Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

08/08/2026

[KP] Z braku świeżych idei odgrzewa się stare i to z boczkiem

 Seth Weston

Trzydziestojednoletni taksówkarz i współwłaściciel Ear me out, założonego razem z bratem w 2019 roku. Boi się żab, notorycznie gwiżdże, choć właściwie tylko Ring of Fire Johnny'ego Casha, i nie potrafi zasnąć, jeśli gdzieś w pokoju tyka zegar. Ma organiczną alergię na rutynę i kontaktową na cynamon. Nienawidzi chodzić pod krawatem i ten zakłada tylko w sytuacjach podbramkowych, znaczy się, jak robota każe albo mama poprosi żeby się wystroił.
 
Kredyt studencki brzmiał jak zapisy na sznur, szef dyszący w kark i klepanie excela od dziewiątej do siedemnastej podobnie. Zresztą, co taki pryszcz po szkole średniej z mlekiem pod nosem wiedzieć miał na temat swojej przyszłości? A no tyle, że zobowiązać to się może co najwyżej do rodzinnego obiadu raz w miesiącu i to wciąż z asteryskiem w postaci jeśli oczywiście nie zapomni. Wybrał taksówkę, bo akurat zobaczył ogłoszenie, duże drukowane litery i zielone banknoty. Łatwy szmal z napiwków, kawa ze stacji benzynowej i tyle swobody, ile mieści się za kierownicą żółtego wozu to całkiem niezły start dla takiego wyrostka, tym bardziej, że do stracenia nie miał nic. Szybko odkrył, że tylne siedzenie to bilet w pierwszym rzędzie do prywatnego teatru offowego, gdzie program zmienia się z każdym kursem. Seth słuchał. Patrzył. Chłonął. A potem wykorzystał to w czymś znacznie ciekawszym.

Od siedmiu lat aktywnie działa w Ear me out i obecnie wcielić potrafi się w każdego. Może przyjechać na wesele jako fikcyjny plus jeden albo urządzić scenę zazdrości na życzenie, może aferować się przy niezrównoważonym szefie, podrywać nieznajomych i robić za karka w obstawie. Nauczył się rzewnie płakać na zawołanie i wcale nie widać, że to sztuczne, jego łzy są tak samo przezroczyste i mokre, jak te prawdziwe. Najbardziej lubi jak dostaje zlecenie grupowe i wejść może w rolę wraz z bratem, bo co dwie improwizacje to nie jedna, no i zabawa jakby przedniejsza. Tego zapału nie potrafi zostawić w domu, kiedy wsiada za kierownicę i czasami, gdy dopada go znudzenie, zaczyna sobie pozwalać: wymyśla historię o samotnym ojcostwie albo zerwanych zaręczynach – tak dla jaj, żeby sobie pobajdurzyć i wciska ją niewinnym pasażerom jak przeterminowane cukierki. Seth lubi, gdy coś się psuje. Rutyna gasi go jak peta na dworcu i każda okazja by z niej wyjść, przyjęta zostaje z entuzjazmem, nawet jeśli rozsądniejszy człowiek popukałby się w głowę. 

Papierkową robotę czy wymianę oleju potrafi odkładać w nieskończoność, gubiąc przy okazji wszystkie kwity, ale jak trzeba to w środku nocy zawiezie kogoś na lotnisko albo otworzy słoik ogórków. W sytuacjach kryzysowych zachowuje spokój, bo adrenalinę traktuje jak witaminę C i wierzy, że trzeba ją suplementować. Słyszał, że emocje smakują najlepiej duszone i marynowane, ale póki co testuje tę teorię.
 
Dzień dobry i cześć! W tytule Lec, na focie Adam Driver. Szukamy brata i może znerwicowanego księgowego, ale przygarniemy właściwie wszystkie mniej lub bardziej skomplikowane powiązania. Dawno nas w blogosferze nie było, ale nadzieja jest taka, że to jak jazda na rowerze, więc oby nam nie wypadł łańcuch. Mailowo można się odezwać na: niecierpek.himalajski@gmail.com

11 komentarzy:

  1. [Cześć! Podejrzewam, że zmyślone historie Setha potrafią być nawet ciekawsze od tych, które sprzedają mu Ci bardziej rozgadani pasażerowie 😁 Bardzo przyjemna do czytania karta, Seth też wydaje się być bardzo przyjemny - ciekawe tylko, ile osób rzeczywiście go zna i czy czasami sam się nie gubi w tym, co udawane i zmyślone, a co prawdziwe.
    Życzę udanej zabawy na blogu, a gdybyś miał/a ochotę, to zapraszam do siebie na burzę mózgów 😉

    P.S. Chyba tak trochę jest z tym pisaniem na blogach. Ciężko zapomnieć ]

    Tamsin Passalis i Ivan Voronin

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hej! Bardzo lekko czytało się mi kartę, a Seth został przedstawiony w taki sposób, że chyba nie da się go nie lubić 😊Świetny pomysł na biznes z tym wcielaniem się w różne role, musi mieć przez to niezwykle ciekawe życie 😃 Udanej zabawy na blogu!]

    Theodore Lannister

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry, cześć i czołem ☺️ Fajnych macie tych braci, co jeden, to lepszy 😉 Bez wątpienia ciekawie byłoby zobaczyć ich w duecie, kiedy bawią się w najlepsze, w przeciwieństwie do towarzystwa, przed którym odgrywany jest ich spektakl, bo zakładam, że taki szef, na którego się wrzeszczy, nie jest zadowolony 😉
    A że Seth dodatkowo może ćwiczyć sobie w taksówce, to już w ogóle wybornie.
    Myślę, że z tym blogowaniem, to faktycznie jak z jazdą na rowerze, a gdyby łańcuch spadł, to pomożemy 😉 Albo założymy go z powrotem, albo poprowadzimy ten rower, coś się wymyśli 😉
    Życzę udanej zabawy z wątkami, które nie dają spać po nocach!]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT

    OdpowiedzUsuń
  4. [Absolutnie przewspaniały! Z takim Sethem to jesteśmy za pan brat! Strzeżcie się, wrogowie Uszatków, bo każde wasze złe słowo gotowi usłyszeć nawet z najgłębszej oddali. Okej, ear me out, czas coś napsocić. Tylko żeby pani matka (i siostra może też) się nie dowiedziała, bo pętla krawata zaciśnie się na szyi.]

    Len Weston

    OdpowiedzUsuń
  5. [Duszone i marynowane emocje brzmią jak przepis na nerwicę!
    Seth jest cudowny, a w pakiecie z Lenem jeszcze cudowniejszy. Świetnie dobrałyście wizerunki, uszy i Ear me out stanowią wyjątkowo przebojowe połączenie! ♥
    Mam nadzieję, że bracia Weston zagoszczą w naszym Nowym Jorku na dłużej. Bawcie się dobrze! :)]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth

    OdpowiedzUsuń
  6. [Bardzo bawi mnie to - w pozytywnym znaczeniu - jak wszyscy nazywają Maxine uroczą, gdzie ona jak najbardziej taka jest, ale w pierwotnym założeniu nie taka miała być jej cecha przewodnia ^^ Sama mi się stała taką uroczą misią pysią, więc postanowiłam jej w tym nie przeszkadzać ^^
    Ja myślę, że możesz nawet jechać z pisaniem ;) Gdyby miało mi się zwolnić miejsce na wątek, to przybędę, ale na razie muszę ostrożnie z wątkami, bo niedawno miałam kryzys i się wyeksploatowałam, chciałabym teraz przez jakiś czas tego nie powtarzać ^^']

    MAXINE RILEY

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ojej! Jaka ciekawa koncepcja na postać! Jestem trochę ciekawa, jak mu idzie to płakanie na zawołanie! ^^ Życzę dobrej zabawy, a sama trochę poluję na wątki, więc jeśli byłaby ochota, to serdecznie do nas zapraszam ;)]

    Tonya

    OdpowiedzUsuń
  8. [No tak - podatki. Chociaż rachunki też brzmią groźnie. A co do wątki, to myślę, że burza mózgów. Tonya jest raczej imprezową i aktywną osobą, więc dość łatwo ją spotkać]

    Tonya

    OdpowiedzUsuń
  9. [To teraz zastanawiam się, co mu może zagrażać! XD]

    Tonya

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakręciłaby się łza w oku matuli, gdyby zobaczyła nie jednego, nie trzech, lecz dwóch swych syneczków w koszulach bielących się jak obłoki, przyobleczonych w czerń garniturów i z krawatami związanymi u gardła. W końcu! W końcu tak eleganccy.
    I jeszcze łza nie zdążyłaby porządnie wyschnąć, gdy wzruszenie przeszłoby we wściekłość – a niechybnie by przeszło, gdyby tylko poznała prawdziwy powód, stojący za tymi odświętnymi strojami. To ładnie, że towarzyszą w ostatniej drodze starszego człowieka, mniej ładnie, gdy udają tegoż człowieka synów! Jej dzieci, owoce żywota i krew z krwi, bezwstydnie podszywające się pod potomków jakiegoś typa obcego. Haniebne.
    Dobrze więc, że nie wiedziała – i nigdy, ale to nigdy nie miała się dowiedzieć. Len skrywał w sercu niezliczone pokłady miłosierdzia; nie dopuściłby do tego, by mama poznała Ear Me Out. Im mniej słyszysz, tym lepiej śpisz.
    Len ostatnio prawie nie sypiał.
    Złożyło się na to kilka spraw, zawodowo-prywatnych, ale kwestia Mortimera wcale nie pomagała. Kto by pomyślał, że tak to się potoczy. Wszystko wyglądało na niemal rutynowe zlecenie, chociaż tym fajniejsze, że przecież do odegrania wespół z bratem. I to jeszcze faktycznie w roli braci, chociaż narodzonych z innych ludzi niż w rzeczywistości.
    Bowiem stary Mortimer miał zero synów, więc oni nie siedli i nic nie jedli – a tak strasznie chciał pokazać sąsiadom, że właśnie, że nie, jakichś ma. Starszego, Scotta, i młodszego, Mikeya, którzy to wyjechali do Idaho i tam odnosili sukcesy. Ale w końcu nadszedł ten dzień, w którym ukochani potomkowie przyjechali w odwiedziny do ojca.
    Zlecenie obejmowało pięć spotkań, w trakcie których Seth i Len – choć w tym przypadku bardziej Scott i Mikey – mieli pokazywać się z jak najlepszych stron różnym znajomym Morty’ego, który pęczniał z dumy, chwaląc się swoimi synami. Był dziwny, to prawda, ale też całkiem zabawny; wydawało się, że z całej sytuacji czerpał niemalże tyle samo funu, ile Westonowie. Prawie, bo sam nie dostawał za to kasy, tylko ją wydawał.
    Pierwsze trzy spotkania poszły dobrzy. Morty był zachwycony, a jego sąsiedzi – względnie nowi, bo w Nowym Jorku nie mieszkał od tak dawna, od paru lat zaledwie; co to jest w obliczu wieczności? – pod wrażeniem. Czwarte też przebiegało miło, aż do czasu. W pewnym momencie Mortimer zaczął kłócić się z którymś ze swoich kolegów, a potem dostał zawału, a jeszcze potem wziął i umarł.
    Piąte spotkanie zamieniło się w pogrzeb i stypę. Len, stojąc u boku brata swego – pod chórem, jak poganie! – wpatrywał się ponuro w kropielnicę. Nie zanurzył w niej rąk; nie z powodu strachu przed święconą wodą, a bardziej zarazkami. Kto wiedział, co do niej ludzie poznosili? Niewyraźne odbicie falowało na misie, zamieniając go w rozdygotanego człowieczka, który z każdą chwilą coraz bardziej traci kontury.
    Tak się czuł. Naprawdę było mu przykro. Stąd w ogóle obecność w kościele, na cmentarzu i finalnie – na stypie odbywającej się gdzieś pod Nowym Jorkiem, w zajeździe, który najlepsze lata miał już dawno za sobą.
    Len stał sztywno. Czuł, jak pętla absurdu zaciska im się na szyjach – przyjmowali kondolencje od sąsiadów za faceta, którego znali od paru tygodni, choć jednocześnie przecież całe życie. W końcu Scott i Mikey dłużej nie istnieli.
    Chyba czas spierdalać z powrotem do Idaho.
    Nagle od stołu pod ścianą odkleiła się postać w głębokiej żałobie, której wcześniej nie widział.
    – Jak miło – oznajmiła tonem, który w ogóle nie brzmiał miło. Łatwo to usłyszeć, gdy ma się takie uszy jak Westonowie. – Nie spodziewałam się, że mój brat miał tak młodych znajomych.
    Len uśmiechnął się – uprzejmie, ale niezbyt szeroko; nie wypada śmiać się na stypie! – i szturchnął Setha łokciem w żebra.
    – Ależ tak – odparł gładko. – Pomagaliśmy w drobnych pracach wokół domu i, cóż, bardzo się zżyliśmy. Byliśmy dla niego niemal jak... jak synowie, prawda? Śmieszna historia.

    Brat Uszatek

    OdpowiedzUsuń
  11. [Chciałabym poznać kogoś takiego w prawdziwym życiu. Seth jest naprawdę oryginalną postacią, a jednocześnie tak naturalną, że ja z przyjemnością chodziłabym do niego ze słoikami ogórków. Gina też. :) Bardzo chętnie skorzystam z zaproszenia! Giny pewnie nie stać na wożenie się taksówką, bo musi dbać o oszczędności, ale gdyby skorzystała z niej pewnego razu i zapomniała, gdzie dokładnie mieści się jej nowe lokum, to mogłoby być całkiem ciekawie. Ale przy okazji i tak podpytałaby o robotę na taksówce, bo czemu nie? Ewentualnie może wesprzeć w czymś znerwicowanego księgowego i pozachwycać się owcami (i kozą!) o pięknych imionach. Burza mózgów? Dziękuję bardzo za powitanie! :)]

    Gina Roberts

    OdpowiedzUsuń