Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

27/08/2026

[KP] I’m just an ordinary girl

And I still want to believe anything can happen in this world, for an ordinary girl
Dorastała w domu, w którym wszystko miało swój porządek, a od najmłodszych lat uczono ją, że każdy powinien znać swoje miejsce i wiedzieć, czego się od niego oczekuje. Niedziela była więc od kościoła, rodzina od wspólnych obiadów, a przyszłość należało zaplanować sobie jeszcze przed skończeniem szkoły. Jej ojciec był szanowanym pastorem lokalnego kościoła, a matka prowadziła dom i angażowała się w życie parafii, dlatego w ich świecie istniało sporo rzeczy, których się nie robiło, a jeszcze więcej takich, o których nie warto było nawet dyskutować. Nie można powiedzieć, że dzieciństwo miała złe, ale było ono pełne zasad i oczekiwań, a także przekonania, że bezpieczeństwo jest ważniejsze od marzeń. Od zawsze miała jednak jedną cechę, która niezbyt pasowała do rodzinnego świata – potrzebowała wiedzieć dlaczego. Dlaczego wujek ciągle narzekał, że firma przynosiła straty, skoro miał klientów? Dlaczego sklepik należący do znajomej rodziny musiał zostać zamknięty? Dlaczego niektóre przedsiębiorstwa potrafiły przetrwać lata, podczas gdy inne bankrutowały po kilku miesiącach? Liczby szybko przyciągnęły jej uwagę, bo można było interesować się nimi bez pytania rodziców o pozwolenie, czego nie dało się powiedzieć o ludziach. Tych należało poznawać ostrożnie i to wyłącznie w granicach wyznaczonych przez rodzinę. W szkole była tą osobą, która potrafiła godzinami siedzieć nad arkuszem kalkulacyjnym, ale dopiero studiując rachunkowość i finanse, odkryła, że księgowość wcale nie musi oznaczać nudnego przepisywania cyfr. Uczyła się pilnie i bez większych problemów, bo ambicji nigdy jej nie brakowało, a nauczyciele zawsze mogli na nią liczyć. Na pierwszy rzut oka była więc dokładnie taką córką, jakiej można było po niej oczekiwać – spokojną, dobrze wychowaną i znającą swoje miejsce. Tyle tylko, że nigdy nie była tak posłuszna, jak chcieliby tego jej rodzice.
Decyzja o wyjeździe do Nowego Jorku nie była długo planowaną rodzinną rewolucją. Pewnego dnia po prostu uznała, że jeśli zostanie, za dziesięć lat nadal będzie siedzieć przy tym samym stole i słuchać tych samych historii, a potem zastanawiać się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby kiedyś odważyła się spróbować. Spakowała kilka walizek, powiedziała rodzinie, że dostała pracę, i pojechała, choć w rzeczywistości nie miała ani pracy, ani konkretnego planu, a na Nowy Jork nie była przygotowana nawet trochę. Miała za to odwagę, której chyba sama po sobie się nie spodziewała, trochę oszczędności i głowę pełną planów, które do tej pory odkładała na kiedyś. Nie wiedziała jeszcze, gdzie będzie pracować, jak długo wystarczy jej pieniędzy ani czy w ogóle sobie poradzi. Wiedziała tylko, że jeśli kiedyś ma żałować, wolałaby żałować tego, że spróbowała, niż tego, że nigdy nie spróbowała. Do Nowego Jorku nie przyjechała więc po gotowe życie, ale po szansę, żeby zbudować je na własnych zasadach, na które w rodzinnym domu nigdy nie było miejsca.
GINA ROBERTS
Genevieve Roberts — 28 lat temu w Mystic, Connecticut — absolwentka rachunkowości UConn poszukująca pracy — przez cztery lata pracowała jako analityczka finansowa, pomagając firmom zwiększać zyski — aktualnie łapie się dorywczych zajęć — wynajmuje poddasze townhouseu od starszej wdowy, płacąc niewielki czynsz i odwdzięczając się pomocą przy domu — uwielbia ogrodnictwo i fotografię uliczną, więc po godzinach pielęgnuje mały ogród albo z aparatem przewieszonym przez ramię odkrywa zakamarki Nowego Jorku — kolekcjonuje stare aparaty fotograficzne i marzy o wystawie własnych prac — odkryła w sobie słabość do kawiarni, chopped cheese i małych, zapomnianych miejsc
cześć i czołem! Gina to małomiesteczkowa dziewczyna, która zechciała popróbować wielkiego świata, dlatego piszemy się na wszystko. Nie pogardzimy żadną ofertą pracy, niekoniecznie nawet legalną. Na wizerunku jest Lisa-Marielle Tjeng, a w karcie i w tytule słowa z piosenki Ordinary Girl. Zapraszamy! save1your1tears@gmail.com