Len Lenny Weston
(28 lat; zawodowo casting associate & scout; po godzinach współwłaściciel EAR ME OUT)
(28 lat; zawodowo casting associate & scout; po godzinach współwłaściciel EAR ME OUT)
Gdy świat stoi na pasach i czeka, aż zamryga zieleń, Len przechodzi na czerwonym. Nie obraża się na zasady – właściwie w ogóle nie bierze ich do siebie. Dobrze, że istnieją, ale po co od razu ich przestrzegać? Bez przesady. Przecież się spieszy.
Więc kroczy. Najpierw idą uszy, potem nos – i dopiero na końcu cała reszta. W poprzednim życiu pewnie był gryzoniem, rodzajem myszowatego, może szczurkiem przeciskającym się przez szczeliny, może myszoskoczkiem, który czeka, aż ktoś go pogłaszcze po grzbiecie.
W tym życiu akurat jest człowiekiem. W tym życiu przeżył już wiele żyć. Początek był niewinny. Działo się to, gdy Lenny miał siedemnaście lat i został wolontariuszem w hospicjum. Jedna z pacjentek wzięła go za wnuka – pierwszego dnia nie zaprzeczył, przez następne siedem też nie.
Od tamtej pory odgrywał już role czyjegoś dzieciaka, przyjaciela z dzieciństwa, księdza nawet. I bliskiego, z którym ktoś nie zdążył się pożegnać. Taki aktor osobisty, na drugą nóżkę i na drugi etat, zawsze do wynajęcia – razem z bratem stworzyli nieoficjalną agencję aktorską Ear Me Out i oferują ludziom właśnie to. Jeśli zapłacisz, przyjdzie jako twój chamski znajomy i powie sąsiadowi, że wszyscy mają dość jego dowcipów. Przetańczy noc na weselu. Usiądzie naprzeciwko ciebie w swetrze zmarłego syna i pozwoli wyznać wszystko, co powinno było paść wcześniej.

Radykalnie dobry, skrajnie nieetyczny. Len odbierze telefon o czwartej rano, pojedzie przez pół miasta i usiądzie obok kogoś na podłodze, dopóki ten nie przestanie płakać. Może przy okazji odwołać kolację z dziewczyną albo zapomnieć o urodzinach brata, nie ma problemu. To znaczy – oni zwykle mają.
Z obcymi idzie mu łatwiej. Obcy potrzebują od niego konkretnej rzeczy. Obecności na pogrzebie. Przykręcenia szafeczki. Ramienia, na którym można się wypłakać. Bliscy chcą Lena, a to zamówienie, które często pozostaje poza pakietem.
Na przeprosiny może się uśmiechnąć, choć wygląda wtedy, jakby wypchał sobie policzki jabłuszkami. Siostra powiedziała kiedyś, że uśmiech Lenny’ego czyni cuda – leczy trądzik, nawadnia pola. Cuda należy sobie dawkować, tak mówią zasady. A Len na zasady się nie obraża, właściwie to w ogóle nie bierze ich do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz