(24 lata, art director w Ogilvy New York)
Stary wyszedł po mleko i już nie wrócił, ale nie szkodzi. Pewnie i tak przyniósłby to z laktozą, której Leif nie toleruje. Zresztą po typie, który nazwał pierworodnego liść gałązka spodziewać się za wiele nie można. No, może poza fantazją i zdziwaczałym poczuciem humoru. Matka po dziś dzień woła syna drugim imieniem, a właściwie jego spieszczeniem – i tak z Zachary’ego robi z damska brzmiący Zooey.
Może ten liść gałązka jednak nie taki najgorszy. Przynajmniej jest heca. I można powiewać na wietrze, a potem opadać w losowych miejscach.
Nie miał nic, chciał mieć coś, więc nauczył się robić coś z niczego – łażąc po pchlich targach, lumpach, śmietnikach, kupując za bezcen szmergle z eBaya, które poprzerabiał na cacuszka z designerskim sznytem. Dobre oko, trochę sprytu, wrodzony talent do zmyślania i artystyczny warsztat wystarczają, by skręcać bzdurne reklamki i kampanie.
Plan jest taki: pokręcić się w agencyjnym świecie, zdobyć bajońskie sumy, a potem rzucić to i rzeźbić figurki z patyka. Realizacja: w toku.