
Willow Calloway
Willow June Calloway; urodzona 13.12.2003 roku, córka fotografa Luciena Calloway'a, autora zdjęć do popularnych magazynów modowych oraz Cassidy Calloway, właścicielki salonu mody ślubnej White Pearl ♡ dziedziczka majątku swoich rodziców, która wciąż szuka pomysłu na siebie ♡ studentka Art Students League of New York ♡ jedynaczka, zajmuje luksusowy apartament na Manhattanie ♡ ma dwa koty, Noor i Ace'a —•— powiązania
——— I wait by the door like I'm just a kid
Use my best colors for your portrait ———
Use my best colors for your portrait ———
Powieki każdego ranka ma ciężkie od snu, rozsypane na poduszkach włosy tworzą wokół głowy niby-aureolę. Budzi się z trudem, zawsze po tak samo zarwanej nocy, spędzonej do późna nad szkicownikiem. Świat wokół przestaje istnieć, kiedy coś tworzy; zatraca się w konturach i cieniach, żywej barwie czerwieni na tle melancholijnych szarości. Bywa, że nie odbiera telefonu całymi godzinami, przez wiele dni nie pokazuje się rodzinie na oczy i spędza tygodnie niemal nie ruszając się z domu. Lubi zamknąć się w rzeczywistości, którą sama wykreowała i udawać, że nie ma nic poza tym. Ze starej kryjówki na drzewie wyniosła wszystkie zakurzone wspomnienia, pozwalając im wciąż zbierać kurz, tyle że w kącie mieszkania. Od pewnego czasu jest spokojniejsza, trochę bardziej wycofana i trochę mniej wyszczekana, chociaż nawet przed samą sobą nie zamierza się do tego przyznawać. Ten świat nie jest miejscem dla słabych kobiet. Uśmiecha się ładnie, trochę z rezerwą, trochę zimno, ale na ogół szczerze, chociaż jej uśmiech zazwyczaj nie sięga oczu. Z domu rodzinnego wyniosła ambicję i nieustępliwość, po matce upór i dystans, po ojcu wrażliwość na piękno. Nie wie, po kim ma takie miękkie serce, może po jakiejś ciotce, która zawsze żyła samotnie, a może coś się popsuło w jej ustawieniach fabrycznych. Właściwie pewne jest jedno — kto podaruje jej namiastkę uczuć, w zamian dostanie od niej wszystko.
——— Lay the table with the fancy shit
And watch you tolerate it ———
And watch you tolerate it ———
If I can't have you then no one can...
OdpowiedzUsuń[ Ojeju, ależ ona ma cudowne kociaki ♥ Aż się proszą o głaski i dobre smaczki <3
OdpowiedzUsuńHej!
Ach, kto z nas nie lubi zamknąć się w własnej rzeczywistości choć na moment? Choć zastanawiam się czy przypadkiem nie ma tu jakiś powodów, dla których się odcina? Bardzo fajnie napisana karta, choć troszkę końcówka smutna. Chciałoby się ją przytulić!
Mój Nathaniel mógłby się z nią nieco utożsamić, ostatnio też odsuwa się od świata. Właściwie, troszkę rzeczy ich łączy, więc jeśli byłaby ochota na wątek, zapraszam w nasze progi ♥
Tymczasem, dobrej zabawy, dużo czasu i weny oraz ciekawych wątków :D ]
Nathaniel Park
[ Oooo w sumie czemu nie? On w NY jest już ponad 20 lat, to mogli mieć dużo okazji, by się zapoznać! Choć między nimi jest wyraźna różnica wieku - 6 lat, co w sumie dla dzieciaków to jak przepaść. Ale mogli się gdzieś później złapać :D
OdpowiedzUsuńW sumie mozemy ustalić szczegóły na mailu: iwoyii@gmail.com]
Nathaniel
Szukał jej.
OdpowiedzUsuńSzukał jej przez kilka pieprzonych miesięcy. Odbijał się od poczty głosowej. Był, kurwa, obecny nawet na jakiejś popieprzonej uroczystości jej dziadka. Senator Henry Calloway na ów uroczystości nie był w towarzystwie swoich wnuków. Nie było tam Willow, Willa ani nawet Bridget, którą Zane miał okazję poznać kilka razy. Domyślał się, gdzie Willow mogła być, ale niekoniecznie było go stać, aby zrobić sobie wycieczkę do pieprzonego Monako i szukać jej wśród rezydencji, które były chronione lepiej niż pałac prezydencki. W pewnym momencie Zane… Odpuścił. Nie, bo miał dosyć. Odpuścił, bo wiedział jedną rzecz. Że Willow prędzej czy później tutaj wróci. Musiała wrócić, bo była równie popieprzona, jak on i musiała tęsknić. Na ich popieprzony sposób z pewnością tęskniła. Widział w jej oczach to ostatnim razem, kiedy z jednej strony chciała uciec, a z drugiej nie potrafiła mu się oprzeć. Więc została. W jego łóżku. Z rozchylonymi ustami i nogami. Z jego imieniem na swoich ustach, a potem po prostu kurwa wyparowała.
Przez moment myślał, że wróci, kiedy miasto obiegła informacja o rzekomej śmierci Willa. Wkurwił się wtedy, nie ukrywał, że nie. Szczeniak był mu winien pieniądze, których Zane nie widział na oczy od kilkunastu dobrych miesięcy. Przez cały ten czas nie tylko skupiał się na znalezieniu Willow, ale również jej nienadającego się do niczego brata. Zaglądał we wszystkie znane sobie speluny, w których Will mógł być. Tylko oczywiście, że wokół panowała zmowa milczenia. Ćpuny nie wydawały siebie nawzajem. Czasem za pieniądze i niejednego dolar Zane stracił, aby dowiedzieć się, gdzie on jest, ale nie przybliżyło go to wcale do odnalezienia Willa. Doliczył to do jego rachunku, który nieustannie rósł, a Zane po swoje zamierzał się upomnieć. Prędzej czy później.
Większość czasu chodził obojętny.
Zagłuszał myśli o Willow zajęciami, które tak naprawdę nie miały dla niego większego znaczenia. Zagłuszał je Gianną, która była może, jak rzep, ale doskonale wiedziała, jak sprawić, aby Maddox przestał myśleć. Udawało się jej to przez znaczącą część. Częściej niż rzadziej zdarzały się momenty, kiedy Zane myślał o Willow. Kiedy Gianna go całowała myślał o tym, że Willow robiła to inaczej. Delikatniej, wolniej. Bez pospiechu w ruchach, jakby wiedziała, że mają cały czas świata i nie muszą się z niczym spieszyć. Kiedy go obejmowała nie pachniała znajomo, a inaczej.
Nie wiedział, dlaczego zgodził się z nią wyjść tego wieczoru.
Może z braku lepszych planów. Nie miał towaru do rozłożenia. Nie miał po co dzwonić do Iana i umówić się z nim choćby na głupie piwo. Nie mógł tak po prostu do niego zadzwonić, bo przecież nie rozmawiali. Wybrał tą swoją policjantkę. Dla Zane’a to znaczyło tyle, że nie chciał już znać go, skoro bujał się z policjantką. Wciąż razem pracowali, jednak nie dało się zaprzeczyć, że atmosfera między nimi była napięta. Zane burczał w odpowiedziach lub ignorował Iana kompletnie. Cisza im nigdy nie przeszkadzała, bo obaj byli małomówni, ale tym razem miała ona inny wydźwięk. Była karą, którą Zane stosował na swoim najlepszym przyjacielu i wcale nie był pewien, czy bardziej boli to jego, czy Iana. Dowiedzieć się też nie mógł, bo nie zamierzał przecież się go pytać i zaciągać na kozetkę, aby podzielili się ze sobą swoimi uczuciami.
Gianna zjawiła się tego wieczoru bez zapowiedzi. Zarzuciła mu ręce na szyję i powitała gorącym pocałunkiem, a potem oznajmiła, że zabiera go do klubu, bo gnije w mieszkaniu i szkoda się tak marnować. W pierwszej chwili miał ochotę jej powiedzieć, aby wypierdalała i znalazła sobie innego kumpla do pieprzenia się. Nie powinien łączyć biznesu z przyjemnością, bo Gianna była jego stałą klientką o ładnej buźce i zgrabnym tyłku, a jak się też okazywało miała całkiem sprawne usta.
I tym sposobem po dwudziestej trzeciej wylądował w klubie, w którym wcale być nie chciał.
Siedzieli na kanapie w towarzystwie jej koleżanek, które miały równie przećpane mózgi, co Gianna. Gianna siedziała z boku, a jej dłoń sunęła po jego klatce. Zane pił whisky. Powoli, ale wcale nie delektował się jej smakiem.
Myślami był w zupełnie innym miejscu. Przy kimś innym. Znowu.
UsuńMuzyka dudniła w uszach. Podłoga drżała od basu. Któraś z dziewczyn krzyknęła, że pora na taniec, a Zane się nie ruszył. On nie tańczył. Nigdy.
— Chodź ze mną. — Aksamitny glos brunetki wybrzmiał tuż przy jego uchu. Jej wargi musnęły płatek jego ucha. Nie był w stanie powstrzymać reakcji ciała. — Tylko raz, Z… Proszę.
Zwrócił głowę w jej stronę. Odstawił szklankę na stolik przed sobą, by ująć następnie podbródek brunetki w palce. Nie musiał przyciągać jej bliżej siebie, bo już była wystarczająco blisko.
— Nie.
Fuknęła obrażona, ale nie poddawała się. Poprawiła się na sofie i siedziała teraz niemal bokiem do Zane’a. Zapach jej mocnych perfum przeszył jego nozdrza. Chryste, ta dziewczyna próbowała go zabić i wychodziło jej to całkiem nieźle. Czasem nad tym myślał i może mógłby być z nią szczęśliwy, ale… Ale nie czuł tego czegoś przy niej.
— Zane… — Mruczała dalej, a dłoń tym razem znalazła się w okolicach jego szyi. — Rozerwiesz się trochę. Kilka minut i wrócimy. Proszę, Z… — Jęknęła błagalnie. Nie chciał jej ulegać, ale… Może miała rację.
— Jesteś niemożliwa. — Mruknął w odpowiedzi. Przyciągnął ją do siebie na krótki, niemal brutalny pocałunek. — Jedna piosenka. I więcej o to dziś nie poprosisz.
Twarz Gianny rozpromieniła się niemal natychmiast. Wstała z kanapy zanim Maddox zdążył podjąć decyzję w pełni. Ona już trzymała jego dłoń i prowadziła na parkiet, a kiedy przechodzili między kanapami był pewien, że ją zobaczył. Myślał nad tym, aby się zatrzymać, ale Gianna była szybsza i sprawnie pociągnęła go na parkiet.
Z.