czasem
Magnus Mange Valtersson,
czasem
Malmo Mia!
Trzydziestoletni Szwed, za dnia kurier Amazona na pół etatu, wieczorami drag queen. Przyjechał do Ameryki, żeby wygrać Drag Race, ale że odpadł w pierwszym odcinku, rozsądek podpowiada poczekać aż zaproszą go do All Stars. Rodzinie się nie przyznał, bo jednak trochę mu wstyd, że wydał wszystkie pieniądze na gorsety i szyte na miarę kostiumy, żeby teraz wynajmować czyjąś piwnicę i udawać, że to nie jest więzienie. Niby akcent ciosany ma tępym toporkiem, ale jak milczy to wcale nie słychać. Szczerze wierzy, że z tym całym Drag Racem to nie wyszło tylko dlatego, że był akurat przeziębiony - bo przecież nie mogło chodzić o talent. Może faktycznie nie uszyje sobie kiecki ani nie zaśpiewa, ale za to może jednocześnie sypać żartami i robić death dropy, a jak zajdzie taka potrzeba to nawet pomaluje się z zamkniętymi oczami. I jak tu takiego nie kochać?
Mange jest skrzywiony: krzywy nos, krzywe pięty. A do tego oderwany od rzeczywistości. Ktoś mógłby stwierdzić, że brakuje mu piątej klepki, ale akurat ta jest na miejscu, sam sprawdzał. Ameryka przywitała go paskudną kawą i szumem na zupę z truskawek. Potem nie było lepiej. Dostał kataru i niby łykał Vicksy, ale równie dobrze mogły to być landrynki. Poszedł coś zjeść i chcieli go utuczyć porcją dla czteroosobowej rodziny. A już tak naprawdę najgorzej, tren okręcił mu się wokół obcasa przy występie i upadł na ten głupi ryj przed jury. Niby coś tam jeszcze potańczył, niby pożartował, ale twarzy nie uchronił. No i wyleciał.
Trochę płakał, bo mu ojciec zawsze powtarzał, że ma się nie mazać jak baba.
I od dziecka z zasadą tą Mange się kłócił, a więc się mazał, trochę na złość, trochę dla hecy. A mazał się tym, co akurat miał pod ręką, a to szminką znalezioną w torebce matki, a to darmową próbką cieni do powiek dołączoną do gazety. No i łzami. Łzami też się mazał. Jedno było pewne: miał do tego talent. Nagrywał więc filmiki na youtube’a, najpierw tutoriale o rysowaniu kresek, potem jak się nie wywalić na trzynastocentymetrowym obcasie. Poprawka, pięciocalowym. Ten konkretny skasował, tak dla zasady.
Tak naprawdę to nie do końca wie, co ze sobą teraz zrobić. Wracanie do Szwecji z podkulonym ogonem wydaje się opcją strasznie przykrą, a Mange przykrych rzeczy się nie tyka. To znaczy, te tykają się jego, ale on ucieka, nawet i w szpilach jak trzeba. Na przykład, jak mu chłopaki w szkole przypędzlowali z prawicy to pobił nawet swój osobisty rekord, tak szybko leciał. A skoro nie Szwecja to ta nieszczęsna Ameryka, bo co innego począć?
Przypadkiem się załapał na tę robotę w Amazonie, ale nie narzeka, bo ma wolne wieczory i może występować w klubach. Ostatnio ktoś nawet go rozpoznał i powiedział, że zaskakująco dobry występ. Za to żenujące podsumowanie Malmo obdarował się dwoma Cosmopolitanami i ze sceny krzyknął, że zaskakującą to zrobił robotę jego chirurg plastyczny. Żart nie siadł, ale za to trzecie Cosmo już tak.

[Cześć i czołem! Nim zabiorę się za administracyjne ogarnianie i dodawanie Magnusa tam, gdzie trzeba, to najpierw pozwolę sobie kartę skomentować, a jak! A pozwolę sobie na to dlatego, że tę kartę czyta się tak gładko, jak wchodzi nóż w wyciągnięte odpowiednio wcześniej z lodówki masełko - lubię takie masełko i lubię takie karty, więc chwalę :)
OdpowiedzUsuńNatomiast za samego Magnusa trzymam kciuki, bo szkoda by było, gdyby musiał wracać do Szwecji z podkulonym ogonem. Mam nadzieję, że Nowy Jork jeszcze go wciągnie, nawet mimo tego trudnego startu!]
MAXINE RILEY & IAN HUNT
[Chciałoby się aż powiedzieć shantay, you stay - to jest niektórzy mogliby chcieć, inni nie, np. RuPaul jest zdecydowanie z tej drugiej grupy, najwyraźniej.
OdpowiedzUsuńCzyli nie zna się, co nie! Bo Magnus jest bardzo fajny, choć zdecydowanie myli się odnośnie do tego, co w Ameryce modne. Bo żadna tam zupa z owoców, to jest woda owocowa!!! No i tutorial z mazania się rozumianego jako płakania też by się przydał, instrukcja jak estetycznie ronić łzy, by nawet twoim wrogom zrobiło się przykro.
Hejka i dzień dobry!]
Leif Zweig
[Jedno wiem na pewno, nudzić się z tym Panem nie będziesz, bo niewinność może być w pierwszym zawodzie, ale za to ile frajdy przynosi mu rola drag queen, cudnie, chociaż jako kurier Amazona musi użerać się z ludźmi, a doskonale wiemy, że kto z ludźmi pracuje, ten w cyrku się nie śmieje :D Hahahah w jakim zabawnym stylu napisałaś tę kartę, uśmiechałam się non stop, świetny styl pisania i zarazem przedstawienia Mange. Trzymamy kciuki, żeby został w Nowym Jorku jak najdłużej! Żeby nie musiał wracać z tym podkulonym ogonem, a chodził wieczorami po NYC w cholernie wysokich szpilkach!
OdpowiedzUsuńSukcesów na blogu ^^]
Vanessa Kerr
[Z miłą chęcią skuszę się na wątek! Vania mogła się wybrać na jego występ lub coś zamówić, poznajmy ich jakoś ^^ Co prawda przede mną trochę zmian w pracy, więc mam dużo obowiązków przez liczne szkolenia i wybywam też wkrótce na urlop, ale tak uważam, że jestem dość regularna w odpisywaniu ;)
OdpowiedzUsuńTatulkowi na pewno nie jest przyjemnie w więzieniu, więc ma swoje za to duszenie Nessy i zabicie własnej żony…]
Vanessa Kerr
[Jasne, że darmowy drink za świetny występ będzie dostarczony ^^ Może barman pomyli zamówienia, podstawi pod nos Van właśnie Cosmo, a ta pokręci nosem, bo zamawiała coś innego? Nie chcąc denerwować Mange, powiedziałabym, że mógł jej zadzwonić telefon podczas jego występu… Albo też ona lub Mange zgubi kolczyk lub inny element biżuterii (w przypadku Vanessy na pewno nie może być to naszyjnik) i któreś z nich to zauważy, więc pobiegnie i odda? Będę wdzięczna za początek i odpowiem w miarę możliwości, jak najszybciej ^^
OdpowiedzUsuńVanessa Kerr
[Generalnie szukałam zdjęcia z brodą, wpadło mi jeszcze w oko takie z pieskiem, ale nie chciałam wkopać Magnusa w posiadanie pieska xD A co do wąteczku, to na spokojnie. Ja aktualnie przeżywam małe wątkowe wyeksploatowanie i także nie sypię pomysłami z rękawa, ani tym bardziej z głowy, więc jak nam coś kiedyś przyjdzie na myśli, to super, a jak nie przyjdzie, to też super xD Ian też jest trochę trudny w obyciu, mógłby się od takiego Magnusa po prostu odbić, na zasadzie, masz tutaj swoje dragi i nara xD Ale, jak już mi to wątkowe wyeksploatowanie przejdzie i wena zacznie z powrotem dopisywać, to kto wie, co może emi przyjęć do głowy :>]
OdpowiedzUsuńIAN HUNT
[Na-ah, woda truskawkowa i miękkie owoce dla zmęczonych zębów. Ale jeśli Mange stawia, to może i być szejk bez laktozy! Zgłoszę się po odbiór na mejlu.]
OdpowiedzUsuńLeif Zweig
[ Magnus jest bardzo wyjątkowo, tak wyjątkowy, że nie wyobrażam sobie nie połączyć naszych oderwańców. Paweł mu pomoże, jak może. Sam sobie już 8 rok pomaga, końca nie widać :D
OdpowiedzUsuńJak masz jakiś pomysł to zapraszamy :) ]
Pablo
[Cytując Shakespeare'a spod karty Valentiny uprzedzam, że "za ten piasek z wakacji można słony mandat dostać, więc chowajcie się dobrze przed celnikami na lotnisku!" Tak tylko daję znać, coby pretensji później nie było, że winna biedna dziewczyna.
OdpowiedzUsuńValentina na pięciocalowych obcasach chodzić nie potrafi, a tym bardziej biegać (co brzmi jak autentycznie potrzebna umiejętność), więc może do Magnusa na lekcje przyjdzie? W pakiecie z makijażem, co Wy na to? W zamian poczęstuje go truskawkami, idealnymi na zupę, i nawet personalizowaną miseczkę wypali, coby miał z czego tą zupę zjeść.]
Valentina V.
Ostatnio w życiu Vanessy był nadmiar wszelkiego zamieszania i chaosu. Tak, jakby nigdy wcześniej go nie było. Był. Oczywiście jej życiem zawsze kierowało zamieszanie połączone z chaosem, bo wcześniej nie miała etapu w życiu pełnego kolorów, uśmiechu i samych pozytywnych odczuć. W dzieciństwie cierpiała. Przez siedem lat musiała chować się w patologicznym domu, gdzie dla rodziców na pewno liczył się alkohol, ale i też biały proszek, który nie miał nic wspólnego czy to z tym przeznaczonym do prania lub pieczenia.
OdpowiedzUsuńKiedy ją adoptowano, wciąż pamiętała, jak biologiczny ojciec chwycił jej szyję przeraźliwie suchą dłonią i docisnął do ściany, sprawiając od razu, że świat zaczął wirować, jakby siedziała na rozpędzonej karuzeli.
I mimo dość stabilnego, pięknie bezpiecznego życia u boku Marybeth oraz Sergiusa, których nazwisko przyjęła, z większą lub mniejszą świadomością pakowała się w kolejne problemy.
Była inna. Wiedziała o tym doskonale. Na swój sposób normalna, ale i również nie do końca stabilna, nie tyle, co emocjonalnie, lecz głównie brała pod uwagę fakt, że większość kobiet w jej wieku nie szukałoby takich nieciekawych atrakcji w życiu. Dlatego Vanessa Kerr nie dopasowywała się do społeczeństwa. Lubiła być inną od innych. I bywało, że akurat ta kwestia w jej życiu nie ulegała ani trochę zmianie.
Tak też nie pakowała się w to, co wszyscy uważali za normalne. Chodziła do pracy. Sprawdzała się niemal doskonale jako doradca klienta w salonie jubilerskim, ale nieidealnie, bo jak wiemy, ideały na świecie nie istnieją. Ani jako ludzie w życiu prywatnym, ani jako pracownicy już w świecie zawodowym. Pozostałą część życia dzieliła inaczej niż większość społeczeństwa. Wchodziła w liczne romanse. Stawała się spełnieniem marzeń cudzych partnerów, bo do tej pory sypiała z żonatymi mężczyznami, z takim chłopakiem, co za chwilę miał się stać czyimś mężem, a na końcu trafiła niestety na wdowca, ale z tym też bawiła się wspaniale.
Aż nadszedł moment, iż trafiła źle. Na przebiegłego prawnika. To, że zdradzał żonę to mało. Ćpał prawie wszystko, co się nawinęło w ręce jego dilera. Niestety zdarzyło się tak, że smród jego problemów wylał się także na Vanessę. Nie tylko żona Jamesa Freemana jej groziła, ale także ci, którzy rządzili częścią nowojorskiego półświatka.
Poszła do klubu z przypadku. Przechodziła obok, przyciągnęła ją reklama związana z tym, że mogła kupić dwa drinki w cenie jednego i chociaż było ją stać kupić dwa drinki bez promocji, tak weszła, bo chciała się napić. Musiała. Wszelkie perypetie życiowe ją do tego zmusiły. Akurat miała na sobie czarną, długą, dopasowaną do ciała sukienkę i zarzuconą białą koszulę, której końce związała w kokardkę. Wracała z pracy. Jutro miała wolne. Zatem czy coś wspaniałego nie należy jej się od razu?
Nie powinna pić na niemal pusty żołądek. Zjadła jakieś pięć godzin temu ostatni posiłek, więc to nie do końca pusty żołądek był, ale już dość długo nie jadła. Najwyżej po wyjściu stąd zamówi pizzę, kebaba, sushi czy inne jedzenie na wynos.
Zamówiła aperola, nie zwracając uwagi na to, co postawił przed nią kelner, bo właśnie wciągnęła się w odpisywanie wiadomości z jednym ze swoich kochanków. Chciał się umówić na dzisiejszy wieczór. Co to, to nie. Była zmęczona. Nie było nawet cienia szansy. Do momentu, aż usłyszała głos zwracający się do niej. Zerknęła na drag queen, na której występ patrzyła z większym zainteresowaniem, mimo tego, że gdy już tu weszła, to całe wydarzenie trwało i byłoby też inaczej, gdyby brunetka skupiła się na całym występie od początku.
— Nieruszony, a więc z powrotem może być twój, bo ja nie czekałam na cosmo, lecz na aperola. Tylko i wyłącznie. — odłożyła telefon, ignorując kolejne powiadomienie. — Jeśli występ od samego początku był tak wciągający, to aż żałuję, że nie mogłam zobaczyć całości.
Vanessa Kerr
[Prawo mówi jasno - Twoje grzechy zostaną wybaczone, jeśli masz odstające uszy! Więc Lenny jest kryty, ale choć umiałby zdzielić wiosłem, Magnusa na pewno by nie chciał uszkodzić. Myślę, że zazdrości mu jego szortów. Poza tym mógłby się od niego wiele nauczyć w sztuce makeupu (jak i Leif!).
OdpowiedzUsuńHej, taki kubek z napisem uszy idą pierwsze to bdb pomysł, tylko sam musiałby mieć dwa ucha. Jak taki niekapek dla dzieci.]
Len Weston
Z queen tyle miał wspólnego, że czasami – zwłaszcza u poranka – bywał strasznym książątkiem i kaprysił na byle co, na szczęście potem się dobudzał i wracał do bycia Leifem. Z drag z kolei to chyba tylko tyle, że gdyby dorobić ogonek u a, to wyszedłby drąg i wiele by się zmieniło, bo drągalem też nie był.
OdpowiedzUsuńTrzeba by ogromnych okularów, by dostrzec to powiązanie, a jednak – wystarczyło, by Leif wpuścił Malmo Mia! do swojej łazienki. Ani celowo, ani tak całkiem przypadkowo, ale stało się. Pewnego dnia, gdy oglądał TikToka w toalecie, wyświetliło mu się video, będące shotem z programu RuPaul’s Drag Race.
Choć nie przyjęto go do grona najzagorzalszych fanów, znał to tv show całkiem nieźle; przecież nie żył w beczce! Nawet udało się zobaczyć ileś tam odcinków, chociaż lata już minęły od ostatniego. Informacje o nowych sezonach go omijały, więc nie istniało wiele powodów, by taki urywek miał wpaść w jego FY page.
Istniał za to jeden – a imię jego viral. Z jego przyczyny Leif obejrzał klip, jak Malmo Mia! się wywala. Wywraca. Całuje podłogę. Zalicza glebę. Natychmiast dodał sobie fragment do ulubionych naklejek, a potem zaświtał mu pomysł w głowie. Miał przynajmniej tyle przyzwoitości, by wyjść z łazienki, zanim skontaktował się z agencją. Przyzwoitość polegała na tym, że nie miał Teamsa na prywatnym telefonie – był normalnym człowiekiem! – więc musiał przesiąść się na laptop.
Spod byka patrzył na marki, które wciskały nochale w sprawy charytatywne i próbowały udowodnić, jakie są dobre. Węszył w tym za dużo cynizmu. Dla Leifa dobra reklama miała sprzedawać, najlepiej na śmiesznie. Reszta to dodatek, opakowywanie śmiecia w papierek i spryskiwania perfumami, żeby lepiej pachniał.
Współuczestniczył w tym – i nawet zaczął sobie tłumaczyć, że cynizm cynizmem, ale przecież zawsze stoi za tym przynajmniej paru ludzi, którzy chcą zrobić coś dobrego. A nawet jeśli nie i to dobre będzie skutkiem ubocznym walki o lepszy wizerunek, to… Cóż, świat znał dużo gorsze skutki uboczne.
Szczęśliwie rozterki o etyce i jej braku nie zajmowały Leifa przy akurat tej kampanii – głównie dlatego że nie robili jej dla marki komercyjnej a fundacji zajmującej się profilaktyką raka. Cel poboczny to miał akurat Ogilvy. Nie w samej osobie, bo od dawna nie żył, ale jako agencja, a nawet szerzej, jako część międzynarodowego holdingu.
Czyli ostrzyli sobie ząbki na nagrody. Czyli i tak – stosunkowo niewinne podejście. Leif nie narzekał.
Temat raka piersi nie był mu specjalnie bliski, więc musiał się trochę podowiadywać, jak w ogóle wygląda samobadanie. Potem przyszedł pomysł. Prosty.
Zmienić pozy do samobadania w choreografię – i jednocześnie pozy na wybiegu. A skoro wybieg, to wiadomo, że top modelka, bo kto jak kto, ale taka to przecież umie się zaprezentować i zapozować. Strike a pose, jak Madonna przykazuje, a jeśli tak, to już w ogóle – czas na vogue.
Dalej to poszło! Pozy przerysowane, przejaskrawione, momentami wręcz campowe, nie żeby obśmiewać, ale zamienić je na coś charakterystycznego. Łatwiejszego do zapamiętania. Poza główną ambasadorką ze świata high fashion, dobrano paru influencerów, tak żeby wykorzystać ich popularność, oraz tancerzy voguingu, żeby było bardziej profesjonalnie. Po drodze zaliczyli trochę zmian, bo przecież – projekt nie był komercyjny, co oznaczało mniejsze budżety. Parę początkowych wyborów się wykruszyło.
Ostatecznie udało się zebrać całą ekipę. I jeszcze dodać Malmo Mia! niemalże na finiszu kompletowania składu. Takiej okazji nie dało się przepuścić! Drag queen – przecież idealnie się złożyło. Magnus, poza dragiem, zresztą też pasował, bo chociaż rzadko, to panowie również mogli zachorować na raka piersi.
Leif traktował to oczywiście jako dodatek; nie zamierzał skupiać się na tym w spocie. Do mężczyzn i tak niewiele dotrze. Do niego nie docierało.
To był trzeci dzień zdjęciowy, a każdy z nich – bardzo intensywny. Leif leciał na oparach, co oznacza, że i tak miał w sobie więcej entuzjazmu niż wielu ludzi na co dzień. Mimo wszystko cieszył się, że to już piątek i będzie weekend na odsapnięcie, weekend bez shootu. Dwa dni na oddech przed siadaniem do postprodukcji.
UsuńOczywiście nie przestrzegano planu pracy co do minutki – opóźnienia się nadarzyły, ale byli w tyle tylko o jedną przestawkę, więc nie tak źle. Jak zawsze jednak: choćby paliło się i paliło, godzina przerwy obiadowej musiała być dotrzymana.
Catering najpierw dostali klient z agencją, potem zaś techniczni, więc kiedy barobus wciąż wydawał obiad, Leif był już po swoim – i czmychnął z campu, aby na moment zmienić otoczenie. Bębnił właśnie palcami po stoliku, gdy usłyszał pytanie.
– Właśnie nie, życie pozbawiło mnie takiej okazji – przyznał z żartobliwym oburzeniem w głosie. – I dzięki, nareszcie ktoś to docenił! Tamte chujki… – Leif wskazał na przechodzących obok dźwiękowców. – …od rana nie dali mi ani jednego komplementu! Mam nadzieję, że tobie tak.
Westchnął i pokręcił z dezaprobatą głową. W przeciwieństwie do niego – chociaż Leif nie miałby problemu z przyjęciem nawet niezasłużonego komplementu – Magnus naprawdę zasługiwał na pochwały. Spisywał się świetne przed kamerą; i nawet się nie wywracał, nieproszony.
– Skąd takie szałowe kopyta? – zagadał.
Leif Zweig
[Hah, uderzyło we mnie, że Malmo nagrywa filmiki o mazaniu się łzami i nie powiem, jaki politycznie nacechowany filmik miałam teraz przed oczami. XD Cudowna postać! Osobiście mam słabość do Szwecji, głównie przez szwedzkie kryminały, nawet teraz pochłaniam jedną serię. :D
OdpowiedzUsuńCU-DO-WNY. Bardzo chętnie porwałabym Magnusa do wątku. Debbie była niegdyś imprezowiczką, mogła więc korzystać z tutoriali makijażowych, a i na występ drag się wybrać. Natomiast Andy... Andrea może w nim widzieć kogoś, kogo chętnie będzie uwieczniać na filmach albo swoich teledyskach. Daj znać, co myślisz.
Bawcie się dobrze! ♥]
Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth
[Hej
OdpowiedzUsuńSerdeczne dzięki za przywitanie Adory. Oj tak, zabawia się i to jak! W końcu po co jej nowi mężczyźni... Zapewniam że nie do wymieniania opon (choć czasem i tak łapała już facetów na tzw. wędkę).
Przy okazji muszę pochwalić za rzadką umiejętność stworzenia kary z poczuciem humoru rodem z dawnych kabaretów. Sama na obcasach nie chodzę, bo.i bez tego mam wzrost żyrafy, ale ten rajd na szpilkach... Och, coś wspaniałego w swej niedoskonałości!
Ps. Pewnie jeszcze tu wstąpię, gdy życie trochę odpuści.]
[Przychodzę, bo w zasadzie zwolniło mi się miejsce na jeden wątek, więc gdyby tak Magnus był nadal zainteresowany tymi narkotykami... 😈 I nie ukrywam, że kusi mnie zderzenie tych dwóch światów, bo świat Magnusa i świat Iana są od siebie tak bardzo różne, że bardziej chyba się nie da - to mogłaby być spektakularna eksplozja.
OdpowiedzUsuńNie wiem, jak drag queen bawią się po swoich występach, ale może zechcą się zabawić tak, że jednak będą potrzebować dilera? Ktoś będzie znał kogoś, kto zna kogoś, kto ma numer do Iana, a że tego wieczora Ian nie będzie miał nic lepszego do roboty, to podrzuci co trzeba i gdzie trzeba, żeby już na miejscu trochę się zdziwić? Niby chłopak chce przestać handlować, ale coś kiepsko mu to idzie, więc trzeba pokorzystać, póki jeszcze handluje.
Jestem otwarta na burzę mózgów!]
IAN HUNT
[W sumie! Andrea skończyła teraz studia i łapie się różnych zleceń, żeby coś dorobić. Myślę więc sobie, że trafiłaby na ogłoszenie, że jakiś tam niszowy artysta szuka kogoś, kto pomoże mu w teledysku. Kasa również niszowa i ogólnie, jak Andrea by tam przyszła to masakra, nic nie ma, z kim tu kręcić, co tu kręcić. I poszłaby sobie wieczorem na drinka do klubu, gdzie występuje Magnus? I myślę, że tam - raz, że mogłaby go kojarzyć, a dwa - zaprosić do tego teledysku, odstępując mu nawet część swojego wynagrodzenia, byleby nie kręcić jakiegoś gó... no wiesz, niskich lotów klipu. Może od tego zaczniemy? :D]
OdpowiedzUsuńAndrea Wilson
[Daję znać, że pozwoliłam sobie posłać Ci maila :)]
OdpowiedzUsuńIAN HUNT