Christian Riggs
And I hold you every night
That’s a feeling I wanna get used to
But there’s no man as terrified
As the man who stands to lose you
Oh I hope I don’t lose you
urodzony 26 maja 1989 roku w Nowym Jorku, USA // 36 lat // do niedawna Head Coach zespołu Penn State Nittany Lions reprezentującego Uniwersytet Stanowy Pensylwanii w futbolu uniwersyteckim // od października 2025 roku zatrudniony w sztabie trenerskim New York Giants jako Quarterbacks Coach / Passing Game Coordinator // od kilku miesięcy na stałe w Nowym Jorku // ojciec siedemnastolatniej Abigail // wciąż beznadziejnie zakochany w jej matce, do czego nie przyznaje się nawet przed samym sobą //
Byłeś wschodzącą gwiazdą futbolu amerykańskiego, kapitanem licealnej drużyny, ona z kolei była cheerleaderką o uśmiechu, od którego miękły ci kolana. Stanowiliście najpopularniejszą parę w szkole, tą idealną, jak z obrazka i wielu uważało, że chodziliście ze sobą jedynie z czysto egoistycznych pobudek, nawzajem podbijając swoją popularność. Jak w typowo amerykańskich filmach o nastolatkach. I tylko wy zdawaliście się wiedzieć, jak było naprawdę. Ty, niemalże dwumetrowy facet, potulniałeś przy niej niczym baranek, gotowy spełnić każde jej życzenie. Ona, drobna i delikatna, chowała się w twoich ramionach, często nie mogąc poradzić sobie z presją. Razem jednak byliście panami życia i mogliście sięgnąć po wszystko, zdobyć cały świat. Najlepsze uczelnie stały przed tobą otworem, prześcigając się w ofertach sportowego stypendium. Jej niewypowiadanym na głos marzeniem była medycyna. Mieliście wspólne plany, lecz póki mogliście, żyliście chwilą. Aż pewnego dnia Natalie oznajmiła ci, że jest w ciąży. Właśnie wtedy czas się dla was zatrzymał.
Nie poszedłeś na studia, Natalie przerwała naukę. Przestałeś grać, nie mogąc pogodzić wyczerpującej pracy na budowie z treningami, lecz to nie było aż tak istotne – nie mogłeś przecież zawieść na zupełnie innym, o ile ważniejszym polu. Za punkt honoru postawiłeś sobie zapewnienie swojej małej rodzinie bytu. Pracowałeś po kilkanaście godzin dziennie, często siedem dni w tygodniu, lecz nie było was stać, by zamieszkać razem. Pieniądze odłożone ze stypendium sportowego skończyły się zatrważająco szybko, tuż po skompletowaniu wyprawki. Wypruwałeś sobie żyły, codziennie przesiadywałeś u Natalie i ocierałeś jej łzy, powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Aż w końcu na świat przyszła Abigail. I właśnie wtedy czas zaczął wam uciekać przez palce.
Nie pamiętasz nawet, kiedy okazało się, że licealne uczucie to za mało, żeby to wszystko udźwignąć. Zaczęliście mieć do siebie nawzajem pretensje. Ty o to, że zostałeś zmuszony porzucić futbol, ona o zaprzepaszczone marzenia o zostaniu lekarzem. Kłóciliście się coraz częściej, codziennie, później kilka razy dziennie, aż w pewnym momencie kompletnie przestaliście. Zacząłeś dostrzegać w oczach Natalie jedynie obojętność i wtedy z bólem zrozumiałeś, że nie podołaliście. Że przerosło was wspólne i proste życie, o którym jeszcze kilka lat temu śmiało marzyliście. Nie musieliście nawet brać rozwodu, bo w całym tym rozgardiaszu nie wzięliście ślubu. Rozstaliście się, gdy Abigail miała pięć lat i nagle przestałeś wiedzieć, co zrobić ze swoim życiem.
Nie mogłeś wrócić do gry – wypadłeś z niej. Pojawili się inni – młodsi i sprawniejsi. To o nich ubiegali się sponsorzy, o nich walczyły uczelnie, przed nimi stała wizja sportowej kariery. Wystarczyło pięć lat, by o tobie zapomnieli, byś przestał się liczyć i może nie byłoby to takie straszne, gdybyś miał na siebie jakikolwiek inny pomysł. Ale nie miałeś i wiedziałeś, że musisz szybko coś wymyślić, by uniknąć stoczenia się na dno.
Dziś masz trzydzieści pięć lat i jesteś trenerem Penn State Nittany Lions, których w tym sezonie masz zamiar doprowadzić do zdobycia mistrzostwa. Całkiem nieźle dogadujesz się z Natalie, od której uśmiechu wciąż miękną ci kolana, co skrzętnie starasz się ukryć. Masz też już siedemnastoletnią córkę Abigail, której kompletnie nie rozumiesz (ale bardzo się starasz) i zastanawiasz się, dlaczego jeszcze masz cierpliwość co drugi weekend, a czasem częściej, wysłuchiwać w czym nowy partner Natalie jest od ciebie lepszy. W mieszkaniu na Queens bywasz praktycznie tylko w weekendy, w tygodniu zdecydowanie łatwiej złapać cię na uniwersyteckim boisku czy Beaver Stadium i sam zastanawiasz się, dlaczego jeszcze nie przeprowadziłeś się do Pensylwanii, choć przecież doskonale znasz odpowiedź. W końcu tamtejsze cheerleaderki nie dorastają tej jedynej do pięt.
Nie poszedłeś na studia, Natalie przerwała naukę. Przestałeś grać, nie mogąc pogodzić wyczerpującej pracy na budowie z treningami, lecz to nie było aż tak istotne – nie mogłeś przecież zawieść na zupełnie innym, o ile ważniejszym polu. Za punkt honoru postawiłeś sobie zapewnienie swojej małej rodzinie bytu. Pracowałeś po kilkanaście godzin dziennie, często siedem dni w tygodniu, lecz nie było was stać, by zamieszkać razem. Pieniądze odłożone ze stypendium sportowego skończyły się zatrważająco szybko, tuż po skompletowaniu wyprawki. Wypruwałeś sobie żyły, codziennie przesiadywałeś u Natalie i ocierałeś jej łzy, powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Aż w końcu na świat przyszła Abigail. I właśnie wtedy czas zaczął wam uciekać przez palce.
Nie pamiętasz nawet, kiedy okazało się, że licealne uczucie to za mało, żeby to wszystko udźwignąć. Zaczęliście mieć do siebie nawzajem pretensje. Ty o to, że zostałeś zmuszony porzucić futbol, ona o zaprzepaszczone marzenia o zostaniu lekarzem. Kłóciliście się coraz częściej, codziennie, później kilka razy dziennie, aż w pewnym momencie kompletnie przestaliście. Zacząłeś dostrzegać w oczach Natalie jedynie obojętność i wtedy z bólem zrozumiałeś, że nie podołaliście. Że przerosło was wspólne i proste życie, o którym jeszcze kilka lat temu śmiało marzyliście. Nie musieliście nawet brać rozwodu, bo w całym tym rozgardiaszu nie wzięliście ślubu. Rozstaliście się, gdy Abigail miała pięć lat i nagle przestałeś wiedzieć, co zrobić ze swoim życiem.
Nie mogłeś wrócić do gry – wypadłeś z niej. Pojawili się inni – młodsi i sprawniejsi. To o nich ubiegali się sponsorzy, o nich walczyły uczelnie, przed nimi stała wizja sportowej kariery. Wystarczyło pięć lat, by o tobie zapomnieli, byś przestał się liczyć i może nie byłoby to takie straszne, gdybyś miał na siebie jakikolwiek inny pomysł. Ale nie miałeś i wiedziałeś, że musisz szybko coś wymyślić, by uniknąć stoczenia się na dno.
Dziś masz trzydzieści pięć lat i jesteś trenerem Penn State Nittany Lions, których w tym sezonie masz zamiar doprowadzić do zdobycia mistrzostwa. Całkiem nieźle dogadujesz się z Natalie, od której uśmiechu wciąż miękną ci kolana, co skrzętnie starasz się ukryć. Masz też już siedemnastoletnią córkę Abigail, której kompletnie nie rozumiesz (ale bardzo się starasz) i zastanawiasz się, dlaczego jeszcze masz cierpliwość co drugi weekend, a czasem częściej, wysłuchiwać w czym nowy partner Natalie jest od ciebie lepszy. W mieszkaniu na Queens bywasz praktycznie tylko w weekendy, w tygodniu zdecydowanie łatwiej złapać cię na uniwersyteckim boisku czy Beaver Stadium i sam zastanawiasz się, dlaczego jeszcze nie przeprowadziłeś się do Pensylwanii, choć przecież doskonale znasz odpowiedź. W końcu tamtejsze cheerleaderki nie dorastają tej jedynej do pięt.
1. I won't let this build up inside of me / 26.05.2024 - 8.11.2025 /
2. I think I might have it all / 9.11.2025 - ??? /
2. I think I might have it all / 9.11.2025 - ??? /
Cytaty: Benson Boone - Beautiful Things
Wizerunku użycza: Aaron Taylor-Johnson
Ostatnia aktualizacja: 9.11.2025 ⬩ karta postaci
Kontakt: panienkazokienka92@gmail.com
Postać Christiana długi czas kurzyła się na moim dysku i cieszę się, że dziś ma ona okazję ujrzeć światło dzienne :) Poszukujemy przyjaciół i dawnych znajomych ze szkolnych lat, ale nie tylko - zawsze chętnie zrobię burzę mózgów :)
Zapraszam wszystkich chętnych do wspólnej zabawy :) Staram się odpisywać regularnie, w zależności od ilości wolnego czasu, a jakiekolwiek większe odpisowe zaległości nadrabiam w weekendy :)
Wizerunku użycza: Aaron Taylor-Johnson
Ostatnia aktualizacja: 9.11.2025 ⬩ karta postaci
Kontakt: panienkazokienka92@gmail.com
Postać Christiana długi czas kurzyła się na moim dysku i cieszę się, że dziś ma ona okazję ujrzeć światło dzienne :) Poszukujemy przyjaciół i dawnych znajomych ze szkolnych lat, ale nie tylko - zawsze chętnie zrobię burzę mózgów :)
Zapraszam wszystkich chętnych do wspólnej zabawy :) Staram się odpisywać regularnie, w zależności od ilości wolnego czasu, a jakiekolwiek większe odpisowe zaległości nadrabiam w weekendy :)
Nie była przyzwyczajona do rutyny. Wcześniej nie występowała ona w jej życiu, nie przez dłuższy czas, nie na tyle, by zdążyła ją zauważać, a co dopiero przywyknąć czy akceptować. Jej życie nie było usłane różami, nie było też proste, ani stabilne. Wręcz przeciwnie. Pełne wybojów i przeszkód, z kilkoma łatwymi odcinkami. Wychowanie w domu dziecka nie było kolorowym, beztroskim wspomnieniem dzieciństwa czy czasów nastoletnich. Wiele się wówczas zmieniało. Opiekunki odchodziły, przychodziły nowe. Przyjaźnie nie trwały po wyprowadzce, momentami codziennie dochodziły nowe dzieciaki, którymi pomagała się zajmować.
OdpowiedzUsuńJej charakter również niczego nie ułatwiał, a niewyparzony język był niczym magnes przyciągający najróżniejsze kłopoty. Od tych mało istotnych przewinień, do tych poważniejszych. Udawało się jej ostatecznie z tego się wykaraskać. I choć sama twierdziła, że szczęście jej się nigdy nie trzymało, może było wręcz przeciwnie.
Obecnie ciężko było jej przyzwyczaić się do tego spokoju, którego tak pragnęła. Żyła bez strachu. Nie musiała martwić się o przyszłość, o toksycznego byłego partnera, który uporczywie ją szukał po jej zniknięciu, nie chowała się przed mediami, gdy jej istnienie wywołało niemałą sensacje. Wiodła normalne, przeciętne życie, o którym kiedyś tak marzyła. Spełniło się, wobec czego powinna czuć radość, a jednak nadal doskwierała jej pustka i uczucie, którego nie umiała nazwać. Może potrzebowała znów małego zamieszania w swoim życiu. Czegoś, co sprawi, że doceni każdy oddech, każdy spokojny poranek, każdą herbatę wypitą za ladą swojej kawiarni.
Zdziwiła się jego pytaniem. Na sekundę delikatnie zmarszczyła brwi, by zaraz posłać mu rozbawiony uśmiech.
– No co ty! Za co? – Machnęła dłonią ostrożnie w powietrzu, by podkreślić, że to już dawno i nie prawda. – Widocznie za często wymieniasz te tajemnicze wiadomości. To normalne, że chce wiedzieć. Ba! Sama jestem ciekawa, kogo ukrywasz w swoim życiu – powiedziała z rozbawieniem. – A co dopiero twoja córka! Na jej miejscu pewnie podejrzałabym twój kod do telefonu i zabrała ci go, by porządnie przetrzepać wiadomości. Ach, nie wpadła jeszcze na to? Czy tak dobrze go strzeżesz? – spytała z zaciekawieniem.
Charlotte
MÓJ TY KOCIE 🩵💙
OdpowiedzUsuńPostawiła na pustej i czystej płycie indukcyjnej ulubiony garnek z namalowanymi owocami na waniliowym tle i wyciągnęła warzywa z lodówki potrzebne do przygotowania zupy. Kalafior. Brukselki. Ziemniaki. Dwie średnie marchewki. Fasolka szparagowa. Groszek zielony. Podchodząc do szuflady ze sztućcami, wyciągnęła stamtąd różową obieraczkę i zajęła się w pierwszej kolejności ziemniakami, które zamierzała pokroić na małe cząstki. Obrała trzy większe, a gdy sięgnęła czwarty, wyczuła obecność Christiana. Czy oprócz układania płytek zamierzał bawić się z nią na poważnie w kucharzenie?
— Kochanie, odpocznij. Rozpraszasz mnie, jak stoisz tak blisko z głową na moim barku i dłońmi na brzuchu. Włącz lepiej kolejny odcinek naszego serialu, bo mam rozumieć, że mnie nie zdradziłeś i nie obejrzałeś następnego odcinka beze mnie?
Wypięła pośladki w jego stronę i wyczuwając jak są blisko siebie, już chciała go odepchnąć, ale nie, że złośliwie i nie przez siłę, a jedynie z tego względu, żeby zupa jednak była przygotowana dziś. Mimo wszystko stwierdziła, że póki nie dobiera się pod jej bluzę czy spodnie, może sobie tak stać. Zapadła między nimi przyjemna, nieuciążliwa cisza. Lubiła z nim zarówno rozmawiać jak i milczeć. Wcale to Natalie nie przeszkadzało, bo to oznaczało, że ma przy sobie odpowiedniego mężczyznę. Gorzej byłoby, gdyby teraz czuła się niezręcznie, a nawet w jednym procencie tak nie było.
Kończąc obieranie ziemniaków, chciała już przejść do zlewu, żeby je umyć, gdy nagle dotarł do niej sens wypowiadanych słów przez Christiana. CO?! Dobrze, że tak kurczowo ją trzymał, bo inaczej padłaby na pupę, na pewno mocno ją obijając i może dorabiając się nieprzyjemnie bolesnego siniaka.
— Ty powiedziałeś, że mam wyjść za ciebie? — obieraczka wypadła jej z dłoni na blat, a Natalie czuła jak w oczach zbierają się łzy. Nie dała rady ich powstrzymać. Popłakała się. Odkąd rozpoczęła z nim swój pierwszy związek czekała na moment prawdziwych zaręczyn, a nie sztucznego przedstawienia zorganizowanego przez jej byłego partnera, bo może tamten postąpił spontanicznie, ale ilość róż i wartość pierścionka była przerażająca. — Ożeń się ze mną, wariacie. To niesprawiedliwe, żeby nasza córka nosiła twoje nazwisko od osiemnastu lat, a ja mam tylko marzyć o tym, aby być Natalie Riggs.
Odwróciła się do niego przodem i wykonała skuteczny atak na jego usta. Po długim i zaskakującym pocałunku zaczęła podszczypywać fragmenty jego szyi, aż ulokowała wargi na bicepsie, wsuwając trochę chłodne dłonie za gumkę jego spodni.
— Nie wiem czy ja wytrzymam to ciśnienie związane z tym, że przyjdzie mi uprawiać seks z naprawdę pożądanym trenerem w mieście i w dodatku moim mężem. Słyszysz jak to brzmi? Jak najpiękniejsza melodia. Już na samą myśl dostaję silnego wstrząsu.
Zmrużyła oczy wciąż pozostają ustami przy jego bicepsie i patrzyła na niego spod przymrużonych powiek, mrucząc cicho. Chyba plany Natalie związane z gotowaniem zupy skończyły się na obieraniu ziemniaków i wyciągnięciu pozostałych składników, bo jakoś nie szło jej to, aby odkleić się od Christiana i zająć się warzywami. Powinna bardziej przyłożyć się do roli perfekcyjnej pani domu, ale to nie wina Harlow, że miała w domu rozpraszacz płci męskiej, przy którym traciła logiczne rozumowanie.
— Kiedy mam wyjść za ciebie? W sumie mogłabym nawet w tym dresie powiedzmy za godzinę. Trochę poprawiłabym makijaż i włosy.
Zaśmiała się, gryząc go leciutko. Wiedziała, że nie są bohaterami komedii romantycznej, gdy dwoje dorosłych ludzi w stanie idealnym wybiega z domu pod urząd stanu cywilnego, aby zostać małżeństwem pod wpływem impulsu. I to nie tak, że narzekała na codzienność z Riggsem, bo popełniłaby wielki, niewybaczalny błąd. Ona była oczarowana każdym dniem i każdą nocą spędzoną przy nim, żałując tylko tego, że zmarnowali tyle lat na życie osobno.
Całując ostatni raz przyjemnie ciepłą rękę mężczyzny, zaczęła się od niego odsuwać, bo nie tylko on był głodny, jej też batonik proteinowy nie wystarczy do tego, aby nie czuć głodu. Niechętnie przerwała pieszczoty i dosięgając obieraczkę, chwyciła jedną z marchwi, opierając się o blat tak, aby móc uważnie obserwować swojego przyszłego męża, o którym w takiej kategorii myślała już od dawien dawna.
Usuńprzyszła pani Riggs
[Trochę późno, ale dziękuję serdecznie za powitanie Cassandry. W tej chwili wygląda to co prawda nieco tragicznie, ale zawsze mogło być jeszcze gorzej, nieprawdaż ? Mogła przecież zostać sama z dzieciakami, a tak ma pod ręką przyjaciela, na którego wsparcie może zawsze liczyć, gdy tylko nie jest na misji.]
OdpowiedzUsuńNatalie odłożyła obieraczkę ostrożnie, jakby nagle stała się bardziej niebezpieczna, niż zwykle i po wytarciu dłoni w ścierkę, nie spuszczała z niego wzroku ani na sekundę. Najpierw myślała, że po prostu dał jej przestrzeń, że humorystycznie odgrywa to dramatyczne muszę usiąść, bo mnie zwaliło z nóg, ale po chwili zrozumiała, że coś jest inaczej. Nie tak, jak zwykle.
OdpowiedzUsuńJego oddech stał się płytszy. Jego barki zbyt ciężkie jak na Chrisa. Ten facet potrafił nie okazywać zmęczenia nawet wtedy, gdy wstawał po trzech godzinach snu i trenował pół dnia. Teraz wyglądał, jakby dopadło go wszystko naraz.
— Chris? — zapytała ostrożnie, ale nie podchodziła od razu. Chciała być pewna, że to nie jest jeden z jego żartów, że za sekundę nie otworzy oczu i nie rzuci jakiejś absurdalnej uwagi, żeby ją rozśmieszyć.
Pomyślała od razu, że z intensywnością opadła na niego świadomość tego, co w przeciągu tych kilkunastu minut miało miejsce. Dla kogoś byłoby to wysłuchanie kilku niewinnych ulubionych utworów trwających najczęściej po trzy czy cztery minuty, ale dla nich wydarzyło się więcej, niż mogliby to nawet rano przy śniadaniu przypuszczać. Christian dostał wymarzone stanowisko, a Natalie oficjalnie została narzeczoną trenera New York Giants. To nie były przelewki.
Dopiero wtedy ruszyła, stawiając kroki powoli, prawie bezszelestnie. Oparła dłonie o oparcie narożnika, jakby chciała się upewnić, że on nie odpłynie jeszcze głębiej. Pochyliła się nad nim, jej głos złagodniał z każdym następnym słowem.
— Hej, kocie — szepnęła. — Co się dzieje?
Przysiadła obok, na tyle blisko, aby ich kolana się zetknęły. Nie chciała go przestraszyć, ale też nie zamierzała udawać, że nic nie widzi. Oparła dłoń na jego przedramieniu, bez nacisku. Dała tylko sygnał, że jest przy nim.
— To dużo, prawda? — dodała cicho. — Wszystko naraz. Mogłeś wstrzymać się z oświadczynami, kocie. A tak na pewno kręci ci się w głowie od spraw i zawodowych i prywatnych. Uspokoję cię, nie chcę imprezy z pompą. Chcę czegoś spokojnego. Wyjść za ciebie w Boże Narodzenie czy Sylwestra i zacząć cię całować przed północą, kończąc chwilę po rozpoczęciu nowego roku.
W tej jednej chwili dotarło do niej, że on, choć zawsze stał mocno, choć był bezczelnie stabilnym fundamentem, który potrafił unieść wszystkich wokół, sam dawno nie pozwolił sobie poczuć ciężaru tego, co jego dotyczy. A dzisiaj dostał dwie rzeczy, które uderzyły prosto w jego życie. W ich życie. Najpierw ten cholernie ważny telefon, który dał mu olbrzymią szansę wybicia się i dążenia w stronę marzeń. Później oświadczyny przy obieraniu warzyw, które Natalie umieściła w kategorii tych najbardziej romantycznych, bo wszystko, co inne, co nieoczywiste wiązało się z takim określeniem, a ona wyjmując kolejne warzywa, nie spodziewała się takiej sytuacji. Takiej petardy. Takiego wybuchu słodkich emocji.
— Zaparzyć ci herbaty, rumianku, melisy? — zapytała z troską, ruszając w stronę aneksu kuchennego. — Skończę obierać warzywa, dokończę przygotowanie zupy i za niedługo będzie obiad.
Nim skupiła się na obieraniu, wstawiła czajnik elektryczny zapełniony wodą. Solidnie pokroiła warzywa, wrzuciła je do garnka i dorzucając przeróżne przyprawy, musiała odczekać na to, jak zupa się zagotuje, aby doprawić ją według smaku. Gdy tak się stało, zostawiła garnek na mniejszym gazie, pozwalając zupie na proces mrugania.
— Kocham cię, Christian. — odwróciła się w stronę mężczyzny, przesyłając mężczyźnie buziaka. Chwilę po tym wyjęła na blat kubki, aby zrobić coś gorącego do picia. Może się odwodnił przez dzisiejszą pracą i to też wpłynęło na jego takie, a nie inne samopoczucie. — Jesteś moim sercem, dumą, szczęściem, najlepszym tatusiem i od dzisiaj narzeczonym, misiu. Dalej w to nie wierzę. W to, że będę panią Riggs. Jak to pięknie brzmi.
Rozczulona wrzuciła odpowiednie saszetki do kubków i po zalaniu ich wrzątkiem, wzięła dwa kubki w dłonie, żeby usiąść przy Christianie i wypić swoją malinową herbatę. Mieli jeszcze trzy godziny na spokój we dwoje. Na zjedzenie wkrótce zupy. Na chwile pozbawione obecności huraganu, któremu opowiedzą o tym, jak to tata zaskoczył mamę, czyniąc ją już nie swoją dziewczyną, lecz narzeczoną.
Usuńniemal żona 🩷
Wydźwięk przy wypowiadaniu Natalie Riggs, zamiast Natalie Harlow wywoływał w niej mieszankę samych pozytywnych, chwytających za serce emocji. To było coś znacznie więcej, niż sama zmiana nazwiska. To była wizja, nadchodząca dość dużymi krokami, poślubienia właściwego człowieka, którego pokochało się niemal dwie dekady temu i wciąż to uczucie nie gasło, a miało widoczny coraz to większy ogień namiętności, zaufania, radości, miłości i poczucia, że jest się w stanie przetrwać wszystko. Pokochała go jako nastolatka, kapitana licealnej drużyny, młodego chłopaka, który oprócz sportu miał się dobrze uczyć, a z czasem zobaczyła w nim kochającego ojca, wartościowego partnera, zaradnego mężczyznę, który ciężko pracował, zapewniając byt swojej małej rodzinie, aż uświadomiła sobie, że wkrótce ten nastolatek skończy czterdzieści lat i od dzisiaj spełnia swoje schowane głęboko marzenia. Bo odważył się zapytać ją o rękę i odebrał telefon z właściwym przekazem. Został prawie w jednej chwili jej narzeczonym i mężczyzną zatrudnionym w sztabie trenerskim New York Giants.
OdpowiedzUsuń— Kochanie, ty masz same rewelacyjne pomysły. Tylko błagam o jedno, miejsce naszej nocy poślubnej niech nie będzie twoim dawnym pokojem. Co z tego, że mamy córkę, że znamy się od bardzo dawna, skoro nie spojrzałabym twojemu tacie w oczy po tej nocy, a nie chcę skupiać się na tym, żeby być cicho… — po odstawieniu kubka na ławę, uklęknęła na narożniku i wymruczała to narzeczonemu na ucho, otulając miejsce ciepłym powietrzem. — Chcę, żebyś pierwszą noc z żoną zapamiętał do końca życia. Że jak skończysz dziewięćdziesiąt lat, żebyś mnie zaczepiał i przypominał każdą sekundę.
Skupiona na jego ustach i wygłodniała ich obecności, przywarła do jego warg, zatapiając się w niespiesznym pocałunku. Nie obchodziło ją nic więcej, nawet wygląd sukni, jego garnituru, dobór menu na ten uroczysty obiad, liczba gości czy kolor serwetek na stole. Liczyło się to, że całowała teraz usta przyszłego męża i dłonią zaczęła lawirować przy rozporku jego spodni.
— Czemu mnie nie powstrzymujesz? Przecież powinnam pilnować zupy. Inaczej będziemy musieli zamówić coś na mieście, skarbie.
Sama poderwała się z zajmowanego miejsca i zrobiła to bardzo niechętnie, ale musiała nauczyć się powstrzymywać od samych dobroci dokonywanych z jego pomocą, bo inaczej ich małżeństwo będzie polegało na ciągłym dawaniu sobie rozkoszy i zaniedbywaniu nawet najprostszych obowiązków.
— Dwudziestego piątego grudnia zostaniesz moim mężem. — nachyliła się nad garnkiem, próbując zupy. Czegoś w niej brakowało, ale na tę chwilę nie mogła wyczuć czego, więc niosąc na łyżce, z ostrożnością dała jej do spróbowania Christianowi. — Soli i pieprzu, co? Czy czegoś jeszcze?
Widząc jak smakuje zupę, ciężko było jej się powstrzymać przed spróbowaniem jego ust. Dawno temu nie sądziła, że drugi człowiek może pociągać kobietę po tylu latach i to nie była sprawka długoletniej przerwy, on zawsze wzbudzał w niej ogromne zainteresowanie. Najwidoczniej ten jeden jedyny zawsze będzie sprawiał, że chęć na niego nie będzie maleć, a wzrastać.
— Wiesz, jeśli dobrze by się zapłaciło, to jakiś urzędnik przyjdzie i udzieli nam ślubu, ale czy nas stać na takie koszta? Myślę, że wśród znajomych moich rodziców znajdzie się ktoś, kto posiada licencję. Tylko pewnie ich nie będzie na naszym ślubie. Tata może przyjdzie, bo on jest inny od mamy, ale Anne Calloway-Harlow nie przyjdzie za żadne skarby, bo ona wciąż twierdzi, że powinnam cię kopnąć w dupę i wrócić do Daniela. To taki idealny kandydat na męża. Zaradny, bogaty, posiadający liczne znajomości, przystojny, seksowny. Bla, bla, bla. — otworzyła dłoń i stykając cztery palce z kciukiem, pokazywała, jak to mamie nie zamyka się buzia, gdy mówi o Kennedym. — Szkoda tylko, że to przy tobie oddycham pełną piersią, to z tobą mi do twarzy, dalej miękną mi przy tobie kolana i co najważniejsze, bo seks w związku jest kluczowy, to idąc z tobą do łóżka, do niczego się nie zmuszam, zawsze jestem chętna…
W ich przypadku powrót do ex nie był złym wyborem. Był najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek mogli podjąć, bo tak jak woda i ogień nie są w stanie żyć bez siebie, tak i oni inni na kilkunastu płaszczyznach, ale i przy wielu kwestiach tacy sami, nie mogli żyć bez siebie. I kobietę mało co obchodziło słowo starszej osoby, która urodziła ją trzydzieści pięć lat temu, ponieważ każdy miał prawo reżyserować swoje życie po swojemu bez udziału osób trzecich.
Usuńniemal żona 🩷
— Zdecydowanie urywamy się z imprezy i uciekamy do naszego mieszkania, żeby kochać się po raz pierwszy jako mąż i żona. To będzie równie intymne jak mój pierwszy raz z tobą, kochanie.
OdpowiedzUsuńZagryzła wargę i potrząsnęła głową, bo zaczęła odchodzić myślami w stronę wspomnień z tamtej wyjątkowej nocy. Dla niej pierwszy seks nie był czymś, co ją otrząsnęłoby z obrzydzenia do tej pory. Christian zadbał o odpowiednią atmosferę i wówczas o zabezpieczenie, które nie sprawiło, że od razu zaszła w ciążę z Abigail. Nie przygotowała się szczególnie. Wiedziała, że tamtej nocy miała bieliznę nie z jednego kompletu, ponieważ jej biustonosz był kremowy, a majtki intensywnie czerwone. Nie miała idealnie ogolonego i nawilżonego ciała. Nie wiedziała również, czy na pewno jej ruchy są odpowiednie i sprawi przyjemność swojemu chłopakowi. To wszystko się nie liczyło. W jego oczach widziała, że jest piękna i rumieniąc się teraz intensywnie, jakby była nastolatką zawstydzoną po pocałunku, zaczęła dość intensywnie dosypywać pieprzu do zupy. Na całe szczęście nie przesadziła, bo próbując zupy po kilku minutach, mogła nalewać ją na dwa głębokie talerze. Do tego skroiła bagietkę i stawiając wszystko na stole, musnęła policzek ukochanego, życząc mu smacznego.
— Byłby to niezły pstryczek w nos, ale jak pomyślę, że ślubu miałby udzielać nam stary piernik albo jakaś wyniosła damusia, to zdecydowanie bardziej wolę moją Hoę w tej roli. Nie wypłacę się jej za to, co dla nas zrobiła. Moja siostra z innych rodziców. — nadgryzła bagietkę, patrząc prosto na przyszłego męża, zachwyconego smakiem zupy. — Nie do końca powiedziałabym, że to jej sprawka. To ja przyszłam wtedy do pokoju hotelowego. Jak mam być z tobą szczera, to wielokrotnie chciałam cię skusić. Wiesz, kiedy pierwszy raz? Z trzy miesiące po naszym rozstaniu, Abi wymyśliła rodzinne oglądanie bajek, pamiętasz? Siedzieliśmy w twoim domu rodzinnym, w twoim pokoju dokładnie, ramię w ramię na dywanie. Trzymałam małą na kolanach i z miski na twoich kolanach brałyśmy popcorn. Gdyby nie dziecko, rzuciłabym się na ciebie w sekundę. Każde spotkanie z tobą było dla mnie udręką. Jak to Hoa mówiła. — odkładając łyżkę do talerza, próbowała upodobnić głos do głosu przyjaciółki. — Natalie ty się nabawisz ciężkiej choroby, chodząc z tak ściśniętymi udami przy Chrisie.
Niewiele myśląc, wyżaliła mi się ze wszystkiego, bo przed przyszłym małżonkiem nie wypadało mieć tajemnic. Kończąc zupę, zapytała go o dokładkę, a gdy poprosił, doniosła kolejną porcję. Natalie w tym czasie skubała jedynie wypieczoną skórkę bagietki.
— Będzie masaż, zjedz grzecznie i naprawdę zajmę się twoimi plecami profesjonalnie. — naszykowała świecę do masażu i specjalne olejki. — Jak będziesz gotowy, zapraszam do sypialni. Wiesz, nasza córka może wrócić w każdej chwili, a ja nie chcę, aby oglądała nas w trakcie zbliżeniowej płatności.
Zaśmiała się cicho, lubiąc w Christianie również to, że rozumiał to poczucie humoru i również stosował podobne techniki wypowiedzi w grze wstępnej. Myjąc po sobie talerz, ruszyła następnie do sypialni, a zanim zniknęła za drzwiami, zachęcająco zdjęła z siebie górną część komplementu dresowego i rzuciła go na panele w salonie.
Dla niego jak zawsze traciła głowę. Nigdy nie rezygnowała też z form bliskości, jeśli tylko nie była wyczerpująco zmęczona po pracy czy obolała przez różne dolegliwości. Tego chciała. Domu, w którym będzie miała mężczyznę, do którego będzie ją ciągnęło, a nie odpychało i córkę, która zamiast ojczyma, będzie miała na co dzień ukochanego tatę w Nowym Jorku. Z zadowoleniem rozłożyła miękki ręcznik na pościeli, aby przypadkiem nie ubrudzić dopiero, co przebranych poduszek i kołdry tłustymi olejkami, a kiedy usłyszała jego zbliżające się kroki, zagryzła intensywnie wargę.
Tęskniła za nim od samego rana, gdy tylko przyszło wraz z dźwiękiem budzika wyplątać się z jego silnych ramion, w których spokojnie zasnęła, śniąc same słodkie sny, bo czuła bijące serce Chrisa i zapach tego płynu do kąpieli, który na jego skórze pachniał najlepiej.
Usuń— Zapraszam serdecznie. — wskazała na ręcznik i podchodząc do blondyna, skradła długi pocałunek. — Natalie Riggs zajmie się panem odpowiednio.
Opierając się o otwarte drzwi, zamknęła je prędko i przekręciwszy w nich klucz, wiedziała doskonale, że mogą zapomnieć o bożym świecie, bo nawet jeśli Abi wróci, to zupa i bagietka na nią czekają, a z resztą poradzi sobie sama jako osoba, której przyszło niedawno świętować osiemnaste urodziny.
narzeczona 🩷
Odświeżanie pamięci z Christianem było wyjątkowe przyjemne. Mieć możliwość dotknąć tych ramion, rąk, całej klatki piersiowej, nóg i wiedzieć, że gdy dojdzie do zbliżenia, zadbają o siebie nawzajem tak, aby zarówno jedno jak i drugie z nich było w pełni usatysfakcjonowane. Oboje dbali o swoje dobro. I choć w całej tej bliskości byli złączeni w jedno, tak Natalie uwielbiała po chwilach rozkoszy czy to tej w delikatnej czy mocniejszej wersji, przytulić się do Chrisa z całej siły. Tak po prostu położyć się w jego spodenkach, w ledwo zapiętym staniku i ułożyć głowę na tej konkretnej klatce piersiowej. Wówczas nie liczyło się nic innego. Trzęsące się zawsze nogi były dowodem tego, że ich seks był największą formą relaksu i zrozumienia.
OdpowiedzUsuń— Zero litości, skarbie. — powtórzyła po mężczyźnie, ale w jej głosie nie było ani cienia okrucieństwa. Raczej czułość podszyta obietnicą, że zrobi dokładnie to, czego potrzebował i może jeszcze odrobinę więcej.
Natalie podeszła do łóżka spokojnie, niemal bezszelestnie, jakby nie chciała spłoszyć tej chwili. Widok Chrisa leżącego na brzuchu, z ramionami luźno ułożonymi wzdłuż ciała, był znajomy i jednocześnie wciąż poruszający. Tyle wspólnie przeżytych lat, a ona nadal potrafiła odczytać napięcie z samego układu jego barków, z linii kręgosłupa, z tego, jak ciężko oddychał, zanim jeszcze dotknęła jego skóry.
Usiadła na skraju łóżka, poświęcając chwilę tylko na to, by go obejrzeć. Plecy miał szerokie, mocne, ale dziś wyraźnie zmęczone. Krople wody, które zostały po prysznicu, połyskiwały w ciepłym świetle lampy. Natalie przesunęła palcami po jego ramieniu, najpierw lekko, badająco, jakby sprawdzała, gdzie napięcie trzymało się najmocniej.
— Powiedz, jeśli będzie za dużo — mruknęła cicho, choć oboje wiedzieli, że i tak się nie cofnie.
Zaczęła od karku, powoli, metodycznie. Jej dłonie były pewne, wyuczone latami doświadczeń, ale też pełne tej intymnej znajomości jego ciała, której nie da się zdobyć w żaden inny sposób niż bliskością. Kciuki wbiły się w spięte mięśnie po obu stronach kręgosłupa, a Natalie czuła pod palcami, jak stopniowo puszczają, jak Chris z każdym kolejnym oddechem oddaje jej ciężar całego dnia.
Lubiła ten moment. Chwilę, w której nie musieli mówić nic więcej. W której wszystko sprowadzało się do dotyku, do zaufania, do tej cichej wymiany. On oddawał jej swoje zmęczenie, a ona brała je na siebie, rozplatając napięcie centymetr po centymetrze.
— Wiedziałam, że dziś dasz sobie wycisk — powiedziała w końcu, spokojnie, przesuwając dłonie niżej, na łopatki. — Zawsze tak robisz. Najpierw udajesz, że wszystko masz pod kontrolą, a potem dopiero pozwalasz sobie opaść.
Uśmiechnęła się do siebie, bo to było w nim niezmienne. Tak samo jak to, że przy niej pozwalał sobie na tę słabość. Natalie pochyliła się, opierając kolano o materac, i na moment przyłożyła policzek do jego pleców, jakby chciała sprawdzić, czy jest naprawdę, tu i teraz.
W tej chwili nie myślała o powrocie Abigail, o świecie za drzwiami sypialni, o tym, co będzie jutro. Liczył się tylko on, jego oddech pod jej dłońmi i to znajome poczucie, że mimo upływu lat wciąż potrafią znaleźć się w tym samym miejscu. Dokładnie tam, gdzie zawsze byli dla siebie najbezpieczniejsi.
twoja Natalie 🩷
Natalie uśmiechnęła się pod nosem, słysząc jego komentarz o nowej technice i tylko przesunęła policzek odrobinę, muskając nim jego skórę w sposób bardziej świadomy niż przypadkowy. To nie była żadna technika, to była bliskość. Ta najprostsza, najbardziej ich własna, wynikająca z przyzwyczajenia do bycia razem, z poczucia, że nie trzeba już niczego udowadniać ani nazywać.
OdpowiedzUsuń— To technika zostaję tu, bo mogę — mruknęła cicho, wracając do pracy palcami. Teraz jej ruchy były wolniejsze, głębsze, mniej bezlitosne, jakby uznała, że zrobiła już swoje i pozwalała mu po prostu w tym rozluźnieniu trwać. Czuła, jak jego ciało stopniowo przestaje się bronić, jak napięcie nie tylko znika, ale wręcz ustępuje miejsca tej znajomej ciężkości, która zawsze oznaczała ulgę.
Gdy dobiegł ich dźwięk zrzucanej torby i głos Abigail, Natalie na moment zastygła. Nie odsunęła się gwałtownie, nie zerwała kontaktu, tylko uniosła głowę i spojrzała na Christiana z góry, jakby sprawdzała, czy on też to słyszał. Słyszał. Oczywiście, że słyszał.
Jej usta drgnęły w uśmiechu, takim trochę rozbawionym, trochę czułym.
— Ma wyczucie czasu po tobie — szepnęła, bardziej do siebie niż do niego, po czym wróciła dłonią na jego ramię, jakby chciała dać mu sygnał, że wszystko jest w porządku. Że to nie jest moment, który trzeba gwałtownie przerywać.
Kiedy zapytał o to, kiedy powiedzą Abigail o zaręczynach, Natalie spoważniała, ale tylko na ułamek sekundy. Usiadła wygodniej, jedną ręką wciąż opierając się o jego plecy, drugą kreśląc nieświadomie drobne linie na jego skórze, bo ten gest robiła zawsze, gdy myślała.
— Nie jutro — odpowiedziała spokojnie, bez wahania. — Jutro jest za wcześnie. Będzie zmęczona, będzie miała milion własnych spraw w głowie i nie chcę, żeby usłyszała to w biegu.
Nachyliła się bliżej, tak że jej głos był cichy, intymny, zarezerwowany tylko dla niego.
— Chcę jej to powiedzieć wtedy, kiedy naprawdę będziemy mieli jej uwagę. Bez pośpiechu. Bez rozpraszaczy. — zatrzymała na chwilę dłoń, a potem dodała ciszej. — I chcę, żeby zobaczyła, że to nie jest impuls. Że to coś, co już jest między nami, a nie coś, co dopiero się wydarzyło.
Uśmiechnęła się miękko i pochyliła, aby musnąć ustami jego skroń.
— Dajmy jej dzień. Albo dwa. My nigdzie się nie spieszymy, prawda?
Bo w przeciwieństwie do czasu, który nieubłaganie pędził naprzód, oni wreszcie byli dokładnie tam, gdzie powinni. Wyczekali swoje w zawieszeniu, żeby teraz trwać w miłości i pełnym zrozumieniu. Mimo rzucanych kłód pod nogi i tak doszli do tego, że na tym świecie dla Harlow nie istnieje fajniejszy mężczyzna od Christiana, a dla Riggsa nie znajdzie się lepsza kobieta od Natalie. Więc po co mieliby się oszukiwać i może w tej chwili przegrzebywać w nieskończoność aplikacje randkowe? Mieli siebie. Mieli Abigail. To oznaczało, że mają dom zbudowany nie tyle, co ze ścian, a po prostu z tego, że każde z nich miało przy sobie osoby, które kochało. Ona miała jego i córkę. On tak samo miał ją i ich jedyne dziecko, które wsłuchane w dźwięki muzyki, uśmiechało się samo do siebie. Abigail cieszyła się szczęściem rodziców i choć zastanawiała się, czy nie będą dziś zbyt głośno, to była w stanie to zaakceptować, ponieważ nie pamiętała ich za dobrze z poprzedniej relacji, ale wiedziała jedno. Patrząc teraz na mamę, a na mamę w związku z Danielem, widziała kogoś, kto odżył i miał promyki iskry, a nie przygaszonego cienia w zakryciu cholernej mgły. Odpisując na wiadomość chłopakowi, przytrzymała łyżkę z zupą przy ustach, oglądając podesłane zdjęcie Tylera z siłowni. Jego umięśniona klatka piersiowa zrobiła na niej takie wrażenie, że nieświadomie, strąciła miskę z zupą, widząc jak naczynie potłukło się w drobny mak.
— Jasna cholera!
Natalie poderwała się gwałtownie z łóżka, chcąc już wyjść z sypialni, ale nie uśmiechało się jej to, aby prezentować się przed Abigail w samym staniku i to nie tak, że miały przed sobą tajemnice czy kobiece ciało było formą tabu, lecz nie chciała, żeby nastolatka zbyt dosłownie domyślała się w czym przerwała rodzicom.
Usuń— Skarbie w porządku?
— Tak, mamo. Nie przeszkadzajcie sobie. Potłukłam talerz i wylałam zupę. Zaraz posprzątam. Najważniejsze, że mi nic się nie stało.
Abigail przeszła do sprzątania, próbując skupić się na tej czynności, bo od kilku godzin gryzła ją zupełnie inna sprawa, ale musiała rozluźnić myśli, żeby nie popaść w obłęd.
narzeczona ❤️❤️❤️
Byli uzależnieni od siebie nawzajem z Riggsem, ale to nie oznaczało, że mimo osiemnastu lat córki, nie zareagowaliby na to, co wydarzyło się w kuchni. Każda kochająca matka i każdy troskliwy ojciec, a takimi byli Natalie z Christianem, przerwaliby wszelkie czułości i wyszliby do dziecka. Tak też zrobili. Jak mogłaby skupiać się na ciele partnera, gdy za drzwiami coś nie do końca grało u Abigail? Obserwując córkę zajętą zbieraniem kawałków potłuczonego naczynia wraz z Chrisem, próbowała prześwietlić ją na wylot. Gorsza ocena? Nie ma opcji. Córka uczyła się naprawdę wspaniale, nie miała większych problemów, a gdy raz czy dwa podwinęła jej noga z któregoś przedmiotu, szła na korepetycje lub samodzielnie rozwiązywała zadania, dopóki nie doszła do całkowitego sukcesu. Gorszy dzień? Miała różne humorki na różnych etapach życia, ale raczej nie na tyle, aby wylewać zupę, mówić jasna cholera i skończyć z potłuczonym talerzem. Czy to była czysta nieuwaga? Nie do końca pasowało to Harlow, więc dalej bacznie obserwowała młodą kobietę, nie chcąc dłużej zgadywać.
OdpowiedzUsuń— Kochanie, nam możesz powiedzieć wszystko. Jesteśmy twoimi rodzicami i mamy siebie nawzajem. Każde z nas może liczyć na wsparcie. Gdy ja jestem smutna czy nie do końca w sosie, oboje reagujecie, to samo tyczy się taty, teraz więc chcemy wiedzieć, co się dzieje z tobą, Abi?
Skończywszy mówić, oboje usłyszeli szloch córki, a ta kurczowo złapała się za rękaw koszulki taty i schowała głowę w jego klatce piersiowej. Reagowała podobnie kilkanaście razy w dzieciństwie, gdy weekend z Christianem dobiegał końca, a ten musiał opuścić Nowy Jork, zostawiając córkę na jakiś czas bez jego stałej obecności. Przerażona Natalie podeszła do nich, gładząc ją po włosach i patrzyła w oczy narzeczonego, próbując wpaść na jakiś boski pomysł uspokojenia dziecka i wyciągnięcia z niej powodu, który doprowadził ją do takiego stanu.
— Z rodzicami nie rozmawia się o takich sprawach… — wydukała z problemem, wciąż nie odsuwając się od taty.
— Nie, nie, nie, rozmawia się. Koniecznie, skarbie. Ze mną szczególnie mama nie rozmawiała tak, jak należy, ja jestem z tych mam, które wysłuchają wszystkiego. Nie ma żadnych tematów tabu. Niczego.
— Tyler… — znowu zaniosła się płaczem, a kiedy odsunęła twarz od klatki piersiowej ojca, wyglądała jak mała panda przez rozmycie makijażu. — On… nie… Tyler chyba ma inną. W sensie… w ostatniej chwili odwołał dzisiejszy wieczór, jest na siłce, podobno ma wyjść gdzieś z kolegami, a z kolei Kate tak jak narzekała, że znowu nie poświęcę jej czasu, dzisiaj nagle bawi się poza Nowym Jorkiem… Ich chyba do siebie ciągnie. Przedwczoraj zobaczyłam jak dostaje wiadomość od kogoś podpisanego Ty z sercem. Mój chłopak też zmienił nagle hasło do telefonu. — poszła usiąść i mimo, że nie szlochała, łzy dalej płynęły jej po policzkach. — Na ostatniej imprezie gapili się na siebie. Był moment, że ani jego, ani jej nie widziałam przez kilkanaście minut. — zwiesiła głowę. — Unika bliskości… A ja mam jeszcze inne zmartwienie…
Znowu zaczęła płakać tak głośno, że serce Natalie pękało na pół. Spojrzała bezgłośnie na Chrisa, wzięła krzesło i kiedy usiadła przy Abi, przytuliła ją mocno. Dziewczyna moczyła łzami koszulkę, którą jej mama dostała od taty, aby szybko wyjść z sypialni, ale to nie miało żadnego znaczenia. Natalie pragnęła, aby córka nie cierpiała. Miała być zawsze szczęśliwa, a jeśli okaże się, że Lessard zdradził Abi z jej najlepszą przyjaciółkę, to obojgu wyrwie nogi z dupy w imieniu swojego jedynego dziecka.
— Może da się to logicznie wytłumaczyć. Nie przyłapałaś ich na gorącym uczynku, a Tyler jest w Tobie zakochany po uszy, piękności moje. Jakie jeszcze zmartwienie ciebie dręczy?
Abi pokręciła jedynie przecząco głową i nie odezwała się ani słowem. Zamilkła przez co nawet nie wiadomo było, jak jeszcze jej pomóc.
— Nie może tak być. Za chwilę zadzwonię do Tylera i niech zbiera dupę i przyjeżdża tutaj. Mam gdzieś jego wyjście…
Natalie nie wytrzymała. Odsunęła się od córki, włączyła spis kontaktów i kiedy chciała wybrać numer telefonu, Abi w końcu się odezwała.
Usuń— Chyba zaliczyliśmy wpadkę. Jestem umówiona w przyszłym tygodniu do naszego ginekologa. Odstawiłam tabletki, nie nadawały mi się i raz zapomnieliśmy w ogóle o zabezpieczeniu…
Wypowiedziała wszystko na jednym wdechu i uciekła do pokoju, znów szlochając głośno.
— Czy ty słyszałeś to samo, co ja?
Harlow spojrzała na ukochanego i opadła na kanapę, wciąż mając do kliknięcia tylko słuchawkę na ekranie telefonu, aby dodzwonić się do chłopaka córki.
przyszła babcia? 🙈
[Cześć! :) Chętnie znowu coś z Tobą pokombinuję, tym razem na dłużej, jeśli oczywiście masz ochotę i miejsce na nowy wątek. Czy z Christianem, czy z inną Twoją postacią, bo nie ukrywajmy, wszystkie są bardzo ciekawe!
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że zdjęcie, które znalazłaś jest turbo piękne! Chyba podoba mi się nawet bardziej niż te co mam w karcie ^^]
Powder Smith
Ciemnowłosa uniosła wzrok powoli, jakby każdy centymetr tego ruchu ważył tonę. Jej twarz była spokojna, zbyt spokojna jak na to, co wydarzyło się chwilę wcześniej, ale Christian znał ją wystarczająco dobrze, aby widzieć napięcie kryjące się pod tą opanowaną powierzchnią. Miała ramiona skrzyżowane, palce wbite w ręce odsłonięte przez jego koszulkę na krótki rękaw i trzymała się, jakby samej siebie.
OdpowiedzUsuń— Tyler — odezwała się w końcu, cicho, lecz stanowczo. — Usiądź.
Nie było w tym prośby. Było polecenie, które nie zostawiało przestrzeni na dyskusję. Tyler zawahał się tylko na ułamek sekundy, po czym wykonał krok w stronę kanapy i opadł na jej brzeg, sztywny jak struna. Christian nie zdjął z niego ręki od razu. Stał za nim jeszcze chwilę, jak cień, jak ostrze wiszące nad karkiem, zanim w końcu cofnął się o krok.
— Abigail jest w swoim pokoju — dodała Natalie, jakby to była informacja techniczna, a nie coś, co mogło rozsadzić tę rozmowę od środka. — I nie wyjdzie stamtąd, dopóki nie będzie gotowa. Więc to, co teraz powiesz, mówisz nam. I mówisz prawdę.
Harlow dwukrotnie próbowała podczas nieobecności narzeczonego wejść do jej pokoju. Raz osiemnastolatka płakała tak głośno, że tylko postawiła jej zaparzoną melisę w kubku na stoliku nocnym, a za drugim razem była nieco spokojniejsza, leżąc i gapiąc się w sufit. Próbowała z nią porozmawiać. Usłyszała tylko, że zrobiła test ciążowy i druga kreska choć blada, była obecna i doskonale było ją widać pod światło. Zrobiła go przed powrotem do domu, próbując udawać, że wszystko gra, ale wszystko w niej pękło, gdy dostając zdjęcie Tylera z siłowni, uświadomiła sobie, że on bawi się w najlepsze, choć ją omija ostatnio, jakby miała go poparzyć, otruć czy opluć czymś, czego nie ściągnąłby z twarzy niczym.
Natalie tylko ją przytuliła i uspokoiła, że pójdzie z nią na wizytę, a jeśli chce to kupi jeszcze jeden test, tłumacząc córce, że to może być fałszywy alarm i nie trzeba się załamywać.
— Ale o co chodzi? — Tyler nerwowo potarł kark i spojrzał to na trenera, to na mamę swojej dziewczyny. — Przecież nic nie zrobiłem. Nie pokłóciliśmy się ani nic z tych rzeczy.
— Będę bezpośrednia. Moje dziecko cierpi. Łączy ciebie coś z Kate? Abi ma przypuszczenia, że was do siebie ciągnie. Podobno unikasz własnej dziewczyny. Jesteście ponad rok, to nie jest głupiutkie zauroczenie. Dziś nagle zmieniłeś plany, miałeś jakieś wyjście, Kate ma nie być w mieście, więc co chciałeś po imprezie wrócić do Filadelfii, żeby spędzić czas z drugą ukochaną?!
— Słucham? To nie tak. Z Kate mam ostatnio bardzo dobry kontakt, bo planuję niespodziankę dla Abigail i jej przyjaciółka pomaga mi dopiąć szczegóły. Nas nic nie łączy. Ona co prawda po zerwaniu teraz ma bliższy kontakt z imiennikiem z mojej drużyny, ale ich łączy tylko seks. Nawet ostatnio na imprezie pilnowałem drzwi, gdy poszli na numerek do sypialni właściciela domu. Na domówce ciężko o intymność, więc Tyler i Kate poprosili, abym był blisko, żeby nikt im nie wparował do środka w trakcie… W życiu nie zdradziłbym Abi, kocham ją.
Poderwał się z narożnika i mimo groźnej miny Chrisa, podszedł do drzwi od jej pokoju, pukając cicho. Nie było słychać żadnej reakcji ze strony osiemnastolatki, więc starszy o cztery lata chłopak uchylił powoli drzwi, stojąc w samym progu. Nie zrobił zrobić żadnego kroku, kiedy to w jego stronę poleciały dwa przedmioty. Poduszka w kształcie serca i wypełniona torebka listonoszka. Pierwsza rzecz upadła u stóp Tylera, druga trafiła prosto w miejsce nad brzuchem.
— Abi, wstań. Powinniście porozmawiać. O wszystkim.
Stanęła przy chłopaku córki i mimo ciężkiej sytuacji, próbowała ją załagodzić. Podniosła z podłogi zarówno poduszkę jak i torebkę, układając obie rzeczy na łóżku młodej kobiety. Nieprzygotowana na to, co się wydarzy za chwilę, sama pomogła dokonać młodej Riggs tego, co się zaczęło rozgrywać, gdy tylko wstała z łóżka. Abigail chwyciła torebkę i zaczęła okładać nią zszokowanego Lessarda, który chwycił ją silnie za dłonie, prowadząc w stronę krzesła. Posadził ukochaną, ukucnął przed nią i wyszeptał.
Usuń— Tylko ciebie kocham. Jestem tak samo wpatrzony w jedną dziewczynę, jak twój tata w twoją mamę. Żadna inna. Wyłącznie ty, kotek.
mama, którą boli serce 💔
[Jasne, rozumiem! W razie gdyby coś Ci się zwolniło to zapraszam :)]
OdpowiedzUsuńPowder Smith
Starsza z obecnych w mieszkaniu kobiet zareagowała natychmiast. Bez słowa podeszła bliżej i przykucnęła przy córce, ujmując jej twarz w dłonie w sposób spokojny, wyćwiczony latami macierzyństwa. Zmusiła Abigail, aby spojrzała właśnie na nią.
OdpowiedzUsuń— Spokojnie — powiedziała cicho. — Oddychaj. Mamy czas.
Tyler cofnął dłonie, które jeszcze przed chwilą przytrzymywały nadgarstki Abi. Odsunął się o pół kroku i przykucnął niżej, tak by nie górować nad nią ani wzrostem, ani postawą. Jego ruchy były wyraźnie ostrożne.
— Kochanie — odezwał się. — Co się dzieje?
Abigail przez chwilę milczała. Oddychała szybko, nierówno, jakby wciąż próbowała dojść do siebie po wybuchu emocji. Palce zaciskała na materiale koszulki ojca spoczywającej na ciele Natalie, aż zbielały jej knykcie.
— Spóźnia mi się okres — powiedziała w końcu, szybko, jednym tchem. — Było mi niedobrze. Zrobiłam test, ale ta druga kreska wyszła strasznie niewyraźnie. I ja nie wiem, Tyler. Po prostu nie wiem.
Tuląc córkę do piersi, zamrugała szybko, jakby przenosząc się w czasie, choć nie do końca, bo ona osobiście nie otrzymała nawet połowy takiego wsparcia od Anne Calloway-Harlow, jakim teraz wsparciem obdarzała swoją już wcale nie taką małą Abigail. Pamiętała jak panicznie bała się kupić test ciążowy w ogromnej aptece, jak trzęsła jej się dłoń, gdy podawała produkt farmaceutce, ustawionej przy kasie naprzeciwko drzwi wejściowych. Z początku dwukrotnie robiła próbę sięgnięcia po test z półki, obchodziła lokal, przyglądając się wszystkim produktom, jakby była złodziejką, polującą na najdroższe opakowanie preparatu bez recepty. A Natalie po prostu się bała. Tak po ludzku, żeby w momencie kupowania testu ciążowego nie natrafić na kogoś życzliwego, kto przekazałby nowinę matce lub ojcu, jeszcze zanim wróciłaby do domu. Spanikowana nie wzięła nawet drobnej sumy reszty, wybiegając stamtąd tak prędko, że o mało nie wpadła na starszą panią poruszającą się o balkoniku. I kiedy doszło co do czego, jej test wyraźnie wskazał dwie czerwone kreski. Żadnej niepewności. Żadnego bladego akcentu. Wszystko czarno na białym. Bez wątpliwości.
W pokoju zapadła cisza. Tyler nie odezwał się od razu. Przez moment wyglądał, jakby porządkował myśli, po czym bardzo powoli skinął głową.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? — zapytał spokojnie.
— Bo nie byłam pewna — odpowiedziała drżącym głosem. — I bałam się. Nie chciałam cię straszyć czymś, czego sama nie rozumiem.
Tyler przesunął się bliżej i usiadł na podłodze naprzeciwko niej, opierając się plecami o łóżko. Skrzyżował nogi, dłonie oparł luźno na kolanach. Na twarzy zrobił się blady jak ściana. Oddychał szybciej. Popatrzył najpierw na dziewczynę, na jej mamę i tatę, a kiedy wstał zakręciło mu się w głowie, przez co lekko stracił równowagę, wpadając na stojącą komodę.
— Nic mi nie jest. To tylko emocje. Jutro pójdziemy do twojego lekarza i będziemy wiedzieć na czym stoimy. Jeśli wyjdzie, że jesteś w ciąży, nie ucieknę, to też moje dziecko, więc biorę pełną odpowiedzialność. Zajmę się tobą i nim. A jeśli wyjdzie, że nie jesteś w ciąży, wciąż będziemy razem, bo cię kocham nad życie, nie pomyślałem nawet o zdradzie, a co dopiero cię zdradzić i na spokojnie w przyszłości postaramy się o wnuka dla twoich i moich rodziców.
Jako, że Abigail wyraźnie podkreśliła brak terminów do pani doktor w tym tygodniu, do której najpierw chodziła Natalie, polecając też lekarkę córkę, tak zgodnie z decyzją osiemnastolatki, ciemnowłosa wykonała dwa telefony, informując, iż córkę w samo południe następnego dnia przyjmie mąż ich pani doktor. Tak też z minimalnie większym spokojem opuściła pokój Abigail, zostawiając ją z Tylerem i dopiero za zamkniętymi drzwiami pozwoliła sobie na cichy płacz. Stresowała się. Pewnie nie aż tak bardzo jak ich jedyne dziecko, ale mimo wszystko, mimo całej tej niepewności, była wdzięczna za to, że w strefie miłosnej młodej dziewczyny jako pierwszy znalazł się nad wyraz dojrzały Tyler Lessard. Inaczej serce przyszłej pani Riggs pękłoby w drobny mak, gdyby okazało się, że maleństwo urodzone przez Abigail musiałaby wychowywać samodzielnie z pomocą oczywiście swoich rodziców, a nie dojrzałego, świadomego ojca. Wtulając się w Christiana, nie chciała puszczać przez dłuższy czas człowieka, który równie dojrzale podszedł do ciąży swojej ukochanej, jak być może ich przyszły zięć.
UsuńTwoja narzeczona 💋💓
[Bardzo lubię twarz tego pana i nawet mi przeszła przez głowę, jak tworzyłam swoją, więc dobrze, że przeznaczenie popchnęło mnie jednak w innym kierunku. W każdym razie, dziękuję za miłe słowa i w razie chęci, jesteśmy otwarci na wszelkie znajomości.]
OdpowiedzUsuńWayne Travers
[Cześć! :) Chyba każdy ma właśnie takie skojarzenia z tymi laleczkami. Ale trochę zgłębiłam temat, przynajmniej na jeśli chodzi o tą haitańską odnogę, bo to jednak było konieczne przy takiej postaci. Mam nadzieję, że uda mi się to w miarę sensownie wykorzystać w wątkach.
OdpowiedzUsuńDziękuję. ♥ Szczerze mówiąc nigdy nie pisałam notek fabularnych, ale przy takich postaciach jak Marie-Antoinette czy Powder mam ochotę coś skrobnąć, bo ich przeszłość była bogata w różne przeżycia, choć nie do końca pozytywne. Zobaczymy jak to będzie ^^]
Marie-Antoinette Laveau
[Nie będziemy takimi szujami, żeby życzyć ci rozpadu wątków, więc niech ci się dobrze pisze, a jak miejsce się zwolni to Wayne przygarnie kolegę, o.]
OdpowiedzUsuńWayne
[Serdecznie dziękuję za powitanie Lio. Tak to już chyba jest, że jeśli pisze się z kimś przez wiele lat, można czasem niemal czytać sobie w myślach.
OdpowiedzUsuńZnikać raczej szybko nie zamierzamy, skoro jednak mój umysł postanowił dobić się do książki, którą czytałam aż w wakacje i wytworzyć na tej podstawie postać. Z drugiej strony swojego ulubionego bohatera na tym blogu uśmierciłam (i później dość długo zastanawiałam się, czy nie dało się tego uniknąć), więc nic nie obiecuję. ]
Kilka dni później Natalie po raz pierwszy od dawna obudziła się bez tego ciężaru pod żebrami, który towarzyszył jej od chwili, gdy Abigail drżącym głosem powiedziała o drugiej kresce na teście.
OdpowiedzUsuńPoranek był zwyczajny, aż podejrzanie zwyczajny. W kuchni pachniało tostami, radio grało cicho w tle, a Abigail krzątała się po mieszkaniu z energią, która wróciła dopiero po wizycie u lekarza. Fałszywy alarm. Pan doktor wypowiedział te słowa spokojnie, niemal obojętnie, ale dla Natalie brzmiały jak coś więcej niż diagnoza, jak pozwolenie, aby znowu oddychać pełną piersią.
Od tamtej chwili obserwowała córkę uważniej niż zwykle. Nie z lęku, lecz z czułością. Abigail śmiała się częściej, przestała nerwowo sprawdzać telefon, znów była sobą. Tą dziewczyną stojącą dopiero na progu dorosłości, a nie kimś, kogo życie nagle zmusiło do skoku o kilka lat naprzód.
Natalie wiedziała jednak, że dzisiejsza rozmowa też zmieni coś w ich codzienności. Może nie tak gwałtownie jak poprzednie wydarzenia, ale jednak.
Usiadła naprzeciwko córki przy stole i przez chwilę po prostu ją obserwowała. Sposób, w jaki Abigail zawijała rękawy bluzy, jak poprawiała włosy opadające na twarz. Tak wiele było w niej jeszcze dziecięcej spontaniczności, choć ostatnie dni pokazały, jak szybko potrafi dorosnąć.
— Muszę ci coś powiedzieć — odezwała się w końcu spokojnie. — Dokładniej to musimy. — przywołała Chrisa gestem dłoni. Tak jak córka wiedziała o sukcesie zawodowym taty, tak nie miała zielonego pojęcia o tym, że kilka dni temu Riggs oświadczył się spontanicznie swojej wybrance serca. — Powiedziałam tak. Jestem narzeczoną tego tu siedzącego mężczyzny, a on moim narzeczonym. Córcia, pobieramy się w to nadchodzące Boże Narodzenie. Nie za rok. To, które będzie za kilka tygodni.
Abigail wytrzeszczyła oczy i momentalnie przytuliła się do blisko siebie siedzących rodziców. Puszczając ich po kilku minutach, otarła mokre od łez policzki, zerkając uważnie na dłonie mamy. TAM NIE BYŁO PIERŚCIONKA ZARĘCZYNOWEGO. Na pewno nie zdjęłaby dopiero, co otrzymanej i tak ważnej biżuterii.
— Cieszę się, niesamowicie się cieszę. To co dla świeżo upieczonych narzeczonych świeżo upieczone tosty. — nałożyła im po dwie sztuki na talerze, wołając tatę. — Pomożesz mi z herbatą? — zerknęła na trzy kubki. — Tatuś, po śniadaniu idziemy do jubilera. Mama nie może chodzić bez pierścionka. — szepnęła do niego konspiracyjnie, biorąc dwa kubki w dłoń i poczekała jak tata weźmie cukiernicę wraz z ostatnim kubkiem. — Smacznego.
Abigail znała na tyle dobrze swoją mamę, że wiedziała, że nie potrzebuje najdroższego pierścionka z salonu jubilerskiego. Wystarczyłby ten zbliżony wyglądem do kolekcji z Pandory, ale znacznie tańszy czy jakiś przypominający najbardziej pierścionek należący kiedyś do księżnej Diany. Coś prostego. Coś taniego. Tu liczyło się to, aby mówiąc o sobie narzeczona Christiana Riggsa, Natalie Harlow mogła albo pokazać biżuterię na palcu, albo spojrzeć na nią z rozczuleniem, poprawiając pierścionek przez przesunięcie czy muśnięcie palcami.
— W końcu wszyscy będziemy nazywać się Riggs.
Zarzuciła śmiało, mrugając w kierunku taty, ale i też skupiła wzrok na mamie. Oboje po latach snucia się bez siebie, zasłużyli na to, żeby złączyć się słowami przysięgi małżeńskiej jak najszybciej.
Nat 🩷✨
Obserwowała narzeczonego znad kubka herbaty z tym spokojnym, ciepłym skupieniem, które pojawiało się u niej zawsze wtedy, gdy Christian nawet nieświadomie zdradzał zmęczenie ostatnich dni. Widziała więcej, niż chciał pokazać, to drobne spowolnienie ruchów, sposób, w jaki przeciągał dłonią po karku, jakby nadal nosił na barkach ciężar minionego tygodnia. Wiedziała też, że dopiero teraz naprawdę zaczynało z niego schodzić zbędne napięcie.
OdpowiedzUsuńFałszywy alarm.
Dwa słowa, które wciąż brzmiały jej w głowie jak najpiękniejsza cisza po burzy.
Jeszcze kilka dni wcześniej siedziała w poczekalni, ściskając torebkę tak mocno, że pobielały jej knykcie, próbując zachować spokój dla Abigail, choć sama czuła się tak, jakby znowu miała siedemnaście lat i świat właśnie wymykał jej się spod kontroli. A potem lekarz uśmiechnął się łagodnie i powiedział, że wszystko jest w porządku. Hormony. Stres. Opóźnienie. Klasyka klasyków w każdym etapie życia kobiety.
I właśnie dlatego dzisiejszy poranek miał smak czegoś nowego. Nie strachu. Nie napięcia. Tylko zwyczajnego życia.
Kiedy Abigail niemal udusiła ojca w uścisku, Natalie parsknęła cicho śmiechem, opierając łokcie o stół. Patrzyła na nich z miękkim rozczuleniem. Na dwoje najważniejszych ludzi w jej świecie, tak podobnych do siebie w emocjach, choć każde okazywało je inaczej. Na człowieka, którego poznała w szkole średniej i na młodą dziewczynę, którą z tym człowiekiem stworzyli do życia na tym świecie. Christian i Abigail. Najważniejsze imię męskie i damskie w przypadku Natalie, bo w obu imionach było to uczucie, którym nie obdarza się losowych osób.
Gdy córka posprzątała po tym, jak wszyscy skończyli jeść, mrugnęła do ojca porozumiewawczo, co Harlow wyłapała od razu. Czuła, że coś kombinują. Nie wiedziała tylko, co to takiego, ale raczej z powodu ich intrygi będzie się cieszyć niż wylewać morze łez, dlatego całkowicie spokojna wzięła się za prasowanie ubrań i nadrabianie serialu oglądanego od zeszłego roku, którego odcinki wychodziły w każdy czwartek. Obserwując ulubionego bohatera, pożegnała najpierw narzeczonego, a pięć minut później córkę, którzy mimo osobnego wyjścia, na pewno szli w tym samym kierunku.
Kilka minut później Abigail szła żwawo przy tacie, dzwoniąc do poruszonej cioci Hoi, która mimo kilku centymetrów mniej we wzroście niż mama, mogła pochwalić się identycznym rozmiarem palca jak Natalie, więc żeby nie kupić za małej lub za dużej biżuterii, panna Riggs pragnęła zobaczyć u jubilera również Hoę.
— Nasza kochana Chen powinna być najpóźniej za pół godziny, tato. Możemy wejść do środka i pooglądać propozycje.
Poinformowała Abigail, gdy tak szli przed siebie, mijając ludzi, porozstawiane kosze na śmieci i kiedy kwadrans później ukazał im się lokal, którego właścicielami było dwóch mężczyzn, popatrzyli po pięknie przygotowanej wystawie. Salon jubilerski Tannera Morgana i Waltera Goodwina nie był obcy dla młodej dziewczyny, ponieważ wielokrotnie kupowali tu biżuterię z mamą, ciocią czy też babcią. Miała stąd kolczyki, które założyła po przebudzeniu i bransoletkę z zawieszkami spoczywającą na prawej dłoni. Oprócz tego kilka elementów biżuterii posiadała również w szkatułce Natalie, nosząc je z dumą.
— Dzień dobry. — przywitała się Abigail z obsługą, wyłapując, że wśród kobiet jest Vanessa, która ostatnio obsłużyła ją i mamę, dobierając im tematyczne zawieszki związane z miłością rodzicielską. Miło im się rozmawiało, więc chciała, żeby to właśnie ona ich obsłużyła przy tak wyjątkowej okazji. Nie musiała nawet o to prosić, ponieważ o kilka lat starsza od niej kobieta, wyszła zza lady i w dopasowanej brązowej spódnicy ubranej do białej koszuli, podeszła do niej i Christiana.
— Dzień dobry. Miło widzieć, kiedy stali klienci wracają do nas. Jak zawieszki? — pracująca tu Vanessa Kerr słynęła z dobrej pamięci do twarzy i zakupów dokonywanych przez klientów, więc nie pomyliła młodej dziewczyny z nikim innym.
Usuń— Cudownie. Jesteśmy z mamą zachwycone tak samo jak w dniu zakupu. Dzisiaj potrzebujemy jeszcze większej pomocy niż ostatnio. Szukamy pierścionka zaręczynowego dla mojej mamy.
— Moje gratulacje. Na pewno dobierzemy coś takiego, co spodoba się pani Natalie, a przy okazji… — szepnęła Vanessa, mówiąc zdecydowanie ciszej. —… udzielę rabatu pracowniczego, ponieważ Twoja mama jest tak cudowną fizjoterapeutką, że nareszcie nie bolą mnie plecy. Stanie tutaj po tyle godzin nie wpływa korzystnie, a i poza na motorze też nie jest łaskawa. Chciałabym państwu zaprezentować najnowszą kolekcję.
Przechodząc do gabloty, zaczęła ją otwierać wybranym kluczem z pęku, gdy do Abigail i Christiana dołączyła Hoa, chyba biegnąca tutaj na wysokich obcasach, bo dysząc, jedynie skinęła głową i z ulgą złapała tak bardzo potrzebny oddech.
Nat 💋
Abigail od samego początku podejrzewała, że ta wyprawa nie pójdzie dokładnie tak, jak wyobrażał ją sobie jej ojciec. Głównie dlatego, że była absolutnie pewna, iż on w ogóle jej sobie nie wyobrażał. Christian Riggs należał do ludzi działających zadaniowo. Mianowicie jest problem, więc rozwiązujemy problem. Oświadczył się? Oświadczył. Ślub zaplanowany? Zaplanowany. Misja zakończona. Tyle że dla kobiet świat nigdy nie działał w tak prostych liniach.
OdpowiedzUsuńSzła obok niego przez całą drogę, ukradkiem obserwując jego skupioną minę, ręce wsunięte w kieszenie i ten charakterystyczny sposób marszczenia brwi, który pojawiał się zawsze, gdy próbował zrozumieć coś, co wymykało się jego logicznemu porządkowi świata. I właśnie dlatego nie powiedziała ani słowa, pozwalając mu wejść w to wszystko powoli, krok po kroku.
W salonie jubilerskim pachniało tak obłędnie delikatnym zapachem jakiejś mgiełki, że Abigail automatycznie się rozluźniła, a obecność znajomej doradczyni klienta utwierdziło ją w przekonaniu, że nie popełnią błędu i wyjdą z właściwym pierścionkiem dla mamy. Odwróciła się gwałtownie, a widok przyjaciółki Natalie Harlow balansującej na absurdalnie wysokich obcasach sprawił, że musiała powstrzymać śmiech. Hoa wyglądała, jakby przebiegła pół miasta, co, znając ją, wcale nie było niemożliwe.
— W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałabym, że zapewnicie mi dzisiaj taką rozrywkę. — wydyszała Chen, łapiąc powietrze i poprawiając włosy, zanim jej spojrzenie natychmiast odnalazło Christiana.
Aż nagle padła jego propozycja. Abigail najpierw zamrugała. Raz i drugi bardzo szybko, trzecie zamknięcie powiek robiąc jednak zdecydowanie wolniej. A potem powoli odwróciła głowę w stronę Hoi.
Przyjaciółka mamy, trochę wręcz siostra z innych rodziców natomiast uniosła brwi tak wysoko, że przez moment wyglądała, jakby właśnie usłyszała najciekawszą plotkę roku. Spojrzała na Riggsa z mieszaniną rozbawienia i autentycznego wzruszenia, którego nawet nie próbowała ukryć.
— Okej — odezwała się w końcu spokojnie, odzyskując oddech. — Po pierwsze, to jest absolutnie urocze. Po drugie… — wskazała lekko na niego palcem — właśnie wkroczyłeś na bardzo niebezpieczny teren, ponieważ nie wiem, czy wyjdziemy do samego zamknięcia. Wybrać sam pierścionek to jedno, a jeszcze obrączki, to już nie jest łatwe zadanie.
Szklane gabloty lśniły spokojnie pod ciepłym światłem lamp, lecz delikatna muzyka w tle działała niemal usypiająco, zupełnie odwrotnie niż napięcie, które zaczynało powoli wspinać się po karku córki przyszłej pary młodej.
— Spokojnie, tato — powiedziała cicho, pochylając się lekko w jego stronę. — To nie operacja wojskowa. Nikt tu nie zginie.
Vanessa uśmiechnęła się szeroko, prezentując najnowszą kolekcję pierścionków zaręczynowych i nim wzięła się za ukazywanie konkretnych, musiała wybadać grunt, zaznajamiając się z preferencjami nieobecnej tu Natalie.
— Dobrze. Zacznijmy od podstaw. Opowiedzcie mi wszystko. Co ona lubi? Biżuterię delikatną czy wyrazistą? Złoto czy srebro? Minimalizm czy romantyzm? Bez tego nie ruszymy naprzód. Kiedy wybierzemy pierścionek, pokażę adekwatne obrączki pasujące tak, aby tworzyły spójną całość z pierścionkiem. — Kerr spokojnie popatrzyła na mężczyznę, następnie na starszą z kobiet, na końcu zawieszając wzrok na Abigail.
❤️❤️❤️
Córka Christiana Riggsa drgnęła lekko, kiedy ojciec przyciągnął ją do siebie, ale od razu wsunęła się pod jego ramię z naturalnością kogoś, kto przez osiemnaście lat znał dokładnie ciężar tej dłoni i ciepło tego gestu. Oparła głowę o jego bok na ułamek sekundy, nieco krótko, dyskretnie, zanim znów się wyprostowała, bo przecież byli w salonie jubilerskim, a ona miała do odegrania swoją rolę. Hoa obserwowała ich z boku z tym charakterystycznym półuśmiechem, który łączył w sobie wzruszenie i czujność profesjonalistki. Lubiła patrzeć na nich wszystkich, bo było piękne w tym to, że znając jedynie Natalie, poznała również mężczyznę, którego przyjaciółka wybrała na miłość życia i mogła zobaczyć, jak z tej miłości zrodził się mały człowiek, który był już dorosłą kobietą.
OdpowiedzUsuń— Srebro? — podjęła łagodnie Chen, przesuwając kilka modeli bliżej nich. — Albo białe złoto. Wizualnie podobne, ale trwalsze. Jeśli Natalie będzie często zdejmować pierścionek, lepiej, żeby nie był zbyt miękki.
Abigail odsunęła się minimalnie od ojca i pochyliła nad ladą, przyglądając się kamieniom.
— Mama nie lubi niczego przesadnego — wtrąciła spokojnie. — Zero wielkich brylantów, które zahaczają o sweter. I na pewno nie coś, co będzie wyglądało jak… — zmarszczyła lekko nos — jak pierścionek influencerki z Instagrama.
Abigail przesunęła palcem nad jednym z modeli. Smukła obrączka z niewielkim, osadzonym nisko kamieniem.
— Ten — powiedziała cicho. — Jest stworzony dla mamy.
Chris przyjrzał się wskazanemu pierścionkowi uważniej. Nie był krzykliwy. Nie próbował udowadniać swojej wartości rozmiarem ani blaskiem. Był subtelny, ale wyraźny. Obecny. Metal był chłodny w dotyku. Riggs obrócił go między palcami, patrząc na to niewielkie kółko jak na coś znacznie większego niż tylko biżuterię. Abi aż uśmiechnęła się szerzej. Tatę na poważnie zainteresował jej wybór. Przez moment wyobraziła sobie dłoń mamy. Tę samą, którą widziała setki razy przy stole w kuchni, gdy wystukiwała litery na klawiaturze laptopa, podczas wygładzania swoich włosów czy też sięgania czegokolwiek z niżej lub wyżej zawieszonych półek.
Hoa odchrząknęła delikatnie.
— A obrączki? — przypomniała z błyskiem w oku. — Skoro już wchodzimy na niebezpieczny teren.
Abigail od razu się ożywiła.
— Skoro pierścionek jest subtelny, obrączki powinny być spójne — zaczęła, wchodząc w temat z zaskakującą powagą. — Może matowe wykończenie? Mama nie przepada za połyskiem.
Wówczas Vanessa nie potrzebowała już więcej wskazówek. Wystarczyło jedno zdanie Abigail i sposób, w jaki Chris ścisnął w palcach pierścionek, żeby zrozumieć, że to nie będzie wybór z katalogu najpopularniejsze. To miało być dopasowane. Przemyślane. Spójne.
Bez słowa odeszła kilka kroków dalej, do bocznej gabloty, w której przechowywano kolekcję obrączek mniej oczywistych. Subtelnych, ale z charakterem. Kluczyk przekręcił się cicho w zamku, szkło uniosło się bezszelestnie. Wyjęła cztery modele. Ułożyła je na czarnej, aksamitnej podkładce i wróciła do nich spokojnym krokiem.
— Skoro idziemy w stronę białego złota i matu. — odezwała się profesjonalnie, ale miękko — Wybrałam coś, co nie będzie konkurować z pierścionkiem, tylko go uzupełni.
Podsunęła podkładkę bliżej nich. Pierwsza para była najprostsza; klasyczne, delikatnie zaokrąglone obrączki z matowym wykończeniem, bez żadnych zdobień. Druga miała subtelnie frezowaną krawędź, cienką, niemal niewidoczną linię połysku, która łamała światło tylko pod odpowiednim kątem. Trzecia była nieco węższa w wersji damskiej i odrobinę masywniejsza w męskiej, obie z wyraźnie satynowaną powierzchnią, która nadawała im nowoczesnej surowości. Czwarta para miała delikatne, wewnętrzne zaokrąglenie i niemal aksamitne wykończenie, eleganckie, minimalistyczne, ale wyraźnie obecne.
— Wszystkie będą dobrze współgrać z tym pierścionkiem — dodała, wskazując ruchem dłoni model trzymany przez Chrisa. — Mat podkreśli jego subtelność, zamiast ją przytłumić.
Abi, Hoa i Van 💍
Faktycznie Hoa Chen w salonie jubilerskim była prawdziwie rozmarzona, pozbawiona myśli o tym, że na tym świecie istnieją jakieś większe i mniejsze problemy. Żyła już wizją ślubu Natalie z Christianem i nic więcej ją nie interesowało. Nawet to, że aktualnie przed jej oczami stał komunikat informujący o promocji. Nie miała ochoty skusić się na zakupienie drugiej rzeczy taniej o całe siedemdziesiąt procent, a przecież lubiła świecidełka i wyznaczone elementy objęte przeceną na pewno zainteresowałyby tę Hoę, która nie myślałaby o tym, jaki to piękny dzień nadchodzi wielkimi krokami. Oczami wyobraźni widziała Natalię w sukni ślubnej albo w eleganckim dopasowanym garniturze, bo znając przyjaciółkę wcale nie zdziwiłaby się, gdyby ta zabłysnęła oryginalnym strojem na własnym weselu.
OdpowiedzUsuńOstatni raz zerkając na całość złożoną z pierścionka zaręczynowego i obrączki, nie mogła doczekać się chwili, podczas której to Natalie zobaczy cały komplet, ciesząc się jeszcze mocniej od Hoi, ponieważ Harlow przy tym będzie towarzyszyło większe wzruszenie i przede wszystkim miłość, którą obdarzała Christiana prawie od dwóch dekad.
— Chris się żeni, uuuu pan kapitan się żeni. — zanuciła pod nosem na tyle głośno, aby tekst doleciał do mężczyzny i Abigail, a na tyle cicho, żeby nie był dostępny dla Vanessy, reszty personelu i wchodzących do salonu jubilerskiego klientów.
— Tatko, spokojnie. To tylko były ćwiczenia, nie wychodzę za Tylera ani jutro, ani za miesiąc. Odpukać dziadkiem też w najbliższym czasie nie zostaniesz. — pocieszyła tatę Abi, podchwytując autorski tekst Hoi. — Tata się żeni, uuuu, pan kapitan się żeni. Będziemy to śpiewać na weselu w duecie, oki?
Hoa bez wahania zgodziła sie na propozycję jedynej córki przyszłych państwa Riggs. Lubiła tą małą, chociaż już nie taką małą, ponieważ była osiemnastoletnią kobietą, przewyższająca niską „ciocię” dawno o głowę, gdyż na pewno ze wzrostem poszła w ślady swojego niemal dwumetrowego ojca. Dobre geny były tu charakterystyczne i przynajmniej dziewczynę było widać, a nie tak jak Chen, która wolałaby nie wspomagać się aż tak wysokimi szpilkami.
— Uważam, że nie ma co się dalej zastanawiać. Powinieneś tato kupić ten pierścionek i te obrączki. Doskonały wybór. Sama bym założyła taki zestaw na swój serdeczny palec.
Nastolatka ostatni raz zerknęła na całość, którą prezentowała na dłoni Hoa i kiedy kobieta zdjęła zarówno obrączkę, jak i pierścionek, przekazując biżuterię w dłonie Vanessy, dziewczyna zawiesiła się na moment. Żadne straszne myśli ją nie pochłonęły, lecz jedna sprawa nie dawała jej spokoju, dlatego też nie chcąc czekać, zapytała tatę wprost.
— A jak planujesz oświadczyć się mamie z tym pierścionkiem? Tak po prostu uklęknąć przed nią w mieszkaniu czy chcesz zrobić jej niespodziankę na mieście? Bo chyba nie dasz po prostu pierścionka. Musisz powtórzyć pytanie? Boże to będą twoje drugie oświadczyny? Zrobiło się nieco skomplikowanie, ale kto jak nie my? Rodzinka Riggs zawsze da radę.
Szepnęła Abigail, wtulając się w umięśnioną rękę taty. Była niesamowicie dumna z tego, że nareszcie zadał w kierunku mamy tak ważne pytanie i nie wymiękł po drodze. Odkąd tylko pamiętała, pragnęła, żeby miejsce Daniela zastąpił jej ukochany tato. Tak sama pragnęła, aby jedyną słuszną kobietą w życiu taty była jedynie mama. Żaden inny mężczyzna i żadna inna kobieta. Jej marzenie spełniło się, odkąd oficjalnie ogłosili przed nią swój związek. Zagrali Abigail na nosie, ale ona też w podobny sposób przedstawiła Tylera rodzicom, a szczególnie ojcu, który wtedy był jego trenerem i raczej nie patrzył przychylnie na żadnego z tamtych chłopaków jako na potencjalnego chłopaka swojego jedynego dziecka. Było minęło. Ona tworzyła szczęśliwy związek z Lessardem, mimo już jednej nieco kryzysowej sytuacji, a jej mama i jej tata tworzyli parę pewnie tak w sobie mocno zakochanych, jak tamci nastolatkowie, którzy zrozumieli może już po pierwszej randce, że są dla siebie stworzeni.
z miłością ❤️❤️❤️
Bardzo niefortunny dzień wybrał sobie Noah na psoty.
OdpowiedzUsuńRano spóźniła się na próbę, bo metro uciekło jej tuż przed nosem, a futerał wielkości małego mebla, nie pomagał ani nie ułatwiał szybkiego poruszania się po mieście. Nie zdążyła się przez to rozegrać, palce miała zastałe, ociężałe i wolne, przez co sama gra była nieprzyjemna, a wzrok koleżanki z pulpitu wymowny. Całe szczęście, orkiestrowe granie, a już w szczególności to na próbach, miało to do siebie, że jeśli jedno nie dograło czegoś z punkt, to prawdopodobnie pięć pozostałych osób to uciągnie – tak też było i w tym przypadku, gdy Tamsin myślami była wciąż przy tych drzwiach, które zamknęły się jej przed nosem. Gdy dyrygent nakazał powtórzyć jeden fragment pierwszym i drugim skrzypcom, następnie altówkom, zostawiając wiolonczele i kontrabasy na sam koniec, Tamsin pomyślała w jednej z nielicznych wolnych chwil, że te zamykające się przed nosem drzwi, są zupełnie takie, jak zamykające się przed nosem szanse. Jeśli nie wbiegniesz na peron o odpowiedniej godzinie, pociąg zwyczajnie odjedzie i zostawi Cie w tyle. Myśl ta spowodowała, że przez cały dzień, w tych krótkich momentach, gdy jej palce nie były zajęte graniem, myślała właśnie o tych szansach, zastanawiając się, czy udało jej się wykorzystać chociaż połowę wagonów, do których mogła wskoczyć w ciągu swojego życia.
Prawdopodobnie męczyłaby się tymi myślami jeszcze po lunchu, ale kiedy siedziała w damskiej garderobie i bezmyślnie przeglądała oferty sprzedaży aut, na ekranie pojawiła jej się uśmiechnięta buzia chłopaka, którego telefony nigdy nie wróżyły niczego dobrego. Odebrała, wcześniej biorąc kęs kanapki, którą do tej pory zapijała podłą kawą z automatu.
– Co tam Noah? – zapytała, patrząc na zegarek i orientując się, że jej młodociany kolega powinien być w szkole – Czemu dzwonisz, nie masz przypadkiem szkoły?
– Mam… Musisz przyjechać, przeskrobałem – powiedział cicho, przez co Tamsin momentalnie się wyprostowała, odłożyła resztki lunchu do metalowego pudełka i zmarszczyła brwi.
– Coś poważnego? Dzwoniłeś do mamy? – to było głupie pytanie. Noah był może niegrzecznym uczniem, wręcz łobuzem, ale nie był na tyle głupi, by dzwonić do niej w pierwszej kolejności i nadużywać układu, na którego dyrektorka jego szkoły przystawała, doskonale znając sytuację jego rodziny.
– Spała jak wychodziłem… Wiało od niej wódą na kilometr, pewnie jeszcze nie wstała – westchnął chłopak, a Tamsin serce prawie pękło na pół, kiedy usłyszała smutek w jego głosie. Zamknęła wieczko pudełka, wrzuciła je do płóciennej torby i zabrała się za pakowanie instrumentu.
– Na co mam się przygotować? – kiedy odpowiedziała jej cisza, jęknęła głośno – Noah… Poradzimy sobie. Coś wymyślę, słyszysz? Nie ma rzeczy, z którą nie damy sobie rady, dobra? – powiedziała głośno, na co koleżanka ze stanowiska obok, popatrzyła na nią pytająco. Tamsin machnęła ręką, dając jej znać, że to nic takiego w rzeczywistości myśląc, że to nie twoja sprawa.
– Będę za jakieś dwadzieścia minut, masz mi się tam nie załamywać… Damy radę, młody, tylko nic nie mów aż nie przyjadę – nie miała pojęcia, co mógł zrobić. Przyniósł do szkoły alkohol? A może narkotyki? Może znaleźli u niego scyzoryk, który podobno dostał jako pamiątkę po pradziadku, a który nosił ze sobą niemal wszędzie, czego Tamsin próbowała go nieskutecznie oduczyć? Ciężko było przekonać dzieciaka, który żył w ciągłym poczuciu zagrożenia, że nie ma się czego obawiać, bo okolica w której mieszkają może nie jest najlepsza, ale nie należy do tych, w których za krzywy uśmiech dostawało się kosę w żebra. Gdyby tak było, to Tamsin prawdopodobnie nigdy nie wracałaby z wiolonczelą z pracy i poważnie zastanowiłaby się nad zamieszkaniem w Operze, bo na wynajem mieszkanie nie było opcji, żeby było ją stać. No i kto zająłby się Noah?
Do szkoły wpadła dosłownie po osiemnastu minutach od telefonu chłopaka, zdyszana, z okrągłymi, czerwonymi wypiekami na policzkach i ledwo odsłoniętym dekolcie. Niemal biegiem udała się pod gabinet, do którego wolałaby, aby droga była jej chociaż odrobinę bardziej obca, bo bywała w nim ostatnio zbyt często i nerwowo zapukała do drzwi, czekając na zaproszenie do środka pomieszczenia.
UsuńTamsin
Po wcale niekrótkim i wcale niedługim czasie poszukiwań pierścionka zaręczynowego oraz nieplanowanego zakupu obrączek, Natalie przesuwała żelazkiem po koszulce sportowej Christiana, widząc jak stos prania stopniowo malał i pozostało jej jedynie do wyprasowania kilka ubrań należących już tylko do Abigail. Odcinek serialu powoli dobiegał do końca, zostało niecałe dziesięć minut, więc wiedziała, że resztę prania będzie prasować już w rytm najnowszych hitów muzycznych.
OdpowiedzUsuńW tym samym czasie osiemnastolatka wraz z tatą i ciocią wzięli uszykowane w ozdobne torebki różne modele biżuterii. W jednej były obrączki wraz z opakowaniem, gdzie umieszczono pierścionek zaręczynowy. W drugiej torebce Vanessa Kerr schowała rzeczy upatrzone przez starszą z kobietą, którą skusiła nie tylko promocja, lecz i ciekawe wzory kolczyków oraz naszyjnika. Abigail uśmiechnęła się z myślą, że może właśnie tym ozdobi ciocia szyję i uszy w dniu ślubu jej rodziców.
Młodą dziewczynę ogarnęło przyjemne uczucie. Już od dłuższego czasu w ich życiu było dobrze, a nie, że do bani, po prostu pięknie, ale uzmysłowiła sobie, że złożenie przysięgi małżeńskiej przez mamę i tatę wpłynie na ich całą rodzinę jeszcze bardziej pozytywnie. Oczywiście miała na myśli wszystkich bliskich oprócz babci Anne, bo ta szybciej dostanie ataku paniki w domu, gdyż wątpiła, aby chciała przyjść i uczestniczyć w tak czułym oraz pełnym miłości wydarzeniu. Nawet byłoby lepiej, jeśli nie zaszczyci ich swoją obecnością, ponieważ Abigail miała wątpliwości, co do poprawnego zachowania ze strony babci. Specyficzna persona. Niby czuła się bezpiecznie w jej towarzystwie i wiedziała, że jest kochaną przez mamę swojej mamy, jednak takiego dystansu nie miała nigdy przy dziadku Cameronie czy dziadku Williamie.
— Mama pomyśli, że jesteś tato bardzo romantyczny i sentymentalny, zapraszając ją do tej knajpki. Zobaczcie wy trwacie razem, to miejsce istnieje, czy to nie piękne? Aż strach pomyśleć, że mama byłaby po ślubie z Danielem, ty z kimś innym i to wasze miejsce mogłoby być już dawno zamknięte. A tak…
— A tak masz kobietę, która jest twoją osobistą komisją wojskową, bo stajesz przed nią na baczność. — Hoa poklepała Christiana po plecach dość mocno jak na tak niską i szczupłą osobę. — Idę do was. Chyba zasłużyłam na kawę i ciasteczko, prawda?
Abi ochoczo zgodziła się z ciocią, próbując najpierw nie parsknąć głośnym śmiechem, gdy ta wyleciała bezpośrednio z tak jednoznacznym tekstem. Chen idąc przy nich zadzwoniła na chwilę do syna, upewniając się, czy wszystko z nim w porządku, ponieważ od samego rana przebywał u swojego kolegi z klasy.
Harlow całkowicie nieświadoma tego, co może wydarzyć się za kilka minut, właśnie trzymała stopę w odpowiednim miejscu wiaderka, wyciskając mopa i kiedy tylko przyłożyła go do podłogi, myjąc ją, usłyszała otwierające się drzwi. Zapewne niespecjalnie zwróciłaby na to uwagę, gdyby nie fakt, że rozległ się podniesiony głos Hoi.
— No proszę, proszę. Z domu wyszedł mój ukochany duet, a wróciło moje kochane trio.
Opierając kij od mopa o ścianę, wtuliła się w przyjaciółkę, ucałowała jej policzek, a kiedy się odsunęła, wzięła na moment w ramiona Abi, która przerwała czułość z powodu dzwoniącego telefonu. Odsunąwszy się od ważnych kobiet w swoim życiu, podeszła do Christiana. Wielokrotnie miała wrażenie, że stoi przed nim jako tamta nastolatka, zastanawiając się, jak smakują jego usta, a przecież teraz te wargi były jej nad życie znajome. Unosząc się na palcach, rozpoczęła pocałunek, trzymając przy tym dłonie na pokrytych zarostem policzkach.
— Kocham Cię. — mruknęła i odwróciwszy się do niego tyłem, aby oprzeć swoje plecy o jego klatkę piersiową, zaczęła obserwować Hoę, która z ulgą zdjęła aż zanadto wysokie szpilki z nóg. — Mówiłam, że musisz szukać niższych mężczyzn i chodzić w trampkach, to nie chcesz słuchać.
Usuń— Najpierw skróć swojego Christianka o jakieś piętnaście centymetrów, to pogadamy. — wytknęła jej język.
— Już cicho. Każdy centymetr jest na wagę złota. Gdzie na siebie wpadliście, kochani? Przecież Nowy Jork to nie malutka, urocza wioska.
Popatrzyła uważnie na ich twarze i kiedy wymienili między sobą tajemnicze spojrzenie, uniosła lekko brew, ale lekceważąc to całkowicie, załączyła ekspres do kawy, wyjmując cztery filiżanki.
prawie żoneczka 🤍
[Ah, ta Diuna 🖤 Czy tylko ja się zachwycam brzmieniem chant?!
OdpowiedzUsuńDziękuję za polecenie, ja także polecam tego użytkownika i brać po prostu jak ciepłe bułeczki!
Ty wiesz, że ja Ci nie odmówię, sooł… Chcesz? To masz! xD Możemy zrobić wątek sportowy, możemy wszystko! Pomyślałam, że mogą kojarzyć się z jakiś eventów albo muszą zrobić jakiś colab aka kampania społeczno-sportowa? Albo przecięliby się gdzieś podczas treningów? Vasya to tytan pracy, więc by nie uciekła, gdyby się zrobiło ciężko :D]
Vasilisa Dragunova ⛸️✨
Skoro ich córka miała inne plany, Natalie podstawiając pierwszą filiżankę pod ekspres, schowała do szafki czwarte naczynie, nie trzymając go niepotrzebnie na czystym blacie. Wcale nie zdziwiła się, że Abigail tak szybko popędziła na spotkanie z koleżankami. Miała dość szerokie grono znajomych. Była lubianą nastolatką. Dlatego też Harlow nie wnikała, z kim oprócz Kate wybrała się po zakup kartki urodzinowej, ponieważ i tak nie miałaby zielonego pojęcia o tym, kto jest kim, jeśli nastolatka wymieniłaby imiona tych osób.
OdpowiedzUsuńNatalie systematycznie chodziła na wywiadówki, jednak na takich spotkaniach z wychowawcą poznawało się rodziców tych dzieci, a nie pozostałych uczniów, więc jeżeli to były dziewczyny z klasy Abigail, szybciej dopasowałaby imiona lub twarze ich rodziców, niż przywołała w głowie wygląd poszczególnych koleżanek. Znała tylko Kate, ale ta dziewczyna znaczyła dla Abi tyle samo, co Hoa dla Natalie, dlatego dziwne byłoby, gdyby nie znała kogoś tak ważnego w życiu córki, kogoś, kogo śmiało nazywa siostrą z innych rodziców, mimo ostatniego nieporozumienia i całe szczęście zażegnanego kryzysu.
Po dłuższej chwili sprawnie przeniosła trzy filiżanki na ławę do salonu połączonego z aneksem kuchennym i otworzyła kupne ciasta czekoladowe oraz te o smaku kokosowym, wykładając je w dwie kolorowe miseczki. Siadając blisko Hoi, zainteresowała się pęcherzem na stopie przyjaciółki. W końcu podolog nie śpi ani nie ma wolnego, jeśli ktoś przy niej skarży się na jakiś rodzaj bólu.
— Stopa do góry, pokazuj. Masz go przede wszystkim nie przebijać na własną rękę. Na całe szczęście nie jest pęknięty i jakoś specjalnie duży też nie jest, więc radzę nałożyć plaster hydrokoloidowy. — poszła do kosmetyczki postawionej w łazience i wróciła z niezbędną rzeczą. — Radzę też, żebyś nie wracała do domu w tych butach. Pożyczę Ci jakieś lekkie trampki lub baletki. A teraz smacznej kawusi i delektuj się ciasteczkami.
Zerknąwszy na Christiana kątem oka, ułożyła dłoń na jego nodze, masując go delikatnie przez materiał spodni. Lubiła tę formę czułostek z nim, nakręcając nie tylko siebie, ale i jego na zdecydowanie intensywniejszy ciąg dalszy, bo wątpiła, żeby Hoa zasiedziała się z nimi do wieczora, a Abi wróciła tutaj jak na skrzydłach.
— Dobrze, wrócę w butach na płaskiej podeszwie. Pójdę obmyję stopy, nałożę ten plaster i będę jak nowonarodzona, pani podolog. Za chwilę wracam.
— Czyste ręczniki są pod umywalką w szafce po lewej stronie.
Widząc jak Chen szybko ulotniła się do łazienki, Natalie z automatu zmieniła sposób siedzenia. Po co czuć pod tyłkiem sofę, jak można zasiąść wygodnie na kolanach Christiana? Tak też usiadła na nim okrakiem, skradając soczystego całusa.
— A ciebie nie skusiły żadne promocje u jubilera? — oparła swoje czoło o jego czoło, patrząc mu prosto w oczy. — Chyba powinnam kupić Tobie coś w formie obrączki, żeby wszystkie panie zainteresowane tobą wiedziały, że nawet nie warto podbijać… — ucałowała go w szyję, w kilku kluczowych miejscach i ciągnąć go lekko za skórę, wyszeptała mu wprost do ucha jedno zdanie i pytanie. — Seksualne mam fantazje. Spełnisz je ze mną?
Powoli zsunąwszy się z kolan mężczyzny, z gracją sięgnęła po oba ciastka, zachwycona smakiem kokosowej wersji słodyczy i kiedy już je zjadła, zaczęła pić powoli gorącą kawę z mlekiem. Gdy po dwóch łykach chciała odstawić filiżankę, zobaczyła wychodzącą z łazienki Hoę, która z szerokim uśmiechem wyglądała na taką, co zapomniała o pęcherzu na stopie.
— Czy mogę czuć ulgę po minucie od przyklejenia tego plastra?
— To nie kwestia plastra, to zasługa twojej osobistej pani podolog. Siadaj i daj tej stopie odpocząć.
Przytuliwszy się do ramienia Christiana, poklepała miejsce na sofie obok siebie i czując jak Chen ostrożnie siada na sofie, aby nie rozlać kawy, po którą sięgnęła w międzyczasie, mogła tak spędzić resztę tego dość leniwego dnia, zajmując się oczywiście seksualnymi fantazjami z Riggsem nieco później, ale też zdecydowanie nie jakoś późno.
— Wypiję, zjem trochę ciasteczek i będę zmykać, bo póki nie ma Bruna w domu, muszę wykorzystać wolną chatę z moim osobistym SuperManem. Chris, też jestem jego komisją wojskową i również staje przede mną na baczność…
UsuńHarlow zrozumiała żart aż zbyt szybko i powoli przełykając kawę, roześmiała się dopiero w chwili, gdy wiedziała, że nie popluje się tym, co piła. Komentując głośno, że przyjaciółka jest wariatką, zaczęła oglądać biżuterię kupioną na promocji przez nią, bo wiadomo, że to, co się błyszczy, nie tylko w formie takich dodatków, ale i błyszczących iskierek w oczach mężczyzn, nie przejdzie obok Hoi bez większego znaczenia. Lubiła i piękną biżuterię i przystojnych mężczyzn, kiedy Natalie lubiła błyskotki i swojego jedynego Christiana Riggsa.
Natalcia
Patrząc na to, że Noah nie był jej synem, a do tej szkoły chodził raptem od kilku miesięcy, Tamsin była w placówce stanowczo zbyt wiele razy. Dwa lata temu, kiedy znalazła chłopaka, siedzącego na klatce schodowej w podkulonymi pod brodą nogami, w ręce trzymającego książkę, nie mogła przewidzieć w jakim kierunku potoczy się ich znajomość. Grzecznościowo zapytała go wtedy, czy coś się stało i miała nadzieję, że chłopak albo ją zignoruje, albo odburknie coś w nastoletnim stylu, pod nosem i tak, że Tamsin będzie mogła się z czystym sumieniem odczepić od bucowatego podrostka. Tyle tylko, że Noah podniósł na nią wtedy załzawione spojrzenie i zapytał, czy mogłaby mu pożyczyć telefon, bo chciałby zadzwonić do babci a jego własny został w mieszkaniu, do którego nie miał jak wrócić. Zapytany, czy zapomniał kluczy, czy coś innego stało na przeszkodzie wzruszył jedynie ramionami, spojrzeniem powędrował do drzwi z numerem 124C i Tamsin już wiedziała, czemu nie chce tam wchodzić. Z środka dobiegały dźwięki imprezy, ale nie studenckiej imprezki, tylko raczej tęgiej popijawy, a zegarek nie wskazywał nawet trzynastej. Chociaż chciała go na tych schodach zostawić po tym, jak oddał jej telefon, przez który chwilę rozmawiał z babcią w niezrozumiałym dla Tamsin języku, to nie była w stanie, bo nawet ona nie była bez serca.
OdpowiedzUsuńNapoiła go herbatą, zamówiła jedzenie na wynos, którego skrępowany chłopak z początku nie chciał nawet tknąć, ale kiedy dorwał się do podłej chińszczyzny Tamsin domyśliła się, że był bardzo głodny. Nawet dla niej, z reguły oswojonej z widokiem biedy Nowego Jorku, pamiętającej gorsze czasy z rodzinnego domu, to było za dużo. Dlatego Noah, w którego domu nie było przemocy, ale były krzyki, pusta lodówka i dużo alkoholu, został jej nieoficjalnym współlokatorem, który nocował na kanapie, kiedy w domu było za głośno na sen i pewnie wyjadałby jej z lodówki, gdyby nie to, że Tammy w lodówce trzymała z reguły kilka puszek coli zero i światło. Za to co miesiąc płaciła za jego obiady w szkolnej stołówce, wycieczki na które jego matce brakowało pieniędzy i ciuchy, o które Noah nigdy nie prosił, ale dziwnym trafem Passalis akurat zamawiała skarpetki w złym rozmiarze, kiedy widziała w jego dziury i miała tendencję do “upolowania” jednej, drugiej, czy trzeciej bluzy w Salvos Stores. Chociaż nie pisała się na zostanie przyjaciółką Noaha, to po pewnym czasie nie chciała mu jedynie pomagać, ale wziąć też częściową odpowiedzialność za niego. Nie wiedziała, jak tą relację nazwać, a nazwanie jej mogłoby ją jedynie ograniczyć, czego też nie chciała, dlatego też dla Noaha miała pozostać Tammy, a dla jego nauczycieli i dyrektorki w szkole, miała być przyjaciółką rodziny. Było to o tyle zabawne, że matka Noaha wytargała ją kiedyś za włosy, na całą klatkę wyzywając od kobiet polujących na małych chłopców, odgrażając się, że jeśli choćby tknie jej syna, to ją popamięta. I popamiętała, bo prócz wyrwanych włosów i brzydkiej szramy na ręce, musiała później wysłuchiwać jej przeprosin, kiedy kobieta w końcu wytrzeźwiała a Noah wyjaśnił jej, kim Tammy jest w jego życiu.
Od tamtej pory żyły we względnej zgodzie, ale Tamsin dostała jeszcze więcej odpowiedzialności, na którą absolutnie nie miała ochoty. Daleko jej było do jednej z tych kobiet, które chciały zbawić świat, zaopiekować się każdym żywym stworzeniem i podzielić się z nim swoim wewnętrznym ciepłem, bo dziewczyna zwyczajnie czuła, że wcale go w sobie nie ma. Nie leżało w jej naturze ratowanie każdej napotkanej osoby, bo chociaż oczywiście próbowała pomóc, to wolała to zrobić szybko i możliwie wygodnie dla siebie. W przypadku Noaha ani nie było to szybkie, ani wygodne, ani specjalnie przemyślane. Zwyczajnie było.
UsuńDlatego, kiedy wpadła do gabinetu a jej oczom ukazała się najpierw dyrektorka, później skulony na krześle Noah, oraz postawny mężczyzna ze śliczną dziewczyną siedzącą obok, miała ochotę zapaść się pod ziemię. Co innego rozmawianie sam na sam z kobietą w średnim wieku, a co innego rozmowa z innym rodzicem, który chociaż był rodzicem, nie tak jak ona – sąsiadką, która miała za miękkie serce i za mało oliwy w głowie, żeby wymiksować się z dziwnego układu, w który wpadła wbrew sobie.
Tamsin zajęła jedyne krzesło, które pozostało wolne i próbując złapać oddech, wygładziła materiał koszulki, jakby to miało dodać jej lat i powagi.
— Pani Passalis… Nawet nie wiem od czego zacząć, bo sytuacja jest niewesoła i jednocześnie absurdalna. Noah pocałował Abigail wbrew jej woli, a ta… Domyślam się, że w szoku uderzyła go tacą w głowę — powiedziała dyrektorka, na co Tammy najpierw otworzyła usta ze zdziwienia, a później je zamknęła równie szybko, domyślając się, że nie była to najlepsza z możliwych reakcji. Śmiech, który sam cisnął jej się na usta też nie był, dlatego zasłoniła twarz dłonią, starając się wyglądać na przejętą. Spojrzała na chłopaka, którego skóra momentalnie poczerwieniała, a który zdawał się mieć nadzieję, że im bardziej wciśnie się w krzesło, tym bardziej stopni się ze ścianą za nim.
— Noah! Co ty sobie myślałeś?! — powiedziała głośno, z całych sił starając się zachować przy tym powagę, bo sytuacja pomimo komizmu nie była wcale zabawna. Chłopak naruszył w końcu cielesność innego ucznia — Bardzo Cię za niego przepraszam Abigail, pana też… — zwróciła się do mężczyzny i zupełnie nie wiedząc, co powinna w tej sytuacji zrobić wyciągnęła w jego kierunku dłoń —Tamsin Passalis, jestem… Jestem przyjaciółką rodziny Noaha, odpowiadam za jego sprawy w szkole — kłamczucha, gdyby nie empatyczność dyrektorki, prawdopodobnie zostałby wezwany pracownik opieki społecznej, bo dodzwonienie się do matki Noaha było mniej niż prawdopodobne.
— Jakie są przewidywane konsekwencje? Porozmawiam oczywiście z Noah, wyjaśnimy sobie, że to co zrobił było bardzo nieodpowiednie…
— Pani Passalis, wszystko zależy przede wszystkim od Pana Riggsa i Abigail. Z tego co wiem, Noah przeprosił już Abby, ale nie tolerujemy tego typu zachowań w naszej szkole, więc musieliśmy zareagować i tu państwa wezwać. Panie Riggs… Czy Abigail i Noah mogą poczekać na korytarzu? Noah może usiąść w sekretariacie, Abigail za drugimi drzwiami, żeby… Uniknąć między nimi ewentualnego kontaktu przed tym, jak wszystko sobie tutaj wyjaśnimy — zaproponowała starsza kobieta, zerkając to na wyraźnie zestresowaną Tamsin, to na mężczyznę, z którego twarzy Passalis zwyczajnie nie umiała nic wyczytać.
Tamsin