Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

10/11/2017

Istotna zmiana w regulaminie — aktywność

Drodzy Autorzy,

Już od długiego czasu wspominam, że chciałabym wprowadzić nowy sposób na weryfikację Waszej aktywności i w końcu nadszedł ten moment, w którym to nastąpi. Zdecydowałam się na ten krok, ponieważ zauważyłam, że niektórzy z autorów jedynie wpisują się na listy obecności, praktycznie wcale przy tym nie wątkując, co raczej mija się z celem przebywania na blogu grupowym. Aby rozwiązać ten problem i przekonać się, że nowy sposób monitorowania aktywności będzie wygodny oraz szybki również dla mnie, już od około trzech miesięcy obserwuję częstotliwość dodawania przez Was komentarzy, korzystając z systemu, który będzie funkcjonował na blogu. 

Zacznę od wyszczególnienia przejawów Waszej aktywności na blogu, które będę brała pod uwagę. Są to:
  • komentarze z odpowiedzią na prowadzone wątki,
  • komentarze autorskie, jak np. powitania nowych postaci oraz ustalenia dotyczące wątków,
  • komentarze dotyczące posta fabularnego,
  • opublikowanie posta fabularnego.
Co za tym idzie, rozpatrując Waszą aktywność, nie będę brała pod uwagę chociażby komentarzy w zakładce „Administracja”, komentarzy pod listą obecności czy też rozmów prowadzonych na Shoutboxie.

Ponieważ wyjaśniłam już, co rozumiem poprzez Waszą aktywność na blogu, mogę przejść do przybliżenia Wam sposobu, w jaki będę ją monitorować. Mianowicie, będę sprawdzać i zapisywać datę ostatniego, dodanego przez Was komentarza (z trzech wymienionych opcji) bądź posta fabularnego. Na tej podstawie będę opierała moje dalsze działania, to znaczy:
  • tygodniowy brak aktywności będzie skutkował upomnieniem autora przez administrację, zawierającym prośbę o poprawę,
  • po upływie kolejnego tygodnia, bez jakiejkolwiek poprawy aktywności, autor zostanie od razu i bez kolejnego ostrzeżenia usunięty z bloga — być może to rozwiązanie wydaje się Wam zbyt restrykcyjne, ale przypominam, że macie do dyspozycji aż czterotygodniowy urlop oraz możliwość przeniesienia postaci do wersji roboczych na pół roku, kiedy będziecie wiedzieli, że nie możecie sobie pozwolić na zbyt częste pisanie.
Pojęcie „tygodnia” jest tutaj nieco umowne, więc pozwólcie, że za pomocą przypadkowych dat wyjaśnię Wam, jak to będzie funkcjonowało:
Jeśli 1 listopada to data ostatniego komentarza dodanego przez autora, to dla mnie 8 listopada mija pełen tydzień braku jakiejkolwiek aktywności. Autor otrzyma upomnienie 9 listopada. Z kolei dopiero 15 listopada minie kolejny tydzień bez poprawy aktywności, a 16 listopada autor zostanie od razu i bez ostrzeżenia usunięty z bloga. Jeśli zerkniecie na kalendarz, na pewno zrozumiecie, jak to działa.
Jak można zauważyć, macie 15 dni na wykazanie się aktywnością, co możecie zrobić poprzez dodanie tylko jednego komentarza. Wydaje mi się, że jeden, nawet krótki komentarz w ciągu tygodnia, a nawet dwóch tygodni nie powinien być ponad niczyje siły. Rozumiem, że każdy z nas ma swoje życie prywatne, obowiązki oraz inne sposoby na spędzanie wolnego czasu niż blogowanie, lecz po przemyśleniu sprawy odnoszę wrażenie, że chociaż ten jeden komentarz w tygodniu to nic strasznego i doskonale sprostacie temu zadaniu.

Pozostaje mi jeszcze przedstawić kilka spraw technicznych:
  • jeśli chodzi o autorów posiadających kilka postaci, nie będę w stanie sprawdzać, który dokładnie komentarz wychodzi od tej jednej, konkretnej postaci i monitorować ich aktywności osobno. Co za tym idzie, będę patrzeć na autora całościowo, co może wydawać się pewnym przywilejem, jednak jeśli zauważę, że któraś z postaci jest szczególnie zaniedbywana, dostanie ona osobne upomnienie. Ponadto w przypadku braku wywiązania się z terminów aktywności, autor zostanie usunięty z bloga wraz ze wszystkimi swoimi postaciami,
  • nie muszą się również martwić autorzy przebywający na urlopach. Jako datę ostatniej aktywności będę wpisywać datę powrotu z urlopu. To znaczy, jeśli autor weźmie urlop np. do 23 listopada, to powinien zacząć być aktywny 24 listopada i właśnie tę datę będę zapisywać w prowadzonej przeze mnie tabeli aktywności.
Tabelę aktywności w miarę możliwości uzupełniam codziennie. Co jakiś czas sprawdzam również, czy nie pomyliłam się w moich zapiskach i jeśli autor nie był aktywny od dłuższego czasu, cofam się do jego ostatniego komentarza i upewniam się, że faktycznie był on tym ostatnim. 

Pod tym postem macie czas na zadawanie pytań, tak bym mogła zawczasu rozwiać Wasze wszelkie wątpliwości. Proszę Was również o pozostawienie krótkiego komentarza, na znak, że zapoznaliście się ze zmianami i przyjmujecie ich istnienie do wiadomości. 

Nowy sposób weryfikowania Waszej aktywności zacznie funkcjonować od poniedziałku. Początkowo chciałam go wprowadzić już od jutra, ale uznałam, że potrzeba więcej czasu, by wszyscy mogli na spokojnie się z nim zapoznać. Co za tym idzie, do prowadzonej przeze mnie tabeli wszystkim wpiszę poniedziałkową datę (13.11), ot, taki równy start.


PROSZĘ O NIE ZASŁANIANIE TEGO POSTA DO GODZINY 18:00

01/11/2017

2047. Reason


Październik 2017r.


— Jesteś pewien, że chcesz wyjechać? — kobiecy głos rozbrzmiał w pustym salonie, który zaledwie dwa dni temu, tętnił życiem. Andrew sprawnym ruchem zasunął ostatnią z walizek, co miało być jednoznaczne z twierdzącą odpowiedzią.  Decyzja przyszła szybko, jednak pełne zdecydowanie, które zawładnęło mężczyzną, zaskoczyło go równie mocno, co jego najbliższych.  Nowy York stanowił dla mężczyzny stale niezrozumiały element jego życia. Mimo dobrze płatnej pracy, masy bliskich mu osób, ucieczki od problemów, czuł, że czegoś brakuje, a miasto z pewnością nie pozwoli mu tego zdobyć. Wręcz przeciwnie; z każdym kolejnym sukcesem, odbiera inną cząstkę jego życia, zupełnie jakby jego każdy krok wiązał się z utratą czegoś znacznie ważniejszego. Nieciekawa pogoda, sprzyjała ciężkiej aurze unoszącej się w powietrzu, która swym ciężarem osiadała na barkach, przytłaczając coraz bardziej, co jedynie utwierdzało mężczyznę w słuszności podjętej przez siebie decyzji. 
— Nic mnie tu nie trzyma, Madeline. Już nikt mnie tu nie trzyma… — odpowiedział, wstając z miękkiego dywanu, po czym omiótł uważnie spojrzeniem całe pomieszczenie, zatrzymując je ostatecznie na wyraźnie zatroskanej kobiecie. Zbliżył się do niej i ułożywszy dłonie na jej drobnych ramionach, ucałował czule w czoło.  Nie wątpił w kobietę. Była silną i pełnowartościową osobą, która mogła osiągnąć znacznie więcej, niż mogła sobie to wyobrazić. Wyjazd Andrew wcale nie umniejszał jej zaradności. Mimo iż stale trwał u jej boku zarówno w dobrych, jak i w złych chwilach, świetnie poradzi sobie w pojedynkę. 
— Niedługo zostaniesz matką oraz żoną. Mike wyjdzie z ośrodka i będziecie mogli stworzyć rodzinę, Mads. Wykorzystaj to i nie myśl o mnie. Jestem dużym chłopcem, wiesz?  — rzucił z delikatnym rozbawieniem na twarzy i przycisnąwszy przyjaciółkę do swojej piersi, przeczesał palcami jej kosmyki włosów w pocieszającym geście. — Chociaż ty wykorzystaj to, co dobre we właściwy sposób. Poza tym będę dzwonił, pisał. Wyjazd to nie koniec świata, słońce. 
Mads próbowała się uśmiechnąć, jednak na jej rumianej twarzyczce powstał krzywy grymas. Zaśmiał się cicho, kręcąc głową na boki. Kobieta zawsze była przesadnie troskliwa, uparta i opiekuńcza, czyli coś, co świetnie łączyło ich obojgu. 
— Nie powinieneś był tak łatwo odpuszczać — rzuciła, krzyżując ręce na piersi, zaś Andrew przetarł dłońmi wyraźnie zmęczoną twarz, nie chcąc wracać do tematu, który krążył wokół niego nieustanie od kilku dni. Objąwszy kobietę ramieniem, pociągnął ją za sobą, sadzając ostatecznie przy stole w opustoszałej kuchni, gdzie nie było już niczego poza paroma kubkami, torebką cukru i herbaty. 
— Sądzisz, że by to coś dało? Maille podjęła decyzję, a ja nie miałem prawa stawać na drodze do jej szczęścia. Ułatwiłem jej sytuację i pozwoliłem odejść bez zbędnych wywodów. Jest młoda, zasługuje na kogoś znacznie lepszego, kogoś, kto równie mocno pragnie poznać życie.  Czasem, jeśli kogoś się kocha, trzeba pozwolić mu odejść. 
Mads otwierała usta, aby wyraźnie zaprotestować, jednak spojrzenie Andrew wyraźnie dało jej do zrozumienia, iż temat był zakończony. 
— Napij się ze mną herbaty i  przestańmy gadać o czymś, co już dawno powinno być zostawione w tyle… — poprosił, mając dość krążenia wokół tego samego kolejny dzień z rzędu.  Jego nerwy były wystarczająco nadszarpnięte. Nie chciał do tego wracać, nie chciał ponownie się nad tym rozwodzić, nawet jeśli gdzieś w głębi czuł, że powinien zawalczyć, że zbyt łatwo odpuścił. Uparcie chciał wierzyć w to, że podjął słuszną decyzję. Obracał w dłoni kubek do momentu, aż jego zawartość w pełni zniknęła, dopiero wtedy wstał ze swojego miejsca i włożył naczynia do zlewu, nie zaprzątając sobie głowy  ich dalszym uprzątnięciem.  Stanąwszy przy oknie, zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie poznał tego miejsca w sposób, dzięki któremu mógłby rzec, iż zna miasto niczym własną kieszeń. Egoistycznie nie chciał się skupiać na osobach, które w jego życiu nadal pozostały. Czas pozwoli im przystosować się do nowej rzeczywistości bez jego osoby, która po paru dniach stanie się obca, po części zapomniana. Nie ma osób niezastąpionych. 
— Co z powrotem do służby? Podjąłeś decyzję? — zapytała Madeilne, równając się z mężczyzną ramieniem. Chciała wierzyć w to, że Andrew już nigdy nie wróci do czynnej służby jako żołnierz. Zbyt mocno bała się o życie swojego męża, by móc znieść kolejny ciężar strachu, tym razem o przyjaciela. 
Z ust bruneta wyrwało się ciche westchnienie. Objąwszy ją ramieniem, oparł na moment policzek na czubku jej głowy. 
— Za tydzień muszę stawić się w jednostce w Waszyngtonie — odpowiedział, nie chcąc dłużej jej okłamywać.  Pole walki od zawsze stanowiło dla niego pierwszorzędny priorytet, który prowadził go przez życie.  Mimo miliona potyczek, jego obowiązkiem była służba ojczyźnie.  Trwając w spoczynku, z daleka od munduru, adrenaliny, czuł się zamknięty w klatce bez możliwości większego rozwoju. 
Madeline zdała sobie sprawę, że nie uda jej się zatrzymać mężczyzny. Nie chciała również słuchać zapewnień, że będzie dobrze, że wróci. Nie mieli tej pewności. 
— Czas na mnie. Muszę załatwić parę rzeczy na mieście. — oznajmił, czując jak palce Rudowłosej zaciskając się mocno na materiale jego koszuli. — Mads… — szepnął, przytulając ją mocno. Rozstania bywały trudne, jednak są rozdziały, które dawno należało bezpowrotnie zamknąć, by móc rozpocząć coś znacznie większego i pełnowartościowego. 
Kobieta oderwała się po chwili od mężczyzny i delikatnie siknęła głową, pozwalając, by ten zapakował walizkę do samochodu.  Usiadła tuż obok niego i po zapięciu pasów, zapadła totalna cisza. Skubała nerwowo materiał swoich spodni, zaś sam Andrew wydawał się być w pełni rozluźniony i opanowany. Nie działo się nic, co mogłoby wzbudzać w nim negatywne emocje. Rozpoczynał coś nowego, coś co wzbudzało w nim niepohamowaną ciekawość, coś co skutecznie pchało go do przodu, nie pozwalając zawrócić. 
— Gdzie się zatrzymasz po wylocie z miasta? — zapytała nagle Mas, zdając sobie sprawę, że tak naprawdę nie wie nic na temat tego, gdzie dokładnie przyjaciel ma zamiar wyjechać i co ze sobą zrobić, poza powrotem na misje.  Niewiele udało jej się dowiedzieć. Andrew był zdeterminowany, jednak również niepokojąco tajemniczy. 
— Zatrzymam się u mojego dobrego znajomego — odparł krótko, na co jedynie Madeline skinęła głową. 

 Na lotnisku panował ogromny tłok. Andrew nie miał zbyt wiele czasu, by poświęcić go przyjaciółce, która nerwowo przenosiła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, nie umiejąc znaleźć ujścia, dla własnego zdenerwowania. Odprawienie bagażu i wręcz natychmiastowe udane się do samolotu, pozwoliło mu jedynie mocno ją uściskać, wręczyć kobiecie kluczyki od samochodu i ucałować w czoło. Chwilę później znikł jej z oczu bezpowrotnie, pozostając jedynie jednym ze wspomnień. 


Listopad 2017 r.

— Mówił, że nie ma osób niezastąpionych — wydukała cicho Madeline. Ścisnąwszy mocno dłoń swojego partnera, zadarła głowę ku górze.  Wiatr unosił pojedyncze kosmyki włosów, a panująca wokół cisza budowała niepowtarzalną atmosferę. Mike ucałował kobietę czule w skroń i przycisnąwszy ją do swojej piersi, wziął głęboki wdech. Na twarzy Rudowłosej zagościł delikatny uśmiech w momencie, gdy jej blada dłoń spoczęła na zimnej płycie nagrobka. 
— Nie płacz — szepnął brunet, odruchowo przyciągając kobietę bliżej siebie. — Zyskał najpiękniejszą nagrodę z możliwych.  Żyje wiecznie. 


BÓG SAM WYBRAŁ CZAS.
 ST. SIERŻ. ANDREW GOLDHOPE
12.02.1981  –  02.11.2017 r.



Notka nie jest długa, nie piszę często postów fabularnych, co z pewnością rzuciło się w oczy, jednak jak zwykle postawiłam na to, by przekazać to co najważniejsze, bez zbędnych opisów dotyczących chociażby koloru podkoszulka. Z Andrew rozpoczęłam przygodę na NYC i nie żałuję ani chwili spędzonej w Waszym gronie, które pozwoliło mi rozwinąć skrzydła. Z Andrew związania jestem w sposób szczególny, jednak z upływem czasu jego kreacja powoli gasła, aż pozostał tylko delikatnie tlący się płomyczek, z którego niestety ponownie ognia nie byłam w stanie wzniecić. Żegnając się z nim, chcę wszystkim podziękować, zwłaszcza tym, którzy byli z nim związani. Dziękuję za poświęcony mu czas oraz możliwość rozwoju. Pozostaje mi zaprosić Was do postaci, które mi pozostały, gdyż tak łatwo się mnie stąd nie pozbędziecie.