aktualności

14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

25/01/2026

[KP] Musical jest jak życie – radosny, smutny, chaotyczny, a jednak piękny, jeśli ktoś słucha uważnie

✦ Ciao! ✦
Antonio Vincenzo Caruso


Antonio jest prawdziwym architektem emocji, którego główną mocą jest okazywanie czułości wobec wszelkiej niedoskonałości. Zamiast brać, stale dzieli się tym, co ma w sobie najlepsze. Nadal nie potrafi jasno określić, który makaron jest lepszy: al dente czy w pełni miękki. Niedzielne obiady na mieście stały się złotą tradycją, a niekończąca się dokumentacja testuje jego cierpliwość na poziomie olimpijskim. Prawdopodobnie nigdy nie nauczy się parkować poprawnie, bo linie parkingowe to tylko sugestia, a nie sport ekstremalny. Rozpoczyna dzień od skrupulatnie stworzonego rytuału: najpierw lodowaty prysznic przy dźwiękach Nessun Dorma, a następnie filiżanka espresso w akompaniamencie Stayin' Alive — dla zachowania zdrowego balansu. Carbonara w rytmie Smack That? Wystarczy, że patelnia nabierze odpowiedniej temperatury, a Antonio w swojej kuchni zaczyna się czuć niczym na scenie Broadwayu, wprawiając biodra w nieskrępowany ruch. Give It To Me? Parmezan zastępuje konfetti w samym sercu prywatnego musicalu, podczas, którego Caruso staje się niemal włoskim odpowiednikiem Justina Timberlake'a. To tu kończy się operowa elegancja, a zaczyna Antonio.
Garnitur stał się czymś więcej niż tylko elementem garderoby, stał się przedłużeniem jego włoskiego temperamentu, którego jak dotąd żadna kobieta nie zdołała w pełni posiąść. Nigdy nie wybiera pośpiechu, relacji na skróty, pustych gestów. Prawdopodobnie nigdy nie zrozumie braku pasji w ludziach, co w jego odbiorze jest puste i sprawia, że Caruso natychmiast się wycofuje. Nigdy nie zniesie braku lojalności, próby kontroli i fałszywej autentyczności. Wychowany w domu, w którym, to emocje stały na pierwszym miejscu, a małe gesty miały znaczenie, dlatego Antonio nigdy nie ucieka od rozmowy, którą pod względem powagi traktuje na równi ze słuchaniem.
Unika zatłoczonych restauracji, gdzie jedzenie automatycznie przestaje mieć wtedy znaczenie. Wszelkie spóźnienia odbiera jako brak szacunku, a miejską komunikację uważa za centralny punkt piekła na Ziemi. Nie pominie żadnego odcinka The Residence i Emily in Paris, uparcie twierdząc, że życie Emily nie jest tak cudownie różowe, jak jej garderoba a sam serial nigdy nie zdołał zaprezentować porządnego espresso.
Caruso jednym spojrzeniem jest w stanie ocenić, czy dana osoba jest warta jego czasu i prawdopodobnie nigdy nikomu nie przyzna się do tego, że spróbował pizzy z ananasem i wcale nie nazwał jej włoską zbrodną.

Hejo :) To znowu ja, serdecznie zapraszam! <3 Szukamy razem z Antonio dosłownie wszystkiego!

105 komentarzy:

  1. [Ciao bello!🤭
    Na jego miejscu również nie przyznałabym się, że mi zasmakowała pizza z ananasem. Jeszcze odebraliby mu włoskie obywatelstwo za to barbarzyństwo. 😁 Powiem tyle, że narobiliście mi oboje ochoty na carbonarę, a póki co się nie zapowiada, że jem sobie taką prawdziwą włoską, więc niestety, ale będę się musiała podróbą zadowolić. 🥲
    Bawcie się razem dobrze i oby się trafiła taka, która będzie potrafiła ten włoski temperament ujarzmić i tę paskudną pizzę wybić mu z głowy!🤭
    Loffki, kisski i cała reszta. 🩷]

    sloane fletcher & sophia moreira

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Oooh, teraz ja też bym zjadła carbonare xD Cześć!
    Zazdroszczę tym Twoim postaciom, że są takie... Rozbudowane, że mają takie pełne i bogate życie, że na to wszystko starczy im czasu! Że kariera jest, rodzina jest, szczypta nieszczęścia też i to wszystko to taka ładna, harmonijna kompozycja 😊
    Bawcie się dobrze! Standardowo, zapraszam do którejś z swoich dziewczyn, one dogadają się nawet z Włochem! ]

    Emka & Lily

    OdpowiedzUsuń
  3. [Miło widzieć Cię z kolejną, równie świetną postacią na blogu <3 To wirujące zdjęcie jest genialne, co chwilę na nie najeżdżam i się nim bawię haha :) Ah ten włoski temperament, ciężko nie mieć do niego słabości! Nie miałyśmy chyba jeszcze okazji razem niczego stworzyć, więc gdybyś miała ochotę na wątek, zapraszam do kogoś z mojej dwójki :) Życzę dużo weny i dobrej zabawy, a ja uciekam kupić przez Ciebie i te włoskie klimaty jakieś pyszne tiramisu :D]

    Rowan Ardent & Lusya Warren

    OdpowiedzUsuń
  4. [Podobnie jak magiczniemrocznamoc, nie mogłam odmówić sobie chwili zabawy z tym zdjęciem 🤭 Które zresztą od wczoraj już zdążyło się zmienić, ja tu wszystko widzę 😈
    Antonio jest przesympatyczny i myślę, że Maxine przesiadywałaby w jego kuchni równie chętnie, co w kuchni Leonarda, ponieważ ta dziewczyna ma oczywistą słabość do każdego, kto tylko ją karmi, ale będę dzielna i nie dam się namówić na kolejny wątek, bo serio, ale to serio nie wyrobię. Choć podobno nigdy nie należy mówić nigdy, prawda?
    Tymczasem bawcie się z Antonio dobrze i zostańcie z nami na długo 💖]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  5. Szum ulewy rozbijał sie nie tylko o wystające kamienne parapety fasady budynku, ale również rozbrzmiewał w środku, niosąc się echem po coraz mniej zatłoczonych korytarzach. Ten sam szum ginął niejako w niegasnącym gwarze i znów wznosił pod potężne żyrandole, dzwoniąc o kryształki zdobień. Emma stała z brzegu, przy rozwidleniu na półpietrze schodów z plecami wciśniętymi w zimny mur. Spojrzenie miała opuszczone na tyle, by widzieć eleganckie stroje publiki, która ożywiona po spektaklu, dzieliła się nadal wrzącymi w nich emocjami. Widziała błyszczące naszyjniki kobiet, połyskujące materiały szali, albo sukienek i śniezną biel dobrze skrojonych koszul towarzyszących im mężczyzn. Czekała na odpowiedni moment, by wrócić wyżej, minąć główne drzwi na salę i poczekać kawałek dalej przy rozwidleniu kolejnych korytarzy, gdzie Antonio będzie wychodził, gdy się przebierze i odetchnie po sztuce. Cierpliwie więc stała, bo tłum poniósł ją z jej miejsca aż tutaj, nim zdołała mu umknąć i zaczepić się boleśnie wysokimi szpilkami w miejscu.
    Palce stóp odrobinę ją bolały, bo nie nosiła obcasów od miesięcy, a może i już lat, a dłonie odrobinę drętwiały, gdy sztywno otaczała nimi niewielki karton, by uchronić kawowe bezy przed straceniem tłumu, który nadal falami wylewał się z głównej sali widowni. Jakim cudem zmieściło się ich tam aż tyle i jakim cudem ona sama nie dostała ataku paniki, ani się nie udusiła? Była dzisiaj dzielna, kolejny raz przyszła na sztukę Antonio i kolejny raz spłynął jej niemal calutki makijaż od tych uczuć, które w niej wzniecał spektakl choć nie był ani mocny, ani wyrazisty. To były te nieliczne momenty, gdy sobie na to pozwalała, gdy pokazywała pęknięcia i pozwalała płynąć łzom, opaść ramionom i uciekać z gardła takim dźwiękom, których nie musiała się wstydzić, bo ginęły w tłumie. To były te rzadkie chwile, gdy uciekała z swojego własnego świata i nabierała w płuca głebiej powietrza. Antonio tworząc inną historię, pozwalał jej odetchnąć od własnej.
    Zawsze wyglądała tak samo, gdy przychodziła w te miejsca, gdzie tworzył. Rozpuszczone, albo nisko złapane włosy podpinała częściowo do góry, a dłuższe kosmyki podkręcała, by nadal osłaniały szyję i ramiona. Szerokie, bezkształtne swetry w których się chowała, porzucała dla granatowej sukienki bez pleców z długimi rękawami i rozcięciem od połowy łydki, gdzie sięgał materiał, do połowy uda z tyłu. Była to prosta, klasyczna i elegancka sukienka z miękkiej tkaniny, która ładnie leżała na szczupłej sylwetce i wybaczała nawet te ubytki w kilogramach, jakich nie odzyskała po wypadku. Emma czuła się w niej dostatecznie swobodnie, by wychodzić tak z domu, bo choć najchętniej schowałaby się w bluzie i jeszcze owinęła kocem, to wiedziała, że ma ładną figurę i to nic złego czasami po prostu ubrać się inaczej.
    Ludzi było już mniej, więc skierowała się z powrotem na górę. Mijając okno, rzuciła ukradkowe spojrzenie w szybę, gdzie woda lała się rozmywając obraz ulic, a światła latarni i przejeżdżających samochodów przypominały smugi jak po spadających gwiazdach. Jej odbicie również było rozmyte, niewyraźne. Jakby nie do końca istniała w tym świecie i czuła, że tak trochę jest. Nadal. Odstawiła karton na niski stolik przy wnęce obok rozwidlenia korytarzy. Siegnęła do torebki i wyjęła z niej jasny błyszczyk, by poprawić chociaż zjedzone usta. Kosmyk, który uciekł z drobnej spinki zaczesała za ucho i zdała sobie sprawę, że znów minęło zbyt wiele czasu od ich ostatniego spotkania. Przywiązywała się... na nowo jakby czuła, jak smakuje bycie blisko. Od wypadku minęły już niemal dwa lata, a ona nadal miała koszmary, ale teraz dni nie były takie złe. Nie wszystkie.
    Poprawiła sukienkę przy ramieniu, chwyciła torebkę w dłoń, w której zadzwoniły małe klucze i telefon i złapała za kartonik. Nie musiała zaglądać do środka, wiedziała, że bezom nic sie nie stało, bo chroniła je zaciekle, nawet jak na nią. Kawowe, bo połączyła ich kawa i zawsze to ten smak i aromat towarzyszył jej myślom, gdy te biegły w kierunku Włocha.

    Emka

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jaka piękna ta karta! ♥ Jaki on przyjemny. Tworzysz postaci takie... cieplutkie, aż chce się do nich przytulać. A to pierwsze zdanie: Antonio jest prawdziwym architektem emocji... już od samego startu chwyta za serce! ;-) Pozwolę sobie wrócić do naszych ustaleń na HG, a tymczasem - bawcie się tu z Antosiem cudownie. ♥]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  7. Wieczory i noce były ciche i otulały chłodem, w którym potrafiła odnaleźć spokój. Emma wtedy oddychała głębiej, spokojniej, zsuwała z siebie szerokie, szare ubrania bez kształtów i bezdźwięcznie żegnała kolejny dzień. Każdy był trudny, niektóre trudniejsze, a ona potulnie, pokornie przyjmowała codzienności. Od wypadku była jeszcze cichsza, jeszcze bardziej wycofana, jeszcze bardziej skryta i niedostępna i zarazem wiedziała, że to wszystko... to po prostu nie do końca ona. Była dzieckiem z przypadku, podrzutkiem w sierocińcu, któremu poszczęściło się na tyle, że adoptowała ją naprawdę dobra para. Państwo White - jej prawdziwi rodzice, dali jej wszystko, o czym może marzyć dziecko. Dom i miłość, a ona, z natury łagodna i skromna, nie prosiła o więcej i nic więcej nie chciała. Mimo nieszczęśliwego startu, miała bardzo szczęśliwe życie, a po wypadku wszystko runęło. Świat nie zatrząsł się w posadach; on przestał istnieć, a ona wraz z nim.
    Nie wiedziała, ile będzie musiała czekać, aż Antonio zbierze się do domu, ale nie weszła głebiej i nie szukała go w korytarzach. Oboje dawali sobie wolność i chyba to pozwalało jej czuć się przy nim tak swobodnie. Nie pytał. Nie dociekał. Nie naciskał. Póki obiektu nie zamykano i ochrona jej nie wypraszała, czekała cierpliwie, oglądając zdobienia w budynku i choć nikomu tego nie mówiła, te korytarze... były straszne. Zawsze gdy tu przychodziła, oglądała je z podziwem, ale i trwogą. Piekne, ale równocześnie makabryczne, jak z horroru, szczególnie gdy przejeżdżające auta i rozlane światła ulic i lamp pojazdów zmieniały kąt i perspektywę każdego kształtu. Ale Emma nie drżała, bo przecież to co nieżywe, nie może skrzywdzić.
    Drgnęła zaskoczona, gdy głos rozległ się tuż za jej plecami. Nie słyszała jego kroków, ale to może jej wyobraźnia porwała ją zbyt daleko od tego miejsca. Porwała na pewno, bo czuła, jak niespokojnie bije jej serce.
    - Buonasera, Antonio - powiedziała miękko, zatrzymując spojrzenie najpierw na jego ustach, gdy zostawiał na niej ciepły ślad, a później na swojej dłoni, jakby chcąc sprawdzić, czy zdąży go w jakikolwiek sposób dostrzec. Nie znała włoskiego i nigdy nie rozumiała, co on to niej mówi, ale tego jednego wyrażenia się nauczyła i miała tylko nadzieję, że nie kaleczy akcentu. Brzmiało to bardzo elegancko i pasowało to mężczyzny i do takich wieczór, gdy podziwiała jego sztukę.
    Oddała mu uśmiech, a w jej spojrzeniu pojawiła się ta ciepła łuna, którą potrafił wzniecić swoim towarzystwem. Wysunęła dłonie w jego kierunku, aby przekazać kolejną porcję eksperymentalnych wypieków, jakie szykowała głównie z myślą o tym, by umilić mu czas tak, jak on umilał jej, pozwalając trwać tej znajomości bez narysowanych granic. Ostrożnie, badawczo z zdrową dawką ciekawości i budującej się fascynacji.
    - Tak, ale jeszcze nie dzwoniłam po powrotną - przyznała, lekko przechylając głowe, aby wyłapać to drgnięcie w jego kąciku, które znała i które pojawiało sie, gdy dawała mu swoje wypieki. - To kawowe bezy, dodałam wanilii - powiedziała miękko, bo cukiernia i pieczenie to było to, co dodawało jej skrzydeł. To co pozwalało jej czuć, że żyje. Dzięki czemu naprawdę żyła.
    Kilka pojedynczych włosków opadło jej na policzek i Emma zaczesała je znów za ucho. Po tuszu nie zostało już śladu, za to błyszczyk dodawał jej odrobinę odwagi.
    - Było dzisiaj naprawdę pięknie - pochwaliła, opierając się plecami o zimną ściane, gdy to serce nadal nie pozwalało jej się uspokoić i dudniło tak mocno, aż słyszała to niemal w uszach. Odetchnęła płytko i spojrzała w stronę smug na oknie. - Nie uprzedziłeś, żebym nie zapomniała parasolki - przyznała i zwiesiła głowe, by ukryć zawstydzony uśmiech. To było tak łatwe uśmiechać się przy nim i z nim, że czasami się w tym gubiła.

    Emka

    OdpowiedzUsuń
  8. ( Buonasera! Pierwsze, co mnie urzekło, to Joe Jonas... Boże, to był mój crush z czasów świetności blogów grupowych! Mam ogromny sentyment do tego wizerunku <3
    Wraz z Eve jesteśmy wręcz oczarowane tym szlachetnym, utalentowanym mężczyzną. Nie dość, że Włoch, to jeszcze artysta z bogatym wnętrzem... Chodzący ideał! Niech się nie martwi, że nie potrafi parkować... Eve też ma z tym spory problem. Ba, ona nie potrafi parkować tyłem! To najgorsza zmora, jaka może być. W razie chęci – zapraszamy <3)
    Eve

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedno uderzenie serca trwał piękny, miękki uśmiech, którym przyjęła podziękowania, wiedząc, że Antonio wie i rozumie, ile znaczą dla niej nie tylko same wypieki, ale gest obdarowania. Emma miała kruche i troszkę poturbowane, ale niezwykle gorące serce, które nie wahało się pracować dla innych. Mimo wypadku, własnej tragedii, straty i mimo udręk, jakie teraz znosiła, nie złamało to w niej wpojonej przez lata wychowywania w domu kochających ludzi prostej dobroci. Cukiernia stała się dla niej czymś więcej, niż wyrazem pamięci i wdzięczności po mamie, która ją adoptowała i była jedyną i najlepszą mamą, jaką mogła sobie wymarzyć. To nie był tylko interes. To był warsztat do budowania wspomnień i podarowywania chwil pełnych emocji. I może brakowało jej przedsiębiorczej smykałki, ale ludzie to doceniali, a klientela rosła, choć z biznesowego punktu widzenia Emma miała masę niedociągnięć.
    Przy kolejnym uderzeniu, spuściła wzrok na trzymane przez niego pudełko i poczuła, jak robi jej się cieplej, a policzki zaczynają palić. Ta znajomość nie pędziła, a płynęła spokojnym nurtem, jak szeroka, leniwa rzeka i to jej odpowiadało. To ją w jakiś sposób już oczarowało, jak i sam Antonio. Ale wiedziała też, że w pewnym momencie to minie, te spotkania, zaproszenia na spektakle i uwaga, jaką chłonęła od mężczyzny. Jego świat był inny i nie potrzebował jej tak, jak ona potrzebowała jego. A ona... ona miała własne brudne sekrety, którymi nie powinna psuć mu ani jednej chwili.
    - Chciałam przyjść. Zawsze chcę - przyznała cicho, zerkając w kierunku okna i jego dłoni na szkle.
    Kolejne uderzenie serca i rumieniec zszedł, a twarz kobiety znów była jasna, choć może nieco bledsza. I tym razem miała wrażenie, że jej serce powoli zwalnia, a w żołądku zaciska się bolesny, zatrważający supeł. Kąciki ust uniosła do góry z wysiłkiem, gdy spojrzała na Antonio ponownie. Nie mogła się zgodzić, aby ją odwiózł do mieszkania, gdzie nie jest sama, albo po prostu... żeby wiedział. Powoli wsunęła chłodną dłoń pod jego ramie i oplotła palcami miękki materiał ubrania, czując silne ramię.
    - A czy odwiózłbyś mnie do cukierni...? - poprosiła zduszonym głosem. - Zostawiłam tam telefon, a parasolka też się znajdzie - dodała, aby nie zrozumiał jej źle. Choć cokolwiek by zrozumiał, byłoby bliższe prawdy, niż jej nieudolna i pokraczna gra.
    Emma nie umiała kłamać, ale była dobra w uciekaniu i chowaniu się. Ukrywała więc wstydliwą, brzydką prawdę i tak trwała w zawieszeniu tego co słuszne, co bolesne i co prawdziwe. Poczuła, jak narasta w niej mieszanka strachu i wdzięczności za propozycje. Wiedziała, że Antonio nie ma złych intencji, ale wiedziała też, że nie może zaufać i odkryć się z wszystkim. Obawiała się, że ujawnienie prawdy o jej życiu może sprowadzić na nią jeszcze większe kłopoty, a z tymi teraz i tak mierzyła się z ogromnym wysiłkiem.
    - Gdyby było wcześniej, mogłabym zaprosić cię i pokazać, jak te bezy powstają - pomyślała na głos, gdy szli już ku schodami w dół. - Antonio, jadłeś kiedyś świeże zaraz po wystygnięciu? - zerknęła na niego kątem oka, powoli rozluźniając się po pierwszej, impulsywnej, myśli, która kazała jej się bać. Przecież z nim, mogła poczuć się bezpieczniej, choć trwało to tylko chwilę.

    Emka

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo chciałaby posłuchać o jego domu, o wspomnieniach i tych smakach, dźwiękach, zapachach, które wyniósł i o których pamiętał do dzisiaj. Gdy mówił o rodzinie, jego rysy łagodniały, a w spojrzeniu pojawiało się coś miękkiego, czego chwytała się za każdym razem tak mocno, jakby nie mogła się nadziwić, że tak potrafi czuć. Miał w sobie piękną iskrę pełną życia, której mu zazdrościła, którą też kiedyś miała. Jednak z tyłu głowy, przebijała się ostra obawa, że jeśli dopuści go zbyt blisko, gdy pozwoli podejść do siebie i poznać całą wraz z tym co wokół, po prostu w pewnym momencie zniknie. Bo wiedziała, była pewna, że tak właśnie będzie. Że straci go i te przemiłe chwile, gdy czuła się bezpieczna i wolna.
    Nie myślała o taksówce, ani o cukierni, a o tym, że samochód Antonio nie może podjechać byt blisko jej domu. Gdy szli, schody zdawały jej się zlewać bez kształtów, a twardy ucisk w dołku sprawił, że w pewnym momencie przestała niemal oddychać, aż pobladła i zakręciło jej się w głowie. Zamilkła. Strach miał nad nią zbyt wielką siłę, tak jak ten, który go budził. W tym momencie Emma poczuła, jak świat zaczyna się rozmazywać, a przed oczami zamajaczyła ciemność, z której wyrwał ją mocniejszy dotyk na ciele.
    Wciąż bez słowa, poddała się ruchom mężczyzny. Była wdzięczna i jeszcze bardziej świadoma, jak obrzydliwie go traktuje, odsuwając od prawdy. Ona się bała, ale to nie miało znaczenia. On nie zasłużył na kłamstwa i to budziło w niej za każdym razem coraz większe wyrzuty sumienia. Emma spojrzała na niego spod zmęczonych powieki, próbując zebrać myśli. Dłonie, które jej obejmował zadrżały, gdy uwolniła jedną i przyłożyła do policzka Antonio tak czule i lekko muskając mu skórę, jakby samym gestem chciała go za wszystko przeprosić. W głowie wciąż brzmiały jej słowa, które wypowiedział, ta niewinna propozycja i uczucie, które nimi wywołał, jakby w jej ciele zagnieździła się chłodna fala nerwów.
    - Nie wiem... - powiedziała cicho, spuszczając zawstydzona wzrok. Nie powinna przyprawiać mu zmartwień. Chciała mu dawać tylko uśmiech, taki piękny jak ten, gdy odebrał bezy. - Nie chcę żadnego lekarza, Antonio. To nic... tylko zasłabłam, to był długi dzień - dodała, nie mając nawet sił na ostry sprzeciw. Od dwóch lat słabo spała. Od miesięcy niewiele była w stanie przełknąć, ale to nie były rzeczy, jakie chciała mu o sobie opowiadać.
    Dość miała lekarzy, klinik, szpitali i przychodni. Dość miała tego zapachu, protekcjonalnego tonu, czujnych spojrzeń, a później spojrzeń pełnych współczucia i smutku, które osiadały na niej i przyklejały się, ciągnąć ramiona w dół. Zacisnęła palce na jego dłoni i podniosła wzrok, patrząc na niego z spokojem, jakby już nie było potrzeby się martwić.
    - Nie potrzebuję lekarza. Po prostu… trochę się przemęczyłam. To minie - powtórzyła, chcąc go uspokoić i odetchnęła głębiej, wreszcie zbierając się, by wstać z ławki.
    Wstała i stanęła, trzymając go za dłoń i nie powiedziała tego głośno, ale... nie chciała teraz nigdzie wracać. Nie sama.
    - Zaraz będzie lepiej, chodźmy do auta - poprosiła, znów obejmując go pod ramię i przysuwając się bliżej. Miał tak wystraszone spojrzenie, pełne troski i zmartwienia, aż ścisnęło ją pod żebrami, więc uciekła spojrzeniem w bok, opierając policzek na jego barku.


    Emma

    OdpowiedzUsuń
  11. Emma mówiła spojrzeniem, ciepłym gestem, troską a przede wszystkim wypiekami, do których wkładała serce. To, że dbała o innych tym, że pamięta, jakie lubią smaki, albo co chwalili ostatnim razem, mówiło o wiele więcej o jej cieple i wrażliwości, niż milczenie, którym zwykle się dzieliła. Była skryta, nieśmiała, delikatna i bardzo ostrożna w kontaktach z innymi. Może nawet zbyt bardzo wycofana. To co przeszła w życiu nie powinno wystarczyć za usprawiedliwienie, ale jednak przeżyła więcej, niż statystyczna osoba przez całe swoje życie, a nie miała nawet trzydziestu lat. Jeśli Antonio rozumiał i nie naciskał, to może jednak znał ją lepiej, niż sama sądziła.
    Wizja, że odprowadzi ją pod drzwi i zastanie w progu Thomasa... to sprawiło, że wszystko w jej wnetrzu się skręciło, jakby chciało schować. Jakby wszystko w niej już chciało uciekać. Całe szczęście Włoch był cierpliwy, wyrozumiały i bardzo spostrzegawczy i pozwalał jej się wyciszyć, uspokoić, odzyskać równowagę i nie naciskał. Wsiadła za nim do auta nadal blada, ale przynajmniej już nie czuła ścisku pod żebrami i oddychała głeboko. Wystarczyło jej, że zapewnił, że nie pojadą do lekarza i już było lepiej. Nie mogła się przecież nikomu pokazać, bo wszystkie tajemnice zostałyby odkryte.
    Gdy ruszyli, zacisnęła mocno palce na dłoni, bo wciąż jazda sprawiała, że czuła się cała napięta jak struna. Wtedy... wtedy też siedziała obok kierowcy... Tyle że wtedy z auta wysiadła tylko ona.
    - Dziękuję - powiedziała cicho, gdy już jechali, a był to krótki szept jak tchnienie wiatru; nie tak dudniącego jak ten z wieczorną ulewą, a ledwie słyszalny. Dziękowała za wiele, nie tylko jego obecność, nie podwózkę do cukierni, czy szal, tylko jeszcze nie umiała tego nazwać.
    Pozwoliła sobie opuścić powieki na kilka minut. Czuła na twarzy blask neonowych tabloidów, których nie lubiła, bo był zbyt wyraziste, zbyt krzykliwe, agresywne... tłumiły wszystko inne, jakby chciały pożreć cały świat dla siebie. Przycisnęła dłoń z pasem bliżej swojej klatki, a gdy zatrzymali się, zdumiona spojrzała przed siebie. Nie byli w jej okolicy... ani obok cukierni, ani bliżej jej domu. Spojrzała zdumiona na Antonio, rozumiejąc jego intencje i zamiary, a jednak nie rozumiejąc go jednocześnie wcale. Zagryzła dolną wargę i spuściła wzrok, tak zdezorientowana jak skrępowana i również absolutnie rozczulona.
    Chwyciła go za dłoń i pozwoliła się poprowadzić. Szła ufna, choć palce jej drżały, nadal zimne i blade jak policzki, które nie odzyskały kolorytu. A w mieszkaniu, rozebrana z płaszcza, butów i poczucia, że panuje nad sytuacja, usiadła lekko przygarbiona w fotelu, patrząc za Włochem. Potrzebowała chwili, aby sobie to poukładać w myślach. Była w jego mieszkaniu, w jego przestrzeni, a... nigdy nie sądziła, że się tu znajdzie.
    - Antonio - wypowiedziała jego imię miękko, poruszona tym co i ile dla niej robił i gdy zawrócił do kuchni, upiła kilka łyków wody z szklanki i podniosła się, idąc za nim. - Kompromisy są trudne - przyznała, odkładając szklankę na blat obok deski i noży, które miał tu już uszykowane. A potem bez słowa, bez ostrzeżenia stanęła za nim i objęła go mocno, starając się opanować to wzruszenie, które zatrzymało na rzęsach emocje. - Dziękuję ci - powiedziała cicho, znowu tak jak w aucie, że ledwie mógł być pewien, że ją słyszy.


    Ems 💌

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie była typem, któremu kontakty międzyludzkie przychodziły z łatwością. Wciąż, już od najmłodszych lat dzieciństwa, robiła coś nie tak, zbyt odstawała od dziewczynek, chociaż zbyt mało pasowała także do chłopców. W konsekwencji rzadko kiedy udawało jej się utworzyć jakieś głębsze relacje, a jeśli już się udało — ciężko je było utrzymać. Nauczona doświadczeniem, Maddie w głębi serca po prostu nieustannie drżała z obawy przed odrzuceniem. Wmówiła sobie w końcu, że dobrze jej w tej samotni i że nie potrzebuje towarzystwa, bo kiedy nie ma się bliskich, nikt nie może odejść ani zniknąć, ani zranić.
    Było kilka wyjątków, na ogół objawiających się w chłopakach, z którymi się jednak czasem wiązała; przez długi czas miała też mocną relację ze starszą siostrą, choć obecnie wszystko na tym polu stało pod wielkim znakiem zapytania. Ociepliły się jej za to kontakty z drugą siostrą, aczkolwiek nie na tyle, by mówić o jakiejś wielkiej przyjaźni. Jej ostatni związek zakończył się z kolei wysłaniem faceta do więzienia, z którego niedawno wyszedł, co spowodowało dodatkową komplikację w jej życiu. Reasumując — w chwili obecnej była sama i tak też spędzała większość czasu. Zamknięta w czterech ścianach nowego, wynajmowanego mieszkania, czuła się bezpieczniej, niż na zewnątrz. Z koleżankami właściwie wszystkie relacje jakoś samoistnie się rozeszły. Tak właściwie, gdyby naszło ją na zwierzenia, została jej już tylko jedna osoba. To wystarczało.
    Nie przyjaźnili się od dzieciństwa, jak w wielu romantycznych powieściach, i tak samo jak w nich — nigdy nie połączyło ich nic więcej, poza tą właśnie przyjaźnią. Był jednak stabilnym punktem w życiu Maddie, jednym z niewielu, a aktualnie chyba jedynym; kimś, przy kim mogła być sobą, mogła się wściekać i płakać, i mówić otwarcie o tym, co ją boli i co ją przeraża. Kojące uczucie. Czasami miała bowiem wrażenie, że nawet ona już nie wie, kim właściwie jest, a przy nim jakoś zawsze potrafiła odnaleźć cząsteczkę siebie. Lubiła wpadać do niego bez zapowiedzi i zapowiedziana, siedzieć dłużej, niż wypadało, oglądać głupoty w internecie albo filmy, przy których płakali ze śmiechu. Było tak, jak powinno być w każdej przyjaźni — ciepło, otwarcie i bezpiecznie.
    Tego popołudnia, gdy już nie mogła wytrzymać, udała się właśnie do niego, bo to robiła, kiedy było jej źle. A teraz, tak czuła, było jej wyjątkowo źle. Okropnie wręcz. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje i skąd ten rozstrój nerwowy, w dodatku w pewien sposób była zażenowana tym, że przeżywa cokolwiek tak intensywnie, bo na ogół była przecież bardzo opanowana. Miała wrażenie, jakby pękły w niej jakieś bariery, a wszelkie mechanizmy regulacyjne rozkręciły się i rozsypały w proch. Siedząc w domu zajmowała się wciąż czymś innym, byle tylko nie mieć czasu na myślenie — starała się ogarnąć studia, które z roku na rok były bardziej wymagające, zajmowała się zwierzętami, umawiała się na sesje zdjęciowe, by nie dopuścić do powstania dziury w budżecie, a gdy miała wolną chwilę, natychmiast łapała pierwszą z brzegu książkę albo włączała jakiś serial i przyklejała się do telewizora. Czuła, że jakiś niejasny stres oplata ją z każdej strony, niczym osiem macek ośmiornicy. Musiała z kimś wreszcie pogadać, bo wydawało jej się że zaraz eksploduje.
    Po drodze wzięła na wynos pizzę z ananasem na połowie i zaopatrzyła się w wino, które pili ostatnio i które wyjątkowo im smakowało, a w końcu zastukała do drzwi — mocniej i bardziej nerwowo, niż zamierzała — przywdziewając na twarz szeroki uśmiech.
    — Cześć! — przywitała się, gdy otworzył i bezceremonialnie wepchnęła się do mieszkania, wręczając przyjacielowi wielkie pudło z pizzą, a sama taszcząc reklamówkę z winem do kuchni. — Nie wiem, czy wiesz, ale dzisiaj pijemy i oglądamy. Ja wymyśliłam to, więc pozwolę ci wybrać film — uśmiechnęła się przekornie, stawiając butelkę na blacie i przetrząsając szuflady w poszukiwaniu otwieracza.

    bestie 💜

    OdpowiedzUsuń

  13. Emma nie pojawiała się pierwsza, nie odzywała się nieproszona, nie była śmiała ani w gestach, ani w zachowaniu, a jej głos zwykle był miękki i cichszy niż powinien, jakby przytłumiony. Ona sama wydawała się bladym tłem do tego, co ją otaczało, ale komponowała się w półcieniach i odnajdywała w nich tak dobrze, że nie rzucała w oczy. Nie przeszkadzała. Była obok w ten niewymuszony, łagodny sposób, bez hałasu, bez gwałtu, bez pośpiechu, jakby trwała i czekała na swój moment, choć od wypadku miała wrażenie, że gaśnie, bo jej chwila minęła.
    Odrobinę zawstydzona swoim zachowaniem i tym, jak opatrznie mógł je odczytać, spuściła wzrok i posłusznie przysunęła szklankę do ust. Nie doszukiwała się nagany ani krytyki w jego słowach, ale fakt że nagle go objęła... mogła go zaskoczyć, to pewne. Wyczuła to krótkie spięcie w jego ciele, to jak zastygł pod jej ramionami, ale ostatecznie on nie skomentował jej ruchu, a ona postanowiła, że będzie bardziej rozważna. Na krawędzi zimnego szkła odbił się jej jasny błyszczyk, gdy upiła kilka łyków, przechodząc kawałek dalej, by nie przeszkadzać..
    Emma patrzyła na niego z delikatnym uśmiechem, choć w jej oczach wciąż tliła się niepewność. Przyjemnie było obserwować jego swobodę i pewność w ruchach, jakby to jak sięgał po tę prostą, codzienną przyjemność jak jedzenie, było wyrazem głębi i spokoju, które już u niego znała. Czuła się w tej chwili odrobinę jak intruz, który znalazł się w tym miejscu przypadkiem, ale nie chciałaby za nic opuścić tego wyjątkowo osobistego spektaklu. Antonio na pewno miał wielu wiernych fanów, ale była pewna, że nikt nie widział go w takim wydaniu, jak ona mogła oglądać teraz.
    Uśmiechnęła się lekko, sięgając po widelec. Nie mówiła nic, ale jej spojrzenie mówiło wszystko, co pokazała też gestem i co powiedziała wcześniej - dziękuję, że jesteś. Jedzenie już pachniało obłędnie, a skoro było przygotowane z troską, Emma wiedziała, że rozpłynie się na języku absolutną pysznością. Zawsze tak było, gdy ktoś gotował z sercem, nie mógł mu się równać nawet najlepszy kucharz świata i dlatego ona piekła tak, jakby każde ciastko miało trafić do kogoś jej bliskiego.
    - Antonio... to jest wspaniałe! - oceniła po spróbowaniu pierwszego z pierożków i uśmiechnęła się szeroko, ocierając wierzchem palców krople masła, które osiadły jej na wargach i pojedyncza, która skropliła jej brodę. Wędrowała spojrzeniem od jego twarzy do talerza, później z powrotem tę samą drogą i w końcu zdecydowała, że to na Antonio chce patrzeć. - Ale ty też powinieneś zjeść... - zauważyła, przypominając sobie że przecież dopiero wrócił z pracy. I teraz siedział z nią, bo... tak to się potoczyło nieplanowanie.
    Odetchnęła głebiej, ignorując, a wręcz tłumiąc poczucie winy i wyrzuty sumienia, że zajmuje mu czas. Miała tendencję do brania wszystkiego na siebie i wiedziała, że niekiedy przesadza niesłusznie, tak jak teraz mogłaby przesadzić.


    Emma 🌷✨💕

    OdpowiedzUsuń
  14. Emma siedziała nieruchomo, jakby cały świat wokół niej nagle się zmniejszył i skupił na tej jednej, cichej chwili. Brak słów nie ciążył, ale wzmacniał świadomość, że ich wzajemne towarzystwo ma znaczenie. Z jej perspektywy Antonio był jak pojedynczy błysk światła w jej nieśmiałym, skrytym świecie - silny, spokojny, a jednocześnie tak delikatny w swojej obecności. Nienachalny i stabilny. Gdy widziała, jak sięga po widelec, czuła, jak jej serce łagodnie przyspiesza, choć próbowała to ukryć, odwracając wzrok i szukając czegoś, co odwróciłoby jej uwagę od własnych odkryć. Wyjątkowo przy nim nie chciała zniknąć, ukryć się i wtopić w otoczenie, a coraz częściej nabierała ochoty, by być po prostu dostrzeżoną.
    Gdy tak się jej przyglądał, jego spojrzenie- pełne intensywności, przeszywało ją jak strzał, który nie rani, ale porusza głęboko w środku. Emma czuła, jak cienie jej zmęczenia, jej lęki i niepewność wypływają na wierzch, jak nie potrafi przy nim udawać. Zjadła swoją porcję, a gdy Antonio z uśmiechem wszystko zabrał i zaproponował ciastko i przejście do salonu, w jego delikatnym uśmiechu dostrzegła jakąś subtelną nieznaną zmianę. Chwyciła szklankę w dłoń i wstała, kierując się w wskazany kierunek.
    - Sam urządzałeś to mieszkanie? - spytała uprzejmie, rozglądając się wokół. Ona mieszkała na Brooklynie, w mieszkanku w dwoma osobnymi pokojami, widną kuchnią i długą łazienką, gdzie wszystko miało swoje miejsce, a jednocześnie miejsca jakoś nadal brakowało. Tutaj było... przestrzennie. Było też przyjemnie, a nie w każdym dużym mieszkaniu udaje się uzyskać efekt swobody i pewnej przytulności.
    Usiadła na kanapie, a granatowy materiał jej sukienki ładnie odciął się kontrastem od kremowego obicia mebla. Drobne plecy opadły na oparcie i chwilę zerkała w stronę dużych okien. Bała się wielu rzeczy, ale oglądanie miasta, nawet tego dobrze znanego, tego skrawka ulic z wyższej perspektywy zawsze ją mocno ujmował. Nie podróżowała w swoim życiu nigdzie i chyba mimo braku możliwości, po prostu chłonęła obrazy świata, nawet tego lokalnego. Wzięła jeden z rurkowych deserów, ostrożnie, i delikatnie. Uśmiechnęła się nieznacznie, czując, jak słodkość deseru rozpuszcza się na języku i jak w tym prostym geście poczęstunku kryje się coś więcej niż tylko smak. Odchyliła głowę lekko do tyłu, pozwoliła kosmykom opaść na plecy i odsłonić szyję, ładne obojczyki i gładką skórę i westchnęła z uznaniem.
    Czuła na sobie spojrzenie mężczyzny, ten wzrok osiadał na niej ciężej niż zwykle, a ona dopiero po chwili spojrzała w jego kierunku.
    - Nigdy nie robię tradycyjnych deserów... najlepiej wychodzą w domu spod rąk rodziny dla rodziny, nie chcę tego psuć, bo to nie tylko smak, ale i uczucia, wspomnienia i coś czego się nie da przenieść do żadnego sklepu - oceniła. - Te cannoli są naprawdę pyszne - przyznała, ocierając kącik ust z kremu i okruszków. - Skąd je masz? - spytała, może odrobinę tylko próbując odwrócić własną uwagę od tego, ile uwagi dzisiaj otrzymywała od Antonio. Było to zbyt przyjemne, mogło jej zawrócić w głowie.
    Podniosła do ust szklankę i kolejny łyk zimnej wody sprawił, że poczuła jeszcze mocniej, jak jest jej ciepło. Jego uwaga była dziś w wyjątkowy sposób elektryzująca, a w tym momencie niemal ją peszył. Była pewna, że to troska, że zmartwiła go, gdy zasłabła wcześniej, więc... po co pozwoliła sercu nadal mocniej bić, dlaczego pomyślała o czymś... Oh, Emma znała swoje słabości, wiedziała również, że wszystko co do tej pory przeżyła i to że dziś nadal oddychała, było cudem. Powinna się cieszyć z każdego dnia, że mimo strat ona nadal żyje, lecz wszystko wydawało się ją przygniatać. W tej chwili, choć na zewnątrz pełna opanowania, w głębi serca odczuwała coś, co przypominało ciche obietnice nowego początku. Bała się tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emma była jak tajemnica, którą można było odkrywać krok po kroku, z szacunkiem i czułością, pozwalając jej dyktować tempo nim się spłoszy. Nie było w niej żadnej ukrytej siły, bo wszystko podszywała niepewność i to subtelne ciepło, którym mogła obdarować każdego, jednocześnie pilnując wstępu do swojego świata.
      Obróciła się w jego stronę, oparła ramieniem o kanapę i uśmiechnęła delikatnie.
      - Dziwnie na mnie patrzysz - zauważyła z troską, bo przecież nie mógł teraz zajmować się nią i zaniedbać siebie, a nie sposób było pominąć tego, ile i w jaki sposób teraz poświęcał jej uwagi.

      Bardzo spostrzegawcza Emka 🤭 💕

      Usuń
  15. Swoboda Antonio dawała jej przestrzeń, a Emma potrzebowała jej do budowania własnej pewności, że nie tylko nic jej tu nie grozi, ale może czuć się równie lekko i nieskrępowanie. Skryta i cicha, trzymała się z tyłu, a w tym wycofaniu mimo wszystko nie chciała znikać. Nie tutaj, nie przy nim. Lubiła być obecna trochę, wystarczająco by się liczyć, nie dość wyraziście by zająć piedestał.
    Jej spojrzenie przesunęło się szybko i z uwagą po ramionach i wypiętym torsie przy tym przeciągnięciu i oczy White uciekły w podłogę. Złapała głebszy wdech i lekko przygryzła policzek od środka, jakby uderzyło w nią to, co wiedziała od dawna. Młody Caruso był przystojny i świadomy swojego ciała.
    - Moje emocje nie są ładną melodią... ale płyną powoli, niczego nie pominiesz - stwierdziła z namysłem, choć nie do końca pewna, czy te muzyczne porównania do niej pasują i czy potrafią rozmawiać tym samym językiem.
    Przechyliła lekko głowę na bok, zaczesała ten kosmyk, który uciekł jej z upięcia i smagnął miękko rumiany policzek za ucho, wędrując spojrzenie po podłodze. Miała małe stopy, a w ciemnych rajstopach perłowy lakier na paznokciach błyszczał niemal tak blado, że nie było widać, że takowy nosi.
    Czasem wydawało jej się, że wszystko jest na swoim miejscu, że już potrafi żyć i odnajdywać się w codzienności, a potem nagle pojawiał się jakiś zgrzyt, który wywracał wszystko do góry nogami. Czasem w cukierni klient w ostatniej chwili rezygnował z zamówienia, albo ktoś stojący w kolejce przed nią w markecie otrzymywał połączenie i miał ustawiony ten sam dzwonek, co jej nieżyjący narzeczony, albo Thomas... on niszczył jej codzienność najczęściej. Właśnie wtedy musiała zastanowić sie i wybierać, czy brnąć dalej, czy próbować wszystko od nowa. Jeśli emocje były melodią, jej własne grały bez wprawy, gubiły rytm, fałszowały, z niepewności i dziwnej trwogi były zbyt ciche. Niesłyszalne. Emmie wtedy brakowało tchu, podpory, kogoś kto ją zrozumie, lub chociażby wysłucha. Kogoś, kto jej powie, że jest dzielna.
    Uśmiechnęła się miękko, na jej twarzy pojawiło się ciepło i zrozumienie, gdy Antonio wspomniał o rodzinie, o mamie i siostrze. Podniosła oczy i odpowiedziała tym samym spojrzeniem, pełnym zrozumienia i troski. Zawiesiła jasne tęczówki na tych ciemnych, które przypominały jej błyszczące paciorki. Oboje kochali swoich bliskich i chyba oboje za nimi w jakiś sposób tęsknili, bo życie pchało ich w inne strony. To jak mówił o innych mówiło o nim więcej, niż wszystkie te pozy, którymi musiał bronić się przed światem.
    - Wygląda na to, że wszyscy w twojej rodzinie są artystami - pochwaliła.
    Emma spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, czując, jak w jej sercu rozlewa się cieplejsza nuta spokoju. Wątłe ramiona nieco opuściła, opadła jej garda. Antonio nie narzucał się, nie próbował wcisnąć w nią swojej troski, raczej pozostawał uważny i delikatny, jakby tkał wokół niej niewidzialną pajęczynę zrozumienia, w której mogła się schronić. Propozycja kąpieli i rzeczy na przebranie jednak ją zaskoczyły.
    Obejrzała się w kierunku okna, było już późno, na zewnątrz niebo szarzało. Zawahała się wyraźnie. Czy miała tu zostać na noc? Czy może wolał odwieźć ją do domu później, gdy wieczór zapadnie na dobre lub zamówić jej ubera? Umówili się na kolację i zgodził się nie szukać żadnego lekarza... Chyba przyszła kolej na kolejny kompromis.
    - Jest już dobrze - zapewniła i odruchowo ściągnęła łopatki, jakby musiała te słowa poprzeć jeszcze innym dowodem poza słownym zapewnieniem. - Byłoby cudownie, dziękuję - zgodziła się, bo choć sukienka prezentowała się bardzo ładnie i była wygodna, to jej krój nieco krępował ruchy, a poza tym Emma przywykła do ubrań nieco bardziej obszernych. Takich, w które można się schować. O kąpieli zaś marzyła od dłuższego czasu, a o takiej bez pospiechu od tygodni... może dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wstała powoli, starając się nie okazać zmęczenia i ruszyła w kierunku kuchni, aby odnieść szklankę do zmywarki. Była gościem, ale nie lubiła bałaganu. I nie lubiła robić problemu.
      - Antonio... to na pewno nie problem? - spytała w pół kroku, zatrzymując się zaraz za kanapą, bo uszła ledwie kilka kroków. Nagła wątpliwość ściągnęła jej brwi nisko i na gładkim, jasnym czole, przy zmęczonych oczach pojawiła się głebsza bruzda. Zawiesiła spojrzenie na nim, w oczekiwaniu nie na uprzejme zapewnienie, ale na tę ciepłą szczerość i troskę, którą ją dzisiaj tak cudownie otulał.

      Emka 🤍

      Usuń
  16. Emma miała szczęście, bo gdy państwo White ją zaadoptowali była już w wieku szkolnym, a takie adopcje nie zdarzają się często i młodzież ma spore szanse utknąć w ramach systemu. Ona jednak otrzymała dom pełen miłości i cukiernia, którą teraz prowadziła, a spadło to na nią zbyt szybko, zbyt brutalnie i gwałtownie, to był wyraz sztuki jej mamy, do której pasję kobieta przelała i na nią. Może dlatego potrafiła zrozumieć i dostrzec, jak pięknym i bezpiecznym miejscem był dom i rodzina, o których wspominał niekiedy Antonio. Lubiła te momenty, gdy spojrzenie mu miękło, głos odrobinę zmieniał ton, ramiona się rozluźniały. Był wtedy czysty, bezbronny, bo nie musiał przecież na nic uważać. Był wtedy naprawdę piękny.
    Ona sama z natury była łagodna i cicha, nikt nie kazał jej czuć, że zawadza, a jednak miała wysoką wrażliwość i była uważna na to, co dzieje się wokół. W bidulu uciekała skryta przed silniejszymi, a po adopcji po prostu nauczyła się akceptować to, że uszczęśliwia ją robienie czegoś dla innych, nawet bez zrozumienia i wdzięczności. Patrzyła z uwagą ludzi, na to jak ją przyjmują i jak ona odnajduje się w ich przestrzeni. Gdy Antonio wpatrywał się w nią nieco dłużej, czuła w takich momentach, że może coś jest nie tak... Że może nadwyręża jego przyjaźń i jest to nie fair, bo ona nie może odwdzięczać się tym samym.
    Odetchnęła głebiej i lekko spięła ramiona. Nie ulżyło jej po tych słowach, wręcz przeciwnie. Antonio był zbyt dobry. Odprowadziła go spojrzeniem, nieco zaszklonym z wzruszenia i odniosła kubek i talerzyk po deserze do kuchni. Lubiła porządek i schludność.
    Potem odebrała od niego koszulę, ręcznik i poszła do wskazanej łazienki. Nie czuła się jak gość, a jak intruz i to uczucie nasiliło się w momencie, gdy została sama z odbiciem, które wpatrywało się w nią, przeszywając jasnymi oczami. O tej porze powinna być w mieszkaniu, powinna przypilnować, aby Thomas wziął swoje leki, które nie działają przez picie i powinna nastawiać już budzik na przed piątą rano, aby z rana być w cukierni i szykować świeże masy do zamówionych tortów. Tak wyglądał jej schemat, codzienność była uporządkowana i miała wyraźne, ciasne ryzy. To że przebywała w innym miejscu, miała na sobie ładną sukienkę, a przede wszystkim w własnym mieszkaniu była nieobecna... zaczynało do niej docierać, że za to zapłaci. I jednocześnie nie chciała być już nigdzie indziej, bo tu była cisza, która nie siała trwogi, która była miękka i ciepła. Był Antonio, którym głosem, spojrzeniem, a nawet samą obecnością, przyjemnie otulał ją w sposób, który koił drżące serce i pozwalał światu zwalniać. Tu nie tylko mogła czuć sie bezpiecznie. Tu była bezpieczna.
    Po chwili dłuższej nieco niż kwadrans, gdy w domu zapanowała spokojna harmonia, Emma wyszła z łazienki z bosymi stopami, przebrana w koszulę, która zasłaniała ją do pół uda, z dłońmi przykrytymi niepodwiniętymi mankietami i kilkoma ciemniejszymi kroplami na dekolcie od wilgoci, która spłynęła z jej końcówek krótszych kosmyków przy twarzy. Zmyła makijaż, odświeżyła się, zostawiła za sobą sukienkę i ręcznik, nie chcąc walczyć z przebiegiem wieczoru. Miała tu przyjść, odetchnąć, zjeść kolację i wrócić do siebie, ale... Nie chciała uciekać. Nie chciała nic zmieniać.
    Jej spojrzenie padło na Antonio, który znów siedział na kanapie, jakby próbując odnaleźć w głębi siebie oddech po tym intensywnym dniu. W powietrzu unosiła się delikatna mieszanka zapachu mydła i świeżo wypranych ubrań, które Antonio wybrał specjalnie dla niej, a Emma chwilę wcześniej nie tylko gładziła palcami cienki materiał na swoim ciele, ale z przyjemnością zauważyła, że bardzo odpowiada jej ten delikatny zapach środków piorących i aromatu, który kojarzy jej się z Włochem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszula pachniała nim i zasłaniała ją tak, że nie było widać ani siniaków na ramionach, aby zaczerwień od otarć na jasnej skórze brunetki przy biodrze, choć wciąż była to jego koszula i sam fakt onieśmielał kobietę. Emma stanęła przed mężczyzną, nieco speszona, nieco... naiwna. Posłała mu uśmiech delikatny, słodki, tak prosty w przekazie i złączyła dłonie przed sobą, widząc że i on się przebrał w coś wygodniejszego. Nie wiedziała co powiedzieć, więc nie mówiła nic, nie przepadała za jakimkolwiek przymusem.
      Dostrzegła zmęczenie w Antonio, to jak jego oczy zmieniły nieco wyraz, jak ramiona wydały się nieco cięższe i mocniej oparł się o kanapę. Podeszła bliżej, usiadła bokiem przy nim i sięgnęła dłonią powoli do jego karku. Dała mu czas, aby sie odsunął, lub aby odsunął ją.
      - Nie zrobię ci krzywdy - obiecała miękko. - Powinieneś odpocząć - zauważyła łagodnie, uciekając spojrzeniem od jego oczu, a jej własne ślizgały się po profilu, po barku i ogólnej sylwetce mężczyzny. Miałą wrażenie, że wcześniej nie umiała dostrzec jak dba o swoją formę, jak ubrania na nim leżą, jak delikatnie unosi mu się klatka przy oddechu. Niby to wszystko było oczywiste, ale teraz, z bliska, mogła to obserwować tak naprawdę.
      Jej palce delikatnie musnęły ciepłą skórę, pogładziła ciemne, gęste kosmyki z tyłu głowy mężczyzny i zaraz wsunęła dłoń głębiej, aby pomasować skórę na potylicy. Przechyliła lekko głowę na bok i uśmiechnęła się szerzej, subtelniej, jakby robiła to nie tylko dla niego.

      Em 💕

      Usuń
  17. Pozwalała mu przyjąć i zaakceptować, lub odrzucić swoją obecność, miękką i cichą, ostrożną. Była gotowa na upomnienie i wskazanie granic, które przekraczali dziś oboje. Wyczuła napięcie w męskim ciele, a potem wraz z oddechem rozluźnienie, gdy Antonio przyjął jej troskę tak, jakby właśnie teraz przyszedł na to odpowiedni moment. Uśmiechnęła się poniekąd rozczulona tym, że pozwala jej na te drobne, niewinne gesty i na to, aby mimo wszystko ona też zajęła się troszkę nim.
    - Przecież to nie jest niemożliwe - zauważyła rozsądnie, pozwalając palcom wędrować i prześlizgiwać się po kosmykach z czymś, co nie zostało jeszcze uchwycone w słowa. - Ale nie chcę i nigdy nie chciałam dla ciebie krzywdy - zapewniła, aby nie tylko wierzył, ale też usłyszał to z jej ust.
    Emma była prostolinijną osobą, nie lubiła półprawd, nie odnajdywała się w plotkowaniu i spiskach, ale sama stosowała uniki i białe kłamstwa. Może wcale nie była tak szlachetna i szczera, ale czy pragnienie ochrony kogoś kto jest jej drogi, nie było wystarczającym usprawiedliwieniem dla jej łgarstwa? Miała nadzieję, że nigdy się nie dowie.
    Jej dotyk był ostrożny, delikatny, ale dokładny. Wiedziona intuicją pozwalała świadomie opuszkom z odpowiednim naciskiem masować tył głowy Antonio, a jego ramię które opadło za nią, uświadomiło jej jego bliskość. To dzisiaj wyjątkowo nie sprawiało dyskomfortu.
    Emma wciąż czuła na sobie jego spojrzenie, a jej oddech był lekko przyspieszony. Miała chłodne stopy, a na policzkach malował się speszony rumieniec.
    - To bardzo ładna koszula, Antonio - oznajmiła cicho, zupełnie bagatelizując fakt, że nie prezentuje się najlepiej i Antonio jej to poniekąd wytknął, najwidoczniej mocniej zmartwiony od niej. Miał rację, oboje powinni odpocząć, porządnie się do tego przyłożyć i znaleźć czas dla siebie. Z tą różnicą, że jemu wystarczyłby może weekend, albo kilka dni, a Emma czuła, że dla niej kolejne lata to zbyt mało.
    Ten wieczór nie miał tak wyglądać, ona nie zakładała takiego scenariusza, ale bez słowa wstała i poszła za mężczyzną. Nie odezwała się, gdy uciekł jej spod palców, gdy jeszcze przez sekundę mrowiły ją opuszki, gdy zabrakło im ciepła i faktury włosów Włocha i poruszała nimi jakby wciąż był bliżej. Nie miała sił walczyć. Nie powinna zresztą sprawiać mu przykrości. Nie chciała wracać do domu.
    Przez chwilę stała na środku sypialni, niepewnie rozglądając się wokół, jakby szukając w tym miejscu czegoś więcej niż tylko przestrzeni. Koszula, którą miała na sobie, miała w sobie coś prostego i delikatnego, jakby sama w sobie była wyrazem jej nieśmiałej próby wyrażenia uczuć, których jeszcze nie potrafiła w pełni nazwać. Pociągnęła jasne mankiety w dół, zakrywając dłonie i złapała za krawędź ubrania przy udach, przyciskając do smukłych nóg.
    Obróciła się w stronę mężczyzny i odetchnęła głębiej, rozchylając usta jak ktoś, komu brak tchu. Przysunęła się nieco bliżej Antonio, to był drobny krok, a Emma czuła jak bardzo nie chce być sama w tym momencie. Jej policzki były lekko zarumienione, a z oczu które odważyła się unieść na jego twarz, biła mieszanka troski i niepewności.
    - To bardzo ładny pokój - oceniła cicho, a słowa uleciały puste, nie pasowały. Czuła, że należy coś powiedzieć, ale nie znajdywała słów, które byłyby odpowiednie.
    Jej palce lekko drżały, gdy dotknęła ręki Antonio, jakby obawiała się, że zaraz się wycofa. Musnęła silną dłoń, jakby w obawie, że to ona spłoszy mężczyznę, a potem złapała za jeden guzik zawstydzona swoim zachowaniem - ten guzik przy przy kołnierzyku i odwróciła wzrok.
    - Dziękuję - powiedziała kolejny raz dzisiaj, ale to wydawało się zbyt małe. Szczere, ale nieporównywalne do tego, co otrzymywała.

    Emka 💕

    OdpowiedzUsuń
  18. Jego świat tkany był z emocji, którym nadawał dźwięki, rozumiał codzienność w melodii niewypowiedzianych słów, oraz subtelnych przekazów, znaczeń które zwykle umykały w niepozornych gestach, jakie nadawały życiu rytm. Czytał z niej i może wiedział o niej więcej, niż wydawało jej się, że sama zdradziła. Jeśli tak było, to dobrze, bo w całej swojej skrytej i nieśmiałej naturze, White potrafiła się zbyt szczelnie zamknąć i nie do końca mierzyć z uczuciem samotności, jakie budowała nieumyślnie. Chciała chronić siebie, chciała ustrzec innych od przykrości, a ostatecznie była tylko ona i to, co chowała pod długimi swetrami.
    W pokoju panowała cisza, tylko od czasu do czasu słychać było delikatny szelest przewracanej kartki albo cichy oddech Antonio, gdy Emma weszła do pokoju w środku nocy. Nie paliła świateł, nie burzyła porządku tego domu, z lekko zaczerwienionym jednym policzkiem od poduszki, włosami bardziej rozczochranymi niż wieczorem i zmęczonymi oczami, bezszelestnie w drobnych krokach podeszła do mężczyzny. Boso, z mankietami naciągniętymi na dłonie, zimnymi dłońmi zatrzymała się przed Włochem.
    - Mogę z tobą posiedzieć? - spytała, poprosiła, wskazując miejsce na kanapie obok.
    Nie miała zamiaru wracać do łóżka, nie potrafiła i nie chciała. Jej serce biło mocno, a oddech był nieco przyspieszony, może śniła koszmar, a może znów czuła się winna, że zajmuje mu czas. Przestraszona, że może mu przeszkadzać, chciała znaleźć odrobinę spokoju w tym cichym zakątku domu.
    Czując, jak podłoga pod jej stopami wydaje się być twarda i chłodna, przystąpiła z nogi na nogę. Jej nogi objął dreszcz, a ręce zaciskały się na brzegu koszulki, gdy próbowała zasłonić jak najwięcej skóry. Spojrzała w stronę okna, gdzie światło księżyca rzucało delikatne srebrne refleksy na podłogę. Powoli, nieśmiało, przysiadła na brzegu i prześledziła uważnie, na tyle na ile pozwalały jej zmęczone oczy ilość kartek. Nie powinien pracować o tej porze. Powinien odpocząć.
    Przybliżyła się do niego nieznacznie, jakby obawiała się, że zaraz zniknie, albo że jej niechciane uczucia znowu ją zawiodą.
    - Moja mama robiła kakao, gdy nie mogłam spać... mogę nam przygotować, jeśli pokażesz mi gdzie je trzymasz - zaproponowała miękko, z uwagą wędrując spojrzeniem po jego dłoniach, po długich palcach i zgrabnych nadgarstkach. Gdy tu weszła, wydawał się zamyślony, może zatroskany, bardziej spięty niż wieczorem, gdy życzyli sobie dobrej nocy, więc teraz w obawie że ujrzy jakieś rozdrażnienie, nie podnosiła spojrzenia. Miał prawo być zły, chociażby na nią, że burzyła jego spokój, nawet jeśli intencje miała szlachetne.
    Emma się nie narzucała, nie była głośna, ani twarda, częściej ustępowała, niż broniła swojego zdania, ale z Antonio nie musiała się pilnować. Pozwalał jej na to, by była swobodna, wycofana i cicha, czuła, że ją taką akceptuje, a ona ufała mu coraz bardziej; z każdym kolejnym spotkaniem, rozmową, wymienionym spojrzeniem. Gdy się poznali i powiedziała o tym, jak przejęła cukiernię, cisza miedzy nimi nie gniotła, nie ciążyła, a Antonio pozwalał jej przeżywać swoje rozterki w tempie, które jej odpowiada. Pozwalał jej na wiele, a ona czuła się przy nim bezpiecznie i to dlatego nie chowała się za zamkniętymi drzwiami, a wyszła tutaj po kolejnym koszmarze, który wybudził ją po trzeciej, gdy zorientowała sie, że on również nie śpi i szelest wertowanych notatek dotarł do niej przez zamkniete drzwi.
    A teraz siedziała przy nim, nieco zgarbiona, wciąż niewyspana, nie chcąc wracać do łóżka. To co mogła mu dać, to troska, odrobinę swojego ciepła, a przecież robił dla niej znacznie więcej i oboje zdawali sobie z tego sprawę.

    Emka 💕

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hej!
    Co prawda my nie mamy jeszcze wątku, ale chętnie dołożę coś do Twojego stosiku, gdybyś miała chęć, haha :D
    Myślę, że mogłybyśmy coś fajnego wyczarować, szczególnie że Antonio jest kompozytorem i pomyślałam, że może stworzył muzykę pod występ Vasyi w 2025, kiedy wygrała Grand Prix i mistrzostwa świata? To nam otwiera drzwi do współpracy :D Chętnie omówię szczegóły mailowo, więc możesz mnie łapać na: ayliri.lunah@gmail.com
    Co złego to nie ja! ♥]

    Vasilisa Dragunova ⛸️✨

    OdpowiedzUsuń
  20. Vasya lubiła dyscyplinę, której nauczyła się jeszcze w Rosji. Poranne wstawanie, bieganie, trening i rozciąganie, a potem długie godziny, podczas których wymagano od niej perfekcji. Trenerka kazała jeździć jej tak długo, aż będzie zadowolona z każdego najmniejszego szczegółu; z kąta uniesienia podbródka, z wejścia w skok, z lądowania, które musiało być czyste i pewne, z obrotów. Nie mogła być „wystarczająco dobra”, bo albo robiło się coś idealnie, albo powtarzało od nowa, aż ciało przestawało protestować i zaczynało się łamać pod wpływem presji i ciągłych poprawek. Vasya przywykła do tego wszystkiego tak bardzo, że bez treningów czuła się nieswojo, zupełnie jakby nagle odarto ją z czegoś, co przez lata stanowiło o porządku jej życia.
    Obudziła się wcześnie, jeszcze zanim słońce zdążyło się całkowicie pokazać. Była przyzwyczajona do porannego wstawania, ale teraz, kiedy dochodziła do siebie po kontuzji, wcale nie musiała zaczynać swojego dnia tak szybko. Przez kilka sekund leżała nieruchomo, wpatrzona w sufit, z jedną dłonią wsuniętą pod poduszkę, drugą przyciskała do wadliwego biodra.
    Wstała jednak, podnosząc się i łapiąc za telefon komórkowy. Przejrzała social media, ubierając się w luźny, sportowy strój i odpisała kilku znajomym; wysłała też wiadomość do Antonio, potwierdzając dzisiejszą włoską kolację, choć doskonale wiedziała, że nie powinna jeść zbyt dużo i zbyt tłusto. Łyżwiarstwo nauczyło ją bardzo wcześnie, że ciało jest narzędziem, kaprysem i wrogiem, a utrzymanie formy wymaga nie tylko katorżniczych treningów, ale też dyscypliny przy stole. Dlatego tego ranka przygotowała sobie gęsty jogurt z garścią borówek, kilkoma plasterkami banana i niewielką ilością orzechów. Zrobiła też czarną kawę, mocną, bez cukru. Jadła wolno przy kuchennej wyspie, wiedząc, że przez resztę dnia powinna ograniczyć kalorie, bo nawet teraz, kiedy trenowała mniej i wciąż się rehabilitowała, pilnowała swojej linii. Ostatecznie każdy dodatkowy kilogram wydawał się czymś, co mogło odebrać jej lekkość skoku albo wydłużyć czas powrotu do formy.
    Po śniadaniu sprzątnęła po sobie i zaczęła trening w salonie. Beżowa mata była tam już rozłożona, gumy oporowe zwinięte, a obok leżały małe hantle. Zaczęła się rozgrzewać, a potem wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne; stabilizacja miednicy, napięcie pośladków, powolne przenoszenie ciężaru z jednej strony na drugą. Każde ćwiczenie wykonywała z należytą starannością, wiedząc, że jeśli zrezygnuje z tej perfekcji, może stracić szansę, aby wygrać zbliżające się mistrzostwa, a liczyła się tylko wygrana, nic innego, zawsze.
    U Antonio pojawiła się w ciemnych, dobrze skrojonych jeansach z prostą nogawką i miękkim, jasnym swetrze z kaszmiru. Do tego dobrała wygodne buty i dłuższy płaszczyk z miękkiej wełny, podszyty gładką satynową podszewką, bo mimo że był już kwiecień, wieczory w Nowym Jorku potrafiły być chłodne. Włosy związała w kucyk przewiązany ciemną kokardką – zrezygnowała z makijażu i innych dodatków, bo kolację przygotowaną przez Antonio miała zjeść u niego, a nie w pięciogwiazdkowej restauracji. Wychodząc z mieszkania, spryskała się karmelowo-waniliowymi perfumami.
    Nie przyszła do Caruso z pustą ręką. W dłoniach trzymała papierową torbę z drobnymi przekąskami; oliwkami, pudełkiem ciastek z rodzynkami, cienkimi paluszkami grissini, chipsami o smaku oliwy i octu, a także z truskawkami w czekoladzie i jej ulubionymi czerwonymi winogronami, które musiał być bez pestek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina jej i Antonio dobrze się znały i do tej pory Vasya była zachęcana do tego, aby pojawiać się podczas rodzinnych obiadów, podczas których dyskutowano o wielu rzeczach; pracy, projektach, pieniądzach, dzieciach i interesach. Zawsze jednak kończyło się to wypiciem dobrego wina lub whisky i obietnicą kolejnego spotkania – i to właśnie przez rodziców Vasya poznała Antonio, który był definicją włoskiego temperamentu. Być może właśnie dlatego zaczęli się dogadywać, a ostatecznie się zaprzyjaźnili; Caruso wnosił w tę relację słońce i niepowtarzalność Mediolanu, a Dragunova chłód i piękno Moskwy.
      — Mam nadzieję, że kolacja jest już gotowa, jestem tak głodna! — odezwała się, wchodząc do środka, gdy Antonio jej otworzył i zaprosił gestem. — I nie przyszłam bez niczego.
      Wręczyła Włochowi papierową torbę, uśmiechając się. Vasya nigdy nie pojawiała się z pustą ręką – nauczona tego z domu zawsze miała dla Caruso jakiś upominek, gdy zapraszał ją do siebie. Zdjęła z siebie płaszcz i zawiesiła w miejscu, które zajmowała od samego początku; kiedyś sobie żartowała, że to jest jej miejsce i że Antonio powinien o tym każdego ostrzegać.

      Vasilisa Dragunova 🍝🍇

      Usuń
  21. Musiała marznąć w stopy, bo nie dał jej skarpetek. Dostała tylko koszulę do spania, miłą, pachnącą, miękka i ładną. Taką, której materiał mieliła w palcach już wielokrotnie, której kołnierzyk stawiała wysoko wokół swojej szyi, aby otulić się i zaciągnąć zapachem Antonio dogłębnie, a gdy uświadamiała sobie te gesty... peszyła się. Niby zdawała sobie sprawę z tego, jak czarujący jest Włoch, ale dopiero teraz zdawała sobie sprawę również z tego, jak ona sama jest nim oczarowana.
    Posłała mu ciepły uśmiech, objęła koc nim zsunął się z jej ramion, muskając jeszcze szczupłe palce mężczyzny, gdy cofał ręce. Przecież oddychała, czasem zbyt płytko i niespokojnie, gdy topił ją swoim spojrzeniem, ale oddychała. Tutaj, w tym domu i przy nim, nie było to trudne i Emma wiedziała, jak zgubna może być jej swoboda. Jak łatwo może się do tego przyzwyczaić.
    Poszła za nim, obrzucając stertę kartek uważnym spojrzeniem przez ramię jeszcze raz na odchodne. On dziś się zmartwił, gdy zasłabła, ale ona zaczynała się martwić o niego nieustannie, gdy tonął w pracy. Nie miała jak mu pomóc, nie miała ani metod, ani środków, aby go odciążyć, a czułe słowo troski to wydawało się za mało, ale nic więcej nie miała mu do podarowania. Stanęła przy nim w kuchni, przyglądając mu się uważnie i musnęła palcami badawczo zimny blat szafek. W jednej chwili zadarła głowe, szukając opakowania o znajomej grafice na wyższych półkach, a w kolejnej już sama była na górze.
    - Co ty....? - zaskoczona odruchowo się spięła, chciała przytrzymać blatu tak, by zostać na dole, w znanej statecznej pozycji, ale jego głos był przewodnikiem, który koił. Posłuchała i wyciągnęła dłoń wyżej, zgarniając małe pudełko, które było im niezbędne na tę noc.
    Ramiona, które się wokół niej znalazły były pewne, stabilne i ciepłe, a gdy znów znalazła się w dole, czuła, jak policzki palą ją od głębokiego rumieńca. Sprawiał, że traciła równy rytm oddechu, że jej skóra ją zdradzała, że zapominała o rozsądku i do diaska... był w tym tak uroczy, że nie umiała się na niego złościć. Emma poczuła, jak ciepło z jego dłoni przeniknęło w tych kilku sekundach przez koszulę i dosięgło jej skóry, jakby cały świat wokół chciał zostawić na niej ślad i ten moment. Jej oddech był jeszcze nieco płytki, ale z każdym kolejnym wydechem czuła, jak skrępowanie opuszcza jej ciało, jakby Antonio swoim spokojem i delikatnością odczarowywał jej niepewność. Patrzyła, jak dosypuje cynamonu, jak niewzruszony jej reakcją i rumieńcem po prostu trwa w swojej łagodności i nie pozwala jej się chować, bo nie wytyka niczego.
    Poprawiła koszulę, pociągnęła materiał w dół na udach i lekko podwinęła rękaw przy prawym nadgarstku, ostrożnie i z uwagą, aby nie odsłonić zbyt wiele, bo ostatnie siniaki od Thomasa jeszcze się nie wygoiły do końca. Postąpiła do przodu, przejęła pudełko i odebrała mu z dłoni łyżkę, mierząc odpowiednią ilość kakao, aby zagotować wszystko z mlekiem, a nie tylko zalać kubki. W ciszy, która nie gniotła i w skupieniu zamieszała, dodała odrobiny cukru i czekając jeszcze tylko chwilę, aż napój będzie gotowy, obróciła się w jego stronę z ciepłym uśmiechem. Nie było w niej napięcia, nie było żadnej obawy, gdy podeszła bliżej i uniosła dłoń powoli, aby nie spłoszyć zarówno jego, jak i siebie.
    - Wiesz, Antonio - zaczęła cicho, patrząc na niego spod rzęs, za którymi oczy błyszczały jej od emocji - Czasami najprostsze rzeczy są tymi najważniejszymi - stwierdziła w lekkością, z pewną nostalgią, z zamyśleniem, muskając wierzchem dłoni krótkie lubiące się kręcić kosmyki przy jego skroni, gdy odsłaniała jego twarz, zaczesując je czule w tył. - To nie tylko kakao. To takie chwile, kiedy można przystanąć na moment, zapomnieć o wszystkim i po prostu być tu i teraz - powiedziała, patrząc mu w oczy i lekko muskając ostrożnie palcami jego policzek i krawędź żuchwy. - Moja mama dodawała specjalny składnik, taki, który sprawiał, że świat zwalnia, a wtedy można odetchnąć. Dzisiaj nie mogę ci powiedzieć co to jest, ale już go posmakujesz - obiecała miękko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wpatrzona w niego, uśmiechała się, czując, jak ciepło rozlewa się po jej sercu. W tym małym, wspólnym rytuale, odnajdywała oddech, którego tak bardzo potrzebowała. I choć świat wokół nich wydawał się pełen chaosu, tutaj, w tym momencie, panowała cisza, jakby czas się zatrzymał. To mieszkanie, w tym momencie i ten mężczyzna, stały się jej schronieniem.
      Chłonęła jeszcze jego spokój, nim cofnęła dłoń i obróciła się, aby wyłączyć ogień pod garnuszkiem z kakao. Nalała niemal gorącego napoju dla nich oboje i znów obróciła się w jego strone, aby podać mu jeden z kubków.
      - Spróbuj - zachęciła, samej już zanurzając usta ostrożnie na krawędzi kubka, aby choć odrobina mleka osiadła na jej wargach.


      Emi 🥛 🤎

      Usuń
  22. Pozwalał jej na wiele, a ona za każdym razem była ogromnie zdumiona, kiedy sam cierpliwie ustępował pod naporem jej uwagi i troski i przyjmował te drobne gesty i małe słowa, którymi mogła go ukoić. Gdy zostawali sami, miała wrażenie jakby ich oddechy zwalniały, a świat na moment stawał w miejscu, zupełnie jakby mogli sobie ofiarować chwilę wyciszenia. Jego uwaga osiadała na jej ciele miękko, a oczy patrzyły łagodnie, lecz z uwagą, której pozwalała sie otulać coraz bardziej odkryta. Emma ufała Antonio już na tyle, by przy nim nie drżeć, lecz wciąż starała się strzec go przed tymi najcięższymi sekretami, które ją zatruwały.
    Kąciki ust znów jej lekko drgnęły ku górze, kiedy musnął jej dłonie, odbierając kubek, a gdy smakował kakao, czekała na werdykt. Jej jasne oczy czule prześlizgnęły sie po jego twarzy, po ciemnych oczach, w których kryło się dla niej coś nieujarzmionego i po ustach, które wykrzywione w testowaniu smaku, wcale nie były brzydsze niż zwykle. Odetchneła głebiej i sama znów zamoczyła wargi w ciepłym napoju zadowolona, gdy przyznał, że mu smakuje. Miał racje, ten składnik był bardzo ważny - najważniejszy; i o tym składniku kiedyś mu powie.
    Gdy postąpił krok bliżej i sięgnął do jej ręki, nie mając kontroli nad odruchem ciała, spięła się w oczekiwaniu. W jej spojrzeniu błysnęło coś, czego nie było tam chwilę wcześniej. Nie rozumiała tego gestu, spłoszona spojrzała na męską dłoń sięgającą jej, a gdy dotknął skóry, nie odsłaniając rękawa, jakby już rozumiał, zatrzymała spojrzenie znów w jego oczach. Jej oddech był lekki, a ona poruszyła delikatnie jasnymi palcami, powoli, bez pośpiechu, chłonąc jego bliskość. Nie uciekła. Przyzwyczajała się do tego dotyku, nie opuszczając spojrzenia. Pozwalała mu na to, czego potrzebował, sama gubiąc się w tym momencie. Był ciepły, miał ostrożny dotyk, badawczy. I miły. Niekrzywdzący. Pozwoliła mu zbadać fakturę swojej dłoni, objąć szczupły nadgarstek, musnąć palcami, przekonać się, że to nie jest dla niej za wiele.
    Kiedy się odsunął, Emmy stała przez chwilę przy blacie, jakby zamarzła w miejscu, niepewna, czy to wszystko, co się właśnie wydarzyło, miało miejsce naprawdę. Czy miało jakiekolwiek znaczenie.
    - Tak - odpowiedziała równie cicho i ruszyła za nim.
    Objęła swój kubek szczelniej dłońmi i powoli wypuściła powietrze, krocząc z powrotem do salonu za brunetem. Jej zimne bose stopy nie zostawiły śladów, nie rozniosły się dźwiękiem po mieszkaniu, jakby w rzeczywistości jej tu nigdy nie było. Niektóre chwile z Antonio były intensywne przez intymność, która się wkradała w ich wspólny czas, a White nie chciała z tego rezygnować, choć wiedziała, że nie może być chciwa i pragnąć tego dla siebie. Usiadła ostrożnie obok niego, nie starając się zachować dystansu, nie chcąc wyplenić miękkości między nimi. Nie wiedziała, czy chce się zbliżyć, czy też już uciec, więc po prostu siedziała obok, czując ciepło jego sylwetki przy sobie i próbując znaleźć w tym jakąkolwiek wskazówkę, co powinna zrobić albo powiedzieć. Nie była nigdy dobra w słowach, to jej gesty i obecność wyrażały wszystko, co czuła i czego nie umiała nazwać.
    - Jest w porządku, dziękuję - zapewniła wzruszona jego troską, gdy Antonio okrył ją kocem.
    Znów złapała za krawędź materiału i jak wcześniej wieczorem znów musnęła jego palce już nieprzypadkowo. Dziś w każdym ruchu potrzebowała przekonywać się o jego obecności. Nie cofała się jak wcześniej, nie bała. Teraz poczuła, jak coś w niej się rozluźnia. Uśmiechnęła się wyraźniej, bez wątpliwości, bez obawy w spojrzeniu. Pochyliła głowę, przygryzła wargę, zerkając na jego kubek, z którego kakao cudownie znikało i czując jak na rumiane, ciepłe policzki opada kilka kosmyków, lekko przechyliła głowe na bok, aby nie przysłaniały jej oczu.
    - Dlaczego nie śpisz, Antonio? - spytała łagodnie, wciąż cicha i nienachalna, jakby mógł w każdej chwili na nowo wyznaczyć granice, które pokonywali do tej pory razem. - Opowiedz mi - poprosiła na zachętę, dając mu przestrzeń do decyzji, czy chce z nią rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Upiła kolejny łyk, napój był słodki i ciepły, cynamon który dostała jako specjalny dodatek, sprawiał, że piła coś znanego i zarazem do odkrycia. Miał rację, że razem tworzyli coś nowego. Obróciła się, by odstawić na razie kubek z kakao do przestygnięcia na stolik ustawiony przy kanapie. Najpierw postawiła naczynie przy krawędzi, do której sięgnęła bez wstawania, później delikatnie próbowała przesunąć go bezpiecznie dalej na blat, ale jej dłoń drgnęła niezdarnie. Pchnęła palcami na niego zbyt mocno, a napój, jakby miał własne zdanie, wylał się nagle, rozlewając się po stoliku i jasnym dywanie. Emma momentalnie poczuła, jak coś ściska jej gardło, jakby od razu ogarnęła ją fala paniki. Jej oczy powiększyły się, a oddech stał się płytki i nierówny. W jednej chwili poczuła, że zaraz wybuchnie łzami, a w sercu wybuchła obawa, że przez jej niezdarność rozgniewa Antonio, który chyba nie wybaczyłby takiej nieostrożności.
      Bez zastanowienia zsunęła się z kanapy na kolana, blada i znów jakby mniejsza rzuciła się do poprawienia leżącego kubka i przyciskania papierowych chusteczek do plamy, niemal wyrywając je z pudełka ustawionego na stoliku z drugiej strony, jakby od tego zależało jej wszystko.
      - Przepraszam, przepraszam. Już to posprzątam, przepraszam - wydusiła innym tonem, zduszonym jakby na ostatnim tchnieniu.
      Jej ruchy były nerwowe i chaotyczne, jakby próbowała cofnąć czas i zatrzymać to nieszczęsne rozlanie. Emmy znów drżała, oczy pełne łez, a na jej twarzy malowało się wyraźne przerażenie, jakby zrobiła coś znacznie gorszego. Jej oddech był szybki i niepłynny, jakby nie potrafiła złapać tchu w obliczu własnej niezdarności i drobnego wypadku. Nie patrzyła na Antonio. Czuła, że zaraz wybuchnie płaczem, bojąc się, że ta drobna wpadka może przynieść poważne konsekwencje i gniew, którego obawiała się najbardziej, choć nigdy nie widziała w Caruso żadnej złej emocji.


      Em 😱

      Usuń
  23. Ten jeden moment zepsuł spokój nocy. Rozlane kakao, jej drżące ręce, prawie już zapłakane oczy i nierówny oddech przecięły łagodność chwili. W pośpiechu i rosnącym popłochu, zainicjowała chaos porządku. Jedna za drugą chusteczka nasiąkała kakao, gdy wycierała stół, próbowała uratować dywan od wsiąkającej plamy, a gdy Antonio znalazł się nagle przy niej, po prostu pękła.
    Bez złości, krzyku i pretensji odciągnął ją od bałaganu. Skupił się na niej i dał jej coś, czego nie smakowała od dawna w obliczu takich emocji. Zrozumienie. Poddała się jego rękom, słowom i bliskości; wypuściła chusteczki z palców i czując stabilne ramiona wokół siebie, pozwoliła sobie na słabość. Przestała trzymać tarcze, opuściła ją. Odsłoniła się ufnie, gdy wskazał jej rytm oddechu. Rozpłakała się, bezbronnie opierając o bruneta. Schowała się w nim. Coś zadrżało niebezpiecznie w jej piersi, a Emma zacisnęła powieki, próbując złapać powietrze, gdy na koszulce Antonio odcisnęły się jej łzy. Drobna kobieca sylwetka poddała się jego sile, aby na niej polegać.
    Emma nadal drżała, choć jej oddech powoli się uspokajał z każdą chwilą. Czuła jego ramiona wokół siebie, jego dłonie uspokajająco gładzące plecy, włosy i głos który koił. Słuchała zapewnień, że nic się nie stało, że jest dobrze . Jej głowa opadła na jego ramię, a ona sama czuła, jak mięśnie się rozluźniają, choć jeszcze nie do końca. W półmroku pokoju, czuła się jakoś bezpieczniej, choć serce wciąż biło jej mocno w piersi.
    Czuła jego spojrzenie, nie chciała aby teraz na nią patrzył. Przysunęła się, może pierwszy raz korzystając tak bezczelnie z jego troski i opieki, po czym musnęła dłońmi po koszulce przy jego żebrach, łapiąc oddech i zacisnęła palce niespokojnie na materiale jego ubrania. Gest, niemal prośba, aby jej nie odsuwał. Aby pozwoli jej jeszcze przez moment przy sobie trwać.
    - Przepraszam - wyszeptała w jego stronę, wciąż ukryta, wciąż roztrzęsiona.
    Spojrzała na niego przez chwilę, niepewna, czy powinna się odsunąć, czy może jeszcze chwilę zostać, dopiero gdy zapanowała nad płaczem i drżeniem ciała. Jego ciche słowa i delikatny dotyk wydawały się jakby wyciągać ją z chaosu, w którym się znalazła. Po chwili, powoli, skinęła głową.
    - Nie ... chyba powinnam.. - wyszeptała, urywając niepewnie, bo przecież nie powinna już nic robić. Nie wiedziała, co powiedzieć. Pora nie sprzyjała ani sprzątaniu, ani ucieczce, która teraz wydawała się wygodna, ale nieodpowiednia i dobrze to wiedziała.
    Zwróciła uwagę na to, jak mocno sama go obejmuje, jak rękaw jego koszuli podwinął się i nierozważnie pozwoliła wyjść na świat sinym śladom na swoich rękach. Cofnęła powoli dłonie, poprawiła materiał, odwijając mankiety, by zasłoniły jej dłonie aż po palce. Spojrzała na niego znów niepewna i wycofana, na jej twarzy wciąż malowały się ślady emocji, a policzki lśniły od mokrych ścieżek.
    - Przepraszam - powtórzyła cicho, przykładając złączone dłonie do siebie, jak osłonę.
    Emma spojrzała na niego, jeszcze lekko zdezorientowana całym zajściem, swoją niezdarnością i zdumiona brakiem złości, ale czuła, że to, co się działo z strony Antonio, było jak oddech świeżego powietrza po długim, dusznym tunelu. Wzięła więc sama głęboki oddech i rozejrzała po dywanie i zalanym stoliku.
    - Nie chciałam... - dodała, choć on to wiedział, ona wiedział, że wie. Tego nie musiała mówić, ale teraz każde słowo wydawało się nieodpowiednie i zarazem bardzo cenne.
    - Mogę zostać tutaj... z tobą. Niczego nie będę ruszać - dodała cicho, a jej głos zabrzmiał jak prośba, którą naprawdę sama chciała usłyszeć. Aby nie znikała.
    Emma spojrzała na niego z wdzięcznością, czując, jak powoli opada z niej napięcie. Słuchała jego oddechu z obserwowała oczy. Bez napięcia, ale niepewna. Była zagubiona.

    Emi 💕

    OdpowiedzUsuń
  24. Jej oddech zwolnił, a ciało zmiękło w jego objęciach, gdy Emma oparła się ufnie o sylwetkę Włocha, wyciszając się wraz z nim, gdy ją uspokajał. Czuła przez cienki materiał koszuli jak jej skóra ubiera się w dreszcze, a przecież od emocji było jej zbyt ciepło. Jego obecność odbierała ciężar jej wybuchu i z chwili na chwilę, pozwalała fizyce pociągnąć ją bliżej mężczyzny i oparcia kanapy. Nie walczyła, ułożyła policzek na jego ramieniu, jedną z dłoni wsparła na szerokiej piersi, a oddychając, karmiła się męskim zapachem - skórą i tym, co nieuchwytne i zawsze bardzo jego. Bez gwałtowności i poruszenia, pozwalała samej sobie ochłonąć, wyschnąć łzom na ciepłych policzkach i sklejonych mokrych rzęsach. Dłoń, którą przesuwał po jej plecach, nie wyznaczyła dystansu, nie narysowała nowej granicy, a ona ku własnemu zdumieniu nie próbowała również budować nowych murów. Nie tłumaczyła się, nie próbowała bagatelizować swojej reakcji. Nie oszukiwała ani siebie, ani jego.
    Wiedziała, że to tylko wypadek, wylane kakao, ubrudzony dywan i zalany stolik, że wszystko da się uporządkować, wyprać i wyczyścić. Wiedziała, że wypadki się zdarzają i jej reakcja mówi więcej, niż słowa, za którymi się chowała. Rozumiała, jak to wygląda, ile zdradza jaj drżąca ręka, nerwowy ruch, próba maskowania się, wystraszone spojrzenie i ucieczka. Nie pojmowała tylko, dlaczego Antonio wciąż jest dla niej tak łagodny i wyrozumiały. Dobry.
    Poczuła jak w powietrzu zawisła delikatna, krucha równowaga. Ta chwila między nimi wydawała się zawieszona w próżni, pełna niewypowiedzianych słów i emocji, które nie chciały się ujawnić, ale też nie dawały o sobie zapomnieć. Jego troska, jej strach, ich wzajemne ciepło... to sprawiało, że moment wydawał się wyjątkowy, a Emma nie chciała go stracić. Spojrzała na dywan, poczuła ucisk w piersi i obróciła twarz, łapiąc znów powietrze tak, jakby się wystraszyła. Wiedziała, że gdy jutro wyjdzie z tego mieszkania, będzie musiała poszukać usług w pralni, albo nowego dywanu dla Antonio - nie chciała tego tak zostawić.
    Noc była spokojna, jakby nic się nie stało. Ona też ją za to lubiła, za ciszę i to, że czas zwalniał, gdy niebo osnute było ciemnym płaszczem. Czując na sobie jego spojrzenie, odchyliła głowę lekko do tyłu, próbując złapać oddech, choć jej ciało jeszcze odrobinę drżało, już nie od emocji, a chłodu i zmęczenia. Nie wiedziała, czy powinna się odsunąć, czy zostać, czy może powiedzieć coś, co rozluźni sytuację. W głębi serca czuła, że Antonio nie zamierza się unosić, ani jej odsuwać, że jest tu, z nią - i to ją uziemiało. Nie mówiła więc nic, pozwalając karmić się swoim oczom tym, co ma przed sobą; jego bursztynowym spojrzeniem, które wpada w głęboki ciepły brąz, w rysy prostej urody, jego spokojem i zrozumieniem. Akceptował ją, z wszelkimi niedoskonałościami i pęknięciami, choć nie wiedział, jak głęboko sięgają. Nie korygował jej, nie poprawiał... Pozwalał jej tu przy sobie być i nawet nie mógł wiedzieć, ile to dla niej znaczy.
    - Dziękuję... - wyszeptała w końcu cicho, niepewnie, jakby bojąc się, że jej słowa mogą przerwać tę ulotną harmonię. - Za to, że jesteś tu, mimo wszystko.
    Uniosła dłoń, powoli i ostrożnie, jakby bała się, że teraz to Caruso jest z porcelany i go zburzy z całym jego stoicyzmem. Musnęła opuszkami jego policzek, czule, z wdzięcznością i bez pośpiechu, pozwalając mu odtrącić jej dłoń, lub odsunąć się w każdym momencie. Kiedy tego nie zrobił, wciąż badawczo mu się przyglądając, patrząc mu prosto w oczy, które zdradzały najwięcej, przyłożyła dłoń niżej do jego ciepłej szyi, czując jak tętni w nim życie. Czuła pulsowanie pod opuszkami i to, jaki był ciepły, a skóra przyjemnie miękka. Był niesamowicie żywy, prawdziwy i rzeczywisty, a czasami wydawał jej się bajką.


    Emka 💖

    OdpowiedzUsuń
  25. Emma powoli pozwalała sobie przy nim na coraz więcej ufności, pokazywała własne ubytki i pęknięcia, łamliwość, której nie chciała już chować. W jej oczach pojawił się delikatny błysk czegoś głębszego, co się zakotwiczało w jej wnętrzu, a oddech stawał się spokojniejszy. Czuła, jak miękkość jego gestów rozpuszcza jej opory, jak ciepło jego ciała przenika przez fragmenty odważnej maski, którą jeszcze niedawno nosiła, choć ta odwaga nie była głośna, ani twarda. Powoli, krok po kroku, z każdym oddechem, oddawała się tej chwili, tej bliskości, która zaczynała wypełniać jej serce spokojem i pewnością.
    Jej dłonie, choć jeszcze niepewne, odrobinę drżące od emocji, zaczęły delikatnie odpowiadać na jego dotyk; przesunęła opuszkami delikatnie po jego szyi na rękę, którą objął jej szczupłe palce, zacisnęła je lekko na jego dłoni, jakby szukając potwierdzenia, że wszystko, co się dzieje, jest prawdziwe i dobre. I że nie ma jej za złe tego, jaka jest roztrzęsiona i zagubiona. W jej głowie pojawiła się myśl, że może w końcu pozwolić sobie na to, przed czym od dawna się ukrywała – na odrobinę słabości, na pełne oddanie się chwili, by nie uciekać i nie zasłaniać się przed samą sobą. Czując, jak Antonio ją obejmuje, jak się nie odsuwa i zarazem nie pozwala jej uciekać, poddała się zmęczeniu i jej ciało swobodnie odnalazło w nim ukojenie. Drobna kobieca sylwetka oparła się o Włocha, wtulając ufnie, potulna i odkryta z wszelkich złudzeń. Czuła jego oddech przy swojej skórze, gdy musnęła przypadkowo wargami odsłonięty obojczyk nad koszulką, ciepłe ciało zamkniete wokół niej i przy niej, dudnienie serca przy piersi na koszuli, którą jej dał na tę noc. Nie chciał narzucać niczego na siłę, rozumiała to, był wobec niej uważny, łagodny i ostrożny, zupełnie jakby czytał z niej, zanim jeszcze wypowiadała słowa. W jego spojrzeniu widziała troskę, nie chciała jednak szukać niczego głębiej, nie miała przecież do tego prawa, ale jej własne oczy wylewały na niego czułość, bo Emma gotowa była się już bardziej otworzyć. Nie wiedział o niej wszystkiego, ale wiedział wystarczająco, by poznać jej ciemne zakamarki.
    W ciszy i spokoju nocy, w tej chwili pełnej subtelnych gestów i krótkich słów, Emma pozwalała sobie samej na wytchnienie w objęciach mężczyzny. Dzieliła z nim moment, w którym zdjęła maskę, odkryła się i przestała bać. Gdy on objął ją pewniej, ona przytuliła go mocniej.
    - Słyszę twoje serce - powiedziała cicho, bezdźwięcznym szeptem, nie wykonując jednak żadnego gestu, żadnego ruchu, który by ich od siebie oddalił.
    Powoli, uważnie, bez lękliwej ostrożności jej dłoń pogładziła ciepłą szyję mężczyzny kolejny raz. Jej chłodne palce pod jego dłonią nie naciskały za mocno, lecz dotyk pozostawał czuły i świadomy, gdy przesunęła je do karku. Objęła go inaczej. Dokładniej. Koc okrywał jej ramiona i plecy, ale to nie koc dawał jej teraz najwięcej ciepła.
    Przyłożyła policzek do jego torsu na nowo, jakby to pomogło jej naprawdę lepiej słyszeć całe wnętrze Caruso. Całą jego własną muzykę. Opuściła powieki, odetchnęła głębiej i czuła, że w tym momencie nie potrzebuje więcej.

    Emka ❤️

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzisiaj Emma opowiedziała Antonio o sobie wszystko to, co drzemało na dnie jej poranionej duszy. O tęsknocie, o cieple, o pragnieniu, czułości i całej reszcie, która ją oplatała i trzymała nisko przy ziemi. Dzisiaj się odsłoniła, pozwalając samej sobie mu zaufać i uwierzyć w niego na tyle, by zyskać przekonanie, że jej nie skrzywdzi.
    Bez kontroli nad tym, co się dzieje i bez potrzeby panowania nad sytuacją, była jeszcze bardziej miękka, łagodna i uległa w jego rękach, tonęła zaś w jego spojrzeniu. Odsłoniła się bardziej, niż planowała i zakładała że to możliwe, a w końcu gdy zasypiała, nadal trzymała kurczowo zaciśnięte jasne palce na jego boku, jakby to on, a nie wieczór, nie ta kanapa i okrywający ją koc, pozwalały jej czuć się bezpiecznie. Wyznała mu swoje zauroczenie, swoją ufność i to, że chce być przy nim, bez słów, bez wielkich gestów i podkreślania chwili - to wypłynęło samo między nimi, płynnie i niepostrzeżenie osiadając między Emmę i Antonio.
    Przespała noc spokojnie, otulona zapachem gospodarza, a także ciepłem, które przyjemnie wkradało jej się pod skórę z przekonaniem, że nic jej nie grozi. Emma obudziła się powoli, czując na sobie jeszcze przyjemny ciężar pościeli i delikatny szelest porannego świata, który budził się za oknem wraz z nią. Smugi jasnego światła wpadały już przez okno, gdy spojrzała w tamtą stronę, nasłuchując odgłosów z domu. Przez chwilę leżała spokojnie, z zamkniętymi oczami, słuchając tego, co działo się za drzwiami. Wiedziała, że musi się podnieść, choć ciało jeszcze odczuwało zmęczenie, którego nie potrafiła do końca pokonać. Powoli wreszcie wstała, rozczesała kosmyki rozsypane wokół twarzy palcami i zaczęła zbierać swoje rzeczy, aby jak najszybciej się przebrać i przygotować do wyjścia.
    Nie chciała zabierać Caruso więcej czasu, a na wspomnienie wieczoru i tego całego zamieszania z kakao, czuła się po prostu głupio. Nie chodziło o niezdarność, a całą nerwowość i reakcje, które zdradzały zbyt wiele, gdy Emma chciała utrzymać swoje sekrety z dala od mężczyzny, by mu nie zaszkodzić. To jak za to później zachowali się oboje, sprawiało, że nie wiedziała zupełnie jak się czuje, bo to było... niezwykłe. Przejmujące. I miała wrażenie, że o wiele głębsze, niż mogło jej się wydawać.
    Pośpiesznie, ale starannie, założyła na siebie swoje własne ubranie i wyszła z pokoju, kierując się do łazienki. Prosta sukienka leżała dobrze i skromnie, ale czuła że bez makijażu wygląda niezdrowo i blado. Po szybkim odświeżeniu się, skierowała się do kuchni, gdzie zastała Antonio, który właśnie rozkładał na stole talerze do pełnego, bardzo bogatego śniadania. Przystanęła zaskoczona, czując że znów, kolejny raz nadwyręża jego dobroć i gościnność. Zerknęła w stronę jasnego dywanu i stolika, plama nadal była widoczna, choć już wsiąkła w materiał. Było widać, że wczorajszy chaos powoli zamienia się w spokojny poranek.
    — Dzień dobry — powiedziała cicho, podchodząc do niego i zatrzymując się po drugiej stronie szerokiego blatu. Czuła, jak lekki uśmiech pojawia się na jej twarzy wraz z rumieńcami na myśl o tym, jak delikatny i troskliwy był wczoraj. I jak ona sama traktowała go czule, zupełnie nieskrępowanie obejmując go i pozwalając czuć przy sobie każdym skrawkiem ciała pokutującego w samotności.
    Nie patrzyła na stół, jej jasne, dziś znów niepewne spojrzenie zatrzymało się i śledziło jego twarz. Chciała i potrzebowała zobaczyć jego oczy. Chciała mieć pewność, że nic między nimi wczoraj nie popsuła.


    Emka ❤️

    OdpowiedzUsuń
  27. Jego uwaga i spojrzenie były dzisiaj inne, głębsze, sięgające dalej niż wcześniej, zakotwiczające się pod jej skórę. Czuła to, chłonęła, przyjmowała z zaskakującym spokojem i lekkością, która obejmowała czułe serce. Nie osaczał jej, nie kontrolował, nie weryfikował żadnej poprawności. Nie wspomniał o dywanie, o kakao i jej reakcji, nie chciał nic wyjaśniać, ani jej upominać. Zachowywał się tak naturalnie, jakby wspólne śniadania były ich codziennością. Nie pozwalał jej przez to na wahanie i niepewność, a ona tak jak usiadła na krześle idąc za jego ruchem, miękko i cicho, tak samo zaadaptowała się do tego poranka i jego obecności.
    Emma słuchała go uważnie, czując, jak w jej sercu zaczyna rosnąć czułość, mimo że jeszcze tak niewiele o nim wiedziała, choć jednocześnie wiedziała już całkiem sporo. Antonio mówił spokojnym, łagodnym głosem, a ona nie mogła powstrzymać się od podziwu dla tego, jak naturalnie potrafił tworzyć atmosferę komfortu i bezpieczeństwa. Każde jego słowo wydawało się wyważone, jakby znał siłę prostych gestów i słów, które potrafią dotknąć najdelikatniejszych strun w człowieku, a jednocześnie nie było w tym nic wystudiowanego. Był naturalnie troskliwy, pozwalał jej przy sobie odetchnąć i odpocząć od codzienności, którą za sobą chowała starannie i z coraz większym trudem.
    Spojrzała na jego twarz, próbując odczytać coś więcej, niż tylko to, co mówił. Oddawała mu dziś takie same spojrzenia, jakimi on obdarzał ją — dłuższe, intensywniejsze, bardziej uważne. Jakby widziała go dzisiaj inaczej niż wcześniej. W jego oczach widziała troskę, czuła ją jak ciepłe światło rozlewające się po całym wnętrzu mieszkania i wokół nich. To było tak rzadkie w jej życiu, tak cenne, że chwytała się tych spojrzeń, tej uwagi i słów, które jej dawał, jakby miała zachować je na zawsze w swej pamięci jak drogocenną pamiątkę. Czuła, jakby Antonio mówił do niej nie tylko słowami, ale też własnym spojrzeniem i postawą, a wszystko zdawało się mówić, że jest tu z nią i liczy się z jej obecnością.
    Uśmiechnęła się, powoli wyciszając rytm serca, bez paniki i bez lęku, że przywoła jej łzy i drżące dłonie z wczoraj. Objęła filiżankę obiema dłońmi, jej zimne palce potrzebowały ogrzania i na chwilę oderwała spojrzenie od jego twarzy, aby jasnymi tęczówkami prześledzić suto zastawiony stół. Wszystko wyglądało wspaniale, ale ona nie potrzebowała tego wszystkiego i przez chwilę mogła wydawać się przytłoczona, lub nawet zmieszana. Jego obecność była przecież wystarczająca.
    Gdy zapytał, czy dobrze spała, poczuła, jak jej serce lekko drga, jakby chcąc się do niego wyrwać, choć jeszcze nie potrafiła tego wyartykułować nawet w swojej głowie. Uśmiechnęła się delikatnie, karmiąc się jego słowami, które wydawały się tak czułe i pełne troski, jakby Antonio sam tonął w swojej opiekuńczości. Podniosła filiżankę do ust, czując, jak ciepło kawy rozchodzi się po jej dłoni, a aromat otula jej twarz i upiła ostrożnie pierwszy łyk.
    — Tak, dziękuję — przyznała po chwili, jej głos zabrzmiał trochę ciszej, niż zamierzała, ale pełen był wdzięczności. — Spałam dobrze, choć może było trochę za mało snu… ale to nic, martwi mnie jednak to, że ty też nie przespałeś spokojnie nocy — powiedziała, na krótką chwilę, zatrzymując spojrzenie znów w jego oczach. Dzisiaj przy promieniach poranka, wydawały się jaśniejsze, niemal jak bursztyny.
    Spojrzała na swój talerzyk, na ustawione obok sztućce i wstała od stołu, aby zabrać to i filiżankę z kawę z stołu. Obeszła stół i odsunęła krzesło obok Antonio, aby usiąść przy nim, by nie dzieliło ich nawet to śniadanie. Oparła plecy o krzesło i zawiesiła znów oczy na nim, dzisiaj wyjątkowo mocno przyciągał do siebie jej uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. — W moim domu posiłki łączyły ludzi, nikt nie siedział daleko i nikt nie zostawał sam — zdradziła z ciepłym uśmiechem i sięgnęła po małego maślanego rogala i słoik z ciemną marmoladą, która przypominała jej kwaśne porzeczkowe przetwory przyjaciela.
      Gdy Antonio zaproponował odjazd, poczuła nagły przypływ ciepła, który zalał jej twarz zdradzieckim malinowym rumieńcem. Nie była pewna, czy to z powodu jego propozycji, czy może z powodu tego, co w niej samej się działo — niepewności, delikatnego poruszenia , które próbowała ukryć pod maską spokoju.
      — Chętnie skorzystam — zgodziła się, uśmiechając szerzej, z pewnym pomysłem którego nie chciała uciszać, ani w sobie chować. — Nie chcę ci przeszkadzać, ale… jeśli masz wolne, wybierzemy się na spacer do parku w centrum? Czuję się lepiej, gdy wiem, że jesteś blisko.
      Te słowa wypłynęły same, lekkie, nienachalne, ale znaczące. Emma zawiesiła spojrzenie na jego twarzy, na oczach, a potem ustach, które studiowała nieprzyzwoicie długo i uważnie. Jej twarz płonęła, a ona siedziała spokojna, cicha i grzeczna, zupełnie jakby nie zdawała sobie sprawy, jak mocno wybrzmiała ta propozycja, choć zdradzały ją policzki i roziskrzone spojrzenie.
      Nie chciała teraz analizować samej siebie, czy ona sama potrafi zrozumieć, co tak naprawdę się z nią dzieje. Antonio był dla niej jak cichy, ciepły promień słońca w pochmurny dzień — taki, który rozświetla wszystko wokół, nie narzucając się, ale wyczuwalny w każdym geście i słowie. Nie powinna się przyzwyczajać do jego obecności, ale to już się wydarzyło i nie chciała ani tego zmieniać, ani niczego naprawiać. Potrzebowała go. I choć jeszcze nie potrafiła powiedzieć tego na głos, czuła, że ta znajomość, choć tak niedawna, ma w sobie coś niezwykłego. Coś, co mogło zmienić wszystko w niej i w jej świecie. I bała się najbardziej tego, jak bardzo jest na to gotowa.
      — Chciałabym zapłacić za czyszczenie dywanu. Nie chcę tego tak zostawiać... — dodała, dając mu czas i pretekst do zmiany tematu, do odmowy, ucieczki i odsunięcia się od niej. Nie była kimś, kto się narzuca, kto uwiera, kto będąc blisko, zapomina o granicach. — Pozwól mi, proszę — powiedziała cicho, ciszej, bez swobody i znów z wahaniem, wyciągając dłoń, by musnąć palcami jego ramię, gdy obserwowała jego profil. Miał prosty nos, mocno zarysowaną szczękę i wyraźne brwi, które nigdy się na nią nie złościły.
      Drobne gesty, subtelny niemal niewyczuwalny dotyk były jej szczerym językiem. To były jej słowa, które mówiły niemo za nią, jak bardzo jej zależy i jak wciąż z sobą walczy, by iść do przodu. Antonio nie był jednak mężczyzną, którego się bała, choć nawet przy nim była niekiedy niepewna i wystraszona, choć nie jego, a bardziej samej siebie.

      ❤️❤️❤️

      Usuń
  28. Skórę miała ciepłą i gładką, policzki jej płonęły, ale w oczach błyszczało coś, co zdradzało, że Emma nie wątpi w ten moment, który dzielą. Jej delikatny ruch, łagodny głos i obecność, która zaraz może się rozmyć jak cień zalany słońcem gdy znika, nie były wyraźne, bo ona nie próbowała zaznaczyć tutaj siebie. Była taka jak zawsze, mdła, stopiona z tłem, ale obecna w sposób, który Antonio akceptował i rozumiał. Dla niej to było wszystko, czego potrzebowała, dla niej to znaczyło więcej, niż umiałaby nazwać.
    Uśmiechnęła się wyraźniej, jej usta rozciągnęły się i ten wyraz radości dosięgnął jej oczu. Skinęła powoli głową, chciała iść na spacer, na obiad, spędzić z nim czas. Chciała się złapać tej obietnicy, chwycić i przechować na zawsze jego słowa, że podaruje jej swój czas. Nie odezwała się, z zrozumieniem i wdzięcznością wpatrywała się w niego, oddając i przyjmując tyle samo uwagi, ile on podarował jej. Mieszkanie wydawało się cichsze niż wcześniej, słyszała ich oddechy, ale szum miasta znikał.
    Czuła na swojej dłoni jego palce, to jak troskliwie i z uwagą badał jej skórę, jak świadomie pozwalał sobie na ten dotyk. Pod własnymi opuszkami za to odkrywała ciepło od jego ciała przez cieniutki materiał koszulki, jaką założył. Była przejęta, spokojna, ale budowało się w niej napięcie, którego dawno nie czuła. Smakowało oczekiwaniem. Coś się w nich zmieniało, czuła to od poprzednich spotkań, choć nie dopuszczała do siebie myśli, która nasunęłaby mylne, pozorne wnioski. Nie chciała złudnych nadziei. Nie chciała komplikować ułożonego życia Antonio. Relacja jaką mieli była prosta i mimo wszystko wydawała się krucha. Nie chciała go skrzywdzić — dokładnie jak mu powiedziała niedawno. Ale nie chciała również rezygnować z jego bliskości, czułego spojrzenia i słów pełnych troski. Karmił ją swoim ciepłem, a ona potrzebowała tylko tego do przetrwania kolejnych trudnych dni.
    Filiżanka parzyła już jej wrażliwe palce drugiej dłoni, a gdy Antonio uparcie odsunął od niej chęć naprawienia szkód na dywanie, cicho westchnęła. Odłożyła kawę na stół i obróciła się w jego stronę, nadal bez słów, pozwalając by czytali dziś z siebie w wyjątkowej aurze skupienia. Nie chodziło tylko o pranie i plamę, a o to że chciała mu pokazać, że również potrafi o niego zadbać i oddać mu tyle samo w ich przyjaźni, co otrzymywała. Mógł nie dbać o rzeczy materialne, ale to w staranności i porządku ukrywała się niezauważalna często troska.
    Emma poczuła, jak serce bije jej mocniej, gdy Antonio bez pośpiechu i z spokojem, jakby wszystko miało swój porządek, nachylił się ku niej i jej usta spotkały się z jego. To pierwsze muśnięcie było tak naturalne, jakby nie było ich pierwszym, a drobny dreszcz przebiegł jej po plecach, gdy zadarła podbródek spragniona czegoś jeszcze. Była świadoma tego, co się działo, ale mimo zaskoczenia nie czuła już wahania, które wcześniej ją dręczyło. Jej oddech był miękki, delikatny, jakby chciała zatrzymać ten moment. Odpowiedziała na pocałunek z ciepłem i pełnym zaufaniem, przyjmując go z taką samą delikatnością, jakiej od niego oczekiwała. Nie planowała tego, nie wyobrażała sobie nawet tej chwili, to... to było magiczne. Jej dłonie, które wcześniej spoczywały na filiżance i ramieniu Caruso, teraz pewnie spoczęły na jego torsie, mógł poczuć że palce bliżej serca są cieplejsze od porcelany z śniadaniowej zastawy, gdy lekko zacisnęła je na jego koszulce, chcąc przytrzymać go blisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej ciało lekko się o niego oparło, jakby chciała jeszcze bardziej na nim polegać. Uniosła się w jakimś nieznanym impulsie z krzesła, tylko po to, by być jeszcze bliżej, gdy usiadła mu na kolanach i poczuła, jak granatowa sukienka podwija jej sie na udach i wbija w skórę odsłaniając jasną skórę nóg.
      Po chwili odsunęła się nieznacznie, patrząc mu w oczy z drżącym uśmiechem, który wyrażał wszystko, czego nie potrafiła wypowiedzieć słowami. Rozchyliła usta, łapiąc oddech jakby oszołomiona tym, co się dzieje. Jej spojrzenie było pełne czułości, gdy tę cieplejszą dłoń przyłożyła do policzka mężczyzny, jakby znów gestem a nie słowami chciała spytać, czy nic się między nimi nie zepsuje. I czy jest pewien tego, co się właśnie między nimi zmienia.

      Em 😍

      Usuń
  29. Emma wiedziała, że serca nie można kontrolować, że uczucia nie podlegają kalkulacjom i schematom, a nieprzewidywalność jest ich główną cechą i siłą. Sądziła też, że nigdy już nie pozna smaku miłości ponownie, nie zaufa i nie otworzy się na tyle, by pozwolić komuś stanąć bliżej siebie, więc to co teraz się działo... przeczyło wszystkiemu, w co wierzyła i co zakładała. Porywało ją w swoje sidła i nieuchronnie spychało w spiralę pragnienia czegoś więcej. Bo Antonio nie był dla niej już tylko przyjacielem, nie gdy patrzył na nią w ten sposób, gdy dotykał jej tak, aż miała dreszcze, gdy całował, mieszając ich oddechy. Była ostrożna, lękliwa i wycofana, ale nie była głupia.
    Emma czuła, jak jej serce bije szybciej, a oddech staje się bardziej nierówny pod wpływem chwili. Czuła na ustach jego wargi, ostrożne i czułe pocałunki, a na ciele mocne dłonie, które obejmowały ją z wyczuciem, jakby doskonale wiedziały, gdzie ją chwycić i z jaką siłą. To, co się działo, było jak nieznany, nieodkryty jeszcze ląd, jak pociągająca fascynacja i zarazem coś, co musiało się wydarzyć. Z jednej strony pragnęła mu zaufać, pozwolić, by ta chwila trwała bez końca, z drugiej w jej głowie wciąż szeptał drżący głos, który ostrzegał, że to wszystko może się rozpaść, że to jest zbyt blisko, zbyt intensywne, zbyt prawdziwe, by mu ufać bez zastrzeżeń. Znał jej historię, wiedział ile bliskich osób straciła i że jej życie zawsze naznaczone było cieniem, bo była niechciana i porzucona już jako dziecko, ale teraz... teraz to wszystko bladło, traciło na znaczeniu. Liczył się Antonio. I ta chwila.
    Przez moment zamknęła oczy, starając się złapać oddech, który zdawał się uciekać. Przecząco pokręciła głową, gdy odezwał się tak nieroztropnie, wpuszczając między nich nić zawahania. Wiedziała, że chłonie jego obecność jak powietrze — bo to było wszystko, czego potrzebowała, by poczuć się choć na chwilę bezpieczna i żywa. W głębi duszy jednak tliła się niepewność, a Emma prawie zadrżała, jakby każdy gest, każde słowo, było próbą odczytania, czy może mu ufać, czy może to wszystko jest tylko chwilowym złudzeniem, które zaraz zniknie. Nie chciała go stracić, nie chciała narażać ich relacji. Nie mogła znów zostać sama.
    Czuła, jak jej ręce same sięgnęły do jego twarzy, delikatnie przesuwając się po policzku, jakby próbując utrwalić ten moment, zanim wszystko się rozproszy. Nie chciała go wystraszyć, nie chciała, żeby zniknął. Pragnęła tylko jeszcze trochę zostać jak w tej chwili, jeszcze trochę chłonąć tę bliskość, jakby to była ostatnia chwila w jej życiu, którą mogła mieć tylko z nim. Sięgnęła dłońmi dalej, zatrzymała jedną na jego karku, czując pod opuszkami miękką ciepłą skórę, drugą objęła jego ramię. Nie musiała otwierać oczu, jej dotyk był jej zmysłami,, których potrzebowała, aby go poznać. Nie zdawała sobie do tej pory z tego sprawy, ale Włoch był nie tylko opanowany, miły, troskliwy i czuły, był też silny, przystojny i dbał o siebie w sposób, który przyciągał kobiety.
    Spojrzała mu w oczy, jej własne pełne były płomiennej pewności, ale też głębokiego pragnienia, które się w niej tliło już od dawna. W głosie miała cichy szept, pełen emocji.
    — Antonio, ja... — zaczęła, ale zatrzymała się na moment, jakby bojąc się, że powie coś, czego może potem żałować, coś co go zrani, albo rozczaruje — Nie jestem pewna, czy jestem gotowa na to, co czuję... Ale nie chcę tego zatrzymywać — wyznała cicho.
    W jej oczach błyszczała mieszanka strachu, nadziei i czegoś gorącego, co osiadało nisko w brzuchu, a w głębi duszy wiedziała, że musi mu ufać, musi się odsłonić, choć to było dla niej tak trudne. Bo mimo wszystko, mimo tej niepewności, chłonęła jego obecność tak bardzo, jakby to było jedyne powietrze, którego potrzebowała, żeby przetrwać. I choć jej zaufanie jeszcze nie było pełne, nie w tej sferze w którą wkraczali teraz, czuła, że właśnie w tej chwili, w tym momencie, pozwala mu się zbliżyć jeszcze bardziej, choćby na tyle, na ile sama odważy się na to pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Przycisnęła palce do jego karku, przysunęła się bliżej, niemal stykając z jego torsem swoją drobną sylwetką i spojrzała w tył na zastawiony stół. Odetchnęła głebiej, gdy wspomniał o incydencie, zupełnie jakby przywołał to, co ona próbowała od siebie odepchnąć niepewna i znów wystraszona. Sięgnęła do swojego talerza i zebrała na palec marmoladę z rogalika. Spojrzała potem znów na Antonio, prostując się i uważnie, intensywnie, w pewien sposób tak samo czule jak zawsze, ale jednak inaczej, zatonęła w jego oczach. Głebiej, dosięgając spojrzeniem czegoś, czego sam już nie ukrywał. Przesunęła opuszką z owocami po jego dolnej wardze, powoli. Znacząco. Niewinnie, choć zarazem nie było w tym nic wyuzdanego i prowokującego, to nie miało też w sobie nic z niewinności. I pochyliła się do niego, łącząc ich usta z sobą trzeci raz, z rosnącym pragnieniem i namiętnością, poznając jego smak. A gdy marmolady już nie było, było tylko ciepło mrowiące jej wargi i dudnienie serca, które aż odbijało się echem w tym cichym mieszkaniu, albo tylko jej się wydawało.
      Przytuliła się do niego, tak po prostu, gdy musiała zaczerpnąć tchu. Oczy miała roziskrzone, choć na rzęsach osiadło jej wzruszenie, sukienkę podwiniętą tak wysoko, że jeszcze chwila i pokazałaby bieliznę, a usta i policzki żarzyły się jak obtarte leśnymi owocami. Zarzuciła mu ręce na szyję, objęła go i muskając go delikatnie po szyi w niewypowiedzianym mętliku myśli i uczuć, próbowała opanować rwące się do niego ciało. Ta chwila była impulsem, ale to co się działo to nie była tylko jedna, zagubiona iskra i wiedziała o tym.
      — Powinniśmy oboje zjeść — zauważyła zgodnie cicho, w płytkim, przyspieszonym oddechu.
      Przesunęła ciepłymi ustami po jego szyi, spijając aromat na drżącej skórze i usiadła prosto nadal na jego kolanach, powoli cofając ręce z męskiej szyi, by znów oprzeć je na torsie Caruso. Opuściła wzrok skromnie, jakby obawiała się teraz komentarza i złapała za krawędź sukienki, aby zasłonić się i poprawić, nim wstanie i wróci na krzesło, a to był moment gdy przestała myśleć o tym, że powinna bardziej zadbać o przykrycie rąk i pociągnięcie rękawów w dół.

      Ems 💓

      Usuń
  30. W tym jak ją całował, jak zacisnął dłoń na jej sukience przy biodrze w pewnym momencie, jak ułożył tę drugą między łopatkami przy falujących końcówkach jej włosów, a w końcu jak cicho westchnął i potem łapał oddech, oddając się jej pieszczotom, odnajdywała potwierdzenie, że czują to samo. Że nic jej sie nie wydaje. Że nie ma złudzeń i Antonio jak ona, dzisiaj dał się ponieść chwili, ale również pragnieniom, które w sobie nosił. Że być może podobnie do niej, pozwolił granicom miękko ustąpić, a kontroli na te kilka chwil odejść w zapomnienie. Bo mogli sobie zaufać i nie musieli się bronić. Bo byli tu razem, ze sobą, z osobami które nie krzywdziły.
    Kiedy podniosła na niego oczy i dostrzegła ten szelmowski uśmiech, inny, nowy, sama się uśmiechnęła. Delikatnie, tylko kącikami ust, rozczulona, zadowolona, troszkę niepewna, co powinno wydarzyć się teraz po tej salwie przyjemności. Czuła ciepło na wargach, na twarzy, ramionach i talii, wszędzie gdzie dotykał jej przyciągając do siebie tak znacząco i z pewnością, że wie, gdzie powinno być jej miejsce. Ona też to poczuła, że może tu zostać, że nie musi uciekać.
    - Nie znałam tego uśmiechu - zauważyła, odkrywając że dzisiejszy poranek pełen jest niespodzianek w nim i w niej.
    Kiedy Antonio zaczął jeść, Emma wciąż czuła na sobie również jego spojrzenie, jakby próbował odczytać coś, czego ona sama jeszcze nie do końca rozumiała i do czego wstydziła się przyznać. Serce biło jej nadal szybko, a oddech był lekko nieregularny, gdy wreszcie dostrzegła, że rękawy sukienki także podwinęły jej się za wysoko i odsłoniły kilka niemiłych śladów. Poprawiła się szybko, lecz bez gwałtowności i znów jej wzrok uciekł do mężczyzny. Nie potrafiła oderwać oczu od jego ust, od tej mieszanki pewności i delikatności, którą w sobie nosił i którą jej podarował. W końcu sama chwyciła ponownie filiżankę i upiła łyk kawy, powoli wracając do rzeczywistości. Nie wiedziała jeszcze, co się zmieni i jak bardzo, ale nie chciała, aby ta chwila ich od siebie oddaliła. Z drugiej zaś strony, nie chciałaby o tym zapominać.
    Jedzenie stało się tłem dla wydarzeń sprzed chwili i uczuć, które jeszcze niedawno były tak wyraźne, a teraz zdawały się cicho czekać na kolejne słowa, gesty, albo może na coś więcej, na kolejny zryw i impuls, by przemówić. Nic w niej nie gasło, nie opadało w nieprzyjemnym ciężarze, a tliło się gdzieś głeboko w jej wnętrzu, zupełnie jakby Antonio rozbudził coś, co było dla niego gotowe od dawna. Ona wiedziała, że przestała się pilnować i to właśnie w tym momencie najbardziej się odsłoniła. Wiedziała też, że nie chce za to przepraszać, ani tego żałować, bo to było szczere i prawdziwe, nie wiedziała tylko że ją stać na tyle uczuć. Że wciąż potrafi taka być. Tak... żywa.
    Emma odchyliła się nieco na krześle, chwyciła w dłonie talerzyk z rogalikiem i marmoladą. Teraz te owoce na języku smakowały inaczej, a ona nie miała ochoty na nic innego, co stało na stole przed nią. Spojrzała na niego z nieśmiałym uśmiechem, który miał wyrazić zarówno zaskoczenie, tym co się wydarzyło, jak i nadzieję, że niczego nie zepsuła. Bo w zasadzie tego się bała... że straci przyjaciele, który stawał się z każdą chwilą dla niej coraz droższy.
    - Wszystko będzie dobrze...? - spytała w końcu po dłuższej chwili, gdy rogalik zniknął z jej talerza, a Antonio nie miał już kawy w swojej filiżance.
    Nie miała oczekiwań, nie chciała wywierać presji, ani żadnej obietnicy. Chciała nadal być po prostu obok, obecna w ten niewymuszony i prosty sposób przy Caruso. W ten sposób, który już znali, który nic nie wymagał poza tym, aby oboje chcieli z sobą rozmawiać z swobodą, jakiej nie musieli się wstydzić. Chciała nadal poznawać go krok po kroku, ale musiał wiedzieć, że dla niej to coś ważnego i nic sie nie stanie, jeśli teraz ją odsunie i cofnie się o krok. Byle tylko nie zniknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wzięła głęboki oddech, Odstawiła wszystko co miała w ręku na stolik, aby nic nie upuścić i niczego nie stłuc, a potem pociągnęła sukienkę na udach w strone kolan i korzystając z okazji, że są tak blisko, oparła się ramieniem o jego silne ramię. Chciała poczuć, że są na tej samej ścieżce, że jest nadal między nimi nić porozumienia. I powoli, ostrożnie, jakby teraz każdy ruch był zbyt kruchy, przechyliła głowę i oparła policzek o jego ramię. Nie musieli wracać do reszty, jak to nazwał, nie musieli nic więcej robić, bo Emmie wystarczało to, że był obok.
      Od wypadku była sama i ciążyło jej to o tyle, bo doszły do tego inne troski, lęki i ból Nie przebrnęła przez żałobę, nie potrafiła się pozbierać, ani pogodzić z stratą, nie dotarła do cmentarza, aby zobaczyć groby bliskich. Świadomość, że sama umarła, a lekarz nie stwierdził zgonu bo jeden uparty ratownik na miejscu nie pozwolił na to, resuscytując ją kilka razy pod rząd i wracając do życia, niekiedy ją przytłaczał. Czuła, że nie wróciła kompletna, że jakaś jej część zniknęła. I może to dobrze, bo nie miała nic do ofiarowania poza ciastem i dobrym słowem. Ale to nie było wiele i Emma bała się... bała się, że to nie tyle za mało, ale to po prostu nic. Że sama jest niczym. Nie sądziła nawet, że jej serce może tak mocno i głośno bić, że krew w jej żyłach jest w stanie się zagotować, że może czegoś tak pragnąć, jak pragnęła całować Antonio... On przywracał ją do życia, nie tylko dziś, nie tylko pocałunkami, ale robił to zawsze, gdy patrzyła mu w oczy i gdy on patrzył na nią tak, że czuła się widziana. Jak dziś, wczoraj i zawsze.
      - Zostawiłam koszulę w łazience - powiedziała nagle, zmieniając temat, a może poniekąd uciekając od rozmowy teraz. Mieli się zobaczyć po jego próbie, zaprosił ją na obiad, więc może wtedy w nowym miejscu, bezpieczniejszym bo pełnym ludzi, porozmawiają. Popatrzyła na swoje dłonie, na jasne krótkie paznokcie i narysowała opuszkami jednej dłoni prostą linię przy ich początku na smukłych palcach. - Dotąd dosięgają mi rękawy - oznajmiła, jakby to było najważniejsze teraz. Emma zwracała uwagę na szczegóły, bo one dopełniały całość. W koszuli w jakiej spała, najbardziej jednak podobało jej się nie to, jaka była duża i długa, ale jak pachniała mężczyzną i ukoiła ją do snu. A teraz ten temat był idealna wymówką, do przywrócenia swobody.

      Emka ❤️

      Usuń
  31. Gdy poczuła delikatne muśnięcie przy włosach, poczuła też, jak w oczach stanęły jej łzy, a policzki znów płoną od intensywności emocji, jakie się w niej kotłowały. Było tego zbyt wiele. To że Antonio górował nad nią niemal o głowę, było w tej chwili jej błogosławieństwem, bo nie mógł dostrzec, jak wzrusza się zbyt łatwo, zbyt szybko, a uczucia i pragnienia które wypłynęły z niej pod jego dotykiem tak gwałtownie, tak intensywnie, aż niemal wybuchły, mimo intensywności były kruche, były cieniutkie jak pergamin, wiotkie, delikatne i przerażały ją równie mocno, jak utrata kontroli przerażała Caruso. Emma nie bała się zranienia, bo ufała Włochowi, wierzyła w niego, nie czekała na cios. Ona bała się, że Antonio zniknie, że pocałunek wymaże ich wzajemne zaufanie i swobodę, a on tak samo wymaże ją z swojego życia.
    Splotła ich palce, powoli, delikatnie i lekko, a choć wiedziała, że mężczyzna nie cofnie teraz swojej dłoni, pozwalała mu na to, nie ściskając ich rąk za mocno. Ułożyła je na swoim udzie, lekko opuściła głowę, pozwalając aby krótsze kosmyki przysłoniły jej oczy i policzki i patrzyła jak opalona skóra południowych genów, odcinała się od granatowego materiału i jej niemal białej jak mleko skóry. Poruszyła kciukiem, gładząc czule wierzch jego dłoni i odetchnęła głebiej. Nie tarasowała sobie drogi obok niego gwałtownie, nie była hałaśliwa, ani niecierpliwa, właściwie... nie sądziła, że znajdą się w takiej relacji. Była skromna, nigdy chciwa, brała tyle czasu Antonio, ile mógł jej dać, tyle jego towarzystwa, obecności i uwagi, ile miał ochotę podarować. Wiedziała, że jest bardzo zajętym człowiekiem, nie mościła się obok niego na siłę, poznawała go powoli, nienachalnie, w rytmie, które wybijały ich wzajemne wolne chwile między tuzinami obowiązków, jakich się podejmowali w codziennym życiu. Nie wiedziała nawet kiedy dokładnie zaczęła mu ufać, polegać na jego opinii, wyczekiwać kolejnych spotkań. Nie pamiętała, kiedy stał się kimś, o kim myślała, gdy wydarzyło się coś, czym mogłaby się podzielić. Zakradł się do niej, cicho i łagodnie, naturalnie, odnalazł wszystkie wyrwy w jej krawędziach i wpasował się w nie tak, jakby oboje tworzyli dopełnienie swoich potłuczonych odłamków. Nie chciała uciekać, nie chciała się przy nim bać, otwierał w niej to, co ukrywała najgłębiej i otulał sobą, przynosząc ukojenie. Chciała odkryć z nim wszystko, co dawno zakopała i uświadomiła sobie to teraz, w tej chwili, gdy trzymała go za rękę, a on niczego nie komentował, pozwalając jej nawet na to, by sama biła się z swoimi myślami.
    Uniosła podbródek, patrząc na jego profil i łapiąc się obietnicy, jaką właśnie złożył. Nie ucieknie. Ale zaraz większą uwagę Emmy skupiły słowa o koszuli i to, co za nimi szło. Dostrzegła, że Antonio się nieco speszył, a to wywołało w niej ogromną falę czułości. To, ile miał w sobie emocji i jak w nim grały, potrafiło ją absolutnie zaskoczyć i rozbroić. Nieczęsto się odsłaniał, czasami właściwie musiała głęboko wypatrywać w nim tego, co skrywał pod spokojem, ale udawało jej się go rozszyfrować, bo się przed nią nie chował, nie zasłaniał, nie uciekał. Ufał jej, wiedziała to. Widziała, że Antonio wie, że z jej strony nic mu nie grozi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. W pokoju zawisła cisza nie skrępowania, a zrozumienia. White wiedziała, że choć część jej uczuć i obaw jest odwzajemniona, a wszystko dziś toczyło sie tak szybko, że oboje mogą poczuć się nieco zagubieni. Cofnęła dłoń, uwalniając jego palce i sięgnęła wyżej po jego ramieniu, aby lekko przyłożyć dłoń do policzka Włocha i pogładzić opuszkami ciepłą skórę przy falujących kosmykach. Serce biło jej mocno, jakby jeszcze bała się cieszyć z tego, co się dzieje, co między nimi rozkwita. Było w niej delikatne napięcie niepewności; ostrożność, gotowa wkroczyć w każdej chwili, jeśli potrzebny będzie krok w tył. Uwielbiała go dotykać, wyrażała tymi gestami dużo więcej, niż potrafiła słowami, choć czasami i to wydawało się niewystarczające, jakby każdy słownik był zbyt ubogi na to, co czuła.
      - Nie chowaj tej koszuli w takim razie - poprosiła cicho, zupełnie jakby chciała to powiedzieć i wciąż miała wątpliwości, czy nie posuwa się za daleko. Czy to odpowiednie.
      Była urzeczona, była upojona ekscytacją i nim, radością z nim, a jednak wciąż niepewna, jakby nie do końca wierzyła w to, co się dzieje. Oszołomiona tym, jak dobrze może się czuć, jaka może być... szczęśliwa. Bo Emma szczęśliwa była tak dawno temu, że teraz to uczucie wydawało się obce i drżało w niej, chcąc znaleźć sobie miejsce na stałe.
      Spojrzała po zastawionym stole. Zjedli naprawdę niewiele z tego, co przygotował mężczyzna. Zostawienie sprzątania na potem, wydawało się jej niewłaściwie, szkoda byłoby, aby warzywa i sery obeschły, ale nie miała żadnej podstawy, aby ingerować w decyzje dotyczące tego domu, więc nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się ładnie, pogodnie i wstała w ślad za mężczyzną.
      - Pokaż mi, jestem gotowa - kiwnęła głową, zawieszając spojrzenie na jego oczach, w których teraz, nieco inaczej niż wcześniej, tonęła szybciej, łatwiej, niemal natychmiast.
      Musiała się przebrać, sprawdzić czy nie pojawiły się jakieś nowe zamówienia, albo pytania o nie w sieci, sprawdzić, czy z Thomasem wszystko w porządku. Wszystko jednak odsuwała na później, wszystko przestawało mieć priorytetową rangę tematów do ogarnięcia na już z bardzo prostej przyczyny. Priorytetem stał się Antonio Caruso i Emma z tym nie zamierzała polemizować. Podążyła więc za nim bez wahania i z ciekawością, gdy szykowali się do wyjścia i była naprawdę zaintrygowana, jak wygląda jego dzień, jego świat, jego rzeczywistość i jak bardzo odbiega to od tego, co zna Emma.

      ❤️❤️

      Usuń
  32. Cisza nie była ciężka, a jednak czuła ją wyraźniej niż wcześniej. Oblepiała przestrzeń inaczej, gęściej niż dotychczas. Emma była teraz bardziej uważna na bliskość Antonio, na jego gesty, jego postawę, to jak stawiał kroki, jak zerkał w jej stronę, upewniając się, czy nadal jest obok; jak porządkował przestrzeń, nie pozwalając panoszyć się chaosowi. Miała wrażenie, że choć między nimi nie zawisło nic ciężkiego, rośnie w niej pewna ostrożność, jakby teraz należało starać się bardziej, by go nie zawieść.
    Uśmiechnęła się miękko, z wdzięcznością, muskając ciepły szal, który Caruso położył na jej ramionach. Znów ten zapach, ta troska, ciepło, które przenikało pod skórę, to co docierało do jej serca bardziej, niż wielkie słowa. Poprawiła płaszcz, opatuliła się szalem tak, by otoczył ją i chronił przed zimnem i skierowała za mężczyzną. Powietrze było zbyt ostre, zadrżała i przysunęła się bliżej Włocha, równając z nim krok. Nie przeszkadzało jej to, że nie rozmawiają, czasami miała wrażenie, że ich wzajemna obecność, spojrzenia pilnujące się nawzajem, wyrażają więcej. To jej wystarczyło. To było aż nadto.
    Nie potrafiła się oprzeć tej głębokiej, intensywnej wrażliwości, którą do niej emanował. Nie umiała nie ulegać opanowaniu, którym był otoczony. Przyglądała się drodze, mijanym budynkom, ale jej spojrzenie raz po raz zatrzymywało się na nim, gdy uważnie studiowała jego profil, chcąc zapamiętać to skupienie, powagę, prostą linię nosa i cień rzucany przez ciemny zarys przy szczęce. Uśmiechnęła się czule, widząc drobny gest w kierunku jej dłoni, wyprostowała palce, chcąc sama go dosięgnąć. Chciała go zapewnić, że będzie odważna. I że nie ucieknie.
    Im bliżej byli centrum, tym bardziej jej myśli krążyły wokół tego, jak zostanie odebrana przez jego współpracowników, skoro pojawić się miała w teatrze niespodziewanie, bez makijażu, nieprzygotowana na kolejne spotkania, i z tym uczuciem, które coraz bardziej ją obejmowało. Nie przygotowała się na to, ale nie chciała zawrócić. Zastanawiała się, czy Antonio zauważy w jej oczach to niepokojące rozdarcie, niepewność, czy to dobry moment, czy ona jest odpowiednia. Nigdy nie pozwolił jej w siebie zwątpić, ale nigdy nie wyszli poza ramy, które opuszczali teraz. Może to ona sama wydawała się zbyt wycofana, zbyt pełna własnych wątpliwości? Czy jego oczekiwania nie okażą się zbyt wysokie, zbyt odległe od tego, kim naprawdę była?
    W samochodzie, choć czuła się bezpiecznie, w jej głowie rozbrzmiewały głosy obaw. Zacisnęła dłoń na pasie przy brzuchu, od wypadku żadna jazda nie była w stu procentach komfortowa. Przesunęła dłonią po kolanie, próbując znaleźć choć odrobinę pewności, której tak bardzo jej w tym momencie brakowało. Spojrzała na Antonio, obracając głowę i opierając skroń o fotel z głebokim oddechem. Ogarnęła ją mieszanka emocji, z jednej strony ciekawość, a z drugiej obawa, że to, co się między nimi rodzi, może okazać się zbyt skomplikowane, zbyt nieprzewidywalne i dla niej za trudne. Nie wątpiła w niego, a samą siebie. Zastanawiała się, czy Antonio dostrzeże to, jak bardzo jej serce przyspiesza, jak teraz bije mocniej na myśl o nim. Jak bardzo jej zależy.
    - Wyglądam tak jak wczoraj na spektaklu - zauważyła cicho, jakby właśnie to, że się nie przebrała, nie pomalowała, nie postarała bardziej na ten dzień rozpoczęty w tak niespodziewany sposób, było winne jej nagłej niepewności. Wiedziała, że Antonio to zauważy, że wyczuje to delikatne drżenie pod jej ramionami, że domyśli się, co kobieta czuje. Nie chciała go zawieść. Nie chciała, aby się przez nią zawstydził. Chciała wejść w jego świat, poznać każdy ten ważny dla niego aspekt z uniesioną głową, choć od dawna jej oczy po prostu uciekały w dół i ustępowała innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Spojrzała przed siebie, odetchnęła znów głebiej. To znów się działo. Bała się, chowała, chciała uciec. Wyciągnęła więc dłoń i położyła drobne palce lekko na ramieniu Antonio, jakby potrzebowała samą siebie upomnieć i wskazać, co jest teraz najważniejsze.
      - Jestem bardzo ciekawa, jak wygląda ta próba - powiedziała cicho, delikatnie przesuwając opuszkami po materiale jego ubrania, aby wyczuć ciepło ciała, które ją uspokajało.
      Podczas jazdy zdała sobie sprawę, że nie potrafi odwrócić się od tego uczucia, które rosło w niej z każdym kolejnym oddechem. To nie pocałunek, nie śniadanie, nie jego dłonie na jej talii budziły ją do życia. To zaczęło się już dużo wcześniej, gdy pozwalał jej być obok siebie, gdy po prostu przyjął ją tak potłuczoną, kruchą, pełną pęknięć i wyrw i nie korygował, akceptując całość - niedoskonałą. I choć jeszcze nie była gotowa na wszystko, co czuła, nie chciała uciekać, nawet jeśli oznaczałoby to konfrontację z własnymi lękami i wątpliwościami i było łatwiejsze.

      🌹

      Usuń
  33. Maxine nie bywała na Times Square często. Dziś pojawiła się tam tylko dlatego, że jej grupa z projektu dyplomowego wcześniej skończyła zajęcia i z tej okazji padła propozycja wspólnego relaksu w Central Parku. Relaks ten sprowadził się do długiego, bo półtorej godzinnego spaceru, z przystankami na lemoniadę i watę cukrową, sprzedawanych w charakterystycznych budkach, kryjących się w niektórych z alejek odbiegających od West Drive, którą ich pięcioosobowa grupa przemierzała Central Park po długości. Potem weszli w Siódmą Aleję, wstąpili do Mia’s Brooklyn Bakery po kawę na wynos, a następnie każde rozeszło się w swoją stronę.
    Zmierzającą na stację Times Square–42nd Street Maxine lekko bolały nogi, ale zmęczenie, które odczuwała, mogła zaliczyć do tego z rodzaju przyjemnych. Pogoda dopisywała, dzień był słoneczny i temperatura sięgała dwudziestu stopni, a na dodatek wiał lekki wietrzyk, przez co nie było duszno. Riley z chęcią zamarudziłaby dłużej na mieście, szczególnie w okolicy Central Parku, gdyby nie to, że po słodkiej lemoniadzie i jeszcze słodszej wacie cukrowej czuła się trochę ociężała i rozespana, a kawa z dodatkiem syropu karmelowego dodatkowo tę ciężkość wzmagała. Max miała ochotę najzwyczajniej w świecie wyciągnąć się na łóżku i zmrużyć oko, by bliżej wieczora zabrać się za zadania powiązane z realizacją projektu i dlatego żwawo przebierała nogami, chcąc czym prędzej złapać metro i dotrzeć do domu.
    Do zatrzymania się zmusiło ją dopiero czerwone światło na przejściu dla pieszych. Przystanęła na skrzyżowaniu Alei Siódmej i Brodwayu, znalazłszy się w samym sercu Times Square i mocniej ścisnęła palcami papierowy kubeczek z kawą, zabezpieczony wieczkiem z tworzywa. Wokół było mnóstwo ludzi, co zresztą nie było niczym dziwnym – tutaj, w tym konkretnym miejscu, zawsze było mnóstwo ludzi, niezależnie od pory dnia czy nocy, bo choć dochodziła dopiero czternasta, Maxine wiedziała z doświadczenia, że o dwudziestej drugiej było tu dokładnie tak samo tłumnie. Times Square tętnił życiem i jeśli Nowy Jork nigdy nie zasypiał, to u zbiegu Alei Siódmej i Brodwayu znajdowało się epicentrum jego bezsenności.
    Światło zmieniło się na zielone i Maxine ruszyła. Zresztą nawet, gdyby je przegapiła, popchnęliby ją ludzie stojący za nią. Nie miała innego wyjścia, jak złapać wspólny rytm z tłumem, tętniący rytmem kroków i pulsujący dźwiękiem klaksonów, rozmigotany od wszechobecnych reklam świetlnych.
    I nagle to wszystko zgasło. Tak po prostu. Nowy Jork, a konkretnie Times Square się zatrzymał. Zatrzymali się wszyscy ludzie, w tym także Maxine, przystając na środku pasów i rozejrzała się wokół, robiąc to w dokładnie ten sam sposób, co pozostałe piętnaście tysięcy osób wypełniających place dla pieszych, przejścia przez jezdnię czy schody do metra.
    Ktoś krzyknął. Powietrze przeciął ostry dźwięk policyjnego gwizdka, bo u zbiegu Brodwayu i Alei Siódmej zawsze znajdował się co najmniej jeden patrol czuwający, a w razie potrzeby kierujący ruchem tak pieszych, jak i samochodów. Tłum zadrżał, a potem ten tłum ogarnęła panika.
    Ktoś trącił Maxine tak, że ta wypuściła kubek z kawą z dłoni, a może to była kwestia zaskoczenia? Może tak bardzo dziwiła się temu, co miało miejsce i nie pojmowała tego, że poluźniła palce? Popatrzyła za kubkiem, który potoczył się prosto pod czyjeś stopy, a został zgnieciony już przez inną parę butów. Wieczko odskoczyło z impetem, kawa rozbryznęła się na nogi pozostałych przechodniów. Riley widziała to jak w stopklatce, klatka po klatce, a jednocześnie czuła napierający na nią z każdej strony tłum i miała wrażenie, jakby ten zaraz miał ją zgnieść. Nim jednak to nastąpiło, ludzie ruszyli, zgodnie, w jedną stronę i Max, nie mając innego wyjścia, poddała się tej fali, lecz ta okazała się na tyle rwąca, że po kilkunastu krokach upadła, nie wiedząc, czy potknęła się o własne, zmęczone nogi, czy to ludzie popchnęli ja zbyt mocno, a może wydarzyły się obie te rzeczy na raz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadepczą mnie, pomyślała panicznie, próbując podnieść się na nogi, kiedy ktoś nastąpił na jej prawą dłoń, wgniatając podeszwą buta palce w asfalt. Maxine krzyknęła, próbowała wyszarpnąć dłoń, udało jej się to po kilku kolejnych sekundach. Nie patrząc na rękę, przycisnęła ją do piersi. Była już na kolanach, co rusz popychana i trącana, coraz bardziej zdezorientowana, wystraszona i zdenerwowana, kiedy znowu ktoś na nią wpadł, a potem upadł razem z nią.

      MAXINE RILEY

      Usuń
  34. — To nie podejrzane, tylko uprzejme — odparła gładko. Nie lubiła przychodzić z pustą ręką tak po prostu, zawsze miała ze sobą albo jakiś upominek, albo jedzenie. Antonio powinien się już do tego przyzwyczaić.
    — Nonna in incognito? — powtórzyła, a kącik jej ust drgnął. — To komplement?
    Spojrzała za przyjacielem, a potem ruszyła jego śladem. Wsłuchała się w bulgoczący sos i domowy zapach jedzenia, które chyba nigdy nie było dla niej czymś prostym. Funkcjonowała w świecie, w którym każdy posiłek miał znaczenie, każda nadprogramowa przyjemność wymagała usprawiedliwienia, a ciało pozostawało nie tylko narzędziem, ale też projektem, przepustką do zdobycia złota. Pilnowanie linii nie było dla niej kaprysem ani okresem przed zawodami, a raczej stałym rytmem, czymś tak oczywistym, że przestała nawet myśleć o tym jak o wyrzeczeniu. Po prostu wiedziała, ile może sobie pozwolić zjeść, by nie czuć się winna.
    Dlatego podobne wieczory miały w sobie coś rzadkiego. Nie spotykała się z Antonio aż tak często, jakby pewnie chciała albo jak wypadałoby, skoro był jej przyjacielem od kilku lat. Zawsze było coś pomiędzy – i Vasya to po prostu akceptowała.
    Rozejrzała się po mieszkaniu, omiotła wzrokiem garnek na kuchence i odwróciła głowę do Antonio.
    — Poza tym nie przesadzaj. Gdybym naprawdę chciała przejąć kontrolę nad twoją kolacją, to zrobiłabym to tak, żebyś nawet nie zauważył — skwitowała i uśmiechnęła się odrobinę szerzej. — Ale skoro jestem dziś taka łaskawa, to zadbam o twoją reputację… ale pod jednym warunkiem: kolacja ma być naprawdę dobra, bo inaczej wrócimy do wersji z ośmioma garnkami i opinią o każdym sosie w promieniu pięciu kilometrów.
    Vasya rzadko gotowała samodzielnie. Nie dlatego, że nie umiała, a dlatego, że zwyczajnie nie starczyłoby jej czasu, aby pogodzić pilnowanie diety w ten sposób z planem treningowym, który w sezonie zamieniał się w istne piekiełko. Lubiła ten czas, gdy jedyne, co było w jej głowie, to chęć poprawienia postawy i zdobycie kolejnego zwycięstwa podczas mistrzostw. Wszystko inne było wtedy mniej ważne, bo w jej świecie liczyło się przede wszystkim to, co jest w stanie osiągnąć.
    Antonio był jednym z niewielu jej przyjaciół, z którym wciąż miała kontakt. Przez swoją pracę i intensywność tego, co działo się wokół, zazwyczaj przestawała być osobą, z którą ktoś chciał wychodzić czy się spotykać, bo wszystko było uzależnione od jej kalendarza. Teraz jednak było nieco inaczej. Vasya musiała zwolnić przez kontuzję. I... nie znosiła tego. Dla niej rehabilitacja oznaczała irytujące ograniczenia – do tego dochodziło jeszcze to, że po raz pierwszy Dragunova musiała zrozumieć, że tym razem nie przyspieszy niczego samą ambicją i przekraczaniem własnych granic. Potrzebny był czas i cierpliwość. Bywała więc przez to bardziej drażliwa niż zwykle, bardziej cięta, bardziej skłonna odgryźć się za byle co.
    Kolacja z Antonio miała urozmaicić jej rutynę, dlatego się zgodziła, gdy zaproponował spotkanie. Nie chodziło nawet o samo jedzenie, tylko o wyrwanie się przytłaczającym myślom, które od urazu krążyły po jej głowie: biodro, powrót, zbliżające się zawody, ambicja sięgnięcia po złoto, presja. Dlatego chciała dzisiaj po prostu sobie odpuścić.
    Oparła się lekko biodrem o blat i przez chwilę obserwowała mężczyznę przy kuchence. Od zawsze widziała w Antonio swojego starszego brata, był dobrym facetem, który doskonale wiedział, czego chce i jak to zdobyć. Vasilisa lubiła w nim tę cechę, bo ona także dobrze zdawała sobie sprawę z tego, co chce osiągnąć.
    Pochyliła się lekko nad kuchenką, gdy Antonio zamieszał sos, a potem złapała za małą łyżeczkę i posmakowała jego popisowego dania. Przez krótką chwilę milczała, jakby zastanawiała się, czy powiedzieć prawdę, czy nieco się podrażnić.
    — Dobre — przyznała. — Naprawdę dobre.

    Vasilisa Dragunova ⛸️✨

    OdpowiedzUsuń
  35. Usiadła w trzecim rzędzie, nie pierwszym - by nie rozpraszać ludzi i nie zwracać na siebie uwagi, ale też nie całkiem z tyłu - by nie zginąć w ciemności. Znała te fotele, choć zwykle spektakle oglądała z dalszych rzędów, ale dziś miękkość oparcia, atłasowe wykończenie podłokietnika, a nawet głebokość fotela wywierała na niej inne wrażenie. Nowe. Sala wydawała się większa, dźwięk mocniejszy, Antonio bardziej skupiony. I surowy. Wszystko było wyrazistsze. Ona sama zaś czuła się mniejsza i bardziej skupiona... na nim. Tylko na nim. Nie rozpraszała jej publika, a muzycy i pozostali członkowie zespołu pracujący nad próbą, rozmywali się, tworząc po prostu tło. Jej jasne oczy błyszczały, a palce muskały brzeg fotela z przejęciem, gdy śledziła każdy ruch i każdy krok Włocha na scenie, z sceny, przed sceną, albo gdy na moment znikał za kulisami, by ustalać poprawki. Czuła na ustach mrowienie po poranku, na plecach przyjemne ciepło od dotyku dłoni, o którym nie mogła zapomnieć. Nie chciała zapomnieć.
    Z jednej strony, czuła się jakby wkroczyła do innego świata, miejsca które tętniło życiem, choć tym razem było pełne chaosu i nieuporządkowanych dźwięków, dopiero nabierających pożądanych kształtów. Widząc Antonio w tym wszystkim, była świadoma jego pasji i zaangażowania, co tylko potęgowało jej fascynację. Z każdym jego ruchem, spojrzeniem i gestem czuła, jak jej serce przyspiesza, choć starała się nie dać po sobie poznać, jak bardzo jest nim zauroczona. Była oczarowana, jak Antonio jest naturalny w tym środowisku, jak pewnie porusza się po scenie, jak wychwytuje i reaguje na błędy, jak jego twarz wyraża skupienie i pasję. Obserwowała go z delikatnym uśmiechem, nie mogąc odwrócić wzroku, a serce biło jej mocniej przy każdym jego spojrzeniu, które skierowane było właśnie na nią. Czując na sobie jego uwagę w tych momentach, czuła się jakby była częścią tego magicznego, chaotycznego świata, choć jednocześnie była też trochę zagubiona w tym wszystkim. Poniekąd obca.
    Podczas próby, mimo chaosu i pewnego napięcia przygotowań, Emma odczuwała coś delikatnego i czułego. Jakby cały świat wokół się zatrzymywał. Jakby na ramionach było jej lżej, w piersi nieco cieplej. To uczucie było tak silne, że aż trudno było jej je zdefiniować i pochwycić. Siedziała wzruszona, w jej oczach błyszczały emocje i osiadały wilgocią na rzęsach tym, czego nie wypowiedziała na głos. Kiedy spotkanie dobiegło końca, ludzie zaczęli się rozchodzić, a Antonio do niej podszedł, poczuła ciepło na twarzy. Rumieniec na jej policzkach się wyraźnie wyostrzył, a ona usiadła prosto, obracając się nieco w jego stronę, aby przez chwilę przyglądać mu się z bliska. Wyglądał na zmęczonego, ale również usatysfakcjonowanego próbą, to dodawało tych charakterystycznych iskier jego oczom, które tak lubiła.
    - Brzmi świetnie - odetchnęła głęboko i z ulgą, że nie kończą już tego wspólnego dnia , a jej dłoń zniknęła w jego większej, wsunęła się pod palce Antonio całkiem naturalnie, bez nadmiernej i niepotrzebnej ostrożności, choć w cieniu spojrzenia White wciąż czaiła się niepewność. Wstała, nie przejmując się już tym, że nie ma makijażu, ani że sukienka jest wczorajsza, bo teraz nie przejmowała się absolutnie niczym. Caruso otrzymał całą jej uwagę, a przy nim Emma potrafiła pierwszy raz od dawna oddychać głęboko i swobodnie, odcinając się od tego, do czego musi wrócić niedługo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Delikatnie, a jednak wyczuwalnie mocniej zacisnęła palce na jego dłoni i przysunęła się do boku mężczyzny, gdy ruszyli do wyjścia. Obejrzała się za siebie, aby obrzucić spojrzeniem ostatni raz wielką salę. Teatr był wspaniały, piękny i magiczny, skrywał w sobie ogrom niespodzianek.
      - Jesteś zmęczony... - zauważyła z troską, lekko mrużąc oczy przed słońcem, gdy wyszli na ulicę. Nim wtopili się w tłum, podniosła dłoń i lekko odgarnęła dłuższy, podwinięty kosmyk za uchem mężczyzny nad kołnierz jego kurtki. Miała na to ochotę od kilku długich minut. - To była bardzo intensywna próba, prawda? - podpytała, bo wiedziała, że Włoch pracuje dużo, może odrobinę za bardzo angażując się we wszystko, ale dzisiaj to zobaczyła i zrozumiała. - Oddajesz scenie całego siebie. Już rozumiem, dlaczego każdy spektakl brzmi jak wasza osobista rozmowa... Należysz do niej, a ona do ciebie - podsumowała to, jak najładniej umiała, z pewnym zamyśleniem poruszając bezwiednie palcami na jego dłoni, muskając go przy tym opuszkami.

      ❤️

      Usuń
  36. Dopiero dzisiaj, podczas oglądania Antonio na próbie, do Emmy docierało, jak bardzo mężczyzna potrzebuje panować nad sytuacją. Jak zwraca uwagę na szczegóły, wyłapuje te które wymykają się poza szablon, jak wszystko układa wedle wyznaczonego przez samego siebie porządku. Nie dopuścił jej wcześniej tak blisko, nie pozwolił patrzeć, słuchać i wiedzieć. Nie wiedziała jeszcze, jak wiele zmienił poranek, ale trzymała się jego słów. Jest dobrze. Niczego niepotrzebnie nie wyciągała, nie komentowała, po prostu chłonęła tę stronę Włocha, która zaskakiwała ją w pewien niepokojący sposób, jakby od początku znała tę twarz Caruso i całkiem swobodnie przyjęła jej istnienie. Jakby gotował była czekać, aż się odsłoni i ją przyjmie, obnażając własne przyzwyczajenia. Aż sam pozwoli jej siebie poznać tak, jak nie chciał, aby znali go inni. Bo przecież nie było to zaskoczeniem, miała okazję przekonać się wielokrotnie, że Antonio nie łatwo zaskoczyć, a on na wszelkie ewentualności zawsze jest gotów. No, może prawie... Lubiła w nim to.
    Potrzebowała chwili, by wyłapać pewną zmianę w jego zachowaniu. Chłonęła jego bliskość, niezmienny spokój i przyjmowała czulsze gesty, tę otwartość, która zakradła się między nich dwoje tak, jakby przebywała z nimi od dawna i wreszcie ośmieliła pokazać. Patrzyła na niego częściej, dłużej, wyciągała po niego ręce tak, jakby tęskniła za każdym dotykiem, nawet tym najsubtelniejszym i niewinnym jak muśnięcie dłoni. Rejestrowała z rumieńcami na twarzy to, co teraz wydawało się jej najbardziej intensywne. Uwagę. Antonio dziś obchodził się z nią w sposób, którego wcześniej nie pozwalał jej doświadczać. Jego dłoń na jej plecach. Jego bliskość przy samochodzie i drzwiach. Jego spojrzenie, które osiadało na niej bez ciężkości, ale dosadnie. Była wyczulona, gdy ktoś poświęcał jej uwagę, gdy ktoś na nią patrzył dłużej niż przez przypadek, gdy ktoś jej dotykał. Dziś miała wrażenie, że wszystko skupia się i zamyka na nim i że sama przyciąga go tak, że nie jest w stanie jej pominąć.
    Wchodząc do lokalu, patrzyła przed siebie z zamyślonym wyrazem twarzy, choć jej oczy pozostawały miękko roziskrzone, w ten charakterystyczny i rozemocjonowany sposób, który wyrażał więcej niż słowa i więcej jeszcze niż milczenie. Antonio zwalniał dla niej, dostosowując krok, nie kazał jej się spieszyć, nie oczekiwał od niej zmiany, jakby oboje odszukiwali wspólny rytm, w rozmowie, w tempie kroków, w tym jak cieszą się dzisiaj sobą. Dostrzegała to, wzruszało ją to. To było inne, nowe, niepodobne do tego, co działo się między nimi wcześniej. Niepodobne do tego, co miało prawo się wydarzyć.
    Emma spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, czując, jak w jej wnętrzu wciąż tli się ciągle ta sama mieszanka napięcia i ciepła. Była niepewna i podekscytowana zarazem, była poruszona i całkowicie poddawała się chwili, niczego nie oczekując. Jej spojrzenie zatrzymało się na jego oczach, głębokich, ciemnych i przenikliwych, pełnych jakiegoś nieuchwytnego tajemniczego światła, który ją przyciągał. Lokal był przyjemny, dla niej nieco zbyt głośny, ale to zapewne z powodu tego że od wielu miesięcy po prostu nigdzie nie wychodziła poza kilkoma wybiórczymi miejscami. Odzwyczaiła się od towarzystwa, od tłumu, a przede wszystkim od tego, że nie jest niewidzialna. Teraz uderzało to w nią z zdwojoną mocą.
    -Twoja mama często przylatuje? - zaciekawiona pochyliła się nieco w jego stronę, by głosy wokoło jej nie rozpraszały. - Kiedy ty ostatnio byłeś w rodzinnym domu? - zagadnęła jeszcze, bo miała wrażenie, że Antonio tonie w pracy podobnie do niej w ten nieroztropny, nierozsądny nadmiarowy sposób. Ona w pracę uciekała, to było jej wytchnienie, jej odpoczynek od koszmarów na jawie, od tego co ją dręczyło i było też poniekąd jakąś własną tułaczką. Miała jednak wrażenie, że w przypadku mężczyzny, może to być zbyt duże poświęcenie. Może on też przed czymś uciekał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Nie... nie podróżowałam - pokręciła głową i na moment, tylko na krótką chwilę uciekła niepewnie oczami w dół, na blat stolika na którym stał prosty serwetnik z grubego szkła. Emma zdawała sobie sprawę, jak mały jest jej świat i jak skromne życie prowadzi, ale wiedziała też, że w jej sytuacji naprawdę mocno jej się poszczęściło. Inne dzieci z bidula powpadały w długi, w nałogi, w ryzykowne i nieprzyjemne towarzystwo, które pociągnęło je w dół ku patologiom, bo system był niewydolny. Ona wyszła na ludzi. Nawet lepiej. Ona przeżyła własną śmierć kliniczną.
      Poprawiła kilka kosmyków, które opadły jej na policzek, łaskocząc po drobnej twarzy i zerknęła na niego spod ciemnych rzęs pogodnie. Słowa, które powiedziała po chwili, były tak spontaniczne, że nawet nie zastanowiła się nad ich znaczeniem. Z nim wszystko było lżejsze, łagodniejsze dla serca. Nie musiała się pilnować, ani uważać.
      - Może kiedy polecisz tam następnym razem, wyślesz mi zdjęcia, albo zabierzesz mnie ze sobą.

      ❤️

      Usuń
  37. To było tak przyjemne patrzeć na Antonio, gdy się rozluźniał, gdy uśmiechał szerzej, miękł w ten charakterystyczny sposób, gdy mówi się o czymś drogim i bliskim sercu. Wiedziała, że jest rodzinny, że rodzice, rodzeństwo, wszyscy z domu znaczą dla niego niezwykle dużo, że on sam jest dla nich ważny i wszyscy są z sobą bardzo zżyci i wnieśli w świat to, by o sobie pamiętać i się wspierać. Nie musiał tego mówić, mówiły jego oczy. To jak zmieniała się jego sylwetka, gdy siadał bardziej rozluźniony i swobodny, a oczy mu wtedy błyszczały i usta rozciągały się w uśmiechu bardziej leniwym, ciepłym. Bezkompromisowo szczęśliwym. Jakby w chwilach, gdy wspominał rodzinę i dom Antonio odpoczywał, tak naprawdę, zdejmując na kilka chwil tytuł i maskę muzycznego geniuszu, który wymagał od niego wystudiowanej perfekcji. Emma przyglądała mu się i sama czuła rosnące ciepło pod sercem i coś, co było cięższe i solidniejsze niż przywiązanie.
    - Tęsknisz za nimi, gdy jest za cicho? - spytała łagodnie, nie chcąc naruszyć obszarów, których jeszcze nie był gotów jej pokazać.
    Bywała na wielu jego występach, gdy tylko mogła dostać bilety, gdy mogła wygospodarować czas, gdy miała siłę wyjść po pracy i okazje, aby uciec z domu. Była na wielu, ale nie widziała jego rodziny... bo trzymała się z tyłu. Wycofana, wystraszona. Może niesłusznie, to jak opowiadał o mamie... ona momentalnie zatęskniła za swoją. Tą pełną zrozumienia, miłości i wsparcia, tą która dodawała jej odwagi do sięgania po marzenia.
    - Chciałabym - przytaknęła cicho, czując ucisk gdzieś pod gardłem, jakby waga tych słów była większa, niż pozór tej rozmowy. Nie chciała cofać słów, ani obracać tego w żart, nie uciekła też spojrzeniem w menu, które leżało przed nią na blacie stolika, choć z przyzwyczajenia złapała się na tym, że to był właśnie pierwszy odruch w odpowiedzi na podchwycenie rozmowy.
    Spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, jakby chciała nieco ukryć, jak jest zaskoczona tym kolejnym pytaniem, choć w jej oczach tliła się równie silna ciekawość, co zwykła radość. Przez chwilę milczała, jakby zastanawiała się, co tak naprawdę znaczą słowa Caruso i jednocześnie co w jej marzeniach najbardziej ją pociąga. To nie miejsce, ale wspólne przeżycia, które mogłyby się z tym wiązać. Coś co oznaczało towarzystwo - bliskość, bezpieczeństwo i stałość, taka pewność, jakiej nie sądziła, że zazna. Nie wyobrażała sobie przyszłości, nie planowała ani wycieczek, ani nawet nie fantazjowała o wyjazdach, ona po prostu... od wypadku trwała w tym co jest tu i teraz. Miażdżyła ją trudna codzienność. I przetrwanie w niej.
    Oparła drobne palce na krawędzi stolika przy menu, spojrzała na swoje nadgarstki, lekko wyglądającą jasną skórę spod rękawów granatowej sukienki. Nadal się chowała, nadal wątpiła, nadal intensywność tego, co przyszło wcześniej niż poranek, a z nim zyskało pewność, było zaskakujące i trudne do przyjęcia. Silne jak wiatr i obecne wszędzie. To uczucie nie ustępowało, a wrażenie że coś się zmieniło, nie pozwalało napięciu opuścić jej ciała.
    - Myślę, że najbardziej ciekawi mnie Mediolan - powiedziała w końcu nie bez powodu, a jej głos zabrzmiał miękko, pełen lekkiego zachwytu i czułości, bo to było miejsce, z którego wywodził się Antonio. - Chciałabym zobaczyć te wszystkie malownicze uliczki, domy i ogrody tonące w słońcu, a także poczuć tę zupełnie inną kulturę. I… chciałabym to zrobić z kimś, kto potrafi docenić taką podróż - powiedziała cicho, nieco speszona tym, jak się odsłania, jak wyznaje w oczywisty sposób, że to nie cel podróży jest najważniejszy, a towarzystwo i sama podróż. On.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. W jej oczach pojawił się błysk, jakby zamknęła w sobie skrawek pełen nadziei. To była mała chwila, kiedy pozwoliła, aby marzenia zaczynały nabierać kształtu, a ich rozmowa stawała się czymś więcej niż tylko wymianą słów. Chciała zobaczyć jego dom, poznać rodzinę, zobaczyć gdzie wyrósł na takiego mężczyznę. Chciała też, aby odpoczął, aby zrzucił z barków obowiązki i tę ciągłą gonitwę, w jakiej nauczył się tak dobrze odnajdywać. Aby odnalazł czas dla siebie. Chciała być obok jak dotychczas, niewymuszenie, cicho, grzecznie, w granicach które sam jej na nowo wyrysuje, ale teraz może... chciała być przy nim nawet bardziej.
      Wysunęła dłoń w jego stronę, ułożyła płasko przy karafce z wodą, którą przyniesiono wraz z menu i lekko musnęła opuszką palca wskazującego chłodne szkło. Była poruszona, zarumieniona i pełna emocji. Była nieco wystraszona i zagubiona w tym, jak wiele się dzieje, jak silnie to odczuwa, jak... żywa się czuje.

      cute as hell ❤️

      Usuń
  38. Emma poczuła, jak jej dłoń delikatnie drży pod wpływem ciepła jego palców. Patrzyła w dół na splecione ręce, niepewna, czy sama do tej pory tak ostrożna i zwykle wycofana, nie spieszy się nagle za bardzo z przyznaniem, jak wiele znaczy dla niej mężczyzna. Był dla niej wyjątkowym przyjacielem i w ciągu chwili, stawał się kimś więcej. To było łatwe, zbyt proste. Nie powinien nic jej obiecywać, a ona nie powinna zapominać, gdzie jest jej miejsce i jak bardzo niepoprawne są marzenia. Zerknęła na niego po chwili, wypuszczając z płuc powietrze powoli przez rozchylone usta, gdy czuła jak gładzi jej miękką skórę z troską, która sięgała gdzieś głebiej. Przyglądała mu się uważnie, jakby chciała odczytać każdy niuans tego, co próbował jej przekazać, choć słowa wydawały się tutaj tylko dodatkiem. W jego oczach dostrzegła coś, co przypominało spokój, ale i ukryte pragnienie, które z każdym słowem zdawało się narastać. Czuła to samo... ale czy powinna?
    Emma wiedziała, że więcej ich dzieli, niż może połączyć. Od wypadku i utraty bliskich, nie szukała wcale żadnych relacji, nie chciała się przywiązywać i nie pozwalała nikomu być na tyle blisko, by naprawdę zobaczył, jaką jest osobą. Zamknęła mocno swój świat wokół cukierni, Thomasa, żałoby i samej sobie nie pozwalała ocknąć się po tym, co się wydarzyło. Chciała chronić samą siebie, ale i nie rozczarować, ani przysporzyć zmartwienia nikomu. A jednak teraz, siedząc w restauracji z Antonio, zbyt łatwo przychodziło jej wyobrażanie sobie ich wspólnego wylotu do Europy. Zupełnie tak... jakby to naprawdę mogło się wydarzyć. Jakby tak właśnie powinno dalej toczyć się ich życie.
    - Tam musi być naprawdę cudownie - zauważyła cicho, słuchając nie tylko jego słów, ale tonu, pełnego rozmarzenia, sentymentu i tej tęsknoty, która zawsze towarzyszy człowiekowi na myśl o domu. Chciałaby to wszystko zobaczyć, poczuć, doświadczyć. W tej chwili była bliska uwierzenia, że naprawdę kiedyś się tam znajdzie.
    Cofnęła się do oparcia, zabrała dłoń spłoszona , gdy kelner pojawił się obok. Zaskoczył ją i speszył, jakby zrobiła coś złego tylko tym, że w jej sercu tliła się nadzieja, a w spojrzeniu odbijało zauroczenie, które obejmowało jej serce coraz mocniej i ciaśniej, lśniąc już jasno i wyraźnie. Jakby zawstydziła się tym, że to istniało od dawna i dopiero teraz z mocnym tąpnięciem wychodziło z cienia i obcy świadek mógł wszystko zobaczyć.
    Emma czuła, jak serce mocniej jej bije, ale oddech staje się spokojniejszy. Nie bała się, nie chciała uciekać i cofać. Nie rozpychała się w życiu Caruso, była jedynie obok tak długo i tak blisko, na ile on sam jej pozwalał. Nie pojawiły się żadne nowe oczekiwania, nie była nawet pewna, co teraz powinno się wydarzyć. Odnajdywała się przy nim bez obawy o potknięcie, bez poczucia, że nie może popełnić błędu i każde źle dobrane słowo spotka się z konsekwencją. Pozwalał jej przy sobie odetchnąć i złapać chwilę dla siebie. Ufała mu i wierzyła, że zna ją na tyle, by nie skrzywdzić. To wystarczyło, to naprawdę było wiele i gdyby tak miało zostać, tak jak było jeszcze tydzień temu, nigdy nie poczułaby ani żalu, ani tęsknoty za czymś, czego nie dosięgnie. Jednak teraz wszystko się zmieniło i choć jeszcze Emma nie wiedziała jak bardzo, nie chciała aby to nie miało znaczenia. Być może nie umiałaby odsunąć się od Antonio na dystans, nawet ten niewielki sprzed kilku dni, bo poruszył w niej zbyt wiele.
    Kelner powrócił z zamówieniem, a ona na chwilę odsunęła od siebie te skołtunione myśli, jakby zbyt mocno zatopiona w nich nie chciała, by cokolwiek ją rozproszyło. Potrzebowała czasu, potrzebowała się nie spieszyć i stawiać kolejne kroki rozważnie. Nie chciała nikogo zawieść, ani jego, ani samej siebie, a to co się miedzy nimi teraz działo było kruche, delikatne... Ona sama możliwe, że może wiele utrudnić swoim wahaniem, ale... była tu. Chciała tu być.
    - Kto to wszystko zje, Antonio? - spytała z rozbawieniem, bo porcji było kilka, a oni tylko dwoje. Uśmiechnęła się szeroko, odgarnęła włosy z twarzy w tył i z zaciekawieniem patrzyła na kolejne talerze, które lądowały przed nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Upiła łyk wody, oparła zimną szklankę o dolną wargę, ale nawet to nie studziło wspomnień i uczucia mrowienia, które ciągle przypominało jej o tym, co było wcześniej. Przysunęła się z krzesłem bardziej w bok, aby nie siedzieli naprzeciwko siebie, a bliżej. Nie lubiła dystansu który tworzy blat, nigdy jej to nie przekonywało, a teraz nieszczególnie pragnęła jakiegokolwiek. Dania pachniały genialnie, poczuła ssanie na żołądku i uświadomiła sobie, że przecież spędzili większość dnia w teatrze bez chwili przerwy, co przypomniało jej o tym, że przecież Włoch tak pracuje.
      - Tak wygląda Twój typowy dzień? - obróciła głowę w jego stronę i odstawiła szklankę ostrożnie na blat, dalej od krawędzi, by niczego nie strącić przez nieuwagę. - Cały dzień pracujesz i jesz dopiero później? - znów się zmartwiła, że nie dba o siebie tak, jak powinien. W nocy nie odpoczywał, nie spał, a nadrabiał papiery. Za dnia dawał z siebie więcej. Przepracowywał się. Zaniedbywał. I ugryzła się w język, choć cisnęło jej się jedno pytanie... co musi się zmienić, aby zmieniło się to, że o siebie nie dba.
      Emma nigdy nie była natarczywa. Nie wtrącała się w cudze sprawy. Nie analizowała cudzego życia. Nie starała się wnosić poprawek, ani zmian. Antonio już na pewno wiedział, że nie musi się obawiać, że ona jest kimś, kto wywróci mu wszystko do góry nogami, szanowała jego uporządkowany świat. A jednak dostrzegała rysy w pięknym obrazku, który pokazywał na zewnątrz i może... może pozwoli jej zrobić coś, by były mniejsze, płytsze, mniej dokuczliwe.
      - Które danie to twoje ulubione? - sięgnęła po widelec, gotowa spróbować wszystkiego po trochu, aby samej sprawdzić, co odpowiada jej smakom.
      Nie była odważna w ten brawurowy i imponujący sposób, o którym potem mówią wszyscy wokół, ale dzielna w poznawaniu świata w tym drobnych i zwyczajnych sprawach, które dodawały życiu kolorów. Emma żyła codziennością, trzymała się na uboczu i nie dumała, ale cieszyła z zwyczajnych drobnostek. Doskonale wiedziała, że to właśnie takie niepozorne elementy każdego dnia budują wspomnienia i pokazują, co jest naprawdę ważne. Teraz nie chodziło o nazwy zamówionych dań, ani nawet o kolor sosów na makaronie i ich cenę w karcie. Chodziło o atmosferę, o to że jest w nowym miejscu, że towarzyszy mężczyźnie, który budził ją z powrotem do życia i właśnie zamówili niemal całe menu i talerz opierały się o siebie ciasno, bo blat był zbyt mały. Chodziło o to, że wyjdą stąd pełni emocji, które zostaną z nimi na zawsze i z pełnymi brzuchami od przejedzenia. Chodziło o to, że ona nigdy tego dnia nie zapomni.

      ❤️

      Usuń
  39. Siedzieli tak przez chwilę w lokalu pełnym życia, a Emma miała wrażenie, że jej świat mocno zwalnia, że czas buntuje się przeciwko znanemu porządkowi i specjalnie dla niej zmienia bieg, aby mogła się nacieszyć tym momentem. Patrzyła na niego z tą łagodnością w spojrzeniu, która zapewniała, że niczego nie będzie wymagać, niczego nie trzeba zmieniać na siłę i po prostu chce być obok. Uśmiechał się, żartował, ale próbowała zrozumieć w tym, czy na pewno zdaje sobie sprawę, że za mało o siebie dba. Pędził, wirował, nie zatrzymywał się po potrzebny oddech... Martwiło ją to. Jednak w jego oczach dostrzegała tę nutę powagi, jakby w tych słowach kryła się jakaś głębsza refleksja. Jakby rozumiał sens ukryty pod żartem.
    - A co byś zrobił, gdybyś mógł zatrzymać się na chwilę? - zapytała cicho, nie odrywając wzroku od jego twarzy, ale rejestrując ruch oczu Antonio, które wędrowały od jej własnych do ust.
    Odważyła się uśmiechnąć. Nie potrzebowała odpowiedzi, jego uwaga, uważność na nią, te gesty które dostosowywały do niej jego przestrzeń, były wystarczające. Były prawdziwe.
    Gdy się ożywił i zaczął opowiadać o jedzeniu trudno jej było podzielić uwagę między tym, co leżało na stole i jego ekspresją, której nie chciała przeoczyć. Błysk w oku, miękki uśmiech, niższy ton głosu, gdy mówił o czymś, co jest dla niego dobre. Powoli odsłaniał się, wpuszczał ją głebiej do swojego świata, pozwalał zajrzeć za kurtynę, za scenę i dziś cały dzień czuła ucisk czułości, poruszenia pod sercem. I to napięcie, lekką niepewność, dokąd to ich zaprowadzi.
    - Spróbuję wszystkiego - zapewniła z uśmiechem, sięgając po widelec i wędrując od talerza do talerza dokładnie w odwrotnej kolejności, jaką wskazał - zaczynając od końca.
    Podążała za jego wskazówkami, za ścieżką którą wskazał bez wahania, ufnie. Ten wyznaczony szlak poprowadził ją do nowych smaków, ale i pokazał, że Emma nie boi się mu uwierzyć i polegać na nim. I znów, nie chodziło tylko o jedzenie i polecenie ulubionych dań, a o to że poniekąd potrzebowała kogoś bliskiego. Kogoś kto zna świat lepiej od niej. Kto nie boi się brnąć do przodu, nie waha się i nie zatrzymuje. I chce się z nią czymś podzielić.
    Emmie smakowały najbardziej krewetki i choć początkowo była ostrożna, z każdym kolejnym kęsem kolejnego dania czuła, jak jej twarz rozświetla delikatny uśmiech, a ramiona opadają w rozluźnieniu i komforcie. Ziemniaki i jajka, połączone z cebulą, miały w sobie coś prostego, a jednocześnie niepowtarzalnego. To jak powrót do domu po długim dniu, ciepło i bezpieczeństwo zamknięte w jednym kęsie i tak też pomyślała o powodzie, dla którego Antonio lubił to szczególnie. Potrzebował czegoś, co otrząśnie go z napięcia po ciężkim i wymagającym dniu.
    - To naprawdę pyszne - powiedziała i aż westchnęła z zadowolenia, sięgając po serwetkę, aby zetrzeć oliwę z warg. - Nie sądziłam, że proste składniki mogą tak dobrze smakować razem, chociaż... w tortach to też się sprawdza. I w zbyciu. Czasem najprostsze rzeczy są najlepsze - spojrzała na niego z szerszym uśmiechem i lekko przechyliła w bok, aby na krótką chwilę z wdzięcznością oprzeć swoje ramię o niego, prawie jak przytulenie.
    W powietrzu unosiła się nuta czosnku i oliwy, idealnie to pasowało do wnętrza lokalu. Nie jadała na mieście, zwykle nie pozwalała sobie na takie wyjścia, nie ze względów finansowych, a z prostego powodu - braku towarzystwa. Przyzwyczaiła się i nauczyła odnajdywać w swojej samotności. Tam było bezpieczniej. A jednak teraz nie wyobrażała sobie i nawet nie myślała o tym, że niedługo to co ją teraz otacza zniknie, bo będzie musiała wrócić do siebie.
    - Nie wiem, co smakuje mi najbardziej... wszystko jest smaczne - oceniła wreszcie, znów sięgając po szklankę chłodnej wody, bo czuła, że policzki ją zdradzają. To nie kolacja była najważniejsza.

    😋❤️

    OdpowiedzUsuń
  40. Nie potrafiła powstrzymać wzruszenia, które wilgotną mgłą zaszło jej spojrzenie. Gdy Antonio mówił o rodzinie, o wspólnych posiłkach i tych zwyczajach, które nadawały sens rodzinie, czuła jak ucisk pod sercem rośnie. Nie było to nic złego, żadna przykrość, nawet nie smutek, raczej świadomość, jak cenne są chwile z bliskimi i każdy taki niuans dodaje im wyjątkowości. Przecież to właśnie wspólną degustację każdy będzie wspominał, a nie oburzenie, nawet nie to co z tego talerza znikało na cudzym widelcu.
    - Brzmi jak prawdziwa taktyczna wojna - uśmiechnęła się szerzej, czulej, zadając sobie sprawę że jego dom musi być pełen chaosu, który paradoksalnie oznacza pierwotny porządek. - Kto zazwyczaj wygrywał i zbierał najwięcej punktów? Ty? - zgadywała, potrafiąc sobie z łatwością wyobrazić, jak Antonio wstaje i sięga po smakołyk z talerza siostry, brata, albo własnej mamy z drugiego końca stołu dla zabawy. Była w nim ta pogoda ducha, która nie obrażała nikogo złym gustem czy brakiem taktu.
    Odsunęła się odrobinę, minimalnie, aby popatrzeć na spokój na twarzy Antonio i znów być blisko. Chciała poczuć, że naprawdę tu jest, że się nie oddala. Nie dostrzegła jeszcze, że ta chwila przypomina mu o zburzonym porządku, o tym co mu umyka, o czym powinien pamiętać. Wiedziała, że jego świat jest uporządkowany i musi taki być, by mógł nadążyć za wszystkim, co za nim goni, a choć już sam przyznał, że powinien zwolnić, to nie była jej rola, aby mu wskazywać nowy kierunek. Postanowiła nie wracać do tego tematu, nie wtrącać się, nie pouczać, nawet jeśli z troską chciała też coś zrobić dla mężczyzny.
    Emma zaśmiała się nagle cicho, spontanicznie, czując, jak w jej głowie pojawia się obraz jej własnych rodzinnych obiadów, pełnych śmiechu i małych zzyczajów.
    - Kiedy wychodziliśmy z rodzicami do restauracji, zawsze każdy brał inne danie i dzieliliśmy się bez podkradania - wspomniała miękko z uśmiechem, sięgając znów po krewetkę. Tak, były nieuczciwe, wciągały bez litośnie, ale Emma też specjalnie z tym nie walczyła, a czerpała wszystko z tej chwili. Smak, aromat, bliskość, dźwięki. To zakotwiczało ją w teraźniejszości. Wiedziała, że niedługo ten moment pryśnie, chciała się tym po prostu nacieszyć, może odrobinę bardziej, na zapas.
    Oparła się o krzesło wygodniej, patrząc że jedzenia z zastawionego przed nimi stołu nie ubywa i przechyliła głowę, patrząc na profil mężczyzny. W krótkim zamyśleniu, wyciszeniu, łapiąc ich śmiech i smak popołudnia, nie pomyślała nawet o tym strachu, który nieustannie od miesięcy coraz ciaśniej zaciskał się na niej niczym pętla. Rozluźniła się, odpuściła sobie ostrożność. Odstawiła widelec i zerknęła na talerz Antonio, jakby kalkulowała, czy opłaca się jej samej spróbować tej strategii z jego domu, podkradania i wspólnej degustacji. Nie zrobiła nic takiego, za to uśmiechnęła szerzej, spokojniej, niemal leniwie.
    - A kiedy mama robiła szarlotkę... to była prawdziwa batalia, jak igrzyska, razem z tatą biegaliśmy do piekarnika na zmianę po kolejne porcje - wspomniała jeszcze. - To od niej nauczyłam się piec pierwsze przepisy, ale one nigdy nie wychodzą tak dobre. Jedzenie to jest moment, zgadzam się z twoja mamą - przytaknęła pogodnie i znów rozejrzała po tym, czego jeszcze warto spróbować, co pominęła.

    😋❤️

    OdpowiedzUsuń
  41. To jak mówił o bliskich przywracało lawinę wspomnień, tych najlepszych, najcieplejszych, które nigdy nie znikną. Emma doskonale wiedziała, że wszystko co się dzieje teraz, nigdy nie wymaże tego, jak mocno była kochana, jak wiele miała szczęścia, jak wiele otrzymała od życia. Może tak musiało być, może... to równowaga przywracała odpowiedni balans i jeśli wcześniej była szczęśliwa, teraz ponosi za to cenę.
    - Na pewno było bardzo dobrze - podchwyciła i uniosła dłoń, by leciutko palcem wskazującym zatrzymać jego kącik ust w górze, aby ten szeroki, ładny uśmiech zastygł na twarzy Antonio na dłużej. Za rzadko się uśmiechał w ten sposób, za często chciał kontrolować wszystko wokół. Dziś dostrzegała to wyraźniej, dzisiaj pozwalał jej to zobaczyć. Jej dłoń ledwie musnęła ciepłą skórę jego twarzy i tyle wystarczyło by znów poczuła, jak kompletnie ulega urokowi Antonio, jak on i to wszystko, co budował wokół niej, odciąga ją od tego, co przeżywa na co dzień.
    Jego gest był jak pocałunek rano, jakby było na to wszystko odpowiednie miejsce i odpowiedni czas. Bez nacisku, pospiechu i jakichkolwiek oczekiwań. Nawet się nie spięła, nie zestresowała, przyjęła ten ruch ramienia i nagłą bliskość tak, jakby nie było w tym nic nadzwyczajnego. Może właśnie to było w tym najbardziej niebezpieczne, że chłonęła wszystko ze strony mężczyzny tak, jakby potrzebowała tego równie mocno jak wody i powietrza. Jakby to był naturalny porządek świata, że Antonio jest obok, za jej plecami jego ramie, jego ciepły oddech słyszalny nad uchem i spojrzenie, które choć nie zatrzymywało się teraz na niej bezpośrednio, uciekało gdzieś bliżej, bo Włoch wciąż zwracał uwagę na to, co się z nią dzieje i co dzieje się między nimi. I Emma w tej chwili siedziała spokojnie, z uwagą wędrując jasnymi oczami, w których błyszczało coś jaśniutko, po jego dłoni gdy sięgał po kolejny kęs z stołu, lub po profilu z cieniem ciemnego zarostu, gdy mówił. Rejestrowała jego bliskość wszystkimi zmysłami i czuła... że chciałaby mieć więcej takich chwil. Wspólnych. Do wspominania i do przeżywania.
    - Upiekę szarlotkę... sprawdzimy, kto jest szybszy - zaproponowała miękko, ciszej, jakby nie chciała aby ta rozmowa wypłynęła dalej. Jakby potrzebowała sama zreflektować się i przemyśleć, czy jakikolwiek plan ma sens. Rozmawiali dzisiaj tak, jakby czekało ich mnóstwo, a przecież niczego nie mogli być pewni.
    Dla Emmy to było coś więcej niż tylko gest, to jak potwierdzenie że była dla niego ważna, że potrafił wyczuć jej obecność w tłumie w których zwykle przebywał, wśród słów i świateł, hałasu i prędkości wydarzeń. W tej ciszy, którą dzielili, czuła się bezpieczna, jakby całe problemy się rozpierzchły na chwilę, zostawiając ich samych. To, było przypomnienie, jak ważne jest bycie obecnym, jak ważne jest czasem po prostu być i czuć, nie próbując wszystkiego kontrolować czy wyrażać słowami.
    Oparła się o niego swobodniej, nie uciekając, nie cofając się. Powtórzyła wędrówkę po stole, próbując jeszcze raz potraw i wskazując te, które szczególnie jej smakowały. Ciepło, które biło od jego ciała było kojące, wyciszało i ją i pęd codzienności. Pozwalało również jej zwolnić, odgrodzić się od tego co trudne i nieprzyjemne, by zatrzymać się na tym momencie.
    - Uwielbiam robić zamówienia dla rodzin jak torty weselne, albo wypieki na rocznice, jubileusze, urodziny... rozmawiam wtedy z klientem i zwykle z jego całą rodziną w tle, bo każdy chce mieć wpływ i widzę, jak ludzie chcą spędzać z sobą chwile przy stole... tęsknie za tym - przyznała powoli, spokojnie, bez roztrzęsienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Nie umiała pogodzić się z stratą mamy, nie umiała zebrać się w sobie, by odwiedzić cmentarz i jej grób, ale od lat nie jadła szarlotki... i od lat nie miała rodzinnego obiadu, bo Thomas choć dopiero od wypadku tak mocno się zmienił i ją przerażał, nigdy nie potrafił wypełnić tej pustki po śmierci taty Emmy i sprawić, że dom był ciepły i radosny. Nie był to jednak odpowiedni czas na takie rozmowy, więc spojrzała na Antonio z uśmiechem i zwyczajnie nabiła na widelec oliwkę z jego talerza, by jej spróbować. Po prostu, nadzwyczaj odważnie.
      - Już rozumiem... z twojego smakuje lepiej - oceniła, bo to chyba w tym tkwił sekret, że obiady smakowały wybitnie z bliskimi. Dzielenie się dodawało smaku.

      🤭❤️

      Usuń
  42. Zaśmiała się cicho, gdy jej gest nazwał kradzieżą i pokręciła głową, bo nie, to nie był przypadek. To był wybór i nie potrzebowała aby zamawiali więcej jedzenia. Potrzebowała jego, obecności, świadomego wyboru bycia obok. Pewności. Tego co mieli do tej pory, swobody, łagodności, zrozumienia. Ale też chłonęła to, co się zmieniało i nabierało zaskakującej intensywności.
    - Nie musisz zamawiać więcej, ja też chciałabym dzielić się z tobą - wyznała cicho, przyglądając się jego profilowi z tym napięciem, które przywiązywało ją nadal w miejscu. Nie czekała na żadne wielkie słowa, ani deklaracje, a jednak miała wrażenie, że dzisiaj rozmawiają inaczej, że każde słowo opada w niej ciężko, zostaje na dłużej i znaczy więcej.
    Pragnęła tej nowej głębi, tego zrozumienia, pragnienia by to trwało. Zauroczenia. To wszystko działo się od tygodni, może miesięcy, budowali wzajemne zaufanie, poznawali się, byli przy sobie bez tego pośpiechu i nachalności, bez przymusu, które obserwowała wokół. Niczego nie oczekiwała i może właśnie dlatego dzisiaj było jej tak łatwo tonąć w jego słowach, w spojrzeniu, poddawać się gestom. Wierzyła mu.
    Obróciła dłoń na stole wnętrzem do góry, aby sięgnąć jego palców, spleść je razem z swoimi, objąć tak jak wcześniej. Schować swoją drobniejszą dłoń w jego ciepłej, bezpiecznej i pewnej. W tym momencie chciała podzielić się z nim wszystkim co ma i nie wahałaby się ani sekundy. On ją nie tylko rozumiał, on ją znał. Dostrzegał to, co kryła pod pozorami, pod spojrzeniem wbitym w ziemię, za bladym uśmiechem i wymijającymi odpowiedziami, które odcinały obcych od jej życia. Czuła to, że Antonio dostrzega jej wyrwy i skazy, że je akceptuje i nie uważa nawet za brzydkie. Nie była tylko pewna, czy naprawdę wie, z czym się to wiążę i czy gdyby wiedział, nadal by ją akceptował. Jakaś malutka cząstka jej duszy, nadal kazała jej uważać. I chronić go, za wszelką cenę.
    - Czy to oficjalne zaproszenie? - spytała, czując jak serce bije jej nieco mocniej w piersi. Przesunęła opuszkami po jego dłoni, kojąco, czule, powoli dotykając skóry mężczyzny przy nadgarstku na widok utraty jego zwyczajowej pewności siebie. Nigdy nie wychodzili razem, mijali się, widywali rzadko, oboje zapracowani. Gdy zapraszał ją na swoje występy, przychodziła dla niego i dla koncertu, później znajdując czas, by po wszystkim dać mu kolejne nowe wypieki i spędzić wspólnie kilka chwil. Teraz robił jej miejsce przy sobie. Chciał ją obok.
    Uśmiechnęła się szerzej, łagodnie i pogodnie. Nie potrzebowała nazywać tego oficjalnie, nawet nie pytała, czy to właśnie ich pierwsza randka i czy jego występ za trzy tygodni też powinna tak potraktować. Objęła jego dłoń pewniej, splotła znów ich palce i przechyliła głowę na bok, zaglądając w piwne oczy Antonio swoimi jasnymi, w których zieleń i bura niebieskość migotały roziskrzone emocjami.
    - Antonio, bardzo chętnie pójdę tam z tobą - odpowiedziała, czując, że musi znaleźć w sobie odwagę, by samej sobie pozwolić się otworzyć, wyjść z cichego, ciemnego zaułka, w jaki wpadła. Ceniła jego muzykę, to jak sama się czuła, gdy go słuchała, a jednocześnie chciała być kimś więcej niż widzem. Chciała w tym uczestniczyć. Chciała odzyskać i jeszcze raz poczuć to wszystko, za czym tęskniła. Dziś już to poczuła.
    Wyprostowała się, opierając o krzesło i jego ramię zarazem, nie chciała, aby powaga przyćmiła to, że po prostu dobrze się bawią. Że czują się z sobą swobodnie i nie muszą analizować każdego kolejnego ruchu.
    - Obiecaj mi tylko, że jeśli chaos będzie za duży, uciekniemy - dodała z szerszym uśmiechem, muskając jego palce swoimi. Nie mówiła poważnie, wiedziała, że jego obecność będzie wypatrywana, wręcz kluczowa, że Caruso będzie w centrum uwagi. Była gotowa również tam być, bo przecież nic się nie stanie, nie miała powodu do jakichkolwiek obaw.

    ❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  43. W Emmie było wiele wątpliwości i lęku, nie wobec Antonio, a relacji, której nie chciała narażać na turbulencje i ryzyko utraty. Był jej portem, kotwicą, zatrzymywał ją w miejscu, pozwalał złapać oddech, wyciszyć skołatane serce, uspokoić rozszalałe w pędzie myśli. uspokajał ja, łagodził trudne chwile. Dziś dawał jej tyle czułości, uwagi i troski, że znów czuła się ważna, istotna i jeszcze bardziej chciała być przy nim. Zmieniał zasady gry codzienności, a Emma czuła, że jeśli zniknie... to ona naprawdę nie będzie w stanie szybko się pozbierać. To wszystko drżało, było kruche, dopiero zaczynało istnieć, a jednak wyjątkowo łatwo przyjęła ten dzień i jego przebieg i jeszcze łatwiej było jej wyobrazić sobie, że tak może być każdego dnia.
    Przesunęła spojrzenie za ruchem jego dłoni i zawiesiła je na ustach, które musnęły jej skórę przy palcach. Poczuła ciepło, mrowienie i coś, co rozlało się znów pod skórą, aby z nią zostać. Coś stałego, czego nie wypatrywała wcześniej. Jej spojrzenie zmiękło rozczulone i odetchnęła głębiej, nie puszczając jego dłoni. Antonio nawet nie mógł wiedzieć, ile to dla niej znaczy, jak jest ogromnym przełomem, jak zaklina jej rzeczywistość od koszmarów. Sama jego uwaga znaczyła bardzo dużo, a teraz to... to było wiele. Bardzo wiele, jednak nie czuła się osaczona, ani przytłoczona. Nie chciała się jednak spieszyć, nie chciała być nieostrożna i go zawieźć. Pragneła, aby był pewien, aby się nie rozczarował, bo tak naprawdę nie miała wiele do zaoferowania. Świadomość własnych braków bardzo jej dokuczała, choć nie chciała, aby to przysłoniło cokolwiek innego, tę radość, którą czuła, to ciepło i wszystko inne, co się dzisiaj wydarzyło.
    - Chciałabym. Nawet bardzo - zapewniła cicho, przyjmując jego wzrok na swojej twarzy i ciepłe, pewne palce obejmujące jej tak, jakby i on starał się zapamiętać na zawsze te wspólne chwile.
    Nie poświęciła kelnerowi już dodatkowej uwagi, oddając całą Antonio. Tonęła w jego oczach, dostrzegając w tęczówkach złote iskierki i bursztynowy blask. Zatapiała się w uczuciach, jakie jej przynosił samym sobą i choć wszystko toczyło się nieco za szybko, działo się samo, bez ingerencji, bez popędzania. Może tak właśnie powinno być, może tak się działo właśnie, gdy spotykało się dwoje odpowiednich ludzi.
    Emma udawała, że nie zawisło niewypowiedziane ale w jej odpowiedzi. Nie chciała się wahać, nie chciała uważać, nie chciała się martwić. To wszystko do niej wróci, ale nie miała zamiaru pozwolić, by to strach dyktował jej warunki, bo pozwalała na to już zbyt długo. Miała zamiar strzec swoich koszmarów, sekretów i lęków, miała zamiar je schować głeboko i nie pozwolić, by cokolwiek dosięgło Antonio. Będzie ostrożniejsza, będzie uważać, będzie się pilnować i... i już wszystko będzie dobrze, ułoży się. Nie wiedziała, jak powinna rozumieć jego słowa, żeby została po, ale to też nie było coś, o czym chciała dyskutować. Było jeszcze za wcześnie, a ona czuła się poniekąd oszołomiona wszystkim, co jeszcze nie zeszło z niej po poranku.
    Nie wypuściła jego dłoni, gdy wychodzili z restauracji, a przysunęła się bliżej, kiedy znaleźli się na zewnątrz i poczuła na ramionach chłodniejszy wiatr. Popatrzyła przed nich, na nieco opustoszały o tej porze widok ulicy i uśmiechnęła się kącikami ust. To miasto nigdy nie śpi, ale miała wrażenie, że ona dziś uśnie wyjątkowo szybko i będzie miała dobre sny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Czy na takich galach, ty też czasami szukasz miejsc z dala od chaosu? - spytała, bo chciała wiedzieć, jak bardzo zmieniał plany na wieczór, jeśli ona się nie odnajdzie w jego świecie.
      Byli totalnie różni, on wirował i pędził przed siebie jak tajfun bez wytchnienia, a jednocześnie panował nad każdym elementem, który go otaczał. Ona płynęła jak szeroka rzeka, spokojnie, przewidywalnie, w rytmie stałym i trudnym do zmiany. Chciała spotkać się z nim połowie, chciała... spróbować. Postarać się.
      - Odwieziesz mnie pod cukiernię? - poprosiła, gdy zbliżali się do samochodu. - Muszę przejrzeć listę zamówień, mam teraz naprawdę dobry czas i sporo nowych klientów - dodała na swoje usprawiedliwienie i wcale nie kłamała. Tym razem to nie była jedna z tych brzydkich wymówek, choć Emma bardzo często uciekała, zasłaniając się pracą i wiedziała, kiedy jest to zbyt oczywiste, by nawet przeprosiny wypadały słabo. To nie był ten moment, jeszcze cieszyła się ich czasem.

      ❤️

      Usuń
  44. Emma zdawała sobie sprawę, jak jest spłoszona, jak bardzo wszystko wokół ją potrafi przytłoczyć, jak reaguje niekiedy zbyt nerwowo, zbyt strachliwie. Jak po niej widać to, co ją otacza. Jak zdradzają ją odruchy, gesty, wyuczone odpowiedzi, spojrzenie kierowane w bok. Nie była głupia, nie była też naiwna, wiedziała kiedy musi pilnować się bardziej, ile jeszcze nad tym popracować. Antonio przynosił jej spokój, niczego nie wymagał, na nic nie czekał, niczego nie żądał. Przy nim była spokojniejsza, rozluźniała sie, odkrywała samą siebie na nowo, jakby ta dawna Emma, zakopana przed miesiącami powoli próbowała wyjrzeć na powierzchnie z dziury głęboko wykopanej w ziemi, w której jednak jej nie pochowano.
    Odwzajemniła uśmiechem i zatrzymała palce na jego dłoni, gdy poprawił jej płaszcz przy kołnierzyku. Znów splotła ich palce, jakby już zdążyła się w tym krótkim czasie przyzwyczaić do jego dotyku.
    - To będzie naprawdę cudowny wieczór - powiedziała, przekonana co do tego niezależnie czy odnajdzie się w tłumie obcych osób, czy będzie czuć totalnie zagubiona i stłamszona.
    Do tej pory ona również uważała, że Antonio ma nad wszystkim kontrole, że pilnuje w swoim życiu każdej dziedziny i każdego elementu, że nic nie jest w stanie go zaskoczyć. A jednak jej się dzisiaj udało. I wydawało jej się, że cały dzień jest dla niego niespodzianką, od poranka, aż po ten wieczór. Poruszyła palcami, delikatnie gładząc jego skórę dłoni i uśmiechnęła się szerzej, do własnych myśli. Wiedział, gdzie jest czas i miejsce na oddech... To dobrze, chciała, aby dobrze się bawił, rozwijał, odnajdywał, ale też miał miejsce, gdzie byłby w stanie odpocząć. Wiedziała bardzo dobrze, że każdy potrzebuje takich i to ważne, aby je mieć.
    Nie widziała nigdy, by prowadził bez powagi i skupienia, tak rozluźniony jak teraz. Dzisiaj rano gdy jechali do teatru, już uzbrajał się w uważność potrzebną na próbie. Wczoraj był spięty i zatroskany jej omdleniem. Gdy zaczął nucić i stuknął palcami do rytmu w kierownicę, uśmiechnęła się szeroko, zapadła głebiej w fotel i obróciła twarz, przyglądając mu się otwarcie. Śledziła z jasnością w oczach jak jego usta układają się do słów, jak w kącikach oczu zbierają się drobne załamania od uśmiechu i jak cały Antonio po prostu cieszy się momentem. Ona też znała ten kawałek, gdy chwycił ją za rękę, zanuciła cicho razem z nim, tak.... szczęśliwa. Po prostu. Bez warunków, bez komentarzy, bez tłumaczeń i udawania czegokolwiek. Szczęśliwa, z lekkością na duszy.
    Gdy minęli kilka ulic i zbliżali się już do cukierni, przycichła. Oparła plecy mocniej w fotel, poprawiła pas poluźniając go, jakby ją dusił. Palce lekko jej zesztywniały w bezruchu, a w oczach pojawiło się coś, czego nie chciała pokazać Caruso. Patrzyła prosto, na ulice przed nimi, jakby nagle bardziej nieobecna, jakby się oddalała gdzieś w nieznane miejsce.
    - Trzy tygodnie to bardzo długo - powiedziała nagle gdzieś w tle piosenki z radia. - Zobaczymy się wcześniej?
    Jej oddech uciekł z cichym świstem, jakby w tym pytaniu zawarła cały ciężar, który dopiero przyjdzie. Jakby czekanie też było trudne.

    ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  45. W samochodzie zapanowała chwila ciszy, tylko oddechy było miękko słychać między słowami piosenki z radia. Czuła na sobie jego uwagę, jak Antonio spojrzał na nią ponownie, gdy stanął na światłach i potem gdy dojeżdżali, a on zwolnił, by zatrzymać auto. Zaczynało ją to peszyć, bo w tym momencie powoli uzbrajała się w siłę, której potrzebowała, gdy zostawała sama. Dzisiaj było dobrze, to był piękny dzień, naprawdę wyjątkowy, odpoczęła od tego co ją zwykłe gnębiło i teraz jej dłonie nawet nie drżały. Wiedziała, że przez to też będzie czekać jeszcze bardziej na spotkanie, że będzie wspominać ich rozmowy, to jak trzymali się za ręce i jak dzisiejszy poranek zmienił między nimi wszystko, przesuwając granicę tej znajomości o wiele bardziej, niż przypuszczała, że kiedykolwiek się wydarzy. Będzie tęsknić.
    Uśmiechnęła się, gdy pozwolił jej troszkę sobie przeszkadzać, a wręcz zachęcił, by pierwsza się odezwała. Jakby już wyznaczył obok siebie miejsce, w którym będzie mogła się odnaleźć, lub zagubić pod jego czujnym okiem. Uśmiech ten był delikatny i miękki, a w jej spojrzeniu pojawił się ciepły błysk, jak zawsze gdy sięgało to jej serca. Obróciła twarz w jego stronę, a choć w spojrzeniu już czaiła się niepewność, Emma chwilę patrzyła w oczy Włocha z wdzięcznością.
    - Nie pozwolę ci tyle czekać - obiecała cicho. - Ty też mi nie pozwól - poprosiła jeszcze.
    Ryzykowała tymi słowami, doskonale to wiedziała. Jej świat nie bez powodu był zamknięty, nie bez przyczyny nie wpuszczała do niego nikogo. Jej świat był maleńki, jak ciemny zaułek o ciasnych, śliskich ścianach. Taki z którego chce się szybciej wyjść, zawrócić, uciec. Nie chciała, aby Antonio to zobaczył, nie chciała go tracić, a była pewna... Była pewna, że wiele umiałby zrozumieć, ale tego by jednak nie potrafił. Bo ona sama nie rozumiała, czemu w tym tkwi i czemu to ją spotkało.
    Podobało jej się, że znów w ten spokojny, nienachalny sposób pozwalał jej być blisko. Im być razem po prostu... Kiedy się uda. Bez planów, bez oczekiwań. Wystarczyło, że mieli chęci, a resztę jakoś już się dostosuje. Jakby nie było między nimi przepaści, jakby nic nie stanowiło przeszkód.
    Oczy Emmy rozświetliły się lekko, choć jeszcze nie była gotowa na pełną pewność. Zamiast tego, odwróciła głowę, patrząc znów przez przednią szybę na szereg znajomych budynków z pewną determinacją. W jej spojrzeniu pojawiła się iskra nadziei, jakby nowy oddech odnalazła w tych ostatnich słowach mężczyzny.
    Kiedy Antonio zaparkował, Emma odpięła pas, poczekała aż mężczyzna przytrzyma jej drzwi i ujęła wyciągniętą dłoń tak, jakby jego gest był już ich codziennością. Jakby wkradł się między nich nawyk tej wzajemnej troski, nie dziś, nie wczoraj, ale od dawna im to towarzyszyło. Wysiadła, przytrzymując się jego dłoni i niechętnie rozluźniając palce, choć nie puściła go do konca. Nadal panowała nad emocjami, nie drżała, nie obejrzała się nerwowo po ulicy, choć świadomość jak blisko jest mieszkania i jak rosło ryzyko nieprzyjemnego spotkania z kimś, kogo Antonio nie zna, zaciskało jej zimną pętlę na gardle.
    — Dziękuję — odezwała się cicho, a jej głos tym razem lekko zachwiał się od emocji. Podeszła z nim kilka kroków do cukierni. Weszła na jeden wysoki schodek, który był przed drzwiami i obróciła się w kierunku Antonio przodem, układając czule dłoń przy jego torsie. — To był cudowny dzień - uśmiechnęła się łagodnie, doceniając ile dziś dla niej zrobił. Ile robił dla niej cały czas, rozumiejąc, że Emma nie potrafi się spieszyć, a pod presją ucieka, chowa się i jest nieporadna w strachu.
    Wielka szklana witryna była zasłonięta antywłamaniowymi żaluzjami, a szyld nad drzwiami w kolorach pastelowego różu i pomarańczy wyblakł od słońca. Chciała, żeby mogli rozmawiać, poznać się tak, żeby odkryć się przed sobą, zrobić wiele nowych rzeczy razem, bez pośpiechu i bez napięcia. Po prostu... być. I chciała też pokazać mu to, co kocha najbardziej, tę cukiernię, to ile potrafi, co ją uszczęśliwia i co ceni. Chciała, aby mieli na wszystko czas.

    ❤️🤭

    OdpowiedzUsuń
  46. Emma czuła, jak serce jej bije mocniej, jakby cały świat zwalniał i wyciszał na moment, by skupić się tylko na nich dwojgu. Coś w jej oczach błysnęło z zdumieniem, gdy Antonio pochylił się ku niej, a dłoń lekko napieła, opuszki drobnych palców naparły na materiał przy męskiej piersi. Jakby wciąż nie rozumiała, choć dzieliła wraz z nim już jedno marzenie. Jakby wciąż bała się uwierzyć. Czuła jego ciało, ciepło, obecność i oddech, a później słodki pocałunek, który zatrzymał ją w tym momencie. Delikatny dotyk na jej policzku, ciepłe wargi na własnych i bliskość, która niosła coś, czego nie smakowała od dawna... Tonęła w tym. Zapadała się coraz głębiej. Poddawała miękko, bez walki. Ulegle. Ufnie. Z pragnieniem wzajemności.
    Oddała pocałunek bez gwałtowności, smakując go dokładnie i czule. Powoli, jakby potrzebowała zapamiętać każdą wspólną sekundę. Jakby nie potrafiła jeszcze się pożegnać. Jakby jeszcze nie chciała go wypuszczać z swoich rąk. Oddychała głęboko, próbując złapać równowagę, choć każdy oddech wywoływał w niej falę ciepła, której nie potrafiła stłumić. Jej palce drżały lekko, gdy przesunęła nimi w górę, obejmując go za kark przy kołnierzu kurtki, jakby chciała jeszcze zatrzymać tę chwilę, zatrzymać czas, który zdawał się zwolnić tylko dla nich.
    - Ten wieczór... Ten dzień jest nadal za krótki - powiedziała cicho, nadal gdzieś blisko jego ust, patrząc z poruszeniem, wzruszona w jego oczy. Znów pod skórą rozlewało się coś ciężkiego i lepkiego, słodkiego jak miód. Znów chciała aby został z nią na dłużej, znów chciała... Aby świat był inny.
    Nie bała się pokazać delikatności i drżenia. Nie bała się odkryć i zaufać, wierząc że Włoch obejmie każdą jej wrażliwość i jej nie skruszy, znając słabe punkty. Ochroni. Nie pozwoli być samej. Ani cierpieć. Ani się bać.
    - Antonio... - wypowiedziała jego imię cicho, szeptem, jak zaklęcie, urywając ostatnią głoskę głucho. Jakby nie chciała się jeszcze żegnać, nie zebrała dość odwagi, by go puścić. Jakby on obok niej, był stanem zbyt naturalnym, by to zburzyć. Jakby już teraz nie potrafiła się odnaleźć.
    W jej oczach prócz wzajemności, kryło się jeszcze coś, jakby obawiała się, że zaraz wszystko runie, jeśli tylko odsunie się o krok za daleko, albo wykona zbyt gwałtowny ruch. W końcu, z taką samą czułością, jaką lgnęła do niego podczas pocałunku, osunęła dłoń z jego karku i przesunęła nią po ramieniu mężczyzny, znów układając na jego torsie, nieco wyżej, by pod palcami czuć ciepło skóry przez cienki materiał przy obojczykach. Czuła jak oddycha, jak serce mocno, pewnie mu bije, jak cały jest żywy. Postąpiła drobny krok do przodu, niewielki, niszcząc przestrzeń która ich jeszcze dzieliła, by lekko musnąć go w wargi, delikatnie i wciąż ostrożnie. To naprawdę się działo? Zadarla lekko głowę, tylko odrobinę i jeszcze raz pocałowała go, dłużej, chcąc zapamiętać jego smak, miękkość ust, to jak czuła się sama, gdy był blisko.
    Trzy tygodnie wydawały się już karą.

    💋

    OdpowiedzUsuń
  47. Zacisnęła mocniej usta, chcąc powiedzieć, że przecież może zostać jeszcze kilka godzin. Dni. Na zawsze. Że ona wcale nie ma ochoty go opuszczać, ani samej odsuwać się po to, by znów otoczyła ją pustka. Nie wiedziała, jak to możliwe ale Antonio zmienił jej rzeczywistość i zmieniał coś w samej Emmie. Coś czego nie nie umiała dostrzec, ale nie umiała też tego zatrzymać. Jej serce budziło się do życia, dudniło głośno w drobnym kobiecym ciele, czekało cierpliwie, by podzielić się tym co w nim drzemie.
    Opuściła powieki, pochyliła głowę. Odetchnęła cicho, jakby bała się, że westchnie z żalem na to pożegnanie. Mógłby uznać to za przesadę, prawda? Emma nie była dobra w dzieleniu się tym, co ją trapi, jej słowa były małe i ciche, oszczędzała się mocno w odsłonięciu swoich słabości. Wciąż w środku drżała, niepewna komu ufać i czy może sobie na to pozwolić. Przy nim jej granice pękały, a jednocześnie bała się jeszcze bardziej tego, co nastąpi gdy Włoch w pełni wkroczy do jej świata i zrobi znów to co robił dziś od poranka. Porwie ją do własnego. Ile się zmieni? Od czego zdoła wtedy uciec? Czy będzie potrafiła odnaleźć w miejscu, które on dla niej widział? A co jeśli to wszystko to tylko chwila i zweryfikuje ich życie? Wątpliwości mnożyły się w niej zbyt łatwo, ale wiedziała dlaczego to się już dzieje. Zależało jej.
    Oparła policzek na jego ramieniu, gdy poczuła na plecach męską dłoń. Przylgnęła do niego ufnie, bez słowa, słuchając tembru niskiego głosu i czując na sobie drżenie ciała, gdy mówił. Uśmiechnęła się kącikiem ust i lekko wygładziła zagniecenie w kurtce na jego ramieniu.
    - To nie jest koniec... Obiecałeś właśnie zadzwonić - powiedziała pogodnie, lekko. Z rozbawieniem, które odebrało jej tej ciężkości pożegnania. Chciała mu wierzyć, chciała bardzo, aby dziś jeśli coś się zmieni, to nie po to, by wszystko prysło. By trwało, by płynęło. By dotarli gdzieś razem.
    Potrzebowała jeszcze chwili, aby nacieszyć się jego bliskością. Aby zebrać się w sobie nim po prostu wrócić
    do dni i nocy, gdy musi być silna i nie ma przy sobie nikogo. Wyprostowała się w końcu i popatrzyła na niego z łagodnym uśmiechem. Uniosła dłoń, musnęła wierzchem palców policzek Antonio, idąc opuszkami za cieniem wyznaczonym przez zarost. Był zmęczony, widziała to, kąciki jego oczu były głębsze, ramiona opuszczone. Nie powinna go przy sobie dłużej przytrzymywać, nie miała prawa i dlatego uśmiechnęła się szerzej, jakby chciała i jego zapewnić, że będzie dobrze.
    - Zobaczymy się niedługo - oznajmiła z spokojem, bez presji, bez oczekiwań. Jakby wiedziała, że to się wydarzy, bo oboje zbyt tego będą chcieć.
    Cofnęła się o krok, zabrała ręce którymi go obejmowała i spojrzała w dół do torebki, by odnaleźć klucze. Teraz cukiernia była zamknięta i niedostępna, ale jeśli następnym razem Antonio ją odwiedzi w ciągu dnia tutaj, zobaczy, jakie wszystko jest jasne, kolorowe, pełne smaku i życia. Jak wszystko to czego Emma nie pokazywała, a miała w sobie cały czas.
    Żadne z nich nie zostawiło za sobą pytania, ani deklaracji, ale Emma czuła, że to zawisło gdzieś nad nimi. Wrócili do swoich żyć, do własnego tempa, problemów i spraw, a jednak nie umiała wymazać tego dnia z pamięci. Ani poranka, ani próby w teatrze, wspólnej kolacji i tego przejmującego pożegnania. Nie potrafiła i nie chciała. Uczucie ciepła w piersi nie mijało na myśl o tym, a uśmiech sam kwitł na jej ustach na wspomnienie tych szczerych rozmów i pełnych czułości gestów. Antonio odkrywał się przed nią z innej strony, zaś ona w odpowiedzi pokazywała mu samą siebie, tę prawdziwą i skrytą, tę pełną marzeń, których jeszcze nie pokazała światu. Chciała, aby ją poznał. Aby ją zobaczył ponad morzem pozorów, w których tonęła. I nic nie było w stanie sprawić, że jej uczucia zblakną, nawet te najtrudniejsze momenty, w których znów była sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Nie mógł tego wiedzieć, ale już od następnego dnia między zamówieniami z hurtowni, w przerwach między snem a pieczeniem, gdy starała się wychodzić z domu bardzo wcześnie i wracać bardzo późno, zaczęła również szukać sukienki na galę. Eleganckiej, prostej, takiej w której sama poczuje się komfortowo i nie speszy w obcym towarzystwie. A do tej sukienki szukała też morza dodatków, czegoś co sprawi, że poczuje się wyjątkowo, zupełnie jakby to mógł być również jej wieczór. Wiedziała, że to wszystko się uda, że to wszystko ma szansę zaistnieć, jeśli sama bardzo się postara i nie ucieknie, nie schowa się, nie stchórzy. I jeśli będzie bardzo mocno uważać.
      Jaki jest twój ulubiony kolor? wysłała mu wiadomość po kilku dniach, czekając aż pyszne kremy do weselnego zamówienia zgęstnieją w lodówce. Zaczęła sama się martwić kolorem sukienki, szukała więc inspiracji i ostatecznie sięgnęła do źródła własnej. Siedziała w cukierni, podliczając kasę na koniec utargu z dnia i przeglądała gdzieś obok zdjęcia w sieci z propozycjami na uroczystości tak wielkiej wagi jak gala, na którą mieli się wybrać. Do zamknięcia miała jeszcze pół godziny, ale nie spodziewała się już żadnego klienta. Była jak zwykle spokojna, skupiona na tym co robi, w szarych ubraniach niepozorna. Ginęła poniekąd w pastelowych kolorach wnętrza cukierni, ale jej to nie przeszkadzało, bo to cukiernia mówiła o niej więcej niż jej własna postawa.

      💖🌷

      Usuń
  48. Emma miała w sobie naprawdę wiele sił, ale nie starczyło ich na to, by udawać kogoś kim nie jest. Silniejszego, dzielniejszego. Wytrwalszego. Cicha, łagodna i stojąca na uboczu, bez potrzeby wychylania się i grania pierwszych skrzypiec, nie parła przez życie imponując innym. Płynęła z nurtem, jaki wyznaczała codzienność. Była skromna, pracowita i to przynosiło efekty, może niezbyt widowiskowe, może nawet nic nie znaczące, ale te drobne sukcesy dawały jej satysfakcję. Była ambitna, ale mierzyła siły na zamiary. Nie mogła zbyt wiele, musiała... po prostu być. Antonio widział w niej autentyczność, bo ona była prawdziwa. W każdym aspekcie i w każdej chwili, nie grała, nie układała słów pod scenariusz. I może dlatego tak trudno było jej się otworzyć, bo wierzyła, miała właściwie pewność, że to co może dać, to niewiele. Może zbyt mało.
    Ich wieczorne rozmowy stały się jej rytuałem. Po całym dniu pracy w cukierni nad zamówieniami i za ladą, wracała bardzo późno do mieszkania, chowała się w najdalszym kącie swojego pokoju, który zamykała na noc. Tam zwijając się na skrawku łóżka, słuchała jego głosu, zaciskając palce na telefonie, aż pobolewały ją czasem palce i tak zasypiała, lub słuchała jego oddechu przez kilka minut, gdy Antonio pierwszy oddawał się ramionom nocy. Dziś też sądziła, że tak zakończą dzień i potrzebowała tego bardziej niż wczoraj, przedwczoraj i pierwszego wieczoru, gdy się rozeszli spod jej cukierni. Dziś potrzebowała, aby otulił ją czulej cicho wypowiadanymi słowami, znajomym tonem, spokojem który wybrzmiewał w każdej głosce. Dziś potrzebowała usłyszeć go wyjątkowo mocno, aby ukoił jej ból, uśmierzył rodzącą się w niej od nową rozpacz i wyciszył budzą się się tęsknotę. Chciała zapomnieć na chwilę o wszystkim, co jest wokół niej, co otacza ją gdy nie ma obok Antonio.
    Wejście niespodziewanego gościa oznajmione dzwoneczkiem znad drzwi i odgłosem kroków przyniosło do wnętrza również wieczorny chłód, od którego aż się wzdrygnęła, ale gdy uniosła spojrzenie znad monitora, na jej twarzy już widniał miły uśmiech. Potem brwi drgnęły jej do góry w zaskoczeniu i uśmiech zmienił się na szerszy, cieplejszy. Znaczący. Przesunęła spojrzeniem po jego wysokiej, eleganckiej sylwetce, a choć w garniturze i dopasowanym płaszczy prezentował się niezwykle oficjalnie i formalnie, dla niej nie mógł być właśnie teraz bardziej bliski.
    - Dobry wieczór, Antonio - przywitała się miękko, zablokowała ekran i odsunęła odrobinę w bok, aby stanąć naprzeciw mężczyzny. Przyjęła jego spojrzenie z ulgą, z radością na to spotkanie i sama dostrzegła większe niż poprzednio oznaki zmęczenia w mężczyźnie. Wydawał się bledszy, bardziej napięty, strudzony i wiedziała, że musiał znów się przepracowywać, pomijać posiłki, spać zbyt krótko. Patrzyła na niego jednak z uśmiechem, z ciepłem w oczach, bez nagany i upomnienia, bez krytyki.
    Jej ramiona opadły nieco bardziej, jakby dopiero teraz, przy nim, pozwoliła sobie odetchnąć i bardziej się rozluźnić. Kąciki ust drżały uniesione, jakby sama jego obecność budziła w niej zbyt wiele wzruszenia. Jakby nadal to wszystko co dzielili, wymykało jej się z wyrysowanych kształtów w życiu, których była pewna i nad którymi panowała.
    - Przyszedłeś w samą porę - powiedziała cicho, poniekąd w odpowiedzi na jego słowa, choć nie znała włoskiego i nie mogła go zrozumieć. Ostatnio co prawda próbowała nieco się poduczyć podstaw, ale nadal poświęcała temu zbyt mało czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Postąpiła jeszcze dwa kroki w bok, obrzuciła własną sylwetkę z góry odruchowo kontrolnym spojrzeniem, czy aby na pewno rękawy zasłaniają ręce aż do dłoni, czy przy obojczykach sweterek leży odpowiednio, zakrywając bladą skórę i uniosła klapę lady, robiąc przejście między częścią dla klientów i swoją. Oparła się biodrem o brzeg blatu, nie wychodząc do niego całkiem, ale i nie blokując mu przejścia na swoją stronę. Pozwalała mu wybrać, gdzie czuje się najbardziej komfortowo, chociaż... po chwili postąpiła jeszcze jeden większy krok i uniosła ramiona, aby objąć go i przytulić na powitanie. Lekko, krótko, jak wiele razy w ciągu ostatnich miesięcy, nie sięgając po więcej. Przytuliła policzek do policzka, pozwoliła sobie odetchnąć głębiej, gdy była tak blisko, by poczuć jego prawdziwą bliskość.
      - Co tu robisz? - spytała miękko, bez nacisku, z zaskoczeniem i prawdziwą radością, która rozpychała się w jej spojrzeniu jasnymi iskierkami. - Nie zadzwonisz dzisiaj do mnie? - upewniała się pogodnie, nieco żartobliwie i cofając ręce, powoli przesunęła nimi po ramionach Caruso, pozwalając palcom zatrzymać się przy jego dłoniach o sekundę dłużej, by poczuć ciepło cudzej skóry.
      W jej spojrzeniu pojawiła się w końcu ostrożność. Niepewnie jeszcze raz obrzuciła jego postać spojrzeniem, oczy wyłapały że koszula nawet po całym dniu zapięta jest pod samą szyję, może nieco zbyt sztywno jak na taką wizytę, a każdy element garderoby leży nienagannie. Zadarła głowę, by na niego spojrzeć. Z troską i czymś, co lekko w niej zadrżało w niepewności. Wiedziała, że Antonio jest kimś, kto nie ustępuje, nie poddaje się, ale pod tą elegancją kryje się też człowiek, który ma swoje limity. Wyprostowała się i z pewnym zastanowieniem zerknęła w stronę szklanej gabloty. Został jej jeszcze kawałek tiramisu i ciasto morelowe z lawendą. I napięcie wraz z obawą, że jeśli ona widzi tak wiele... Antonio też dostrzeże coś, czego nie chciała pokazać. Zaczerwienienie na skroni przykryła włosami, dziś uczesała się nieco inaczej, od kilku dni przerzucała włosy na drugą stronę, aby przykryć twarz i nie podpinała ich, by opadały swobodnie do przodu, pozwalając jej się schować.
      - Coś się stało? - pochyliła się nieco, aby nie umknęło jej żadne słowo, ani żaden wyraz w jego mimice. Dostrzegła cienie pod oczami i to jak nieco sztywno trzymał barki. Zrozumiała od razu, jak ciężko musiał pracować. - Jeśli masz czas, może napijemy się herbaty? - zaproponowała łagodnie, wskazując stolik pod szklaną witryną, która jeszcze nie zasłonięta żaluzjami, wyglądała na ulicę zalaną światłem miejskich latarni.

      💖

      Usuń
  49. Była jedna rzecz, jakiej obawiała się od ostatniego spotkania i nie mogła mieć pewności, że mimo ich wzajemnych spojrzeń i słów, które były pełne zapewnień, to sie nie wydarzy, nie pojawi między nimi i nie stąpnie pośrodku, odbierając im swobodę i zaufanie. Niezręczność. Zawód. Bała się tracić Antonio, jego towarzystwo i obecność, które sprawiały, że sama odnajdywała się w rzeczywistości z jakąś cudowną lekkością, którą odnajdywała z nim na nowo i nawet była w stanie zapomnieć o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Nie wątpiła w niego. Nigdy. Martwiła się jedynie o to, że mężczyzna dostrzeże jak była niedoskonała. I gdy pojawił się teraz nagle przed nią, bez zapowiedzi, naturalnie, z uśmiechem i zmęczeniem w oczach, coś w jej sercu drżało z czułości i tej niepewności... Nie chciała go stracić, ani rozczarować. To była cicha obawa, drzemiąca gdzieś głęboko, schowana. Wątpliwość w samą siebie.
    Uśmiechnęła się w rozbawieniu, gdy podszedł to tematu dzisiejszego telefonu praktycznie.
    - Ale jesteś tutaj... To dobrze, że jesteś - zapewniła, lekko poruszając palcami przy brzegu własnego rękawa, jakby nie do końca wiedziała, czy może zrobić z rękoma coś innego.
    Była gotowa nie spać do rana, aby usłyszeć jego głos jeszcze raz przez telefon w środku nocy, gdy stąd wyjdzie. Była gotowa na jeszcze więcej, aby uśmiechał się i patrzył na nią dokładnie tak, jak w tej chwili. Mogła nie rozumieć słów, jakie wypowiadał po włosku, ale rozumiała ich znaczenie. Emma wyłapywała je w miękkim tonie, w czułym spojrzeniu, w tym jak mocno cała jego uwaga skupiała się na niej. Czuła to, czego żadne nie wypowiadało na głos i wierzyła, że Antonio odwzajemnia każdy drobny skrawek dokładnie tego samego.
    Jej spojrzenie się zmieniło, a ciało drgnęło w nagłej ostrożności, gdy Antonio podszedł bliżej. Dostrzegła jak jej się przygląda i na czym skupiają się jego piwne oczy. Jak zauważa to, co starała się ukryć. Odetchnęła płytko, cicho, z rezygnacją. Od dawna wiedziała, że Caruso nie pozwala, aby cokolwiek mu umykało, a jedynie z szacunku wobec jej granic, pozostawiał pewne kwestie bez komentarza. On pozwalał jej milczeć, przyjmował to, czym była gotowa i chciała się dzielić, zupełnie tak jak ona, bez gwałtowności, bez siły, odnajdując się w wspólnej przestrzeni. Zaczerwienienie na skroni nie było już tak wyraźne jak na początku, ale bolało, od środka, wewnętrznie, bo znaczyło coś innego niż przypadkowy siniak.
    - Antonio... - wypowiedziała jego imię inaczej, niepewnie, na wydechu, jakby chciała go prosić, by się zatrzymał. By nie pytał. Jakby bała się tego, dokąd dojdą, jeśli tym razem mężczyzna nie odpuści.
    Nie cofnęła się jednak. Nie schowała i nie uciekła, czując jego dłoń na policzku. Zamknęła powieki i westchnęła, jak człowiek gotowy się poddać. Odsłonić. Odepchnąć od siebie wszystko co trudne i krzywdzące, by prosić o pomoc. Ratunek, którego potrzebowała. Opadły jej ramiona, a napięcie powoli opuściło kobiece ciało, gdy zacisnęła powieki mocniej, walcząc sama z sobą.
    Nie zasługiwał na kłamstwa, a jednak Emma była pewna, że wpuszczenie go do swojej prawdy zburzy most, który dopiero budowali między swoimi światami. Opuściła głowę, uniosła dłonie, aby objąć go za nadgarstek. Nie odsunęła go, ale z drżeniem przytuliła policzek do ciepłych palców, które potem lekko musnęła w przypływie czułości i strachu, że zaraz to wszystko pryśnie i straci ten moment bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Byłam nieostrożna... - nie podniosła spojrzenia, brzmiała bez sił, choć zacisnęła swoje obie dłonie mocniej wokół jego. Aby i on nie uciekał. - Poślizgnęłam się w mieszkaniu na mokrej podłodze i uderzyłam w kant szafki. To nic, będę bardziej uważać - dodała. Jakby złożenie tej obietnicy mogło naprawdę wiele zmienić i ona sama w to wierzyła.
      To była granica, której nie potrafiła jeszcze przesunąć, mur którego nie chciała opuszczać. Musiała chronić Antonio, nawet jeśli on tego nie rozumiał i nie potrafił zaakceptować. Nawet jeśli to właśnie będzie ich rozłamem, dla Emmy stanowiło nienaruszalną linię, za którą nie chciała go wpuszczać, bo na samą myśl... bała się. Znowu bardziej niż chwilę temu. Co pomyśli, co powie. Jak szybko zniknie. I najbardziej - co jemu może się przytrafić.
      Jej oddech zwolnił, a ona gdy spojrzała w twarz mężczyzny, wydawała się bledsza, mniejsza i znów niepewna. Gotowa zrobić krok w tył w każdej chwili. Nie chciała, aby się martwił, aby poczuł się odsunięty, ale potrzebowała jego zrozumienia bardziej, niż kiedykolwiek i w jakimkolwiek innym obszarze. To wszystko było trudniejsze, niż jej się wydawało, ale gdyby miała naprawdę powiedzieć, co się stało... Może wcale by nie poszli na galę. Może już w ogóle by do niej nie dzwonił. Może straciłaby tę iskierkę radości, którą jej podarował i którą tak czule pielęgnowała niczym skarb.
      - Nic mi nie jest, Antonio - zapewniła spokojnie, z łagodnością która miała moc wyciszyć jego obawy. - Chodź ze mną - poprosiła miękko, widząc jak pojawia się w nim coś ciężkiego na widok jej siniaka. Jeśli nie speszył się do domu, mógł również zdjąć płaszcz, ale ta propozycja od niej nie wyszła, jakby wciąż obawiała się, jak skończy się to spotkanie.
      Ułożyła jedną dłoń przy piersi mężczyzny, pogładziła elegancką koszulę idealnie dobraną do ciemnego garnituru, a drugą dłonią objęła jego ostrożnie, bo jeszcze wahała się, czy nie poprowadzić go do stolika, żeby napili się zaproponowanej herbaty. Zanim jednak postąpiła krok, wpatrywała się w niego kolejny moment, jakby czekała i badała jego reakcje. Czy uwierzy. Czy taktownie jak wiele razy wcześniej pozwoli jej schować problem za kurtyną milczenia. Uśmiechnęła się w końcu lekko i zrobiła krok w tył, w kierunku zaplecza i schowanej kuchni cukierni a nie bliżej wejścia, chcąc mu pokazać wszystko, czego jeszcze nie widział. Miała tu swój mały świat i tego nie chciała ukrywać. Chciała mu pokazać, jak wiele dobrego dzieje się w jej życiu, jaka jest dzielna i wytrwała mimo tego, że wiszą nad nią również ciemne gradowe chmury. Dochodziła godzina zamknięcia, nie wahała się sięgnąć po pilot i nacisnąć odpowiedni przycisk te kilka minut wcześniej, aby rolety ruszyły w dół na witrynie i przeszklonych drzwiach, dając im chwilę jeszcze większego spokoju.

      😭💖

      Usuń
  50. Czuła, jak jego uwaga się zmienia, a skupienie intensyfikuje. Jak przyjmuje jej dotyk, łagodną prośbę, drżenie pod ramionami i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nie musi mówić nic więcej, a Antonio rozumie i po prostu wie, czego nie jest w stanie wyjawić. Dostrzega i słyszy więcej, niż ona chce i jest gotowa zdradzić. Było to niepokojące, bo chciała trzymać go od swoich trudnych spraw i problemów daleko, chciała go chronić, nie narażać, a z drugiej strony... czuła ulgę. I spokój, którego nie oczekiwała. Nie spodziewała się.
    Nie pamiętała, ile czasu minęło, od kiedy naprawdę komuś ufała. Kiedy ostatni raz mogła powiedzieć naprawdę wszystko i odetchnąć swobodnie, nie kryjąc, nie dusząc w sobie niczego. Nie potrafiła zliczyć ile tygodni narastał w niej strach i kiedy dokładnie zrozumiała, że nigdy już nic nie będzie takie samo jak wcześniej. Kiedy już wiedziała, że nie jest w stanie uciec od tego, co się wokół zmieniło i czym się stało. Teraz, w tej chwili, gdy Antonio był wobec niej łagodny, delikatny, wyrozumiały, miała wrażenie, że naprawdę nie musi się z wszystkim mierzyć sama, choć... choć nie była do końca pewna, czy mężczyzna na pewno rozumie, od czego Emma stara się go trzymać z daleka.
    Potrzebowała przestrzeni i aby pozwolił jej samej wykonać ten ostatni krok, pokonując dzielącą ich przestrzeń. Do tej pory Antonio bezbłędnie odczytywał, na co jest gotowa, nie wywierał presji i miała wrażenie, że on również niczego nie oczekiwał, a to co się ostatnio między nimi działo, zaskoczyło również jego. Nie wpuszczał ludzi do swojego życia łatwo, nie okazywał innym zaufania bez zastanowienia. Nie pozwalał zbliżyć się do siebie siłą. To ich łączyło, poznali się w tempie niespiesznym, którym odpowiadał im obojgu, ale teraz... Emma potrzebowała czasu. Jeszcze chwili. Bo nie chodziło o niego, a o nią i to wobec siebie miała wątpliwości. To sobie nie ufała.
    Zamilkła, bo jedno słowo które wypowiedział, przygwoździło ją tak mocno do sytuacji, w jakiej ugrzęzła, że nie znajdowała już więcej słów. Uświadomił jej, co pozwala sobie robić. Opuściła oczy w dół, spięła łopatki i znów wydawała się bardziej od niego oddalać. Nie była bezpieczna. Od dawna nie była. Ale uczepiła się tych kolejnych słów, kolejnej obietnicy. Nie odejdzie, gdy będzie trudno. Nie zniknie. Nie zostawi jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Tył cukierni był kuchnią, zapleczem, magazynem, właściwie całym serce tego miejsca. Wbudowane trzy duże piekarniki po jednej stronie obok zlew z kawałkiem blatu, wnęka z regałem i lodówkami po drugiej. Dwa kolejne szerokie regały na świeże składniki stały przy narożnej prostej ławce do której dosunięte dwa krzesła zdradzały, że nie są tu nieprzypadkowo. Tam spoczywał koc i poduszka, na których osiadł zapach jej lawendowej odżywki do włosów, której używała już długo.
      - Tak, czasami tracę poczucie czasu, gdy zamówień narasta - przyznała spokojnie, nie dostrzegając nic dziwnego w tym cichym tonie, który usłyszała. Nie mówiła, co więcej kryje się za nocowaniem w cukierni, ale wiedziała już, że nie musi.
      Przy ławce stał też mały kwadratowy stół, przy którym zdarzało jej się jeść śniadanie i kolację, ale Emma nie puszczając dłoni Antonio, poprowadziła go do tego wielkiego, wysokiego pracowniczego, pod którym ustawione były wózki na kołkach, które wraz z nią wędrowały w tym miejscu szczególnie przy ozdabianiu wypieków, wypełnione posypkami, jadalnym brokatem i końcówkami do kremów, dzięki którym tworzyła magię. Przy stole również stały dwa krzesła, skinieniem zachęciła, aby zajął dowolne. Wypuściła jego dłoń i podeszła do blatu w kącie pomieszczenia, aby wstawić wodę na herbatę, a z szafki pod jednym z piekarników wyjęła dwie filiżanki i torebkę liściastej, aromatycznej herbaty z płatkami róży i bławatka. Uwielbiała herbaty i zioła, mówiły do niej o wiele wyraźniej niż kawa, choć bez tej by nie wytrwała za długo, ale nie miała czasu na prawdziwe parzenie napoju i zwykle zadowalała się wodą i mocną czarną kawą sypaną z torebki.
      Oparła dłonie o blat i wpatrywała się w czajnik, który szumiał i drżał i miało mu zająć minutę z kawałkiem, niż pstryknięcie guziczka nie oznajmi, że woda osiągnęła odpowiednią temperaturę. Ta minuta i kilka sekund jej wystarczyła, aby pozwoliła łzom popłynąć po policzkach, a ramionom zadrżeć, a później uspokoić się, nim nie odwróci się znów do mężczyzny. Wiedziała, że może mu zaufać, że może mu opowiedzieć o wszystkim, ale słowa nie chciały opuścić jej gardła, a ona... nawet nie wiedziałaby, od czego zacząć.

      😭

      Usuń
  51. Uwielbiała w nim to, że przyjmował ją z wszystkimi wadami, nie oceniał, nie korygował. Miała przy nim lżejszy oddech. Napięcie ustępowało pod naporem spokoju. Nie tylko się rozluźniała, ale coś co w środku niej drżało, powoli wyciszało się, aż pozostawało stabilne i bez chwiejności. Był jak najbardziej skuteczny lek na wszystko, co rozszarpywało ją od środka. Koił ją.
    Nie zareagowała od razu, gdy stanął przy niej. Nie podniosła spojrzenia, nie odezwała się, nie odsunęła. Obróciła się do niego, a czując silne ramię wokół siebie, jej ciało odrobinę odpuściło i miękko oparła się o wysoką, solidną sylwetkę. Oczy miała zaczerwienione, rzęsy jeszcze wilgotne, ale na twarzy poza rumieńcem nie było widocznych już ścieżek emocji. Powoli podniosła ręce, gotującą się woda przestała mieć znaczenie , gdy zacisnęła palce na ciemnych klapach eleganckiego płaszcza. Czuła pod opuszkami mięsistość materiału i dopiero po chwili odważyła się unieść spojrzenie do jego twarzy.
    Przy nim jej pęknięcia malały, a ich ostre krawędzie brzegów delikatnie się tępiły. Jego pewność i spokój pozwalały jej wierzyć mu jeszcze bardziej. W słowa. W gesty. W obietnice spojrzeń.
    - Nie chcesz już herbaty? - spytała nieco naiwnie, cicho, jakby zmiana planów miała coś zburzyć.
    Wyprostowała palce, wypuściła płaszcz i delikatnie pogładziła brzeg męskiej marynarki przy koszuli, bliżej ciała. Jakby próbowała się upewnić, że on nadal tu jest i naprawdę nie znika mimo jej... Tajemnic. Problemów. Dziwności.
    - To brzmi bardzo dobrze - przyznała, czując że żołądek ma ściśnięty i choć nie będzie w stanie wiele przełknąć, to nic lepszego nie mógł jej zaproponować. I ona nie mogła lepiej spędzić końca dnia. - Dziękuję - dodała, choć miała wrażenie, że powtarza te słowo wobec niego tak często, że ono przestaje mieć tak wysoką wagę, jaką Emma chciała mu nadać.
    Wpatrywała się w niego jeszcze chwilę, pozwalając mu coś dodać, albo się wycofać. Czasami czekała na to, aż usłyszy że powinna przestać się wygłupiać i oprzytomnieć. I nie powinna na nic liczyć. To by miało sens, bo wszystko co otrzymywała od Antonio ... Nie miało.
    - Potrzebuję chwili, aby wszystko tu zamknąć, poczekasz? - spytała, jakby kolejny raz potrzebowała zapewnienia, że nie zniknie.
    Mógł tego nie rozumieć. Mógł nawet uznać, że Emma w niego nie wierzy i mu nie ufa, a było całkowicie odwrotnie. Jej świat nie był wielki, ale zamykał się w określonych bezpiecznych, znanych i utartych ramach. Antonio swoją obecnością nadawał wszystkiemu inne zasady i choć Emma się w nich nie gubiła, nie chciała pewnego dnia obudzić się bez niczego, bo wszystkim stanie się mężczyzna. Stawało się to samoistnie, bez jej kontroli już od jakiegoś czasu. Niebezpiecznie szybko. Niebezpiecznie łatwo.
    Zalała filiżanki, nie wykonując kroku w tył. Z drugą dłonią wspartą na jego piersi. Z spojrzeniem wciąż okraszonym łzami w kącikach oczu. Z ciszą, która nie ciążyła, ale była głębsza i znacząca niż zwykły brak słów. Był jak balsam na jej skaleczenia.
    - To nie zajmie długo - zapewniła, znów wpatrując się w niego z pełnym zaufaniem. Odkryta. Odsłonięta. Pilnując tylko tych najskrytszych i bolesnych sekretów, które mogły skrzywdzić i jego.
    Musiała rozliczyć dzień, przygotować gotówkę dla konwojenta i schować w sejfie, schować wszystko, czego nie udało się sprzedać do lodówki i sprawdzić, ile ma składników na świeże wypieki na jutro. Nie zajmie to długo, ale herbata zdążyłaby wystygnąć.

    💖

    OdpowiedzUsuń
  52. Szarpała się sama z sobą. To była nierówna walka. Emma chciała przestać się bać i kulić w sobie. Chciała poddać się temu, co czuła w pełni, co przyciągało ją do Antonio, co sprawiało że twarz miała nieustannie zarumienioną jak nastolatka, a bicie serca udowadniało na każdym kroku, że jest nadal żywa.Lgnęła do niego ufnie, czekając na telefony, wpatrując się w niego z oddaniem, czekając na kolejne spotkanie. Chciała być w tym nierozważna, beztroska, trochę szalona. Chciała poczuć się naprawdę kochana i młoda. Chciała nie zastanawiać się, czy może sobie na zakochanie pozwolić. Jednocześnie coś w niej głęboko schowane, ciągle się napinało. Nie pozwalało zapomnieć o obowiązkach i o tym, za co odpowiada. Co się wydarzyło. Z czyjej winy. Że to ona wybrała drogę, i ona jedna nie zginęła. Poczucie odpowiedzialności i pewność, że to ona doprowadziła do tragedii i koszmaru, zjadały ją każdego dnia. Nie chciała w to wciągać Antonio. Nie chciała narażać go na to, co dotykało ją codziennie, gdy nie była ostrożna, gdy nie uważała, gdy traciła gardę. To nie było dobre życie. A jemu życzyła najlepszego. Zasługiwał na to, co najlepsze, wiedziała o tym.
    Nie miała miłego, lekkiego życia, ale nie potrafiła z niego wyjść do lepszego. Lub chociażby innego. Uwierzyła, że wszystko co ma, jest zasłużone. Ale nie to, że nie stać jej na nic więcej. I że musi się pogodzić z tym, jak wygląda jej codzienność. Z tym również walczyła. Nie akceptowała krzywdy, poniżenia, bólu. Pracowała, za dużo i za długo. Uciekała na własnych warunkach. Robiła to, co kocha, pielęgnując wspomnienie mamy i trzymajac się ich wspólnego marzenia. Teraz miała nowe, je również chciała pielęgnować. I chronić. Ale nie umiała pogodzić wszystkiego w swojej codzienności. Ta była brudna, szara i brzydka. To było trudne. Antonio widział więc jej zmęczenie, łzy gdy emocje nie miały innego ujścia, głęboki smutek sięgający duszy. Była przeciążona. Była rozdarta, dostrzegając coraz wyraźniej, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazła. On jej to pokazał. Nie widziała wyjścia. W tym wszystkim czuła się bardzo samotna. Opuszczona. Jak ktoś, kto został sam nagle i wciąż nie potrafi się odnaleźć. Czas nie leczył rano. Nie pokazywał nawet nowej drogi, dla kogoś, kto utknął. Emma czuła, że z nią tak jest. Że jakaś jej część zniknęła, nie wróciła.
    Wpatrywała się w niego jeszcze dłuższą chwilę. Czuła jego ramię, widziała przed sobą twarz, słyszała cichy oddech, potrzebowała zebrać to w całość. Jego obecność dodawała jej sił, zmieniała coś tak stanowczo, że Emma przestawała drżeć wewnątrz siebie. Czerpała tyle, ile pozwolił jej wziąć, ile sam odsłonił i powoli się rozluźniała. Uniosła dłoń, powoli, ostrożnie i musnęła opuszkami policzek mężczyzny. Czule, z wdzięcznością, której nie umiała wyrazić, bo słowa były zbyt błache. Dopiero po chwili zrobiła krok w tył, wyswobodziła się z jego objęć i wróciła do rzeczywistości.
    Proste obowiązki uziemiały ją. Pozwalały przetrwać dzień za dniem, dobrnąć do wieczora - do ich rozmów, które nadawały nowy rytm. Nie obciążały jej, kochała cukiernię, prowadzenie jej trzymało w ryzach całą resztę, którą miała wokół siebie. To nie była praca, a coś więcej. Wiązało ją z tym, co było dobre kiedyś. To było jej miejsce, jej serce i przyszłość, jaśniejsza niż dziś.
    Odsunęła filiżanki od brzegu blatu, zostawiajac obok czajnika. Wróciła do zamykania lokalu, Antonio w tym czasie mógł się rozejrzeć. Znów cicha, skupiona i spokojniejsza, wróciła na przód lokalu, domykając formalności. Później kręciła się już wszędzie. Zerkając w stronę Antonio, jakby potrzebowała kolejny raz sprawdzić, czy nadal jest, przekładała ciasta z gablot do lodówki, choć były to pojedyncze kawałki, notowała ilość składników, jakie ma. Sernik z malinowym spodem i ciemną kakaową babeczkę zapakowała im na wynos do herbaty lub kawy dla mężczyzny na jutro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sposób w jaki poruszała się po zapleczu i lokalu, zdradzał ile czasu tu spędza, ile serca w to wkłada, jak jest już z wszystkim obyta. Kroki miała drobne, lekkie, pełne równowagi i wdzięku, jak osoba która jest w swoim miejscu i je czuje całą sobą. Mogłaby poruszać się płynnie między stołem, lodówkami a kasą z opaską na oczach i nawet by się nie obiła. To nie stąd wynosiła siniaki.
      Gdy była gotowa do wyjścia, jej spojrzenie znów było inne. Odgoniła ciemne chmury i stanęła przed Antonio z delikatnym uśmiechem, ciepłym, otulającym. Nikt nieproszony nie mógł się już tutaj pojawić o tej godzinie, nie musiała się więc martwić, że spotka ich nieprzyjemność. Miała nadzieję, że Antonio też zrozumie, że nie jest gotowa podejmować pewnych tematów i da jej czas... Jeszcze trochę czasu, nim do tego wrócą. Że to się nie zmieni. Że pozwoli jej, aby trzymała go z daleka od tych brudów, które nigdy nie powinny go dosięgnąć.
      Zdjęła swoją kurtkę z wieszaka obok drzwi na lokal i obróciła w jego stronę, ubierając się.
      - Możemy już iść - powiedziała, owijając szyję jeszcze cieniutkim szalem, bo wieczory i noce pozostawały chłodne mimo wiosny, która cudownie rozpieszczała słońcem. Czekała tylko na to, aż wyciągnie w jej stronę dłoń, którą będzie mogła objąć i poczuć pod palcami ciepło i fakturę jego skóry.
      Wyszli przodem, bo tylne drzwi służyły jedynie przyjmowaniu dostaw. Emma wbiła kod alarmu, zakluczyła rolety na dole i gdy Antonio prowadził ją do auta, zerkała na niego, zastanawiając się, czy nie ma jej za złe, że nie o wszystkim potrafi rozmawiać, że wciąż ma swoje granice i trzyma dystans w niektórych obszarach. Do Alfy nie wsiadła od razu, oparła dłoń na brzegu drzwi i zatrzymała go jeszcze chwilę po swojej stronie, nim nie zajął miejsca kierowcy. Zahaczyła palcami o rękaw eleganckiego płaszcza i zacisnęła lekko usta, zdając sobie sprawę, jak karykaturalnie razem wyglądają. On był wytworny, szykowny, w garniturze skrojonym na miarę i życiem, które mogło dać mu wszystko. Ona w szarym o rozmiar za dużym swetrze i jeansach opadających luźno na biodra, w kurtce z wypełnieniem z poliestru starała się poskładać w całość z potłuczonych odłamków
      - Dlaczego... Jesteś tak dobry? - spytała cicho, bez pretensji i bez dociekliwości, która wchodzi pod skórę. Z prostotą. Z zdumieniem.
      Pochyliła się, wspięła na palce i musnęła go po policzku, wędrując oczami poniżej jego oczu. Ciągle w zamyśleniu, zaciskając dłoń na kartoniku z słodyczami na później. Mogli jechać. Powinni jechać. Chciała przyjemnie zamknąć ten dzień.


      ❤️🥺

      Usuń
  53. Musiała się tego wszystkiego uczyć. Jego spokoju. Gestów, które po prostu są, jak element rozmowy i bycia razem, przy sobie, obok. Tego, że nie trzeba z wszystkiego się tłumaczyć. Że nie wszystko wymaga wyjaśnień i komentarzy. Przeprosin. Że Antonio milknąc, nie zapowiada burzy. Nie karze jej i nie odsuwa rzeczonym tonem, a tłumaczy to, co dla niej jest zbyt dalekie i obce. Że jego łagodność nie jest warunkowana jej dobrym zachowaniem. Że nie musi na nic zasłużyć. Odkrywała to wszystko z zaskoczeniem, choć dla mężczyzny wydawało się to tak proste i oczywiste. Było jej wstyd.
    Chciała z nim rozmawiać, o wszystkim, o tym co ją boli, co przeraża i co ściga, odbierając przestrzeń dla siebie. Chciała móc mu opowiedzieć o koszmarach tak samo, jak i marzeniach. Chciała umieć się odsłonić, aby nie poczuł, że zostawia coś tylko dla siebie. Jednocześnie wiedziała, że nie powinna... Chciała go chronić. Powinna go trzymać z daleka od tego, co się dzieje wokół niej, z daleka od mieszkania i Thomasa. Wiedziała, że Antonio jest cierpliwy, szanuje jej zdanie i wyrozumiale przyjmie tyle, ile ona będzie gotowa mu dać, ale... To nie było wszystko. A właśnie tyle chciała mu ofiarować. Nie mniej.
    Czuła się jak w potrzasku.
    Siedząc w samochodzie, musnęła palcami policzek, poprawiła włosy, by opadły na twarz. Dotknęła czoła, z zdumieniem odkrywając jak bardzo przyspiesza jej serce, gdy wspomina jakikolwiek moment ich bliskości. Przepadała dla tego Włocha. Cisza między nimi nie była ciężka, a świadomość, że jest obok pozwalała jej się wyciszyć. Cudownie jej było z świadomością, że chciał spędzić z nią czas. Brakowało jej go nawet w chwilach, gdy o nim nie myślała i była to niebezpieczna myśl. Przywiązująca ją mocno. Zbyt miła. Zbyt łatwa.
    W mieszkaniu bez potrzeby przerywania ciszy, w której unosiło się zrozumienie dwóch stron, odwiesiła kurtkę, wysunęła stopy z botków i poszła krok za krokiem za Antonio. To mieszkanie przesiąknięte było nim, jego smakiem, gustem, zapachem, a ona odruchowo opuszczała ramiona, jak ktoś, kto może opuścić gardę w znajomym miejscu. Miała odrobinę zziębnięte dłonie, czubek nosa i policzki czerwone, ale poza tym nie zmarzła. Odebrała szklankę wody, zajęła wskazane miejsce i obserwowała go z tą łagodnością w oczach, która pojawiała się przy nim samoistnie. Która wyciągała z niej wszystko inne, głębsze, czego nie pokazywała na pierwszy rzut oka. To co odkrywała przy nim, czując się bezpieczna. Czułość, miękkość i kruchość, za które nie było potrzeby przepraszania. Wrażliwość, która nie była słabością. Uczucia, które nie były przeszkodą. Z ciepłym uśmiechem słuchała, jak mężczyzna mówi trochę do siebie, trochę to krewetek rumieniących się na gorącej patelni i może tylko trochę też do niej, a w końcu zaśmiała się cicho, zsuwając z krzesła. Nie chciała być daleko.
    - Niczym się nie martwię - zapewniła cicho, zauważając z zadowoleniem że drżenie rąk nie nadchodzi a dziwny i nieprzyjemny ucisk w klatce ustępuje.
    Odstawiła szklankę z upitą wodą na blacie wyspy i podeszła do Antonio. Wyciągnęła dłoń, palce musnęły jego kręgosłup w krzyżu i przesunęły się w górę po łopatce, zatrzymując na ramieniu. Czuła pod opuszkami gładkość koszuli i ciało, które jest zbyt napięte po wielu godzinach pracy. Widziała, jak dziś jest zmęczony, jak nawet rozluźniając się w mieszkaniu porusza się wolniej, ostrożniej, swobodnie lecz bez tej miękkości, która sprawia że krok i ruch jest płynny. Miał dziś inne oczy, potrzebował snu i spokoju. Nie powinna przyprawiać mu trosk, wiedziała o tym, podobnie jak to, że Antonio się nie odwróci, nie będzie dłużej udawać, że nie widzi jej krzywd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Mogę spróbować? - spytała, ciekawa co dla niej zaserwuje, ale wpatrywała się w jego usta nie krewetki, uznając że to jedyny stosowny sposób na testowanie smaku. Przed chwilą widziała, jak Antonio próbował mieszanki przypraw, które dodał na patelnię, więc jeśli to miało determinować smak dania, a jemu zależało aby kolacja smakowała dobrze, chciała go uspokoić. Była pewna, że cokolwiek jej nie poda, będzie dobre.
      Uniosła dłoń wyżej, odgarnęła kilka kosmyków z jego czoła, odsłaniając oczy. Krewetki zostały zdjęcie z ognia, nic im już nie groziło, więc i ona się nie wahała. Kąciki ust lekko jej zadrżały, może były niepewne jak Emma samej siebie, ale stanęła na palce i musnęła go z czułością w wargi, przysuwając się jeszcze bliżej. Nie chciała go odsuwać od swojego życia, teraz jeszcze nie potrafiła jednak inaczej. Potrzebowała aby ją rozumiał. Aby wiedział, jak jest jej drogi i ile znaczy. Że staje się wszystkim, czego pragnie.

      ❤️❤️❤️

      Usuń
  54. Coś nadal momentami drżało w niej z niepewności, w chwilach gdy potrzeba bycia bliżej i czucia bardziej, spotykała się z rzeczywistością. Gdy była na granicy odpuszczenia sobie i nadal pilnowania się zbyt mocno, by popłynąć z tym, co czuła. Jakby bała się stracić kontrolę. Jakby musiała pilnować się bardziej, niż czuć. Jakby mogło w niej pęknąć kolejny raz coś, lub o jeden raz za dużo i wydarzy się coś, co nie wróci. Tych drżeń było jednak coraz mniej, a teraz... teraz pokazywała, jak bardzo ich już nie chce i nie potrzebuje. Zrywy w jej wykonaniu nie były gwałtowne, nie były krzykliwe, pzoostawały jednak wyrwy z murze, jakim się otoczyła.
    Delikatny śmiech zadrgał na jej ustach, jakby w tym drobnym geście ukrywała się jakaś tajemnica, którą dopiero miała odkryć do końca, choć już ją znała. Czując jak Antonio się do niej pochyla, jak oddaje tę z początku niewinną pieszczotę i zamienia ją w coś pełnego pasji, zacisnęła palce mocniej. Zagniotła koszulę na jego barku i zadarła głowę wyżej, tonąc w momencie, gdy wszystko inne przestało mieć znaczenie i pozostał tylko Antonio i otaczający ich zapach aromatycznych krewetek.
    Ta chwila nabrała intensywności i znaczenia, ale jej ciężar osiadł w Emmie spokojnie. Bez konieczności komentowania, bez wyrzutów i bez potrzeby porządkowania sytuacji. Naturalnie. Spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem, w którym tliła się też nutka niepewności, jakby próbowała odgadnąć, czy ten żart to próba rozluźnienia atmosfery, czy może coś więcej. Wydawało jej się, że oboje jeszcze nie do końca rozpoznają granicę, którą właśnie przekroczyli, choć jednocześnie oboje czują , że ta chwila jest czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym. I pasuje w ich przestrzeni
    - Tak - powiedziała cicho, krótko, pozwalając aby oddech odebrał dźwięczność głoskom. Jej cicha odpowiedz, to nie było przyzwolenie, ani nawet prośba. To potwierdzenie. On w kuchni, ona obok. Ich usta razem. Bliskość, swoboda, obecność, której łaknęła i o którą bała się prosić. Której potrzebowała. Która sprawiała, że jej świat był inny i ona również się zmieniała. Nareszcie zaczynała oddychać.
    Przesunęła dłoń z ramienia Antonio na jego szyję, na kark i pocałowała go znowu. Delikatnie, czule, ale bez wahania i bez ostrożności, na którą nie było tu miejsca. Nie musiała uważać. Nie musiała się bać. Musiała, chciała, nauczyć się jego smaku, zapamiętać go, musiała go spróbować, żeby zrozumieć, że idealnie pasuje do reszty.
    W kuchni zapanowała nowa cisza, pełna obietnicy, ale także nadziei, której ona nie chciała nazywać. Oddech Emmy osiadł przy wargach Włocha, gdy odsunęła się z błyszczącymi oczami, patrząc na niego poruszona jeszcze kilka sekund. Uważna, nadal niepewna w sposób, który zdradzał jak głęboko zakorzenił się w niej nawyk uważania na wszystko wokół i sprawdzania cudzych reakcji. Czuła na sobie jego usta, dolna warga ją mrowiła, gdy przesunęła po niej językiem. Pogładziła materiał na jego torsie, wygładziła zagniecenie na barku. Spuściła wzrok zawstydzona tym, ile w niej nagle było śmiałości i spojrzała w bok, na zarumienione krewetki. Chciała coś powiedzieć, dodać... otworzyła usta i zacisnęła je zbita z tropu.
    - Smakuje idealnie - powiedziała w końcu, cofając dłonie, aby nie zatrzymywać Caruso w miejscu. Nie mówiła tylko o kolacji i on to dobrze wiedział.

    ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  55. Przewróciła oczami, słysząc jego komentarz, i uśmiechnęła się z rozbawieniem. Wiedziała, że Antonio lubił gotować i robił to naprawdę nieźle; chyba nigdy nie zjadła od niego czegoś, co by jej nie smakowało. Podczas takich wieczorów jak ten nieco mniej interesowała się tym, co konkretnie jadła – w ten sposób dbała o to, aby nie popaść w szaleństwo, które było domeną łyżwiarek figurowych, które złamały się pod własną presją. Nic nie było tak wyniszczające jak właśnie to; poczucie, że da się lepiej i ładniej, że da się być szczuplejszą, bardziej elastyczną, da się skakać wyżej i stabilnej.
    — Cały czas mówię o daniu — mruknęła ze śmiechem, kręcąc delikatnie głową. Antonio też był „naprawdę dobry”; przystojny i wykształcony, prawdziwy dżentelmen, tylko że Vasilisa nigdy nie widziała w nim kogoś, kim mogłaby się zainteresować w romantyczny sposób. Był jej przyjacielem, odbierał jej telefony nawet w nocy i wiedziała, że ją wspierał – i chyba właśnie kogoś takiego potrzebowała w swoim życiu.
    Podziękowała, gdy postawił przed nią talerz, i pochyliła się nieco nad daniem, żeby dobrze poczuć zapach makaronu i sosu. Później posłała Antonio znaczące spojrzenie, bo wiedziała, że patrzył w jej stronę i zapewne zaczął zastanawiać się, czy wszystko u niej w porządku. Martwił się, wiedziała o tym, choć to wcale nie sprawiło, że nie poczuła irytacji; nienawidziła współczucia czy wielkich słów otuchy, wystarczająca była dzisiejsza kolacja i czas, którego zawsze wydawało się za mało.
    Westchnęła cicho, słysząc jego pytanie, a potem posmakowała makaronu. Oblizała usta, mrucząc, że sos wyszedł naprawdę dobry, i ostatecznie wzruszyła ramieniem.
    — A to nie tak, że nienawidzę wszystkich zawsze? — Posłała mu uśmieszek. — Nie wiem… cała ta rehabilitacja i danie sobie czasu są po prostu męczące, nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby nic nie robić.
    Vasilisa nie była osobą, która narzekała otwarcie, raczej zawsze znosiła wszystko w ciszy. Dorastała w środowisku, które ceniło sobie piękno i perfekcję, a nie krzywe uśmiechy i pretensje. Ból, zmęczenie, strach, frustracja, złość na własne ciało — wszystko to istniało, ale należało trzymać je głęboko pod skórą. I Vasya nauczyła się milczeć. Zaciskać zęby przy rozciąganiu, wstawać szybko po upadku, uśmiechać się po przegranej i dziękować za gratulacje wtedy, gdy w środku miała ochotę rozbić wszystko wokół.
    — Rehabilitacja idzie dobrze — dodała, bawiąc się widelcem w makaronie. — Jeszcze trochę, ale będę mogła wrócić do regularnych treningów… nawet nie masz pojęcia, jak bardzo chcę wygrać następne mistrzostwa.
    Zerknęła w jego stronę i uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że właśnie do tego będzie dążyć podczas sesji z trenerem i że to było całkiem zrozumiałe dla osób, które ją znały. Vasilisa Dragunova nigdy nie odpuszczała.
    — A co u ciebie, Antonio? — spytała, zjadając jeszcze trochę makaronu. — Poza oczywiście rozpieszczaniem mnie najlepszą kolacją od miesięcy.
    Nie przyszła tutaj po to, żeby rozmawiać tylko o sobie. Nie chciała zamienić przyjemnej kolacji z przyjacielem w raport z rehabilitacji ani w opowieść o tym, jak bardzo nienawidziła własnego biodra i ograniczeń.

    Vasilisa Dragunova ⛸️✨

    OdpowiedzUsuń
  56. Zerknęła na niego, gdy odłożył łopatkę. Zupełnie jakby obawiała się reakcji, która wszystko zamknie. Ukróci jej radość, do której jeszcze się nie przyznawała. Której nie nazwała, tak jak nie nazwała innych uczuć, które już nie kiełkowały, a kwitły w szaleńczym tempie w niej samej. Coraz większe, silniejsze, niezaprzeczalne. Autentyczne, prawdziwe, jak każdy z tych czułych pocałunków, które wymienili. Przesunęła spojrzeniem po jego profilu, po nosie i mocnym zarysie szczęki, po ramionach w dół i zatrzymała się na dłoniach wpartych o kuchenkę. Jakby chciała dostrzec, ile siły faktycznie w to wkłada. Może chciała zobaczyć złość, nim ta uderzy...
    Nie uciekała, nie cofała się, była obecna, a jednak... nadal uważała. Na niego, na siebie, na konsekwencje. Brnęła do przodu, jednak z wyczuciem. Bez presji, bez parcia i siły. Była w tym tak samo odważna, co subtelna i naprawdę nie poznawała samej siebie. On kilka miesięcy wcześniej by jej sobie tu nie wyobraził, a ona jeszcze tydzień temu nie była pewna, czy zdoła pierwsza ująć jego dłoń, nim się nie wystraszy, jak bardzo może to zmienić ich relację.
    - Lubię na ciebie patrzeć - odpowiedziała prosto z niewinnym uśmiechem. Takim, który znaczy dokładnie tyle, ile powinien. Że go rozumie i wie, przed czym ją ostrzega.
    Pochyliła się tylko po to, aby musnąć go czule po policzku i cofnąć się o dwa kroki, których nie wykonała wcześniej. By nie przeszkadzać. By go nie rozpraszać. By znaleźć kawałek podłogi dla samej siebie, aby złapać oddech i spróbować opanować galopujące serce.
    Antonio był zwykle opanowany i spokojny, ale podejrzewała, że ma wystudiowane rozwiązania do każdej sytuacji. Plan na wszystko. Kontrolował to co wokół, bliżej i dalej, a ona... burzyła jego porządek. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie te momenty, gdy jego spojrzenie wydawało się po części pogubione, roztargnione i zaskoczone w jednym. Jakby mimo wszystko próbował uporządkować swoją rzeczywistość, do której pozwalał jej wejść. Nie wiedziała jeszcze, co to oznacza dla niej, ale nie robiła nic więcej poza tym, ile jej pozwalał wziąć i jak blisko być.
    Znów uśmiechnęła się łagodnie, lekko i z rumieńcami, które zdradzały, jak bardzo to dla niej ważne. Kolacja, spotkanie , on. Zajęła miejsce, zerkając na talerz, który prezentował się wspaniale i pachniał jeszcze lepiej, ale jej zmysły skupione na osobie Włocha sprawiały, że wszystko poza nim było otoczeniem, czymś obok. Obróciła głowę w jego stronę i czekała, aż usiądzie, dopiero wtedy sięgneła po widelec. Pierwszy kęs był genialny, smak wyważony, całość dobrze skomponowana. Ramiona jej opadły, wydała z siebie ciche westchnienie zadowolenia, pochwaliła go. Rozluźnienie i swoboda przyszły naturalnie, a Emma w pewnej chwili podwinęła rękawy, nie myśląc co pokaże jej skóra. Upiła łyk wody, odchylając się na krześle wygodnie, a Antonio mógł dostrzec kilka śladów po ciężkich palcach na jej przedramieniu. Już dziś ucinała ten temat, ale w tej chwili nie myślała o chowaniu się.
    - Czy ja też mogłabym dla ciebie coś ugotować? - zaproponowała spokojnie, nabierając kolejną krewetką na widelec. - Czy pozwoliłbyś mi coś tutaj przygotować? - spytała, poprosiła o pozwolenie. Jedzenie było pyszne, on był cudowny... to odbierało jej ciężkości. Pozwalało na chwilę zapomnieć.
    Nie zapraszała go na kolacje do siebie i chyba nigdy od kiedy się poznali i odbyli pierwszą rozmowę, z tych uprzejmych, zapoznawczych, nie był nawet blisko jej drzwi do mieszkania. Nie był głupi, na pewno już połączył puzzle w tej układance, a ona... ona nie zamierzała ignorować jego inteligencji. Jak dała mu do zrozumienia wcześniej, potrzebowała jeszcze czasu. Jeszcze odrobinę.

    ❤️

    OdpowiedzUsuń
  57. Uśmiechnęła się łagodnie, z zrozumieniem. Nie potrafiła po prostu wkroczyć w jego świat. Musiała spytać. Chciała upewnić się, że nie będzie się wdzierać nigdzie na siłę, nieproszona i niechciana. Potrzebowała jego pozwolenia, zaproszenia, a nawet zachęty. Był poważnym, porządnym człowiekiem, który naprawdę miał sporo na głowie - wiedziała to. Poza zmęczeniem i kontrolowaniem swojej rzeczywistości, nie hamował się w braniu kolejnych obowiązków na swoje barki. Dbał o ludzi, interesy, siebie zostawiał na końcu. Nie chciała być tą osobą, która sprawi, że się złamie, że się przeciąży.
    - Nie oszukuję - zapewniła z rozbawieniem, odkładając widelec, aby spojrzeć na niego równie uważnie, intensywnie. Mocno. - Nie przeklinam. Nie pozwalam katastrofom wchodzić do mojej kuchni. I na pewno nie podam ci czegoś, co nie wyjdzie tak, jak miało - zaśmiała się krótko, lekko i z tym uczuciem ciepła, które rozlewa się pod skórą zawsze, gdy Antonio tak na nią patrzył. W ten sposób, który pozwalał jej mieć pewność, że jest dostrzeżona. Widziana.
    Chwyciła znów widelec i jadła dalej. Czuła przyjemne mrowienie na całym ciele, coś innego niż dreszcz, coś słodszego. Sięgnęła po szklankę, upiła znów łyk zimnej wody, ale nie było jej chłodniej, nie chodziło o ulgę. Nie było w niej napięcia i nie było niczego, co należało schować. Odsłaniała się. Pokazywała. Pozwalała patrzeć i widzieć.
    Podniosła spojrzenie, gdy tak prosto i bez sztuczek oznajmił, że się cieszy z jej obecności. Jakby to było zbyt łatwe i zaskakiwało go równie mocno, co ją. Jakby w potrzebie nie nazywania niczego i nie nadawania niczemu kształtu za szybko, ta jedna rzecz musiała zostać nazwana. Uzyskać swój moment i swoje brzmienie. W jej rysach coś zmiękło, uśmiech stał się subtelniejszy, a w oczach pojawił blask tej czułości, którą chciała się z nim dzielić. Jego bursztynowe oczy miały w sobie tę magię, pod którą się rozpływała, musiała się opamiętać choć trochę. Rumieniec na jej twarz stał się głębszy, czuła ciepło na skórze, a w gardle nagle ścisnęło ja tak mocno, że wzruszona spojrzała w dół na swoje ręce. Poprawiła rękawy, dostrzegając swoją nieostrożność i na chwilę zamilkła tak, jakby znów chciała uciec w siebie.
    Nie pozwolił jej jednak na wycofanie, gdy usłyszała znajomy ton i to jedno słowo, które nadało wieczorowi inny charakter, zagryzła dolną wargę. A więc to była randka. A ona przyszła nieprzygotowana.
    - Nie przyszłam tu dla jedzenia i nie uprzedziłeś mnie, że to randka - zauważyła rozsądnie, cicho, jakby nagle musiała zapanować nad sobą nieco bardziej. Oparła szczupłe palce na brzegu stołu przy talerzu i uśmiechnęła się, choć kąciki ust drżały jej zdradzając, że ma ochotę po prostu się roześmiać głośno, z wesołością, jaką wnosił między nich. - Ale krewetki są pyszne, a ja nawet bez nich poszłabym z tobą na drugą randkę - przyznała, podnosząc na niego oczy, które zatrzymała na twarzy. - A gdybym miała wątpliwości, mógłbyś mnie przekupić deserem... czymś słodkim - zauważyła jeszcze z namysłem i już nie udając poważnej i analitycznej w tym względzie zaśmiała się cicho, bez pośpiechu wracając do jedzenia.
    Emma nie była przekupna i właściwie sama teraz troszkę żartowała. Antonio też nie musiał jej do niczego namawiać i chyba ta kwestia była dla obojga oczywista. Przyjemnie i interesująco jednak było tak zwyczajnie rozmawiać, nawet jeśli rozmawiali dużo i poznawali się już długo, ona wciąż miała niedosyt.
    - Ja też się cieszę, że tu jestem - dodała po chwili znad talerza, nie rozwijając, nie dodając nic więcej. Ona też mogła zjeść kolację sama. Ale nie chodziło o kolację. Chodziło o nich. I o to, że na wszystko przyjdzie czas.

    ❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  58. Spojrzenie Antonio choć sięgało głębiej ponad to, co decydowała się zwykle pokazać, nie było natarczywe i nie przeszkadzało Emmie. Nie zasłaniała się i nie uciekała już przed nim, przekonana że to co zmienia się między nimi, dzieje się z dwóch stron. Jego oczy patrzyły teraz inaczej. Uśmiechał się inaczej i też jego ramiona obejmowały ją nie tylko częściej, ale tak, że wiedziała, ile niewypowiedzianych słów i znaczeń obejmuje wraz z nią. Czuła to.
    Jej samotność była kluczem do tego co przewidywalne, stałe i bezpieczne, gdyby o tym porozmawiali, byliby zgodni. Podobnie jak mężczyzna, znała już przebieg swoich dni - dzień za dniem, panowała nad tym. Uważność na szczegóły i zmiany przychodziła wtedy łatwiej, mogła bardziej skupić sie na tym, co chowa za drzwiami i na co musi być szczególnie ostrożna. Zamykała się w swoim świecie z wyboru, zasłaniała tym co było widoczne i nie wymagało wyjaśnień - pracą. Gdy nie było nikogo obok, było jej łatwiej chować w sobie to, co ją pożerało coraz mocniej, co dławiło i tłamsiło. Gdy była sama, było po prostu... prościej. Bać się i tonąć w tym. Bez wyrzutów sumienia, że nie walczy. Bez strachu o kogoś jeszcze.
    Zwilżyła dolną wargę koniuszkiem języka i zaraz z rozbawieniem zacisnęła usta. Nie odmówiłaby mu spotkania. Chciała go widywać codziennie, znowu i znowu, każdego dnia. Wydawało jej się to oczywiste od tego śniadania, gdy próbowała z jego warg kwaśnej marmolady z słodkim rogalem. Nie rozmawiali o tym, ani o żadnym kolejnym pocałunku, a jednak tak jak i dziś, nic się nie zmieniało. Tak jak jej obiecał wtedy, było dobrze.
    Emma obserwowała go z lekko uniesionymi brwiami, gdy przy niej stanął, zaskoczona tym nagłym niespodziewanym pytaniem. W jej oczach błyszczała ciekawość, zaskoczenie i odrobina tego wszystkiego, co osiadało w niej przy Antonio na stałe od dłuższego czasu. Jakby cały świat nagle stawał się inny, zarazem prostszy. Czuła, jak jej serce przyspiesza, choć na twarzy zachowała spokój, starając się nie dać po sobie poznać emocji, które w niej buzowały. Jak bardzo podobało jej się to, co robił. Że się nie wahał. I nie walczył. I chciał... po prostu ją chciał. Jeszcze się wstydziła, peszyła i nie zawsze wiedziała, co zrobić z dłońmi, albo spojrzeniem w takich momentach, więc wszystko zdradzał rumieniec i niekiedy drżące wargi, ale ona też już nie walczyła. Ani z sobą, ani z nim.
    Spojrzała na jego dłoń, która wyciągnął w jej stronę i choć w głębi duszy czuła, że to nie jest tylko gest, to nie dopuściła do siebie kolejnych niepewności. To było coś więcej. Antonio powoli sam sobie odpuszczał. Pozwalał sobie na to, by nie panować nad każdym momentem. By ten utwór napisał się sam, choć fragmentarycznie. Coś, co wykraczało poza słowa, poza gesty, poza wszystko, co znała w nim do tej pory.
    Odsuneła szklankę i talerz od brzegu stoły, trochę zbyt uważnie i zbyt ostrożnie. Pamiętała o kakao. Uśmiechnęła się urzeczona tym ruchem i propozycją, zerkając na niego spod rzęs i powoli wyciągnęła rękę, którą spokojnie ułożyła w jego dłoni. Przesunęła opuszkami najpierw po wnetrzu i liniach po jego skórze, potem po palcach, aż w końcu ujęła męską dłoń z wyczuciem. Muzyka była cicha, przed momentem zniknęła wkomponowana w szum miasta za oknem, ale nawet gdyby było tu kompletnie cicho, nie zwróciłaby mu uwagi. Czując ciepło jego dłoni, zrozumiała, że to jest moment, w którym chce się odnaleźć. Na jej twarzy zagościł wyraz spokojnego zaufania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Chętnie - powiedziała cicho, miękko, głosem pełnym delikatności i pewności, że ten wieczór staje się jeszcze bardziej piękny.
      W tym momencie muzyka cicho grająca gdzieś obok, zdawała się nabrać zupełnie innego znaczenia. Jej dźwięki, które wcześniej wydawały się jedynie tłem, teraz zaczęły snuć się wokół nich jak niewidzialna nić, łącząc ich w tej chwili. Emma ułożyła drugą dłoń na jego ramieniu, nisko, opierając na nim palce z wyczuciem i delikatnie i zbliżyła się na tyle, by poczuć wspólne ciepło i rytm. Poruszyła lekko palcami, opierając w jego dłoni swoją pewniej, z pełnym zaufaniem i rozluźniła ciało, podążając za nim, za jego prowadzeniem, nawet w niewielkim, słodkim kołysaniu po pokoju w mieszkaniu.
      Czuła się teraz mała, zbyt chuda i krucha, za słaba, a jednocześnie odpowiednia, taka jaka powinna być. Bez niespełnionych oczekiwań, bez pretensji, bez roszczeń. Odetchnęła głeboko, spokojnie i zamknęła na moment oczy, pozwalając, by wszystko wokół niej zniknęło, a jedynym światem stała się ta chwila z nim.

      ❤️✨

      Usuń
  59. Zaufanie i bycie przy Antonio nie było wyborem, a decyzją. Emma kołysząc się po mieszkaniu w ramionach Włocha, złapała się na tym że nie chce się cofać, ani niczego zmieniać. Nie z nim. Blisko, w jego objęciach, lub siedząc na krześle obok, pijąc herbatę razem w salonie, była spokojniejsza. Jakby tu było jej miejsce. Budził ją do życia, ale w tych emocjach nie było nie wielkiego, nic spektakularnego. Był spokój. Cisza. Coś znajomego. Pewna łagodność, która gładziła ją od środka, jak zapewnienie, że nawet jeśli chwilami wciąż jeszcze drży, nic się nie stanie.
    Emma spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, który zdawał się wyrażać więcej, niż słowa mogłyby oddać. Jej oczy lśniły ciepłym blaskiem, który odzwierciedlał to, co czuła w głębi serca - zaufanie, bezpieczeństwo i nadzieję. Powoli, jakby nie chcąc zakłócić tej chwili, przysunęła się nieco bliżej, a jej palce delikatnie musnęły jego dłoń. W tym co trudne do dostrzeżenia, w gestach drobnych i małych, kryła się cała ona. Jej wrażliwość, niepewność i cała masa niewypowiedzianych pragnień. I uczucia, które jeszcze nie zostały nazwane, ale się tliły coraz mocniej.
    Pierwszy raz widziała go tak niepewnego. Budził w niej wielką czułość, wzruszenie i coś, co naniosło na jej twarz rumieniec. Inny niż wcześniej. Głębszy. Świadomość, że on również na nią uważa pozwalała jej na wiarę, której długo do siebie nie dopuszczała.
    Zatrzymała się w miejscu, nie dlatego że nie chciała już być blisko. Wręcz przeciwnie, to pragnienie stało się zbyt silne, jak niemożliwe do zmiany.
    – Antonio, chyba właśnie tego potrzebowałam — powiedziała cicho, a jej głos zabrzmiał miękko, jakby szeptała bardziej do samej siebie. Jakby wstydziła się przyznać, że woli zostać tu w obcym mieszkaniu, niż wrócić do siebie. Nie chodziło tylko o film. Chodziło o to, żeby spędzić z nim jeszcze trochę czasu, bez pośpiechu, bez żadnych oczekiwań. Po prostu być przy nim, razem. Zanim odejdzie i znów będzie czekać do kolejnego spotkania.
    - Chciałabym jeszcze spędzić z tobą czas - powiedziała prosto, bez udawania. Bez zasłaniania się filmem, czy inną wymówką. Nie potrzebowali tego i chciała, aby on też był tego pewien.
    Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a potem delikatnie odchyliła głowę na bok, patrząc na niego z pełnym zaufaniem. Przesunęła dłoń z jego ramienia na policzek i pogładziła ciepłą skórę, widząc rosnące zmęczenie w jego oczach. W tym momencie czuła, że wszystko, co działo się między nimi, nabiera głębi i znaczenia, którego wcześniej nie potrafili dostrzec. Lubiła to, że gdy wokół panowała cisza, była ona jednocześnie w ten dziwny sposób pełna słów, które nie musiały być wypowiadane.
    - Obiecałeś mi herbatę - przypomniała jeszcze, nie ruszając się nadal z miejsca. - Ja wybiorę film, a ty przygotujesz resztę? - zaproponowała z zaskakującą łatwością. Jakby nie robili tego pierwszy raz. Jakby takich wieczorów było i mogło być więcej.
    Chciała tu być. To również była jej decyzja. I zarazem wybór. On.

    💖🌷

    OdpowiedzUsuń
  60. Ona też patrzyła. Na Antonio, na jego ruchy, wyraz oczu, mimikę. Na to ile daje jej miejsca obok siebie i jak mniej pozostaje dla niego. Jak przychodzi mu to naturalnie, bez wysiłku, jakby naprawdę już przyzwyczajał się do jej obecności. A ona? Ona chłonęła każdy skrawek jego uwagi. Każdą sekundę uśmiechu, każde słowo. Zupełnie jakby mogła zadowolić się wszystkim, co postanowi jej wręczyć. Jakby nie znała nic innego niż pustka, a teraz napełniała ją od nowa, z zdumieniem, łaknieniem i czymś, co rodzilo większą potrzebę by tu być. Nie bywać, nie przychodzić na chwilę, ale trwać. Solidnie. Prawdziwie.
    W jej spojrzeniu tańczyła miękkość i uczucia, które nie miały jeszcze swojej nazwy. Odwzajemniała te spojrzenia Włocha, ale robiła też więcej. Dotykała go. Dużo, spontanicznie, w trakcie rozmowy, lub gdy ją mijał, gdy przechodził obok. Jej drobne palce szukały kontaktu wraz z oczami i zakotwiczała się mocniej w tych chwilach, gdy czuła na opuszkach obecność Antonio. Jakby wciąż i wciąż, ciągle na nowo musiała przekonywać się, że to co jest między nimi, jest naprawdę. Że zaprosił ją do siebie. Że chce jej wysłuchać. Że ugotował dla niej kolację tylko po to, by upewnić się, że wszystko zje. I że zostanie z nim jeszcze na chwilę. Jakby nadal tak trudno było jej uwierzyć, że to wszystko między nimi ma miejsce i jest prawdziwe. Że jest miejsce, gdzie może się odnaleźć. Ona, sama Emma. Bez wypadku, bez poczucia winy. Bez strachu. Ona, jako osoba, kobieta.
    W Emmie nie było chaosu, nie było hałasu i sprzeczności. Nie pojawiały się zgrzyty w tym co mówi i co sobą przekazuje. Za spokojem który jej towarzyszył ,chowała swoje lęki i koszmary, ale była szczera. Odsuwała to, co nie powinno zostać pokazane, czego się wstydziła, z czym nie umiała sobie poradzić. Ale dbała o innych i starała się. Antonio na pewno wiedział, ile kosztuje ją bycie przy nim i wciąż chowanie tego, co chowa w sobie najgłębiej. Ile odwagi wymaga od niej zmiana, by nie uciekać. To była sprzeczność, która ją rozdzierała. Bo nie chciała sekretów, niedomówień i czegoś, co może ich rozdzielić. Czegoś co go urazi, odsunie i zawiedzie. Chciała być przy nim tak, aby nie wątpił w nią, jej intencje i szczerość, choć wiedziała, że sama to utrudnia. Bała się więc, że każdy moment może być ostatnim. I każdym powinna się cieszyć na zapas, mocniej i silniej.
    Puściła go, by mogli przygotować dla siebie wieczór, choć jej dłonie cofnęły się powoli i niechętnie. Poszła za nim do kuchni, przystając przy wyspie, na której położyła jedną dłoń płasko, aby schłodzić się zimnem twardego materiału. Miała wrażenie, że ciągle twarz ma płomienną, a serce bije w niej za szybko, zdradliwie. To wszystko co się działo, nie tylko dziś, ale od tygodni, to było dużo. Bardzo dużo. Przyprawiało ją o dreszcze, przynosiło wspomnienie rozmów, pocałunków, bliskości i zrozumienia, jakiej się nie spodziewała. Tego wszystkiego, co załamywało i zmienialo rzeczywistość. Zupełnie alby Antonio nadawał znaczenie wszystkiemu na nowo, rzeczom, dniom, nawet jej samej. Widziała siebie teraz inaczej, jakby stawała się inna... Taka jak kiedyś.
    Wpatrywała się w jego ręce, gdy szykował herbatę i nie była w stanie wymyślić żadnego tytułu, który mogłaby zaproponować. Zamiast tego nie starała się też na siłę przypomnieć sobie filmu wartego zobaczenia, a po prostu tonęła w tym, jak swobodnie i naturalnie płynie ten wieczór. Jakby nie potrzebowała zaproszenia, jakby nie musiała wychodzić, jakby on nie potrzebował planów w których powinna zostać uwzględniona. Jak to to po prostu już znalazło swój porządek w ich codzienności, dwóch osobnych i jednej wspólnej.
    - Za coś jednak wypadałoby wziąć odpowiedzialność - rzuciła cicho, zerkając na niego z uśmiechem, gdy wyszli z kuchni w stronę salonu. Nie doprecyzowała, nie miała nic złego na myśli i chyba nie było potrzeby tego rozwijać. Antonio po prostu powinien wiedzieć, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a ona będąc gościem tutaj, nie pozostawia tego przypadkowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Zerknęła w stronę kanapy, gdy przeszli przez salon i zwolniła pół kroku, tak jak zwolnił i on. Spojrzała na szerokie ramiona Caruso, gdy pchnął drzwi na końcu i nim przeszła przez próg jego sypialni wyraźnie się zawahała. Nie była w tym mieszkaniu pierwszy raz, ale w tym pokoju nigdy się nie pojawiała. Jego ton, spojrzenie i uśmiech przyszły naturalnie, więc Emma równie naturalnie wykonała kolejne kroki. Rozejrzała się wokół. Odetchnęła głęboko i cicho, czując że nawet ściany przesiąknięte są tutaj włoskim temperamentem. Tu będzie wygodniej, mówił. Miało to sens, brzmiało logicznie, więc położyła się na łóżku. Nie ma samym brzegu, ale bliżej krawędzi, niż środka. Niepewnie, nieco może sztywno, poprawiła poduszki, aby bardziej siedzieć niż na wpół leżeć i wyciągnęła dłonie po kubek, który trzymał, wpatrując się w niego tak, jakby walczyła z napięciem, które chce się nagle w niej obudzić.
      - Może być film o ptakach...? Albo o morzu? - zapytała, chcąc skupić się na tym, o czym rozmawiali wcześniej tak lekko, pogodnie. Żeby nie myśleć o czymś, co się nie wydarzyło jeszcze i może wcale nie wydarzy. Żeby się nie skupiać na presji i oczekiwaniu, bo tych przecież nigdy nie odczuła i nie otrzymała od Antonio.
      Przejęła od niego kubek, owinęła wokół niego dłonie, które nagle były chłodniejsze i potrzebowały znów ogrzania. Popatrzyła na ciepły płyn, parujący i aromatyczny. Kącik ust zadrżał jej w uśmiechu, gdy Antonio kładł się obok.
      - Nigdy nie widziałam morza - przyznała. - Ale uspokaja mnie szum fal i widok niebieskiej toni, która zlewa się z niebem na horyzoncie, lubię te ujęcia w filmach - spojrzała na niego i pozwoliła plecom swobodniej, ciężej opaść na poduszce.
      Na krótką chwilę się zaniepokoiła, ale znów wracała do siebie takiej, jaka była z nim. Złapała pewniej kubek w dłoń, drugą ułożyła przy mężczyźnie na pościeli, tak gdyby tylko zechciał ją ująć.


      ☺️💖

      Usuń
  61. Opuściła nisko powieki, gdy Antonio kładł się obok, a materac ugiął się dopasowując do ciężaru dwóch ciał, nie jednego. Odetchnęła płytko i krótko, jakby to był kluczowy moment, zaważający ile odwagi w sobie znajdzie, czy nie ucieknie. Emma była nieśmiała, speszona i wycofana. Była dorosłą kobietą, która pod wieloma względami wciąż przeżywała wszystko tak, jakby był to pierwszy raz z światem, z sytuacją, z osobą. Zacisnęła dłoń odruchowo na jego, gdy tylko poczuła jak obejmuje jej palce. Czekała na niego, na ten gest. A teraz objęła jego dłoń swoją jeszcze pewniej, tworząc idealną kompozycje palców i skóry. Aby nie znikał. Aby poczuć, że naprawdę tu jest.
    Nie wstydziła się siebie, tego że nie była za granicą, że nie widziała nie tylko morza, ale i gór, Wielkiego Kanionu i jeszcze groma wieku wspaniałych miejsc. Nie było czego się wstydzić, bo jej życie było tu na miejscu. Dziś nie tak wspaniałe, ale jakiś czasu temu naprawdę cudowne. Opowiadała kiedyś Antonio o swoim dzieciństwie, jakie to szczęście a właściwie cud, że zaadoptowali ją państwo White gdy szła do szkoły i statystycznie jej szansy drastycznie zmalaly na znalezienie swojej rodziny. Na pewno rozumiał, jak skrajnie różne środowiska ich wypuściły w świat. Nie wstydziła się. Była dumna - z siebie i domu, w którym dorastała. Była mądra, zdolna, pracowita i troskliwa, nie chwaliła się i nie była zarozumiała w tym, ale znała wartość swojego charakteru. Trzymała się na uboczu, nieco chowając za tymi, co krzyczeli głośniej, ale to też nie była wada. Niosła spokój, łagodność, coś delikatnie wyciszającego po trudnym dniu. Wiedziała, że jest zwyczajnie dobrym człowiekiem. Zbyt dobrym, zbyt naiwnym i strachliwym, ale z tym walczyć nie umiała.
    Oparła kubek nisko na brzuchu i obróciła głowę, łapiąc jego spojrzenie. Uśmiechnęła się czule, delikatnie i przyjęła te drobne ruchy jego palców na swojej dłoni z ciepłem, korę rozlało się pod jej skórą w piersi. To było cudowne uczucie, gdy był blisko i gdy rozmawiali tak, jakby starczyło im czasu na wszystko. Jakby mieli się już nie rozstawać i zobaczyć razem dosłownie cały świat, każdy jego cud i każdą cudowność. W jej oczach pojawiła się nadzieja, a ta pewność w tonie Włocha karmiła ją może trochę nieroztropnie. Ufała mu, gotowa była uwierzyć w każde słowo i... było to niebezpiecznie łatwe, zbyt proste. Jakby już teraz poddawała się mu pod każdym względem.
    - Spodobałoby mi się...? - uniosła kącik ust wyżej, zastanawiając się chwilę, czy to dobry moment, aby troszkę więcej od niego wymagać. Czy Antonio lubi się bawić słowami i czy jej by się podobał taki sposób flirtu, bo chyba... chyba to robili teraz. - Jeśli nie zobaczę morza, to nigdy się nie przekonam - stwierdziła, jeszcze chwilę obserwując jego oczy, jakby szukała w nich czegoś, co pomoże jej zapamiętać tę rozmowę i ten moment na zawsze. Jakby chciała, aby słowa nie były tylko słowami, a początkiem czegoś trwalszego. Czegoś co przyniesie zmiany.
    To nie było wyzwanie, a zaproszenie, kolejna jej decyzja, by nie robić kroku w tył, a nawet już nie stać w miejscu. Teraz Emma chciała iść przed siebie, dokładnie w jego stronę.
    - Lubię ten film, to dobry tytuł na wieczór - pochwaliła pomysł i teraz to ona pogładziła jego dłoń opuszkami. Z starannością badała fakturę jego skóry. Spojrzała w dół, na ich splecione ręce i ostrożnie uniosła kubek do ust, upijając łyk herbaty. - Myślałam, że prędzej zaproponujesz thriller - przyznała nagle z rozbawieniem. To by było typowe dla niego, scenariusz wieloskładnikowy, z mocnym rytmem akcji i pewnym porządkiem fabuły, gdzie są momenty na oddech ale i takie, które trzymają w napięciu. Ciekawe, że dopiero teraz pomyślała o analogii utworu muzycznego i kompozycji filmowej.
    Ah, pomyślała też o tym, że gdyby się wystraszyła szybciej przytuliła by też do Antonio, ale to... Czy potrzebowała jeszcze wymówki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Znów spojrzała na niego, wyczuwając na swojej twarzy spojrzenie. I uwagę, która zmieniała się teraz w taką... Znaczącą. Głębszą. Poprawiła się na poduszkach, rozluźniła, zapadając niżej w pościel i nawet nie zdała sobie sprawy, że palce jej drgnęły, jedne zaciskając na kubku, ale drugie również na jego dłoni. To wiele znaczyło. Rozumiała, co chowa pod prostymi słowami, co chce powiedzieć, nie mówiąc więcej.
      - Tak - przyznała mu rację, ale teraz poza tym jednym słowem chciała wyraźnie podkreślić, z czym się zgadza. - Ja też lubię takie wieczory. Z tobą - powiedziała to, cicho, spokojnie, choć z drobnym drżeniem w głosie.
      Antonio może wielu rzeczy się domyślał, ale tego ile dla niej znaczy nie mógł... Nie mógł, bo sama Emma jeszcze nie dopuszczała do siebie tych myśli nazywających rzeczy po imieniu, prosto z klarownie, bez krążenia wokoło. To wciąż było przerażające, to wciąż... Dopiero się budowali, było kruche, wrażliwe, świeże.
      Przysunęła się odrobinę, nieznacznie, ale był to ruch świadomy. Wolała być tu obok Caruso, nic gdziekolwiek indziej. I chciała, aby o tym wiedział, nawet jeśli nie potrafiła powiedzieć o tym na głos.


      🤭❤️

      Usuń
  62. Emma poczuła, jak spokój powoli wypełnia jej ciało, jak ciepło Antonio otula ją delikatnie, jakby chronił przed wszystkimi burzami, które zbyt często wkradały się do jej głowy. Jej oddech stał się spokojniejszy, wolniejszy, a serce choć jeszcze chwilę temu biło szybciej, teraz biło już równomiernie, jakby śpiewało własną, cichą melodię bezpieczeństwa.
    Znów to robił. Składał kolejne obietnice, a te w ten niebezpieczny, specyficzny sposób, opadały w niej nisko, zakorzeniały się głęboko. Jakby to wszystko miało w niej zostać na zawsze. Jakby nic nie musiało się zmieniać. Jakby ona... Mogła z nim zostać.
    Poddała się jego ruchom, ufna i cicha. Ułożyła się wygodnie, oparła plecy o ramię, którym Antonio ją objął i miała wrażenie że w tej właśnie chwili, coś się w niej szczelniej zamyka. Na moment jej jasne oczy zatrzymamy się na ich stopach obok siebie na pościeli i wzruszenie ścisnęło jej gardło. Nie powinna tak się przyzwyczajać, tak na nim polegać, tak mu w wszystkim ufać... To było ryzykowne. Nieroztropne. Naiwne. Ale na to wszystko, przestrogi i ostrożność, było już dawno za późno. Wiedziała już, że przepadła, miała świadomość że dziś byłaby w stanie oddać mu cały swój świat. A jeśli by tego nie chciał, gdyby ostatecznie nie przyjął jej w swoim własnym, rozbiłaby się. Nie ma pół. Na kawałki niezliczone.
    Kiedy mężczyzna włączył wybrany film, cisza między nimi nie była ciężka. Było swobodnie, naturalnie. Jakby ten wieczór był jednym z wielu, jakie mieli i jakie jeszcze przed nimi. Zamknęła oczy w pewnej chwili, słuchając dźwięków z ekranu, ale i czując równy oddech i bicie serca swojego i Antonio blisko. Poczuła, jak napięcie opuszcza jej ciało, jak z każdym oddechem odchodzi niepokój. W tej chwili wszystko wydawało się tak właściwe. Antonio był jej ostoją, miejscem, w którym mogła się wyciszyć, pozwolić myślom odpocząć i odetchnąć głęboko. Jego ciepło, spokój i obecność dawały jej poczucie, że jest w bezpiecznym miejscu, że nic złego nie może się do niej zbliżyć.
    Powoli, z delikatnością, ułożyła się wygodniej. Zsunęła niżej po poduszce, obróciła lekko w jego stronę. Policzek wylądował na torsie Antonio, a dłoń na nim, muskając w drobnych ruchach koszule rozpiętą pod szyją. Emma wyciszała się i w końcu... Usnęła. Ułożona i wtulona w Włocha tak, jakby już dawno to ile dla niej znaczy, zostało przesądzone.

    ✨❤️

    OdpowiedzUsuń
  63. Po tym co przeszła i co spotyka ją nieustannie od miesięcy, koszmary nabierały nowego kształtu. Sen i odpoczynek zaczynały mieć wagę, z którą trudno było jej się mierzyć i dla Emmy spokojna noc była bezcenna. Zwykle spała lekkim snem, takim który natychmiast odchodzi w obliczu nawet delikatnego hałasu i zakłócenia ciszy. Nie dlatego, bo nie była zmęczona - była przecież wyczerpana. Po prostu nie miała swojego miejsca, nie czuła, że je ma. Nigdzie nie czuła się bezpiecznie i nigdzie samej sobie nie pozwoliła odprężyć się na tyle, by faktycznie zasnąć i pozwolić ciału odetchnąć. I głowie, przede wszystkim głowie.
    Zasnęła dość szybko przy Antonio, by wysnuł sam kolejne wnioski. Ile dla niej znaczy. Ile dla niej znaczy to, co się z nimi dzieje. Jak się przy nim czuje i jak odbiera siebie w tym domu. Jak bardzo go potrzebuje i jak szybko i mocno nauczyła się na nim polegać. I żyć. Miała wrażenie, że Antonio zwraca jej każdy utracony dawno oddech i to... to było przerażające i cudowne zarazem. To sprawiało, że wciąż czuła się zagubiona.
    Przebudziła się na dźwięk jego głosu, bo ten spokojny, niski tembr otulał ją w szczególny sposób. Uniosła powieki, spojrzała na niego nieprzytomnie, lekko tylko podnosząc policzek znad poduszki, jakby nie do końca rozumiejąc, że tego filmu który wybrali, nie ogląda ostatecznie, a potem znów gdy zastąpił samego siebie poduszką pod jej bokiem, przysunęła się i zasnęła. Bez komentarza. Bez wyjaśnienia. Nawet bez przeprosin, choć te padłyby na pewno, gdyby była bardziej rozbudzona i Antonio mógł być pewien, że padną nie raz. Z policzkiem na jego barku i dłonią ułożoną gdzieś przy mostku, aby pod palcami czuć serce Caruso. Pewne, spokojne i mocne.
    Świat wokół niej zatonął w cieniu i ciszy. Jednak nad ranem, gdy jeszcze nie rozjaśniło się za oknem, coś zaczęło się w niej zmieniać. Emma nagle drgnęła a dłoń obejmująca Antonio zesztywniała, jakby ktoś ją spłoszył, lub wystraszył. Rozchyliła usta, oddech stał się płytszy, na jej twarzy pojawił się wyraz niepokoju. Usta wykrzywił grymas w odpowiedzi na to, co działo się w jej głowie, a ramiona zaczęły się poruszać niespokojnie, jakby próbowała się wyrwać z czegoś niewidzialnego. Zastygła w dziwnym napięciu, przyciskając się do ciepłego ciała śpiącego obok mężczyzny, nieświadoma że nie jest sama. Że znów, odsłania to, co nie powinno zostać odkryte.


    🌟❤️

    OdpowiedzUsuń
  64. Jej serce biło coraz mocniej, jakby w rytmie ukrytych cierpień i niewypowiedzianych słów, które nie mogły wybrzmieć na głos, przyspieszało aż do boleści. Emma drżała w ramionach Antonio, a jej oddech był ciężki i nierówny, jakby za każdym razem, kiedy próbowała wybudzić się ze snu, trafiała na cienką granicę między jawą a głębiną koszmaru. Toneła w tym, co pożerało jej myśli, a dłoń kobiety już nie tylko zaciskała się na koszulce Antonio, a odpychała go z chwilą gdy obejmował ją czule i w trosce. Jęknęła w końcu tak, jakby próbowała się kłócić, albo wołać o pomoc w tej ucieczce. Była zbyt daleko, by do niego wrócić, potrzebowała jeszcze chwili, aby uporać się z tym, co ją dręczyło. Ta słabość, ta chwila zawieszenia, gdy nie była w stanie przerwać koszmaru kosztowała ją te siły, których nie miała zbyt wiele. W jej reakcji kryła się nie tylko udręka, ale i ogromna samotność i odwaga, by nadal milczeć. To że usnęła... że sie nie pilnowała, że dopuściła go znów bliżej i dopuściła do sytuacji, że ją widział taką - to zaufanie do Caruso. Choć skryte, bo musiała się jeszcze odważyć, by z nim otwarcie porozmawiać. Niedługo.
    W tej jednej chwili, w półledwie dostrzegalnym napięciu, Antonio mógł dostrzec w jej twarzy całą gamę emocji. Strach, złość, bezsilność, ból. Nie tylko jej ciało, ale też jej dusza, wołały o pomoc, by nie pozwolił jej upaść jeszcze głębiej. To jak zaciskała na nim dłonie, a jednocześnie trzymała napięte ramiona, chcąc go odsunąć... Nic nie było jednoznaczne. Wszystko było trudne.
    Emma, choć jeszcze drżała, choć poruszyła się w pościeli niespokojnie i z wyraźniejszym jękiem, zaczynała się powoli rozluźniać pod wpływem tego ciepła i stabilności, którą mimowolnie rozprzestrzeniał. Czuła ciepło, czuła coś znajomego, otaczające ją ale nie ściskające objęcia. Słyszała oddech przy uchu, równy i spokojny, taki który przyciąga jej oddech i prosi o wspólny taniec, ten sam, bezpieczny rytm. Trwało to kilka minut, jej ciało znów stawało się miękkie, ufne, wtapiające się w każdą krzywiznę i zagłębienie linii ciała Antonio, jak zagubiony element układanki. W końcu wyciszyła się. Głowa opadła na bark mężczyzny. A potem otworzyła oczy, odnajdując się z nim w łóżku, w objęciach, nie tyle wtulona w Antonio, co po prostu przez niego przygarnięta. Wiedziała dlaczego, czuła zmęczenie w każdej komórce ciała od tego napięcia. Rozumiała, co to znaczy i co się mogło wydarzyć
    - Ja... - odezwała się pierwsza, tak cicho, że uciekło to w jej oddechu i zniknęło w materiale cienkiej koszulki, jaką Caruso miał na sobie. Znów zacisnęła palce na nim, świadomie, zawstydzona, zagubiona, mógł poczuć krótkie twarde paznokcie przy żebrach. Chciała przepraszać, oczywiście.
    Złapała oddech, szybki i płytki, jakby wciąż przynosiło jej to trud i wcisnęła twarz w zagłębienie ponad jego obojczykiem, wtulając policzek w ciepłą szyję. Znów cała się napięła, znów wszystko ją bolało. W tej chwili zbierała się w sobie, nie chciała całkiem się rozpaść, rozpłakać, zdradzić. A właściwie... teraz chciała zniknąć.
    Wiedziała, że Antonio rozumie. Że już wie, że widzi siniaki, ślady palców i to jak wszystko jest w stanie ją spłoszyć. Że cierpliwie czeka na nią, na jej słowa, na wyjaśnienia i rozmowę. To wciąż było zbyt trudne, to... nie umiała jeszcze. Najgorsze i najtrudniejsze w tym wszystko było to, że ona... nie uważała, że źle zrobiła zostając.
    Powoli odsunęła się, podnosząc głowę. Nie płakała, ale czuła się winna. Wpatrywała się w jego twarz dłuższą chwile, dostrzegając nadal oznaki zmęczenia. Nie spał, nie odpoczywał, zakłócała nawet jego noc. Powoli cofnęła ręce, gotowa odsunąć się i zebrać do wyjścia. Może to wszystko działo się za szybko, albo to ona była... zepsuta.
    - Antonio, ja... - znowu chciała mówić i znów głos uwiązł jej w gardle. Spuściła oczy, zamknęła je, by nic z nich nie wyczytał. Nie chciała, aby wiedział, jak jest jej źle z samą sobą, gdy on widzi w niej tyle dobra i pozwala jej w nie wierzyć.

    😭❤️

    OdpowiedzUsuń
  65. Antonio patrzył na nią przez chwilę. Nie próbował jej zatrzymywać, kiedy odsunęła się od niego. Nie wyciągnął od razu ręki. Nie zasypał jej pytaniami. Po prostu czekał. Widząc jak walczy sama ze sobą. Kiedy po raz kolejny urwała w pół zdania, opuścił wzrok na zaciśnięte na pościeli dłonie. Dopiero wtedy westchnął cicho.
    — Hej — szepnął i to było wszystko. Jedno słowo. Spokojne, zmęczone. Antonio przesunął się nieznacznie bliżej, opierając plecy o zagłówek. Znów zapadła cisza. Nie pytał o co chodzi. Nie pytał, co jej się śniło. Nie pytał skąd wzięły się siniaki. Był pewien, że jeśli będzie chciała, sama mu kiedyś powie. Wystarczyło jedno spojrzenie, by poczuł znajome ukłucie gniewu gdzieś pod żebrami. Nie na nią. Nigdy na nią. Na tego, kto zostawił po sobie takie ślady. Szczęka Antonio napięła się mimowolnie.
    Chciał zapytać od kiedy je miała i kto to zrobił. Czy nadal jest bezpieczna? Tysiące pytań cisnęło mu się na język. Ale wystarczyło spojrzeć na Emmę, żeby wiedzieć, że nie teraz. Była zmęczona. Zawstydzona. Krucha w sposób, którego sama chyba jeszcze nie chciała przed nim pokazać. Jeszcze chwila, a zaczęłaby przepraszać za własny ból. Więc przełknął wszystkie pytania. Każde jedno. Odłożył je na później. Choć kosztowało go to więcej, niż chciałby przyznać. Teraz wyglądała tak, jakby samo oddychanie kosztowało ją zbyt wiele. Przez chwilę obserwował jej profil. Zmarszczone brwi. Napiętą szczękę. To jak usiłowała schować twarz. Jakby było jej wstyd. Od tego coś ścisnęło go w środku.
    Antonio przez chwilę jeszcze patrzył na nią w milczeniu. Widział, że walczy i nie tylko ze słowami. Ze zmęczeniem również. Miała podkrążone oczy, spięte ramiona i ten charakterystyczny wyraz twarzy człowieka, który od dawna nie odpoczął naprawdę ani przez moment.
    W końcu westchnął cicho.
    — Nie myśl już o tym teraz — powiedział to spokojnie, bez nacisku. Jakby wiedział, że i tak nie posłucha. Powoli poprawił poduszkę za jej plecami, a potem odgarnął z jej twarzy pasmo włosów, które przykleiło się do policzka. — Jest środek nocy — jego głos był niski, zachrypnięty od niewyspania. — Nie musisz nic mówić. Nie musisz niczego wyjaśniać.
    Przez moment zawahał się, obserwując jej twarz. To jak bardzo próbowała się trzymać. Jak bardzo nie chciała się rozsypać.

    ♥️

    OdpowiedzUsuń
  66. To wystarczyło. Łagodność, spokój, zrozumienie i wszystko co zamknął w tych cichych, cierpliwych słowach. Całą wyrozumiałość. I to czego jeszcze nie nazwali, a co wkradło się między nich i w ich relację dawno temu, wiążąc ich z sobą silniej i ciaśniej, niż Emma kiedykolwiek gotowa byłaby sobie wyobrazić.
    Wypuściła powietrze z świstem, powoli, jakby wciąż starała się zwalczyć w sobie zbyt silne, zbyt zdradliwe emocje. Była blada, a ramiona jej drżały, na rzęsach osiadło wzruszenie i strach, które Caruso szybko już dostrzegał. Oczywiście, że się przejmowała. Oczywiście, że nie mogła przestać myśleć o tym, co sprawia, że jest teraz taka. Że nie może mu wszystkiego powiedzieć. Że wstydzi się odsłonić prawdziwą siebie. Że boi się... Boi się, że go straci. Że to będzie zbyt wiele do przyjęcia. Że zostanie znów sama i wszystko wokół zgaśnie, bo Antonio był teraz jej iskrą, z której czerpała ciepło i światło, to co lepsze.
    Pochyliła się nieznacznie, w pełnym zaufaniu, gdy poprawił jej poduszkę i przypomniał o środku nocy, w jakiej trwali. Poczucie winy wróciło, silniejsze i cięższe, aż skuliła ramiona. Powinna go przepraszać naprawdę często, za wiele rzeczy. Nie mogła zrozumieć... Dlaczego naprawdę taki był. Dlaczego pozwalał jej trwać w swoim świecie, gdy ona nie mogła wciąż go wpuścić do własnego. Choć może rozumiała i to była kolejna rzecz, o jakiej tym razem oboje, nie rozmawiali.
    Te słowa, które nie padły, mogły jednak wiele znaczyć i wiele zmienić.
    - Pójdę do łazienki... Zaraz wrócę - powiedziała w końcu, cicho, ochryple, lecz nie przez zmęczenie czy niewyspanie, a całe to napięcie z koszmaru, które sprawiło że czuła się jeszcze mniejsza i jeszcze bardziej bezradna. - Zaraz wrócę - zapewniła już łagodniej, szczerze, miękko. Nie jak wymówkę, ale prośbę, by się nie niepokoił, nie wstawał z nią.
    Czekała chwilę, jakby potrzebowała jego zgody. Wyciągnęła dłoń, musnęła go po palcach, jakby chciała go uspokoić, choć to ona pozostawała w dziwnej, niemej rozsypce.
    Wysunęła się po chwili z łóżka powoli, bez gwałtowności i bez pośpiechu. Może nieco leniwie, jakby jednocześnie chciała i nie czuła potrzeby się oddalać. Szelest pościeli był jednak kojący, przypomniał jej gdzie jest i czego nie musi się obawiać, więc przez mieszkanie przeszła cicho, aby wziąć szybki prysznic i w końcu założyć swoją piżamę.
    Wróciła do sypialni równie bezszelestnie, jakby jej krok nie istniał, jakby była tu przypadkiem. Jak duch. Bardziej skrępowana i świadoma sytuacji, że nie nocuje w pokoju gościnnym. Przystanęła przy łóżku, z zawahaniem spojrzała na nocną szafkę i na dwa kubki z niedopitą herbatą. Niemal nietkniętą, jakby było zbyt wiele innych, ważniejszych rzeczy niż to od czego zaczęli. Wsunęła się pod kołdrę ostrożnie, zaskoczona tym, do czego doszło. Jak bardzo sama się odkrywa, jednocześnie wciąż z sobą walcząc, zasłaniając ręce, ślady, troski.
    - Śpijmy jeszcze... Śpijmy- poprosiła cicho, szeptem, patrząc na profil mężczyzny, na bledszy niż zwykle kontrast między skórą i włosami w półmroku nocnych cieni sypialni.
    Ułożyła się na boku, ledwie muskając palcami jego rękaw koszulki, bez tej śmiałości by wsunąć mu się pod ramię. Znów jakby robiła krok w tył po tym, jak wraz z prysznicem przepłakała swój strach, choć gdyby tak było rzeczywiście, nie byłaby teraz w tym łóżku a w pokoju po drugiej stronie mieszkania.
    - Ja naprawdę... Nie chcę uciekać - powiedziała gdzieś w eter, aby te słowa padły, aby Antonio nie miał wątpliwości, że jest tu z nim i chce tego. Że to nie przypadek, nie jej uległość, nie potulność. Że chociaż w tym jest zdecydowana.

    🥺❤️

    OdpowiedzUsuń
  67. Nie milkła dlatego, bo mu nie ufała, wręcz przeciwnie. Nie prosiła o zrozumienie i czas, bo chciała spokoju i planu, jak rozegrać to, co ich czeka. Raczej bała się, co nastąpi po tym, jak już odsłoni się z wszystkim, co w sobie nosiła. Co zrobi i w którą stronę odwróci się mężczyzna po tym, jak usłyszy nie o wypadku, w którym straciła najbliższych, bo o tym już wiedział, ale o koszmarze który trwał aż do teraz, a rozpoczął się długo po tym, jak wróciła z szpitala. Bała się. Nie jego, ale siebie i jak zniesie świat, gdy ten runie jej na głowę. Kolejnego razu już może nie przetrwać, czuła się za słaba. Wstydziła się. Nie wątpiła w niego. Nigdy. To ona drżała z każdym własnym oddechem, jakby złamać mógł ją nawet słaby wiatr lub zbyt mocne słońce.
    Chwyciła jego dłoń, splotła ich palce razem i gdy zasypiała znowu, nie odsunęła się. Pozwoliła Antonio znów objąć się ramieniem, przyciągnąć po poduszce blisko. Przytulić tak, jakby potrzebował jej równie mocno, jak ona jego. I wiedziała już, że żadna noc nie będzie bardziej wyjątkowa niż ta, gdy koszmar nie spotkał się z wyrzutem i żądaniem wyjaśnień. I kolejne, jeśli nadejdą, będą lepsze. Spokojniejsze.
    Antonio pozwalał jej przeżywać wszystko po swojemu, bez pośpiechu, bez analizy, bez tłumaczenia. Nie naciskał, nie ponaglał, a jednak widziała w jego spojrzeniu, że sam powstrzymuje się od pytań. Że się martwi, a może już nawet niepokoi i denerwuje. Pozwalał jej się chować, robić te niepotrzebne kroki w tył. Czekał na nią. I sam również czekał na siebie. Dawał jej to, czego potrzebowała i co sprawiało, że mogła być go pewna. Dlatego została na noc. Dlatego wróciła do łóżka. Dlatego bez względu na to, co się wydarzyło w nocy, spała obok spokojna, obejmując go tak, jak gdyby nigdy nie chciała wypuścić Włocha z ramion. Jakby już należeli do siebie na zawsze.
    Rano nie obudził jej ruch i ugięcie materaca, gdy się podnosił, ani nawet dźwięki z kuchni szykowanego śniadania. Zwykle o tej godzinie była już jakiś czas na nogach, ale teraz wyjątkowo głęboko zasnęła z tym poczuciem, że nic się nie stanie. Czuła się tu bezpiecznie. Przebudziła się dopiero po chwili, gdy łóżko obok ostygło, a po odkrytym ramieniu przebiegł jej dreszcz od chłodu samotnego poranka. Zaspanym spojrzeniem przesunęła po pokoju, który w dziennym świetle widziała pierwszy raz. Rozejrzała się, chcąc zapamiętać i dostrzec jak najwięcej szczegółów, które pomogą jej lepiej poznać to, co lubi i ceni Antonio. Gdy wstała, słońce wdzierało się już śmiało do mieszkania, rzucając długie, ciepłe smugi po podłodze i tymi śladami przeszła do kuchni.
    Ostrożny, drobny krok nie był głośny, a Emma jak zjawa przemknęła przez salon i zatrzymała się przy wyspie, patrząc na Antonio za jego pleców. W jej oczach topiło się ciepło, a w piersi czuła ucisk tak ogromnej czułości, widząc, co dla niej szykował, że nie mówiła chwilę nic. Patrzyła. Cieszyła się tym widokiem, jego w kuchni robiącego dla nich śniadania. Szykującego coś tylko po to, aby mieli kolejne dobre chwile. Razem. Syciła się tym i dopiero gdy kolejny atak kaszlu zaatakował mężczyznę, cała beztroska umknęła z niej na rzecz zmartwienia i tej opiekuńczej czujności, która nie pozwala na taktowne zignorowanie jego stanu zdrowia.
    - Dzień dobry - powiedziała miękko, łagodnie i wciąż zbyt cicho, jakby bała się budzić dzień do końca. Jakby chciała, aby czas specjalnie dla nich i ich chwil zwolnił.
    Kolejne drobne kroki i stanęła obok, pochylając się, by spojrzeć mu uważnie w oczy. Błyszczały, lecz inaczej niż zwykle. Stanęła na palcach, trochę jednak niepotrzebnie i uniosła dłoń, a jasne dłonie przesunęły się po jego policzkach i jedna padła na czoło, gdy drugą ułożyła przy męskim obojczyku. Szerokie i za długie rękawy piżamy opadły, odsłaniając jej ręce, a ona tym razem udała, że tego nie widzi. Miała coś ważniejszego do sprawdzenia, niż schowanie śladów, o których Antonio już wiedział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Źle się czujesz....? - nie do końca spytała i nie do końca stwierdziła, sprawdzając, czy jest rozpalony. Miał dziwnie wilgotną skórę, jakby ciało było zmęczone po wysiłku, nie po kilku godzinach snu. Coś ścisnęło ją w piersi i w kolejnej chwili, Emma widząc filiżanki, talerze i tosty, chwyciła Antonio za nadgarstek i odciągnęła od kuchni. Robił to wszystko dla niej, a sam potrzebował odpocząć.
      Uśmiechnęła się czule, z pełnym zrozumieniem dla tych starań. Tak przecież robią ludzie, którym zależy. Poprowadziła go do stołu i odsunęła krzesło, wskazując, by usiadł.
      - Pozwól mi dokończyć. Pozwól zająć się śniadaniem i... Tobą - poprosiła bez nacisku, ale też trzymając go za dłoń w sposób, który z góry sugerował, że nie pozwoli mu na więcej, tylko na to by to ona przejęła choć na moment przywilej bycia silniejszą. - Mogłabym... Zostać z tobą dziś? Może... Zostanę i... Będę obok - nieco się zająkneła, wychodząc z tą propozycją.
      Jej palce poruszyły się niespokojnie w jego dłoni, a spojrzenie dwukrotnie przeskoczyło z oczy po całej twarzy w jakimś roztargnieniu i obawie odmowy. Emma była silna, ale nie w ten brawurowy sposób. Nie było w tym nic imponującego, żadnej śmiałości, a już na pewno nie było ani pierwiastka nachalności. Raczej spokój, cierpliwość i konsekwencja. Jak teraz. Chciała tu być, chciała go wesprzeć i pomóc. Nie wychodzić.
      Pozwoliła mu wybrać, zdecydować samemu, czy jej potrzebuje. Czy chce takiego towarzystwa. Doskonale rozumiała, że świat Caruso nie jest otwarty dla każdego i dla niej też nie musi być zawsze dostępny. Teraz widziała jednak, że jest nieco bledszy, że oczy mimo przespanej nocy, nie spędzonej nad dokumentami nadal mają zmęczony wyraz i są podkrążone. Chciała zostać, chciała się dziś nim zaopiekować, aby nie poczuł się źle i nie męczył się bardziej, znów uciekając w pracę. Ale to on musiał się na to zgodzić, nie mogła się zaprzeć i zdecydować za niego. Na razie więc wróciła do kuchni i dokończyła podawanie śniadania. Potem przysunęła sobie krzesło i usiadła obok, nie naprzeciwko. Chciała być blisko.


      ❤️☺️

      Usuń
  68. Wiele kosztowało ją nie tyle wypowiadanie słów, a roztoczenie wizji, że nie musi się spieszyć, wręcz nie ma innego miejsca, dokąd mogłaby pójść i gdzie mogłaby się znaleźć - tylko ten dom, tylko przy tym mężczyźnie. Nie z przypadku, a wyboru, własnej decyzji. Jego milczenie nie niosło ciężaru, a jednak spoglądała na niego niepewnie, jakby obawiała się, że każdy jej kolejny krok to zbyt wiele i teraz Antonio się wycofa. Nie miałaby żalu, nie miałaby również pretensji. Poczułaby to jednak głeboko, gdzieś pod sercem. Była pewna.
    Emma nie była osobą, która bierze, nic nie dając w zamian. Nie miała może wiele i może też niewiele mogła z siebie teraz wykrzesać, wciąż lecząc własne połamania, klejąc pęknięcia, próbując odnaleźć się w rzeczywistości, która nie jest ani piekna, ani łatwa, ale to nie znaczyło, że w tej relacji z Caruso, chce pozostać bierna. Starała się. Nie drżała już pod każdym jego spojrzeniem, nie wycofywała się spłoszona, gdy wykonywał w jej stronę nawet drobny gest. Robiła postępy. I chciała więcej. A to więcej przychodziło łatwo właśnie teraz, w tym momencie, gdzie mogła mu okazać wsparcie, gdzie mogła go wesprzeć w tak prozaiczny i zwykły sposób, jak zostanie obok. Musiał jej tylko na to pozwolić, bo mimo tego jak wiele się zmieniło, w niej jedno pozostawało wciąż niezmiennie. Czekała na swoją kolej i swoje miejsce, na szansę i możliwość postawienia kolejnego kroku. Bez oczekiwania, roszczeń. Bez nacisku.
    Drgnęła jej dłoń, a palce z ledwie widocznym opóźnieniem objęły filiżankę. Odwróciła spojrzenie od Antonio i popatrzyła na talerz z tostem przed sobą, czując jakis nieprzyjemny zgrzyt w powietrzu. Bronił się... Rozbrajał ją za każdym razem, gdy się zasłaniała, a teraz sam odsuwał ją, jakby jeszcze chciał grać, że nie ma słabości. To było niepotrzebne, przecież nigdy go nie oceniała, ale to poruszyło w niej pewną nutę czujności, jakiej już dawno temu pozwoliła przysnąć.
    - Nie muszę, ale chcę - powiedziała cicho, spokojnie, wyciagając dłoń w jego strone, by pozwolić własnej przesunąć się po ciepłej skórze najpierw jego palców, później nad nadgarstkiem, aż ujęła go lekko pod ramię. - A śniadanie wygląda cudownie - pochwaliła jeszcze, naprawdę wdzięczna, że mimo słabszego dziś stanu, wykrzesał z siebie siły i ochoty, aby coś dla niej zrobić.
    Jej dotyk był świadomy, ile jej potrzebuje Antonio. Jak bardzo wciąż nie odnajduje się w sytuacji, gdy traci kontrolę i ktoś obok, może ją przejąć. Nie w pełni, nie po to by przewodzić, ale by go odciążyć. Musnęła palcami miękki fragment ciała jego ramienia od wewnątrz i spoglądała na niego z troską, gdy kaszel znów wrócił. Lekko zagryzła wargę zmartwiona i przełknęła gorzki smak, jaki pozostawiło brzmienie jego żartu, który do niej nie trafił. Może Antonio czuł, że Emma ma skłonność do przesady, gdy się kimś opiekuje, może dostrzegał już ile w niej zapału i ciepła, gdy chce kogoś otoczyć całą sobą, ale ona... nie uważała, aby to było coś złego. Znała granice, wiedziała, kiedy zaczyna się przesada nachalność i nie przekraczała ich.
    Gdy odebrał telefon, przysuneła krzesło jeszcze bliżej jego. Spróbowała kawy, przysunęła słoiczki i półmiski do talerzy, aby wszystko było wygodnie na wyciągnięcie ręki. Pozostawała spokojna, nie zakłócała poranka, ani niczego nie zmieniała. W końcu podniosła spojrzenie do twarzy mężczyzny, jej jasne oczy osiadły na jego bursztynowych miękko. Uśmiechnęła się czule i pochyliła nieznacznie.
    - Wiem... wiem, twój świat pędzi, ale czy teraz możemy tylko zjeść śniadanie? - poprosiła łagodnie, z pełnym zrozumieniem, co go ściga, ale i z prośba, aby pozwolił sam sobie zwolnić. Odetchnąć. Odpocząć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Musnęła go po policzku, jej palce odnalazły jego ramię a potem ledwie słabym dotykiem pogładziła jego włosy nad karkiem. Miała w sobie zbyt wiele ciepła i miękkości jak na kogos, kto chciałby coś tu poprawiać. Po prostu była przy nim. Tak jak jej pozwalał, na tyle na ile otworzył jej drzwi do siebie.
      - Na razie zjedzmy śniadanie - poprosiła cicho, tak jak on w nocy ją prosił o sen. Sięgnęła kolejny raz filiżanką do ust. Nie musieli się spieszyć, nie musieli planować dnia. Nie pouczała go i nie poprawiała, pozostawała jednak przy nim i czuwała.
      Zmusiła się do spokojnego uśmiechu, starając się nie wyjawić, jak bardzo się martwi. I boi, że wtedy, gdy najbardziej on sam będzie jej potrzebował, sam zamknie się jeszcze bardziej.

      ❤️❤️❤️

      Usuń
  69. Nadal szukała miejsca dla siebie w tej nowej przestrzeni, która ewoluowała zbyt szybko i zbyt gwałtownie między nimi. To co znane zostało zaburzone i choć Emma nie zmieniłaby nic, nadal siedziała w niej dziwna niepewność i ostrożność. Czy to nie pomyłka. Czy to nie chwila, której czar zaraz pryśnie. Czy na pewno w tym prędkim świecie Antonio, jeden skrawek może zostać wycięty tylko dla niej. Czy on nie cofnie się w momencie, gdy ona odsłoni kompletnie. Czy nie będzie rozczarowany. Czy nie pożałuje.
    Pozostawała spokojna, choć wciąż gnieździł się w niej mętlik. Nie cofała się, oddając mu swoje zaufanie i obserwowała. Nie czekała na koniec. Czekała na spokój, na pewność i aby oboje mogli odetchnąć. Dla niego to też było zaskakujące, widziała to. I właśnie dzięki temu co mówiły jego oczy, jak poruszał się przy niej, wierzyła w nich mocniej. Lgnęła miękko, bez zmiany, pokonując własne wątpliwości dzięki niemu. I dla niego. Dla nich.
    Nie komentowała kaszlu, ani tych krótkich komend, gdy jeszcze próbował uszeregować rzeczywistość wokół siebie. Miała wrażenie, że dla Antonio utrata kontroli to coś więcej, niż zgubienie gdzieś dnia pracy. Jego porządek zakorzeniony był głębiej. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy musnął ją po skroni, a potem gdy wspólnie jedli śniadanie, zerkała na niego jakby nadal nie dowierzała, że tak może wyglądać poranek. Bez pośpiechu. Bez krzyku. A jeśli z słabością, to pozostawała ona w tle dla wzajemnej obecności. Towarzystwa, które się liczy.
    - Jeśli to śniadanie wystygnie, zrobię drugie. Jeśli drugie nam nie posmakuje, przygotuje obiad. A jeśli będzie niesmaczny, zamówię coś - rzuciła lekko, pogodnie, jakby bardzo zależało jej na tym, by to on przestał martwić się pierwszy. Nie musiał walczyć, ani trzymać się w pionie. Nie oczekiwała popisu siły i niezłomności, bo nie miała zamiaru go oceniać. Nie tworzyła katalogu jego zalet, których idealny obraz rozbije choroba....to nie była wada, to było po prostu życie. Antonio mógł być tylko człowiekiem. Nie tracił tym w niczyich oczach.
    Nic już nie mówiła, tosty były chrupkie, a kawa wciąż ciepła. Nałożyła sobie masła, marmolady, nawet trochę miodu i odchyliła się na krześle gdzieś tylko w międzyczasie, posyłając mu uśmiech, lub wyciągając dłoń, by zaczepić o jego ramię, albo po prostu patrząc. Widziała jak gubi oddech, jak słabnie i opuszcza ramiona, przestając walczyć. Jak pozwala sam sobie przyznać się do tego, że to nie jest chwila, z którą musi się mierzyć. Odetchnęła w duchu, gdy jego upór nieco zelżał.
    Emma nie była głodna, jadła aby i Caruso jadł, nawet jeśli z nawyku. Jednak gdzieś z tyłu głowy tłukł się jej niepokój. Nie tylko o niego, ale i o siebie. Wiedziała że kolejna noc poza domem to kolejna awantura i że będzie musiała starać się jeszcze mocniej, jeszcze bardziej, aby w jej mieszkaniu było po prostu dobrze. Aby niczego tam nie zabrakło. Aby nie powiedzieć czegoś niepoprawnie, złym tonem, w złej chwili. A dzień pełnej nieobecności... Jej spojrzenie ciemniało, gdy myślała o Thomasie i o tym, czego nie może powiedzieć głośno. Jej myśli, coraz bardziej skłębione sprawiały, że była cichsza i odsuwała się od stołu, od Włocha, od tego momentu. Przyciągnął ją znów z powrotem, gdy nagle wstał. Drgnęła, jakby wystraszona i spojrzała na niego z tostem w ustach. Zdezorientowana. Zaskoczona.
    Siedziała jeszcze chwilę, obserwując jego krok. Zbyt wolny, bez tej eleganckiej, kociej sprężystości, którą znała. Dopiła ostatni łyk kawy i ruszyła za nim, świadomie porzucając stół z myślą, że uporządkuje i posprząta wszystko później. Ona, bo chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Zatrzymała się w pół kroku, widząc nagie plecy i ramiona. Jego w ten sposób, który wydał się nie nieodpowiedni, a paradoksalnie wręcz prosty. Pierwszy raz. Ciało odkryte w całości, nawet z codzienności i pionu, który stawiał opór wszystkiemu. Plecy mocne, bez blizn, bez śladów krzywd. Ładne. Nawet zgubiła własny oddech i nie miało to nic wspólnego z ciepłem, które wystąpiło na jej twarz. Ona tak nie wyglądała... Była jego przeciwieństwem, nosiła szramy i to, co opowiadało zbyt długie historie.
      Emma stała jeszcze chwilę, patrząc na odwróconą sylwetkę, jakby próbując odczytać coś, co było ukryte w tej nagłej zmianie. Wiedziała, że nie powinna naruszać jego przestrzeni, ale czuła, jak coraz bardziej drży w niej potrzeba, by być przy nim, choćby w milczeniu. Podeszła powoli, ostrożnie, tak jakby wchodziła od nowa do obcego świata, który on sam próbował ukryć. Cisza wokół niego była cięższa, jakby to co zaległo mu pod skórą zaczynało drażnić.
      Po chwili usiadła na brzegu kanapy, nie odzywając się, tylko patrząc na jego twarz. Zatrzymała spojrzenie na jego torsie, ten unosił się z delikatnym oddechem, który przypominał, że oboje jeszcze żyją, bo Emma wyrównała swoje ciało do tego rytmu jakby instynktownie. Przez jej głowę przebiegła myśl, której nie powiedziała, o tym, jak bardzo go rozumie, nawet jeśli nie potrafiła tego wyrazić słowami. O tym, że czasami wszystko za bardzo krzyczy, gdy się człowiek zatrzyma.
      Nie było w niej niecierpliwości, rozumiała, że nie musi niczego mówić, bo w tym milczeniu jest pełne zrozumienie. Kiedy w końcu usłyszała, jak jego oddech się wyrównuje i wydłuża spokojnie, położyła dłoń delikatnie na jego ramieniu, nie naciskając, nie próbując go wybudzać. Po prostu była tam, obok niego, jak cichy obrońca jego spokoju. Jeśli krzyk świata stanie się nieznośny, zakryje mu uszy dłońmi, zatrzyma ten hałas. Przez pół godziny, albo dłużej, jeśli Antonio sam sobie na to pozwoli i dopuści ją bliżej.
      Po chwili, niemal szeptem, spytała:
      — Może położysz się w sypialni? Tam będzie ci wygodniej...
      Pół godziny nie wystarczy. Pominięcie siebie kolejny raz nic nie zmieni. Ona to widziała, a on wiedział. Nie czuła się jednak na miejscu, by dyktować mu cokolwiek. Propozycja była subtelna, bez nacisku. Emma wiedziała, jak jedna niechciana rada może zirytować. I jak smakują ,jak się kończą cudze irytacje.
      Przysunęła się bliżej, uniosła dłoń i odgarnęła mu z czoła kilka kręconych kosmyków, by przyłożyć wyraźnie chłodniejsze palce do jego skóry. Ściągnęła łopatki, zdając sobie sprawę że nie potrzebuje wiele więcej, bo już miała pewność, że Antonio jest rozpalony. Jasne oczy pełne troski i cichej determinacji przesunęły się po jego twarzy niżej, na odkryty tors i mocny brzuch, a ona cofnęła się. Wstała i rozejrzała po pokoju, lekko zagryzając wargę w zamyśleniu. Nie mogła pozostać bezczynna.

      Usuń

    2. Zabrała koszulę, którą zdjął z oparcia i widząc, że potrzebuje spokoju wycofała się. Nie znała tego miejsca, nie wiedziała gdzie trzymane są leki, czyste ubrania, koce. Wiedziała za to, kiedy może pozwolić sobie na coś drobnego, co odciąży jego i to miejsce i nie będzie ingerować zbyt mocno w konkretny porządek. Wróciła do sypialni, zabrała stamtąd lekki koc, który mężczyzna trzymał obok łóżka, a mijając łazienkę odłożyła do kosza do prania to, w czym spał. Zostawiła koc na oparciu kanapy, gdy była znów obok i zawróciła do stołu, aby bez pośpiechu, w ciszy zebrać naczynia do zmywarki, produkty pozamykać i schować z powrotem w lodówce, pieczywo odstawić na miejsce. Miała zręczne dłonie, ale nie poświęcała tym prostym czynnościom pełnej uwagi. Jej spojrzenie uciekało do leżącego mężczyzny i gdy kuchnia oraz salon były już uporządkowane, wróciła do niego. Przyklęknęła na podłodze, jej kolana poczuły zimno paneli, a Emma nie wiedząc, gdzie znaleźć dla siebie miejsce, prześledziła uważnie skórę ramion Antonio. Szukała śladów dreszczy, jawnych znaków gorączki. Czegoś, czego on się nie wyprze.
      - Mogłabym coś ci zaparzyć na wzmocnienie - zaproponowała cicho, z pytaniem w powietrzu, czy może się rozgościć jeszcze bardziej.
      Nie chciała go takim oglądać, nie chciała też, by przed nią grał i ją odsuwał. Bardzo za to chciałaby, aby przyjął jej troskę i pomoc. Aby pozwolił jej być naprawdę obecną obok.

      ❤️👩‍⚕️

      Usuń
  70. Jej plecy wtopiły się miękko w kanapę, a kiedy głowa Antonio odnalazła swoje miejsce na jej kolanach, nie było już odwrotu. Nie było już też dla niej ratunku. On nie prosił, by została, on jej potrzebował, a ona nie mogła i nie chciała tego ignorować. W dziwny sposób ta chwila słabości sprawiała, że Emma czuła się naprawdę potrzebna. Budowało ją to, jakby gdzieś wciąż tliła się wątpliwość i pytanie pełne niedowierzania i niezrozumienia... Co Antonio w niej dostrzega, że się nie odsuwa?
    Szczupłe palce jednej dłoni wtopiły się w ciemną gęstwinę fal, czuła pod opuszkami jak jest rozgrzany, jak na karku paruje mu skóra. Drugą dłoń ułożyła na jego torsie, by gładzić napiete ciało. Dla ukojenia, dla poczucia że coś robi, że jest. Pochyliła się i mimo że słowa w ich przypadku były zbędne, cisza i spojrzenia wyrażały więcej, były głośne, doszczętnie już obdarte z jakichkolwiek pozorów. Pocałowała go po czole, czując nowy ucisk w dołku. To troska, ciężka i solidna, zagrzebywała się w niej głęboko, rościła miejsce na zawsze w stosunku do tego mężczyzny. Emma znała to uczucie, wiedziała co znaczy, gdy oddaje się siebie komuś w całości, nie wiedziała jeszcze tylko, jak to będzie smakować z nim.
    Pod palcami czuła jak serce bije mu w piersi, jaką ma nagrzaną skórę. Wodziła palcami niespiesznie przy linii obojczyków, haczyła o brzegi tatuaży i choć to pierwszy raz jak mogła poznać go właśnie w ten sposób, nic się w niej nie napinało. Nie było wstydu, skrępowania, nie było nawet płytkiego oddechu. Było ciepło, jakby ta chwila należała do miliona innych, wspólnych, dzielonych tak naturalnie, jak gdyby nie była pierwsza. Tego uczucia nie znała, ale oswajała się z nim wygodnie, spokojnie.
    Jasne oczy otuliły jego twarz z zmartwieniem, coś co drżało w jej tęczówkach zawiesiło się na ciemnych rzęsach, gdy uniósł powieki. Gdy już nie protestował, coś się w nim zmieniało, coś pękało. Może to cała ta fasada człowieka niezłomnego, tego który pędzi wraz z swoim szybkim światem, tego który nie może pozwolić sobie na słabości i potknięcia... Jeszcze nie wiedziała. Czule musnęła wierzchem palców jego skroń, uśmiechnęła się łagodnie i pochyliła jeszcze raz, całując po policzku.
    - Przyniosę tabletki i wodę - zapewniła, nie musiał nic więcej mówić. Nie musiał się starać być silny, nie musiał pozować. Mógł dać samemu sobie pozwolenie na słabość, bo ona nie pozwoli mu upaść.
    Siedziała z nim jeszcze chwilę, kolejne kilka minut, cichych, cennych, innych. Gładziła wilgotne włosy, muskała gorącą skórę i martwiła się. Potem wysunęła się powoli i z wyczuciem, poszła do łazienki. Tabletki znalazła od razu. Te na gorączkę i inne. Przez moment jej palce zacisnęły się na opakowaniu czegoś obcego zbyt mocno, a oddech uciekł, gubiąc rytm. To na serce... Małe opakowanie, gruby kartonik, ostre krawędzie w jej palcach wydało dźwięk ostrzeżenia. Kojarzyła nazwę leku, który nie znajdował się w domowej apteczce każdego. I pomyślała... Pomyślała o czymś, co zabrało jej krew z twarzy.
    Wróciła w jakiś sposób cichsza, jakby znikała we własnym milczeniu. Jeszcze biła się z myślami, czy może spytać. Postanowiła że spyta, ale nie teraz. Jak Antonio poczuje się lepiej. Jak znajdzie się przestrzeń, by zatopić się w to co między nimi znów odrobinę bardziej. Stawiała kroki miękko, nie zakłócając późnego poranka.
    - Usiądziesz na chwilę? - zaproponowała, by sam stwierdził, na ile się czuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Przysiadła obok na brzegu kanapy, na kolanach ułożyła pudełko z lekami, zabrała całe, i podsunęła mu szklankę z przyjemnie chłodną wodą. Wyciągnęła dłoń i przyłożyła palce do wilgotnego czoła, aż lekko ściągnęła brwi zmartwiona. Powinien się przespać, powinien odpuścić dziś wszystko. Otworzyła pudełko, jej dłoń zawahała się, zatrzymała na sekundę nad opakowaniem, którego nie chciała oglądać. Sięgnęła w końcu po leki przeciwgorączkowe, połykając obawę która w niej narastała.
      - Proszę - wyciągnęła dwie tabletki w jego stronę, nie komentując nic. Pozwoliła aby pytanie samo zawisło w powietrzu. Między nimi. Tak jak otwarte pudełko na jej kolanach.
      Antonio wiele widział, wiele też wiedział,
      domyślając się ciszy, jaką Emma w sobie nosiła. W drugą stronę to również działało, bo White nie odwracała głowy. Po prostu nie miała nawyku wtargnięcia w ciszy świat. Nawet jeśli ten stawał się już częściowo jej.

      💖

      Usuń
  71. Emma patrzyła, jak Antonio powoli się poddaje, jak jego ciało, choć wciąż ciężkie od gorączki, zaczyna odpuszczać. Objęła go czule, dopasowała się jak druga część układanki, palce znów wsunęła w ciemne kosmyki, drugą dłoń ułożyła na ciepłej skórze. Dawała mu ciszę, ukojenie i spokój. Czuła, jak w jego oddechu zanika ta szarpana walka o kontrolę, jak powoli wkracza w sen, którego tak bardzo potrzebował. Przytuliła jego sylwetkę do siebie, delikatnie, jakby bojąc się, że sama mogłaby go obudzić, jeśli zbyt mocno się poruszy. Trwała spokojnie, oddając mu to, czego wcześniej nie chciał wziąć.
    Czuła z każdym spokojnym oddechem Włocha, jak jego ciepło powoli się rozprasza, jak mięśnie rozluźniają się pod jej dotykiem. Goraczka chyba go już nie trawiła agresywnie, już nie wrzała w krwi. Patrzyła na niego, z uwagą studiując piękne rysy twarzy, zarys mięśni w ramionach, linie wzorów po tuszu grające z ciałem. Łakneła widok relaksu, spokoju, ale i zmęczenia, które nie odpuszczało. W głębi serca miała wciąż kłębek mieszanych uczuć, troski, ulgi, ale także niepewności. Nie wiedziała, na ile to, co się działo, miało szansę trwać. Czy ta chwila, tak krucha i ulotna, stanie się tylko jednym z epizodów ich wspólnej historii, czy może dołączy do tego, co dłużej zostanie w nich. W niej, w jego oddechu, w tej ciszy, w której oboje się odnaleźli.
    Przez długi czas nic nie mówiła, tylko trzymała go blisko, słuchając oddechu, który stawał się coraz spokojniejszy. Dotykała go czule, z uwagą, poznawała jak napięte ma ramiona, w jakim rytmie wraz z oddechem pracuje klatka Antonio, jak jego skóra leży pod jej palcami. W jej głowie pojawiły się myśli, pytania bez odpowiedzi, ale też pewność, że coś się zmieniło, choć jeszcze nie wiedziała, co dokładnie. I jak głęboko już zapuściło w niej korzenie. W tym milczeniu była jakaś pewność, miała wrażenie, że jakby oboje powoli wycofywali się z krawędzi, między niepewnością a nadzieją. Że oboje już wiedzą, co się stanie jutro i co będzie dalej. Nie tylko ona przestała uciekać.
    Emma spojrzała na jego zamknięte oczy, na zmarszczki na czole, które powoli się wygładzały, gdy sen stawał się pewniejszy. Zapadała się coraz mocniej w uczuciach, które nie miały litości. Nie mogła się już cofnąć. Wiedziała, że chwilę którą teraz mieli, można nazwać przystankiem w chaosie i nigdy o niej nie zapomni. Pocałowała go krótko, lekko, by nie zakłócać odpoczynku i wysunęła się ostrożnie z kanapy.
    Antonio spał, a Emma w tym czasie postarała się, by nic mu nie przeszkadzało. Nakryła go kocem i cofnęła się z powrotem do sypialni. Zdążyła wziąć prysznic, zostawić piżamę w łazience i pożyczyć dłuższą koszulkę, która leżała na jej szczupłej sylwetce luźno. Przeszła przez jego garderobę nieśmiało, ale z ciekawością rejestrując rzędy eleganckich koszul, pięknie skrojonych garniturów, kolorowych poszetek i długich płaszczy. Potem odświeżona znalazła się w kuchni, z włosami upiętymi w wysoki kok, krótszymi kosmykami wilgotnymi po kąpieli przyklejonymi do szyi. Ruchy miała wolne z uwagi, nie zmęczenia i ostrożnie szukała w szafkach czy lodówce składników na bulion, który wzmocni mężczyznę i przegoni chorobę. Cicha, skupiona, zachowywała swobodę, gotując wywar, w międzyczasie nasłuchując, czy Antonio nie wstaje. Dzisiejszy dzień był inny, ale równie wyjątkowy jak każdy moment z nim. Na tę chwilę, nie myślała o cukierni, o domu, o tym co zastanie po powrocie. Liczył się kolor bulionu i jego aromat i to co się stanie, gdy Antonio się przebudzi. Myślała o tym, jak jej zależy, by on na niej również mógł polegać.


    💖🥘

    OdpowiedzUsuń
  72. Nie słyszała kroków, a obecność którą poczuła nagle wokół siebie była zaskakująca. Droga, nagła i chciana zbyt mocno, by udawać zdziwienie. Ramiona wokół talii, nagi tors przy plecach i coś, co pojawiło się wraz z tym... drobny dreszcz pod własną skórą. Nie chodziło o to, że była w jego mieszkaniu, ale że tak szybko się w tej przestrzeni dzisiaj odnalazła. Emma poczuła, jak jego ciepło przenika przez materiał koszulki, jak jej serce zaczyna bić szybciej, a oddech staje się nierówny. To zawstydzające, że starczyła jedna chwila dla iskry. Zerknęła przez ramię, ale bardziej mogła go poczuć, niż zobaczyć, obejmował ją i trzymał przy sobie tak blisko, jakby stopili się w jedno. Materiał podwinął się odrobinę w górę, odsłaniając kolejne centymetry szczupłych ud, a ona mimowolnie, może nieco bez kontroli i bezwiednie, westchnęła przez uśmiech od drobnych pieszczot na swojej skórze. Nie odsunęła się, pozwoliła mu na chwilę ich bliskości, czując, że w tym momencie wszystko inne przestało mieć znaczenie. W jej oczach pojawiło się wzruszenie, którego nie umiała powstrzymać, nie z powodu smutku, lecz z poruszenia i głębi uczuć, które od dawna w niej tliły się cicho, a teraz wybuchły głośnym, prawdziwym drżeniem. Z kolejnym pocałunkiem, na jej policzki wykwitł głębszy rumieniec, odłożyła łyżkę na bok i odetchnęła głębiej, jakby jeszcze ostatkiem sił próbowała przytrzymać się bezpiecznej granicy.
    Wyłączyła kuchenkę, odchyliła odrobinę pokrywkę, aby aromat jeszcze bardziej wypełnił każdy kąt kuchni i mieszkania, a potem powoli obróciła się w kierunku Antonio. Zupa powinna ostygnąć przed podaniem, a ona musała go zobaczyć teraz. Ruch był przemyślany, by nie cofnął dłoni, które na sobie czuła. Delikatnie zadarła podbródek i uśmiechnęła się łagodnie, patrząc mu w oczy. Wyglądał lepiej, oczy miał zdrowsze, jaśniejsze. W jej spojrzeniu można było dostrzec mieszankę czułości i troski, którą od dawna nosiła w sercu.
    - Dzień dobry - powiedziała miękko, jakby mogli zacząć dzień jeszcze raz, jakby sama wybrała dać im drugą szansę. - Jak się czujesz? - uniosła dłonie, jedną przyłożyła do policzka Włocha, przesunęła w górę i odgarniając chcące się kręcić kosmyki, dotknęła czoła. Było chłodniejsze. Druga dłoń spoczęła na jego torsie i Emma miała wrażenie, że teraz jej palce są bardziej rozpalone od wychłodzonej skóry.
    Wyglądał dobrze, bardzo dobrze. Przesunęła dłoń z czoła na jego kark, przeczesując ciemne pasma, objęła go i przechyliła się do niego, zatapiając się w męskich ramionach tak pewnie, jakby chciała zachować tę chwilę na zawsze. Objęła go w pasie, czując pod dłonią kości żeber i mięśnie, które ukrywał w garniturach. W kuchni pachniało bulionem, było parno od gotowania, a gdy pochyliła się, muskając go lekko przy obojczyku, jego oddech zagrał gdzieś przy jej uchu. To jak subtelnie i znacząco ją trzymał, przypominało jej o prostocie i pięknie codziennych chwil. Musnęła go znowu, po szyi, pod brodą, po jabłku Adama powoli, bardziej miękko, niespiesznie, jakby chciała przekonać się, czy jego ciało smakuje na już wypoczęte. I gdy podniosła na niego spojrzenie mimo czegoś, co błyszczało gorącem na jasnych tęczówkach, nadal mógł widzieć ostrożność i niepewne pytanie. Czy to nie za wiele.


    💥 ❤️

    OdpowiedzUsuń