Tanner Morgan
lawyer jeweller
Może nazwiesz go wyrachowanym gnojkiem, gdy dowiesz się, że nigdy nie interesowała go cała ta prawnicza farsa i opasłe tomiszcza z łamiącymi język formułkami, a na koniec stwierdzisz, że totalnie perfidny z niego drań, skoro przeszedł tą długą drogę tylko po to, żeby w odpowiednim momencie teatralnie tym pieprznąć, ale on jest tylko doskonałym przykładem człowieka, który zjadł ciastko i dalej ma ciastko. Prawda bywa najkosztowniejszym ze złudzeń, a w rodzinie, która może zaoferować człowiekowi tak wiele, głupotą byłoby zostanie buntownikiem z wyboru. Zaspokoił ambicje wszystkich wokół, przez jakiś czas będąc marionetką w ich rękach i chodząc dla nich jak szwajcarski zegarek, ale kiedy przyszła odpowiednia pora, kiedy odhaczył punkty z ich listy i dostał w zamian obiecane granty, sprawnie odciął sznureczki, strzepnął z ramion kurz i wreszcie zajął się własnymi ambicjami. Bo jeżeli rodzina tak szczerze czegoś go nauczyła, to grać w pozory prawie do perfekcji i myśleć przede wszystkim o sobie. Pomyślał więc o tym dość wcześnie, bo już jako nastolatek, gdy po raz pierwszy zetknął się z maleńkimi kamieniami i na kolanach dziadka złapał jubilerskiego bakcyla. Wiedział wtedy, jaka droga została mu narzucona, ale wiedział też, jaka jest mu pisana. Realizując plan rodziców, zadbał o to, żeby zaspokoić ich widzimisię i zdobyć zaplecze finansowe, a potem odpowiednio je wykorzystać wraz z koneksjami, które w kopercie z jadeitem w spadku pozostawił mu dziadek. Bez wahania odstawił to, co narzucone i zajął się tym, co do dnia dzisiejszego daje mu autentyczną przyjemność i co wyzwala go z sideł pozorów, którymi przez te lata do szpiku kości przesiąkł. Ale podobno wewnątrz każdej bryły węgla tkwi diament, który czeka, żeby się wydostać, a piękno jest doskonałością z defektami. Nie da się być ideałem dla każdego, ale można postarać się być nim dla siebie, a przede wszystkim dla tych, którzy będą potrafili nas docenić jeszcze w tej nieoszlifowanej formie.
Tanner John Morgan-Miller
12 XII 1988, Nowy Jork
jubiler
Adwokat prawa karnego
gemmolog
CFO w M&G Jewellery
Członek organizacji The Innocence Project, która zajmuje się uniewinnianiem osób niesłusznie skazanych oraz trader kamieni szlachetnych zrzeszony w International Gem Society. Esteta, który w każdym aspekcie życia – od idealnie skrojonego garnituru po szlif brylantu – szuka harmonii, równowagi i piękna. Nie znosi bylejakości, bo wierzy, że forma jest odbiciem treści, a szczegóły mówią o człowieku więcej niż słowa. Dla niego wszystko ma znaczenie: zapach drewna w gabinecie, chłód metalu, linia na rysunku czy światło odbite w kamieniu. To właśnie w detalach odnajduje sens i spokój, nawet jeśli świat wokół dawno przestał być uporządkowany. Bez pamięci oczarowany turmalinami. W czasach szkolnych należał do drużyny pływackiej, a na studiach nabierał doświadczenia pod czujnym okiem licencjonowanych prawników działających dla Criminal Defense Clinic. Posiadacz patentów motorowodnych i właściciel jachtu. Sympatyk fortepianu, żeglarstwa, pojedynków szachowych oraz rysunku. Dodatkowy język: francuski. Dla jednych dupek, dla drugich dupek do zniesienia, a dla tych, którzy naprawdę go znają, człowiek pełen optymizmu i determinacji. Nie udzieli nikomu złotej rady, ale udzieli takiej, która przyniesie pozytywny skutek, choćby wiązała się z pójściem okrężną drogą.
DAKOTA MORGAN
Żona, radca prawny w rodzinnej kancelarii
AMBER MORGAN-MILLER
Córka, siedmioletnia uczennica
JARED MORGAN-MILLER
28-letni brat, adwokat w trakcie specjalizacji
WALTER GOODWIN
Wieloletni przyjaciel, wspólnik w M&G Jewellery
OLIVIA FITZGERALD
Przyjaciółka od pierwszego spotkania w liceum
DANE POSTACI
Krótki opis postaci
cześć, damy się zjeść, zdaniezlozone@gmail.com
I
I
Po wyjściu ze szpitala Rei miała ambitny plan udawać przez jeden dzień normalną osobę. Nie pacjentkę czy przypadek medyczny z historią grubszą niż większość historii, które pisała. Chciała być po prostu młodą kobietą z laptopem, nieszczęsną protezą, laską opartą o blat i kawą tak drogą, że ta powinna przynajmniej rozwiązywać część jej problemów.
OdpowiedzUsuńPlan, jak większość jej planów, rozpadł się dość szybko. Konkretnie: jakiś tydzień wcześniej. Bo to wtedy pojechała do Midtown East, w okolice Park Avenue, gdzie szklane wieżowce wyglądały tak, jakby nikt w środku nie miał duszy. Tam, w kawiarence niedaleko JPMorgan Chase Tower, zamówiła kawę, wybrała stolik przy ścianie i otworzyła laptopa z miną osoby, która absolutnie nie miała żadnych ukrytych zamiarów. I wtedy spotkała j e g o; mężczyznę w garniturze, ale nie jedynie „przystojnego nieznajomego”, nie „interesującego bruneta”, nie „mężczyznę o ostrym, przenikliwym spojrzeniu”, bo tak pisała w książkach, kiedy udawała, że posiada godność. W głowie nazwała go po prostu hot gościem w garniturze. I mając wtedy przed sobą tego hot gościa w garniturze, zaczęła pisać; bezczelnie otworzyła Worda, a potem już wszystko ułożyło się samo.
I, oczywiście, że się gapiła, choć bardzo próbowała udawać, że nie, że tylko zerka, a potem zrobiła to kolejny raz i kolejny. Wystalkowała go z zawstydzającą skutecznością, za którą powinna była albo dostać medal, albo ograniczenie dostępu do internetu, bo do wieczora wiedziała już, że nazywa się Tanner Morgan. Nie dlatego, że była jakimś geniuszem, tylko dlatego, że internet najwyraźniej uwielbiał ludzi w garniturach, którzy robili duże rzeczy. O Tannerze Morganie było ostatnio głośno po sprawie Briana Bolesa i Charlesa Collinsa, dwóch mężczyzn, którzy po trzydziestu i dwudziestu dwóch latach odsiadki za zabójstwo zostali oczyszczeni z zarzutów, a ich wyroki unieważniono. Dowiedziała się więc podstawowych rzeczy o hot gościu w garniturze i to powinno jej wystarczyć, ale skoro poświęciła mu tyle czasu, chciała spróbować jakoś z nim porozmawiać, zebrać materiał. Dlatego tydzień później, po kolejnych badaniach w szpitalu, Rei po prostu „przypadkiem” znalazła się w Midtown East, w tej samej kawiarence.
Omiotła spojrzeniem całą przestrzeń, namierzając wzrokiem przystojnego prawnika; siedział przy stoliku pod ścianą, akurat w takim miejscu, że mogła usiąść dość blisko, ale nie tak, żeby było to creepy. Przełknęła ślinę i opierając się o laskę, podeszła do kasy; zamówiła kawę, prawie upuściła portfel, i poprosiła o pistacjowego pączka. Zerknęła w bok, oceniając jeszcze raz miejsce, które chciała zająć; idealny punkt strategiczny, z którego będzie widzieć jego profil, ręce i twarz. Może jednak było to trochę creepy.
Usiadła ostrożnie, odkładając laskę obok krzesła. Była ubrana w czarny top odkrywający nieco brzuch i ramiona oraz spódniczko-spodnie, bo nienawidziła samych spódnic, ale było dzisiaj dość ciepło, więc nie zamierzała pływać we własnym pocie. Poza tym od rana proteza uwierała ją trochę bardziej niż powinna, a Rei mogła znieść tylko jedną irytującą rzecz w ciągu dnia. No i, miała misję. Otworzyła laptopa, kliknęła Worda, a dokument zamrugał pustą stroną.
W tym momencie Tanner Morgan poprawił swoją koszulę przy szyi. Rei spojrzała krótko jego stronę, potem spuściła wzrok do klawiatury i znów zerknęła na mężczyznę.
— Badania terenowe — szepnęła do siebie, jakby to cokolwiek usprawiedliwiało. — To tylko badania terenowe.
Jej palce zawisły nad klawiaturą. Przez chwilę w głowie miała tylko jego dłonie. Długie palce, spokojne ruchy, kontrolę… Więc zaczęła pisać. Nie o Tannerze Morganie, oczywiście. Nigdy w życiu.
Pisała o elfim lordzie, który stał w marmurowej sali tronowej, którego nawet smoki śpiące pod fundamentami pałacu się obawiały; pisała o jego spojrzeniu, które odnalazło bohaterkę między kolumnami i zatrzymało się na niej z taką intensywnością, jakby już wcześniej rozebrał ją z każdego kłamstwa i każdej zbroi. Po trzech zdaniach zrobiło się zdecydowanie zbyt gorąco. Przełknęła łyk kawy, skrzywiła się, bo była za mocna, i zerknęła znad ekranu. Tanner właśnie patrzył w jej stronę. Rei zamarła z palcami na klawiaturze i otwartym dokumentem, w którym fikcyjny mężczyzna właśnie miał położyć fikcyjnej kobiecie dłoń na udzie.
Usuń— O nie… — powiedziała bardzo cicho, spuszczając głowę i próbując zrobić się niewidzialna. Cholera!
Rei Bothwell ☕👀