Brown
Urodził się w miejscu, gdzie ciszę kupuje się za miliony, a każdy krok odmierzany jest rytmem baletowych puent i stukotem kryształowych kieliszków w hotelowych lobby. Syn imperium zbudowanego na marmurach i eterycznym pięknie, od dziecka duszony przez jedwabne krawaty i oczekiwania, którym nigdy nie zamierzał sprostać.
Zamiast podziwiać symetrię tańca w Lincoln Center, odnalazł wolność w chaosie nocnych ulic Manhattanu. Jego religią stał się ryk silnika, a jedyną modlitwą zapach spalin tuż przed świtem. Każda blizna na jego kostkach to historia buntu, a każde wyrzucenie ze szkoły to akt wojny ze światem, który chce go oswoić.
Dziś, mając 20 lat, Aiden balansuje na krawędzi. Powtarza klasę w ostatnim liceum, które jeszcze go znosi, szukając horyzontu, gdzie prędkość staje się jedyną prawdą, a ryzyko pozwala poczuć krew, a nie zimne złoto rodziców.
Wciąż uczyła się Nowego Jorku i tego, jak w nim przetrwać. Chociaż powiedzenie wciąż, było nieco przesadzone. Tak naprawdę ledwo co zaczęła. W mieście była od niedawna i nie czuła się przytłoczona jego wielkością, szybkością czy tłumem ludzi… bo nie miała kiedy tego wszystkiego porządnie odczuć. Większość czasu spędzała w teatrze lub w swoim mieszkaniu. Nie spacerowała po mieście, nie poznawała jego zakątków, bo według Eliane ważniejszy był kolejny wyczerpujący trening. Kolejne serie rozciągania, przełamywanie własnych granic. Taniec, taniec i raz jeszcze taniec. Zwłaszcza, że zdawała sobie sprawę z tego, że chociaż była po najlepszej na świecie akademii baletu, sposób w jaki działał zespół był inny. To nie tak, że musiała cokolwiek nadrabiać, ale musiała nauczyć się ich sposobu, co okazywało się wcale nie być tak łatwe, jak początkowo jej się wydawało. Chociaż oczywiście nikomu by się do tego nie przyznała.
OdpowiedzUsuńSprawdzała trasę metra z hipotetycznie nowego mieszkania, bo te, które obecnie wynajmowała znajdowało się za daleko. Trafiła zbyt dużo cennego czasu na dojazd, chociaż mogłaby spędzić go na parkiecie, przed lustrami i przy drążku.
Kiedy wsiadała do metra nie miała pojęcia, że po niespełna kilkunastu minutach rozpocznie się w nim piekło. Bo tak to właśnie odbierała. Hałas, iskry, spanikowany tłum, który martwił się jednostkowo o siebie, nie zważając na innych. Przeraźliwy hałas, który rozległ się w metrze sprawił, że zamarła, a później wszystko… czuła się tak, jakby to były sekundy. Panika, potknięcie, a może raczej stratowanie przez innych, przeraźliwy ból i ciemność.
Straciła przytomność na kilka minut, a kiedy odzyskała rezon, pierwsze co zrobiła to sprawdziła nogi. Ból nie był istotny do momentu, w którym poruszyła nogami, upewniając się, że z nimi wszystko w porządku.
Niefortunny upadek sprawił, że doznała urazu głowy. Rozcięcie nie było duże, ale przez utratę przytomności miała zostać na obserwacji. Co wcale jej nie odpowiadało. Miała swoje plany. Próby. Godziny prób, których nie mogła przecież tak po prostu pominąć. To nie był kaprys, taniec był jej życiem i nawet coś takiego jak wypadek nie mógł tak po prostu jej zatrzymać… tak sobie przynajmniej wmawiała, bo kiedy spróbowała się podnieść ze szpitalnego łóżka, kiedy ktoś rzucił, że pielęgniarki mają przewieźć ją do VIPów, zbyt mocno zakręciło jej się w głowie, aby prędko podjęła drugą próbę podniesienia się i wyjścia.
Nie miała pojęcia co ją miało czekać. Raczej zakładała, że w spokoju dojdzie do siebie, dzięki czemu szybciej się zregeneruje i będzie mogła wrócić do tego, co na nią czekało. Tymczasem… kiedy tylko pielęgniarka ustawiła jej łóżko, Eliane poczuła nieprzyjemny zapach e-papierosów, a tuż po chwili usłyszała czyjś głos. Głos mówiący do niej.
— Naruszasz moją przestrzeń — czuła odwagę, bo przecież w szpitalu nikt nie mógł jej zagrażać — a jedynym błogosławieństwem będzie wyjście stąd, a ty… — zmierzyła chłopaka na tyle na ile była w stanie nie poruszając się przy tym za bardzo — krwawisz — stwierdziła niepodważalny fakt, wbijając spojrzenie w przekrwiony opatrunek — więc powinieneś wrócić na swoje łóżko i wezwać pielęgniarkę — dodała, licząc, że sama szybko będzie w stanie stąd wyjść.
no cześć, cześć