrzymanie formy wymaga nie tylko katorżniczych treningów, ale też dyscypliny przy stole. Dlatego tego ranka przygotowała sobie gęsty jogurt z garścią borówek, kilkoma plasterkami banana i niewielką ilością orzechów. Zrobiła też czarną kawę, mocną, bez cukru. Jadła wolno przy kuchennej wyspie, wiedząc, że przez resztę dnia powinna ograniczyć kalorie, bo nawet teraz, kiedy trenowała mniej i wciąż się rehabilitowała, pilnowała swojej linii. Ostatecznie każdy dodatkowy kilogram wydawał się czymś, co mogło odebrać jej lekkość skoku albo wydłużyć czas powrotu do formy.
Po śniadaniu sprzątnęła po sobie i zaczęła trening w salonie. Beżowa mata była tam już rozłożona, gumy oporowe zwinięte, a obok leżały małe hantle. Zaczęła się rozgrzewać, a potem wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne; stabilizacja miednicy, napięcie pośladków, powolne przenoszenie ciężaru z jednej strony na drugą. Każde ćwiczenie wykonywała z należytą starannością, wiedząc, że jeśli zrezygnuje z tej perfekcji, może stracić szansę, aby wygrać zbliżające się mistrzostwa, a liczyła się tylko wygrana, nic innego, zawsze.
U Antonio pojawiła się w ciemnych, dobrze skrojonych jeansach z prostą nogawką i miękkim, jasnym swetrze z kaszmiru. Do tego dobrała wygodne buty i dłuższy płaszczyk z miękkiej wełny, podszyty gładką satynową podszewką, bo mimo że był już kwiecień, wieczory w Nowym Jorku potrafiły być chłodne. Włosy związała w kucyk przewiązany ciemną kokardką – zrezygnowała z makijażu i innych dodatków, bo kolację przygotowaną przez Antonio miała zjeść u niego, a nie w pięciogwiazdkowej restauracji. Wychodząc z mieszkania, spryskała się karmelowo-waniliowymi perfumami.
Nie przyszła do Caruso z pustą ręką. W dłoniach trzymała papierową torbę z drobnymi przekąskami; oliwkami, pudełkiem ciastek z rodzynkami, cienkimi paluszkami grissini, chipsami o smaku oliwy i octu, a także z truskawkami w czekoladzie i jej ulubionymi czerwonymi winogronami, które musiał być bez pestek.
Rodzina jej i Antonio dobrze się znały i do tej pory Vasya była zachęcana do tego, aby pojawiać się podczas rodzinnych obiadów, podczas których dyskutowano o wielu rzeczach; pracy, projektach, pieniądzach, dzieciach i interesach. Zawsze jednak kończyło się to wypiciem dobrego wina lub whisky i obietnicą kolejnego spotkania – i to właśnie przez rodziców Vasya poznała Antonio, który był definicją włoskiego temperamentu. Być może właśnie dlatego zaczęli się dogadywać, a ostatecznie się zaprzyjaźnili; Caruso wnosił w tę relację słońce i niepowtarzalność Mediolanu, a Dragunova chłód i piękno Moskwy.
Usuń— Mam nadzieję, że kolacja jest już gotowa, jestem tak głodna! — odezwała się, wchodząc do środka, gdy Antonio jej otworzył i zaprosił gestem. — I nie przyszłam bez niczego.
Wręczyła Włochowi papierową torbę, uśmiechając się. Vasya nigdy nie pojawiała się z pustą ręką – nauczona tego z domu zawsze miała dla Caruso jakiś upominek, gdy zapraszał ją do siebie. Zdjęła z siebie płaszcz i zawiesiła w miejscu, które zajmowała od samego początku; kiedyś sobie żartowała, że to jest jej miejsce i że Antonio powinien o tym każdego ostrzegać.
Vasilisa Dragunova 🍝🍇
Musiała marznąć w stopy, bo nie dał jej skarpetek. Dostała tylko koszulę do spania, miłą, pachnącą, miękka i ładną. Taką, której materiał mieliła w palcach już wielokrotnie, której kołnierzyk stawiała wysoko wokół swojej szyi, aby otulić się i zaciągnąć zapachem Antonio dogłębnie, a gdy uświadamiała sobie te gesty... peszyła się. Niby zdawała sobie sprawę z tego, jak czarujący jest Włoch, ale dopiero teraz zdawała sobie sprawę również z tego, jak ona sama jest nim oczarowana.
OdpowiedzUsuńPosłała mu ciepły uśmiech, objęła koc nim zsunął się z jej ramion, muskając jeszcze szczupłe palce mężczyzny, gdy cofał ręce. Przecież oddychała, czasem zbyt płytko i niespokojnie, gdy topił ją swoim spojrzeniem, ale oddychała. Tutaj, w tym domu i przy nim, nie było to trudne i Emma wiedziała, jak zgubna może być jej swoboda. Jak łatwo może się do tego przyzwyczaić.
Poszła za nim, obrzucając stertę kartek uważnym spojrzeniem przez ramię jeszcze raz na odchodne. On dziś się zmartwił, gdy zasłabła, ale ona zaczynała się martwić o niego nieustannie, gdy tonął w pracy. Nie miała jak mu pomóc, nie miała ani metod, ani środków, aby go odciążyć, a czułe słowo troski to wydawało się za mało, ale nic więcej nie miała mu do podarowania. Stanęła przy nim w kuchni, przyglądając mu się uważnie i musnęła palcami badawczo zimny blat szafek. W jednej chwili zadarła głowe, szukając opakowania o znajomej grafice na wyższych półkach, a w kolejnej już sama była na górze.
- Co ty....? - zaskoczona odruchowo się spięła, chciała przytrzymać blatu tak, by zostać na dole, w znanej statecznej pozycji, ale jego głos był przewodnikiem, który koił. Posłuchała i wyciągnęła dłoń wyżej, zgarniając małe pudełko, które było im niezbędne na tę noc.
Ramiona, które się wokół niej znalazły były pewne, stabilne i ciepłe, a gdy znów znalazła się w dole, czuła, jak policzki palą ją od głębokiego rumieńca. Sprawiał, że traciła równy rytm oddechu, że jej skóra ją zdradzała, że zapominała o rozsądku i do diaska... był w tym tak uroczy, że nie umiała się na niego złościć. Emma poczuła, jak ciepło z jego dłoni przeniknęło w tych kilku sekundach przez koszulę i dosięgło jej skóry, jakby cały świat wokół chciał zostawić na niej ślad i ten moment. Jej oddech był jeszcze nieco płytki, ale z każdym kolejnym wydechem czuła, jak skrępowanie opuszcza jej ciało, jakby Antonio swoim spokojem i delikatnością odczarowywał jej niepewność. Patrzyła, jak dosypuje cynamonu, jak niewzruszony jej reakcją i rumieńcem po prostu trwa w swojej łagodności i nie pozwala jej się chować, bo nie wytyka niczego.
Poprawiła koszulę, pociągnęła materiał w dół na udach i lekko podwinęła rękaw przy prawym nadgarstku, ostrożnie i z uwagą, aby nie odsłonić zbyt wiele, bo ostatnie siniaki od Thomasa jeszcze się nie wygoiły do końca. Postąpiła do przodu, przejęła pudełko i odebrała mu z dłoni łyżkę, mierząc odpowiednią ilość kakao, aby zagotować wszystko z mlekiem, a nie tylko zalać kubki. W ciszy, która nie gniotła i w skupieniu zamieszała, dodała odrobiny cukru i czekając jeszcze tylko chwilę, aż napój będzie gotowy, obróciła się w jego stronę z ciepłym uśmiechem. Nie było w niej napięcia, nie było żadnej obawy, gdy podeszła bliżej i uniosła dłoń powoli, aby nie spłoszyć zarówno jego, jak i siebie.
- Wiesz, Antonio - zaczęła cicho, patrząc na niego spod rzęs, za którymi oczy błyszczały jej od emocji - Czasami najprostsze rzeczy są tymi najważniejszymi - stwierdziła w lekkością, z pewną nostalgią, z zamyśleniem, muskając wierzchem dłoni krótkie lubiące się kręcić kosmyki przy jego skroni, gdy odsłaniała jego twarz, zaczesując je czule w tył. - To nie tylko kakao. To takie chwile, kiedy można przystanąć na moment, zapomnieć o wszystkim i po prostu być tu i teraz - powiedziała, patrząc mu w oczy i lekko muskając ostrożnie palcami jego policzek i krawędź żuchwy. - Moja mama dodawała specjalny składnik, taki, który sprawiał, że świat zwalnia, a wtedy można odetchnąć. Dzisiaj nie mogę ci powiedzieć co to jest, ale już go posmakujesz - obiecała miękko.
UsuńWpatrzona w niego, uśmiechała się, czując, jak ciepło rozlewa się po jej sercu. W tym małym, wspólnym rytuale, odnajdywała oddech, którego tak bardzo potrzebowała. I choć świat wokół nich wydawał się pełen chaosu, tutaj, w tym momencie, panowała cisza, jakby czas się zatrzymał. To mieszkanie, w tym momencie i ten mężczyzna, stały się jej schronieniem.
Chłonęła jeszcze jego spokój, nim cofnęła dłoń i obróciła się, aby wyłączyć ogień pod garnuszkiem z kakao. Nalała niemal gorącego napoju dla nich oboje i znów obróciła się w jego strone, aby podać mu jeden z kubków.
- Spróbuj - zachęciła, samej już zanurzając usta ostrożnie na krawędzi kubka, aby choć odrobina mleka osiadła na jej wargach.
Emi 🥛 🤎
Pozwalał jej na wiele, a ona za każdym razem była ogromnie zdumiona, kiedy sam cierpliwie ustępował pod naporem jej uwagi i troski i przyjmował te drobne gesty i małe słowa, którymi mogła go ukoić. Gdy zostawali sami, miała wrażenie jakby ich oddechy zwalniały, a świat na moment stawał w miejscu, zupełnie jakby mogli sobie ofiarować chwilę wyciszenia. Jego uwaga osiadała na jej ciele miękko, a oczy patrzyły łagodnie, lecz z uwagą, której pozwalała sie otulać coraz bardziej odkryta. Emma ufała Antonio już na tyle, by przy nim nie drżeć, lecz wciąż starała się strzec go przed tymi najcięższymi sekretami, które ją zatruwały.
OdpowiedzUsuńKąciki ust znów jej lekko drgnęły ku górze, kiedy musnął jej dłonie, odbierając kubek, a gdy smakował kakao, czekała na werdykt. Jej jasne oczy czule prześlizgnęły sie po jego twarzy, po ciemnych oczach, w których kryło się dla niej coś nieujarzmionego i po ustach, które wykrzywione w testowaniu smaku, wcale nie były brzydsze niż zwykle. Odetchneła głebiej i sama znów zamoczyła wargi w ciepłym napoju zadowolona, gdy przyznał, że mu smakuje. Miał racje, ten składnik był bardzo ważny - najważniejszy; i o tym składniku kiedyś mu powie.
Gdy postąpił krok bliżej i sięgnął do jej ręki, nie mając kontroli nad odruchem ciała, spięła się w oczekiwaniu. W jej spojrzeniu błysnęło coś, czego nie było tam chwilę wcześniej. Nie rozumiała tego gestu, spłoszona spojrzała na męską dłoń sięgającą jej, a gdy dotknął skóry, nie odsłaniając rękawa, jakby już rozumiał, zatrzymała spojrzenie znów w jego oczach. Jej oddech był lekki, a ona poruszyła delikatnie jasnymi palcami, powoli, bez pośpiechu, chłonąc jego bliskość. Nie uciekła. Przyzwyczajała się do tego dotyku, nie opuszczając spojrzenia. Pozwalała mu na to, czego potrzebował, sama gubiąc się w tym momencie. Był ciepły, miał ostrożny dotyk, badawczy. I miły. Niekrzywdzący. Pozwoliła mu zbadać fakturę swojej dłoni, objąć szczupły nadgarstek, musnąć palcami, przekonać się, że to nie jest dla niej za wiele.
Kiedy się odsunął, Emmy stała przez chwilę przy blacie, jakby zamarzła w miejscu, niepewna, czy to wszystko, co się właśnie wydarzyło, miało miejsce naprawdę. Czy miało jakiekolwiek znaczenie.
- Tak - odpowiedziała równie cicho i ruszyła za nim.
Objęła swój kubek szczelniej dłońmi i powoli wypuściła powietrze, krocząc z powrotem do salonu za brunetem. Jej zimne bose stopy nie zostawiły śladów, nie rozniosły się dźwiękiem po mieszkaniu, jakby w rzeczywistości jej tu nigdy nie było. Niektóre chwile z Antonio były intensywne przez intymność, która się wkradała w ich wspólny czas, a White nie chciała z tego rezygnować, choć wiedziała, że nie może być chciwa i pragnąć tego dla siebie. Usiadła ostrożnie obok niego, nie starając się zachować dystansu, nie chcąc wyplenić miękkości między nimi. Nie wiedziała, czy chce się zbliżyć, czy też już uciec, więc po prostu siedziała obok, czując ciepło jego sylwetki przy sobie i próbując znaleźć w tym jakąkolwiek wskazówkę, co powinna zrobić albo powiedzieć. Nie była nigdy dobra w słowach, to jej gesty i obecność wyrażały wszystko, co czuła i czego nie umiała nazwać.
- Jest w porządku, dziękuję - zapewniła wzruszona jego troską, gdy Antonio okrył ją kocem.
Znów złapała za krawędź materiału i jak wcześniej wieczorem znów musnęła jego palce już nieprzypadkowo. Dziś w każdym ruchu potrzebowała przekonywać się o jego obecności. Nie cofała się jak wcześniej, nie bała. Teraz poczuła, jak coś w niej się rozluźnia. Uśmiechnęła się wyraźniej, bez wątpliwości, bez obawy w spojrzeniu. Pochyliła głowę, przygryzła wargę, zerkając na jego kubek, z którego kakao cudownie znikało i czując jak na rumiane, ciepłe policzki opada kilka kosmyków, lekko przechyliła głowe na bok, aby nie przysłaniały jej oczu.
- Dlaczego nie śpisz, Antonio? - spytała łagodnie, wciąż cicha i nienachalna, jakby mógł w każdej chwili na nowo wyznaczyć granice, które pokonywali do tej pory razem. - Opowiedz mi - poprosiła na zachętę, dając mu przestrzeń do decyzji, czy chce z nią rozmawiać.
UsuńUpiła kolejny łyk, napój był słodki i ciepły, cynamon który dostała jako specjalny dodatek, sprawiał, że piła coś znanego i zarazem do odkrycia. Miał rację, że razem tworzyli coś nowego. Obróciła się, by odstawić na razie kubek z kakao do przestygnięcia na stolik ustawiony przy kanapie. Najpierw postawiła naczynie przy krawędzi, do której sięgnęła bez wstawania, później delikatnie próbowała przesunąć go bezpiecznie dalej na blat, ale jej dłoń drgnęła niezdarnie. Pchnęła palcami na niego zbyt mocno, a napój, jakby miał własne zdanie, wylał się nagle, rozlewając się po stoliku i jasnym dywanie. Emma momentalnie poczuła, jak coś ściska jej gardło, jakby od razu ogarnęła ją fala paniki. Jej oczy powiększyły się, a oddech stał się płytki i nierówny. W jednej chwili poczuła, że zaraz wybuchnie łzami, a w sercu wybuchła obawa, że przez jej niezdarność rozgniewa Antonio, który chyba nie wybaczyłby takiej nieostrożności.
Bez zastanowienia zsunęła się z kanapy na kolana, blada i znów jakby mniejsza rzuciła się do poprawienia leżącego kubka i przyciskania papierowych chusteczek do plamy, niemal wyrywając je z pudełka ustawionego na stoliku z drugiej strony, jakby od tego zależało jej wszystko.
- Przepraszam, przepraszam. Już to posprzątam, przepraszam - wydusiła innym tonem, zduszonym jakby na ostatnim tchnieniu.
Jej ruchy były nerwowe i chaotyczne, jakby próbowała cofnąć czas i zatrzymać to nieszczęsne rozlanie. Emmy znów drżała, oczy pełne łez, a na jej twarzy malowało się wyraźne przerażenie, jakby zrobiła coś znacznie gorszego. Jej oddech był szybki i niepłynny, jakby nie potrafiła złapać tchu w obliczu własnej niezdarności i drobnego wypadku. Nie patrzyła na Antonio. Czuła, że zaraz wybuchnie płaczem, bojąc się, że ta drobna wpadka może przynieść poważne konsekwencje i gniew, którego obawiała się najbardziej, choć nigdy nie widziała w Caruso żadnej złej emocji.
Em 😱
Ten jeden moment zepsuł spokój nocy. Rozlane kakao, jej drżące ręce, prawie już zapłakane oczy i nierówny oddech przecięły łagodność chwili. W pośpiechu i rosnącym popłochu, zainicjowała chaos porządku. Jedna za drugą chusteczka nasiąkała kakao, gdy wycierała stół, próbowała uratować dywan od wsiąkającej plamy, a gdy Antonio znalazł się nagle przy niej, po prostu pękła.
OdpowiedzUsuńBez złości, krzyku i pretensji odciągnął ją od bałaganu. Skupił się na niej i dał jej coś, czego nie smakowała od dawna w obliczu takich emocji. Zrozumienie. Poddała się jego rękom, słowom i bliskości; wypuściła chusteczki z palców i czując stabilne ramiona wokół siebie, pozwoliła sobie na słabość. Przestała trzymać tarcze, opuściła ją. Odsłoniła się ufnie, gdy wskazał jej rytm oddechu. Rozpłakała się, bezbronnie opierając o bruneta. Schowała się w nim. Coś zadrżało niebezpiecznie w jej piersi, a Emma zacisnęła powieki, próbując złapać powietrze, gdy na koszulce Antonio odcisnęły się jej łzy. Drobna kobieca sylwetka poddała się jego sile, aby na niej polegać.
Emma nadal drżała, choć jej oddech powoli się uspokajał z każdą chwilą. Czuła jego ramiona wokół siebie, jego dłonie uspokajająco gładzące plecy, włosy i głos który koił. Słuchała zapewnień, że nic się nie stało, że jest dobrze . Jej głowa opadła na jego ramię, a ona sama czuła, jak mięśnie się rozluźniają, choć jeszcze nie do końca. W półmroku pokoju, czuła się jakoś bezpieczniej, choć serce wciąż biło jej mocno w piersi.
Czuła jego spojrzenie, nie chciała aby teraz na nią patrzył. Przysunęła się, może pierwszy raz korzystając tak bezczelnie z jego troski i opieki, po czym musnęła dłońmi po koszulce przy jego żebrach, łapiąc oddech i zacisnęła palce niespokojnie na materiale jego ubrania. Gest, niemal prośba, aby jej nie odsuwał. Aby pozwoli jej jeszcze przez moment przy sobie trwać.
- Przepraszam - wyszeptała w jego stronę, wciąż ukryta, wciąż roztrzęsiona.
Spojrzała na niego przez chwilę, niepewna, czy powinna się odsunąć, czy może jeszcze chwilę zostać, dopiero gdy zapanowała nad płaczem i drżeniem ciała. Jego ciche słowa i delikatny dotyk wydawały się jakby wyciągać ją z chaosu, w którym się znalazła. Po chwili, powoli, skinęła głową.
- Nie ... chyba powinnam.. - wyszeptała, urywając niepewnie, bo przecież nie powinna już nic robić. Nie wiedziała, co powiedzieć. Pora nie sprzyjała ani sprzątaniu, ani ucieczce, która teraz wydawała się wygodna, ale nieodpowiednia i dobrze to wiedziała.
Zwróciła uwagę na to, jak mocno sama go obejmuje, jak rękaw jego koszuli podwinął się i nierozważnie pozwoliła wyjść na świat sinym śladom na swoich rękach. Cofnęła powoli dłonie, poprawiła materiał, odwijając mankiety, by zasłoniły jej dłonie aż po palce. Spojrzała na niego znów niepewna i wycofana, na jej twarzy wciąż malowały się ślady emocji, a policzki lśniły od mokrych ścieżek.
- Przepraszam - powtórzyła cicho, przykładając złączone dłonie do siebie, jak osłonę.
Emma spojrzała na niego, jeszcze lekko zdezorientowana całym zajściem, swoją niezdarnością i zdumiona brakiem złości, ale czuła, że to, co się działo z strony Antonio, było jak oddech świeżego powietrza po długim, dusznym tunelu. Wzięła więc sama głęboki oddech i rozejrzała po dywanie i zalanym stoliku.
- Nie chciałam... - dodała, choć on to wiedział, ona wiedział, że wie. Tego nie musiała mówić, ale teraz każde słowo wydawało się nieodpowiednie i zarazem bardzo cenne.
- Mogę zostać tutaj... z tobą. Niczego nie będę ruszać - dodała cicho, a jej głos zabrzmiał jak prośba, którą naprawdę sama chciała usłyszeć. Aby nie znikała.
Emma spojrzała na niego z wdzięcznością, czując, jak powoli opada z niej napięcie. Słuchała jego oddechu z obserwowała oczy. Bez napięcia, ale niepewna. Była zagubiona.
Emi 💕
Jej oddech zwolnił, a ciało zmiękło w jego objęciach, gdy Emma oparła się ufnie o sylwetkę Włocha, wyciszając się wraz z nim, gdy ją uspokajał. Czuła przez cienki materiał koszuli jak jej skóra ubiera się w dreszcze, a przecież od emocji było jej zbyt ciepło. Jego obecność odbierała ciężar jej wybuchu i z chwili na chwilę, pozwalała fizyce pociągnąć ją bliżej mężczyzny i oparcia kanapy. Nie walczyła, ułożyła policzek na jego ramieniu, jedną z dłoni wsparła na szerokiej piersi, a oddychając, karmiła się męskim zapachem - skórą i tym, co nieuchwytne i zawsze bardzo jego. Bez gwałtowności i poruszenia, pozwalała samej sobie ochłonąć, wyschnąć łzom na ciepłych policzkach i sklejonych mokrych rzęsach. Dłoń, którą przesuwał po jej plecach, nie wyznaczyła dystansu, nie narysowała nowej granicy, a ona ku własnemu zdumieniu nie próbowała również budować nowych murów. Nie tłumaczyła się, nie próbowała bagatelizować swojej reakcji. Nie oszukiwała ani siebie, ani jego.
OdpowiedzUsuńWiedziała, że to tylko wypadek, wylane kakao, ubrudzony dywan i zalany stolik, że wszystko da się uporządkować, wyprać i wyczyścić. Wiedziała, że wypadki się zdarzają i jej reakcja mówi więcej, niż słowa, za którymi się chowała. Rozumiała, jak to wygląda, ile zdradza jaj drżąca ręka, nerwowy ruch, próba maskowania się, wystraszone spojrzenie i ucieczka. Nie pojmowała tylko, dlaczego Antonio wciąż jest dla niej tak łagodny i wyrozumiały. Dobry.
Poczuła jak w powietrzu zawisła delikatna, krucha równowaga. Ta chwila między nimi wydawała się zawieszona w próżni, pełna niewypowiedzianych słów i emocji, które nie chciały się ujawnić, ale też nie dawały o sobie zapomnieć. Jego troska, jej strach, ich wzajemne ciepło... to sprawiało, że moment wydawał się wyjątkowy, a Emma nie chciała go stracić. Spojrzała na dywan, poczuła ucisk w piersi i obróciła twarz, łapiąc znów powietrze tak, jakby się wystraszyła. Wiedziała, że gdy jutro wyjdzie z tego mieszkania, będzie musiała poszukać usług w pralni, albo nowego dywanu dla Antonio - nie chciała tego tak zostawić.
Noc była spokojna, jakby nic się nie stało. Ona też ją za to lubiła, za ciszę i to, że czas zwalniał, gdy niebo osnute było ciemnym płaszczem. Czując na sobie jego spojrzenie, odchyliła głowę lekko do tyłu, próbując złapać oddech, choć jej ciało jeszcze odrobinę drżało, już nie od emocji, a chłodu i zmęczenia. Nie wiedziała, czy powinna się odsunąć, czy zostać, czy może powiedzieć coś, co rozluźni sytuację. W głębi serca czuła, że Antonio nie zamierza się unosić, ani jej odsuwać, że jest tu, z nią - i to ją uziemiało. Nie mówiła więc nic, pozwalając karmić się swoim oczom tym, co ma przed sobą; jego bursztynowym spojrzeniem, które wpada w głęboki ciepły brąz, w rysy prostej urody, jego spokojem i zrozumieniem. Akceptował ją, z wszelkimi niedoskonałościami i pęknięciami, choć nie wiedział, jak głęboko sięgają. Nie korygował jej, nie poprawiał... Pozwalał jej tu przy sobie być i nawet nie mógł wiedzieć, ile to dla niej znaczy.
- Dziękuję... - wyszeptała w końcu cicho, niepewnie, jakby bojąc się, że jej słowa mogą przerwać tę ulotną harmonię. - Za to, że jesteś tu, mimo wszystko.
Uniosła dłoń, powoli i ostrożnie, jakby bała się, że teraz to Caruso jest z porcelany i go zburzy z całym jego stoicyzmem. Musnęła opuszkami jego policzek, czule, z wdzięcznością i bez pośpiechu, pozwalając mu odtrącić jej dłoń, lub odsunąć się w każdym momencie. Kiedy tego nie zrobił, wciąż badawczo mu się przyglądając, patrząc mu prosto w oczy, które zdradzały najwięcej, przyłożyła dłoń niżej do jego ciepłej szyi, czując jak tętni w nim życie. Czuła pulsowanie pod opuszkami i to, jaki był ciepły, a skóra przyjemnie miękka. Był niesamowicie żywy, prawdziwy i rzeczywisty, a czasami wydawał jej się bajką.
Emka 💖
Emma powoli pozwalała sobie przy nim na coraz więcej ufności, pokazywała własne ubytki i pęknięcia, łamliwość, której nie chciała już chować. W jej oczach pojawił się delikatny błysk czegoś głębszego, co się zakotwiczało w jej wnętrzu, a oddech stawał się spokojniejszy. Czuła, jak miękkość jego gestów rozpuszcza jej opory, jak ciepło jego ciała przenika przez fragmenty odważnej maski, którą jeszcze niedawno nosiła, choć ta odwaga nie była głośna, ani twarda. Powoli, krok po kroku, z każdym oddechem, oddawała się tej chwili, tej bliskości, która zaczynała wypełniać jej serce spokojem i pewnością.
OdpowiedzUsuńJej dłonie, choć jeszcze niepewne, odrobinę drżące od emocji, zaczęły delikatnie odpowiadać na jego dotyk; przesunęła opuszkami delikatnie po jego szyi na rękę, którą objął jej szczupłe palce, zacisnęła je lekko na jego dłoni, jakby szukając potwierdzenia, że wszystko, co się dzieje, jest prawdziwe i dobre. I że nie ma jej za złe tego, jaka jest roztrzęsiona i zagubiona. W jej głowie pojawiła się myśl, że może w końcu pozwolić sobie na to, przed czym od dawna się ukrywała – na odrobinę słabości, na pełne oddanie się chwili, by nie uciekać i nie zasłaniać się przed samą sobą. Czując, jak Antonio ją obejmuje, jak się nie odsuwa i zarazem nie pozwala jej uciekać, poddała się zmęczeniu i jej ciało swobodnie odnalazło w nim ukojenie. Drobna kobieca sylwetka oparła się o Włocha, wtulając ufnie, potulna i odkryta z wszelkich złudzeń. Czuła jego oddech przy swojej skórze, gdy musnęła przypadkowo wargami odsłonięty obojczyk nad koszulką, ciepłe ciało zamkniete wokół niej i przy niej, dudnienie serca przy piersi na koszuli, którą jej dał na tę noc. Nie chciał narzucać niczego na siłę, rozumiała to, był wobec niej uważny, łagodny i ostrożny, zupełnie jakby czytał z niej, zanim jeszcze wypowiadała słowa. W jego spojrzeniu widziała troskę, nie chciała jednak szukać niczego głębiej, nie miała przecież do tego prawa, ale jej własne oczy wylewały na niego czułość, bo Emma gotowa była się już bardziej otworzyć. Nie wiedział o niej wszystkiego, ale wiedział wystarczająco, by poznać jej ciemne zakamarki.
W ciszy i spokoju nocy, w tej chwili pełnej subtelnych gestów i krótkich słów, Emma pozwalała sobie samej na wytchnienie w objęciach mężczyzny. Dzieliła z nim moment, w którym zdjęła maskę, odkryła się i przestała bać. Gdy on objął ją pewniej, ona przytuliła go mocniej.
- Słyszę twoje serce - powiedziała cicho, bezdźwięcznym szeptem, nie wykonując jednak żadnego gestu, żadnego ruchu, który by ich od siebie oddalił.
Powoli, uważnie, bez lękliwej ostrożności jej dłoń pogładziła ciepłą szyję mężczyzny kolejny raz. Jej chłodne palce pod jego dłonią nie naciskały za mocno, lecz dotyk pozostawał czuły i świadomy, gdy przesunęła je do karku. Objęła go inaczej. Dokładniej. Koc okrywał jej ramiona i plecy, ale to nie koc dawał jej teraz najwięcej ciepła.
Przyłożyła policzek do jego torsu na nowo, jakby to pomogło jej naprawdę lepiej słyszeć całe wnętrze Caruso. Całą jego własną muzykę. Opuściła powieki, odetchnęła głębiej i czuła, że w tym momencie nie potrzebuje więcej.
Emka ❤️