Wycieraczki miarowo zgarniają z szyby rzadkie krople deszczu, a przed Tobą rozpościera się ocean czerwonych i białych świateł. Jedną ręką luźno kontrolujesz kierownicę, drugą unosisz do ust, by wziąć ostatni, głęboki łyk dymu z dopalającego się papierosa. Przedzierasz się przez nocną gęstwinę, a przed Twoimi oczami wyrasta on – potężny, rozświetlony milionem punktów Nowy Jork. Z głośników uderza bezkompromisowy, surowy riff gitarowy. Jon Bon Jovi z charakterystyczną chrypą wyrzuca z siebie słowa:
Shot through the heart, and you're to blame...
Uśmiechasz się blado pod nosem. Ten tekst uderza dziś dziwnie znajomo. Postrzał prosto w serce. Przez długi czas myślałeś, że z takiej rany się nie wychodzi. Ta miłość – ta, która miała być na całe życie, pisać scenariusze i przenosić góry – okazała się jedynie perfekcyjnie utkanym pasmem iluzji. Obietnice były jak ten dym, który właśnie wypuszczasz przez uchylone okno: gęste na początku, a potem znikające bez śladu przy pierwszym silniejszym podmuchu rzeczywistości.
You give love a bad name – krzyczy wokalista, a Ty czujesz, jak te słowa ostatecznie tracą nad Tobą władzę.
Bo już nie czujesz żalu. Ten toksyczny jad w końcu wywietrzał. Już nie jesteś czarną owcą rodziny. Już nie jesteś chłopakiem, który uciekł na pięć długich lat do Europy, by zaszyć się w Finlandii – surowych, zimnych, rodzinnych stronach Twojego ojca. Mimo wszystko wyszło Ci to na dobre. Potrzebowałeś tego skandynawskiego chłodu, bieli śniegu i nieskończonych lasów, żeby uciszyć pożar, który palił Cię od środka. Tam się wyszumiałeś. Tam przetrawiłeś każdą nieprzespaną noc, kiedy sufit zdawał się walić na klatkę piersiową, i tam w końcu wyciszyłeś ten rozrywający krzyk w głowie.
Dzisiaj jesteś już kimś zupełnie innym.
Masz 34 lata. Jesteś poukładanym, szanowanym lekarzem, który ratuje ludzkie życie i potrafi chłodno oceniać sytuację w momentach największego kryzysu. Ten dawny, młodzieńczy, buntowniczy styl bycia? Pogrzebałeś go głęboko. Skórzaną kurtkę i wieczny gniew zamieniłeś na stetoskop, profesjonalizm i wewnętrzny spokój. Kiedy patrzysz w lusterko widzisz dojrzałego mężczyznę, który wie kim jest. Składanie siebie na nowo w mroźnych zakątkach Finlandii zadziałało. Piosenka powoli dobiega końca, a Nowy Jork wciąga Cię w swoje rozjarzone arterie. Czas na nowy rozdział. Zaciskasz mocniej palce na skórzanej kierownicy, czując pod dłonią pewność i kontrolę, jakiej nie miałeś nigdy wcześniej. Twoje oczy błyszczą w świetle neonów. Wciskasz gaz.
Wróciłeś.
---------------------
Cześć!

[No cześć, hej!
OdpowiedzUsuńMikael wydaje się kimś, kto ma w sobie tyle, że pewnie długo by zajęło, aby odkryć to wszystko! Dobrze jednak, że składanie siebie na nowo zadziałało i że obecnie wie, kim jest :D Dobrych lekarzy nigdy nie za wiele!
Od siebie życzę wiele, wiele weny i samych udanych wąciszy! A w razie chęci, cóż, zapraszam do którejś z moich dziewczyn. Może uda nam się coś wymyślić :D]
Vasilisa Dragunova & Lavender Wong
[ Hej!
OdpowiedzUsuńCiekawy pan ci wyszedł. Oby ten pobyt w Nowym Jorku był lepszy i nie wymagał kolejnego i wyjazdu i "składania". :D
Widzę troszkę podobieństw z moim panem, zwłaszcza z byciem owcą. Choć, u Nathaniela to tylko w oczah jego rodziców.
Dużo dobrej zabawy, ciekawych wątków i weny!
A w razie chęci - zapraszam do siebie. ]
Nathaniel