Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

12/06/2026

[KP] I love to dig my own grave...

Hurt for no reason
I won't call you back
And then I pick you into pieces

Reilynn Bothwell

Biting the skin inside your cheek...
Starting to hate the way I speak
I look to you, our home's filled with unwanted guests

W jego oczach odbijało się to, co pragnęła ujrzeć (...). Wtedy jego usta, jak spragnione wody, zaczęły całować jej skórę…

In the beginning, there was Chaos, the abyss...

You can call it self-sabotage

Przez pół życia, mieszkając w Szkocji, szukała elfów i wróżek, goniąc za czymś, co nieuchwytne. Karmiła się wierzeniami, legendami i strasznymi opowieściami o mrocznych istotach, które nie lubiły pokazywać się ludziom, ale uwielbiały się psocić. Zaczęła więc pisać o elfach, wróżkach, wampirach, wodnych koniach i skrzatach, łącząc realny świat z tym, co niezwykłe i fantastyczne.

To, co pisała, nijak miało się do tego, co działo się w jej życiu. Jako piętnastolatka zaczęła kuleć, najpierw tłumaczono to przeciążeniem, później tym, że rośnie. Potem pojawiły się nocne bóle, obrzęk nad kolanem, wysoka gorączka, zaczęła też drastycznie chudnąć. Diagnoza przyszła jakiś czas później: osteosarcoma kości udowej. Przeszła chemioterapię, operację, kilka zakażeń i próbę ratowania lewej nogi, ale guz był zbyt rozległy. Ostatecznie lekarze zdecydowali o amputacji powyżej kolana.

Gdy miała szesnaście lat, przeprowadziła się z ojcem, po ciężkim rozwodzie rodziców, do Nowego Jorku, a tam znów trafiła do szpitala i właściwie jest tamtejszą pacjentką od ponad dziesięciu lat.

Będąc ograniczona przez chorobę, po prostu pisała – dużo, zbyt dużo, realizując każdy pomysł, który pojawiał się w jej głowie. Publikowała swoje wypociny, reklamowała się, brała udział w konkursach i w ten sposób w ciągu kilku lat stała się poczytną pisarką i milionerką – najprawdopodobniej każdy słyszał o Lynn R. Well, bo jej historie szybko stały się popularne, a niektóre z książek nawet zekranizowano. Pisze odważne historie, kreuje pewnych siebie brunetów z bliznami, szorstkich elfów i kobiety, które nie potrzebują ratunku, bo ratują się same.

I guess that's just a part of me

That I will always have to grieve

ur. 08.06.2000 r. w Szkocji od 2016 r. mieszka w Nowym Jorku, w Queens autorka bestsellerowych romantasy i powieści erotycznych, znana jako Lynn R. Well jej najbardziej rozpoznawalną serią jest Królestwo rzeczy utraconych w 2015 r. zdiagnozowano u niej osteosarcomę po amputacji lewej nogi powyżej kolana, korzysta z protezy i laski obecnie hospitalizowana z powodu podejrzenia przerzutów do płuc oraz powikłań po chemioterapii leczone farmakologicznie zaburzenia lękowe i depresja, bóle fantomowe oraz przewlekła bezsenność fanka memów, czarnego humoru i editów z bohaterami własnych książek

I'm hard to love

So fill up your lungs, you better run

Malcolm Bothwell

ojciec – 50 lat – architekt

Evelyn Ward

matka – 48 lat – aktorka teatralna

Maeve Callahan

najlepsza przyjaciółka – 28 lat – pianistka

Malcolm Bothwell
Evelyn Ward
Maeve Callahan

06/06/2026

[KP] leif it, mate


LEIF Z. ZWEIG
(24 lata, art director w Ogilvy New York)

Stary wyszedł po mleko i już nie wrócił, ale nie szkodzi. Pewnie i tak przyniósłby to z laktozą, której Leif nie toleruje. Zresztą po typie, który nazwał pierworodnego liść gałązka spodziewać się za wiele nie można. No, może poza fantazją i zdziwaczałym poczuciem humoru. Matka po dziś dzień woła syna drugim imieniem, a właściwie jego spieszczeniem – i tak z Zachary’ego robi z damska brzmiący Zooey.

Może ten liść gałązka jednak nie taki najgorszy. Przynajmniej jest heca. I można powiewać na wietrze, a potem opadać w losowych miejscach.

Nie miał nic, chciał mieć coś, więc nauczył się robić coś z niczego – łażąc po pchlich targach, lumpach, śmietnikach, kupując za bezcen szmergle z eBaya, które poprzerabiał na cacuszka z designerskim sznytem. Dobre oko, trochę sprytu, wrodzony talent do zmyślania i artystyczny warsztat wystarczają, by skręcać bzdurne reklamki i kampanie.

Plan jest taki: pokręcić się w agencyjnym świecie, zdobyć bajońskie sumy, a potem rzucić to i rzeźbić figurki z patyka. Realizacja: w toku.


04/06/2026

[KP] And I don't want the world to see me

Geneviev Ashworth
Gennie 一 30 lat 一 urodzona 31 listopada 1996 roku w Nowym Jorku 一 ratownik medyczny w New York - Presbyterian Hospital 一 mieszkanie przy Fort Washington Avenue 一 wieczory lubi spędzać przy dobrej książce 一  córka weterana wojennego oraz nauczycielki biologii一 sektor ochrony zdrowia 一 powiązania i historie

 

Czuje szybkie bicie serca, szum w uszach. Widzi tłum ludzi w okół niej, szepty o tym, co się stało. Spogląda na twarz młodej dziewczyny. Jest poobdzierana, z plamami krwi na skórze. Później widzi jej spojrzenie - przestraszone, szukające wsparcia, czekające na to dobrze przez wszystkich znane wszystko będzie dobrze. Wyciąga kilka potrzebnych rzeczy, opatruje rany, podaje leki uspokajające, monitoruje czynności życia. I w duchu cicho prosi, by ta młoda dziewczyna wyszła cało z tego wypadku, bo przecież przed nią jeszcze tyle życia i możliwych rzeczy do zrobienia. Nie lubi tego zdania, że wszystko będzie dobrze. Dlatego nie mówi go za często, za to prosi o opowiedzenie jakiejś historii, żeby odwrócić na moment myśli od bólu i chaosu wokół. Nie daje pewności, bo najzwyczajniej w świecie boi się, że przecież zawsze może kogoś nie uratować, nawet jeśli starałaby się z całych sił. 

Oddycha głęboko, opierając się plecami o chłodną ścianę budynku. Wypuszcza powoli dym z ust, który szybuje w górę. Ona też podnosi spojrzenie, patrzy na górujące nad nią budynki. Wybija szósta rano, a ona, zamiast iść do domu i odespać zmianę, rusza na siłownię, bo przecież w domu i tak nikt na nią nie czeka. 

Szukamy wszystkiego. Wizerunek: Hanna de la Vega. W razie czegokolwiek > pandaczerwona0@gmail.com

[KP] No rules, no mercy




 VALENTINO ALEXANDER BRANDT


25.12.1999, Los Angeles - Tatuażysta i właściciel jednego z najpopularniejszych salonów w Stanach -  Loft na Manhattanie -  Wolny duch 


„Masz bystre oczy, synu”. Te słowa, które matka szeptała przez piętnaście lat, brzmiały dla niego jak echo z innego wcielenia. Nadała mu imię świętego, wierząc, że stanie się ono tarczą, jednak to właśnie dom pełen alkoholowych oparów i matczynej słabości stał się jego pierwszym polem walki. Gdy matka zmarła – poczuł nie tyle żal, co chłodną ulgę. Od tamtego dnia jego życie stało się misją: chronić młodszą siostrę i za wszelką cenę nie stać się takim jak rodzice.

Ojciec, wiecznie nieobecny kierowca ciężarówki, był w ich życiu jedynie cieniem. Kiedy trzy lata temu przenieśli się do Nowego Jorku, ojciec zmarł niemal natychmiast po przyjeździe. Chłopak wtedy uznał to za ostateczne domknięcie rachunków z przeszłością. Właśnie wtedy podjął decyzję: „Valentino” umarł wraz z ojcem. W Nowym Jorku narodził się Alexander. To imię miało być grubą linią, która na zawsze odcinała go od świata, w którym dorastał w cieniu butelki i strachu.

Nowy Jork stał się dla Alexandra nową areną. Podczas gdy jego siostra odnalazła stabilizację, zakładając własną rodzinę i wchodząc w świat ciepła, którego on nigdy nie poznał, Alexander całkowicie oddał się obsesji. Tatuaż stał się jego nowym językiem. Jego studio w sercu metropolii nie jest miejscem pracy – to sterylna świątynia dyscypliny. Nie znajdziesz tam artystycznego nieładu; panuje tam surowy, zimny profesjonalizm.

Dziś jest monolitem. Każdy człowiek, który siada w jego fotelu, jest dla niego tylko płótnem, a nie istotą z historią. Emocje wyciął ze swojego życia jak zbędną tkankę, bo dla niego przywiązanie to błąd w oprogramowaniu, który zniszczył jego matkę i odebrał mu dzieciństwo. Jest twardy, bo życie zmusiło go do bycia niezniszczalnym. Jest silny, bo sukces stał się jedynym parametrem, który ma znaczenie.

Kiedy późną nocą zamyka drzwi studia, nie wraca do nikogo. Wraca do swojego uporządkowanego, pustego świata. W jego oczach, tych samych, które dwadzieścia siedem lat temu obserwowały upadek rodziny, wciąż czai się ten sam chłodny, analityczny błysk. Wygrał zakład z losem, zdobył sławę pod nowym imieniem, ale ceną za to zwycięstwo jest absolutna, wykalkulowana samotność. Alexander Brandt nie szuka szczęścia. Szuka kontroli. A sukces jest jedyną tarczą, która sprawia, że nic, co ludzkie, nie jest już w stanie go zranić.




And they say they know of darkness


But I have lived there all my life...


_______________________________________


Cytat z Tiger Army, na wizerunku Fabien Tietjen.


Cześć i czołem! ;) 

01/06/2026

Czerwcowa lista obecności

Czas na czerwcową listę obecności, która będzie trwać:

od 1 czerwca do 5 czerwca,
do godziny 23:59


  1. Na listę obecności zobowiązani są wpisać się wszyscy autorzy, którzy chcą pozostać na blogu. Proszę o wpisywanie się z zalogowanego konta, podając imię i nazwisko postaci oraz, jeśli nie zostało to jeszcze zawarte w odpowiednich zakładkach, wykorzystywany wizerunek oraz wykonywany zawód wraz z przypisanym sektorem
  2. Osoby przebywające na urlopie nie muszą wpisywać się na listę obecności, jeśli jednak macie taką możliwość, jak najbardziej możecie dać znać, że jesteście. Z kolei osoby, których urlop kończy się w trakcie trwania listy obecności, muszą się na nią wpisać.
  3. Na listę obecności muszą wpisać się też autorzy, którzy dołączą na bloga w trakcie jej trwania.
  4. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, listę obecności można zasłonić kartą postaci lub postem fabularnym.
  5. Karty postaci autorów, którzy nie wpiszą się na listę obecności, zostaną przeniesione do wersji roboczych i będą widnieć tam do 10 czerwca włącznie. Po upływie tego terminu karty wraz z mailem zapewniającym dostęp do bloga zostaną usunięte.