PABLOPaweł Wysocki, lat 35
Gdańsk - Nowy Jork, Greenpoint, 30 Kent Street - właściciel PW Constructions, małej firmy budowlanej zatrudniającej ok 10 pracowników - spec od wszystkiego i niczego - w NYC od ośmiu lat, dalej tłumaczy ludziom, że jest w nim t y m c z a s o w o - niby unika zobowiązań, ale przywiązuje się do każdego, kogo pozna - nie potrafi funkcjonować bez najbliższych mu ludzi i współpracowników - fan NBA i New York Knicks, często można spotkać go w MSG na meczu
Miał zostać w Nowym Jorku tylko kilka miesięcy, max pół roku. Zacisnąć zęby, zarobić portfel cały wypchany dolarami, wrócić do Polski i opowiadać, że american dream to bujda i na nim Nowy Jork wcale nie zrobił wrażenia. Osiem lat później połowa Greenpointu zna go jako Pabla, druga połowa ma zapisany jego numer telefonu jako emergency, a on sam prowadzi niewielką firmę budowlaną i nadal twierdzi, że w NYC jest tymczasowo.
Remontuje mieszkania, ratuje budowy i rozwiązuje problemy, zanim ich właściciele zdążą spanikować. Zawsze zna kogoś, kto zna kogoś. Potrzebny hydraulik w niedzielę? Pablo go załatwi. Przeprowadzka o szóstej rano? Przyjedzie swoim białym, rozklekotanym vanem. Ktoś stracił pracę, mieszkanie albo wiarę w ludzkość? Paweł zatrudni, znajdzie dach nad głową i wzruszy ramionami, gdy będziesz dziękować.
Jest głośny, rozmowny, bezpośredni i wszędzie zachowuje się tak, jakby był u siebie. Z klientami negocjuje z uśmiechem, z ekipą się droczy, a z nowo poznanym człowiekiem po dziesięciu minutach rozmawia jak ze starym kolegą. W Nowym Jorku zna kogoś niemal na każdej ulicy. Kierowcy dostawczy trąbią na jego widok. Właściciele polskich sklepów odkładają mu ulubione produkty (krówki ciągutki i Michałki!). Portierzy wpuszczają jego ekipę bez zbędnych pytań, a pracownicy innych firm podchodzą do niego po radę, nawet jeśli formalnie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Wychowany w Gdańsku, w Nowym Jorku znalazł się przypadkiem, gdy jego kuzynka zadzwoniła, że na już potrzebują fachowca przy budowie luksusowego hotelu w centrum Manhattanu. Paweł kupił bilet, spakował torbę i poleciał, przekonany, że wróci, zanim ktokolwiek zdąży za nim zatęsknić. To na tej budowie stał się Pablem, bo Paweł okazało się zbyt trudne do wymówienia przez portorykańskich robotników.
Dla klientów jest Pablem - fachowcem, który zawsze znajdzie rozwiązanie. Dla pracowników jest szefem, choć formalnie często nim nie jest, bo pracuje razem z nimi ramię w ramie i właścicielem firmy zdaje się być tylko w dniu wypłaty. Dla matki nadal pozostaje Pawełkiem, czego szczerze nie znosi.
Problem w tym, że Paweł od lat jest człowiekiem od ratowania wszystkich, a własne życie traktuje jak remont bez terminu zakończenia. Firma działa, ludzie go lubią, telefon nie przestaje dzwonić. Tylko on sam coraz częściej nie pamięta, kiedy ostatnio zrobił coś wyłącznie dla siebie. Potrafi naprawić pękniętą ścianę, uratować źle poprowadzoną instalację i przekonać klienta, że to nie katastrofa budowlana, że to się ogarnie.
Znacznie gorzej radzi sobie z myślą, że do ogarnięcia jest też jego własne życie.
_ _ _
Cześć i czołem! (kluski z rosołem, też). Nie było nas kilka lat na blogach, ale czasami chce się wrócić. Pablo jest do tańca i do różańca, zapraszamy wszystkich, szukamy wszystkiego, komplikacji też.
LEPIMY PIEROŻYNY
Twarzy użycza znany i lubiany Theo James; znajdziecie nas: shakespeare.is.not.dead@gmail.com
[No cześć!
OdpowiedzUsuńCzytając „jest głośny, rozmowny, bezpośredni i wszędzie zachowuje się tak, jakby był u siebie”, miałam takie, o, totalnie jak moja Rei xD
Paweł wydaje się spoko ziomeczkiem, takim do rany przyłóż, no i bycie złotą rączką to jednak sztos w tych czasach, więc pewnie jest rozchwytywany! I dobrze, trzeba robić hajsy w tym JuEsEj :D
Od siebie życzę wiele, wiele weny i samych wciągających wątków, a gdyby coś, to zapraszam właśnie do Rei, co prawda, nie wiem, czy Nowy Jork przetrwa spotkanie tych rozgadanych głów, ale jakieś ofiary muszą być...]
Reilynn Bothwell & Lavender Wong & Vasilisa Dragunova
[Magnus dałby sobie rękę uciąć, że nie skończy jak Paweł i on na pewno wróci do swojego pięknego kraju! Z drugiej strony, może dobrze wiedzieć, że niektórym się udaje znaleźć sobie miejsce, swoich ludzi, społeczność, bez względu na to, gdzie się znajdują.
OdpowiedzUsuńW razie chęci na wątek zapraszamy - jako że obaj są trochę oderwani, mogą się nieźle dogadać. Albo nie dogadać wcale. ]
Magnus Valtersson
[Pawełek jest cudny 🩵 Zauroczyłam się nim przy okazji sprawdzania karty postaci 🩵 Miałam tu swego czasu Jerome'a, który pracował w firmie budowlanej i chcę być przekonana, że pracował właśnie u takiego Pawełka, a nawet u samego Pawełka.
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, że w tym byciu cudnym Pawełek nie jest cudny sam dla siebie. Powinien być. Zasługuje na to. I mam nadzieję, że najdzie się ktoś, kto wtłucze mu to do tej cudnej głowy. Mam też nadzieję, że ta kilkuletnia przerwa skończy się kilkuletnim pobytem na blogach, tak dla równowagi 😉]
MAXINE RILEY & IAN HUNT
[Odezwałam się mailowo :D]
OdpowiedzUsuńRei Bothwell
[ O jaaa! Miło widzieć polaka na blogu! Paweł jest cudny! Mam nadzieję, że znajdzie w końcu czas dla samego siebie!
OdpowiedzUsuńZ moimi panami myślę, że bez problemu, by się dogadał, więc zapraszamy jeśli są chęci!
Dużo weny, ciekawych wątków i niezliczonych ilości krówek ciągutek! ]
Nathaniel Park & Caleb Williams
[Cześć! Jaki on się przesympatyczny wydaje 🩷Przybijam piątkę, bo sama też miałam długą przerwę od blogowania, ale z tym chyba trochę, jak z jazdą na rowerze - ciężko zapomnieć. Gdybyś miała ochotę na wątek to zapraszam do siebie ☺️]
OdpowiedzUsuńTamsin Passalis, Ivan Voronin
[ Tą kartę czyta się jak książkę ulubionego autora, jest taka lekka, kojąca, rozśmieszająca, po prostu wspaniała! Każde zdanie na swoim miejscu, jak ty to uczyniłaś?! I to zaskoczenie porządne, że Pablo jest Pawłem i pewnie jak większość z nas tutaj, również Polska jest mu bliska, ale miła odmiana, naprawdę ^^ Ukochuję także za wizerunek, boska robota ^^ I choć jestem typową dziołchą z gór, tak takie miejsca, jak jego rodzinny Gdańsk ubóstwiam, może nie za to, że jednak jest tam sporo mieszkańców i turystów, ale za dostęp do morza ;D
OdpowiedzUsuńChwilowy przystanek stał się miejscem, z którego zaraz nie odjedzie. Ma liczne zobowiązania. Dobrze prosperującą firmę. Czego zatem życzy się takiemu Pawełkowi? (Tak, musiałam użyć zdrobnienia używanego przez mamusię :D)
Chyba tylko tego, żeby w przerwie od licznych awarii, znalazł czas dla samego siebie. Bo chyba jak każdy z nas, to i Pablo ma jakieś życie poza pracą ^^
Sukcesów na blogu!]
VANESSA KERR
Rei nie była osobą od wielkich wyjazdów czy przygód, raczej od kawy, laptopa, zbyt długich zdań i bohaterów, którzy przeżywali emocjonalne załamania, zdrady i całą resztę dramatów. Góry, plecaki, „weź coś przeciwdeszczowego” oraz całe to podejrzane zjawisko nazywane aktywnym wypoczynkiem należały do tych osób, które uważały, że człowiek powinien wstać wcześnie zupełnie dobrowolnie.
OdpowiedzUsuńA mimo to zaplanowała ten wyjazd, tę wielką przygodę, namawiając Pawła, żeby wziął sobie wolne i w końcu odpoczął. Przygotowała sobie nawet płomienną przemowę o tym, jak wypoczynek może zdziałać cuda i że zdecydowanie jest mu potrzebny, bo za dużo pracuje, a Paweł, cóż, przytaknął. Nie wiedziała, czy to dlatego, że uznał ten pomysł za całkiem w porządku, czy po prostu miał dość słuchania tego, co mówiła o urlopie, słońcu i Bear Mountain. Tak czy inaczej, zgodził się, a skoro już się zgodził, Rei uznała, że absolutnie nie może tego zepsuć.
Poznała Pawła przez przypadek. Kiedy jej mieszkanie zalało, pojawił się najpierw jako fachowiec polecony przez znajomą, a potem jako ktoś, kto w którymś momencie przestał być wyłącznie „panem od remontu”. Może dlatego, że widział ją siedzącą w zalanym salonie, z mokrymi skarpetkami, laptopem kurczowo trzymanym przy sobie i miną, jakby ktoś właśnie umarł. Nie miała pojęcia, co spowodowało przejście z randomowego kolesia od rurek, zamków, przeciekających syfonów do kogoś, kogo z całą pewnością mogłaby nazwać dobrym znajomym. Ale Paweł miał w sobie coś irytująco... stabilnego. Nie w tym nudnym sensie, raczej takim, który sprawiał, że rzeczy przestawały wydawać się końcem świata, a zaczynały być zadaniem do wykonania. Zalana podłoga? Do osuszenia. Odpadająca farba? Do zdrapania. Zepsuty zamek? Do wymiany. I lubiła tę praktyczność, choć czasem wydawało jej się, że Paweł nigdy z niej nie wychodził, więc kiedyś ot tak zaproponowała mu kawę, potem wcisnęła mu kawałek kupionego sernika, a innym razem zamówiła pizzę. Być może ta przyjaźń zaczęła się właśnie od jedzenia. Rei miała swoją teorię, ale świat nie był gotów, aby ją usłyszeć.
Teraz jednak, wbijając wzrok w walizkę, zaczynała kwestionować własny optymizm co do tego wyjazdu. Na łóżku leżały trzy pary legginsów, jeansy, bielizna, bluza, kurtka przeciwdeszczowa, kostium kąpielowy, ręcznik szybkoschnący kupiony impulsywnie po przeczytaniu opinii w internecie, mała kosmetyczka, leki, ładowarka, powerbank, książka, której na pewno nie przeczyta, notes, drugi notes, awaryjny notes oraz gruby sweter, który nie miał sensu, ale wyglądał jak coś, co powinno się mieć, gdy było się daleko od domu. Do tego osobna torba na rzeczy związane z protezą.
— To wycieczka, a nie przeprawa przez Mordor, dasz radę… — mruknęła do siebie.
Dwadzieścia minut później Paweł stał pod jej kamienicą, a potem, gdy się przywitała z szerokim uśmiechem, a jej rzeczy zostały włożone do bagażnika, zajęła miejsce obok kierowcy. Dopasowała fotel do siebie, ustawiła telefon z nawigacją i od razu przejęła oficjalną funkcję osoby odpowiedzialnej za trasę, co samo w sobie było dość ryzykowne.
— No to co? Kierunek Mordor? — Posłała Pawłowi uśmieszek i kliknęła w ekran. Przez pierwszą godzinę wszystko szło podejrzanie dobrze. Miasto zniknęło, droga zrobiła się szersza, potem bardziej zielona. Za oknem przesuwały się drzewa, stacje benzynowe, małe miasteczka, pola i domy z ogródkami.
Usuń— Wiesz, że tak naprawdę jakoś za bardzo nie lubię takich wyjazdów? — zagadnęła, sięgając do plecaka po paczkę żelek i rozerwała opakowanie zębami, bo oczywiście tak było najszybciej. — To znaczy… lubię ideę wyjazdów i koncepcję świeżego powietrza, widoków, basenu i ogniska. Wzięłam nawet strój kąpielowy.
Przez chwilę grzebała w słodkościach palcami, aż wybrała zielonego żelka i podsunęła Pawłowi pod nos. Uznała, że ten będzie mu smakował najbardziej.
— Proszę. Żelek podróżny. Przyjmij, a nasza wyprawa otrzyma błogosławieństwo bożka cukrowego. — Trzymała go uparcie przy jego twarzy, czekając, aż otworzy usta albo przynajmniej zareaguje z godnością człowieka, któremu princess passenger próbuje właśnie wepchnąć żelka podczas jazdy.
Rei Bothwell 🚗🍬
[Odezwałam się na maila ;) ]
OdpowiedzUsuń[Ay, papi! Odważny ten Pawełek, skoro tak ochoczo weźmie na siebie tę gorętszą część temperamentu Valentiny. Albo sam jeszcze nie wie, w co się pakuje :D
OdpowiedzUsuńPaweł jest super, od razu da się go lubić i jestem przekonana, że przypadnie mojej pannie do gustu aż za bardzo, więc tym chętniej zgłaszam się na wspólne pisanie. Daj znać, czy masz jakieś pomysły na tę dwójkę, możemy również zrobić burzę mózgów mailowo, bo też co nieco mi się już zaczęło rodzić w głowie.]
Valentina Velasquez
Rei w ogóle nie przeszkadzało to, że Paweł był od niej starszy, właściwie rzadko kiedy takie rzeczy miały dla niej znaczenie, choć z całą pewnością był dojrzalszy od niej i to w wielu kwestiach. Nie chodziło nawet o wiek w papierach, tylko o sposób bycia. Paweł był po prostu praktyczny i wszystko traktował tak, jakby dało się to naprawić. Reilynn, tak dla kontrastu, potrafiła przeżyć mały kryzys egzystencjalny z powodu źle działającego zamka błyskawicznego, zagubionego kabla albo braku kawy w domu, bo to oznaczało, że musiała wyjść do sklepu. Ani trochę, w przeciwieństwie do Wysockiego, nie wykazywała się cierpliwością do rzeczy czy przeciekających syfonów. I być może trochę ją to irytowało, szczególnie gdy pozwalał jej trochę popanikować, aby później założyć niewidzialną pelerynę i wszystko to naprawić.
OdpowiedzUsuńAle ufała mu. Gdyby tak nie było, nie wiedziałby o jej prawdziwej karierze ani o tym, że to ona jest tą Lynn R. Well. Nie mówiła o tym głośno, bo nie chciała bawić się w sławę. Bestsellerowa autorka, prawa zagraniczne, ekranizacje, wywiady, ludzie piszący do niej o tym, jak jej książki złamały im serce – lubiła to, naprawdę, ale nie tak, żeby móc się obnażyć w ten najbardziej intymny sposób. Lynn R. Well była odważną pisarką, a Rei tylko kobietą, która potrafiła zgubić telefon w pościeli, żywić się kawą i tostami z serem i szynką. Nie było w niej niczego wow. Przede wszystkim jednak nie chciała, żeby ktokolwiek postrzegał ją przez pryzmat nazwiska z okładek. Pamiętała, że gdy Paweł się dowiedział… nie stało się nic dziwnego. Świat wciąż istniał, nie pojawiła się żadna czarna dziura ani nie zdarzyła się żadna anomalia czasowa, a potem już swobodnie mówiła mu o bohaterach, intrygach, pomysłach i ekranizowała sceny przy użyciu słodyczy, wykałaczek i słomek dołączonych do kawy.
Pamiętała o tym, że chciał zostać jednym z bohaterów jej kolejnego erotyka, ale musiała się w sobie zebrać, żeby to zrobić. Oczywiście, umiała pisać takie sceny; przystojny właściciel firmy budowlanej pojawia się w trzecim rozdziale bez koszulki, naprawia cieknący kran, ociera pot z czoła, a bohaterka obserwuje jego sylwetkę, pochłania wzrokiem każdy ruch, wyobrażając sobie, jak silne, męskie dłonie łapią jej szyję… jasne, nie byłoby problemu z tworzeniem spicy momentów. Pisała je nawet całkiem skutecznie, jeśli wierzyć komentarzom czytelniczek, wiadomościom prywatnym oraz jednej recenzji, w której ktoś napisał, że po rozdziale dwudziestym pierwszym musiał „przemyśleć własne małżeństwo”. Do dziś nie wiedziała, czy powinna czuć dumę, niepokój, czy może odpowiedzialność społeczną. Rei wiedziała, jak działało pożądanie w literaturze. Umiała zbudować napięcie, zatrzymać spojrzenie i sprawić, że jedno przesunięcie palców znaczyło więcej niż cały dialog. Potrafiła wykreować pragnienie tak, żeby czytelnik czuł je pod skórą, tyle że chyba obawiała się, że gdy stworzy w książce przystojnego właściciela firmy budowlanej, a Paweł to przeczyta, będzie zawiedziony, a nie chciała, żeby tak było.
Przyjęła kawę i upiła spory łyk, kiwając z uznaniem głową. Była smakoszką kofeiny. Miała swój ulubiony rodzaj i doskonale wiedziała, kiedy kawa smakuje jak mokry karton. Ta była dobra.
— Po pierwsze, nie „suszyłam głowę”, tylko prowadziłam kampanię informacyjno-motywacyjną… i społeczną pod hasłem: WOLNOŚĆ DLA WSZYSTKICH BUDOWLAŃCÓW! — poprawiła go natychmiast, opierając się wygodniej o fotel. — Gdybyś się nadal opierał, rzuciłabym w ciebie skarpetką, wtedy Zgredek byłby wolny.
Posłała mu rozbawione spojrzenie, marszcząc nos. Och, oczywiście, że pamiętała spam, który zrobiła, wysyłając mu link za linkiem. Mimowolnie wzięła jednego z żelków, najpierw odgryzła misiowy głowę, potem zjadła resztę.
— Po drugie... harcerska przeszłość, co? Ty byłeś harcerzem, ja szukałam elfów i wróżek w lesie — mruknęła, uśmiechając się lekko. — To znaczy, nie wiem, czy polskie harcerstwo przygotowała cię, aby spędzić ze mną tyle czasu, ale zakładam, że skoro przeżyłeś remont mojego mieszkania po zalaniu, to Bear Mountain nie powinno cię złamać.
UsuńPrzytrzymała żelka tak, żeby mógł zjeść całego, po czym cofnęła rękę. Uśmiechnęła się szerzej, słysząc, że wycieczka została pobłogosławiona, tak po bożemu, a skoro Paweł tak mówił, to tak musiało być, choć gdyby ktoś ją zapytał, to zdecydowanie bardziej wierzyła w Wysockiego niż Boga, bo wątpiła, aby Bóg pomógł jej kilka lat temu z zalanym mieszkaniem. Wyciągnęła z paczki kolejnego żelka i podsunęła mu pod nos, dzieląc się prowiantem; wiedziała, że Pawłem był łasuchem i czasem niecnie to wykorzystywała, gdy chciała mu podziękować za pomoc w domu.
— Rzeka Delaware? — Zjadła swojego żelka w podobny sposób co chwilę temu i kiwnęła głową. — Może wtedy nauczysz mnie jakiś harcerskich sztuczek, a ja powiem, gdzie szukać tych nieszczęsnych wróżek? — Przewróciła oczami z rozbawieniem. — Wiesz, że szkockie wróżki nie są słodkimi, błyszczącymi istotkami, które mieszkają w kwiatach i rzucają brokatem? W Szkocji wróżki są raczej jak bardzo stare, bardzo obrażalskie istoty ze skłonnością do porywania ludzi.
Zerknęła w jego stronę, jakby upewniała się, że słuchał. Zawsze to robiła. Gdy widziała, że ktoś raczej nie miał ochoty wysłuchiwać jej bajek, to zazwyczaj nie kontynuowała, bo po co mówić coś, co i tak zostanie zapomniane?
— Czyli, mówiąc prościej, jeśli kiedyś zobaczysz piękne światło nad torfowiskiem albo usłyszysz muzykę dochodzącą spod ziemi, to… po prostu nie idź tego sprawdzić. — Wzruszyła ramieniem. — Są wzgórza, pod którymi miały mieszkać całe dwory wróżek. Piękne, niebezpieczne, kompletnie pozbawione ludzkiego poczucia czasu. Wchodzisz tam na jedną noc, tańczysz, pijesz coś, czego absolutnie nie powinieneś pić, a kiedy wychodzisz, okazuje się, że minęło sto lat, wszyscy twoi znajomi nie żyją, a ty nadal masz kaca.
Rei Bothwell 🧚♀️