Witaj w Nowym Jorku
mieście, które nigdy nie zasypia...

[KP] Abuse can feel like love. Starving people will eat anything

Knox Torrence
24.08.1997r. | człowiek bez przeszłości | i bez przyszłości | uprowadzony w wieku 11 lat | cudownie odnaleziony | puste spojrzenie | blizny na ciele, które od kilku miesięcy zakrywa nowymi tatuażami | kiepsko czyta, kiepsko pisze, kiepsko myśli | nie radzi sobie, choć desperacko próbuje | rysuje i stawia pierwsze kroki w robieniu tatuaży | unika dużych skupisk ludzi | praktycznie się nie odzywa

Wbija spojrzenie jasnych oczu w powiększającą się plamę krwi. Kremowy dywan nasiąka posoką, w pokoju unosi się mdlący zapach żelaza. Nie słyszy ostatniego rzężenia, nie widzi drgawek, które opanowały jego ciało tuż przed śmiercią. Patrzy na krew i czeka. Czeka, aż on wstanie i kolejny raz pokaże mu, gdzie jego miejsce.

Ale nic takiego się nie wydarzy. On się nie rusza. Wydaje z siebie ciche westchnienie i zastyga z otwartymi oczami, ustami i czaszką roztrzaskaną w drobny mak. 

Siada na podłodze, zgina nogi i obejmuje je ramionami, wpatrując się w trupa. Nie ma pojęcia, jak długo to trwa. Dzień zmienia się w noc, noc w dzień, dzień w kolejną noc. Jest przyzwyczajony do burczenia w żołądku, do niezałatwiania potrzeb fizjologicznych przez długi czas, do braku wody, póki nie znajdzie się na granicy życia i śmierci z odwodnienia, do odmawiania snu, może spędzić w takim stanie kilka dni i właśnie to robi. Czeka. Czeka, aż on się podniesie. Czeka, aż koszmar wróci. Czeka, czeka, czeka.

W końcu rozumie, że nic takiego się nie stanie. Wciąga głęboko powietrze cuchnące gnijącym mięsem i fekaliami, po czym podnosi się z trudem, rozciągając zesztywniałe mięśnie. A potem udaje się do wyjścia i nikt go nie zatrzymuje. Z pustym spojrzeniem, pustą głową, pustym życiem idzie skrajem jezdni w pierwszym lepszym kierunku, bo i tak nie ma pojęcia, gdzie się znajduje. Nie słyszy trąbienia i nawoływania, nie wie, że ktoś zatrzymuje się obok niego. Nie pamięta wsiadania do samochodu. Nie pamięta drogi ku wolności.

Pamięta tylko swoje imię i jej twarz, gdy patrzyła na niego ostatni raz. Niczego więcej.


fc. Neels Visser

tytuł: Kill Switch, Devil's Night series, P. Douglas

4 komentarze

  1. Przez długi czas nie zakładała, że jeszcze kiedyś go zobaczy. Kiedy po wskazaniu policji miejsca, gdzie byli przetrzymywani wraz z Knoxem dostała wiadomość zwrotną, że nic ani nikogo tam nie było, że nie ma śladów obecności kogoś więcej, że nic nie wskazywało na to, aby poza Charlene przetrzymywany był jeszcze jakiś chłopak, zaczęła się zastanawiać czy w którymś momencie go sobie nie wymyśliła. Ale Knox przecież istniał. Wiedziała to. Znała go od zawsze. Zawsze był w jej życiu, nawet w tym odległym, niemal obcym. Ale był.
    A później cała Ameryka żyła kolejnym, cudownym odnalezieniem, a ona dostała potwierdzenie, że Knox żył. Przetrwał. Wytrzymał. Znowu był z nią w tej nowej rzeczywistości, chociaż w ogóle go nie było. Bo nie poszła do sąsiedniego domu, kiedy mama powiedziała, że rozmawiała z jego mamą. Ona też jej nie zachęcała. Jakby wolała trzymać Charlene z daleka od przeszłości. Brudnej, zimnej, pachnącej ziemią i stęchlizną.
    Mama chyba słyszała jak Charlene co noc wstawała z łóżka i siadała na podłodze. Jak powtarzała sobie szeptem, że jest już wszystko dobrze, że jest w domu. W prawdziwym domu, że jest bezpieczna, że to dom, dom, dom. Dom, który w ogóle nie przypominał domu, nie pachniał ciasteczkami i watą cukrową, jak to zapamiętała, albo jak wydawało jej się, że pamiętała.
    Charlene kilka razy próbowała. Chciała przejść te krótką odległość i po prostu pojawić się w jego drzwiach. Ale później zastanawiała się nad tym, co miałaby mu powiedzieć. Jak miałaby mu powiedzieć, że kiedy pomógł jej uciec, Felix znowu ją złapał. Zamknął. Nie pozwolił na to, aby ponownie była z Knoxem. Nic jej nie mówił, chociaż błagała go, żeby powiedział jej, co z nim.
    Chciała go znaleźć. Kiedy udało jej się uciec drugi raz, naprawdę chciała zrobić to z nim, razem, ale nie mogła go znaleźć. Tak jakby go tam nie było. Może uciekł? Może… nie chciała kończyć tamtych myśli.
    W każdym razie, poczuła ogromną ulgę, kiedy już wiedziała na pewno, że żył. I strach, bo chociaż chciała, nie potrafiła się zmusić by pójść, przywitać się, zapytać… być znowu razem.
    Musisz poznać nowych ludzi. Powinnaś zacząć nowe życie, Charlene. Co w języku jej matki oznaczało, że powinna trzymać się z daleka od sąsiada.
    I tak też robiła, chociaż nie przez matkę. Za każdym razem, kiedy wstawała rano i mówiła sobie, że dzisiaj z nim porozmawia, wzrokiem natrafiała na ciemną postać w oknie i zamierała. Chciała. Tak bardzo chciała, ale nie potrafiła.
    Do studia tatuażu weszła jak wszędzie, z lekką dozą niepewności, chociaż wcześniej już tu była, rozmawiała z Jamie, ustalała projekt. Nie była w całkiem obcym miejscu, a jednak wciąż stawiała niepewne kroki i miała wrażenie, że w każdej chwili może się coś wydarzyć. Jakby ręce Felixa znowu miały zacisnąć się na jej ustach, chociaż wiedziała, że go już nie ma.
    — Dzień dobry, byłam umówiona z Jamie — powiedziała łagodnie i zamknęła powoli za soba drzwi. Rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając znajomej twarzy. Znajomej twarzy Jamie. Ale jej nie było. Była inna znajoma twarz. Zbyt znajoma.

    no cześć

    OdpowiedzUsuń
  2. — Knox — wyszeptała cicho, bo tylko tyle była w stanie z siebie wydusić. Sięgnęła też dłonią klamki, zaciskając na niej mocno palce, jakby potrzebowała oparcia. Chwycenia się mocno czegoś stabilnego, bo kiedy ich spojrzenia się spotkały, miała wrażenie, że cały świat w jednej chwili się zawalił. To… nie spodziewała się go tutaj. Nie chciała spotkać się z nim w taki sposób. Przez przypadek, niechcący, bez konkretnego powodu i w dodatku… tak.
    Widziała go wcześniej, ale dopiero teraz dotarło do niej w pełni, widząc go całego, zdrowego, po prostu… wolnego, że to się stało naprawdę. Słysząc jego głos, jej serce zabiło szybciej. Jednocześnie cała zadrżała na dźwięk upadającego urządzenia. Niby widziała, co dokładnie się stało, ale jej ciało reagowało samo, przez lata żyjąc w napięciu.
    Przez cały czas stała w miejscu, wpatrując się dokładnie w niego. W to, jak sięga po urządzenie, jak się prostuje, jak przygląda się szkodom. Po prostu stała i gapiła się na niego, jednocześnie myśląc o wszystkich wspólnych latach, wszystkich miesiącach w samotności, próbując wyciągnąć od Felixa cokolwiek na jego temat, o Felixie… o tym, że Knox go zabił. Zabił go gołymi rękoma. Czytała artykuły. Śledziła wiadomości, chociaż pospiesznie wyłączała telewizor, gdy tylko rodzice wchodzili do pomieszczenia. Bo miała ruszyć dalej. Ale Knox… patrzyła na niego. Patrzyła i nie rozumiała. Nic nie rozumiała. Czuła się jakby na nowo znaleźli się sami w celi. Jakby wszystko przestało istnieć i mieć znaczenie.
    Rozchyliła wargi i wzięła głęboki, łapczywy oddech.
    — W porządku — powiedziała szybciej niż pomyślała. Jakby chciała mu udowodnić, że wszystko jest dobrze, a spotkanie go tutaj, wcale nie spowodowało, że jej świat się zatrzymał — ja… chciałam przyjść, Knox — powtarzała jego imię, jakby testowała na nowo jego brzmienie po takim czasie bez wypowiadania go. Jakby musiała się na nowo oswoić, przyzwyczaić. Jakby sprawdzała czy tęskniła za jego brzmieniem w swoich ustach, czy wciąż brzmiało tak samo jak wtedy, gdy błagała Felixa, żeby cokolwiek jej powiedział, zaprowadził ją do niego, jak błagała żeby obiecał, że nic mu nie zrobił — moja mama… — zaczęła, ale zacisnęła szybko wargi. Była dorosła. Wiedziała o tym, ale tak naprawdę gdy wróciła do życia, wciąż czuła się jak dziecko, wciąż była tak traktowana. I chcąc powiedzieć, że mama sugerowała, że nie powinna, zdała sobie sprawę z tego jak absurdalnie to brzmiało — gdzie byłeś? — Spytała cicho, patrząc na niego — on… nic mi nie chciał powiedzieć. Nic mi nie mówił. Nic nie chciał powiedzieć — wyszeptała, nadal nie robiąc nawet pół kroku na przód.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziała, co ma zrobić. Może zgodzenie się na wykonanie tatuażu przez niego było błędem. W zasadzie, nie może. Po krótkiej wymianie zdań, była tego pewna, ale nie potrafiła się tak po prostu wycofać.
    Widziała, że był na nią zły. Chyba nawet umiała to zrozumieć, chyba, nie była pewna. Bo… czy to on nie mógł przyjść do niej? Czy to było tak ważne, aby ona zrobiła pierwsza ten krok? Żeby to ona przyszła do niego? Dlaczego nie mogło być na odwrót? Dlaczego to on jest zły, a ona z góry czuje się jak winna? Ona też była w zamknięciu. Ona też cierpiała, Felix też ją ranił. To…
    — Knox… — zacisnęła usta, gdy stwierdził, że ma się nie tłumaczyć. Nie podobało jej się jego zachowanie, ale nie czuła się na tyle pewnie, by mu się przeciwstawić. Kiedy byli zamknięci razem, mogła powiedzieć, że go zna. Myślała, że to nadal będzie działało, ale ostatnie lata rozłąki sprawiły, że… stał przed nią zupełnie inny Knox. Zastanawiała się czy to on się zmienił, czy ona. — Przepraszam — szepnęła, chociaż to nie były do końca szczerze przeprosiny. Nie czuła się z nimi w porządku, bo przecież on też mógł do niej przyjść. Wiedział, że jest obok. Skoro miał do niej żal o to, że nie pojawiła się w jego drzwiach, wiedział, ona też była w jego zasięgu. To on mógł przyjść — to wszystko jest tak cholernie trudne — powiedziała, próbując podjąć jeszcze jedną próbę wytłumaczenia się. Widząc jednak jego minę, zwątpiła.
    Spojrzała na tablet i tylko skinęła lekko głową.
    — Jest… ładny — powiedziała, kiwając lekko głową, chociaż miała wrażenie, że czegoś w nim brakowało. Nie umiała jednak określić tego słowami. — Myślałam o wewnętrznej stronie ramienia, ale… jeżeli uważasz, że gdzieś będzie lepiej wyglądać… znasz się na tym lepiej ode mnie — stwierdziła, przenosząc spojrzenie z tabletu na ścianę przed nią. Zastanawiała się czy na pewno musiała mieć ten tatuaż już dzisiaj. Owszem, nie mogła się go doczekać, ale Knox… czuła, że jej tu nie chciał.
    — Naprawdę będziemy udawać, że jesteśmy dla siebie całkiem obcy? — Spytała, spoglądając na niego z prawdziwym niezrozumieniem. To było dla niej cholernie nielogiczne i nie potrafiła pojąć, skąd w nim, aż tyle złości.

    😩

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamrugała z niedowierzenia, bo słowa, które wypowiadał… bolały. Wszystko co mówił, sprawiało jej ból, którego nie potrafiła zablokować. Nie potrafiła pogodzić się z tym, że po tylu wspólnie spędzonych latach, wspólnym trwaniu z Felixem, teraz to Knox był tym, który ranił. Na zupełnie innym poziomie, ale ranił. Bolało. Tak cholernie mocno. Wiedziała, że i on miał swoje rany, nosił swój własny ból, ale… chyba nie spodziewała się po nim tego, że będzie gotowy wymierzyć w nią.
    — Jakby nic się nie wydarzyło — powtórzyła za nim otępiale, nie będąc w stanie pogodzić się z tym, co właśnie się stało. Rozumiała, że mógł mieć do niej żal, że nie pojawiła się u niego od razu, że wciąż się w sobie zbierała, że te dzisiejsze spotkanie to przypadek, który pewnie tylko bardziej go zabolał przez to, że nie przyszła prosto do niego, ale… wciąż mierzyła się ze swoimi demonami. Mogła próbować tłumaczyć się tym, że sama ledwo potrafiła oddychać, że sklejała siebie, mogła… Ale widziała w jego oczach, że to niczego by nie zmieniło. Dla niego nie była już tą samą Charlene, chociaż ona wierzyła, że kiedy w końcu się odważy, przed nią wciąż będzie stał ten sam Knox, którego zostawiła, za którym tęskniła, o którego błagała Felixa.
    Kiedy dotknął jej ramienia, przygryzła mocno policzek od środka.
    — Naprawdę zamierzasz udawać, że… jesteśmy obcy? — Nie mogła przestać myśleć o jego słowach, przez co temat samego tatuażu przestał mieć dla niej znaczenie. Jasne, chciała go dalej zrobić, ale to Knox był ważniejszy — ja… nie wiem jaka jestem na wolności — szepnęła. Może powinna uszanować jego decyzje, zamknąć się i skupić się na tym, po co tutaj była. Na projekcie, na tatuażu, nie na nim, nie na przeszłości. Nie potrafiła.
    Niby słyszała, jak mówił o tatuażu, jak zadawał pytania, ale ona nie mogła na to odpowiedzieć. Czuła jedynie ciężar, który przygniatał ją z każdą sekundą mocniej i mocniej. To było bezsensu. Niepotrzebnie tu weszła, widząc go powinna od razu wyjść, wycofać się. Te przypadkowe spotkanie utwierdzało ją tylko w przekonaniu, że nawet jeżeli przyszłaby do niego wcześniej, wcale nie byłoby łatwiej. Obwiniał ją, jakby to wszystko było jej winą, to, że tak długo to wszystko trwało.
    Chciała mu powiedzieć, że nie żyła przez te dwa lata, że przez te dwa lata dzień w dzień błagała Felixa by pozwolił jej zobaczyć Knoxa chociaż przez kilka sekund, udowodnił, że wciąż żył.
    — To były najgorsze dwa lata mojego życia — wyszeptała, spoglądając na niego i próbując odnaleźć w jego rysach twarzy coś znajomego, coś co utwierdziłoby ją w tym, że Knox wciąż był tym samym Knoxem, którego znała — mówił ci o mnie? Czy Felix coś ci mówił? — Spytała zachrypniętym, zduszonym od emocji głosem, ignorując jego słowa, że nie chciał o tym rozmawiać.

    🥲

    OdpowiedzUsuń