aktualności

01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

05/02/2025

[KP] Was doing fine until you came...

opis
27. Police Officer - NYPD - 77th Precinct
Deborah Violette Grayson, 10.02.1999. Master of Public Administration. Początkująca policjantka, świeżo po Akademii. Córka zmarłego w akcji funkcjonariusza DEA. Starszy brat – prokurator z traumą, młodsza siostra – bezrobotna z depresją. Matka z nieskończonymi pokładami ciepła i nieustanną żałobą.

Dom rodzinny zawsze kojarzył jej się z ciepłem, idealnym sernikiem bez rodzynek i najlepszym, bo nie za słodkim, kakao. Uwielbiała dziergane przez matkę skarpety i swetry, bo wtedy wszyscy mieli nieodparte wrażenie, że ogrzewa ich miłość kobiety, dla której byli całym światem.
Ich perfekcyjny świat zadrżał w posadach, kiedy piętnastego listopada dwa tysiące dziewiętnastego roku do ich domu zapukało trzech agentów DEA. Mieli złe wieści, a za plecami dyskretną panią psycholog. Wszyscy wiedzieli, że taki dzień może nadejść, ale nikt nie spodziewał się tego, że Steven Grayson zostanie zabity w rutynowej akcji. Nie wtedy, kiedy rankiem obudził żonę świeżo zaparzoną kawą i kibicował najstarszemu synowi podczas egzaminu. Nie wtedy, kiedy wszyscy żyli w przekonaniu, że ten dzień będzie jak każdy inny i wieczorem spotkają się na wspólnej kolacji.
Jako rodzina mieli wiele rytuałów, które przestały mieć znaczenie po śmierci ojca. Mike wyprowadził się z domu, twierdząc, że atmosfera jest zbyt duszna. Debbie wynajęła pokój w akademiku, bo tak łatwiej było jej się skupić na studiach, a Maddie stwierdziła, że spróbuje się zabić. June Grayson, wdowa i matka, została z tym wszystkim sama, a jednak nadal miała w sobie tyle siły i ciepła, aby zawalczyć o własne dzieci.
Debbie już w trakcie studiów zaczęła praktyki w New York City Hall, gdzie następnie rozpoczęła jednoroczny staż, aby ostatecznie pracować na stanowisku analityka politycznego. Bezczynność za biurkiem była dla niej druzgocąca, dlatego bez wiedzy matki złożyła papiery do akademii policyjnej i robiła od tej pory wszystko, aby pójść śladami ojca.
Teraz na kolację spotykają się dwa razy w miesiącu. Matka nie może na nią patrzeć, brat bredzi farmazony, a siostra żyje we własnym świecie. Ich dom rodzinny już nie kojarzy się Debbie z ciepłem, a przymusem i sztucznymi uśmiechami. Ale przychodzi, pieczołowicie dbając o wolne w grafiku. Przychodzi też Mike ze swoim chłopakiem i towarzyszy im nieobecna duchem Maddie. June udaje zachwyt i szczebiocze nad sukcesami swoich dzieci.
Dlatego po każdym rodzinnym wieczorze Debbie z ulgą wraca do maleńkiego mieszkania, które współdzieli z przyjaciółką.

Wszystkie karty:
1. Make me monster... (05.02.2025)
2. Tonight I wanna give it all to you... (28.08.2025)
3. Was doing fine until you came... (25.04.2026)

23 komentarze:

  1. Ian zdawał sobie sprawę z tego, że zdołał spierdolić nawet coś tak prostego, jak pojawienie się na Hawajach na czas. Co prawda miał na to dobre usprawiedliwienie, ale nie tego chciał dla Debbie – nie chciał usprawiedliwiać się przed nią za każdym, pierdolonym razem. Debbie zasługiwała na to, żeby pojawiał się na czas. Debbie zasługiwała na to, co najlepsze i choć powiedziała, że to wcale nie było za wiele, Ian nie był najlepszym, co mogło ją spotkać. Może w innym życiu, ale nie w tym, w którym był dilerem, a teraz to, że nim był, rzutowało na ich relację mocniej, niż kiedykolwiek przedtem. Idąc tym tokiem rozumowania, Ian powinien się wycofać – powinien umożliwić Debbie dostanie tego, co najlepsze, od kogoś, kto mógł jej to dać bez najmniejszego wysiłku. Ale nawet tego nie potrafił, a raczej – także to spierdolił, bo nie zamierzał się wycofywać. Nie zrobił tego na samym początku, kiedy jeszcze był na to czas, więc tym bardziej nie miał zrobić tego teraz, kiedy Debbie nie tylko stała się centrum jego świata, ale stała się całym jego światem.
    Oparł się o ściankę prysznica, zakładając dłonie za plecy, kiedy Debbie weszła w głąb łazienki i wyżej uniósł brwi, kiedy rękoma sięgnęła do krawędzi białej koszulki. Uśmiech widoczny na jego twarzy nieco przygasł, ale tylko dlatego, że ustąpił zaskoczeniu, które postępowało w miarę tego, jak stojąca pośrodku łazienki Grayson pozbywała się kolejnych elementów garderoby. Podążył wzrokiem na szortami zsuwającymi się z jej ud, obserwował, jak Debbie wychodzi z opadłych na podłogę spodenek i postępuje kilka kroków w stronę prysznica. W jego stronę.
    — Pewnie, że musisz zmyć z siebie sól — zgodził się, wracając spojrzeniem do jej twarzy i wyjąwszy prawą rękę zza pleców, wyciągnął ją w stronę Debbie, w geście bliźniaczo podobnym do tego, który przed paroma miesiącami sprezentował jej w sypialni, w jego mieszkaniu. Tym razem jednak nie powiedział, żeby do niego przyszła. Czekał, z wyciągniętą ręką, a strumień z deszczownicy lekko obmywał bok jego ciała.
    Mogli porozmawiać później. Raczej nie miało ich to ominąć, Ian mimo wszystko chciał się usprawiedliwić przed Debbie, ale bardziej niż to, chciał ją poczuć blisko siebie. Chciał poczuć, że było dobrze, nawet wtedy, kiedy było źle i że to źle tyczyło się tego, co dookoła, ale nie bezpośrednio ich. Potrzebował teraz Debbie i potrzebował przekonać się, że to wciąż nie było za wiele, dopiero wtedy, po tym, mógł zacząć się usprawiedliwiać i tłumaczyć, mógł zacząć przepraszać.
    Zauważył, że Debbie się opaliła. Oderwał przecież wzrok od jej twarzy, na której widać było więcej piegów i przesunął nim po jej sylwetce, powoli zmierzając w dół. Przez to, że strój był zabudowany, skutecznie krył przed jego wzrokiem te jaśniejsze fragmenty skóry, jednak Ian nie potrzebował dostrzec wyraźnego kontrastu, by zauważyć, że przez tych kilka dni Debbie złapała sporo słońca. Do twarzy jej było z opalenizną, z piegami i rudymi kosmykami, teraz wilgotnymi i kręcącymi się samoistnie od wspomnianej soli. Debbie była śliczna i nie było co dziwić się temu, że kumple Tonyi każdego wieczora odprowadzali ją do pokoju, o czym Ian być może miał się dowiedzieć, zyskując jedyną i niepowtarzalną okazje do wytłumaczenia im, że Debbie już nie będzie potrzebować żadnego odprowadzania.

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  2. Emma nie była trudna, ani skomplikowana, jej cichy tryb bycia, spłoszone spojrzenie, zimne i drżące dłonie mówiły za siebie i mówiły wymownie nazbyt wiele o tej kobiecie, ale żeby ją zrozumieć, należało ją lepiej poznać. I w tym pojawiał się szkopuł, bo skryta i nieśmiała, częściej milczała, niż mówiła, odsuwała się, trzymała gardę, chowała w swoich własnych sekretach. Była dzikusem. Była introwertykiem tak do przesady i to sprawiało, że zamykała się nie tyle w swojej własnej bańce, co w ogóle przed wszystkim i wszystkimi. Ludzie nie byli aż tak cierpliwi i tak wyrozumiali, by w końcu przeczekać jej ucieczki, by trwać obok, by w końcu otrzymać szansę, aby się zbliżyć. Ludzie się spieszyli, byli niecierpliwi i prędzej sami odchodzili, niż mieliby wytrwać i dowiedzieć się, jaka Emma w ogóle jest. A ona nie miała im tego za złe. Właściwie nie mogła mieć do nikogo o to pretensji, bo rozumiała i siebie i tych ludzi wokół
    White podniosła głowę, spojrzała na Debbie, jakby próbując odczytać, co tak naprawdę kryje się za tym jej cichym, troskliwym gestem, za tą propozycją której chyba nie spodziewała się żadna z nich. Spojrzenie dziewczyny na chwilę się zawiesiło na drobnej twarzy niepozornej policjantki, a potem powoli uśmiechnęła się nieśmiało, choć w oczach wciąż tlił się cień niepewności. Ta ruda była obca, ale niezwykle serdeczna, nawet jeśli wydawała się jak każdy w mundurze trochę groźna.
    Kiwnęła w końcu głową na znak zgody. Zrobiło jej się miło, bardzo miło, bo w istocie szkoda byłoby magdalenek dla gąb, ktore tego nie docenią. Poza tym skoro ta dziewczyna znała Louisa, to na pewno było lepiej podzielić sie wypiekami z nią, niż je wywalić.
    — To miłe z twojej strony — przyznała cicho, odwracając wzrok na chwilę znów w dół na swoje blade palce, jakby rozważając jeszcze, czy powinna się zgodzić. — Nie wiem, czy zasługuję na takie towarzystwo, ale… chętnie skorzystam — dodała i cofnęła się bliżej ściany, by w końcu przysiąść na jednym z szeregu krzeseł.
    Miała zamiar tu poczekać i nie przeszkadzać. I może zbierze się, aby wysłać wiadomość do starszego Hunta, bo przecież takie niespodzianki nie do końca były w jej stylu i wolałaby uniknąć plotek i zamieszania.
    — Nie spiesz się — dodała miękko, łagodniej, jakby zależało jej, aby kobieta nie czuła żadnej presji. Nie o to przecież chodziło, a kawa na pewno będzie smakować lepiej, kiedy nie będą się spieszyć i niecierpliwić.


    Dzięki, Ty też tutaj stworzyłaś cudeńko! *-*

    Emka 🌼

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauważył, że Debbie nie mówiła przy nim tak wiele, jak na początku ich znajomości, jakby zaraził ją tą swoją małomównością. Nie przeszkadzało mu to, tak jak nie przeszkadzało mu, kiedy Debbie mówiła. Kiedy opowiadała o swoim dniu, oględnie wspominając o pracy po to tylko, by z najdrobniejszymi szczegółami opisać mu poranną sytuację w metrze, która akurat zwróciła jej uwagę. Słuchał jej, uśmiechając się pod nosem zarówno do Debbie, jak i do siebie. Lubił jej słuchać, lubił z nią milczeć, lubił robić z Debbie wszystko, co tylko mogli robić razem, bo kiedy byli razem, to, co na około, przestawało istnieć i Ian poniekąd żałował, że nie mogło przestać istnieć na zawsze.
    Z tym, co na około, musieli sobie poradzić. Przede wszystkim musiał poradzić sobie z tym Ian i czuł, że musi zrobić to sam. Nie chciał wciągać Debbie w tę część swojego życia, która była zła, nie głębiej, niż wciągnął ją dotychczas i przez to, w przeciągu kilku ostatnich tygodni, odsunął ją od siebie, bo sam znalazł się głębiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Tak jakby los, który był wobec Iana i Debbie złośliwy, postanowił pokazać, że to jeszcze nic i że potrafi być złośliwy o wiele bardziej.
    Ta złośliwość miała jednak swoje granice, bo Hunt dotarł na Hawaje, stał pod prysznicem w pokoju Grayson i wyciągał do niej rękę. Nie musiał długo czekać, żeby Grayson tę jego rękę ujęła, zaciskając palce na jego dłoni i żeby wciągnęła go głębiej w zabudowaną kabinę, wprost pod strumień letniej wody lecący z deszczownicy, na co jej ciało zareagowało gęsią skórką. Jej skóra musiała być nagrzana od słońca, zresztą Debbie pachniała tym ciepłem, piaskiem i wspomnianą solą, co Ian poczuł, kiedy tylko znalazła się blisko, zniwelowawszy zupełnie dzielącą ich przestrzeń. Uśmiechnął się przez to lekko, znowu trochę do siebie, a trochę do Debbie i odetchnął głębiej, z ulgą, której wcale nie ukrywał.
    Oczywiście, że miał pomóc Debbie. I oczywiście, że nie miał odpowiedzieć na to jej pytanie, bo odpowiedź była zbędna. Zamiast mówić, pochwycił spojrzenie rudej i sięgnął dłońmi do jej pleców. Patrząc w brązowe oczy, póki Debbie nie pochyliła głowy, by pocałować go w obojczyk, rozwiązał sznurek góry bikini, bo to, choć było mocniej zabudowane, nadal nie posiadało zapięć, które stanowiłyby ciut trudniejszą do pokonania przeszkodę, niż zwykła kokardka. Pozbywszy się tej części kostiumu, którą rzucił gdzieś za siebie, na podłogę łazienki, zsunął majtki kostiumu na tyle nisko, że kiedy je puścił, te same opadły aż do kostek Grayson. Musiał się przy tym pochylić, co wykorzystał na pocałowanie Debbie w zagłębienie szyi i ramię, a po czym skrzywił się lekko i cicho mlasnął ustami.
    — Krem do opalania — skomentował z niezadowoleniem, po czym oblizał najpierw górną, a potem dolną wargę, marszcząc przy tym brwi, co teoretycznie miało pomóc, a tylko pogorszyło sytuację. Czuł pod dłońmi tłusty film pozostający na skórze Debbie, ale jakoś tak nie pomyślał, że poczuje go także na ustach, a finalnie w buzi, bo przecież to nie był moment na logiczne rozmyślania, prawda?

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  4. Prosto było zostawić za sobą to, co w Nowym Jorku, kiedy Debbie była blisko i bez znaczenia pozostawało to, że znajdowali się na Hawajach, bo ta kabina prysznicowa, którą teraz oblegali, równie dobrze mogłaby być kabiną prysznicową w nowojorskim mieszkaniu Iana. To obecność Debbie sprawiała, że świat Iana, na co dzień nie tak znowu mały, kurczył się do rozmiaru obejmującego wyłącznie Grayson, a przez ostatnie tygodnie Ian zdążył poniekąd odzwyczaić się od tego, jak przyjemne było to uczucie. Widywali się przecież zdecydowanie rzadziej, a od świąt, począwszy do dnia dzisiejszego nie widzieli się wcale i niby nie było to wiele czasu, jednak świadomość, że Ian nie może wsiąść w Cadillaca i w przeciągu godziny znaleźć się u Debbie, bo ta znajdowała się osiem tysięcy kilometrów dalej, uwierała go jak kamyk w bucie, którego nie miało się możliwości wytrząsnąć.
    Stąd Ian był wdzięczny, że Debbie nie była zła ani zawiedziona, że zamiast tego dołączyła do niego i pozwoliła mu ściągnąć z siebie strój kąpielowy, bo on też się stęsknił. Stęsknił się za Debbie i za tym komfortem, który mu dawała, a który zaczął odczuwać już w momencie, w którym ją zobaczył. Teraz, kiedy Debbie się śmiała, zaśmiał się także Ian, cicho i krótko, jak to on, mimo że rzeczywiście nie było mu do śmiechu, bo wciąż czuł w ustach chemiczny, gorzkawy posmak kremu z filtrem.
    Niemniej Debbie prędko zapewniła mu inne, o wiele przyjemniejsze wrażenia sensoryczne, bo kiedy uwiesiła się na jego karku i przylgnęła do niego całym ciałem, wzdłuż kręgosłupa Iana spłynął przyjemny, rozkoszny wręcz dreszcz. Odpowiedział na ruch Grayson, od razu obejmując ją ramionami i jednocześnie oparł się plecami o wykafelkowaną ściankę, dzięki czemu Debbie miało być jeszcze wygodniej opierać na nim ciężar rozgrzanego słońcem ciała.
    — Może przy okazji — stwierdził, nim jeszcze Debbie sięgnęła jego ust. Patrzył na nią z wysokości niecałych, dzielących ich dwudziestu centymetrów i uśmiechał się do niej, tym uśmiechem, który tylko ona widywała. Miękkim i czułym, przydającym Huntowi tej chłopięcości, która ginęła gdzieś na co dzień.
    Taki sam był ten pocałunek, który wymienili. Miękki i czuły. Ian mocniej owinął lewą rękę wokół tali Debbie, ciasno przyciskając ją do siebie. W miejscach, w których stykała się ich skóra, a stykała się na zadowalająco dużej powierzchni, czuł zarówno ostre drobinki piasku, jak i tłusty film z tego nieszczęsnego kremu do opalania, ale w żaden sposób mu to nie przeszkadzało, już nie. Prawdą dłonią sięgnął policzka Debbie, kciukiem przesunął po jej skórze i pogłębił pocałunek, który mimo tego, nie stracił na żadnej z wcześniej nadanych mu cech.
    W głowie Iana była już tylko Debbie. Nie mogło być inaczej, kiedy otaczał go jej zapach i ciepło ciała. Tak jak wszystko inne, co robił z Debbie, tak Ian lubił to, że przy niej się wyłączał; że jedynym, co go interesowało i obchodziło, była ona. Przychodziło mu to bez wysiłku, w zasadzie bez udziału jego woli. Działo się samo, jak wszystko to, co działo się między nimi od samego początku.
    Miło było móc całować Debbie. Wręcz cholernie dobrze. Dlatego Ian poprzestał tylko na tym. Nie wodził dłońmi po jej ciele, choć miał do tego dobrą okazję i przecież miał zmyć z jej skóry krem z filtrem, ale jak sam stwierdził, miało to mieć miejsce przy okazji. Póki co, bardziej zainteresowany był trzymaniem Debbie przy sobie, z lewą ręką owiniętą wokół jej ciała, z prawą dłonią przy jej twarzy, jakby w ten sposób pilnował, by Debbie nie wpadła na pomysł odsuwania się od niego, bo w tym momencie to byłby bardzo, ale to bardzo zły pomysł.

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Hej!
    Mam nadzieję, że tak będzie i zagrzejemy tu cieplusie miejsce na długo! :D
    Kurde, ja bardzo chętnie na wątek! Powiedz mi, brakuje ci u kogoś wątków? Chętnie nad czymś fajnym (i hope so) pomyślę! ]

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  6. [Hej! Cieszę się, że Tonya się podoba i oczywiście liczę na wąteczek <3 Grzecznie czekam, aż znajdziesz dla nas chwilkę!]

    Tonya

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście, że Ian mógłby tak w nieskończoność. Nigdy nie miał zdołać nacieszyć się Debbie, nasycić się nią, tak by móc powiedzieć dość, wystarczy. Podobne słowa nie miały paść z jego ust, ani myśli pojawić się w głowie, bo zawsze miało mu być mało Debbie. Dlatego, jeśli chodziło o niego, tych kilka dni na Hawajach z powodzeniem mogliby spędzić w pokoju hotelowym, pod tym konkretnie prysznicem, bo kiedy Debbie była blisko, Ian nie miał potrzeby ruszać się gdziekolwiek indziej, w jakimkolwiek celu.
    Stąd wiadomym było, że przyleci. Wcześniej bądź później, ale przyleci, choćby miało okazać się, że nie będzie miał dokąd wracać, bo nie wiedział, jak pod jego nieobecność potoczą się sprawy w Nowym Jorku. Nie wydawało mu się, by mogło wydarzyć się coś, co uniemożliwiłoby mu powrót, bo gra, w którą wciągnął go Ortega, toczyła się w leniwym tempie i każdy z graczy miał dość czasu na ruch, jednakże nie mógł mieć stuprocentowej pewności – nigdy, w niczym jej nie miał.
    O ile myślał o tym jeszcze na płycie lotniska, wspinając się po trzeszczących pod ciężarem jego ciała schodach do samolotu, o tyle teraz nie zaprzątał sobie tym głowy. Zamiast tego, całował Debbie i było to stokroć lepsze, niż wszystko inne razem wzięte. Całował ją spokojnie, miękko, odpowiadając na jej pocałunki, jakby wymieniali się najcenniejszą walutą, choć stopniowo zaczynali gubić ten spokój, jakby mieli za sobą tę część, która stanowiła powitanie po tygodniu rozłąki.
    Kącik jego ust drgnął, kiedy Debbie przygryzła jego dolną wargę. Spojrzał na nią z góry, bo nawet kiedy Grayson wspinała się na palce, wciąż miał nad nią przewagę tych kilku centymetrów i pochwycił jej spojrzenie, kurczowo łapiąc się jej brązowych tęczówek. Przytrzymał ją mocniej, kiedy się odchylała, a jego prawa dłoń zsunęła się z jej policzka na bok szyi.
    To, co powiedziała Debbie, było miłe. Nawet bardzo miłe i Ian uśmiechnął się odruchowo, ani tego uśmiechu nie powstrzymując, ani nie poszerzając go świadomie, kiedy już zdał sobie sprawę z tego, że się uśmiecha. Skłonił głowę ku jej dłoni, mocniej na nią napierając, kiedy poczuł na policzku jej palce i odetchnął głębiej.
    Może i by coś powiedział, ale nie zdążył, bo kiedy zaczął otwierać usta, Debbie pisnęła i niemalże jednocześnie oderwała się od niego, oskakując jak oparzona. Z tym że nic Debbie nie parzyło, przeciwnie. Także Ian poczuł na ciele lodowato zimne strugi, przez co momentalnie odepchnął się od ścianki. Wtedy Grayson zaczęła tracić równowagę. Ręce Iana momentalnie wystrzeliły w jej kierunku. Chciał ją złapać i przytrzymać, ale jego palce zacisnęły się w powietrzu, nie chwyciwszy niczego. Debbie nie upadła jednak, zdążyła uwiesić się na baterii.
    Była bezpieczna, nie miała rozbić sobie głowy o kafelki.
    Kilka uderzeń serca zajęło Ianowi zrozumienie tego. Uderzeń szybkich i nierównych, wręcz chaotycznych, jakby serce pozazdrościło jego rękom i także rwało się do Debbie, przestraszone, chcąc jej pomóc. Hunt otrząsnął się pierwszy i wciąż z tym dudniącym w piersi sercem, wyciągnął rękę i zakręcił wodę, przez co kryzys został zażegnany.
    Tylko dlatego, że Debbie nic nie groziło, ani nic jej się nie stało, Ian pozwolił sobie na uśmiech. Najpierw lekki i nieśmiały, jakby badał grunt, potem coraz szerszy, aż wreszcie zaczął się śmiać i robił to nadal, ale cicho, kiedy rękoma sięgnął ku Debbie, by wyjąć ją z tego kąta kabiny, w który tak rozpaczliwie się wcisnęła. Wyglądała jak przestraszone zwierzątko, które ni w ząb nie rozumiało tego, co się wydarzyło i postanowiło zareagować w jedyny, rozsądny sposób – uciec. Z tym że w kabinie, za bardzo nie miała dokąd.
    — No już — mruknął, wciąż śmiejąc się, kiedy przytrzymywana przez niego Debbie stanęła na środku kabiny. — Chyba dokończymy ten prysznic później, co?

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  8. Ian nawet nie zdążył się namydlić. W końcu, nim sięgnął po żel pod prysznic, okazało się, że będzie miał pod tym prysznicem znacznie lepsze rzeczy do roboty, niż zwyczajowe mycie. Tymczasem nagły chlust zimnej wody sprawił, że ani nic lepszego nie porobił, ani się nie umysł. Spływająca po jego ciele letnia woda, nim drastycznie zmieniła temperaturę, zdążyła odświeżyć go w znikomym stopniu, wystarczającym jednak do przetrwania do momentu, w którym będzie mógł się umyć, używszy do tego dedykowanego kosmetyku.
    Uśmiechnął się szerzej, kiedy Debbie się do niego uśmiechnęła. Nawet pomyślał o tym, że powinien wystawić ją na balkon, żeby mogła się zagrzać, co nie stanowiłoby dla niego żadnego problemu. Na siłowni dźwigał dwakroć więcej, niż Grayson ważyła, więc przeniesienie jej z jednego punktu do drugiego nie byłoby dla niego żadnym wyzwaniem, choć sztangę mimo wszystko chwytało się pewniej i wygodniej, niż ludzkie ciało, bo żeby było my wygodnie nieść Debbie, musiałby nie tyle chwycić ją w talii, co przerzucić sobie przez ramię. Aczkolwiek, to też było do zrobienia.
    Hunt nawet nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że myślał o podobnych głupotach i że myślenie o nich przy Debbie przychodziło mu bez najmniejszego wysiłku, a także okazywało się zaskakująco miłe. Nie pamiętał już, że jeszcze kilka godzin temu jego głowę zaprzątały zgoła inne myśli, wcale nie tak głupie, a na pewno nie przyjemne.
    Teraz jego głowę zaprzątała wyłącznie Grayson. Szczególnie, kiedy złapała go za dłonie, uśmiechnęła się znowu i pocałowała go w policzek. Kurwa. Ian westchnął, popatrzył za wychodzącą z kabiny Debbie, a potem ku deszczownicy, z której skapywały pojedyncze kropelki. Zarówno ciepło warg Debbie na jego policzku, jak i widok, który mu zaprezentowała, przyczyniły się do tego, że Ian z powodzeniem mógłby pod ten zimny strumień wrócić.
    Wziął od Debbie ręcznik i zaczął się wycierać, robiąc to o wiele bardziej niedbale, niż robiła to ona. Pukaniem do drzwi pokoju nie przejął się ani trochę, bo to mógł być ktokolwiek. Zerknął jedynie kontrolnie na Grayson, jakby upewniając się, że ta słyszy, iż ktoś się do niej dobija, po czym przewiesił zawilgocony ręcznik przez brzeg wanny i sięgnął po wcześniej przyniesioną do łazienki kosmetyczkę. Chciał jeszcze umyć zęby, w czym zimna woda miała przeszkadzać mu tylko trochę i z powodzeniem mógł zrobić to w czasie, w którym Debbie będzie rozmawiać ze swoim gościem. To miał być tylko jej gość, bo przecież jeszcze nikt nie wiedział, że Ian dotarł na miejsce, chyba że mama Tonyi komuś o tym powiedziała, choć zajęta przygotowaniami do wieczornej imprezy, raczej nie powinna mieć czasu na plotki.
    Został w łazience, pochylony nad umywalką, kiedy Debbie wyszła. Podkradł jej pasty do zębów i zajął się szczotkowaniem, które przerwał natychmiast, kiedy do jego uszu doleciał męski głos. Znieruchomiał, ze szczoteczką w buzi, nasłuchując tego, co dzieje się w pokoju, a że gość Debs zachował się tak, jakby wcale nie był gościem, to Ian nie miał czasu na reakcję.
    Mężczyzna zastał go w łazience, nagiego, wciąż pochylonego nad umywalką.
    — My też nie mamy ciepłej wody — poinformował, spoglądając na nieznajomego, który po tym, jak gwałtownie pociągnął za drzwi łazienki, zatrzymał się w jej progu. Ian był przy tym na tyle uprzejmy, że wcześniej wyjął szczoteczkę z ust, aczkolwiek przez pianę powiedział to nieco niewyraźnie. Odwrócił głowę, wspomnianą pianą splunął do umywalki i ostentacyjnie wrócił do mycia zębów, choć palce dłoni, którą wspierał na krawędzi umywalki, lekko pobielały, gdy zacisnął je na tej krawędzi mocniej, niż było to konieczne do zwykłego podparcia się.

    IAN HUNT 😑

    OdpowiedzUsuń
  9. Drake przyciągnął także spojrzenie Iana. Bynajmniej nie dlatego, że Ian choćby połowicznie lokował swoje zainteresowanie w mężczyznach, a dlatego, że Drake przystanął w progu łazienki, gotów z niej skorzystać, gdyby nie obecność Iana i wyłącznie na tej podstawie można by wyciągnąć dalece idące wnioski, czego Ian mimo wszystko nie chciał robić.
    Wrócił więc do mycia zębów, tylko pozornie nie będąc zainteresowany reakcją Drake’a na swój widok. Kiedy ten się wycofał, zostawiając drzwi do łazienki nie tyle nawet niedomknięte, co szeroko rozwarte, Hunt ponownie wyjął szczoteczkę z ust i także prawą dłonią wsparł się o umywalkę, przez co szafeczka pod nią zatrzeszczała pod jego ciężarem.
    Może było to małostkowe, ale oczywiście, że przestał myć te cholerne zęby tylko po to, żeby nie uronić ani słowa z rozmowy, która zaczęła toczyć się w pokoju. A rozmowa ta zaczęła się nader ciekawie, bo oskarżeniem czarnoskórego mężczyzny, rzuconym w stronę Debbie. Tym razem to Ian uniósł brwi, ale kiedy Drake zmienił ton, rzucił szczoteczkę do umywalki i byłby wyszedł z łazienki, gdyby nie to, że coś go powstrzymało. Jakiej ukłucie niepokoju i… żalu?
    Miał nie przylatywać. Miał nie przylatywać? Nic takiego nie powiedział i jakby nie zarejestrował, że Debbie powiedziała Drake’owi dokładnie to samo, choć przecież końcówka ich rozmowy wciąż była dla niego doskonale słyszalna.
    Odkręcił kran, zimną wodą opłukał dłonie, a potem dwukrotnie wypłukał usta i obmył szczoteczkę, którą następnie wrzucił do kubeczka, obok tkwiącej tam szczoteczki Debbie. Obrócił głowę w jej stronę, kiedy Debbie przystanęła w progu łazienki jak przed chwilą Drake, ale nie odezwał się. Rzuciwszy jej krótkie spojrzenie, obmył twarz lodowatą wodą, zakręcił kran i cofnąwszy się o dwa kroki, sięgnął po przewieszony przez brzeg wanny ręcznik.
    Nie podobało mu się to, co przed minutą zaszło w pokoju Debs i choć nie uważał, by Debbie dała Drake’owi jakiekolwiek podstawy do takiego zachowania, nic nie mógł poradzić na to, że poczuł się zmieszany. Jego największym kłopotem w relacji z Debbie było to, że czuł przy niej więcej, niż kiedykolwiek wcześniej i nie stanowiło to problemu wtedy, kiedy doświadczał emocji pozytywnych, nawet jeśli nie potrafił ich nazwać, bo nawet nienazwane, te wciąż pozostawały pozytywne, a na pewno nie stanowiły żadnego zagrożenia. Problem pojawiał się wtedy, kiedy te emocje były złe, a nieumiejętność ich kategoryzowania przez Iana tylko wszystko pogarszała.
    Wytarł twarz, a także tors, na którym osiadło kilka kropli kapiących z jego brody. Ręcznik przewiązał przez biodra i dopiero teraz na dłużej skupił spojrzenie na pozostającej w progu łazienki Grayson.
    Nie odezwał się, nie spróbował nawet. Nie wiedział, co miałby powiedzieć. Czuł się jak w potrzasku, a pułapkę stanowiła jego własna głowa, bo nie potrafił obrócić zaistniałej sytuacji w żart, a jednocześnie nie chciał robić Debbie wyrzutów.
    Raz, że zakładanie, iż przez czas jego nieobecności, Debbie cokolwiek Drake’owi insynuowała, byłoby wobec niej bardzo nie w porządku. Dwa, to, Ian, spierdolił sprawę. Nie przyleciał na czas, przez co jego przylot na Hawaje stanął pod dużym znakiem zapytania. Zjawił się dopiero dziś, ledwo na kilka godzin przed rozpoczęciem imprezy na plaży.
    Stąd bezpiecznej dla niego i dla Debbie było, kiedy milczał.

    IAN HUNT 😕

    OdpowiedzUsuń
  10. Ian mógł dać wiarę temu, co miało miejsce. Mógł uwierzyć, że z perspektywy Drake’a to – czymkolwiek to było – wyglądało właśnie w ten sposób.
    Debbie była śliczna. Miała ten dziewczęcy typ urody, który mógł się podobać. Podobał się Ianowi i – co było więcej, niż pewne – podobała się nie tylko jemu. Debbie była też urocza. Zupełnie niewymuszenie potrafiła zachowywać się w sposób, który ujmował za serce, nawet jeśli sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Przede wszystkim jednak, Debbie była miła. Tak po prostu, z natury, bo dlaczego miałaby być niemiła dla każdej napotkanej, przypadkowej osoby? I stąd, tym bardziej, dlaczego miałaby być niemiła dla Drake’a, znajomego Tonyi?
    Debbie była miła dla Drake’a, bo spędzała z nim czas i pozwalała mu odprowadzać się do pokoju, nawet jeśli w tym wszystkim nie poświęcała mu wiele uwagi, a to wystarczyło. Wystarczyło do tego, by Drake mógł pomyśleć, że być może Debbie mogłaby być dla niego więcej, niż miła, bo czasem przecież niewiele było trzeba. W dodatku, czegokolwiek by Debbie nie mówiła, jakby nie patrzeć, na Hawaje przyleciała sama, prawda?
    Czy to oznaczało, że Debbie zrobiła cokolwiek źle? Oczywiście, że nie. To sytuacja, której Ian mógł dać wiarę, bo łatwo potrafił wytłumaczyć sobie to, co zaszło nie przez wzgląd na Debbie, a przez wzgląd na Drake’a właśnie, była zła.
    To dlatego Ian milczał. Czuł się z tą sytuacją źle i czuł dyskomfort, który w postaci nieprzyjemnego ciężaru opadł na dno jego żołądka. Jakby śmiałe zachowanie Drake’a uwypuklało jego własną przewinę, bo przecież Ian powinien być tutaj od początku. Powinien przylecieć razem z pozostałymi, a przede wszystkim z Debbie tuż po świętach, które przecież i tak spędził sam, ale zamiast być na Hawajach i relaksować się w pełnym słońcu, ganiał po zimowym Nowym Jorku, próbując odkręcić coś, w co został wkręcony z racji tego, kim był i komu sprzedawał narkotyki.
    Obserwował Debbie. To, jak zmieniała położenie ciała, a raczej jak to zmieniało się nie do końca zależnie od jej woli, a w odpowiedzi na myśli przetaczające się przez jej rudą głowę. Obserwował i zaczynał rozumieć, że tym razem cisza z jego strony nie była najlepszym wyborem, przez co wyrwało mu się ciche westchnienie.
    Kiedy Debbie się odezwała, pochylił głowę, przerywając kontakt wzrokowy.
    — Zakładam, że nie mam o co pytać — odezwał się równie cicho, co ona. — Po prostu… wolałbym poznać Drake’a w innych okolicznościach — dodał, podnosząc wzrok na Debbie, choć jego głowa wciąż pozostawała lekko pochylona.
    Debbie nie musiała wchodzić w jego buty. Ale gdyby weszła, być może dostrzegłaby, że to było po prostu nieprzyjemne, niezależnie od okoliczności. Być może odczucia Iana potęgowało zmęczenie po jedenastogodzinnym locie i nowojorskiej gonitwie, którą zostawił za sobą. Być może powinien machnąć na to ręką, ale nigdy niczego nie udawał przed Debbie, więc dlaczego tym razem miałby udawać, że to go nie obeszło?
    Ruszył się w końcu. Pokonał tych kilka dzielących ich kroków, bo choć łazienka była duża, to nie aż tak duża, by przemierzenie jej szybko i sprawnie nie było możliwe. Podobnie jak Debbie, oparł się o framugę drzwi. Jego ramię dotknęło jej drugiej części, tej, gdzie zamocowane były zawiasy. Mógłby minąć Grayson w drzwiach, bo powinien kiedyś się ubrać, ale rozmawiali przecież, a przynajmniej próbowali. Stąd przystanął bliżej, zawieszając na niej wzrok.
    — Debbie… — podjął i nabrał głęboko powietrza, ale finalnie wypuścił je tylko, bo naprawdę nie wiedział, co miałby jej powiedzieć. Nie był w tym dobry, nawet kiedy się starał, co Debbie nie tylko mogła, ale wręcz musiała zauważyć przez te miesiące, kiedy ze sobą byli.
    — Możemy to olać? — spróbował jednak. — Jestem zmęczony, jakiś obcy typ wparował mi do łazienki, tylko o to chodzi, dobrze?
    Nie chodziło tylko o to, ale tego, o co chodziło, Ian nawet nie potrafił nazwać.

    IAN HUNT 😮‍💨

    OdpowiedzUsuń
  11. Ian rozumiał, że cisza nie zawsze była najlepszym rozwiązaniem, z tym że akurat dziś zrozumiał to poniewczasie. I może rzeczywiście była to kwestia zmęczenia? Westchnął jednak, kiedy Debbie przystała na olanie tematu i nie ruszywszy się z miejsca, powiódł za nią wzrokiem.
    Prosto było mu czuć się przy Debbie dobrze i cholernie trudno było mu czuć się przy niej źle.
    — Prześpię się — powtórzył za nią mechanicznie, bo jeśli zdecydował się wymawiać zmęczeniem, to to było jedyne rozsądne rozwiązanie. Zdążył oderwać ramię od framugi łazienkowych drzwi, kiedy Debbie zbliżyła się do niego i musnęła miękkimi wargami jego lekko kłujący policzek. Kąciki jego ust drgnęły momentalnie, ale Grayson od razu odwróciła się na pięcie i Ianowi pozostało odprowadzenie jej wzrokiem aż do leżaka, którego kąsek widział z tej perspektywy.
    W końcu podszedł do swojej otwartej, porzuconej nieopodal szerokiego łóżka walizki. Wygrzebał z niej bokserki i na ich rzecz porzucił biały ręcznik, który odwiesił w łazience. Poruszał się powoli, z lekkim niezdecydowaniem, jakby zastanawiał się nad dołączeniem do Debbie na balkonie, ale naprawdę nie wiedział, co więcej mógłby jej powiedzieć, a raczej, nie wiedział, jak miałby ubrać w słowa to, co czuł, skoro sam nie wiedział, czym tak właściwie było to, co czuł.
    Kurwa. Chyba powinien nauczyć się tego dowiadywać, jeśli chciał być z Debbie, bo prędzej czy później Grayson miała skończyć się cierpliwość do niego.
    Z tą myślą rzucił się na łóżko zasłane białą pościelą, wcześniej zdążywszy nastawić budzik w telefonie. Dochodziła siedemnasta, więc ustawił alarm na dziewiętnastą, chcąc mieć wystarczająco wiele czasu tak na dobudzenie się, jak i ogarnięcie, choć wydawało mu się, że nie zaśnie.
    Nic bardziej mylnego. Pięć minut po przyłożeniu głowy do poduszki, którą objął ramionami, położywszy się na brzuchu, już cicho pochrapywał. Odcięło go i nie było w tym nic dziwnego, skoro w Nowym Jorku dochodziła dwudziesta druga, a Hunt miał za sobą naprawdę długi dzień.
    Przez te dwie godziny ani razu nie zmienił pozycji i to był nieświadomy błąd, bo kiedy ze snu wyrwał go dzwonek budzika, nie tylko nie potrafił namierzyć własnego telefonu, który zaplątał się gdzieś pościel, ale też odkrył, że ręce miał tak zdrętwiał od spania na nich, że praktycznie ich nie czuł. Przeklął cicho, bo raz, że irytował go dzwonek, a dwa, nieprzyjemne mrowienie rąk przeszło w jeszcze nieprzyjemniejszy ból. W końcu jednak wymacał odrętwiałą dłonią komórkę, wyłączył budzik i z jękiem naciągnął poduszkę na głowę. Bo oczywiście, że nie chciało mu się wstawać. Zabrał się jednak do tego, nim budzik rozdzwonił się po raz drugi, dzięki nastawionej na dziesięć minut drzemce i wyłączył go zupełnie, przysiadłszy na skraju łóżka.
    Debbie była w łazience. Ian namierzył ją w prosty sposób, po plamie światła padającego z przyległego pomieszczenia na podłogę przez szparę w niedomkniętych drzwiach i po dochodzących z niego odgłosach krzątaniny.
    Podźwignął się i podszedł bliżej.
    — Jest już ciepła woda?
    Wsunął głowę w szparę pomiędzy framugą, a drzwiami, przytrzymawszy je ręką i popatrzył na szykującą się na wieczór Debbie. Owinięta w biały ręcznik, malowała się przed podświetlanym lustrem. Była śliczna. I wcale nie musiała wykorzystywać swojej dziewczęcej urody, żeby Ian poczuł się wykorzystywany.
    Nie czekając na odpowiedź, ani na wyraźne zaproszenie, otworzył drzwi szerzej i wszedł do łazienki. Stanął za Debbie, zaplótł dłonie za sobą, w dole pleców i pochyliwszy się, pocałował ją krótko w odsłonięte ramię, bo podobnie jak Debbie wcześniej, nie chciał tej całej niezręczności, której rozmiar w ich przypadku zawsze wydawał się nieadekwatny do sytuacji.
    Pozostając lekko pochylonym, podniósł wzrok na ich odbicie w lustrze, chcąc w ten sposób złapać spojrzenie Debbie.

    IAN HUNT 😴

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyłapawszy ten uśmiech Debbie w odbiciu w lustrze, Ian także się uśmiechnął. Grayson nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, ile od tego jej jednego uśmiechu zależało, ale zobaczywszy go, Ian momentalnie poczuł się lepiej. Może nie do końca dobrze, bo to, co miało miejsce przed jego drzemką, a także to, co miało miejsce na długo przed jego przylotem na Hawaje – bo nie oszukujmy się, że związek Debbie i Iana miał się ostatnio najlepiej – nieustannie siedziało gdzieś z tyłu jego głowy, leżało odłogiem na dnie serca i gniotło żołądek.
    — Tak. Trochę — odpowiedział i tak jak Debbie wróciła do malowania się, tak Ian wrócił do całowania jej ramienia, robiąc to na tyle delikatnie i cały czas w tym samy miejscu, aby przypadkiem jej nie przeszkadzać i nie poruszyć jej ciałem. Ramię to całowało mu się tym bardziej miło nie tylko dlatego, że było to ramię Debbie, ale także dlatego, że to nie smakowało już jak krem z filtrem. Jednocześnie ręce cały czas trzymał splecione za plecami i choć stał blisko Debbie, nie było to na tyle blisko, by jej plecy dotknęły jego torsu. Jeśli zatem jej przeszkadzał, to tylko trochę i tylko po to, żeby ten Sylwester minął im we względnie miłej atmosferze.
    Ian odpoczął tylko trochę, bo czuł, że z powodzeniem dałby radę spać do samego rana. Może tylko musiałby w końcu przekręcić się z brzucha na plecy, żeby nie stracić rąk. Nie przyleciał jednak tutaj po to, żeby odsypiać, prawda? Na pewno nie dzisiaj, bo kolejnego dnia pewnie miał przysypiać, gdzie popadnie, w tym na leżaku nad basenem lub na miękkim piasku nad oceanem.
    — Długi — rzucił w odpowiedzi na kolejne pytanie Debbie i spokojnie mógłby na tym poprzestać, ale milczenie nie zawsze było najlepszym rozwiązaniem, prawda? Dlatego Ian wyprostował się, popatrzył na odbicie Debbie w lustrze, a potem przesunął się i stanął obok, zwróciwszy się przodem do Debbie, pośladkami zaś oparł się o dalszą część łazienkowej szafki.
    — Musiałem przebookować bilet, bo wysypała mi się jedna sprawa i nie zdążyłem na lotnisko — powiedział z ostrożnością, nieco ciszej, niż wypowiedział wcześniejsze, całe trzy słowa i skrzyżował ramiona na piersi, nie do końca w obronnym geście, a dlatego, że nie miał co zrobić z rękoma. Patrzył przy tym na Debbie, obserwował, jak ta się maluje, nie uciekając wzrokiem, ale też nie patrząc prosto w jej czekoladowobrązowe oczy, bo bardziej skupiał się na jej dłoniach.
    — Przepraszam — dodał, tym razem starając się złapać jej spojrzenie.
    Zaczynając ten temat, wkraczał na grząski grunt, ale jak zauważyła sama Debbie, odkąd Ian dotarł na miejsce, nie mieli okazji porozmawiać, choćby zdawkowo. Mogliby udawać, że nic takiego się nie wydarzyło, choćby pod pretekstem tego, aby mieć udanego Sylwestra, ale Ianowi wydawało się, że w ich przypadku nie miało zadziałać to w ten sposób.
    Przechyliwszy nieznacznie lewą rękę, Ian zerknął na zegarek zapięty na nadgarstku tylko po to, żeby sprawdzić, czy do dwudziestej zdąży wziąć prysznic i się ogolić. Była dziewiętnasta jedenaście, więc miał aż nadto czasu, przez co mógł jeszcze chwilę popatrzeć, jak Debbie się maluje. I porozmawiać z nią.

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  13. A Ian nie potrafił odpuścić sobie Debbie, choć powinien, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że związek z nim był dla niej krzywdzący. Związek policjantki z dilerem nie mógł być inny, ale nie do końca rozchodziło się wyłącznie o dzielącą ich płaszczyznę zawodową, choć ta niewątpliwie stanowiła wygodną wymówkę.
    Ian nie był doskonałym materiałem na chłopaka. On nie był nawet materiałem dobrym czy poprawnym. Mógł uchodzić za akceptowalnego, w zależności od tego, kto miał dokonywać tej oceny i nawet jeśli dla Debbie, subiektywnie, był najidealniejszy, to obiektywnie, był trudnym przypadkiem. Miał problemy, nie te wynikające z bycia dilerem, a te płynące z wychowania – o ile w tym konkretnym przypadku w ogóle można było porwać się na to określenie - przez dwójkę ćpunów i długi, bo trwający od szóstego roku życia aż do pełnoletności, pobyt w placówce. Jedyną osobą, która się nim opiekowała, był Louis, a zważywszy na dzielącą ich różnicę wieku oraz fakt, że Lou sam był dzieckiem, nie mogło być mowy o opiece z prawdziwego zdarzenia – takiej, jaką powinno otrzymać dziecko, mającej zapewnić mu prawidłowy rozwój, głównie emocjonalny.
    Stąd Ian był, jaki był. Milczący, wycofany, wyjątkowo oszczędny w mowie ciała i nieumiejętnie gospodarujący emocjami. Przez to z powodzeniem mógł uchodzić za pierdolonego robota, nawet przy Debbie, w towarzystwie której Ian mimo wszystko nabierał kolorytu i wyrazistości.
    I ona, nie potrafiąc sobie odpuścić, tak samo, jak nie potrafił sobie odpuścić Ian, musiała się z tym mierzyć.
    Lekko zmarszczył brwi i przestąpił z nogi na nogę, kiedy ruda zapytała, jaka to sprawa. Nigdy wcześniej tego nie robiła, bo do tej pory na sprawy Iana zgodnie nakładali całun milczenia. Z drugiej strony Ian zawsze uważał, że powiedziałby Debbie o wszystkim, o co by go zapytała i zresztą, podczas ich ostatniej, a zarazem pierwszej trudnej rozmowy, sam powiedział jej, że może zapytać go o wszystko, o co chce. Widać teraz zamierzała z tego skorzystać.
    — Związana z moim byłym klientem — odpowiedział więc, obserwując, jak Debbie zbiera rude kosmyki w zgrabny kucyk. — Zagmatwana — kontynuował w rytm ruchu jej dłoni, który naturalnie śledził wzrokiem. — Wplątało się w nią za dużo… stron — westchnął, patrząc teraz na to, jak zręcznie Grayson posługiwała się prostownicą. — I każda chce ugrać coś dla siebie.
    Celowo użył akurat tego określenia, wybierając strony zamiast osób, jakby mieli do czynienia co najmniej z postępowaniem administracyjnym, bo choć poszczególnymi, zaangażowanymi w to osobami mogły kierować emocje, to finalnie miał liczyć się tylko suchy bilans zysków i strat.
    — Pewnie, że byłbym szybciej — zapewnił, nie gorliwie, a ze słyszalnym w tonie głosu żalem, bo Ian naprawdę chciał polecieć z Debbie na Hawaje. Nie dolatywać do niej, nie zastanawiać się, czy w ogóle będzie mógł przylecieć. Niestety w obecnej sytuacji to, czego chciał Ian nie równało się temu, co mógł zrobić. A nie mógł rzucić spraw w Nowym Jorku z dnia na dzień, kiedy musiał mierzyć się z niezadowoleniem Maddoxa, a także niezadowoleniem wspomnianych wcześniej stron.
    Opuścił skrzyżowane na piersi ręce, kiedy Debbie oparła dłonie na jego biodrach i sam znalazł dla swoich miejsce na jej tali schowanej pod białym ręcznikiem. Popatrzył na Debbie z góry i odetchnął głębiej, kiedy ta znowu musnęła wargami jego policzek, a potem odprowadził ją wzrokiem do drzwi łazienki, póki Debbie ich za sobą nie zamknęła. Patrzył na nie jeszcze przez chwilę, podczas gdy po jego głowie tłukły się różne myśli, nim wreszcie ruszył się pod prysznic.
    Umycie się, a później ogolenie zajęło mu dwadzieścia minut. Kilka kolejnych poświęcił na ułożenie włosów, które, wciąż wilgotne po przetarciu ich ręcznikiem, pozostawały w nieładzie, którego nie można było nazwać nawet artystycznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wyjściu z łazienki Ian namierzył Debbie stojącą przed komodą, nad którą zawieszone było lustro, w odbiciu którego ruda dopieszczała drobne elementy swojego stroju. Ian porzucił swoją walizkę nieopodal, bliżej łóżka. Nie musiał, ale nadłożył nieco drogi, by na chwilę znowu znaleźć się za plecami Debbie.
      — Ładnie wyglądasz. — Pocałował ją w ramię, znowu, ale tym razem osłonięte materiałem czarnej narzutki i zaraz cofnął się, by przykucnąć przy walizce. Wyciągnął z niej krótkie spodenki w biało-szare, wąskie paski i białą koszulę. Obie te rzeczy były z ostatnio modnego lnu i przez to obie nie wyglądały źle, będąc nieco wygniecionymi po wyciągnięciu z walizki. Ian wciągnął je na siebie, dopiął guziki koszuli i stanąwszy prosto, schował dłonie do kieszeni spodenek, jakby jego poza miała powiedzieć gotowy, możemy iść.

      IAN HUNT 🩶

      Usuń
  14. Tak, to była zagmatwana sprawa. Gdyby Ian miał zacząć tłumaczyć jej złożoność Debbie, nie wyszliby z pokoju, ba!, nie wyszliby z łazienki do północy, a dziś akurat ta godzina była najistotniejszym punktem całej imprezy. To dlatego Hunt uciekł się do ogólników i to dlatego poczuł ukłucie irytacji, kiedy Grayson wygłosiła swój komentarz, jakby spodziewała się, że Ian tu i teraz rozłoży wszystko na czynniki pierwsze. Może faktycznie powinien był to zrobić?
    Ewidentnie nie rozumiał, czego oczekiwała od niego Debbie, począwszy od jego reakcji na wtargnięcie Drake’a do ich pokoju, a skończywszy na odpowiedzi na jej pytanie, zaskakująco konkretne, które postanowiła zadać mu akurat, kiedy szykowali się do wyjścia. Ewidentnie się w tych oczekiwaniach rozmijali, choć Ian nie potrafił stwierdzić, dlaczego. Dotąd wszystko przychodziło im z niebywałą łatwością, wręcz gładko, podczas gdy dziś to coś, co działało pomiędzy nimi niezawodnie, wyraźnie chrobotało, jakby pomiędzy pracujące zgodnie trybiki dostał się kamyk, który strzępił mechanizm i utrudniał mu pracę.
    A może tylko mu się wydawało? Bo kiedy Debbie uśmiechała się do ich odbicia w lustrze i kiedy łapała za dłoń Iana przy windzie, prosto było myśleć właśnie w ten sposób.
    Hotel był ładny. Urządzony nowocześnie, a jednocześnie ze smakiem i wyczuciem, bo choć wnętrza pozostawały proste, nie brakowało im ciepła bijącego od zmyślnie dobranych dodatków. Korytarze były wyłożone jasnymi dywanami, ściany przyozdobione kinkietami i zdjęciami tutejszej fauny oraz flory. Teren przy hotelu także był dobrze utrzymany, a ścieżki podkreślone punktowymi lampkami, wijące się tak pośród zabudować, jak i roślinności, cieszyły oko.
    Trzymając Debbie za rękę, Ian rozglądał się po okolicy. Dawno nie był na tego typu wakacjach, bo kiedy on i Zane zachłysnęli się pierwszymi pieniędzmi płynącymi ze sprzedaży narkotyków, parokrotnie wyrwali się w cieplejsze strony, ograniczali się jednak do obszaru Stanów Zjednoczonych. Czasem znikali na kilka dni, czasem na tydzień, nigdy jednak na dłużej, bo interes musiał się kręcić, a z czasem stali się zbyt zajęci, by móc pozwalać sobie na podobny relaks i tak upłynęło kilka lat.
    — A co, o północy musisz znikać? Jak Kopciuszek?
    Ian mocniej zacisnął palce na dłoni Debbie i uśmiechnął się do niej lekko, kiedy podążyli zejściem na plażę. Już tutaj dało słyszeć się odgłosy charakterystyczne dla rozkręcającej się imprezy, choć Ian miał wrażenie, że rozkręcała się ona już od rana, bo nie tylko Debbie zdążyła wcześniej wypić kilka drinków.
    Hunt odetchnął głębiej, nim weszli pomiędzy ludzi, jakby nabierał powietrza przed nurkowaniem. W ostatnich latach bywał na imprezach wyłącznie w charakterze dilera lub kierowcy Ubera. Na palcach jednej ręki mógł policzyć te nieliczne razy, kiedy szedł na imprezę dla samej imprezy, przez co wiedział, że minie chwila, nim odnajdzie się w towarzystwie, nim przestanie odruchowo szukać sobie klientów.
    Stąd zderzenie z Pauline było nieprzyjemne.
    Uśmiechnął się i o ile inni nie powinni się zorientować, o tyle Debbie na pewno widziała, że ten uśmiech, w którym Ian rozciągnął wargi, pokazując ładne zęby, był wystudiowany, posłany Pauline tylko dla pozoru. Hunt nie kłopotał się tym, żeby wejść rudowłosej dziewczynie w słowo i tylko wzruszył ramionami, robiąc niby to niewinną minę. Zaraz potem odebrał od blondynki i jej towarzysza szklankę, nie musząc nawet wąchać jej zawartości, by zgadnąć, co znajduje się w środku. Kiedy Angie i Greg pomknęli w stronę parkietu, wymuszając na Pauline przesunięcie się, Ian skorzystał z okazji i odstawił szklankę na mobilny bar.
    — Nie lubisz whisky? — podchwyciła dziewczyna, która chyba postawiła sobie za cel wkręcenie Iana w towarzystwo. — W porządku, mamy jeszcze rum, wódkę, chyba jakieś wino… Kanani! — krzyknęła na młodego chłopaka, tutejszego pracownika, który czuwał nad barem. — Kanani, zrób Ianowi drinka, który zwali go z nóg!
    — Nie trzeba — zaprotestował, posyłając Pauline spojrzenie. — Wystarczy cola — dodał, przenosząc spojrzenie na, jak się dowiedział, Kananiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie pijesz? — Pauline potrzęsła głową tak, że jej rude włosy zafalowały wokół talii, po czym nachyliła się ku Debbie, przesłaniając dłonią usta. — Może faktycznie mógł nie przylatywać, co? — wyszeptała konspiracyjnie, nie przypilnowała się jednak i nie zorientowała, że aby Debbie usłyszała ją pośród śmiechów i muzyki, jej szept musiał pozostać głośny. Na tyle głośny, że słyszalny od Iana, który odebrał od chłopaka szklankę z colą z lodem.
      — Szkoda, ale jednak przyleciałem — skomentował spokojnie, patrząc przy tym nie na Pauline, a na Debbie i upił łyk zimnej coli. Gdzieś po drodze, nie wiedzieć dokładnie, w którym momencie, puścił dłoń Debbie.

      IAN HUNT 🩶

      Usuń
  15. Wszystkie ich problemy brały się z tego, że Ian był dilerem, tak po prostu. Posiadał nienormowany czas pracy i pewnych spraw nie mógł rzucić ot tak, bo niosło by to za sobą konsekwencje znacznie poważniejsze, niż popsuty humor Debbie. Dlatego miał zamiast przestać handlować narkotykami, tego jednakże także nie mógł rzucić z dnia na dzień, choć, może i mógł…? Mógłby tym pierdolnąć, nie martwić się o konsekwencje, które pewnie w końcu miałyby nadejść, ale nie chciał. Nie chciał zostawiać z tym Zane’a, nie z dnia na dzień, choć ostatecznie Zane i tak miał zostać z tym sam. Zane jednak nie był tylko wspólnikiem Iana, był przede wszystkim jego przyjacielem, i tak jak Ian chciał zostawić swojego wspólnika, tak nie chciał zostawiać swojego przyjaciela. Chciałby i mógł oddzielić od siebie te dwie kwestie, stawiając między nimi grubą kreskę, niekoniecznie usypaną z koksu, ale Maddox miał mieć z tym problem. Już go miał, sądząc po jego zachowaniu.
    I to także było zagmatwane, zdawało się, jak każda sprawa w życiu Iana Hunta. Tylko z Debbie wszystko wydawało się być proste, ale wyglądało na to, że i to się komplikuje, mimo że aktualnie znajdowali się w miejscu, w którym nie powinni niczym się przejmować.
    Ian, choć może na takiego nie wyglądał, przejął się komentarzem Pauline. Bo o ile Drake mógł sobie coś ubzdurać, o tyle to, że już druga osoba kwestionowała rację jego pobytu tutaj sprawiło, że w głowie zapaliła mu się ostrzegawcza lampka. Dlatego rzucił ten komentarz, mimo wszystko bardziej skierowany do Pauline, niż do Debbie, choć w czasie jego wygłaszania patrzył przecież na tą drugą, na swoją dziewczynę, która, zdaniem Drake’a i Pauline, lepiej bawiłaby się bez Iana.
    Był ciekaw, co takiego musiała o nim opowiadać, że ludzie doszli do takich wniosków i dzięki rudowłosej gadule miał się tego dowiedzieć. Stał, popijał colę i słuchał, przyglądając się wymianie zdań pomiędzy dwiema rudymi, choć zupełnie różnymi od siebie dziewczynami. Wiedział, że w tłumie nie zwróciłby uwagi na Pauline, za to bez wątpienia zwróciłby ją na Debbie, bo w przeciwieństwie do krzykliwej Pauline, Debbie mu pasowała, jak nikt inny.
    Tym natomiast, co mu nie pasowało, była sytuacja. Coraz bardziej pogmatwana.
    Obrócił głowę, kiedy Pauline zawołała Drake’a. Wraz z pozostałymi znajomymi, zmierzał w dół zejściem na plażę, tym samym, które on i Debbie ledwo zdążyli opuścić. Zawiesił wzrok na ciemnoskórym mężczyźnie, ale kiedy Grayson się odezwała, to na nią popatrzył.
    — Może Drake też jest już naćpany? — rzucił, odnajdując w sobie te pokłady złośliwości, które przy Debbie pozostawały głęboko pogrzebane. Nie bez powodu jednak podobno najlepszą obroną był atak, prawda?
    Przechodząc obok nich, Drake jedynie obrzucił zarówno jedno, jak i drugie pogardliwym spojrzeniem, za to jego kumple, którzy wcześniej cicho między sobą rozmawiali, teraz zarechotali zgodnie i znacząco. Idące za nimi dziewczyny zupełnie zwyczajnie skinęły Debbie, jedna z nich na dłużej zatrzymała na Ianie zaciekawione spojrzenie. Tym Ianie. Hunt ewidentnie był tutaj tym Ianem, o którym Debbie musiała opowiadać, a teraz opowieści te należało zestawić z rzeczywistością.
    — Pójdziemy przywitać się z Tonyą? — zaproponował cicho, kiedy znowu na moment zostali sami, za świadka wydarzeń mając tylko cichego Kananiego.
    Tonya była tutaj jedyną osobą, którą Ian znał. Widział, że kręciła się pomiędzy ludźmi z tym charakterystycznym drygiem organizatora imprezy, bo mimo, że teoretycznie nie musiała się o nic martwić, bo impreza pozostawała obstawione przez nieliczną obsługę hotelu, to mimo wszystko sprawdzała, czy nikomu niczego nie brakuje. I być może Tonya, jako pierwsza, nie miała dziwić się temu, że Ian dotarł na miejsce.

    IAN HUNT 🤔

    OdpowiedzUsuń
  16. Ian, kiedy chciał, potrafił wkurwiać ludzi i to w zasadzie od niechcenia. Debbie nie znała go od tej strony – strony, która była charakterystyczna dla Iana-dilera, ponieważ Ian-diler musiał wykazywać się rozmaitymi umiejętnościami, a tych mu nie brakowało, bo przecież w branży radził sobie wyśmienicie. Stąd miał gotową odpowiedź na pytanie Debbie i to na długo przed tym, nim ta choćby pomyślała, żeby je zadać.
    — Tak się składa, że doskonale odnajduję się między naćpanymi ludźmi — rzucił to mimochodem, w międzyczasie posyłając czarujący uśmiech przechodzącej obok parze, kolejnym gościom sylwestrowej imprezy na plaży i byłby poklepał się po kieszeniach, w wymownym geście chcąc sprawdzić, czy przypadkiem nie ma przy sobie niczego do opchnięcia, gdyby nie to, że w prawej dłoni cały czas trzymał szklaneczkę z colą, a lewą zdążył schować do jednej z kieszeni jasnych i przewiewnych spodenek.
    Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się, że w nerwach wchodził w rolę, której tego wieczora nie powinien grać. Bo owszem, był zdenerwowany. Może nie wkurwiony, ale jeśli sytuacja miała nadal rozwijać się w tym kierunku, a wiele wskazywało na to, że miała, to pewnie w końcu także miał się wkurwić.
    I pomyśleć, że zaczęło się tak miło, bo przecież miłym było to, że Debbie dołączyła do niego pod prysznicem. To wszystko inne potoczyło się nie tak, począwszy od tego, że Ian nie przyleciał na Hawaje razem z Debbie, od razu po świętach i później, że nie doleciał do niej w umówionym terminie, a z jednodniowym opóźnieniem. Kiedy natomiast nadarzyła im się okazja do rozmowy, nawet takiej nieudolnej, ale której ewidentnie potrzebowali i mieli na nią czas po niespodziewanie zakończonym prysznicu, do pokoju Debbie wtargnął Drake.
    Idąc po nitce do kłębka, stali teraz przy mobilnym barze i zdawało się, że nie mieli dla siebie niczego miłego. Ian nie chciał wierzyć obcym ludziom. Bardzo starał się tego nie robić i tak, nie wiedział, jak wyglądały minione dni na Hawajach, jednak nie potrafił nie być zaniepokojonym po tym, czego był świadkiem. Bo gdyby obrócić tę sytuację, Debbie by potrafiła?
    Być może powinni zostać dłużej w hotelowym pokoju i porozmawiać, bo czasu na pytanie rzeczywiście nie było. Ian co prawda zaczął otwierać usta, kiedy ruszyli w kierunku wypatrzonej uprzednio Tonyi, jednak ta dostrzegła ich na tyle szybko i wyszła im naprzeciw, że Hunt nie zdążył choćby zagaić o to, dlaczego w takim razie Drake i Pauline tak dziwnie się zachowywali?
    Na szczęście współlokatorka Grayson nie była naćpana. Ian musiał pochylić głowę i tułów, żeby ciemnowłosa dziewczyna swobodnie nałożyła na jego szyję lei. Kiedy się prostował, posłał jej lekki, zupełnie zwyczajny uśmiech, w którym nie trzeba było szukać ukrytego znaczenia.
    — Tak? — rzucił i zerknął na Debbie, bo Tonya jako pierwsza zwróciła uwagę na coś innego, niż Drake i Pauline. Tonya była też jedyną osobą, którą Ian tutaj znał i choć współlokatorka Debbie wydawała się lekkoduchem, nie można było jej odmówić, że zawsze mówiła szczerze, najczęściej także prosto z mostu, nie przebierając w słowach. Jeśli jednak Ian liczył na to, że Makani choć na kilka minut zostanie buforem pomiędzy nim, a Debbie, to się przeliczył. Po tym, jak wymieniła dostępne atrakcje, Ianowi pozostało tylko odprowadzić ją wzrokiem.
    On i Debbie stali obok siebie, a Ian, choć może po jego zachowaniu można było wnioskować inaczej, nie chciał, aby ten wieczór był doszczętnie spierdolony. Dlatego wyjął lewą rękę z kieszeni i delikatnie przytrzymał Debbie za łokieć w dziwnym przeświadczeniu, że za chwilę ta mogłaby mu gdzieś uciec.
    — Dlaczego Drake i Pauline tak się zachowują? — zapytał więc, skoro miał pytać, nachyliwszy się lekko ku Grayson, tak żeby ta mogła usłyszeć go swobodnie mimo panującego wokół gwaru. Patrzył przy tym przed siebie, na kręcących się wokół ludzi i nawet gdzieś w tłumie mignęły mu rude, sięgające pasa włosy.

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasem jednak Ian odnosił wrażenie, że Debbie zapominała, z kim się wiązała. Jak chociażby wtedy, kiedy czekała na niego na klatce schodowej, pod drzwiami jego mieszkania, bo on rozmawiał z Zanem. A rozmawiał z nim właśnie o tym, że był dilerem i że chciał przestać handlować. Na wieść o tym, dlaczego Ian kazał jej na siebie czekać, zareagowała w niezrozumiały dla niego sposób, jakby dopiero dotarło do niej, z czym tak naprawdę wiązało się zajęcie Hunta, a w związku z jego przylotem na Hawaje wydawała się być tym zaskoczona po raz drugi. Ian przecież nie robił tego na złość Debbie, nie kierował się samolubnym kaprysem, przeciwnie. Stawał na głowie, żeby dotrzeć na Hawaje i miał stanąć na głowie, żeby móc być z Debbie. I to nie miało być proste, nigdy nie było, z czego oboje zdawali sobie sprawę od samego początku. Bo zdawali, prawda? I mimo tego, wybrali siebie.
    Westchnął, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Widział, że Debbie czuła się źle, zresztą tak samo czuł się on, a co gorsza, nie bardzo potrafił wskazać, co poszło nie tak. Niewątpliwie czara goryczy przebrała w momencie wtargnięcia Drake’a do pokoju Debbie, ale to była tylko ta jedna kropla, która ją przepełniła. Cała reszta… Począwszy od lutego, kiedy Ian i Debbie zaczęli się widywać, zdecydowanie miało co się w niej uzbierać.
    Ian nie rozglądałby się za innymi dziewczynami, żeby wypełnić lukę po Debbie, ale czy miał pewność, że Debbie zrobiłaby to samo? Jeśli Peter był błędem, to kim był Drake? Dlaczego dziwnym trafem to do Debbie przypierdalali się jacyś faceci? Ian z miłą chęcią dałby w mordę Drake’owi, ponieważ to był jedyny słuszny i uniwersalny język, jakim nauczono go się posługiwać, tak jak swego czasu dał w mordę Peterowi, ale podejrzewał, że nikt nie chciał, aby impreza sylwestrowa rozpoczęła się z aż tak głośnym hukiem.
    Dlatego stawał na głowie. Dlatego przytrzymał Debbie za łokieć i próbował czegokolwiek, choć miał wrażenie, że czego by nie powiedział i o co by nie zapytał, ten wieczór i tak będzie zjebany, bo nie mogli już cofnąć tego, co miało miejsce.
    — Nie. Nie uwierzyłbym — powiedział cicho, łapiąc się spojrzenia Debbie, bo to była jedyna słuszna rzecz, której mógł się teraz złapać. I tylko, dlaczego akurat teraz pomyślał o tym, że już raz Debbie kazała mu spierdalać…?
    Puścił jej łokieć, mając wolną dłoń, palcami ścisnął nasadę nosa i przymknął powieki, jednak nie trwał w tej pozie dłużej, niż kilka minut. Opuścił rękę, spojrzenie skupił ponownie na Debbie. Kochał ją i nie potrafił jej sobie odpuścić, choćby kazała mu spierdalać raz po raz.

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, Ian działał z myślą o bezpieczeństwie Debbie, jednak inaczej ubrałby to w słowa. Nie nazwałby tego spychaniem jej na drugi plan, a raczej trzymaniem jej z dala od tej gównianej części swojego życia, w której Grayson nie powinna się nurzać. Dlatego, że była policjantką. Dlatego, że chciała rozwijać swoją karierę w policji i dlatego, że jej ojciec został wystawiony przez brudnego glinę jakimś handlarzom. Ta gówniana część życia Iana, jego zdaniem, po prostu uwłaczała Debbie, a on nie chciał jej uwłaczać, bo może i świadomie została dziewczyną dilera, nie oznaczało to jednak, że musiała brać na swoje barki absolutnie wszystkiego, co było z tym związane.
    I tak, to była złośliwość losu, że na drodze Iana stanęła akurat Debbie, że zakochał się właśnie w niej. Jednak Grayson stała się dla Hunta kimś więcej, niż tylko jego dziewczyną. Stała się jego szansą na lepszą przyszłość. Jedyną taką, prawdziwą i w pełni namacalną, której nie chciał zmarnować. Dopiero Debbie pokazała mu, że można inaczej. Że on może inaczej, że w ogóle jest zdolny do tego inaczej, więc tym bardziej ją chronił. Odsuwał ją od tego, co mogło jej – im – zagrozić.
    To z kolei, jak długo Ian funkcjonował w społeczeństwie jako diler, mocno rzutowało na to, jak miał funkcjonować w nim jako zwykły chłopak. Dostrzegał to, szczególnie w towarzystwie Debbie, kiedy spędzali czas z jej znajomymi, bo podczas gdy dla Debbie impreza była po prostu imprezą, dla Iana była to okazja do zarobku. Tak jak dobrze radził sobie w sytuacjach jeden na jeden, tak w grupie miał pewną trudność z byciem tylko Ianem – z udawaniem, że jest zupełnie zwyczajny. I może dlatego te dwie sytuacje, najpierw z Drakiem, później z Pauline, wytrąciły go z równowagi bardziej, niż powinny. Bo nie były to zachowania, do których przywykł i z którymi obcował na co dzień, a stąd trudno było mu określić tak swoją, jak i rolę Debbie w tym wszystkim.
    Patrzył na Debbie, kiedy ta mu dziękowała. Patrzył, kiedy brała słomkę do ust i popijała drinka. Widział, że jej czekoladowe oczy się szkliły, przez co przez jego twarz przebiegł cień grymasu. Przecież mieli doskonale bawić się na Hawajach, a tymczasem żadne z nich nie bawiło się choćby dobrze.
    — Możemy. — Odruchowo przeniósł wzrok z twarzy Debbie na jej wyciągniętą ku niemu dłoń, ale zamiast ją ująć, objął Grayson ramieniem i nie tyle przyciągnął ją do siebie, a sam przysunął się bliżej niej. Pocałował ją w czoło, tuż przy linii włosów i już o nic nie pytając, poprowadził ją dalej, tam gdzie gromadziła się większość gości.
    Grupa zareagowała na ich widok dość neutralnie. Posłano im kilka zaciekawionych spojrzeń, raczej jednak ciekawych niż wścibskich. Ktoś przywitał się z Debbie, kto inny wyciągnął rękę także do Iana. Drake’a i jego kumpli, a także Pauline na razie nie było widać w pobliżu, za to Ian dostrzegł, że Angie i jej partner nadal wywijali na parkiecie, każde z drinkiem w dłoni i coś sprawiło, że uśmiechnął się pod nosem na ten widok. Czuł się trochę… staro pośród tych wszystkich młodych ludzi, w większości pewnie swoich równolatków, bo w zasadzie nie pamiętał, kiedy ostatnio tak po prostu wrzucił na luz.

    IAN HUNT 🩶

    OdpowiedzUsuń
  19. Związek z Ianem nie miał być typowy. Ian nie miał zabierać Debbie na randki, choć chciałby. Chciałby chodzić z nią do kina, chciałby zabierać ją do tanich knajpek i drogich restauracji. Chciałby móc wyskoczyć z nią na siłownię, wyjść pobiegać czy przejść się na spacer. I gdyby Debbie była przypadkową dziewczyną, jedną z tych, z którymi kiedyś się spotykał, to mógłby to robić, bo wtedy miał wyjebane.
    Debbie jednak nie była przypadkową dziewczyną i Ian bynajmniej nie miał wyjebane, przeciwnie, było mu bardzo daleko od wyjebania.
    Zależało mu, a jak zdążył się przekonać, mimo że Nowy Jork był ogromny, wcale nie trudno było mu wpaść na mieście na kogoś znajomego. Napatoczyli się przecież na Chucka w kinie samochodowym, właśnie podczas jednej z nielicznych randek, na jakich mieli okazję być. Później, gdzieś na mieście wypatrzył ich Zane, przy okazji w ten sposób dowiadując się o Debbie. I o ile Hunt nie martwił się o bezpieczeństwo Grayson, jeśli chodziło o Chucka i Zane’a, o tyle miał podstawy, aby martwić się o nie, gdyby napatoczył się na nich ktoś inny. Ktoś, komu Ian zalazł za skórę lub komu przeszkadzał, nawet nie z konkretnego powodu, a ot tak. I to nie tyle nawet, że takich ludzi było dużo, bo Ian mimo wszystko starał się nie pakować w zagmatwane sytuacje i sprawy – ta, która opóźniła jego przylot na Hawaje, była taką pierwszą – ale będąc dilerem, musiał brać pod uwagę każdą ewentualność. Tym bardziej, że Debbie była policjantką. Zobaczywszy ich razem, łatwo było dorobić do tego historię, która mogłaby stać się wymówką do skrzywdzenia jednego bądź drugiego.
    Zatem czy Debbie cierpiała, czy była spychana przez Iana na drugi plan przez to, że była dla niego ważna? Tak, pewnie tak. To było pokręcone, ale dokładnie tak było. I nie miało się to zmienić, póki Ian nie będzie miał pewności, że Debbie nic nie grozi. Co jednak, jeśli nigdy nie miał jej mieć?
    Sam po cichu i nieśmiało liczył na to, że na Hawajach będzie inaczej. Dlatego, że nikt go tutaj nie znał i nie wiedział, czym zajmował się na co dzień. Mógł zostawić łatkę dilera w Nowym Jork, jednak zdawało się, że to już nie była tylko łatka, a element, który na dobre zrósł się ze skórą Iana i teraz, po tym, co zrobił Drake i co zrobiła Pauline, ta skóra cholernie go swędziała, a on miał wrażenie, że nie może się podrapać.
    Mocniej objął Debbie, kiedy ta przylgnęła do jego boku. Ich ciała często mówiły za nich, często też przecząc słowom, które padały. Bo choć Ian i Debbie czasem nie potrafili się dogadać, i czasem zdawało się, że są przeciwko sobie, to tak naprawdę nieustannie szukali siebie nawzajem. Miejsce Iana było przy Debbie, tylko tam.
    — Zatańczymy — powtórzył za Debbie, jednak bez tego znaku zapytania wybrzmiewającego w ostatniej głosce. Odstawił szklankę z resztką coli na wysoki stolik, w ślad za Grayson, a potem już uśmiechał się do niej lekko, kiedy prowadziła go na parkiet, idąc tyłem, ale przodem do niego.
    Na ich widok Angie zareagowała z entuzjazmem, bo do tej pory ten wydzielony kawałek przestrzeni zajmowała tylko ona, Greg i trzy inne dziewczyny, w tym te dwie bliźniaczki, które Ian wypatrzył wcześniej. Reszta korzystała z dostępnych atrakcji. Część osób zajmowała leżaki, kilku chłopaków ustawiało mecz siatkówki plażowej, choć chyba nigdzie nie potrafili znaleźć siatki. To wszystko działo się jednak gdzieś obok, bo Ian patrzył tylko na Debbie. I przyszło mu na myśl, że chyba jeszcze nie mieli okazji razem tańczyć.
    Wykorzystał to, że Debbie trzymała go za rękę, uniósł ich splecione ze sobą dłonie i zakręcił nią z wyczuciem, by następnie wykorzystać ten obrót do przyciągnięcia rudej do siebie. Pokierował jej ręce na swój kark, sam oparł dłonie na jej biodrach i zakołysał ich ciałami w rytm skocznej, ale niespiesznej melodii.
    — Tęskniłem — powiedział cicho, nie na tyle cicho jednak, by Debbie nie mogła go usłyszeć. Patrzył w te jej brązowe oczy i czuł, że serce mocniej bije mu w piersi. Może jednak miało im się udać skorzystać z tego, że byli na Hawajach?

    IAN HUNT 💞

    OdpowiedzUsuń
  20. Musieli nauczyć się funkcjonować zarówno w parze, jak i jako ta para w społeczeństwie, a nie mieli ku temu zbyt wielu okazji i pewnie nie mieli mieć ich więcej, póki Ian nie miał znacząco rozluźnić swoich powiązań z nowojorskim półświatkiem. Stąd, kiedy inne osoby w związkach mogły uczyć się siebie nawzajem w zasadzie dowoli, oni pozostawali mocno ograniczeni, choć to też nie tak, że nie uczyli się wcale. Próbowali i starali się, na tyle, na ile mogli sobie pozwolić i na tyle, na ile byli gotowi.
    Hawaje mogły być dobrą okazja do tej nauki, choć już na dzień dobry dostali lekcję tak ostrą, że nic dziwnego, iż się zniechęcili, choć nie tak mocno, by odpuścić. Trzymali się siebie, wręcz kurczowo, bo żadne z nich nie odwróciło się na pięcie i nie poszło w swoją stronę, choć może jedno i drugie momentami miało na to ochotę.
    Bo nawet, kiedy było między nimi źle, było to wciąż na tyle dobrze, że Ian nie chciał odsuwać się od Debbie.
    Dlatego znaleźli się razem na parkiecie, pośród innych tańczących, jednak zainteresowani wyłącznie sobą. Patrząc na Debbie, na to, jak się uśmiechała i okręcała wokół własnej osi, Ian poniekąd nie mógł dziwić się Drake’owi, że ten chciał, aby Debbie tak samo uśmiechała się do niego. Ten jej uśmiech potrafił czarować. Potrafił powodować gdzieś we wnętrzu Iana to słodkie poruszenie, które powodowało, że miękł i że całkowicie poddawał się Debbie.
    — Hej — odpowiedział cicho, znowu powtarzając dokładnie to, co powiedziała Debbie i zapatrzył się na nią z wysokości dzielących ich, niecałych dwudziestu centymetrów. Była śliczna. I była jego, tylko jego. Drake powinien spierdalać i dokładnie to zamierzał powiedzieć mu Ian, gdyby ten zamierzał wyskoczyć z czymś jeszcze. W zasadzie, powinien powiedzieć mu to od razu, jeszcze w pokoju hotelowym, ale… jako ten, który dotarł spóźniony, nie chciał od razu wprowadzać ciężkiej atmosfery pośród znajomych Tonyi. A wiele przemawiało za tym, że może jednak powinien.
    — To dobrze — rzucił z nieukrywanym zadowoleniem, dobrze widocznym w jego uśmiechu. Mówił o tym w kontekście ostatnich wydarzeń, dlatego po chwili zreflektował się. — Choć wolałbym, żebyś nie musiała tęsknić.
    Przytknął czoło do czoła Debbie, lekko trącił nosem jej nos. Zupełnie ignorował to, co działo się wokół nich, nawet nie bardzo słyszał płynącą z rozstawionych przy parkiecie głośników muzykę, choć piosenka chyba zdążyła się zmienić. Ważniejsze było to, że Debbie była blisko, że czuł jej zapach i ciepło jej ciała, ciężar jej dłoni na swoim karku. To niby było nic, ale dla niego to było wszystko.
    Rzeczywistość jednak musiała upomnieć się o siebie.
    — Wystarczy! Wszyscy jesteśmy na to za trzeźwi! — Angie znalazła się przy nich nie wiedzieć, kiedy. Ze śmiechem odciągnęła Debbie od Iana, po czym już ich oboje - bo także Hunta zdążyła złapać za przegub - zaciągnęła do tworzącego się, niedużego kółeczka. Ian miał ochotę zaprotestować, ale nie zrobił tego. Taka była już kolej rzeczy na imprezie. Wzruszywszy ramionami, posłał Debbie rozbawione spojrzenie. Chyba jednak będą zmuszeni zrobić z pokoju hotelowego tę bezpieczną przystań, a chociaż jej namiastkę.

    IAN HUNT 🩷

    OdpowiedzUsuń