Theodore Lannister
27 lat | Weterynarz | Właściciel dwóch psów oraz wiecznie zmęczonego życiem i niezadowolonego kota | FC: Khobe Clarke | POWIĄZANIA
|
Hakuna matata Uśmiech jest jego znakiem rozpoznawczym. Nie ten wymuszony, wyuczony na rodzinnych bankietach, ale szczery i ciepły - taki, który zaraża wszystkich wokół i sprawia, że nawet najbardziej ponury dzień wydaje się odrobinę jaśniejszy. Trudno znaleźć w nim choćby odrobinę cynizmu. Wierzy w ludzi, nawet jeśli życie kilka razy udowodniło mu, że nie każdy zasługuje na zaufanie. Mimo to nigdy nie pozwolił, by rozczarowania odebrały mu wrażliwość.
Dorastał w świecie, który z pozoru niewiele miał wspólnego z jego wartościami. Jego rodzice od lat budowali potęgę w branży zbrojeniowej, a rodzinne imperium było symbolem wpływów, pieniędzy i sukcesu. Od najmłodszych lat miał przygotowywać się do przejęcia interesów, jednak nigdy nie potrafił odnaleźć się w rzeczywistości, w której ludzkie życie często sprowadzało się do liczb, kontraktów i politycznych decyzji. W przeciwieństwie do swojej rodziny zawsze był zwolennikiem pokoju i uważał, że prawdziwa siła nie polega na dominacji, lecz na umiejętności chronienia tego, co bezcenne.
Już jako dziecko znosił do domu porzucone zwierzęta. Rodzice początkowo protestowali, dopóki ich luksusowa rezydencja nie zaczęła przypominać małego schroniska. Z czasem ta dziecięca potrzeba pomagania nie tylko nie zniknęła, ale stała się najważniejszą częścią jego życia. Zamiast studiować ekonomię i przygotowywać się do przejęcia rodzinnego imperium, wybrał weterynarię. Ku niezadowoleniu rodziny uznał, że ratowanie życia daje mu znacznie większą satysfakcję niż pomnażanie majątku.
Do dziś regularnie współpracuje ze schroniskami, finansuje leczenie zwierząt, których właścicieli nie stać na kosztowne operacje, a część swojego czasu poświęca na wolontariat. Nie robi tego dla poklasku. Większość osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że anonimowy darczyńca, który opłacił leczenie ich psa, siedzi właśnie obok nich przy kawie.
Podobnie jest z ludźmi. Nigdy nie przejdzie obojętnie obok osoby proszącej o pomoc. Zna z imienia bezdomnych, których codziennie mija w drodze do pracy. Często zatrzymuje się z gorącą kawą i śniadaniem, ale przede wszystkim z rozmową, bo uważa, że największym okrucieństwem jest udawanie, że drugi człowiek nie istnieje. Organizuje zbiórki, wspiera fundacje i angażuje się w akcje charytatywne, choć jego nazwisko niemal nigdy nie pojawia się na listach sponsorów. Jest chodzącą definicją dobrej energii. Śmieje się głośno, zaraża optymizmem i ma niezwykły dar wyciągania ludzi z najgorszego nastroju
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz