VANYA
IVAN SERGEYEVICH VORONIN ••• 08/07/1997 Sankt Petersburg ••• absolwent New York University of Law ••• pracuje w międzynarodowej firmie inwestycyjno-doradczej Triarch Capital jako młodszy prawnik ••• syn rosyjskiego oligarchy i niedoszłej reprezentantki Białorusi w gimnastyce artystycznej ••• koszykówka ••• większość życia w rozkroku między rodzinnym Petersburgiem a Nowym Jorkiem ••• trzy siostry, dwie starsze i jedna młodsza, jeden starszy brat ••• pianista-amator ••• bękart ••• w Stanach od dwudziestu lat ••• mieszkanie na Upper East Side •••
Pierwsze lata życia spędził na komunistycznym osiedlu szarych bloków, wolny czas dzieląc między treningi judo a obijanie z kolegami na trzepaku wewnątrz podwórka. Robili konkursy plucia na odległość, grali w piłkę na boisku bez bramek i podkradali dorosłym papierosy, wypalając je pospiesznie za śmietnikową wiatą. Miał wtedy dosłownie zero zmartwień, bo mama była zawsze uśmiechnięta, w domu zawsze czekała ciepła zupa a pod koniec dnia książka. Chociaż nie przyznawał się do tego osiedlowym kumplom, to lubił czytać i czytał dużo, głęboko do serca biorąc słowa, którymi uraczył go nieobecny ojciec; synu, kto czyta ten żyje podwójnie. Nie sądził, żeby Sergey wymyślił to sam, ale były to mądre słowa, bo faktycznie książki pozwalały mu na bezbolesną, pozbawioną konsekwencji ucieczkę od szarej codzienności.Szarej codzienności, która uległa całkowitej zmianie, gdy ojciec postanowił uznać go jako swoje dziecko i przyjąć do rodziny, ale bez towarzystwa wiecznie uśmiechniętej matki. Jako chłopiec miał w sobie dużo żalu i złości za to, że został przekazany z rąk do rąk, jak rzecz, ale z czasem zrozumiał decyzję matki. Pragnęła, by w jego życiu prócz odcieni szarości, w zasięgu ręki znalazły się inne kolory i dlatego spakowała wszystkie jego rzeczy w walizkę, specjalnie kupioną na jego pierwszy w życiu lot, aż za ocean, do zepsutej kapitalizmem Ameryki.
Dwie starsze siostry zawsze krzyczały głośniej od niego, przekrzykując nawet najstarszego brata. Jedynie ojciec, który nigdy nie musiał krzyczeć, potrafił przebić się przez ich plątaninę słów, gestów i ciągłego narzekania przez podniesienie ręki, kiedy jego żonie brakowało już do tego sił. Ona nawet nie musiała unosić ręki, bo wystarczyło jedno mordercze spojrzenie, by wszyscy siedzieli cicho, ale lubiła, kiedy jej mąż czuł, że ma władzę nad rodziną, podobną do tej którą miał nad innymi ludźmi. On czuł się wtedy ważny, a ona czuła się dobrą żoną, która potrafiła dowartościować przewartościowanego człowieka.Nie uniósł się dumą, choć wszystko, co miał, zawdzięczał ojcu. To ojciec opłacił jego uczelnię i utrzymanie w trakcie studiów. To dzięki jego wpływom znalazł staż. Bez sprzeciwu przyjął pracę w ojcowskiej firmie i zamieszkał w mieszkaniu, które również dostał od niego. A jednak zamiast błyszczeć jak reszta rodzeństwa, ochoczo brylować w towarzystwie on wybrał trzymanie się na uboczu. Pracuje ciężko, choć nikt tego od niego nie wymaga, utrzymuje mamę, którą sprowadził do Stanów po wybuchu wojny i każdego dnia ma nadzieję, że kiedyś w końcu poczuje się wolny od odpowiedzialności, o którą nigdy nie prosił.
Przez lata życia z ludźmi, którzy nie mieli świadomości tego, co mają, nauczył się przybierać maskę zblazowanego, młodego człowieka. Maska ta jego ojca doprowadza do szewskiej pasji, macochę do skrętu kiszek, a jego własną matkę do dumy. Bo ona wie, że wewnątrz wciąż ma w sobie małego Vanyę, co to cieszy się z lodów na patyku, szarych bloków i talerza ciepłej zupy.
Odautorsko
Witam serdecznie i zapraszam :) Postać stworzona spontanicznie, mam też nadzieję, że takie będą jej wątki; nie wiem, czy jest miły, bo gryzie z całą pewnością
można mnie znaleźć tu: highoctanewater@gmail.com
Poniższe wpisy mogą zawierać treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.

[Ivan zdecydowanie jest… Groźny! :D
OdpowiedzUsuńVibe brudnego podwórka z przepychem, władzą i złotem to coś, co naprawdę zachwyca, szczególnie jak już się przeczyta historię Ivana i ma się obraz, że może i gryzie, ale ma też miękkie serduszko, kiedy trzeba, o! I totalnie rozumiem, że przyjął te bogactwa od ojca, bo to jednak dało mu szansę, aby zadbać o siebie i mamę.
Od siebie życzę wiele, wiele weny i samych spontanicznych, wciągających wątków, ale coś czuję, że akurat takowych Ci nie zabraknie :D Może tylko niech każdy wykupi sobie ubezpieczenie, zanim podejdzie do Ivana xD]
Vasilisa Dragunova ⛸️✨
[Ależ kiedyś miałam crusha na tego typu postaci - z takimi imionami i wizerunkami. Sasha i Ivan nadal w mojej czołówce, więc nie mogę przejść obojętnie. :D
OdpowiedzUsuńNo i jak miałabym nie zostawić śladu pod Twoją kartą? ;>
Zresztą świetną kartą. Vanya chwyta za serce. Jest zwyczajny i niezwyczajny jednocześnie. Naprawdę cudowna kreacja, a od zdjęcia nie mogę oderwać wzroku.
Jeśli coś, to wiesz, gdzie mnie szukać. Baw się dobrze i z Ivanem. ♥]
Andrea Wilson, Debbie Grayson, Olivia Fitzgerald & Evan Roth
Różne to zabawy za dzieciaka się miało, ale to plucie na odległość przebiło moje jakiekolwiek wyobrażenia. Tego nie znałam i dzięki Ivanowi zostałam wprowadzona w trochę inny, już na jego etapie dzieciaka/nastolatka w mroczny świat! ^^ Jak ja rozumiem miłość Ivana do książek, pod tym względem byśmy się mocno dogadali, bo ja czasem jak usiądę w fotelu, nakryję się kocykiem, to znikam na dobre, wdzierając się w różne historie.
OdpowiedzUsuńWyszedł Ci ten chłopak idealnie nieidealny ^^ Też nie pogardziłabym tym wszystkim, co dostał od ojca, bo na pewno łatwiej dzięki temu, co ma, było mu sprowadzić mamę na bezpieczny teren. Fajny chłopak, naprawdę fajny chłopak i wierzę, że mnóstwo bardzo ciekawych wątków Was czeka ;D
Sukcesów na blogu! ^^]
NATALIE HARLOW i VANESSA KERR
[Szare bloki, lody na patyku i zupa są super, a ten chłopak wyszedł Ci bardzo kolorowo! Spontaniczne pomysły są super, postacie, które wyskakują same z głowy tym bardziej, więc bawcie się dobrze! 💖 Pięknie stworzyłaś to zestawienie bogatego ojca i pracowitego syna, trzymam kciuki, że on sam się dorobi i nie będzie musiał oglądać na nikogo! W razie chęci, zapraszam do siebie, jeśli masz chęć i miejsce dla mnie, mogę zaproponować jakieś turbulencje 🤭]
OdpowiedzUsuńLily / Emma
Vasya nie od zawsze uległa temu, by być perfekcyjna, zmieniło się to, gdy była jeszcze dzieckiem. Doskonale pamiętała ten moment, kiedy zrozumiała, że chce wygrywać, a zwycięstwo kogoś innego powodowało złość i bolesny uścisk w klatce piersiowej – nigdy więcej nie chciała się tak czuć, dlatego, jeszcze w Moskwie, robiła wszystko, aby zadowolić nie tylko swoją trenerkę, ale też swojego wewnętrznego demona, który pragnął coraz więcej i więcej.
OdpowiedzUsuńOstatecznie stała się definicją perfekcji, zawsze przygotowana, zawsze oddana treningom i poddająca się rękom trenerów, by skakać wyżej i lepiej, obracać się szybciej, lądować czyściej i wyglądać tak, jakby wcale nie czuła się zmęczona. Z czasem zmusiła ciało do absolutnego posłuszeństwa; do tego rodzaju dyscypliny, w której ból, zmęczenie i strach przestają mieć znaczenie, jeśli to miało zapewnić jej złoto.
Katorżniczy trening za treningiem, restrykcyjna dieta, pilnowanie kalorii – to był cały jej świat. Zamknęła w łyżwiarstwie całą swoją egzystencję, wiedząc, że jeśli zacznie opuszczać gardę i sobie pobłażać, podium zajmie ktoś inny. Vasilisa, oczywiście, zdawała sobie sprawę z tego, że jest coraz starsza, że łatwiej było skakać raczej młodszym dziewczynom, ale to nie oznaczało, że zamierzała się poddać, co udowodniła, wygrywając w 2025 roku mistrzostwa świata i Grand Prix.
Odkąd została kontuzjowana, wszystko nieco się rozsypało. Po pierwsze nie przewidziała tej kontuzji, więc świadomość tego, że jej ciało gdzieś pękło, była niemal oburzająca i irytująco dotkliwa. Po drugie czuła, że z czegoś ją odarto; kontuzja odebrała jej lód, cały ten rytm, w którym działała przez lata, aż Vasya miała wrażenie, że za chwilę zniknie też część jej samej; dokładnie ta część, która istniała tylko po to, żeby trenować i wygrywać. Teraz zostały jej ćwiczenia rehabilitacyjne, które wydawały się upokarzająco skromne w porównaniu z tym, do czego była przyzwyczajona. Nienawidziła sytuacji, w której się znalazła, a najbardziej nienawidziła tego, że tym razem jej upór nie naprawiał wszystkiego, bo nie chodziło już o to, aby przekroczyć kolejną ze swoich granic.
Rehabilitacja przynosiła jednak efekty i Vasya jeździła coraz częściej. Cel był prosty: wrócić i zdobyć złoto podczas sezonu 2026/27, bo nic innego nie wchodziło w grę. Vasya nigdy nie umiała myśleć o powrocie tylko połowicznie. Nie po to znosiła rehabilitację, ból i upokarzającą ostrożność, żeby jedynie się pokazać. Chciała wrócić silniejsza, pewniejsza siebie, znów groźna dla wszystkich tych, którzy zdążyli uwierzyć, że jej kontuzja cokolwiek zakończyła. Wciąż była Vasilisą Dragunovą i zamierzała zgarnąć każdy złoty medal w najbliższym czasie.
Będąc zawsze gdzieś między lodowiskiem a ciągłym biegiem, miała raczej niewielu znajomych i jeszcze mniej bliższych osób, które faktycznie wiedziałyby o niej coś więcej. Z Valerią znała się właściwie od dziecka i była jej najlepszą przyjaciółką – przez te lata miały zdecydowanie rzadszy kontakt, bo Vasya była zajęta karierą i sportem, a jakiś czas później Lera zaczęła studia. Dlatego gdy zaproponowała wyjście do klubu, bo akurat to jeden z tych piątków, które były wolne, Dragunova nie zastanawiała się długo. Odpisała przyjaciółce, że przyjdzie i że już nie może się doczekać nowych ploteczek.
Vasya ubrała do klubu czarny, krótki top, który podkreślał linię jej ramion i odsłaniał brzuch, oraz długą, lejącą spódnicę z satyny. Całość była dość prosta, nieco elegancka, ale z pazurem – Dragunova nie ubierała się tak często, ale skoro miała okazję się wystroić, po prostu to zrobiła. Jej szyję ozdabiał srebrny, ciężki łańcuszek z czerwonym sercem, a ramię mała czarna torebka, do której upchnęła telefon komórkowy, portfel i paczkę chusteczek higienicznych.
UsuńPod PHD Rooftop Lounge pojawiła się punktualnie o dwudziestej. Wieczór był chłodny, ale przyjemny. Światła miasta odbijały się w szybach i karoseriach zaparkowanych samochodów. Przed wejściem kręciło się już kilkanaście osób. Vasya, z dłońmi wsuniętymi w kieszenie cienkiego płaszcza, podeszła do Valerii, która stała bliżej barierek.
— Długo czekałaś? — Dragunova uśmiechnęła się do Lery i złapała przyjaciółkę pod ramię, wchodząc do zatłoczonego klubu. W środku od razu uderzyło je ciepło, zapach perfum i alkoholu. Muzyka miękko pulsowała, rozlewając się wokół, a kolorowe neony odbijały się w lustrach i kieliszkach.
Vasilisa Dragunova 🪩🍸
Lily jest osobą pełną pasji i radości życia, obdarzoną dużą wrażliwością i szczerością. Nie boi się mówić otwarcie tego, co naprawdę lubi i czego pragnie, co czyni ją autentyczną i bliską innym. Jednocześnie jest osobą niezwykle czułą i potrzebującą wsparcia oraz aprobaty ze strony najbliższych, szczególnie gdy stoi przed nowymi wyzwaniami. To właśnie te emocje i potrzeba bezpieczeństwa sprawiają, że często szuka oparcia u swoich bliskich, by zyskać pewność siebie i odwagę do podjęcia kolejnych kroków.
OdpowiedzUsuńW pracy Lily jest osobą obowiązkową i rzetelną, zawsze można na nią polegać. Choć czasami bywa trochę wszędobylska i lubi wiedzieć, co dzieje się wokół niej, jej zaangażowanie wynika z troski o sprawy firmy i współpracowników. Często wnika w szczegóły, bo chce mieć pełen obraz sytuacji i czuć się pewnie w swoim środowisku. Jednak za tym profesjonalnym obliczem kryje się również jej wrażliwa dusza, która potrzebuje zrozumienia i akceptacji.
Pewnego dnia, podczas spotkania z jej szefem, przypadkiem poznała Ivana – młodego mężczyznę, który pojawił się w jej życiu nieoczekiwanie i miał zniknąć równie szybko, jak się pojawił, ot kolejny klient. Gdy później, korzystając z okazji, że miała akurat po drodze, przyniosła mu do firmy dokumenty, nie miała pojęcia, że ta drobna przysługa zapoczątkuje serię nieprzewidzianych zdarzeń. Kolejne spotkanie, tym razem przy lunchu, oraz ich rozmowy wydawały się być zwykłą wymianą uprzejmości, po kolejnym spotkaniu dotyczącym współpracy– Lily nie dostrzegała jeszcze, że wokół niej zaczynają krążyć plotki. Gdy dowiedziała się, że w jej firmie rozeszły się pogłoski o jej rzekomym romansie z przedstawicielem klienta, poczuła ogromny niepokój. Wiedziała, że to nieprawda, że ich kontakt był jedynie zawodowy i przypadkowy, jednak dla otoczenia była to informacja, która mogła zniszczyć jej reputację i karierę.
Wpadła w popłoch, nie w szaleństwo czy wściekłość , lecz w głęboki lęk, że wszystko, na co pracowała, może legnąć w gruzach. Lily zdała sobie sprawę, że musi koniecznie wyjaśnić sytuację i zapobiec narastającemu nieporozumieniu. Praca w korporacji dawała jej stabilność finansową i możliwość refleksji nad przyszłością – czy chce kontynuować ten styl życia, czy może czas na zmianę, na odważne tworzenie własnej drogi. Marzenia o własnej działalności, spełnieniu i niezależności były dla niej równie ważne, co bezpieczeństwo, jakie dawała pensja z firmy. Jednak ryzyko rzucenia wszystkiego i pójścia w nieznane wydawało się ogromne – mogła utonąć w niepewności i trudach nowego startu. Na dodatek wszystko to, nad czym rozmyślała, nie miały prawa bytu i żadnego sensu w oczach jej bliskich i od nich w tej sferze nie otrzymywała nigdy wsparcia, musiała więc zadbać o swoje stanowisko.
Dlatego też w kolejne czwartkowe popołudnie, Lily postanowiła działać. W pośpiechu wyszła na lunch, aby zdążyć na spotkanie w przerwie w innym, prestiżowym wieżowcu. Zamówiła ubera i poprosiła o szybki kurs do budynku Triarch Capital. Podczas jazdy windą do wyznaczonego piętra, od razu zdecydowała się zadzwonić do Ivana – znała jego numer, bo wymieniali dokumenty i utrzymywali kontakt w sprawie służbowej współpracy. Gdy po trzecim sygnale odebrał, bez wstępów, powiedziała:
– Jestem przez ciebie w tarapatach. Wjeżdżam do twojego biura, spotkajmy się przy drzwiach. – Nie obchodziły jej spojrzenia zaskoczonych ludzi wokół; była zdeterminowana, by ratować swoją reputację i wyjaśnić sytuację.
Po wyjściu z windy poprawiła beżowy trencz, błękitną apaszkę pod szyją i zaciskając palce na jasnobrązowej torebce, skierowała się szerokim korytarzem ku głównemu wejściu do firmy, gdzie powinien czekać na nią Ivan. Jej wysokie szpilki rytmicznie stukały o twardy gres, odzwierciedlając jej zdenerwowanie i determinację. Miała nadzieję, że jej rozmówca nie spuści jej na drzewo i nie odwróci się od niej w najmniej odpowiednim momencie. Przekonana, że musi wyjaśnić wszystko i odzyskać spokój, gotowa była stawić czoła tym plotkom i szybko to wszystko zakończyć.
Lily 💣
Nie imprezowała często w klubach, owszem, pojawiała się podczas mniejszych lub większych eventów, zazwyczaj jako twarz konkretnych marek lub gość, ale wtedy nie chodziło jedynie o zabawę. Pilnowała się i tego, co mówiła, jak mówiła i z kim rozmawiała – nie chciała sobie zaszkodzić, bo nawet jeśli była cenioną łyżwiarką figurową z wygranymi mistrzostwami, to opinia publiczna potrafiłaby jej zaszkodzić, gdyby zrobiła coś moralnie złego. Miała raczej opinię utalentowanej, młodej kobiety i większość widziała w niej dumę narodową; reprezentowała Stany Zjednoczone i wygrywała, czego chcieć więcej? Teraz jednak, będąc tutaj z Lerą, miała ochotę po prostu potańczyć i napić się kilku kolorowych, słodkich drinków, aby następnego dnia mieć wyrzuty sumienia, że przyjęła tyle pustych kalorii.
OdpowiedzUsuńPrzecisnęła się z Valerią przez tłum, rozglądając się wokół. Kilka spojrzeń skierowało się prosto w jej stronę – Vasya uśmiechnęła się pod nosem, raczej wątpiła, aby ktokolwiek tutaj rozpoznawał w niej tę Vasilisę Dragunovą, ale męskie zainteresowanie zawsze było miłe, o ile to ona kontrolowała sytuację. Nie lubiła zbyt nachalnych mężczyzn ani takich, dla których relacje były jedynie przyjemnością a nie odpowiedzialnością. Zazwyczaj jednak nie pozwalała sobie, żeby przekroczyć pewne granice. Owszem, czasem dawała swój numer jakiemuś chłopakowi, ale doskonale wiedziała, że nic z tego nie będzie, bo zbyt ceniła swoją karierę i sport, żeby stać się pełnoetatową dziewczyną.
Szła za Lerą w stronę baru, nie spodziewając się towarzystwa, ale nie przeszkadzałoby jej to, gdyby przyjaciółka zaprosiła swoich znajomych. Gdy przeciskały się przez tłum, Valeria zdążyła jedynie powiedzieć, że ten łysy to jej starszy brat. Uśmiechnęła się więc w stronę wysokiego chłopaka, który ruszył w jej stronę i… po prostu ją zignorował, wyminął i przywitał Valerię, czego ani trochę się nie spodziewała. I nie chodziło o to, że oczekiwała jakiegoś specjalnego kłaniania się, ale dobre maniery wymagały chociaż rzucenia krótkiego cześć i przedstawienia się, choć to nie był aż tak ogromny problem, bo Vasya szybko w swoich myślach nazwała mężczyznę dupkiem.
— Tak, przez cały czas kłamałam i Vasya tak naprawdę nie istnieje — stwierdziła Valeria, a potem rozejrzała się teatralnie wokół, omijając wzrokiem stojącą nieopodal Dragunovę. Widząc jej zimną, porcelanową minę, musiała powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Wcale nie dziwiła się, że był czas, kiedy Vasilisa była nazywana królową lodu, bo gdy się denerwowała, potrafiła zamrażać zaledwie jednym spojrzeniem.
Vasya zdawała sobie sprawę z tego, że Lera świetnie bawiła się jej kosztem i w jakiś sposób mogło to być całkiem zabawne, tyle że łyżwiarka się nie śmiała, a była raczej poirytowana.
— Nie wiedziałam, że masz w rodzinie kogoś, kto ma poważny problem ze wzrokiem, Lera — odezwała się Dragunova, również po rosyjsku. Była świadoma tego, dlaczego mężczyzna zadał to pytanie w tym języku; niekiedy, gdy nie chciała, aby ktoś zrozumiał jej rozmowę czy wyrażane głośno wyrzuty, mówiła po rosyjsku, co wciąż przychodziło jej naturalnie, mimo że od ósmego roku życia mieszkała w Nowym Jorku.
— To właśnie moja koleżanka, którą sobie wymyśliłam — wtrąciła Lera, łapiąc łyżwiarkę pod ramię. — Vasya, to Ivan, mój brat. Ivan, to Vasilisa.
Gdy Valeria pociągnęła ją trochę w swoją stronę i stanęła naprzeciwko mężczyzny, była zmuszona zadrzeć nieco głowę, aby móc spojrzeć mu w oczy i posłać mu niechętne spojrzenie, zupełnie jakby przez całą sytuację stał się jej najgorszym wrogiem, choć pewnie jeden drink wystarczy, aby o tym zapomniała. Poza tym nie przyszła tutaj po to, aby przekomarzać się z bratem Valerii, a po to, żeby zapomnieć o wszystkim tym, co przyniósł jej początek 2026 roku, nawet jeśli oznaczało to, że będzie zmuszona spędzić trochę czasu w towarzystwie rosyjskiego dupka.
Usuń— Ivan? Jak Ivan Groźny? W twoim przypadku to bardziej Ivan Bez Manier — stwierdziła, wciąż mówiąc po rosyjsku, a kącik jej ust zadrżał od chłodnego rozbawienia. Uniosła przy tym lekko brew, mierząc mężczyznę uważnym spojrzeniem, jakby właśnie doszła do wyjątkowo trafnego i całkowicie zasłużonego wniosku.
Vasilisa Dragunova 👺🍹
Jej pracą było łyżwiarstwo, choć tak naprawdę nigdy nie musiała przejmować się pieniędzmi i pracować gdzieś dodatkowo, żeby móc kupić łyżwy czy strój. Ojciec był dobrym chirurgiem, a matka byłą lekkoatletką, która obecnie spełniała się jako coach sportowy, więc jedyne, co musiała robić, to udowodnić, że jest w czymś dobra. Jegor nie lubił się narzucać, ale pragnął, aby Vasya i Jelena odnalazły własną drogę i osiągnęły coś znaczącego, żadnej nie zmuszał do medycyny i nie próbował przekonać którejś do tego, że sport to wcale nie tylko dobra zabawa i zwycięstwa. Vasilisa zrozumiała to bardzo szybko i od tamtej pory była jedną z najlepszych łyżwiarek figurowych swojego pokolenia.
OdpowiedzUsuńVasya nie próbowała chwalić się luksusem, ale lubiła swoje wygodne życie; lubiła to, że może kupić sobie dowolną rzecz, nie przejmując się pieniędzmi, lubiła to, że mogła ułatwić sobie życie, często wybierając catering, który bywał zbawieniem, gdy trenowała po kilkanaście godzin dziennie, czy sięgając po pomoc osoby sprzątającej. Nie miała zbyt wiele czasu, żeby sprzątać i właściwie dbać o apartament, a uwielbiała, kiedy było czysto. I nie czuła się z tym źle, po prostu korzystała z tego wszystkiego, żeby móc poświęcić się bez żadnych wymówek swojej karierze.
Jeśli chodziło o pochodzenie, Vasilisa nigdy nie czuła się gorsza od reszty, wciąż miała rosyjski akcent, gdy mówiła po angielsku, szczególnie kiedy się irytowała lub była zła, i nigdy nie próbowała ukryć, że jest z Rosji, choć to nie tak, że była też szczególnie przywiązania do rodzimego kraju. Ale to tam się urodziła i odkryła miłość do łyżwiarstwa figurowego, więc kiedy myślała o dzieciństwie, mimowolnie wracała do momentów, w których dopiero uczyła się jeździć, była wtedy nic nie znaczącą amatorką.
To, że była z Rosji, wcale nie sprawiało, że wydawała się mniej atrakcyjna, jednak w Nowym Jorku spotkała się z opinią, że rosyjskie dziewczyny ceniły sobie przede wszystkim luksus, pieniądze i złoto – i w jakiś sposób Vasya się z tym zgadzała. Rosyjskie dziewczyny uwielbiały błyszczeć i nawet nie próbowały tego ukrywać, często związując się z bogatymi i wpływowymi mężczyznami. Vasilisie jednak nie imponował ani status, ani majątek; nie była zwykłą dziewczyną i świetnie sobie radziła jako singielka. I zdecydowanie miała w sobie mniejszą romantyczność niż Lera, bo przyjaciółka często jej zarzucała, że mogłaby być bardziej dostępna, a nie zgrywać wiecznie królową lodu, bo zanim się obejrzy, zostanie starą panną z kilkunastoma kotami.
Dostrzegła, gdy mężczyzna uniósł brew, być może nie spodziewając się tych słów, ale wcale się nie obraził, tylko odpowiedział dość złośliwie, co sprawiło, że Vasya postanowiła mu nieco odpuścić. Przewróciła oczami, słysząc, jak nazwał ją elfem, choć czuła, że gdyby nie to, że Valeria była tuż obok, nazwałby ją co najmniej skrzatem ogrodowym albo smerfem, który zgubił się gdzieś po drodze. Vasilisa była niska, owszem, ale to akurat najbardziej charakteryzowało łyżwiarki figurowe, oprócz, oczywiście, tego, że były po prostu drobne. Restrykcyjna dieta, ważenie trzy razy dziennie – Vasya umiała liczyć kalorie już jako mała dziewczynka. Mniejsza waga, lepsze efekty.
Nie speszyła się, gdy zmierzył ją wzrokiem, choć nie do końca wiedziała, co mógł sobie o niej pomyśleć, a kiedy uprzejmie się z nią przywitał, wyciągnęła do niego rękę, aby zacząć od czystej karty. Nie chowała w sobie urazy za to, że bezczelnie ją zignorował, a teraz, gdy jednak okazał się nie aż tak wielkim dupkiem, trochę zaczynało ją to bawić.
— Ciebie również miło poznać — odpowiedziała grzecznie, zabierając rękę, a potem odwróciła głowę w stronę Valerii, która postanowiła uświadomić Ivana, kim była wymyślona przyjaciółka, z którą się dzisiaj spotkała.
UsuńVasya zasłoniła usta palcami i parsknęła cicho, słysząc o tym, że Lera oglądała jej wszystkie występy, a przy okazji męczyła tym całą swoją rodzinę. Doceniała jej wsparcie, naprawdę je doceniała, a widząc te wszystkie SMS-y od przyjaciółki, które sprawdzała już po programie, odpisywała jej niemal od razu.
— Spróbujmy z Ivanem, później zastanowię się nad tym, czy Groźny, czy może jednak Bez Manier — odparła, dostrzegając jego ruch, gdy do niej mówił, bo nachylił się do niej nieznacznie, co tylko pozwoliło jej spojrzeć mu w oczy.
Kiedy Ivan spytał, czego się napiją, Vasilisa zbliżyła się do baru, żeby złapać za kartę menu i zobaczyć, co jest w ofercie.
— Dla mnie dirty martini — powiedziała, zwracając się do barmana, a Lera powtórzyła to samo zaraz po niej.
— Nie przedstawisz nas? — wtrącił jeden z amerykańskich kolegów Ivana, którego spojrzenie przeskakiwało od Vasilisy do Valerii, jakby nie mógł się zdecydować, gdzie ulokować wzrok.
Vasilisa Dragunova 🧝🏻🍸
Vasilisa słyszała co nieco o Gaborze, bo Lera wspomniała o chłopaku, gdy od czasu do czasu pisały dłużej, wymieniając się plotka za plotkę, choć łyżwiarka raczej nie miała zbyt pikantnych sekretów i jedyne, co mogła powiedzieć przyjaciółce o swoim życiu miłosnym, to tylko to, że ostatnio musiała poradzić sobie z naprawdę nachalnym hokeistą. Lera więc zdecydowania miała ciekawsze rzeczy do opowiadania, szczególnie że gdy były same ani trochę nie gryzły się w język i rozmowy o tym, jakich mężczyzną lubią i jak lubią być traktowane, nie były filtrowane przez to, co wypadało a czego nie.
OdpowiedzUsuńVasya patrzyła przez moment, jak Gabor wita się z jej przyjaciółką, ani trochę nie próbując udawać, że ze sobą nie kręcą. I Valerii się to podobało, bo gdyby było inaczej, odsunęłaby się od chłopaka i posłała Dragunovej spojrzenie, które mówiło, że potrzebuje pomocy, żeby pozbyć się amanta.
Przywitała się z chłopakami, wymieniając się uprzejmościami. Wątpiła, oczywiście, że zostaną przyjaciółmi i było to raczej pierwsze i ostatnie spotkanie, ale to nie sprawiało, że Vasya mniej się angażowała. Przyszła tutaj po to, żeby się dobrze bawić, a nie zgrywać – jak to mówiła Lera – królową lodu.
— Więc moja sława mnie wyprzedza — skwitowała z rozbawieniem. — Miło poznać moich fanów — dodała, oczywiście, żartując. Rzuciła Lerze błyszczące spojrzenie, które kryło w sobie przyjacielską czułość, a Valeria posłała jej pocałunek w powietrzu, śmiejąc się, po czym poświęciła swoją uwagę Gaborowi, który zdecydowanie chciał, żeby tak właśnie było.
Przyjęła ramię Liama i ruszyła w stronę loży, rozglądając się wokół. W ręce trzymała swojego drinka. Klub był coraz bardziej tłoczny – ludzie poruszali się w rytm, DJ rozpalał parkiet, a światła stały się jeszcze bardziej neonowe i pulsujące. Vasya spojrzała za chmurą białego dymu, który ozdobił parkiet. To zdecydowanie nie był klub, do którego przychodziło się, aby napić się podrzędnego alkoholu i popatrzeć w dekolt cycatej dziewczyny. Lera miała gust.
— Nie mam zamiaru przeszkadzać w amorach, więc zdecydowanie muszę znaleźć sobie nowych znajomych — odparła, zerkając w stronę wpatrzonej w siebie pary.
Vasya nie chciała robić przyjaciółce wyrzutów, obie miały się dzisiaj dobrze bawić. Poza tym była pewna, że gdy Lera już się odklei od swojego amanta, to – jak za starych dobrych czasów – zahaczą dłużej o bar, próbując każdego kolorowego drinka z menu.
Jakiś czas później poznała dziewczynę Liama i zdążyła wypić swoje dirty martini, uznając, że było całkiem nieźle. Atmosfera zaczęła się nieco rozluźniać, rozmowy były głośne, a śmiech wypełniał całą lożę. Vasya nie siedziała cicho, tylko aktywnie brała udział w dyskusji, szczególnie gdy przyszło do wymiany uwag o sporcie, studiach, pracy i nieudanych randkach; doszło nawet do tego, że oceniali się wzajemnie, słuchając tych historii, aby przydzielić komuś tytuł najgorszego spotkania z drugą osobą w tym stuleciu.
Co jakiś czas zerkała w stronę parkietu, a potem odwróciła głowę w stronę loży; Lera była zajęta Gaborem, Liam swoją dziewczyną, a reszta dyskutowała o sprawach, które ani trochę jej nie interesowały. Przechyliła lekko głowę, wbijając wzrok w stronę Ivana, który siedział naprzeciwko, między swoimi przyjaciółmi, rozwalony tak, jakby był królem tej loży albo całego klubu. Przesunęła wzrokiem po jego sylwetce – miał aparycję typowego zbira, ale skoro był bratem Valerii, nie mógł być kimś, kto otwarcie robił coś nielegalnego. Nie wiedziała, czym się zajmował, co robił – była w stanie ocenić tylko to, co widziała.
Pochyliła się nieco w jego stronę, zaglądając mu w oczy, a kiedy Ivan również wykonał ruch, powiedziała może trochę zbyt bezczelnie:
Usuń— Powinieneś zapytać, czy z tobą zatańczę jakąś piosenkę temu.
A potem wyprostowała się i wstała. Przesunęła dłońmi po materiale spódnicy, odrzuciła włosy do tyłu i weszła w tłum bez zawahania, dołączając do tańczących. W jej ruchach było coś płynnego; biodra kołysały się miękko, ramiona układały lekko, a każdy obrót głowy czy uniesienie rąk wyglądało hipnotyzująco. Vasya tańczyła tak, jakby doskonale wiedziała, że wygląda dobrze i nie widziała najmniejszego powodu, by to ukrywać. Światła klubu ślizgały się po jej skórze, po ciemnym topie i połyskującym materiale spódnicy.
Vasilisa Dragunova 💃🪩
To jak prezentował się Ivan robiło robotę, budził może nie postrach, ale ciekawość, respekt i z surowym wyrazem twarzy i ogoloną głową zdumiewał otoczenie. Lily zauważyła to u siebie w biurze, gdy taki nieokrzesany z wyglądu jak zbir pojawił się obok jej szefa - z bujną czupryną i pogodnymi, choć czujnymi oczami, a potem to samo zwróciło jej uwagę, gdy przekazywała mu kilka dni temu dokumenty w jego miejscu pracy. Miał chłodne oczy i mocną szczękę, jego aparycja krzyczała nie zadzieraj, ale gdy odbyli kilka rozmów, miała wrażenie, że nie ma w nim żadnego lodu. Lily może nie znała się na ludziach, ale znać się bardzo chciała i szukała, niekiedy zbyt usilnie, jakiś dobrych, miłych, ciepłych cech w każdym. W Ivanie trudno było dostrzec cokolwiek, a ona nie miała powodów, aby dokopywać się do czegokolwiek na siłę, ale na pewno się nie bała. Mógł wyglądać jak kryminalista, ale ona uchodziła za zbyt wesołą wariatke, więc ostatecznie dobrali się jak w korcu maku do tych plotek, co to ludzie rozpowszechniali.
OdpowiedzUsuńLily z reguły nie przejmowała sie plotkami. Puszczała te mniej i bardziej złośliwe pomówienia o sobie mimo uszu, a gdy ktoś obgadywał którąkolwiek z jej koleżanek, albo znajomych, wchodziła jak taran w środek zgromadzenia i szybko prostowała niedopowiedzenia i aluzje. Broniła innych, uważając, że w jej imieniu też się ktoś na pewno kiedyś by odezwał. Nie lubiła, gdy ludzie zachowywali się jak świnie, może miała w nich zbyt dużo wiary, ale naprawdę według niej, stać ich było na więcej. Ludzie się po prostu nie starali, byli leniwi i paskudnie kłamliwi wręcz momentami, a to nie tylko ją złościło, co sprawiało jej ogromną przykrość. Gdy sama jednak była zagrożona i cudze słowo mogło spotkać się z konsekwencjami wymierzonymi w nią, nie pozostawiała rzeczy samym sobie, musiała reagować.
Plotkami o sobie i Ivanie przejęła się z powodu etyki pracy, nie czekała na żaden awans, ale była przed rozmowami o swoim rozwoju w firmie, było to więc dla niej kluczowe, aby temat wyprostować, zanim dotrze to do jej szefa. Teoretycznie nikomu nic do tego, z kim się umawia koordynatorka biura, ale jeśli jest to ktoś od klienta, może w pewnym momencie rzutować to spotykanie na interesy, jeśli relacja by nie przetrwała... I Lily wiedziała, że właśnie to najbardziej interesowało plotkarzy - kiedy komu podwinie się noga. Nie miała zamiaru być kozłem ofiarnym, bo z tego co słyszała kontrakt był szkicem i współpraca ich firm nigdzie nie została oficjalnie jeszcze potwierdzona, utkneli na etapie negocjacji zakresu prac i ustalonego wynagrodzenia, a więc w najbardziej newralgicznym punkcie. I choć zastanawiała się ogólnie nad swoją karierą, to do diaska... nie miała zamiaru ryzykować stabilności, w jakiej rozsiadła się wygodnie od dłuższego czasu.
Przyszła nieprzygotowana i bez wcześniejszego researchu. Nie sprawdziła Ivana, nie miała pojęcia, że gdyby faktycznie się spotykali, po jego stronie nie byłoby nikogo, kto by aprobował ją jako kandydatkę na jego partnerkę. Lily akurat takie rzeczy nie interesowały, bo uważała, że dawno temu opuścili średniowiecze, choć na pewno zrobiłoby jej się przykro, bo wierzyła w uczucia a nie konwenanse. Jako że wcale nie interesowała się Ivanem i raczej wątpiła, aby on zainteresował się nią, nie próbowała nawet obmyślać planu, jak subtelnie tę kwestię rozwiązać i gdy dostrzegła go jak nonszalancko opiera się o ściane, ściągnęła brwi i rozjuszona jego luzem aż zmarszczyła nos, a drobne piegi zatańczyły na jego grzbiecie, zbijając się w ciemne stadko cynamonowych cieni.
Szpilki zastukały nieco głośniej, jakby każdy krok buchał jej emocjami, gdy zatrzymała się przed Ivanem i zadarła głowę, patrząc mu z przejęciem w oczy. Coś się działo, oh coś na pewno, a on mógł z łatwością dostrzec to w jej jasnych zielononiebieskich tęczówkach. Z Lily nietrudno było cokolwiek wyciągnąć, ale naprawdę niekiedy nie trzeba było pytać, bo na jej twarzy malowało się zwykle wszystko jak w książeczce dla dzieci.
Usuń- Będziemy rozmawiać tutaj? - spytała od razu, mierząc surowo szerokość jego barków i mając ochotę złapać go za rękę tylko po to, aby przestał się w ten sposób opierać, bo górował nad nią mimo szpilek jeszcze bardziej. Był przystojny i nic dziwnego, że zdawał sobie z tego sprawę, ale Lily, która była absurdalnie skromna i speszona, gdy ktoś zwracał na nią uwagę nim się na to przygotowała, w tym momencie przypominała bardziej bzyczącą w wzburzeniu pszczołę, która prędzej go ukąsi, nic łaskawie usiądzie na ramieniu, podziwiając jego urok.
Poprawiła torebkę na ramieniu, zacisneła palce na rączce i poluzowała apaszkę, czując że od tego szaleństwa jest jej po prostu za gorąco.
- To poważna sprawa. Słyszałeś plotki? - odetchnęła głeboko i ściągnęła usta jak sznurek, ciskając w niego gromy, jakby to była jego wina. Była! Poniekąd.
Lily i ja, która ma niezły ubaw ^^
Vasya nie znała żadnej Ashley, ale gdy tylko Lera zaczęła o niej opowiadać, zrozumiała, dlaczego była psycho. Dziewczyny szukały różnych sposób, aby zbliżyć się do chłopaka, którego lubiło się najbardziej, i nastoletnia Dragunova całkowicie by to zrozumiała, ale czatowanie pod czyimś domem to… trochę za dużo. Vasilisa nigdy się nie narzucała, niespecjalnie też szukała towarzystwa mężczyzn, bo dobrze czuła się w swoim towarzystwie, a jej wolny czas wypełniał trening i lód, owszem, miała swoje pasje. Lubiła czytać, uwielbiała długie spacery i chętnie chodziła po muzeach czy galeriach, ale sport zawsze wygrywał.
OdpowiedzUsuńNie miała problemu wejść w obce towarzystwo, bo była do tego przyzwyczajona. Podczas zawodów nie dało się znać każdego osobiście, więc umiejętność wymiany kilku zdań i uśmiechów była niesamowicie przydatna, bo im szerzej wyginały się usta, tym bardziej fałszywy był ten gest. Środowisko łyżwiarek bywało toksyczne, a rywalizacja wydawała się czymś naturalnym. Vasya dobrze odnajdywała się w tym wszystkim, bo nie wierzyła w przyjaźń w tym sporcie, szczególnie w kategorii solistek. Nie próbowała też być nadmiernie miła, podczas zawodów starała się ignorować inne dziewczyny i dać występ, który skończyłby się podium i złotem. Ostatecznie liczyła się tylko wygrana, nic poza tym.
Nie zmuszała Ivana do wyjścia z loży, raczej delikatnie mu zasugerowała, że nie miałaby nic przeciwko, gdyby zapytał ją o taniec. Ale nie czuła się też głupio, że tańczyła sama, bo akurat to był najmniejszy problem. Lubiła dobrze się bawić podczas takich wyjść, szczególnie że przez ostatnie miesiące odtwarzała w głowie moment kontuzji i zaciskała szczękę, uświadamiając sobie, że po raz pierwszy nie jest w stanie nic zrobić i że upór nic nie da – nie chodziło już o to, jak silna i oddana jest treningom, a o to, by zwolniła. I faktycznie zwolniła, rehabilitując się i wykonując o wiele mniej ćwiczeń, choć wciąż musiała się ograniczać, aby nie narzucać sobie tempa sprzed kontuzji.
Zerknęła w górę, czując konkretne spojrzenie, a widząc, że Ivan opiera się o barierkę i bezczelnie obserwował jej taniec, posłała mu nieco zaczepny uśmiech. Wstał z miejsca, żeby ją zobaczyć i został przyłapany – i to nie tak, że Vasya nie była przyzwyczajona do spojrzeń, wręcz przeciwnie, ale Ivan był w tym wszystkim dość bezczelny, pozwalając jej mieć świadomość, że się gapił, ale gapiąc się, nie zrobił niczego, aby do niej dołączyć.
Odwróciła się więc do niego plecami, ignorując to, że się jej przyglądał. Uniosła jedną rękę, przeczesując palcami włosy, i dała się ponieść muzyce. Tańczyła płynnie, kontrolując każdy mięsień swojego ciała, to dlatego nawet jej najprostszy ruch wyglądał tak lekko. Biodra kołysały się miękko w rytm, materiał spódnicy przesuwał się po nogach przy każdym obrocie, a linia pleców, odsłonięta i smukła, zdawała się aż prosić o spojrzenie czy dotyk, choć w tym wszystkim Vasya była niedostępna; żadnego zaproszenia, żadnego gestu, który można by wziąć za zachętę.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując jego obecność tuż za sobą, zbyt blisko, by mogła udawać, że nie jest świadoma tego, że jest za jej plecami. Wolno odwróciła głowę, a potem spojrzała w stronę Ivana przez ramię. Jego głos dotarł do niej bardzo wyraźnie, a ciepły oddech połaskotał skórę.
— A więc jednak zdecydowałeś się opuścić lożę — mruknęła z lekkim, zaczepnym rozbawieniem. — Już zaczynałam myśleć, że twoją ulubioną formą zabawy w klubie jest obserwowanie tańczących dziewczyn.
To nie była odpowiedź, ale nie musiała nic mówić, bo nie odsunęła się, a miękko docisnęła do niego swoje plecy ze świadomością tego, że burzy pewien dystans. Nie była jednak skrępowana ani zawstydzona. Tańczyła tak, jakby wiedziała, że Ivan za nią nadąży; wystarczało jej jego ciepło i wspólny rytm.
UsuńPrzy zmianie tempa odwróciła się gwałtownie w jego stronę, wykonując niemal piruet, a jej włosy zafalowały wokół, zanim rozlały się po plecach. Zatrzymała się tuż przed Ivanem z odrobinę szybszym oddechem i spojrzeniem uniesionym ku jego twarzy, jakby ten obrót był jednocześnie częścią tańca i celowym, bezczelnym przypomnieniem, że miała kontrolę nad całą sytuacją. Miękko oparła dłonie o jego pierś, a kiedy poczuła, że mężczyzna w kolejnym ruchu obejmuje jej talię, posłała mu uśmieszek i odchyliła się do tyłu, jakby jej kręgosłup przez moment przestał podlegać zwykłym ograniczeniom ludzkiego ciała. Łuk, w który wygięły się jej plecy, był szokująco płynny; włosy Vasilisy opadły ku ziemi ciemną falą, szyja napięła się delikatnie, a smukła linia ciała wyglądała tak, jakby zaraz miała pęknąć. Przez tę jedną sekundę sprawiała wrażenie kogoś całkowicie pozbawionego ciężaru.
calineczka💥
Lily była bardzo wyrozumiała, cierpliwa i łagodna dla ludzi, nie raz i nie dwa dostała przez to srogo po głowie i po dupie, ale nigdy nie nauczyła się ani trochę z takich rozczarowujących lekcji. Dawała drugie, trzecie i kolejne nieskończone szanse i jeśli ktoś mówił, że brakuje jej do samej siebie szacunku... to była tylko czyjaś opinia. Ona sama uważała, że ma po prostu dobre serce. A żeby tego było mało, gotowa była zawsze kogoś wysłuchać i służyć wsparciem, nawet jeśli jej dobre rady nie były słyszane, ani nawet chciane, tylko że co z tego? W pracy była zasadnicza i czarno-biała, a poza nią życiowo zawsze bardzo kolorowa i taką siebie lubiła. Nie lubiła za to oszczerstw i dlatego teraz wpatrywała się w Ivana z gniewnie ściągniętymi brwiami.
OdpowiedzUsuńNie była zła na niego i to byłoby dla mężczyzny oczywiste, gdyby ją znał. Nie znał jej, więc mógł jej nie rozumieć, albo nawet zrozumieć ją źle, ale o nic go nie obwiniała, choć wpadła tu jak rozkapryszona sroka gotowa rozwalić i jego i jego miejsce pracy w popłochu. Jej zdaniem oboje wpadli w pułapkę ludzkiego ględzenia i należało szybko zrobić z tym porządek, ale dobrze że Ivan miał siostrę, to może szybko powiąże fakty i przejmie się jak nie sytuacją, to tym jak Lily może ucierpieć. Na razie nie miała na to nawet cienia nadziei, gdy tak nonszalancko nadal nad nią górował.
Złość i determinacja aby działać, odrobinę się zgubiły pod naporem spojrzenia Ivana, gdy zlustrował ją od stóp do głów. Jej pewność siebie w sporej mierze była pozorna, więc gdy zaczął ją sobie oglądać od szpilek w górę, to uniosła brwi, ciekawa czy jakoś skomentuje jej długie nogi, jasny płaszcz i w ogóle kolorowe włosy rozwiane wokół twarzy. Lily uwagi mężczyzn nie umiała przyjmować, ani w formie uznania w spojrzeniu czy otwartych komplementów, peszyło ją to, a biorąc pod uwagi że z Ivanem połączyły ich plotki, to tym bardziej sfera jakiegokolwiek zainteresowania wydawała się niepoprawna.
Nadęła policzki, łapiąc oddech i przygryzła dolną wargę, rozglądając się wokół. Przyjechała od jego biura, którego notabene nie znała, więc oczywiście że tutaj musieli się spotkać. Znów ściągneła brwi i na dodatek zmarszczyła nos, gdy tak dobrze się bawił jej kosztem i jeszcze tego nie wyłapała. A w momencie gdy się zbliżył, a ona nie miała dokąd cofnąć, nie zrobiła nic poza zadarciem podbródka. Lily można było zarzucić naiwność i wiele innych rzeczy, ale nie brak odwagi i gdy się na coś uparła, była nieposkromiona.
-To nie ja rozsiewam plotki... - zaczęła wyjaśniać, kątem oka rejestrując ruch jego ramienia, gdy wyciągnął je obok niej i ostatecznie tylko przywołał windę. A potem wypuściła powietrze, już bez irytacji i lekko opuściła głowę, przestając mu się przyglądać. Był za blisko, był nieskrępowany i wcale nie był szarmancki, bardziej... drapieżny. Zbyt pewny siebie. Zbyt arogancki i swobodny wobec tych pogłosek.
UsuńTak samo jak miała ochotę przyłożyć dłoń do jego torsu i przez wyprost łokcia wskazać mu dystans, na jaki powinien się od niej trzymać, tak samo miała ochotę mu wskazać granice głośno i wyraźnie komentarzem, który na pewno nie przystoi ładnej dziewczynie. Wcisnęła dłonie w kieszenie płaszcza zamiast tego i znów spojrzała na niego z determinacją, a gdy drzwi windy się rozsunęły, po prostu do niej weszła, a szpilki znów zastukały o gres posadzki.
- Porozmawiajmy, dla mnie to ważne - poprosiła w ten nieustępliwy sposób, bez podnoszenia głosu, bez emocji, dając jasno do zrozumienia, że na najbliższe minuty pójdzie za nim, przyklei się i nie da mu spokoju, póki jej nie wysłucha. - Zdecyduj się tylko, czy jesteś teraz dla mnie Ivanem czy panem Voroninem - dodała, zwracając uwagę na jego słowne gierki, budowany dystans, a później rzekomą zażyłość, którymi żonglował. Ona też umiała bawić się w niedopowiedzenia i aluzje, ona też potrafiła brać udział w rozgrywkach, gdzie każde rozdanie kart miało inną wartość. Po prostu tego nie lubiła i nie brała w tym udziału, to nie były jej ulubione rozrywki.
Oparła się plecami o ścianę w windzie i zatrzymała jasne oczy w jego twarzy, oczekując jego decyzji. Mógł być gnojkiem, który ją rozczaruje i sprawi, że wypadnie z tego budynku jeszcze bardziej niespokojna, niż tu przyjechała, ale ostatecznie bardzo wierzyła, że się dogadają.
Lily, może być wściekła 🐿️ i ja, która lubi komedie!
Nie oczekiwała, że do niej dołączy. To, że rzuciła mu tę zaczepkę, nic nie oznaczało, bo ostatecznie to Ivan miał zdecydować, co z tym zrobić. Vasilisa starała się nie zakładać niczego, jeśli chodziło o relacje – dostatecznie kontrolowała tylko siebie i to od siebie wymagała najwięcej, choć z całą pewnością miała swoje standardy.
OdpowiedzUsuńMoże Lera dokładnie wiedziała, że Ivan potrzebował małej zachęty, bo gdy wracała z Gaborem z baru, z drinkiem w rękach, zerknęła w stronę tańczącej pary. Nie dało się tam nie spojrzeć, bo ta dwójka sprawiała, że klub wydawał się mały.
Vasya uśmiechnęła się, gdy Ivan się odezwał, dłońmi sięgając do jej talii. Nie miała nic przeciwko, że dotykał ją podczas tańca – gdyby trzymał ręce przy sobie, raczej trudno by było nazwać to tańcem. Jego palce były jednak niespieszne, ledwo muskały jej skórę, zupełnie jakby się z nią bawił. I właśnie w tym konkretnym momencie Vasilisa zdała sobie sprawę, że nie będzie żałować, że rzuciła w Voronina zaproszeniem, bo nadążał za jej ruchami, odpowiadał jej i dopasowywał się do rytmu, nie przejmując się nikim ani niczym.
Lubiła tańczyć, co bezpośrednio łączyło się z łyżwiarstwem. Jeżdżąc, musiała zadbać nie tylko o technikę czy formę, ale też o pewien artyzm, aby zachwycić sędziów i publiczność. Była też wysportowana, więc kontrola nad własnym ciałem przychodziła jej lekko – umiała więc zrobić wiele figur bez żadnego wysiłku, choć pracowała nad tym niemal codziennie. Rozciąganie, trening za treningiem, bieżnia, próby. Nie próżnowała, nawet jeśli obecnie nie robiła tego tak intensywnie jak wcześniej.
Posłała mu spojrzenie, gdy odgarnął z jej czoła kosmyk włosów, a potem, rozumiejąc, co powinien zrobić, roześmiała się w zainicjowanym przez niego półobrocie. Była przyzwyczajona do takiego tempa; w czasie występów w parach sportowych akrobacje były główną częścią programu, więc poradziła sobie z tym. Dotknęła dłońmi swojej szyi, obojczyków i potrząsnęła głową w rytm, obserwując przez moment neonowe światła, które zawirowały wokół.
Przez chwilę nie myślała o tym, że jest tą Vasilisą Dragunovą, a zwyczajną dwudziestopięciolatką, która wyszła do klubu z przyjaciółmi. Wiedziała jednak, że bez tej presji, bez olimpijskiego wyzwania… bez tego wszystkiego nie byłaby do końca sobą. Nawet jeśli czasami pragnęła rzucić to wszystko w cholerę, to ostatecznie żyła sportem i chciała wygrywać, chciała zrobić jako pierwsza kobieta poczwórnego axela.
Wyprostowała się wolno, a potem posłała Ivanowi spojrzenie, łapiąc oddech. Obserwowała, jak pochylił się do niej i zatrzymał twarz tuż przy jej uchu. Jego oddech znów połaskotał jej skórę.
— A to tylko jedna z wielu moich zalet — odpowiedziała ze śmiechem. Jej oczy delikatnie błyszczały; dobrze się bawiła, tańcząc, i nawet jeśli wzbudzała zainteresowanie innych, ani trochę jej to teraz nie obchodziło. Nie robiła nic złego.
— Ale radzisz sobie całkiem nieźle, Vanya — zwróciła się do niego tak, jak przedstawił się jeszcze przy barze jakiś czas temu, bo Ivan Bez Manier okazał się Ivanem Z Manierami, a ostatecznie Vanyą, który nie był sztywnym facetem, bo umiał tańczyć i nie wstydził się tego robić, skoro tak chętnie pomógł jej wykonać wcześniejszą akrobację.
Nie wiedziała zbyt wiele o Ivanie, oprócz tego, że był starszym bratem Lery. Nie miała pojęcia, gdzie pracował, co robił w życiu, i czy w ogóle miał pracę, czy może żyje za pieniądze swojego ojca – czy miało to jakieś znaczenie? Oczywiście, że nie.
— Żałujesz, że tutaj zszedłeś? — spytała, odwracając głowę tak, aby spojrzeć mu w oczy. Jej dłonie, które ulokowała przy jego klatce piersiowej, uciekły w górę, aż do ramion, a drobne palce musnęły męską szyję. — Ostatecznie to był twój wybór — wytknęła bezlitośnie. — Raczej wątpię, aby jakakolwiek zachęta zmusiła cię do tego, żebyś do mnie dołączył, więc albo patrzenie było niewystarczające, albo uznałeś, że łaskawie przyjmiesz moje zaproszenie.
UsuńZerknęła w stronę loży; Lera i całe towarzystwo bawiło się całkiem nieźle, więc Vasya była pewna, że nikt nie ma jej za złe, że zmusiła Ivana do zejścia z bezpiecznego miejsca i wejścia w tłum tańczących imprezowiczów.
Vasilisa 💃✨
Vasya nie dostrzegła innych spojrzeń, owszem, była pewna, że każdy zerkał w tę stronę, ale nie miała ochoty nawet tego sprawdzać, zbyt zajęta tańcem i śmiechem. Tutaj nie musiała wyglądać idealnie, nie musiała się pilnować, więc łatwiej jej było wejść w rolę zwykłej dziewczyny.
OdpowiedzUsuńJej postawa w trakcie zawodów zależała od kilku rzeczy. Przede wszystkim od tego, gdzie występowała i z kim. Kiedy jeździła solo, przede wszystkim była skupiona i wymagała od siebie konkretnych punktów – i uśmiechała się, przyciągała spojrzenia i realizowała program. Gdy występowała w parze, musiała być świadoma tego, co się dzieje z jej partnerem sportowym. Teraz po prostu się bawiła, korzystając z okazji. I Ivan miał za pewne rację, że gdyby nie wkroczył w odpowiednim momencie, tańczyłaby z kimś innym.
Podczas różnych wyjść bardzo się starała, aby nie być damą w opresji i zazwyczaj jej się to udawało. Tylko że tym razem nie chodziło o żaden poważny event czy bankiet, a o zwykłą imprezę w klubie dla snobów i być może któryś z amantów nie chciałby się od niej odczepić, choć to zdarzało się także podczas oficjalnych przyjęć. Niekiedy wystarczało kilka ostrych słów i pełnych politowania spojrzeń, aby ten ktoś się wycofał, ale czasem nawet i to nie wystarczało. Nie oczekiwała jednak, że Ivan stanie w jej obronie, gdyby do czegoś takiego doszło, choć skoro był bratem Valerii, zapewne czułby się odpowiedzialny za to, żeby impreza nie skończyła się niemiło. Nie miała więc nic przeciwko uwadze, jeśli miała kontrolę. Ostatecznie była dziewczyną, która w domu chodziła w rozciągniętych dresach, oglądała głupie filmy i czytała pod kocem.
— Przedstawiłeś się, dając mi wybór. Teraz jesteś Vanyą, za kilka minut możesz być Ivanem Groźnym, a za godzinę dupkiem — odpowiedziała, uśmiechając się zaczepnie.
Vasya nie powiedziałaby o niczym przyjaciółce, nawet gdyby Ivan był wyjątkowo bezczelny, i to nie dlatego, że obawiała się reakcji Lery, a dlatego, że uważała, że umie poradzić sobie w takiej sytuacji. Do tej pory zresztą Vanya nie zachowywał się jak skończony dupkek, więc nie musiała trzymać gardy zbyt wysoko i odpowiadać mu chamstwem za chamstwo, a małe droczenie się było całkiem zabawne.
Przechyliła delikatnie głowę, gdy jej odpowiedział, a kiedy poczuła, że przyciągnął ją do siebie nieco mocniej, jakby obawiał się, że może się wyswobodzić z jego rąk, uśmiechnęła się słodko. Nie wyrwała się. Przez tę jedną krótką chwilę pozwoliła mu myśleć, że przejął kontrolę nad sytuacją.
— Przykrość? — powtórzyła cicho, jakby naprawdę ją to rozbawiło. — Przeceniasz się.
Posłała mu spojrzenie, które nie pokazywało ani oburzenia, ani niczego, co mogłoby sugerować, że jest obrażona za jego małą prowokację. Gdy się do niej pochylił, aby szepnąć do jej ucha, mimowolnie się zaśmiała i odwróciła nieco głowę, żeby móc spojrzeć Ivanowi w oczy.
— Dobrze, że wiem, jak wykorzystać parkiet… gdybyś nie dołączył, mógłbyś chociaż popatrzeć, choć nie wydajesz się kimś... biernym — szepnęła, będąc wystarczająco blisko, by jej głos zabrzmiał bardziej intymnie, niż powinien, ale w oczach wciąż miała tę samą bezczelną pewność siebie.
Dopiero wtedy odsunęła się minimalnie, żeby przypomnieć mu, że jeśli pozwalała mu się dotykać, to wyłącznie dlatego, że sama tego chciała. Kącik jej ust drgnął lekko.
— I nie martw się — mruknęła jeszcze. — Gdybyś naprawdę zrobił mi przykrość, wiedziałbyś o tym od razu.
Popatrzyła, jak ujął kosmyk jej włosów i owinął wokół palca, jakby nie miał co zrobić z rękoma.
Usuń— Dyuymovochka? — Posłała mu rozbawiony uśmiech, a potem zerknęła w stronę baru. — Chodźmy sprawdzić, czego jeszcze można się tutaj napić.
Ruszyła przodem, nie oglądając się nawet, czy rzeczywiście za nią poszedł, jakby z góry zakładała, że to zrobił. Przecisnęła się przez tłum i zatrzymała się przy barze, opierając się delikatnie o ladę.
— Sześć mocnych shotów — powiedziała bez zawahania do barmana, a potem kątem oka zerknęła w stronę Ivana.
Wyprostowała się powoli i odwróciła ku niemu, opierając się biodrem o bar.
— Zasady są proste — oznajmiła. — Sześć mocnych shotów i sześć pytań. Po każdym pijemy i odpowiadamy. Bez wymijania, bez kłamania, bez tchórzliwego „nie chcę o tym mówić”.
Sięgnęła po pierwszy z podstawionych kieliszków, który postawił barman. Shoty były kolorowe, mocne i zdecydowanie miały za zadanie sprawić, aby w głowie przyjemnie zaszumiało.
— Skoro tak lubisz się gapić i rzucać półsłówkami, to zobaczymy, czy równie dobrze radzisz sobie z byciem szczerym — dodała, wpatrując się w niego z zaczepnym błyskiem w oczach. — Chyba że się boisz, Ivan.
Uniosła kieliszek odrobinę wyżej, jakby właśnie rzucała mu wyzwanie, a nie proponowała zwykłą zabawę przy barze.
Vasilisa🍸🪩
Vasilisa nie miała starszego brata, ale o pięć lat starszą siostrę, którą kochała i z którą rywalizowała. Obie spełniały się w zupełnie innych dziedzinach – Jelena była utalentowaną primabaleriną, która występowała z najlepszymi, a Vasya wybrała dla siebie lód. Kochały się i wspierały, ale nie obyło się bez szpileczek. Gdy były młodsze, uchodziły za nierozłączne. Jelena zawsze stała po jej stronie i choć niekiedy rzucały w siebie złośliwymi komentarzami, to ostatecznie byłyby w stanie skoczyć za sobą w ogień.
OdpowiedzUsuńNie była też dzieckiem, które zostało wyrwane ze swojego otoczenia i wciśnięte w jakieś ramy. To Vasya wybrała łyżwiarstwo i postanowiła narzucić sobie presję. Ojciec zawsze ją wspierał, choć coraz częściej powtarzał, że powinna skończyć jakieś studia, tylko że ona nie wiedziała, co chciałaby studiować, więc zbywała tę sugestię delikatnym uśmiechem. Ostatecznie nie było nic ważniejszego od łyżew. Mama natomiast bywała wymagająca, ale bardzo się starała i zawsze się angażowała, szczególnie we wszystkie projekty i kontrakty. To ona podpowiadała, czy umowa jest w porządku, czy może jakaś marka próbuje nieco przyoszczędzić. Dobry PR to część sukcesu w mediach społecznościowych, powtarzała, a Vasya wiedziała, że to prawda. Była dumą narodową i każdy wspierał jej działania, ale wystarczyłby jeden krzywy ruch, aby straciła w oczach fanów.
To dlatego zazwyczaj bardzo się pilnowała, kontrolując to, co mówiła i do kogo się odzywała. Teraz jednak, będąc w klubie jedną z wielu dziewczyn, miała okazję odpuścić. Poza tym wątpiła w to, aby ktokolwiek rozpoznał w niej tę konkretną łyżwiarkę figurową.
Dla Ivana to był pokaz, a dla niej? Vasya chyba po prostu chciała się dobrze bawić, niezależnie od tego, czy ktokolwiek by do niej podszedł. Nigdy nie potrzebowała drugiej osoby, aby się nie nudzić. Nie miała problemu z tym, żeby iść do kina bez nikogo czy odwiedzić galerię – ceniła w sobie tę umiejętność spędzania czasu sama ze sobą. Wiedziała, że nie każdy to potrafił. Pokaz czy nie – Ivan do niej dołączył i był częścią tego występu, najprawdopodobniej bawiąc się tak samo dobrze jak ona.
Nie miała pojęcia, że przyglądał się jej w ten sposób, ale gdyby to wiedziała, być może wprost zapytałaby, czy podoba mu się to, co widział, zapewne uśmiechając się nieco złośliwe. Nie każdy mężczyzna lubił jej bezpośredniość i nie każdy umiał sobie z tym poradzić, bo Vasya nie próbowała udawać głupiej ani nie uginała się pod kilkoma słodkimi słówkami – to dlatego większość amantów albo dawała sobie spokój, albo uznawała, że jest rozpieszczoną księżniczką. Wbrew pozorom nie była aż tak rozpieszczona, bo ciężko pracowała, aby zdobyć pierwsze złoto i wejść do reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Po prostu miała pewne standardy.
— A co, masz coś do ukrycia? — spytała, posyłając mu krótkie spojrzenie. Nie przypuszczała, że Ivan mógłby stchórzyć i nie pomyliła się, bo wszedł w tę grę, nawet się nie wahając.
UsuńPotarła paznokciem kieliszek, który trzymała, gdy pozwolił jej zacząć. Przez moment milczała, lustrując wzrokiem jego twarz, choć teraz musiała zadzierać głowę, by to robić.
— Powiedz… czy jesteś teraz prawdziwym sobą, czy to ta wersja Ivana, którą pokazujesz każdej koleżance swojej siostry? — Przechyliła delikatnie głowę. — Bo jeśli to drugie, to muszę przyznać, że byłabym nieco zawiedziona. I liczę, że odpowiesz pełnym zdaniem, a nie półsłówkiem — dodała, a kącik jej ust drgnął w zaczepnym uśmiechu.
Vasya wiedziała, że niektórym trudno było odpuścić i pokazać coś prawdziwego, ale Ivan, który wyglądał jak zbir, nie dawał się zaszufladkować w kategorii zły i groźny. Była ciekawa, z czego to wynikało. Czy chodziło o to, że należał do tej konkretnej rodziny i miał dość okazji, aby wyrwać się schematom? Czy może to siedziało gdzieś głębiej? Zawsze zdawało jej się, że umie czytać ludzkie zachowania, ale teraz chyba nie dostrzegła zbyt wiele; klub był tłoczny, światła szalały i czuła przy ustach smak poprzedniego martini. Poza tym chciała usłyszeć konkrety z ust Voronina.
Vasilisa🍸🌟
Oczywiście, że mógł ją rozczarować i nie miałaby mu tego za złe. Z reguły nie każdy potrafił być szczery i chciał zdradzać o sobie wszystkiego – rozumiała to, ale to była tylko pijacka gra, podczas której mieli się dobrze bawić, a Vasya przyszła tutaj przede wszystkim właśnie po to, choć wiedziała, że rano będzie musiała zrobić dłuższy trening i najpewniej znów skończy z liczeniem kalorii zbyt dokładnie, bo odpuszczenie sobie restrykcyjnej diety, żeby napić się alkoholu w klubie, musiało coś kosztować.
OdpowiedzUsuńObserwowała, jak wypija kieliszek, i uśmiechnęła się mimowolnie. Czyli zamierzał w to grać, nie stchórzył. Gdyby jednak się wycofał, poważnie zastanowiłaby się, czy naprawdę jest bratem Lery.
— Czyli dopasowujesz się do konkretnej sytuacji… Hmm, to całkiem normalne, gdyby o tym pomyśleć. Różne sytuacje powodują odpowiednie reakcje i zmuszą do określonego zachowania — skwitowała, bo Vasya nie zawsze była zaczepną Vasyą. Czasem była po prostu dwudziestopięcioletnią dziewczyną, która lubiła czytać i jeść gorzką czekoladę, a niekiedy stawała się łyżwiarką, dla której liczyło się tylko i wyłącznie złoto.
Wciąż bawiło ją to, że mówił do niej w ten sposób, ale nie komentowała tego. Nie było to ani obraźliwe, ani nie sprawiało, że się irytowała, zresztą pełnej wersji jej imienia najczęściej używała albo jej matka, albo trener.
— Filozoficzną dysputę zaczynam dopiero po jakimś trzecim spotkaniu — odparła, uśmiechając się zaczepnie. — Ale jeśli weźmiemy pod uwagę dwoistość natury ludzkiej, to zapewne doszlibyśmy do wniosku, że zawsze dostosowujemy się do osoby, z którą rozmawiamy.
Zmarszczyła lekko swój nos. Lubiła czasem rozmawiać o dziwnych rzeczach i raczej nie unikała filozoficznych wywodów. Jeśli chodziło o szufladkowanie, to Vasya podchodziła do tego trochę luźno. Nie oczekiwała od innych właściwie niczego, bo ostatecznie nie potrzebowała konkretnych rzeczy. Wsparcie było ważne, owszem, ale te dostawała od rodziny – nie szukała więc kogoś, kto będzie miał dla niej miłe słowo. Po prostu robiła swoje.
Kiedy zadał jej pytanie, parsknęła cicho, bo było takie samo. Schwyciła mocniej kieliszek, wypiła jego zawartość i przesunęła po dolnej wardze językiem, zlizując słodkawy posmak. Przez chwilę dotykała palcami swoich ust, zastanawiając się, co powiedzieć, a potem zawinęła kosmyk włosów za ucho i wzięła głębszy oddech.
— Nie wiem — odpowiedziała szczerze. — Chciałabym powiedzieć, że zawsze taka jestem, ale to nieprawda. Jasne, jestem pewna siebie, niekiedy nawet bezczelna, lubię uwagę i nie mam nic przeciwko temu, żeby tańczyć samotnie wśród innych, ale myślę, że nie jestem tylko tym… to wszystko zależy od tego, z kim spędzam czas i gdzie jestem.
Potarła pusty kieliszek paznokciem.
— Zawiedziony? — spytała, uśmiechając się zaczepnie. Przechyliła lekko głowę i wskazała ruchem w stronę kolejnego kieliszka. — Więc, Ivanie O Wielu Twarzach, moja kolej. Opowiedz mi o twojej najbardziej żenującej randce, ale takiej, że naprawdę uznam, że albo to coś z tobą jest nie tak, albo z tamtą dziewczyną.
Vasya raczej nie randkowała, przynajmniej nigdy otwarcie, bo nie miała czasu, aby widywać się z kimś ot tak. Jeśli już, wymieniała się kilkoma wiadomościami, ale zazwyczaj takie relacje kończyły się szybciej, niż się zaczęły, bo Vasilisa albo przekładała spotkania, albo je odwoływała, co nie każdy był w stanie zaakceptować i doskonale to rozumiała. Nie czuła jednak, że coś ją omija i że przez to wszystko nie jest w stanie wykorzystać każdej okazji – po prostu robiła swoje, nie przejmując się tym, że w oczach wielu osób jest, jak powtarzała Lera, królową lodu.
UsuńPodsunęła Ivanowi kolejny kieliszek, patrząc w jego stronę wyzywająco. Chciała usłyszeć, co miał do powiedzenia i miała nadzieję, że naprawdę powie coś, co albo wywoła w niej salę niekontrolowanego śmiechu, albo zwyczajne obrzydzenie lub odruch wymiotny. Czasem opowiadały sobie takie historie z Lerą i Vasyę zawsze bolał brzuch, gdy przyjaciółka mówiła o swoich randkach, najczęściej gestykulując albo udając chłopaków, z którymi się spotykała, żeby jeszcze bardziej oddać to, co się tam działo.
Vasilisa 🍹🪩
Podejrzewała, że właśnie tego się spodziewał, bo nie próbowała nikogo udawać ani teraz, ani wtedy, gdy dopiero jej się przedstawiał. Nie lubiła grać ani udawać, że jest ponad tym wszystkim; czasem, owszem, była, a niekiedy średnio dawała sobie z tym radę, ale tak wyglądało życie. Nigdy nie było tylko i wyłącznie kolorowo, a przez ostatnie miesiące Vasilisa po prostu miała zbyt wiele czasu, aby myśleć; myśleć o sobie, swojej karierze, treningach, marce. Teraz nie chciała tego robić ani zaczynać filozoficznych wywodów, bo nie po tutaj była.
OdpowiedzUsuńNajbardziej szczera mogła być ze swoją siostrą i trenerem, co było raczej normalne. Jelena zawsze wiedziała, co powiedzieć i ją wspierała, nawet jeśli czasem mówiła coś dosadnie, bo tam, gdzie Vasya zaczynała się nieco łamać, tam starsza siostra wkraczała bez żadnego uprzedzenia, ostatecznie sprawiając, że Vasilisa zaciskała zęby. Zawsze była ambitna, zawsze chciała czegoś więcej i nie chodziło w tym wszystkim o poddanie się, a o to, co działo się w głowie kogoś, kto przez kontuzję stracił możliwość regularnego trenowania – Vasya tęskniła za lodem, za zmęczeniem i bólem. Chciała wrócić do swojej rutyny i przestać tak dużo myśleć.
— Zapewne będzie ich więcej — odpowiedziała, gdy zapytał o kolejne przezwisko, a potem posłała mu wyczekujące spojrzenie.
Nie musiał mówić o faktycznie najgorszej randce, jeśli nie chciał. Vasya i tak nie miała jak tego sprawdzić, a poza tym to była tylko niewinna gra, w której chodziło o to, żeby się poznać i nieco pośmiać. Nie wątpiła jednak w to, że Ivan miał za sobą kilka randek – gdyby zaprzeczył, z całą pewnością wytknęłaby mu kłamstwo. Skoro był bratem Valerii, oprócz wyglądu, miał też pieniądze i status, a to przyciągało kobiety. Vasya o tym wiedziała, obserwując, jak dziewczyny chętniej dawały się rozśmieszać mężczyznom, dla których problemem nie było to, aby kupić kwiaty czy jakiś prezent. Dla niej raczej nie liczyły się tak bardzo materialne rzeczy, bo jeśli coś chciała, to była w stanie to zdobyć ot tak – zarabiała dość sporo, wygrywała złoto, brała udział w kampaniach i rozwijała markę osobistą, więc nie potrzebowała nikogo, kto spełniałby jej małe lub większe marzenia. To, oczywiście, nie znaczyło, że nie miała swoich standardów.
— Och! — Skrzywiła się ze śmiechem, zasłaniając sobie usta, gdy Ivan zaczął opowiadać o randce. — I co? Nauczyłeś się wtedy, że warto nosić ze sobą zapasową parę butów?
To nie brzmiało ani trochę dobrze, ale było zabawne i Vasya mogła sobie wyobrazić całą tę scenę. Biedna dziewczyna, biedny Ivan, choć gdyby to się nie wydarzyło, nie miałby teraz, co opowiadać.
Lera uważała Vasyę za królową lodu, bo Vasilisa wydawała się niedostępna. Zawsze zajęta, zawsze skupiona, zawsze dążąca do czegoś i zdobywająca wszystko, czego chciała. Była w tym wszystkim nieco zdystansowana, jakby odpychała od siebie każdego, kto mógłby rozproszyć jej skupienie. Valeria w jakiś sposób to zrozumiała, bo gdyby nie te wyrzeczenia, Dragunova zapewne nie miałaby złota i nie nazywano by jej dumą narodową. Czasem jednak Lerze brakowało po prostu przyjaciółki, takiej, która będzie w stanie być zawsze obok.
Vasya przesunęła palcem po brzegu kieliszka i uśmiechnęła się lekko, zastanawiając się nad odpowiedzią.
Usuń— Tydzień bez konsekwencji? — powtórzyła z cieniem rozbawienia, a zaraz potem wypiła shota, cmokając lekko ustami, czując, jak alkohol rozlewa się po jej języku. — Hmm, pierwsze, co bym zrobiła, to zamówiłabym całe menu z McDonald’s i zjadła wszystko. Wiem, to dziwne, ale nie mam wielkich marzeń, wydaje mi się też, że jestem zbytnią pracoholiczką, żeby bawić się beztrosko przez cały tydzień.
Zaśmiała się cicho, marszcząc przy tym nos.
— Powiedz… co chciałbyś osiągnąć? Oboje wiemy, że twoja rodzina ma pieniądze i władzę, ale co ty chcesz osiągnąć? — spytała, wręczając mu kieliszek. Była ciekawa, bo zazwyczaj to, co było w rodzinie, to pozostawało w rodzinie i rzadko ktoś wybierał inną drogę.
Vasilisa Dragunova ⛸️🍸
— Czyli i tak wyciągnęłaś z tego jakąś lekcję. — Parsknęła cicho, wyobrażając sobie całą tę sytuację.
OdpowiedzUsuńVasya nigdy nie piła zbyt dużo, a jeśli już, to właśnie podczas luźnych wyjść, kiedy wiedziała, że może sobie nieco pofolgować, choć i to było później okupione cięższym treningiem, bo ostatecznie wszystko, co robiła poza lodowiskiem, i tak sprowadzało się do jazdy. Nie mogła więc bezkarnie popijać dirty martini ani chwytać shotów. Wiedziała, że będzie musiała to wypocić.
Nie miała wielkich marzeń czy pragnień, które wychodziły poza lodowisko. Nigdy też nie chciała zrobić czegoś zakazanego. Była zdyscyplinowana i dążyła do wyznaczonych celów, bo to była jej decyzja. Gdyby jednak mogła robić wszystko bez konsekwencji, po prostu zjadłaby to, co było niezdrowe i tłuste, a potem po prostu nie przejmowałaby się ani kaloriami, ani treningiem. Vasya lubiła jednak być w formie; uwielbiała, gdy jej ciało wyglądało w konkretny sposób i poświęciła wiele, żeby umieć zrobić to, co wydawało się niemożliwe. Była zwinna, elastyczna i umiała odrzucić strach przed nieznanym – to dlatego tak dobrze radziła sobie w trudniejszych elementach i akrobacjach.
— Nie wiem, ale pieniądze i władza zapewne w którymś momencie bywają nudne, tym bardziej jeśli jest się jedynie dzieckiem rodziców, którzy coś osiągnęli — odparła całkiem gładko. Jej ojciec był cenionym chirurgiem, a matka byłą lekkoatletką, więc Vasya wiedziała coś o życiu w cieniu bliskich, którzy osiągnęli sukces. Ostatecznie jej też się udało coś osiągnąć, bo zdobywała złoto, była łyżwiarką figurową, o której słyszał każdy, kto choć trochę interesował się osiągnięciami swojego kraju w sporcie. I była z tego zadowolona, choć to nie oznaczało, że było to wystarczające.
Oparła policzek o otwartą dłoń, przyglądając się Ivanowi.
— Mhm, więc oby tak się stało — skwitowała. — Za budowanie własnego imperium! — zawołała, upijając łyk wody.
Rozumiała jego potrzebę zbudowania czegoś własnoręcznie, bo to świadczyło jedynie o jego charakterze. Mógł po prostu siedzieć i czekać, aż ojciec wszystkim się zajmie, nie robiąc nic poza byciem synem, ale Ivan najwyraźniej chciał czegoś więcej, a Vasilisa doskonale wiedziała, jak to bywało z ambicją. Czasem była motywacją, a innym razem demonem, który próbował zatruć umysł, w takim przypadku najważniejsze było, aby mieć przy sobie takie osoby, które będą w stanie zatrzymać to samonakręcające się koło.
Złapała za kieliszek, który jej wręczył, i delikatnie pochyliła głowę, a potem zastanowiła się krótko i roześmiała się mimowolnie.
— Obecnie? Nie wstydzę się niczego, ale, żeby nie zostawić cię bez niczego, to… hmm, to było dawno temu — zaczęła, wodząc palcem po szkle i wypiła shota. — Nie wiem, jakim cudem, ale zapomniałam zabrać bieliznę do plecaka, gdy się pakowałam na trening. Wzięłam prysznic i… dopiero wtedy to do mnie dotarło, więc co zrobiłam? Jak gdyby nigdy nic ubrałam legginsy, w których przyszłam, i poszłam do domu tak szybko, że prawie przebiegłam całą trasę. I wiesz co? Wtedy zrobiono mi zdjęcie, zachwalając moją formę. Lera się wtedy śmiała, że częściej powinnam chodzić bez majtek.
Parsknęła głośnym śmiechem, bo bardzo ją to bawiło, choć wtedy była niemal przerażona, obawiając się skandalu, tylko że kto niby śmiałby zasugerować, że nie miała bielizny? Zaliczyła kilka takich wpadek, co, oczywiście, dobrze ukrywała, nigdy nie zdradzając się z jakimś dyskomfortem, a jej mała, zazwyczaj porcelanowa twarz bardzo jej w tym pomagała, bo jeśli Vasya chciała coś ukryć, to potrafiła to zrobić.
Usuń— Od tamtej pory zawsze sprawdzam plecak dwa razy — dodała, ocierając kącik oka z łez. Uśmiechnęła się szeroko do Ivana, wciąż rozbawiona, a potem przechyliła lekko głowę. — Więc… jaką najdziwniejszą rzecz zrobiłeś, będąc pijany?
Podsunęła mu kieliszek, wpatrując się w Ivana z oczekiwaniem. Jej oczy delikatnie błyszczały, a twarz zrobiła się lekko zarumieniona od wypitego alkoholu; nie była jednak pijana ani nie czuła, że przesadziła. Znów oparła policzek o otwartą dłoń, bawiąc się kilkoma kosmykami swoich włosów przy uchu; robiła to mimowolnie, nie odrywając spojrzenia od Voronina.
Vasilisa Dragunova ⛸️🍸
Lily miała do stracenia zbyt wiele, aby odwrócić się tyłem do tych plotek, jakie powstały na ich temat. Nie miała wpływów w firmie, w której pracowała, nie miała też znajomości z wpływami tam, albo gdzie indziej, gdzie mogłaby się przenieść. Była córką biednego ojca, który samodzielnie wychowywał ją i brata, a choć starszy Taylor był już na dzień dzisiejszy znanym i dobrze opłacanym hokeistą, to na nieszczęście Lily - ten sport jej nie kręcił i nie chciała rozwijać swojej ścieżki zawodowej w tym obszarze. Była wrażliwa i miała miękkie serce, ale była też dzielna i swoje problemy rozwiązywała samodzielnie, nie szła więc do skargę do starszego brata, ani tym bardziej wiecznie zmartwionego nią taty, tylko patrzyła w chłodne oblicze Ivana, traktując temat poważnie, ale bez histerii. Przejmowała się, to oczywiste, ale też zamierzała to wyprostować z klasą i na spokojnie, bez udziwnień i szamotania. Chciała jeszcze jakiś czas pracować w firmie, w jakiej teraz byla i musiała zabezpieczyć swoje miejsce, bo nie miała żadnej karty przetargowej.
OdpowiedzUsuńZacisnęła usta i nadęła policzki, już chcąc wybuchnąć, już chcąc poddać się rosnącej irytacji na jego zdawkowe komentarze. Naprawdę nie miał pojęcia z kim rozmawia, ale to nic, to nie było najważniejsze. Jeśli sądził, że to sama Lily ożywiła biuro, wnosząc plotki na własny temat, to chyba sam miał jakieś braki w życiu towarzyskim, do diaska i potrzebował rozrywki. Ugryzła się w język, bo potrzebowała jego pomocy i nie powinni się kłócić, ale miała ochotę pacnąć go po czole, albo w ramię i wywrócić oczami. Ona sama nie była zdenerwowana, była trochę bardziej wystraszona.
- Lily, mów mi po prostu Lily, Ivan -uśmiechnęła się lekko, kącikiem ust, bez wysiłku i naturalnie. Była pogodna i miękka, ale nawet jeśli wybaczała za wiele i dawała zbyt wiele szans, miała swoje granice i nie pozwalała nadepnąć sobie na odcisk. Jeśli było coś, co wywoływało w niej reakcję gwałtowną jak erupcja wulkaniczna to zawiść i złoczynienie z premedytacją. Plotki takie były, paskudne, trujące i zbyt przenikliwe.
Patrzyła na mężczyznę, pozwalając mu studiować samą siebie. Nie była pewna, czego szuka, tak jej się przypatrując, ale to chyba też nie było najistotniejsze... Może ją oceniał, może w myślach krytykował, może ważył czy jej towarzystwo jest mu na rekę. Ona nigdy nie umiała zrozumieć takich kalkulacji, szła do ludzi z otwartą głową i ręką i jeśli się sparzyła, to podnosiła się z kolan i uparcie szła dalej w tym samym kierunku. Bardzo wierzył w ludzi, może za bardzo i nie potrafiła ocenić ani charakteru, ani tym bardziej tego, czy ktoś jej dobrze życzy. Zakładała, że tak - zawsze. I żadna lekcja nie nauczyła jej się cofać.
- Czy... - zaczęła, a w tej chwili windą zatrząsało. Złapała odruchowo za poręcz przykutą do ściany i spojrzała najpierw na drzwi, później na panel, czując jak oddech jej przyspiesza. A później na Ivana, z zdumieniem i pewnym lękiem, gdy dał upust frustracji. Nie spodziewała się krzyku i uderzenia w drzwi, choć to pasowało do łyso ogolonej głowy bardziej, niż elegancki garnitur.
UsuńZagryzła wargę, jakby to ona teraz kalkulowała, czy chce obok niego usiąść, gdy rozłożył płaszcz. Nigdy jednak łatwo nie odpuszczała sobie ludzi, więc teraz też poprawiła ubranie, przytrzymała jasny materiał przy kolanie i zajęła miejsce obok, opierając plecy o chłodną, metalową ścianę kabiny windy. Czuła przy ramieniu ramię Ivana, więc spojrzała w bok w jego stronę i chwilę studiowała jego profil, linię szczęki, nos, czoło i kościsty wysoki policzek. Miała wrażenie, że nawet jesli pozostaje spokojny, czai sie w nim jakiś głód i jakaś niecierpliwość.
- Nie stać mnie na te plotki, na to aby moja pozycja w firmie została nadszarpnięta- powiedziała wprost. - Potrzebuję twojej pomocy, żebyśmy to wyprostowali, bo poczekanie aż wszystko ucichnie zajmie za długo, mam w przyszłym tygodniu rozmowę oceniająca moją pracę z strategia na kolejny rok - wyjaśniła, zaczesując luźne krótsze kosmyki za ucho, aby nic jej nie rozpraszało, łaskotało, a ona mogła poświęcić pełna uwagę mężczyźnie. - Nie mów, że takie gadanie jest ci na rekę, bo w to nie uwierzę - poprosiła jeszcze. Może i wglądała słodko i naiwnie, ale nie była głupia i nie miała zamiaru pozwolić, aby ktoś ja bagatelizował.
Lilka
Martwienie się o kalorie było wpisane w jej życie, podobnie jak trening czy ciągłe kontrolowanie własnego zdrowia – musiała być najlepszą wersją siebie, żeby móc rywalizować z innymi, często młodszymi lub bardziej doświadczonymi łyżwiarkami. Vasya była jednak znana z tego, że lubiła przekraczać granice i najczęściej robiła to z całą swoją świadomością, wiedząc przy tym, że powinna spodziewać się konsekwencji.
OdpowiedzUsuńGdyby się nad tym zastanowić, każdy człowiek miał w sobie dwa wilki i nie dało się z tym nic zrobić. Jej także wydawało się, że jest dość empatyczna, ale z reguły nie dla samej siebie, bo lodowisko nie wybaczało błędów. Umiała jednak być dobrą przyjaciółką i nie miała problemu z pomaganiem innym. Niekiedy jednak bywała dość złośliwa i wymagająca, kusiła los i lubiła prowadzić grę, obserwując, jak wszystko potrafiło się zmienić – uwielbiała kontrolę, ale jeszcze bardziej fascynował ją moment, w którym tę kontrolę traciła. Nie było nic bardziej odurzającego niż to.
— Lera zawsze wie, co powiedzieć — stwierdziła, uśmiechając się lekko. Dlatego Vasya tak bardzo lubiła Valerię; nie było żadnych tematów tabu ani wymuszonej elegancji, a Dragunova słyszała naprawdę wiele zwariowanych historii, żeby uznać przyjaciółkę za szaloną. Czasem Vasilisa czuła, że jej matkuje, ale nie robiła tego złośliwie ani przesadnie, po prostu się martwiła.
Nie musiała się wstydzić, bo dorastała w warunkach, o których większość dzieciaków mogłaby pomarzyć. Wydawać by się mogło, że była rozpieszczona, ale matka dbała o to, aby tak się nie stało – samodzielnie sprzątała pokój i pomagała przy gotowaniu, a gdy chciała więcej pieniędzy, musiała je zarobić, odkurzając czy robiąc zakupy. Nie były to wielkie rzeczy, ale nauczyły Vasyę tego, że powinno się dbać o wszystko wokół siebie. Inaczej było ze sprzętem, który potrzebowała do jazdy – ojciec kupował jej to, co najlepsze, inwestując w jej pasję.
Nie łączyła Ivana z Lerą w sposób, o którym myślał Voronin, bo to, co robił jako Vanya, było oceną tylko jego zachowania, a nie Valerii. Do tej pory Ivan nie zrobił niczego, co mogłoby sprawić, że powiedziałaby przyjaciółce, że jej brat jest dziwny – nie był.
— Uroczo — stwierdziła, słysząc jego historię. — Ale to było Halloween, w Halloween dzieją się czasem dziwne rzeczy.
Wzruszyła lekko ramieniem, rozumiejąc, że imprezowanie mogło zmienić się w jazdę wózkiem sklepowym po Manhattanie. Vasya, jako dziecko, nie do końca rozumiała ideę Halloween; dopiero przeprowadziła się do obcego kraju, wszystko było nowe i musiała się przekonać do chodzenia od domu do domu, aby dostać trochę cukierków. Potem polubiła Halloween i każdego roku wymyślała swój kostium, ostatnim razem przebrała się za żeńską wersję To. I zdecydowanie tego pożałowała, bo ruda peruka strasznie pyliła, więc musiała się szorować jeszcze tydzień po Halloween.
Wychwyciła jego ruch, gdy odgarnął kosmyk jej włosów palcem, pokonując miękko ten dystans. Spojrzała mu w oczy, kiedy zabierał rękę, a słysząc jego pytanie, wypuściła z ust ciężkawy oddech. Spuściła nieco głowę z jękiem.
— To tak trudne pytanie! — zawołała z udawanym oburzeniem, łapiąc za kieliszek. Westchnęła, przesuwając wzrokiem po twarzy Ivana, jakby próbowała wymyślić coś poza łyżwami i mistrzostwami. Czy to naprawdę było tak ciężkie?
— Naprawdę szczęśliwa? — powtórzyła, opierając krawędź kieliszka o swoją dolną wargę, a potem wypiła jego zwartość, przełykając. — To chyba było po mojej kontuzji, średnio się czułam, chciałam zamknąć się w domu i nikogo nie widzieć… a wtedy pojawiła się u mnie moja mama z barszczem, pielmieniami i blinami ze śmietaną.
UsuńUśmiechnęła się lekko, ostawiając szło, i wzruszyła lekko ramieniem. Ivan mógł ją teraz wyśmiać albo uznać, że jest niepoważna, ale mówiła prawdę. W tamtym momencie, gdzieś pomiędzy złością i niemocą, poczuła się szczęśliwa, poczuła się… akceptowana. Długo nie potrafiła poradzić sobie z myślą, że jej ciało zawiodło, że poddało się wtedy, gdy Vasya liczyła, że osiągną szczyt; równie długo musiała przekonywać samą siebie, że dłuższa przerwa niczego nie będzie w stanie jej zabrać.
— Jak widać, kobiety do szczęścia potrzebują jedynie dobrego jedzenia — rzuciła żartobliwie. — Więc… dlaczego jesteś łysy? To twój image niebezpiecznego chłopca i zbira, czy… po prostu wolisz praktyczną fryzurę? — spytała, zasłaniając swoje wykrzywione w szerokim uśmiechu usta palcami.
Vasilisa Dragunova👨🏻🦲👀
Vasya nie zamierzała mieszać między rodzeństwem i raczej rzadko się komukolwiek żaliła z czyjegoś zachowania. W łyżwiarskim świecie nie było mowy o tym, aby się wycofać, gdy ktoś bywał złośliwy lub próbował wbić szpilkę – wydawało się to całkowicie normalne, bo zawsze chodziło o rywalizację, a nie o przyjaźń. Zrozumiała to naprawdę szybko i nigdy nie żałowała, że nie miała przyjaciółek w branży, bo te albo były zazdrosne, albo życzyły jej najgorzej. Ale Ivan mógł mieć rację, prawdopodobnie nigdy już się nie zobaczą i tak naprawdę nie muszą nawet udawać uprzejmych, choć owa uprzejmość wcale nie wynikała z tego, że Ivan był bratem Lery. Była raczej naturalna.
OdpowiedzUsuńZaszła tak daleko, bo nienawidziła przegrywać. Nienawidziła, gdy ktoś sięgał po złoto – chciała być najlepsza, chciała udowodnić sobie i innym, że jest w stanie osiągnąć coś niezwykłego. Potem wystarczyło mieć jedynie dobrych trenerów i znaleźć kogoś, kto będzie w stanie to zrozumieć, bo bez tego zrozumienia trudno by było przeć naprzód. Czasem to, co robiła i jak doprowadzała samą siebie do perfekcji, bywało bezduszne, ale Vasya była Rosjanką i nie wycofywała się, nawet jeśli ból był tym, co wypełniało całą jej egzystencję. W Moskwie nauczyła się, że nie należy się poddawać i że wszystkie ograniczenia są zazwyczaj w głowie.
Lubiła domową kuchnię mamy i to, że zawsze gotowała typowo rosyjskie przepisy. Wtedy najczęściej mówiono w domu po rosyjsku i nikt nie myślał o tym, że Rosja była daleko – ostatecznie liczyło się to, gdzie ktoś zostawił swoje serce, a Vasya mieszkała w USA, zwyciężała dla USA i była obywatelką tego kraju, mimo tego nie zapomniała swojego pochodzenia i nie wstydziła się, że jest Rosjanką.
— Szczególnie gdy jest robione przez mamę — odparła dość prosto, bo takie jedzenie smakowało po prostu lepiej. USA słynęło z przetworzonego żarcia i chemicznych kolorów, które wcale nie zachęcały do kupienia danego produktu, ale może widziały to tylko osoby, które miały to szczęście, że jadły coś normalnego. Vasya wciąż spotykała się z rodzicami, aby usiąść przy obiedzie i porozmawiać o wszystkim i niczym; jej ojciec nazywał to życiowym updatem, bo wtedy najczęściej dowiadywał się, co słychać u jego córek.
— Bo możesz — powtórzyła, przyglądając się jego twarzy. — Więc to świadomy wybór, a skoro tak… to musiał być ku temu powód. Wyglądając tak, nie pasujesz do bogatej rodziny ani raczej nikt nie uznałby, że jesteś rozpieszczonym dzieciakiem. Czyżbyś próbował odciąć się od idealnego obrazka, żeby wszyscy widzieli ciebie, Ivana, a nie syna swojego ojca?
Przechyliła lekko głowę, pozwalając sobie wysnuć tę tezę. Owszem, była nieco podpita, ale wciąż myślała dość trzeźwo, a mówienie nie przychodziło jej z trudem. Mogła się, oczywiście, mylić, choć z reguły całkiem dobrze czytała to, co ukrywało się pod czyjąś skórą. Obserwowanie i wyciąganie wniosków należało zresztą do jej pracy – lód nie wybaczał błędów, więc należało znać swojego partnera w każdy możliwy sposób, a jednocześnie umieć przewidzieć kolejny ruch tak, żeby stać się dopełnieniem, a nie przeszkodą.
— Pewnie zostałabym lekarzem jak mój ojciec — przyznała szczerze. — Mimo że mój ojciec nigdy nie zmuszał mnie do medycyny, to pewnie poczuł się nieco zawiedziony tym, że jego druga córka też związała się ze sportem, bo moja siostra, Jelena, jest primabaleriną.
Nie miała pojęcia, ile faktycznie wiedział o niej Ivan, a co wyczytał jedynie z Internetu. Informacje o jej rodzinie były raczej podstawowe i nieszkodliwe, podobnie jak artykuły o karierze, kontuzji, czy wywiady, których udzieliła w międzyczasie – nie była anonimowa.
Usuń— A po pracy? Pewnie bym podróżowała. Łyżwiarstwo w sumie poniekąd spełnia tę chęć podróżowania, bo czasem zawody odbywają się w różnych miejscach — dodała, wypijając kieliszek. Wydała z siebie ciche mhmm, gdy alkohol zaczął być nieco bardziej odczuwalny. — Zostało nam chyba po ostatnim pytaniu, prawda?
Pochyliła się nieco w jego stronę, patrząc mu w oczy.
— No chyba że chcesz zamienić je w wyzwanie — rzuciła odważnie, zastanawiając się, czy będzie w stanie przyjąć zmianę reguł gry. Zaraz potem wyprostowała się i posłała Ivanowi swój uroczy uśmieszek, który zapowiadał coś diabelskiego.
Vasilisa Dragunova ⛸️🍸
Vasya miała wolny dzień, naprawdę wolny. Bez żadnych obowiązków, bez wczesnego wstawania – mogła zrobić wszystko, dosłownie wszystko, ale wczoraj wypiła zbyt dużo, rano zwymiotowała smażonego kurczaka, którego zjadła, pijąc alkohol, a teraz próbowała po prostu nie zdechnąć.
OdpowiedzUsuńWzięła prysznic, porządnie wyczyściła skórę, umyła włosy i owinięta w ręcznik, zapaliła papierosa przed zlewem. Pracując tak naprawdę całe dnie, bez przerwy, te kilka godzin, w których nie musiała się spieszyć, gonić za zleceniem czy uśmiechać się, jakby była nieszczęśliwym człowiekiem w całym pieprzonym Nowym Jorku, wydawały się dziwne. Mei-Lan robiła coś od dziecka; sprzedawała rzeczy robione przez matkę, roznosiła gazety, malowała płoty i sprzątała. Zawsze sprzątała, po bracie, siostrze, rodzicach, a ostatecznie pozbywała się tego, czego nie tknąłby normalny człowiek, bo było to zbyt… drastyczne. Mei zdążyła się przyzwyczaić – i do zapachu, i do widoku. Sprzątanie po zgonach nie należało do łatwych, ale było uczciwą pracą. I ostatecznie ktoś to musiał robić. Nieco inaczej było z jej zaangażowaniem w sprawy, o których najlepiej w ogóle nie chciałaby słyszeć, ale Ming-Ho Lee, lichwiarz, który ciągle przypominał jej o rodzinnym długu, długo, dawno temu uznał, że jej stalowy żołądek i nerwy przydadzą się w inny sposób. Od tamtej pory była czyścicielką po robotach wszelakich, niezależnie od tego, czy przychodziło jej czyścić mieszkanie po zabójstwie, pobiciu czy imprezie, która rozkręciła się trochę za bardzo – stała się sprzątaczką pod telefonem, który mógł rozdzwonić się w każdym momencie. Nienawidziła tego.
Zdążyła się ubrać i usiąść z rodzicami, aby coś zjeść. Ojciec popijał zieloną herbatę, kiwając głową i słuchając wywodów żony. Suyin mówiła właśnie o sąsiadce obok, która od trzech dni wystawiała przed drzwi worek z odpadkami o takiej porze, że dozorca potykał się o niego przed świtem, i że w cywilizowanym domu takie rzeczy się nie zdarzają.
— Mamo — mruknęła, grzebiąc pałeczkami w ryżu. — To tylko śmieci.
Suyin spojrzała na nią takim wzrokiem, jakby właśnie przyznała się do czegoś naprawdę gorszącego, a co mogło być dla niej tak gorszące? Zapewne dwudziestokilkuletnia córka, której nikt nie chciał, mimo usilnych prób zeswatania jej z synami lub wnukami koleżanek.
— Śmieci mówią o człowieku więcej niż myślisz — oznajmiła rzeczowo, głosząc jedną ze swoich mądrych sentencji, które Mei znała tak dobrze, że potrafiłaby je zarecytować.
Ojciec chrząknął z uznaniem, choć może po prostu herbata wpadła mu nie w tę dziurkę. Czasem zastanawiała się, jak wytrzymywał to biadolenie, ale potem uświadamiała sobie, że matka nie była zła, owszem, niekiedy przesadzała ze swoją troską i usilnie próbowała przekonać wszystkich do swoich racji, ale ostatecznie po prostu próbowała trzymać całą rodzinę w kupie, mimo tego, co działo się wokół, a działo się sporo i to niekoniecznie dobrych rzeczy.
Jej telefon zawibrował, tylko raz, krótko, jak owad uderzający o szybę. Mei przez sekundę udawała, że tego nie słyszy. Suyin mówiła dalej, a ojciec dolał sobie herbaty, chwaląc akurat tę odmianę, którą samodzielnie wybrał w sklepie. Komórka zawibrowała drugi raz.
— Praca? — spytała matka, zezując w stronę telefonu.
— Zapewne. — Przewróciła oczami, zapychając usta ryżem. Mogłaby skłamać, że to pomyłka, ale nie chciała tego robić; dostatecznie wiele razy okłamywała rodziców, żeby robić to bez wyrzutów sumienia.
— Zjedz najpierw — wtrącił ojciec, a potem telefon zawibrował po raz trzeci.
Wstała od stołu chwilę później, przełykając jeszcze ryż. Oczywiście, że wolałaby zostać, siedzieć przy stole, pozwolić matce mówić o sąsiadce, patrzeć, jak ojciec dolewa sobie herbaty i udawać, że telefon nie istnieje, ale nie mogła. Była w zbyt ciemnej dupie, żeby się ociągać.
Mei narzuciła starą, skórzaną kurtkę, wsunęła stopy w ciężkie buty i zabrała torbę stojącą zawsze przy drzwiach. W niej były: kilka par rękawiczek, maska, ochraniacze, środki chemiczne w małych, nieopisanych butelkach, składany fartuch, zapasowe worki, latarka, nóż techniczny, opaski zaciskowe i kilka rzeczy, których nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien nosić przy sobie.
UsuńDotarła pod wskazany adres krótko po czasie, ale najpierw musiała przebić się przez pół miasta, a potem gdzieś zaparkować vana. Ostatecznie stanęła przed apartamentem, który zapewne był droższy od jej domu, samochodu i wszystkiego, co miała, ale to nie było ważne. Zazdrość o rzeczy materiale opuściła Mei po którymś razie, gdy sprzątała mieszkania ubabrane trzewiami i odciętymi palcami.
Drzwi otworzyły się nagle, a jej oczy mimowolnie wbiły się w męską sylwetkę. Mężczyzna należał do tych wysokich i łysych, i miał minę człowieka, z którym nie chciało się zadzierać. Zazwyczaj sprzątała bez żadnych świadków lub z ludźmi, których czule określało się przydupasami bogaczy. Nie spodziewała się więc tutaj jednego z dupków, który zapewne bez mrugnięcia okiem mógłby kupić sobie kolejny apartament w tej okolicy – o co tu, kurwa, chodziło? Jeśli właśnie wpadła w jakieś gówno, to miała nadzieję, że starczy jej sił i samozaparcia, żeby przeprawić się przez te fekalia. Nie lubiła niespodzianek, bo oznaczały jedynie brak informacji, a brak informacji? Ryzyko. W tej pracy ryzyko nie miało w sobie nic romantycznego; nie było drżeniem przed przygodą ani przyjemnym skokiem adrenaliny podczas pieprzenia się w miejscu publicznym czy kradnięciem alkoholu z osiedlowego sklepiku. Było ciężarem w żołądku, zimnem między łopatkami i świadomością, że za rogiem może dostać kulkę w łeb.
Była drobna, niższa, niż zapewne się spodziewał, i przez sekundę zobaczyła, jak jego irytacja rozbija się o zaskoczenie. Ludzie zazwyczaj spodziewali się kogoś większego, starszego. Cóż, jako niska, chuda Chinka też dawała sobie radę.
Nie weszła do apartamentu od razu, choć mężczyzna odsunął się, trzymając drzwi. Zamiast tego uniosła wzrok i bezczelnie zmierzyła jego sylwetkę, jakby w tej chwili miała dużo więcej powodów do irytacji niż on.
— Tyle, ile trzeba, kiedy ktoś sprząta cudze gówno — odparła chłodno. Dopiero wtedy minęła go w progu, zahaczając ramieniem o jego ramię. Weszła do apartamentu bez podziękowania i uprzejmej wymiany zdań. Im dalej szła, tym wyraźniejszy stawał się bałagan.
Przez kilka sekund po prostu obserwowała i to nie dlatego, że widok zrobił na niej wrażenie. Po prostu liczyła. Plamy, kierunek rozbryzgu, mokre ślady przy dywanie, odcisk podeszwy, smugę przeciągniętą w stronę kanapy. Bałagan opowiadał historię, którą należało wymazać.
— Jest tu ktoś jeszcze? — spytała, odkładając torbę. Przykucnęła, rozsunęła zamek i zaczęła wyciągać z niej rzeczy tak mechanicznie, jakby układała sztućce do kolacji. Najpierw rękawiczki, potem maska i zwinięty fartuch ochronny, następnie paczka cienkich, foliowych ochraniaczy na buty. Rozerwała opakowanie zębami, wyjęła jedną parę i rzuciła Panu Wkurzonemu prosto w pierś.
— Załóż — rozkazała, może trochę zbyt się rządząc.
urocze słoneczko Mei-Mei Wong ☀️😷
Mei-Mei oddałaby wszystko za jeden wolny weekend, bez tego całego pierdolnika. Jeśli nie sprzątała rozkładających się ciał w mieszkaniach, to malowała trupy i przygotowywała je do ostatniego pożegnania, a w międzyczasie pracowała dla wątpliwie dobrych osób, dla których była jedynie trybikiem w wielkiej machinie luksusu, pieniędzy i wpływów. Czasem miała wrażenie, że jej życie składało się wyłącznie z cudzych końców. Końców małżeństw, które zostawiały po sobie krew i rozbite szkło. Końców imprez, po których ktoś ginął. Końców samotnych staruszków, gnijących w łóżku tygodniami. Końców synów, kochanek, dłużników, idiotów i ludzi, którzy mieli pecha znaleźć się w niewłaściwym pokoju z niewłaściwą osobą. A potem przychodziła ona. Z torbą i rękawiczkami.
OdpowiedzUsuńW jej zwykłej pracy przynajmniej udawano szacunek i nikt jej nie groził. Rodzinny dom pogrzebowy znany był w okolicy i każdy Chińczyk przychodził właśnie tam – społeczność była hermetyczna, wspierająca, ale też oceniająca jak cholera. Pracując jednak w terenie, biorąc takie zlecenie jak to, była popychadłem, a śmierć wyglądała inaczej; wsiąkała w dywan, zasychała po klamkach, ręcznikach, telefonach i złotych nogach stolików, które kosztowały więcej niż dom jej rodziców. Tutaj nikt jej nie dziękował.
Jeden wolny weekend. Dwie doby, podczas których nikt by nie umarł, nie przedawkował, nie zadłużył się u niewłaściwych ludzi, nie załatwiał konfliktów przy użyciu noża czy spluwy. Ale świat nie rozdawał wolnych weekendów ludziom takim jak ona, a dawał adresy wysłane w środku nocy i mężczyzn w drogich garniturach, którzy otwierali drzwi z pretensją, jakby zaplanowała sobie cholerne spóźnienie.
Nie miała zamiaru wyglądać jak kogoś wyobrażenie; ostatnim razem, gdy próbowała zamknąć się w takim wyobrażeniu, skończyła w brokacie i lateksowym stroju, który może byłby całkiem seksowny, gdyby nie to, że niemiłosiernie się w nim pociła. Od tamtej pory unikała spotykania się z fetyszystami.
Mei-Mei nie wyglądała jak ekipa sprzątająca, bo nią nie była, ale zdecydowanie stała się specem od najgorszej roboty w jednej osobie. W pakiecie dostarczano ją z torbą, kwaśną miną i kacem, który jeszcze nieco się jej trzymał. Kac zresztą nie pomagał w zachowywaniu profesjonalizmu. Zwłaszcza że profesjonalizm Lavender był bardzo prosty: nie mówiła klientom wszystkiego, co przychodziło jej do głowy. A przychodziło dużo. Na przykład, że ten apartament pachniał jak bardzo zła decyzja podjęta przez kogoś, kto nigdy w życiu nie musiał samodzielnie prać własnych skarpetek. Albo że mężczyzna stojący przed nią wyglądał tak, jakby ktoś ulepił go z protekcjonalności, białka i irytacji.
Mei-Mei też czasem myślała o ucieczce. Nie z walizką czy biletem w jedną stronę i wiatrem we włosach, bo po pierwsze, w jej życiu wiatr zwykle śmierdział spalinami i fajkami, a po drugie, jedna walizka nie pomieściłaby całego bałaganu, który musiała ze sobą zabrać. Myślała raczej praktycznie; ile gotówki dałoby się odłożyć bez wzbudzania podejrzeń, jak długo matka udawałaby, że nie zauważyła, czy ojciec zrozumiałby jej decyzję, czy Chen w ogóle przeżyłby trzy tygodnie bez kogoś, kto wyciągałby go z kłopotów? Ucieczka brzmiała ładnie tylko wtedy, kiedy człowiek nie miał rodziny i długów. W innym przypadku była po prostu przeprowadzką z ogromnym poczuciem winy w inne miejsce i ucieczką przed nieuniknionym.
Ryzyko w jej pracy rzadko miało postać jednej konkretnej rzeczy. Nie wyglądało jak pistolet przyłożony do skroni ani jak nóż połyskujący w ciemnym zaułku – było bardziej ludzkie. Najgorsze było jednak to, że ryzyko niemal nigdy nie należało do niej. Ktoś inny ćpał, ktoś inny pił, rozbijał butelkę, wymachiwał nożem, zabijał i gwałcił, a potem przychodziła Mei-Mei i dziedziczyła konsekwencje. Klękała w tym syfie, szorowała plamy, pakowała rzeczy do worków, oddychała przez maskę i udawała, że to tylko praca. Bycie trybikiem w maszynie luksusu miało tę wadę, że maszyna nigdy nie pytała trybiku o zdanie. Po prostu mieliła dalej.
UsuńZerknęła w stronę Ivana, który wyglądał, jakby dopiero teraz zaczynał rozumieć, że wszedł nie do kałuży, tylko do bagna. Prawie mu współczuła. Prawie, bo nadal był wielkim, bogatym facetem w mieszkaniu jeszcze bogatszego debila, więc jej współczucie było ograniczone.
Świetnie, czyli będzie musiała znieść towarzystwo jeszcze jednego idioty. Czy to naprawdę się działo? Może to jakaś pojebana impreza tematyczna, a Mei-Mei tego nie ogarnęła? Zacisnęła usta.
— Wspaniale — mruknęła, rozglądając się wokół. Zaraz potem podeszła do schowka, bo najwyraźniej w tym mieszkaniu nawet mop i wiadro musiały żyć w ukryciu, żeby nie psuć atmosfery luksusu. Tyle że wiadro nie przypominało wiadra, a jakieś matowoczarne, designerskie, z metalową rączką i minimalistyczną pokrywą gówno.
— No proszę. Nawet wiadro ma tu większą godność niż ja — rzuciła po chińsku pod nosem.
Postawiła je na podłodze, zdjęła pokrywę i zajrzała do środka. Czyste. Pachniało plastikiem. Założyła maskę, a z torby wyjęła butelkę bez etykiety, mały koncentrat, saszetkę proszku i składaną miarkę. Pracowała szybko, odmierzając wszystko odruchowo. Najpierw woda, potem środek enzymatyczny i płyn o ostrym zapachu. Na końcu dodała odrobinę proszku, mieszając, aż roztwór lekko zmętniał.
Nie rozumiała języka, w którym rozmawiali mężczyźni, ale rozpoznała, że to rosyjski. Zajebiście, tego brakowało w jej życiu, użerania się z Ruskami. Czuła się tak, jakby wszechświat uznał, że zwykli, bogaci idioci są zbyt mało męczący i trzeba jej podstawić wersję z twardszym akcentem, większym ego i naturalnym talentem do robienia awantur. Może i nie rozumiała rosyjskiego, ale zrozumiała palec wycelowany w jej stronę, ślizgające się po niej spojrzenie i sposób, w który mężczyzna oblizał usta – miała ochotę zwymiotować.
Mei najpierw spojrzała na wyciągniętą dłoń mężczyzny, a potem skierowała wzrok do jego twarzy i znów spuściła oczy, jakby próbowała ocenić, czy naprawdę właśnie zgłosił się na ochotnika, czy może roztwór, który właśnie przygotowywała, zaczął emitować jakieś halucynogenne opary.
— Hmmm… — mruknęła. Sięgnęła do torby, wyjęła maskę i podała mu ją pierwszą, a potem wyciągnęła większe rękawiczki, czarne, grubsze niż te, których używała do prostszych rzeczy, i rzuciła mu je. Wskazała brodą korytarz.
— Ubrania mokre osobno, zakrwawione osobno. Niczego nie płucz, nie wyżymaj, nie wyrzucaj. Jak znajdziesz cokolwiek dziwnego, wołasz mnie. — Zadarła podbródek, aby spojrzeć mu prosto w oczy. Różnica wzrostu zmuszała ją do tego irytującego, niemal wyzywającego ruchu, ale Mei nie cofnęła się ani o centymetr.
— I słuchasz mnie — dodała.
Mei-Mei Wong 🪣🫧
Mei-Mei nie miała za bardzo wyboru, czy też chce lub nie zainteresować się mrocznym światem, bo ten mroczny świat wykazywał zainteresowanie nią. I to niemal kurewskie zainteresowanie, zwykle w środku nocy, kiedy miała już zdjęty stanik, umyte włosy i naiwne plany, żeby przespać więcej niż cztery godziny. Nie musiała czytać o tuszowaniu śladów, bo do pewnego momentu nic ją to nie obchodziło. Nie miała notatek, zaznaczonych fragmentów ani eleganckiej teorii wyniesionej ze studiów. Miała za to obolałe od klęczenia przy cudzych plamach kolana, dłonie wysuszone od chemii i wiedzę, której nikt rozsądny nie chciałby zdobywać praktycznie.
OdpowiedzUsuńWiedziała coś o byciu gnojkiem i o tym, jak łatwo było się zmienić pod ciężarem własnych decyzji i przekornego losu. Jej brat nie przemienił się w zbira, nie miał tępego spojrzenia ani nie umiał się jakoś bardzo dobrze bić. Chen był gorszy w dużo głupszy sposób, bo wciąż potrafił się uśmiechać tak, jakby wszystko miało się zaraz ułożyć, jakby każde kolejne kłamstwo było tylko drobnym przystankiem do wielkiego zwycięstwa. Jakby dług był chwilowym stanem przejściowym, a nie pętlą zaciskającą się wokół szyi całej rodziny. Chen przegrywał pieniądze, których nie miał, pożyczał je od ludzi, od których nie powinno się pożyczać nawet parasola, a potem wracał do domu z tą swoją miną zbitego psa i mówił, że prawie się udało. Prawie. Nienawidziła tego słowa.
Mei-Mei czuła jego spojrzenie. Nie przez cały czas, ale wystarczająco często, żeby zaczęło ją to irytować. Myślał, że dostrzeże w niej coś szczególnego, a może próbował dopasować ją do którejś z szufladek w swojej głowie? Rodzinny biznes? Głupia decyzja? Szybka kasa? Pewnie coś w tym stylu. Dla niej i dla niego lepiej by było, gdyby w ogóle się nie gapił i nie zapamiętał jej twarzy. Twarze były problemem. Nazwiska można było przekręcić, numery wyrzucić, SMS-y skasować. Twarz zostawała człowiekowi pod powiekami, wracała w najmniej odpowiednich momentach i czasem kazała zadawać pytania, które nie powinny paść. Lavender nie lubiła być czyimś pytaniem, zwłaszcza pytaniem w głowie faceta, który wyglądał, jakby mógł kupić część domów w Chinatown bez zająknięcia.
Zauważyła ten ponaglający gest, oczywiście, że zauważyła. Wyglądało to tak, jakby wydawał polecenie jakiemuś przydupasowi, nie komuś, kto właśnie wyciągnął go z krwawego bajzlu. Przez sekundę miała ochotę rozpuścić mu te paluchy w jakimś żrącym kwasie albo przynajmniej zapytać, czy w jego świecie ludzie naprawdę reagują na takie gesty bez plucia komuś do kawy, ale powstrzymała się przed jednym i drugim. Im mniej interakcji zachodziło podczas takich zleceń, tym lepiej dla niej.
Mei zauważyła, że się nie nachylił. Wielu wysokich facetów miało ten odruch, jakby mogło jej to cokolwiek ułatwić. Łysy Rusek jednak tego nie zrobił, starł prosto, i nie do końca wiedziała, czy to kultura osobista, wyrachowanie, czy przypadek. Podejrzewała wyrachowanie. Ludzie tacy jak on rzadko robili coś przypadkiem. Patrzył w jej stronę uważnie i z cieniem zainteresowania, który nie miał nic wspólnego z krwią na podłodze ani z instrukcjami dotyczącymi worków. Tego tego brakowało. Nie dość, że musiała sprzątać po cudzej katastrofie, pilnować idioty w mokasynach i udawać, że zapach chemii nie dobija jej kaca, to jeszcze wielki, łysy Rosjanin najwyraźniej uznał, że jednak nie jest aż tak nudna. Nie cofnęła się, bo cofanie się przed mężczyznami takimi jak on było złą strategią, a zapewne gdyby to zrobiła, zapamiętałby to, a Mei wolała, żeby jeśli już musiał ją zapamiętać, to jako problem, nie jako łatwy cel.
Odprowadziła Ruska spojrzeniem, a potem poprawiła maskę i wzięła się za robotę. Z torby wyjęła składane podkłady i rozłożyła je tam, gdzie miała pracować. Potem postawiła obok designerskie, czarne wiadro, które nadal obrażało ją samym faktem istnienia. W środku mętniał roztwór o ostrym, chemicznym zapachu. Mei zanurzyła w nim ścierkę, wycisnęła ją mocno i zaczęła zmywać krew. Marmur, oczywiście, musiał być marmur – czy w mieszkaniach bogaczy zawsze musiał być ten pierdolony marmur? Mei przycisnęła chłonny podkład do plamy, odczekała i podniosła.
UsuńZebrała kawałki szkła pęsetą, jeden po drugim, wrzucając je do osobnego worka, a kiedy największa plama na posadzce przestała błyszczeć, Mei spryskała miejsce środkiem, odczekała kilka sekund i przetarła jednym ruchem. Potem zajęła się dywanem, który był jasny i pewnie kosztował dość sporo. Westchnęła przez maskę. Nienawidziła swojego życia, naprawdę. Posypała zabrudzone miejsce chłonnym proszkiem i odczekała chwilę, obserwując, jak ten ciemnieje i matowieje.
Mei nie rozumiała ani słowa z rosyjskiego, ale pieniądze były językiem międzynarodowym, a zwłaszcza wtedy, gdy lądowały na stoliku takim ruchem, jakby rzucający robił komuś wielką łaskę. Zerknęła na banknoty tylko raz. Krótko.
— Uroczo — odparła. — Prawie poczułam się doceniona.
Nie liczyła pieniędzy, po prostu je wzięła i wsunęła w kieszeń. Nie była aż tak dumna, żeby odmawiać sobie dodatkowej forsy. Zaraz potem wróciła do pracy i kończąc, kazała Ruskowi wziąć kilka cięższych worków. Znieśli wszystko tylną windą serwisową. Biały van Mei czekał w alejce, stary i zdewastowany, z wnętrzem pachnącym chemią, gumą i rzeczami, o które lepiej nie pytać.
Otworzyła tylne drzwi i wskazała Rosjaninowi plastikowy pojemnik transportowy. Worki wylądowały w środku jeden po drugim: mokre tekstylia, zużyte podkłady, zabezpieczone szkło, brudne ścierki. Mei zamknęła pojemnik, zatrzasnęła vana i zdjęła rękawiczki oraz maskę.
— Gratulacje — powiedziała, patrząc w stronę wielkiego Ruska. — Do zobaczenia nigdy — dodała, wymijając mężczyznę i wsiadając za kółko; niemal od razu sięgnęła po paczkę papierosów i zapaliła, a pierwsze zaciągniecie było nagrodą za przetrwanie dzisiejszego syfu.
Przekręciła kluczyk. Silnik zacharczał żałośnie, a potem wydał z siebie dźwięk, który można było opisać wyłącznie jako agonalny sprzeciw wobec dalszego udziału w jej chujowym życiu. Mei znieruchomiała z papierosem między ustami.
— Nie! — krzyknęła, uderzając pięścią w kierownicę. — Nawet nie próbuj, ty kupo złomu!
Przekręciła kluczyk jeszcze raz. Van jęknął, kontrolki zamrugały jak choinka, po czym wszystko ucichło. Przez kilka sekund Wong siedziała nieruchomo. Potem potrząsnęła agresywnie kierownicą, a ostatecznie z jękiem oparła o nią czoło i nacisnęła przypadkiem klakson – podskoczyła niemal od razu, papieros wypadł jej z ust i spopielił jej nieco spodnie robocze. Kurwa, zajebiście. Uniósłszy głowę, spojrzała przez przednią szybę na Ruska, który nadal stał na parkingu i musiał być świadkiem tego drobnego, upokarzającego finału.
— Nie patrz tak! — rzuciła przez uchylone okno. — A jak tak bardzo lubisz się gapić, to zrób, kurwa, zdjęcie, wystarczy na dłużej! — warknęła jeszcze, wysiadając z auta. Myśl, Mei, myśl. Musiała jakoś ogarnąć sprawę z samochodem, wrócić do domu i nie popełnić samobójstwa.
Mei-Mei Wong 🚐😠
Mei nie miała pojęcia, o jakich zajęciach mówił Rusek, ale chyba wolała być nieświadoma. Z doświadczenia wiedziała, że jeśli padały takie słowa, to ktoś rzadko myślał o czymś, co poprawiłoby jej opinię o facetach. Nie wierzyła raczej w istnienie księcia w lśniącej zbroi, ale byłoby miło poznać w końcu kogoś normalnego. Nie skomentowała więc jego słów, a zaciągnęła się papierosem, którego podał jej do przytrzymania, i przez chwilę rozważała, czy powinna mu go oddać, czy po prostu uznać za rekompensatę moralną za dzisiejszy dzień.
OdpowiedzUsuń— Zdrajca — mruknęła do vana. — Karmiłam cię paliwem, dbałam i broniłam cię, kiedy Chen mówił, że śmierdzisz wilgocią i porażką…
Mei przez chwilę po prostu stała i gapiła się w stronę Ruska spod zmrużonych powiek, jakby samo to, że wydawał jej polecenie przy jej własnym samochodzie, było osobistą zniewagą.
— Spróbuj odpalić… — powtórzyła pod nosem z miną wkurzonego dzieciaka. Mimo to obeszła vana i wsiadła za kierownicę. Fotel jęknął cicho pod jej ciężarem, a Mei poczuła, jak jej żołądek skurczył się boleśnie.
Ten van nie był dla niej tylko autem; to był jej magazyn, kryjówka, narzędzie pracy i czasem jedyne miejsce, w którym mogła przez pięć minut siedzieć bez nikogo, bez matki za ścianą, Chena wpadającego w kolejne kłopoty i wibrującego telefonu. Ten van woził zwłoki, chemię, worki, wiadra, zapasowe ubrania, papierosy, zimne pierożki, niedopite herbaty i samą Mei-Mei w momentach, kiedy sama nie wiedziała, czy wraca do domu. Był brzydki, stary i brzmiał jak gruźlik, gdy próbowała odpalić, ale uwielbiała to auto.
Gdy Rusek podszedł do drzwi vana i oparł się łokciem, odwróciła do niego głowę. Zmierzyła wzrokiem jego twarz – był całkiem przystojny i było to wyjątkowo irytujące, bo Mei zdecydowanie wolałaby, żeby wyglądał jak reszta jej problemów: brzydko, jednoznacznie i kurewsko irytująco. Niestety tak nie było. Miał tę swoją łysą głowę, ostre rysy i zbyt czujne, trzeźwe spojrzenie. Do tego dochodził spokój, który nie pasował do parkingu, zepsutego vana i pojemnika z odpadami po krwawej jatce.
— Nic nie mów… — zaczęła, ale Rusek i tak powiedział swoje. Mei przewróciła oczami i mocniej złapała za kierownicę. — Rozrusznik, akumulator, zemsta karmiczna, wszystko jedno. To auto nie ruszy, a ja mam w bagażniku stertę odpadów.
Mei odprowadziła Rosjanina wzrokiem, przez kilka sekund przekonana, że właśnie tyle było z tej dziwnej wymiany zdań i próby pomocy. Rusek obejrzał auto, stwierdził, że trup na kołach jest trupem na kołach, i postanowił wrócić do swojego świata, zapewne już mając w planach zapełnienie gęby kawiorem, łososiem i cholernie drogim szampanem albo winem. Świetnie. Zawsze jednak sobie radziła, nawet jeśli radzenie sobie oznaczało siedzenie na parkingu z vanem pełnym syfu, wydzwanianie po znajomych mechanikach i modlenie się, żeby żadna ciekawska ochrona nie zainteresowała się tym, co ma w bagażniku. To nie był jej pierwszy kryzys.
Nie spodziewała się więc, że Rusek się do niej cofnie. A już na pewno nie spodziewała się, że cofnie się z SUV-em i otwartym bagażnikiem. Co się właśnie działo? Mei-Mei wyszła z auta, gdy mężczyzna zaczął się rządzić, jakby zaplanował sobie dalszy ciąg jej życiowej katastrofy bez konsultacji z główną zainteresowaną. Zamrugała kilka razy.
— Ty tak serio? — zapytała, patrząc, jak podjeżdża tyłem do jej vana.
Nie odpowiedział, tylko zabrał się do roboty, jakby to wszystko było tylko punktem do odhaczenia. Jakby przerzucanie pojemnika z odpadami po krwawym sprzątaniu do własnego samochodu było czymś, co robił w wolne wieczory między siłownią a pieprzeniem jakiejś ładnej dziewczyny. Mei poczuła, jak jej irytacja miesza się… z ulgą.
Mei stała jeszcze chwilę przy swoim vanie, a potem uległa jego propozycji. Mogła tutaj zostać i dalej się wkurzać lub wrócić do domu – zdecydowanie wolała to drugie, dlatego wzięła ze swojego auta plecak, w którym miała kilka swoich rzeczy, i zajęła miejsca pasażera w ładnym samochodzie.
UsuńRzuciła plecak pod nogi, zapięła pas i podała mu swój adres, nie zastanawiając się nad tym, czy powinna to robić. Najwyżej skończy z kulką w łbie, ale przynajmniej nie na parkingu obok zepsutego vana, co w tej chwili wydawało się niemal awansem społecznym.
Gdy SUV ruszył, Mei zaczęła się rozbierać. Nie z wdziękiem i nie kusząco, raczej szybko i mechanicznie. Najpierw rozpięła kurtkę, zsunęła ją z ramion i wepchnęła do worka wyciągniętego z plecaka. Potem złapała za brzeg bluzy.
— Patrz na drogę — powiedziała od razu, zanim Rusek zdążył choćby poruszyć głową. — Jeśli spojrzysz w bok, zabiję cię.
Wcale nie byłaby w stanie zabić Ruska ani kogokolwiek innego, ale musiała mu jakoś zagrozić. Ściągnęła bluzę przez głowę i została w cienkiej koszulce, która też po chwili wylądowała w foliowym worku. Materiał zdążył przesiąknąć zapachem chemikaliów i dymu. Została w staniku i z zaciśniętymi ustami zaczęła rozpinać spodnie. Wcisnęła się głębiej w fotel i zsunęła je z bioder, walcząc z materiałem i paskiem. Po chwili siedziała obok Ruska w samej w bieliźnie – nie czuła się zawstydzona. Była cholernie drobną, chudą Chinką i raczej nie miała się czego wstydzić ani z czego być dumna. Wyjęła z plecaka czyste spodnie i luźną koszulkę. Zanim je założyła, przetarła szyję, ramiona i dłonie wilgotnymi chusteczkami o ostrym cytrynowym zapachu.
Mei-Mei Wong 💀🤨
Zignorowała z jego ust słowo mała, które było adresowane prosto do niej. I to nie dlatego, że nie potrafiłaby się odgryźć. Miała tak naprawdę z przynajmniej osiem tekstów, z czego trzy zawierały groźby karalne, a jeden to po prostu krótkie, eleganckie „spierdalaj”, ale była… zmęczona. Tak głęboko, cholernie zmęczona, że miała ochotę po prostu wrócić do domu. Poza tym Rusek jej pomógł, a to było najgorsze.
OdpowiedzUsuńNie powinien był jej pomagać. Powinien był zrobić to, co każdy: odsunąć się, kazać jej sobie radzić i zniknąć. Mógł ją zostawić na parkingu z zepsutym vanem, pojemnikiem odpadów i problemem, który bardzo szybko mógł urosnąć z „wkurwiającego” do „pójdę za to siedzieć”, ale nie zostawił.
Mei nienawidziła, kiedy ktoś robił coś takiego – coś, co w ogóle do niego nie pasowało, bo wtedy przestawał mieć konkretną kategorię w jej głowie. Łatwiej było, kiedy ktoś był dupkiem. Wtedy można było wzruszyć ramieniem i o wszystkim zapomnieć. Rosjanin od początku wydawał jej się facetem, któremu łatwo dałoby się przypisać etykietę: bogaty, ładny, problem. Ale wyrwał się schematom, które Mei-Lan znała zbyt dobrze, a teraz… teraz była w jego aucie, zupełnie jakby pomoc nie była transakcją, podstępem albo inwestycją z odsetkami, tylko czymś, co się robiło bez żadnego zawahania.
Zerknęła w jego stronę, gdy wstukiwał adres, o który nie zapytał dwa razy. Nie próbował z niej nic wyciągnąć ani nie skomentował okolicy, w której mieszkała, a wiedziała, że Chinatown nie cieszyło się jakąś wybitnie dobrą opinią, szczególnie jeśli ktoś wiedział, co się tam naprawdę działo. Potem zobaczyła inny gest – przytknięcie palców do ust i dotknięcie małej ikony. Odwróciła wzrok niemal od razu, jakby dostrzegła coś, czego nie powinna, choć przecież to nie było nic wielkiego, ot, drobny rytuał, nic, co powinno ją obchodzić, ale wiedziała, że nie robił tego bez żadnej intencji, że coś musiało się za tym kryć. Pewnie dostał ikonkę od kogoś bliskiego. Matka? Nie wiedziała tego, ale podejrzewała, że tak było, bo każda matka próbowała chronić swoje dziecko, czasem dając talizmany, amulety, jedzenie i rady, których nikt nie chciał. Suyin nie dawała Mei świętych obrazków, ale pakowała jej lunch w trzy reklamówki i wciskała imbir „na żołądek”, nawet jeśli jej problemem wcale nie był żołądek, tylko życie.
Nie wiedziała, czy podglądał, ale jeśli cokolwiek widział, to zapewne nie było to coś, co zachwycało. Była chuda, blada i miała kilka brzydkich blizn – nic ciekawego. Mei jednak, przebierając się, wiedziała, że Rusek musiał być świadomy każdego ruchu obok. I przez chwilę była mu wdzięczna za to, że dał jej jakąś mikroskopijną, może złudną przestrzeń bez komentarza, bez żartu, bez jednego głupiego westchnięcia.
Mei patrzyła po mijanych światłach, odbitych w przyciemnionej szybie. Rusek jechał wolniej, niż musiał. Ostrożnie i bez gwałtownych ruchów, zapewne przez pojemnik, który wiózł, a który był teraz ich wspólnym problemem – wszystkie rzeczy, jeśli dojadą do jej domu, zostaną spalone w piecu kremacyjnym. W ten sposób Mei-Mei pozbywała się dowodów od prawie zawsze.
Zerknęła w stronę Rosjanina – omiotła wzrokiem jego profil, duże ręce, którymi trzymał kierownicę, wyłapała nawet jego oddech, a potem rzuciła okiem po ikonce, która lekko kołysała się przy lusterku. Chciała odwrócić wzrok, ale wtedy usłyszała pytanie o chusteczkę i zanim zdążyła odpowiedzieć, Rusek i tak po nią sięgnął. Cudownie.
— Jasne, oczywiście, że możesz… — mruknęła pod nosem. — Uwielbiam, kiedy ludzie pytają mnie o zgodę w czasie przeszłym.
Nie zrobiła jednak nic, aby mu tę chusteczkę zabrać, a kiedy wspomniał o muzyce, posłała mu krótkie spojrzenie, które niemo pytało, czy jest tego pewny. I już miała sięgnąć do panelu, kiedy rozbrzmiało połączenie, a potem w aucie zabrzmiał kobiecy głos mówiący po rosyjsku. Mei wstrzymała oddech, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku – nie chciała, żeby osoba, z którą rozmawiał Rusek, spytała, z kim jest w samochodzie.
UsuńMei-Mei nie rozumiała słów, ale głos kobiety po drugiej stronie telefonu wydawał się… matczyny i ciepły. Rusek też nieco się zmienił, złagodniał, a kiedy uśmiechnął się do telefonu, wyglądał bardziej ludzko, mniej dupkowato. Odwróciła wzrok do okna, bo nie powinna tego wszystkiego widzieć czy słyszeć; ani ikonki przy lusterku, ani tego krótkiego gestu przed ruszeniem, ani tonu, jakim odpowiadał matce.
Wróciła do niego spojrzeniem dopiero, gdy zapytał o jej imię. Przez chwilę patrzyła mu w oczy, próbując zdecydować, czy skłamać. Powinna to zrobić, sprzedać mu kłamstwo i w ogóle nie czuć wyrzutów sumienia, ale… zdecydowała inaczej. I jeśli kiedykolwiek tego pożałuje, to będzie mogła pogratulować samej sobie za to, że koncertowo spierdoliła sprawę.
— Mei-Lan — odpowiedziała, znów odwracając wzrok. — A ty? Pewnie jakoś po rosyjsku… Sasha? Albo Ivan?
Rzuciła czymś stereotypowym, żeby nie myśleć dłużej o tym, czy zrobiła dobrze, czy źle.
Jakiś czas później SUV stanął przy krawężniku, dokładnie przed domem, w którym mieszkała Mei i w którym jej rodzice prowadzili swój pogrzebowy biznes. Wong odpięła pas, a potem zobaczyła, jak jej matka, Suyin, staje w progu z konewką w ręce. Zapewne chciała podlać dwie donice z kwiatami, które stały z boku – matka z jakiegoś powodu bardzo kochała te chwasty.
— Nie, nie, nie… — mruknęła. — Absolutnie nie, błagam… — dodała pod nosem, ale było już za późno. Suyin odwróciła głowę, zobaczyła samochód, potem Rusa za kierownicą, a jej twarz natychmiast rozjaśniła się w uśmiechu.
Matka odstawiła konewkę, wygładziła sweter i podeszła prosto do auta. Nie od strony Mei, bo wtedy wszechświat byłby zbyt łaskawy. Obeszła samochód i zapukała w szybę kierowcy, pochylając się lekko, żeby lepiej zobaczyć twarz Ruska.
— Mamo… — odezwała się Lavender, zaciskając nieco zęby. Wiedziała, co może oznaczać ten błysk w oczach Suyin
— Och, dzień dobry — powiedziała uprzejmie do Rosjanina, a potem uśmiechnęła się tak, że Wong zapragnęła umrzeć właśnie w tym momencie. — Mei-Mei, to twój chłopak?
Mei znieruchomiała. Przez jedną krótką, przerażającą sekundę zobaczyła przyszłość: matkę wypytującą Ruska o rodzinę, pracę, zdrowie, apetyt i plany małżeńskie, a to wszystko, zanim jeszcze zdąży zmyć z siebie dzisiejszy dzień. Wiedziała jednak, że jeśli powie „nie”, matka znów wpadnie w szał aranżowanych randek i narzekania, że Mei-Mei odstrasza dobrych chłopców swoim zbyt niedelikatnym charakterem i że powinna nad sobą popracować. Więc zrobiła jedyną rzecz, która mogła ją przed tym uchronić.
— Tak — powiedziała i odwróciła głowę do Rosjanina z miną kogoś, który właśnie podłożył ogień pod własne życie i oczekuje współpracy, żeby płomień pochłonął wszystko i wszystkich. — To mój chłopak, Ivan.
Mei-Mei 💀👀
Mei przez moment patrzyła w stronę Ivana tak, jakby właśnie dostała od niego w twarz bukietem róż, którego nie chciała, ba!, nawet nie lubiła róż. Uważała, że są tanie i że dawało się je wtedy, gdy ktoś nie wiedział, kto jakie kwiaty lubił. Miała wrażenie, że coś jest tutaj bardzo nie tak, bo Rusek wszedł w rolę zbyt gładko. Nie dość, że nie uciekł, nie zaprzeczył i nie potraktował jej desperackiego kłamstwa jak granatu bez zawleczki, to jeszcze wysiadł z samochodu, ujął ręce jej matki w swoje i zaczął robić najgorszą możliwą rzecz. Był czarujący. Skurwiel.
OdpowiedzUsuńSuyin oczywiście natychmiast rozkwitła, niemal jak te przeklęte kwiaty, które podlewała tylko po to, żeby wiedzieć, co się działo wokół domu. Jej matka była niska, szczupła, ale elegancka – zawsze nosiła się tak, jakby w każdej chwili miała spotkać się z prezydentem, nawet jeśli tak naprawdę szła tylko wyrzucić śmieci albo sprawdzić, czy sąsiadka znowu źle posegregowała kartony.
Matka Mei-Mei nie była kobietą, która potrzebowała wielu informacji, żeby zbudować sobie całą narrację. Wystarczyło jej drogie auto, wysoki mężczyzna, uprzejmy uśmiech i słowo „chłopak”, a w jej oczach Ivan przestawał być przypadkowym Rosjaninem, a stawał się kandydatem do nakarmienia, przepytania i pokazania ciotkom. Lavender widziała to wszystko w jej spojrzeniu.
— Jesteś tak uprzejmy! — powiedziała starsza Chinka z uznaniem, chichocząc przy tym słodziutko. — Mei-Mei nigdy nie mówiła, że ma takiego miłego chłopaka.
— Bo dopiero go wymyśliła — mruknęła Mei pod nosem.
— Co? — Suyin posłała jej spojrzenie, które oznaczało jedynie tyle, aby się zachowywała i była miła, a zaraz potem znów odwróciła wzrok do Ivana, który rzucił komplementem. Mimowolnie zachichotała, czerwieniąc się. — Och — wymruczała, przykładając dłoń do ciepłego policzka. Już dawno nie słyszała takich komplementów! — Mei-Mei, słyszysz? Ivanie, jesteś bardzo dobrze wychowany.
Mei słyszała. Niestety. Stała kawałek dalej z plecakiem przewieszonym przez ramię, patrząc w stronę Ivana takim wzrokiem, jakby mogło porysować lakier jego drogiego auta. Skurwiel nie tylko wszedł w rolę, urządzał właśnie spektakl, który ani trochę jej się nie podobał.
— Tak, mamo — odparła sucho. — Słyszę. Cała ulica słyszy, jak mój chłopak próbuje cię poderwać.
Suyin pacnęła ją lekko w ramię, zdecydowanie oburzona, ale też nieco rozbawiona. Miała dobry humor, bo jej wulgarna córka przyprowadziła do domu kogoś, kto nie wyglądał jak łachudra.
— Nie bądź wulgarna. Ivan jest uprzejmy.
— Ivan jest aż za bardzo uprzejmy. — Mei przewróciła oczami.
Matka zignorowała ją całkowicie, nadal patrząc na Rosjanina z rosnącym zachwytem.
— Masz dobre oczy — oznajmiła tak po prostu, wydając wyrok po procesie, który w jej głowie trwał jakieś trzy sekundy. — I szanujesz starszych. To ważne.
Mei-Mei prychnęła.
— Znasz go trzydzieści sekund i już wiesz, że ma dobre oczy? — Młoda Wong zaczęła żałować tego wszystkiego, lepiej by było, gdyby powiedziała, że to nie jest jej chłopak, a znajomy. Ale wtedy matka i tak zaczęłaby się czegoś doszukiwać, a Mei-Mei nie miała ochoty się tłumaczyć.
— Matka dostrzega wszystko! — odparła Suyin.
— Matka dostrzega drogi samochód i wzrost powyżej metra osiemdziesiąt — rzuciła nieco złośliwie.
— To też jest ważne — odparła Chinka bez najmniejszego wstydu. — No ale! Ivan, skoro już tu jesteś, to zjedz z nami obiad. Pewnie jesteś głodny, hmm?
Lavender chciała zaprotestować, powiedzieć, że Ivan się spieszy i że wcale nie zje z nimi obiadu. Jeszcze tego brakowało! Jakiś Rusek przy jej stole! Ale potem usłyszała to słowo: kochanie. Spojrzała w jego stronę i uśmiechnęła się uśmiechem, który oznaczał, że zapamięta to dokładnie i że mu się za to odwdzięczy w najmniej oczekiwanym przez niego momencie.
Usuń— Za róg, kochanie — odpowiedziała słodko, tak słodko, że Suyin rozpromieniła się jeszcze bardziej. — Przy bocznym wejściu. Tam, gdzie nie będzie przeszkadzał.
Dokładnie tam, gdzie będą mogli wyjąć z bagażnika pojemnik z odpadami, zanim Suyin zacznie mówić o upragnionych wnukach. Potem odwróciła się do matki i złapała ją delikatnie pod łokieć, mówiąc:
— Wejdź do środka, mamo, zaraz przyjdziemy.
Udało jej się wepchnąć matkę do środka, a kiedy tylko kobieta zniknęła, Me-Mei odwróciła się do Ivana.
— Szybko — syknęła. — Zanim zacznie planować nasz ślub.
Za bocznym wejściem było wąsko i zdecydowanie ciemniej – to tam Mei paliła papierosa po robocie, a Chen obsikiwał ścianę, bo nie chciało mu się chodzić to toalety. Otworzyli bagażnik, a widok pojemnika z odpadami w drogim SUV-ie poprawił jej trochę humor, ale tylko trochę. We dwoje przenieśli pudło na zaplecze domu pogrzebowego, stawiając je przy drzwiach do części technicznej, niedaleko stalowego stołu i korytarza prowadzącego do pomieszczenia z piecem kremacyjnym. Tam później miała się tym zająć. Odpady pójdą do ognia razem z całą resztą rzeczy i nikt się o niczym nie dowie.
— Mei-Mei! Zupa stygnie! — zawołała jej matka, która miała tak donośny głos, że pewnie usłyszało ją teraz całe Chinatown.
— Witamy w piekle — mruknęła do Ivana. — Pachnie imbirem.
Zauważyła, że zanim przekroczył próg piętra, ściągnął buty – jeśli jej matka nie była dotychczas zachwycona jego zachowaniem, to teraz pewnie będzie myśleć, że to niebiosa zesłały Ivana, aby pojawił się w gównianym życiu Mei. Cóż za ironia.
Jian, starszy mężczyzna, jej ojciec, siedział przy stole z kubkiem herbaty i uśmiechnął się łagodnie, gdy zobaczył gościa. Chen miał minę, jakby właśnie dostał najlepszy materiał do szantażu siostry na najbliższe dziesięć lat, a Lily, najmłodsza z rodziny, od razu zmierzyła Ivana wzrokiem i uniosła brwi z uznaniem, którego nawet nie próbowała ukryć.
— O! — odezwała się. — Czyli jednak Mei ma gust.
— Lily — ostrzegła Mei, posyłając jej spojrzenie, które kazało młodszej siostrze się zamknąć
— Co? Powiedziałam komplement — burknęła.
Suyin w tym czasie złapała Ivana lekko za przedramię i pociągnęła w stronę stołu z siłą, której po tak drobnej kobiecie nikt by się nie spodziewał. Mei znała tę siłę i dlatego nigdy nie próbowała z matką dyskutować jakoś bardzo, bo za każdym razem sromotnie by przegrała. Rosjanin ledwo zdążył usiąść, a przed nim pojawiła się miska zupy, talerz ryżu, wołowina z imbirem, smażone pierożki, warzywa z czosnkiem i mały spodek pikli. Suyin dokładała wszystko tak szybko, jakby od tego obiadu zależała przyszłość Mei i reszty osób przy stole.
Chen nachylił się do Lily i szepnął wystarczająco głośno, żeby wszyscy słyszeli:
— Pierwszy rodzinny obiad z chłopakiem Mei. Historyczne wydarzenie
Mei kopnęła go pod stołem, a mężczyzna jęknął głucho.
— Więc, Ivan, jak długo jesteście razem? — zaćwierkotała Suyin
Lavender znieruchomiała z pałeczkami w dłoni, słysząc to. Oczywiście. Pierwsze pytanie i od razu nóż między żebra, bo jej matka nie mogła zapytać o nic innego, potem pewnie padnie coś w stylu, czy chciałbyś dużą rodzinę, co myślisz o naszym rodzinnym biznesie, czy jesteś w stanie zatroszczyć się o moją córkę… Niech to się skończy.
Mei-Mei 🍚😫
Nie skomentowała jego zachowania, ale zdecydowanie to wszystko wyglądało tak, jakby brał pod uwagę to, że może kiedyś będzie właśnie w takiej sytuacji, że przyjdzie mu udawać idealnego chłopaka obcej dziewczyny. A może robił to już wcześniej?
OdpowiedzUsuńMei nie zakrztusiła się tylko dlatego, że akurat niczego nie miała w ustach, po prostu nie zdążyła wepchnąć w siebie wołowiny ani warzyw. Spojrzała wolno w stronę Ivana, mrużąc lekko oczy. W jej głowie pojawił się alarm, który wył, przedzierając się przez marsz pogrzebowy. To był koniec. Nie spodziewała się, że odpowie coś takiego, ale improwizował. I cholera, był w tym dobry, zbyt dobry.
Jej fałszywy chłopak właśnie awansował z przypadkowego Ruska i stał się mężczyzną z intencjami, robiąc to przy jej rodzinnym stole, nad miską zupy. A potem złapał jej rękę – Mei zesztywniała, ale tylko odrobinę, ledwie zauważalnie. Nie odsunęła się ani nie zrobiła nic, co świadczyłoby o tym, że jest niezadowolona z tego gestu. Gdyby się wyrwała, byłoby to zbyt podejrzane.
Dłoń Ivana była ciepła i duża, a jej ręka zniknęła niemal od razu w jego palcach. Mei pracowała prawie od zawsze, więc nie miała delikatnej skóry, ale pilnowała się, aby jej palce i paznokcie były zadbane i nie wyglądały jak o pięćdziesięcioletniego mężczyzny. Zerknęła w stronę ich rąk i poczuła absurdalną złość skierowaną do samej siebie, jakby to, że zarejestrowała dotyk Ruska, było czymś dziwnym i że w ogóle się tym przejęła. To był tylko element przedstawienia, gra pozorów. Kłamstwo rzucone matce, żeby zamknęła temat randek.
— Bardzo dobrze. Mężczyzna powinien być zdecydowany — skwitowała Suyin, kiwając głową z aprobatą.
Chen za to uśmiechnął się pod nosem i przewrócił oczami.
— Czyli co, macie już kierunek? — zapytał z niewinną miną. — Północ? Południe? Ołtarz?
— Zamknij się, Chen — mruknęła, zapychając się ryżem. Oczywiście, że jej starszy brat musiał powiedzieć „ołtarz”. Jeszcze brakowało, żeby matka wyciągnęła z szuflady kadzidła, ojciec zaczął zastanawiać się nad liczbą zaproszonych osób, a Lily zaproponowała makijaż ślubny „w rodzinnej cenie”.
Mei czuła, jakby kłamstwo, które miało być małe i wygodne, właśnie urosło, rozsiadło się przy stole i zaczęło prosić o dokładkę zupy. Przecież to nie miało tak wyglądać; matka miała po prostu pokiwać głową, a Ivan odjechać. Mei potem udawałaby, że mężczyzna jest bardzo zajęty i niedostępny – i że zaczęli się o to kłócić i ostatecznie się rozstali. Tymczasem Ivan postanowił zostać najbardziej wiarygodnym fałszywym chłopakiem w historii fałszywych chłopaków, Suyin wyglądała, jakby zaraz miała zacząć ustalać menu weselne.
Matka, słysząc pytanie Ruska, rozpromieniła się tak bardzo, że prawie przypominała supernową. Mei była pewna, że jest jeszcze bardziej zachwycona niż chwilę temu, ale to może dlatego, że jej starsza córka zawsze spotykała się z facetami, którymi źle się patrzyło z oczu. Suyin postanowiła więc jej pomóc, aby – gdy przyjdzie dobry moment – umrzeć bez zamartwiania się o Mei-Lan.
— Och, nie ma problemu! — powiedziała natychmiast starsza Chinka. — To nie jest takie trudne. Trzeba tylko mieć cierpliwość. Mei-Mei nie ma cierpliwości, dlatego ona je byle co, ale pewnie jak weźmiecie ślub, to będzie więcej gotować, więc nie musisz się martwić.
— Mamo… — mruknęła Mei, mówiąc z pełną buzią.
— Co? To prawda. — Suyin wzruszyła ramieniem, a potem dodała: — Kupuję tutaj, w Chinatown. Najlepszy imbir jest u pana Changa, ale trzeba iść do niego rano. Wołowinę kupuję od pani Lau, bo kroi mięso cienko i nie oszukuje na wadze. A sos sojowy? Tylko ten z zieloną etykietą, nie czerwoną.
Mei-Lan westchnęła cicho pod nosem, a chwilę później odezwała się Lily. Miała ten sam błysk w oczach co matka, tylko że wcale nie próbowała się z tym kryć. Była ciekawska i lubiła wszystko wiedzieć.
Usuń— A czym ty się właściwie zajmujesz? — zapytała, wbijając wzrok w Rosjanina. Był przystojny, ale czy miał do zaoferowania coś więcej? I gdzie Mei wyrwała kogoś takiego? Do tej pory Lily była przekonana, że jej starsza siostra znajduje swoich chłopakach w kontenerach.
— Lily — ostrzegła Mei-Mei, nie chcąc wiedzieć o Rusku niczego więcej. Takie informacje mogły być szkodliwe i prowadziły do komplikacji. Poza tym wciąż nie ufała Ivanowi.
— Co? Normalne pytanie. Skoro jest twoim chłopakiem, to chyba możemy wiedzieć, czy jest bezrobotny. — Lily wzruszyła ramieniem.
— Jeśli jest bezrobotny, to ja też chcę być bezrobotny. Widziałaś, jakim autem tutaj przyjechał? — wtrącił Chen, potrząsając głową.
— Ty jesteś bezrobotny emocjonalnie — rzuciła Lavender, żeby Chen się przymknął.
— Pracuję w rodzinnym biznesie — odparł z przekąsem.
— Nazywasz to pracą? — Prychnęła głośno.
Lily machnęła ręką, nie pozwalając rodzeństwu przejąć całej rozmowy.
— Więc? Praca? Firma? — Uśmiechnęła się niewinnie.
Mei-Mei 💘✨
Mei poczuła, jak Ivan cofnął dłoń, i dopiero wtedy uświadomiła sobie, że przez cały ten moment była nieco spięta i nie wiedziała, co to ostatecznie znaczyło. Jego dotyk nie był nachalny – gdyby tak to czuła, pewnie zabrałaby rękę lub wbiła paznokcie w jego skórę, aby przestał. Nie patrzył też w jej stronę w ten konkretny, obleśny sposób, jakby widział w niej łatwą panienkę, którą chciał przelecieć. To wcale nie oznaczało, że zaczynała go lubić.
OdpowiedzUsuńNiepokoiło ją to, że był dobry w kłamaniu i że kłamał tak elegancko, choć może był do tego po prostu przyzwyczajony. Najbardziej jednak niepokoiło ją to, że jej matka kupiła to wszystko od razu. Chociaż może nie powinna się dziwić, Suyin chciała uwierzyć w chłopaka Mei-Mei tak bardzo, że prawdopodobnie zaakceptowałaby nawet mężczyznę wykrojonego z kartonu, gdyby tylko miał stabilną pracę i nie był oblechem. Ivan miał przewagę: był wysoki, uprzejmy, miał drogi samochód i dobre oczy.
To była katastrofa, kompletna katastrofa. Mei przesunęła palcami po pałeczkach, udając, że poprawia chwyt. Zerknęła w stronę Ivana, który rozmawiał z jej rodziną i siedział przy stole jako ktoś, kto widział jej życie w wyjątkowo niekorzystnym świetle. Krew, odpady, zepsuty van, brudne ubrania – co to jednak oznaczało? Może Rusek był szalony? Po prostu... przetrwa ten obiad i wszystko znów będzie takie samo.
Suyin niemal rozpłynęła się nad miską zupy, gdy Ivan wspomniał o wspólnym kierunku. Jej matka zawsze chciała dobrego zięcia, kogoś, kto będzie dbał o Mei, przypominał jej o jedzeniu i może, w najśmielszych snach, przekona ją do rzucenia papierosów oraz poważnego życia, co, oczywiście, oznaczało ślub i produkcję wnuków.
— Wspólny — powtórzył Chen, przeciągając słowo z przesadną powagą. — No proszę. To brzmi bardzo dojrzale. Bardzo poważnie. Bardzo… nudno.
— Chen — powiedziała Mei cicho, nieco ostrzegawczo.
— Co? Ja tylko mówię, że jak się wybiera wspólny kierunek, to trzeba mieć mapę. GPS. Plan awaryjny. Może... no nie wiem, intercyzę?
Suyin zgromiła syna wzrokiem, a potem dołożyła Ivanowi mięsa.
— Ty najpierw znajdź kierunek do pracy, a potem komentuj związek siostry — odparła starsza Chinka, cmokając z niezadowoleniem ustami.
Kobieta słuchała Rosjanina z takim skupieniem, jakby ten właśnie recytował przepis na długie, stabilne i podatkowo korzystne małżeństwo. Przy słowie „prawnikiem” jej oczy rozjaśniły się jeszcze bardziej niż chwilę temu, a przy „większych przedsiębiorstwach” wyglądała już, jakby zastanawiała się nad suknią ślubną dla Mei-Mei.
— Prawnik — powtórzyła Suyin z aprobatą. — Bardzo dobrze. Stabilna praca, elegancka. Nie to, co… — urwała i zerknęła na Chena.
— Mamo — jęknął Chen. — Siedzę tutaj!
— Właśnie dlatego patrzę. Weź przykład z Ivana! Mężczyzna powinien mieć stabilną pracę i umieć zadbam o dom!
Mei odstawiła szklankę i posłała Ruskowi znaczące spojrzenie, jakby w ten sposób chciała kazać mu się zamknąć, i to nie dlatego, że powiedział coś złego. Właśnie dlatego, że powiedział wszystko dobrze, zbyt dobrze. Prawnik, skromny i uprzejmy wobec jej matki, jedzący jej wołowinę bez grymaszenia. Katastrofa w ludzkiej formie. Matka połknęła przynętę razem z haczykiem, żyłką i połową wędki.
Kolejną katastrofą było to, że dowiedziała się, czym zajmuje się Rosjanin. Prawnik? Serio? Czy mogło być gorzej? Jak wiele paragrafów mógłby jej przytoczyć za dzisiejszą akcję? Pewnie wystarczająco dużo, żeby zanudzić ją na śmierć, a potem jeszcze obciążyć kosztami pochówku. Jej żołądek ścisnął się boleśnie – właśnie uświadomiła sobie, że wpuściła Ivana, Ruska i prawnika, do domu, pozwoliła zapamiętać swoją twarz i dostarczyła dość informacji, żeby mógł kiedyś zrobić z nich użytek.
Gdy jednak matka zadała pytanie, Mei-Mei poczuła wybuch gorąca pod skórą. Czy ta kobieta musiała pytać o tak wiele?
— Nie opowiadałam o Ivanie, bo to świeża sprawa — odparła neutralnie, chcąc, aby matka zrozumiała, że to jeszcze nie jest dobry moment, żeby planować ślub.
Usuń— Jak świeża? — Suyin zmarszczyła się delikatnie.
— Świeża — mruknęła, posyłając kobiecie krótkie spojrzenie.
— A jak się poznaliście? — spytała z uśmiechem, pilnując, żeby Ivan miał dość wołowiny i warzyw; zachęcała go do jedzenia, pokazując, żeby się nie wstydził, jakby w ogóle brała pod uwagę, że ten ogromny Rusek mógłby być zbyt nieśmiały, żeby zjeść wszystko.
Mei przesunęła wzrokiem do Ivana, a potem skierowała spojrzenie do Suyin i ostatecznie zerknęła w zupę, jakby mogła w niej znaleźć jakąś odpowiedź.
— Przez pracę — powiedziała w końcu. To była prawda. Najgorszy rodzaj prawdy.
— I czemu nic nie mówiłaś? — Westchnęła z oburzeniem.
Co takiego miała odpowiedzieć Mei-Lan? Że wymyśliła sobie chłopaka pod drzwiami, żeby matka przestała jej organizować randki? Że jeszcze godzinę temu nie miała pojęcia, że Rosjanin to idealny kandydat na zięcia roku? Że gdyby matka poznała prawdę, pewnie dostałaby zawału, a ojciec musiałby udawać, że nie słyszy tyrady żony?
— Bo nie chciałam zapeszać — odparła, wzruszając ramieniem. — To świeża sprawa, wciąż się poznajemy i nie chcemy się spieszyć.
Po obiedzie, który trwał zdecydowanie dłużej, niż powinien, i w trakcie którego Suyin zdążyła dołożyć Ivanowi jedzenia jeszcze trzy razy, Mei w końcu poderwała się od stołu. Suyin, oczywiście, wręczyła Ruskowi przed wyjściem pojemnik z mięsem, warzywami i ryżem, bo najwyraźniej Ivan miał wyjść z tego domu nie tylko jako fałszywy chłopak, ale też jako ofiara rodzinnego cateringu.
Chłodne powietrze niemal od razu uderzyło ją w twarz, gdy wyszła z rodzinnego domu, kierując się do auta Ivana, które stało w bocznej alejce. Ulica połyskiwała wilgocią, neony odbijały się w szybach zaparkowanych samochodów i szyb, a gwar Chinatown świadczył o tym, że dzielnica nigdy nie zasypiała.
— Gratulacje, przeżyłeś obiad u Wongów — odezwała się, zatrzymując się przy aucie Rosjanina. — I dzięki… za pomoc — dodała nieco ciszej, mrukliwie, jakby było to dla niej cholernie trudne.
Mei-Mei 💘🍜
Mei zastygła i to nie dlatego, że naprawdę uwierzyła, że Ivan zamierzał ją pocałować. Nie była aż tak naiwna, a przynajmniej lubiła tak o sobie myśleć. Zamarła, bo jego dłoń znalazła się przy jej talii zbyt pewnie i zbyt dobrze tam pasowała. Kurwa/. Albo brakowało jej dobrego pieprzenia, albo Rusek miał w sobie coś, co sprawiało, że miała ochotę zauważać takie rzeczy; takie rzeczy jak np. siła jego palców, zapach, który czuła, gdy się do niej pochylił – miała ochotę dać sobie w twarz za to, że jej serce zabiło nieco szybciej.
OdpowiedzUsuńOczywiście, że jej matka patrzyła. Suyin pewnie przykleiła się do małego okienka jak duch przodka z obsesją na punkcie wnuków. Mei nie odwróciła głowy. Stała nieruchomo, z zaciśniętą szczęką i świadomością, że gdyby teraz zrobiła krok w tył, Suyin zobaczyłaby wszystko.
Kiedy odsunął się z tym swoim błyskiem w oku, Mei się skrzywiła.
— Do zobaczenia jutro? — powtórzyła cicho, a gdy się wycofał, zrobiła krok za nim. — Hej, Rusek!
Nie podniosła głosu za bardzo. Nie musiała, bo w zaułku i tak niosło się echem.
— Po pierwsze: nie mów do mnie „mała”, jeśli chcesz zachować wszystkie zęby.
Zerknęła kątem oka na okienko. Ruch zniknął, ale była gotowa założyć się o własnego vana, że matka nadal tam stała, tylko udawała zasłonkę. Więc Mei zrobiła coś absolutnie okropnego: uśmiechnęła się i to potwornie słodko, a potem podeszła bliżej i jeśli Suyin patrzyła, wyglądało to jak dalsza część czułego pożegnania. W rzeczywistości Wong uniosła dłoń, poprawiła kołnierzyk Ruska i zacisnęła palce odrobinę mocniej, niż wymagała uprzejmość.
— A po drugie — powiedziała już ciszej, zaglądając mu w oczy — jeszcze raz zbliżysz się do mnie tak bez ostrzeżenia, to moja matka będzie musiała cię poznać od strony zawodowej naszego rodzinnego biznesu.
Puściła go, wsunęła ręce do kieszeni i cofnęła się o krok. Jej serce nadal biło trochę za szybko, co było żenujące i absolutnie nie do przyjęcia, dlatego to zignorowała.
— Jedź już — rzuciła, odwracając wzrok. — Zanim moja matka uzna, że zostajesz na noc, bo zrobiła za dużo jedzenia.
Następnego dnia, po wypitej kawie i wypalonym papierosie, pojechała taksówką po swojego vana. Była przekonana, że auto będzie stać tam, gdzie je zostawiła, ale… zderzyła się z pustką. Mei-Mei stanęła w miejscu i przez chwilę po prostu patrzyła w chodnik, jakby samochód mógł się magicznie pojawić.
Usuń— Nie… — powiedziała cicho. — Nie, nie, nie… kurwa!
Rozejrzała się. Nic. Żadnego śladu, żadnego starego grata, który wyglądał, jakby powinien zostać zezłomowany już dawno temu, tylko puste miejsce i kilka plam oleju.
Serce zaczęło jej bić szybciej. Najpierw przyszła złość. Dobra, znajoma, użyteczna. Potem strach, dużo gorszy, bo ściskał jej gardło. Co się stało z jej wozem? Ktoś pokusił się, żeby zwinąć starego vana? Nie miała pojęcia, co zrobić. Nie mogła przecież zgłosić tego policji, bo byłoby to jak strzał w kolano – kurwa, kurwa, kurwa!
Wróciła do domu pieszo, a gdy weszła do środka bocznym wejściem, miała mokre oczy. Nie płakała, czuła tylko to obrzydliwe pieczenie pod powiekami. Nienawidziła samej siebie za tę reakcję; siebie i całego pierdolonego świata.
— Mei-Mei? — Matka właśnie rozwieszała pranie.
— Nie teraz — rzuciła Mei, ale głos jej drżał.
Suyin zamarła, słysząc to; do tej pory jej najstarsza córka była raczej przykładem tego, jak nie płakać nawet wtedy, gdy robiło się naprawdę ciężko. Chciała do niej podejść i dopytać o wszystko, ale wtedy z ulicy dobiegł znajomy dźwięk. Stare, trochę chrapliwe warczenie silnika, które Mei znała lepiej niż własny budzik.
Odwróciła głowę i przez okno zobaczyła swojego vana, który podjeżdżał pod dom pogrzebowy, wciąż tak samo stary i umęczony, ale cały i żywy. Za kierownicą siedział Ivan. Mei wstrzymała oddech, a potem wybiegła z domu tak szybko, że matka nie zdążyła nic powiedzieć. Nie zatrzymała się, gdy Ivan wysiadł z auta, wręcz przeciwnie – weszła w jego sylwetkę, uderzając pięściami w męską klatkę piersiową. Nie tak, żeby naprawdę zrobić mu krzywdę. Bardziej jak ktoś, kto musiał wyrzucić z siebie całą panikę, zanim ta urośnie jeszcze bardziej
— Ty kretynie — wyrzuciła z siebie, mając niższy i bardziej zachrypnięty głos, niż chciała. — Ty wielki, rosyjski kretynie!
Uderzyła go jeszcze raz, tym razem słabiej.
— Myślałam, że go ukradli. Myślałam, że zniknął. Myślałam, że… kurwa, myślałam, że wszystko poszło się jebać. — Oczy piekły ją tak mocno, że aż odwróciła głowę, jakby mogła przed tym uciec. W końcu przestała uderzać w Ivana, a złapała się go mocno, zaciskając palce. Mei stała przez chwilę nieruchomo, oddychając ciężko, po czym zrobiła coś, czego nie planowała bardziej niż całej reszty. Oparła czoło o jego klatkę piersiową, biorąc głębszy oddech. Potrzebowała tego.
Dopiero po chwili odsunęła się od niego o pół kroku, szybko przecierając twarz rękawem i ignorując to wszystko.
— Nienawidzę cię… — wymamrotała, choć brzmiało to słabo i zdecydowanie nie miało nic wspólnego z nienawiścią.
Mei-Mei 😣😭
Mei-Mei obserwowała, jak sięgnął po kluczyk i… przez kilka sekund nie potrafiła wyciągnąć w jego stronę palców, i to nie dlatego, że nie chciała, bo pragnęła tego naprawdę mocno. Potrzebowała upewnić się, że jej van naprawdę wrócił i że nie jest kolejną rzeczą, którą straciła przez cudzą głupotę, własne zmęczenie albo pecha, który najwyraźniej traktował ją jak stały adres korespondencyjny.
OdpowiedzUsuńAle Ivan mówił dalej. Rozrusznik. Akumulator. Tarcze. Olej. Klimatyzacja. Każde jego słowo uderzało w nią tam, gdzie nie powinno, ale po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna ktoś zajął się czymś, co do niej należało i nie oczekiwał, że po prostu to ogarnie, bo jest twarda, bo zawsze wiedziała, co robić; czuła się tak, jakby Ivan zobaczył jej rozpadający się kawałek życia i nie tylko go nie wyśmiał, nie ocenił, nie powiedział, że lepiej byłoby kupić coś nowego, ale po prostu… naprawił. I tym razem Mei po prostu miała za zadanie wziąć kluczyk od auta, podziękować i sprawdzić wóz, który wrócił do żywych.
Sięgnęła po swoją własność dopiero wtedy, gdy poczuła, że jeśli będzie dłużej zwlekać, znowu zrobi coś upokarzającego. Zacisnęła palce tak mocno, aż metal wbił jej się w skórę.
— Zrobiłeś klimatyzację? — spytała w końcu, pociągając cicho nosem.
To była najgłupsza rzecz, jaką mogła wyłapać z całej listy. Nie rozrusznik czy akumulator, nawet nie hamulce, które pewnie faktycznie mogły ją kiedyś zabić. Klimatyzacja. Może dlatego, że była tak absurdalnie zbędna i Mei nie pamiętała już, jak to jest mieć chłodno w aucie, gdy za szybą był cholerny uparł, a w vanie? W vanie miała darmową saunę.
Odwróciła wzrok w stronę auta, żeby nie patrzeć na Ivana. Jej stary grat stał przy krawężniku, nadal brzydki i poobijany, ale nagle jakby odrobinę mniej zepsuty. Miała ochotę podejść i oprzeć czoło o maskę, jakby witała się z członkiem rodziny.
Wizytówkę przyjęła odruchowo i obejrzała kartonik. Wyglądał… poważne, bogato. Przez moment Mei chciała powąchać papier, ale powstrzymała się przed tym gestem. To by było dziwne. Przez chwilę trzymała wizytówkę między palcami, jakby była czymś podejrzanym. Czy dał jej ją tylko po to, żeby czegokolwiek od niej oczekiwać? A może wykorzystywał sytuację?
Ale Ivan zrobił krok w tył. Nie naciskał ani nie robił z siebie bohatera. Po prostu oddał jej kluczyki, podał wizytówkę i zostawił jej przestrzeń, jakby zrobił to ot tak, bo chciał pomóc. To było niemal wkurwiające i zdecydowanie zbyt niebezpieczne. Przyzwyczajenie się do bezinteresownej pomocy Rosjanina mogło ją wiele kosztować, a Mei i tak miała przesrane.
Jeszcze przez chwilę miała zaczerwienione, mokre oczy, ale jej twarz już wracała do tej znajomej, kwaśnej wersji Mei-Mei Wong, która prędzej odgryzłaby człowiekowi rękę, niż przyznała się jakichkolwiek emocji, które nią targały.
— Nie wiem, ile to kosztowało — powiedziała. — Ale…. oddam. W ratach, w gotówce, jak chcesz. Po prostu daj mi trochę czasu.
Schowała wizytówkę w kieszeń, jakby była czymś zbyt drogocennym i eleganckim, żeby trzymać ją na widoku. Kawałek kartonu ciążył jej nagle bardziej, niż powinien. Nie przez papier, tylko przez to, co to oznaczało. Numer telefonu, kontakt, a więc możliwość zadzwonienia.
Przede wszystkim jednak Mei-Mei nie lubiła długów. Nie takich jak Chen, oczywiście. Nie siadała przy stołach w zadymionych spelunach, nie przegrywała cudzych pieniędzy i nie wracała potem do domu z miną skrzywdzonego dziecka. Ale dług był długiem. Mógł być zapisany w kajecie lichwiarza albo w rachunku od mechanika, ostatecznie oznaczało to, że ktoś coś dla ciebie zrobił, a ty od teraz jesteś jego dłużnikiem, a Wong nie chciała się w to wplątywać. Miała dość długów rodziców i brata.
UsuńZanim jednak Ivan się odsunął, złapała gwałtownie za jego rękaw, zatrzymując Rosjanina. Przez chwilę nie wiedziała, czego dokładnie od niego chciała, ale byłoby jej zwyczajnie głupio, gdyby tak po prostu stąd odszedł.
— Dziękuję… — wymamrotała, wbijając wzrok w jego drogie buty. — Może i wciąż jesteś kretynem, ale… teraz już trochę mniejszym niż wcześniej. Po prostu… — Zabrała rękę i zawinęła kosmyk włosów za ucho, podnosząc głowę, aby utkwić spojrzenie w twarzy Rosjanina. — Napijesz się... herbaty? Albo czegoś... co właściwie piją bogacze? Od razu ostrzegam, że nie mam soku wyciskanego ze świeżych, ekologicznych pomarańczy.
Mei-Mei 🍊🚐