aktualności

14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte Rueslåtten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte Rueslåtten. Pokaż wszystkie posty

15/02/2015

2004. Przyszłość. Nigdy nie jest taka, jak sobie wyobrażaliśmy.

***

"Wszyscy myślimy że będziemy wspaniali. I czujemy się oszukani, gdy nasze oczekiwania nie zostaną spełnione. Lecz czasem nasze oczekiwania do nas nie dorastają. Czasem nasze oczekiwania bledną wobec rzeczywistości. Zaczynamy się zastanawiać czemu mieliśmy jakieś wyobrażenia, bo przez nie stoimy w miejscu. Bez ruchu. Oczekiwania to początek. Nasze życie zmienia to, czego się nie spodziewaliśmy."
Meredith Grey, "Grey's Anatomy"

***

Przyciasna kawalerka, którą wynajmowała Charlotte, składała się z małego przedpokoju, łazienki i pokoju z aneksem kuchennym. Niedużo przestrzeni, jednak wystarczająco dla jednej osoby. Jeszcze pół roku temu znajdowały się tam tylko meble kuchenne i łazienkowe, a teraz, dzięki inwencji twórczej Lotte, talentowi manualnemu jej i przyjaciół oraz bazarom z tanimi rzeczami, miała swoisty urok, całkowicie odpowiadający ekstrawertycznej osobowości lokatorki. Wśród wszechobecnej bieli ścian wyróżniała się jedna pomalowana na granatowo, a na niej widniała biała pięciolinia zajmująca jej centralną część i około 30% powierzchni. Wprawne oko muzyka z pewnością rozpoznałoby zapis utworu "We weren't born to follow" Bon Jovi'ego, jednak większość ludzi zapewne wzięłaby to za przypadkowy wzór. Pod ścianą Charlotte postawiła szafkę z kolekcją płyt i książek oraz sprzęt grający, który milkł tylko wtedy, gdy ta spała bądź była poza mieszkaniem, przez większość czasu odtwarzając utwory z gatunków od nordyckiego ambientu poprzez wszelkie odmiany metalu, rocka, na klasykach z lat 70 i 80 kończąc. Ubrań i butów Ruda na szczęście nie miała dużo, wiec spokojnie mieściła się w małej komodzie i większej dwudrzwiowej szafie, obok której wisiało wielkie lustro w złotej oprawie, może nieco zbyt barokowe i trochę tandetne, ale miało swój niezaprzeczalny urok i czar dawnych lat. Rozkładana kanapa znajdowała się naprzeciwko pięciolinii, a tuż przed nią niska ława, na której zazwyczaj panował totalny kobiecy rozgardiasz. Sporej wielkości okno dawało w dzień dużo naturalnego światła, a w nocy parapet był idealnym miejscem do siedzenia z lampką wina i obserwowania nieba, znaczy tej jego części, na którą pozwalał miejski smog. W gniazdku Charlotte nie brakowało mnóstwa zdjęć, na których były uwiecznione najpiękniejsze momenty jej życia, oraz pojedynczych pamiątek z wizyt w Polsce i Norwegii, których zawsze było jej mało. Kuchnia i łazienka zostały "odziedziczone" po poprzednim najemcy i ewidentnie potrzebowały remontu, jednak na razie Charlie nie mogła sobie na niego pozwolić. Zdawała sobie sprawę, że relatywnie niska cena najmu wiąże się z mocno średnim standardem.

13 luty 2015.

Pół-Polka, pół-Norweżka, wychowana w "Mieście Czarownic", tudzież "Krainie Węgorza - Naumkeag" jak nazwali Salem Indianie. Charlotte Inge, ochrzczona w rzymskokatolickiej, polonijnej parafii św. Jana Chrzciciela, niepraktykująca żadnej religii od pięciu lat, może nieco zafascynowana kultem Wicca ( jak większość dziewcząt urodzonych w Nowej Anglii), ewentualnie dla świętego spokoju przyznająca, że jest Satanistką (oczywiście nie jest to prawdą), dość często miała problem z określeniem swojej przynależności do jakiegokolwiek kręgu. W Polsce była zbyt skandynawska, w Norwegii przejawiała zbyt wiele cech polskich, a na Salem była za mało amerykańska. Jednak gdy z jej ust padało mało cnotliwe "kurwa mać" to jakoś wszyscy rozumieli, bez względu na język, którym na co dzień władali.
Nic więc dziwnego, że mówiła o sobie, że nie posiada żadnej narodowości i wciąż szuka swojego miejsca na ziemi. Od ponad 7 miesięcy próbowała sobie ułożyć życie w Nowym Jorku i jak na razie była od 13 dni szczęśliwie bezrobotna, trwoniąca coraz bardziej topniejące oszczędności i powoli wpadająca w panikę. Charlotte nie wiedziała [za to jej autorka już tak, cóż za wszechwiedząca osoba - przyp.aut], że ta sytuacja odmieni się już dwa dni później, po rozmowie kwalifikacyjnej w pobliskiej remizie strażackiej, gdzie zwolnił się wakat na stanowisku pracowniczki administracyjnej. Poprzedniczka zdecydowała się zbrzuchacić i zająć pilnowaniem płomienia w domowym ognisku, a nie bita w ciemię Ruda bez wahania pobiegła przez zaspy do remizy z rozwianym włosem, dokumentami aplikacyjnymi i zapałem, którym miała oczarować hipotetycznego pracodawcę. Jej pewność siebie nieco osłabła, gdy stanęła naprzeciwko komendanta Waltera Millsa, który budził respekt wysokim wzrostem, dojrzałym wiekiem, silną posturą i chmurnym spojrzeniem ciemnobrązowych oczu. Na jego biurku, które aż przerażało idealnym porządkiem, stała ramka ze zdjęciem Millsa, jakiejś kobiety i dwójki nastolatków. Charlotte od razu wywnioskowała, że to rodzina mężczyzny i usiadła na wskazanym przez niego krześle.
- Proszę pozwolić mi się upewnić - zaczął Mills, lekko unosząc brew, gdy zerkał na jej CV. - Dlaczego naukowiec chce zostać pracownikiem administracyjnym w mojej remizie? - Spytał, bacznie obserwując rudowłosą kobietę, która zagryzła dolną wargę i uśmiechnęła się, jakby coś ją rozbawiło.
- Chciałabym móc powiedzieć, że to od zawsze było moim marzeniem, ale nie potrafię aż tak kłamać - odparła Rueslatten, postanawiając postawić na szczerość. W końcu Walter Mills zapewne cenił szczerość bardziej niż większość pracodawców, z którymi rozmawiała wcześniej. Tak przynajmniej chciała się łudzić do momentu, póki gość nie wyrzuci jej ze swojego biura. - Myślę, że w tym momencie potrzebuję odskoczni od laboratorium, zmienić środowisko i punkt widzenia. Co nie oznacza, że nie zamierzam nie starać się w nowej pracy, wręcz przeciwnie. Szukam czegoś, co będzie sprawiać mi autentyczną frajdę i nie powodować wypalenia po zbyt szybkim czasie - wyjaśniła, starając się siedzieć prosto i patrzeć komendantowi prosto w oczy. Czytała gdzieś, że to sprawia pozytywne wrażenie. Z drugiej strony nie wolno też przesadnie eksponować swojej pewności siebie, bo to może zostać odebrane jako arogancja. I weź tu bądź mądra, szukająca pracy kobieto! Ach, Charlotte miała szczerą nadzieję, że jej twarz nie przekazywała emocji, które urządzały jej mosh w głowie i powodowały nieopanowaną żądzę wypicia kieliszka mocnego alkoholu. Ok, nie kieliszka. Szklanki. Butelki. Całego wiadra. W sumie nieważne.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z faktu, że Twoja pensja prawdopodobnie będzie niższa niż ta, którą otrzymywałaś w Instytucie? - Walter Mills nie spuszczał wzroku z kandydatki, bacznie obserwując jej reakcje. Sam nie wiedział, co chciał w niej dojrzeć. Była dość młoda, biła od niej szczerość i nie sprawiała wrażenie zmanierowanej, niechętnej do pracy księżniczki, która będzie przez 8 godzin pracy piłować paznokcie, siedzieć na Twitterze i lajkować głupie obrazki w internecie. Może i w tej dziewczynie było coś więcej, ale czy akurat on miał ściągać na siebie ( i całą remizę przy okazji) armageddon, jeżeli pomyliłby się co do tego dziewczęcia? Dobrze, tak naprawdę zawsze mógł ją wywalić z pracy na zbity pysk i posiniaczone kolana, bo był szefem. Władzą absolutną w remizie 72. Prawie Bozią.
- Jak widać nawet dobre warunki finansowe nie zatrzymały mnie tam, więc to nie jest najważniejsze. - Odpowiedź Charlotte była krótka i jasna w przekazie. Miała szczerze dosyć męczącej psychicznie pracy, z której wracała zbyt zmęczona, by mieć siłę na życie. A zmuszanie się do życia jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Z lekkim niepokojem obserwowała coraz większą niemoc, która zaczynała przejmować nad nią władzę. Gdy poczuła, że odechciewa jej się wychodzić do ludzi, musiała zacząć działać, by nie zamknąć się w układzie praca-mieszkanie-praca-mieszkanie.  
- Myślę, że sobie poradzę - dodała po chwili, przywołując na twarz pogodny uśmiech.
- Zaczynasz w poniedziałek o 8. - Walter Mills uścisnął jej dłoń. - I nie ciesz się tak, wcale nie powiedziałem, że będzie łatwo - uniósł brew z rozbawieniem, widząc nieumiejętnie skrywaną radość u przyszłej podwładnej. - Moi strażacy też nie należą do łatwych do zbycia - ostrzegł, wiedząc jaką falę żartów i zainteresowania zbudzi w remizie nowa osoba, do tego czwarta kobieta.
- Mogę zagwarantować, że nie poddam się szybko i będę godnym przeciwnikiem - zapewniła Charlotte i pożegnawszy się wyszła z biura. Ledwo zdążyła opuścić mury budynku, gdy rozsyłała pozytywne wiadomości do przyjaciół, którzy zapewnili, że wieczorem wpadną do niej i godnie opiją te zacne wieści.

- Charlie, dlaczego Ty masz tyle puszek po piwie? - Spytała Shelly D'Angelo, wysoka blondynka o przepięknych, falowanych włosach, które zawsze wzbudzały podziw i szczerą zazdrość u praktycznie każdej napotkanej kobiety. Shelly zdawała sobie sprawę, że jest piękna, jednak pozostawała normalną, sympatyczną dziewczyną, której tak naprawdę nie dało się nie lubić. W przeciwieństwie do jej rudowłosej przyjaciółki, która budziła dosyć mieszane emocje swoim mocnym charakterem i podejściem do świata. Rzeczona przyjaciółka na to pytanie roześmiała się i wciągnęła odrobinę drinka przez kolorową słomkę.
- Nils i Bam wpadli w zeszły piątek i wszystko opróżnili. Oczywiście zapomnieli po sobie posprzątać, a ja zapowiedziałam braciszkowi, że nie będę jego sprzątaczką. Miał wrócić i zabrać puszki. Jak widać do tej pory się nie pojawił - wyjaśniła, zerkając na zegar, wiszący na ścianie w kuchni. - Inez miała być o tej porze, nieprawdaż? - Spytała, a z pokoju rozległ się głos Cartera Donovana, który był bardzo zajęty pisaniem sms-ów.
- Właśnie napisała, że są korki, ale postara się być jak najszybciej. A Dominic przeprasza, że nie mógł dotrzeć, podobno bardzo trudny przypadek i nie mógł opuścić Waszyngtonu - poinformował, doczłapując się do kuchni. Carter wciąż wyglądał jak student pierwszych lat studiów, emanował chłopięcym urokiem i ekstrawagancją. Budził spore zainteresowanie dziewczyn i chłopaków, jednak gdy mógł to zawsze wybierał panów. Słynął z talentu plastycznego i dobrego gustu, chętnie się bawił i korzystał z uciech życia, ucieleśniając zasady, którymi niegdyś kierowała się bohema. Swoim nastawieniem wiele razy motywował Charlotte do działania i to w sumie on ściągnął ją do Nowego Jorku. Wiele mu zawdzięczała, on jej zresztą też.
- Dominic i jego trudne przypadki - westchnęła Shelly, wyciągając z piekarnika miniaturowe zapiekanki do przegryzienia. - On sam jest trudnym przypadkiem.
- Nie przesadzaj, to chirurg, robi co lubi, jest odpowiedzialny za ludzi - odpowiedziała Charlie, chuchając na chwyconą przed chwilą przegryzkę. - Gdybym moja pasja była moją pracą to też bym się tak zachowywała...
- Ty go ciągle bronisz - przerwał jej Carter, wybuchając śmiechem. Wpakował sobie do ust zapiekankę i dodał, nie przerywając jedzenia. - Kiedy w końcu ogarniecie się na tyle, by być razem?
- Powiedziałam Ci, że nie chcę psuć łączącej nas przyjaźni, nie będąc pewna jego uczuć - warknęła rudowłosa. - I nie mów, kiedy przeżuwasz - dodała, wzruszając ramionami. - To sprawia, że jesteś aseksualny odbiorze!
- Taaaa, aż zwiałaś do Nowego Jorku, żeby zapomnieć, a wciąż nie możesz sobie znaleźć lekarstwa. - Donovan przewrócił oczami, na co Shelly zgromiła go wzrokiem. Jako psycholog miała trochę inne zasady rozmowy z drugim człowiekiem.
- Być może dlatego, że nie szukam - skwitowała Lotte, biorąc od Shell szklankę z wódką z sokiem gruszkowym. - Jest mi dobrze samej.
- Trochę ściemniasz - stwierdziła blondynka, bawiąc się pierścionkiem zaręczynowym. - Poza tym musisz mieć z kim przyjść na mój ślub w sierpniu. Kiedy ostatni raz poznałaś jakiegoś faceta? Poza pracą?
- Goń się - Charlotte wytknęła język na blondynkę i pociągnęła Cartera za ramię do pokoju. - Film czeka! - Oznajmiła, chcąc zmienić temat i po chwili cała trójka siedziała wygodnie na kanapie, zaśmiewając się do łez. Kiedy dołączyła do nich Inez zasypując ich informacjami o pobycie w Phoenix, Charlotte już była pewna jednej rzeczy. Jako nastolatka myślała, że szczęście da jej bogaty mąż, gruby portfel i uwielbienie tłumów. Teraz, siedząc w przyciasnej kawalerce z grupką przyjaciół, popijając tani alkohol i jedząc pseudo ser pleśniowy z supermarketu, czuła się szczęśliwa.
Zwyczajnie szczęśliwa, a to uczucie było więcej warte niż luksusowy samochód. Było wręcz bezcenne, bo nie można było za nie zapłacić. Nie martwiła się tym, co przyniesie jutro. Nie miała na to najmniejszego wpływu. Liczyło się tu i teraz. Ona i najbliżsi jej ludzie, ich gromkie śmiechy i przekomarzanie się, pielęgnowane wspomnienia i fakt, że  miała pewność, że nigdy nie pozwolą jej utonąć...

"Kiedy przychodzi co do czego, wszyscy chcemy mieć kogoś bliskiego. Udajemy, że trzymamy dystans i że nie zależy nam na nikim. Kupa bzdur. Sami wybieramy sobie swoich bliskich, a kiedy już wybierzemy (...), trzymamy się w pobliżu. Bez względu na to, jak skrzywdziliśmy te osoby, warto dbać o tych, którzy z nami zostają, tylko o tych. Choć niektórzy są za blisko. Zdarza się jednak, że potrzebujemy, by ktoś naruszył naszą prywatność."
Meredith Grey, "Grey's Anatomy"


***
 

29/01/2015

1997. Angel of small death and the codeine scene.


- Nadal nie wiem po co tutaj przyszłam - przyznała szczerze Charlotte, wbijając zniecierpliwione spojrzenie zmęczonych oczu w kobietę siedzącą naprzeciwko niej. Elizabeth Rollison była terapeutką z niespełna dwudziestoletnim doświadczeniem zawodowym i wieloma publikacjami w literaturze fachowej na swoim koncie. Dodatkowo była zjawiskowo piękną brunetką o klasycznych, doskonałych rysach twarzy i posągowych kształtach, ubranych w szyte na miarę, drogie i eleganckie ubrania. Nic więc dziwnego, że Charlotte przygniótł nadmiar doskonałości pani Rollison.
- Jednak przyszłaś, więc najwidoczniej miałaś powód. - Elizabeth uniosła lekko kąciki ust w delikatnym, zachęcającym uśmiechu. Tak, zdawała sobie sprawę z tego, że jej wygląd jej zniewalający, ale wykorzystywała go by zdobywać zaufanie pacjentów. Nie chciała niczego na rudowłosej wymuszać. Wiedziała, że trafiła tutaj z polecenia swojej przyjaciółki, a jej byłej studentki Shelly D'Angelo.
- Shelly z uwagi na zaangażowanie osobiste odmówiła mi pomocy i poleciła mi panią jako najlepszą opcję. A ja chyba po prostu potrzebuję porady kogoś, kto obiektywnie spojrzy na mnie i kopnie mnie w cztery litery.
- Popracujemy nad tym, byś sama mogła kopnąć się w tyłek - sprostowała psycholog i poprawiła się na fotelu. - Czy możesz powiedzieć mi dlaczego przybyłaś do Nowego Jorku? - Spytała, chcąc rozeznać się w życiu kobiety, nie naruszając jeszcze żadnej z jej granicy. Rudowłosa uśmiechnęła się lekko na to pytanie i odpowiedziała:
- Od kiedy pamiętam chciałam tutaj zamieszkać - zaczesała palcami włosy za ucho. - To był cel, jaki postawiłam sobie na studiach. Ukończyć MiT i przenieść się do Wielkiego Jabłka, miasta, które ciągle tętni życiem. Pociągała mnie ta wielobarwność miasta, ilość ludzi i tempo życia. Co prawda początkowo po ukończeniu studiów siedziałam w Bostonie, ale zwiałam od razu po chwyceniu pierwszej w miarę odpowiedniej oferty pracy. Przyjechałam tutaj z dwiema walizkami. To wszystko co miałam wtedy.  Zawsze uważałam, że moje powinno być tylko to, co mogę w każdej chwili spakować. Nie lubiłam gromadzić rzeczy.
- Czy tutaj czujesz się jak u siebie? 
- Jeszcze niezbyt, chociaż mieszkam w mieście ponad pół roku. To dla mnie jeszcze zbyt krótko - przyznała ruda. - Nadal jestem w gotowości by spakować się i uciec, niestety.
- Wspomniałaś, że ostatnio złożyłaś wypowiedzenie w obecnej pracy. Możesz wyjaśnić dlaczego? Przecież jak sama powiedziałaś warunki nie były tam złe, pieniądze całkiem dobre, godziny dosyć elastyczne...
- Yhmmm - Z ust rudowłosej wydobyło się ciche westchnienie.

W drzwiach gabinetu Brennana pojawiła się we wtorkowy poranek w połowie stycznia, ubrana jak zwykle w schludny laboratoryjny kitel, spod którego wystawały spodnie w pionowe, niebiesko-czarne pasy i długie rękawy czarnej bluzki. W ręku trzymała kartkę papieru formatu A4, a na twarzy malowało się zaniepokojenie.
- Szefie, chcę porozmawiać - zaczęła nieśmiało i usiadła naprzeciwko mężczyzny. Jack Brennan, lekko posiwiały brunet po czterdziestce uniósł wzrok znad klawiatury laptopa.
- Od kiedy chcesz rozwiązać umowę o pracę? - Spytał bez zbędnych ceregieli, bo takiego posunięcia ze strony pracownicy spodziewał się od pewnego czasu.
- Chcę odejść po ostatnim dniu stycznia. - Charlotte położyła arkusz papieru na biurku i wyprostowała się. - Nie oczekuję rewelacyjnych referencji, tak szczerze mówiąc. Dobrze wiem, że średnio wpasowałam się w system pracy panujący tutaj - lekko zagryzła dolną wargę. - Nie potrafię pracować tylko według instrukcji, bez żadnej przestrzeni dla swojej inwencji.
- Wiem, Charlotte, zauważyłem. - Jack wziął papier i wrzucił do szuflady. - Jednak nie zamierzam dać Ci złych referencji. Każde zadanie, które Ci powierzyłem, wykonywałaś dobrze i terminowo. To, że czasami usiłowałaś zbaczać z wyznaczonego kursu nie wpływa na całokształt mojej opinii. Cenię w Tobie to, że masz swoje zdanie, chociaż często mnie to denerwowało - przyznał poprawiając okulary w ciemnogranatowej oprawie. - Mniemam, że ostatnie wydarzenia również przyczyniły się do takiej, a nie innej, decyzji, prawda? - Spytał, przywołując w Charlotte wspomnienia z jednego z ostatnich dni grudnia, kiedy znalazła zwłoki jednego ze współpracowników w jego laboratorium. Śledztwo wciąż było otwarte, a częste wizyty prokuratora Parrisha* doprowadzały Brennana do szału. Mniej więcej tak samo jak współpraca z jego doradcą finansowym, Clarke'm**, kolejny wrzód na tyłku.
- Nie ukrywam, że przebywanie tutaj niczego nie ułatwia. - Ruda skinęła głową i odetchnęła głęboko. - Ani fakt, że gdybym weszła do laboratorium Jake'a dziesięć minut wcześniej, to prawdopodobnie skończyłabym tak samo. Podsumowując, potrzebuję odmiany i odejście stąd to najlepsze co mogę w tej chwili dla siebie zrobić - wyjaśniła, pomijając fakt, że niemal codziennie śni jej się ten sam obraz: martwi Jake i ochroniarz, oraz ona leżąca w połowie drogi pomiędzy nimi, z dziurą po kuli na samym środku czoła. Codzienne spacery tą samą trasą tylko pogarszały sprawę.
- Rozumiem. - Brennan zerknął na ekran laptopa. - Dasz radę uporać się ze swoim zleceniem do końca miesiąca? - Spytał. Chciał być pewien, że odejście pracownicy nie opóźni pracy całego Instytutu. - Nasz klient już zaczyna się niecierpliwić...
- Myślę, że nie będzie problemu. - Charlotte skinęła głową, powstrzymując się od przewrócenia oczami. Pieprzony służbista. Zabili mu pracownika, a on wciąż myślał tylko i wyłącznie o pieniądzach i dobrym imieniu Instytutu. - Jestem już na końcowym etapie badań, wnioski sformułuję w dwa-trzy dni i dostarczę do Ciebie jak tylko skończę - zapewniła, wstając z krzesła. - A teraz zajmę się pracą, jeżeli w tym momencie wszystko jest jasne.
- Wrócimy do rozmowy bliżej terminu Twojego odejścia, przygotuję wszystko co potrzebne. - Brennan również wstał i uścisnął dłoń Charlotte. Ta uśmiechnęła się grzecznościowo i wyszła z gabinetu, przyspieszając kroku na korytarzu, by jak najszybciej zamknąć się w czterech ścianach swojego stanowiska pracy. Tam usiadła przy biurku i sięgnęła po telefon komórkowy. 

Złożyłam wymówienie. Naprawdę pozytywne uczucie. Pojutrze mam rozmowę w pubie. Ewentualnie będę siedzieć na kasie w markecie.  Jakoś sobie poradzę.

Wystukawszy pięć krótkich zdań na klawiaturze telefonu wysłała smsy do Shelly i Cartera, będąc pewna, że oboje raczej staną po jej stronie. Nie myliła się.

Carter: Dzielna dziewczynka, poradzisz sobie. 
Shelly: Jeżeli uważasz, że to jest dla Ciebie najlepsze, to nie mam nic przeciwko i trzymam kciuki. Buziaki wariatko.

- I co zrobiłaś potem? - Głos terapeutki wyrwał Charlotte z zamyślenia. Potrząsnęła głową, aż rude kosmyki zatańczyły wokół jej twarzy. Spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na kobietę, dopiero po dłuższej chwili kontynuowała:
- Skończyłam pracę, wróciłam do mieszkania, wyszłam do pubu i po raz kolejny byłam lekkomyślna.
- Możesz rozwinąć myśl? Co rozumiesz przez to, że byłaś lekkomyślna?
- Upiłam się, odpowiadałam na zaczepki, ostatecznie spoliczkowałam jednego z zaczepiających. Potem jak gdyby nigdy nic sama, na pieszo, wróciłam do mieszkania. Przecież zdawałam sobie sprawę jakie to niebezpieczne. Ciągle to robię, świadomie przekraczam granicę, jakby wyzywając los na pojedynek. Nie, nie sypiam z nikim, to nie jest mój styl, raczej przeciągam strunę do ostateczności i zwiewam, jak gdyby nigdy nic.- Charlotte potarła dłonią kark. Dotarło do niej, że tak naprawdę od paru dobrych lat powinna nie żyć. Szlajała się sama nocami po podejrzanych miejscach, wchodziła na poręcze mostów tylko po to by tam posiedzieć i pozastanawiać się jakby to było, gdyby spadła, ewentualnie by w spokoju podziwiać wodę. - Lubię sprawdzać czy tym razem też mi się uda.  Na razie wychodzę ze wszystkiego bez szwanku. Obawiam się, że mogę kiedyś nie mieć tyle szczęścia.
- Czy często słyszałaś, że jesteś wartościowa? Tak bez powodu. Czy mówiono Ci, że wspaniale sobie radzisz? - Spytała nagle Elizabeth, marszcząc brew. Charlotte niemal podskoczyła z wrażenia na fotelu.
- Nie - zaprzeczyła, kręcąc głową. - Nie pamiętam, zawsze musiał być konkretny powód - odpowiedziała i zagryzła dolną wargę. - I raczej tyczyło się to szkoły, chyba nigdy nie usłyszałam, że jestem wspaniała albo ładna. Nigdy. Moi rodzice...
- Rozmawiamy tutaj o Tobie, nie próbuj tłumaczyć postępowania swoich rodziców - przerwała jej Rollison. - Sama masz problem z poczuciem własnej wartości. Gdybyś uważała się za kogoś wartościowego to nie ryzykowałabyś niepotrzebnie. Uważasz, że świat nie ucierpi jeżeli Tobie się coś stanie. Nikt się tym szczególnie nie przejmie. Czujesz się przez to usprawiedliwiona, nieprawdaż? Nie oczekujesz jednak niczyjej uwagi, bycie w centrum zainteresowania by Cię zbytnio przytłoczyło. Ty po prostu lubisz ryzykować tylko dla siebie. Czyż nie taka jest prawda?
W odpowiedzi Charlotte zagryzła mocniej wargę, a po policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Być może - odpowiedziała i podniosła się na nogi. Starała się ukryć to, jak bardzo zdruzgotały ją słowa psycholożki. Nie mogła przyznać nawet przed samą sobą, że kobieta może mieć rację.
- Myślę, że na dzisiaj mi starczy - stwierdziła, biorąc do ręki torbę i płaszcz.
- Jeszcze tutaj wrócisz - zapewniła ją Rollison i odprowadziła do drzwi. - Nie skończyłyśmy naszej rozmowy...



***

* Chodzi o naszego Masona Parrisha, którego autorka wymyśliła ten wątek
** Jak powyżej, pan Matthew Clarke