aktualności

06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

23/11/2020

[KP] My, my those eyes like fire in my head


 Kyle Monroe

29 lat | prawnik | doktorant na CU | junior associate w kancelarii Lynnch&Shepard | syn Aarona Sheparda, ale posługuje się nazwiskiem matki, by nikt nie oskarżył ojca o nepotyzm | starszy brat wyjątkowo nieprzyjemnego typa | nie, żeby sam był od niego lepszy

Od zawsze wiedział, że jego życie nie będzie łatwe. W szkole musiał starać się bardziej, być najlepszym z najlepszych. W domu był idealnym synem. Nigdy nie zaznał rodzicielskiej miłości, choćby nie wiadomo jak bardzo był wspaniały.

Więc w końcu przestał być idealnym dzieckiem, choć poza domem nie potrafił być inny niż wcześniej. Nawet nie lubił się uczyć, ale zawsze to robił. Ukończył liceum z najlepszym możliwym wynikiem, tak samo jak studia, a później postanowił, że zrobi jeszcze doktorat, mimo że kariera naukowa nigdy go nie interesowała.

Biorąc pod uwagę jego sukcesy, nikt nie śmiał podważać jego pozycji w kancelarii. Tajemnicą poliszynela jest, że najnowszy junior associate to syn człowieka, którego nazwisko widnieje w nazwie firmy. Codziennie słyszy szepty współpracowników na swój temat, ale przemierza korytarze z podniesioną głową, bo nie przejmuje się takimi rzeczami. Niczym się nie przejmuje, bo z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego. 

Raz się przejął. Raz w swoim życiu uznał, że warto zdjąć maskę nieczułego, zimnego i wyniosłego i pokazać, że jest człowiekiem. I to obróciło się przeciwko niemu. Więc zniknął z powrotem za swoim murem, którego nie zdołała przebić nawet jego żona z rozsądku. 
Bo tylko Ona zdołała tego dokonać. I tylko na chwilę.

3 komentarze:

  1. Lekkie skrzypienie pod stopami, które poczuła wychodząc z domu przywołało radosne, dziecięce wspomnienia. Ostatnio to nimi żyła. Łapała się na tym, że częściej zdarzało żyć się jej w przeszłości niż w tu i teraz, bo atmosfera panująca w domu, była… zmienna. To było najtrafniejsze słowo do opisania tego, co czuła. Nie rozumiała tylko dlaczego. Co się stało, że Nicholas w ostatnim czasie częściej wszystko komentował, na wszystko miał lepszy, efektywniejszy sposób. Cokolwiek robiła, odnosiła wrażenie, że robi źle. Sama jego obecność sprawiała, że zaczynały trząś się jej ręce nawet przy głupim myciu naczyń, bo była pewna, że zaraz okaże się, że nawet nie potrafi w odpowiedni sposób umyć patelni.
    Dlatego żyła wspomnieniami. Wspomnieniami i czasem spędzanym z Kyleigh, chociaż miała wrażenie, że nawet tego Nico pilnuje. Jakby wiedział coś o czym nie wiedziała jeszcze sama Adeline.
    Miasto zdawało się na chwilę zwolnić, chociaż Nowy Jork był słynny z tego, że to miasto nigdy nie śpi, nigdy nie zwalnia. Dziś to się stało. Addie czuła to już wychodząc z domu, a docierając na stację metra, gdzie panował większy tłok niż zawsze, tylko się w tym utwierdziła. Owszem, wszyscy się spieszyli, ale komunikacja postanowiła zwolnić. Wcisnęła się do wagonu, ściśnięta w tłumie obcych ludzi wpatrywała się w punkt przed sobą, zastanawiając się czy w kawiarni przy kancelarii też będzie tak tłoczno. Miała ochotę na kawę z cynamonem. Zwłaszcza, że śnieg sprawiał, że zaczynała myśleć o białych świętach.
    Pierwsze światełka wywieszone w witrynie jej ulubionej kawiarni nasiliły myśli o świętach. Będzie musiała wyciągnąć ze strychu karton z dekoracjami po pracy, może namówi Nicka, żeby już wybrali choinkę. Wiedziała, że mała Kyliegh będzie zachwycona, gdy dom będzie wypełniony świątecznymi dekoracjami. Z tą myślą przekroczyła próg kawiarni, gdzie na szczęście nie było dużej kolejki, a kilkanaście minut później, zaciągając się zapachem zimowej kawy, ogrzewała dłonie ciepłym kubeczkiem, gdy przemierzała ostatnie metry dzielące ją do wejścia do kancelarii.
    — Tylko jedna kawa? — Usłyszała od koleżanki, gdy podeszła do swojego biurka w open space i ułożyła na nim torebkę i papierowy kubek. Spojrzała na dziewczynę z uniesionymi ze zdziwienia brwiami i przechyliła lekko głowę w bok, wyraźnie pokazując swoje zdezorientowanie. — Nowy junior zaczyna dzisiaj— wyszeptała, nachylając się nad Addie — ponoć to sopel lodu. Dziewczyny z dołu mówią, że czuły jak temperatura spadała w pomieszczeniu, kiedy tam był. — Adeline parsknęła cichym śmiechem — Wiesz, zdolny, z prestiżowej uczelni, wie po co tu przyszedł…
    — I to, że mam jedną kawę ma tyle z tym wspólnego, że…? — Zapytała wciąż rozbawiona, spoglądając na blondynkę.
    — Ptaszki ćwierkają, że może będzie miał przydzielonego swojego asystenta — Margot rozejrzała się po sąsiadujących biurkach. Wszyscy asystenci prawni siedzieli w jednej przestrzeni, czekając, aż będą mogli się do czegoś przydać. Adeline zagryzła wargę. Kiedyś bardziej podekscytowałaby się tą wiadomością. To byłaby szansa. Ale teraz? W ostatnim czasie wszystkie jej aspiracje opadły. Mogłoby się wydawać, że wypalenie zawodowe złapało ją szybciej niż powinno, chociaż LaRue zdawała sobie sprawę, że to raczej wypalenie życiowe. I co najgorsze, zdawała sobie świetnie z tego sprawę, co jedynie zwiększało poczucie frustracji, bo wiedziała, że była odpowiedzialna za taki stan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — I uważasz, że gdybym przyszła z drugą cynamonową kawą to nasz nowy książę lodu stopniałby i stwierdził, że jestem idealną kandydatką?
      — Ta ksywka podoba mi się bardziej niż sopelek — stwierdziła Margot z uśmiechem i pokiwała głową.
      — Skończcie z tym plotkowaniem, bo w każdej chwili mogą przyjść go przedstawić. Adeline, lepiej zajmij swoje biurko — do rozmowy wtrąciła się Joan, na co Addie i Margot wspólnie przewróciły oczami.
      — W dodatku jest przystojny — wtrącił Mark, który miał biurko obok Adeline — widziałem jak szedł w stronę biura Lynncha — poruszył brwiami i podsunął na biurko brunetki kartkę z listą zbliżających się spraw i potrzebnych do nich dokumentów — zaczynam kompletować od góry — poinformował, długopisem stukając w ostatni punk — ty bierzesz od dołu.
      — Ty to zawsze potrafisz sprowadzić nas na ziemię — Addie uśmiechnęła się uroczo i odsunęła krzesło na kółkach, aby wreszcie usiąść i włączyć swój laptop.

      dzień dobry

      Usuń
  2. Skoncentrowanie się na pracy tego dnia było ciężkie, bo chociaż wpatrywała się w listę spraw, ciągle słyszała podekscytowane półszeptem Margot. Chciało jej się śmiać z koleżanki z biura, bo nowy pracownik wywoływał w niej większy entuzjazm niż cokolwiek innego. Adeline… w zasadzie nie przejmowała się za bardzo. Nie wierzyła w to, że mogłaby mieć jakiekolwiek szanse na znalezienie się na stanowisku przypisanej asystentki, poza tym, nie była pewna czy tego chciała. Owszem, kiedyś miała wiele ambitnych planów, ale życie lubiło sprawiać jej psikusy, jednym z nich była całkowita rezygnacja z celów, które kiedyś sobie obrała.
    — Wyszli od juniorów — Mark poinformował współpracowników, a przy biurkach rozległy się odgłosy z podekscytowania, ciekawości i ogólnego zamieszania związanego nie tylko z poznaniem nowego pracownika, ale również spotkaniem z jednym z partnerów, który miał przedstawić nowego junior associate. Wśród asystentów spotkania z partnerami zawsze wzbudzały emocje. Tym razem nie było inaczej.
    Adeline odsunęła się od biurka i podniosła ze swojego krzesła w ślad za pozostałymi i odwróciła się przodem do Sheparda i nowego pracownika. W jednej chwili poczuła, jak jej serce omija jedno uderzenie. Momentalnie zrobiło jej się gorąco i była pewna, że albo jej twarz zalała soczysta czerwień lub w jednej chwili z jej twarzy odpłynęła cała krew. Kyle.
    Nowym pracownikiem był Kyle. Shepard nie musiał go przedstawiać, bo Adeline wystarczyło jedno spojrzenie na mężczyznę, aby doskonale wiedzieć, kim on jest.
    Automatycznie skuliła ramiona i przysunęła się bliżej Joan, jakby w ten sposób mogła się ukryć. Bardzo, bardzo chciała się ukryć. Pamiętała dokładnie dzień, w którym po raz ostatni widziała Kyle’a. Pamiętała, każdy, najmniejszy szczegół, pamiętała jak ściskało ją w żołądku, kiedy zorientowała się, że to był naprawdę ostatni dzień. Ciągle starała go sobie przypominać, odtwarzać w głowie każdy, najdrobniejszy szczegół. Jakby pielęgnowanie tego miało sprawić, że łatwiej będzie jej znieść Nicka i wszystkie jego zagrania.
    — Czy to prawda, że będzie wakat na osobistego asystenta? Jak zamierzasz go wybrać? — Margot odezwała się bez skrupułów, wbijając spojrzenie w Monroe’a.
    — Ja bym cię od razu skreślił za brak minimum kultury — rzucił Mark stojący po drugiej stronie Adeline. Nie podobało jej się to, bo to oznaczało większą szansę na to, że Kyle wypatrzy ją wśród asystentów, a ona… Nie miała pojęcia, jak powinna się zachować, co powinna zrobić. Nicholas wyraził się jasno, że ma się trzymać z daleka od Kyle’a jeżeli jej zależy na jego szczęściu. Teraz znajdowała się zdecydowanie za blisko niego i była tego świadoma, była też pewna, że Nick prędzej czy później dowie się o jego obecności w kancelarii…
    — Cholera — wyszeptała cicho do samej siebie, kuląc jeszcze bardziej ramiona i starając się nie patrzeć na niego. Co okazało się nie być wcale trudne, bo za bardzo bała się, że ich spojrzenia mogłyby się spotkać, a jeszcze bardziej bała się tego, co mogłaby zobaczyć w jego oczach. Nie chciała zamienić wspomnienia, które miała wyryte w głowie, a była pewna, że jego spojrzenie teraz nie miałoby nic wspólnego z tym, które tak bardzo pielęgnowała.

    Addie

    OdpowiedzUsuń