Seth Weston
Trzydziestojednoletni taksówkarz i współwłaściciel Ear me out, założonego razem z bratem w 2019 roku. Boi się żab, notorycznie gwiżdże, choć właściwie tylko Ring of Fire Johnny'ego Casha, i nie potrafi zasnąć, jeśli gdzieś w pokoju tyka zegar. Ma organiczną alergię na rutynę i kontaktową na cynamon. Nienawidzi chodzić pod krawatem i ten zakłada tylko w sytuacjach podbramkowych, znaczy się, jak robota każe albo mama poprosi żeby się wystroił.
Kredyt studencki brzmiał jak zapisy na sznur, szef dyszący w kark i klepanie excela od dziewiątej do siedemnastej podobnie. Zresztą, co taki pryszcz po szkole średniej z mlekiem pod nosem wiedzieć miał na temat swojej przyszłości? A no tyle, że zobowiązać to się może co najwyżej do rodzinnego obiadu raz w miesiącu i to wciąż z asteryskiem w postaci jeśli oczywiście nie zapomni. Wybrał taksówkę, bo akurat zobaczył ogłoszenie, duże drukowane litery i zielone banknoty. Łatwy szmal z napiwków, kawa ze stacji benzynowej i tyle swobody, ile mieści się za kierownicą żółtego wozu to całkiem niezły start dla takiego wyrostka, tym bardziej, że do stracenia nie miał nic. Szybko odkrył, że tylne siedzenie to bilet w pierwszym rzędzie do prywatnego teatru offowego, gdzie program zmienia się z każdym kursem. Seth słuchał. Patrzył. Chłonął. A potem wykorzystał to w czymś znacznie ciekawszym.
Od siedmiu lat aktywnie działa w Ear me out i obecnie wcielić potrafi się w każdego. Może przyjechać na wesele jako fikcyjny plus jeden albo urządzić scenę zazdrości na życzenie, może aferować się przy niezrównoważonym szefie, podrywać nieznajomych i robić za karka w obstawie. Nauczył się rzewnie płakać na zawołanie i wcale nie widać, że to sztuczne, jego łzy są tak samo przezroczyste i mokre, jak te prawdziwe. Najbardziej lubi jak dostaje zlecenie grupowe i wejść może w rolę wraz z bratem, bo co dwie improwizacje to nie jedna, no i zabawa jakby przedniejsza. Tego zapału nie potrafi zostawić w domu, kiedy wsiada za kierownicę i czasami, gdy dopada go znudzenie, zaczyna sobie pozwalać: wymyśla historię o samotnym ojcostwie albo zerwanych zaręczynach – tak dla jaj, żeby sobie pobajdurzyć i wciska ją niewinnym pasażerom jak przeterminowane cukierki. Seth lubi, gdy coś się psuje. Rutyna gasi go jak peta na dworcu i każda okazja by z niej wyjść, przyjęta zostaje z entuzjazmem, nawet jeśli rozsądniejszy człowiek popukałby się w głowę.
Papierkową robotę czy wymianę oleju potrafi odkładać w nieskończoność, gubiąc przy okazji wszystkie kwity, ale jak trzeba to w środku nocy zawiezie kogoś na lotnisko albo otworzy słoik ogórków. W sytuacjach kryzysowych zachowuje spokój, bo adrenalinę traktuje jak witaminę C i wierzy, że trzeba ją suplementować. Słyszał, że emocje smakują najlepiej duszone i marynowane, ale póki co testuje tę teorię.
Dzień dobry i cześć! W tytule Lec, na focie Adam Driver. Szukamy brata i może znerwicowanego księgowego, ale przygarniemy właściwie wszystkie mniej lub bardziej skomplikowane powiązania. Dawno nas w blogosferze nie było, ale nadzieja jest taka, że to jak jazda na rowerze, więc oby nam nie wypadł łańcuch. Mailowo można się odezwać na: niecierpek.himalajski@gmail.com