aktualności
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.
25/01/2026
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
[Ciao bello!🤭
OdpowiedzUsuńNa jego miejscu również nie przyznałabym się, że mi zasmakowała pizza z ananasem. Jeszcze odebraliby mu włoskie obywatelstwo za to barbarzyństwo. 😁 Powiem tyle, że narobiliście mi oboje ochoty na carbonarę, a póki co się nie zapowiada, że jem sobie taką prawdziwą włoską, więc niestety, ale będę się musiała podróbą zadowolić. 🥲
Bawcie się razem dobrze i oby się trafiła taka, która będzie potrafiła ten włoski temperament ujarzmić i tę paskudną pizzę wybić mu z głowy!🤭
Loffki, kisski i cała reszta. 🩷]
sloane fletcher & sophia moreira
[ Oooh, teraz ja też bym zjadła carbonare xD Cześć!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę tym Twoim postaciom, że są takie... Rozbudowane, że mają takie pełne i bogate życie, że na to wszystko starczy im czasu! Że kariera jest, rodzina jest, szczypta nieszczęścia też i to wszystko to taka ładna, harmonijna kompozycja 😊
Bawcie się dobrze! Standardowo, zapraszam do którejś z swoich dziewczyn, one dogadają się nawet z Włochem! ]
Emka & Lily
[Miło widzieć Cię z kolejną, równie świetną postacią na blogu <3 To wirujące zdjęcie jest genialne, co chwilę na nie najeżdżam i się nim bawię haha :) Ah ten włoski temperament, ciężko nie mieć do niego słabości! Nie miałyśmy chyba jeszcze okazji razem niczego stworzyć, więc gdybyś miała ochotę na wątek, zapraszam do kogoś z mojej dwójki :) Życzę dużo weny i dobrej zabawy, a ja uciekam kupić przez Ciebie i te włoskie klimaty jakieś pyszne tiramisu :D]
OdpowiedzUsuńRowan Ardent & Lusya Warren
[Podobnie jak magiczniemrocznamoc, nie mogłam odmówić sobie chwili zabawy z tym zdjęciem 🤭 Które zresztą od wczoraj już zdążyło się zmienić, ja tu wszystko widzę 😈
OdpowiedzUsuńAntonio jest przesympatyczny i myślę, że Maxine przesiadywałaby w jego kuchni równie chętnie, co w kuchni Leonarda, ponieważ ta dziewczyna ma oczywistą słabość do każdego, kto tylko ją karmi, ale będę dzielna i nie dam się namówić na kolejny wątek, bo serio, ale to serio nie wyrobię. Choć podobno nigdy nie należy mówić nigdy, prawda?
Tymczasem bawcie się z Antonio dobrze i zostańcie z nami na długo 💖]
MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS
Szum ulewy rozbijał sie nie tylko o wystające kamienne parapety fasady budynku, ale również rozbrzmiewał w środku, niosąc się echem po coraz mniej zatłoczonych korytarzach. Ten sam szum ginął niejako w niegasnącym gwarze i znów wznosił pod potężne żyrandole, dzwoniąc o kryształki zdobień. Emma stała z brzegu, przy rozwidleniu na półpietrze schodów z plecami wciśniętymi w zimny mur. Spojrzenie miała opuszczone na tyle, by widzieć eleganckie stroje publiki, która ożywiona po spektaklu, dzieliła się nadal wrzącymi w nich emocjami. Widziała błyszczące naszyjniki kobiet, połyskujące materiały szali, albo sukienek i śniezną biel dobrze skrojonych koszul towarzyszących im mężczyzn. Czekała na odpowiedni moment, by wrócić wyżej, minąć główne drzwi na salę i poczekać kawałek dalej przy rozwidleniu kolejnych korytarzy, gdzie Antonio będzie wychodził, gdy się przebierze i odetchnie po sztuce. Cierpliwie więc stała, bo tłum poniósł ją z jej miejsca aż tutaj, nim zdołała mu umknąć i zaczepić się boleśnie wysokimi szpilkami w miejscu.
OdpowiedzUsuńPalce stóp odrobinę ją bolały, bo nie nosiła obcasów od miesięcy, a może i już lat, a dłonie odrobinę drętwiały, gdy sztywno otaczała nimi niewielki karton, by uchronić kawowe bezy przed straceniem tłumu, który nadal falami wylewał się z głównej sali widowni. Jakim cudem zmieściło się ich tam aż tyle i jakim cudem ona sama nie dostała ataku paniki, ani się nie udusiła? Była dzisiaj dzielna, kolejny raz przyszła na sztukę Antonio i kolejny raz spłynął jej niemal calutki makijaż od tych uczuć, które w niej wzniecał spektakl choć nie był ani mocny, ani wyrazisty. To były te nieliczne momenty, gdy sobie na to pozwalała, gdy pokazywała pęknięcia i pozwalała płynąć łzom, opaść ramionom i uciekać z gardła takim dźwiękom, których nie musiała się wstydzić, bo ginęły w tłumie. To były te rzadkie chwile, gdy uciekała z swojego własnego świata i nabierała w płuca głebiej powietrza. Antonio tworząc inną historię, pozwalał jej odetchnąć od własnej.
Zawsze wyglądała tak samo, gdy przychodziła w te miejsca, gdzie tworzył. Rozpuszczone, albo nisko złapane włosy podpinała częściowo do góry, a dłuższe kosmyki podkręcała, by nadal osłaniały szyję i ramiona. Szerokie, bezkształtne swetry w których się chowała, porzucała dla granatowej sukienki bez pleców z długimi rękawami i rozcięciem od połowy łydki, gdzie sięgał materiał, do połowy uda z tyłu. Była to prosta, klasyczna i elegancka sukienka z miękkiej tkaniny, która ładnie leżała na szczupłej sylwetce i wybaczała nawet te ubytki w kilogramach, jakich nie odzyskała po wypadku. Emma czuła się w niej dostatecznie swobodnie, by wychodzić tak z domu, bo choć najchętniej schowałaby się w bluzie i jeszcze owinęła kocem, to wiedziała, że ma ładną figurę i to nic złego czasami po prostu ubrać się inaczej.
Ludzi było już mniej, więc skierowała się z powrotem na górę. Mijając okno, rzuciła ukradkowe spojrzenie w szybę, gdzie woda lała się rozmywając obraz ulic, a światła latarni i przejeżdżających samochodów przypominały smugi jak po spadających gwiazdach. Jej odbicie również było rozmyte, niewyraźne. Jakby nie do końca istniała w tym świecie i czuła, że tak trochę jest. Nadal. Odstawiła karton na niski stolik przy wnęce obok rozwidlenia korytarzy. Siegnęła do torebki i wyjęła z niej jasny błyszczyk, by poprawić chociaż zjedzone usta. Kosmyk, który uciekł z drobnej spinki zaczesała za ucho i zdała sobie sprawę, że znów minęło zbyt wiele czasu od ich ostatniego spotkania. Przywiązywała się... na nowo jakby czuła, jak smakuje bycie blisko. Od wypadku minęły już niemal dwa lata, a ona nadal miała koszmary, ale teraz dni nie były takie złe. Nie wszystkie.
Poprawiła sukienkę przy ramieniu, chwyciła torebkę w dłoń, w której zadzwoniły małe klucze i telefon i złapała za kartonik. Nie musiała zaglądać do środka, wiedziała, że bezom nic sie nie stało, bo chroniła je zaciekle, nawet jak na nią. Kawowe, bo połączyła ich kawa i zawsze to ten smak i aromat towarzyszył jej myślom, gdy te biegły w kierunku Włocha.
Emka
[Jaka piękna ta karta! ♥ Jaki on przyjemny. Tworzysz postaci takie... cieplutkie, aż chce się do nich przytulać. A to pierwsze zdanie: Antonio jest prawdziwym architektem emocji... już od samego startu chwyta za serce! ;-) Pozwolę sobie wrócić do naszych ustaleń na HG, a tymczasem - bawcie się tu z Antosiem cudownie. ♥]
OdpowiedzUsuńAndrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald
Wieczory i noce były ciche i otulały chłodem, w którym potrafiła odnaleźć spokój. Emma wtedy oddychała głębiej, spokojniej, zsuwała z siebie szerokie, szare ubrania bez kształtów i bezdźwięcznie żegnała kolejny dzień. Każdy był trudny, niektóre trudniejsze, a ona potulnie, pokornie przyjmowała codzienności. Od wypadku była jeszcze cichsza, jeszcze bardziej wycofana, jeszcze bardziej skryta i niedostępna i zarazem wiedziała, że to wszystko... to po prostu nie do końca ona. Była dzieckiem z przypadku, podrzutkiem w sierocińcu, któremu poszczęściło się na tyle, że adoptowała ją naprawdę dobra para. Państwo White - jej prawdziwi rodzice, dali jej wszystko, o czym może marzyć dziecko. Dom i miłość, a ona, z natury łagodna i skromna, nie prosiła o więcej i nic więcej nie chciała. Mimo nieszczęśliwego startu, miała bardzo szczęśliwe życie, a po wypadku wszystko runęło. Świat nie zatrząsł się w posadach; on przestał istnieć, a ona wraz z nim.
OdpowiedzUsuńNie wiedziała, ile będzie musiała czekać, aż Antonio zbierze się do domu, ale nie weszła głebiej i nie szukała go w korytarzach. Oboje dawali sobie wolność i chyba to pozwalało jej czuć się przy nim tak swobodnie. Nie pytał. Nie dociekał. Nie naciskał. Póki obiektu nie zamykano i ochrona jej nie wypraszała, czekała cierpliwie, oglądając zdobienia w budynku i choć nikomu tego nie mówiła, te korytarze... były straszne. Zawsze gdy tu przychodziła, oglądała je z podziwem, ale i trwogą. Piekne, ale równocześnie makabryczne, jak z horroru, szczególnie gdy przejeżdżające auta i rozlane światła ulic i lamp pojazdów zmieniały kąt i perspektywę każdego kształtu. Ale Emma nie drżała, bo przecież to co nieżywe, nie może skrzywdzić.
Drgnęła zaskoczona, gdy głos rozległ się tuż za jej plecami. Nie słyszała jego kroków, ale to może jej wyobraźnia porwała ją zbyt daleko od tego miejsca. Porwała na pewno, bo czuła, jak niespokojnie bije jej serce.
- Buonasera, Antonio - powiedziała miękko, zatrzymując spojrzenie najpierw na jego ustach, gdy zostawiał na niej ciepły ślad, a później na swojej dłoni, jakby chcąc sprawdzić, czy zdąży go w jakikolwiek sposób dostrzec. Nie znała włoskiego i nigdy nie rozumiała, co on to niej mówi, ale tego jednego wyrażenia się nauczyła i miała tylko nadzieję, że nie kaleczy akcentu. Brzmiało to bardzo elegancko i pasowało to mężczyzny i do takich wieczór, gdy podziwiała jego sztukę.
Oddała mu uśmiech, a w jej spojrzeniu pojawiła się ta ciepła łuna, którą potrafił wzniecić swoim towarzystwem. Wysunęła dłonie w jego kierunku, aby przekazać kolejną porcję eksperymentalnych wypieków, jakie szykowała głównie z myślą o tym, by umilić mu czas tak, jak on umilał jej, pozwalając trwać tej znajomości bez narysowanych granic. Ostrożnie, badawczo z zdrową dawką ciekawości i budującej się fascynacji.
- Tak, ale jeszcze nie dzwoniłam po powrotną - przyznała, lekko przechylając głowe, aby wyłapać to drgnięcie w jego kąciku, które znała i które pojawiało sie, gdy dawała mu swoje wypieki. - To kawowe bezy, dodałam wanilii - powiedziała miękko, bo cukiernia i pieczenie to było to, co dodawało jej skrzydeł. To co pozwalało jej czuć, że żyje. Dzięki czemu naprawdę żyła.
Kilka pojedynczych włosków opadło jej na policzek i Emma zaczesała je znów za ucho. Po tuszu nie zostało już śladu, za to błyszczyk dodawał jej odrobinę odwagi.
- Było dzisiaj naprawdę pięknie - pochwaliła, opierając się plecami o zimną ściane, gdy to serce nadal nie pozwalało jej się uspokoić i dudniło tak mocno, aż słyszała to niemal w uszach. Odetchnęła płytko i spojrzała w stronę smug na oknie. - Nie uprzedziłeś, żebym nie zapomniała parasolki - przyznała i zwiesiła głowe, by ukryć zawstydzony uśmiech. To było tak łatwe uśmiechać się przy nim i z nim, że czasami się w tym gubiła.
Emka
( Buonasera! Pierwsze, co mnie urzekło, to Joe Jonas... Boże, to był mój crush z czasów świetności blogów grupowych! Mam ogromny sentyment do tego wizerunku <3
OdpowiedzUsuńWraz z Eve jesteśmy wręcz oczarowane tym szlachetnym, utalentowanym mężczyzną. Nie dość, że Włoch, to jeszcze artysta z bogatym wnętrzem... Chodzący ideał! Niech się nie martwi, że nie potrafi parkować... Eve też ma z tym spory problem. Ba, ona nie potrafi parkować tyłem! To najgorsza zmora, jaka może być. W razie chęci – zapraszamy <3)
Eve
Jedno uderzenie serca trwał piękny, miękki uśmiech, którym przyjęła podziękowania, wiedząc, że Antonio wie i rozumie, ile znaczą dla niej nie tylko same wypieki, ale gest obdarowania. Emma miała kruche i troszkę poturbowane, ale niezwykle gorące serce, które nie wahało się pracować dla innych. Mimo wypadku, własnej tragedii, straty i mimo udręk, jakie teraz znosiła, nie złamało to w niej wpojonej przez lata wychowywania w domu kochających ludzi prostej dobroci. Cukiernia stała się dla niej czymś więcej, niż wyrazem pamięci i wdzięczności po mamie, która ją adoptowała i była jedyną i najlepszą mamą, jaką mogła sobie wymarzyć. To nie był tylko interes. To był warsztat do budowania wspomnień i podarowywania chwil pełnych emocji. I może brakowało jej przedsiębiorczej smykałki, ale ludzie to doceniali, a klientela rosła, choć z biznesowego punktu widzenia Emma miała masę niedociągnięć.
OdpowiedzUsuńPrzy kolejnym uderzeniu, spuściła wzrok na trzymane przez niego pudełko i poczuła, jak robi jej się cieplej, a policzki zaczynają palić. Ta znajomość nie pędziła, a płynęła spokojnym nurtem, jak szeroka, leniwa rzeka i to jej odpowiadało. To ją w jakiś sposób już oczarowało, jak i sam Antonio. Ale wiedziała też, że w pewnym momencie to minie, te spotkania, zaproszenia na spektakle i uwaga, jaką chłonęła od mężczyzny. Jego świat był inny i nie potrzebował jej tak, jak ona potrzebowała jego. A ona... ona miała własne brudne sekrety, którymi nie powinna psuć mu ani jednej chwili.
- Chciałam przyjść. Zawsze chcę - przyznała cicho, zerkając w kierunku okna i jego dłoni na szkle.
Kolejne uderzenie serca i rumieniec zszedł, a twarz kobiety znów była jasna, choć może nieco bledsza. I tym razem miała wrażenie, że jej serce powoli zwalnia, a w żołądku zaciska się bolesny, zatrważający supeł. Kąciki ust uniosła do góry z wysiłkiem, gdy spojrzała na Antonio ponownie. Nie mogła się zgodzić, aby ją odwiózł do mieszkania, gdzie nie jest sama, albo po prostu... żeby wiedział. Powoli wsunęła chłodną dłoń pod jego ramie i oplotła palcami miękki materiał ubrania, czując silne ramię.
- A czy odwiózłbyś mnie do cukierni...? - poprosiła zduszonym głosem. - Zostawiłam tam telefon, a parasolka też się znajdzie - dodała, aby nie zrozumiał jej źle. Choć cokolwiek by zrozumiał, byłoby bliższe prawdy, niż jej nieudolna i pokraczna gra.
Emma nie umiała kłamać, ale była dobra w uciekaniu i chowaniu się. Ukrywała więc wstydliwą, brzydką prawdę i tak trwała w zawieszeniu tego co słuszne, co bolesne i co prawdziwe. Poczuła, jak narasta w niej mieszanka strachu i wdzięczności za propozycje. Wiedziała, że Antonio nie ma złych intencji, ale wiedziała też, że nie może zaufać i odkryć się z wszystkim. Obawiała się, że ujawnienie prawdy o jej życiu może sprowadzić na nią jeszcze większe kłopoty, a z tymi teraz i tak mierzyła się z ogromnym wysiłkiem.
- Gdyby było wcześniej, mogłabym zaprosić cię i pokazać, jak te bezy powstają - pomyślała na głos, gdy szli już ku schodami w dół. - Antonio, jadłeś kiedyś świeże zaraz po wystygnięciu? - zerknęła na niego kątem oka, powoli rozluźniając się po pierwszej, impulsywnej, myśli, która kazała jej się bać. Przecież z nim, mogła poczuć się bezpieczniej, choć trwało to tylko chwilę.
Emka
Bardzo chciałaby posłuchać o jego domu, o wspomnieniach i tych smakach, dźwiękach, zapachach, które wyniósł i o których pamiętał do dzisiaj. Gdy mówił o rodzinie, jego rysy łagodniały, a w spojrzeniu pojawiało się coś miękkiego, czego chwytała się za każdym razem tak mocno, jakby nie mogła się nadziwić, że tak potrafi czuć. Miał w sobie piękną iskrę pełną życia, której mu zazdrościła, którą też kiedyś miała. Jednak z tyłu głowy, przebijała się ostra obawa, że jeśli dopuści go zbyt blisko, gdy pozwoli podejść do siebie i poznać całą wraz z tym co wokół, po prostu w pewnym momencie zniknie. Bo wiedziała, była pewna, że tak właśnie będzie. Że straci go i te przemiłe chwile, gdy czuła się bezpieczna i wolna.
OdpowiedzUsuńNie myślała o taksówce, ani o cukierni, a o tym, że samochód Antonio nie może podjechać byt blisko jej domu. Gdy szli, schody zdawały jej się zlewać bez kształtów, a twardy ucisk w dołku sprawił, że w pewnym momencie przestała niemal oddychać, aż pobladła i zakręciło jej się w głowie. Zamilkła. Strach miał nad nią zbyt wielką siłę, tak jak ten, który go budził. W tym momencie Emma poczuła, jak świat zaczyna się rozmazywać, a przed oczami zamajaczyła ciemność, z której wyrwał ją mocniejszy dotyk na ciele.
Wciąż bez słowa, poddała się ruchom mężczyzny. Była wdzięczna i jeszcze bardziej świadoma, jak obrzydliwie go traktuje, odsuwając od prawdy. Ona się bała, ale to nie miało znaczenia. On nie zasłużył na kłamstwa i to budziło w niej za każdym razem coraz większe wyrzuty sumienia. Emma spojrzała na niego spod zmęczonych powieki, próbując zebrać myśli. Dłonie, które jej obejmował zadrżały, gdy uwolniła jedną i przyłożyła do policzka Antonio tak czule i lekko muskając mu skórę, jakby samym gestem chciała go za wszystko przeprosić. W głowie wciąż brzmiały jej słowa, które wypowiedział, ta niewinna propozycja i uczucie, które nimi wywołał, jakby w jej ciele zagnieździła się chłodna fala nerwów.
- Nie wiem... - powiedziała cicho, spuszczając zawstydzona wzrok. Nie powinna przyprawiać mu zmartwień. Chciała mu dawać tylko uśmiech, taki piękny jak ten, gdy odebrał bezy. - Nie chcę żadnego lekarza, Antonio. To nic... tylko zasłabłam, to był długi dzień - dodała, nie mając nawet sił na ostry sprzeciw. Od dwóch lat słabo spała. Od miesięcy niewiele była w stanie przełknąć, ale to nie były rzeczy, jakie chciała mu o sobie opowiadać.
Dość miała lekarzy, klinik, szpitali i przychodni. Dość miała tego zapachu, protekcjonalnego tonu, czujnych spojrzeń, a później spojrzeń pełnych współczucia i smutku, które osiadały na niej i przyklejały się, ciągnąć ramiona w dół. Zacisnęła palce na jego dłoni i podniosła wzrok, patrząc na niego z spokojem, jakby już nie było potrzeby się martwić.
- Nie potrzebuję lekarza. Po prostu… trochę się przemęczyłam. To minie - powtórzyła, chcąc go uspokoić i odetchnęła głębiej, wreszcie zbierając się, by wstać z ławki.
Wstała i stanęła, trzymając go za dłoń i nie powiedziała tego głośno, ale... nie chciała teraz nigdzie wracać. Nie sama.
- Zaraz będzie lepiej, chodźmy do auta - poprosiła, znów obejmując go pod ramię i przysuwając się bliżej. Miał tak wystraszone spojrzenie, pełne troski i zmartwienia, aż ścisnęło ją pod żebrami, więc uciekła spojrzeniem w bok, opierając policzek na jego barku.
Emma
Emma mówiła spojrzeniem, ciepłym gestem, troską a przede wszystkim wypiekami, do których wkładała serce. To, że dbała o innych tym, że pamięta, jakie lubią smaki, albo co chwalili ostatnim razem, mówiło o wiele więcej o jej cieple i wrażliwości, niż milczenie, którym zwykle się dzieliła. Była skryta, nieśmiała, delikatna i bardzo ostrożna w kontaktach z innymi. Może nawet zbyt bardzo wycofana. To co przeszła w życiu nie powinno wystarczyć za usprawiedliwienie, ale jednak przeżyła więcej, niż statystyczna osoba przez całe swoje życie, a nie miała nawet trzydziestu lat. Jeśli Antonio rozumiał i nie naciskał, to może jednak znał ją lepiej, niż sama sądziła.
OdpowiedzUsuńWizja, że odprowadzi ją pod drzwi i zastanie w progu Thomasa... to sprawiło, że wszystko w jej wnetrzu się skręciło, jakby chciało schować. Jakby wszystko w niej już chciało uciekać. Całe szczęście Włoch był cierpliwy, wyrozumiały i bardzo spostrzegawczy i pozwalał jej się wyciszyć, uspokoić, odzyskać równowagę i nie naciskał. Wsiadła za nim do auta nadal blada, ale przynajmniej już nie czuła ścisku pod żebrami i oddychała głeboko. Wystarczyło jej, że zapewnił, że nie pojadą do lekarza i już było lepiej. Nie mogła się przecież nikomu pokazać, bo wszystkie tajemnice zostałyby odkryte.
Gdy ruszyli, zacisnęła mocno palce na dłoni, bo wciąż jazda sprawiała, że czuła się cała napięta jak struna. Wtedy... wtedy też siedziała obok kierowcy... Tyle że wtedy z auta wysiadła tylko ona.
- Dziękuję - powiedziała cicho, gdy już jechali, a był to krótki szept jak tchnienie wiatru; nie tak dudniącego jak ten z wieczorną ulewą, a ledwie słyszalny. Dziękowała za wiele, nie tylko jego obecność, nie podwózkę do cukierni, czy szal, tylko jeszcze nie umiała tego nazwać.
Pozwoliła sobie opuścić powieki na kilka minut. Czuła na twarzy blask neonowych tabloidów, których nie lubiła, bo był zbyt wyraziste, zbyt krzykliwe, agresywne... tłumiły wszystko inne, jakby chciały pożreć cały świat dla siebie. Przycisnęła dłoń z pasem bliżej swojej klatki, a gdy zatrzymali się, zdumiona spojrzała przed siebie. Nie byli w jej okolicy... ani obok cukierni, ani bliżej jej domu. Spojrzała zdumiona na Antonio, rozumiejąc jego intencje i zamiary, a jednak nie rozumiejąc go jednocześnie wcale. Zagryzła dolną wargę i spuściła wzrok, tak zdezorientowana jak skrępowana i również absolutnie rozczulona.
Chwyciła go za dłoń i pozwoliła się poprowadzić. Szła ufna, choć palce jej drżały, nadal zimne i blade jak policzki, które nie odzyskały kolorytu. A w mieszkaniu, rozebrana z płaszcza, butów i poczucia, że panuje nad sytuacja, usiadła lekko przygarbiona w fotelu, patrząc za Włochem. Potrzebowała chwili, aby sobie to poukładać w myślach. Była w jego mieszkaniu, w jego przestrzeni, a... nigdy nie sądziła, że się tu znajdzie.
- Antonio - wypowiedziała jego imię miękko, poruszona tym co i ile dla niej robił i gdy zawrócił do kuchni, upiła kilka łyków wody z szklanki i podniosła się, idąc za nim. - Kompromisy są trudne - przyznała, odkładając szklankę na blat obok deski i noży, które miał tu już uszykowane. A potem bez słowa, bez ostrzeżenia stanęła za nim i objęła go mocno, starając się opanować to wzruszenie, które zatrzymało na rzęsach emocje. - Dziękuję ci - powiedziała cicho, znowu tak jak w aucie, że ledwie mógł być pewien, że ją słyszy.
Ems 💌
Nie była typem, któremu kontakty międzyludzkie przychodziły z łatwością. Wciąż, już od najmłodszych lat dzieciństwa, robiła coś nie tak, zbyt odstawała od dziewczynek, chociaż zbyt mało pasowała także do chłopców. W konsekwencji rzadko kiedy udawało jej się utworzyć jakieś głębsze relacje, a jeśli już się udało — ciężko je było utrzymać. Nauczona doświadczeniem, Maddie w głębi serca po prostu nieustannie drżała z obawy przed odrzuceniem. Wmówiła sobie w końcu, że dobrze jej w tej samotni i że nie potrzebuje towarzystwa, bo kiedy nie ma się bliskich, nikt nie może odejść ani zniknąć, ani zranić.
OdpowiedzUsuńByło kilka wyjątków, na ogół objawiających się w chłopakach, z którymi się jednak czasem wiązała; przez długi czas miała też mocną relację ze starszą siostrą, choć obecnie wszystko na tym polu stało pod wielkim znakiem zapytania. Ociepliły się jej za to kontakty z drugą siostrą, aczkolwiek nie na tyle, by mówić o jakiejś wielkiej przyjaźni. Jej ostatni związek zakończył się z kolei wysłaniem faceta do więzienia, z którego niedawno wyszedł, co spowodowało dodatkową komplikację w jej życiu. Reasumując — w chwili obecnej była sama i tak też spędzała większość czasu. Zamknięta w czterech ścianach nowego, wynajmowanego mieszkania, czuła się bezpieczniej, niż na zewnątrz. Z koleżankami właściwie wszystkie relacje jakoś samoistnie się rozeszły. Tak właściwie, gdyby naszło ją na zwierzenia, została jej już tylko jedna osoba. To wystarczało.
Nie przyjaźnili się od dzieciństwa, jak w wielu romantycznych powieściach, i tak samo jak w nich — nigdy nie połączyło ich nic więcej, poza tą właśnie przyjaźnią. Był jednak stabilnym punktem w życiu Maddie, jednym z niewielu, a aktualnie chyba jedynym; kimś, przy kim mogła być sobą, mogła się wściekać i płakać, i mówić otwarcie o tym, co ją boli i co ją przeraża. Kojące uczucie. Czasami miała bowiem wrażenie, że nawet ona już nie wie, kim właściwie jest, a przy nim jakoś zawsze potrafiła odnaleźć cząsteczkę siebie. Lubiła wpadać do niego bez zapowiedzi i zapowiedziana, siedzieć dłużej, niż wypadało, oglądać głupoty w internecie albo filmy, przy których płakali ze śmiechu. Było tak, jak powinno być w każdej przyjaźni — ciepło, otwarcie i bezpiecznie.
Tego popołudnia, gdy już nie mogła wytrzymać, udała się właśnie do niego, bo to robiła, kiedy było jej źle. A teraz, tak czuła, było jej wyjątkowo źle. Okropnie wręcz. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje i skąd ten rozstrój nerwowy, w dodatku w pewien sposób była zażenowana tym, że przeżywa cokolwiek tak intensywnie, bo na ogół była przecież bardzo opanowana. Miała wrażenie, jakby pękły w niej jakieś bariery, a wszelkie mechanizmy regulacyjne rozkręciły się i rozsypały w proch. Siedząc w domu zajmowała się wciąż czymś innym, byle tylko nie mieć czasu na myślenie — starała się ogarnąć studia, które z roku na rok były bardziej wymagające, zajmowała się zwierzętami, umawiała się na sesje zdjęciowe, by nie dopuścić do powstania dziury w budżecie, a gdy miała wolną chwilę, natychmiast łapała pierwszą z brzegu książkę albo włączała jakiś serial i przyklejała się do telewizora. Czuła, że jakiś niejasny stres oplata ją z każdej strony, niczym osiem macek ośmiornicy. Musiała z kimś wreszcie pogadać, bo wydawało jej się że zaraz eksploduje.
Po drodze wzięła na wynos pizzę z ananasem na połowie i zaopatrzyła się w wino, które pili ostatnio i które wyjątkowo im smakowało, a w końcu zastukała do drzwi — mocniej i bardziej nerwowo, niż zamierzała — przywdziewając na twarz szeroki uśmiech.
— Cześć! — przywitała się, gdy otworzył i bezceremonialnie wepchnęła się do mieszkania, wręczając przyjacielowi wielkie pudło z pizzą, a sama taszcząc reklamówkę z winem do kuchni. — Nie wiem, czy wiesz, ale dzisiaj pijemy i oglądamy. Ja wymyśliłam to, więc pozwolę ci wybrać film — uśmiechnęła się przekornie, stawiając butelkę na blacie i przetrząsając szuflady w poszukiwaniu otwieracza.
bestie 💜