Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

05/11/2011

For the two of us, home isn't a place


I see your hurt, I feel your pain. All of our dirt is washed in the rain. I've walked that road, I've felt that shame. No place is home but times, they are changing.

mama ⬩ Co wy zrobicie, jak nie wrócę do Nowego Jorku? ⬩ 51 lat

Mężczyzna skręcił łagodnie, schodząc z plaży, i kiedy nie dostrzegł nikogo na ganku, minął schodki i ruszył wzdłuż zachodniej ściany domu. Przeszedł nieopodal akacji, teraz wyższej oraz bardziej rozłożystej, i wszedł w gęstwinę, aby odnaleźć pośród zarośli wąską ścieżynę, która doprowadziła go aż do murów cmentarza. Podciągnąwszy się na rękach, przesadził ogrodzenie, rzucając tylko pobłażliwe spojrzenie dziurze w cegłach, przez którą kiedyś przechodził, i ruszył przed siebie. — Hej, mamo — przywitał się, stając tuż przy niższej od siebie jasnowłosej kobiecie, która, wpatrzona w nagrobek, obejmowała się ramionami. Dopiero na dźwięk znajomego głosu Monique odwróciła głowę i zerknęła na syna, uśmiechnąwszy się lekko. — Hej, Jerome — odpowiedziała i opuściła ręce, by zaraz przytulić się do boku pierworodnego i otoczyć ręką jego przedramię. — Dawno cię tu nie widziałem — mruknął po kilku minutach milczenia i nachylił się, aby pocałować czubek jej głowy. — To zawsze było wasze miejsce — parsknęła, by zaraz odetchnąć głęboko. — Biegaliście tu całą hołotą, jak tylko pokazałeś reszcie ścieżkę. Nie chciałam wam przeszkadzać — powiedziała cicho i miękko, zaczepnie naparłszy na dorosłego już syna całym ciężarem ciała. Zaraz jednak spoważniała i znieruchomiała, a jej błękitne oczy zaszły mgłą wspomnień. Wtedy, po śmierci Nahuela, nie przybiegł do niej; nie rzucił jej do stóp tej śmierci, jakby potrafił udźwignąć ją sam. Wzięła go w ramiona dopiero kilka długich tygodni później, kiedy znalazła go na cmentarzu, choć płakał wtedy dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy miał dziewięć lat.

Monique Marshall
NC

With a heart that's made of stone and nothing can break you. Why you gotta' be so indestructible? Standing in the cold. It's more than physical. I don't wanna let you go.

ojciec ⬩ Jak to jest stracić syna, tato? ⬩ 54 lata

— Jerome, nie uciekniesz przed tym wszystkim, choćbyś biegł tak szybko, jak tylko potrafisz, do utraty tchu. Nie uciekniesz przed tym, choćbyś znalazł się na drugim końcu świata, bo to, co cię ściga, czego oddech czujesz na karku, jest w tobie. Nie wyrwiesz tego jak chwastu. Nie zapomnisz. Już zawsze będziesz pamiętał o swoim dziecku. — Siwiejący mężczyzna przekręcił głowę, spoglądając teraz przed siebie niewidzącymi oczami. Spojrzenie miał zamglone, źrenice lekko rozszerzone mimo padającego wprost na nich blasku świtu, a białka nieznacznie pożółkłe przy kącikach. — Już zawsze będziesz za nim tęsknił i żałował czasu, który wam zabrano. Już zawsze Lionel będzie siedział gdzieś z tyłu twojej głowy, a myśli o nim będą pojawiały się w najbardziej nieodpowiednich momentach. Choćbyś nawet pochował go własnymi rękoma, Jerome, on już zawsze będzie obecny w twoim życiu, bo nie da się zakopać wspomnień, nie da się zakopać utraconej nadziei i tęsknoty za czymś, czego nigdy się nie poznało. Abisai wstał z cichym jękiem i podszedł do burty, pochylając się i opierając o nią przedramionami. — Właśnie tak to jest stracić syna. Kiedy każdego dnia przeżywasz jego śmierć od nowa, nawet po tylu latach. Kiedy budzisz się zlany zimnym potem, w uszach mając wściekły ryk sztormu, a w ustach smak słonej wody. Kiedy gubisz się i popełniasz błędy, owszem, mając prawo do ich popełniania, lecz jednocześnie nie posiadasz pewności, czy zostaną ci one wybaczone. Kiedy codziennie odbijasz się od dna, by za wszelką cenę utrzymać głowę na powierzchni. Wyprostował się i odwrócił przodem do syna, a jego sylwetka rzuciła długi cień, sięgający stóp wciąż siedzącego na pokładzie młodszego Marshalla. Twarz Abisaia była teraz skryta w ciemności, podczas gdy kontury jego ciała omywały pierwsze promienie słońca, które nieśmiało wyślizgnęły się zza nieboskłonu.

Abisai Marshall
NC

You know the truth can be a weapon to fight this world of ill intentions. A new answer to the same question. How many times will you learn the same lesson?

babcia ⬩ Babcia ma rację. To u nas rodzinne ⬩ 84 lata

— Wrócisz. — To siedząca na starym i sfatygowany fotelu babcia uniosła wzrok znad krzyżówek, spoglądając na niego ponad zsuniętymi na czubek nosa okularami w złotych oprawkach. — A jak nie, to będziesz spał na ganku — zarechotała, przez co rureczka w jej nosie, ciągnąca się aż do stojącej przy fotelu butli z tlenem, wysunęła się nieznacznie. Yamila poprawiła ją zręcznym, wyuczonym ruchem i puściła wnukowi perskie oko, wracając do swoich krzyżówek. Siwe włosy miała spięte w niesforny koczek na czubku głowy, a jej poorana zmarszczkami opalona twarz przybrała tak dobrze mu znany, pogodny wyraz. — A Nowy Jork jest blisko. Nie to, co Prowansja — wtrąciła Yamlia. — Australijski ssak jajorodny, siedem liter?

Yamila Marshall
NC

Feel that aching in your heart, leaving you broken inside. Take the ones you love and hold them close because there is little time. And don't let it break your heart.

brat ⬩ Nie martw się. Będziemy go odwiedzać, Jerry ⬩ 11 lat

Nagrobek stanowiła jedynie biała kamienna płyta, jakich było tutaj pełno. Przez lata brud wżarł się w wyżłobione litery, sprawiając, że były wyraźnie widoczne na gładkiej powierzchni, układając się w imię i nazwisko młodszego brata bruneta. Nahuel Marshall zmarł zbyt wcześnie, co tamtej jesieni często powtarzano w Rockfield. Rozgarnąwszy rękoma wysoką trawę, ponieważ pastor zapewne znowu nie potrafił zagonić swoich synów do pracy, Jerome rozsiadł się przed nagrobkiem, krzyżując nogi i podciągając je bliżej siebie w tureckim siadzie. Zastanawiał się, czy kiedy wyjedzie, ścieżka wiodąca za domem zarośnie. Nim wkroczył na nią z Ivaną, przez jakiś czas chadzał po niej sam. Ziemia była świadkiem wielu jego upadków, wgryzając się w paznokcie, kiedy darł ją palcami, nawiedzany przez wspomnienia tamtego dnia i mimo że zdzierał skórę do krwi, wciąż czuł na niej dotyk prześlizgujących się palców. Pamiętał wyraz twarzy Nahuela, kiedy ten rozpaczliwie próbował się czegoś złapać i ten przebłysk, który zamajaczył w jego rysach, kiedy uświadomił sobie, że właśnie stracił ostatnią szansę. Później Jerome stał już sam na pokładzie, z ręką wyciągniętą w kierunku miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą był Nahuel. Teraz, kiedy uniósł ramię, poczuł pod palcami jedynie nagrzany od słońca kamień.

Nahuel Marshall
NC

Where do I go when I am feeling out of control? And I'm staring at my demons. How do I know that you'll be here when I need ya? 'Cause right now I really need ya.

siostra ⬩ Nie będę sam. Ivana mi na to nie pozwoli ⬩ 28 lat

Ivana, w przeciwieństwie do swojego starszego brata, zaśmiała się wesoło. Skorzystała też z tej okazji, że to panowie zajęli się dziećmi i raźnym krokiem pokonała odległość dzieląca ją od rudowłosej, by następnie krótko uścisnąć Lottę na przywitanie. — Cieszę się, że w końcu nas odwiedzasz — oznajmiła i bez skrępowania ujęła rudowłosą pod ramię, by następnie poprowadzić ją ku wnętrzu domu. Przechodząc obok Jerome’a, spojrzała na niego z szerokim uśmiechem i czułością w jasnych oczach. — Dawno już nie widziałam go tak szczęśliwego — szepnęła, konspiracyjnie nachyliwszy się ku Charlotte. — Dziękuję ci za to — powiedziała zupełnie szczerze, posławszy kobiecie krótkie, acz głębokie spojrzenie. Pamiętała, kiedy Jerome i Jennifer przylecieli na Barbados po stracie dziecka. Pamiętała, jak Jerome po raz pierwszy wziął na ręce kilkumiesięcznego wtedy Yoela i jak źle wtedy wyglądał; gdzieś znikł cały ten blask, który zazwyczaj wręcz od niego promieniował i zdawało się, że wyparował bezpowrotnie. Ivana bardzo się wtedy martwiła, czy jej brat kiedykolwiek w pełni dojdzie do siebie i dziś, widząc go na rekach z dziewczynką, która nazywał swoją córką, mogła po raz pierwszy od dawna odetchnąć.

Ivana Doorly
NC

Dark clouds hanging round over my head. No rest, no rest. Tastes so sweet, I'd love her 'til death but she don't worry about me. Even if I run, I can't escape.

szwagier ⬩ Tylko ani słowa Matiasowi! Udusiłby was! ⬩ 29 lat

Na parkingu przed lotniskiem, na jednym z ocienionych miejsc, wypatrzył znajomy samochód i opartego o drzwi kierowcy mężczyznę. Dostrzegłszy ich, Matias odepchnął się od wozu i wyprostował, a jego pociągłą twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Zobaczywszy swojego jedynego szwagra, wyspiarz odruchowo przyspieszył kroku, nawet pomimo tego, że obładowany był bagażami i zostawił Charlotte z Aurorą na rękach odrobinę w tyle. Pokonawszy dzielącą ich odległość, uścisnął mężczyznę i przyjacielsko poklepał go po plecach, na co Matias odpowiedział tym samym. Następnie Jerome szybko odwrócił się ku Charlotte i Aurorze, które zdążyły do nich podejść, by od razu je przedstawić. — A to właśnie Charlotte i Aurora — oznajmił uroczyście, acz z nutą rozbawienia w głosie, po czym odsunął się od Matiasa i stanął przy rudowłosej. — Charlotte, to Matias, mąż mojej młodszej siostry — wyjaśnił, by nie było żadnych wątpliwości co do tego, z kim właśnie mieli do czynienia. — Bardzo się cieszę, że mogę was w końcu poznać. — Matias wyciągnął dłoń ku kobiecie, a kiedy wymienili uścisk, spojrzał na Rory i uśmiechnął się wesoło, ale nie zrobił nic ponadto. — Yoel nie przepada za obcymi, więc nie wiem, na ile mogę sobie pozwolić… — wyjaśnił, wspominając o swoim synu, który miał niedługo skończyć dwa lata. — A nie chcę na dzień dobry jej wystraszyć — dodał, spoglądając ponownie na Aurorę, która przyglądała się mu z zainteresowaniem, ale i pewnym dystansem. Cóż, dziewczynka jeszcze tego nie wiedziała, ale w przeciągu kilku najbliższych dni miała poznać wiele nowych osób… — Ivana już czeka z obiadem. Zresztą, wasz pokój też już jest gotowy, więc będziecie mogli odpocząć po podróży i cóż, przed jutrem — odezwał się Matias, ruszywszy z miejsca. — Bo mam nadzieję, że wiecie, że jutro Monique wam nie odpuści? — Jakbym nie znał mojej matki — rzucił z rozbawieniem Jerome i przez ramię obejrzał się na siedzącą z tyłu wraz z Aurorą Charlotte. — To i tak cud, że nie chce zobaczyć się z nami jeszcze dzisiaj. — Oj uwierz mi, chce, ale Ivana skutecznie wyperswadowała jej to z głowy — zaśmiał się ich kierowca; silny charakter Ivana odziedziczyła zdecydowanie właśnie po matce, więc kiedy te dwie kobiety się ze sobą ścierały, potrafiło być naprawdę gorąco.

Matias Doorly
NC

When the darkness don't let you sleep I'ma hold you close. And when space is all you need I can let you go. And if the spark in your eye goes out I can be your glow.

siostrzeniec ⬩ Ależ ty urosłeś! ⬩ 3 lata

— I jesteśmy. — Matias zgasił silnik i kiedy tylko jego warkot na podjeździe ustał, drzwi domu uchyliły się. Stanęła w nich Ivana trzymająca za rączkę małego chłopca. Miała długie, mocno kręcone włosy i jasne oczy, które odziedziczyła po matce, a które mocno kontrastowały z jej ciemną karnacją, przez co jej uroda była nieco nietypowa. Widać, że chciała puścić się biegiem ku Marshallowi, ale nie mogła puścić dziecka, więc tylko niecierpliwie przebierała nogami, kiedy to trzydziestolatek odpiął pas i wyskoczył z wozu jak oparzony, by wyrwać się do siostry. — Jerry! — Ivana jedną ręką uwiesiła się na szyi brata, nie puszczając rączki Yoela, który wydawał się nieco zagubiony. — W końcu! — westchnęła z zadowoleniem, ściskając go mocno, a on nie pozostawał jej dłużny i dopiero po dłuższym czasie wypuścił siostrę z objęć, by następnie przykucnąć przed siostrzeńcem. — Ależ ty urosłeś — zachwycił się, podczas gdy ciemnowłosy chłopczyk przyglądał mu się szeroko otwartymi, ciemnobrązowymi oczami, tuląc się do nogi swojej mamy. W końcu jednak Yoel uśmiechnął się lekko, jakby rozpoznał wujka, którego tak rzadko widywał i puściwszy Ivanę, podszedł bliżej, pozwalając Marshallowi porwać się na ręce. — Chodźmy do nich — zasugerował Matias, który pozostał przy Charlotte i Aurorze. — Minie jeszcze chwila, nim zaczną dostrzegać cokolwiek poza sobą — oznajmił, z ciepłym uśmiechem zerkając ku rodzeństwu.

YOEL DOORLY
NC

Tell me baby honestly, do you think there's something wrong with me? Do you wanna stick around to see how bad a boy can be? 'Cause it's in my veins, that's where it runs.

brat ⬩ Co? Nowy Jork taki fajny? ⬩ 19 lat

— Głupek — skomentował Gian, przez co zaraz oberwał w ucho od Ivany. — No co? Przecież wszyscy wiemy, że to będzie ich ostatni raz. I że Jerome wyjeżdża i już nie wróci. Co? Nowy Jork taki fajny? — Butny nastolatek skrzyżował ręce na piersi, rzucając bratu wyzywające spojrzenie, a Jerome wcale mu się nie dziwił, sam bowiem przekuwał niezrozumiałe dla siebie uczucia w złość, której gorzki smak znał już dobrze, przez co łatwiej było ją przełknąć. — Gian! — Moniquę trzasnęła drewnianą łyżką w blat. — On ma rację! — wtrącił Diego. — Za mną tak nie płakaliście — burknęła Ivana, jedynie udając obrażoną, starając się rozładować powstałe napięcie. — Bo mieszkasz piętnaście minut drogi stąd! — krzyknęli jednocześnie Gian i Diego. — To Jerome wyjeżdża? — Thian toczył niezrozumiałym wzrokiem po zgromadzonych. — Czy wyście wszyscy postradali rozum? — Yamila, jak do tej pory siedząca na tyle cicho, że nikt zdawał się jej nie zauważać, choć wszyscy mieli świadomość tego, że w pomieszczeniu była również babcia, zsunęła z nosa okulary do czytania i pokręciła głową. — A babcia to może z nim poleci? — Gian nie dawał za wygraną, lecz pod wpływem mocnego spojrzenia staruszki jakby skulił się w sobie; Yamila skutecznie zasznurowała mu usta. — Jerome? — Siwowłosa kobieta przeniosła wzrok na wnuka, nieznacznie unosząc brwi. — Tak, wiem. Siadać i jeść, zbiórka o dwudziestej pierwszej, za spóźnienie wyszoruję wam zęby piachem — zarządził i zagroził, nakładając na swój talerz solidną porcję ryżu.

GIAN MARSHALL
NC

Things ain't been quite the same since you hit me with your hand grenade. I might be just a bit insane. I ain't scared of a little pain. 'Cause it's in my veins, that's where it runs.

brat ⬩ Nie wrócisz już? ⬩ 19 lat

— Cześć, Nah! — Thian nie tyle usiadł, co zwalił się na trawę i poklepał biały kamień. — Daktyla? — spytał, wyciągając woreczek w stronę bliźniaków, którzy rozsiedli się nieopodal, wyłączając latarki. — To jak? — Pierwszy odezwał się Diego, a jego głos przytłumił szelest podawanego z rąk do rąk woreczka. — Nie wrócisz już? — spytał spokojnie. Był wierną kopią swojego brata bliźniaka, będąc już niemalże równie wysokim co ojciec i smukłym młodzieńcem z półdługimi, prostymi włosami. — Nic z tego nie rozumiem. Jerry? — Thian przekręcił się w trawie na brzuch, podpierając głowę na dłoniach i machając uniesionymi nogami. — Czemu oni wszyscy mówią, że nie wracasz? Wyjeżdżasz gdzieś? Powstrzymując się przed westchnieniem, Jerome spojrzał na Ivanę, a kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, kobieta jedynie wzruszyła ramionami i włożyła do ust kolejnego suszonego daktyla. Nie mogła zrobić tego za niego. Uśmiechnęła się jednak ciepło i ledwo zauważalnie skinęła głową. — Tak, wyjeżdżam. Do Nowego Jorku. Dostałem tam pracę. Niedługo będę mógł odebrać wizę. — Ale po co? Przecież mamy pracę. Tutaj. — Głupek — powtórzył Gian, przez co Ivana rzuciła w niego daktylem, a Diego szturchnął go łokciem w żebra. — Thian, pamiętasz, jak mama opowiadała ci, co dawno temu zrobiła dla taty? — spytała Ivana, przez co Jerome posłał jej pełne wdzięczności spojrzenie. — No pewnie! Przeprowadziła się na Barbados. Z Francji. Właśnie, kiedy polecimy do dziadków? — Beztroski jedenastolatek uśmiechnął się szeroko, spoglądając po rodzeństwie, jednakże ich nietęgie miny spowodowały, że uśmiech szybko znikł z jego twarzy. — O, cholera… — Brawo, geniuszu! — Gian klasnął w dłonie. — W końcu zrozumiałeś! — Czyli znalazłeś ją. Jen. Polubiłem ją, mimo że nigdy nie chciała sprzedać mi żadnego drinka — zauważył Diego i uśmiechnął się głupkowato. — A ona nie może przyjechać tutaj? — Drugi z bliźniaków uparcie trwał przy swoim. — Gian, daj już spokój. Nowy Jork to nie drugi koniec świata. To tylko cztery godziny lotu. Prawda, Jerome? — zagadnęła Ivana.

Diego Marshall
NC

Before the risin' sun, we fly. So many roads to choose. We'll start out walkin' and learn to run and yes, we've just begun. And when the evening comes, we smile. So much of life ahead.

brat ⬩ Ale wtedy przypomniałem sobie, jak mówiłeś, że szarpanie na oślep nic nie da i że każdy supeł da się rozwiązać, i rozwiązałem! ⬩ 14 lat

— Jerry! — Thian podskakiwał niespokojnie na swoim krześle przy krótszej krawędzi stołu, wyciągając się i machając gorączkowo do bruneta, co najmniej jakby pomieszczenie to liczyło sobie kilkanaście, a nie kilka metrów długości. — Chodź, zająłem ci miejsce! — Gian! — fuknęła w tym samym momencie Monique, trzepnąwszy dłoń nastolatka, który już wyciągał rękę po naczynie z potrawką. — Czekamy na wszystkich! — Ja nic nie zrobiłem! — oburzył się Gian, który niespodziewanie pojawił się w progu, podczas gdy Diego zrobił minę sugerującą, że po szesnastu latach jasnowłosa kobieta powinna nauczyć się ich rozróżniać. Monique tylko wywróciła oczami. — Jerry, szkoda, że nie było cię z nami na kutrze — paplał tymczasem Thian, otwierając buzię, nim jeszcze Jerome zdążył porządnie usiąść. — Rozplątałem sam sieć, tak jak mi pokazywałeś. Żałuj, że tego nie widziałeś! Był tam taki ogromny supeł i już myślałem, że będę musiał go przeciąć, a wiesz, jak tata nie lubi, kiedy niszczymy tak sieci, no i ostatnio ściąłem sobie nożem kawałek palca — oznajmił, podtykając mu pod nos zaklejony plastrem opuszek, którego mały fragment stracił w nierównym boju z siecią. — Naprawdę, miałem ochotę rzucić to w cholerę! — Thian! — Wysoki głos Monique wybił się ponad inne dźwięki. — Język! — No… — zająknął się jedenastolatek — No serio, myślałem już, że po sieci. Ale wtedy przypomniałem sobie, jak mówiłeś, że szarpanie na oślep nic nie da i że każdy supeł da się rozwiązać, i rozwiązałem! — Dumnie wypinając pierś, Thian uśmiechnął się szeroko, na co Jerome zmierzwił dłonią jego jasne włosy, których kolor jako jedyny z ich piątki odziedziczył po matce. — Jutro musisz płynąć z nami! czym było spowodowane zachowanie Marshalla. Jakby w ten sposób mógł zapomnieć o odczuwanym żalu i rozczarowaniu. A skoro on się tak czuł, to co dopiero sam Jasper?

Thian Marshall
NC

It is a person. And we are finally home

family
Sometimes I get a little too hurt, got my mind going places it ain't wanna go

Oh wait, just wait. I love you like I've never felt the pain. Just wait. I love you like I've never been afraid. Just wait. Our love is here, and here to stay, so lay your head on me.

partnerka ⬩ Chcesz się pokłócić o to, kto komu bardziej pomógł? ⬩ 27 lat

— Dziękuję — odezwał się wreszcie cicho i ujął twarz kobiety w dłonie. — Dziękuję, że przy tobie mogę wreszcie odpuścić. Że nie muszę walczyć, szarpać się… Że mogę po prostu być. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy po tym wszystkim, co się wydarzyło, odkąd przyleciałem do Nowego Jorku — powiedział i uśmiechnął się lekko, a w miarę tego jak mówił, ton jego głosu stawał się wyraźnie spokojniejszy. — Nawet nie wiem, jak mam to opisać — dodał i zaśmiał się krótko. — Ale nie musisz mi niczego obiecywać, żebym wiedział, że przy mnie będziesz i… Cholera, Charlotte, nie wiem jak mam powiedzieć, ile to dla mnie znaczy i co mi to daje... — urwał i oderwał wzrok od oczu Lotty po to, by rozejrzeć się po pustym pomieszczeniu. Ponownie zerknął na zabawki, tym razem jednak nie wydarzyło się nic niepokojącego. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie wiedział, co. Nie miał pomysłu na to, jak opisać to, co czuł do stojącej tuż obok kobiety, ale bez wątpienia było to widać w jego spojrzeniu. Kiedy już oderwał wzrok od zabawek i ponownie skupił się na jej tęczówkach, spoglądał na nią z ufnością i nadzieją. Zawierzał jej wszystko, co miał oraz samego siebie i robił to bez zawahania. — Poskładałaś mnie do kupy — stwierdził wreszcie, z nikłym rozbawieniem i było to prawdą. Wszystkie elementy, na które był rozbity przez różnorakie wydarzenia w życiu, przy Charlotte scaliły się w nim na nowo. Wszystkie mogły przy niej istnieć i tworzyć całość, a jeden nie przeszkadzał drugiemu. Nie musiał niczego odrzucać, poddawać selekcji. Nie musiał nad niczym się zastanawiać. Wszystko było oczywiste. I wszystko było na swoim miejscu, a miejsce to było właśnie przy młodej Angielce.

Charlotte Lester
NC

Before the rising sun, we fly. So many roads to choose. We'll start out walking and learn to run, and yes, we've just begun. Sharing horizons that are new to us.

córka Charlotte ⬩ Naprawdę chciałbym być dla ciebie tatą, tylko... ⬩ 1 rok

Swego czasu tylko otarł się o ten szczególny rodzaj miłości, która została w nim zduszona tuż po tym, jak pozwolił jej wykiełkować. Ból, którego wtedy doświadczył, był silniejszy niż uczucie, w miejsce którego się pojawił. Jednak na tym niepodatnym gruncie, wbrew wszystkim przeciwnościom losu, niepostrzeżenie wykiełkowało kolejne ziarenko. Jerome nie chciał go dostrzec, jakby w obawie przed tym, że kiedy tylko padnie na nie jego wzrok, wydarzy się to samo, co przed dwoma laty. Coś jednakże pchało jego spojrzenie w kierunku kiełkującego ziarna; była to nieznana mu siła, której nie mógł się oprzeć, a która bez wątpienia pochodziła z jego wnętrza, aż pozwolił sobie na ukradkowe zerknięcia. Po każdym jednym zalewała go fala strachu, ale nie działo się nic złego. Absolutnie nic. Może to miało wystarczyć? Wyprostował się i zacisnął palce na barierce. Aurora spała głęboko, jakby niedawny epizod nie miał miejsca, przynajmniej dla niej. — Nie będziemy się już bać — obiecał wyspiarz. Wyciągnął rękę i jej wierzchem pogładził zaróżowiony, dziecięcy policzek. Obydwoje utracili coś cennego, czego nawet nie zdążyli poznać. I choć Jerome był boleśnie świadomy tej straty, śpiąca spokojnie pod jego czujnym spojrzeniem dziewczynka nie musiała.

Aurora Lester
NC

I'm tired of being in my head. I'm tired of being left alone. Can you teach me how to breathe it in? I can't free my soul till I learn to let go.

syn ⬩ Your wings were ready but our hearts were not

— Tego słonika kupiłem kilka dni po tym, jak dowiedzieliśmy się, że Jennifer była w ciąży — wyjaśnił i skinieniem głowy wskazał na pluszaka. — Jest różowy, bo byłem święcie przekonany, że to będzie dziewczynka. Tę zawieszkę nad łóżeczko… — urwał, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jego głos lekko drżał. Mówił spokojnie, miękkim tonem, lecz do czasu - w jego wnętrzu coś kotłowało się i domagało uwagi. Coś próbowało dojść do głosu, a Jerome nie wiedział, czy powinien temu tego głosu udzielić. Nie podejrzewał, że wejście do tego pokoju wywoła w nim takie emocje. Nie po takim czasie. Rozchodziło się jednakże o coś więcej, niż strata Lionela i to dlatego, kiedy Charlotte zaczęła o nim mówić, Jerome mocno przecząco pokręcił głową, tak że rudowłosa na pewno mogła to poczuć. Nie odezwał się jednakże o razu, jakby jeszcze nie był gotowy i tylko łapczywie złapał powietrze, kiedy Charlotte mocniej się w niego wtuliła. Kobieta jeszcze tego nie wiedziała, ale jej obecność również, jeśli nie przede wszystkim miała wpływ na to, co się działo. — Nie chodzi o to — odezwał się wreszcie cicho. — Nie tylko o to — poprawił się, a jego głos wciąż się łamał i był lekko zachrypły. Nim powiedział więcej, jeszcze mocniej przytulił się do panny Lester, o ile w ogóle było to możliwe i dał sobie kilka kolejnych minut na uspokojenie się. Spazmatyczny szloch przestał wydobywać się z jego gardła, a spływające po policzkach łzy powoli zaczęły wysychać. Ściśnięte gardło rozluźniło się, a szaleńczo bijące serce powoli wracało do zwyczajowego, spokojniejszego rytmu. Mimo tego Jerome czuł się fizycznie wyczerpany. Miał wrażenie, jakby właśnie przebiegł maraton. Bolało go całe ciało i wydawało mu się, że nie będzie miał siły na ruszenie się z miejsca. Fizycznie czuł się paskudnie, psychicznie jednak… wiedział, że miał za sobą pewien przełomowy moment. Nie tylko pozwolił sobie opłakać wszystko to, co utracił, ale też wiele zrozumiał i było to coś, czym koniecznie musiał podzielić się z rudowłosą.

Lionel Marshall
NC

The facts are the facts, you will never come back. Now my world's gone black, no light through the crack. Got too close to the flame, hurt like a stain, left a curse on my name.

była żona ⬩ W moim życiu nie ma już miejsca dla Jen ⬩ 28 lat

Gdy pod nos Marshalla ostatecznie podsunięto dokument rozwiązujący jego małżeństwo z Jennifer Woolf, trzydziestojednolatek zamarł z długopisem uniesionym nad kartką papieru. Trwał tak przez kilka uderzeń serca i kiedy zdecydował się odwrócić głowę w bok, spostrzegł, że Jen zastygła dokładnie w tej samej pozie. Jakby czując jego spojrzenie na sobie, blondynka uniosła głowę i ich spojrzenia się skrzyżowały. To wystarczyło, by Jerome wstał i ignorując cichy protest sędziny, przesiadł się do ławki zajmowanej przez Jennifer. Nie zamieniwszy ze sobą ani słowa, wymienili lekkie uśmiechy i zetknąwszy się ramionami, jednocześnie złożyli podpisy na dwóch kopiach dokumentu orzekającego, że z dniem dwudziestego drugiego kwietnia dwa tysiące dwudziestego drugiego roku przestają być małżeństwem. Przed budynek sądu wyszli razem. Porozmawiali jeszcze kilka minut, a potem uścisnęli się i Jennifer odwróciła się, by odejść w swoją stronę. Jerome odprowadził ją wzrokiem i wpatrywał się w jej plecy, dopóki jasnowłosa kobieta nie zniknęła pośród tłumu Nowojorczyków; tego samego, pośród którego z taką łatwością znalazł ją przed laty. To już? odezwał się w myślach do samego siebie. Myśl o rozwodzie na tyle mocno zakorzeniła się w jego umyśle, że nie chciało mu się wierzyć, że miał za sobą formalności. Że znowu był wolnym człowiekiem, nie związanym prawem z drugą osobą. Zdawało mu się to abstrakcyjne, nawet pomimo tego, że o rozwodzie postanowił już w grudniu i od tamtej pory jego działania skupiały się na tym, aby do niego doprowadzić. Teraz, stojąc przed budynkiem sądu, w pewien sposób było mu ciężko myśleć o tym, że nie był już niczyim mężem. Wtedy też, wiedziony nagłym impulsem, wyciągnął przed siebie prawą dłoń i spojrzał na założoną na palec serdeczny obrączkę - tak, jeszcze jej nie ściągnął. Nosił ją przez cały ten czas i dopiero teraz ten kawałek szlachetnego metalu zaczął mu ciążyć. Do tego stopnia, że Marshall przysiadł na ostatnim stopniu schodów prowadzących do sądu, nie zważając na mijających go ludzi, którzy to spieszyli na rozprawy, to równie pośpiesznie opuszczali budynek. Jeszcze przez chwilę przypatrywał się obrączce, aż zdjął ją i położył płasko na dłoni. Miejsce po obrączce było wyraźnie bledsze i szczuplejsze, lecz po kilku tygodniach miało przestać się odznaczać. Naprawdę tylko tyle było trzeba? Kilku tygodni, by zniknął ostatni ślad po tym, co łączyło go niegdyś z byłą żoną?

Jennifer Woolf-Marshall
NC



friends
And you, like a neon light, shining through a door that I can't keep closed

The taste, the way you chase the wave. You're jumping in the deep end. If there's no finding my way back, I find I'm finding my way back, no lie. How high's too high to come back down?

przyjaciel ⬩ Akurat ty jesteś ostatnią osobą, która mogłaby pochopnie mnie ocenić ⬩ 22 lata

Gdzieś z tyłu głowy Marshalla pojawiła się niepokojąca myśl, że Jaime mógłby uznać jego postępowanie na niewłaściwe. Był to jednakże wyłącznie przebłysk; iskra, która zgasła w mgnieniu oka i ustąpiła miejsca niepokojowi innego rodzaju. Jerome bowiem znał swojego przyjaciela – na tyle, na ile ten pozwolił mu się poznać – i wiedział, że Jaime nie tylko nigdy nie życzył mu źle, ale też wspierał go i stał po jego stronie w każdej sytuacji. Stąd nie wydawało mu się, by Moretti był skłonny, aby go osądzać i bez wątpienia bliżej było mu do tego, aby cieszyć się szczęściem wyspiarza. Wiedząc to i zakładając, że jego słowa przypadkowo poruszyły wrażliwą strunę we wnętrzu chłopaka, brunet przyglądał mu się tym uważniej i z tym większą troską, która urosła do jeszcze większych, wręcz niebotycznych rozmiarów po kolejnych słowach przyszłego patologa. — Jaime, nie masz mnie za co przepraszać — odezwał się możliwie łagodnie pomimo tego, że towarzyszący mu niepokój był również źródłem pewnej irytacji. Irytacja ta wynikała z tego, że Jerome nie wiedział, co się dzieje, ale też nie był osobą, która za wszelką cenę ciągnęła swoich bliskich za język. — Akurat ty jesteś ostatnią osobą, która mogłaby pochopnie mnie ocenić. A nawet, gdybyś miał z tym jakiś problem, pewnie od razu byś mi powiedział — stwierdził, ponieważ dobrze wiedział, że jego przyjaciel nie potrafił kłamać, nie lubił tego i nigdy tego nie robił. — Po prostu… Widzę, że coś się dzieje, niezwiązanego z tym, co powiedziałem — mruknął ciszej. — Wiesz, że gdybyś chciał pogadać, to po to właśnie mnie masz? — zasugerował już głośniej i nawet uśmiechnął się lekko, starając się przy tym spojrzeć w oczy przyjaciela. Nie zamierzał wymuszać na nim zwierzeń, ani też na siłę wyciągać z niego tego, co go trapiło. Zawsze był daleki od takiego postępowania i po prostu chciał dać dwudziestoparolatkowi jasny sygnał, że jeśli ten potrzebował rozmowy, to mógł do niego dzwonić o każdej porze dnia i nocy.

Jaime Moretti
NC

Then I saw your face, your forgiving eyes looking back at me from the other side, like you understood me. And I'm never letting you go. I'm not gonna make it alone la la la alone.

przyjaciółka ⬩ Nie martw się tak, te pierniczki na pewno nam wyjdą ⬩ 26 lat

— Z czwórką — poprawił brunetkę. — Zabralibyśmy ze sobą jeszcze Izabelę — podkreślił i posłał przyjaciółce karcące spojrzenie, następnie zaś z rozczarowaniem pokręcił głową. Jak Villanelle mogła zapomnieć o Izabeli?! Jak?! Wyspiarz jednakże nie mógł tego długo analizować; już w następnej chwili przysłuchiwał się tyradzie kobiety, jej słowa natomiast sprawiały, że w czasie łączenia składników, nie mógł przestać uśmiechać się pod nosem. Szczera troska Elle była jedną z najlepszych rzeczy, które przytrafiły mu się w życiu. Ba!, cała znajomość, a właściwie przyjaźń z tą kobietą była jedną z najlepszych rzeczy, które przytrafiły mu się w życiu i Jerome był za to niesamowicie wdzięczny. A doceniał ten fakt zawsze w takich momentach, kiedy dwudziestoparolatka suszyła mu głowę o to, iż zawsze przy nim była i że wyspiarz mógł się do niej ze wszystkim zwrócić. Wiedział to, i cóż, robił to, ale na swój sposób lubił, kiedy tak zawzięcie mu o tym przypominała. — Masz szczęście, że dodałaś to zdanie na końcu, ponieważ inaczej czekałby cię bardzo podobny wykład — odparł tylko i za to obdarzył ją szerokim, szczerym uśmiechem, który wraz z jego spojrzeniem wyrażał, jak bardzo Marshall doceniał jej obecność. — Możemy się zamienić, mądralo — zasugerował wesołym tonem, kiedy dostał poniekąd małą reprymendę. — Zobaczymy, czy weźmiesz na siebie tę odpowiedzialność i godnie zastąpisz mikser, co? — podpuszczał ją, jednocześnie nie przerywając intensywnego mieszania i dopiero kiedy Villanelle swym fachowym okiem oceniła, że masa miała odpowiednią konsystencję i nie było w niej nawet najmniejszej grudki, przestał. Miskę z ciastem oddał pod opiekę przyjaciółki, a sam wsparł się lędźwiami o kuchenną wyspę i odetchnął głęboko, mimo wszystko będąc chyba odrobinę zmęczonym tym wyrabianiem ciasta. — Ja cię chętnie dogonię z tym grzańcem, a nawet przegonię, ale wtedy nie będę ci mógł zagwarantować, czy wytnę pierniczki o akceptowalnych kształtach — powiedział szybciej, niż pomyślał, przez co szybko zakrył dłonią usta, ponieważ łatwo było się domyślić, o jakie kształty mogło mu chodzić i podejrzewał, że gdzieś w czeluściach Internetu na pewno można było znaleźć odpowiednie do tego foremki. — To znaczy, będę wycinał gwiazdki, choinki i bałwanki. Tak, miałem na myśli bałwanki. Czy pierniczki mogą mieć kształt bałwanków? Chyba częściej spotykane są choinki, prawda? — zaczął dopytywać, wpadając w nieco tylko nerwowy słowotok i zaraz, zgodnie z poleceniem Elle, zainteresował się grzańcem. Szybko opróżnił swój kubek, jakby dopijał letnią herbatę i uzupełnił naczynia, wypełniając je parującym napojem po same brzegi.

Villanelle Morrison
NC

Who will you get to do your dirty work? No gods, no glory. That's the price of your story. Never bite the hand that feeds. You'll live and learn to let it bleed. Mama said it's alright.

były szwagier ⬩ I myślisz, że ci w to uwierzę, Noah? ⬩ 34 lata

Noah być może myślał, że Jerome jedynie szukał pretekstu, aby go uderzyć. Jakby bicie go sprawiało mu przyjemność. Jakby założenie z góry, że Noah był niewdzięczny, bo tak mu kiedyś powiedziano, było prostsze niż próba poznania go. I to w istocie było prostsze, lecz Marshall zazwyczaj nie szedł po najmniejszej linii oporu i tym razem również starał się tego nie robić, choć jego zachowanie wyraźnie temu przeczyło. Wyspiarz próbował rozprawić się z uprzedzeniami, wyrwać je niczym chwast, ale te były w nim zakorzenione głębiej niż przypuszczał, co wyszło na jaw w sytuacji zagrożenia – tak bowiem trzydziestolatek postrzegał moment, w którym padł cień podejrzenia o to, że Noah zdradza jego najlepszego przyjaciela. Lotta tego nie rozumiała i Marshall nie mógł jej się dziwić. Poznała Noah w innych okolicznościach, bez łatki przyklejonej mu przez kogokolwiek. Jerome podejrzewał, że gdyby nie łatka stworzona przez Jen, on i Noah mogliby się zakumplować, ale były to tylko podejrzenia, których nie mógł w żaden sposób zweryfikować, jakby nawet po oderwaniu wspomnianej łatki pozostał ślad widoczny wyłącznie dla oczu Marshalla i ten nie potrafił go zetrzeć. Ci, którzy go znali, wiedzieli, że potrafił zachowywać się impulsywnie, jeśli rozchodziło się o jego bliskich. Noah przekonał się o tym nie po raz pierwszy. Jerome bywał kąpany w gorącej wodzie; najpierw robił, później myślał, tak jak chociażby teraz, czego powoli coraz bardziej żałował. Gdyby jednak w przyszłości miało dojść do podobnej sytuacji, najpewniej zachowałby się tak samo. Taki już był – nie uznawał kompromisów, jeśli uważał, że jego najbliższym grozi jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Kiedy Noah się odezwał, wyspiarz podniósł głowę. Wyżej uniósł podbródek i przez chwilę mierzył Noah wzrokiem. Przetrawił słowa bruneta, a potem spojrzał na niego z… uznaniem. Jeśli po tym wszystkim miał prawo czegokolwiek oczekiwać od Woolfa, to właśnie tego. Odepchnął się od ściany budynku i powoli podszedł bliżej. Potoczył wzrokiem po zebranych, aż skupił spojrzenie na Noah. — Przepraszam — burknął nie dlatego, że był obrażony, ale dlatego, że wstydził się swojego zachowania. Odchrząknął i odezwał się głośniej: — Przepraszam. Ciebie też — dodał, zwróciwszy się do Lotty. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że – choć w dobrej wierze – pojechał po bandzie i teraz jedynym, co mógł zaoferować tej dwójce, a w zasadzie trójce, były właśnie przeprosiny.

Noah Woolf
NC

There's a war outside these walls, there's love inside us all. This is where we come from and this is what we do. We got that same blood so just stand by me and I'll stand by you.

przyjaciółka ⬩ Mam naprawdę dobry powód do tego, żeby być skończonym kretynem ⬩ 32 lata

— Nie kopie się leżącego — wytknął jej i nawet uśmiechnął się słabo. Zamilkł jednakże, widząc wzburzenie, które targnęło siedzącą tuż obok brunetką i kiedy zaczęła mówić, nie odrywał od niej wzroku. Słuchał jej uważnie, w pewnym momencie nawet jak urzeczony. Jednocześnie był zaskoczony tym, że Reyes mówiła tak zdecydowanie i z całkowitym przekonaniem co do słuszności własnych słów; zaskoczony pozytywnie, nie negatywnie i kiedy kobieta bez ogródek podsumowała jego związek, zamrugał, odrobine skonsternowany, ale na pewno nie rozeźlony. — Ja… — zająknął się, nie wiedząc, co powinien jej na to wszystko odpowiedzieć. Milczał więc przez kilka długich minut, trawiąc jej słowa i dopiero po pewnym czasie ponownie podniósł na nią wzrok, wcześniej lokując spojrzenie w swoich kolanach. — Masz rację, Reyes — odparł. — Bez wątpienia masz rację, tylko… Muszę to wszystko przetrawić — oznajmił i powoli pokręcił głową. — Nawet nie wiesz, jak się wkurwiałem, kiedy przyjaciele pytali, co tam u nas, a ja właściwie nie miałem co odpowiedzieć… — wycedził niespodziewanie przez zęby, a mięśnie jego szczęki napięły się wyraźnie. Bursztynowe oczy pociemniały, zdjęte nagłym gniewem. — Bo wtedy już nie było nas. Mogłem opowiedzieć, co u mnie, ba!, nawet co u Jen. Ale nie, co u nas — wyjaśnił tym samym, twardym tonem, czując, jak jego serce mocniej tłucze się o żebra, a oddech staje się płytszy. Potrzebował chwili, by spojrzeć na Reyes łagodniej. — Wiesz, że czuję ulgę, że już nie muszę się tym przejmować? — przyznał cicho, a potem wyciągnął rękę i sięgnął po dłoń kobiety. Zacisnął na niej palce i przytrzymał, tym samym dziękując jej, że w pewien sposób nim potrząsnęła. Jesteś po prostu sobą i Nie jesteś nikim bez niej. To były dwa proste zdania, ale potrzebował je usłyszeć. Musiał utwierdzić się w przekonaniu, że istniał i funkcjonował jako całkiem odrębna jednostka; że nie było to nic nadzwyczajnego. I że bynajmniej nie powinien biczować się dlatego, że był zdolny do samodzielnego życia.

Reyes Castanedo
NC

I gotta go somewhere that I don't even know. I gotta be someone that you don't ever see. And now you're picking up the slack. I know you hate that but you've still got my back.

dobra znajoma ⬩ Jak mam się do ciebie zwracać? ⬩ 26 lat

Nie był tym typem człowieka, który codziennie musiał być w kontakcie ze wszystkimi swoimi znajomymi oraz przyjaciółmi. Nie robiło mu też większej różnicy, czy widywał się z kimś często i regularnie, czy też sporadycznie, tak jak ostatnimi czasy miało to miejsce w przypadku Nayi – nie czuł się zobowiązanym do tego, by ze względu na częstotliwość spotkań traktować ludzi inaczej. Zakładał, że skoro on i siedząca przy stoliku brunetka po ostatnim spotkaniu rozstali się w przyjacielskich stosunkach, to teraz, kiedy wreszcie dane im było się zobaczyć i porozmawiać, może nie do końca wyłącznie w cztery oczy – ponieważ wokół nich było stosunkowo dużo ludzi – ale twarzą w twarz, to te przyjacielskie stosunku nie uległy zmianie. Nawet, jeśli od ich ostatniej rozmowy minęło kilka długich miesięcy, a o ile Jerome wszystko dobrze sobie policzył, to tak, czas, który upłynął od jego ostatniego kontaktu z Nayą, można było śmiało liczyć w miesiącach. — To będzie kilka miesięcy, prawda? — dopytał i spojrzał na nią uważnie, jakby za wszelką cenę chciał się tego doliczyć. — Tylko nie mów mi proszę, że minęło więcej, niż pół roku, ponieważ wtedy będzie mi wstyd — mruknął i pokręcił głową. Zdawało się, że nigdy nie zatrzyma czasu uciekającego przez palce, choćby ściskał je bardzo mocno, jednakże kiedy w jego życiu dużo się działo – a ostatnimi czasy działo się naprawdę wiele – gdzieś potrafiły uciekać mu nie tylko całe tygodnie, ale nawet miesiące.

NAYA BROWN
NC

This is what we came for and we couldn't want it anymore. We could never turn back now. Got to leave it all on the floor. Tell them the truth but they think it's just made up.

przyjaciel ⬩ Niech ktoś zadzwoni po pomoc! ⬩ 28 lat

Bał się zerknąć w stronę przygniecionej nogi. Bał się, że zobaczy rozpływającą się pod belką plamę krwi, co oznaczałoby, że mieli mało czasu. Pozostali mężczyźni obecni w budynku na pewno usłyszeli huk i nawet jeśli do ich uszu nie doleciał krzyk Marshalla, powinni w tym momencie trzymać w rekach telefony i wybierać alarmowy numer. Wyspiarz mimo wszystko zerknął w bok. I odetchnął, kiedy nie dostrzegł krwi. To pozwoliło mu wierzyć, że nawet jeśli noga była złamana bądź zmiażdżona, to nie na tyle poważnie, że doszłoby do uszkodzenia chociażby którejś z tętnic. Mateusz nie miał zacząć mu się tutaj wykrwawiać, a przynajmniej taka nadzieje żywił Jerome. Tymczasem chłopak najpierw zaczął cicho pojękiwać, a potem na dobre rozchylił powieki. — Ja pierdolę, Jerome… — odezwał się słabo, a potem spojrzał po sobie. W jego jasnych oczach odbiła się panika. — Moja noga… Moja noga, kurwa…! — Nic ci nie jest. — Brunet złapał swojego towarzysza za podbródek i zmusił, żeby ten spojrzał na niego. — Nic ci nie jest, słyszysz? Pomoc już jest w drodze. Nie ruszaj się tylko — powiedział i mocniej zacisnął palce na podbródku chłopaka, kiedy ten chciał ponownie spojrzeć po sobie. Nie pozwolił mu na to. — Nic ci nie jest, kurwa — powtórzył twardo, bo sam chciał w to wierzyć.

David Lewis-Samuel
NC

Open my eyes, swallow my pride. 'Cause I don't want to live in regret. Pain ain't gonna stop me. I can't taste the fear. My demons come to haunt me but I'm already there.

współpracownik ⬩ Gdyby nikt nie doszukiwał się prawdy, nie stalibyśmy tutaj i nie rozmawialibyśmy ⬩ 32 lata

Spędziłem w więzieniu osiem lat. A po tych ośmiu latach, muszę się tłumaczyć każdemu, że ja tylko próbowałem uratować swoją siostrę, do kurwy nędzy. Nikt jednak tego nie widzi. Każdy ma mnie za pierdolonego mordercę, kazirodczego gwałciciela, złodzieja i uciekiniera. Nikt nie doszukuje się prawdy. Trzydziestolatek chciał poszukać. Cały świat mógłby być mu świadkiem, że chciał i w duchu cieszył się, że nie uwierzył w słowa Franka, ponieważ prawda zdawała się leżeć nie tyle nawet pośrodku, co bardzo blisko Alexandra i po tym, co długowłosy mężczyzna powiedział, Jerome wiedział, że nie był człowiekiem, który mógłby go osądzać. Coś w postawie mężczyzny sprawiło, że tak po prostu mu uwierzył i nie miał potrzeby podważać tego, co usłyszał. Może był naiwny, może z czasem miał się rozczarować, ale ufał temu człowiekowi, który znalazł się na jego życiowej drodze zupełnym przypadkiem i wierzył, że ten nie miał podstaw, aby go okłamać. A z informacji, które Jerome uzyskał i przeanalizował, wyłaniał się smutny obraz.

Alexander Morte
NC

04/11/2011

"Rodzina to nie przeszłość, nie można o niej nie myśleć. Człowiek ma ją w sercu, dokądkolwiek idzie."



Udział w wątku biorą: Jennifer Woolf, Jerome Marshall, Noah Woolf
Kolejność: Losowa
Miejsce: początkowo akcja dzieje się pod wynajmowanym mieszkaniem Jen i Jerome'a. Potem się okaże.

Dramat w mieszkaniu Moretti'ego i Henia

Kolejność: Jaime > Noah > Jerome > Jen

04/09/2011

[KP] Versio interlinearis - 8

I never think of the future – it comes soon enough
end

Elaine Eagle
.
end

Gdyby ktoś powiedział, że ta zahukana dziewczyna ucieknie z domu i stanie się przodującą imprezowiczką Nowego Jorku, wielu uznałoby to za dobry żart. Kiedy ten szalony latawiec został modelką i wyjechał do Japonii, niektórzy prychnęli i uśmiechnęli się ironicznie… Bo przecież pewnie skończyła na jakimś odwyku. Gdy kilka miesięcy po powrocie delikatna blondynka porzuciła modeling, by otworzyć bar na Bronksie, większość uznała, że dziewczyna ostatecznie oszalała. Ale kiedy surowa właścicielka lokalu w podrzędnej dzielnicy zaręczyła się z pierwszym nowojorskim kawalerem, wszyscy zaczęli przyglądać się jej z niedowierzaniem. Gdy zaś ona sama dostała w prezencie od losu małą dziecinkę, poczuła, że wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi.
Chociaż życie El przypomina istny rollercoaster, to kobieta ze złośliwym uporem utrzymuje się na powierzchni i walczy o każdy dzień. Mimo że nie raz kłopoty zalewały ją po sam czubek głowy, to zawsze znajdowała drogę do słońca. Nie umie się poddawać. Nie umie rezygnować. I nie umie nie ryzykować.


end
end

27 lat ✵ właścicielka baru ✵ tłumacz z japońskiego ✵ właścicielka Koseki ✵ dawna modelka ✵ biseksualna

end
end
end

.
Nową kartę sponsoruje Black Dreamer :) Dziękuję <3 Gdyby ktoś potrzebował, to mój mail: tsubasakapitan@gmail.com

[KP] Carpe diem

.

Look deep into nature, and then you will understand everything better.


Kim jest Noah? Zabawne pytanie bez odpowiedzi. Aby takowa w ogóle zaistniała, Noah musiałby się choć na chwilę zatrzymać. Być przez chwilę kimś. Kiedyś dostała mu się w ręce książka (a właściwie jej fragment), w której padło pytanie o naturę bieguna. Stwierdził wtedy, że to słowo definiuje go tak dobrze, że aż mylnie. Bo czy naprawdę mógł o sobie powiedzieć, że należy do ludzi, "którzy zło oswajają ruchem"? Czy może jego życie jest jednak ucieczką? A może... to on jest stały, a cały świat wiruje w jakimś szalonym danse macabre?
To może lepiej zapytać... Kiedy? W której ulotnej chwili Noah jest sobą samym, jest u źródła swej podmiotowości? Tu odpowiedź jest nieco bardziej konkretna, odnosi się do przelotnego wrażenia. Można bowiem dostrzec TO przez krótką chwilę, skromny ułamek sekundy, nim mężczyzna sam TO dostrzeże i wyprze się siebie z mocą tytana. Kiedy jego wiecznie nieobecne spojrzenie nabiera blasku? Gdy jego wzrok pada na te, którym nieba by uchylił, a piekło podarował jako podnóżek.
W takim razie pozostaje nam ostatnie pytanie - gdzie? On sam odparłby z kpiącym uśmiechem wymalowanym na ustach Ubi vita, ibi poesis. Możesz go spotkać w kawiarni, gdzie w spokoju siedzi w fotelu i popija swoją poranną kawę, a przed nim leży ukochane pióro i mały, powycierany notes. Możesz na niego wpaść w galerii sztuki współczesnej, gdzie kontempluje obrazy o absurdalnych kształtach i kolorach. Możesz go spotkać śpiącego na ławce w parku i malującego ściany kościoła. Może będzie to Chicago, może Paryż, Londyn, Wiedeń... a może Tokio lub Osaka? Może właśnie przemierza gołą stopą kolejną plażę lub rani sobie dłonie na ostrych skałach? Nie warto go gonić... zawsze znajdzie drogę do domu.
Noah Daniel Woolf
13 sierpnia 1988 r.
⚜ Los Angeles
blogger ⚜ podróżnik
⚜ handlarz ⚜ poliglota
.
© BLACK DREAMER

Zapraszamy do zabawy!!!

[KP] Ignis aurum probat


ELAINE EAGLE
30 lat people story
Wejście w dorosłe życie nie jest łatwe i nigdy nie przebiega bez przeszkód. Nie da się na to w żaden sposób przygotować. Jednych dorosłość dopada jeszcze w dzieciństwie, innych nawet na starość odnaleźć nie może. Dla jednych dorastanie to nagły skok na głęboką wodę, dla innych długotrwały proces. A dla Elaine? To raczej wieloletnie brodzenie w bagnie.

Wszystko zaczęło się, kiedy El była nastolatką. Wtedy przekonała się, że dla wielu ludzi liczą się tylko pieniądze, pozycja i własna przyjemność. Po kilku latach ucieczki od tego wszystkiego… doświadczyła jeszcze bólu, strachu i poczucia bezsilności. Niewiele miejsca zostało dla nadziei i marzeń. Aż wydarzyło się coś dziwnego. Natknęła się na kobietę, która jest dla El jak niegasnący płomyk ciepła i dobroci, i mężczyznę, który przypomina huragan. Natomiast w chwili, gdy myślała, że sięgnęła dna, spotkała człowieka, który nie bał się zaglądać do otchłani, ale wytrwale wynurzał się z niej za każdym razem. A w końcu ujrzała gwiazdkę pełną miłości. I wtedy El dorosła do tego, by ponownie zaufać.

Uwierzyła, że należy wygrywać swoje życie co dzień na nowo. Walczyć o każdą kroplę szczęścia, a jednocześnie wypijać ją z przyjemnością. I chociaż to kampania pełna przegranych bitew, zasypiać z myślą, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki.

Nie wiedziała, jak bardzo przyjdzie jej tego pożałować.

Samotnie przeszła przez wszystkie kręgi piekła i przekonała się, że na końcu nic na nią nie czeka, więc zawróciła. Droga w górę okazała się znacznie trudniejsza i nie mniej bolesna od upadku. Kiedy wreszcie wynurzyła się z jaskini i ujrzała słońce, zrozumiała, że nie jest już tą osobą, którą była przed śmiercią córki. Nadal potrafi pracować, walczyć, a nawet uśmiechać się, ale nie ma w niej zaufania, nie ma marzeń. Są tylko cele i środki, które służą do utrzymania Elaine na powierzchni ziemi, kiedy z każdego cienia wyłaniają się macki, mające ściągąć ją znowu do piekła.

I jest Lucas Black. Jakby całe jej życie miało się w ostateczności skupić na tej jednej osobie. Na człowieku, który pokroił jej serce nożem do masła, a którego wbrew sobie nadal kocha.
emme
Odautorsko:
Za zbawienie przy zmianie karty dziękuję najcudowniejszemu i najmilszemu Stworzeniu pod słońcem, Mamie Muminka <3
Gorąco zapraszam do wątków :)

NIE USUWAĆ [KP] Si vis amari, ama

.

Look deep into nature, and then you will understand everything better.


Kim jest Noah? Zabawne pytanie bez odpowiedzi. Aby takowa w ogóle zaistniała, Noah musiałby się choć na chwilę zatrzymać. Być przez chwilę kimś. Kiedyś dostała mu się w ręce książka (a właściwie jej fragment), w której padło pytanie o naturę bieguna. Stwierdził wtedy, że to słowo definiuje go tak dobrze, że aż mylnie. Bo czy naprawdę mógł o sobie powiedzieć, że należy do ludzi, "którzy zło oswajają ruchem"? Czy może jego życie jest jednak ucieczką? A może... to on jest stały, a cały świat wiruje w jakimś szalonym danse macabre?
To może lepiej zapytać... Kiedy? W której ulotnej chwili Noah jest sobą samym, jest u źródła swej podmiotowości? Tu odpowiedź jest nieco bardziej konkretna, odnosi się do przelotnego wrażenia. Można bowiem dostrzec TO przez krótką chwilę, skromny ułamek sekundy, nim mężczyzna sam TO dostrzeże i wyprze się siebie z mocą tytana. Kiedy jego wiecznie nieobecne spojrzenie nabiera blasku? Gdy jego wzrok pada na te, którym nieba by uchylił, a piekło podarował jako podnóżek.
W takim razie pozostaje nam ostatnie pytanie - gdzie? On sam odparłby z kpiącym uśmiechem wymalowanym na ustach Ubi vita, ibi poesis. Możesz go spotkać w kawiarni, gdzie w spokoju siedzi w fotelu i popija swoją poranną kawę, a przed nim leży ukochane pióro i mały, powycierany notes. Możesz na niego wpaść w galerii sztuki współczesnej, gdzie kontempluje obrazy o absurdalnych kształtach i kolorach. Możesz go spotkać śpiącego na ławce w parku i malującego ściany kościoła. Może będzie to Chicago, może Paryż, Londyn, Wiedeń... a może Tokio lub Osaka? Może właśnie przemierza gołą stopą kolejną plażę lub rani sobie dłonie na ostrych skałach? Nie warto go gonić... zawsze znajdzie drogę do domu.
Noah Daniel Woolf
13 sierpnia 1988 r.
⚜ Los Angeles
blogger ⚜ podróżnik
⚜ handlarz ⚜ poliglota
.
© BLACK DREAMER

Zapraszamy do zabawy!!!

[KP] Cotidie - 9

.
elaine eagle
27 lat — właścicielka baru — tłumacz z japońskiego — właścicielka Koseki — dawna modelka — biseksualna
Zaręczyny Lucasa Blacka – kim jest wybranka wpływowego prawnika? Chociaż upłynęło już kilka miesięcy od zaręczyn Lucasa Blacka, sławnego prawnika i współwłaściciela Kancelarii Richardson & Black, nie cichną plotki wokół jego partnerki – Elaine Eagle.

Ta tajemnicza kobieta pochodzi ze znanej i szanowanej rodziny. Rodzicami panny Eagle są Isabella Eagle, dyrektorka szpitala św. Mikołaja, oraz sędzia Christopher Eagle. Jak widać wybór Lucasa Blacka padł nieprzypadkowo na tę drobną blondynkę. Czy jednak poważnemu prawnikowi nie zaszkodzi ciemna strona rodziny Eagle? Swego czasu wiele mówiło się o zniknięciu z życia towarzyskiego Patricka Eagle'a, brata Elaine. Podejrzewano go o powiązania z narkotykowym podziemiem. Bardziej sceptyczni mówili o nałogu i przeciągającym się w czasie odwyku. Plotki te nabrały rozgłosu, gdy również Elaine znikła z rodzinnej fotografii. Znajomi kobiety wspominają, że prowadziła rozpustne życie, nie przebierając w formach rozrywki ani towarzyszach, a przede wszystkim towarzyszkach zabawy. Ponownie można było o Elaine Eagle usłyszeć, gdy wystąpiła w kampanii reklamowej nowej kolekcji bielizny Okamura. Kolejne sesje zdjęciowe i półroczny kontrakt w Japonii zapewniły Eagle popularność w świecie azjatyckiej mody, ale sława ta nie przeniosła się na pozostałe kontynenty. Po wygaśnięciu kontraktu Elaine wróciła do Nowego Jorku. Ci, którzy oczekiwaliby dalszej kariery w modelingu, nie mogliby się bardziej pomylić! Panna Eagle ukończyła studia japonistyczne i otworzyła bar na Bronksie. Wszystko wskazywało na to, że ostatecznie wycofała z życia publicznego. Z poufnych źródeł wiemy, że niewiele w tym czasie podróżowała, niemal zaszywając się w swoim lokalu po śmierci wuja, znanego malarza Michaela Wilsona. Jak w takim razie doszło do spotkania Lucasa Blacka i Elaine Eagle? Czy Black zna wszystkie sekrety z przeszłości swojej wybranki? Czy za pięknymi wizerunkami zakochanych nie kryje się polityka firmy? A przede wszystkim – kim jest Clarissa Black, tak podobna do przyszłej macochy? Pytania pozostawiamy na razie bez odpowiedzi i radzimy śledzić dalsze relacje w tej sprawie.
.
© BLACK DREAMER
.

Gdyby ktoś potrzebował, to mój mail: tsubasakapitan@gmail.com