I keep chasing bad feelings. I'm good with bad habits.
Nikt nie ostrzega dziecka przed tym jaka dorosłość bywa niesprawiedliwa. Nikt nie wpaja kilkulatkowi, że milczenie czasem bywa lepsze od najszczerszej prawdy. Tylko po to, by nie zaburzać szczęśliwego dzieciństwa i być dumnym z wychowania prawego obywatela, po cichu mając nadzieję, że jego, czy też jej życie będzie łatwiejsze. Wszystko dlatego, że chodzą po tej ziemi idealne przykłady tego, iż powyższe metody mają sens, lecz dlaczego nie wspomina się o tych, którzy wkraczając w dorosłość zderzyli się z cholernie twardą ścianą? Niejednokrotnie zmuszającą do obrania kompletnie innej ścieżki w życiu. Weryfikującą pielęgnowane od najmłodszych lat marzenia rzeczywistością. Kto w takich sytuacjach ponosi odpowiedzialność za złamaną egzystencję? Rodzice, znajomi, a może ten kto pozwolił sobie nieświadomie wpoić wyssane z palca historie o idyllicznym życiu?
Gdy jednak rzeczywistość od samego początku prezentowana jest bez filtra skonstruowanego z różowych okularów łatwiej przewidzieć moment zderzenia z przeciwnościami. Można się na nie teoretycznie przygotować, chociaż często okazują się jedynie czubkiem góry lodowej ukrytej głęboko pod powierzchnia wody, a z nią stracie wymaga niezliczonych pokładów energii oraz samozaparcia w dążeniu do celu. Charlotte od najmłodszych lat ku radości rodziców wykazywała właśnie te cechy, które tak bardzo były potrzebne w dorosłym życiu. Rudowłosa mimo dziecięcej beztroski oraz wielkiej empatii wpojonej przez matkę była również wytrwała w swych postanowieniach. Uparta niczym ojciec, który nie miał sobie równych pod tym względem, często kłóciła się z młodszym bratem o zabawki. Na szczęście z wiekiem rodzeństwo doceniło fakt posiadania kogoś na kogo zawsze można liczyć i stali się swymi najlepszymi przyjaciółmi. Pamiętali o tym by znajdować się po tej samej stornie barykady,więc nawet wylot do Nowego Jorku przedyskutowali wspólnie. Zarówno Christopher, jak i Charlotte wierzyli, że odległość nijak nie wpłynie na ich relację brat-siostra best buddies every.
Jak bardzo byli w błędzie okazało się dopiero w momencie, gdy panna Lester postanowiła po pięciu latach wyznać najlepszemu przyjacielowi, rodzonemu bratu to jakim cudem udało jej się utrzymać w Wielkim Jabłku jednocześnie studiując dziennie.Milczenie bywa lepsze od prawdy powinna trzymać się tej zasady, lecz nie potrafiła już dusić w sobie tego ciężaru. Tego, że by spełniać swe marzenia musiała odrzucić dumę, a także zamknąć na klucz niektóre z wartości wyniesionych z domu rodzinnego. Wytrwale krocząc ku spełnieniu marzeń o ukończeniu studiów graficznych w Ameryce. Rozbijając jeden mur za drugim, co skutkowało ranami niewidocznymi dla gołego oka, lecz tak bardzo bolesnymi w tamtym czasie. Niestety nie dostała szansy od brata, by wyjaśnić dlaczego została striptizerką w klubie Sinner Night. Pod ostrzałem niecenzuralnych wyzwisk z ust najbliższej osoby nie wspomniała, że nigdy nie sypiała z klientami, ani że twarz zawsze miała przyozdobioną maską ręcznej roboty, a wszyscy poza szefem znali ją pod pseudonimem Spark. Tego już młodszy o dwa lata mężczyzna nie usłyszał zatrzaskując drzwi mieszkania i jednocześnie zrywając więź, która dla Charlotte była wszystkim.
Życie bywa bezwzględne, niesprawiedliwe, ale też nieustannie płynie do przodu. Jak rzeka, której biegu nie można zawrócić nawet najszczerszymi chęciami. Na nic zdają się przekleństwa, błagania, zatracanie się w pracy, czy też powierzchownych przyjemnościach okraszonych procentami. Czas nie stanął w miejscu, nie zważał na pojedynczy, egzystencjalny upadek pośród miliona innych. Był bezstronny, lecz tym samym zmuszał do podjęcia próby odbicia się od dna. Z pomocą osób, których wcześniej nie śmiała nazwać przyjaciółmi otrząsnęła się i pewniej patrzyła w przyszłość. Snuła plany przekuwając je czym prędzej w rzeczywistość. Zaczęła znów cieszyć się małymi osiągnięciami takimi jak: przeprowadzka do nowego mieszkania, pierwszy tatuaż na karku, czy adopcja kundelka. Po powrocie z pracy, czy treningu nie przypomina już kupki nieszczęścia ukrytej pod sztucznym uśmiechem, a jest po prostu Lottą. Lottą, która swym uporem musiała przebić się przez wiele ścian otwierając niejednokrotnie zabliźnione rany z przeszłości. Każda z nich sprawiła, że kobieta dojrzała i zrozumiała po raz kolejny, iż każda decyzja wiąże się z konsekwencjami, a te nie zawsze muszą być przyjemne. Dotarło do niej, że nie walczyła o to, by tkwić w przeszłości i postanowiła się od niej uwolnić.
Nie poddaje się w poszukiwaniu pracy w zawodzie grafika. Wychodząc z kolejnych rozmów rekrutacyjnych wcale nie upada na duchu, wręcz przeciwnie przekuwa doświadczenia ze spotkań na swoją korzyść. Z wysoko uniesioną głową rozpoczyna dzień za dniem starając się ignorować natłok myśl związanych z pewnym szatynem, który bez ostrzeżenia powrócił do jej codzienności. Nikt nie zna zakończenia każdej z relacji i Charlotte świadoma tego postanowiła zaryzykować po raz drugi. Nie będąc świadomą, że on za kilka tygodni bez słowa znów postanowi rozpłynąc się w powietrzu. Cieszy się tym, że w miejskiej dżungli spotkała ludzi na których może liczyć i za którymi również wskoczyłaby w ogień. Nadal uwielbia wyszaleć się na parkiecie do samego rana, czy zasmakować o jedną szklaneczkę rumu z colą za dużo. Stara się nie opuszczać treningów z krav magi - podjęła się nawet prowadzenia zajęć dla początkującej grupy. Czas może ucieka przez palce, ale też leczy rany i sprawia, że nie pamiętamy dni, a jedynie chwile tego warte. Przez kilka godzin, tygodni, czy miesięcy zmianie mógł ulec cały świat, a przecież nadal Nowy Jork jest Nowym Jorkiem. Charlotte Lester nadal jest optymistyczną, szaloną, czasem ironiczną, czy mściwą teraz już blondwłosą dwudziestokilkulatką, jedynie z większym bagażem doświadczeń. Take my hand through the flames. - it's worth it!