Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą caticorn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą caticorn. Pokaż wszystkie posty

21/04/2026

[KP] If everything's good and it's great, why do I sit and wait 'til it's gone?

Damon Kingslover
28lat, Los Angeles • w Nowym Jorku od dwóch lat • zawodnik MMA • od wejścia do UFC w 2023 roku nie oddał pasa mistrzowskiego wagi półśredniej • planuje pobić rekord utrzymania pasa, co oznacza, że przed nim jeszcze co najmniej 4 lata walk o obronę tytułu • ceni swoją prywatność przez co unika mediów, jak tylko może 

Kap.
K a p.
K - a - p.

Uderzenie wyrywa cię z rozmyślań. Czujesz, jak skroń zaczyn pulsować, po chwili ciepła krew spływa po policzku. Nie możesz sobie pozwolić na większą dekoncentrację niż ta dotychczasowa. Przyjmujesz gardę i nie zastanawiasz się nad tym jakie masz pole manewru. Idziesz na przeciwnika, zaciskając zęby na silikonowej szczęce i napierasz na niego. Nie oddasz pasa. Nie oddasz tytułu mistrza. Masz powód, dla którego musisz go zaciekle bronić. Nie oddasz go po dobroci. Uderzasz pięścią. Czujesz ból, słyszysz ryk z widowni. Nie poddajesz się. Walczysz.

Aż nastaje ciemność.

Znowu wracasz do tych wspomnień, kiedy miałeś dziesięć lat. Zamykał cię w pomieszczeniu gospodarczym obok garażu. Źle się zachowywałeś. Wiedziałeś, że zasłużyłeś sobie na karę. Miałeś chronić małą Ellie. Miałeś być jej stróżem, nie pozwolić, aby stała jej się jakakolwiek krzywda. Ugryzł ją pies. Szczęście w nieszczęściu, że delikatnie. Nie powinien trzymać cię długo bez picia i jedzenia, w końcu nie możesz opaść z sił, bo Ellie może być w niebezpieczeństwie, a to ty jesteś jej rycerzem, chodzącą tarczą i mieczem, który ma wymierzać sprawiedliwość, zadawać ciosy nie doprowadzając do tego, aby napastnik zdążył zaatakować.

Kap.

Musisz się skoncentrować. Nie wracać do wspomnień. Cios za ciosem. Jak wtedy, gdy Ellie była w niebezpieczeństwie. Jak wtedy, kiedy myślałeś, że dopadłeś winnego. Uderzenie, uderzenie, sprowadzenie do parteru. Kolejny cios za ciosem, zamach. Widzisz jego twarz, ale widzisz kogoś zupełnie innego. Słyszysz mrożący krew w żyłach krzyk Ellie i wiesz, że kolejny raz ochroniłeś to, czego miałeś bronić. Nokaut. Wyjście z oktagonu. Warczysz na wszystkich i chowasz się w ciemności.

Damon Kingslover kolejny raz obronił tytułu mistrza, przeczytasz w nagłówkach, wiedząc dobrze, że Damon Kingslover kolejny raz walczył z duchami przeszłości.

12/11/2025

[KP] Some goodbyes don’t need words



Adeline Corvianne LaRue
23.06.1998  NYC • pani prawnik z aspiracjami na panią prokurator federalną • asystentka prawna w kancelarii Lynnch&Shepard • absolwentka CU, reprezentowała uczelnię w szermierce  • mama wesołej czterolatki • w związku małżeńskim z wyboru, nie z miłości • 









Widząc dwie kreski na teście ciążowym w pierwszej chwili poczułaś strach. W końcu nie taki był plan. Najpierw studia, później kariera zawodowa. Zawsze wierzyłaś w miłość, chciałaś jej. Za wszelką cenę. Nie spodziewałaś się jednak przewrotności losu. Nie zakładałaś, że to co czułaś wcale nie było miłością. Szybko jednak zorientowałaś się, co to jest naprawdę, kiedy pozwoliłaś sobie na poznanie jego, dopuszczenie go blisko siebie. Patrząc jednak dłużej na test, zaczęłaś czuć spokój. Bo to miłość twojego życia była temu współwinna. Nie planowaliście tego, ale czułaś, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze. 
Miałaś przekazać mu wiadomość. W drodze zastanawiałaś się, jak mu to powiesz. Pokażesz test? A może wejdziesz do sklepu i kupisz pierwsze ubranko? Nie. Chciałaś robić to z nim. Wszystkie pierwsze razy chciałaś przeżywać już tylko z nim, zawsze z nim. 
Jedna wiadomość sprawiła, że nie dotarłaś na spotkanie. Nie odbierałaś, nie odpisywałaś. Udawałaś, że nie istnieje. Wiedziałaś, że gdybyś powiedziała choćby jedno słowo… wybrałby ciebie zamiast siebie, a nie mogłaś na to pozwolić. Nie mógł poświęcić wszystkiego dla ciebie. Nie mogłaś stać się jego przekleństwem.

Minęły lata, a ty cały czasy zastanawiasz się nad tym, co by było gdyby, chociaż doskonale wiesz, że to na nic. Budzisz się rano i działasz jak automat. Łazienka, odhaczone. Kawa, odhaczone. Praca, odhaczone. Jedyne momenty, kiedy czujesz się naprawdę szczęśliwa są tylko z nią. Z uśmiechniętą czterolatką, która zadaje tysiące pytań. I tylko wtedy, kiedy on zostaje po godzinach w pracy. Jego obecność w domu sprawia, że nie potrafisz odetchnąć, nie potrafisz się odprężyć, chodzisz spięta i czekasz, aż coś się stanie. Sama nie wiesz co dokładnie, bo przecież trzymasz się umowy, jesteś grzeczna, tak jak tego chciał, a jednak… boisz się, że zrobisz jeden nieodpowiedni ruch, zrobisz coś co sprawi, że przejrzy twoje myśli, a wtedy całe te poświęcenie… wszystko co straciłaś tamtego dnia okaże się na nic. 

05/01/2021

[KP] I can try to stop it, all I like Hands down, I've lost this fight

 Blake Murphy 
nie ma lepszej siły napędowej niż zemsta i miłość ~ ur. 14/03/89 Waszyngton DC ~ sprzedawca w sklepie z narzędziami ~ nie musi się już ukrywać pod fałszywym imieniem i nazwiskiem ~ próbuje się leczyć ~ nigdy się nie nasyci ~ nigdy nie zapomni ~ nigdy nie wybaczy ~ jeszcze się odwdzięczy

Nie jest łatwo zapomnieć o przeszłości. Starasz się, ale czasami gdy dłużej trwasz w bezczynności na nowo czujesz w nozdrzach swąd spalenizny. Pamiętasz dobrze, jak obserwowałeś płomienie, których gorący taniec pochłaniał wszystko. Obiecywałeś sobie wtedy, że się zemścisz, że człowiek odpowiedzialny za tę tragedię skończy w więzieniu. Zacząłeś swój plan, ale… Normalnie powiedziałbyś, że coś poszło nie tak, że spierdoliłeś. Dlaczego Mahoney nadal chodzi po tym świecie wolno? Dlaczego w ogóle po nim chodzi? Nadal jesteś wkurzony. Twoja złość nie minęła, to tylko przerwa w planie, do którego wrócisz. Nie spodziewałeś się, że jego siostra okaże się taka słodka, że zaczniesz żałować, że zemstę zacząłeś od niej, ale tylko ją mogłeś wtedy znaleźć i namierzyć. Musiałeś przecież wyciągnąć go jakoś z kryjówki. Nie podejrzewałeś, że będziesz w stanie jeszcze pokochać, że to właśnie ją pokochasz.
Nowa miłość nie sprawia, że całkowicie zapominasz o starej, tragicznie utraconej. Nowa miłość nie sprawia, że przeszłość przestaje istnieć. Nowa miłość nie sprawia, że nagle wszystko jest dobrze. Nowa miłość daje nową siłę. Nie zapominasz o zemście, musisz to tylko odłożyć w czasie, przemyśleć. Teraz musisz skupić się na niej, zapewnić jej bezpieczeństwo, odpokutować za to, co zdążyłeś zrobić. Wiesz, że nigdy nie zapomni, ty byś nie zapomniał, musisz więc się starać bardziej i mocniej, a później się zemścisz, zrobisz to. Dorwiesz jej brata i sprawisz, że zapłaci za wszystko co ci zrobił. Potrzebujesz tylko czasu. 

02/02/2020

It's a little soon but I wanna come home to you

miejsce wątku: dom Morrisonów
kolejność: Elle, Artek i Tilly
czas: styczeń 2021

06/12/2018

[KP] So close with you on my lips
Touch noses, feeling your breath


Villanelle Morrison

  mama, żona, pani dyrektor, studentka, po prostu Elle 21/03/96
powiązania | dodatkowe

Wzdychasz cicho, ogarniając spojrzeniem przeszklone biuro. Nadal trudno ci uwierzyć, że to twoje biuro. Że masz pod sobą rozbudowaną strukturę pracowników, że jesteś za nich w pewien sposób odpowiedzialna. Zaczynasz rozumieć, dlaczego góra bywa często zestresowana, dlaczego zawsze chcą wszystko na czas i denerwują się, gdy przekracza się deadline nawet o minutę. Starasz się być inna w tym całym biznesowym świecie, ale są rzeczy, których nie da się po prostu przeskoczyć. Chciałaś być dla nich koleżanką, ale po czterech miesiącach pracy już wiesz, że zachowanie koleżeńskich stosunków nie jest łatwe, bo wtedy trudniej zwrócić komuś uwagę. Trudniej zachować spokój i zimną krew. Angażujesz się uczuciowo i wiesz, że to źle, a mimo wszystko nadal to robisz. Słyszysz od pracownicy o rozchorowanym dziecku? Rozumiesz, bo sama masz dwójkę maluchów i znowu empatia bierze górę. Wściekasz się na samą siebie, kiedy zamkną się drzwi biura, bo wiesz, że ciebie gonią terminy i jeżeli raportu nie zrobi Tiffany, to ty będziesz musiała zostać tę godzinę dłużej, aby opisać te cholerne tabelki, od których tak bardzo boli cię głowa.
Ściągasz płaszcz, a wraz z nim tę sztuczną maskę, którą starałaś się utrzymywać na twarzy przez cały dzień. Odkładasz torebkę i ustawiasz równo buty. Zerkasz w lustro i przeczesujesz kosmyk ciemnych włosów, który wypiął się z upiętej fryzury. Nie poprawiasz go. Zaciągasz się za to tym specyficznym, ale jak przyjemnym zapachem domu. Waszego domu.
— Mama! — Słyszysz wysoki głosik swojej księżniczki, a po chwili tupot jej małych stóp i schylasz się, wyciągając ręce przed siebie. Przytulasz mocno jej drobne ciałko. Jesteś zmęczona, ale to jest przecież nieważne. Tęskniłaś za swoją rodziną. Zerkając na zegarek, odliczałaś, ile czasu musi jeszcze minąć, aby móc ich zobaczyć.
— Cześć króliczku — uśmiechasz się wesoło i cmokasz soczyście jej policzek. Dziewczynka nie czeka długo i odwdzięcza się w taki sam sposób, zostawiając na twoim policzku sporą ilość śliny. Wzruszasz ramionami z uśmiechem na twarzy i tuląc ją do siebie, wchodzisz w głąb mieszkania. — A gdzie tata i Matty?
— Tam! — Krzyczy, wskazując palcem w stronę salonu. Słyszysz szmer świadczący o tym, że faktycznie coś dzieje się w salonie. Nie puszczając jej ze swoich ramion, zaciągasz się dziecięcym zapachem i idziesz we wskazanym kierunku. Opierasz się o framugę drzwi i uśmiechasz się na ten rozczulający widok, dwójki najważniejszych mężczyzn w twoim życiu.
— Księżniczko, przyprowadziłaś królową. Świetnie. — Patrzy na ciebie swoimi brązowymi oczami i uśmiecha się, a ty czujesz w końcu, że jesteś we właściwym miejscu, o właściwym czasie.
— Tak bardzo was kocham — mówisz z uśmiechem i dołączasz do reszty dywanowego królestwa, w którym wszystko się rozgrywa.
Zawsze przecież chciałaś być księżniczką. Kiedyś to mama zakładała na twoją głowę papierową koronę. Teraz to ty siedzisz ze swoim największym skarbem i wycinasz dwie tekturowe korony, które będziesz przyozdabiać wyciętymi z kolorowego papieru diamentami. Posypiesz je kolorowym brokatem i założysz na głowę swojej księżniczki.
— Kiedyś będziesz miała swoje własne królestwo — szepczesz, całując ją w główkę. Nareszcie rozumiesz, co przez tyle lat miała na myśli twoja mama. Właśnie w nim jesteś. W swoim własnym królestwie. W swojej własnej, wymarzonej bajce i wiesz, że po każdej burzy zawsze pojawi się słońce.


* wyborowealoe@gmail.com

[KP] Every night I'm with you I fall more in love

Villanelle Morrison
szczęśliwa mężatka i mama dwójki szkrabów, studentka ostatniego roku architektury na NYU, urodzona pierwszego dnia wiosny '96 powiązania dodatek
Jest jak ciepły, wiosenny wiatr muskający utęsknione ciało po zimowych mrozach. Jest jak przyjemna melodia, która nie chce opuścić myśli. Perlisty śmiech roznosi się po pomieszczeniu sprawiając, że twarze dookoła rozjaśnia pogodny uśmiech. Jest jak wiosna, której przyjście świętuje w dzień swoich urodzin. Z zewnątrz jest słodka, jak landrynka, ale jednocześnie stonowana i odpowiedzialna. Wie, kiedy zostają przekroczone granice i strzeże moralności innych, zapominając o własnej. Jest jak podpora, nie pozwalająca upaść.
Jest jak promień słońca, ogrzewający twarze wysunięte w jego stronę, ale gdy te za długo się wystawiają, potrafi poparzyć. Z pozoru subtelna, ale jednocześnie potrafiąca być niczym prawdziwa lwica, broniąca swoich młodych.
CODE
wyborowealoe@gmail.com

[KP] Fallin' all in you

V I L L A N E L L E    M O R R I S O N
mama, żona, pani dyrektor, studentka, po prostu Elle  21/03/96
powiązania dodatkowe


Wzdychasz cicho, ogarniając spojrzeniem przeszklone biuro. Nadal trudno ci uwierzyć, że to twoje biuro. Że masz pod sobą rozbudowaną strukturę pracowników, że jesteś za nich w pewien sposób odpowiedzialna. Zaczynasz rozumieć, dlaczego góra bywa często zestresowana, dlaczego zawsze chcą wszystko na czas i denerwują się, gdy przekracza się deadline nawet o minutę. Starasz się być inna w tym całym biznesowym świecie, ale są rzeczy, których nie da się po prostu przeskoczyć. Chciałaś być dla nich koleżanką, ale po czterech miesiącach pracy już wiesz, że zachowanie koleżeńskich stosunków nie jest łatwe, bo wtedy trudniej zwrócić komuś uwagę. Trudniej zachować spokój i zimną krew. Angażujesz się uczuciowo i wiesz, że to źle, a mimo wszystko nadal to robisz. Słyszysz od pracownicy o rozchorowanym dziecku? Rozumiesz, bo sama masz dwójkę maluchów i znowu empatia bierze górę. Wściekasz się na samą siebie, kiedy zamkną się drzwi biura, bo wiesz, że ciebie gonią terminy i jeżeli raportu nie zrobi Tiffany, to ty będziesz musiała zostać tę godzinę dłużej, aby opisać te cholerne tabelki, od których tak bardzo boli cię głowa.
Ściągasz płaszcz, a wraz z nim tę sztuczną maskę, którą starałaś się utrzymywać na twarzy przez cały dzień. Odkładasz torebkę i ustawiasz równo buty. Zerkasz w lustro i przeczesujesz kosmyk ciemnych włosów, który wypiął się z upiętej fryzury. Nie poprawiasz go. Zaciągasz się za to tym specyficznym, ale jak przyjemnym zapachem domu. Waszego domu.
— Mama! — Słyszysz wysoki głosik swojej księżniczki, a po chwili tupot jej małych stóp i schylasz się, wyciągając ręce przed siebie. Przytulasz mocno jej drobne ciałko. Jesteś zmęczona, ale to jest przecież nieważne. Tęskniłaś za swoją rodziną. Zerkając na zegarek, odliczałaś, ile czasu musi jeszcze minąć, aby móc ich zobaczyć.
— Cześć króliczku — uśmiechasz się wesoło i cmokasz soczyście jej policzek. Dziewczynka nie czeka długo i odwdzięcza się w taki sam sposób, zostawiając na twoim policzku sporą ilość śliny. Wzruszasz ramionami z uśmiechem na twarzy i tuląc ją do siebie, wchodzisz w głąb mieszkania. — A gdzie tata i Matty?
— Tam! — Krzyczy, wskazując palcem w stronę salonu. Słyszysz szmer świadczący o tym, że faktycznie coś dzieje się w salonie. Nie puszczając jej ze swoich ramion, zaciągasz się dziecięcym zapachem i idziesz we wskazanym kierunku. Opierasz się o framugę drzwi i uśmiechasz się na ten rozczulający widok, dwójki najważniejszych mężczyzn w twoim życiu.
— Księżniczko, przyprowadziłaś królową. Świetnie. — Patrzy na ciebie swoimi brązowymi oczami i uśmiecha się, a ty czujesz w końcu, że jesteś we właściwym miejscu, o właściwym czasie.
— Tak bardzo was kocham — mówisz z uśmiechem i dołączasz do reszty dywanowego królestwa, w którym wszystko się rozgrywa.

Zawsze przecież chciałaś być księżniczką. Kiedyś to mama zakładała na twoją głowę papierową koronę. Teraz to ty siedzisz ze swoim największym skarbem i wycinasz dwie tekturowe korony, które będziesz przyozdabiać wyciętymi z kolorowego papieru diamentami. Posypiesz je kolorowym brokatem i założysz na głowę swojej księżniczki.
— Kiedyś będziesz miała swoje własne królestwo — szepczesz, całując ją w główkę. Nareszcie rozumiesz, co przez tyle lat miała na myśli twoja mama. Właśnie w nim jesteś. W swoim własnym królestwie. W swojej własnej, wymarzonej bajce i wiesz, że po każdej burzy zawsze pojawi się słońce.

*gdybyście chcieli mnie złapać, a cudem nie byłoby mnie na sb to zapraszam: wyborowealoe@gmail.com

[KP] Wszystko to co mam to ta nadzieja, że życie mnie poskleja

VILLANELLE MORRISON
ABSOLWENTKA ARCHITEKTURY NA NYU
Mogła być, kim tylko chciała. Mama za każdym razem powtarzała jej, że świat stoi przed nią otworem. W tym samym czasie nakładała na głowę córeczki papierową koronę, którą chwilę wcześniej skończyły wspólnie dekorować, wyciętymi z papieru brokatowego diamentami. Villanelle kochała tiulowe spódniczki, błyszczące kamyki i opowiadała, że będzie księżniczką, o której  przygodach Disney będzie nagrywał animowane bajki. Miała wtedy pięć lat, a jej największym autorytetem była księżniczka Roszpunka wydana pod szyldem Barbie. 
Mając siedem lat uczęszczała do szkoły baletowej, opowiadając wszystkim, że w przyszłości będzie występowała na deskach Bolszoj. Nie poszła jednak w ślady swojej utalentowanej babci i ku rozpaczy kobiety, z baletkami pożegnała się zaledwie pół roku później, odkrywając w sobie miłość do rysowania. Od tamtej chwili wiedziała, że swoją przyszłość zwiąże właśnie ze sztuką, chociaż nie wiedziała jeszcze w jakiej konkretnie postaci. Swoją poza lekcyjną edukację kierowała na rysunek i to jemu poświęcała wiele wolnego czasu, wspierana przez rodziców.
Mając niespełna dwadzieścia lat dostała się na kierunek architektury, na Uniwersytecie Nowojorskim, chociaż nie był to szczyt jej marzeń: zdawała sobie sprawę z tego, że jej rodziców zwyczajnie nie stać na jej edukację w Szwajcarii, o której zaczęła snuć marzenia w wieku siedemnastu lat. Wszystko za sprawą poznanego przez internet Louisa, studenta jednego z uniwersytetów genewskich. Obiecała sobie wówczas, że zrobi wszystko, aby studiować w Genewie. Pierwszy rok akademicki udowodnił jej jednak, że nie wszystko idzie zawsze zgodnie z założeniami.
Życie lubi uświadamiać ją, że jeżeli coś łatwo przyszło, równie łatwo może zniknąć, a w życiu nic tak naprawdę nie jest pewne poza śmiercią. Nigdy nie była największą fanką planowania, chociaż organizacyjnie świetnie sobie radzi. Przestała snuć plany, cokolwiek zakładać. Skupia się na codzienności i życiu nią, docinaniu jej. Ciężko przychodzi brunetce nauka radości z małych rzeczy, ale będąc przygniecioną nieszczęściem, nie ma innego wyjścia. Życie dzień po dniu pochłoniętą przez ciemność jest wykańczająca i jedyne co trzyma ją przy życiu to ta nadzieja, że przyjdzie lepsze jutro.
Po burzy zawsze wychodzi słońce.

relacje | dodatkowe

Poszukujemy w zasadzie wszystkiego. wyborowealoe@gmail.com