Nathaniel Park
2 września 1996 roku w Busan, Korea Południowa • syn koreańskiego neurochirurga i amerykańskiej paleoantropolożki • Nate, Nat, Nathie – jak kto woli • od 20 lat mieszka w Nowym Jorku • model, ambasador marki Calvin Klein i Bvlgari • od roku wychowuje dobermana imieniem Baram 바람 • jedynak, od zawsze marzący o rodzeństwie • od kilku miesięcy prowadzi live'y, na których gotuje, sprząta, robi zakupy, pranie, chodzi na piesze wycieczki, gada głupoty, a raz nawet zdarzyło mu się zasnąć • ambiwertyk • miłośnik nocnych spacerów i nocnego trybu życia • od dziecka idzie własną drogą, nie uwzględniając zdania innych • hobbystycznie trenuje boks i taniec • szczęście w pracy, brak szczęścia w miłości • właściwie dobre, spokojne życie • duma porażka rodziców • powiązania • instagram
Na początku był dzieckiem idealnym. Taki egzemplarz z instrukcją obsługi: mówił, kiedy trzeba, chodził, gdzie kazali, sam wiązał buty i nie rozlewał soku na dywan. Uczył się jak szalony, w weekendy przegrywał z Chopinem na pianinie, a w poniedziałki potrafił przekląć po angielsku i francusku, choć oczywiście nigdy by tego nie zrobił – w końcu był chodzącą perfekcją. Nie pyszczył, nie kwestionował, wykonywał polecenia zanim jeszcze zostały wydane. I uśmiechał się. Zawsze.
A potem przyszła refleksja: A niby po co? Po co się uśmiechać, gdy w środku człowiek ma ochotę przewracać oczami? Po co być miłym dla cioci, której życiowym hobby jest wnikliwa analiza cudzych porażek? Po co mówić to, czego się nie myśli, tylko po to, by nikt się nie obraził?
I tak się zaczęło. Pierwszy tatuaż – rodzice nie odzywali się miesiąc. Rezygnacja z medycyny na rzecz… no cóż, czegokolwiek innego – cisza przez rok. Widzą go na okładkach? Odwracają wzrok. W jego mieszkaniu byli dwa razy. Ostatni raz, kiedy uprzejmie, acz stanowczo odmówił randki z córką koleżanki mamy.
Samotność? Trochę bolała. Brak rodzinnego wsparcia, porad z kategorii “Ja w twoim wieku…”, brak życzeń świątecznych i urodzinowych – to wszystko czasem uwierało bardziej niż zbyt ciasne nowe buty. Mieszkanie było za duże, za puste, zupełnie niepasujące do kogoś, kto z natury nosił w sobie słońce.
Więc sprawił sobie psa. I nagle życie stało się bardziej kolorowe. Zyskał czteronogiego współlokatora, który nigdy nie oceniał i zawsze cieszył się na jego widok. Poza tym były jeszcze live’y i rozmowy z obserwującymi, którzy śmiali się z jego żartów i kibicowali mu w codziennych bitwach z rzeczywistością.
Ale gdzieś w głębi nadal zastanawiał się, jakby to było – zakochać się tak naprawdę.
A potem przyszła refleksja: A niby po co? Po co się uśmiechać, gdy w środku człowiek ma ochotę przewracać oczami? Po co być miłym dla cioci, której życiowym hobby jest wnikliwa analiza cudzych porażek? Po co mówić to, czego się nie myśli, tylko po to, by nikt się nie obraził?
I tak się zaczęło. Pierwszy tatuaż – rodzice nie odzywali się miesiąc. Rezygnacja z medycyny na rzecz… no cóż, czegokolwiek innego – cisza przez rok. Widzą go na okładkach? Odwracają wzrok. W jego mieszkaniu byli dwa razy. Ostatni raz, kiedy uprzejmie, acz stanowczo odmówił randki z córką koleżanki mamy.
Samotność? Trochę bolała. Brak rodzinnego wsparcia, porad z kategorii “Ja w twoim wieku…”, brak życzeń świątecznych i urodzinowych – to wszystko czasem uwierało bardziej niż zbyt ciasne nowe buty. Mieszkanie było za duże, za puste, zupełnie niepasujące do kogoś, kto z natury nosił w sobie słońce.
Więc sprawił sobie psa. I nagle życie stało się bardziej kolorowe. Zyskał czteronogiego współlokatora, który nigdy nie oceniał i zawsze cieszył się na jego widok. Poza tym były jeszcze live’y i rozmowy z obserwującymi, którzy śmiali się z jego żartów i kibicowali mu w codziennych bitwach z rzeczywistością.
Ale gdzieś w głębi nadal zastanawiał się, jakby to było – zakochać się tak naprawdę.
Hej! Na blogach nie było mnie już parę lat, ale dobrze tu wrócić! Witam się wraz z promyczkiem!Mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło. Zapraszam do wątków - szukamy właściwie wszystkeigo!
Kartę sponsoruje Jeon Jungkook. Mordką i piosenką Somebody.
Kartę sponsoruje Jeon Jungkook. Mordką i piosenką Somebody.