Corinne Palmer
Pachnie słodyczą, lecz nie do przesady. W jej nutach zapachowych jest miejsce na słodki bez, ale także cierpki agrest i aromatyczny cynamon. Pachnie miękko, choć pod powierzchnią tej słodyczy kryje się cierpka nuta, coś nieuchwytnego, co drażni zmysły i nie pozwala odnaleźć spokoju. Przypomina bez ogrzany ciepłem skóry, rozgniecione owoce, białe płatki kwiatów opadające na wilgotną ziemię. Jest w niej coś z letniego wieczoru, z uchylonego okna i firanek poruszanych wiatrem, z pościeli, w której wciąż zachowało się ciepło drugiego ciała. A jednak żadne z tych skojarzeń nie wystarcza. Wymyka się definicjom, zmienia wraz z oddechem, nabiera głębi w bliskości i staje się niemal niemożliwa do odnalezienia, kiedy próbuje się za nim podążyć.
Nie jest obietnicą wypowiedzianą wprost ani spojrzeniem, które bezwstydnie domaga się uwagi. Przypomina raczej ledwie uchylone drzwi, zza których sączy się ciepłe światło. Nie wiadomo, co znajduje się po drugiej stronie, ale pojawia się nieodparta potrzeba, by zajrzeć do środka. W oddali słychać tylko jeden oddech, nieco głębszy niż poprzedni, jakby można było zaczerpnąć z powietrza czegoś więcej niż tylko zapach.
Jest w niej coś z dziewczęcych wyobrażeń, tych najbardziej naiwnych, utkanych z różowych wstążek, koronkowych sukienek, słodkich zapachów i obietnic składanych na zawsze. Przypomina postać wyjętą ze starej fotografii, której kolory z biegiem lat wyblakły, ale która wciąż zachowała w sobie coś niepokojąco żywego. Delikatna, niemal eteryczna, z ciepłym uśmiechem, który zdaje się nie znać wszystkich powodów, dla których świat potrafi być okrutny. Z jakiegoś powodu jednak trudno uwierzyć, że jest tak prosta. Pod warstwą pudrowej słodyczy kryje się coś nieodgadnionego, jakaś drobna skaza na porcelanowej powierzchni, która uświadamia Ci, jak bardzo pozory mogą mylić.
Nie jest ani aniołem, ani porcelanową figurką, którą wystarczy postawić na półce, by nigdy nie uległa zniszczeniu. Ma swoje kaprysy, słabości i pragnienia. Potrafi się nudzić, obrażać, tęsknić i robić rzeczy zupełnie nierozsądne. Czasem sama nie rozumie, dlaczego tak bardzo pragnie czegoś, a raczej kogoś, kogo nigdy nie powinna pragnąć. Zbyt często ucieka przed odpowiedziami, których wcale nie chce usłyszeć i wraca do miejsc, o których dawno powinna była zapomnieć.
Codziennie zatraca się w uczuciu, które nie ma prawa bytu. Każdego cholernego dnia umiera z miłości do kogoś, kto nigdy nie będzie jej. Dusi w sobie tą bezradność, miłość i tęsknotę. Z czasem uczucia się przelewają, a ona, bezwiednie, poddaje się im, raz za razem udowadniając jak krucha jest jej wola. Przymyka powieki, znowu się zatraca, a kiedy je otwiera, go już nie ma.