aktualności

06.08.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 sierpnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.08.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.08.2026.
11.07.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.07.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lipca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.07.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.07.2026.
14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Huntress. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Huntress. Pokaż wszystkie posty

18/11/2021

[KP] Little dreams

Camille Russo
03.03.1997, Filadelfia, PA
wcześniej: Computer Science, Barnard College
obecnie: junior software developer, Kravis Security Inc.
40 Charles and Margaret Collins Way, NY
To dziewczyna, która dostała się na MIT na pełne stypendium, ale została w Nowym Jorku, wzięła kredyt studencki i poszła do Barnard College. To dziewczyna, której śnią się koszmary, ale nie przebudza się w nocy. To dziewczyna, która nosi krzyżyk na szyi i chodzi regularnie do kościoła, ale nie wierzy w Boga. To dziewczyna, która nie lubi być w centrum uwagi, ale została królową na swoim balu maturalnym. To dziewczyna, która kocha amerykańską szarlotkę, ale pija włoską kawę. To dziewczyna, która odrzuca szanse, ale i tak osiąga swoje cele. To dziewczyna, która zna swoje mocne strony, ale zapomniała o niektórych słabościach. To dziewczyna, która ceni sobie swoją niezależność, ale pozwala się swatać. To dziewczyna, która tylko siedzi przed komputerem, ale zna wszystkich sąsiadów z ulicy lepiej niż ich wnuki. To dziewczyna, która uwielbia jeść, ale nigdy nie może znaleźć na to czasu. To dziewczyna, która zapomina, jaki jest dzień tygodnia, ale zawsze ze wszystkim zdąży. To dziewczyna, która ma poczucie humoru, ale rzadko się śmieje. To dziewczyna, która nie boi się wyzwań, ale nie akceptuje porażek. To dziewczyna, której ciągle jest mało. To dziewczyna, która przekracza granice.
Little geek
Camille wygląda na dziewczynę, której wystarczy postawić drinka w klubie, by przełamać pierwsze lody i zacząć niezobowiązującą pogawędkę o obściskującej się w kącie parze. Nie przypomina ani trochę uroczego nerda, który w niej siedzi i zaczyna się nerwowo zastanawiać, co odpowiedzieć. Trochę za długo wgapia się we wspomnianą parę, nie odzywając się słowem, bo wszystko, co przychodzi jej do głowy, wydaje się nieodpowiednie i żenujące, kiedy wyobraża sobie, jak wypowiada to na głos, a Camille nie chce zrobić złego wrażenia. Na końcu języka ma cytat z Science żartobliwie przytaczający statystyki na temat różnych rodzajów ekshibicjonizmu funkcjonujących w społeczeństwie, ale nie sprawdziła jeszcze źródeł tego artykułu i nie chciałaby podawać błędnych informacji. Z kolei WIRED podobno nie jest najlepszą podstawą do prowadzenia flirtu i niechętnie musiała się z tym zgodzić. Ostatecznie nie mówi nic, nie próbuje się nawet uśmiechnąć, bo zdaje sobie sprawę, gdzie ma skierowane spojrzenie, więc po dłuższej chwili oczekiwania zostaje sama z poczuciem niezręczności i z darmowym, kolorowym drinkiem, który nie ma już szans smakować tak, jak powinien.
Camille ma spojrzenie marzycielki. Wygląda na rozkojarzoną, kiedy bez końca wpatruje się przed siebie z parującym pod nosem kubkiem. Nawet nie mrugnie, nawet powieka jej nie drgnie, gdy niesforny kosmyk włosów spróbuje ściągnąć ją na ziemię delikatnym łaskotaniem po twarzy. W brązowych oczach odbija się światło ekranu, na którym wyświetlają się linijki kodu przepuszczanego przez algorytm. Camille rzeczywiście w takich chwilach marzy. Miło byłoby w podsumowaniu zobaczyć cyferkę „0”, bo chciałaby pójść już spać, a nie zaśnie, jeśli coś będzie nie tak. Wie, jakie jest prawdopodobieństwo, że w kodzie nie pojawi się żaden błąd i wynosi ono tyle samo, ile szansa na to, że się wyśpi. Jakieś siedem procent. Obserwuje spokojnie przebiegający w komputerze proces, starając się o tym nie myśleć. Dla zabicia czasu przypomina sobie daty premier filmów, na które chciałaby się wybrać i czy rzeczywiście będzie miała możliwość obejrzeć premiery, czy jednak na kilka dni zablokuje wszystkie powiadomienia z portali społecznościowych, żeby uniknąć spoilerów. Nie, żeby nie znała już ogólnej fabuły z komiksów i nie wiedziała, czym się może rozczarować. Ale przynajmniej zrobi to tak, jak należy. Bez spoilerów.
Piccoli disaccordi
Z pochodzenia jest Włoszką. Płynnie i z akcentem mówi po włosku, choć nigdy nie była nawet w Europie. Za to wychowywała ją ciotka Florence, która swoje serce musiała zostawić na Sycylii i która wcale nie kryje się z tym, że robiła wszystko, żeby siostrzenica wiedziała, jaka krew w niej płynie. Camille co prawda sama nie do końca rozróżnia, co w jej życiu jest włoskie, a co amerykańskie, ale też specjalnie się nad tym nie zastanawia. Wie jednak, że ciotka Flo nigdy nie odpuści wspólnych niedzielnych obiadów oraz nigdy nie wybaczy pomylenia słów którejkolwiek piosenki Toto Cutugno. Pewne rzeczy po prostu muszą być takie, a nie inne, koniec, kropka. Jest między nimi zauważalna nić porozumienia, którą jednak ciężko opisać, ale dzięki której nie sprzeczają się ze sobą bez przerwy, bo różnice ich charakterów są ogromne. Mają wyraźnie inne życiowe priorytety i ciężko stwierdzić, z czego one tak naprawdę wynikają, bo obie wydają się zbyt blisko ze sobą związane, by zrzucić winę na różnice pokoleniowe lub nawet kulturowe. Szczególnie, że Camille nie dorównuje ciotce temperamentem, a ten z kolei odejmuje Florence kilka lat. To też nie tak, że Florence ma coś przeciwko tej dziwnej pasji do cyferek i komputerów, choć uważa to za mało kobiece i niezbyt interesujące, szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę czasochłonność wszystkich zajęć z tym związanych.
Są rzeczy, o których wiedzą obie i żadna z nich nie rozmawia, ale którymi wypełniają te przestrzenie niezrozumienia między sobą. Camille nigdy nie opowiedziała ciotce, co widziała, gdy miała osiem lat i jej ojciec znalazł ją i matkę w ówczesnym domu wujostwa po tym, jak uciekły od niego z Filadelfii. Florence jedynie dostała do przeczytania spisany przez policję raport, w którym zawarto informacje o przyczynie śmierci jej siostry i męża oraz że dziecko znaleziono ukrywające się w szafie na korytarzu, zaraz przed wejściem do salonu, w którym doszło do tragedii. Z kolei ciotka Flo nie opowiedziała nigdy, dlaczego ona i siostra w ogóle opuściły Sycylię i obie tak szybko znalazły sobie mężów w Stanach. Nie rozmawiają o tych sprawach. Nie rozmawiają o ojcu za kratkami, o podejrzanych biznesach wujka, o tym co się wydarzyło we Włoszech. Te rzeczy po prostu są, pełnią niezrozumiałe funkcje, ale są zbyt bolesne, by do nich wracać za każdym razem, kiedy mogą stanowić przyczynę niezgody. Kończy się na tym, że widzą je w swoich oczach i odpuszczają. Wracają na tory sprzed kłótni albo innego nieporozumienia i wytrwale ciągną kolejne kompromisy.
Little life
Barnard College to dobra szkoła, której prestiż dodatkowo podnosi ścisła współpraca z Uniwersytetem Columbia. Ponadto rzeczywiście aktywnie wspiera rozwój kobiet i stwarza im wiele możliwości na pogłębianie swoich zainteresowań oraz na uczestnictwo w innowacyjnych projektach naukowych. Nie ma żadnych wątpliwości, że to dobre miejsce, z którego można wiele wynieść i Camille nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jej jedyny problem z Barnard College był taki, że nie było to MIT, a jedyny problem z MIT polegał na tym, że nie znajduje się w Nowym Jorku ani nawet w okolicy. No i Barnard College zaoferował jej mniejsze stypendium, ale żadne pieniądze nie byłyby warte tego, co przeżywałaby ciotka Florence, więc została na miejscu. Zawęziło to trochę możliwości, na których zależało Camille, jednak przy odpowiednim nakładzie pracy, czasu i zaangażowania stworzyła sobie nowe. Musiała wykazać się też odpowiednimi pokładami cierpliwości oraz upartości, bo okazało się, że niewiele koleżanek ze studiów podziela jej zainteresowania związane z inteligentnymi systemami zabezpieczeń osób i mienia, a jednoosobowe projekty nie wydają się zbyt atrakcyjne w oczach profesorów, bez względu na to, jak dużą ambicją i samozaparciem charakteryzuje się sam student. Kiedy jednak Camille przekonała już do siebie odpowiednich ludzi, miała prawie wolną rękę i choć nie do końca pokrywało się to z głównymi założeniami samej uczelni, która miała przecież realizować pewną misję w oparciu o konkretne wartości, wszystkim imponowały jej osiągnięcia i przymykano oko na jej znikomą współpracę z innymi studentami. Oddawała jeden projekt za drugim, zgłaszając kolejne w trakcie tworzenia. Opracowywała własne algorytmy, tworząc nowe biblioteki języków programowania, żeby usprawniać sobie pracę, uczestniczyła w licznych seminariach, które miały pomóc jej w pisaniu „seksowniejszych kodów” – czyli bardziej przejrzystych i czytelniejszych, żeby ograniczać obciążenie pamięci procesorów. Pokonywała stopnie bardzo szybko, czasami przeskakiwała je nawet po trzy i zawsze miała w zapasie jakieś dodatkowe rozwiązanie, gdyby ktoś stwierdził, że musi jeszcze do czegoś wrócić. Do tego starała się nadrabiać swoje braki towarzyskie, mając poczucie, że kilka wyjść w miesiącu na jakąś domówkę odbierze ciotce zmartwień co do przemęczania się i dzięki temu nie będzie musiała bez końca wymyślać zapewnienia, że wszystko u niej w porządku. Camille zawsze też stara się być rozsądna, a rozsądnym wydawało się nie zapominać o wziętym kredycie, który chciałaby spłacić jak najszybciej bez nadmiernego obciążania skromnego budżetu domowego, więc prócz pisania i tworzenia programów, które miały jej zapewnić najlepsze wyniki na studiach, łapała się jakiś jednorazowych zleceń znalezionych na freelancerskich stronach. Wydawać by się mogło, że to wszystko, te liczne projekty, nieprzespane noce przed komputerem, nieustające maratony między domem a uczelnią z kilkoma przerwami na wyjście ze znajomymi, na dłuższą metę przekracza ludzkie możliwości.
Ciotka Flo zaczęła coś podejrzewać, gdy Camille pierwszy raz zapomniała o niedzielnym obiedzie. To był ostatni semestr, dopinanie ostatnich szczegółów na ostatni guzik, dużo zamieszania z dokumentami i przedwczesne studenckie świętowania przyszłych dyplomów. Camille zapisała już na kolejne kursy, tym razem z zamiarem wyjechania do Cambridge, ale tylko na pół roku, bo miała dobre rekomendacje, doskonałe osiągnięcia i ciekawe pomysły i istniała szansa, że po jednym semestrze mogłaby przejść na tryb zdalny i kontynuować naukę, mieszkając w Nowym Jorku. Florence czekała na koniec roku. Liczyła, że siostrzenica zwolni, a podejrzenia okażą się nieprawdziwe. Wystarczyła jednak jedna konfrontacja, by przekonać się, że niestety, ale były one słuszne. Camille chciała pewnych rzeczy za bardzo i wcale nie była tak cierpliwa, jak jej się wydawało. Pogubiła się trochę w życiu, podejmując kilka bardzo złych decyzji, ale doceniła okazane jej wsparcie i wyrozumiałość, więc znowu odpuściła MIT. Przy okazji dorobiła się kolejnych długów, które bez wątpienia będą o sobie przypominać.
autorsko
fc: Maja Strojek
aktualizacja: 18.11.21
kontakt: huntressvicious@gmail.com

[KP] Little dreams

Camille Russo
03.03.1997, Filadelfia, PA
wcześniej: Computer Science, Barnard College
obecnie: junior software developer, Kravis Security Inc.
40 Charles and Margaret Collins Way, NY
To dziewczyna, która dostała się na MIT na pełne stypendium, ale została w Nowym Jorku, wzięła kredyt studencki i poszła do Barnard College. To dziewczyna, której śnią się koszmary, ale nie przebudza się w nocy. To dziewczyna, która nosi krzyżyk na szyi i chodzi regularnie do kościoła, ale nie wierzy w Boga. To dziewczyna, która nie lubi być w centrum uwagi, ale została królową na swoim balu maturalnym. To dziewczyna, która kocha amerykańską szarlotkę, ale pija włoską kawę. To dziewczyna, która odrzuca szanse, ale i tak osiąga swoje cele. To dziewczyna, która zna swoje mocne strony, ale zapomniała o niektórych słabościach. To dziewczyna, która ceni sobie swoją niezależność, ale pozwala się swatać. To dziewczyna, która tylko siedzi przed komputerem, ale zna wszystkich sąsiadów z ulicy lepiej niż ich wnuki. To dziewczyna, która uwielbia jeść, ale nigdy nie może znaleźć na to czasu. To dziewczyna, która zapomina, jaki jest dzień tygodnia, ale zawsze ze wszystkim zdąży. To dziewczyna, która ma poczucie humoru, ale rzadko się śmieje. To dziewczyna, która nie boi się wyzwań, ale nie akceptuje porażek. To dziewczyna, której ciągle jest mało. To dziewczyna, która przekracza granice.
Little geek
Camille wygląda na dziewczynę, której wystarczy postawić drinka w klubie, by przełamać pierwsze lody i zacząć niezobowiązującą pogawędkę o obściskującej się w kącie parze. Nie przypomina ani trochę uroczego nerda, który w niej siedzi i zaczyna się nerwowo zastanawiać, co odpowiedzieć. Trochę za długo wgapia się we wspomnianą parę, nie odzywając się słowem, bo wszystko, co przychodzi jej do głowy, wydaje się nieodpowiednie i żenujące, kiedy wyobraża sobie, jak wypowiada to na głos, a Camille nie chce zrobić złego wrażenia. Na końcu języka ma cytat z Science żartobliwie przytaczający statystyki na temat różnych rodzajów ekshibicjonizmu funkcjonujących w społeczeństwie, ale nie sprawdziła jeszcze źródeł tego artykułu i nie chciałaby podawać błędnych informacji. Z kolei WIRED podobno nie jest najlepszą podstawą do prowadzenia flirtu i niechętnie musiała się z tym zgodzić. Ostatecznie nie mówi nic, nie próbuje się nawet uśmiechnąć, bo zdaje sobie sprawę, gdzie ma skierowane spojrzenie, więc po dłuższej chwili oczekiwania zostaje sama z poczuciem niezręczności i z darmowym, kolorowym drinkiem, który nie ma już szans smakować tak, jak powinien.
Camille ma spojrzenie marzycielki. Wygląda na rozkojarzoną, kiedy bez końca wpatruje się przed siebie z parującym pod nosem kubkiem. Nawet nie mrugnie, nawet powieka jej nie drgnie, gdy niesforny kosmyk włosów spróbuje ściągnąć ją na ziemię delikatnym łaskotaniem po twarzy. W brązowych oczach odbija się światło ekranu, na którym wyświetlają się linijki kodu przepuszczanego przez algorytm. Camille rzeczywiście w takich chwilach marzy. Miło byłoby w podsumowaniu zobaczyć cyferkę „0”, bo chciałaby pójść już spać, a nie zaśnie, jeśli coś będzie nie tak. Wie, jakie jest prawdopodobieństwo, że w kodzie nie pojawi się żaden błąd i wynosi ono tyle samo, ile szansa na to, że się wyśpi. Jakieś siedem procent. Obserwuje spokojnie przebiegający w komputerze proces, starając się o tym nie myśleć. Dla zabicia czasu przypomina sobie daty premier filmów, na które chciałaby się wybrać i czy rzeczywiście będzie miała możliwość obejrzeć premiery, czy jednak na kilka dni zablokuje wszystkie powiadomienia z portali społecznościowych, żeby uniknąć spoilerów. Nie, żeby nie znała już ogólnej fabuły z komiksów i nie wiedziała, czym się może rozczarować. Ale przynajmniej zrobi to tak, jak należy. Bez spoilerów.
Piccoli disaccordi
Z pochodzenia jest Włoszką. Płynnie i z akcentem mówi po włosku, choć nigdy nie była nawet w Europie. Za to wychowywała ją ciotka Florence, która swoje serce musiała zostawić na Sycylii i która wcale nie kryje się z tym, że robiła wszystko, żeby siostrzenica wiedziała, jaka krew w niej płynie. Camille co prawda sama nie do końca rozróżnia, co w jej życiu jest włoskie, a co amerykańskie, ale też specjalnie się nad tym nie zastanawia. Wie jednak, że ciotka Flo nigdy nie odpuści wspólnych niedzielnych obiadów oraz nigdy nie wybaczy pomylenia słów którejkolwiek piosenki Toto Cutugno. Pewne rzeczy po prostu muszą być takie, a nie inne, koniec, kropka. Jest między nimi zauważalna nić porozumienia, którą jednak ciężko opisać, ale dzięki której nie sprzeczają się ze sobą bez przerwy, bo różnice ich charakterów są ogromne. Mają wyraźnie inne życiowe priorytety i ciężko stwierdzić, z czego one tak naprawdę wynikają, bo obie wydają się zbyt blisko ze sobą związane, by zrzucić winę na różnice pokoleniowe lub nawet kulturowe. Szczególnie, że Camille nie dorównuje ciotce temperamentem, a ten z kolei odejmuje Florence kilka lat. To też nie tak, że Florence ma coś przeciwko tej dziwnej pasji do cyferek i komputerów, choć uważa to za mało kobiece i niezbyt interesujące, szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę czasochłonność wszystkich zajęć z tym związanych.
Są rzeczy, o których wiedzą obie i żadna z nich nie rozmawia, ale którymi wypełniają te przestrzenie niezrozumienia między sobą. Camille nigdy nie opowiedziała ciotce, co widziała, gdy miała osiem lat i jej ojciec znalazł ją i matkę w ówczesnym domu wujostwa po tym, jak uciekły od niego z Filadelfii. Florence jedynie dostała do przeczytania spisany przez policję raport, w którym zawarto informacje o przyczynie śmierci jej siostry i męża oraz że dziecko znaleziono ukrywające się w szafie na korytarzu, zaraz przed wejściem do salonu, w którym doszło do tragedii. Z kolei ciotka Flo nie opowiedziała nigdy, dlaczego ona i siostra w ogóle opuściły Sycylię i obie tak szybko znalazły sobie mężów w Stanach. Nie rozmawiają o tych sprawach. Nie rozmawiają o ojcu za kratkami, o podejrzanych biznesach wujka, o tym co się wydarzyło we Włoszech. Te rzeczy po prostu są, pełnią niezrozumiałe funkcje, ale są zbyt bolesne, by do nich wracać za każdym razem, kiedy mogą stanowić przyczynę niezgody. Kończy się na tym, że widzą je w swoich oczach i odpuszczają. Wracają na tory sprzed kłótni albo innego nieporozumienia i wytrwale ciągną kolejne kompromisy.
Little life
Barnard College to dobra szkoła, której prestiż dodatkowo podnosi ścisła współpraca z Uniwersytetem Columbia. Ponadto rzeczywiście aktywnie wspiera rozwój kobiet i stwarza im wiele możliwości na pogłębianie swoich zainteresowań oraz na uczestnictwo w innowacyjnych projektach naukowych. Nie ma żadnych wątpliwości, że to dobre miejsce, z którego można wiele wynieść i Camille nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jej jedyny problem z Barnard College był taki, że nie było to MIT, a jedyny problem z MIT polegał na tym, że nie znajduje się w Nowym Jorku ani nawet w okolicy. No i Barnard College zaoferował jej mniejsze stypendium, ale żadne pieniądze nie byłyby warte tego, co przeżywałaby ciotka Florence, więc została na miejscu. Zawęziło to trochę możliwości, na których zależało Camille, jednak przy odpowiednim nakładzie pracy, czasu i zaangażowania stworzyła sobie nowe. Musiała wykazać się też odpowiednimi pokładami cierpliwości oraz upartości, bo okazało się, że niewiele koleżanek ze studiów podziela jej zainteresowania związane z inteligentnymi systemami zabezpieczeń osób i mienia, a jednoosobowe projekty nie wydają się zbyt atrakcyjne w oczach profesorów, bez względu na to, jak dużą ambicją i samozaparciem charakteryzuje się sam student. Kiedy jednak Camille przekonała już do siebie odpowiednich ludzi, miała prawie wolną rękę i choć nie do końca pokrywało się to z głównymi założeniami samej uczelni, która miała przecież realizować pewną misję w oparciu o konkretne wartości, wszystkim imponowały jej osiągnięcia i przymykano oko na jej znikomą współpracę z innymi studentami. Oddawała jeden projekt za drugim, zgłaszając kolejne w trakcie tworzenia. Opracowywała własne algorytmy, tworząc nowe biblioteki języków programowania, żeby usprawniać sobie pracę, uczestniczyła w licznych seminariach, które miały pomóc jej w pisaniu „seksowniejszych kodów” – czyli bardziej przejrzystych i czytelniejszych, żeby ograniczać obciążenie pamięci procesorów. Pokonywała stopnie bardzo szybko, czasami przeskakiwała je nawet po trzy i zawsze miała w zapasie jakieś dodatkowe rozwiązanie, gdyby ktoś stwierdził, że musi jeszcze do czegoś wrócić. Do tego starała się nadrabiać swoje braki towarzyskie, mając poczucie, że kilka wyjść w miesiącu na jakąś domówkę odbierze ciotce zmartwień co do przemęczania się i dzięki temu nie będzie musiała bez końca wymyślać zapewnienia, że wszystko u niej w porządku. Camille zawsze też stara się być rozsądna, a rozsądnym wydawało się nie zapominać o wziętym kredycie, który chciałaby spłacić jak najszybciej bez nadmiernego obciążania skromnego budżetu domowego, więc prócz pisania i tworzenia programów, które miały jej zapewnić najlepsze wyniki na studiach, łapała się jakiś jednorazowych zleceń znalezionych na freelancerskich stronach. Wydawać by się mogło, że to wszystko, te liczne projekty, nieprzespane noce przed komputerem, nieustające maratony między domem a uczelnią z kilkoma przerwami na wyjście ze znajomymi, na dłuższą metę przekracza ludzkie możliwości.
Ciotka Flo zaczęła coś podejrzewać, gdy Camille pierwszy raz zapomniała o niedzielnym obiedzie. To był ostatni semestr, dopinanie ostatnich szczegółów na ostatni guzik, dużo zamieszania z dokumentami i przedwczesne studenckie świętowania przyszłych dyplomów. Camille zapisała już na kolejne kursy, tym razem z zamiarem wyjechania do Cambridge, ale tylko na pół roku, bo miała dobre rekomendacje, doskonałe osiągnięcia i ciekawe pomysły i istniała szansa, że po jednym semestrze mogłaby przejść na tryb zdalny i kontynuować naukę, mieszkając w Nowym Jorku. Florence czekała na koniec roku. Liczyła, że siostrzenica zwolni, a podejrzenia okażą się nieprawdziwe. Wystarczyła jednak jedna konfrontacja, by przekonać się, że niestety, ale były one słuszne. Camille chciała pewnych rzeczy za bardzo i wcale nie była tak cierpliwa, jak jej się wydawało. Pogubiła się trochę w życiu, podejmując kilka bardzo złych decyzji, ale doceniła okazane jej wsparcie i wyrozumiałość, więc znowu odpuściła MIT. Przy okazji dorobiła się kolejnych długów, które bez wątpienia będą o sobie przypominać.
autorsko
fc: Maja Strojek
aktualizacja: 18.11.21
kontakt: huntressvicious@gmail.com

[KP] Little dreams

Camille Russo
03.03.1997, Filadelfia, PA
wcześniej: Computer Science, Barnard College
obecnie: junior software developer, Kravis Security Inc.
40 Charles and Margaret Collins Way, NY
To dziewczyna, która dostała się na MIT na pełne stypendium, ale została w Nowym Jorku, wzięła kredyt studencki i poszła do Barnard College. To dziewczyna, której śnią się koszmary, ale nie przebudza się w nocy. To dziewczyna, która nosi krzyżyk na szyi i chodzi regularnie do kościoła, ale nie wierzy w Boga. To dziewczyna, która nie lubi być w centrum uwagi, ale została królową na swoim balu maturalnym. To dziewczyna, która kocha amerykańską szarlotkę, ale pija włoską kawę. To dziewczyna, która odrzuca szanse, ale i tak osiąga swoje cele. To dziewczyna, która zna swoje mocne strony, ale zapomniała o niektórych słabościach. To dziewczyna, która ceni sobie swoją niezależność, ale pozwala się swatać. To dziewczyna, która tylko siedzi przed komputerem, ale zna wszystkich sąsiadów z ulicy lepiej niż ich wnuki. To dziewczyna, która uwielbia jeść, ale nigdy nie może znaleźć na to czasu. To dziewczyna, która zapomina, jaki jest dzień tygodnia, ale zawsze ze wszystkim zdąży. To dziewczyna, która ma poczucie humoru, ale rzadko się śmieje. To dziewczyna, która nie boi się wyzwań, ale nie akceptuje porażek. To dziewczyna, której ciągle jest mało. To dziewczyna, która przekracza granice.
Little geek
Camille wygląda na dziewczynę, której wystarczy postawić drinka w klubie, by przełamać pierwsze lody i zacząć niezobowiązującą pogawędkę o obściskującej się w kącie parze. Nie przypomina ani trochę uroczego nerda, który w niej siedzi i zaczyna się nerwowo zastanawiać, co odpowiedzieć. Trochę za długo wgapia się we wspomnianą parę, nie odzywając się słowem, bo wszystko, co przychodzi jej do głowy, wydaje się nieodpowiednie i żenujące, kiedy wyobraża sobie, jak wypowiada to na głos, a Camille nie chce zrobić złego wrażenia. Na końcu języka ma cytat z Science żartobliwie przytaczający statystyki na temat różnych rodzajów ekshibicjonizmu funkcjonujących w społeczeństwie, ale nie sprawdziła jeszcze źródeł tego artykułu i nie chciałaby podawać błędnych informacji. Z kolei WIRED podobno nie jest najlepszą podstawą do prowadzenia flirtu i niechętnie musiała się z tym zgodzić. Ostatecznie nie mówi nic, nie próbuje się nawet uśmiechnąć, bo zdaje sobie sprawę, gdzie ma skierowane spojrzenie, więc po dłuższej chwili oczekiwania zostaje sama z poczuciem niezręczności i z darmowym, kolorowym drinkiem, który nie ma już szans smakować tak, jak powinien.
Camille ma spojrzenie marzycielki. Wygląda na rozkojarzoną, kiedy bez końca wpatruje się przed siebie z parującym pod nosem kubkiem. Nawet nie mrugnie, nawet powieka jej nie drgnie, gdy niesforny kosmyk włosów spróbuje ściągnąć ją na ziemię delikatnym łaskotaniem po twarzy. W brązowych oczach odbija się światło ekranu, na którym wyświetlają się linijki kodu przepuszczanego przez algorytm. Camille rzeczywiście w takich chwilach marzy. Miło byłoby w podsumowaniu zobaczyć cyferkę „0”, bo chciałaby pójść już spać, a nie zaśnie, jeśli coś będzie nie tak. Wie, jakie jest prawdopodobieństwo, że w kodzie nie pojawi się żaden błąd i wynosi ono tyle samo, ile szansa na to, że się wyśpi. Jakieś siedem procent. Obserwuje spokojnie przebiegający w komputerze proces, starając się o tym nie myśleć. Dla zabicia czasu przypomina sobie daty premier filmów, na które chciałaby się wybrać i czy rzeczywiście będzie miała możliwość obejrzeć premiery, czy jednak na kilka dni zablokuje wszystkie powiadomienia z portali społecznościowych, żeby uniknąć spoilerów. Nie, żeby nie znała już ogólnej fabuły z komiksów i nie wiedziała, czym się może rozczarować. Ale przynajmniej zrobi to tak, jak należy. Bez spoilerów.
Piccoli disaccordi
Z pochodzenia jest Włoszką. Płynnie i z akcentem mówi po włosku, choć nigdy nie była nawet w Europie. Za to wychowywała ją ciotka Florence, która swoje serce musiała zostawić na Sycylii i która wcale nie kryje się z tym, że robiła wszystko, żeby siostrzenica wiedziała, jaka krew w niej płynie. Camille co prawda sama nie do końca rozróżnia, co w jej życiu jest włoskie, a co amerykańskie, ale też specjalnie się nad tym nie zastanawia. Wie jednak, że ciotka Flo nigdy nie odpuści wspólnych niedzielnych obiadów oraz nigdy nie wybaczy pomylenia słów którejkolwiek piosenki Toto Cutugno. Pewne rzeczy po prostu muszą być takie, a nie inne, koniec, kropka. Jest między nimi zauważalna nić porozumienia, którą jednak ciężko opisać, ale dzięki której nie sprzeczają się ze sobą bez przerwy, bo różnice ich charakterów są ogromne. Mają wyraźnie inne życiowe priorytety i ciężko stwierdzić, z czego one tak naprawdę wynikają, bo obie wydają się zbyt blisko ze sobą związane, by zrzucić winę na różnice pokoleniowe lub nawet kulturowe. Szczególnie, że Camille nie dorównuje ciotce temperamentem, a ten z kolei odejmuje Florence kilka lat. To też nie tak, że Florence ma coś przeciwko tej dziwnej pasji do cyferek i komputerów, choć uważa to za mało kobiece i niezbyt interesujące, szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę czasochłonność wszystkich zajęć z tym związanych.
Są rzeczy, o których wiedzą obie i żadna z nich nie rozmawia, ale którymi wypełniają te przestrzenie niezrozumienia między sobą. Camille nigdy nie opowiedziała ciotce, co widziała, gdy miała osiem lat i jej ojciec znalazł ją i matkę w ówczesnym domu wujostwa po tym, jak uciekły od niego z Filadelfii. Florence jedynie dostała do przeczytania spisany przez policję raport, w którym zawarto informacje o przyczynie śmierci jej siostry i męża oraz że dziecko znaleziono ukrywające się w szafie na korytarzu, zaraz przed wejściem do salonu, w którym doszło do tragedii. Z kolei ciotka Flo nie opowiedziała nigdy, dlaczego ona i siostra w ogóle opuściły Sycylię i obie tak szybko znalazły sobie mężów w Stanach. Nie rozmawiają o tych sprawach. Nie rozmawiają o ojcu za kratkami, o podejrzanych biznesach wujka, o tym co się wydarzyło we Włoszech. Te rzeczy po prostu są, pełnią niezrozumiałe funkcje, ale są zbyt bolesne, by do nich wracać za każdym razem, kiedy mogą stanowić przyczynę niezgody. Kończy się na tym, że widzą je w swoich oczach i odpuszczają. Wracają na tory sprzed kłótni albo innego nieporozumienia i wytrwale ciągną kolejne kompromisy.
Little life
Barnard College to dobra szkoła, której prestiż dodatkowo podnosi ścisła współpraca z Uniwersytetem Columbia. Ponadto rzeczywiście aktywnie wspiera rozwój kobiet i stwarza im wiele możliwości na pogłębianie swoich zainteresowań oraz na uczestnictwo w innowacyjnych projektach naukowych. Nie ma żadnych wątpliwości, że to dobre miejsce, z którego można wiele wynieść i Camille nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jej jedyny problem z Barnard College był taki, że nie było to MIT, a jedyny problem z MIT polegał na tym, że nie znajduje się w Nowym Jorku ani nawet w okolicy. No i Barnard College zaoferował jej mniejsze stypendium, ale żadne pieniądze nie byłyby warte tego, co przeżywałaby ciotka Florence, więc została na miejscu. Zawęziło to trochę możliwości, na których zależało Camille, jednak przy odpowiednim nakładzie pracy, czasu i zaangażowania stworzyła sobie nowe. Musiała wykazać się też odpowiednimi pokładami cierpliwości oraz upartości, bo okazało się, że niewiele koleżanek ze studiów podziela jej zainteresowania związane z inteligentnymi systemami zabezpieczeń osób i mienia, a jednoosobowe projekty nie wydają się zbyt atrakcyjne w oczach profesorów, bez względu na to, jak dużą ambicją i samozaparciem charakteryzuje się sam student. Kiedy jednak Camille przekonała już do siebie odpowiednich ludzi, miała prawie wolną rękę i choć nie do końca pokrywało się to z głównymi założeniami samej uczelni, która miała przecież realizować pewną misję w oparciu o konkretne wartości, wszystkim imponowały jej osiągnięcia i przymykano oko na jej znikomą współpracę z innymi studentami. Oddawała jeden projekt za drugim, zgłaszając kolejne w trakcie tworzenia. Opracowywała własne algorytmy, tworząc nowe biblioteki języków programowania, żeby usprawniać sobie pracę, uczestniczyła w licznych seminariach, które miały pomóc jej w pisaniu „seksowniejszych kodów” – czyli bardziej przejrzystych i czytelniejszych, żeby ograniczać obciążenie pamięci procesorów. Pokonywała stopnie bardzo szybko, czasami przeskakiwała je nawet po trzy i zawsze miała w zapasie jakieś dodatkowe rozwiązanie, gdyby ktoś stwierdził, że musi jeszcze do czegoś wrócić. Do tego starała się nadrabiać swoje braki towarzyskie, mając poczucie, że kilka wyjść w miesiącu na jakąś domówkę odbierze ciotce zmartwień co do przemęczania się i dzięki temu nie będzie musiała bez końca wymyślać zapewnienia, że wszystko u niej w porządku. Camille zawsze też stara się być rozsądna, a rozsądnym wydawało się nie zapominać o wziętym kredycie, który chciałaby spłacić jak najszybciej bez nadmiernego obciążania skromnego budżetu domowego, więc prócz pisania i tworzenia programów, które miały jej zapewnić najlepsze wyniki na studiach, łapała się jakiś jednorazowych zleceń znalezionych na freelancerskich stronach. Wydawać by się mogło, że to wszystko, te liczne projekty, nieprzespane noce przed komputerem, nieustające maratony między domem a uczelnią z kilkoma przerwami na wyjście ze znajomymi, na dłuższą metę przekracza ludzkie możliwości.
Ciotka Flo zaczęła coś podejrzewać, gdy Camille pierwszy raz zapomniała o niedzielnym obiedzie. To był ostatni semestr, dopinanie ostatnich szczegółów na ostatni guzik, dużo zamieszania z dokumentami i przedwczesne studenckie świętowania przyszłych dyplomów. Camille zapisała już na kolejne kursy, tym razem z zamiarem wyjechania do Cambridge, ale tylko na pół roku, bo miała dobre rekomendacje, doskonałe osiągnięcia i ciekawe pomysły i istniała szansa, że po jednym semestrze mogłaby przejść na tryb zdalny i kontynuować naukę, mieszkając w Nowym Jorku. Florence czekała na koniec roku. Liczyła, że siostrzenica zwolni, a podejrzenia okażą się nieprawdziwe. Wystarczyła jednak jedna konfrontacja, by przekonać się, że niestety, ale były one słuszne. Camille chciała pewnych rzeczy za bardzo i wcale nie była tak cierpliwa, jak jej się wydawało. Pogubiła się trochę w życiu, podejmując kilka bardzo złych decyzji, ale doceniła okazane jej wsparcie i wyrozumiałość, więc znowu odpuściła MIT. Przy okazji dorobiła się kolejnych długów, które bez wątpienia będą o sobie przypominać.
autorsko
fc: Maja Strojek
aktualizacja: 18.11.21
kontakt: huntressvicious@gmail.com