27. Police Officer - NYPD - 77th Precinct
Deborah Violette Grayson, 10.02.1999. Master of Public Administration.
Początkująca policjantka, świeżo po Akademii.
Córka zmarłego w akcji funkcjonariusza DEA.
Starszy brat – prokurator z traumą, młodsza siostra – bezrobotna z depresją.
Matka z nieskończonymi pokładami ciepła i nieustanną żałobą.
Najidealniejsza ✨
OdpowiedzUsuńIan zdawał sobie sprawę z tego, że zdołał spierdolić nawet coś tak prostego, jak pojawienie się na Hawajach na czas. Co prawda miał na to dobre usprawiedliwienie, ale nie tego chciał dla Debbie – nie chciał usprawiedliwiać się przed nią za każdym, pierdolonym razem. Debbie zasługiwała na to, żeby pojawiał się na czas. Debbie zasługiwała na to, co najlepsze i choć powiedziała, że to wcale nie było za wiele, Ian nie był najlepszym, co mogło ją spotkać. Może w innym życiu, ale nie w tym, w którym był dilerem, a teraz to, że nim był, rzutowało na ich relację mocniej, niż kiedykolwiek przedtem. Idąc tym tokiem rozumowania, Ian powinien się wycofać – powinien umożliwić Debbie dostanie tego, co najlepsze, od kogoś, kto mógł jej to dać bez najmniejszego wysiłku. Ale nawet tego nie potrafił, a raczej – także to spierdolił, bo nie zamierzał się wycofywać. Nie zrobił tego na samym początku, kiedy jeszcze był na to czas, więc tym bardziej nie miał zrobić tego teraz, kiedy Debbie nie tylko stała się centrum jego świata, ale stała się całym jego światem.
OdpowiedzUsuńOparł się o ściankę prysznica, zakładając dłonie za plecy, kiedy Debbie weszła w głąb łazienki i wyżej uniósł brwi, kiedy rękoma sięgnęła do krawędzi białej koszulki. Uśmiech widoczny na jego twarzy nieco przygasł, ale tylko dlatego, że ustąpił zaskoczeniu, które postępowało w miarę tego, jak stojąca pośrodku łazienki Grayson pozbywała się kolejnych elementów garderoby. Podążył wzrokiem na szortami zsuwającymi się z jej ud, obserwował, jak Debbie wychodzi z opadłych na podłogę spodenek i postępuje kilka kroków w stronę prysznica. W jego stronę.
— Pewnie, że musisz zmyć z siebie sól — zgodził się, wracając spojrzeniem do jej twarzy i wyjąwszy prawą rękę zza pleców, wyciągnął ją w stronę Debbie, w geście bliźniaczo podobnym do tego, który przed paroma miesiącami sprezentował jej w sypialni, w jego mieszkaniu. Tym razem jednak nie powiedział, żeby do niego przyszła. Czekał, z wyciągniętą ręką, a strumień z deszczownicy lekko obmywał bok jego ciała.
Mogli porozmawiać później. Raczej nie miało ich to ominąć, Ian mimo wszystko chciał się usprawiedliwić przed Debbie, ale bardziej niż to, chciał ją poczuć blisko siebie. Chciał poczuć, że było dobrze, nawet wtedy, kiedy było źle i że to źle tyczyło się tego, co dookoła, ale nie bezpośrednio ich. Potrzebował teraz Debbie i potrzebował przekonać się, że to wciąż nie było za wiele, dopiero wtedy, po tym, mógł zacząć się usprawiedliwiać i tłumaczyć, mógł zacząć przepraszać.
Zauważył, że Debbie się opaliła. Oderwał przecież wzrok od jej twarzy, na której widać było więcej piegów i przesunął nim po jej sylwetce, powoli zmierzając w dół. Przez to, że strój był zabudowany, skutecznie krył przed jego wzrokiem te jaśniejsze fragmenty skóry, jednak Ian nie potrzebował dostrzec wyraźnego kontrastu, by zauważyć, że przez tych kilka dni Debbie złapała sporo słońca. Do twarzy jej było z opalenizną, z piegami i rudymi kosmykami, teraz wilgotnymi i kręcącymi się samoistnie od wspomnianej soli. Debbie była śliczna i nie było co dziwić się temu, że kumple Tonyi każdego wieczora odprowadzali ją do pokoju, o czym Ian być może miał się dowiedzieć, zyskując jedyną i niepowtarzalną okazje do wytłumaczenia im, że Debbie już nie będzie potrzebować żadnego odprowadzania.
IAN HUNT 🩶
Emma nie była trudna, ani skomplikowana, jej cichy tryb bycia, spłoszone spojrzenie, zimne i drżące dłonie mówiły za siebie i mówiły wymownie nazbyt wiele o tej kobiecie, ale żeby ją zrozumieć, należało ją lepiej poznać. I w tym pojawiał się szkopuł, bo skryta i nieśmiała, częściej milczała, niż mówiła, odsuwała się, trzymała gardę, chowała w swoich własnych sekretach. Była dzikusem. Była introwertykiem tak do przesady i to sprawiało, że zamykała się nie tyle w swojej własnej bańce, co w ogóle przed wszystkim i wszystkimi. Ludzie nie byli aż tak cierpliwi i tak wyrozumiali, by w końcu przeczekać jej ucieczki, by trwać obok, by w końcu otrzymać szansę, aby się zbliżyć. Ludzie się spieszyli, byli niecierpliwi i prędzej sami odchodzili, niż mieliby wytrwać i dowiedzieć się, jaka Emma w ogóle jest. A ona nie miała im tego za złe. Właściwie nie mogła mieć do nikogo o to pretensji, bo rozumiała i siebie i tych ludzi wokół
OdpowiedzUsuńWhite podniosła głowę, spojrzała na Debbie, jakby próbując odczytać, co tak naprawdę kryje się za tym jej cichym, troskliwym gestem, za tą propozycją której chyba nie spodziewała się żadna z nich. Spojrzenie dziewczyny na chwilę się zawiesiło na drobnej twarzy niepozornej policjantki, a potem powoli uśmiechnęła się nieśmiało, choć w oczach wciąż tlił się cień niepewności. Ta ruda była obca, ale niezwykle serdeczna, nawet jeśli wydawała się jak każdy w mundurze trochę groźna.
Kiwnęła w końcu głową na znak zgody. Zrobiło jej się miło, bardzo miło, bo w istocie szkoda byłoby magdalenek dla gąb, ktore tego nie docenią. Poza tym skoro ta dziewczyna znała Louisa, to na pewno było lepiej podzielić sie wypiekami z nią, niż je wywalić.
— To miłe z twojej strony — przyznała cicho, odwracając wzrok na chwilę znów w dół na swoje blade palce, jakby rozważając jeszcze, czy powinna się zgodzić. — Nie wiem, czy zasługuję na takie towarzystwo, ale… chętnie skorzystam — dodała i cofnęła się bliżej ściany, by w końcu przysiąść na jednym z szeregu krzeseł.
Miała zamiar tu poczekać i nie przeszkadzać. I może zbierze się, aby wysłać wiadomość do starszego Hunta, bo przecież takie niespodzianki nie do końca były w jej stylu i wolałaby uniknąć plotek i zamieszania.
— Nie spiesz się — dodała miękko, łagodniej, jakby zależało jej, aby kobieta nie czuła żadnej presji. Nie o to przecież chodziło, a kawa na pewno będzie smakować lepiej, kiedy nie będą się spieszyć i niecierpliwić.
Dzięki, Ty też tutaj stworzyłaś cudeńko! *-*
Emka 🌼
Zauważył, że Debbie nie mówiła przy nim tak wiele, jak na początku ich znajomości, jakby zaraził ją tą swoją małomównością. Nie przeszkadzało mu to, tak jak nie przeszkadzało mu, kiedy Debbie mówiła. Kiedy opowiadała o swoim dniu, oględnie wspominając o pracy po to tylko, by z najdrobniejszymi szczegółami opisać mu poranną sytuację w metrze, która akurat zwróciła jej uwagę. Słuchał jej, uśmiechając się pod nosem zarówno do Debbie, jak i do siebie. Lubił jej słuchać, lubił z nią milczeć, lubił robić z Debbie wszystko, co tylko mogli robić razem, bo kiedy byli razem, to, co na około, przestawało istnieć i Ian poniekąd żałował, że nie mogło przestać istnieć na zawsze.
OdpowiedzUsuńZ tym, co na około, musieli sobie poradzić. Przede wszystkim musiał poradzić sobie z tym Ian i czuł, że musi zrobić to sam. Nie chciał wciągać Debbie w tę część swojego życia, która była zła, nie głębiej, niż wciągnął ją dotychczas i przez to, w przeciągu kilku ostatnich tygodni, odsunął ją od siebie, bo sam znalazł się głębiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Tak jakby los, który był wobec Iana i Debbie złośliwy, postanowił pokazać, że to jeszcze nic i że potrafi być złośliwy o wiele bardziej.
Ta złośliwość miała jednak swoje granice, bo Hunt dotarł na Hawaje, stał pod prysznicem w pokoju Grayson i wyciągał do niej rękę. Nie musiał długo czekać, żeby Grayson tę jego rękę ujęła, zaciskając palce na jego dłoni i żeby wciągnęła go głębiej w zabudowaną kabinę, wprost pod strumień letniej wody lecący z deszczownicy, na co jej ciało zareagowało gęsią skórką. Jej skóra musiała być nagrzana od słońca, zresztą Debbie pachniała tym ciepłem, piaskiem i wspomnianą solą, co Ian poczuł, kiedy tylko znalazła się blisko, zniwelowawszy zupełnie dzielącą ich przestrzeń. Uśmiechnął się przez to lekko, znowu trochę do siebie, a trochę do Debbie i odetchnął głębiej, z ulgą, której wcale nie ukrywał.
Oczywiście, że miał pomóc Debbie. I oczywiście, że nie miał odpowiedzieć na to jej pytanie, bo odpowiedź była zbędna. Zamiast mówić, pochwycił spojrzenie rudej i sięgnął dłońmi do jej pleców. Patrząc w brązowe oczy, póki Debbie nie pochyliła głowy, by pocałować go w obojczyk, rozwiązał sznurek góry bikini, bo to, choć było mocniej zabudowane, nadal nie posiadało zapięć, które stanowiłyby ciut trudniejszą do pokonania przeszkodę, niż zwykła kokardka. Pozbywszy się tej części kostiumu, którą rzucił gdzieś za siebie, na podłogę łazienki, zsunął majtki kostiumu na tyle nisko, że kiedy je puścił, te same opadły aż do kostek Grayson. Musiał się przy tym pochylić, co wykorzystał na pocałowanie Debbie w zagłębienie szyi i ramię, a po czym skrzywił się lekko i cicho mlasnął ustami.
— Krem do opalania — skomentował z niezadowoleniem, po czym oblizał najpierw górną, a potem dolną wargę, marszcząc przy tym brwi, co teoretycznie miało pomóc, a tylko pogorszyło sytuację. Czuł pod dłońmi tłusty film pozostający na skórze Debbie, ale jakoś tak nie pomyślał, że poczuje go także na ustach, a finalnie w buzi, bo przecież to nie był moment na logiczne rozmyślania, prawda?
IAN HUNT 🩶
Prosto było zostawić za sobą to, co w Nowym Jorku, kiedy Debbie była blisko i bez znaczenia pozostawało to, że znajdowali się na Hawajach, bo ta kabina prysznicowa, którą teraz oblegali, równie dobrze mogłaby być kabiną prysznicową w nowojorskim mieszkaniu Iana. To obecność Debbie sprawiała, że świat Iana, na co dzień nie tak znowu mały, kurczył się do rozmiaru obejmującego wyłącznie Grayson, a przez ostatnie tygodnie Ian zdążył poniekąd odzwyczaić się od tego, jak przyjemne było to uczucie. Widywali się przecież zdecydowanie rzadziej, a od świąt, począwszy do dnia dzisiejszego nie widzieli się wcale i niby nie było to wiele czasu, jednak świadomość, że Ian nie może wsiąść w Cadillaca i w przeciągu godziny znaleźć się u Debbie, bo ta znajdowała się osiem tysięcy kilometrów dalej, uwierała go jak kamyk w bucie, którego nie miało się możliwości wytrząsnąć.
OdpowiedzUsuńStąd Ian był wdzięczny, że Debbie nie była zła ani zawiedziona, że zamiast tego dołączyła do niego i pozwoliła mu ściągnąć z siebie strój kąpielowy, bo on też się stęsknił. Stęsknił się za Debbie i za tym komfortem, który mu dawała, a który zaczął odczuwać już w momencie, w którym ją zobaczył. Teraz, kiedy Debbie się śmiała, zaśmiał się także Ian, cicho i krótko, jak to on, mimo że rzeczywiście nie było mu do śmiechu, bo wciąż czuł w ustach chemiczny, gorzkawy posmak kremu z filtrem.
Niemniej Debbie prędko zapewniła mu inne, o wiele przyjemniejsze wrażenia sensoryczne, bo kiedy uwiesiła się na jego karku i przylgnęła do niego całym ciałem, wzdłuż kręgosłupa Iana spłynął przyjemny, rozkoszny wręcz dreszcz. Odpowiedział na ruch Grayson, od razu obejmując ją ramionami i jednocześnie oparł się plecami o wykafelkowaną ściankę, dzięki czemu Debbie miało być jeszcze wygodniej opierać na nim ciężar rozgrzanego słońcem ciała.
— Może przy okazji — stwierdził, nim jeszcze Debbie sięgnęła jego ust. Patrzył na nią z wysokości niecałych, dzielących ich dwudziestu centymetrów i uśmiechał się do niej, tym uśmiechem, który tylko ona widywała. Miękkim i czułym, przydającym Huntowi tej chłopięcości, która ginęła gdzieś na co dzień.
Taki sam był ten pocałunek, który wymienili. Miękki i czuły. Ian mocniej owinął lewą rękę wokół tali Debbie, ciasno przyciskając ją do siebie. W miejscach, w których stykała się ich skóra, a stykała się na zadowalająco dużej powierzchni, czuł zarówno ostre drobinki piasku, jak i tłusty film z tego nieszczęsnego kremu do opalania, ale w żaden sposób mu to nie przeszkadzało, już nie. Prawdą dłonią sięgnął policzka Debbie, kciukiem przesunął po jej skórze i pogłębił pocałunek, który mimo tego, nie stracił na żadnej z wcześniej nadanych mu cech.
W głowie Iana była już tylko Debbie. Nie mogło być inaczej, kiedy otaczał go jej zapach i ciepło ciała. Tak jak wszystko inne, co robił z Debbie, tak Ian lubił to, że przy niej się wyłączał; że jedynym, co go interesowało i obchodziło, była ona. Przychodziło mu to bez wysiłku, w zasadzie bez udziału jego woli. Działo się samo, jak wszystko to, co działo się między nimi od samego początku.
Miło było móc całować Debbie. Wręcz cholernie dobrze. Dlatego Ian poprzestał tylko na tym. Nie wodził dłońmi po jej ciele, choć miał do tego dobrą okazję i przecież miał zmyć z jej skóry krem z filtrem, ale jak sam stwierdził, miało to mieć miejsce przy okazji. Póki co, bardziej zainteresowany był trzymaniem Debbie przy sobie, z lewą ręką owiniętą wokół jej ciała, z prawą dłonią przy jej twarzy, jakby w ten sposób pilnował, by Debbie nie wpadła na pomysł odsuwania się od niego, bo w tym momencie to byłby bardzo, ale to bardzo zły pomysł.
IAN HUNT 🩶
[ Hej!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że tak będzie i zagrzejemy tu cieplusie miejsce na długo! :D
Kurde, ja bardzo chętnie na wątek! Powiedz mi, brakuje ci u kogoś wątków? Chętnie nad czymś fajnym (i hope so) pomyślę! ]
Nathaniel
[Hej! Cieszę się, że Tonya się podoba i oczywiście liczę na wąteczek <3 Grzecznie czekam, aż znajdziesz dla nas chwilkę!]
OdpowiedzUsuńTonya
Oczywiście, że Ian mógłby tak w nieskończoność. Nigdy nie miał zdołać nacieszyć się Debbie, nasycić się nią, tak by móc powiedzieć dość, wystarczy. Podobne słowa nie miały paść z jego ust, ani myśli pojawić się w głowie, bo zawsze miało mu być mało Debbie. Dlatego, jeśli chodziło o niego, tych kilka dni na Hawajach z powodzeniem mogliby spędzić w pokoju hotelowym, pod tym konkretnie prysznicem, bo kiedy Debbie była blisko, Ian nie miał potrzeby ruszać się gdziekolwiek indziej, w jakimkolwiek celu.
OdpowiedzUsuńStąd wiadomym było, że przyleci. Wcześniej bądź później, ale przyleci, choćby miało okazać się, że nie będzie miał dokąd wracać, bo nie wiedział, jak pod jego nieobecność potoczą się sprawy w Nowym Jorku. Nie wydawało mu się, by mogło wydarzyć się coś, co uniemożliwiłoby mu powrót, bo gra, w którą wciągnął go Ortega, toczyła się w leniwym tempie i każdy z graczy miał dość czasu na ruch, jednakże nie mógł mieć stuprocentowej pewności – nigdy, w niczym jej nie miał.
O ile myślał o tym jeszcze na płycie lotniska, wspinając się po trzeszczących pod ciężarem jego ciała schodach do samolotu, o tyle teraz nie zaprzątał sobie tym głowy. Zamiast tego, całował Debbie i było to stokroć lepsze, niż wszystko inne razem wzięte. Całował ją spokojnie, miękko, odpowiadając na jej pocałunki, jakby wymieniali się najcenniejszą walutą, choć stopniowo zaczynali gubić ten spokój, jakby mieli za sobą tę część, która stanowiła powitanie po tygodniu rozłąki.
Kącik jego ust drgnął, kiedy Debbie przygryzła jego dolną wargę. Spojrzał na nią z góry, bo nawet kiedy Grayson wspinała się na palce, wciąż miał nad nią przewagę tych kilku centymetrów i pochwycił jej spojrzenie, kurczowo łapiąc się jej brązowych tęczówek. Przytrzymał ją mocniej, kiedy się odchylała, a jego prawa dłoń zsunęła się z jej policzka na bok szyi.
To, co powiedziała Debbie, było miłe. Nawet bardzo miłe i Ian uśmiechnął się odruchowo, ani tego uśmiechu nie powstrzymując, ani nie poszerzając go świadomie, kiedy już zdał sobie sprawę z tego, że się uśmiecha. Skłonił głowę ku jej dłoni, mocniej na nią napierając, kiedy poczuł na policzku jej palce i odetchnął głębiej.
Może i by coś powiedział, ale nie zdążył, bo kiedy zaczął otwierać usta, Debbie pisnęła i niemalże jednocześnie oderwała się od niego, oskakując jak oparzona. Z tym że nic Debbie nie parzyło, przeciwnie. Także Ian poczuł na ciele lodowato zimne strugi, przez co momentalnie odepchnął się od ścianki. Wtedy Grayson zaczęła tracić równowagę. Ręce Iana momentalnie wystrzeliły w jej kierunku. Chciał ją złapać i przytrzymać, ale jego palce zacisnęły się w powietrzu, nie chwyciwszy niczego. Debbie nie upadła jednak, zdążyła uwiesić się na baterii.
Była bezpieczna, nie miała rozbić sobie głowy o kafelki.
Kilka uderzeń serca zajęło Ianowi zrozumienie tego. Uderzeń szybkich i nierównych, wręcz chaotycznych, jakby serce pozazdrościło jego rękom i także rwało się do Debbie, przestraszone, chcąc jej pomóc. Hunt otrząsnął się pierwszy i wciąż z tym dudniącym w piersi sercem, wyciągnął rękę i zakręcił wodę, przez co kryzys został zażegnany.
Tylko dlatego, że Debbie nic nie groziło, ani nic jej się nie stało, Ian pozwolił sobie na uśmiech. Najpierw lekki i nieśmiały, jakby badał grunt, potem coraz szerszy, aż wreszcie zaczął się śmiać i robił to nadal, ale cicho, kiedy rękoma sięgnął ku Debbie, by wyjąć ją z tego kąta kabiny, w który tak rozpaczliwie się wcisnęła. Wyglądała jak przestraszone zwierzątko, które ni w ząb nie rozumiało tego, co się wydarzyło i postanowiło zareagować w jedyny, rozsądny sposób – uciec. Z tym że w kabinie, za bardzo nie miała dokąd.
— No już — mruknął, wciąż śmiejąc się, kiedy przytrzymywana przez niego Debbie stanęła na środku kabiny. — Chyba dokończymy ten prysznic później, co?
IAN HUNT 🩶
Ian nawet nie zdążył się namydlić. W końcu, nim sięgnął po żel pod prysznic, okazało się, że będzie miał pod tym prysznicem znacznie lepsze rzeczy do roboty, niż zwyczajowe mycie. Tymczasem nagły chlust zimnej wody sprawił, że ani nic lepszego nie porobił, ani się nie umysł. Spływająca po jego ciele letnia woda, nim drastycznie zmieniła temperaturę, zdążyła odświeżyć go w znikomym stopniu, wystarczającym jednak do przetrwania do momentu, w którym będzie mógł się umyć, używszy do tego dedykowanego kosmetyku.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się szerzej, kiedy Debbie się do niego uśmiechnęła. Nawet pomyślał o tym, że powinien wystawić ją na balkon, żeby mogła się zagrzać, co nie stanowiłoby dla niego żadnego problemu. Na siłowni dźwigał dwakroć więcej, niż Grayson ważyła, więc przeniesienie jej z jednego punktu do drugiego nie byłoby dla niego żadnym wyzwaniem, choć sztangę mimo wszystko chwytało się pewniej i wygodniej, niż ludzkie ciało, bo żeby było my wygodnie nieść Debbie, musiałby nie tyle chwycić ją w talii, co przerzucić sobie przez ramię. Aczkolwiek, to też było do zrobienia.
Hunt nawet nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że myślał o podobnych głupotach i że myślenie o nich przy Debbie przychodziło mu bez najmniejszego wysiłku, a także okazywało się zaskakująco miłe. Nie pamiętał już, że jeszcze kilka godzin temu jego głowę zaprzątały zgoła inne myśli, wcale nie tak głupie, a na pewno nie przyjemne.
Teraz jego głowę zaprzątała wyłącznie Grayson. Szczególnie, kiedy złapała go za dłonie, uśmiechnęła się znowu i pocałowała go w policzek. Kurwa. Ian westchnął, popatrzył za wychodzącą z kabiny Debbie, a potem ku deszczownicy, z której skapywały pojedyncze kropelki. Zarówno ciepło warg Debbie na jego policzku, jak i widok, który mu zaprezentowała, przyczyniły się do tego, że Ian z powodzeniem mógłby pod ten zimny strumień wrócić.
Wziął od Debbie ręcznik i zaczął się wycierać, robiąc to o wiele bardziej niedbale, niż robiła to ona. Pukaniem do drzwi pokoju nie przejął się ani trochę, bo to mógł być ktokolwiek. Zerknął jedynie kontrolnie na Grayson, jakby upewniając się, że ta słyszy, iż ktoś się do niej dobija, po czym przewiesił zawilgocony ręcznik przez brzeg wanny i sięgnął po wcześniej przyniesioną do łazienki kosmetyczkę. Chciał jeszcze umyć zęby, w czym zimna woda miała przeszkadzać mu tylko trochę i z powodzeniem mógł zrobić to w czasie, w którym Debbie będzie rozmawiać ze swoim gościem. To miał być tylko jej gość, bo przecież jeszcze nikt nie wiedział, że Ian dotarł na miejsce, chyba że mama Tonyi komuś o tym powiedziała, choć zajęta przygotowaniami do wieczornej imprezy, raczej nie powinna mieć czasu na plotki.
Został w łazience, pochylony nad umywalką, kiedy Debbie wyszła. Podkradł jej pasty do zębów i zajął się szczotkowaniem, które przerwał natychmiast, kiedy do jego uszu doleciał męski głos. Znieruchomiał, ze szczoteczką w buzi, nasłuchując tego, co dzieje się w pokoju, a że gość Debs zachował się tak, jakby wcale nie był gościem, to Ian nie miał czasu na reakcję.
Mężczyzna zastał go w łazience, nagiego, wciąż pochylonego nad umywalką.
— My też nie mamy ciepłej wody — poinformował, spoglądając na nieznajomego, który po tym, jak gwałtownie pociągnął za drzwi łazienki, zatrzymał się w jej progu. Ian był przy tym na tyle uprzejmy, że wcześniej wyjął szczoteczkę z ust, aczkolwiek przez pianę powiedział to nieco niewyraźnie. Odwrócił głowę, wspomnianą pianą splunął do umywalki i ostentacyjnie wrócił do mycia zębów, choć palce dłoni, którą wspierał na krawędzi umywalki, lekko pobielały, gdy zacisnął je na tej krawędzi mocniej, niż było to konieczne do zwykłego podparcia się.
IAN HUNT 😑
Drake przyciągnął także spojrzenie Iana. Bynajmniej nie dlatego, że Ian choćby połowicznie lokował swoje zainteresowanie w mężczyznach, a dlatego, że Drake przystanął w progu łazienki, gotów z niej skorzystać, gdyby nie obecność Iana i wyłącznie na tej podstawie można by wyciągnąć dalece idące wnioski, czego Ian mimo wszystko nie chciał robić.
OdpowiedzUsuńWrócił więc do mycia zębów, tylko pozornie nie będąc zainteresowany reakcją Drake’a na swój widok. Kiedy ten się wycofał, zostawiając drzwi do łazienki nie tyle nawet niedomknięte, co szeroko rozwarte, Hunt ponownie wyjął szczoteczkę z ust i także prawą dłonią wsparł się o umywalkę, przez co szafeczka pod nią zatrzeszczała pod jego ciężarem.
Może było to małostkowe, ale oczywiście, że przestał myć te cholerne zęby tylko po to, żeby nie uronić ani słowa z rozmowy, która zaczęła toczyć się w pokoju. A rozmowa ta zaczęła się nader ciekawie, bo oskarżeniem czarnoskórego mężczyzny, rzuconym w stronę Debbie. Tym razem to Ian uniósł brwi, ale kiedy Drake zmienił ton, rzucił szczoteczkę do umywalki i byłby wyszedł z łazienki, gdyby nie to, że coś go powstrzymało. Jakiej ukłucie niepokoju i… żalu?
Miał nie przylatywać. Miał nie przylatywać? Nic takiego nie powiedział i jakby nie zarejestrował, że Debbie powiedziała Drake’owi dokładnie to samo, choć przecież końcówka ich rozmowy wciąż była dla niego doskonale słyszalna.
Odkręcił kran, zimną wodą opłukał dłonie, a potem dwukrotnie wypłukał usta i obmył szczoteczkę, którą następnie wrzucił do kubeczka, obok tkwiącej tam szczoteczki Debbie. Obrócił głowę w jej stronę, kiedy Debbie przystanęła w progu łazienki jak przed chwilą Drake, ale nie odezwał się. Rzuciwszy jej krótkie spojrzenie, obmył twarz lodowatą wodą, zakręcił kran i cofnąwszy się o dwa kroki, sięgnął po przewieszony przez brzeg wanny ręcznik.
Nie podobało mu się to, co przed minutą zaszło w pokoju Debs i choć nie uważał, by Debbie dała Drake’owi jakiekolwiek podstawy do takiego zachowania, nic nie mógł poradzić na to, że poczuł się zmieszany. Jego największym kłopotem w relacji z Debbie było to, że czuł przy niej więcej, niż kiedykolwiek wcześniej i nie stanowiło to problemu wtedy, kiedy doświadczał emocji pozytywnych, nawet jeśli nie potrafił ich nazwać, bo nawet nienazwane, te wciąż pozostawały pozytywne, a na pewno nie stanowiły żadnego zagrożenia. Problem pojawiał się wtedy, kiedy te emocje były złe, a nieumiejętność ich kategoryzowania przez Iana tylko wszystko pogarszała.
Wytarł twarz, a także tors, na którym osiadło kilka kropli kapiących z jego brody. Ręcznik przewiązał przez biodra i dopiero teraz na dłużej skupił spojrzenie na pozostającej w progu łazienki Grayson.
Nie odezwał się, nie spróbował nawet. Nie wiedział, co miałby powiedzieć. Czuł się jak w potrzasku, a pułapkę stanowiła jego własna głowa, bo nie potrafił obrócić zaistniałej sytuacji w żart, a jednocześnie nie chciał robić Debbie wyrzutów.
Raz, że zakładanie, iż przez czas jego nieobecności, Debbie cokolwiek Drake’owi insynuowała, byłoby wobec niej bardzo nie w porządku. Dwa, to, Ian, spierdolił sprawę. Nie przyleciał na czas, przez co jego przylot na Hawaje stanął pod dużym znakiem zapytania. Zjawił się dopiero dziś, ledwo na kilka godzin przed rozpoczęciem imprezy na plaży.
Stąd bezpiecznej dla niego i dla Debbie było, kiedy milczał.
IAN HUNT 😕
Ian mógł dać wiarę temu, co miało miejsce. Mógł uwierzyć, że z perspektywy Drake’a to – czymkolwiek to było – wyglądało właśnie w ten sposób.
OdpowiedzUsuńDebbie była śliczna. Miała ten dziewczęcy typ urody, który mógł się podobać. Podobał się Ianowi i – co było więcej, niż pewne – podobała się nie tylko jemu. Debbie była też urocza. Zupełnie niewymuszenie potrafiła zachowywać się w sposób, który ujmował za serce, nawet jeśli sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Przede wszystkim jednak, Debbie była miła. Tak po prostu, z natury, bo dlaczego miałaby być niemiła dla każdej napotkanej, przypadkowej osoby? I stąd, tym bardziej, dlaczego miałaby być niemiła dla Drake’a, znajomego Tonyi?
Debbie była miła dla Drake’a, bo spędzała z nim czas i pozwalała mu odprowadzać się do pokoju, nawet jeśli w tym wszystkim nie poświęcała mu wiele uwagi, a to wystarczyło. Wystarczyło do tego, by Drake mógł pomyśleć, że być może Debbie mogłaby być dla niego więcej, niż miła, bo czasem przecież niewiele było trzeba. W dodatku, czegokolwiek by Debbie nie mówiła, jakby nie patrzeć, na Hawaje przyleciała sama, prawda?
Czy to oznaczało, że Debbie zrobiła cokolwiek źle? Oczywiście, że nie. To sytuacja, której Ian mógł dać wiarę, bo łatwo potrafił wytłumaczyć sobie to, co zaszło nie przez wzgląd na Debbie, a przez wzgląd na Drake’a właśnie, była zła.
To dlatego Ian milczał. Czuł się z tą sytuacją źle i czuł dyskomfort, który w postaci nieprzyjemnego ciężaru opadł na dno jego żołądka. Jakby śmiałe zachowanie Drake’a uwypuklało jego własną przewinę, bo przecież Ian powinien być tutaj od początku. Powinien przylecieć razem z pozostałymi, a przede wszystkim z Debbie tuż po świętach, które przecież i tak spędził sam, ale zamiast być na Hawajach i relaksować się w pełnym słońcu, ganiał po zimowym Nowym Jorku, próbując odkręcić coś, w co został wkręcony z racji tego, kim był i komu sprzedawał narkotyki.
Obserwował Debbie. To, jak zmieniała położenie ciała, a raczej jak to zmieniało się nie do końca zależnie od jej woli, a w odpowiedzi na myśli przetaczające się przez jej rudą głowę. Obserwował i zaczynał rozumieć, że tym razem cisza z jego strony nie była najlepszym wyborem, przez co wyrwało mu się ciche westchnienie.
Kiedy Debbie się odezwała, pochylił głowę, przerywając kontakt wzrokowy.
— Zakładam, że nie mam o co pytać — odezwał się równie cicho, co ona. — Po prostu… wolałbym poznać Drake’a w innych okolicznościach — dodał, podnosząc wzrok na Debbie, choć jego głowa wciąż pozostawała lekko pochylona.
Debbie nie musiała wchodzić w jego buty. Ale gdyby weszła, być może dostrzegłaby, że to było po prostu nieprzyjemne, niezależnie od okoliczności. Być może odczucia Iana potęgowało zmęczenie po jedenastogodzinnym locie i nowojorskiej gonitwie, którą zostawił za sobą. Być może powinien machnąć na to ręką, ale nigdy niczego nie udawał przed Debbie, więc dlaczego tym razem miałby udawać, że to go nie obeszło?
Ruszył się w końcu. Pokonał tych kilka dzielących ich kroków, bo choć łazienka była duża, to nie aż tak duża, by przemierzenie jej szybko i sprawnie nie było możliwe. Podobnie jak Debbie, oparł się o framugę drzwi. Jego ramię dotknęło jej drugiej części, tej, gdzie zamocowane były zawiasy. Mógłby minąć Grayson w drzwiach, bo powinien kiedyś się ubrać, ale rozmawiali przecież, a przynajmniej próbowali. Stąd przystanął bliżej, zawieszając na niej wzrok.
— Debbie… — podjął i nabrał głęboko powietrza, ale finalnie wypuścił je tylko, bo naprawdę nie wiedział, co miałby jej powiedzieć. Nie był w tym dobry, nawet kiedy się starał, co Debbie nie tylko mogła, ale wręcz musiała zauważyć przez te miesiące, kiedy ze sobą byli.
— Możemy to olać? — spróbował jednak. — Jestem zmęczony, jakiś obcy typ wparował mi do łazienki, tylko o to chodzi, dobrze?
Nie chodziło tylko o to, ale tego, o co chodziło, Ian nawet nie potrafił nazwać.
IAN HUNT 😮💨
Ian rozumiał, że cisza nie zawsze była najlepszym rozwiązaniem, z tym że akurat dziś zrozumiał to poniewczasie. I może rzeczywiście była to kwestia zmęczenia? Westchnął jednak, kiedy Debbie przystała na olanie tematu i nie ruszywszy się z miejsca, powiódł za nią wzrokiem.
OdpowiedzUsuńProsto było mu czuć się przy Debbie dobrze i cholernie trudno było mu czuć się przy niej źle.
— Prześpię się — powtórzył za nią mechanicznie, bo jeśli zdecydował się wymawiać zmęczeniem, to to było jedyne rozsądne rozwiązanie. Zdążył oderwać ramię od framugi łazienkowych drzwi, kiedy Debbie zbliżyła się do niego i musnęła miękkimi wargami jego lekko kłujący policzek. Kąciki jego ust drgnęły momentalnie, ale Grayson od razu odwróciła się na pięcie i Ianowi pozostało odprowadzenie jej wzrokiem aż do leżaka, którego kąsek widział z tej perspektywy.
W końcu podszedł do swojej otwartej, porzuconej nieopodal szerokiego łóżka walizki. Wygrzebał z niej bokserki i na ich rzecz porzucił biały ręcznik, który odwiesił w łazience. Poruszał się powoli, z lekkim niezdecydowaniem, jakby zastanawiał się nad dołączeniem do Debbie na balkonie, ale naprawdę nie wiedział, co więcej mógłby jej powiedzieć, a raczej, nie wiedział, jak miałby ubrać w słowa to, co czuł, skoro sam nie wiedział, czym tak właściwie było to, co czuł.
Kurwa. Chyba powinien nauczyć się tego dowiadywać, jeśli chciał być z Debbie, bo prędzej czy później Grayson miała skończyć się cierpliwość do niego.
Z tą myślą rzucił się na łóżko zasłane białą pościelą, wcześniej zdążywszy nastawić budzik w telefonie. Dochodziła siedemnasta, więc ustawił alarm na dziewiętnastą, chcąc mieć wystarczająco wiele czasu tak na dobudzenie się, jak i ogarnięcie, choć wydawało mu się, że nie zaśnie.
Nic bardziej mylnego. Pięć minut po przyłożeniu głowy do poduszki, którą objął ramionami, położywszy się na brzuchu, już cicho pochrapywał. Odcięło go i nie było w tym nic dziwnego, skoro w Nowym Jorku dochodziła dwudziesta druga, a Hunt miał za sobą naprawdę długi dzień.
Przez te dwie godziny ani razu nie zmienił pozycji i to był nieświadomy błąd, bo kiedy ze snu wyrwał go dzwonek budzika, nie tylko nie potrafił namierzyć własnego telefonu, który zaplątał się gdzieś pościel, ale też odkrył, że ręce miał tak zdrętwiał od spania na nich, że praktycznie ich nie czuł. Przeklął cicho, bo raz, że irytował go dzwonek, a dwa, nieprzyjemne mrowienie rąk przeszło w jeszcze nieprzyjemniejszy ból. W końcu jednak wymacał odrętwiałą dłonią komórkę, wyłączył budzik i z jękiem naciągnął poduszkę na głowę. Bo oczywiście, że nie chciało mu się wstawać. Zabrał się jednak do tego, nim budzik rozdzwonił się po raz drugi, dzięki nastawionej na dziesięć minut drzemce i wyłączył go zupełnie, przysiadłszy na skraju łóżka.
Debbie była w łazience. Ian namierzył ją w prosty sposób, po plamie światła padającego z przyległego pomieszczenia na podłogę przez szparę w niedomkniętych drzwiach i po dochodzących z niego odgłosach krzątaniny.
Podźwignął się i podszedł bliżej.
— Jest już ciepła woda?
Wsunął głowę w szparę pomiędzy framugą, a drzwiami, przytrzymawszy je ręką i popatrzył na szykującą się na wieczór Debbie. Owinięta w biały ręcznik, malowała się przed podświetlanym lustrem. Była śliczna. I wcale nie musiała wykorzystywać swojej dziewczęcej urody, żeby Ian poczuł się wykorzystywany.
Nie czekając na odpowiedź, ani na wyraźne zaproszenie, otworzył drzwi szerzej i wszedł do łazienki. Stanął za Debbie, zaplótł dłonie za sobą, w dole pleców i pochyliwszy się, pocałował ją krótko w odsłonięte ramię, bo podobnie jak Debbie wcześniej, nie chciał tej całej niezręczności, której rozmiar w ich przypadku zawsze wydawał się nieadekwatny do sytuacji.
Pozostając lekko pochylonym, podniósł wzrok na ich odbicie w lustrze, chcąc w ten sposób złapać spojrzenie Debbie.
IAN HUNT 😴
Wyłapawszy ten uśmiech Debbie w odbiciu w lustrze, Ian także się uśmiechnął. Grayson nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, ile od tego jej jednego uśmiechu zależało, ale zobaczywszy go, Ian momentalnie poczuł się lepiej. Może nie do końca dobrze, bo to, co miało miejsce przed jego drzemką, a także to, co miało miejsce na długo przed jego przylotem na Hawaje – bo nie oszukujmy się, że związek Debbie i Iana miał się ostatnio najlepiej – nieustannie siedziało gdzieś z tyłu jego głowy, leżało odłogiem na dnie serca i gniotło żołądek.
OdpowiedzUsuń— Tak. Trochę — odpowiedział i tak jak Debbie wróciła do malowania się, tak Ian wrócił do całowania jej ramienia, robiąc to na tyle delikatnie i cały czas w tym samy miejscu, aby przypadkiem jej nie przeszkadzać i nie poruszyć jej ciałem. Ramię to całowało mu się tym bardziej miło nie tylko dlatego, że było to ramię Debbie, ale także dlatego, że to nie smakowało już jak krem z filtrem. Jednocześnie ręce cały czas trzymał splecione za plecami i choć stał blisko Debbie, nie było to na tyle blisko, by jej plecy dotknęły jego torsu. Jeśli zatem jej przeszkadzał, to tylko trochę i tylko po to, żeby ten Sylwester minął im we względnie miłej atmosferze.
Ian odpoczął tylko trochę, bo czuł, że z powodzeniem dałby radę spać do samego rana. Może tylko musiałby w końcu przekręcić się z brzucha na plecy, żeby nie stracić rąk. Nie przyleciał jednak tutaj po to, żeby odsypiać, prawda? Na pewno nie dzisiaj, bo kolejnego dnia pewnie miał przysypiać, gdzie popadnie, w tym na leżaku nad basenem lub na miękkim piasku nad oceanem.
— Długi — rzucił w odpowiedzi na kolejne pytanie Debbie i spokojnie mógłby na tym poprzestać, ale milczenie nie zawsze było najlepszym rozwiązaniem, prawda? Dlatego Ian wyprostował się, popatrzył na odbicie Debbie w lustrze, a potem przesunął się i stanął obok, zwróciwszy się przodem do Debbie, pośladkami zaś oparł się o dalszą część łazienkowej szafki.
— Musiałem przebookować bilet, bo wysypała mi się jedna sprawa i nie zdążyłem na lotnisko — powiedział z ostrożnością, nieco ciszej, niż wypowiedział wcześniejsze, całe trzy słowa i skrzyżował ramiona na piersi, nie do końca w obronnym geście, a dlatego, że nie miał co zrobić z rękoma. Patrzył przy tym na Debbie, obserwował, jak ta się maluje, nie uciekając wzrokiem, ale też nie patrząc prosto w jej czekoladowobrązowe oczy, bo bardziej skupiał się na jej dłoniach.
— Przepraszam — dodał, tym razem starając się złapać jej spojrzenie.
Zaczynając ten temat, wkraczał na grząski grunt, ale jak zauważyła sama Debbie, odkąd Ian dotarł na miejsce, nie mieli okazji porozmawiać, choćby zdawkowo. Mogliby udawać, że nic takiego się nie wydarzyło, choćby pod pretekstem tego, aby mieć udanego Sylwestra, ale Ianowi wydawało się, że w ich przypadku nie miało zadziałać to w ten sposób.
Przechyliwszy nieznacznie lewą rękę, Ian zerknął na zegarek zapięty na nadgarstku tylko po to, żeby sprawdzić, czy do dwudziestej zdąży wziąć prysznic i się ogolić. Była dziewiętnasta jedenaście, więc miał aż nadto czasu, przez co mógł jeszcze chwilę popatrzeć, jak Debbie się maluje. I porozmawiać z nią.
IAN HUNT 🩶
A Ian nie potrafił odpuścić sobie Debbie, choć powinien, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że związek z nim był dla niej krzywdzący. Związek policjantki z dilerem nie mógł być inny, ale nie do końca rozchodziło się wyłącznie o dzielącą ich płaszczyznę zawodową, choć ta niewątpliwie stanowiła wygodną wymówkę.
OdpowiedzUsuńIan nie był doskonałym materiałem na chłopaka. On nie był nawet materiałem dobrym czy poprawnym. Mógł uchodzić za akceptowalnego, w zależności od tego, kto miał dokonywać tej oceny i nawet jeśli dla Debbie, subiektywnie, był najidealniejszy, to obiektywnie, był trudnym przypadkiem. Miał problemy, nie te wynikające z bycia dilerem, a te płynące z wychowania – o ile w tym konkretnym przypadku w ogóle można było porwać się na to określenie - przez dwójkę ćpunów i długi, bo trwający od szóstego roku życia aż do pełnoletności, pobyt w placówce. Jedyną osobą, która się nim opiekowała, był Louis, a zważywszy na dzielącą ich różnicę wieku oraz fakt, że Lou sam był dzieckiem, nie mogło być mowy o opiece z prawdziwego zdarzenia – takiej, jaką powinno otrzymać dziecko, mającej zapewnić mu prawidłowy rozwój, głównie emocjonalny.
Stąd Ian był, jaki był. Milczący, wycofany, wyjątkowo oszczędny w mowie ciała i nieumiejętnie gospodarujący emocjami. Przez to z powodzeniem mógł uchodzić za pierdolonego robota, nawet przy Debbie, w towarzystwie której Ian mimo wszystko nabierał kolorytu i wyrazistości.
I ona, nie potrafiąc sobie odpuścić, tak samo, jak nie potrafił sobie odpuścić Ian, musiała się z tym mierzyć.
Lekko zmarszczył brwi i przestąpił z nogi na nogę, kiedy ruda zapytała, jaka to sprawa. Nigdy wcześniej tego nie robiła, bo do tej pory na sprawy Iana zgodnie nakładali całun milczenia. Z drugiej strony Ian zawsze uważał, że powiedziałby Debbie o wszystkim, o co by go zapytała i zresztą, podczas ich ostatniej, a zarazem pierwszej trudnej rozmowy, sam powiedział jej, że może zapytać go o wszystko, o co chce. Widać teraz zamierzała z tego skorzystać.
— Związana z moim byłym klientem — odpowiedział więc, obserwując, jak Debbie zbiera rude kosmyki w zgrabny kucyk. — Zagmatwana — kontynuował w rytm ruchu jej dłoni, który naturalnie śledził wzrokiem. — Wplątało się w nią za dużo… stron — westchnął, patrząc teraz na to, jak zręcznie Grayson posługiwała się prostownicą. — I każda chce ugrać coś dla siebie.
Celowo użył akurat tego określenia, wybierając strony zamiast osób, jakby mieli do czynienia co najmniej z postępowaniem administracyjnym, bo choć poszczególnymi, zaangażowanymi w to osobami mogły kierować emocje, to finalnie miał liczyć się tylko suchy bilans zysków i strat.
— Pewnie, że byłbym szybciej — zapewnił, nie gorliwie, a ze słyszalnym w tonie głosu żalem, bo Ian naprawdę chciał polecieć z Debbie na Hawaje. Nie dolatywać do niej, nie zastanawiać się, czy w ogóle będzie mógł przylecieć. Niestety w obecnej sytuacji to, czego chciał Ian nie równało się temu, co mógł zrobić. A nie mógł rzucić spraw w Nowym Jorku z dnia na dzień, kiedy musiał mierzyć się z niezadowoleniem Maddoxa, a także niezadowoleniem wspomnianych wcześniej stron.
Opuścił skrzyżowane na piersi ręce, kiedy Debbie oparła dłonie na jego biodrach i sam znalazł dla swoich miejsce na jej tali schowanej pod białym ręcznikiem. Popatrzył na Debbie z góry i odetchnął głębiej, kiedy ta znowu musnęła wargami jego policzek, a potem odprowadził ją wzrokiem do drzwi łazienki, póki Debbie ich za sobą nie zamknęła. Patrzył na nie jeszcze przez chwilę, podczas gdy po jego głowie tłukły się różne myśli, nim wreszcie ruszył się pod prysznic.
Umycie się, a później ogolenie zajęło mu dwadzieścia minut. Kilka kolejnych poświęcił na ułożenie włosów, które, wciąż wilgotne po przetarciu ich ręcznikiem, pozostawały w nieładzie, którego nie można było nazwać nawet artystycznym.
Po wyjściu z łazienki Ian namierzył Debbie stojącą przed komodą, nad którą zawieszone było lustro, w odbiciu którego ruda dopieszczała drobne elementy swojego stroju. Ian porzucił swoją walizkę nieopodal, bliżej łóżka. Nie musiał, ale nadłożył nieco drogi, by na chwilę znowu znaleźć się za plecami Debbie.
Usuń— Ładnie wyglądasz. — Pocałował ją w ramię, znowu, ale tym razem osłonięte materiałem czarnej narzutki i zaraz cofnął się, by przykucnąć przy walizce. Wyciągnął z niej krótkie spodenki w biało-szare, wąskie paski i białą koszulę. Obie te rzeczy były z ostatnio modnego lnu i przez to obie nie wyglądały źle, będąc nieco wygniecionymi po wyciągnięciu z walizki. Ian wciągnął je na siebie, dopiął guziki koszuli i stanąwszy prosto, schował dłonie do kieszeni spodenek, jakby jego poza miała powiedzieć gotowy, możemy iść.
IAN HUNT 🩶
Tak, to była zagmatwana sprawa. Gdyby Ian miał zacząć tłumaczyć jej złożoność Debbie, nie wyszliby z pokoju, ba!, nie wyszliby z łazienki do północy, a dziś akurat ta godzina była najistotniejszym punktem całej imprezy. To dlatego Hunt uciekł się do ogólników i to dlatego poczuł ukłucie irytacji, kiedy Grayson wygłosiła swój komentarz, jakby spodziewała się, że Ian tu i teraz rozłoży wszystko na czynniki pierwsze. Może faktycznie powinien był to zrobić?
OdpowiedzUsuńEwidentnie nie rozumiał, czego oczekiwała od niego Debbie, począwszy od jego reakcji na wtargnięcie Drake’a do ich pokoju, a skończywszy na odpowiedzi na jej pytanie, zaskakująco konkretne, które postanowiła zadać mu akurat, kiedy szykowali się do wyjścia. Ewidentnie się w tych oczekiwaniach rozmijali, choć Ian nie potrafił stwierdzić, dlaczego. Dotąd wszystko przychodziło im z niebywałą łatwością, wręcz gładko, podczas gdy dziś to coś, co działało pomiędzy nimi niezawodnie, wyraźnie chrobotało, jakby pomiędzy pracujące zgodnie trybiki dostał się kamyk, który strzępił mechanizm i utrudniał mu pracę.
A może tylko mu się wydawało? Bo kiedy Debbie uśmiechała się do ich odbicia w lustrze i kiedy łapała za dłoń Iana przy windzie, prosto było myśleć właśnie w ten sposób.
Hotel był ładny. Urządzony nowocześnie, a jednocześnie ze smakiem i wyczuciem, bo choć wnętrza pozostawały proste, nie brakowało im ciepła bijącego od zmyślnie dobranych dodatków. Korytarze były wyłożone jasnymi dywanami, ściany przyozdobione kinkietami i zdjęciami tutejszej fauny oraz flory. Teren przy hotelu także był dobrze utrzymany, a ścieżki podkreślone punktowymi lampkami, wijące się tak pośród zabudować, jak i roślinności, cieszyły oko.
Trzymając Debbie za rękę, Ian rozglądał się po okolicy. Dawno nie był na tego typu wakacjach, bo kiedy on i Zane zachłysnęli się pierwszymi pieniędzmi płynącymi ze sprzedaży narkotyków, parokrotnie wyrwali się w cieplejsze strony, ograniczali się jednak do obszaru Stanów Zjednoczonych. Czasem znikali na kilka dni, czasem na tydzień, nigdy jednak na dłużej, bo interes musiał się kręcić, a z czasem stali się zbyt zajęci, by móc pozwalać sobie na podobny relaks i tak upłynęło kilka lat.
— A co, o północy musisz znikać? Jak Kopciuszek?
Ian mocniej zacisnął palce na dłoni Debbie i uśmiechnął się do niej lekko, kiedy podążyli zejściem na plażę. Już tutaj dało słyszeć się odgłosy charakterystyczne dla rozkręcającej się imprezy, choć Ian miał wrażenie, że rozkręcała się ona już od rana, bo nie tylko Debbie zdążyła wcześniej wypić kilka drinków.
Hunt odetchnął głębiej, nim weszli pomiędzy ludzi, jakby nabierał powietrza przed nurkowaniem. W ostatnich latach bywał na imprezach wyłącznie w charakterze dilera lub kierowcy Ubera. Na palcach jednej ręki mógł policzyć te nieliczne razy, kiedy szedł na imprezę dla samej imprezy, przez co wiedział, że minie chwila, nim odnajdzie się w towarzystwie, nim przestanie odruchowo szukać sobie klientów.
Stąd zderzenie z Pauline było nieprzyjemne.
Uśmiechnął się i o ile inni nie powinni się zorientować, o tyle Debbie na pewno widziała, że ten uśmiech, w którym Ian rozciągnął wargi, pokazując ładne zęby, był wystudiowany, posłany Pauline tylko dla pozoru. Hunt nie kłopotał się tym, żeby wejść rudowłosej dziewczynie w słowo i tylko wzruszył ramionami, robiąc niby to niewinną minę. Zaraz potem odebrał od blondynki i jej towarzysza szklankę, nie musząc nawet wąchać jej zawartości, by zgadnąć, co znajduje się w środku. Kiedy Angie i Greg pomknęli w stronę parkietu, wymuszając na Pauline przesunięcie się, Ian skorzystał z okazji i odstawił szklankę na mobilny bar.
— Nie lubisz whisky? — podchwyciła dziewczyna, która chyba postawiła sobie za cel wkręcenie Iana w towarzystwo. — W porządku, mamy jeszcze rum, wódkę, chyba jakieś wino… Kanani! — krzyknęła na młodego chłopaka, tutejszego pracownika, który czuwał nad barem. — Kanani, zrób Ianowi drinka, który zwali go z nóg!
— Nie trzeba — zaprotestował, posyłając Pauline spojrzenie. — Wystarczy cola — dodał, przenosząc spojrzenie na, jak się dowiedział, Kananiego.
— Nie pijesz? — Pauline potrzęsła głową tak, że jej rude włosy zafalowały wokół talii, po czym nachyliła się ku Debbie, przesłaniając dłonią usta. — Może faktycznie mógł nie przylatywać, co? — wyszeptała konspiracyjnie, nie przypilnowała się jednak i nie zorientowała, że aby Debbie usłyszała ją pośród śmiechów i muzyki, jej szept musiał pozostać głośny. Na tyle głośny, że słyszalny od Iana, który odebrał od chłopaka szklankę z colą z lodem.
Usuń— Szkoda, ale jednak przyleciałem — skomentował spokojnie, patrząc przy tym nie na Pauline, a na Debbie i upił łyk zimnej coli. Gdzieś po drodze, nie wiedzieć dokładnie, w którym momencie, puścił dłoń Debbie.
IAN HUNT 🩶
Wszystkie ich problemy brały się z tego, że Ian był dilerem, tak po prostu. Posiadał nienormowany czas pracy i pewnych spraw nie mógł rzucić ot tak, bo niosło by to za sobą konsekwencje znacznie poważniejsze, niż popsuty humor Debbie. Dlatego miał zamiast przestać handlować narkotykami, tego jednakże także nie mógł rzucić z dnia na dzień, choć, może i mógł…? Mógłby tym pierdolnąć, nie martwić się o konsekwencje, które pewnie w końcu miałyby nadejść, ale nie chciał. Nie chciał zostawiać z tym Zane’a, nie z dnia na dzień, choć ostatecznie Zane i tak miał zostać z tym sam. Zane jednak nie był tylko wspólnikiem Iana, był przede wszystkim jego przyjacielem, i tak jak Ian chciał zostawić swojego wspólnika, tak nie chciał zostawiać swojego przyjaciela. Chciałby i mógł oddzielić od siebie te dwie kwestie, stawiając między nimi grubą kreskę, niekoniecznie usypaną z koksu, ale Maddox miał mieć z tym problem. Już go miał, sądząc po jego zachowaniu.
OdpowiedzUsuńI to także było zagmatwane, zdawało się, jak każda sprawa w życiu Iana Hunta. Tylko z Debbie wszystko wydawało się być proste, ale wyglądało na to, że i to się komplikuje, mimo że aktualnie znajdowali się w miejscu, w którym nie powinni niczym się przejmować.
Ian, choć może na takiego nie wyglądał, przejął się komentarzem Pauline. Bo o ile Drake mógł sobie coś ubzdurać, o tyle to, że już druga osoba kwestionowała rację jego pobytu tutaj sprawiło, że w głowie zapaliła mu się ostrzegawcza lampka. Dlatego rzucił ten komentarz, mimo wszystko bardziej skierowany do Pauline, niż do Debbie, choć w czasie jego wygłaszania patrzył przecież na tą drugą, na swoją dziewczynę, która, zdaniem Drake’a i Pauline, lepiej bawiłaby się bez Iana.
Był ciekaw, co takiego musiała o nim opowiadać, że ludzie doszli do takich wniosków i dzięki rudowłosej gadule miał się tego dowiedzieć. Stał, popijał colę i słuchał, przyglądając się wymianie zdań pomiędzy dwiema rudymi, choć zupełnie różnymi od siebie dziewczynami. Wiedział, że w tłumie nie zwróciłby uwagi na Pauline, za to bez wątpienia zwróciłby ją na Debbie, bo w przeciwieństwie do krzykliwej Pauline, Debbie mu pasowała, jak nikt inny.
Tym natomiast, co mu nie pasowało, była sytuacja. Coraz bardziej pogmatwana.
Obrócił głowę, kiedy Pauline zawołała Drake’a. Wraz z pozostałymi znajomymi, zmierzał w dół zejściem na plażę, tym samym, które on i Debbie ledwo zdążyli opuścić. Zawiesił wzrok na ciemnoskórym mężczyźnie, ale kiedy Grayson się odezwała, to na nią popatrzył.
— Może Drake też jest już naćpany? — rzucił, odnajdując w sobie te pokłady złośliwości, które przy Debbie pozostawały głęboko pogrzebane. Nie bez powodu jednak podobno najlepszą obroną był atak, prawda?
Przechodząc obok nich, Drake jedynie obrzucił zarówno jedno, jak i drugie pogardliwym spojrzeniem, za to jego kumple, którzy wcześniej cicho między sobą rozmawiali, teraz zarechotali zgodnie i znacząco. Idące za nimi dziewczyny zupełnie zwyczajnie skinęły Debbie, jedna z nich na dłużej zatrzymała na Ianie zaciekawione spojrzenie. Tym Ianie. Hunt ewidentnie był tutaj tym Ianem, o którym Debbie musiała opowiadać, a teraz opowieści te należało zestawić z rzeczywistością.
— Pójdziemy przywitać się z Tonyą? — zaproponował cicho, kiedy znowu na moment zostali sami, za świadka wydarzeń mając tylko cichego Kananiego.
Tonya była tutaj jedyną osobą, którą Ian znał. Widział, że kręciła się pomiędzy ludźmi z tym charakterystycznym drygiem organizatora imprezy, bo mimo, że teoretycznie nie musiała się o nic martwić, bo impreza pozostawała obstawione przez nieliczną obsługę hotelu, to mimo wszystko sprawdzała, czy nikomu niczego nie brakuje. I być może Tonya, jako pierwsza, nie miała dziwić się temu, że Ian dotarł na miejsce.
IAN HUNT 🤔
Ian, kiedy chciał, potrafił wkurwiać ludzi i to w zasadzie od niechcenia. Debbie nie znała go od tej strony – strony, która była charakterystyczna dla Iana-dilera, ponieważ Ian-diler musiał wykazywać się rozmaitymi umiejętnościami, a tych mu nie brakowało, bo przecież w branży radził sobie wyśmienicie. Stąd miał gotową odpowiedź na pytanie Debbie i to na długo przed tym, nim ta choćby pomyślała, żeby je zadać.
OdpowiedzUsuń— Tak się składa, że doskonale odnajduję się między naćpanymi ludźmi — rzucił to mimochodem, w międzyczasie posyłając czarujący uśmiech przechodzącej obok parze, kolejnym gościom sylwestrowej imprezy na plaży i byłby poklepał się po kieszeniach, w wymownym geście chcąc sprawdzić, czy przypadkiem nie ma przy sobie niczego do opchnięcia, gdyby nie to, że w prawej dłoni cały czas trzymał szklaneczkę z colą, a lewą zdążył schować do jednej z kieszeni jasnych i przewiewnych spodenek.
Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się, że w nerwach wchodził w rolę, której tego wieczora nie powinien grać. Bo owszem, był zdenerwowany. Może nie wkurwiony, ale jeśli sytuacja miała nadal rozwijać się w tym kierunku, a wiele wskazywało na to, że miała, to pewnie w końcu także miał się wkurwić.
I pomyśleć, że zaczęło się tak miło, bo przecież miłym było to, że Debbie dołączyła do niego pod prysznicem. To wszystko inne potoczyło się nie tak, począwszy od tego, że Ian nie przyleciał na Hawaje razem z Debbie, od razu po świętach i później, że nie doleciał do niej w umówionym terminie, a z jednodniowym opóźnieniem. Kiedy natomiast nadarzyła im się okazja do rozmowy, nawet takiej nieudolnej, ale której ewidentnie potrzebowali i mieli na nią czas po niespodziewanie zakończonym prysznicu, do pokoju Debbie wtargnął Drake.
Idąc po nitce do kłębka, stali teraz przy mobilnym barze i zdawało się, że nie mieli dla siebie niczego miłego. Ian nie chciał wierzyć obcym ludziom. Bardzo starał się tego nie robić i tak, nie wiedział, jak wyglądały minione dni na Hawajach, jednak nie potrafił nie być zaniepokojonym po tym, czego był świadkiem. Bo gdyby obrócić tę sytuację, Debbie by potrafiła?
Być może powinni zostać dłużej w hotelowym pokoju i porozmawiać, bo czasu na pytanie rzeczywiście nie było. Ian co prawda zaczął otwierać usta, kiedy ruszyli w kierunku wypatrzonej uprzednio Tonyi, jednak ta dostrzegła ich na tyle szybko i wyszła im naprzeciw, że Hunt nie zdążył choćby zagaić o to, dlaczego w takim razie Drake i Pauline tak dziwnie się zachowywali?
Na szczęście współlokatorka Grayson nie była naćpana. Ian musiał pochylić głowę i tułów, żeby ciemnowłosa dziewczyna swobodnie nałożyła na jego szyję lei. Kiedy się prostował, posłał jej lekki, zupełnie zwyczajny uśmiech, w którym nie trzeba było szukać ukrytego znaczenia.
— Tak? — rzucił i zerknął na Debbie, bo Tonya jako pierwsza zwróciła uwagę na coś innego, niż Drake i Pauline. Tonya była też jedyną osobą, którą Ian tutaj znał i choć współlokatorka Debbie wydawała się lekkoduchem, nie można było jej odmówić, że zawsze mówiła szczerze, najczęściej także prosto z mostu, nie przebierając w słowach. Jeśli jednak Ian liczył na to, że Makani choć na kilka minut zostanie buforem pomiędzy nim, a Debbie, to się przeliczył. Po tym, jak wymieniła dostępne atrakcje, Ianowi pozostało tylko odprowadzić ją wzrokiem.
On i Debbie stali obok siebie, a Ian, choć może po jego zachowaniu można było wnioskować inaczej, nie chciał, aby ten wieczór był doszczętnie spierdolony. Dlatego wyjął lewą rękę z kieszeni i delikatnie przytrzymał Debbie za łokieć w dziwnym przeświadczeniu, że za chwilę ta mogłaby mu gdzieś uciec.
— Dlaczego Drake i Pauline tak się zachowują? — zapytał więc, skoro miał pytać, nachyliwszy się lekko ku Grayson, tak żeby ta mogła usłyszeć go swobodnie mimo panującego wokół gwaru. Patrzył przy tym przed siebie, na kręcących się wokół ludzi i nawet gdzieś w tłumie mignęły mu rude, sięgające pasa włosy.
IAN HUNT 🩶
Czasem jednak Ian odnosił wrażenie, że Debbie zapominała, z kim się wiązała. Jak chociażby wtedy, kiedy czekała na niego na klatce schodowej, pod drzwiami jego mieszkania, bo on rozmawiał z Zanem. A rozmawiał z nim właśnie o tym, że był dilerem i że chciał przestać handlować. Na wieść o tym, dlaczego Ian kazał jej na siebie czekać, zareagowała w niezrozumiały dla niego sposób, jakby dopiero dotarło do niej, z czym tak naprawdę wiązało się zajęcie Hunta, a w związku z jego przylotem na Hawaje wydawała się być tym zaskoczona po raz drugi. Ian przecież nie robił tego na złość Debbie, nie kierował się samolubnym kaprysem, przeciwnie. Stawał na głowie, żeby dotrzeć na Hawaje i miał stanąć na głowie, żeby móc być z Debbie. I to nie miało być proste, nigdy nie było, z czego oboje zdawali sobie sprawę od samego początku. Bo zdawali, prawda? I mimo tego, wybrali siebie.
OdpowiedzUsuńWestchnął, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Widział, że Debbie czuła się źle, zresztą tak samo czuł się on, a co gorsza, nie bardzo potrafił wskazać, co poszło nie tak. Niewątpliwie czara goryczy przebrała w momencie wtargnięcia Drake’a do pokoju Debbie, ale to była tylko ta jedna kropla, która ją przepełniła. Cała reszta… Począwszy od lutego, kiedy Ian i Debbie zaczęli się widywać, zdecydowanie miało co się w niej uzbierać.
Ian nie rozglądałby się za innymi dziewczynami, żeby wypełnić lukę po Debbie, ale czy miał pewność, że Debbie zrobiłaby to samo? Jeśli Peter był błędem, to kim był Drake? Dlaczego dziwnym trafem to do Debbie przypierdalali się jacyś faceci? Ian z miłą chęcią dałby w mordę Drake’owi, ponieważ to był jedyny słuszny i uniwersalny język, jakim nauczono go się posługiwać, tak jak swego czasu dał w mordę Peterowi, ale podejrzewał, że nikt nie chciał, aby impreza sylwestrowa rozpoczęła się z aż tak głośnym hukiem.
Dlatego stawał na głowie. Dlatego przytrzymał Debbie za łokieć i próbował czegokolwiek, choć miał wrażenie, że czego by nie powiedział i o co by nie zapytał, ten wieczór i tak będzie zjebany, bo nie mogli już cofnąć tego, co miało miejsce.
— Nie. Nie uwierzyłbym — powiedział cicho, łapiąc się spojrzenia Debbie, bo to była jedyna słuszna rzecz, której mógł się teraz złapać. I tylko, dlaczego akurat teraz pomyślał o tym, że już raz Debbie kazała mu spierdalać…?
Puścił jej łokieć, mając wolną dłoń, palcami ścisnął nasadę nosa i przymknął powieki, jednak nie trwał w tej pozie dłużej, niż kilka minut. Opuścił rękę, spojrzenie skupił ponownie na Debbie. Kochał ją i nie potrafił jej sobie odpuścić, choćby kazała mu spierdalać raz po raz.
IAN HUNT 🩶
Tak, Ian działał z myślą o bezpieczeństwie Debbie, jednak inaczej ubrałby to w słowa. Nie nazwałby tego spychaniem jej na drugi plan, a raczej trzymaniem jej z dala od tej gównianej części swojego życia, w której Grayson nie powinna się nurzać. Dlatego, że była policjantką. Dlatego, że chciała rozwijać swoją karierę w policji i dlatego, że jej ojciec został wystawiony przez brudnego glinę jakimś handlarzom. Ta gówniana część życia Iana, jego zdaniem, po prostu uwłaczała Debbie, a on nie chciał jej uwłaczać, bo może i świadomie została dziewczyną dilera, nie oznaczało to jednak, że musiała brać na swoje barki absolutnie wszystkiego, co było z tym związane.
OdpowiedzUsuńI tak, to była złośliwość losu, że na drodze Iana stanęła akurat Debbie, że zakochał się właśnie w niej. Jednak Grayson stała się dla Hunta kimś więcej, niż tylko jego dziewczyną. Stała się jego szansą na lepszą przyszłość. Jedyną taką, prawdziwą i w pełni namacalną, której nie chciał zmarnować. Dopiero Debbie pokazała mu, że można inaczej. Że on może inaczej, że w ogóle jest zdolny do tego inaczej, więc tym bardziej ją chronił. Odsuwał ją od tego, co mogło jej – im – zagrozić.
To z kolei, jak długo Ian funkcjonował w społeczeństwie jako diler, mocno rzutowało na to, jak miał funkcjonować w nim jako zwykły chłopak. Dostrzegał to, szczególnie w towarzystwie Debbie, kiedy spędzali czas z jej znajomymi, bo podczas gdy dla Debbie impreza była po prostu imprezą, dla Iana była to okazja do zarobku. Tak jak dobrze radził sobie w sytuacjach jeden na jeden, tak w grupie miał pewną trudność z byciem tylko Ianem – z udawaniem, że jest zupełnie zwyczajny. I może dlatego te dwie sytuacje, najpierw z Drakiem, później z Pauline, wytrąciły go z równowagi bardziej, niż powinny. Bo nie były to zachowania, do których przywykł i z którymi obcował na co dzień, a stąd trudno było mu określić tak swoją, jak i rolę Debbie w tym wszystkim.
Patrzył na Debbie, kiedy ta mu dziękowała. Patrzył, kiedy brała słomkę do ust i popijała drinka. Widział, że jej czekoladowe oczy się szkliły, przez co przez jego twarz przebiegł cień grymasu. Przecież mieli doskonale bawić się na Hawajach, a tymczasem żadne z nich nie bawiło się choćby dobrze.
— Możemy. — Odruchowo przeniósł wzrok z twarzy Debbie na jej wyciągniętą ku niemu dłoń, ale zamiast ją ująć, objął Grayson ramieniem i nie tyle przyciągnął ją do siebie, a sam przysunął się bliżej niej. Pocałował ją w czoło, tuż przy linii włosów i już o nic nie pytając, poprowadził ją dalej, tam gdzie gromadziła się większość gości.
Grupa zareagowała na ich widok dość neutralnie. Posłano im kilka zaciekawionych spojrzeń, raczej jednak ciekawych niż wścibskich. Ktoś przywitał się z Debbie, kto inny wyciągnął rękę także do Iana. Drake’a i jego kumpli, a także Pauline na razie nie było widać w pobliżu, za to Ian dostrzegł, że Angie i jej partner nadal wywijali na parkiecie, każde z drinkiem w dłoni i coś sprawiło, że uśmiechnął się pod nosem na ten widok. Czuł się trochę… staro pośród tych wszystkich młodych ludzi, w większości pewnie swoich równolatków, bo w zasadzie nie pamiętał, kiedy ostatnio tak po prostu wrzucił na luz.
IAN HUNT 🩶
Związek z Ianem nie miał być typowy. Ian nie miał zabierać Debbie na randki, choć chciałby. Chciałby chodzić z nią do kina, chciałby zabierać ją do tanich knajpek i drogich restauracji. Chciałby móc wyskoczyć z nią na siłownię, wyjść pobiegać czy przejść się na spacer. I gdyby Debbie była przypadkową dziewczyną, jedną z tych, z którymi kiedyś się spotykał, to mógłby to robić, bo wtedy miał wyjebane.
OdpowiedzUsuńDebbie jednak nie była przypadkową dziewczyną i Ian bynajmniej nie miał wyjebane, przeciwnie, było mu bardzo daleko od wyjebania.
Zależało mu, a jak zdążył się przekonać, mimo że Nowy Jork był ogromny, wcale nie trudno było mu wpaść na mieście na kogoś znajomego. Napatoczyli się przecież na Chucka w kinie samochodowym, właśnie podczas jednej z nielicznych randek, na jakich mieli okazję być. Później, gdzieś na mieście wypatrzył ich Zane, przy okazji w ten sposób dowiadując się o Debbie. I o ile Hunt nie martwił się o bezpieczeństwo Grayson, jeśli chodziło o Chucka i Zane’a, o tyle miał podstawy, aby martwić się o nie, gdyby napatoczył się na nich ktoś inny. Ktoś, komu Ian zalazł za skórę lub komu przeszkadzał, nawet nie z konkretnego powodu, a ot tak. I to nie tyle nawet, że takich ludzi było dużo, bo Ian mimo wszystko starał się nie pakować w zagmatwane sytuacje i sprawy – ta, która opóźniła jego przylot na Hawaje, była taką pierwszą – ale będąc dilerem, musiał brać pod uwagę każdą ewentualność. Tym bardziej, że Debbie była policjantką. Zobaczywszy ich razem, łatwo było dorobić do tego historię, która mogłaby stać się wymówką do skrzywdzenia jednego bądź drugiego.
Zatem czy Debbie cierpiała, czy była spychana przez Iana na drugi plan przez to, że była dla niego ważna? Tak, pewnie tak. To było pokręcone, ale dokładnie tak było. I nie miało się to zmienić, póki Ian nie będzie miał pewności, że Debbie nic nie grozi. Co jednak, jeśli nigdy nie miał jej mieć?
Sam po cichu i nieśmiało liczył na to, że na Hawajach będzie inaczej. Dlatego, że nikt go tutaj nie znał i nie wiedział, czym zajmował się na co dzień. Mógł zostawić łatkę dilera w Nowym Jork, jednak zdawało się, że to już nie była tylko łatka, a element, który na dobre zrósł się ze skórą Iana i teraz, po tym, co zrobił Drake i co zrobiła Pauline, ta skóra cholernie go swędziała, a on miał wrażenie, że nie może się podrapać.
Mocniej objął Debbie, kiedy ta przylgnęła do jego boku. Ich ciała często mówiły za nich, często też przecząc słowom, które padały. Bo choć Ian i Debbie czasem nie potrafili się dogadać, i czasem zdawało się, że są przeciwko sobie, to tak naprawdę nieustannie szukali siebie nawzajem. Miejsce Iana było przy Debbie, tylko tam.
— Zatańczymy — powtórzył za Debbie, jednak bez tego znaku zapytania wybrzmiewającego w ostatniej głosce. Odstawił szklankę z resztką coli na wysoki stolik, w ślad za Grayson, a potem już uśmiechał się do niej lekko, kiedy prowadziła go na parkiet, idąc tyłem, ale przodem do niego.
Na ich widok Angie zareagowała z entuzjazmem, bo do tej pory ten wydzielony kawałek przestrzeni zajmowała tylko ona, Greg i trzy inne dziewczyny, w tym te dwie bliźniaczki, które Ian wypatrzył wcześniej. Reszta korzystała z dostępnych atrakcji. Część osób zajmowała leżaki, kilku chłopaków ustawiało mecz siatkówki plażowej, choć chyba nigdzie nie potrafili znaleźć siatki. To wszystko działo się jednak gdzieś obok, bo Ian patrzył tylko na Debbie. I przyszło mu na myśl, że chyba jeszcze nie mieli okazji razem tańczyć.
Wykorzystał to, że Debbie trzymała go za rękę, uniósł ich splecione ze sobą dłonie i zakręcił nią z wyczuciem, by następnie wykorzystać ten obrót do przyciągnięcia rudej do siebie. Pokierował jej ręce na swój kark, sam oparł dłonie na jej biodrach i zakołysał ich ciałami w rytm skocznej, ale niespiesznej melodii.
— Tęskniłem — powiedział cicho, nie na tyle cicho jednak, by Debbie nie mogła go usłyszeć. Patrzył w te jej brązowe oczy i czuł, że serce mocniej bije mu w piersi. Może jednak miało im się udać skorzystać z tego, że byli na Hawajach?
IAN HUNT 💞
Musieli nauczyć się funkcjonować zarówno w parze, jak i jako ta para w społeczeństwie, a nie mieli ku temu zbyt wielu okazji i pewnie nie mieli mieć ich więcej, póki Ian nie miał znacząco rozluźnić swoich powiązań z nowojorskim półświatkiem. Stąd, kiedy inne osoby w związkach mogły uczyć się siebie nawzajem w zasadzie dowoli, oni pozostawali mocno ograniczeni, choć to też nie tak, że nie uczyli się wcale. Próbowali i starali się, na tyle, na ile mogli sobie pozwolić i na tyle, na ile byli gotowi.
OdpowiedzUsuńHawaje mogły być dobrą okazja do tej nauki, choć już na dzień dobry dostali lekcję tak ostrą, że nic dziwnego, iż się zniechęcili, choć nie tak mocno, by odpuścić. Trzymali się siebie, wręcz kurczowo, bo żadne z nich nie odwróciło się na pięcie i nie poszło w swoją stronę, choć może jedno i drugie momentami miało na to ochotę.
Bo nawet, kiedy było między nimi źle, było to wciąż na tyle dobrze, że Ian nie chciał odsuwać się od Debbie.
Dlatego znaleźli się razem na parkiecie, pośród innych tańczących, jednak zainteresowani wyłącznie sobą. Patrząc na Debbie, na to, jak się uśmiechała i okręcała wokół własnej osi, Ian poniekąd nie mógł dziwić się Drake’owi, że ten chciał, aby Debbie tak samo uśmiechała się do niego. Ten jej uśmiech potrafił czarować. Potrafił powodować gdzieś we wnętrzu Iana to słodkie poruszenie, które powodowało, że miękł i że całkowicie poddawał się Debbie.
— Hej — odpowiedział cicho, znowu powtarzając dokładnie to, co powiedziała Debbie i zapatrzył się na nią z wysokości dzielących ich, niecałych dwudziestu centymetrów. Była śliczna. I była jego, tylko jego. Drake powinien spierdalać i dokładnie to zamierzał powiedzieć mu Ian, gdyby ten zamierzał wyskoczyć z czymś jeszcze. W zasadzie, powinien powiedzieć mu to od razu, jeszcze w pokoju hotelowym, ale… jako ten, który dotarł spóźniony, nie chciał od razu wprowadzać ciężkiej atmosfery pośród znajomych Tonyi. A wiele przemawiało za tym, że może jednak powinien.
— To dobrze — rzucił z nieukrywanym zadowoleniem, dobrze widocznym w jego uśmiechu. Mówił o tym w kontekście ostatnich wydarzeń, dlatego po chwili zreflektował się. — Choć wolałbym, żebyś nie musiała tęsknić.
Przytknął czoło do czoła Debbie, lekko trącił nosem jej nos. Zupełnie ignorował to, co działo się wokół nich, nawet nie bardzo słyszał płynącą z rozstawionych przy parkiecie głośników muzykę, choć piosenka chyba zdążyła się zmienić. Ważniejsze było to, że Debbie była blisko, że czuł jej zapach i ciepło jej ciała, ciężar jej dłoni na swoim karku. To niby było nic, ale dla niego to było wszystko.
Rzeczywistość jednak musiała upomnieć się o siebie.
— Wystarczy! Wszyscy jesteśmy na to za trzeźwi! — Angie znalazła się przy nich nie wiedzieć, kiedy. Ze śmiechem odciągnęła Debbie od Iana, po czym już ich oboje - bo także Hunta zdążyła złapać za przegub - zaciągnęła do tworzącego się, niedużego kółeczka. Ian miał ochotę zaprotestować, ale nie zrobił tego. Taka była już kolej rzeczy na imprezie. Wzruszywszy ramionami, posłał Debbie rozbawione spojrzenie. Chyba jednak będą zmuszeni zrobić z pokoju hotelowego tę bezpieczną przystań, a chociaż jej namiastkę.
IAN HUNT 🩷
Tak jak większość sytuacji w życiu Tamsin i ta nie była zero jedynkowa. Tkwiła zanurzona gdzieś w nieprzyjemnych rejonach szarości, gdzie ciężko było wskazać jednoznacznie kto był winny, komu powinno być wybaczone, a rozwiązanie powinno być powszechnie znane. Passalis, osoba żyjąca w przeświadczeniu, że nie ma syfu, z którego nie byłaby w stanie się wygrzebać zdawała się przyciągać osoby, które potrzebowały wskazania drogi do takiego poprowadzenia swojego losu, by skończyć jak ona. Teoretycznie żyła dla siebie, była w stanie utrzymać się z pasji i z reguły nie dawała sobie wchodzić na głowę. Poza Noahowi. Początkowo podejrzewała, że Młody może się nią zauroczył – była próżna i miała w domu lustro, wiedziała, że może się podobać nawet chłopcu w takim wieku; w końcu ona sama mając tyle lat co on stanowczo wykazywała zainteresowanie znacznie starszymi od siebie mężczyznami. Dodatkowo mógł postrzegać ją jako pewien rodzaj wybawicielki, kiedy kilka razy pomagała mu zarówno ukryć pijaństwo matki, jak i jego samego wyciągała z tarapatów. Po kilku miesiącach Tamsin doszła do wniosku, że Noah widzi w niej coś znacznie gorszego, na co zupełnie nie była przygotowana. Noah widział w niej przyjaciółkę. Nie była w stanie mu odmówić, nie przez wyrzuty sumienia, czy poczucie obowiązku, ale przez jakieś dziwne, chyba macierzyńskie odruchy, których się u siebie nie spodziewała – od zawsze była tą, która wręcz krzyczała, że nie chce mieć dzieci. Sullivan, były mąż Passalis był według niej za stary na ojca, jakby już wtedy przewidziała jego przedwczesną śmierć, a ona sama? Ona myślała, że czas, w którym będzie mogła zostać matką spędzi właśnie z nim, a później będzie już za późno. Teraz, kiedy patrzyła na tego chłopaka, właściwie młodego dorosłego, coraz częściej zastanawiała się, jak to jest mieć swoje dziecko, bo jeśli miłość do niego byłaby mocniejsza niż to, co czuła względem tego chłopca, to tylko bardziej nie chciała tego uczucia.
OdpowiedzUsuńCałe szczęście było to coś całkowicie poza jej zasięgiem, bo ani nie miała partnera, ani ochoty tego zmieniać, a nie chciała być samotną matką. Nie chodziło o sam strach przed samotnym rodzicielstwem – Tamsin z natury nie była bojaźnila, a unikanie ryzyka wpisywało się w ramy omijania kłopotów, jednak zwyczajnie się w tym nie widziała. Empatii miała w sobie trochę, ale niezbyt wiele, do tego sama była wychowywana… No właśnie, właściwie jej matka nigdy nie musiała szczególnie skupiać się na tym, by ją w jakikolwiek sposób wychować. Miała wrażenie, że przez pierwsze lata życia większość czasu spędzała z ojcem, który stanowczo był tym bardziej zaangażowanym rodzicem. To on woził ją między szkołami, pilnował, aby ćwiczyła, zabierał na lody, czy nawet gotował obiady. Po jego śmierci, Tamsin była już na tyle duża, że między szkołami poruszała się sama i w samotności spędzała prawie całe popołudnia, matkę widząc czasami dopiero tuż przed snem. Gdy tylko pojawiła sie możliwość szkoły z internatem, której czesne pokryło stypendium, Pani Passalis nie zastanawiała się długo i właściwie oddała Tamsin pod opiekę obcych ludzi. Tamsin nie miałaby więc pojęcia, jak powinno się wychować dziecko na człowieka, który mógłby być chociaż odrobinę lepszy od niej, bo chyba o to w tym chodziło, prawda? O sprowadzenie na świat kogoś, kto mógłby być trochę lepszym człowiekiem od nas samych, by i świat mógł stawać się lepszym miejscem.
Tammy, wierząca, że życie ma dla niej przygotowane jedynie lądowanie na cztery łapy, nie miała zamiaru stresować się już bardziej, niż było to konieczne. Denerwowała się przy Noah – nie chciała, by ta sytuacja była dla niego bardziej stresująca, niż było to konieczne, jednak teraz, kiedy był za drzwiami jej sypialni i kolejny raz jej zaufał, czuła się znacznie pewniej.
UsuńSłuchała funkcjonariuszki uważnie, potakując głową na każde z retorycznych pytań, patrząc to na nią, to znowu na pomieszczenie, w którym zniknął chłopak.
— Nie, nie uważam, że jest to normalne. Wiele rzeczy nie jest normalne, jak chociażby to, że jedyne rozwiązania, które daje mu system to dozór pomocy społecznej nad jego matką, który miała już dwukrotnie i dwukrotnie na nic się zdał. Była trzeźwa kilka tygodni, a później znowu sięgała po wódę, a system o nich zapominał — powiedziała cicho, tak, by jej słowa przypadkiem nie dotarły do uszu nastolatka. — Jeśli jednak odebraliby chłopaka matce, chłopak trafi albo do domu dziecka, albo do rodziny zastępczej. Najpewniej tam, gdzie akurat będzie miejsce, nie tam, gdzie ma szkołę, swoich przyjaciół i całe życie… — miała nadzieję, że nie musi więcej tłumaczyć, a wydźwięk jej słów jest oczywisty. Wszystkie rozwiązania, które zakładałyby próbę pomocy rodzinie, były w stanie pomóc jedynie powierzchownie, bez rozwiązania prawdziwego problemu, a wręcz z generowaniem następnych, dla chłopca znacznie trudniejszych, bo obcych.
— To dobry chłopak. Ma szansę na stypendium, na wyrwanie się z tego, w czym dorastał. Jeśli wyląduje w systemie… Ona nie jest agresywna, nigdy w stosunku do niego… Posypała się w trakcie pandemii. Straciła pracę, obojga rodziców, musieli z mężem zamknąć firmę… Nie chcę jej tłumaczyć, ale Noah to dobry dzieciak i ma realną szansę na bycie dobrym dorosłym….
Tamsin Passalis
[Aż człowiek pojechałby gdzieś nad wodę 💗]
Rodzina Makani miała w sobie pewną nutkę szaleństwa i nikt się nie dziwił, że Tonya nie odstaje w tej kwestii ani trochę. Na co dzień sprawiała wrażenie rozsądnej i tej, która ma plan. Tej zapobiegawczej i gotowej na wszystko. Było to jednak wrażenie, które przykleiło się do jej wizerunku w pracy. Co innego mówili ci, którzy znali ją prywatnie. Owszem, była przygotowana na wszystko - jeśli "wszystko" oznaczało zapas alkoholu, trawki i odpowiedniej muzyki na imprezę. Albo zapas wymówek na to, czemu nie zjawiło się gdzieś na czas. Potrafiła postawić na pełną spontaniczność i świetnie się w tym odnaleźć. Lubiła twierdzić, że jest po prostu zaprawiona w boju.
OdpowiedzUsuńNic zatem dziwnego, że kiedy rodzice zaproponowali, aby przyjechała na święta i sylwestra do domu, rzuciła niby mimochodem, że chętnie wpadnie, ale ze znajomymi. Ci, zachwyceni jej pozytywną odpowiedzią, nieopatrznie się zgodzili. Początkowo wyglądali na przerażonych, gdy okazało się, że chodzi o nieco więcej osób niż dwie... ale skoro okazało się, że Tonya nie jest naiwna i większości wcisnęła całkiem niemałą stawkę za wynajem, przestali narzekać. Z resztą sami mieli dość luźne podejście do różnych kwestii i chętnie się bawili. Jedynie dla najbliższych Tonya załatwiła darmowy pobyt i raczej nikomu o tym więcej nie mówiła. Na tej krótkiej liście była właśnie Debbie z partnerem, który ważył się nie pojawić na czas. Na to właściwie Tonya nie zamierzała narzekać. Odkąd przyjaciółka przygruchała sobie tego gostka, stała się zbyt.... grzeczna. Teraz mogły wreszcie odpoczywać bez jego upierdliwej kontroli.
- Nie ma sprawy - odparła Tonya. - Mamy miejsce, warto korzystać - dodała. Sama upiła łyk drinka. Odpoczywała w kapeluszu, bo ledwie względnie odespała poprzednią noc. - Co? - zdziwiła się, a potem parsknęła cicho śmiechem. - No wiesz... moi rodzice są spoko, ale z rodziną lepiej zachowywać... zdrowy dystans. Najlepiej taki na kilka godzin podróży - zapewniła. - Poza tym... wyobrażasz sobie mnie jako... no właśnie. Kogo? Miałabym witać gości i uczyć surfowania? Poza tym.... umarłabym z nudów po miesiącu.
Tonya
Ian nie powiedział Debbie, że ją kocha, ale co do tego, że ją kochał, nie mogło być żadnych wątpliwości. Na pewno nie miał ich Ian, a jeśli już, to dotyczyły one nie uczuć, które wobec niej żywił, a ich wspólnego życia. Chciałby mieć takowe z Debbie, jednak nie wiedział, jak miałoby ono wyglądać i nie miał poznać jego pełnego kształtu, póki nie przestanie handlować narkotykami. Bo namiastkę już poznał. I ta namiastka była czymś więcej, niż kiedykolwiek ośmielił się chcieć.
OdpowiedzUsuńBył przekonany, że to tworzące się kółeczko, do którego podprowadziła ich Angie, będzie kółeczkiem tanecznym i tak jak uśmiechnął się z wdzięcznością, kiedy dziewczyna wręczyła mu colę, tak mina nieco mu zrzedła, kiedy okazało się, że w tym kółeczku wcale nie będą tańczyć. Owszem, zgromadzone osoby podrygiwały w rytm nieustannie płynącej z głośników muzyki, ale główną atrakcję miał stanowić nie taniec, a typowo imprezowa zabawa zaproponowana przez jedną z bliźniaczek.
Ian powstrzymał się przed wywróceniem oczami, ale już nie przed cichym westchnieniem i żeby choć częściowo je zamaskować, tak przed Debbie, jak i pozostałymi, umoczył usta w otrzymanym napoju. Angie nie żartowała – a przecież mogła to zrobić – i w szklance faktycznie nie znajdowało się nic, prócz coli, czym Ian był mile zaskoczony.
Nie zdziwiło go to, że Pauline wyrwała się do środka kręgu jako pierwsza. Wystarczyło mu kilka minut z tą dziewczyną, by wiedzieć, że ta szukała uwagi dosłownie wszędzie i u każdego. Nie zaczęła też gry w sposób delikatny, taki pozwalający na stopniowe rozkręcenie się i od razu wyskoczyła z czymś mocniejszym, ale może właśnie o to chodziło? W przeciwieństwie do Hunta, większość osób była już lekko wstawiona.
Zaśmiał się cicho, ale jego szklanka pozostała na miejscu, trzymana w dłoni na wysokości piersi, w przeciwieństwie do szklanki Debbie. Kątem oka wyłowił ruch jej dłoni, by dopiero po tym obrócić ku niej głowę. Spoglądając na Grayson, wyżej uniósł brwi, ale nikły uśmiech nadal czaił się w kącikach jego ust.
Wtedy jednak napił się ktoś jeszcze. Drake. W kółeczku wybrzmiały nerwowe chichoty, ktoś inny znacząco odkaszlnął, a Debbie złapała Iana pod ramię i zaczęła tłumaczyć, że się pomyliła. Miała prawo się pomylić. Mogła też zdradzić kogoś innego, kiedyś, wcześniej, dawno temu, prawda? A jednak, trzymając Hunta pod ramię, Grayson mogła wyczuć, że ten delikatnie się spiął.
Czy to był już ten moment, w którym miał kazać Drake’owi spierdalać?
Potoczył wzrokiem po zebranych, a potem wyswobodził rękę z uchwytu Debbie tylko po to, żeby objąć ją i dosunąć do swojego boku. Przekręcił i pochylił głowę, cmoknął Debbie w czubek głowy, po czym wyprostował się i ostentacyjnie przeniósł wzrok na stojącego nieopodal mężczyznę, który przed paroma godzinami wtargnął do pokoju Grayson. Spojrzenie, którym uraczył go Hunt, było chłodne i zobojętniałe w ten szczególny sposób, który mógł niepokoić.
Jako że atmosfera nieco zgęstniała – czego Ian chciał uniknąć na samym początku – do środka kręgu wtargnęła Angie. Wyjęła z rąk Pauline butelkę, wygnała ją z kółeczka i rzuciła lekkim tekstem nigdy nie jadłam krewetek, na co najpierw napili się wszyscy, po czym dwie osoby zaczęły dopytywać o to, jak to możliwe, a Angie opowiedziała, jak ohydne jej zdaniem są to stworzonka, co wywołało ogólne rozbawienie i dalej gra potoczyła się swobodnie, póki do butelki i do środka kręgu nie dostał się jeden z kumpli Drake’a.
— Nigdy nie spałem z rudą dziewczyną — rzucił, ewidentnie aż za bardzo z siebie zadowolony.
Ian i Drake napili się jednocześnie.
— No na pewno nie ze mną! — Pauline ruchem dłoni odrzuciła długie włosy z ramienia na plecy, a potem skrzyżowała ręce na piersi, wydęła wargi i popatrzyła na Grayson.
To znowu mogło znaczyć cokolwiek, bo to pytanie można było zinterpretować dowolnie, ale pośród podpitych imprezowiczów rozległ się szmer, podczas gdy Drake i jego kumpel, opuszczający kółeczko, zbili piątkę.
Ian puścił Debbie. Wyszedł na środek, wyjął butelkę z rąk drugiej z bliźniaczek, która w tym czasie zdążyła się tam zakręcić. Złapał flaszkę w dłoń, uzupełnił szklanki tych, którzy sobie tego życzyli i stanął na środku, przodem zwrócony do Drake’a.
Usuń— Nigdy nikomu nie wpierdoliłem — oznajmił, łapiąc z czarnoskórym mężczyzną kontakt wzrokowy, po czym wypił swoją colę do dna.
IAN HUNT 🥊
Ian nie rozumiał dynamiki tej grupy. Nie miał wystarczająco wiele czasu, aby się z nią zaznajomić, a w zasadzie nie miał go wcale. Rozumiał jednak, że choć działanie Drake’a wytrąciło go z równowagi, nie mógł obwiniać o to Debbie. Nie kłamał, kiedy przyznawał, że nie wierzył w to, że Debbie mogłaby go tutaj nie chcieć, bo gdyby w istocie go nie chciała, miała wystarczająco wiele okazji ku temu, aby mu to zakomunikować. Posiadała przecież jeden, nadto konkretny powód, aby Hunta nie chcieć – był dilerem.
OdpowiedzUsuńIan brał pod uwagę to, że Debbie może zmienić zdanie i że może zrobić to w zasadzie w każdej chwili, jednak przez te dziesięć miesięcy zdążył poznać ją na tyle, by wiedzieć, że prędzej po raz drugi wypierdoliłaby go z łóżka, niż postawiłaby go w takiej sytuacji, w jakiej próbował postawić go Drake do wtóru z Pauline.
Dlatego nie był przeciwko niej. Nie był przeciwko niej nawet po tym, jak Drake wtargnął do jej pokoju, a następnie do łazienki, po prostu… Zdenerwował się. A teraz było mu coraz bliżej do tego, aby się wkurwić, choć nawet wkurwiony Ian Hunt potrafił zachować ten wręcz nieludzki, stoicki spokój. Przynajmniej do czasu.
Bo to nie tak, że Drake go sprowokował. Ian nie zrobił nic ponadto, jak wyjście na środek kółeczka, powiedzenie tego, co powiedział i wypicie swojej coli, co może i zmroziło pozostałe osoby, lecz Ian bynajmniej nie dopadł do młodego mężczyzny tak, jak na halloweenowej imprezie dopadł do Petera, chcąc trzasnąć jego głową o blat kuchennej wyspy. Przyszło mu na myśl, że on i Debbie chyba nie zaliczyli takiej wspólnej imprezy, na której ktoś by się do niej nie dopierdalał.
Wyczuł za sobą ruch i wiedział, że to musiała być Grayson, ale nie odwrócił wzroku od Drake’a. Rękę z pustym kubeczkiem opuścił swobodnie wzdłuż ciała, podczas gdy czarnoskóry zachowywał się jak bokser w rogu ringu przed rozpoczęciem kolejnej rundy. Tymczasem Pauline nie tyle śmiała się, co wręcz piała i Ian skrzywił się, kiedy i do jego uszu doleciały te zbyt wysokie dźwięki.
— Po prostu odpierdol się od Debbie — powiedział, w żaden sposób nie komentując tego, co powiedział i do czego nawiązał młody mężczyzna. Bo Drake, podobnie jak wcześniej Peter, a swego czasu nawet Zane, po prostu się do niej przypierdolił. Ian stracił zainteresowaniem tym, dlaczego. Być może Debbie uśmiechnęła się do niego o ten jeden raz za dużo. Być może o jeden raz za dużo przeklęła to, że Hunt nie pojawił się na Hawajach na czas. Nieistotne.
— Raczej to Debbie powinna odpierdolić się od Drake’a — wtrąciła Pauline, parskając.
Ian przeniósł na nią wzrok, a kiedy się odezwał, brzmiał wręcz uprzejmie.
— Ty też się od niej odpierdol.
— Kurwa, przestańcie! — Angie nie wytrzymała, stanęła pomiędzy Ianem, a Drakiem, kontrolnie spoglądając to na jednego, to na drugiego, przy czym to Ianowi posłała karcące spojrzenie, wyglądając na nieco nim zawiedzioną.
IAN HUNT 🥊
Panujące na prowizorycznym parkiecie zamieszanie przyciągnęło uwagę pozostałych gości. Tych kilku chłopaków, którzy próbowali zorganizować mecz siatkówki plażowej, kompletnie straciło zainteresowanie rozgrywką. Porzucili piłkę gdzieś w piasku i podeszli bliżej, podobnie jak jeszcze parę osób i zatrzymali się w odległości wystarczającej do zaspokojenia ciekawości, a jednocześnie umożliwiającej uniknięcie wciągnięcia w buzujący konflikt.
OdpowiedzUsuńJuż nikt zdawał się nie pamiętać, w jak pięknej scenerii się znajdowali i jak wyjątkowy miał to być Sylwester, choć bez wątpienia miał on na długo pozostać w pamięci wielu osób. Na pewno miał zapamiętać go Ian, aczkolwiek wydawało mu się, że będzie długo wspominać krótki pobyt na Hawajach z innych względów. Miał inne wyobrażenie o towarzystwie zgromadzonym w hotelu prowadzonym przez rodziców Tonyi, tymczasem nie dość, że czuł się tak, jakby w ogóle nie opuścił Nowego Jorku, to na dodatek miał wrażenie, że przebywa w tym środowisku, które dobrze znał jako diler, gdzie awantury i rynsztokowy język były na porządku dziennym. I nie, żeby Ian był szczególnie elokwentny czy kulturalny, po prostu… Po prostu był szczerze zadziwiony tym, co się działo.
A działo się tyle, że gdyby Pauline była Paulem, to potraktowałby ją dokładnie tak samo, jak Petera. Ruda dziewczyna skutecznie odciągnęła jego uwagę od Drake’a. Stężał, kiedy to na nią przeniósł spojrzenie, bo tylko pozostanie w całkowitym bezruchu umożliwiło mu zarazem pozostanie w miejscu, co najmniej jakby jego stopy przykleiły się do rozłożonych na piasku desek. Gdyby nie to, Pauline nie ustałaby długo na nogach.
Tym jednak, co miało miejsce później, był zaskoczony jeszcze bardziej.
Odwrócił się do Debbie, kiedy ta odpyskowała. Wyżej uniósł brwi, przyglądając się swojej dziewczynie z jawnym niedowierzaniem, bo przecież nigdy dotąd nie miał okazji widzieć jej w akcji. Zazwyczaj to Grayson hamowała jego zapędy, ale widać dziś to jej puściły hamulce i czy Ian mógł się temu dziwić? Absolutnie nie, skoro sam najchętniej rozsmarowałby twarz Pauline o piasek.
Zawsze uważał, że kobiety potrafiły być wobec siebie szczególnie okrutne i bezlitosne, co teraz wybrzmiewało w słownej przepychance, a przy tym pozostawały niesamowicie kreatywne. Ian nawet nie starał się ukryć rozbawienia, które ujawniło się w postawi unoszącego kąciki jego ust uśmieszku.
Wydawało mu się, że już nic tego wieczora go nie zaskoczy, kiedy Debbie rzuciła się na Pauline.
To go zaskoczyło. Bardzo. Wręcz kompletnie. I prawdopodobnie zaskoczyło to wszystkich w równym stopniu, bo wszyscy w milczeniu, z szeroko rozwartymi oczami i ustami patrzyli, jak uderzona przez Debbie Pauline pada na deski. Czy to wcześniejsze pragnienie Iana o ścięciu Pauline z nóg właśnie się spełniało?
Jednocześnie był to zapalnik dla Drake’a, bo ten nie zwlekał i skoczył do Iana. Hunt miał nad młodym mężczyzną tę znaczącą przewagę, że nie był pijany i choć Drake wziął go z zaskoczenia, bo całą swoją uwagę Ian skupił na dwóch rudowłosych kobietach, to i tak zdołał uniknąć wymierzonego ciosu, a niesiony siłą rozpędu Drake zatrzymał się dopiero po kilku chwiejnych krokach, bo widać w ten zamach włożył całą swoją siłę.
Spostrzegłszy to, jego dwaj kumple ruszyli, chcąc zrobić to, co Drake’owi się nie udało. Wtedy pozostałe osoby jakby się ocknęły. Chłopcy od siatkówki zatrzymali kumpli Drake’a, a Greg skutecznie unieruchomił jego samego, choć ten się szarpał.
— Mam wam wszystkim załatwić bilety lotnicze na jutro? — Tonya, która pojawiła się jakby znikąd, przykucnęła przy skulonej na deskach Pauline i posłała Debbie ostrzegawcze spojrzenie, z kolei za której plecami przystanął Ian i położył dłonie na jej ramionach. Szklanka, którą wcześniej trzymał, turlała się teraz gdzieś po deskach.
— Wystarczy dla Pauline i Drake’a — zauważył, nie zamierzając brać na siebie odpowiedzialności za to, co zaszło, bo wyjątkowo to nie on zawinił. Gdyby nie to, że tych kilka osób zareagowało tak zręcznie, Drake nie miałby już kilku zębów.
IAN HUNT 😮
Ian przypomniał sobie, dlaczego nie lubił chodzić na imprezy. Przez ludzkie dramaty, które z prawdziwymi dramatami nie miały wiele wspólnego. I to nie tak, że mógł pierwszy rzucić kamieniem, bo przecież miał za sobą okres intensywnego imprezowania, choć bardziej był to okres intensywnego ćpania i picia, któremu siłą rzeczy towarzyszyło imprezowanie, aczkolwiek ćpać i pić można było także w domowym zaciszu, a w jego przypadku w zaciszu zajmowanego przez kilka osób pokoju w bidulu. W końcu ten okres przypadał na czas, kiedy Ian miał szesnaście, może siedemnaście lat. Zaczął wcześnie, a przez to równie wcześnie skończył, bo opamiętał się w porę, by nie skończyć jak jego rodzice, którzy wąchali kwiatki od spodu, choć Ian nie sądził, aby Louis nosił kwiaty na ich grób. On sam nawet nie wiedział, gdzie byli pochowani, nigdy go to nie interesowało.
OdpowiedzUsuńTakimi sytuacjami, jak ta na imprezie sylwestrowej, był po prostu znudzony. Przerobił ich zbyt wiele, naoglądał się ich zbyt wiele, stąd kiedy konflikt eskalował, wyszedł na środek kółeczka i jasno dał Drake’owi do zrozumienia, co zrobi, jeśli ten nie odpierdoli się od Debbie, bo zdaniem Iana w tego typu przypadkach przemoc była jedynym słusznym rozwiązaniem. Jak dotąd wydawało mu się jednak, że Debbie tego jego zdania nie podzielała i przez to, kiedy Drake został odciągnięty, a Pauline podniesiona na nogi i odprowadzona na bok, nie bardzo wiedział, co o tym sądzić. Niemniej, znowu, nie mógł pierwszy rzucić kamieniem, a kiedy spoglądał na Grayson, czuł wyłącznie rozbawienie. Nawet, kiedy ruda nokautowała Pauline, pozostawała urocza.
Nie wierzył też w nic z tego, co padło. Być może dlatego, że był trzeźwy, nadto wyraźnie dostrzegł, że Debbie stała się narzędziem zarówno w rękach Drake’a, jak i Pauline. Mógł tylko żałować, że nie zrozumiał tego wcześniej, po tym, jak Drake wtargnął do pokoju Debbie, ale też wtedy kompletnie nie orientował się w sytuacji, teraz natomiast miał na nią jako taki ogląd.
— Nic — odpowiedział i mógłby zapytać ją o to samo, ale zamiast tego zlustrował sylwetkę Grayson uważnym spojrzeniem. Zdecydowanie była cała, chyba że w zderzeniu z twarzą Pauline ucierpiała jej dłoń, która miała zacząć bolec dopiero, kiedy z Debbie zejdę te wypite drinki. Bo Debbie, choć cała, delikatnie, acz zauważalnie dla Iana chwiała się na nogach.
Odruchowo przeniósł wzrok na bliźniaczki, które, ubrane i uczesane, a nawet pomalowane tak samo, pozostawały dla niego nie do odróżnienia, kiedy stały tak blisko siebie. Przysłuchiwał się im z uprzejmym zainteresowaniem, bo w zasadzie był ciekaw, o co w tym wszystkim chodziło, a kiedy się dowiedział, parsknął śmiechem. Jednym z głośniejszych i dłuższych, jakie miała okazje w jego wykonaniu słyszeć Debbie.
— Po tym celnym ciosie Debbie jej umiejętności raczej nie wzrosną — rzucił swobodnie, na co bliźniaczki zgodnie zachichotały i wyglądały na chętne do pociągnięcia tej rozmowy, ale po propozycji Debbie skierowanej do Iana, nie miały na to nalegać. Zresztą Ian uważał, że ochłonąć powinien każdy, bo tak jak Angie i Jessie nie miały do nikogo pretensji, tak niektórzy ewidentnie spoglądali na nich krzywo, bo może nie obrali żadnej ze stron, ale pozostawali oburzeni ich zachowaniem.
Porzucił klapki obok sandałków Debbie, złapał jej dłoń i ruszył za nią.
— Nie znałem cię od tej strony — rzucił lekko, kiedy pod stopami mieli mokry piasek i mocniej ścisnął jej palce, w ten sposób dając jej do zrozumienia, że ten komentarz miał mieć pozytywny, a nie negatywny wydźwięk. Choć na początku nic nie potoczyło się po ich myśli i w zasadzie nadal się nie toczyło, zdążył już się rozluźnić.
IAN HUNT 💞
— Nie w cywilu — uściślił.
OdpowiedzUsuńNie wątpił, że Debbie doskonale wywiązywała się ze swoich obowiązków policjantki, choć nie mógł przy tym zapomnieć, że gdyby wywiązywała się z nich ze stuprocentową dokładnością, nie szli by teraz obok siebie, trzymając się za ręce, po hawajskiej plaży. Odniósł jednak wrażenie, że poza pracą, Debbie unikała uciekania się do rygorystycznych środków i szukała raczej pokojowych, niż siłowych rozwiązań. Z ich dwójki to Ian był pierwszy do rozwiązywania problemów pięściami, choć dziś, w przeciwieństwie do Debbie, to on się powstrzymał. Może dlatego, że pamiętał, że kiedy rozprawił się z Peterem na imprezie w mieszkaniu brata Debbie, nikt nie był z tego powodu zadowolony? Tutaj przyjechał nieelegancko spóźniony, nie chciał więc dolewać oliwy do ognia poprzez wszczynanie bójki na dzień dobry – bo miał ochotę wszcząć ją już w pokoju Debbie – choć może w tym konkretnym przypadku okazałoby się to słuszne? Może naprostowałby w ten sposób Drake’a, który prędzej odpierdoliłby się od Debbie i dzięki temu uniknęliby zamieszania na imprezie?
Ian szedł wyprostowany, z wysoko uniesioną głową. Patrzył przed siebie, na migoczącą od pojedynczych lub znajdujących się w niewielkich skupiskach światełek linię nabrzeżną, na fale łagodnie wdzierające się na piaszczysty brzeg, bo ocean był wyjątkowo spokojny. Ian także się taki wydawał, jednak spiął się w odpowiedzi na kolejne słowa Debbie.
Jak Grayson niegdyś słusznie zauważyła, Hunt był inteligentny. Wiedział więc, do czego odnosiła się ruda. Zmarszczył ciemne brwi i pochylił lekko głowę, a potem przekręcił ją, by móc zerknąć na profil rudej. Gdzieś w środku poczuł nieprzyjemne ukłucie, a jego serce podskoczyło niespokojnie.
— Myślisz, że ktokolwiek uwierzył w to, co wygadywała Pauline? — spytał cicho, niewiele głośniej, niż przyjemnie szumiały obmywające ich stopy fale i był to jedyny przyjemny bodziec, jakiego w tym momencie doświadczał, bo nawet uścisk palców Debbie na jego palcach stracił na tym, jak kojąco zazwyczaj na niego działał. — Jeśli tak, to muszę pogratulować Tonyi znajomych — prychnął, teraz już poirytowany i pokręcił głową, bo coraz mniej podobało mu się to, co się działo.
Najpierw Debbie miała do niego pretensje o to, że mógłby uwierzyć w to, co insynuował Drake, a teraz miała pretensje o to, że kompletnie zignorował to, co powiedziała Pauline, bo nie wierzył w ani jedno jej słowo?
Zacisnął usta, powstrzymując się przed kolejnym komentarzem. Tak, Iana tutaj nie było i to był problem. Bo nie wiedział, co sprowokowało Drake’a i Pauline do takiego zachowania i nie wiedział, co dokładnie robiła bądź mówiła Debbie na temat tego, że nie przyleciał tutaj razem z nią, a co ewidentnie musiało skłonić Drake’a do działania, ale ufał jej i ufał, że cokolwiek by to nie było, Drake nadinterpretował jej słowa i zachowanie. I nie chciał nawet myśleć o tym, że była jeszcze jakaś strona, od której mógł nie znać Debbie.
— Co?
Aż przystanął, kiedy z ust Debbie padły kolejne, zaadresowane do niego słowa. Popatrzył na nią z niedowierzaniem, po czym puścił jej dłoń, wyforsował się dwa kroki przed nią i stanął przodem do niej. Już otwierał usta, żeby zapytać co ty pierdolisz, Debbie?, ale w ostatnim momencie ugryzł się w język i tylko mocno nabrał powietrza. Przymknął powieki, kciukiem i palcem wskazującym ścisnął nasadę nosa, jednocześnie wzmacniając chwyt na szklance z colą, którą trzymał w lewej ręce.
— O co ci chodzi, Debbie? — wycedził, odejmując dłoń od twarzy i opuścił rękę wzdłuż napiętego z nerwów ciała.
Nie poznawał jej. Nie poznawał swojej Debbie, a na pewno jej nie rozumiał. Patrzył więc na nią teraz szeroko rozwartymi, piwnymi oczami, ze wszystkich sił starając się ignorować to, że w tak niedorzeczny sposób dotknęła najczulszego punktu ich relacji. Tego, który Iana najbardziej bolał i nie dawał mu spokoju.
IAN HUNT 😠
Ciekawym było to, że Debbie postanowiła uspokajać się akurat u boku dilera, bo przecież wiedziała, czym zajmował się Ian. Może nie dowiedziała się tego od razu, wciąż jednak wystarczająco wcześnie, aby zastanowić się nad tym, z kim zaczęła się spotykać, co przed chwilą ostro mu wypomniała, i co tak właściwie się z tym wiąże. Jako policjantka, powinna to wiedzieć. Ian nie wątpił w to, że wiedziała, zaczynał jednak mieć wątpliwość co do tego, czy ta wiedza wiązała się ze zrozumieniem.
OdpowiedzUsuńPewnie sam popełnił błąd i to nie jeden. Pewnie powinien pewne kwestie Debbie wytłumaczyć, porozmawiać z nią. Ale on nie potrafił rozmawiać, a kiedy próbował, przychodziło mu to z niebywałym trudem. I choć z Debbie rozmawiało mu się miło i prosto, wyglądało na to, że dotyczyło to tylko tych miłych i prostych tematów. Tych trudnych i skomplikowanych po prostu nie poruszali. I chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, jak ogromny błąd popełniają.
— Mogli? — powtórzył za Debbie, powoli tracąc cierpliwość. — Ale ja nie mogłem uwierzyć w to, co mówił Drake?
Bo to, co mówiła Debbie, faktycznie nie miało sensu. Owszem, miała prawo mierzyć Iana inną miarą, niż pozostałe osoby, które przyjechały na tego sylwestra, ale czy w ten sposób nie kwestionowała tego, co padło wcześniej? Skoro inni mieli uwierzyć Pauline w to, co ta wygadywała, bo Ian nie zareagował, to czy Ian nie miał prawa uwierzyć w pretensje Drake’a do Debbie, kiedy ten wtargnął do jej pokoju, co ta zbyła wyłącznie śmiechem? I to nawet nie tak, że on uwierzył. On po prostu się wkurwił, bo który facet na jego miejscu by się nie wkurwił?
Teraz patrzył na Debbie z góry. Stała blisko, na tyle blisko, że czuł od niej woń alkoholu. Skrzywił się, nie wiedzieć czy pod wpływem zapachu, czy palca wbitego w jego pierś. Jego spojrzenie nie było miękkie i ciepłe, było pełnie niezadowolenia, bo Ian nie był zadowolony z tego, co widział i co słyszał. Nie pierwszy raz mierzył się z pijaną Debbie, z tym że ta pijana Debbie nie była ani trochę urocza.
Z każdym jej kolejnym słowem w Huncie coś pękało, bo Debbie celowała dokładnie w to miejsce, które już bolało. Które było naruszone, a naruszyła je ona sama, pojawiając się w jego życiu i w nim zostając. W tym życiu, od którego Ian niczego nie oczekiwał, nie przed pojawieniem się Debbie.
— Naprawdę jesteś przekonana, że rozumiesz? — spytał, kiedy skończyła. Przymrużył powieki i przez kilka uderzeń serca przyglądał jej się uważnie, w milczeniu, aż odchylił głowę i westchnął, głęboko i głośno. Wrócił spojrzeniem do Grayson.
— Bo wydaje mi się, że niczego nie rozumiesz — powiedział, jeszcze spokojnie, bo kiedy koniuszkiem języka oblizał górną wargę, jakby jeszcze się powstrzymywał, to coś pękło w nim doszczętnie.
— Kurwa, Debbie! — syknął, nachylając się nad nią mocniej tak, żeby swobodnie zajrzeć w te jej lśniące od łez, czekoladowe oczy. — Nie wkurwiłabyś się, gdybyś była na moim miejscu? Gdybym bawił się na Hawajach, a ty zapierdalałabyś w Nowym Jorku, żeby żadna ze SPRAW się nie posypała, po czym, gdyby już udało ci się wyrwać i doleciałabyś na te pierdolone Hawaje tylko po to, żeby do mojego pokoju, jak do siebie, weszła jakaś laska, której nie znasz? Wkurwiłabyś się — powiedział jej, bo przecież znał odpowiedź. — Może nawet rzuciłabyś się na nią, jak na Pauline. A wtedy, na tych schodach? — rzucił i odruchowo wyciągnął rękę ze szklaneczka coli w bok, jakby te schody gdzieś tam majaczyły, zakopane w piachu i chciał na nie wskazać. — Wysłałem ci smsa, że nie wiem, o której będę w mieszkaniu i dam ci znać. Myślałem, że wysłałem. Nie zdążyłem kliknąć „wyślij”, bo najwidoczniej już wtedy Zane dawał mi w mordę za to, co powiedziałem.
Ian także podniósł głos, wciąż jednak był daleki od krzyku. Mówił głośniej i szybciej, niż na co dzień, mówił też zdecydowanie więcej. O wiele, wiele więcej. W końcu mówił.
Opuścił rękę, oderwał wzrok od Debbie i popatrzył w bok, ale to pęknięcie, które czuł, a które dopiero co się otworzyło, nadal mu doskwierało.
— I tak, Debbie, mam, kurwa, SPRAWY — warknął, ponownie patrząc wprost na nią. — Sprawy, o których ci nie mówię, bo próbuję trzymać cię jak najdalej od tej gównianej części mojego życia. Bo cię kocham. I nie zasługujesz na to, żeby z tą gównianą częścią mojego życia mieć styczność, ale nie rozumiesz, prawda? Bo nagle oczekujesz, że tutaj, tysiące kilometrów od Nowego Jorku, będę groźnym dilerem? Chcesz? Pokazać ci, jaki ze mnie diler? — Ostatnie zdania wypowiadał już ochryple, bo chyba nigdy w całym swoim życiu nie powiedział tak dużo. Jeśli się nad tym zastanowić, to powiedział więcej, niż przez całą znajomość z Debbie.
UsuńW końcu zamilkł, oddychając teraz ciężko, nieomal wisząc nad Debbie z lekko poczerwieniałą twarzą. Byłoby szkoda, gdyby Debbie okazała się za bardzo pijana na wyłowienie z tego wszystkiego, co powiedział Ian, tego najważniejszego.
IAN HUNT 😡❤️
Ian Hunt kochał Debbie Grayson. Kochał ją już wtedy, kiedy to ona pierwsza powiedziała mu, że go kocha, i na długo przed tym, co zdawało się wybrzmiewać w tych wszystkich drobnych i czułych gestach, którymi ją obdarzał, ale czego do dziś nie powiedział na głos. Bo nie potrafił, bo nie chciało mu to przejść przez gardło, bo uważał, że mógł kochać Debbie w sposób, który nie był właściwy, cokolwiek jego zdaniem oznaczało to właściwie. Chyba przede wszystkim rozchodziło mu się o to, że z kimkolwiek innym Debbie miałaby prościej, niż z nim i choć dla niego kochanie Debbie okazało się banalnie wręcz proste, kochanie jego nie miało prawa takie być. Bo był dilerem, bo był trudny, bo miał te wszystkie problemy, z emocjami i komunikacją, przez które teraz stali na plaży na Hawajach, podczas gdy zegar nieubłaganie odliczał do północy, a oni, zamiast świętować, wyrzucali sobie to, co ich bolało.
OdpowiedzUsuńIan nie reagował już na słowa Debbie, na jej wtrącenia, tak jakby zatracił się w tym, co sam mówił i ilość słów, jaką niespodziewanie z siebie wyrzucał, a która zawisała między nimi nie pozwalała na to, by dołączyły do nich jeszcze słowa Debbie. Nieistotnym było już dla niego to, kto i komu miał uwierzyć, czyja to wina, że sms nie dotarł do Debbie i dlaczego, bo nie miało to większego sensu, kiedy patrzył wprost w jej czekoladowe oczy pełne łez i może nie pierwszy raz, ale w najbardziej spektakularny sposób próbował przekazać to, o co mu chodziło.
A zawsze chodziło o Debbie. Tylko i wyłącznie o Debbie.
Tę Debbie, która stała po kostki w słonej, oceanicznej wodzie i którą tylko kilka mrugnięć dzieliło od tego, by łzy spłynęły po jej policzkach. Tę Debbie, która wpatrywała się w mówiącego Iana, któremu coraz bardziej brakowało tchu. Rude kosmyki tańczyły wokół jej twarzy, wzburzane wieczorną bryzą, a blade na co dzień piegi, pod wpływem hawajskiego słońca tak ściemniały, jak i pojawiły się w tych miejscach na jej buzi, w których wcześniej Ian ich nie dostrzegał. Teraz widział te piegi wyraźnie, bo miał Debbie na mniej, niż wyciągnięcie ręki i widział, jak pod wpływem jego słów zamarła, przez co, kiedy już skończył mówić, poczuł ukłucie niepokoju. Nie do końca kontrolował to, co mówił. Nie do końca nawet zdawał sobie sprawę z tego, co mówił. Może więc powiedział coś, czego powiedzieć nie powinien?
Ian.
To, jak jego imię układało się w ustach Debbie, przywołało go do porządku, bo tylko Debbie potrafiła tak miękko wypowiedzieć tę jedną, prostą głoskę i tylko Debbie wypowiadała ją tak, że coś obrywało się w jego wnętrzu i sprawiało, że Ian momentalnie się poddawał.
Skinął głową, kiedy poprosiła, żeby nie pokazywał jej, jakim był dilerem. Mógłby to zrobić. Mogliby choćby zaraz wrócić na plażę przynależną do hotelu rodziców Tonyi. Ian znalazłby Drake’a i urządził go tak, że ten nie widziałby na oczy przez długie tygodnie, nie mówiąc już o oddychaniu przez nos. Ian znalazłby także Pauline i wyszeptał jej wprost do ucha, że jeśli powie jeszcze jedno słowo pod adresem Debbie, to potnie jej tę piękną buźkę. Mógłby zrobić to wszystko, ale nie chciał. Nie chciał pokazywać tego Debbie, choć czy jeszcze przed chwilą nie był na to gotów, gdyby tylko ta powiedziała słowo?
Ian.
— Nie płacz — poprosił cicho, obserwując, jak Debbie zakrywa twarz dłońmi.
Jego szklanka dołączyła do szklanki Debbie, bo Ian wyciągnął ręce i ujął jej twarz w dłonie, obejmując częściowo także jej dłonie i zniwelował dzielącą ich odległość. Pocałował ją w czubek głowy.
— Kocham cię — powiedział, nadal cicho, jakby teraz miał nadrobić te wszystkie razy, kiedy tego nie robił, a których było bez liku, bo przecież całował Debbie w czubek głowy czy czoło często i za każdym razem myślał to samo, ale tego nie mówił. — I kurewsko żałuję, że nie może być zwyczajnie. Że może nigdy nie będzie zwyczajnie — mówił, nie odejmując dłoni od twarzy Debbie, nachylony nad nią tak nisko, że jego wargi muskały jej spięte włosy.
— Że nie mogłem przylecieć z tobą od razu. Że jak już przyleciałem, to i tak dzień później, niż miałem przylecieć. Że… — westchnął. — To musi tak wyglądać.
UsuńBo jeśli Ian czegoś żałował, to właśnie tego. Że nie mogli być po prostu Ianem i Debbie, co wychodziło im przecież doskonale. Że to, że Ian był dilerem, a Debbie była policjantką, nie mogło zostać przez nich zignorowane, bo choć ignorowali to na przestrzeni ostatnich miesięcy, to to i tak finalnie zawsze ich dopadało.
Sedna ich problemów upatrywał w sobie, nawet jeśli wcześniej mówił, że to Debbie nie rozumie. Nie musiałaby tego wszystkiego rozumieć, gdyby nie Ian. A jednak, nie potrafił jej sobie odpuścić.
Uparcie stał przy Debbie, podczas gdy fale obmywały ich stopy, a zapomniane szklanki utknęły w mokrym piachu. Nie wiedział, co teraz. Nie wiedział, co począć z tymi wzajemnymi pretensjami i tym, że Debbie płakała, bo przecież nie mógł zrobić wiele. Nie mógł jej niczego obiecać i skrzywił się na tę myśl, a nawet wyrwała mu się cicha kurwa, bo ta myśl bolała go teraz bardziej, niż wcześniej.
IAN HUNT 😞❤️
Debbie miała pełne prawo czuć to wszystko, co czuła, bo przecież sytuacja, w której się znajdowali, nie była zwykła. Daleko jej było do zwykłej sprzeczki, a to, co wydarzyło się najpierw z Drake’iem, a potem Pauline, stanowiło tylko wierzchołek góry lodowej. Cała jej niszczycielska masa znajdowała się tuż pod powierzchnią, na pierwsza rzut oka pozostając niewidoczną, ale Ian i Debbie zdawali się doskonale czuć jej sunący na nich ogrom.
OdpowiedzUsuńDlatego, nawet jeśli Hunt miał do Grayson jakiekolwiek pretensje, to te rosły w nim pod wpływem chwili i równie szybko znikały, bo przecież zdawał sobie sprawę z tego, w jakim położeniu ją stawiał. Trudnym, niemożliwym wręcz do zniesienia, a jednak Debbie to znosiła, zaskakująco cierpliwie i dzielnie, jak więc miałby mieć jej za złe te nieliczne momenty, w których kruszała pod naporem emocji? Mógł się na nią irytować, mógł nawet jej dogadywać, tak, jak robił to tuż po opuszczeniu przez nich pokoju, ale nigdy nie trwało to długo. Jeśli się nad tym zastanowić, to żadne z nich nie potrafiło iść w zaparte, pozostawać przeciwko temu drugiemu. Poddawali się, sobie nawzajem.
Nie lubił, kiedy Debbie płakała, a teraz łzy nie przestawały płynąć po jej policzkach. Widział je, każdą jedną, jak uciekały z czekoladowych oczu Grayson i podążały wytyczoną ścieżką, a kiedy kobieta cofnęła dłonie, przez co jego własne w pełni dotknęły jej ciepłych policzków, także je poczuł. Kilka z nich roztarł kciukami, mając przy tym lekko zmarszczone brwi, tak że pomiędzy nimi pojawiła się delikatna, pionowa zmarszczka. Nie nadążał jednak wyłapywać wszystkich, a po chwili, kiedy Debbie go objęła, przytulając policzek do jego torsu, i tak nie był w stanie dłużej tego robić.
Oczywiście, że do niego pasowała, do jego ciała i ciasnego uścisku ramion, którymi ją objął. Do tego miejsca, które było tylko jej miejscem. Debbie była jego wszystkim. Wszystkim tym, o czym nigdy nie ośmielił się marzyć i wszystkim tym, czego kiedykolwiek mógłby chcieć.
— Nie przepraszaj mnie — skarcił ją mrukliwie. — To ja dałem dupy — dodał, a kiedy uzmysłowił sobie, jak brzmiało to w kontekście tego, co jeszcze niedawno Debbie zarzucali Pauline i Drake, zdołał mimo wszystko zaśmiać się cicho.
Trzymał Debbie mocno przy sobie, w końcu trzymał swoje wszystko. Lewą rękę owinął wokół jej talii, podczas gdy prawą delikatnie przytrzymywał jej głowę, którą przytulała do jego piersi, podbródek opierając na jej czubku. Było mu dobrze. Najlepiej. Nie potrzebował niczego więcej, jak czuć Debbie przy sobie i zdawało się, że kiedy ta go objęła, przylegając do niego ciasno, wszystkie ich problemy rozwiązały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To była ich własna, prywatna magia. Czar, który rzucali bez najmniejszego wysiłku, wręcz bezwiednie.
Uśmiechnął się, kiedy Debbie powiedziała mu, że go kocha. Przyjemne, kojące ciepło rozlało się po jego wnętrzu – to ciepło, którego zaznawał wyłącznie przy Debbie. Poluźnił nieco swój uścisk, kiedy wyczuł, że Debbie się porusza i nieznacznie odchylił się, by spojrzeć na nią, kiedy zadarła głowę. Tym razem jej nie odpowiedział. Zamiast tego dłoń z tyłu jej głowy zsunął na jej policzek, a potem palcami lekko przytrzymał za podbródek i, ponownie się nad nią pochyliwszy, pocałował ją.
Tak, jak Ian całował Debbie. Miękko i czule.
Czuł na wargach słony smak jej łez. Czuł go tym intensywniej, kiedy pocałował ją głębiej. I nadal było mu kurewsko żal, ale przez całą tą gorycz sączyła się słodycz, która miała mu to wszystko osłodzić.
IAN HUNT ❤️❤️❤️
Ian i Debbie powtarzali schemat, który przerobili już kilkukrotnie. Ian nie wiedział, czy to dobrze, czy źle. Nie rozmawiali o tym, co ich gryzło, przez co dochodziło pomiędzy nimi do konfliktów, które jednak względnie szybko potrafili zażegnać i kończyli tak, jak teraz, może niekoniecznie na plaży, ale zapominając o otaczającym ich świecie. Może powinni postarać się bardziej; próbować rozmawiać, aby nie dopuścić do piętrzenia się nieporozumień, ale czy tak w ogóle się dało? Tego także Ian nie wiedział. Brakowało mu doświadczenia. Związki, w których bywał, nie trwały na tyle długo, by można było powielać w nich pewne schematy. Nigdy też nie zależało mu na tyle, by powstałe nieporozumienia wyjaśniać. Wolał machnąć na nie ręką, niż się gimnastykować.
OdpowiedzUsuńMoże zatem ten schemat, będący wyłącznie ich schematem, w gruncie rzeczy był dobry? Skoro działał, jak do tej pory niezawodnie? Trzymając Debbie przy sobie, w ciasnym uścisku, Ian miał nadzieję, że zawsze będzie działał wyłącznie w ten sposób.
Podobnie, jak Debbie, oddałby wiele, aby to wszystko wyglądało inaczej. I, podobnie jak Debbie, nie zamieniłby jej na nikogo innego. Nikt inny nie miał prawa zająć w jego życiu tego miejsca, które zajęła Debbie, jakby to zawsze na nią czekało i było przeznaczone tylko jej. Ian nie tylko nie potrafił, ale też nie chciał nikogo innego na tym miejscu sobie wyobrażać. To zawsze miała być Grayson, czy tego chciała, czy nie, ale skoro tak ufnie wtulała się w jego ciało, musiała podzielać jego zdanie. Zresztą, oboje od początku byli świadomi tego, w jak beznadziejnym położeniu się znaleźli – jak beznadziejnie dla siebie przepadli, wręcz momentalnie, nawet nie mając czasu na racjonalną reakcję, na powstrzymanie się, bo przecież to powinien nakazać im zdrowy rozsądek.
Ian westchnął do własnych myśli i mimo że te miejscami mogły być niewygodne, przytulając Debbie do siebie, kompletnie tę niewygodę ignorował. Kiedy natomiast ją całował, było mu najlepiej na świecie.
Te pocałunki, wymieniane przez nich po kłótniach, miały szczególny smak. Ian nie mógł się nie uśmiechnąć, czując, jak uśmiecha się Grayson, ale zaraz powściągnął ten uśmiech tylko po to, żeby już bez przeszkód móc całować ją dalej. Czuł, jak Debbie ułożyła dłoń na jego twarzy i jak drugą przesunęła na jego kark, by wreszcie wsunąć palce w ciemne kosmyki włosów, przez co zamruczał cicho wprost w jej usta i choć ruda wspięła się na palce, niemalże jak zwykle, by nieco zmniejszyć te dwadzieścia centymetrów stanowiące dla nich małą przeszkodę, to Ian i tak nachylił się nad nią bardziej, ciaśniej obejmując ją w talii i ciaśniej obejmując wargami jej wargi. Tak jak Debbie uciekała w niego, tak on trzymał się jej mocno, jakby od tego zależało jego życie i przecież poniekąd tak właśnie było.
Od Debbie zależało jego jutro. To jutro, które mogło okazać się lepsze, niż Ian kiedykolwiek zakładał. To jutro, które dzięki Debbie wreszcie miało sens i na które warto było czekać, pozostając niecierpliwym wobec tego, co to przyniesie.
Tym razem nikt im nie przeszkadzał. Znajdowali się w miejscu oddalonym od ośrodków wypoczynkowych czy prywatnych posesji, na nieoświetlonym i wydawałoby się, dzikim kawałku plaży. Odgłosy imprezy na plaży przy hotelu rodziców Tonyi już dawno przestały do nich dochodzić, a w pobliżu nie miała miejsca żadna inna, konkurencyjna impreza. Nikt ich nie nawoływał, nikt nie zareagował żywiołowo na ich pocałunek, jak miało to miejsce na Long Beach. Żadna kapryśna fala nie zmyła ich butów, bo te zostawili nieopodal prowizorycznego parkietu, a szklanki po ich napojach zostały zakopane w piachu tak głęboko, że mieli pełne prawo o nich zapomnieć.
Tym, co mogło rozproszyć ich uwagę, skupioną na sobie nawzajem, był jeden, samotny fajerwerk, wystrzelony przez kogoś, kto nie mógł doczekać północy. Huk wybrzmiał sekundę po złocistym rozbłysku, wysoko nad ich głowami.
Ian odjął usta od ust Grayson i zadarł głowę, wypatrując sypiących się po rozgwieżdżonym niebie złotych iskier, lecz te już rozproszyły się na wietrze, a kolejny wystrzał nie nastąpił.
Usuń— Wracamy? — zagadnął, spoglądając na rudą z niewielkiej, wręcz znikomej odległości, bo przecież nie odsunęli się od siebie i nadal nie można było wcisnąć pomiędzy nich choćby szpilki. Wystarczyło, żeby Hunt lekko pochylił głowę, a bez wysiłku wróciliby do przerwanej, jakże miłej i pochłaniającej bez reszty czynności.
— Reszta na pewno nie może doczekać się naszego powrotu — dodał cicho, żartując. Skakał przy tym spojrzeniem od oczy Debbie do jej ust i z powrotem, poważnie zastanawiając się nad swoją własną sugestią. Skoro jednak już tutaj byli, nie powinni zmarnować takiego Sylwestra, prawda?
IAN HUNT ❤️❤️❤️
Ian uniósł brew, kiedy Debbie jęknęła z zawodem. Do tej jednej, uniesionej brwi dołączyła druga, kiedy Debbie zsunęła jego dłoń na swój tyłek. Choć Hunt wyglądał na co najmniej lekko zdziwionego i czuł się zdziwiony, na jego ustach, dokładnie tych samych, którymi jeszcze przed chwilą zawzięcie całował Debbie, majaczył lekki uśmieszek wyrażający zadowolenie, bo jakże nie miałby być w tej sytuacji zadowolony? I podczas gdy Grayson wspięła się na palce, on zapatrzył się na ocean, który widział ponad czubkiem jej głowy, jednocześnie słuchając tego, co jego dziewczyna miała mu do powiedzenia, a sądząc po jej zachowaniu, ewidentnie miało to być coś interesującego.
OdpowiedzUsuń— Och — wyrwało mu się, kiedy szeptem zwierzyła mu się z tego jednego marzenia, ciepłym oddechem owiewając płatek jego ucha, co sprawiło, że w dół jego kręgosłupa spłynął przyjemny dreszcz.
Nie spodziewał się tego. Błędnie wydawało mu się, że Debbie będzie chciała wrócić do pozostawionej w oddali grupy, by razem ze znajomymi świętować zbliżające się wielkimi krokami nadejście nowego roku, choć do wybicia magicznej północy mieli jeszcze trochę czasu. Mile zaskoczyła go tym, że chciała zostać tutaj, z nim, a z dala od innych i wykąpać się w oceanie. Również z nim. Na dodatek nago, przy czym słowo nago stanowiło istotne słowo-klucz odpowiedzialne za to, że ten uśmieszek majaczący na twarzy Hunta stał się rozmarzony – skoro już mieli spełniać marzenie rudej.
Ten ich schemat naprawdę cholernie dobrze działał.
Po odsunięciu się Debbie, Ian nie miał co zrobić z rękoma. Wyłącznie dlatego skrzyżował je na piersi, przyglądając się, jak Debbie ściąga najpierw narzutkę, potem bluzkę, a na koniec pozbywa się góry stroju kąpielowego, a minę miał przy tym co najmniej osobliwą, bo wciąż się uśmiechał i wciąż miał wysoko uniesione brwi, przez co wyglądał na człowieka, któremu zdaje się, że śni piękny sen na jawie i nie można było go za to winić, bo jakkolwiek ten ich schemat okazał się niezawodny, to jeszcze przed kilkunastoma minutami nic nie wskazywało na podobny obrót spraw, prawda?
Przez to Ian pozostawał pod wrażeniem, tak sytuacji, jak i samej Debbie. Odchrząknąwszy cicho, opuścił ręce, tym samym umożliwiając jej rozpięcie guzików jego koszuli, podczas gdy jego wzrok bezwstydnie przesuwał się po obnażonym ciele Grayson.
— Akurat to marzenie mogę spełnić — odezwał się cicho, brzmiąc na rozkojarzonego.
Spełnianie innych marzeń Debbie mogło okazać się dla niego kłopotliwe. Może nawet trudne. Przykrym natomiast było to, że Ian wiedział, że niektórych jej marzeń nie będzie potrafił spełnić nigdy i… właśnie wtedy coś go tknęło.
Rozejrzał się, tak jak wcześniej Debbie, choć przecież tuż przed nim rozpościerał się widok na tyle ciekawy i pochłaniający, że nie powinno interesować go nic innego. A jednak. Podobnie, jak wcześniej Debbie, utwierdził się w przekonaniu, że byli sami. Daleko od ludzi. Daleko od zabudowań, w których i wokół których mogli znajdować się ludzie.
Pierwszy raz byli daleko także od Nowego Jorku. Poza Tonyą, Iana nikt tutaj nie znał. Poza Debbie, nikt nie wiedział, że był dilerem.
Byli bezpieczni.
Debbie nic nie groziło. Tutaj nie istniało ryzyko, że zobaczy ich ktoś, kto nie powinien widzieć ich razem. Ian nie musiał martwić się tym, że ktoś wykorzysta ich związek przeciwko nim.
Pierwszy raz, tak naprawdę, mogli być tylko Ianem i Debbie. Aż Ianem i Debbie.
Przestawszy się rozglądać, Hunt utkwił wzrok w czekoladowych oczach rudej i uśmiechnął się do niej szeroko i lekko. Tak lekko, jak nigdy dotąd się do niej nie uśmiechał, bo zawsze coś go przed tym powstrzymywało, zawsze gdzieś z tyłu głowy towarzyszyła mu myśl, że powinien uważać.
Z jej oczu przesunął wzrok na jej usta, po czym przytrzymał ją za kark i pocałował gwałtownie, ale krótko, bo już po kilku sekundach odsunął się i najpierw sam dokończył rozpinanie guzików własnej koszuli, ściągnął ją i rzucił na piasek, po czym równie szybko pozbył się spodenek i bokserek. Z szortami oraz majtkami bikini Debbie rozprawił się w ten sam sposób, tak pośpiesznie, że chwiali się przy tym lekko, przez co Ian śmiał się cicho. Spieszyło mu się, jak nigdy przedtem.
UsuńKiedy tylko oboje byli nadzy, poderwał Debbie z piasku. Złapał ją pod kolanami i ramionami, poprawił chwyt, a że Debbie nie stanowiła dla niego żadnego ciężaru, to biegiem puścił się do wody, od której oddalili się nieco, by ciuchy mimo wszystko zostawić na suchym piasku.
Wpadł w łagodne fale, rozbryzgując wokół nich słoną, zaskakująco ciepłą wodę, raz po raz zerkając przy tym na Grayson, którą cały czas trzymał jak najcenniejszy skarb.
IAN HUNT 🌊🌊🌊
Ian lubił słuchać śmiechu Debbie, a przecież nie miał okazji słyszeć go zbyt często. Łatwo byłoby uciec mu myślami w stronę tego, co sprawiało, że Debbie śmiała się przy nim rzadziej, niż mogłaby się śmiać przy kimkolwiek innym, ale Ian zdecydował, że nie będzie tego robił. Zamiast tego, biegł do wody z takim zapałem, jakby ktoś ich gonił, mimo że wokół, poza nimi samymi, nie było nikogo, co każde z nich zdążyło sprawdzić. Uśmiechał się przy tym szeroko, tym jednym uśmiechem, który mogła widywać u niego wyłącznie trzymana przez niego w ramionach Debbie, aczkolwiek zdawało się, że tego konkretnego uśmiechu, w którym teraz ładnie rozciągały się pełne usta Hunta, nawet Grayson nigdy wcześniej nie widziała, bo w Nowym Jorku nie było na niego miejsca.
OdpowiedzUsuńCzasem Ian tęsknił za tą błogą beztroską, która towarzyszyła im, kiedy Debbie jeszcze nie wiedziała i choć tą niewiedzą było okraszonych tylko kilka ich spotkań, wyjątkowo zapadły mu w pamięć. Wspominał je z lekkim żalem, bo choć tego, co miał teraz, nie zamieniłby na nic innego, tamtych kilka spotkań dało mu obraz tego, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby Ian nie był dilerem. O ile byłoby prostsze, o ile lżejsze. Ian i Debbie nie martwili się o nic, kiedy Ian w weekend poprzedzający jej urodziny odwoził pijaną Debbie do domu, kiedy kilka dni później przyniósł jej pod posterunek nugatową latte i kiedy jeździli na łyżwach, w czym Ian radził sobie o wiele gorzej, niż Debbie.
Może teraz, na Hawajach, także mogliby o nic się nie martwić? Chociaż przez tych kilka, najbliższych dni?
Woda, choć okazała się przyjemnie ciepła, wspinając się po ciele Hunta wyżej z każdym jego kolejnym krokiem, wywołała w nim dreszcz. Wzdrygnął się i zwolnił kroku, a kiedy upewnił się, że nie potknie się o żaden kamień, bo dno, które wyczuwał stopami, było piaszczyste i gładkie, pochylił nieznacznie głowę, by móc spojrzeć na Grayson, której dotąd nie puścił. Uśmiechnął się do niej, w zasadzie nie przestał się uśmiechać, odkąd poderwał ją z piasku. Byli już po pas w wodzie – pas Iana, aczkolwiek nagi tyłek Debbie także zdążył umoczyć się w obmywających go falach. Ian postawił jeszcze kilka korków, po czym, wyczuwszy chęć ruchu ze strony Debbie, cofnął te rękę, którą przytrzymywał ją pod kolanami.
Westchnął, kiedy Debbie gładko ześlizgnęła się po jego ciele, a potem objęła jego biodra nogami i przytrzymała się jego karku. Wyporność wody sprawiała, że praktycznie nie czuł jej ciężaru i przez to nie musiałby jej podtrzymywać, ale przecież nie mógł odmówić sobie przyjemności złapania jej pod pośladkami.
Odwzajemnił zarówno uśmiech rudej, jak i jej spojrzenie. Nawet z rozmazanym pod oczami tuszem do rzęs wyglądała uroczo i choć te smugi stanowiły dowód tego, że jeszcze niedawno Debbie płakała, teraz jedynymi słonymi kroplami na jej piegowatej buzi były te, które osiadły na skórze, kiedy niosąc Grayson i biegnąc, Hunt rozbryzgiwał wodę.
O ile było to jeszcze możliwe, uśmiechnął się szerzej, kiedy Debbie powiedziała, że go kocha. Nadal nie przywykł do brzmienia tych dwóch konkretnych słów padających z jej ust, a kierowanych do niego i być może nigdy miał do nich nie przywyknąć, nawet jeśli Debbie miała mu je powtarzać codziennie, tak jak obiecała po tamtej halloweenowej imprezie. Nadal wprawiały go one w niespokojne, ale zarazem przyjemne drżenie, któremu mógł dać ujście, muśnięcie ust Debbie przeciągając w słodki pocałunek. Pogłębił go, mocniej zaciskając palce na krągłych pośladkach Grayson i przy tym geście nie mógł się nie uśmiechnąć, przez co chcąc, nie chcąc, ich usta nie przylegały do siebie już tak dokładnie, jak jeszcze przed chwilą.
— To marzenie — zaczął cicho, skorzystawszy z okazji. — Zakłada tylko kąpiel? — spytał.
Rozchylił powieki, bezbłędnie i od razu łapiąc spojrzenie Debbie. Jego własne było już lekko rozmyte przez to, że Debbie przylegała do niego względnie ciasno, że czuł jej piersi na swoim torsie i jej uda zaciskające się na bokach jego ciała, a to wszystko wyjątkowo skutecznie mąciło mu w głowie.
IAN HUNT ❤️
Ian jeszcze nie miał okazji docenić otaczającej ich scenerii. Począwszy od poprzedniego dnia, kolejne wydarzenia spadały na niego niczym lawina, grzebiąc go pod zimnymi zwałami i zdawało się, że Hunt dopiero otrząsa się z tego, co zostawiał za sobą; że hawajskie ciepło jeszcze nie przegnało z jego kości nowojorskiego zimna. Robiło to jednak wespół z ciepłem Debbie, które było niepowtarzalne i które nie tylko skutecznie ogrzewało Iana, ale też topiło jego serce, które na co dzień nie miało prawa być miękkie.
OdpowiedzUsuńTo dlatego rozłąka im nie służyła. Pozbawiony ciepła Debbie, Ian lodowaciał. Wyważony chłód, jakim na co dzień operował pośród swoich klientów z godną pozazdroszczenia wprawą, przychodził mu naturalnie. Ten chłód, podobnie jak zamiłowanie do narkotyków, wyssał z mlekiem matki. Kobieta, która wydała go na ten świat, przez lata karmiła go suchą obojętnością oraz chłodnym zdystansowaniem, gasząc w nim te iskierki emocji, które rodziły się w małym dziecku tak, jak w irytacji gasiła papierosy na jego rękach.
Krągłe blizny na jego przedramionach i barkach srebrzyły się w bladym świetle księżyca, odcinając się od skóry i miały stać się bardziej widoczne, kiedy Ian się opali. Dziś jednak to były tylko blizny, o których istnieniu na co dzień Ian zapominał, a które w towarzystwie Debbie zdawały kompletnie tracić się z jego oczu, a także z charakteru. Jakby to, co wpoiła mu matka, a także to, jak go wychowała, mając okazję nieudolnie robić to przez pierwszych sześć lat jego życia, a co znajdowało odzwierciedlenie w tych bliznach, przestawało być jego częścią.
Patrzył teraz na Debbie, nie pamiętając o tym wszystkim. Zaczął za to zauważać przyjemne otoczenie. To, że woda była rozkosznie ciepła, ale nie za ciepła i ich ciała pozostawały od niej cieplejsze, grzejąc się wzajemnie. To, że dolatujące do ich uszu dzięki były łagodne, inne od typowego zgiełku miasta, bo mogli słyszeć szum fal, odległe bzyczenie owadów i trel ptaka, który dopiero po zmierzchu popisywał się swoimi umiejętnościami.
Grayson zamruczała, na co Hunt uśmiechnął się nikle. Czuł się przyjemnie rozluźniony, jego ciało opuściło spięcie towarzyszące przylotowi na Hawaje i temu, jak został przywitany, bo przecież jego komitetem powitalnym stał się także Drake.
Jebać Drake’a.
Zadrżał, kiedy z ust Debbie padło jego imię i kiedy poczuł jej zęby na płatku ucha. Przymknął powieki i uśmiechnął się szerzej, robiąc głośniejszy wydech, po czym poprawił chwyt. Złapał Debbie pod pośladki lewą ręką, a prawą przesunął w górę jej pleców, aż dotarł do karku, który objął palcami i zacisnąwszy je, lekko odciągnął Debbie od swojego ucha.
— Wyławianie muszelek z dna też? — zapytał przewrotnie i choć to pytanie w jego głowie nie brzmiało ani trochę dwuznacznie, kiedy już zadał je na głos, zorientował się, że z tej dwuznaczności można było z powodzeniem się w nim doszukać i przez to parsknął cichym śmiechem. Debbie musiała poznać, że humor mu dopisywał – to właśnie wtedy Ian gadał największe głupoty i pozwalał sobie na najwięcej swobody.
Nie przestając spoglądać na Debbie, przesunął rękę jeszcze wyżej. Złapał za gumkę, którą ruda spięła włosy, zacisnął palce wokół upięcia i lekko pociągnął w dół, w ten sposób wymuszając na Grayson odchylenie głowy, co skutkowało także tym, że pięknie wyeksponowała dla niego szyję, z której Ian zaczął dokładnie scałowywać słone krople. Docenił także to, że tym razem na skórze Debbie nie było kremu z filtrem, aczkolwiek uśmiechnął się na tę myśl, co ruda mogła poczuć na swoim obojczyku, na który zdążyły zawędrować usta Hunta.
IAN HUNT 🐚🐚🐚
Oczywiście, że to działało w dwie strony. Debbie była śliczna. Miała śliczną buzię i śliczne ciało, na co Ian zwrócił uwagę w tamtej kawiarni, choć jej ciało pozostawało schowane pod topornym, policyjnym mundurem. Na pewno natomiast nie było schowane, kiedy Debbie wsiadła do Cadillaca po tamtej imprezie, celebrującej jej zbliżające się urodziny. Pozostawało wtedy przyjemnie wyeksponowane, co Ian widział w odbiciu wstecznego lusterka. Widział także to, że kiedy czarna sukienka podwinęła się na jej udach, Grayson niekoniecznie była zainteresowana jej obciągnięciem, co także było przyjemne i co sprawiło, że Ian spoglądał w to wsteczne lusterko zupełnie otwarcie, a nawet poprawił je tak, by mieć lepszy widok na siedzącą na tylnej kanapie rudą.
OdpowiedzUsuńDebbie mu się spodobała. Pociągała go, do tego stopnia, że nie miały wystarczyć mu tylko te rzucane jej wcale nie ukradkiem spojrzenia i dlatego pocałował ją przy pierwszej możliwej sposobności, a całując ją pod drzwiami klatki schodowej jej bloku, miał dwojakie wrażenie, jakby całował się po raz pierwszy i jakby zawsze miał całować wyłącznie Debbie.
Dziś nie musiał szukać sposobności, dziś mógł całować ją, kiedy miał na to ochotę, a ochota ta praktycznie nigdy go nie opuszczała, bo nawet kiedy się kłócili, nie miałby nic przeciwko, żeby zamknąć usta Grayson pocałunkiem. Fizyczność była ich sprawdzonym sposobem komunikacji, co wiele ułatwiało, ale równie wiele komplikowało. Teraz, zanurzeni w oceanie, zajmowali się tą zdecydowanie łatwiejszą częścią.
Ian nie wstydził się tego, że przy Debbie miękł. Może dlatego, że przy niej nie potrafił inaczej? Debbie zaokrąglała ostre kanty jego rzeczywistości, wygładzała je i dawała sens tam, gdzie wcześniej go nie było. To, co wcześniej nie miało dla Iana znaczenia, nabierało go przy Debbie. Co nie było proste, co wiele utrudniało, bo przecież Ian był dilerem, ale co w ostatecznym rozrachunku nie mogło być złe. Nic przy Debbie nie było złe.
Widać dali sobie nawzajem to, czego najbardziej potrzebowali. I być może właśnie dlatego trzymali się siebie nawzajem tak kurczowo, także teraz, kiedy ich ciała obmywały lekkie fale, bo choć dzięki wyporności wody Ian wcale nie musiał trzymać Debbie mocno, ruda mogła czuć, że jest trzymana. Nie tylko, że jej ciało podpiera się na rękach Hunta, ale że ten trzyma ją przy sobie i nie zamierza puścić, bo dłoń jego ręki przełożonej pod jej pośladkami mocno obejmowała jedno z jej ud od spodu, bo palce, którymi przytrzymywał upięcie jej włosów, praktycznie stały się częścią tego upięcia.
Skóra Debbie smakowała jak solony karmel. Nadal słodko, tak, jak smakowała zazwyczaj, a jednak Ian czuł na swoich wargach i języku także smak oceanu, który sam w sobie może nie był zbyt przyjemny, ale w tym połączeniu smakował niesamowicie. Tak smakowały Hawaje – jak wcześniej rozgrzana słońcem, a teraz pocałunkami skóra Debbie.
— Może z samego dna niekoniecznie… — zastanowił się, tak blisko z ustami przy szyi Debbie, że ta mogła dokładnie czuć, jak Ian porusza wargami. Mogła czuć także to, jak zaśmiał się z komentarza o znalezieniu chociaż jednej muszelki. Cicho i krótko, owiewając ciepłym oddechem jej skórę, co miało też wywołam pożądany efekt, bo Ian wiedział, jak wrażliwa była skóra na szyi Debbie i dlatego nie szczędził jej pieszczot, a swój śmiech zwieńczył przygryzieniem tejże skóry.
— Plaża — zgodził się, bo jeśli była to cześć marzenia Debbie, to tę część także mógł spełnić. Bez zbędnej zwłoki, mimo że nie wyłowił żadnej muszelki – ale przecież ocean wyrzucał je także na brzeg, więc to tam z powodzeniem mógł kontynuować poszukiwania – ruszył w stronę plaży. Nie puścił Debbie i nie zamierzał jej puszczać. Stąd Debbie dokładnie mogła poczuć moment, w którym stracili ułatwienie w postaci wyporności wody i mięśnie Iana napięły się, by podołać słodkiemu ciężarowi, który niósł. Zresztą w tym samym momencie Debbie ciaśniej objęła go udami, a także mocniej zawiesiła się na jego karku, więc nie groziło jej, że wyślizgnie się z ramion Hunta.
— Mogliśmy wziąć jakiś ręcznik — wymruczał, kiedy woda sięgała mu połowy łydek i ponad ramieniem Grayson zaczął rozglądać się za jakimś dogodnym miejscem na spoczynek, bo niekoniecznie chciał mieć piasek w tyłku i podejrzewał, że Debbie też nie. Cóż, ostatecznie mógł poświęcić swoją koszulę, dlatego ruszył w stronę ich ciuchów, rozrzuconych to tu, to tam, bo część zdawał się przesunąć po piachu ten lekki wietrzyk, który teraz przyjemnym chłodem obmywał ich ociekające wodą ciała.
UsuńIAN HUNT 🩷