aktualności

11.07.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.07.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lipca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.07.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.07.2026.
14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

04/09/2025

[KP] You're sweeter than a peach

Maxine Riley
urodzona 13 kwietnia 2002 roku w Nowym Jorku, USA // 24 lata // studentka Columbia University School of the Arts // ostatni rok programu magisterskiego na scenopisarstwie i reżyserii // jedynaczka // córka radnego New York City Council z okręgu 12, Kevina i gospodyni domowej na pełen etat, Lucy, a dawnej rozchwytywanej prawniczki // metr sześćdziesiąt w kapeluszu // niski wzrost nadrabia bezkompromisowym podejściem do życia // w wolnym czasie rysuje fanarty do obejrzanych filmów i seriali, które publikuje na swoim Instagramie // I
But you don't know the life of a showgirl
Maxine ma zupełnie zwyczajne życie. Takie, w którym nic nie będzie mogło jej zaskoczyć. Poukładane i przewidywalne. Może dlatego zaczęła układać w głowie scenariusze, których końca często nie potrafi przewidzieć ona sama; które zaskakują, skoro życie jedynaczki i wzorowej uczennicy tego nie robi. Max bynajmniej to nie przeszkadza. Lubi swoje poukładane i przewidywalne życie, w którym podąża od jednego do drugiego punktu, które skrupulatnie sobie wyznacza i lubi pisać scenariusze, które zaskakują już nie tylko ją, ale także wykładowców oraz kolegów i koleżanki ze studiów. I te scenariusze wcale tak bardzo nie stoją w kontraście do życia Maxine, bo są poukładane i przemyślane, a także rozpisane co do każdego punktu, ale przy tym mają w sobie coś nieuchwytnego. Coś, co w dokumencie tekstowym tylko Max potrafi złapać, a potem spiąć początek i koniec zgrabną klamrą, tym samym dając odbiorcom satysfakcję, a co w życiu nadal wymyka jej się z rąk. Nie potrafi spiąć początku z końcem i choć się stara, nie czuje satysfakcji. Ponieważ tak naprawdę, to nie Maxine pisze najbardziej zaskakujące scenariusze, a życie.
code by EMME

10 komentarzy:

  1. Marcus nie oczekiwał od Maxine, żeby to wszystko wiedziała, w zasadzie nie oczekiwał od niej niczego, tak jak ona nie oczekiwała niczego od niego. Doceniał po prostu samą jej obecność i ulgę, którą ze sobą niosła, bo choć łatwo przyszło im się ze sobą porozumieć, nie zawsze łatwo było z nim przebywać. Ludzie, którzy go nie znali, z reguły trzymali się od niego z daleka, a on nie ułatwiał im tego, żeby w jakikolwiek sposób to zmienić.
    Im bardziej ktoś próbował się do niego zbliżyć, tym bardziej odpychał, przyzwyczajony do tego, że wart jest tyle, ile może od siebie dać — materialnie, duchowo i cieleśnie — a że dawał z siebie kiedyś dużo i wiele razy się na tym sparzył, więcej dawać nie chciał, nie licząc Claudii, bo jej akurat był gotów oddać wszystko.
    Z Riley było jednak inaczej. Max nie tyle do niego przyszła, co po prostu mu się przydarzyła, pokierowana przez jednego z profesorów. Raz, a potem drugi. Nie próbowała przy tym zająć sobą całego pomieszczenia, ani w żaden sposób ściągnąć na siebie jego uwagi, tak jak zdarzało się to innym dziewczynom, w mniej lub bardziej nachalny sposób. Max po prostu była, od samego początku ujmując go swoją ambicją i skupieniem na osiągnięciu obranego przez siebie celu. Jej projekty były dojrzałe i niekiedy wymagały od niego wyjścia ze swojej strefy komfortu. Wychodził z niej jednak jako aktor, nie człowiek, a takie przesuwanie granic bardzo sobie cenił. Było to chyba jedyne przesuwanie granic, jakie cenił; to zawodowe, zmuszające go do tego, żeby się rozwijać i spojrzeć szerzej na pewne kwestie.
    Maxine wymagała, ale tylko w taki sposób, w jaki wymagał od siebie sam. Nigdy nie chciała więcej, niż to, co dawał jej w ramach wspólnej pracy, a że w ramach pracy dawał siebie zawsze wszystko i ponad, udało im się ze sobą zazębić na tyle, że ten jeden raz zmienił się w kolejne, czego Marcus nigdy nie kwestionował, bo z czasem stało się po prostu naturalne, że jeśli mógł coś robić z nią, po prostu to robił i vice versa. Gdzieś po drodze zaczął też zwracać na nią uwagę, mimo że nie próbowała jej sobie zaskarbić. Nie przeszkadzało mu, że była gadułą, bo w niewymuszony sposób uzupełniała w ten sposób jego ciszę.
    Najpierw polubił więc jej głos, a potem śmiech i błyski w oczach. Zanim się obejrzał, lubił ją całą, zaczynając zauważać nawet te drobne rzeczy, które innym mogłyby umknąć. Ona wydawała się jednak nieświadoma jego sympatii, co przyjął z ulgą, bo z miejsca postanowił, że nie pozwoli tej sympatii zajść dalej, niż było to akceptowalne dla całokształtu ich relacji. Od czasu do czasu karmił w sobie tę słabostkę, robiąc Max zdjęcia, raz ją nawet namalował, ale z punktu widzenia osoby trzeciej nie było w tym niczego nadzwyczajnego, bo tym się przecież interesował, z czego ciemnowłosa zdawała sobie sprawę. To, z czego nie zdawała sobie sprawy, to że istniało parę szkiców, o których jej nie wspomniał i wspominać nie zamierzał, żeby nie naruszyć harmoniii między nimi.
    Okazywało się więc, że nie mówił jej o wielu rzeczach. Wmawiał sobie, że kieruje nim zdrowy rozsądek, ale głównie był to strach. Że wiedząc o jego przeszłości mogłaby zacząć traktować go inaczej, a on albo nie wiedziałby, co z tym zrobić, albo wiedziałby zbyt dobrze. Że ta jego sympatia mogłaby ją speszyć, przez co nie byłoby między nimi już tak prosto. Nie chciał tego stracić tylko dlatego, że jego głupiemu sercu najwyraźniej mało było rozczarowań.
    To niewiarygodne, że minęły dwa lata, bo czuł się tak, jakby minęły zaledwie dwa tygodnie, nawet jeśli nie byli już znajomymi ze studiów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Trzymam Cię za słowo, ale też mam nadzieję, że przez to nie przejdziemy, bo tak jak Ty, wolałbym oszczędzić tego Claudii — odparł, powoli sącząc swoją kawę, bo poza nią nie zamówił niczego. Nie był głodny, ani szczególnie spragniony. W zasadzie z rzadka odzywał się w nim głód: w przeciwieństwie do Riley jedzenie traktował bardziej jak obowiązek do odhaczenia niż przyjemność.
      Może dlatego jej satysfakcja z jedzenia po raz kolejny dotknęła go głębiej, łagodząc znów jego spojrzenie. Nie rozumiał tego i chyba przez to niezrozumienie jeszcze bardziej adorował w niej tę zdolność do cieszenia się z małych rzeczy. Jej beztroskę uważał zawsze za cholernie uroczą, rumieńce natomiast tylko pogłębiły ten urok, więc kiedy na niego spojrzała, posłał jej uśmiech — swobodny oraz pozbawiony jakiegokolwiek osądu. Ostatnie czego chciał, to żeby się przy nim pilnowała albo czuła głupio z powodu bycia po prostu sobą.
      Nie pamiętał w tej chwili o SMSie od matki, ani o tym, że będzie musiał zająć się tym w najbliższych dniach. W towarzystwie Maxine po prostu o tym zapomniał, a każda forma zapomnienia była mile widziana. I może przez tę chwilę zapomnienia, zauroczenia nią po raz pierwszy od dawna nie przypilnował tego, co wychodzi z jego ust:
      — I tak bym szukał.
      Na szczęście był dobrym aktorem, toteż nie pozwolił, żeby zachwiało to jego pewnością siebie; mrugnął do niej, jakby te słowa zupełnie nic nie ważyły i były wypowiedziane intencjonalnie.
      — Jeśli myślisz, że Claudia pozwoli Ci tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu, to jesteś w ogromnym błędzie. Poza tym, zamierzam wywołać niektóre z tych zdjęć — dodał płynnie, lekko klepiąc torbę z aparatem.
      Przesłałby jej oczywiście również wersję cyfrową, ale takie pamiątki zawsze preferował w formie namacalnej. Takiej, którą będzie mógł zamknąć w albumie i czasem wziąć do ręki.
      — Oczywiście mogę wysłać je pocztą, ale liczyłem na to, że tym razem nie będziemy czekać latami, żeby znowu się spotkać.

      MARCUS LOCKHART

      Usuń
  2. Uniósł jedną brew, zauważając że rumieniec na twarzy Maxine się pogłębia, bo nie miał pojęcia, że miało to związek z nieszczęsną jelitówką. Temat w żadnym stopniu go nie zgorszył — Marcusa cholernie ciężko było zgorszyć — więc mimowolnie przeszło mu przez myśl, że może mieć to związek z tym, co powiedział. Z drugiej strony był natomiast pewien, że odpowiednio złagodził ten przekaz, więc przez krótki moment nie wiedział, co o tym myśleć.
    Powiedz mi tylko, gdzie.
    Przechyliwszy lekko głowę, przyjrzał się dziewczynie pobieżnie. Nie umknęło jego uwadze, że umorusała się cynamonką i gdyby byli teraz na planie jakiejś komedii romantycznej, pewnie otarłby kącik jej ust kciukiem. Co do zasady nie musieli być nawet na planie, bo kiedy o tym pomyślał, miał ochotę to zrobić. Byłby to jednak dość intymny dotyk, a miał jeszcze w pamięci jak zareagowała, kiedy jego spojrzenie ześlizgnęło się zbyt nisko, więc ostatecznie sięgnął do torby z aparatem, wyciągając stamtąd małe opakowanie chusteczek nawilżanych, wysuwając je na środek stolika.
    Claudia brudziła się często, więc był na to przygotowany, z drobnym uśmieszkiem unosząc dłoń do twarzy, by potarciem opuszka wskazać Max, że ma tam małe co nieco.
    — Po co mówić, kiedy mogę pokazać? — zapytał swobodnie, krzyżując ramiona na piersi. Skoro Max poznała już jego siostrę, nic już nie stało na przeszkodzie temu, żeby odwiedziła go w domu. — Chyba, że będziesz wolała poczekać na mnie w aucie.
    Istniała też taka możliwość, bo wizyta w mieszkaniu nie miała mu zająć długo. Chciał się tylko zameldować Lydii i uprzedzić, że wróci późno, bo choć był dorosły, to zwyczajnie nie chciał, żeby się martwiła, a martwiła się zawsze, gdy nie wracał na noc bez słowa.
    — Claudia na pewno będzie chciała iść z nami — gdy się poprawiła, on podciągnął kraniec ust, mrużąc z lekka jedno oko. — Ale nie zdziwię się też wcale, jeśli spróbuje wypchnąć nas samych. Domyślam się, że nie bez powodu wyruszyła dziś na poszukiwania Ani.
    Wcale, a wcale by się nie zdziwił. Jego siostra była młoda, ale na tyle już bystra, by dostrzegać, ile oboje z Lydią dla niej poświęcają. I w tej dziecięcej naiwności pomyślała zapewne, że dobrze będzie, jeśli jej brat znajdzie sobie drugą połówkę. Uważał to za rozczulające, więc zaśmiał się lekko i pokręcił z wolna głową, zarówno z powodu tej dziecięcej naiwności, jak i faktu, że przypadkiem przyprowadziła mu akurat Max, która przypadkiem przebrała się za nikogo innego, jak ukochaną Gilberta, w którego wcielał się dziś z bardzo marnym skutkiem.
    Czy się tym przejmował? Wcale.
    — Myślisz, że Angela i Cody poczują się trochę raźniej, jeśli wyślemy im fotkę? — zagadnął, bo nie znał przyjaciół Max na tyle, żeby to wiedzieć. Z okazjonalnych spotkań w ramach projektów znał ich jednak na tyle, by się tym zainteresować. Zarówno Angela, jak i Cody wydawali mu się zawsze w porządku, więc pomimo tych paru żartów nie cieszył się wcale z ich choroby.

    MARCUS LOCKHART

    OdpowiedzUsuń
  3. hello, sweet peach 🍑

    — I dobrze — mruknął, słysząc jej odpowiedź. — Nikt normalny nie powinien — dodał zupełnie poważnie. Randki i nie-randki na cmentarzu brzmiały filmowo. Raczej niezbyt uroczo, co najmniej mrocznie, a może nawet i przerażająco. Evan jednak nie bał się tego miejsca. Od dziesięciu lat spędzał tutaj wiele czasu. Początkowo był tutaj codziennie, potem coraz rzadziej, by w pewnym okresie, gdy uderzał o dno, nie przychodzić tu wcale. Później zrozumiał, że to miejsce, że wspomnienie tej konkretnej osoby trzyma go w ryzach. A mimo to, nadal zdarzało mu się robić rzeczy, których robić nie powinien. Jak na przykład rzucać się na nią w tamtym pokoju. Jak na przykład zabierać ją na Green-Wood Cemetery. Bywał durny i głupi, a dzisiaj kierowany dodatkowo alkoholem, zdołał obrócić swój stan upojenia tak, aby zamiast agresji i przygnębienia czuć dziwną wesołość. Przyczyniła się do tego Maxie, która go bawiła. Ale pewnie nie powinien jej tego mówić. Więc nie mówił.
    Zdarzało mu się też robić rzeczy, które powinien. I dzisiaj, wbrew wszelkim pozorom, też ich nie brakowało. Dlatego podał jej rękę. Czuł się w dziwnym obowiązku, w chorym poczuciu odpowiedzialności za Riley, skoro przyciągnął ją aż tutaj. Nie chciał, aby cokolwiek jej się stało i zdawał sobie przy tym sprawę, że przecież do tej pory to on był dla niej największym zagrożeniem. A jednak brnął w to nadal. I zrobił znowu coś, co powinien. Oddał jej bluzę, choć ta wcale nie należała do niego, ale nie chciał przecież, żeby zmarzła. Kiedy ściągnął obszerny ciuch, chłód zakuł nieprzyjemnie w rozgrzaną skórę ramion. Luźny t-shirt bez żadnych nadruków różnił się znacząco od polówki, w której przyszedł na imprezę. Evan bez kołnierzyka pod szyją wyglądał inaczej – jak zwyczajny, młody mężczyzna, a nie dupek w garniturze. Roth czasami stawał się chłopięcy, mimo tego, że coraz bliżej było mu trzydziestych urodzin, to w odpowiednich okolicznościach i w odpowiednim towarzystwie, stawał się chłopięcy. Od zawsze miał w sobie coś z rozrabiaka, pierwiastek łobuza, który źle ukierunkowany doprowadził go do tego momentu w życiu, w którym był tak właściwie sam.
    Może właśnie świadomość samotności, może ten wypity alkohol, rozmowa z Maxine, jej sytuacja z odkrytą dopiero co siostrą – może to wszystko złożyło się na to, że poczuł potrzebę. Może nie palącą, nie gniotącą, ale potrzebę. Żeby podzielić się z kimś tą swoją samotnością. Padło na Riley. Bo trochę była pod ręką. Trochę pijana. Trochę zabawna. I trochę wystraszona.
    — To czym się martwisz? — spytał cicho, bo natura tego miejsca nakazywała mówić mu cicho. Krzyk i głośne rozmowy nie pasowały do tego parku, który w zasadzie był przecież cmentarzem. Odetchnął z ulgą, kiedy Riley złapała jego dłoń. Materiał bluzy osunął się w dół, ale nie zareagował, tylko mocniej ścisnął jej palce. Miał wrażenie, że powinien czuć się z tym dziwnie. Trzymając kruchą dłoń córki swojego pracodawcy we własnej garści. Ale nie czuł nic dziwnego.
    Zerknął w kierunku stawy w tym samym czasie, co dziewczyna o dobrą głowę niższa od niego. Nie zasłaniała mu widoku, ale Evan nawet nie pomyślał o tym, że mógłby ją w tej wodzie utopić. Odbili więc od linii brzegu, zeszli niżej, między kilka pagórków. W tym miejscu było mniej drzew, głównie gęste krzewy, które teraz, wiosna, kwitły różnymi kolorami i w ciągu dnia mamiły zapachem owady. Teraz kwiatowa, słodka woń płynęła lekko wraz z chłodnymi podmuchami wiatru.
    Kilka rzędów jasnych, łukowatych nagrobków zdobiło tę polankę. Nie widać było stąd płotu odgradzającego cmentarz od ulic, ale za to na horyzoncie pojawiały się mauzolea i posągi. Evan wszedł między pomniki, kluczył przy płytach, również tych płasko umieszczonych na trawie. Znał to miejsce na pamięć. Ciągnął Maxine nieco za sobą, a gdy nagle się zatrzymał, zacisnął mocniej palce na dłoni Max. Zasłaniał jej sobą widok na nagrobek, który go interesował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Tu jest moja siostra.
      Mruknął tylko. Ta głupkowata wesołkowatość rozprysnęła, ale Evan nie brzmiał tak, jakby był zły. Raczej przygnębiony i zawiedziony. Głównie tym, że spotykał się z kamienną płytą, a nie roześmianą blondynką. Cofnął się o krok, teraz to Max stała pół kroku przed nim. Nie był pewien, co powinien był zrobić, a to nie było do niego podobne. Westchnął, a odkryte ramiona okryły się gęsią skórką.
      Joyce S. Roth. 15.01.2001 - 24.06.2016.

      Evan Roth

      Usuń
  4. Antonio miał dziś dzień, który nie trzymał się żadnego planu. Rano wszystko zaczęło się od rzeczy małych, ale irytujących — przesunięte rozmowy, telefony, które nie kończyły się decyzjami, tylko kolejnymi pytaniami. Ludzie mówili do niego jak do kogoś, kto ma czas, a on nie miał go więcej niż zwykle. Tylko mniej cierpliwości. W pewnym momencie przestał nawet udawać, że dzień idzie normalnie. Odwołał jedno spotkanie, potem drugie, w końcu kolejne bez większego tłumaczenia. Nie było w tym dramatów, raczej zmęczenie czymś, co nie chciało się domknąć. Wyszedł na miasto bez konkretnego celu. Chciał tylko przejść kawałek, złapać oddech, przestać reagować na każdy bodziec.
    Times Square był błędem, ale nie takim, którego jeszcze nie dało się znieść. Szedł przez tłum, trzymając się swojego tempa, trochę z boku całego ruchu. W pewnym momencie telefon przestał go interesować, schował go do kieszeni i po prostu szedł dalej, patrząc przed siebie. I wtedy wszystko się zmieniło. Najpierw nie było niczego oczywistego. Tylko drobne zaburzenie ruchu. Ludzie zaczęli się oglądać, ktoś przyspieszył, ktoś krzyknął. Tłum nie przestał się poruszać, ale stracił sens kierunku. Antonio zatrzymał się odruchowo, mrużąc oczy, aby poprawić sobie ostrość widzenia pośród pełnej ciemności. Nie dlatego, że wiedział, co się dzieje. Raczej dlatego, że ciało szybciej niż głowa rozpoznaje, kiedy coś jest nie tak.
    Wtedy zobaczył kobietę, która wyraźnie znajdowała się w poważnych tarapatach. Leżała na ziemi w przejściu. Wokół wciąż był ruch, za dużo nóg, za mało przestrzeni. Ktoś obok niej się potknął, ktoś ją zahaczył, nikt nie miał czasu się zatrzymać. Potrzebował chwili, aby rozpoznać kim była poszkodowana. To była Maxine. Ruszył od razu.
    Przepychał się przez ludzi, nie zwalniając. Ktoś go uderzył barkiem, ktoś wszedł mu w drogę, ale nie reagował na nic poza dystansem, który musiał pokonać.
    — Hei! — rzucił krótko, żeby zrobić sobie przejście. Kiedy był bliżej, przykucnął od razu. Jedną ręką odsunął czyjąś nogę, która była za blisko jej ręki. — Spostatevi! — powiedział głośniej, po włosku, już bez tonu prośby. Tłum nie reagował od razu, ale zaczął zwalniać, jakby dopiero teraz docierało do niego, że coś tu nie działa jak powinno.
    Antonio pochylił się nad nią i chwycił ją pod ramię, stabilnie, żeby odciągnąć ją z miejsca, gdzie nadal tłum wyraźnie zagubionych w sytuacji ludzi wpadał na siebie szukając drogi ucieczki.
    — Maxine — powiedział krótko, niżej. — Patrz na mnie. Zaraz cię stąd zabiorę. Boli cię coś?
    Nie było w tym nic więcej niż potrzeba utrzymania jej przy świadomości i wyciągnięcia jej z tej przestrzeni jak najszybciej.
    Odciągnął ją na bok, poza główny nurt przejścia. Schody były niskie, metalowe, prowadzące do zamkniętego już lokalu. Wystarczające, żeby na moment wyrwać ją z tego, co działo się na środku ulicy.
    — Siadaj — powiedział krótko, bardziej spokojnie niż wcześniej, ale nadal bez miejsca na dyskusję. Pomógł jej usiąść na schodkach, trzymając ją jeszcze sekundę, żeby upewnić się, że nie straci równowagi. Dopiero wtedy puścił, przykucając obok, tak żeby mieć ją w zasięgu wzroku i jednocześnie zasłonić od strony ulicy.
    — Nic ci się nie stało? — zapytał uważnie się jej przyglądając.

    Antonio ✨

    OdpowiedzUsuń
  5. [Łapie słoneczko ☀️]

    — Nie gadałaś głupot — odezwał się jeszcze, słysząc jej odpowiedź. Maxine niepotrzebnie urządzała teraz samobiczowanie, które nie miało przynieść żadnych skutków. Evan wiedział, że Max nie gadała glupot. Nie powiedziała tak w zasadzie nic. Broniła się jedynie przed nim. Przed jego wściekłością, przed jego atakami, które wynikały nie tylko ze złości, ale i kompletnej bezradności. Chciał jednak, aby wiedziała, że nie miał jej za złe, cokolwiek nie powiedziała w tamtej sypialni, zdołał się już z tym pogodzić. Nie dlatego pokazywał jej to miejsce. Chciał jej pokazać nagrobek swojej siostry, by móc usprawiedliwić samego siebie. To było chore. To nie było normalne, a Roth zachowywał się jak łajdak.
    Potem już bez słowa prowadził ją do tego miejsca. I wiedział, że ona wie. Czuł to, kiedy mocniej zaciskała palce na jego dłoni. I, kurwa, wcale nie było mu z tym źle. Złapał ją tylko dlatego, by móc ją przeprowadzić przez labirynt grobów, mauzoleów, ścieżek i krzewów, ale z jej drobną dłonią we własnej garści czuł się zaskakująco dobrze. Na miejscu.
    Szybko jednak zganił się za te myśli, bo w ogóle nie powinny powstać. Nie miał prawa myśleć o Max w kategorii komfortu. Nie powinna być dla niego wygodna.
    Słyszał.
    Pytanie Riley dźwięczało w jego uszach, ale długo nie odpowiadał, dając jej nawet złudne wrażenie, że mówiła zbyt cicho, by do niego dotrzeć. Wsunął dłonie do kieszeni spodni i tam natrafił na szkło. Dwie, kolorowe dwusetki jakiejś wódki. Wyciągnął je i jeszcze przez chwilę stał w bezruchu, wpatrując się w plecy Max.
    Riley. Kurwa. Była córką jego szefa. Nie powinien prowadzać pijanej córki swojego szefa po cmentarzach. Sam też nie był trzeźwy. Gdyby był, zbyłby kurdupla prychnięciem. Ale nie był trzeźwy. Tym się usprawiedliwiał, w tym szukał sensu, a skoro tak robił, nie mógł być aż tak pijany.
    — Hm.
    Mruknął krótko, wyprzedzając Max. Po chwili usiadł na chłodnej trawie, plecami wspierając się o nagrobek. Spojrzał w bok, pod niezbyt wygodnym kątem szczytując z niego litery. Ugiął nogi w kolanach, oparł na nich przedramiona, a że w dłoniach trzymał dwie butelki – jedną z żółtym płynem, drugą z czerwonym, uderzył szkłem o szkło. Delikatnie.
    — Siadaj, Max.
    Ruchem głowy wskazał miejsce obok siebie, gdzie mogłaby oprzeć się o płytę, ale równie dobrze mogła usiąść naprzeciwko i oprzeć się o tył czyjegoś grobu. Mogła też stać. Nie zamierzał przecież zmuszać jej do tego, aby siadała.
    — Joy nie ma nic przeciwko — dodał, gdyby nagle w Riley obudziło się poczucie, że coś bezcześci. To było miejsce Evana. Jego bezpieczne miejsce. Takie, w którym szukał wytchnienia i równowagi. Może dlatego wymawiał się teraz wolą nieżyjącej siostry, aby Max czasem nie schlebiała sobie zbyt bardzo.
    Odstawił butelkę z żółtym alkoholem obok, zostawiając ją do dyspozycji dziewczyny. Sam odkręcił tą z czerwonym i pociągnął spory łyk. Sztuczna słodycz mieszała się z piekącym smakiem alkoholu. Skrzywił się.
    — Na pewno chcesz o tym słuchać? — spytał ciszej. — Joyce nie była chora. Nie przygotowaliśmy się na to — ostrzegł. Bo historia o śmierci nastolatki nie miała być długa, ale nie była też lekka. Nie było w niej mowy o przygotowaniu, oczekiwaniu i pogodzeniu się. — Na pewno? — spytał raz jeszcze, dając Maxine wybór. Patrzył teraz na nią, zadzierając głowę. Potylicę oparł o zimny kamień i posłał tej, której nie powinno tu być, krzywy uśmiech.

    Evan Roth

    OdpowiedzUsuń
  6. Ktoś, kto popatrzyłby teraz na bliźniaczki z boku, mógłby uznać całą scenkę za uroczą. Jedna z sióstr klęcząca przy drugiej i nieporadnie obejmująca ją ramionami. Policzek jednej oparty o czubek głowy drugiej. Ilustracja niczym z bajki. Ale zarówno Andy, jak i Max nie miały poczucia, aby były w bajce. Nic w tym, co teraz przeżywały, nie było urocze. Nie mogło być. Wilson była wdzięczna Riley za jej obecność, ale była wściekła na rodziców, że przez ponad dwadzieścia lat postanowili udawać, że ktoś taki jak Riley w ogóle nie istniał. Max istniała. Maxie była teraz obok, ale powinna być blisko przez cały ten czas. Bo Andrea też początkowo poczuła się nieswojo, kiedy szczupłe ramiona siostry ją objęły. Ale ta chwila trwała krótko. Zbyt krótko, aby w ogóle to roztrząsać. Dobrze się czuła w tych objęciach. I pewnie dobrze czułyby się tak zawsze, gdyby tylko mogły się znać wcześniej, gdyby nikt nie wpadł na chory pomysł, aby je rozdzielić.
    Zadrżała, a potem westchnęła kolejny raz. Tym razem wywołane to było poczuciem ulgi. Najprawdziwszej ulgi. Dobrze w końcu było wiedzieć, że w obliczu takiego egzystencjalnego kryzysu nie było się samemu. Nawet nie dopuszczała myśli o tym, że gdyby Maxine nie pojawiła się w jej życiu, to taki kryzys nie miałby miejsca. Obecność bliźniaczki stała się nagle naturalna i potrzebna, jakby ten instynkt, to poczucie jedności, o którym opowiadała nie tylko psychologia, ale i biologia, medycyna i wiele innych nauk, właśnie się aktywowało. Jakby te dwa elementy, które do tej pory krążyły same, w końcu na siebie trafiły i stanowiły jedność. To nie było tak, jak w komedii romantycznej. Ale Andrea czuła, że to podobna skala uczucia, ale nie większa. Może na głos nie przyznałaby, że kocha Max, ale już teraz wiedziała, że będzie jej potrzebować, że miały do nadrobienia ponad dwie dekady życia i że to wcale nie będzie łatwe.
    — Mi też, Maxie. Mi też jest przykro… — przyznała cicho, obie dłonie zaciskając na tym przedramieniu Max, które miała niemal pod swoją szyją. Nie odpowiedziała do tej pory na to, że reakcja rodziców Riley mogłaby być jeszcze gorsza. Poniekąd się właśnie tego obawiała, a naprawdę nie chciała, żeby one dwa miały cierpieć tylko z tego powodu, że ktoś kiedyś z premedytacją namieszał w ich życiorysach.
    — Dlaczego sądzisz, że twój ojciec… — zaczęła, ale ani drgnęła. Wciąż miała siostrę blisko i to było jedynym słusznym rozwiązaniem. — Dlaczego miałby zareagować gorzej? — spytała, próbując przekręcić głowę tak, aby spojrzeć na Max. Nie udało się, ale tylko dlatego, że Andy ostatecznie z tego zrezygnowała, nie chcąc przeganiać Riley od siebie.
    — Położymy się na chwilę? — To pytanie mogło się wydawać dziwne, ale nie chciała nigdzie na razie wychodzić. Chciała porozmawiać z Maxie. Być blisko.

    Andrea Wilson

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Ale urocze zdjęcie ♥ ]

    Nathaniel był przekonany, że przy ludziach udawanie, że wszystko jest u niego po staremu, wychodziło mu zaskakująco dobrze. O ile łatwo było oszukiwać swoich fanów i obserwatorów przez ekrany telefonów, w przypadku pytań, zakrywając się zmęczeniem, zmniejszonej ilości czasu czy też nową rolą. Te argumenty w przypadku dalszych znajomych bywały wystarczające, a przynajmniej nie generowały kolejnych, niewygodnych pytań. Te same zagrywki przy bliższych bywały już o wiele bardziej zawodne, a w jego życiu zdecydowanie wzrósł poziom sprzeczek czy nieporozumień. Nie był do tego przyzwyczajony i czasem zwyczajnie czuł się jak dziki, wystraszony pies zapędzony w róg uliczki. Szukanie nowych wymówek było kłopotliwe, ciężkie, a on sam stawał się nerwowy. Nie należał nigdy do osób wybuchowych, a teraz musiał poświęcać naprawdę dużo energii, by nie powiedzieć za dużo. A czuł, że umiałby. I to przerażało. Wiedział, co dokładnie powiedzieć, by ktoś dał mu spokój. Już na zawsze. A przecież nie był takim człowiekiem. Nie chciał nikomu sprawiać przykrości. Teraz jednak jakaś cześć niego podpowiadała mu, że powinien. Wówczas osiągnie upragniony spokój. Bał się. Bał się, bo wiedział, że w końcu straci siłę nad opanowaniem tej części siebie.
    Gotowanie go relaksowało. Uwielbiał to robić, zwłaszcza jeśli miał dla kogo. Z wiadomych powodów, miał mniej okazji do tego w ostatnim czasie. Jego azjatycka część dotycząca okazywania sympatii dobrym jedzeniem, była w nim silnie zakorzeniona. Doceniał to w sobie, starał w tej całej sytuacji nadal skupiać się na pozytywach i jak najdalej odrzucać te mniej przyjemne, destrukcyjne myśli.
    Obserwował reakcję dziewczyny, chcąc mieć pewność, że przygotowane jedzenie będzie dla niej smaczne. Czekał może nawet i w napięciu, a poczucie ulgi od razu nastąpiło, gdy usłyszał ten pomruk, a następnie zobaczył kciuka w górę. Nie oczekiwał swój i pochwał. Był uważnym człowiekiem, który skupiał się na szczegółach, które pomagały mu w kontaktach międzyludzkich. Drobne gesty, zmiana mimiki czy postawy, to wiele mówiło, a on od dziecka był uczony odczytywać te sygnały.
    – Całkiem mi się spodobało – przyznał szczerze. Zapewne, gdyby był bardziej sobą i mógł wykrzesać z siebie większą ilość energii, jego odczucia byłyby jeszcze silniejsze. Jednak nadal liczył na to, że może przy kolejnym projekcie, wkręciłby się w to wszystko bardziej. O ile oczywiście jego osoba się przyjmie. Wiedział, że jako osoba, która posiada już zasięgi, było mu o wiele łatwiej niż komuś początkującemu. Właśnie przez liczbę obserwatorów padła ta propozycja, by to właśnie on zagrał drugoplanowa postać. Nadal dużo dla kompletnego amatora. Jednak nie ciągnął historii na swoich barkach, a mimo to, spora część z osób go obserwujących, wykupi dostęp do serialu i go obejrzy. Jego zadaniem było wypaść na tyle dobrze, by nie zostać kompletnie zjechanym przez krytyków i nie zamknąć tych drzwi.
    – Moja część już się zakończyła. To nie jakaś wielka rola, ale mimo wszystko – mruknął, uśmiechając się. – Będę wyczekiwał twojej recenzji! – dodał, zaraz wsuwając w usta większy kawałek lasagne. – O ile oczywiście będziesz chciała obejrzeć.
    – Zobaczymy jak się przyjmie. Może będzie okazja popracować przy drugim sezonie. Moim zdaniem ma szanse, ale cóż, sam nie jestem obiektywny – zaśmiał się cicho. – Mam nadzieję, że nie wyjdę jak jakieś drewno. Choć reżyser mówił, że jak na początkującego to jest naprawdę dobrze. Nie miałem jakoś masakrycznie dużo dubli – pochwalił się, popijając zaraz kęsa colą.
    Przeciągnął się lekko, wycierając chusteczką usta.
    – A twoje studia jak? – dopytał z zainteresowaniem.
    Nie chciał gadać w sumie tylko o sobie, tym bardziej, że musiał uważać, by nie powiedzieć niczego za dużo. Nie chciał przecież pokazywać prawdy, że właściwie kiepsko sobie radzi.


    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  8. Roth był dupkiem. Wiedziała to Maxine i wiedział to sam Evan, który nigdy nie udawał, że jest inaczej. Bycie dupkiem było zaskakująco łatwe, bo można było mieć wyjebane na wiele rzeczy – na zasady, na uczucia innych ludzi, na swoje własne uczucia, na komfort innych, na powinności i ich ewentualny brak. Evan lubił być dupkiem, bo to po prostu ułatwiało mu życie, ale bycie dupkiem w jego przypadku nie wzięło się znikąd. Nie urodził się kimś takim, nawet nie wyrastał na kogoś takiego. Był po prostu zagubionym chłopakiem, który sam nie mógł przepracować żałoby po stracie siostry, a nikt z bliskich mu osób nie pomógł. Miał żal, był wściekły. Zarówno względem matki, jak i ojca. Jednak już dawno przestał ich szanować, bo miał na tych ludzi po prostu wyjebane. Co innego dziadkowie w Teksasie. Rodzice jego matki zgarnęli go na całe lato po śmierci Joyce. Tam sobie radził, tam ogarniał, tam przytulał się do babci i bawił się z ich psami, pomagał przy farmie i dbał o konie. Ale lato się skończyło, a on wrócił do Nowego Jorku i trafił na znowu skłóconych rodziców. Wszystko do niego wróciło ze zdwojoną siłą. Wtedy zaczął odwiedzać Joy częściej, kilka razy w tygodniu, potem codziennie. Przecież tylko z nią mógł porozmawiać.
    Jednak nawet to, że chwycił dłoń do Maxine, że oddał jej swoją bluzę, nie czyniło go dupkiem. Albo po prostu zmniejszało skalę bycia dupkiem. Jakby wyłączył w sobie tę obronną funkcję właśnie przy niej. Przy córce swojego szefa. Była ostatnią osobą, przy której powinien się był tak odkrywać. Nie mógł już jednak cofnąć czasu.
    Przyprowadził ją tutaj. Na cmentarz na Brooklynie, do swojej siostry. Po co? Nie wiedział. Nie znajdował racjonalnego powodu do tego, aby targać tutaj Maxine w chłodną, nowojorską noc. Riley nie była dupkiem, daleko jej było do kogoś takiego, jak Roth. Była dobra, sympatyczna, łagodna i pełna ciepła. Nie mógł jej tego odmówić, choć nie znał jej zbyt dobrze.
    Dlatego patrzył teraz na nią z pewnym smutkiem. Obserwował, jak rozsiadała się na trawie, nieopodal nagrobka, a tak właściwie to jego nóg. Patrzył, jak zmieniła po chwili pozycję i nie umknęło też jego uwadze to, że uciekła przed nim spojrzeniem. Krzywy uśmiech wpełzł na jego twarz, a potem znowu odchylił głowę i przestał po prostu patrzeć na dziewczynę.
    — No tak. Nie dałem ci wyjścia — mruknął cicho, robiąc kolejny łyk. Maxine mogła usłyszeć jego ciche westchnienie, a potem dojrzeć, że nie mówił, bo z tej butelki zawierającej może ćwierć litra, wypił wszystko na raz. Odrzucił szkło w bok i bardziej osunął się po chłodnej płycie nagrobka. Riley mogła wejść w google i podobnie, jak z jego drużyną hokeja, znaleźć sobie informacje o jego siostrze. Pisali o tym artykuły. Nawet komendant nowojorskiej policji występował z oficjalnym przemówieniem, kiedy rodzina Rothów oskarżyła służby o zaniedbanie.
    — Nasi rodzice się rozwiedli, Joy została z matką, jak przeprowadziłem się z ojcem, ale Joy chciała zmienić w pewnym momencie szkołę i… — mruknął. Mówił cicho, bez tej agresji i pretensji w głowie, którą mogła znać z jego brzmienia. — Matka naciskała na liceum artystyczne, ojciec się nie zgadzał, przepychali się między sobą, aż minął termin na składanie podań i… — urwał, sięgając dłonią po drugą butelkę, skoro Max jej nie chciała. Ale nie odkręcił jej. Jeszcze nie. — Joyce uciekła z domu. Pisała do mnie, ale nagle przestała odpisywać. Wiedziałem, że coś jest nie tak. W skrócie… — Musiał w skrócie, bo inaczej sam by nie przetrawił. Nigdy jeszcze nikomu o tym nie opowiadał. — Policja to zignorowała. A po kilku godzinach… — Teraz odkręcił butelkę, musiał zapić czymś gulę, która rosła mu w gardle. — Usłyszałem w radiu, że znaleziono ciało młodej kobiety w Mohonk Preserve. Ciało, rozumiesz? — Spytał jeszcze ciszej. Zrobił kolejny łyk. — Dwójka kolesi, która ją zgwałciła i zabiła siedzi za kratkami.
    Chociaż tyle miał ze sprawiedliwości od świata. Spojrzał na Maxine, wyciągając w jej stronę napoczęty alkohol.

    Evan Roth

    OdpowiedzUsuń