93 NY - Pilot w Delta Air Lines
Masz 33 lata i prowadzisz życie rozszczepione na dwa zupełnie inne wszechświaty, balansując między absolutną ciszą nad chmurami a radosnym chaosem, który dopada Cię na ziemi. To Twój największy trik: potrafisz być najbardziej samotnym człowiekiem w powietrzu i najbardziej rozchwytywanym gościem na każdej imprezie, nigdy nie tracąc przy tym siebie.
Kiedy wchodzisz do kokpitu, dzieje się magia. Ta mała, naszpikowana elektroniką przestrzeń to Twój prywatny schron. Wystarczy, że koła oderwą się od pasa, a wszystkie ziemskie uciążliwości – niedokończone rozmowy, drobne stresy czy hałas cudzych oczekiwań – zostają w tyle. Znikają pod grubą warstwą chmur, którą nazywasz własnym, prywatnym Edenem. W górze zmieniasz się w „powietrznego eremitę”. Stajesz się uderzająco spokojny. Wysokość to dla Ciebie nie tylko cyfry na wyświetlaczach; to ucieczka od świata, który z perspektywy kilku kilometrów wygląda jak mało istotny pyłek na mapie.
Ten spokój pryska w sekundzie, gdy tylko Twoja maszyna pocałuje pas startowy. Wtedy do akcji wkracza Lorenz, którego zna większość – król życia, którego śmiech roznosi się echem po korytarzu, zanim w ogóle wejdziesz do pomieszczenia. Masz w sobie ten rodzaj charyzmy, który sprawia, że z portierem żartujesz z taką samą swobodą, z jaką negocjujesz kontrakty z prezesami linii lotniczych. To Ty jesteś autorem opowieści, które barmani powtarzają nowym gościom. Choćby tej o Twoim nocnym rajdzie przez Central Park. Tylko Ty mogłeś wpaść na pomysł, by biec przez serce Nowego Jorku w pełnym stroju hawajskiej tancerki, twierdząc później z kamienną twarzą, że to „badania nad oporem powietrza przy użyciu materiałów organicznych”. Dla Ciebie granica między brawurą a kompletnym szaleństwem jest praktycznie niewidoczna – a jeśli nawet istnieje, to tylko po to, by ją przekroczyć. W końcu raz się żyje, prawda?
Najwięcej gry pozorów zachowujesz jednak wtedy, gdy w Twoim życiu pojawiają się kobiety. Na co dzień trzymasz gardę wysoko. Zgrywasz cynika, żartując przy drinku, że związki to tylko zbędny bagaż, a wolność singla jest Twoją jedyną religią. Ale to tylko starannie wyreżyserowana rola. W środku jesteś niepoprawnym romantykiem. Kiedy wzruszysz się na filmie, zrzucasz to na nagły atak alergii na kurz, choć w rzeczywistości potrafisz zaplanować randkę z rozmachem, którego nie powstydziłoby się Hollywood. Żyjesz w wiecznym, fascynującym rozdarciu: lgniesz do ludzi niczym pszczoła do miodu, ale panicznie boisz się, że ktoś zamknie Cię w złotej klatce. Twoje życie to nieustanny wybór między pragnieniem bycia sam na sam z niebem a lękiem, że tam, na dole, ominie Cię coś, dla czego warto byłoby zostać na ziemi nieco dłużej.
W tytule niepowtarzalny Elvis Presley, na wizerunku Charles Leclerc. Gdyby coś: miodwsloiku@gmail.com

[Cześć! Kurczę, mam wrażenie, że on musi tyle udawać! A ta dusza romantyka aż prosi się, żeby ją uwolnić, a nie chować za cynizmem ^^ Ja to bardzo bym chciała iść z nim na randkę, moja Powder pewnie się w tym temacie nie wypowie, bo na randce nigdy nie była...
OdpowiedzUsuńBaw się z nim dobrze na blogu, życzę Ci dużo porywających wątków i przygód!]
Powder Smith