aktualności

16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

25/01/2026

[KP] Musical jest jak życie – radosny, smutny, chaotyczny, a jednak piękny, jeśli ktoś słucha uważnie

✦ Ciao! ✦
Antonio Vincenzo Caruso


Antonio jest prawdziwym architektem emocji, którego główną mocą jest okazywanie czułości wobec wszelkiej niedoskonałości. Zamiast brać, stale dzieli się tym, co ma w sobie najlepsze. Nadal nie potrafi jasno określić, który makaron jest lepszy: al dente czy w pełni miękki. Niedzielne obiady na mieście stały się złotą tradycją, a niekończąca się dokumentacja testuje jego cierpliwość na poziomie olimpijskim. Prawdopodobnie nigdy nie nauczy się parkować poprawnie, bo linie parkingowe to tylko sugestia, a nie sport ekstremalny. Rozpoczyna dzień od skrupulatnie stworzonego rytuału: najpierw lodowaty prysznic przy dźwiękach Nessun Dorma, a następnie filiżanka espresso w akompaniamencie Stayin' Alive — dla zachowania zdrowego balansu. Carbonara w rytmie Smack That? Wystarczy, że patelnia nabierze odpowiedniej temperatury, a Antonio w swojej kuchni zaczyna się czuć niczym na scenie Broadwayu, wprawiając biodra w nieskrępowany ruch. Give It To Me? Parmezan zastępuje konfetti w samym sercu prywatnego musicalu, podczas, którego Caruso staje się niemal włoskim odpowiednikiem Justina Timberlake'a. To tu kończy się operowa elegancja, a zaczyna Antonio.
Garnitur stał się czymś więcej niż tylko elementem garderoby, stał się przedłużeniem jego włoskiego temperamentu, którego jak dotąd żadna kobieta nie zdołała w pełni posiąść. Nigdy nie wybiera pośpiechu, relacji na skróty, pustych gestów. Prawdopodobnie nigdy nie zrozumie braku pasji w ludziach, co w jego odbiorze jest puste i sprawia, że Caruso natychmiast się wycofuje. Nigdy nie zniesie braku lojalności, próby kontroli i fałszywej autentyczności. Wychowany w domu, w którym, to emocje stały na pierwszym miejscu, a małe gesty miały znaczenie, dlatego Antonio nigdy nie ucieka od rozmowy, którą pod względem powagi traktuje na równi ze słuchaniem.
Unika zatłoczonych restauracji, gdzie jedzenie automatycznie przestaje mieć wtedy znaczenie. Wszelkie spóźnienia odbiera jako brak szacunku, a miejską komunikację uważa za centralny punkt piekła na Ziemi. Nie pominie żadnego odcinka The Residence i Emily in Paris, uparcie twierdząc, że życie Emily nie jest tak cudownie różowe, jak jej garderoba a sam serial nigdy nie zdołał zaprezentować porządnego espresso.
Caruso jednym spojrzeniem jest w stanie ocenić, czy dana osoba jest warta jego czasu i prawdopodobnie nigdy nikomu nie przyzna się do tego, że spróbował pizzy z ananasem i wcale nie nazwał jej włoską zbrodną.

Hejo :) To znowu ja, serdecznie zapraszam! <3 Szukamy razem z Antonio dosłownie wszystkiego!

47 komentarzy:

  1. [Ciao bello!🤭
    Na jego miejscu również nie przyznałabym się, że mi zasmakowała pizza z ananasem. Jeszcze odebraliby mu włoskie obywatelstwo za to barbarzyństwo. 😁 Powiem tyle, że narobiliście mi oboje ochoty na carbonarę, a póki co się nie zapowiada, że jem sobie taką prawdziwą włoską, więc niestety, ale będę się musiała podróbą zadowolić. 🥲
    Bawcie się razem dobrze i oby się trafiła taka, która będzie potrafiła ten włoski temperament ujarzmić i tę paskudną pizzę wybić mu z głowy!🤭
    Loffki, kisski i cała reszta. 🩷]

    sloane fletcher & sophia moreira

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Oooh, teraz ja też bym zjadła carbonare xD Cześć!
    Zazdroszczę tym Twoim postaciom, że są takie... Rozbudowane, że mają takie pełne i bogate życie, że na to wszystko starczy im czasu! Że kariera jest, rodzina jest, szczypta nieszczęścia też i to wszystko to taka ładna, harmonijna kompozycja 😊
    Bawcie się dobrze! Standardowo, zapraszam do którejś z swoich dziewczyn, one dogadają się nawet z Włochem! ]

    Emka & Lily

    OdpowiedzUsuń
  3. [Miło widzieć Cię z kolejną, równie świetną postacią na blogu <3 To wirujące zdjęcie jest genialne, co chwilę na nie najeżdżam i się nim bawię haha :) Ah ten włoski temperament, ciężko nie mieć do niego słabości! Nie miałyśmy chyba jeszcze okazji razem niczego stworzyć, więc gdybyś miała ochotę na wątek, zapraszam do kogoś z mojej dwójki :) Życzę dużo weny i dobrej zabawy, a ja uciekam kupić przez Ciebie i te włoskie klimaty jakieś pyszne tiramisu :D]

    Rowan Ardent & Lusya Warren

    OdpowiedzUsuń
  4. [Podobnie jak magiczniemrocznamoc, nie mogłam odmówić sobie chwili zabawy z tym zdjęciem 🤭 Które zresztą od wczoraj już zdążyło się zmienić, ja tu wszystko widzę 😈
    Antonio jest przesympatyczny i myślę, że Maxine przesiadywałaby w jego kuchni równie chętnie, co w kuchni Leonarda, ponieważ ta dziewczyna ma oczywistą słabość do każdego, kto tylko ją karmi, ale będę dzielna i nie dam się namówić na kolejny wątek, bo serio, ale to serio nie wyrobię. Choć podobno nigdy nie należy mówić nigdy, prawda?
    Tymczasem bawcie się z Antonio dobrze i zostańcie z nami na długo 💖]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  5. Szum ulewy rozbijał sie nie tylko o wystające kamienne parapety fasady budynku, ale również rozbrzmiewał w środku, niosąc się echem po coraz mniej zatłoczonych korytarzach. Ten sam szum ginął niejako w niegasnącym gwarze i znów wznosił pod potężne żyrandole, dzwoniąc o kryształki zdobień. Emma stała z brzegu, przy rozwidleniu na półpietrze schodów z plecami wciśniętymi w zimny mur. Spojrzenie miała opuszczone na tyle, by widzieć eleganckie stroje publiki, która ożywiona po spektaklu, dzieliła się nadal wrzącymi w nich emocjami. Widziała błyszczące naszyjniki kobiet, połyskujące materiały szali, albo sukienek i śniezną biel dobrze skrojonych koszul towarzyszących im mężczyzn. Czekała na odpowiedni moment, by wrócić wyżej, minąć główne drzwi na salę i poczekać kawałek dalej przy rozwidleniu kolejnych korytarzy, gdzie Antonio będzie wychodził, gdy się przebierze i odetchnie po sztuce. Cierpliwie więc stała, bo tłum poniósł ją z jej miejsca aż tutaj, nim zdołała mu umknąć i zaczepić się boleśnie wysokimi szpilkami w miejscu.
    Palce stóp odrobinę ją bolały, bo nie nosiła obcasów od miesięcy, a może i już lat, a dłonie odrobinę drętwiały, gdy sztywno otaczała nimi niewielki karton, by uchronić kawowe bezy przed straceniem tłumu, który nadal falami wylewał się z głównej sali widowni. Jakim cudem zmieściło się ich tam aż tyle i jakim cudem ona sama nie dostała ataku paniki, ani się nie udusiła? Była dzisiaj dzielna, kolejny raz przyszła na sztukę Antonio i kolejny raz spłynął jej niemal calutki makijaż od tych uczuć, które w niej wzniecał spektakl choć nie był ani mocny, ani wyrazisty. To były te nieliczne momenty, gdy sobie na to pozwalała, gdy pokazywała pęknięcia i pozwalała płynąć łzom, opaść ramionom i uciekać z gardła takim dźwiękom, których nie musiała się wstydzić, bo ginęły w tłumie. To były te rzadkie chwile, gdy uciekała z swojego własnego świata i nabierała w płuca głebiej powietrza. Antonio tworząc inną historię, pozwalał jej odetchnąć od własnej.
    Zawsze wyglądała tak samo, gdy przychodziła w te miejsca, gdzie tworzył. Rozpuszczone, albo nisko złapane włosy podpinała częściowo do góry, a dłuższe kosmyki podkręcała, by nadal osłaniały szyję i ramiona. Szerokie, bezkształtne swetry w których się chowała, porzucała dla granatowej sukienki bez pleców z długimi rękawami i rozcięciem od połowy łydki, gdzie sięgał materiał, do połowy uda z tyłu. Była to prosta, klasyczna i elegancka sukienka z miękkiej tkaniny, która ładnie leżała na szczupłej sylwetce i wybaczała nawet te ubytki w kilogramach, jakich nie odzyskała po wypadku. Emma czuła się w niej dostatecznie swobodnie, by wychodzić tak z domu, bo choć najchętniej schowałaby się w bluzie i jeszcze owinęła kocem, to wiedziała, że ma ładną figurę i to nic złego czasami po prostu ubrać się inaczej.
    Ludzi było już mniej, więc skierowała się z powrotem na górę. Mijając okno, rzuciła ukradkowe spojrzenie w szybę, gdzie woda lała się rozmywając obraz ulic, a światła latarni i przejeżdżających samochodów przypominały smugi jak po spadających gwiazdach. Jej odbicie również było rozmyte, niewyraźne. Jakby nie do końca istniała w tym świecie i czuła, że tak trochę jest. Nadal. Odstawiła karton na niski stolik przy wnęce obok rozwidlenia korytarzy. Siegnęła do torebki i wyjęła z niej jasny błyszczyk, by poprawić chociaż zjedzone usta. Kosmyk, który uciekł z drobnej spinki zaczesała za ucho i zdała sobie sprawę, że znów minęło zbyt wiele czasu od ich ostatniego spotkania. Przywiązywała się... na nowo jakby czuła, jak smakuje bycie blisko. Od wypadku minęły już niemal dwa lata, a ona nadal miała koszmary, ale teraz dni nie były takie złe. Nie wszystkie.
    Poprawiła sukienkę przy ramieniu, chwyciła torebkę w dłoń, w której zadzwoniły małe klucze i telefon i złapała za kartonik. Nie musiała zaglądać do środka, wiedziała, że bezom nic sie nie stało, bo chroniła je zaciekle, nawet jak na nią. Kawowe, bo połączyła ich kawa i zawsze to ten smak i aromat towarzyszył jej myślom, gdy te biegły w kierunku Włocha.

    Emka

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jaka piękna ta karta! ♥ Jaki on przyjemny. Tworzysz postaci takie... cieplutkie, aż chce się do nich przytulać. A to pierwsze zdanie: Antonio jest prawdziwym architektem emocji... już od samego startu chwyta za serce! ;-) Pozwolę sobie wrócić do naszych ustaleń na HG, a tymczasem - bawcie się tu z Antosiem cudownie. ♥]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald

    OdpowiedzUsuń
  7. Wieczory i noce były ciche i otulały chłodem, w którym potrafiła odnaleźć spokój. Emma wtedy oddychała głębiej, spokojniej, zsuwała z siebie szerokie, szare ubrania bez kształtów i bezdźwięcznie żegnała kolejny dzień. Każdy był trudny, niektóre trudniejsze, a ona potulnie, pokornie przyjmowała codzienności. Od wypadku była jeszcze cichsza, jeszcze bardziej wycofana, jeszcze bardziej skryta i niedostępna i zarazem wiedziała, że to wszystko... to po prostu nie do końca ona. Była dzieckiem z przypadku, podrzutkiem w sierocińcu, któremu poszczęściło się na tyle, że adoptowała ją naprawdę dobra para. Państwo White - jej prawdziwi rodzice, dali jej wszystko, o czym może marzyć dziecko. Dom i miłość, a ona, z natury łagodna i skromna, nie prosiła o więcej i nic więcej nie chciała. Mimo nieszczęśliwego startu, miała bardzo szczęśliwe życie, a po wypadku wszystko runęło. Świat nie zatrząsł się w posadach; on przestał istnieć, a ona wraz z nim.
    Nie wiedziała, ile będzie musiała czekać, aż Antonio zbierze się do domu, ale nie weszła głebiej i nie szukała go w korytarzach. Oboje dawali sobie wolność i chyba to pozwalało jej czuć się przy nim tak swobodnie. Nie pytał. Nie dociekał. Nie naciskał. Póki obiektu nie zamykano i ochrona jej nie wypraszała, czekała cierpliwie, oglądając zdobienia w budynku i choć nikomu tego nie mówiła, te korytarze... były straszne. Zawsze gdy tu przychodziła, oglądała je z podziwem, ale i trwogą. Piekne, ale równocześnie makabryczne, jak z horroru, szczególnie gdy przejeżdżające auta i rozlane światła ulic i lamp pojazdów zmieniały kąt i perspektywę każdego kształtu. Ale Emma nie drżała, bo przecież to co nieżywe, nie może skrzywdzić.
    Drgnęła zaskoczona, gdy głos rozległ się tuż za jej plecami. Nie słyszała jego kroków, ale to może jej wyobraźnia porwała ją zbyt daleko od tego miejsca. Porwała na pewno, bo czuła, jak niespokojnie bije jej serce.
    - Buonasera, Antonio - powiedziała miękko, zatrzymując spojrzenie najpierw na jego ustach, gdy zostawiał na niej ciepły ślad, a później na swojej dłoni, jakby chcąc sprawdzić, czy zdąży go w jakikolwiek sposób dostrzec. Nie znała włoskiego i nigdy nie rozumiała, co on to niej mówi, ale tego jednego wyrażenia się nauczyła i miała tylko nadzieję, że nie kaleczy akcentu. Brzmiało to bardzo elegancko i pasowało to mężczyzny i do takich wieczór, gdy podziwiała jego sztukę.
    Oddała mu uśmiech, a w jej spojrzeniu pojawiła się ta ciepła łuna, którą potrafił wzniecić swoim towarzystwem. Wysunęła dłonie w jego kierunku, aby przekazać kolejną porcję eksperymentalnych wypieków, jakie szykowała głównie z myślą o tym, by umilić mu czas tak, jak on umilał jej, pozwalając trwać tej znajomości bez narysowanych granic. Ostrożnie, badawczo z zdrową dawką ciekawości i budującej się fascynacji.
    - Tak, ale jeszcze nie dzwoniłam po powrotną - przyznała, lekko przechylając głowe, aby wyłapać to drgnięcie w jego kąciku, które znała i które pojawiało sie, gdy dawała mu swoje wypieki. - To kawowe bezy, dodałam wanilii - powiedziała miękko, bo cukiernia i pieczenie to było to, co dodawało jej skrzydeł. To co pozwalało jej czuć, że żyje. Dzięki czemu naprawdę żyła.
    Kilka pojedynczych włosków opadło jej na policzek i Emma zaczesała je znów za ucho. Po tuszu nie zostało już śladu, za to błyszczyk dodawał jej odrobinę odwagi.
    - Było dzisiaj naprawdę pięknie - pochwaliła, opierając się plecami o zimną ściane, gdy to serce nadal nie pozwalało jej się uspokoić i dudniło tak mocno, aż słyszała to niemal w uszach. Odetchnęła płytko i spojrzała w stronę smug na oknie. - Nie uprzedziłeś, żebym nie zapomniała parasolki - przyznała i zwiesiła głowe, by ukryć zawstydzony uśmiech. To było tak łatwe uśmiechać się przy nim i z nim, że czasami się w tym gubiła.

    Emka

    OdpowiedzUsuń
  8. ( Buonasera! Pierwsze, co mnie urzekło, to Joe Jonas... Boże, to był mój crush z czasów świetności blogów grupowych! Mam ogromny sentyment do tego wizerunku <3
    Wraz z Eve jesteśmy wręcz oczarowane tym szlachetnym, utalentowanym mężczyzną. Nie dość, że Włoch, to jeszcze artysta z bogatym wnętrzem... Chodzący ideał! Niech się nie martwi, że nie potrafi parkować... Eve też ma z tym spory problem. Ba, ona nie potrafi parkować tyłem! To najgorsza zmora, jaka może być. W razie chęci – zapraszamy <3)
    Eve

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedno uderzenie serca trwał piękny, miękki uśmiech, którym przyjęła podziękowania, wiedząc, że Antonio wie i rozumie, ile znaczą dla niej nie tylko same wypieki, ale gest obdarowania. Emma miała kruche i troszkę poturbowane, ale niezwykle gorące serce, które nie wahało się pracować dla innych. Mimo wypadku, własnej tragedii, straty i mimo udręk, jakie teraz znosiła, nie złamało to w niej wpojonej przez lata wychowywania w domu kochających ludzi prostej dobroci. Cukiernia stała się dla niej czymś więcej, niż wyrazem pamięci i wdzięczności po mamie, która ją adoptowała i była jedyną i najlepszą mamą, jaką mogła sobie wymarzyć. To nie był tylko interes. To był warsztat do budowania wspomnień i podarowywania chwil pełnych emocji. I może brakowało jej przedsiębiorczej smykałki, ale ludzie to doceniali, a klientela rosła, choć z biznesowego punktu widzenia Emma miała masę niedociągnięć.
    Przy kolejnym uderzeniu, spuściła wzrok na trzymane przez niego pudełko i poczuła, jak robi jej się cieplej, a policzki zaczynają palić. Ta znajomość nie pędziła, a płynęła spokojnym nurtem, jak szeroka, leniwa rzeka i to jej odpowiadało. To ją w jakiś sposób już oczarowało, jak i sam Antonio. Ale wiedziała też, że w pewnym momencie to minie, te spotkania, zaproszenia na spektakle i uwaga, jaką chłonęła od mężczyzny. Jego świat był inny i nie potrzebował jej tak, jak ona potrzebowała jego. A ona... ona miała własne brudne sekrety, którymi nie powinna psuć mu ani jednej chwili.
    - Chciałam przyjść. Zawsze chcę - przyznała cicho, zerkając w kierunku okna i jego dłoni na szkle.
    Kolejne uderzenie serca i rumieniec zszedł, a twarz kobiety znów była jasna, choć może nieco bledsza. I tym razem miała wrażenie, że jej serce powoli zwalnia, a w żołądku zaciska się bolesny, zatrważający supeł. Kąciki ust uniosła do góry z wysiłkiem, gdy spojrzała na Antonio ponownie. Nie mogła się zgodzić, aby ją odwiózł do mieszkania, gdzie nie jest sama, albo po prostu... żeby wiedział. Powoli wsunęła chłodną dłoń pod jego ramie i oplotła palcami miękki materiał ubrania, czując silne ramię.
    - A czy odwiózłbyś mnie do cukierni...? - poprosiła zduszonym głosem. - Zostawiłam tam telefon, a parasolka też się znajdzie - dodała, aby nie zrozumiał jej źle. Choć cokolwiek by zrozumiał, byłoby bliższe prawdy, niż jej nieudolna i pokraczna gra.
    Emma nie umiała kłamać, ale była dobra w uciekaniu i chowaniu się. Ukrywała więc wstydliwą, brzydką prawdę i tak trwała w zawieszeniu tego co słuszne, co bolesne i co prawdziwe. Poczuła, jak narasta w niej mieszanka strachu i wdzięczności za propozycje. Wiedziała, że Antonio nie ma złych intencji, ale wiedziała też, że nie może zaufać i odkryć się z wszystkim. Obawiała się, że ujawnienie prawdy o jej życiu może sprowadzić na nią jeszcze większe kłopoty, a z tymi teraz i tak mierzyła się z ogromnym wysiłkiem.
    - Gdyby było wcześniej, mogłabym zaprosić cię i pokazać, jak te bezy powstają - pomyślała na głos, gdy szli już ku schodami w dół. - Antonio, jadłeś kiedyś świeże zaraz po wystygnięciu? - zerknęła na niego kątem oka, powoli rozluźniając się po pierwszej, impulsywnej, myśli, która kazała jej się bać. Przecież z nim, mogła poczuć się bezpieczniej, choć trwało to tylko chwilę.

    Emka

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo chciałaby posłuchać o jego domu, o wspomnieniach i tych smakach, dźwiękach, zapachach, które wyniósł i o których pamiętał do dzisiaj. Gdy mówił o rodzinie, jego rysy łagodniały, a w spojrzeniu pojawiało się coś miękkiego, czego chwytała się za każdym razem tak mocno, jakby nie mogła się nadziwić, że tak potrafi czuć. Miał w sobie piękną iskrę pełną życia, której mu zazdrościła, którą też kiedyś miała. Jednak z tyłu głowy, przebijała się ostra obawa, że jeśli dopuści go zbyt blisko, gdy pozwoli podejść do siebie i poznać całą wraz z tym co wokół, po prostu w pewnym momencie zniknie. Bo wiedziała, była pewna, że tak właśnie będzie. Że straci go i te przemiłe chwile, gdy czuła się bezpieczna i wolna.
    Nie myślała o taksówce, ani o cukierni, a o tym, że samochód Antonio nie może podjechać byt blisko jej domu. Gdy szli, schody zdawały jej się zlewać bez kształtów, a twardy ucisk w dołku sprawił, że w pewnym momencie przestała niemal oddychać, aż pobladła i zakręciło jej się w głowie. Zamilkła. Strach miał nad nią zbyt wielką siłę, tak jak ten, który go budził. W tym momencie Emma poczuła, jak świat zaczyna się rozmazywać, a przed oczami zamajaczyła ciemność, z której wyrwał ją mocniejszy dotyk na ciele.
    Wciąż bez słowa, poddała się ruchom mężczyzny. Była wdzięczna i jeszcze bardziej świadoma, jak obrzydliwie go traktuje, odsuwając od prawdy. Ona się bała, ale to nie miało znaczenia. On nie zasłużył na kłamstwa i to budziło w niej za każdym razem coraz większe wyrzuty sumienia. Emma spojrzała na niego spod zmęczonych powieki, próbując zebrać myśli. Dłonie, które jej obejmował zadrżały, gdy uwolniła jedną i przyłożyła do policzka Antonio tak czule i lekko muskając mu skórę, jakby samym gestem chciała go za wszystko przeprosić. W głowie wciąż brzmiały jej słowa, które wypowiedział, ta niewinna propozycja i uczucie, które nimi wywołał, jakby w jej ciele zagnieździła się chłodna fala nerwów.
    - Nie wiem... - powiedziała cicho, spuszczając zawstydzona wzrok. Nie powinna przyprawiać mu zmartwień. Chciała mu dawać tylko uśmiech, taki piękny jak ten, gdy odebrał bezy. - Nie chcę żadnego lekarza, Antonio. To nic... tylko zasłabłam, to był długi dzień - dodała, nie mając nawet sił na ostry sprzeciw. Od dwóch lat słabo spała. Od miesięcy niewiele była w stanie przełknąć, ale to nie były rzeczy, jakie chciała mu o sobie opowiadać.
    Dość miała lekarzy, klinik, szpitali i przychodni. Dość miała tego zapachu, protekcjonalnego tonu, czujnych spojrzeń, a później spojrzeń pełnych współczucia i smutku, które osiadały na niej i przyklejały się, ciągnąć ramiona w dół. Zacisnęła palce na jego dłoni i podniosła wzrok, patrząc na niego z spokojem, jakby już nie było potrzeby się martwić.
    - Nie potrzebuję lekarza. Po prostu… trochę się przemęczyłam. To minie - powtórzyła, chcąc go uspokoić i odetchnęła głębiej, wreszcie zbierając się, by wstać z ławki.
    Wstała i stanęła, trzymając go za dłoń i nie powiedziała tego głośno, ale... nie chciała teraz nigdzie wracać. Nie sama.
    - Zaraz będzie lepiej, chodźmy do auta - poprosiła, znów obejmując go pod ramię i przysuwając się bliżej. Miał tak wystraszone spojrzenie, pełne troski i zmartwienia, aż ścisnęło ją pod żebrami, więc uciekła spojrzeniem w bok, opierając policzek na jego barku.


    Emma

    OdpowiedzUsuń
  11. Emma mówiła spojrzeniem, ciepłym gestem, troską a przede wszystkim wypiekami, do których wkładała serce. To, że dbała o innych tym, że pamięta, jakie lubią smaki, albo co chwalili ostatnim razem, mówiło o wiele więcej o jej cieple i wrażliwości, niż milczenie, którym zwykle się dzieliła. Była skryta, nieśmiała, delikatna i bardzo ostrożna w kontaktach z innymi. Może nawet zbyt bardzo wycofana. To co przeszła w życiu nie powinno wystarczyć za usprawiedliwienie, ale jednak przeżyła więcej, niż statystyczna osoba przez całe swoje życie, a nie miała nawet trzydziestu lat. Jeśli Antonio rozumiał i nie naciskał, to może jednak znał ją lepiej, niż sama sądziła.
    Wizja, że odprowadzi ją pod drzwi i zastanie w progu Thomasa... to sprawiło, że wszystko w jej wnetrzu się skręciło, jakby chciało schować. Jakby wszystko w niej już chciało uciekać. Całe szczęście Włoch był cierpliwy, wyrozumiały i bardzo spostrzegawczy i pozwalał jej się wyciszyć, uspokoić, odzyskać równowagę i nie naciskał. Wsiadła za nim do auta nadal blada, ale przynajmniej już nie czuła ścisku pod żebrami i oddychała głeboko. Wystarczyło jej, że zapewnił, że nie pojadą do lekarza i już było lepiej. Nie mogła się przecież nikomu pokazać, bo wszystkie tajemnice zostałyby odkryte.
    Gdy ruszyli, zacisnęła mocno palce na dłoni, bo wciąż jazda sprawiała, że czuła się cała napięta jak struna. Wtedy... wtedy też siedziała obok kierowcy... Tyle że wtedy z auta wysiadła tylko ona.
    - Dziękuję - powiedziała cicho, gdy już jechali, a był to krótki szept jak tchnienie wiatru; nie tak dudniącego jak ten z wieczorną ulewą, a ledwie słyszalny. Dziękowała za wiele, nie tylko jego obecność, nie podwózkę do cukierni, czy szal, tylko jeszcze nie umiała tego nazwać.
    Pozwoliła sobie opuścić powieki na kilka minut. Czuła na twarzy blask neonowych tabloidów, których nie lubiła, bo był zbyt wyraziste, zbyt krzykliwe, agresywne... tłumiły wszystko inne, jakby chciały pożreć cały świat dla siebie. Przycisnęła dłoń z pasem bliżej swojej klatki, a gdy zatrzymali się, zdumiona spojrzała przed siebie. Nie byli w jej okolicy... ani obok cukierni, ani bliżej jej domu. Spojrzała zdumiona na Antonio, rozumiejąc jego intencje i zamiary, a jednak nie rozumiejąc go jednocześnie wcale. Zagryzła dolną wargę i spuściła wzrok, tak zdezorientowana jak skrępowana i również absolutnie rozczulona.
    Chwyciła go za dłoń i pozwoliła się poprowadzić. Szła ufna, choć palce jej drżały, nadal zimne i blade jak policzki, które nie odzyskały kolorytu. A w mieszkaniu, rozebrana z płaszcza, butów i poczucia, że panuje nad sytuacja, usiadła lekko przygarbiona w fotelu, patrząc za Włochem. Potrzebowała chwili, aby sobie to poukładać w myślach. Była w jego mieszkaniu, w jego przestrzeni, a... nigdy nie sądziła, że się tu znajdzie.
    - Antonio - wypowiedziała jego imię miękko, poruszona tym co i ile dla niej robił i gdy zawrócił do kuchni, upiła kilka łyków wody z szklanki i podniosła się, idąc za nim. - Kompromisy są trudne - przyznała, odkładając szklankę na blat obok deski i noży, które miał tu już uszykowane. A potem bez słowa, bez ostrzeżenia stanęła za nim i objęła go mocno, starając się opanować to wzruszenie, które zatrzymało na rzęsach emocje. - Dziękuję ci - powiedziała cicho, znowu tak jak w aucie, że ledwie mógł być pewien, że ją słyszy.


    Ems 💌

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie była typem, któremu kontakty międzyludzkie przychodziły z łatwością. Wciąż, już od najmłodszych lat dzieciństwa, robiła coś nie tak, zbyt odstawała od dziewczynek, chociaż zbyt mało pasowała także do chłopców. W konsekwencji rzadko kiedy udawało jej się utworzyć jakieś głębsze relacje, a jeśli już się udało — ciężko je było utrzymać. Nauczona doświadczeniem, Maddie w głębi serca po prostu nieustannie drżała z obawy przed odrzuceniem. Wmówiła sobie w końcu, że dobrze jej w tej samotni i że nie potrzebuje towarzystwa, bo kiedy nie ma się bliskich, nikt nie może odejść ani zniknąć, ani zranić.
    Było kilka wyjątków, na ogół objawiających się w chłopakach, z którymi się jednak czasem wiązała; przez długi czas miała też mocną relację ze starszą siostrą, choć obecnie wszystko na tym polu stało pod wielkim znakiem zapytania. Ociepliły się jej za to kontakty z drugą siostrą, aczkolwiek nie na tyle, by mówić o jakiejś wielkiej przyjaźni. Jej ostatni związek zakończył się z kolei wysłaniem faceta do więzienia, z którego niedawno wyszedł, co spowodowało dodatkową komplikację w jej życiu. Reasumując — w chwili obecnej była sama i tak też spędzała większość czasu. Zamknięta w czterech ścianach nowego, wynajmowanego mieszkania, czuła się bezpieczniej, niż na zewnątrz. Z koleżankami właściwie wszystkie relacje jakoś samoistnie się rozeszły. Tak właściwie, gdyby naszło ją na zwierzenia, została jej już tylko jedna osoba. To wystarczało.
    Nie przyjaźnili się od dzieciństwa, jak w wielu romantycznych powieściach, i tak samo jak w nich — nigdy nie połączyło ich nic więcej, poza tą właśnie przyjaźnią. Był jednak stabilnym punktem w życiu Maddie, jednym z niewielu, a aktualnie chyba jedynym; kimś, przy kim mogła być sobą, mogła się wściekać i płakać, i mówić otwarcie o tym, co ją boli i co ją przeraża. Kojące uczucie. Czasami miała bowiem wrażenie, że nawet ona już nie wie, kim właściwie jest, a przy nim jakoś zawsze potrafiła odnaleźć cząsteczkę siebie. Lubiła wpadać do niego bez zapowiedzi i zapowiedziana, siedzieć dłużej, niż wypadało, oglądać głupoty w internecie albo filmy, przy których płakali ze śmiechu. Było tak, jak powinno być w każdej przyjaźni — ciepło, otwarcie i bezpiecznie.
    Tego popołudnia, gdy już nie mogła wytrzymać, udała się właśnie do niego, bo to robiła, kiedy było jej źle. A teraz, tak czuła, było jej wyjątkowo źle. Okropnie wręcz. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje i skąd ten rozstrój nerwowy, w dodatku w pewien sposób była zażenowana tym, że przeżywa cokolwiek tak intensywnie, bo na ogół była przecież bardzo opanowana. Miała wrażenie, jakby pękły w niej jakieś bariery, a wszelkie mechanizmy regulacyjne rozkręciły się i rozsypały w proch. Siedząc w domu zajmowała się wciąż czymś innym, byle tylko nie mieć czasu na myślenie — starała się ogarnąć studia, które z roku na rok były bardziej wymagające, zajmowała się zwierzętami, umawiała się na sesje zdjęciowe, by nie dopuścić do powstania dziury w budżecie, a gdy miała wolną chwilę, natychmiast łapała pierwszą z brzegu książkę albo włączała jakiś serial i przyklejała się do telewizora. Czuła, że jakiś niejasny stres oplata ją z każdej strony, niczym osiem macek ośmiornicy. Musiała z kimś wreszcie pogadać, bo wydawało jej się że zaraz eksploduje.
    Po drodze wzięła na wynos pizzę z ananasem na połowie i zaopatrzyła się w wino, które pili ostatnio i które wyjątkowo im smakowało, a w końcu zastukała do drzwi — mocniej i bardziej nerwowo, niż zamierzała — przywdziewając na twarz szeroki uśmiech.
    — Cześć! — przywitała się, gdy otworzył i bezceremonialnie wepchnęła się do mieszkania, wręczając przyjacielowi wielkie pudło z pizzą, a sama taszcząc reklamówkę z winem do kuchni. — Nie wiem, czy wiesz, ale dzisiaj pijemy i oglądamy. Ja wymyśliłam to, więc pozwolę ci wybrać film — uśmiechnęła się przekornie, stawiając butelkę na blacie i przetrząsając szuflady w poszukiwaniu otwieracza.

    bestie 💜

    OdpowiedzUsuń

  13. Emma nie pojawiała się pierwsza, nie odzywała się nieproszona, nie była śmiała ani w gestach, ani w zachowaniu, a jej głos zwykle był miękki i cichszy niż powinien, jakby przytłumiony. Ona sama wydawała się bladym tłem do tego, co ją otaczało, ale komponowała się w półcieniach i odnajdywała w nich tak dobrze, że nie rzucała w oczy. Nie przeszkadzała. Była obok w ten niewymuszony, łagodny sposób, bez hałasu, bez gwałtu, bez pośpiechu, jakby trwała i czekała na swój moment, choć od wypadku miała wrażenie, że gaśnie, bo jej chwila minęła.
    Odrobinę zawstydzona swoim zachowaniem i tym, jak opatrznie mógł je odczytać, spuściła wzrok i posłusznie przysunęła szklankę do ust. Nie doszukiwała się nagany ani krytyki w jego słowach, ale fakt że nagle go objęła... mogła go zaskoczyć, to pewne. Wyczuła to krótkie spięcie w jego ciele, to jak zastygł pod jej ramionami, ale ostatecznie on nie skomentował jej ruchu, a ona postanowiła, że będzie bardziej rozważna. Na krawędzi zimnego szkła odbił się jej jasny błyszczyk, gdy upiła kilka łyków, przechodząc kawałek dalej, by nie przeszkadzać..
    Emma patrzyła na niego z delikatnym uśmiechem, choć w jej oczach wciąż tliła się niepewność. Przyjemnie było obserwować jego swobodę i pewność w ruchach, jakby to jak sięgał po tę prostą, codzienną przyjemność jak jedzenie, było wyrazem głębi i spokoju, które już u niego znała. Czuła się w tej chwili odrobinę jak intruz, który znalazł się w tym miejscu przypadkiem, ale nie chciałaby za nic opuścić tego wyjątkowo osobistego spektaklu. Antonio na pewno miał wielu wiernych fanów, ale była pewna, że nikt nie widział go w takim wydaniu, jak ona mogła oglądać teraz.
    Uśmiechnęła się lekko, sięgając po widelec. Nie mówiła nic, ale jej spojrzenie mówiło wszystko, co pokazała też gestem i co powiedziała wcześniej - dziękuję, że jesteś. Jedzenie już pachniało obłędnie, a skoro było przygotowane z troską, Emma wiedziała, że rozpłynie się na języku absolutną pysznością. Zawsze tak było, gdy ktoś gotował z sercem, nie mógł mu się równać nawet najlepszy kucharz świata i dlatego ona piekła tak, jakby każde ciastko miało trafić do kogoś jej bliskiego.
    - Antonio... to jest wspaniałe! - oceniła po spróbowaniu pierwszego z pierożków i uśmiechnęła się szeroko, ocierając wierzchem palców krople masła, które osiadły jej na wargach i pojedyncza, która skropliła jej brodę. Wędrowała spojrzeniem od jego twarzy do talerza, później z powrotem tę samą drogą i w końcu zdecydowała, że to na Antonio chce patrzeć. - Ale ty też powinieneś zjeść... - zauważyła, przypominając sobie że przecież dopiero wrócił z pracy. I teraz siedział z nią, bo... tak to się potoczyło nieplanowanie.
    Odetchnęła głebiej, ignorując, a wręcz tłumiąc poczucie winy i wyrzuty sumienia, że zajmuje mu czas. Miała tendencję do brania wszystkiego na siebie i wiedziała, że niekiedy przesadza niesłusznie, tak jak teraz mogłaby przesadzić.


    Emma 🌷✨💕

    OdpowiedzUsuń
  14. Emma siedziała nieruchomo, jakby cały świat wokół niej nagle się zmniejszył i skupił na tej jednej, cichej chwili. Brak słów nie ciążył, ale wzmacniał świadomość, że ich wzajemne towarzystwo ma znaczenie. Z jej perspektywy Antonio był jak pojedynczy błysk światła w jej nieśmiałym, skrytym świecie - silny, spokojny, a jednocześnie tak delikatny w swojej obecności. Nienachalny i stabilny. Gdy widziała, jak sięga po widelec, czuła, jak jej serce łagodnie przyspiesza, choć próbowała to ukryć, odwracając wzrok i szukając czegoś, co odwróciłoby jej uwagę od własnych odkryć. Wyjątkowo przy nim nie chciała zniknąć, ukryć się i wtopić w otoczenie, a coraz częściej nabierała ochoty, by być po prostu dostrzeżoną.
    Gdy tak się jej przyglądał, jego spojrzenie- pełne intensywności, przeszywało ją jak strzał, który nie rani, ale porusza głęboko w środku. Emma czuła, jak cienie jej zmęczenia, jej lęki i niepewność wypływają na wierzch, jak nie potrafi przy nim udawać. Zjadła swoją porcję, a gdy Antonio z uśmiechem wszystko zabrał i zaproponował ciastko i przejście do salonu, w jego delikatnym uśmiechu dostrzegła jakąś subtelną nieznaną zmianę. Chwyciła szklankę w dłoń i wstała, kierując się w wskazany kierunek.
    - Sam urządzałeś to mieszkanie? - spytała uprzejmie, rozglądając się wokół. Ona mieszkała na Brooklynie, w mieszkanku w dwoma osobnymi pokojami, widną kuchnią i długą łazienką, gdzie wszystko miało swoje miejsce, a jednocześnie miejsca jakoś nadal brakowało. Tutaj było... przestrzennie. Było też przyjemnie, a nie w każdym dużym mieszkaniu udaje się uzyskać efekt swobody i pewnej przytulności.
    Usiadła na kanapie, a granatowy materiał jej sukienki ładnie odciął się kontrastem od kremowego obicia mebla. Drobne plecy opadły na oparcie i chwilę zerkała w stronę dużych okien. Bała się wielu rzeczy, ale oglądanie miasta, nawet tego dobrze znanego, tego skrawka ulic z wyższej perspektywy zawsze ją mocno ujmował. Nie podróżowała w swoim życiu nigdzie i chyba mimo braku możliwości, po prostu chłonęła obrazy świata, nawet tego lokalnego. Wzięła jeden z rurkowych deserów, ostrożnie, i delikatnie. Uśmiechnęła się nieznacznie, czując, jak słodkość deseru rozpuszcza się na języku i jak w tym prostym geście poczęstunku kryje się coś więcej niż tylko smak. Odchyliła głowę lekko do tyłu, pozwoliła kosmykom opaść na plecy i odsłonić szyję, ładne obojczyki i gładką skórę i westchnęła z uznaniem.
    Czuła na sobie spojrzenie mężczyzny, ten wzrok osiadał na niej ciężej niż zwykle, a ona dopiero po chwili spojrzała w jego kierunku.
    - Nigdy nie robię tradycyjnych deserów... najlepiej wychodzą w domu spod rąk rodziny dla rodziny, nie chcę tego psuć, bo to nie tylko smak, ale i uczucia, wspomnienia i coś czego się nie da przenieść do żadnego sklepu - oceniła. - Te cannoli są naprawdę pyszne - przyznała, ocierając kącik ust z kremu i okruszków. - Skąd je masz? - spytała, może odrobinę tylko próbując odwrócić własną uwagę od tego, ile uwagi dzisiaj otrzymywała od Antonio. Było to zbyt przyjemne, mogło jej zawrócić w głowie.
    Podniosła do ust szklankę i kolejny łyk zimnej wody sprawił, że poczuła jeszcze mocniej, jak jest jej ciepło. Jego uwaga była dziś w wyjątkowy sposób elektryzująca, a w tym momencie niemal ją peszył. Była pewna, że to troska, że zmartwiła go, gdy zasłabła wcześniej, więc... po co pozwoliła sercu nadal mocniej bić, dlaczego pomyślała o czymś... Oh, Emma znała swoje słabości, wiedziała również, że wszystko co do tej pory przeżyła i to że dziś nadal oddychała, było cudem. Powinna się cieszyć z każdego dnia, że mimo strat ona nadal żyje, lecz wszystko wydawało się ją przygniatać. W tej chwili, choć na zewnątrz pełna opanowania, w głębi serca odczuwała coś, co przypominało ciche obietnice nowego początku. Bała się tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emma była jak tajemnica, którą można było odkrywać krok po kroku, z szacunkiem i czułością, pozwalając jej dyktować tempo nim się spłoszy. Nie było w niej żadnej ukrytej siły, bo wszystko podszywała niepewność i to subtelne ciepło, którym mogła obdarować każdego, jednocześnie pilnując wstępu do swojego świata.
      Obróciła się w jego stronę, oparła ramieniem o kanapę i uśmiechnęła delikatnie.
      - Dziwnie na mnie patrzysz - zauważyła z troską, bo przecież nie mógł teraz zajmować się nią i zaniedbać siebie, a nie sposób było pominąć tego, ile i w jaki sposób teraz poświęcał jej uwagi.

      Bardzo spostrzegawcza Emka 🤭 💕

      Usuń
  15. Swoboda Antonio dawała jej przestrzeń, a Emma potrzebowała jej do budowania własnej pewności, że nie tylko nic jej tu nie grozi, ale może czuć się równie lekko i nieskrępowanie. Skryta i cicha, trzymała się z tyłu, a w tym wycofaniu mimo wszystko nie chciała znikać. Nie tutaj, nie przy nim. Lubiła być obecna trochę, wystarczająco by się liczyć, nie dość wyraziście by zająć piedestał.
    Jej spojrzenie przesunęło się szybko i z uwagą po ramionach i wypiętym torsie przy tym przeciągnięciu i oczy White uciekły w podłogę. Złapała głebszy wdech i lekko przygryzła policzek od środka, jakby uderzyło w nią to, co wiedziała od dawna. Młody Caruso był przystojny i świadomy swojego ciała.
    - Moje emocje nie są ładną melodią... ale płyną powoli, niczego nie pominiesz - stwierdziła z namysłem, choć nie do końca pewna, czy te muzyczne porównania do niej pasują i czy potrafią rozmawiać tym samym językiem.
    Przechyliła lekko głowę na bok, zaczesała ten kosmyk, który uciekł jej z upięcia i smagnął miękko rumiany policzek za ucho, wędrując spojrzenie po podłodze. Miała małe stopy, a w ciemnych rajstopach perłowy lakier na paznokciach błyszczał niemal tak blado, że nie było widać, że takowy nosi.
    Czasem wydawało jej się, że wszystko jest na swoim miejscu, że już potrafi żyć i odnajdywać się w codzienności, a potem nagle pojawiał się jakiś zgrzyt, który wywracał wszystko do góry nogami. Czasem w cukierni klient w ostatniej chwili rezygnował z zamówienia, albo ktoś stojący w kolejce przed nią w markecie otrzymywał połączenie i miał ustawiony ten sam dzwonek, co jej nieżyjący narzeczony, albo Thomas... on niszczył jej codzienność najczęściej. Właśnie wtedy musiała zastanowić sie i wybierać, czy brnąć dalej, czy próbować wszystko od nowa. Jeśli emocje były melodią, jej własne grały bez wprawy, gubiły rytm, fałszowały, z niepewności i dziwnej trwogi były zbyt ciche. Niesłyszalne. Emmie wtedy brakowało tchu, podpory, kogoś kto ją zrozumie, lub chociażby wysłucha. Kogoś, kto jej powie, że jest dzielna.
    Uśmiechnęła się miękko, na jej twarzy pojawiło się ciepło i zrozumienie, gdy Antonio wspomniał o rodzinie, o mamie i siostrze. Podniosła oczy i odpowiedziała tym samym spojrzeniem, pełnym zrozumienia i troski. Zawiesiła jasne tęczówki na tych ciemnych, które przypominały jej błyszczące paciorki. Oboje kochali swoich bliskich i chyba oboje za nimi w jakiś sposób tęsknili, bo życie pchało ich w inne strony. To jak mówił o innych mówiło o nim więcej, niż wszystkie te pozy, którymi musiał bronić się przed światem.
    - Wygląda na to, że wszyscy w twojej rodzinie są artystami - pochwaliła.
    Emma spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, czując, jak w jej sercu rozlewa się cieplejsza nuta spokoju. Wątłe ramiona nieco opuściła, opadła jej garda. Antonio nie narzucał się, nie próbował wcisnąć w nią swojej troski, raczej pozostawał uważny i delikatny, jakby tkał wokół niej niewidzialną pajęczynę zrozumienia, w której mogła się schronić. Propozycja kąpieli i rzeczy na przebranie jednak ją zaskoczyły.
    Obejrzała się w kierunku okna, było już późno, na zewnątrz niebo szarzało. Zawahała się wyraźnie. Czy miała tu zostać na noc? Czy może wolał odwieźć ją do domu później, gdy wieczór zapadnie na dobre lub zamówić jej ubera? Umówili się na kolację i zgodził się nie szukać żadnego lekarza... Chyba przyszła kolej na kolejny kompromis.
    - Jest już dobrze - zapewniła i odruchowo ściągnęła łopatki, jakby musiała te słowa poprzeć jeszcze innym dowodem poza słownym zapewnieniem. - Byłoby cudownie, dziękuję - zgodziła się, bo choć sukienka prezentowała się bardzo ładnie i była wygodna, to jej krój nieco krępował ruchy, a poza tym Emma przywykła do ubrań nieco bardziej obszernych. Takich, w które można się schować. O kąpieli zaś marzyła od dłuższego czasu, a o takiej bez pospiechu od tygodni... może dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wstała powoli, starając się nie okazać zmęczenia i ruszyła w kierunku kuchni, aby odnieść szklankę do zmywarki. Była gościem, ale nie lubiła bałaganu. I nie lubiła robić problemu.
      - Antonio... to na pewno nie problem? - spytała w pół kroku, zatrzymując się zaraz za kanapą, bo uszła ledwie kilka kroków. Nagła wątpliwość ściągnęła jej brwi nisko i na gładkim, jasnym czole, przy zmęczonych oczach pojawiła się głebsza bruzda. Zawiesiła spojrzenie na nim, w oczekiwaniu nie na uprzejme zapewnienie, ale na tę ciepłą szczerość i troskę, którą ją dzisiaj tak cudownie otulał.

      Emka 🤍

      Usuń
  16. Emma miała szczęście, bo gdy państwo White ją zaadoptowali była już w wieku szkolnym, a takie adopcje nie zdarzają się często i młodzież ma spore szanse utknąć w ramach systemu. Ona jednak otrzymała dom pełen miłości i cukiernia, którą teraz prowadziła, a spadło to na nią zbyt szybko, zbyt brutalnie i gwałtownie, to był wyraz sztuki jej mamy, do której pasję kobieta przelała i na nią. Może dlatego potrafiła zrozumieć i dostrzec, jak pięknym i bezpiecznym miejscem był dom i rodzina, o których wspominał niekiedy Antonio. Lubiła te momenty, gdy spojrzenie mu miękło, głos odrobinę zmieniał ton, ramiona się rozluźniały. Był wtedy czysty, bezbronny, bo nie musiał przecież na nic uważać. Był wtedy naprawdę piękny.
    Ona sama z natury była łagodna i cicha, nikt nie kazał jej czuć, że zawadza, a jednak miała wysoką wrażliwość i była uważna na to, co dzieje się wokół. W bidulu uciekała skryta przed silniejszymi, a po adopcji po prostu nauczyła się akceptować to, że uszczęśliwia ją robienie czegoś dla innych, nawet bez zrozumienia i wdzięczności. Patrzyła z uwagą ludzi, na to jak ją przyjmują i jak ona odnajduje się w ich przestrzeni. Gdy Antonio wpatrywał się w nią nieco dłużej, czuła w takich momentach, że może coś jest nie tak... Że może nadwyręża jego przyjaźń i jest to nie fair, bo ona nie może odwdzięczać się tym samym.
    Odetchnęła głebiej i lekko spięła ramiona. Nie ulżyło jej po tych słowach, wręcz przeciwnie. Antonio był zbyt dobry. Odprowadziła go spojrzeniem, nieco zaszklonym z wzruszenia i odniosła kubek i talerzyk po deserze do kuchni. Lubiła porządek i schludność.
    Potem odebrała od niego koszulę, ręcznik i poszła do wskazanej łazienki. Nie czuła się jak gość, a jak intruz i to uczucie nasiliło się w momencie, gdy została sama z odbiciem, które wpatrywało się w nią, przeszywając jasnymi oczami. O tej porze powinna być w mieszkaniu, powinna przypilnować, aby Thomas wziął swoje leki, które nie działają przez picie i powinna nastawiać już budzik na przed piątą rano, aby z rana być w cukierni i szykować świeże masy do zamówionych tortów. Tak wyglądał jej schemat, codzienność była uporządkowana i miała wyraźne, ciasne ryzy. To że przebywała w innym miejscu, miała na sobie ładną sukienkę, a przede wszystkim w własnym mieszkaniu była nieobecna... zaczynało do niej docierać, że za to zapłaci. I jednocześnie nie chciała być już nigdzie indziej, bo tu była cisza, która nie siała trwogi, która była miękka i ciepła. Był Antonio, którym głosem, spojrzeniem, a nawet samą obecnością, przyjemnie otulał ją w sposób, który koił drżące serce i pozwalał światu zwalniać. Tu nie tylko mogła czuć sie bezpiecznie. Tu była bezpieczna.
    Po chwili dłuższej nieco niż kwadrans, gdy w domu zapanowała spokojna harmonia, Emma wyszła z łazienki z bosymi stopami, przebrana w koszulę, która zasłaniała ją do pół uda, z dłońmi przykrytymi niepodwiniętymi mankietami i kilkoma ciemniejszymi kroplami na dekolcie od wilgoci, która spłynęła z jej końcówek krótszych kosmyków przy twarzy. Zmyła makijaż, odświeżyła się, zostawiła za sobą sukienkę i ręcznik, nie chcąc walczyć z przebiegiem wieczoru. Miała tu przyjść, odetchnąć, zjeść kolację i wrócić do siebie, ale... Nie chciała uciekać. Nie chciała nic zmieniać.
    Jej spojrzenie padło na Antonio, który znów siedział na kanapie, jakby próbując odnaleźć w głębi siebie oddech po tym intensywnym dniu. W powietrzu unosiła się delikatna mieszanka zapachu mydła i świeżo wypranych ubrań, które Antonio wybrał specjalnie dla niej, a Emma chwilę wcześniej nie tylko gładziła palcami cienki materiał na swoim ciele, ale z przyjemnością zauważyła, że bardzo odpowiada jej ten delikatny zapach środków piorących i aromatu, który kojarzy jej się z Włochem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszula pachniała nim i zasłaniała ją tak, że nie było widać ani siniaków na ramionach, aby zaczerwień od otarć na jasnej skórze brunetki przy biodrze, choć wciąż była to jego koszula i sam fakt onieśmielał kobietę. Emma stanęła przed mężczyzną, nieco speszona, nieco... naiwna. Posłała mu uśmiech delikatny, słodki, tak prosty w przekazie i złączyła dłonie przed sobą, widząc że i on się przebrał w coś wygodniejszego. Nie wiedziała co powiedzieć, więc nie mówiła nic, nie przepadała za jakimkolwiek przymusem.
      Dostrzegła zmęczenie w Antonio, to jak jego oczy zmieniły nieco wyraz, jak ramiona wydały się nieco cięższe i mocniej oparł się o kanapę. Podeszła bliżej, usiadła bokiem przy nim i sięgnęła dłonią powoli do jego karku. Dała mu czas, aby sie odsunął, lub aby odsunął ją.
      - Nie zrobię ci krzywdy - obiecała miękko. - Powinieneś odpocząć - zauważyła łagodnie, uciekając spojrzeniem od jego oczu, a jej własne ślizgały się po profilu, po barku i ogólnej sylwetce mężczyzny. Miałą wrażenie, że wcześniej nie umiała dostrzec jak dba o swoją formę, jak ubrania na nim leżą, jak delikatnie unosi mu się klatka przy oddechu. Niby to wszystko było oczywiste, ale teraz, z bliska, mogła to obserwować tak naprawdę.
      Jej palce delikatnie musnęły ciepłą skórę, pogładziła ciemne, gęste kosmyki z tyłu głowy mężczyzny i zaraz wsunęła dłoń głębiej, aby pomasować skórę na potylicy. Przechyliła lekko głowę na bok i uśmiechnęła się szerzej, subtelniej, jakby robiła to nie tylko dla niego.

      Em 💕

      Usuń
  17. Pozwalała mu przyjąć i zaakceptować, lub odrzucić swoją obecność, miękką i cichą, ostrożną. Była gotowa na upomnienie i wskazanie granic, które przekraczali dziś oboje. Wyczuła napięcie w męskim ciele, a potem wraz z oddechem rozluźnienie, gdy Antonio przyjął jej troskę tak, jakby właśnie teraz przyszedł na to odpowiedni moment. Uśmiechnęła się poniekąd rozczulona tym, że pozwala jej na te drobne, niewinne gesty i na to, aby mimo wszystko ona też zajęła się troszkę nim.
    - Przecież to nie jest niemożliwe - zauważyła rozsądnie, pozwalając palcom wędrować i prześlizgiwać się po kosmykach z czymś, co nie zostało jeszcze uchwycone w słowa. - Ale nie chcę i nigdy nie chciałam dla ciebie krzywdy - zapewniła, aby nie tylko wierzył, ale też usłyszał to z jej ust.
    Emma była prostolinijną osobą, nie lubiła półprawd, nie odnajdywała się w plotkowaniu i spiskach, ale sama stosowała uniki i białe kłamstwa. Może wcale nie była tak szlachetna i szczera, ale czy pragnienie ochrony kogoś kto jest jej drogi, nie było wystarczającym usprawiedliwieniem dla jej łgarstwa? Miała nadzieję, że nigdy się nie dowie.
    Jej dotyk był ostrożny, delikatny, ale dokładny. Wiedziona intuicją pozwalała świadomie opuszkom z odpowiednim naciskiem masować tył głowy Antonio, a jego ramię które opadło za nią, uświadomiło jej jego bliskość. To dzisiaj wyjątkowo nie sprawiało dyskomfortu.
    Emma wciąż czuła na sobie jego spojrzenie, a jej oddech był lekko przyspieszony. Miała chłodne stopy, a na policzkach malował się speszony rumieniec.
    - To bardzo ładna koszula, Antonio - oznajmiła cicho, zupełnie bagatelizując fakt, że nie prezentuje się najlepiej i Antonio jej to poniekąd wytknął, najwidoczniej mocniej zmartwiony od niej. Miał rację, oboje powinni odpocząć, porządnie się do tego przyłożyć i znaleźć czas dla siebie. Z tą różnicą, że jemu wystarczyłby może weekend, albo kilka dni, a Emma czuła, że dla niej kolejne lata to zbyt mało.
    Ten wieczór nie miał tak wyglądać, ona nie zakładała takiego scenariusza, ale bez słowa wstała i poszła za mężczyzną. Nie odezwała się, gdy uciekł jej spod palców, gdy jeszcze przez sekundę mrowiły ją opuszki, gdy zabrakło im ciepła i faktury włosów Włocha i poruszała nimi jakby wciąż był bliżej. Nie miała sił walczyć. Nie powinna zresztą sprawiać mu przykrości. Nie chciała wracać do domu.
    Przez chwilę stała na środku sypialni, niepewnie rozglądając się wokół, jakby szukając w tym miejscu czegoś więcej niż tylko przestrzeni. Koszula, którą miała na sobie, miała w sobie coś prostego i delikatnego, jakby sama w sobie była wyrazem jej nieśmiałej próby wyrażenia uczuć, których jeszcze nie potrafiła w pełni nazwać. Pociągnęła jasne mankiety w dół, zakrywając dłonie i złapała za krawędź ubrania przy udach, przyciskając do smukłych nóg.
    Obróciła się w stronę mężczyzny i odetchnęła głębiej, rozchylając usta jak ktoś, komu brak tchu. Przysunęła się nieco bliżej Antonio, to był drobny krok, a Emma czuła jak bardzo nie chce być sama w tym momencie. Jej policzki były lekko zarumienione, a z oczu które odważyła się unieść na jego twarz, biła mieszanka troski i niepewności.
    - To bardzo ładny pokój - oceniła cicho, a słowa uleciały puste, nie pasowały. Czuła, że należy coś powiedzieć, ale nie znajdywała słów, które byłyby odpowiednie.
    Jej palce lekko drżały, gdy dotknęła ręki Antonio, jakby obawiała się, że zaraz się wycofa. Musnęła silną dłoń, jakby w obawie, że to ona spłoszy mężczyznę, a potem złapała za jeden guzik zawstydzona swoim zachowaniem - ten guzik przy przy kołnierzyku i odwróciła wzrok.
    - Dziękuję - powiedziała kolejny raz dzisiaj, ale to wydawało się zbyt małe. Szczere, ale nieporównywalne do tego, co otrzymywała.

    Emka 💕

    OdpowiedzUsuń
  18. Jego świat tkany był z emocji, którym nadawał dźwięki, rozumiał codzienność w melodii niewypowiedzianych słów, oraz subtelnych przekazów, znaczeń które zwykle umykały w niepozornych gestach, jakie nadawały życiu rytm. Czytał z niej i może wiedział o niej więcej, niż wydawało jej się, że sama zdradziła. Jeśli tak było, to dobrze, bo w całej swojej skrytej i nieśmiałej naturze, White potrafiła się zbyt szczelnie zamknąć i nie do końca mierzyć z uczuciem samotności, jakie budowała nieumyślnie. Chciała chronić siebie, chciała ustrzec innych od przykrości, a ostatecznie była tylko ona i to, co chowała pod długimi swetrami.
    W pokoju panowała cisza, tylko od czasu do czasu słychać było delikatny szelest przewracanej kartki albo cichy oddech Antonio, gdy Emma weszła do pokoju w środku nocy. Nie paliła świateł, nie burzyła porządku tego domu, z lekko zaczerwienionym jednym policzkiem od poduszki, włosami bardziej rozczochranymi niż wieczorem i zmęczonymi oczami, bezszelestnie w drobnych krokach podeszła do mężczyzny. Boso, z mankietami naciągniętymi na dłonie, zimnymi dłońmi zatrzymała się przed Włochem.
    - Mogę z tobą posiedzieć? - spytała, poprosiła, wskazując miejsce na kanapie obok.
    Nie miała zamiaru wracać do łóżka, nie potrafiła i nie chciała. Jej serce biło mocno, a oddech był nieco przyspieszony, może śniła koszmar, a może znów czuła się winna, że zajmuje mu czas. Przestraszona, że może mu przeszkadzać, chciała znaleźć odrobinę spokoju w tym cichym zakątku domu.
    Czując, jak podłoga pod jej stopami wydaje się być twarda i chłodna, przystąpiła z nogi na nogę. Jej nogi objął dreszcz, a ręce zaciskały się na brzegu koszulki, gdy próbowała zasłonić jak najwięcej skóry. Spojrzała w stronę okna, gdzie światło księżyca rzucało delikatne srebrne refleksy na podłogę. Powoli, nieśmiało, przysiadła na brzegu i prześledziła uważnie, na tyle na ile pozwalały jej zmęczone oczy ilość kartek. Nie powinien pracować o tej porze. Powinien odpocząć.
    Przybliżyła się do niego nieznacznie, jakby obawiała się, że zaraz zniknie, albo że jej niechciane uczucia znowu ją zawiodą.
    - Moja mama robiła kakao, gdy nie mogłam spać... mogę nam przygotować, jeśli pokażesz mi gdzie je trzymasz - zaproponowała miękko, z uwagą wędrując spojrzeniem po jego dłoniach, po długich palcach i zgrabnych nadgarstkach. Gdy tu weszła, wydawał się zamyślony, może zatroskany, bardziej spięty niż wieczorem, gdy życzyli sobie dobrej nocy, więc teraz w obawie że ujrzy jakieś rozdrażnienie, nie podnosiła spojrzenia. Miał prawo być zły, chociażby na nią, że burzyła jego spokój, nawet jeśli intencje miała szlachetne.
    Emma się nie narzucała, nie była głośna, ani twarda, częściej ustępowała, niż broniła swojego zdania, ale z Antonio nie musiała się pilnować. Pozwalał jej na to, by była swobodna, wycofana i cicha, czuła, że ją taką akceptuje, a ona ufała mu coraz bardziej; z każdym kolejnym spotkaniem, rozmową, wymienionym spojrzeniem. Gdy się poznali i powiedziała o tym, jak przejęła cukiernię, cisza miedzy nimi nie gniotła, nie ciążyła, a Antonio pozwalał jej przeżywać swoje rozterki w tempie, które jej odpowiada. Pozwalał jej na wiele, a ona czuła się przy nim bezpiecznie i to dlatego nie chowała się za zamkniętymi drzwiami, a wyszła tutaj po kolejnym koszmarze, który wybudził ją po trzeciej, gdy zorientowała sie, że on również nie śpi i szelest wertowanych notatek dotarł do niej przez zamkniete drzwi.
    A teraz siedziała przy nim, nieco zgarbiona, wciąż niewyspana, nie chcąc wracać do łóżka. To co mogła mu dać, to troska, odrobinę swojego ciepła, a przecież robił dla niej znacznie więcej i oboje zdawali sobie z tego sprawę.

    Emka 💕

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hej!
    Co prawda my nie mamy jeszcze wątku, ale chętnie dołożę coś do Twojego stosiku, gdybyś miała chęć, haha :D
    Myślę, że mogłybyśmy coś fajnego wyczarować, szczególnie że Antonio jest kompozytorem i pomyślałam, że może stworzył muzykę pod występ Vasyi w 2025, kiedy wygrała Grand Prix i mistrzostwa świata? To nam otwiera drzwi do współpracy :D Chętnie omówię szczegóły mailowo, więc możesz mnie łapać na: ayliri.lunah@gmail.com
    Co złego to nie ja! ♥]

    Vasilisa Dragunova ⛸️✨

    OdpowiedzUsuń
  20. Vasya lubiła dyscyplinę, której nauczyła się jeszcze w Rosji. Poranne wstawanie, bieganie, trening i rozciąganie, a potem długie godziny, podczas których wymagano od niej perfekcji. Trenerka kazała jeździć jej tak długo, aż będzie zadowolona z każdego najmniejszego szczegółu; z kąta uniesienia podbródka, z wejścia w skok, z lądowania, które musiało być czyste i pewne, z obrotów. Nie mogła być „wystarczająco dobra”, bo albo robiło się coś idealnie, albo powtarzało od nowa, aż ciało przestawało protestować i zaczynało się łamać pod wpływem presji i ciągłych poprawek. Vasya przywykła do tego wszystkiego tak bardzo, że bez treningów czuła się nieswojo, zupełnie jakby nagle odarto ją z czegoś, co przez lata stanowiło o porządku jej życia.
    Obudziła się wcześnie, jeszcze zanim słońce zdążyło się całkowicie pokazać. Była przyzwyczajona do porannego wstawania, ale teraz, kiedy dochodziła do siebie po kontuzji, wcale nie musiała zaczynać swojego dnia tak szybko. Przez kilka sekund leżała nieruchomo, wpatrzona w sufit, z jedną dłonią wsuniętą pod poduszkę, drugą przyciskała do wadliwego biodra.
    Wstała jednak, podnosząc się i łapiąc za telefon komórkowy. Przejrzała social media, ubierając się w luźny, sportowy strój i odpisała kilku znajomym; wysłała też wiadomość do Antonio, potwierdzając dzisiejszą włoską kolację, choć doskonale wiedziała, że nie powinna jeść zbyt dużo i zbyt tłusto. Łyżwiarstwo nauczyło ją bardzo wcześnie, że ciało jest narzędziem, kaprysem i wrogiem, a utrzymanie formy wymaga nie tylko katorżniczych treningów, ale też dyscypliny przy stole. Dlatego tego ranka przygotowała sobie gęsty jogurt z garścią borówek, kilkoma plasterkami banana i niewielką ilością orzechów. Zrobiła też czarną kawę, mocną, bez cukru. Jadła wolno przy kuchennej wyspie, wiedząc, że przez resztę dnia powinna ograniczyć kalorie, bo nawet teraz, kiedy trenowała mniej i wciąż się rehabilitowała, pilnowała swojej linii. Ostatecznie każdy dodatkowy kilogram wydawał się czymś, co mogło odebrać jej lekkość skoku albo wydłużyć czas powrotu do formy.
    Po śniadaniu sprzątnęła po sobie i zaczęła trening w salonie. Beżowa mata była tam już rozłożona, gumy oporowe zwinięte, a obok leżały małe hantle. Zaczęła się rozgrzewać, a potem wykonywać ćwiczenia rehabilitacyjne; stabilizacja miednicy, napięcie pośladków, powolne przenoszenie ciężaru z jednej strony na drugą. Każde ćwiczenie wykonywała z należytą starannością, wiedząc, że jeśli zrezygnuje z tej perfekcji, może stracić szansę, aby wygrać zbliżające się mistrzostwa, a liczyła się tylko wygrana, nic innego, zawsze.
    U Antonio pojawiła się w ciemnych, dobrze skrojonych jeansach z prostą nogawką i miękkim, jasnym swetrze z kaszmiru. Do tego dobrała wygodne buty i dłuższy płaszczyk z miękkiej wełny, podszyty gładką satynową podszewką, bo mimo że był już kwiecień, wieczory w Nowym Jorku potrafiły być chłodne. Włosy związała w kucyk przewiązany ciemną kokardką – zrezygnowała z makijażu i innych dodatków, bo kolację przygotowaną przez Antonio miała zjeść u niego, a nie w pięciogwiazdkowej restauracji. Wychodząc z mieszkania, spryskała się karmelowo-waniliowymi perfumami.
    Nie przyszła do Caruso z pustą ręką. W dłoniach trzymała papierową torbę z drobnymi przekąskami; oliwkami, pudełkiem ciastek z rodzynkami, cienkimi paluszkami grissini, chipsami o smaku oliwy i octu, a także z truskawkami w czekoladzie i jej ulubionymi czerwonymi winogronami, które musiał być bez pestek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina jej i Antonio dobrze się znały i do tej pory Vasya była zachęcana do tego, aby pojawiać się podczas rodzinnych obiadów, podczas których dyskutowano o wielu rzeczach; pracy, projektach, pieniądzach, dzieciach i interesach. Zawsze jednak kończyło się to wypiciem dobrego wina lub whisky i obietnicą kolejnego spotkania – i to właśnie przez rodziców Vasya poznała Antonio, który był definicją włoskiego temperamentu. Być może właśnie dlatego zaczęli się dogadywać, a ostatecznie się zaprzyjaźnili; Caruso wnosił w tę relację słońce i niepowtarzalność Mediolanu, a Dragunova chłód i piękno Moskwy.
      — Mam nadzieję, że kolacja jest już gotowa, jestem tak głodna! — odezwała się, wchodząc do środka, gdy Antonio jej otworzył i zaprosił gestem. — I nie przyszłam bez niczego.
      Wręczyła Włochowi papierową torbę, uśmiechając się. Vasya nigdy nie pojawiała się z pustą ręką – nauczona tego z domu zawsze miała dla Caruso jakiś upominek, gdy zapraszał ją do siebie. Zdjęła z siebie płaszcz i zawiesiła w miejscu, które zajmowała od samego początku; kiedyś sobie żartowała, że to jest jej miejsce i że Antonio powinien o tym każdego ostrzegać.

      Vasilisa Dragunova 🍝🍇

      Usuń
  21. Musiała marznąć w stopy, bo nie dał jej skarpetek. Dostała tylko koszulę do spania, miłą, pachnącą, miękka i ładną. Taką, której materiał mieliła w palcach już wielokrotnie, której kołnierzyk stawiała wysoko wokół swojej szyi, aby otulić się i zaciągnąć zapachem Antonio dogłębnie, a gdy uświadamiała sobie te gesty... peszyła się. Niby zdawała sobie sprawę z tego, jak czarujący jest Włoch, ale dopiero teraz zdawała sobie sprawę również z tego, jak ona sama jest nim oczarowana.
    Posłała mu ciepły uśmiech, objęła koc nim zsunął się z jej ramion, muskając jeszcze szczupłe palce mężczyzny, gdy cofał ręce. Przecież oddychała, czasem zbyt płytko i niespokojnie, gdy topił ją swoim spojrzeniem, ale oddychała. Tutaj, w tym domu i przy nim, nie było to trudne i Emma wiedziała, jak zgubna może być jej swoboda. Jak łatwo może się do tego przyzwyczaić.
    Poszła za nim, obrzucając stertę kartek uważnym spojrzeniem przez ramię jeszcze raz na odchodne. On dziś się zmartwił, gdy zasłabła, ale ona zaczynała się martwić o niego nieustannie, gdy tonął w pracy. Nie miała jak mu pomóc, nie miała ani metod, ani środków, aby go odciążyć, a czułe słowo troski to wydawało się za mało, ale nic więcej nie miała mu do podarowania. Stanęła przy nim w kuchni, przyglądając mu się uważnie i musnęła palcami badawczo zimny blat szafek. W jednej chwili zadarła głowe, szukając opakowania o znajomej grafice na wyższych półkach, a w kolejnej już sama była na górze.
    - Co ty....? - zaskoczona odruchowo się spięła, chciała przytrzymać blatu tak, by zostać na dole, w znanej statecznej pozycji, ale jego głos był przewodnikiem, który koił. Posłuchała i wyciągnęła dłoń wyżej, zgarniając małe pudełko, które było im niezbędne na tę noc.
    Ramiona, które się wokół niej znalazły były pewne, stabilne i ciepłe, a gdy znów znalazła się w dole, czuła, jak policzki palą ją od głębokiego rumieńca. Sprawiał, że traciła równy rytm oddechu, że jej skóra ją zdradzała, że zapominała o rozsądku i do diaska... był w tym tak uroczy, że nie umiała się na niego złościć. Emma poczuła, jak ciepło z jego dłoni przeniknęło w tych kilku sekundach przez koszulę i dosięgło jej skóry, jakby cały świat wokół chciał zostawić na niej ślad i ten moment. Jej oddech był jeszcze nieco płytki, ale z każdym kolejnym wydechem czuła, jak skrępowanie opuszcza jej ciało, jakby Antonio swoim spokojem i delikatnością odczarowywał jej niepewność. Patrzyła, jak dosypuje cynamonu, jak niewzruszony jej reakcją i rumieńcem po prostu trwa w swojej łagodności i nie pozwala jej się chować, bo nie wytyka niczego.
    Poprawiła koszulę, pociągnęła materiał w dół na udach i lekko podwinęła rękaw przy prawym nadgarstku, ostrożnie i z uwagą, aby nie odsłonić zbyt wiele, bo ostatnie siniaki od Thomasa jeszcze się nie wygoiły do końca. Postąpiła do przodu, przejęła pudełko i odebrała mu z dłoni łyżkę, mierząc odpowiednią ilość kakao, aby zagotować wszystko z mlekiem, a nie tylko zalać kubki. W ciszy, która nie gniotła i w skupieniu zamieszała, dodała odrobiny cukru i czekając jeszcze tylko chwilę, aż napój będzie gotowy, obróciła się w jego stronę z ciepłym uśmiechem. Nie było w niej napięcia, nie było żadnej obawy, gdy podeszła bliżej i uniosła dłoń powoli, aby nie spłoszyć zarówno jego, jak i siebie.
    - Wiesz, Antonio - zaczęła cicho, patrząc na niego spod rzęs, za którymi oczy błyszczały jej od emocji - Czasami najprostsze rzeczy są tymi najważniejszymi - stwierdziła w lekkością, z pewną nostalgią, z zamyśleniem, muskając wierzchem dłoni krótkie lubiące się kręcić kosmyki przy jego skroni, gdy odsłaniała jego twarz, zaczesując je czule w tył. - To nie tylko kakao. To takie chwile, kiedy można przystanąć na moment, zapomnieć o wszystkim i po prostu być tu i teraz - powiedziała, patrząc mu w oczy i lekko muskając ostrożnie palcami jego policzek i krawędź żuchwy. - Moja mama dodawała specjalny składnik, taki, który sprawiał, że świat zwalnia, a wtedy można odetchnąć. Dzisiaj nie mogę ci powiedzieć co to jest, ale już go posmakujesz - obiecała miękko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wpatrzona w niego, uśmiechała się, czując, jak ciepło rozlewa się po jej sercu. W tym małym, wspólnym rytuale, odnajdywała oddech, którego tak bardzo potrzebowała. I choć świat wokół nich wydawał się pełen chaosu, tutaj, w tym momencie, panowała cisza, jakby czas się zatrzymał. To mieszkanie, w tym momencie i ten mężczyzna, stały się jej schronieniem.
      Chłonęła jeszcze jego spokój, nim cofnęła dłoń i obróciła się, aby wyłączyć ogień pod garnuszkiem z kakao. Nalała niemal gorącego napoju dla nich oboje i znów obróciła się w jego strone, aby podać mu jeden z kubków.
      - Spróbuj - zachęciła, samej już zanurzając usta ostrożnie na krawędzi kubka, aby choć odrobina mleka osiadła na jej wargach.


      Emi 🥛 🤎

      Usuń
  22. Pozwalał jej na wiele, a ona za każdym razem była ogromnie zdumiona, kiedy sam cierpliwie ustępował pod naporem jej uwagi i troski i przyjmował te drobne gesty i małe słowa, którymi mogła go ukoić. Gdy zostawali sami, miała wrażenie jakby ich oddechy zwalniały, a świat na moment stawał w miejscu, zupełnie jakby mogli sobie ofiarować chwilę wyciszenia. Jego uwaga osiadała na jej ciele miękko, a oczy patrzyły łagodnie, lecz z uwagą, której pozwalała sie otulać coraz bardziej odkryta. Emma ufała Antonio już na tyle, by przy nim nie drżeć, lecz wciąż starała się strzec go przed tymi najcięższymi sekretami, które ją zatruwały.
    Kąciki ust znów jej lekko drgnęły ku górze, kiedy musnął jej dłonie, odbierając kubek, a gdy smakował kakao, czekała na werdykt. Jej jasne oczy czule prześlizgnęły sie po jego twarzy, po ciemnych oczach, w których kryło się dla niej coś nieujarzmionego i po ustach, które wykrzywione w testowaniu smaku, wcale nie były brzydsze niż zwykle. Odetchneła głebiej i sama znów zamoczyła wargi w ciepłym napoju zadowolona, gdy przyznał, że mu smakuje. Miał racje, ten składnik był bardzo ważny - najważniejszy; i o tym składniku kiedyś mu powie.
    Gdy postąpił krok bliżej i sięgnął do jej ręki, nie mając kontroli nad odruchem ciała, spięła się w oczekiwaniu. W jej spojrzeniu błysnęło coś, czego nie było tam chwilę wcześniej. Nie rozumiała tego gestu, spłoszona spojrzała na męską dłoń sięgającą jej, a gdy dotknął skóry, nie odsłaniając rękawa, jakby już rozumiał, zatrzymała spojrzenie znów w jego oczach. Jej oddech był lekki, a ona poruszyła delikatnie jasnymi palcami, powoli, bez pośpiechu, chłonąc jego bliskość. Nie uciekła. Przyzwyczajała się do tego dotyku, nie opuszczając spojrzenia. Pozwalała mu na to, czego potrzebował, sama gubiąc się w tym momencie. Był ciepły, miał ostrożny dotyk, badawczy. I miły. Niekrzywdzący. Pozwoliła mu zbadać fakturę swojej dłoni, objąć szczupły nadgarstek, musnąć palcami, przekonać się, że to nie jest dla niej za wiele.
    Kiedy się odsunął, Emmy stała przez chwilę przy blacie, jakby zamarzła w miejscu, niepewna, czy to wszystko, co się właśnie wydarzyło, miało miejsce naprawdę. Czy miało jakiekolwiek znaczenie.
    - Tak - odpowiedziała równie cicho i ruszyła za nim.
    Objęła swój kubek szczelniej dłońmi i powoli wypuściła powietrze, krocząc z powrotem do salonu za brunetem. Jej zimne bose stopy nie zostawiły śladów, nie rozniosły się dźwiękiem po mieszkaniu, jakby w rzeczywistości jej tu nigdy nie było. Niektóre chwile z Antonio były intensywne przez intymność, która się wkradała w ich wspólny czas, a White nie chciała z tego rezygnować, choć wiedziała, że nie może być chciwa i pragnąć tego dla siebie. Usiadła ostrożnie obok niego, nie starając się zachować dystansu, nie chcąc wyplenić miękkości między nimi. Nie wiedziała, czy chce się zbliżyć, czy też już uciec, więc po prostu siedziała obok, czując ciepło jego sylwetki przy sobie i próbując znaleźć w tym jakąkolwiek wskazówkę, co powinna zrobić albo powiedzieć. Nie była nigdy dobra w słowach, to jej gesty i obecność wyrażały wszystko, co czuła i czego nie umiała nazwać.
    - Jest w porządku, dziękuję - zapewniła wzruszona jego troską, gdy Antonio okrył ją kocem.
    Znów złapała za krawędź materiału i jak wcześniej wieczorem znów musnęła jego palce już nieprzypadkowo. Dziś w każdym ruchu potrzebowała przekonywać się o jego obecności. Nie cofała się jak wcześniej, nie bała. Teraz poczuła, jak coś w niej się rozluźnia. Uśmiechnęła się wyraźniej, bez wątpliwości, bez obawy w spojrzeniu. Pochyliła głowę, przygryzła wargę, zerkając na jego kubek, z którego kakao cudownie znikało i czując jak na rumiane, ciepłe policzki opada kilka kosmyków, lekko przechyliła głowe na bok, aby nie przysłaniały jej oczu.
    - Dlaczego nie śpisz, Antonio? - spytała łagodnie, wciąż cicha i nienachalna, jakby mógł w każdej chwili na nowo wyznaczyć granice, które pokonywali do tej pory razem. - Opowiedz mi - poprosiła na zachętę, dając mu przestrzeń do decyzji, czy chce z nią rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Upiła kolejny łyk, napój był słodki i ciepły, cynamon który dostała jako specjalny dodatek, sprawiał, że piła coś znanego i zarazem do odkrycia. Miał rację, że razem tworzyli coś nowego. Obróciła się, by odstawić na razie kubek z kakao do przestygnięcia na stolik ustawiony przy kanapie. Najpierw postawiła naczynie przy krawędzi, do której sięgnęła bez wstawania, później delikatnie próbowała przesunąć go bezpiecznie dalej na blat, ale jej dłoń drgnęła niezdarnie. Pchnęła palcami na niego zbyt mocno, a napój, jakby miał własne zdanie, wylał się nagle, rozlewając się po stoliku i jasnym dywanie. Emma momentalnie poczuła, jak coś ściska jej gardło, jakby od razu ogarnęła ją fala paniki. Jej oczy powiększyły się, a oddech stał się płytki i nierówny. W jednej chwili poczuła, że zaraz wybuchnie łzami, a w sercu wybuchła obawa, że przez jej niezdarność rozgniewa Antonio, który chyba nie wybaczyłby takiej nieostrożności.
      Bez zastanowienia zsunęła się z kanapy na kolana, blada i znów jakby mniejsza rzuciła się do poprawienia leżącego kubka i przyciskania papierowych chusteczek do plamy, niemal wyrywając je z pudełka ustawionego na stoliku z drugiej strony, jakby od tego zależało jej wszystko.
      - Przepraszam, przepraszam. Już to posprzątam, przepraszam - wydusiła innym tonem, zduszonym jakby na ostatnim tchnieniu.
      Jej ruchy były nerwowe i chaotyczne, jakby próbowała cofnąć czas i zatrzymać to nieszczęsne rozlanie. Emmy znów drżała, oczy pełne łez, a na jej twarzy malowało się wyraźne przerażenie, jakby zrobiła coś znacznie gorszego. Jej oddech był szybki i niepłynny, jakby nie potrafiła złapać tchu w obliczu własnej niezdarności i drobnego wypadku. Nie patrzyła na Antonio. Czuła, że zaraz wybuchnie płaczem, bojąc się, że ta drobna wpadka może przynieść poważne konsekwencje i gniew, którego obawiała się najbardziej, choć nigdy nie widziała w Caruso żadnej złej emocji.


      Em 😱

      Usuń
  23. Ten jeden moment zepsuł spokój nocy. Rozlane kakao, jej drżące ręce, prawie już zapłakane oczy i nierówny oddech przecięły łagodność chwili. W pośpiechu i rosnącym popłochu, zainicjowała chaos porządku. Jedna za drugą chusteczka nasiąkała kakao, gdy wycierała stół, próbowała uratować dywan od wsiąkającej plamy, a gdy Antonio znalazł się nagle przy niej, po prostu pękła.
    Bez złości, krzyku i pretensji odciągnął ją od bałaganu. Skupił się na niej i dał jej coś, czego nie smakowała od dawna w obliczu takich emocji. Zrozumienie. Poddała się jego rękom, słowom i bliskości; wypuściła chusteczki z palców i czując stabilne ramiona wokół siebie, pozwoliła sobie na słabość. Przestała trzymać tarcze, opuściła ją. Odsłoniła się ufnie, gdy wskazał jej rytm oddechu. Rozpłakała się, bezbronnie opierając o bruneta. Schowała się w nim. Coś zadrżało niebezpiecznie w jej piersi, a Emma zacisnęła powieki, próbując złapać powietrze, gdy na koszulce Antonio odcisnęły się jej łzy. Drobna kobieca sylwetka poddała się jego sile, aby na niej polegać.
    Emma nadal drżała, choć jej oddech powoli się uspokajał z każdą chwilą. Czuła jego ramiona wokół siebie, jego dłonie uspokajająco gładzące plecy, włosy i głos który koił. Słuchała zapewnień, że nic się nie stało, że jest dobrze . Jej głowa opadła na jego ramię, a ona sama czuła, jak mięśnie się rozluźniają, choć jeszcze nie do końca. W półmroku pokoju, czuła się jakoś bezpieczniej, choć serce wciąż biło jej mocno w piersi.
    Czuła jego spojrzenie, nie chciała aby teraz na nią patrzył. Przysunęła się, może pierwszy raz korzystając tak bezczelnie z jego troski i opieki, po czym musnęła dłońmi po koszulce przy jego żebrach, łapiąc oddech i zacisnęła palce niespokojnie na materiale jego ubrania. Gest, niemal prośba, aby jej nie odsuwał. Aby pozwoli jej jeszcze przez moment przy sobie trwać.
    - Przepraszam - wyszeptała w jego stronę, wciąż ukryta, wciąż roztrzęsiona.
    Spojrzała na niego przez chwilę, niepewna, czy powinna się odsunąć, czy może jeszcze chwilę zostać, dopiero gdy zapanowała nad płaczem i drżeniem ciała. Jego ciche słowa i delikatny dotyk wydawały się jakby wyciągać ją z chaosu, w którym się znalazła. Po chwili, powoli, skinęła głową.
    - Nie ... chyba powinnam.. - wyszeptała, urywając niepewnie, bo przecież nie powinna już nic robić. Nie wiedziała, co powiedzieć. Pora nie sprzyjała ani sprzątaniu, ani ucieczce, która teraz wydawała się wygodna, ale nieodpowiednia i dobrze to wiedziała.
    Zwróciła uwagę na to, jak mocno sama go obejmuje, jak rękaw jego koszuli podwinął się i nierozważnie pozwoliła wyjść na świat sinym śladom na swoich rękach. Cofnęła powoli dłonie, poprawiła materiał, odwijając mankiety, by zasłoniły jej dłonie aż po palce. Spojrzała na niego znów niepewna i wycofana, na jej twarzy wciąż malowały się ślady emocji, a policzki lśniły od mokrych ścieżek.
    - Przepraszam - powtórzyła cicho, przykładając złączone dłonie do siebie, jak osłonę.
    Emma spojrzała na niego, jeszcze lekko zdezorientowana całym zajściem, swoją niezdarnością i zdumiona brakiem złości, ale czuła, że to, co się działo z strony Antonio, było jak oddech świeżego powietrza po długim, dusznym tunelu. Wzięła więc sama głęboki oddech i rozejrzała po dywanie i zalanym stoliku.
    - Nie chciałam... - dodała, choć on to wiedział, ona wiedział, że wie. Tego nie musiała mówić, ale teraz każde słowo wydawało się nieodpowiednie i zarazem bardzo cenne.
    - Mogę zostać tutaj... z tobą. Niczego nie będę ruszać - dodała cicho, a jej głos zabrzmiał jak prośba, którą naprawdę sama chciała usłyszeć. Aby nie znikała.
    Emma spojrzała na niego z wdzięcznością, czując, jak powoli opada z niej napięcie. Słuchała jego oddechu z obserwowała oczy. Bez napięcia, ale niepewna. Była zagubiona.

    Emi 💕

    OdpowiedzUsuń
  24. Jej oddech zwolnił, a ciało zmiękło w jego objęciach, gdy Emma oparła się ufnie o sylwetkę Włocha, wyciszając się wraz z nim, gdy ją uspokajał. Czuła przez cienki materiał koszuli jak jej skóra ubiera się w dreszcze, a przecież od emocji było jej zbyt ciepło. Jego obecność odbierała ciężar jej wybuchu i z chwili na chwilę, pozwalała fizyce pociągnąć ją bliżej mężczyzny i oparcia kanapy. Nie walczyła, ułożyła policzek na jego ramieniu, jedną z dłoni wsparła na szerokiej piersi, a oddychając, karmiła się męskim zapachem - skórą i tym, co nieuchwytne i zawsze bardzo jego. Bez gwałtowności i poruszenia, pozwalała samej sobie ochłonąć, wyschnąć łzom na ciepłych policzkach i sklejonych mokrych rzęsach. Dłoń, którą przesuwał po jej plecach, nie wyznaczyła dystansu, nie narysowała nowej granicy, a ona ku własnemu zdumieniu nie próbowała również budować nowych murów. Nie tłumaczyła się, nie próbowała bagatelizować swojej reakcji. Nie oszukiwała ani siebie, ani jego.
    Wiedziała, że to tylko wypadek, wylane kakao, ubrudzony dywan i zalany stolik, że wszystko da się uporządkować, wyprać i wyczyścić. Wiedziała, że wypadki się zdarzają i jej reakcja mówi więcej, niż słowa, za którymi się chowała. Rozumiała, jak to wygląda, ile zdradza jaj drżąca ręka, nerwowy ruch, próba maskowania się, wystraszone spojrzenie i ucieczka. Nie pojmowała tylko, dlaczego Antonio wciąż jest dla niej tak łagodny i wyrozumiały. Dobry.
    Poczuła jak w powietrzu zawisła delikatna, krucha równowaga. Ta chwila między nimi wydawała się zawieszona w próżni, pełna niewypowiedzianych słów i emocji, które nie chciały się ujawnić, ale też nie dawały o sobie zapomnieć. Jego troska, jej strach, ich wzajemne ciepło... to sprawiało, że moment wydawał się wyjątkowy, a Emma nie chciała go stracić. Spojrzała na dywan, poczuła ucisk w piersi i obróciła twarz, łapiąc znów powietrze tak, jakby się wystraszyła. Wiedziała, że gdy jutro wyjdzie z tego mieszkania, będzie musiała poszukać usług w pralni, albo nowego dywanu dla Antonio - nie chciała tego tak zostawić.
    Noc była spokojna, jakby nic się nie stało. Ona też ją za to lubiła, za ciszę i to, że czas zwalniał, gdy niebo osnute było ciemnym płaszczem. Czując na sobie jego spojrzenie, odchyliła głowę lekko do tyłu, próbując złapać oddech, choć jej ciało jeszcze odrobinę drżało, już nie od emocji, a chłodu i zmęczenia. Nie wiedziała, czy powinna się odsunąć, czy zostać, czy może powiedzieć coś, co rozluźni sytuację. W głębi serca czuła, że Antonio nie zamierza się unosić, ani jej odsuwać, że jest tu, z nią - i to ją uziemiało. Nie mówiła więc nic, pozwalając karmić się swoim oczom tym, co ma przed sobą; jego bursztynowym spojrzeniem, które wpada w głęboki ciepły brąz, w rysy prostej urody, jego spokojem i zrozumieniem. Akceptował ją, z wszelkimi niedoskonałościami i pęknięciami, choć nie wiedział, jak głęboko sięgają. Nie korygował jej, nie poprawiał... Pozwalał jej tu przy sobie być i nawet nie mógł wiedzieć, ile to dla niej znaczy.
    - Dziękuję... - wyszeptała w końcu cicho, niepewnie, jakby bojąc się, że jej słowa mogą przerwać tę ulotną harmonię. - Za to, że jesteś tu, mimo wszystko.
    Uniosła dłoń, powoli i ostrożnie, jakby bała się, że teraz to Caruso jest z porcelany i go zburzy z całym jego stoicyzmem. Musnęła opuszkami jego policzek, czule, z wdzięcznością i bez pośpiechu, pozwalając mu odtrącić jej dłoń, lub odsunąć się w każdym momencie. Kiedy tego nie zrobił, wciąż badawczo mu się przyglądając, patrząc mu prosto w oczy, które zdradzały najwięcej, przyłożyła dłoń niżej do jego ciepłej szyi, czując jak tętni w nim życie. Czuła pulsowanie pod opuszkami i to, jaki był ciepły, a skóra przyjemnie miękka. Był niesamowicie żywy, prawdziwy i rzeczywisty, a czasami wydawał jej się bajką.


    Emka 💖

    OdpowiedzUsuń
  25. Emma powoli pozwalała sobie przy nim na coraz więcej ufności, pokazywała własne ubytki i pęknięcia, łamliwość, której nie chciała już chować. W jej oczach pojawił się delikatny błysk czegoś głębszego, co się zakotwiczało w jej wnętrzu, a oddech stawał się spokojniejszy. Czuła, jak miękkość jego gestów rozpuszcza jej opory, jak ciepło jego ciała przenika przez fragmenty odważnej maski, którą jeszcze niedawno nosiła, choć ta odwaga nie była głośna, ani twarda. Powoli, krok po kroku, z każdym oddechem, oddawała się tej chwili, tej bliskości, która zaczynała wypełniać jej serce spokojem i pewnością.
    Jej dłonie, choć jeszcze niepewne, odrobinę drżące od emocji, zaczęły delikatnie odpowiadać na jego dotyk; przesunęła opuszkami delikatnie po jego szyi na rękę, którą objął jej szczupłe palce, zacisnęła je lekko na jego dłoni, jakby szukając potwierdzenia, że wszystko, co się dzieje, jest prawdziwe i dobre. I że nie ma jej za złe tego, jaka jest roztrzęsiona i zagubiona. W jej głowie pojawiła się myśl, że może w końcu pozwolić sobie na to, przed czym od dawna się ukrywała – na odrobinę słabości, na pełne oddanie się chwili, by nie uciekać i nie zasłaniać się przed samą sobą. Czując, jak Antonio ją obejmuje, jak się nie odsuwa i zarazem nie pozwala jej uciekać, poddała się zmęczeniu i jej ciało swobodnie odnalazło w nim ukojenie. Drobna kobieca sylwetka oparła się o Włocha, wtulając ufnie, potulna i odkryta z wszelkich złudzeń. Czuła jego oddech przy swojej skórze, gdy musnęła przypadkowo wargami odsłonięty obojczyk nad koszulką, ciepłe ciało zamkniete wokół niej i przy niej, dudnienie serca przy piersi na koszuli, którą jej dał na tę noc. Nie chciał narzucać niczego na siłę, rozumiała to, był wobec niej uważny, łagodny i ostrożny, zupełnie jakby czytał z niej, zanim jeszcze wypowiadała słowa. W jego spojrzeniu widziała troskę, nie chciała jednak szukać niczego głębiej, nie miała przecież do tego prawa, ale jej własne oczy wylewały na niego czułość, bo Emma gotowa była się już bardziej otworzyć. Nie wiedział o niej wszystkiego, ale wiedział wystarczająco, by poznać jej ciemne zakamarki.
    W ciszy i spokoju nocy, w tej chwili pełnej subtelnych gestów i krótkich słów, Emma pozwalała sobie samej na wytchnienie w objęciach mężczyzny. Dzieliła z nim moment, w którym zdjęła maskę, odkryła się i przestała bać. Gdy on objął ją pewniej, ona przytuliła go mocniej.
    - Słyszę twoje serce - powiedziała cicho, bezdźwięcznym szeptem, nie wykonując jednak żadnego gestu, żadnego ruchu, który by ich od siebie oddalił.
    Powoli, uważnie, bez lękliwej ostrożności jej dłoń pogładziła ciepłą szyję mężczyzny kolejny raz. Jej chłodne palce pod jego dłonią nie naciskały za mocno, lecz dotyk pozostawał czuły i świadomy, gdy przesunęła je do karku. Objęła go inaczej. Dokładniej. Koc okrywał jej ramiona i plecy, ale to nie koc dawał jej teraz najwięcej ciepła.
    Przyłożyła policzek do jego torsu na nowo, jakby to pomogło jej naprawdę lepiej słyszeć całe wnętrze Caruso. Całą jego własną muzykę. Opuściła powieki, odetchnęła głębiej i czuła, że w tym momencie nie potrzebuje więcej.

    Emka ❤️

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzisiaj Emma opowiedziała Antonio o sobie wszystko to, co drzemało na dnie jej poranionej duszy. O tęsknocie, o cieple, o pragnieniu, czułości i całej reszcie, która ją oplatała i trzymała nisko przy ziemi. Dzisiaj się odsłoniła, pozwalając samej sobie mu zaufać i uwierzyć w niego na tyle, by zyskać przekonanie, że jej nie skrzywdzi.
    Bez kontroli nad tym, co się dzieje i bez potrzeby panowania nad sytuacją, była jeszcze bardziej miękka, łagodna i uległa w jego rękach, tonęła zaś w jego spojrzeniu. Odsłoniła się bardziej, niż planowała i zakładała że to możliwe, a w końcu gdy zasypiała, nadal trzymała kurczowo zaciśnięte jasne palce na jego boku, jakby to on, a nie wieczór, nie ta kanapa i okrywający ją koc, pozwalały jej czuć się bezpiecznie. Wyznała mu swoje zauroczenie, swoją ufność i to, że chce być przy nim, bez słów, bez wielkich gestów i podkreślania chwili - to wypłynęło samo między nimi, płynnie i niepostrzeżenie osiadając między Emmę i Antonio.
    Przespała noc spokojnie, otulona zapachem gospodarza, a także ciepłem, które przyjemnie wkradało jej się pod skórę z przekonaniem, że nic jej nie grozi. Emma obudziła się powoli, czując na sobie jeszcze przyjemny ciężar pościeli i delikatny szelest porannego świata, który budził się za oknem wraz z nią. Smugi jasnego światła wpadały już przez okno, gdy spojrzała w tamtą stronę, nasłuchując odgłosów z domu. Przez chwilę leżała spokojnie, z zamkniętymi oczami, słuchając tego, co działo się za drzwiami. Wiedziała, że musi się podnieść, choć ciało jeszcze odczuwało zmęczenie, którego nie potrafiła do końca pokonać. Powoli wreszcie wstała, rozczesała kosmyki rozsypane wokół twarzy palcami i zaczęła zbierać swoje rzeczy, aby jak najszybciej się przebrać i przygotować do wyjścia.
    Nie chciała zabierać Caruso więcej czasu, a na wspomnienie wieczoru i tego całego zamieszania z kakao, czuła się po prostu głupio. Nie chodziło o niezdarność, a całą nerwowość i reakcje, które zdradzały zbyt wiele, gdy Emma chciała utrzymać swoje sekrety z dala od mężczyzny, by mu nie zaszkodzić. To jak za to później zachowali się oboje, sprawiało, że nie wiedziała zupełnie jak się czuje, bo to było... niezwykłe. Przejmujące. I miała wrażenie, że o wiele głębsze, niż mogło jej się wydawać.
    Pośpiesznie, ale starannie, założyła na siebie swoje własne ubranie i wyszła z pokoju, kierując się do łazienki. Prosta sukienka leżała dobrze i skromnie, ale czuła że bez makijażu wygląda niezdrowo i blado. Po szybkim odświeżeniu się, skierowała się do kuchni, gdzie zastała Antonio, który właśnie rozkładał na stole talerze do pełnego, bardzo bogatego śniadania. Przystanęła zaskoczona, czując że znów, kolejny raz nadwyręża jego dobroć i gościnność. Zerknęła w stronę jasnego dywanu i stolika, plama nadal była widoczna, choć już wsiąkła w materiał. Było widać, że wczorajszy chaos powoli zamienia się w spokojny poranek.
    — Dzień dobry — powiedziała cicho, podchodząc do niego i zatrzymując się po drugiej stronie szerokiego blatu. Czuła, jak lekki uśmiech pojawia się na jej twarzy wraz z rumieńcami na myśl o tym, jak delikatny i troskliwy był wczoraj. I jak ona sama traktowała go czule, zupełnie nieskrępowanie obejmując go i pozwalając czuć przy sobie każdym skrawkiem ciała pokutującego w samotności.
    Nie patrzyła na stół, jej jasne, dziś znów niepewne spojrzenie zatrzymało się i śledziło jego twarz. Chciała i potrzebowała zobaczyć jego oczy. Chciała mieć pewność, że nic między nimi wczoraj nie popsuła.


    Emka ❤️

    OdpowiedzUsuń
  27. Jego uwaga i spojrzenie były dzisiaj inne, głębsze, sięgające dalej niż wcześniej, zakotwiczające się pod jej skórę. Czuła to, chłonęła, przyjmowała z zaskakującym spokojem i lekkością, która obejmowała czułe serce. Nie osaczał jej, nie kontrolował, nie weryfikował żadnej poprawności. Nie wspomniał o dywanie, o kakao i jej reakcji, nie chciał nic wyjaśniać, ani jej upominać. Zachowywał się tak naturalnie, jakby wspólne śniadania były ich codziennością. Nie pozwalał jej przez to na wahanie i niepewność, a ona tak jak usiadła na krześle idąc za jego ruchem, miękko i cicho, tak samo zaadaptowała się do tego poranka i jego obecności.
    Emma słuchała go uważnie, czując, jak w jej sercu zaczyna rosnąć czułość, mimo że jeszcze tak niewiele o nim wiedziała, choć jednocześnie wiedziała już całkiem sporo. Antonio mówił spokojnym, łagodnym głosem, a ona nie mogła powstrzymać się od podziwu dla tego, jak naturalnie potrafił tworzyć atmosferę komfortu i bezpieczeństwa. Każde jego słowo wydawało się wyważone, jakby znał siłę prostych gestów i słów, które potrafią dotknąć najdelikatniejszych strun w człowieku, a jednocześnie nie było w tym nic wystudiowanego. Był naturalnie troskliwy, pozwalał jej przy sobie odetchnąć i odpocząć od codzienności, którą za sobą chowała starannie i z coraz większym trudem.
    Spojrzała na jego twarz, próbując odczytać coś więcej, niż tylko to, co mówił. Oddawała mu dziś takie same spojrzenia, jakimi on obdarzał ją — dłuższe, intensywniejsze, bardziej uważne. Jakby widziała go dzisiaj inaczej niż wcześniej. W jego oczach widziała troskę, czuła ją jak ciepłe światło rozlewające się po całym wnętrzu mieszkania i wokół nich. To było tak rzadkie w jej życiu, tak cenne, że chwytała się tych spojrzeń, tej uwagi i słów, które jej dawał, jakby miała zachować je na zawsze w swej pamięci jak drogocenną pamiątkę. Czuła, jakby Antonio mówił do niej nie tylko słowami, ale też własnym spojrzeniem i postawą, a wszystko zdawało się mówić, że jest tu z nią i liczy się z jej obecnością.
    Uśmiechnęła się, powoli wyciszając rytm serca, bez paniki i bez lęku, że przywoła jej łzy i drżące dłonie z wczoraj. Objęła filiżankę obiema dłońmi, jej zimne palce potrzebowały ogrzania i na chwilę oderwała spojrzenie od jego twarzy, aby jasnymi tęczówkami prześledzić suto zastawiony stół. Wszystko wyglądało wspaniale, ale ona nie potrzebowała tego wszystkiego i przez chwilę mogła wydawać się przytłoczona, lub nawet zmieszana. Jego obecność była przecież wystarczająca.
    Gdy zapytał, czy dobrze spała, poczuła, jak jej serce lekko drga, jakby chcąc się do niego wyrwać, choć jeszcze nie potrafiła tego wyartykułować nawet w swojej głowie. Uśmiechnęła się delikatnie, karmiąc się jego słowami, które wydawały się tak czułe i pełne troski, jakby Antonio sam tonął w swojej opiekuńczości. Podniosła filiżankę do ust, czując, jak ciepło kawy rozchodzi się po jej dłoni, a aromat otula jej twarz i upiła ostrożnie pierwszy łyk.
    — Tak, dziękuję — przyznała po chwili, jej głos zabrzmiał trochę ciszej, niż zamierzała, ale pełen był wdzięczności. — Spałam dobrze, choć może było trochę za mało snu… ale to nic, martwi mnie jednak to, że ty też nie przespałeś spokojnie nocy — powiedziała, na krótką chwilę, zatrzymując spojrzenie znów w jego oczach. Dzisiaj przy promieniach poranka, wydawały się jaśniejsze, niemal jak bursztyny.
    Spojrzała na swój talerzyk, na ustawione obok sztućce i wstała od stołu, aby zabrać to i filiżankę z kawę z stołu. Obeszła stół i odsunęła krzesło obok Antonio, aby usiąść przy nim, by nie dzieliło ich nawet to śniadanie. Oparła plecy o krzesło i zawiesiła znów oczy na nim, dzisiaj wyjątkowo mocno przyciągał do siebie jej uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. — W moim domu posiłki łączyły ludzi, nikt nie siedział daleko i nikt nie zostawał sam — zdradziła z ciepłym uśmiechem i sięgnęła po małego maślanego rogala i słoik z ciemną marmoladą, która przypominała jej kwaśne porzeczkowe przetwory przyjaciela.
      Gdy Antonio zaproponował odjazd, poczuła nagły przypływ ciepła, który zalał jej twarz zdradzieckim malinowym rumieńcem. Nie była pewna, czy to z powodu jego propozycji, czy może z powodu tego, co w niej samej się działo — niepewności, delikatnego poruszenia , które próbowała ukryć pod maską spokoju.
      — Chętnie skorzystam — zgodziła się, uśmiechając szerzej, z pewnym pomysłem którego nie chciała uciszać, ani w sobie chować. — Nie chcę ci przeszkadzać, ale… jeśli masz wolne, wybierzemy się na spacer do parku w centrum? Czuję się lepiej, gdy wiem, że jesteś blisko.
      Te słowa wypłynęły same, lekkie, nienachalne, ale znaczące. Emma zawiesiła spojrzenie na jego twarzy, na oczach, a potem ustach, które studiowała nieprzyzwoicie długo i uważnie. Jej twarz płonęła, a ona siedziała spokojna, cicha i grzeczna, zupełnie jakby nie zdawała sobie sprawy, jak mocno wybrzmiała ta propozycja, choć zdradzały ją policzki i roziskrzone spojrzenie.
      Nie chciała teraz analizować samej siebie, czy ona sama potrafi zrozumieć, co tak naprawdę się z nią dzieje. Antonio był dla niej jak cichy, ciepły promień słońca w pochmurny dzień — taki, który rozświetla wszystko wokół, nie narzucając się, ale wyczuwalny w każdym geście i słowie. Nie powinna się przyzwyczajać do jego obecności, ale to już się wydarzyło i nie chciała ani tego zmieniać, ani niczego naprawiać. Potrzebowała go. I choć jeszcze nie potrafiła powiedzieć tego na głos, czuła, że ta znajomość, choć tak niedawna, ma w sobie coś niezwykłego. Coś, co mogło zmienić wszystko w niej i w jej świecie. I bała się najbardziej tego, jak bardzo jest na to gotowa.
      — Chciałabym zapłacić za czyszczenie dywanu. Nie chcę tego tak zostawiać... — dodała, dając mu czas i pretekst do zmiany tematu, do odmowy, ucieczki i odsunięcia się od niej. Nie była kimś, kto się narzuca, kto uwiera, kto będąc blisko, zapomina o granicach. — Pozwól mi, proszę — powiedziała cicho, ciszej, bez swobody i znów z wahaniem, wyciągając dłoń, by musnąć palcami jego ramię, gdy obserwowała jego profil. Miał prosty nos, mocno zarysowaną szczękę i wyraźne brwi, które nigdy się na nią nie złościły.
      Drobne gesty, subtelny niemal niewyczuwalny dotyk były jej szczerym językiem. To były jej słowa, które mówiły niemo za nią, jak bardzo jej zależy i jak wciąż z sobą walczy, by iść do przodu. Antonio nie był jednak mężczyzną, którego się bała, choć nawet przy nim była niekiedy niepewna i wystraszona, choć nie jego, a bardziej samej siebie.

      ❤️❤️❤️

      Usuń
  28. Skórę miała ciepłą i gładką, policzki jej płonęły, ale w oczach błyszczało coś, co zdradzało, że Emma nie wątpi w ten moment, który dzielą. Jej delikatny ruch, łagodny głos i obecność, która zaraz może się rozmyć jak cień zalany słońcem gdy znika, nie były wyraźne, bo ona nie próbowała zaznaczyć tutaj siebie. Była taka jak zawsze, mdła, stopiona z tłem, ale obecna w sposób, który Antonio akceptował i rozumiał. Dla niej to było wszystko, czego potrzebowała, dla niej to znaczyło więcej, niż umiałaby nazwać.
    Uśmiechnęła się wyraźniej, jej usta rozciągnęły się i ten wyraz radości dosięgnął jej oczu. Skinęła powoli głową, chciała iść na spacer, na obiad, spędzić z nim czas. Chciała się złapać tej obietnicy, chwycić i przechować na zawsze jego słowa, że podaruje jej swój czas. Nie odezwała się, z zrozumieniem i wdzięcznością wpatrywała się w niego, oddając i przyjmując tyle samo uwagi, ile on podarował jej. Mieszkanie wydawało się cichsze niż wcześniej, słyszała ich oddechy, ale szum miasta znikał.
    Czuła na swojej dłoni jego palce, to jak troskliwie i z uwagą badał jej skórę, jak świadomie pozwalał sobie na ten dotyk. Pod własnymi opuszkami za to odkrywała ciepło od jego ciała przez cieniutki materiał koszulki, jaką założył. Była przejęta, spokojna, ale budowało się w niej napięcie, którego dawno nie czuła. Smakowało oczekiwaniem. Coś się w nich zmieniało, czuła to od poprzednich spotkań, choć nie dopuszczała do siebie myśli, która nasunęłaby mylne, pozorne wnioski. Nie chciała złudnych nadziei. Nie chciała komplikować ułożonego życia Antonio. Relacja jaką mieli była prosta i mimo wszystko wydawała się krucha. Nie chciała go skrzywdzić — dokładnie jak mu powiedziała niedawno. Ale nie chciała również rezygnować z jego bliskości, czułego spojrzenia i słów pełnych troski. Karmił ją swoim ciepłem, a ona potrzebowała tylko tego do przetrwania kolejnych trudnych dni.
    Filiżanka parzyła już jej wrażliwe palce drugiej dłoni, a gdy Antonio uparcie odsunął od niej chęć naprawienia szkód na dywanie, cicho westchnęła. Odłożyła kawę na stół i obróciła się w jego stronę, nadal bez słów, pozwalając by czytali dziś z siebie w wyjątkowej aurze skupienia. Nie chodziło tylko o pranie i plamę, a o to że chciała mu pokazać, że również potrafi o niego zadbać i oddać mu tyle samo w ich przyjaźni, co otrzymywała. Mógł nie dbać o rzeczy materialne, ale to w staranności i porządku ukrywała się niezauważalna często troska.
    Emma poczuła, jak serce bije jej mocniej, gdy Antonio bez pośpiechu i z spokojem, jakby wszystko miało swój porządek, nachylił się ku niej i jej usta spotkały się z jego. To pierwsze muśnięcie było tak naturalne, jakby nie było ich pierwszym, a drobny dreszcz przebiegł jej po plecach, gdy zadarła podbródek spragniona czegoś jeszcze. Była świadoma tego, co się działo, ale mimo zaskoczenia nie czuła już wahania, które wcześniej ją dręczyło. Jej oddech był miękki, delikatny, jakby chciała zatrzymać ten moment. Odpowiedziała na pocałunek z ciepłem i pełnym zaufaniem, przyjmując go z taką samą delikatnością, jakiej od niego oczekiwała. Nie planowała tego, nie wyobrażała sobie nawet tej chwili, to... to było magiczne. Jej dłonie, które wcześniej spoczywały na filiżance i ramieniu Caruso, teraz pewnie spoczęły na jego torsie, mógł poczuć że palce bliżej serca są cieplejsze od porcelany z śniadaniowej zastawy, gdy lekko zacisnęła je na jego koszulce, chcąc przytrzymać go blisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej ciało lekko się o niego oparło, jakby chciała jeszcze bardziej na nim polegać. Uniosła się w jakimś nieznanym impulsie z krzesła, tylko po to, by być jeszcze bliżej, gdy usiadła mu na kolanach i poczuła, jak granatowa sukienka podwija jej sie na udach i wbija w skórę odsłaniając jasną skórę nóg.
      Po chwili odsunęła się nieznacznie, patrząc mu w oczy z drżącym uśmiechem, który wyrażał wszystko, czego nie potrafiła wypowiedzieć słowami. Rozchyliła usta, łapiąc oddech jakby oszołomiona tym, co się dzieje. Jej spojrzenie było pełne czułości, gdy tę cieplejszą dłoń przyłożyła do policzka mężczyzny, jakby znów gestem a nie słowami chciała spytać, czy nic się między nimi nie zepsuje. I czy jest pewien tego, co się właśnie między nimi zmienia.

      Em 😍

      Usuń
  29. Emma wiedziała, że serca nie można kontrolować, że uczucia nie podlegają kalkulacjom i schematom, a nieprzewidywalność jest ich główną cechą i siłą. Sądziła też, że nigdy już nie pozna smaku miłości ponownie, nie zaufa i nie otworzy się na tyle, by pozwolić komuś stanąć bliżej siebie, więc to co teraz się działo... przeczyło wszystkiemu, w co wierzyła i co zakładała. Porywało ją w swoje sidła i nieuchronnie spychało w spiralę pragnienia czegoś więcej. Bo Antonio nie był dla niej już tylko przyjacielem, nie gdy patrzył na nią w ten sposób, gdy dotykał jej tak, aż miała dreszcze, gdy całował, mieszając ich oddechy. Była ostrożna, lękliwa i wycofana, ale nie była głupia.
    Emma czuła, jak jej serce bije szybciej, a oddech staje się bardziej nierówny pod wpływem chwili. Czuła na ustach jego wargi, ostrożne i czułe pocałunki, a na ciele mocne dłonie, które obejmowały ją z wyczuciem, jakby doskonale wiedziały, gdzie ją chwycić i z jaką siłą. To, co się działo, było jak nieznany, nieodkryty jeszcze ląd, jak pociągająca fascynacja i zarazem coś, co musiało się wydarzyć. Z jednej strony pragnęła mu zaufać, pozwolić, by ta chwila trwała bez końca, z drugiej w jej głowie wciąż szeptał drżący głos, który ostrzegał, że to wszystko może się rozpaść, że to jest zbyt blisko, zbyt intensywne, zbyt prawdziwe, by mu ufać bez zastrzeżeń. Znał jej historię, wiedział ile bliskich osób straciła i że jej życie zawsze naznaczone było cieniem, bo była niechciana i porzucona już jako dziecko, ale teraz... teraz to wszystko bladło, traciło na znaczeniu. Liczył się Antonio. I ta chwila.
    Przez moment zamknęła oczy, starając się złapać oddech, który zdawał się uciekać. Przecząco pokręciła głową, gdy odezwał się tak nieroztropnie, wpuszczając między nich nić zawahania. Wiedziała, że chłonie jego obecność jak powietrze — bo to było wszystko, czego potrzebowała, by poczuć się choć na chwilę bezpieczna i żywa. W głębi duszy jednak tliła się niepewność, a Emma prawie zadrżała, jakby każdy gest, każde słowo, było próbą odczytania, czy może mu ufać, czy może to wszystko jest tylko chwilowym złudzeniem, które zaraz zniknie. Nie chciała go stracić, nie chciała narażać ich relacji. Nie mogła znów zostać sama.
    Czuła, jak jej ręce same sięgnęły do jego twarzy, delikatnie przesuwając się po policzku, jakby próbując utrwalić ten moment, zanim wszystko się rozproszy. Nie chciała go wystraszyć, nie chciała, żeby zniknął. Pragnęła tylko jeszcze trochę zostać jak w tej chwili, jeszcze trochę chłonąć tę bliskość, jakby to była ostatnia chwila w jej życiu, którą mogła mieć tylko z nim. Sięgnęła dłońmi dalej, zatrzymała jedną na jego karku, czując pod opuszkami miękką ciepłą skórę, drugą objęła jego ramię. Nie musiała otwierać oczu, jej dotyk był jej zmysłami,, których potrzebowała, aby go poznać. Nie zdawała sobie do tej pory z tego sprawy, ale Włoch był nie tylko opanowany, miły, troskliwy i czuły, był też silny, przystojny i dbał o siebie w sposób, który przyciągał kobiety.
    Spojrzała mu w oczy, jej własne pełne były płomiennej pewności, ale też głębokiego pragnienia, które się w niej tliło już od dawna. W głosie miała cichy szept, pełen emocji.
    — Antonio, ja... — zaczęła, ale zatrzymała się na moment, jakby bojąc się, że powie coś, czego może potem żałować, coś co go zrani, albo rozczaruje — Nie jestem pewna, czy jestem gotowa na to, co czuję... Ale nie chcę tego zatrzymywać — wyznała cicho.
    W jej oczach błyszczała mieszanka strachu, nadziei i czegoś gorącego, co osiadało nisko w brzuchu, a w głębi duszy wiedziała, że musi mu ufać, musi się odsłonić, choć to było dla niej tak trudne. Bo mimo wszystko, mimo tej niepewności, chłonęła jego obecność tak bardzo, jakby to było jedyne powietrze, którego potrzebowała, żeby przetrwać. I choć jej zaufanie jeszcze nie było pełne, nie w tej sferze w którą wkraczali teraz, czuła, że właśnie w tej chwili, w tym momencie, pozwala mu się zbliżyć jeszcze bardziej, choćby na tyle, na ile sama odważy się na to pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Przycisnęła palce do jego karku, przysunęła się bliżej, niemal stykając z jego torsem swoją drobną sylwetką i spojrzała w tył na zastawiony stół. Odetchnęła głebiej, gdy wspomniał o incydencie, zupełnie jakby przywołał to, co ona próbowała od siebie odepchnąć niepewna i znów wystraszona. Sięgnęła do swojego talerza i zebrała na palec marmoladę z rogalika. Spojrzała potem znów na Antonio, prostując się i uważnie, intensywnie, w pewien sposób tak samo czule jak zawsze, ale jednak inaczej, zatonęła w jego oczach. Głebiej, dosięgając spojrzeniem czegoś, czego sam już nie ukrywał. Przesunęła opuszką z owocami po jego dolnej wardze, powoli. Znacząco. Niewinnie, choć zarazem nie było w tym nic wyuzdanego i prowokującego, to nie miało też w sobie nic z niewinności. I pochyliła się do niego, łącząc ich usta z sobą trzeci raz, z rosnącym pragnieniem i namiętnością, poznając jego smak. A gdy marmolady już nie było, było tylko ciepło mrowiące jej wargi i dudnienie serca, które aż odbijało się echem w tym cichym mieszkaniu, albo tylko jej się wydawało.
      Przytuliła się do niego, tak po prostu, gdy musiała zaczerpnąć tchu. Oczy miała roziskrzone, choć na rzęsach osiadło jej wzruszenie, sukienkę podwiniętą tak wysoko, że jeszcze chwila i pokazałaby bieliznę, a usta i policzki żarzyły się jak obtarte leśnymi owocami. Zarzuciła mu ręce na szyję, objęła go i muskając go delikatnie po szyi w niewypowiedzianym mętliku myśli i uczuć, próbowała opanować rwące się do niego ciało. Ta chwila była impulsem, ale to co się działo to nie była tylko jedna, zagubiona iskra i wiedziała o tym.
      — Powinniśmy oboje zjeść — zauważyła zgodnie cicho, w płytkim, przyspieszonym oddechu.
      Przesunęła ciepłymi ustami po jego szyi, spijając aromat na drżącej skórze i usiadła prosto nadal na jego kolanach, powoli cofając ręce z męskiej szyi, by znów oprzeć je na torsie Caruso. Opuściła wzrok skromnie, jakby obawiała się teraz komentarza i złapała za krawędź sukienki, aby zasłonić się i poprawić, nim wstanie i wróci na krzesło, a to był moment gdy przestała myśleć o tym, że powinna bardziej zadbać o przykrycie rąk i pociągnięcie rękawów w dół.

      Ems 💓

      Usuń
  30. W tym jak ją całował, jak zacisnął dłoń na jej sukience przy biodrze w pewnym momencie, jak ułożył tę drugą między łopatkami przy falujących końcówkach jej włosów, a w końcu jak cicho westchnął i potem łapał oddech, oddając się jej pieszczotom, odnajdywała potwierdzenie, że czują to samo. Że nic jej sie nie wydaje. Że nie ma złudzeń i Antonio jak ona, dzisiaj dał się ponieść chwili, ale również pragnieniom, które w sobie nosił. Że być może podobnie do niej, pozwolił granicom miękko ustąpić, a kontroli na te kilka chwil odejść w zapomnienie. Bo mogli sobie zaufać i nie musieli się bronić. Bo byli tu razem, ze sobą, z osobami które nie krzywdziły.
    Kiedy podniosła na niego oczy i dostrzegła ten szelmowski uśmiech, inny, nowy, sama się uśmiechnęła. Delikatnie, tylko kącikami ust, rozczulona, zadowolona, troszkę niepewna, co powinno wydarzyć się teraz po tej salwie przyjemności. Czuła ciepło na wargach, na twarzy, ramionach i talii, wszędzie gdzie dotykał jej przyciągając do siebie tak znacząco i z pewnością, że wie, gdzie powinno być jej miejsce. Ona też to poczuła, że może tu zostać, że nie musi uciekać.
    - Nie znałam tego uśmiechu - zauważyła, odkrywając że dzisiejszy poranek pełen jest niespodzianek w nim i w niej.
    Kiedy Antonio zaczął jeść, Emma wciąż czuła na sobie również jego spojrzenie, jakby próbował odczytać coś, czego ona sama jeszcze nie do końca rozumiała i do czego wstydziła się przyznać. Serce biło jej nadal szybko, a oddech był lekko nieregularny, gdy wreszcie dostrzegła, że rękawy sukienki także podwinęły jej się za wysoko i odsłoniły kilka niemiłych śladów. Poprawiła się szybko, lecz bez gwałtowności i znów jej wzrok uciekł do mężczyzny. Nie potrafiła oderwać oczu od jego ust, od tej mieszanki pewności i delikatności, którą w sobie nosił i którą jej podarował. W końcu sama chwyciła ponownie filiżankę i upiła łyk kawy, powoli wracając do rzeczywistości. Nie wiedziała jeszcze, co się zmieni i jak bardzo, ale nie chciała, aby ta chwila ich od siebie oddaliła. Z drugiej zaś strony, nie chciałaby o tym zapominać.
    Jedzenie stało się tłem dla wydarzeń sprzed chwili i uczuć, które jeszcze niedawno były tak wyraźne, a teraz zdawały się cicho czekać na kolejne słowa, gesty, albo może na coś więcej, na kolejny zryw i impuls, by przemówić. Nic w niej nie gasło, nie opadało w nieprzyjemnym ciężarze, a tliło się gdzieś głeboko w jej wnętrzu, zupełnie jakby Antonio rozbudził coś, co było dla niego gotowe od dawna. Ona wiedziała, że przestała się pilnować i to właśnie w tym momencie najbardziej się odsłoniła. Wiedziała też, że nie chce za to przepraszać, ani tego żałować, bo to było szczere i prawdziwe, nie wiedziała tylko że ją stać na tyle uczuć. Że wciąż potrafi taka być. Tak... żywa.
    Emma odchyliła się nieco na krześle, chwyciła w dłonie talerzyk z rogalikiem i marmoladą. Teraz te owoce na języku smakowały inaczej, a ona nie miała ochoty na nic innego, co stało na stole przed nią. Spojrzała na niego z nieśmiałym uśmiechem, który miał wyrazić zarówno zaskoczenie, tym co się wydarzyło, jak i nadzieję, że niczego nie zepsuła. Bo w zasadzie tego się bała... że straci przyjaciele, który stawał się z każdą chwilą dla niej coraz droższy.
    - Wszystko będzie dobrze...? - spytała w końcu po dłuższej chwili, gdy rogalik zniknął z jej talerza, a Antonio nie miał już kawy w swojej filiżance.
    Nie miała oczekiwań, nie chciała wywierać presji, ani żadnej obietnicy. Chciała nadal być po prostu obok, obecna w ten niewymuszony i prosty sposób przy Caruso. W ten sposób, który już znali, który nic nie wymagał poza tym, aby oboje chcieli z sobą rozmawiać z swobodą, jakiej nie musieli się wstydzić. Chciała nadal poznawać go krok po kroku, ale musiał wiedzieć, że dla niej to coś ważnego i nic sie nie stanie, jeśli teraz ją odsunie i cofnie się o krok. Byle tylko nie zniknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wzięła głęboki oddech, Odstawiła wszystko co miała w ręku na stolik, aby nic nie upuścić i niczego nie stłuc, a potem pociągnęła sukienkę na udach w strone kolan i korzystając z okazji, że są tak blisko, oparła się ramieniem o jego silne ramię. Chciała poczuć, że są na tej samej ścieżce, że jest nadal między nimi nić porozumienia. I powoli, ostrożnie, jakby teraz każdy ruch był zbyt kruchy, przechyliła głowę i oparła policzek o jego ramię. Nie musieli wracać do reszty, jak to nazwał, nie musieli nic więcej robić, bo Emmie wystarczało to, że był obok.
      Od wypadku była sama i ciążyło jej to o tyle, bo doszły do tego inne troski, lęki i ból Nie przebrnęła przez żałobę, nie potrafiła się pozbierać, ani pogodzić z stratą, nie dotarła do cmentarza, aby zobaczyć groby bliskich. Świadomość, że sama umarła, a lekarz nie stwierdził zgonu bo jeden uparty ratownik na miejscu nie pozwolił na to, resuscytując ją kilka razy pod rząd i wracając do życia, niekiedy ją przytłaczał. Czuła, że nie wróciła kompletna, że jakaś jej część zniknęła. I może to dobrze, bo nie miała nic do ofiarowania poza ciastem i dobrym słowem. Ale to nie było wiele i Emma bała się... bała się, że to nie tyle za mało, ale to po prostu nic. Że sama jest niczym. Nie sądziła nawet, że jej serce może tak mocno i głośno bić, że krew w jej żyłach jest w stanie się zagotować, że może czegoś tak pragnąć, jak pragnęła całować Antonio... On przywracał ją do życia, nie tylko dziś, nie tylko pocałunkami, ale robił to zawsze, gdy patrzyła mu w oczy i gdy on patrzył na nią tak, że czuła się widziana. Jak dziś, wczoraj i zawsze.
      - Zostawiłam koszulę w łazience - powiedziała nagle, zmieniając temat, a może poniekąd uciekając od rozmowy teraz. Mieli się zobaczyć po jego próbie, zaprosił ją na obiad, więc może wtedy w nowym miejscu, bezpieczniejszym bo pełnym ludzi, porozmawiają. Popatrzyła na swoje dłonie, na jasne krótkie paznokcie i narysowała opuszkami jednej dłoni prostą linię przy ich początku na smukłych palcach. - Dotąd dosięgają mi rękawy - oznajmiła, jakby to było najważniejsze teraz. Emma zwracała uwagę na szczegóły, bo one dopełniały całość. W koszuli w jakiej spała, najbardziej jednak podobało jej się nie to, jaka była duża i długa, ale jak pachniała mężczyzną i ukoiła ją do snu. A teraz ten temat był idealna wymówką, do przywrócenia swobody.

      Emka ❤️

      Usuń
  31. Gdy poczuła delikatne muśnięcie przy włosach, poczuła też, jak w oczach stanęły jej łzy, a policzki znów płoną od intensywności emocji, jakie się w niej kotłowały. Było tego zbyt wiele. To że Antonio górował nad nią niemal o głowę, było w tej chwili jej błogosławieństwem, bo nie mógł dostrzec, jak wzrusza się zbyt łatwo, zbyt szybko, a uczucia i pragnienia które wypłynęły z niej pod jego dotykiem tak gwałtownie, tak intensywnie, aż niemal wybuchły, mimo intensywności były kruche, były cieniutkie jak pergamin, wiotkie, delikatne i przerażały ją równie mocno, jak utrata kontroli przerażała Caruso. Emma nie bała się zranienia, bo ufała Włochowi, wierzyła w niego, nie czekała na cios. Ona bała się, że Antonio zniknie, że pocałunek wymaże ich wzajemne zaufanie i swobodę, a on tak samo wymaże ją z swojego życia.
    Splotła ich palce, powoli, delikatnie i lekko, a choć wiedziała, że mężczyzna nie cofnie teraz swojej dłoni, pozwalała mu na to, nie ściskając ich rąk za mocno. Ułożyła je na swoim udzie, lekko opuściła głowę, pozwalając aby krótsze kosmyki przysłoniły jej oczy i policzki i patrzyła jak opalona skóra południowych genów, odcinała się od granatowego materiału i jej niemal białej jak mleko skóry. Poruszyła kciukiem, gładząc czule wierzch jego dłoni i odetchnęła głebiej. Nie tarasowała sobie drogi obok niego gwałtownie, nie była hałaśliwa, ani niecierpliwa, właściwie... nie sądziła, że znajdą się w takiej relacji. Była skromna, nigdy chciwa, brała tyle czasu Antonio, ile mógł jej dać, tyle jego towarzystwa, obecności i uwagi, ile miał ochotę podarować. Wiedziała, że jest bardzo zajętym człowiekiem, nie mościła się obok niego na siłę, poznawała go powoli, nienachalnie, w rytmie, które wybijały ich wzajemne wolne chwile między tuzinami obowiązków, jakich się podejmowali w codziennym życiu. Nie wiedziała nawet kiedy dokładnie zaczęła mu ufać, polegać na jego opinii, wyczekiwać kolejnych spotkań. Nie pamiętała, kiedy stał się kimś, o kim myślała, gdy wydarzyło się coś, czym mogłaby się podzielić. Zakradł się do niej, cicho i łagodnie, naturalnie, odnalazł wszystkie wyrwy w jej krawędziach i wpasował się w nie tak, jakby oboje tworzyli dopełnienie swoich potłuczonych odłamków. Nie chciała uciekać, nie chciała się przy nim bać, otwierał w niej to, co ukrywała najgłębiej i otulał sobą, przynosząc ukojenie. Chciała odkryć z nim wszystko, co dawno zakopała i uświadomiła sobie to teraz, w tej chwili, gdy trzymała go za rękę, a on niczego nie komentował, pozwalając jej nawet na to, by sama biła się z swoimi myślami.
    Uniosła podbródek, patrząc na jego profil i łapiąc się obietnicy, jaką właśnie złożył. Nie ucieknie. Ale zaraz większą uwagę Emmy skupiły słowa o koszuli i to, co za nimi szło. Dostrzegła, że Antonio się nieco speszył, a to wywołało w niej ogromną falę czułości. To, ile miał w sobie emocji i jak w nim grały, potrafiło ją absolutnie zaskoczyć i rozbroić. Nieczęsto się odsłaniał, czasami właściwie musiała głęboko wypatrywać w nim tego, co skrywał pod spokojem, ale udawało jej się go rozszyfrować, bo się przed nią nie chował, nie zasłaniał, nie uciekał. Ufał jej, wiedziała to. Widziała, że Antonio wie, że z jej strony nic mu nie grozi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. W pokoju zawisła cisza nie skrępowania, a zrozumienia. White wiedziała, że choć część jej uczuć i obaw jest odwzajemniona, a wszystko dziś toczyło sie tak szybko, że oboje mogą poczuć się nieco zagubieni. Cofnęła dłoń, uwalniając jego palce i sięgnęła wyżej po jego ramieniu, aby lekko przyłożyć dłoń do policzka Włocha i pogładzić opuszkami ciepłą skórę przy falujących kosmykach. Serce biło jej mocno, jakby jeszcze bała się cieszyć z tego, co się dzieje, co między nimi rozkwita. Było w niej delikatne napięcie niepewności; ostrożność, gotowa wkroczyć w każdej chwili, jeśli potrzebny będzie krok w tył. Uwielbiała go dotykać, wyrażała tymi gestami dużo więcej, niż potrafiła słowami, choć czasami i to wydawało się niewystarczające, jakby każdy słownik był zbyt ubogi na to, co czuła.
      - Nie chowaj tej koszuli w takim razie - poprosiła cicho, zupełnie jakby chciała to powiedzieć i wciąż miała wątpliwości, czy nie posuwa się za daleko. Czy to odpowiednie.
      Była urzeczona, była upojona ekscytacją i nim, radością z nim, a jednak wciąż niepewna, jakby nie do końca wierzyła w to, co się dzieje. Oszołomiona tym, jak dobrze może się czuć, jaka może być... szczęśliwa. Bo Emma szczęśliwa była tak dawno temu, że teraz to uczucie wydawało się obce i drżało w niej, chcąc znaleźć sobie miejsce na stałe.
      Spojrzała po zastawionym stole. Zjedli naprawdę niewiele z tego, co przygotował mężczyzna. Zostawienie sprzątania na potem, wydawało się jej niewłaściwie, szkoda byłoby, aby warzywa i sery obeschły, ale nie miała żadnej podstawy, aby ingerować w decyzje dotyczące tego domu, więc nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się ładnie, pogodnie i wstała w ślad za mężczyzną.
      - Pokaż mi, jestem gotowa - kiwnęła głową, zawieszając spojrzenie na jego oczach, w których teraz, nieco inaczej niż wcześniej, tonęła szybciej, łatwiej, niemal natychmiast.
      Musiała się przebrać, sprawdzić czy nie pojawiły się jakieś nowe zamówienia, albo pytania o nie w sieci, sprawdzić, czy z Thomasem wszystko w porządku. Wszystko jednak odsuwała na później, wszystko przestawało mieć priorytetową rangę tematów do ogarnięcia na już z bardzo prostej przyczyny. Priorytetem stał się Antonio Caruso i Emma z tym nie zamierzała polemizować. Podążyła więc za nim bez wahania i z ciekawością, gdy szykowali się do wyjścia i była naprawdę zaintrygowana, jak wygląda jego dzień, jego świat, jego rzeczywistość i jak bardzo odbiega to od tego, co zna Emma.

      ❤️❤️

      Usuń
  32. Cisza nie była ciężka, a jednak czuła ją wyraźniej niż wcześniej. Oblepiała przestrzeń inaczej, gęściej niż dotychczas. Emma była teraz bardziej uważna na bliskość Antonio, na jego gesty, jego postawę, to jak stawiał kroki, jak zerkał w jej stronę, upewniając się, czy nadal jest obok; jak porządkował przestrzeń, nie pozwalając panoszyć się chaosowi. Miała wrażenie, że choć między nimi nie zawisło nic ciężkiego, rośnie w niej pewna ostrożność, jakby teraz należało starać się bardziej, by go nie zawieść.
    Uśmiechnęła się miękko, z wdzięcznością, muskając ciepły szal, który Caruso położył na jej ramionach. Znów ten zapach, ta troska, ciepło, które przenikało pod skórę, to co docierało do jej serca bardziej, niż wielkie słowa. Poprawiła płaszcz, opatuliła się szalem tak, by otoczył ją i chronił przed zimnem i skierowała za mężczyzną. Powietrze było zbyt ostre, zadrżała i przysunęła się bliżej Włocha, równając z nim krok. Nie przeszkadzało jej to, że nie rozmawiają, czasami miała wrażenie, że ich wzajemna obecność, spojrzenia pilnujące się nawzajem, wyrażają więcej. To jej wystarczyło. To było aż nadto.
    Nie potrafiła się oprzeć tej głębokiej, intensywnej wrażliwości, którą do niej emanował. Nie umiała nie ulegać opanowaniu, którym był otoczony. Przyglądała się drodze, mijanym budynkom, ale jej spojrzenie raz po raz zatrzymywało się na nim, gdy uważnie studiowała jego profil, chcąc zapamiętać to skupienie, powagę, prostą linię nosa i cień rzucany przez ciemny zarys przy szczęce. Uśmiechnęła się czule, widząc drobny gest w kierunku jej dłoni, wyprostowała palce, chcąc sama go dosięgnąć. Chciała go zapewnić, że będzie odważna. I że nie ucieknie.
    Im bliżej byli centrum, tym bardziej jej myśli krążyły wokół tego, jak zostanie odebrana przez jego współpracowników, skoro pojawić się miała w teatrze niespodziewanie, bez makijażu, nieprzygotowana na kolejne spotkania, i z tym uczuciem, które coraz bardziej ją obejmowało. Nie przygotowała się na to, ale nie chciała zawrócić. Zastanawiała się, czy Antonio zauważy w jej oczach to niepokojące rozdarcie, niepewność, czy to dobry moment, czy ona jest odpowiednia. Nigdy nie pozwolił jej w siebie zwątpić, ale nigdy nie wyszli poza ramy, które opuszczali teraz. Może to ona sama wydawała się zbyt wycofana, zbyt pełna własnych wątpliwości? Czy jego oczekiwania nie okażą się zbyt wysokie, zbyt odległe od tego, kim naprawdę była?
    W samochodzie, choć czuła się bezpiecznie, w jej głowie rozbrzmiewały głosy obaw. Zacisnęła dłoń na pasie przy brzuchu, od wypadku żadna jazda nie była w stu procentach komfortowa. Przesunęła dłonią po kolanie, próbując znaleźć choć odrobinę pewności, której tak bardzo jej w tym momencie brakowało. Spojrzała na Antonio, obracając głowę i opierając skroń o fotel z głebokim oddechem. Ogarnęła ją mieszanka emocji, z jednej strony ciekawość, a z drugiej obawa, że to, co się między nimi rodzi, może okazać się zbyt skomplikowane, zbyt nieprzewidywalne i dla niej za trudne. Nie wątpiła w niego, a samą siebie. Zastanawiała się, czy Antonio dostrzeże to, jak bardzo jej serce przyspiesza, jak teraz bije mocniej na myśl o nim. Jak bardzo jej zależy.
    - Wyglądam tak jak wczoraj na spektaklu - zauważyła cicho, jakby właśnie to, że się nie przebrała, nie pomalowała, nie postarała bardziej na ten dzień rozpoczęty w tak niespodziewany sposób, było winne jej nagłej niepewności. Wiedziała, że Antonio to zauważy, że wyczuje to delikatne drżenie pod jej ramionami, że domyśli się, co kobieta czuje. Nie chciała go zawieść. Nie chciała, aby się przez nią zawstydził. Chciała wejść w jego świat, poznać każdy ten ważny dla niego aspekt z uniesioną głową, choć od dawna jej oczy po prostu uciekały w dół i ustępowała innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Spojrzała przed siebie, odetchnęła znów głebiej. To znów się działo. Bała się, chowała, chciała uciec. Wyciągnęła więc dłoń i położyła drobne palce lekko na ramieniu Antonio, jakby potrzebowała samą siebie upomnieć i wskazać, co jest teraz najważniejsze.
      - Jestem bardzo ciekawa, jak wygląda ta próba - powiedziała cicho, delikatnie przesuwając opuszkami po materiale jego ubrania, aby wyczuć ciepło ciała, które ją uspokajało.
      Podczas jazdy zdała sobie sprawę, że nie potrafi odwrócić się od tego uczucia, które rosło w niej z każdym kolejnym oddechem. To nie pocałunek, nie śniadanie, nie jego dłonie na jej talii budziły ją do życia. To zaczęło się już dużo wcześniej, gdy pozwalał jej być obok siebie, gdy po prostu przyjął ją tak potłuczoną, kruchą, pełną pęknięć i wyrw i nie korygował, akceptując całość - niedoskonałą. I choć jeszcze nie była gotowa na wszystko, co czuła, nie chciała uciekać, nawet jeśli oznaczałoby to konfrontację z własnymi lękami i wątpliwościami i było łatwiejsze.

      🌹

      Usuń
  33. Maxine nie bywała na Times Square często. Dziś pojawiła się tam tylko dlatego, że jej grupa z projektu dyplomowego wcześniej skończyła zajęcia i z tej okazji padła propozycja wspólnego relaksu w Central Parku. Relaks ten sprowadził się do długiego, bo półtorej godzinnego spaceru, z przystankami na lemoniadę i watę cukrową, sprzedawanych w charakterystycznych budkach, kryjących się w niektórych z alejek odbiegających od West Drive, którą ich pięcioosobowa grupa przemierzała Central Park po długości. Potem weszli w Siódmą Aleję, wstąpili do Mia’s Brooklyn Bakery po kawę na wynos, a następnie każde rozeszło się w swoją stronę.
    Zmierzającą na stację Times Square–42nd Street Maxine lekko bolały nogi, ale zmęczenie, które odczuwała, mogła zaliczyć do tego z rodzaju przyjemnych. Pogoda dopisywała, dzień był słoneczny i temperatura sięgała dwudziestu stopni, a na dodatek wiał lekki wietrzyk, przez co nie było duszno. Riley z chęcią zamarudziłaby dłużej na mieście, szczególnie w okolicy Central Parku, gdyby nie to, że po słodkiej lemoniadzie i jeszcze słodszej wacie cukrowej czuła się trochę ociężała i rozespana, a kawa z dodatkiem syropu karmelowego dodatkowo tę ciężkość wzmagała. Max miała ochotę najzwyczajniej w świecie wyciągnąć się na łóżku i zmrużyć oko, by bliżej wieczora zabrać się za zadania powiązane z realizacją projektu i dlatego żwawo przebierała nogami, chcąc czym prędzej złapać metro i dotrzeć do domu.
    Do zatrzymania się zmusiło ją dopiero czerwone światło na przejściu dla pieszych. Przystanęła na skrzyżowaniu Alei Siódmej i Brodwayu, znalazłszy się w samym sercu Times Square i mocniej ścisnęła palcami papierowy kubeczek z kawą, zabezpieczony wieczkiem z tworzywa. Wokół było mnóstwo ludzi, co zresztą nie było niczym dziwnym – tutaj, w tym konkretnym miejscu, zawsze było mnóstwo ludzi, niezależnie od pory dnia czy nocy, bo choć dochodziła dopiero czternasta, Maxine wiedziała z doświadczenia, że o dwudziestej drugiej było tu dokładnie tak samo tłumnie. Times Square tętnił życiem i jeśli Nowy Jork nigdy nie zasypiał, to u zbiegu Alei Siódmej i Brodwayu znajdowało się epicentrum jego bezsenności.
    Światło zmieniło się na zielone i Maxine ruszyła. Zresztą nawet, gdyby je przegapiła, popchnęliby ją ludzie stojący za nią. Nie miała innego wyjścia, jak złapać wspólny rytm z tłumem, tętniący rytmem kroków i pulsujący dźwiękiem klaksonów, rozmigotany od wszechobecnych reklam świetlnych.
    I nagle to wszystko zgasło. Tak po prostu. Nowy Jork, a konkretnie Times Square się zatrzymał. Zatrzymali się wszyscy ludzie, w tym także Maxine, przystając na środku pasów i rozejrzała się wokół, robiąc to w dokładnie ten sam sposób, co pozostałe piętnaście tysięcy osób wypełniających place dla pieszych, przejścia przez jezdnię czy schody do metra.
    Ktoś krzyknął. Powietrze przeciął ostry dźwięk policyjnego gwizdka, bo u zbiegu Brodwayu i Alei Siódmej zawsze znajdował się co najmniej jeden patrol czuwający, a w razie potrzeby kierujący ruchem tak pieszych, jak i samochodów. Tłum zadrżał, a potem ten tłum ogarnęła panika.
    Ktoś trącił Maxine tak, że ta wypuściła kubek z kawą z dłoni, a może to była kwestia zaskoczenia? Może tak bardzo dziwiła się temu, co miało miejsce i nie pojmowała tego, że poluźniła palce? Popatrzyła za kubkiem, który potoczył się prosto pod czyjeś stopy, a został zgnieciony już przez inną parę butów. Wieczko odskoczyło z impetem, kawa rozbryznęła się na nogi pozostałych przechodniów. Riley widziała to jak w stopklatce, klatka po klatce, a jednocześnie czuła napierający na nią z każdej strony tłum i miała wrażenie, jakby ten zaraz miał ją zgnieść. Nim jednak to nastąpiło, ludzie ruszyli, zgodnie, w jedną stronę i Max, nie mając innego wyjścia, poddała się tej fali, lecz ta okazała się na tyle rwąca, że po kilkunastu krokach upadła, nie wiedząc, czy potknęła się o własne, zmęczone nogi, czy to ludzie popchnęli ja zbyt mocno, a może wydarzyły się obie te rzeczy na raz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadepczą mnie, pomyślała panicznie, próbując podnieść się na nogi, kiedy ktoś nastąpił na jej prawą dłoń, wgniatając podeszwą buta palce w asfalt. Maxine krzyknęła, próbowała wyszarpnąć dłoń, udało jej się to po kilku kolejnych sekundach. Nie patrząc na rękę, przycisnęła ją do piersi. Była już na kolanach, co rusz popychana i trącana, coraz bardziej zdezorientowana, wystraszona i zdenerwowana, kiedy znowu ktoś na nią wpadł, a potem upadł razem z nią.

      MAXINE RILEY

      Usuń
  34. — To nie podejrzane, tylko uprzejme — odparła gładko. Nie lubiła przychodzić z pustą ręką tak po prostu, zawsze miała ze sobą albo jakiś upominek, albo jedzenie. Antonio powinien się już do tego przyzwyczaić.
    — Nonna in incognito? — powtórzyła, a kącik jej ust drgnął. — To komplement?
    Spojrzała za przyjacielem, a potem ruszyła jego śladem. Wsłuchała się w bulgoczący sos i domowy zapach jedzenia, które chyba nigdy nie było dla niej czymś prostym. Funkcjonowała w świecie, w którym każdy posiłek miał znaczenie, każda nadprogramowa przyjemność wymagała usprawiedliwienia, a ciało pozostawało nie tylko narzędziem, ale też projektem, przepustką do zdobycia złota. Pilnowanie linii nie było dla niej kaprysem ani okresem przed zawodami, a raczej stałym rytmem, czymś tak oczywistym, że przestała nawet myśleć o tym jak o wyrzeczeniu. Po prostu wiedziała, ile może sobie pozwolić zjeść, by nie czuć się winna.
    Dlatego podobne wieczory miały w sobie coś rzadkiego. Nie spotykała się z Antonio aż tak często, jakby pewnie chciała albo jak wypadałoby, skoro był jej przyjacielem od kilku lat. Zawsze było coś pomiędzy – i Vasya to po prostu akceptowała.
    Rozejrzała się po mieszkaniu, omiotła wzrokiem garnek na kuchence i odwróciła głowę do Antonio.
    — Poza tym nie przesadzaj. Gdybym naprawdę chciała przejąć kontrolę nad twoją kolacją, to zrobiłabym to tak, żebyś nawet nie zauważył — skwitowała i uśmiechnęła się odrobinę szerzej. — Ale skoro jestem dziś taka łaskawa, to zadbam o twoją reputację… ale pod jednym warunkiem: kolacja ma być naprawdę dobra, bo inaczej wrócimy do wersji z ośmioma garnkami i opinią o każdym sosie w promieniu pięciu kilometrów.
    Vasya rzadko gotowała samodzielnie. Nie dlatego, że nie umiała, a dlatego, że zwyczajnie nie starczyłoby jej czasu, aby pogodzić pilnowanie diety w ten sposób z planem treningowym, który w sezonie zamieniał się w istne piekiełko. Lubiła ten czas, gdy jedyne, co było w jej głowie, to chęć poprawienia postawy i zdobycie kolejnego zwycięstwa podczas mistrzostw. Wszystko inne było wtedy mniej ważne, bo w jej świecie liczyło się przede wszystkim to, co jest w stanie osiągnąć.
    Antonio był jednym z niewielu jej przyjaciół, z którym wciąż miała kontakt. Przez swoją pracę i intensywność tego, co działo się wokół, zazwyczaj przestawała być osobą, z którą ktoś chciał wychodzić czy się spotykać, bo wszystko było uzależnione od jej kalendarza. Teraz jednak było nieco inaczej. Vasya musiała zwolnić przez kontuzję. I... nie znosiła tego. Dla niej rehabilitacja oznaczała irytujące ograniczenia – do tego dochodziło jeszcze to, że po raz pierwszy Dragunova musiała zrozumieć, że tym razem nie przyspieszy niczego samą ambicją i przekraczaniem własnych granic. Potrzebny był czas i cierpliwość. Bywała więc przez to bardziej drażliwa niż zwykle, bardziej cięta, bardziej skłonna odgryźć się za byle co.
    Kolacja z Antonio miała urozmaicić jej rutynę, dlatego się zgodziła, gdy zaproponował spotkanie. Nie chodziło nawet o samo jedzenie, tylko o wyrwanie się przytłaczającym myślom, które od urazu krążyły po jej głowie: biodro, powrót, zbliżające się zawody, ambicja sięgnięcia po złoto, presja. Dlatego chciała dzisiaj po prostu sobie odpuścić.
    Oparła się lekko biodrem o blat i przez chwilę obserwowała mężczyznę przy kuchence. Od zawsze widziała w Antonio swojego starszego brata, był dobrym facetem, który doskonale wiedział, czego chce i jak to zdobyć. Vasilisa lubiła w nim tę cechę, bo ona także dobrze zdawała sobie sprawę z tego, co chce osiągnąć.
    Pochyliła się lekko nad kuchenką, gdy Antonio zamieszał sos, a potem złapała za małą łyżeczkę i posmakowała jego popisowego dania. Przez krótką chwilę milczała, jakby zastanawiała się, czy powiedzieć prawdę, czy nieco się podrażnić.
    — Dobre — przyznała. — Naprawdę dobre.

    Vasilisa Dragunova ⛸️✨

    OdpowiedzUsuń