aktualności

01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

22/08/2024

[KP] I'm a fire, and I'll keep your brittle heart warm

And if you'd never come for me
I might've drowned in the melancholy

Sophia Crawford

Sophia Antonette Moreira-Crawford ——— 23 latka; urodzona 21 marca 2003 roku w Nowym Jorku ● Natomiast od drugiego roku życia do dziewiątego mieszkała w São Paulo w Brazylii skąd pochodziła jej mama ● Studentka czwartego roku architektury krajobrazu na Columbia University ● Co roku wolontariuszka w sanktuarium dla zwierząt na Kostaryce ● Córka przedwcześnie zmarłej biolożki i CEO sieci hoteli Veritas Grand Hotels, który uczucia okazuje kolejnymi przelewami, bo inaczej już nie potrafi ● Podłużna blizna ciągnąca się od nadgarstka po łokieć na prawym przedramieniu ● Penthouse przy 111 West 57th Street dzielony z ojcem, macochą, przyrodnią i przybraną siostrą, z którymi ma napięte relacje ● Podwładna Chestera, który ze wszystkich domowników polubił tylko Soph i uroczej DaisyPowiązania ● Instagram

Bo wypadek to dziwna rzecz. Nigdy jej nie ma, dopóki się nie wydarzy.

Sophia Moreira nie jest postacią znaną, choć zdawać by się mogło, że mając popularnego ojca będzie próbowała wybić się na jego plecach. Nic jednak bardziej mylnego, bo wcale się nie wychyla i nie korzysta, zbyt często, z popularności ojca. Na próżno więc szukać jej kont w mediach społecznościowych, bo i tak się ich nie znajdzie. W przeciwieństwie do swoich sióstr nie jest głodna rozgłosu i uwagi. W zupełności wystarcza jej bliskie grono przyjaciół, na których wie, że może polegać i że nie kręcą się przy niej ze względu na majątek, który w przyszłości odziedziczy. Żyje po cichu, ale nie odmawia sobie luksusów, które zapewnia jej każdego dnia ojciec. Zamiast wydawać tysiące na nowe ubrania woli wybrać się w długą podróż, bo poznanie nowych kultur, smaków, ludzi i miejsc nasyci ją bardziej niż droga sukienka, którą pewnie i tak zapomniałaby włożyć.

Przyszła na świat w prywatnej klinice na Manhattanie, ale swoje serce zostawiła w Brazylii w miejscu, gdzie urodziła się i wychowała jej mama. Przy każdej wizycie odzyskuje małe kawałeczki, lecz te znikają w chwili, w której znajdzie się na pokładzie samolotu, który z powrotem zabiera ją do Nowego Jorku. Większość swojego czasu spędza z rodziną od strony mamy w jej rodzinnym kraju lub włócząc się po świecie, o ile ma czas wolny od zajęć. Apartament na Manhattanie już od dawna nie ma w sobie rodzinnej atmosfery. Jeszcze parę lat temu przestrzeń wypełniona była miłością, wzajemnym oddaniem. Dziś, pomimo że mieszkanie jest zapełnione ludźmi jest w nim ponuro, chłodno i nieprzyjemnie.

Trzyma się raczej na uboczu i nie zwraca na siebie uwagi. Dalej nie przyzwyczaiła się do nowej, a w zasadzie obcej codzienności. Nie mówi głośno, że przeszkadza jej nowa żona ojca i jej córki. Ani o tym, że tęskni za ojcem, który od dnia wypadku zmienił się nie do poznania, a śladu po tym ciepłym i czułym człowieku już nie ma.

Sophia żyje po swojemu i stara się nie wchodzić macosze i jej córkom w drogę. Wychodzi wcześnie rano z apartamentu, ale nie wsiada do samochodu z prywatnym kierowcą tylko biegnie na metro. Zawsze wstąpi po ulubionego bajgla i kawę na mleku owsianym z syropem waniliowym. W ciągu dnia pilnie się uczy, a czasami tylko udaje, że zwraca uwagę na to, co dzieje się na wykładach. Zbyt często marzy o niemożliwych rzeczach, a jeszcze częściej marzy o ucieczce z Nowego Jorku. Najbardziej na świecie chciałaby cofnąć czas i nie dopuścić do wypadku, który rozbił jej rodzinę. Wie, że to jest niemożliwe, więc ze smutnym uśmiechem pociera obrączkę mamy, którą nosi na środkowym palcu lewej dłoni i wraca do rzeczywistości. Tej nieco smutnej i szarej, ale mimo to i tak stara się z niej wyciągnąć to, co najlepsze. 

Znowu ja, cześć! Taylor Swift, A.A. Milne & Dina Denoire
Karta: I; II; III; IV; V; VI; VII

8 komentarzy:

  1. — Źli? — podchwyciła, początkowo nie rozumiejąc, co Sophia ma na myśli, a kiedy to do niej dotarło, machnęła ręką. — Nie, nie wydaje mi się. Co najwyżej będą mieli z nas ubaw — zauważyła i zachichotała. Ona by go miała, bo przecież Maxine i Sophia nie miały upić się do nieprzytomności, choć półtorej butelki wina z powodzeniem mogło im do tego wystarczyć. Zapewne prędzej usną, niż zaleją się w trupa, to raz, a dwa, znajdowały się w bezpiecznym miejscu i przy okazji picia alkoholu nie robiły niczego głupiego, ani niczego, co mogłoby bezpośrednio zagrozić ich bezpieczeństwu. Zważywszy na te okoliczności, jeśli rano będą paskudnie skacowane, będzie to co najwyżej zabawne, bo co innego, gdyby były skacowane po całonocnej imprezie, a co innego, kiedy tego kaca miały mieć po niewinnym posiedzeniu u Maxine.
    To jednak, o czym zaczęły rozmawiać, ani trochę zabawne nie było. Riley wyrzucała z siebie kolejne zdania, starając się względnie dobrze oddać to, co czuła i jednocześnie próbowała nakreślić Sophii tę pokręcona sytuację tak, aby ta jak najwięcej z niej zrozumiała. Nie od razu zauważyła, że wyraz twarzy przyjaciółki się zmienił i na pewno nie wyłapała tego, które z jej słów tę zmianę wywołały, tym bardziej, że w pewnym momencie przesłoniła oczy dłonią i trwała tak, przekonana, że w ten sposób uda jej się spalić ze wstydu.
    Nie do końca rozumiała, czego tak bardzo się wstydziła, ale nie potrafiła zaprzeczyć temu, że ten wstyd w niej był. Z perspektywy czasu zaczynała rozumieć, że nie panowała nad przebiegiem pierwszego spotkania z Rowanem, choć kiedy miało ono miejsce, nie wydawało jej się, że powinna nad czymkolwiek panować. Założyła, że mają czas, tak po prostu. Czas na to, aby porozmawiać o wszystkim, o czym powinni, w tym także o tym, dlaczego ostatnich piętnaście lat Rowan spędził w więzieniu.
    Jeszcze to w nią nie uderzyło. Jeszcze myślała tylko o tym, jak sama czuła się z tym, co Rowan jej powiedział, a nie o tym, jak Sophia mogła poczuć się z tym, czego właśnie dowiedziała się o wypadku i być może najbliższy współpracownik Kevina miał rację, mając Maxine za egocentryczkę.
    — Tak. To znaczy, ja też tak to zrozumiałam. Nim zaczął tłumaczyć się, że przez to pierdolone zakochanie się rozumie co innego. — Maxine przeklęła, choć nie robiła tego często, ale ten wyjątkowo niefortunny dobór słów wymagał dosadnego komentarza, przez który Riley starała się też rozładować to, co w niej siedziało, bo nie tylko się wstydziła. Była też zła, a nawet wściekła. Była rozżalona i było jej smutno. Czuła się tak po prostu źle, na wszystkie możliwe sposoby.
    — Wiem, dlatego uciekłam do damskiej toalety. Spanikowałam — przyznała, bo może i zachowała się wyjątkowo dziecinnie, ale właśnie, jak miała się zachować? Rzucić się Rowanowi na szyję czy obrócić to w żart? To i to było niedorzeczne, ucieczka także była niedorzeczna, ale była jedyną rzeczą, która w tamtym momencie przyszła Maxine do głowy i w zasadzie do dziś nie wymyśliła niczego innego, co mogłaby wtedy zrobić.
    Powoli i ostrożnie odjęła dłoń od twarzy, skłoniona do tego przez słowa Sophii. Poczuła się odrobinę lepiej, kiedy okazywało się, że przyjaciółka rozumie z tego wszystkiego równie niewiele, co sama Maxine. A zatem nie zwariowała. Nie była głupia i naiwna, niczego sobie nie wymyśliła i z niczym nie przesadziła. Miała prawdo do takiej, a nie innej reakcji, miała prawo zrozumieć słowa Rowana tak, jak te wybrzmiały. Dobrze było to słyszeć.
    — Tak później powiedział. Że źle dobrał słowa, że nie o to mu chodziło, że mówił Rosie na widzeniach w więzieniu zakochałem się w tobie od pierwszego dnia, jak przynieśli cię ze szpitala i że dla niego to się wiązało z przywiązaniem, z lojalnością — zaczęła gorączkowo tłumaczyć, lepiej przypominając sobie to, co Rowan mówił i tym samym nieubłaganie wracała do tematu więzienia. Podniosła wzrok na Sophię, pierwszy raz od dłuższego czasu, raz jeszcze przeanalizowała to, co dotąd jej powiedziała, czyniąc to z lekkim trudem ze względu na krążący po jej organizmie alkohol i wtedy zaczęło to do niej docierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie porozmawialiśmy o niczym innym. Nie miałam potem ochoty z nim rozmawiać. A przecież nie spędził piętnastu lat w więzieniu bez powodu — tchnęła i zesztywniała, wbiła spojrzenie w przyjaciółkę. W Sophię, która straciła mamę w wypadku samochodowym, która sama ledwo z tego wypadku wyszła, a której Maxine opowiadała teraz o Rowanie tak, jakby to, dlaczego nie było go przez tak długi czas, było w tym wszystkim najmniej istotne. Nie było. Oczywiście, że nie było.
      — O rany, Soph… Co ja ci w ogóle opowiadam… — jęknęła i schowała twarz w dłoniach, przy czym w prawej wciąż przytrzymywała kieliszek z winem i dotąd jakimś cudem udało jej się nie uronić ani kropli. Teraz dopiero miała się czego wstydzić.

      MAXINE RILEY 😓

      Usuń
  2. — Hej, Soph, spójrz na mnie — poprosił stanowczo Leonard, gdy jego dłonie subtelnie ujęły twarz młodej kobiety, dzięki czemu mógł spojrzeć jej prosto w oczy. — Nie jesteś żadną, pieprzoną przepowiednią Gwen, rozumiesz? — wyakcentował każde, nawet to najmniejsze słowo, chcąc, aby to konkretne zdanie wbiło się w jego przyjaciółkę mocniej niż była w stanie zdać sobie z tego sprawę.
    Po chwili zabrał dłonie, ale nie zrobił tego całkiem, ułożył je ostatecznie na przedramionach Soph, które z wyczuciem ścisnął, jakby tym gestem starał się przytrzymać kobietę na granicy zdrowego rozsądku.
    — Gdyby ludzie znali przyszłość, ja też dawno byłbym już skończony — odezwał się ponownie. Na chwilę zacisnął usta, jakby bił się własnymi myślami. — Życie się nie kończy bo ktoś coś powiedział, Soph. To tak nie działa. Czasem, gdy coś się rozpada, to jednocześnie pojawia się miejsce na coś nowego, ale najważniejsze jest to, że wcale nie musisz wiedzieć, co dalej. Skup się na dzisiaj, spróbuj przeżyć dzisiaj. Jutro zajmiemy się resztą i nie zapominaj, że masz mnie. Jesteś zmęczona, zdenerwowana, zawiedziona wraz z całą resztą negatywnych emocji, a twój umysł zrobił z tego czysty wyrok, Sophie. Możesz mi nie wierzyć, ale wiem, co mówię. Ja też nie miałem do czego wracać, a zbudowałem coś nowego. Nie jest najgorsze to, że kogoś tracisz, najgorsze jest to, że tracisz grunt pod nogami i nagle nie wiesz kim bez tego jesteś, co będzie dalej. Możesz się rozsypać, masz do tego pełne prawo, kochanie, ale możesz też powoli, bez presji odbudować w sobie siłę bez mówienia ze strony kogoś obcego, jak to właśnie ma wyglądać. Może się wydawać, że świat się wcale tym wszystkim nie przejął, ale jest to właśnie moment, w którym coś co było dla ciebie pewne przestaje istnieć i wiem jak to brzmi, brutalnie. Niemej jednak nie jest to koniec, jest to nowy wybór, Soph.
    Leonard wziął głęboki wdech i oparł głowę na oparciu kanapy. Czuł, jak wraz z potokiem jego słów, rytm serca zaczyna szaleć w oparciu o wspomnienia malujące się w jego głowie za czasów, gdy to on twierdził, że stracił wszystko. Wiedział, jak bardzo potrafiło, to pochłonąć człowieka i póki mógł, miał zamiar chronić Soph od tego na wszelkie, możliwe sposoby. Dopóki jemu samemu wystarczy sił.


    ♥️

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodzice Maxine byli w porządku, jeśli zapomnieć o tym, że przez ostatnie dwadzieścia trzy lata ukrywali przed nią istnienie jej siostry bliźniaczki, ponieważ to nie było ani trochę w porządku. Ten temat jednakże zszedł na dalszy plan w miarę tego, jak najpierw Sophia opowiedziała o Carterze, a teraz Maxine opowiadała o Rowanie, choć gdyby Riley miała wybierać, wolałaby powrócić do rozmowy o Andrei. To, co miało miejsce z Rowanem, nie mieściło się w jej głowie. Nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć, nie w logiczny sposób i nie rozumiała tego, co zaszło. Nie chciała, żeby Rowan się w niej zakochiwał. I nie wyobrażała sobie, jak miałaby kontynuować znajomość z nim po czymś takim, choć z drugiej strony nie wyobrażała sobie także pozostawienia Rowana samemu sobie z dopięciem gali charytatywnej, z czym wcześniej obiecała mu pomóc. Maxine była słowna, to raz, a dwa, była też naiwna. Chciała wierzyć w to, że Rowan nie mówił poważnie, że tylko nie do końca przemyślał sobie to, co powiedział i jeśli wziąć pod uwagę jego tłumaczenie się, to właśnie tak było, tylko dlaczego to tłumaczenie się wydawało się Max tak pokrętne? Zresztą, nie tylko jej. Słyszała i widziała, że Sophia ma na ten temat takie samo zdanie, co ona.
    Mimo wszystko zachichotała, kiedy przyjaciółka stwierdziła, że definicja zakochania Rowana potrzebowała aktualizacji. Nawet mimo tego, że sytuacja była beznadziejna, to był zabawny komentarz i przez wzgląd na ilość wypitego wina, Maxine potrafiła to docenić.
    — Prawda? — rzuciła, bo właśnie, co innego miała wtedy zrobić? Na pewno nie zamierzała odpowiadać Rowanowi tym samym, bo przez tych piętnaście lat pomyślała o nim może kilka razy i to tylko wtedy, kiedy wspomniała o nim Rose. Była przecież dzieckiem, kiedy ten zniknął z jej życia i przez to szybko o nim zapomniała, co mogłoby być okrutne, gdyby nie to, że miała wtedy osiem lat, bo czego innego można było wymagać od ośmiolatki? Czy w ogóle można było czegokolwiek od niej wymagać? Maxine była przekonana, że nie.
    — Bardzo głupim — zgodziła się, czując się odrobinę lepiej, kiedy widziała, że Sophia rozumie to wszystko tak samo, jak ona i że wydaje jej się to tak samo dziwne. Opowiadając o tym, co mówił Rowan i jak się tłumaczył, nie próbowała tłumaczyć jego. No dobrze, może jednak trochę próbowała. Robiła to jednak tylko dlatego, że bardzo, ale to bardzo nie chciała, aby to, co Rowan powiedział, było prawdą. Chciała wierzyć w jego tłumaczenia i w to, że była to wyłącznie kwestia nieodpowiedniego doboru słów. Rozmowa z Sophią utwierdzała ją w przekonaniu, że nie powinna tego robić i prawdopodobnie dlatego zaczęła wpadać w lekką panikę, teraz dodatkowo spotęgowaną tym, co uświadomiła sobie w kontekście przyjaciółki. Stąd drgnęła mocno, kiedy Moreira kazała jej wziąć się w garść. Odjęła dłonie od twarzy, popatrzyła na nią i zamrugała powoli, dokładnie trzy razy, jakby dokładnie tylu mrugnięć potrzebowała do tego, żeby ochłonąć.
    — Przejmuję się, bo… — urwała i zacisnęła wargi, potrzebując chwili na zastanowienie się nad tym, czym tak właściwie się przejmowała. Opuściła wzrok nieco niżej, uciekając nim od twarzy Sophii, jednak cały czas utrzymywała spojrzenie na jej sylwetce. — Bo czuję się skrzywdzona, Soph — przyznała cicho, wręcz cichuteńko i powoli skrzyżowała z nią spojrzenie. — Może to głupie i może nie powinnam, może bardzo to wyolbrzymiam, ale… — urwała znowu i głośno nabrała powietrza, nie wiedząc, jak dokładnie za pomocą słów opisać to, co czuła, podczas gdy jej serce coraz mocniej tłukło się o żebra. — W kontekście tego wszystkiego, co Rowan zrobił, dlaczego go nie było, jak długo go nie było i ile lat nas dzieli to, co powiedział i w jaki sposób to powiedział jest po prostu… złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie słowo tchnęła głucho, po czym głośno przełknęła ślinę, mając przy tym wrażenie, że przełyka także podeszłe do gardła serce. Było jej fizycznie, zupełnie prawdziwie niedobrze. To dlatego potrząsnęła głową, kiedy Sophia powiedziała, że Rowan mógł faktycznie się w niej zakochać. To brzmiało źle i to było złe, dlatego Maxine ze wszystkich sił nie próbowała dopuszczać do siebie tej możliwości, ale jednak nie do końca nie potrafiła nie brać tego pod uwagę i wiedziała, że to będzie siedziało z tyłu jej głowy i będzie rzutowało na ich znajomość, jeśli ta miałaby być kontynuowana. Bo mogła założyć, że wierzy w wyjaśnienia Rowana, ale była święcie przekonana o tym, że już nie będzie czuła się przy nim bezpiecznie, zawsze musząc spodziewać się niespodziewanego w tym złym, nieodpowiednim kontekście.
      — Wystarczy — uznała, bo zaczynała czuć się tym zmęczona i przytłoczona, a nie pozostało im nic więcej, jak tylko gdybanie. Upiła łyk wina, odstawiła kieliszek na stolik i sięgnęła po żelki. Jedząc, raz po raz wzdychała głośno. — Faceci — podsumowała w końcu, skupiła wzrok na przyjaciółce i uśmiechnęła się do niej delikatnie. Mówiąc to wymowne faceci myślała o Nico, myślała o Carterze i myślała o Rowanie. Na pewno nie można było wrzucić ich do jednego worka, ale nie dało się ukryć, że każdy z nich był facetem, a ci mieli wyjątkowy talent do uprzykrzania życia.

      MAXINE RILEY 😮‍💨

      Usuń
  4. Maxine zacisnęła usta, kiedy Sophia zapytała o to, czy pójdzie z Rowanem na tę galę. Dotąd się nad tym nie zastanawiała, pochłonięta rozmyślaniem na temat tego, co mężczyzna miał na myśli, mówiąc jej, że się w niej zakochał i to drugi raz. Do pomyślenia o gali charytatywnej skłoniło ją dopiero pytanie przyjaciółki i dlatego nie odpowiedziała od razu, potrzebując choć chwili do namysłu.
    — Na pewno czułabym się niezręcznie — odezwała się po chwili, bawiąc się trzymanym w dłoni kieliszkiem z winem. Kołysała nim lekko i obserwowała, jak jasny płyn obmywa gładkie ścianki. — W zasadzie obiecałam, że pomogę mu z organizacją, a nie to, że z nim pójdę — kontynuowała, na bieżąco dzieląc się z Sophią procesem myślowym, który zachodził w jej głowie, zamiast uraczyć ją gotową odpowiedzią, która byłaby o wiele krótsza. — To, że pójdę, naturalnie wyniknęło z tego, że miło byłoby być na wydarzeniu, które samemu pomogło się zorganizować, ale… — Maxine urwała i skrzywiła się, kiedy oczyma wyobraźni zobaczyła siebie i Rowana, stojących obok siebie i uśmiechających się sztucznie, on w wybranym tamtego dnia garniturze, ona w sukience. Uświadomiła sobie, że nie potrafiłaby myśleć o niczym innym, niż to, co miało miejsce podczas wspólnych zakupów, a powinna przecież skupiać się nie na tym, a na przebiegu gali.
    — To chyba nie byłoby dobre — podsumowała w końcu, po czym upiła łyk wina. — A znalazłam taką ładną sukienkę… Będę musiała znaleźć inną okazję, żeby się w niej pokazać — zamarudziła i marudzenie to było podyktowane wyłącznie winem radośnie krążącym w jej organicznie, bo to, że nie będzie miała okazji założyć upatrzonej sukienki powinno być jej najmniejszym problemem. Nie było jednak, bo to była naprawdę ładna sukienka, burgundowa, z dopasowanym gorsetem i szeroką spódnicą sięgającą do trzech czwartych łydki. Maxine podobała się sobie w tej sukience.
    Westchnęła, kiedy Sophia zgodziła się z nią, że to było złe. Chyba nie pozostało jej już nic więcej, jak właśnie to ciężkie wzdychanie i kto wie, może dzięki temu miała stać się lżejsza? Moreira nie wiedziała, co może jej powiedzieć, ale Riley wcale nie potrzebowała usłyszeć od niej czegoś konkretnego.
    — Wystarczy, że mogłam ci się wygadać — odparła i uśmiechnęła się do drugiej brunetki. Nikomu o tym nie powiedziała, dusząc to w sobie, a wyglądało na to, że to był błąd, bo teraz, kiedy opowiedziała o tym na głos, a przede wszystkim nazwała to, jak się z tym czuje, zaczęło wydawać jej się, że może zapanować nad panującym w jej wnętrzu chaosem.
    Zaśmiała się, kiedy Sophia podchwyciła jej wzmiankę o facetach i sama uniosła kieliszek w toaście, choć czy tak w zasadzie, miały za co pić? Chyba tylko za to, że tymi facetami nie były, co Moreira zaraz podkreśliła i przez co Maxine zaśmiała się ponownie, co teraz przychodziło jej wyjątkowo łatwo.
    — Gdybyś była facetem, byłabyś moim facetem! — oznajmiła ze śmiechem, już nie powstrzymując się przed wesołością. Musiała zaklepać sobie faceta z umysłem Sophii, bo przecież byłaby to najlepsza partia w mieście, prawda? Nie wybiegała przy tym myślami zbyt daleko, nie analizowała, a po prostu śmiała się z tej wizji, w ten sposób pozbywając się napięcia, które czuła przez cały czas poruszania tematu Rowana.
    — I mogą sikać na stojąco… — westchnęła, trochę z żalem, a trochę z rozmarzeniem, osobiście uważając to za największą niesprawiedliwość tego świata, z którą podzieliła się tym chętniej, że tego wieczora piły już drugą butelkę wina i to przyjemnie szumiało jej w głowie, czyniąc Max bardziej wylewną i mówiącą to, co ślina przyniesie jej na język.
    — Chyba powinnyśmy wziąć z nich przykład. Nie mam na myśli sikania na stojąco — zachichotała. — Ale to, że tak wszystkiego nie analizują. Dość już mam na dzisiaj tego analizowania, wiesz? Powinnyśmy pić wino, gadać o głupotach i grać na konsoli — oznajmiła i zdawało się, że w jej głosie pobrzmiewała wojownicza nuta. — Tylko nie mam konsoli… — mruknęła, po czym podniosła wzrok na Sophię i uśmiechnęła się głupkowato.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyła się, że Sophia tutaj była. Że przyszła na kolację, że zjadła zapiekankę Lucy i że siedziały teraz w jej pokoju, ukradkiem popijając wino, jakby miały tych kilka lat mniej. Wciąż były młode, miały przecież ledwo dwadzieścia trzy lata, a jednak zdawało się, że miały wiele więcej trosk, niż jeszcze kilka lat temu i Maxine wolała nie myśleć, co będzie jeszcze za parę lat.

      MAXINE RILEY 🤪

      Usuń
  5. Leonard nie przerwał jej ani razu.
    Siedział obok, trochę bez ruchu, jakby bał się, że najmniejsze przesunięcie ciała mogłoby ją jeszcze bardziej rozbić. Słuchał. Nie poprawiał jej, nie wchodził w słowa, nie próbował szybko „naprawić” tego, co się dzieje.
    — Soph — powiedział cicho, ale bez nacisku. — Posłuchaj mnie skowronku, to, że ktoś za ciebie płacił, wcale nie oznacza, że nie było to twoje życie i ty nie przegrałaś dlatego, że ktoś coś przewidział. I nie jesteś teraz w miejscu „porażki”, tylko w miejscu, które po prostu… boli — dodał cicho, podczas, gdy jego dłonie powoli sunęły wzdłuż pleców kobiety w uspokajającym geście. — Gwen widzi to z zewnątrz. Zawsze łatwiej jest oceniać, kiedy nie stoi się w środku tego całego bałaganu. Ale to nie jest jej życie do podsumowywania.
    Jego dłoń nadal poruszała się spokojnie po plecach Soph, powoli, bez pośpiechu, bardziej w rytmie niż w geście pocieszenia, jakby próbował utrzymać coś stałego w czymś, co właśnie się rozpadało. Odchylił głowę minimalnie, patrząc gdzieś przed siebie, nie na nią bezpośrednio.
    Leonard został w tej ciszy jeszcze przez chwilę, nie próbując jej wypełniać na siłę. Czuł ciężar tego, co właśnie powiedział — nie dlatego, że było nieprawdziwe, ale dlatego, że prawda w takich momentach nigdy nie brzmiała lekko, a miał w tym aspekcie wiele doświadczenia mimo, że w tym momencie jego przyjaciółka nie brała tego pod uwagę. Leonard przez chwilę jeszcze siedział obok, nie od razu zmieniając nic w tej kruchej ciszy, która między nimi się wytworzyła. Jego dłoń powoli przestała się poruszać, aż w końcu całkiem ją zatrzymał, jakby uznał, że teraz bardziej potrzebny jest spokój niż jakikolwiek gest.
    — Chodź.
    Nie brzmiało to jak suche polecenie. Raczej jak decyzja, która już została podjęta. Wstał pierwszy, ale nie pociągnął jej za sobą. Zamiast tego poczekał, aż sama choć trochę się poruszy, a dopiero potem zrobił krok w stronę korytarza. — Tam będzie ciszej — dodał po chwili, wskazując głową na schody prowadzące dalej w głąb domu.
    Gdy dotarli do sypialni, Leonard otworzył drzwi i wszedł pierwszy, odruchowo sprawdzając przestrzeń — światło, zasłony, wszystko w tym swoim cichym, kontrolowanym rytmie. Podszedł do łóżka i odsunął kołdrę na jedną stronę.
    — Połóż się, proszę, musisz odpocząć — powiedział spokojnie, już ciszej niż wcześniej. — Zrobię ci coś łagodnego na uspokojenie, dobrze? Chcesz coś zjeść, cokolwiek? Może chcesz się przebrać?
    Leonard zbliżył się do komody, z której wyciągnął nowy, dresowy komplet w kolorze głębokiego błękitu, położył go na krawędzi łóżka, tak aby kobieta mogła zdecydować, czy chce z niego skorzystać.


    ♥️🌷🐻

    OdpowiedzUsuń