aktualności

01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

21/06/2025

[KP] Did you forget the kind of bitch with whom you're dealing?

I wanna snarl and show you just how disturbed this has made me
You wouldn't last an hour in the asylum where they raised me

Sloane Fletcher

Sloane Senna Fletcher ——— 22 latka; urodzona 16 maja 2003 roku w Los Angeles. Piosenkarkatancerka i autorka tekstów o francusko-amerykańskich korzeniach, tworząca emocjonalny pop z elementami zmysłowości i surowej szczerości. Rodzice mieli fantazję, plany i prochy, dlatego Sloane w dokumentach widnieje jako Sloane Senna Fallon Delphina-Roux Petronille Fletcher-Basset. Jedyna córka Ivonne Basset - francuskiej modelki i jedno z wielu dzieci Desmonda Fletchera - amerykańskiego perkusisty zespołu alternatywnego Hollowed Souls. Właścicielka podążającej za nią krok w krok Rue. Zwyciężyni Grammy 2025 za Best New Artist, krążą plotki, że ojciec maczał palce w tym, aby dostała statuetkę. Między 2024, a 2025 była w międzynarodowej trasie don't call him back po wydaniu drugiego albumu old receipts. Mieszkanie w SoHo. Instagram. Pop princess. Spoiled Love, bo się rozwiodła, narobiła chaosu i zamiast pisać oświadczenia — napisała album. 

Sloane Fletcher jest dziewczyną, która ma w życiu wszystko, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Bo nie pozwoli, aby obcy dostrzegli więcej niż chce pokazać. O swoich słabościach do ciemnych oczu, perfum z nutami tytoniu i słodkich słów, w które nie wierzy, opowiada w piosenkach podbijając TikToka i listy przebojów, na których króluje przez tygodnie. Urodziła się z nazwiskiem znanym od dekad. Otworzyło to przed nią wiele drzwi, zza które chętnie zagląda i garściami bierze to, co jest jej oferowane. Starannie pielęgnuje swoją karierę od szesnastego roku życia, kiedy pierwszy raz podzieliła się ze światem swoimi tekstami i głosem. Filmik wybił się momentalnie, a wytwórnie rozpoczęły między sobą wojnę, aby przygarnąć Sloane pod swoje skrzydła. Pierwszy poważny kontrakt podpisała dwa lata później. Wbrew matce, która wymarzyła dla niej karierę w Hollywood. Wbrew ojcu, który kręcił nosem na popowe szmiry, ale nawet mimo swojej niechęci, o ile nie jest czymś akurat naćpany lub nie szuka swoich zagubionych dusz na pustyniach, pojawia się na koncertach.

Sloane Fletcher sama do końca nie wie, jaka jest tak naprawdę. Na scenie jest głośna, pewna, nieco niebezpieczna. Nie ma tam chwili na zawahanie, a każda sekunda jest dokładnie zaplanowana. Poza sceną wśród mniej lub bardziej znajomych osób zdaje się, że wcale z niej nie schodzi. Ciągle odgrywa narzuconą sobie rolę, tyle, że przed mniejszą publicznością. Szuka towarzystwa, które bez mówienia tego na głos, da jej hałas i adrenalinę, aby zagłuszyć wszystkie niewypowiedziane na głos emocjonalne i fizyczne potrzeby. Nie pozwala ludziom się poznać, a oni, zdaje się, że wcale też nie chcą wiedzieć co tak naprawdę w niej się kryje.

Sloane Fletcher próbuje być autentyczna, ale nie wie, gdzie zaczyna się ona, a gdzie akt.

🎶🎶🎶
Taylor Swift w karcie & Tate Mcrae na wizerunku.
Notki: I
Karty: I, II, III, IV, V

2 komentarze:

  1. Ezra znał ten typ kobiet. Krzykliwe, prowokujące, złośliwe. Te, które wbijały pazury w gardło, zanim jeszcze zdążyły się przywitać. Te, które miały coś do udowodnienia: jemu, światu, samym sobie. Ale Sloane? Sloane była innym przypadkiem. Ona nie próbowała go przekonać, że jest niebezpieczna. Ona po prostu była. I chociaż wkurwiała go jak nikt inny, to gdzieś w środku miał na ustach ten półuśmiech, który pojawiał się nieproszenie, ilekroć zaczynała swoje wywody.
    Słowne gierki z nią były bardziej stymulujące niż niejedna rozmowa biznesowa z ludźmi, którzy całowali go po tyłku dla współpracy. Z nią było inaczej, zadziorność w pakiecie z autodestrukcją i błyskiem w oku, który zdradzał, że wie dokładnie, jak działa na facetów. Ale nie była kolejną dziewczyną od słodkich spojrzeń i „masz rację, Ezra”. Była chaosem z klasą. Słoną wodą w kieliszku whisky. I chociaż rozsądek podpowiadał, że powinien ją zostawić, to ten sam rozsądek gryzł się z drugą częścią niego, która miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę i sprawdzić, jak bardzo mogliby się nawzajem spalić. Bo kiedy zawiesiła na nim ten wzrok, stojąc przez sekundę za blisko, z tym półuśmiechem i błyskiem wyzwania… coś w nim drgnęło. Coś pierwotnego, cholernie ludzkiego. I przez ułamek chwili, tylko przez ten jeden pieprzony moment, Ezra naprawdę pomyślał, że może Sloane Creighton to nie jest przypadek do przeanalizowania. Może to wyrok z odroczonym terminem. Ale, cholera, jaki kuszący.
    Ezra uniósł lekko brwi, ale uśmiech, który wślizgnął się na jego usta, był niemal zbyt leniwy, żeby nie był niebezpieczny.
    — Ogłady? — powtórzył z udawanym zastanowieniem, jakby to słowo było mu zupełnie obce. — W moim wieku to już się raczej nie inwestuje w ogładę. To jak implanty włosów. Za późno, za drogo i boli.
    Nie odwracał wzroku, kiedy mówiła. Zamiast tego opierał się luźno biodrem o framugę, pozwalając jej zbliżyć się dokładnie o tyle, o ile sama chciała. Wiedział, że blefowała, ale właśnie to podniecało go najbardziej, to niepewne balansowanie na granicy. Słowa zawieszone gdzieś pomiędzy flirtem a pogróżką, uśmiechy będące zarówno zaproszeniem, jak i ostrzeżeniem.
    Uśmiechnął się krzywo, nie ukrywając, że bawi go jej teatr, a jednocześnie… cholernie dobrze się w nim odnajduje. Bo prawda była taka, że Ezra nie znosił przewidywalności. Te wszystkie idealnie uczesane dziewczyny z sociali, które mówiły mu dokładnie to, co chciał usłyszeć? Nudne. Sloane była zaprzeczeniem tej nudy. Miała pazury, zbyt szybki język i skłonność do podejmowania złych decyzji w najlepszych kreacjach. Była gotowa rozbić mu na łbie szklankę i godzinę później poprosić, żeby na plaży po Molly zdjął z niej sukienkę. Taki poziom sprzeczności był uzależniający. Ezra doskonale wiedział, że balansują na cienkiej granicy między wybuchem a przyciąganiem, między żartem a obietnicą. I choć powinien był ją dawno odciąć, przestać odpowiadać na te zaczepki, które momentami aż iskrzyły od napięcia, zamiast tego prowokował dalej. Bo Sloane nie tylko odpierała jego ataki, ona go wyprzedzała. I może właśnie dlatego jeszcze jej nie przekreślił. Może właśnie dlatego, mimo że rozum mówił: zła decyzja, on wciąż szedł dalej.
    — Nie zgłoszę cię do HR-u… — rzucił, nachylając się do niej na tyle blisko, że jego głos brzmiał niżej, intymniej. — Ale jeśli dalej będziesz tak flirtować z własnym szefem, to w końcu się do czegoś zobowiążesz. Niewypowiedziany błysk w jego oczach, to jedno mikroskrzywienie kącika ust, które zdradzało więcej, niż jakiekolwiek przytaknięcie. Stał nadal przy drzwiach, ale zamiast wyjść pierwszy, cofnął się o pół kroku, zostawiając ją całkowicie w świetle przejścia. To był niemal rytuał, coś pomiędzy ustąpieniem pierwszeństwa a przyzwoleniem na dalszą prowokację. Sloane była jak płomień, który nie przypalał od razu, ale rozgrzewał wszystko wokół siebie do momentu, aż coś nie wybuchnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A Ezra… Ezra był cholernie blisko punktu zapłonu. Zbliżył się do niej z pełną premedytacją. Wolno. Pewnie. A potem zatrzymał się dokładnie tam, gdzie zaczynało się pole napięcia. Te kilka centymetrów, które decydowały, czy dwójka dorosłych ludzi właśnie przestaje udawać, czy nadal będą grali w tę swoją cholerną grę.
    — Chciałem. — Przyznał prosto, niemal spokojnie, niemal wprost do jej ucha. — I jeszcze wiele razy będę chciał. Ale nie zamierzam cię rozebrać wtedy, kiedy jesteś naćpana, głodna, nieprzytomna czy zmęczona światem.
    Przesunął spojrzeniem po jej twarzy, powoli, uważnie, dokładnie tak, jakby zapamiętywał. Jakby mimo całej tej prowokacji i gry… właśnie wybierał moment, by przejąć kontrolę.
    Ezra nie odrywał od niej wzroku, jakby jego cierpliwość właśnie zawisła na cienkiej nitce, a cały ten ich słowny ping-pong przestał być wyłącznie zabawą. Coś w jego spojrzeniu i w tym, jak ściszył głos sugerowało, że teraz mówi poważnie.
    — Ale „pod tym zimnym skurwysynem jednak kryje się dżentelmen”— powiedział cicho, patrząc jej prosto w oczy. — Który nie interesuję się dziewczynami, płaczącymi po swoich ex.
    Nie powiedział tego z pogardą. Ani nawet z ironią. Raczej z pewną trzeźwą ostrożnością, która wybrzmiała w jego głosie jak granica.
    — To zawsze kończy się źle. Albo robisz za plaster, albo za broń. — Uniósł lekko brwi. — A ja mam już wystarczająco dużo własnych kłopotów. Nie mam zamiaru łatać niczego po kimś. — Zamilkł na sekundę, ale jego wzrok nie odszedł ani o milimetr. — Jesteś dobra w tej grze, Sloane. Naprawdę dobra. Ale ja też umiem rozpoznać, kiedy ktoś prowokuje, żeby sprawdzić, czy może jeszcze cokolwiek poczuć. — Jego głos był niższy, spokojny, ale wyraźnie bardziej osobisty. — I może powinienem cię pocałować. Może ty powinnaś pocałować mnie. Ale jeśli miałoby to znaczyć mniej niż jedno „pierdol się” do twojego byłego w twojej głowie… to wolę żebyś rzucała szklankami.
    Zostawił te słowa między nimi, cięższe niż wszystko, co padło wcześniej i przesunął się w bok, wciąż trzymając dla niej otwarte drzwi.
    Robił to celowo. Całe to balansowanie na granicy, między flirtem a prowokacją, między szczerością a dystansem, było częścią jego gry. Nie dlatego, że potrzebował jej uwagi. Ezra Creighton nie musiał o nią zabiegać. Robił to, bo wiedział, że w Sloane drzemało coś, czego większość ludzi nie potrafiła wydobyć. Coś chaotycznego, surowego, prawdziwego. Emocje. I to właśnie one były paliwem dla jej twórczości. Podsuwał jej tematy. Poruszał czułe struny. Podchodził zbyt blisko, żeby zobaczyć, jak zareaguje. Rzucał sarkastyczne komentarze i patrzył, jak jej oczy błyszczą gniewem albo czymś, czego jeszcze nie potrafił nazwać. Kiedy przewracała oczami, kiedy odbijała piłeczkę, kiedy wzdychała teatralnie, jakby miał ją doprowadzić do szału, wtedy wiedział, że sięga do czegoś, co mogło później eksplodować w słowach, w dźwiękach, w wersach, które sprawiały, że ludzie milkli w połowie oddechu. Ona była jak granat z wyciągniętą zawleczką. A Ezra nie bał się trzymać go w dłoni. Wiedział, że artystka, która nic nie czuje, nie tworzy. A Sloane, nawet gdy była emocjonalnie wypalona, nadal miała w sobie ogień, trzeba go było tylko podsycić. Więc robił to. Rozniecał ją słowami. I nie zamierzał przestać, dopóki nie zobaczy, jak to wszystko, frustracja, pożądanie, bunt i niedopowiedzenia, wylewa się z niej na tracku. Bo wtedy wiedział, że będzie to warte każdej pieprzonej minuty.

    Ezra

    OdpowiedzUsuń