Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

23/06/2013

1943. Zamknij umysł, pozwól się pokochać.

"Zamknij umysł, pozwól się pokochać. Niech jedność naszych dusz będzie melodią. Muzyką płynąca z wnętrza naszych serc. Przymknij powieki. Chce żebyś poczuła dotyk moich ust. Chce żeby to był pocałunek jakiego jeszcze nigdy nie przyszło Ci posmakować. Rozchyl wargi. Pozwól mi się poprowadzić na krawędź przyjemności. Ze mną będziesz bezpieczna. Nigdy nie zaznasz krzywdy. Nie dam nikomu tej satysfakcji. Przyłóż dłoń do mojego serca. Słyszysz jak szaleńczo bije? Tylko dla Ciebie, kochanie. Ono bije tylko dla Ciebie. Jesteśmy złączeni w pocałunku. Trwamy tak przelewając między sobą uczucie. Umacniamy nas związek. Pragnę pogłębić ten pocałunek. Przechyl głowę w prawo, ja przechylę w lewo i kontynuujmy to co zaczęliśmy. Poznawajmy się na nowo, przekraczajmy granice. Czy mogę wpleść palce między pasma Twoich długich włosów? Mogę ich dotknąć? Sprawdzić czy są tak samo puszyste i delikatne jak były kiedyś? Chce posmakować Twojej szyi. Sprawić, że zaczniesz jęczeć kiedy poczujesz moje usta tuż przy uchu. A potem jak będę zwilżał Twoją ponętną szyje. I jak będę przygryzał lewy płatek ucha, do którego dojdę tą samą ścieżką, którą kroczyłem dużo wcześniej. Chciałbym usłyszeć jak szepczesz moje imię. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak to na mnie działa. Powiedź czego pragniesz, a ja to spełnię. Obiecuje. Zrobię wszystko o co poprosisz. Podaj mi swoją dłoń. Ściśnij moje palce, pokaż, że jesteś przy mnie. Splećmy razem dłonie. Nadal nosisz obrączkę. Nie przestałaś chociaż minęło tyle lat...Trudno mi w to uwierzyć. Myślałem, że zapomniałaś. Uwielbiam kiedy w ten sposób gładzisz mój policzek. I to Twoje głębokie spojrzenie, które nie dawało mi spokoju przez tak długi czas. Wszędzie widziałem Twoje tęczówki, te rzęsy, które rzucały leciutki cień na Twoją twarz. Widziałem całą Ciebie podczas bezsennych nocy, marząc tylko o Twojej bliskości. Wreszcie jesteśmy razem. Nareszcie możemy się sobą cieszyć. Skóra Twoich ramion jest jak aksamit. Mógłbym dotykać jej przez całą wieczność. I nadal śpisz w samej bieliźnie. Od niektórych rzeczy trudno się odzwyczaić. Ja chociaż nie miałem okazji adorować Twojego ciała to nigdy nie zapomniałem jak to jest mieć je blisko. Jak to jest trzymać rękę na Twojej talii i przyciskać Cię mocno do siebie. Wiem, że to absurdalne i pewnie trudno w to uwierzyć, ale ja nie zapomniałem żadnej chwili spędzonej z Tobą. Twojego ciała też nie muszę się uczyć. Jest dla mnie jak droga, którą pokonywałem miliony razy, która wytarła się w głębi mojego umysłu. Jesteś taka piękna stojąc w blasku świec, cała moja. Największą nagrodą za wszelkie trudy, z którymi się mierzyłem jest słyszeć Twój cichy głos, zapełniający o miłości. Błogosławieństwem za to są Twoje usta podążające po moim ciele. Robisz to z taką czułością. Jakbyś bała się, że jestem tylko jawą, dziełem wyobraźni. Drżysz. To przeze mnie? Chyba nie zaczniesz płakać? Proszę, tylko nie roń łez. Nie zniosę tego widoku. Nie teraz kiedy wszystko na nowo układamy. Kiedy znowu jesteśmy razem. Zgódź się abym scałował każdą krople, która płynie po Twoim policzku. Nie bój się o przyszłość. Już jesteśmy razem. Już nic nas nie rozdzieli. Zapomnij na chwilę o tym co było, przez co musiałaś przejść. Przyjmij moje słowa otuchy i ramię. Ułóż się wygodnie i pogódź się ze świadomością, że jestem obok i nigdzie się nie wybieram. Moje słowa Cię odprężają. Widzę to, bo Twoje zmarszczki na czole znikają. Weź głęboki oddech. Chce żebyś poczuła to co czułaś w przeszłości. To co nam odebrano. Twój brzuch jest boski. Marzyłem aby składać na nim pojedyncze pocałunki. Od naszego ostatniego spotkania wyobrażałem sobie jak będzie wyglądał ten wieczór. Świece. Zapach jaśminu. Płatki róż rozrzucone na łóżku. W całej sypialni. My złączeni w namiętności. Ogarnięci pożądaniem, pragnieniem. Tęsknotą. Pięknie pachniesz. Zapachy mieszają się ze sobą, ale ten Twój odróżniłbym z miliona innych. Jesteś taka śliczna. Zapierasz mi dech w piersiach. Przy tobie zapominam o problemach. Cieszę się z Twojej obecności. Z tego, że mogę podróżować dłonią po Twoich zgrabnych nogach. Nogach, które niosły Cię przez całe Twoje życie pełne niespodzianek i szaleństw. Czy zdołam dotrwać co końca? Zdołam się powstrzymać przed rzuceniem na Ciebie? Czy będę wstanie przystopować? Chce wolnego tempa. Tego pierwszego dnia chce to zrobić naprawdę wolno. I dokładnie. Łaknę Twojego ciała i Twojej przyjemności. Pragnę wynagrodzić Ci te wszystkie dni mojej nieobecności. Spowodować, że tego dnia nie zapomnisz nigdy, a w chwilach samotności i przygnębiania będziesz do niego wracała jako do opoki, przystani, która daje poczucie bezpieczeństwa, wsparcia i opieki." *

Nazywam się Crystal McCall i wyobrażam sobie wieczór z moim chłopakiem. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ów chłopak nie żyje...
Każdy z nas na swój sposób radzi sobie z cierpieniem. Niektórym wystarczy czekolada, inni potrzebują rozmowy, a są ludzie- tacy jak ja- którzy muszą przelać smutki na kartkę papieru, bo tylko dzięki temu mogą pozbyć się bólu ciążącego na sercu. 
Drake był dla mnie tym czym dla ludzi jest powietrze. Początki były trudne- jeszcze w Detroit- jednak z czasem to przybrało formę czegoś tak głębokiego, że nie było mowy aby to przerwać. Po prostu to było niemożliwe. Staliśmy się dla siebie uosobieniem wszelkich pozytywnych uczuć, wypełnialiśmy się. Trudno w to uwierzyć ludziom, którzy nas nie znali. W dzisiejszych czasach człowiek skupia się nade wszystko na pieniądzach, ale my byliśmy inni. My mieliśmy siebie i żadna siła nie była w stanie nas rozdzielić. 
Ale tak to już w życiu jest, że jak zbyt długo żyjemy w szczęściu, to los musi się odwrócić...
No i straciłam ukochanego. 
Może zastanawia was jak w takim razie nadal mogę spokojnie zajmować się książką, promować ją, jak mogę udzielać wywiadów... Otóż chodzi o to, że praca pozwala mi zapomnieć. Nie o tym co było, nie o nim, ale o tym bólu po jego stracie. Nie siedzę zwinięta w kłębek, nie płaczę przy wolnych piosenkach, nie oddalam się od ludzi...On by tego nie chciał. Widział do czego dążę i wspierał mnie w tym wszystkim. Trwał u mojego boku niezależnie od sytuacji. To stanowiło dla nas coś w rodzaju naturalnej ochrony przed brudem świata. 
Nie bałam się tego co może się stać. Bałam się właśnie samotności. Strata boli, a ten ból jest nie do zniesienia. I właśnie dlatego jestem tutaj. W tej sali, udzielając wywiadu dla jednej z największych szych dziennikarskich. I dziękuje Drake'owi za to, że czuwa na mnie gdzieś na górze i nie pozwala popełnić błędu. **

*Fragment autorskiej książki mojej bohaterki. 
**Fragment wywiadu z Ellen Degeneres, amerykańską dziennikarką, która zaprosiła Crystal na wywiad. 

________________
Pierwsza część po raz kolejny pochodzi z mojego osobistego bloga. Pragnę przeprosić za brak czasu i skupianie się nad postami na tym akurat blogu, wybaczcie. Myślę jednak, że jest tutaj wiele wspaniałych osób, które zapełniają kolejne notki. :)

15/06/2013

1942. Tak bardzo

Niebieskooka brunetka na ekranie telewizora miała smutny wzrok. Patrzyła w kamerę, czasem wyginała usta w uśmiech, ale w oczach wciąż tkwił smutek. Tak było niemal od kiedy pojawiła się w telewizji. Zawsze nienagannie ubrana i uczesana, z poprawną dykcją i darem przekonywania, że czy deszcz czy słońce to będzie dobrze i pięknie. Ale z zawsze z tym smutkiem, jakby był jej częścią, jakby w niej mieszkał.
Wpatrywała się w ruch jej warg i gesty dłoni. Dziewczyna z ekranu spokojnym głosem mówiła o deszczach na północy i upałach w środkowej części kraju. A potem przeszła do pogody w stanie Nowy Jork. Nie interesowało jej to ani trochę, ale wciąż wpatrywała się w ekran, jakby cały świat nie istniał. To była jej chwila z nią. Ich chwila sam na sam.
-Mogłabyś do jasnej cholery zareagować, gdy dzieciak wrzeszczy na całą okolicę- warknął mężczyzna, wyłączając jednym ruchem dłoni telewizor. Wszedł całą przemoczony, w zabłoconych butach,  zabrudził całą podłogę. A ona zamknęła oczy, utrwalając w myślach obraz brunetki. Schudła, rzadziej nosi spódnice, częściej związuje włosy. Dziecko wciąż płakało w pokoju obok.

-Co Ty widzisz w tych poetach?- Spytał Peter, wpatrując się w siostrę, która usiłowała ustawić rower tak, by nie zamoczył całego przedpokoju. W jednej dłoni trzymał butelkę piwa, w drugiej tomik poezji Marcina Świetlickiego, który October znalazła w zakamarkach jakiejś polskiej księgarni.
-Nie owijają w bawełnę.- Odpowiedziała zabierając mu książkę z rąk, po czym położyła ją na blacie w kuchni. Wyjęła z lodówki butelkę wina, nalała trochę do kieliszka i upiła łyk.
-Masz od cholery Amerykańskich i Brytyjskich, po co czytasz polskich, których nawet nie do końca rozumiesz?- Nie chciał dać za wygraną, choć wiedział, że jego siostra tak ma i już. Zawsze lubiła to co dziwne i inne. Sama zresztą od zawsze była trochę inna, choć to nie było złe.
-Mam słowniki. Zresztą, „jedna rzecz dobrze by Ci zrobiła: gdybyś przestał myśleć”. Co Ci za różnica?- Lubiła mówić do niego cytatami. On zazwyczaj nie wiedział, co ona dyktuje, choć nauczył się już wyłapywać te momenty. – Eric-Emmanuel Schmitt- Uprzedziła od razu jego pytanie. Zawsze pytał, wiedział bowiem, że ona lubi dzielić się tym co wie.
-Robisz postępy, tym razem nie Polak!- Nie przeszkadzało mu to tak bardzo, ale poza nazwiskiem i kilkoma podróżami w dzieciństwie nie mieli z tym krajem nic wspólnego. A ona nagle wyleciała z polską poezją. I nie umiała w żaden sposób tego wytłumaczyć. A zawsze wszystko umiała mu wytłumaczyć. Czuł się czasami tak, jakby te wiersze budowały między nimi jakiś mur. Bo choć zawsze wiele ich dzieliło to nic w tak wielkim stopniu.
-Tym razem mam zamiar się upić ucząc się do egzaminu z technik położniczych- Zakończyła rozmowę, biorąc do jednej ręki kieliszek i butelkę, do drugiej zaś książkę.
-Tyśka! Ty nawet nie chcesz tego w przyszłości robić!- Krzyknął za nią wściekły, zupełnie nie wiedząc co ma zrobić i jak z nią rozmawiać.

Miał rację. Miał tą cholerną rację i oboje o tym wiedzieli. Poszła na położnictwo choć robiło jej się słabo gdy tylko widziała krew. Wiedziała, że jeśli skończy te studia to i tak nie będzie robiła niczego w tym zawodzie. A najpewniej nie skończy ich, bo nie przeżyje czasu praktyk. To nie miało najmniejszego sensu.
Nawet nie otworzyła książek lub notatek. Wciąż trzymając w ręku butelkę i kieliszek otworzyła okno i wyszła na schodki pożarowe. Weszła trochę wyżej, tak, by znaleźć się między piętrami i usiadła na nich. Peter był właściwie najbliższym jej człowiekiem, jedynym z rodziny którego miała. Zoe… Tak, była jeszcze Zoe, ale tak naprawdę jej wcale nie było. Jak długo można za kimś tęsknić? Ile lat można kogoś opłakiwać i czekać, aż zapuka do twoich drzwi? Ona czekała od trzech lat. Żadnego listu, zdjęcia, najmniejszego znaku. Więc może najwyższy czas odpuścić? Zostawić to wszystko i zrobić krok naprzód?
Odstawiła kieliszek, przez przypadek przewracając go. Wino się wylało, a on sam spadał po schodkach coraz bardziej pękając i rozpadając się na części. Przez chwilę wpatrywała się w ten rozlatujący się kawałek szkła. Po chwili jednak podniosła butelkę do ust i wypiła łyk wina. Jeden, drugi, piąty. Właściwie dobrze że odeszła. Bez niej jest łatwiej, bez niej nie ma tylu problemów. Bez niej jest w końcu poukładanym człowiekiem a nie nierozważną dziewczyną, która jedzie dookoła Ameryki zamiast pojawić się w szkole na egzaminach. Bez niej nie pali i spędza noce w domu. Bez niej chodzi do pracy i na uczelnię. Bez niej jest do dupy. O tym, ze pora wstać informuje budzik, a o tym, ze czas zasnąć- zegar. Bez niej nie jest już tak odważna jak kiedyś i rzadziej się uśmiecha. Bez niej zakłada długie spodnie i płaskie buty. Bez niej jest szaro i jakoś nie tak.
-Znajdź ją- Z zamyślenia wyrwał ją głos brata. Siedział obok niej, pewnie już od dłuższej chwili. Na ramiona zarzucił jej bluzę, chusteczką zaś wytarł jej policzki. Zawsze wiedział o kim myśli, zresztą o kim innym mogłaby myśleć i płakać?
-Tylko Tobie ona pozwoli się w końcu znaleźć- Dodał cicho, niemal błagając ją o to. To był jeden z niewielu razy, gdy pokazywał, że on też tęskni.
-Szukają jej policjanci i detektywi.
-Tyśka, nikt nie zna jej tak, jak Ty


Nowy Jork, dzień 1091

Wiesz, za pięć dni miną dokładnie trzy lata.
Tak bardzo Cię dziś nienawidzę.


_________________________________
_________________

Sesja męczy. Ale chyba najwyższy czas wrócić do żywych.