Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

27/05/2026

[KP] I sit and watch you



Willow Calloway

Willow June Calloway; urodzona 13.12.2003 roku, córka fotografa Luciena Calloway'a, autora zdjęć do popularnych magazynów modowych oraz Cassidy Calloway, właścicielki salonu mody ślubnej White Pearl ♡ dziedziczka majątku swoich rodziców, która wciąż szuka pomysłu na siebie ♡ studentka Art Students League of New York ♡ jedynaczka, zajmuje luksusowy apartament na Manhattanie ♡ ma dwa koty, Noor i Ace'a —•— powiązania

——— I wait by the door like I'm just a kid
Use my best colors for your portrait ———

Powieki każdego ranka ma ciężkie od snu, rozsypane na poduszkach włosy tworzą wokół głowy niby-aureolę. Budzi się z trudem, zawsze po tak samo zarwanej nocy, spędzonej do późna nad szkicownikiem. Świat wokół przestaje istnieć, kiedy coś tworzy; zatraca się w konturach i cieniach, żywej barwie czerwieni na tle melancholijnych szarości. Bywa, że nie odbiera telefonu całymi godzinami, przez wiele dni nie pokazuje się rodzinie na oczy i spędza tygodnie niemal nie ruszając się z domu. Lubi zamknąć się w rzeczywistości, którą sama wykreowała i udawać, że nie ma nic poza tym. Ze starej kryjówki na drzewie wyniosła wszystkie zakurzone wspomnienia, pozwalając im wciąż zbierać kurz, tyle że w kącie mieszkania. Od pewnego czasu jest spokojniejsza, trochę bardziej wycofana i trochę mniej wyszczekana, chociaż nawet przed samą sobą nie zamierza się do tego przyznawać. Ten świat nie jest miejscem dla słabych kobiet. Uśmiecha się ładnie, trochę z rezerwą, trochę zimno, ale na ogół szczerze, chociaż jej uśmiech zazwyczaj nie sięga oczu. Z domu rodzinnego wyniosła ambicję i nieustępliwość, po matce upór i dystans, po ojcu wrażliwość na piękno. Nie wie, po kim ma takie miękkie serce, może po jakiejś ciotce, która zawsze żyła samotnie, a może coś się popsuło w jej ustawieniach fabrycznych. Właściwie pewne jest jedno — kto podaruje jej namiastkę uczuć, w zamian dostanie od niej wszystko.

——— Lay the table with the fancy shit
And watch you tolerate it ———

22/05/2026

[KP] I'm lovin' all the pain I'm causing you too much

I've been in a rage and I'm headed your way
With the devil on my fucking shoulder

Zane Maddox

29 latek; urodzony 20 lutego 1997 roku Pracownik lombardu Diler - spełni każde życzenie Wynajmowane studio 120 Greenwich Street Każdego roku odwiedza ojca w więzieniu Sing Sing tylko po to, aby napluć mu w twarz Tego samego dnia zostawia na grobie matki zwiędłą czerwoną chryzantemę i niedopałek papierosa 🎝

Mroźne lutowe powietrze szczypało w policzki.

Wsunął cienkiego papierosa między usta, odpalił i ruszył przed siebie znajomą ścieżką. Słońce chowało się powoli za horyzontem, tworząc mroczną, przygnębiającą scenerię. Mijał wielkie rodzinne grobowce. Zapomniane nagrobki porośnięte mchem. Marmurowe anioły, które przypominały postacie wyjęte z horrorów. Głowę miał pochyloną, ale nie było w tym geście nic z szacunku do zmarłych. Przychodził tutaj tylko raz do roku. O jeden raz za dużo. Próbował odpuścić, a jednak nogi same niosły go na położony na południowym Bronxie cmentarz.

Wszystkie historie o zniszczonych dorosłych zaczynają się tak samo. Agresywny ojciec pijak, emocjonalnie niedostępna matka, która potrafiła zasłaniać się własnymi dziećmi, aby uniknąć wymierzonego w nią ciosu. Brak miłości i opieki, którą znajdowali w nieodpowiednich miejscach oraz ludziach. Miał przejebane. Powtarzał to zdanie od szóstego roku życia, bo to wtedy nauczył się definicji tego słowa. Słyszał je ciągle od ojca, niezależnie od sytuacji. Powodem mogło być wszystko; rozlana zupa podczas obiadu, klocek, którego nie zauważył przy sprzątaniu, a który ojciec trącił nogą. Najczęściej piekł lewy policzek. Potem bił tak, aby ludzie nie zauważali siniaków, a opieka społeczna się odjebała. Zapamiętał, aby nie okazywać słabości. Łzy były niemile widziane, a na każde uderzenie czy wyzwisko reagował obojętnością. Tak było łatwiej przetrwać. Ostatni raz płakał tamtej nocy. Wspomnienia były wyraźniejsze niżby tego chciał. Wciąż w nim żyły i nie pozwalały zapomnieć. Bezwładne ciało leżące w powiększającej się kałuży krwi. Pozbawione blasku i życia błękitne oczy, poszarzała twarz wykrzywiona w przerażeniu.

Zapłakał, bo w głębi czuł, że ten koszmar się skończył. W końcu byli wolni.

Zaciągnął się mocniej papierosem. Wypuścił drażniący płuca dym z wściekłością. Pozwalał sobie na myślenie o przeszłości tylko w tym jednym dniu. Kto chciałby wracać do takich wspomnień? Zupełnie, jakby życie od samego początku postawiło na nim krzyżyk. Świat zadecydował jeszcze przed jego narodzinami, że nie będzie wart zachodu.

Przystanął przy niewielkim szarym nagrobku.

Isobel Maddox. Tragicznie zmarła 03.02.2010

Niedbale rzucił zwiędłego kwiatka przed siebie.

— Zawsze byłaś zimną suką.

***

Dobry!

Podejście do handlarza z Avonu nr2. Tym razem oby na dłużej. ;)

Zane to zły chłopak, ale może okaże się, że ma dobre serce. Pożyjemy zobaczymy. ;>

W tytule Sicksick Mind Games, Chase Atlantic Triggered w karcie, a na wizerunku Drew Starkey. Na sprzedaż młodsza siostra w duecie z rodzinnymi dramatami i traumami. Karta I

bysiaa44@gmail.com

[KP] I learned how to repair damaged pages long before I learned what to do with myself

 


Elizabeth Anne Fitzpatrick
29 lat ⋅ wychowana pomiędzy Uper East Side a Europą ⋅ arystokratyczne korzenie ⋅ pradziadek emigrował z Irlandii do Nowego Jorku ⋅ babcia uparcie ogłasza, że teraz jesteśmy amerykanami ⋅ oficjalnie nie jest Lady Elizabeth, bynajmniej nie w Nowym Jorku ⋅ wychowywana do roli idealnej córki ⋅ studiowała literaturę angielską ⋅ obecnie zajmuje się konserwacją książek i papieru, prowadzi własną pracownie oraz łapie zlecenia w muzeach

Elizabeth.
Matka zawsze powtarzała, że nigdy nie może zapomnieć kim jest, chociaż babka przekonywała, że to co było kiedyś nie ma znaczenia. Pradziadek był świadom z czym łączy się emigracja, że chociaż krew pozostaje ta sama, wszystkie tytuły naturalnie rozpływają się w nowym życiu.
Matka dbała o dziedzictwo. Dlatego wszystkie wakacje spędzała częściowo we Francji, częściowo w Irlandii. Ucząc się historii swoich rodzinnych stron, ucząc się języka, sztuki i wszystkiego, co według Camille było konieczne. Elizabeth uczyła się tego, czego oczekiwała matka. Wierzyła w szczerą, lojalną miłość jaką była obdarowywana. Lojalnie tłumaczyła babce wiarę matki w to, że dziedzictwo to coś więcej niż używalność tytułu na co dzień. Zresztą, Lizzy lubiła bawić się w Lady Elizabeth. W którymś momencie eleganckie przyjęcia przestały być tylko wakacyjnym wspomnieniem i zabawą zabraną z Europy do Ameryki. Robiła się coraz starsza, a Camille z radością oglądała, jak jej malutka córeczka staje się dokładnie tą wersją, jakiej pragnęła. Marszczyła tylko brwi, gdy pojawił się On. Wybranek. Ten, który... Według Camille mógłby być znacznie lepszy, bo przecież jej córkę było na to stać. Była kimś. Pozwoliła jednak podjąć córce tę decyzje samodzielnie, wierząc, że przeznaczenie i tak przyniesie jej w odpowiednim czasie kogoś lepszego, kogoś, na kogo naprawdę zasługiwała. Mimo wszystko musiała przyznać, że miło było oglądać ją taką radosną, szczęśliwą. Widziała, jak ta mała marzycielka staje się spełniona.

Beth.
Ślubu nie będzie. Camille uśmiechała się triumfalnie, bo czuła, że jej córce przeznaczone jest coś lepszego. Nie rozumiała tylko skąd nagle, tak uparcie wszystkich zaczęła poprawiać gdy ktokolwiek ośmielił się nazwać ją Elizabeth lub Lizzy.
Imię było jedyną, drastyczną zmianą. Cała reszta działa się powoli. Chowała się w sobie. Wymyślała zajęcia, aby nie musieć więcej uczestniczyć we wszystkich, ważnych spotkaniach. Eleganckie przyjęcia już nie były tym, co umilało czas. Dotyk stał się czymś, czego unikała. Rozmowy stawały się krótkie i konkretne, nie zagłębiała się w nie, nie próbowała ich prowadzić. Robiła wszystko, aby jak najszybciej się skończyły. 
Najchętniej nie wychodziłaby ze swojej pracowni. Otaczała się książkami i rysunkami. Wszystkim tym, co nie wymagało od niej zaangażowania w kontakty społeczne. Spontaniczność przestała być interesująca, szkicowanie w którymś momencie stało się zbyt obciążające. Wszystko, sprawiało, że czuła za bardzo. Szybko opanowała sztukę czucia tylko wtedy, kiedy musi. Czuła nocami, gdy gorące krople spadały z deszczownicy na jej wychłodzone ciało, a ona wylewała kolejne łzy nie mogąc przestać myśleć o tym czy zabiła dziecko Mikaela, czy tamtego chłopaka, który zniszczył wszystko to, co tak bardzo kochała.
Miało być lepiej.

Kochamy dramaty, ale przecież o tym dobrze wiecie. Katya na wizerunku, po ustalenia zapraszam tutaj: wyborowealoe@gmail.com

10/05/2026

[KP] Post tenebras lux

Zdjęcie postaci

Tonya Makani

"Aby dojść do źródeł, trzeba płynąć pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci." – Zbigniew Herbert
Wiek: 26
Wzrost: 165 cm
Pochodzenie: Nowy Jork, Hawaje
Zawód: inżynier elektryk
Status: Wolny
Powiązania: Debbie Grayson - przyjaciółka i współlokatorka

Co ją ukształtowało?

Zgodnie z zasadą, że najstarsze dziecko przeciera szlaki, Tonya już na początku szkoły średniej zdecydowała się na studia i dokumenty złożyła we wcześniejszej rekrutacji. Od początku wiedziała, że wybierze praktyczny kierunek, który będzie dla niej odpowiednim zabezpieczeniem na przyszłość. Zbyt wiele widziała w domu, żeby pozwolić sobie na ryzykowne zawody. Postawiła na elektrykę, choć wcale nie ciągnęło ją do prac ręcznych. Zdecydowanie lepiej czuła się w planowaniu i projektowaniu. Nie oznaczało to jednak, że uciekała przed brudną robotą - przeciwnie! Chciała być specjalistą z prawdziwego zdarzenia. Kiedy jej rodzice postanowili otworzyć hotel na Hawajach i wrócić w swoje rodzinne strony, Tonya stwierdziła, że w najgorszym przypadku zatrudni się u nich. W najlepszym - kiedyś otworzy własną firmę.

Imprezowa dusza, silny charakter, nieco szalona. Jeśli nie można się do niej dodzwonić, to pewnie właśnie poci się na siłowni.

06/05/2026

[KP] Running a bit low on mind your own fucking business

LAVENDER WONG

główne zdjęcie drugie zdjęcie

6.06.1998 r., Guangzhou, Chiny; od szóstego roku życia związana z nowojorskim Chinatown ▪︎▪︎▪︎ właściwie Mei-Lan Wong ▪︎▪︎▪︎ pracuje w domu pogrzebowym rodziców The Wong House of Rest ▪︎▪︎▪︎ oficjalnie: tanatopraktorka i specjalistka od dekontaminacji miejsc zgonów, nieoficjalnie: sprząta ślady po wszelkich porachunkach ▪︎▪︎▪︎ po uszy w rodzinnych długach, które wydają się nie mieć końca ▪︎▪︎▪︎ uzależniona od papierosów ▪︎▪︎▪︎ mieszka z rodzicami w starym, ciasnym i rozpadającym się domu w Chinatown; na parterze działa rodzinny dom pogrzebowy, na piętrze mieszka jej rodzina, a ona zajmuje duszne poddasze ▪︎▪︎▪︎ ▪︎▪︎▪︎ ▪︎▪︎▪︎ ...

AKTA POUFNE
MEI-LAN WONG
kartoteka zdjęcie SUBJECT ID: M-L-W-060698 drugie zdjęcie kartoteki SECONDARY FILE PHOTO

Imię i nazwisko: Mei-Lan Wong

Znana jako: Lavender Wong

Data urodzenia: 06.06.1998 r.

Miejsce urodzenia: Guangzhou, Chiny

Obecna lokalizacja: Chinatown, Nowy Jork

Wykształcenie: biochemia, ukończona z wyróżnieniem

Rodzina:
Suyin Wong – matka,
Jian Wong – ojciec,
Chen Wong – starszy brat, ur. w 1990,
Lily Wong – młodsza siostra, ur. w 2003

Zadłużenie:
ok. 520 000 dolarów wobec prywatnego lichwiarza powiązanego z półświatkiem Chinatown,
hazardowe długi starszego brata, Chena Wonga, szacowane na ok. 180 000 dolarów

CEL POD STAŁĄ OBSERWACJĄ

Podejrzewana o regularne kontakty z osobami powiązanymi z półświatkiem Chinatown i nie tylko, raczej nie jest zamieszana bezpośrednio w nielegalne interesy.

Zaobserwowano wysoką skuteczność w usuwaniu śladów biologicznych i chemicznych.

Podmiot posługuje się co najmniej kilkoma fałszywymi dokumentami i regularnie przemieszcza się białym vanem bez logo, zarejestrowanym na firmę pogrzebową rodziny Wong.

Nie lekceważyć drobnej postury podmiotu; zaobserwowano wysoką zwinność, szybkość reakcji i ponadprzeciętną odporność na stres.

RELACJE
Suyin Wong
SUYIN WONG
matka
Współwłaścicielka domu pogrzebowego. Dość apodyktyczna, religijna i święcie przekonana, że córkę da się naprawić randką z odpowiednim chłopcem.
Jian Wong
JIAN WONG
ojciec
Cichy filar rodziny. Prowadzi dom pogrzebowy z żoną, zna więcej sekretów klientów, niż powinien. Choruje przewlekle.
Chen Wong
CHEN WONG
starszy brat
Hazardzista. Ma talent do znikania dokładnie wtedy, gdy trzeba wziąć za coś odpowiedzialność. Pracuje w rodzinnym domu pogrzebowym.
Lily Wong
LILY WONG
młodsza siostra
Najmłodsza z rodzeństwa, oczko w głowie rodziców. Udaje grzeczniejszą, niż jest, marzy o luksusie. Pracuje jako makijażystka, pomaga też w rodzinnym biznesie.
Ming-Ho Lee
Ming-Ho Lee
lichwiarz
Człowiek, od którego wszystko się zaczęło. Sztuczna uprzejmość, brudne metody i ciągnący się dług.
Ivan Voronin
Ivan Voronin
to... skomplikowane
Ktoś, kto ciągle ją zaskakuje.
Nieznany kontakt
MIEJSCE DLA CIEBIE
CHINATOWN, PODDASZE DOMU RODZINY WONG

Telefon rozdzwonił się o 3:17 nad ranem tak głośno, że Lavender musiała się powstrzymać, aby nie rzucić komórką o pobliską ścianę. Było ciepło, zbyt ciepło. Dopiero zaczął się cholerny maj, a było już tak gorąco, że pociła się jedynie od przejścia z jednego kąta pokoju do drugiego. Nie dało się tutaj spać, jeść ani porządnie się wysrać, a mimo to nie chciałaby być nigdzie indziej. Wiecznie za mały dom rodzinny od zawsze był dla niej czymś pomiędzy schronieniem a pułapką. Wciąż nie mogła się jednak zdecydować.

Złapała za komórkę z ociąganiem i zmrużyła oczy, kiedy zobaczyła numer bez nazwy – klasyk. Zanim odebrała, sięgnęła po paczkę papierosów i zapaliła.

— Masz robotę — odezwał się mężczyzna po drugiej stronie.

Nie przywitał się. Nigdy się nie witał. Nie wiedziała o nim niczego konkretnego, nawet nie znała jego imienia, dlatego nazywała go w myślach Ambasadorem Chujowych Poranków.

— Gdzie? — zapytała.

— Astoria. Trzecie piętro. Mieszkanie po lewej od windy.

— Ile osób?

Odpowiedziała jej cisza. Przez sekundę słyszała tylko własny oddech, szum miasta za oknem i ciche skwierczenie papierosa, który spalał się między jej palcami.

— Ciało? — dopytała.

— Zajęliśmy się tym.

Nie pytała o nazwisko. Nie pytała, kto zabił. Nie pytała o żadne szczegóły. W tej robocie od zawsze wyznawała jedną zasadę: im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, choć w tym przypadku powinno się rzec: im mniej wiesz, tym dłużej pożyjesz.

— Klucz znajdziesz pod wycieraczką.

— Tylko amatorzy trzymają klucze pod wycieraczką — stwierdziła luźno, ale nie doczekała się żadnej reakcji. Mężczyzna się rozłączył.

ASTORIA, MIESZKANIE NA TRZECIM PIĘTRZE, GODZ. 3:30

Jej biały van bez żadnego logo stał pod kamienicą, nie wyróżniając się jakoś bardzo, ot, kolejne duże auto w gąszczu wielkich samochodów. I oto właśnie chodziło; im mniej ludzi zapamiętywało jej twarz i w ogóle rejestrowało jej obecność, tym większa była szansa, że dożyje kolejnych urodzin. Bez żadnego pośpiechu dokończyła papierosa – czwartego, odkąd zadzwonił telefon, a potem schwyciła za czarną, dużą walizkę i wzięła się za robotę.

Trzecie piętro. Mieszkanie po lewej od windy. Klucze pod wycieraczką – zanim je złapała, sięgnęła po parę rękawiczek. Weszła do środka najciszej, jak się dało.

Wychwyciła wszystko, każdy szczegół: rozbity wazon pod ścianą, wodę wsiąkającą w dywan, połamane kwiaty, krew niechlujnie ozdabiającą podłogę i ściany. Dość ładny stolik kawowy ktoś przesunął o około pół metra; gdy przyjrzała się bliżej, dostrzegła pęknięcia w szkle i ślady po paznokciach. Obok kanapy leżała zakrwawiona poduszka z rozprutym szwem, jakby ktoś złapał ją w ostatnim, bezsensownym odruchu. Przy framudze zauważyła odprysk lakieru i cienką rysę w drewnie. Niżej, tuż przy listwie przypodłogowej, zebrała się ciemniejsza linia. Schyliła się, nie dotykając niczego, i przyświeciła latarką. Był tam kawałek szkła i ślad buta odciśnięty bokiem, ktoś musiał się poślizgnąć.

Zaciągnęła się powietrzem. Metaliczny zapach krwi mieszał się z tanim płynem do podłóg, papierosami i czymś słodkawym. Ktoś próbował tu posprzątać. Gdy zobaczyła mokry ręcznik rzucony pod zlewem, prychnęła z niedowierzaniem. Kto normalny próbował zetrzeć krew bawełną z Ikei?

Postawiła walizkę przy ścianie i otworzyła ją. Najpierw założyła ochraniacze na buty, była już w roboczych ubraniach, więc nie musiała się przebierać, i sięgnęła po lampę UV i kilka czarnych worków. Do sprzątania użyła swojego ulubionego płynu, który pichciła w ciasnej łazience na poddaszu i przelewała do matowej butelki bez etykiety. Śmierdział chlorem, alkoholem i taką chemią, że wykręcał nos i drapał w gardło, gdy odkręciło się korek.

Gdy kończyła robotę, zadzwonił telefon. Ekran wściekle się zaświecił i pokazywał numer mamy – i w tym momencie Lavender odebrałaby nawet wtedy, gdyby była po pas w gównie. Po prostu, kurwa, świetnie. Nikt nie ignorował połączenia od Suyin Wong. Nawet cholerny diabeł odebrałby telefon od tej kobiety.

— Mei-Mei, gdzie jesteś?

Lavender nienawidziła, gdy matka mówiła do niej w ten sposób, ale przestała już prosić ją o to, aby zwracała się inaczej. Mei-Mei brzmiało jak imię taniej prostytutki, choć gdyby dłużej się nad tym zastanowić, obie zajmowały się chujową robotą.

— W pracy — odpowiedziała, przyciskając telefon ramieniem do ucha i zawiązując czarny worek. — Gdzie mam być?

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza, ta sama, w której Suyin Wong potrafiła zmieścić całe swoje rozczarowanie i troskę jednocześnie.

— O tej godzinie? — zapytała.

Lavender omiotła wzrokiem zakrwawioną smugę pod listwą przypodłogową.

— Ludzie nie umierają według grafiku, mamo.

— Tak, tak, to wola niebios — odparła. Lavender była pewna, że matka właśnie przewróciła oczami. — Ale pamiętasz, że masz dzisiaj randkę z tym uroczym chłopcem? To wnuk tej uroczej kobiety z warzywniaka, kojarzysz pewnie, taka niska, trochę gruba… no, ale chcę, żebyś dobrze wypadła. Bądź miła.

I to właśnie w tym momencie Mei-Mei żałowała, że to po niej nikt nie sprzątał. Wtedy ominęłaby ją randka, którą zorganizowała jej matka, i całe to swatanie, które zaczynało przypominać rodzinny projekt ratunkowy prowadzony z determinacją godną ewakuacji tonącego statku. Suyin Wong miała bowiem tę paskudną cechę, że gdy uznała coś za konieczne, ignorowała każdą odmowę. A ostatnio uznała, że jej córka potrzebuje nie tylko pieniędzy, ale i mężczyzny.

Kilka słów ode mnie
wizerunek: Lalisa Manoban, kartę sponsorują: Crime Scene Cleaner, The Boys i słabość do true crime
Popełniłam kolejną zbrodnię i... tak pojawiła się Lav 😅 Mei-Mei jest specyficzna, ma spaczone poczucie humoru i uwielbia pakować się w kłopoty, ale tak ogólnie to pomoże i poratuje papieroskiem, więc się polecamy! PS Kartoteka i relacje się rozwijają 🤭
📩 Złapać mnie można mailowo: ayliri.lunah@gmail.com

05/05/2026

[KP] 'Cause I'm way too sad, way too sad to dance


Nathaniel Park
2 września 1996 roku, Busan, Korea Południowa • syn koreańskiego neurochirurga i amerykańskiej paleoantropolożki • Nate, Nat, Nathie – jak kto woli • w Nowym Jorku od 2005 roku • mała przerwa od modelingu na rzecz nowej ścieżki • ambasador marki Calvin Klein oraz Bvlgari • od dwóch lat wychowuje dobermana imieniem Baram 바람 • jedynak, od zawsze marzący o rodzeństwie • Live'y o niczym nadal sporą częścią jego życia • ambiwertyk • miłośnik nocnych spacerów • od dziecka idzie własną drogą • hobbystycznie trenuje boks i taniec • szczęście w pracy, brak szczęścia w miłości • właściwie dobre, spokojne życie • duma porażka rodziców • powiązaniainstagram • karta pierwsza

Na początku był dzieckiem idealnym. Taki egzemplarz z instrukcją obsługi: mówił, kiedy trzeba, chodził, gdzie kazali, sam wiązał buty i nie rozlewał soku na dywan. Uczył się jak szalony, w weekendy przegrywał z Chopinem na pianinie, a w poniedziałki potrafił przekląć po angielsku i francusku, choć oczywiście nigdy by tego nie zrobił, w końcu był chodzącą perfekcją. Nie pyszczył, nie kwestionował, wykonywał polecenia zanim jeszcze zostały wydane. I uśmiechał się. Zawsze.
A potem przyszła refleksja: A niby po co? Po co się uśmiechać, gdy w środku człowiek ma ochotę przewracać oczami? Po co być miłym dla cioci, której życiowym hobby jest wnikliwa analiza cudzych porażek? Po co mówić to, czego się nie myśli, tylko po to, by nikt się nie obraził?
I tak się zaczęło. Pierwszy tatuaż – rodzice nie odzywali się miesiąc. Rezygnacja z medycyny na rzecz… no cóż, czegokolwiek innego – cisza przez rok. Widzą go na okładkach? Odwracają wzrok. W jego mieszkaniu byli dwa razy. Ostatni raz, kiedy uprzejmie, acz stanowczo odmówił randki z córką koleżanki mamy.
Samotność? Trochę bolała. Brak rodzinnego wsparcia, porad z kategorii “Ja w twoim wieku…”, brak życzeń świątecznych i urodzinowych. To wszystko czasem uwierało bardziej niż zbyt ciasne nowe buty. Mieszkanie było za duże, za puste, zupełnie niepasujące do kogoś, kto z natury nosił w sobie słońce.
Więc sprawił sobie psa. I nagle życie stało się bardziej kolorowe. Zyskał czteronogiego współlokatora, który nigdy nie oceniał i zawsze cieszył się na jego widok. Poza tym były jeszcze live’y i rozmowy z obserwującymi, którzy śmiali się z jego żartów i kibicowali mu w codziennych bitwach z rzeczywistością.
Ostatnimi czasy jednak coś się zmieniło. Ten jego wewnętrzny reflektor, który zawsze świecił trochę za mocno, jakby przygasł o pół tonu. Coraz częściej wybiera ciszę zamiast ludzi. Jakby coś go od środka przytrzymywało, odbierało lekkość, z której zawsze był zrobiony. Trochę się wycofał, trochę zniknął, trochę przestał być tym, który pierwszy zagaduje i rozjaśnia pokój samą obecnością. Może to tylko kryzys, a może coś głębszego, coś czego jeszcze nie umiał tego nazwać. Wiedział tylko, że stoi w miejscu i że potrzebuje nowego wyzwania, impulsu, czegoś co znowu nada kierunek. Dlatego zawiesił karierę modela, bez wielkich słów, bez tłumaczeń. I wtedy pojawiła się propozycja: nowy, głośny serial na HBO. Przyjął ją, jakby łapał się czegoś, co może go jeszcze gdzieś poprowadzić.

ODAUTORSKO
Hej! Wracam po małej przerwie z lekko zmienionym Nathanielem, a może powinnam powiedzieć - zaktualizowanym xD Zapraszam do wątków - szukamy właściwie wszystkiego! Im więcej dramy i skomplikowania, tym lepiej! Nie gryziemy, mocno tulimy :D iwoyii@gmail.com
Kartę sponsoruje Jeon Jungkook. Mordką i piosenką "Too sad to dance".


Ostatnia aktualizacja: karta postaci, powiązania

01/05/2026

Majowa lista obecności

Czas na majową listę obecności, która będzie trwać:

od 1 maja do 5 maja,
do godziny 23:59


  1. Na listę obecności zobowiązani są wpisać się wszyscy autorzy, którzy chcą pozostać na blogu. Proszę o wpisywanie się z zalogowanego konta, podając imię i nazwisko postaci oraz, jeśli nie zostało to jeszcze zawarte w odpowiednich zakładkach, wykorzystywany wizerunek oraz wykonywany zawód wraz z przypisanym sektorem
  2. Osoby przebywające na urlopie nie muszą wpisywać się na listę obecności, jeśli jednak macie taką możliwość, jak najbardziej możecie dać znać, że jesteście. Z kolei osoby, których urlop kończy się w trakcie trwania listy obecności, muszą się na nią wpisać.
  3. Na listę obecności muszą wpisać się też autorzy, którzy dołączą na bloga w trakcie jej trwania.
  4. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, listę obecności można zasłonić kartą postaci lub postem fabularnym.
  5. Karty postaci autorów, którzy nie wpiszą się na listę obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych i będą widnieć tam do 10 maja włącznie. Po upływie tego terminu karty wraz z mailem zapewniającym dostęp do bloga zostaną usunięte.