aktualności

11.07.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.07.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lipca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.07.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.07.2026.
14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

04/06/2026

[KP] And I don't want the world to see me

Geneviev Ashworth
Gennie 一 30 lat 一 urodzona 31 listopada 1996 roku w Nowym Jorku 一 ratownik medyczny w New York - Presbyterian Hospital 一 mieszkanie przy Fort Washington Avenue 一 wieczory lubi spędzać przy dobrej książce 一  córka weterana wojennego oraz nauczycielki biologii一 sektor ochrony zdrowia 一 powiązania i historie

 

Czuje szybkie bicie serca, szum w uszach. Widzi tłum ludzi w okół niej, szepty o tym, co się stało. Spogląda na twarz młodej dziewczyny. Jest poobdzierana, z plamami krwi na skórze. Później widzi jej spojrzenie - przestraszone, szukające wsparcia, czekające na to dobrze przez wszystkich znane wszystko będzie dobrze. Wyciąga kilka potrzebnych rzeczy, opatruje rany, podaje leki uspokajające, monitoruje czynności życia. I w duchu cicho prosi, by ta młoda dziewczyna wyszła cało z tego wypadku, bo przecież przed nią jeszcze tyle życia i możliwych rzeczy do zrobienia. Nie lubi tego zdania, że wszystko będzie dobrze. Dlatego nie mówi go za często, za to prosi o opowiedzenie jakiejś historii, żeby odwrócić na moment myśli od bólu i chaosu wokół. Nie daje pewności, bo najzwyczajniej w świecie boi się, że przecież zawsze może kogoś nie uratować, nawet jeśli starałaby się z całych sił. 

Oddycha głęboko, opierając się plecami o chłodną ścianę budynku. Wypuszcza powoli dym z ust, który szybuje w górę. Ona też podnosi spojrzenie, patrzy na górujące nad nią budynki. Wybija szósta rano, a ona, zamiast iść do domu i odespać zmianę, rusza na siłownię, bo przecież w domu i tak nikt na nią nie czeka. 

Szukamy wszystkiego. Wizerunek: Hanna de la Vega. W razie czegokolwiek > pandaczerwona0@gmail.com

18 komentarzy:

  1. (Ulalala Niunia <3)
    Świt nad Manhattanem ledwo co rozcinał purpurowe niebo, gdy przekraczał próg siłowni. Ciężki, chłodny metal gryfu idealnie leżał w jego dłoniach, a zapach potu i gumy był dla niego o wiele bardziej naturalny niż luksusowe perfumy. Mimo potwornego zmęczenia po całonocnej sesji tatuowania, jego żelazna samodyscyplina po raz kolejny wygrała. Wybierał te godziny celowo – puste sale, brak zbędnych spojrzeń i absolutna cisza, w której liczył się tylko rytmiczny oddech i opór mięśni.
    Właśnie kończył serię martwego ciągu, gdy ciszę przerwał znajomy, energiczny głos.
    — Brandt! Nie mów, że znowu nocujesz na siłowni — zawołała Skyler, jego menadżerka i jedna z niewielu osób, które tolerował w swoim sterylnym świecie.
    Mężczyzna powoli opuścił sztangę na podłogę, a głuchy łomot żeliwa przetoczył się po gumowej macie. Wyprostował się niespiesznie i rzucił okiem na zegarek, po czym na jego twarzy wykwitł ten specyficzny, leniwy uśmiech.
    — Ktoś musi pracować na ten luksus, Sky. Poza tym, o tej porze przynajmniej nikt nie rozprasza mnie gadaniem — odparował nisko, sięgając po leżący na ławce ręcznik.

    Dopiero gdy przetarł kark, w pełni skupił wzrok na osobie stojącej obok jego menadżerki. Towarzyszka Skyler natychmiast przykuła jego chłodną, analityczną uwagę. W jego oczach pojawił się rzadki, błyskotliwy błysk. Miała w sobie coś magnetycznego. Dzikość ukrytą pod hipnotyzującym spojrzeniem, idealną figurę i tatuaże, które jako artysta potrafił docenić w ułamku sekundy – linie współgrały z jej ciałem w sposób, który wręcz go fascynował.

    Obserwował ją bezczelnie, acz na tyle dyskretnie, by nie wydać się nachalnym. Gdy ich spojrzenia w końcu zderzyły się w przestrzeni industrialnej sali, nie odwrócił wzroku. Zamiast tego na jego twarzy wykwitł leniwy, pewny siebie półuśmiech, będący niemym zaproszeniem do gry, której zasady znał tylko on.
    ---
    Wieczór przeniósł go w zupełnie inną scenerię. Jeden z najbardziej prestiżowych, zamkniętych klubów w Nowym Jorku pulsował basem i neonowymi światłami. Otoczony wianuszkiem znajomych i Skyler, odpoczywał po intensywnym tygodniu. Kontrola, którą tak obsesyjnie pielęgnował na co dzień, tej nocy nieco się rozmyła pod wpływem luźnej atmosfery.
    Wokół loży zrobiło się głośno. Mężczyźni z jego ekipy, podkręceni muzyką i klimatem imprezy, zaczęli popisywać się swoimi zdolnościami fizycznymi. Dotychczas stojący z boku jako chłodny obserwator, dał się ponieść chwili. Dumny i nieco chwiejny, postanowił pokazać, na co go stać, i wykonać salto w tył z podestu loży.
    Wybicie było mocne, ale chwila nieuwagi opóźniła refleks. Przy lądowaniu jego stopa ześlizgnęła się z krawędzi. Stracił równowagę i z impetem runął do tyłu, uderzając potylicą o kant marmurowego stolika. Ciemność nadeszła natychmiast. Muzyka ucichła w jego uszach, a zaniepokojone, krzyczące towarzystwo natychmiast rzuciło się w jego stronę, podczas gdy Skyler drżącymi rękami wybierała już numer na pogotowie.
    Świat wracał do niego powoli, pulsując tępym, rozsadzającym bólem z tyłu głowy. Ostre, białe światło jarzeniówek zmusiło go do przymknięcia powiek. Kiedy jednak uniósł je ponownie, obraz zaczął się ostrzyć.
    Nad nim pochylała się sylwetka w ciemnogranatowym, profesjonalnym mundurze ratownika medycznego. Gdy jego wzrok skupił się na jej twarzy, na chwilę zapomniał o pulsującym bólu. To były te same oczy, ta sama magnetyczna dziewczyna z siłowni, która teraz profesjonalnie badała jego reakcję źrenic na światło.
    Odetchnął ciężko, a na jego blade usta, mimo oszołomienia, wkradł się ten sam, lekko bezczelny uśmiech, który posłał jej o poranku. Spojrzał na nią głęboko, chrypiąc cicho:
    — Czy ja... trafiłem do nieba? Bo przysiągłbym, że widzę pięknego anioła.

    A

    OdpowiedzUsuń
  2. [Coś tu ostatnio dużo tych samotnych postaci... A ten wizerunek przyciąga jak zawsze niczym magnez, bo koło takiego uśmiechu nie da się przejść obojętnie.
    Życzę powodzenia z kolejną bohaterką i w razie czego zapraszam.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ale śliczna pani. Nieco indiański klimacik, ale jest cudnie. ♥ Niech wam się tutaj wiedzie, zostańcie jak najdłużej! :)]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth

    OdpowiedzUsuń
  4. Światło latarki diagnostycznej paliło żywym ogniem, zmuszając źrenice Alexandra do szalonego, bolesnego tańca. Jednak nawet ten pulsujący, tępy ból w rozwalonej potylicy nie był w stanie popsuć mu humoru. Szczególnie teraz, gdy sytuacja nabrała tak interesującego obrotu. Mrużąc z wysiłkiem oczy, chłopak próbował poskładać w całość otaczający go chaos: basy dudniące gdzieś w głębi klubu, bliską paniki, bladą jak ściana Sky i ją.
    Ratowniczkę medyczną z jego siłowni. Tę samą dziewczynę, którą jeszcze kilkanaście godzin temu odprowadzał wzrokiem na sali treningowej, zastanawiając się, jak zwrócić na siebie jej uwagę. Los, choć dość brutalny, okazał się nad wyraz pomysłowy.
    Alexander poczuł chłód jej profesjonalnych, a zarazem delikatnych palców, kiedy stanowczo zacisnęła dłoń na jego żuchwie, stabilizując odcinek szyjny. Musiał zaliczyć naprawdę twarde lądowanie na klubowym parkiecie, skoro zjawili się tu z całym sprzętem, ale szczerze? Patrząc na nią z dołu, uważał, że bilans zysków i strat wychodzi na plus.
    — Kręci mi się w głowie, owszem — wymruczał Alexander, a na jego usta, na przekór narastającym mdłościom, wypełzł ten sam bezczelny, pewny siebie uśmiech co rano. — Ale przez moment myślałem, że umarłem i trafiłem do nieba. Bo nade mną stoi anioł, na dodatek pachnący o niebo lepiej niż ten cały klub.
    Siedzący obok Chris, drugi z ratowników, parsknął głośnym śmiechem. O mało nie upuścił tabletu, na którym pospiesznie wprowadzał dane do karty pacjenta.
    — Słyszałaś to, Gen? — zawołał rozbawiony, kręcąc z niedowierzaniem głową. — Gość ma dziurę w głowie, prawdopodobnie wstrząśnienie mózgu, a wyjeżdża ci tu z aniołami i podrywa na zapach proszku do prania i potu po dwunastu godzinach dyżuru. Klasyk gatunku!
    Alexander całkowicie zignorował kpiący ton partnera dziewczyny, skupiając cały swój wzrok wyłącznie na niej. Widział, jak mocno stara się maskować jakiekolwiek emocje pod maską profesjonalizmu, co w jego oczach tylko dodawało jej uroku.
    — Kołnierz ortopedyczny? Ostry dyżur? Ostro. Lubię, jak kobieta przejmuje kontrolę już na pierwszej randce — ciągnął brunet, choć syknął cicho przez zęby, gdy palce Gennie mocniej docisnęły opatrunek do krwawiącej rany. — A co do rachunku za tę całą przejażdżkę... Jeśli usiądziesz ze mną z tyłu ambulansu i obiecasz, że nie dasz mi umrzeć z nudów, zapłacę podwójnie.
    W tym momencie nad nimi wyrosła Sky. Trzęsła się jak galaretka, patrząc na swoją przyjaciółkę z autentycznym przerażeniem, kompletnie zagubiona w migających światłach stroboskopów.
    — Gen... Genny, czy on... wszystko z nim będzie dobrze? — wykrztusiła łamiącym się głosem, kurczowo zaciskając dłonie. — On po prostu nagle stracił równowagę. Rozmawialiśmy i nagle poleciał bezwładnie do tyłu.
    — Słyszałaś, Sky, nic mi nie jest. Jestem w najlepszych możliwych rękach — rzucił w stronę koleżanki, posyłając jej szybkie, uspokajające mrugnięcie oka, po czym znów bezczelnie zawiesił wzrok na swojej ratowniczce. — Więc jak, pani ratownik? Często ratujesz nieznajomych z siłowni w środku nocy, czy jestem twoim jakimś wyjątkowym przypadkiem? Następnym razem moglibyśmy po prostu skoczyć na zwykłą kawę, zamiast od razu angażować w to sygnały dźwiękowe i całą tę oprawę.
    Chris znowu zarechotał, sprawnie rozkładając nosze i przygotowując deskę ortopedyczną do transportu.
    — Stary, za sam ten tekst o aniele dopiszę ci do rachunku ekstra opłatę za szkodliwe warunki pracy dla mojej partnerki — skomentował wesoło Chris, łapiąc za uchwyty. — Dobra, na trzy przekładamy. Raz, dwa... trzy.
    Gdy sprawnie i synchronicznie przenieśli go na nosze, Alexandra na moment całkowicie zatkało od nagłej fali ostrego bólu, która przetoczyła się przez jego czaszkę. Świat przed oczami zawirował niebezpiecznie, ale chłopak nie zamierzał odpuszczać tej chwili. Kiedy wieźli go w stronę wyjścia ewakuacyjnego, przez korytarz utworzony z gapiów i migających świateł dyskotekowych, zdołał wykrztusić ostatnie, ledwo słyszalne, ale wciąż pełne determinacji pytanie:
    — Zatańczysz ze mną... jak już mnie tam na górze zszyjesz i oficjalnie wypuścisz?

    Alex.

    OdpowiedzUsuń
  5. Alex skrzywił się lekko, kiedy światło latarki w końcu zniknęło z jego pola widzenia, ale na jego twarz szybko powrócił ten sam irytująco pewny siebie, lekki uśmiech. Nawet z kołnierzem ortopedycznym, który skutecznie ograniczał mu ruchy i upodabniał go – w jego własnym mniemaniu – do nienaturalnie usztywnionego robota, nie zamierzał tracić fasonu.

    – Łapówki? Ja? Panno ratownik, to był wyraz czystej wdzięczności za ratowanie życia, a nie korupcja polityczna – zażartował, choć lekki grymas na czole zdradził, że ból głowy daje o sobie znać przy każdym głośniejszym uderzeniu basu. – Poza tym, zgłoszenie tego oznaczałoby papierkową robotę, a sama mówiłaś, że marzysz tylko o jedzeniu i łóżku. Po co marnować czas?

    Kiedy Chris i Geneviev sprawnie unieśli nosze, Alex przez moment musiał mocniej zacisnąć zęby. Karuzela w głowie przyspieszyła, ale gdy tylko poczuł chłodniejsze powietrze korytarza ewakuacyjnego, a potem rześką, nocną aurę na zewnątrz klubu, odetchnął z ulgą. Przenikliwy ziąb, na który narzekała, jego akurat nieco rozbudził.

    – Dużo wypiłem? Obrażasz moją wydolność – prychnął cicho, odprowadzany wzrokiem przez przejętą Sky. – Dwa drinki. No, może trzy, ale to były te rozwodnione, klubowe klasyki. Moja równowaga ucierpiała przez ten przeklęty, śliski stopień, a nie przez promile. To była dywersja architektoniczna, a nie alkohol.

    Gdy załadowali go do wnętrza karetki, a drzwi zatrzasnęły się, odcinając ich od dudnienia klubu, Alex natychmiast spróbował się podeprzeć na łokciach i usiąść.

    – Ej, ej, leżeć – rzucił ostrzegawczo Chris, szykując dokumentację dokumentację medyczną. – Masz w ogóle przy sobie jakiś dowód osobisty? Musimy cię wpisać do systemu.

    Alex, ignorując protesty własnego karku, zdołał usiąść wygodniej. Wolną ręką sięgnął do kieszeni, wyłowił z niej plastikowy dokument i zamiast Chrisowi, z błyskiem w oku podał go bezpośrednio Geneviev.

    – I wypraszam sobie tego „osiłka z siłowni” – oburzył się z teatralną urazą, zerkając na nią w jasnym, sterylnym świetle ambulansu. – To, co widzisz, to efekt starannie pielęgnowanej, wrodzonej charyzmy i okazjonalnego podnoszenia kubka z kawą, a nie bezmyślnego przerzucania żelastwa. Poza tym, z tym kołnierzem wyglądam teraz bardziej jak arystokrata z siedemnastowiecznego portretu niż kulturysta. Tracisz szansę na taniec życia, herbatopijco. Swoją drogą, świetne tatuaże. Naprawdę robią wrażenie i pasują do tego twojego surowego, medycznego wizerunku.

    Zauważył jednak bladość na jej twarzy i to, jak bezwiednie masowała sobie skroń, próbując walczyć z narastającym bólem głowy.

    – Dobra, żarty na bok – zaczął cokolwiek łagodniej, choć wciąż z tym samym błyskotliwym zacięciem. – Wyglądasz gorzej niż ja, a to ja mam dziurę w głowie. Długo już jesteś na tym dyżurze? Bo jeśli mam być twoim ostatnim pacjentem, to obiecuję, że będę naprawdę bardzo cicho.

    A

    OdpowiedzUsuń
  6. Alex uniósł lekko jedną brew, a w kąciku jego ust błąkał się cień rozbawienia, gdy sprawne, profesjonalne dłonie Gennie zaczęły rozpinać kolejne guziki jego koszuli. Choć sytuacja była poważna, w tym jednym momencie pozwolił sobie na odrobinę przekory. Kiedy jednak padło pytanie o nudności i ból, jego wyraz twarzy subtelnie się zmienił. Zmrużył oczy, wbijając w nią swoje przenikliwe, głębokie spojrzenie, które zdawało się niemal namacalnie rewidować każdy jej ruch.

    — Serce mnie boli, że nazywasz mnie osiłkiem, skoro nawet mnie nie znasz — powiedział cicho, a w jego niskim głosie, mimo narastającego osłabienia, pobrzmiewała wyraźna, nieco kpiąca nuta. — Dodałbym nawet, że to bardzo niegrzeczne, pani ratownik. Ocenianie pacjenta po pozorach nie przystoi profesjonalistce.

    Gdy temat zszedł na Sky, napięcie na moment z niego opadło, a na wspomnienie wspólnej znajomej delikatnie skinął głową.

    — Jakieś dwa lata — odpowiedział, a w jego tonie pojawił się autentyczny szacunek. — Od razu zauważyłem, że Skyler to prawdziwa artystka, a nie tylko rzemieślnik z maszynką w ręku. Swoimi pracami momentalnie powaliła mnie na kolana. Ma niesamowite wyczucie linii i detalu.

    Mówiąc to, powoli, bez pośpiechu przesunął wzrokiem po odsłoniętej skórze Geneviev, badając zdobiące ją wzory. Jego wzrok zatrzymał się na dłużej w jednym miejscu, skupiając się na misternym motywie roślinnym.

    — Ten z motywem kwiatów jest świetny. Naprawdę ma klasę i dobrze na tobie leży — skomplementował z uznaniem, a w jego oczach błysnęła szczerość. Słysząc z kolei o jej morderczym, kilkunastogodzinnym dyżurze i bezlitosnych nadgodzinach, znów uniósł brew, tym razem z wyraźnym, niemal podziwem. — Dwanaście, czternaście godzin w tym tempie? No, no... Twardzielka z ciebie, Gennie.

    W tym samym momencie ryk syren na zewnątrz wydawał się głośniejszy, a kardiomonitor za ich plecami piknął gwałtowniej, burząc dotychczasowy rytm. Linie na wykresie ciśnienia zaczęły gwałtownie skakać w górę, uderzając w alarmujące rejestry. Alex poczuł, jak zalewa go nagła, potężna fala gorąca. W ułamku sekundy jego twarz i szyja zrobiły się mocno czerwone, a klatka piersiowa uniosła się w ciężkim, rwącym się wysiłku. Powietrze, które jeszcze przed chwilą wdychał bez trudu, nagle stało się rzadkie i ciężkie – ewidentnie zaczęło mu go brakować.

    Mimo że jego ciało wysyłało sygnały alarmowe, a organizm wyraźnie odmawiał posłuszeństwa, w jego oczach nie pojawił się nawet cień paniki. Zacisnął mocniej dłoń na krawędzi noszy, walcząc o kontrolę nad własną słabością. Chcąc za wszelką cenę utrzymać luźny ton i nie dać po sobie poznać, jak bardzo sytuacja się pogarsza, zmusił się do ponownego spojrzenia na Geneviev.

    — Jesteś… z Nowego Jorku? — wykrztusił chropowatym głosem, podczas gdy na jego czole i skroniach natychmiast wystąpiły drobne krople potu. Wziął głębszy, choć wyraźnie wymuszony i urwany wdech, po czym dokończył pytanie, starając się zakotwiczyć wzrok na jej twarzy: — I długo już… pracujesz w tym szpitalu?

    A

    OdpowiedzUsuń
  7. Alex odprowadził ją wzrokiem, gdy pewnym krokiem podchodziła do lekarza dyżurnego, by zdać oficjalny raport. Nawet w tym chaotycznym, sterylnym otoczeniu szpitalnego oddziału ratunkowego, pośród pikania aparatur i pośpiesznych kroków personelu, Geneviev biła profesjonalizmem, który facetom jego pokroju imponował znacznie bardziej, niż pewnie sama by przypuszczała. Słuchał, jak chłodno i rzeczowo referuje jego przypadek — „27 lat, uraz głowy, chwilowa utrata przytomności, alkohol...” — i musiał w duchu przyznać, że ta jej poza niedostępnej twardzielki miała w sobie coś cholernie magnetycznego.

    Kiedy lekarz skinął głową, wpisując coś pośpiesznie do komputera, i odszedł na moment, by zorganizować salę oraz zlecić wspomniany tomograf, Alex uznał, że czas na jego ruch. Uniósł wolną dłoń i z powolną, niemal ostentacyjną swobodą zsunął maskę tlenową z nosa i ust, pozwalając jej opaść na podbródek. Na jego usta natychmiast wrócił ten sam, lekko błąkający się uśmieszek, który tak bardzo próbowała wcześniej zignorować.

    — Tomograf? Ostro. Czyli jednak aż tak bardzo zależy ci na tym, żeby zajrzeć w głąb mojej głowy? — zaczął cicho, a jego głos, nieco chropowaty od podawanego tlenu, brzmiał intymnie w tym całym SOR-owskim uniwersum. — A co do tego picia... Wypraszam sobie te insynuacje, pani ratownik. Poczucie humoru to ty masz równie ostre co te igły, którymi we mnie celujesz. Nie piję zbyt często. Po prostu mam za sobą morderczy miesiąc w firmie, robota non stop na najwyższych obrotach, zero snu i tona stresu. Chciałem się po prostu, po ludzku, raz wyluzować. No, ale jak widać, kiedy ja próbuję odpocząć, wszechświat natychmiast zsyła mi anioła stróża z ciętym językiem.

    Poruszył się minimalnie na noszach, chcąc ułożyć się wygodniej, ale nagły puls ból z tyłu głowy sprawił, że na ułamek sekundy zmrużył oczy i syknął cicho przez zęby. Nie pozwolił jednak, by ta drobna słabość popsuła mu nastroje do przekomarzania się. Szybko odzyskał rezon i zerknął na monitor, na którym zielone cyfry ciśnienia powoli, posłusznie wracały do bezpiecznych wartości.

    — Zresztą, spójrz na to. Twoja obecność i te czary ze strzykawką działają cuda. Ciśnienie spada, chociaż logicznie rzecz biorąc, przy tak atrakcyjnej kobiecie pochylającej się nade mną powinno raczej skoczyć w kosmos — rzucił z ironicznym półuśmiechem, nie spuszczając z niej wzroku. — I nawet nie myśl, że złożę na ciebie skargę. Za bardzo podoba mi się to, jak stanowczo wydajesz rozkazy. „Najcichszy pacjent zmiany”, tak? O rany, Gennie... Gdybym wiedział, że lubisz dominować i tak sprawnie rządzisz facetami, zachowywałbym się grzeczniej od samego początku. Może nawet nie zrzuciłbym tych ubrań tak szybko.

    Przeniósł na moment rozbawione spojrzenie na swoją rozpiętą koszulę, pod którą wciąż widniały poprzyklejane elektrody, a potem z powrotem popatrzył prosto w jej oczy, jawnie ignorując dystans, jaki próbowała wokół siebie zbudować.

    — A wracając do tych kolesi z siłowni i wygranej na loterii... Może i natura dała mi ładną twarz, nie będę się kłócił, ale wnętrze też mam całkiem znośne. Jak już mnie stąd wypiszą i przeżyję ten twój tomograf, będę musiał ci to udowodnić. W końcu sama powiedziałaś, że podziękuję ci później. Osobiste podziękowania przy dobrej kawie brzmią chyba uczciwie, co? Bo przecież nie pozwolisz, żeby twój ulubiony i najbardziej kłopotliwy pacjent dzisiejszej zmiany tak po prostu zniknął bez słowa „dziękuję”.

    A

    OdpowiedzUsuń
  8. Słysząc te profesjonalne, a zarazem na swój sposób urocze pouczenia o alkoholu i „syndromie niezniszczalności”, Alexander miał ochotę parsknąć śmiechem, ale ból rozsadzający mu czaszkę skutecznie zmusił go do zachowania powagi. Zamiast tego z nieskrywaną fascynacją odprowadził Geneviev Ashworth wzrokiem, gdy nachyliła się nad jego noszami. Zapamiętał jej zmęczone, ale niezwykle bystre oczy i te chłodne, choć podszyte ukrytą troską słowa: „Dziękuję za uratowanie życia, Gen, tyle mi w zupełności wystarczy”

    Jasne, Gennie. Akurat wystarczy – pomyślał wtedy, odprowadzając wzrokiem jej oddalającą się sylwetkę. Alexander nie należał do facetów, którzy tak łatwo odpuszczają, zwłaszcza gdy jakaś kobieta potrafiła mu się tak bezczelnie i celnie odgryźć. A ta konkretna ratowniczka medyczna zaintrygowała go jak żadna inna.

    Dwa tygodnie później....

    Głowa już nie pulsowała tak nieznośnie, a szwy, choć zostawiły na czole całkiem drapieżną pamiątkę, przestały rwać przy każdym uniesieniu brwi. Alexander z ulgą wrócił do swojego naturalnego środowiska – tam, czuł się najlepiej i gdzie chaos kontrolował on sam, a nie pędzące na złamanie karku karetki. Jego studio tatuażu było jego królestwem, przepełnionym zapachem tuszu, profesjonalnych detergentów i dźwiękiem cicho grającej w tle rockowej muzyki.

    Siedział właśnie przy wysokim, drewnianym blacie recepcji, leniwie przeglądając tablet z kalendarzem elektronicznym. Przesuwał palcem po kolejnych rezerwacjach na dany dzień, dopóki jego wzrok nie zamarł na jednym, konkretnym nazwisku. Geneviev Ashworth.

    System pokazywał jasno: zapisała się na popołudniową sesję, a zgłoszenie przyjmowała Skyler, menadżerka salonu.

    Na twarzy Alexandra natychmiast wykwitł szeroki, nieprzyzwoicie zadziorny uśmiech. Los – albo po prostu jej podświadomość, jak lubił to sobie w duchu tłumaczyć – podsunął mu idealną okazję do rewanżu za tamten zimny prysznic. Odłożył tablet i spojrzał na siedzącą obok dziewczynę.

    — Skyler, słonko — rzucił w stronę menadżerki, przybierając swój najbardziej czarujący uśmiech, który zazwyczaj zwiastował kłopoty. — Wyglądasz dzisiaj na potwornie zmęczoną. Pracujesz na pełnych obrotach od samego rana. Wiesz co? Masz dzisiaj wolne od popołudnia. Zwijaj się do domu, ja zajmę się resztą dzisiejszych klientów i zamknę studio.

    Skyler zmrużyła oczy, patrząc na niego z głębokim sceptcyzmem. Doskonale znała swojego szefa i wiedziała, że rzadko miewa tak nagłe napływy czystego altruizmu.
    — Serio, Alexander? Przecież dopiero co wróciłeś ze zwolnienia po tym swoim popisowym salcie. Masz siłę stać z maszynką? — zapytała podejrzliwie, nawiązując do jego niefortunnej, akrobatycznej próby po alkoholu, która skończyła się rozbitym czołem.
    Gdy jednak zobaczyła jego uparty, roziskrzony i absolutnie nieznoszący sprzeciwu wzrok, westchnęła ciężko i uniosła ręce w geście poddania.
    — Dobra, nie pytam. Twoja strata, twój kręgosłup. Idę do domu, zanim się rozmyślisz — dodała, pakując swoje rzeczy do torebki, po czym pożegnała się i opuściła lokal.

    Alexander został sam. Przez następną godzinę krzątał się po studiu, przygotowując stanowisko, ale jego myśli bez przerwy krążyły wokół pięknej ratowniczki.

    W końcu dzwoneczek zawieszony nad szklanymi drzwiami studia cicho brzdęknął, ogłaszając przybycie nowego klienta. Alexander natychmiast uniósł głowę. Do środka weszła ona.

    Tym razem nie miała na sobie luźnego, czerwonego munduru ratowniczego, który nosiła na dyżurze w karetce. Wyglądała świetnie, choć wciąż biła od niej ta sama, surowa pewność siebie, która tak bardzo zaintrygowała go w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alexander oparł się luźno łokciami o blat recepcji, powoli skrzyżował ramiona na piersi i pozwolił, by na jego usta wypłynął ten najbardziej bezczelny, flirtujący uśmiech, na jaki było go stać. Ostentacyjnie, powolnym ruchem uniósł dłoń i dotknął palcem świeżej, lekko zaróżowionej blizny na swoim czole, nie spuszczając z Geneviev rozbawionego, prowokującego wzroku.

      — No proszę, proszę... Kogo my tu mamy? — zaczął przeciągle, a jego niski głos wręcz ociekał czystą satysfakcją. — Moja ulubiona pani ratownik. I co, Gennie? Przyszłaś skontrolować stan techniczny swojego pacjenta, czy po prostu nie mogłaś o mnie zapomnieć przez cały ten tydzień?

      Odepchnął się od blatu i zrobił powolny krok w jej stronę, mrużąc lekko oczy i bezwstydnie, centymetr po centymetrze, lustrując jej sylwetkę od stóp do głów. Stanął na tyle blisko, by mogła poczuć zapach jego perfum.

      — Bo o ile dobrze pamiętam, jeszcze kilka dni temu z wielką dumą mówiłaś mi, że nie umawiasz się ze swoimi pacjentami i nie masz czasu na bzdury... — zawiesił głos, uśmiechając się jeszcze szerzej i rzucając jej wyzywające spojrzenie. — Więc powiedz mi... Co cię do mnie sprowadza?

      A

      Usuń
  9. Szeroki, nieco bezczelny uśmiech Alexandra ani na chwilę nie schodził mu z twarzy. Wręcz przeciwnie — wydawał się rozkwitać i zakorzeniać na niej z każdą kolejną sekundą, w której obserwował jawne poirytowanie Geneviev. Dla Alexa jej widoczna frustracja, to urocze fukanie pod nosem, nerwowe uderzanie palcami w ekran telefonu i twarde, wręcz lodowate spojrzenie, były co najmniej zabawne. Uwielbiał patrzeć, jak ta poukładana, kontrolująca każdy centymetr swojego życia ratowniczka medyczna traci przy nim swoją profesjonalną rezerwę, a na jej policzki, mimo usilnych starań, wypływa ten drobny, zdradziecki rumieniec czystej złości. Była w tym jakaś magnetyczna autentyczność, której tak bardzo brakowało mu w sterylnych, szpitalnych realiach, z których dopiero co uciekł.

    Kiedy rzuciła oskarżeniem, że maczał palce w nagłym zniknięciu Sky, Brandt uniósł wysoko jedną brew, a na jego usta wypłynął wyraz czystej, teatralnej wręcz niewinności.

    — Tak sądzisz? — zapytał, unosząc dłonie w obronnym geście, choć w jego ciemnych oczach błyszczały kpiące, doskonale znane jej iskierki. — Skyler była potwornie wykończona, ledwo patrzyła na oczy. Także jako człowiek o gołębim sercu, który ponad wszystko dba o swoich pracowników, po prostu wysłałem ją do domu, żeby odpoczęła. Powinnaś mi podziękować za troskę o kadrę.

    Zrobił powolny, pewny krok w jej stronę, kompletnie ignorując niewidzialną barierę dystansu, którą dziewczyna tak uparcie próbowała wokół siebie wznieść. Przeniósł wzrok na jej ramię, a jego uśmiech stał się nieco bardziej drapieżny, podszyty czystą, artystyczną dumą.

    — A co do Twojego tatuażu, chętnie się nim zajmę... Jeden Twój tatuaż projektowałem — odparł gładko, wskazując subtelnym skinieniem głowy na jej rękę, gdzie pod materiałem ubrania krył się misterny, niesamowicie szczegółowy kwiecisty motyw. Skoro to on stworzył tamtą bazę, która teraz zdobiła jej ciało, logiczne i wręcz naturalne było, że to właśnie on powinien to teraz pociągnąć dalej. — Skoro ja go zacząłem, to ja go dokończę, Genn. Wątpisz w moje umiejętności? Myślałem, że po tym, co dla ciebie stworzyłem, mam już u ciebie dożywotni kredyt zaufania.

    Kiedy z jej ust padło pytanie o jego samopoczucie — zadane niby od niechcenia, pomiędzy jednym a drugim kliknięciem w ekran — Alex wyprostował się dumnie. Niemalże górował nad dziewczyną swoją posturą, demonstracyjnie dając jej do zrozumienia, że wczorajsza słabość, gdy jako pacjent trafiał pod opiekę personelu medycznego, była tylko chwilowym, mało znaczącym potknięciem, o którym zdążył już zapomnieć.

    — Doskonale, jak widzisz. Szpitalne jedzenie i ta wasza specyficzna atmosfera zdecydowanie mi nie służyły, ale powrót do własnego królestwa i łyk porządnej kawy czynią cuda — rzucił lekko, z nutą kokieterii w głosie. Jednak gdy Gennie, wciąż uparcie stukając w kalendarz, mruknęła pod nosem siarczyste przekleństwo i stwierdziła, że jest bezczelny, Alexander zmrużył nieznacznie oczy. Jego uśmiech zyskał drapieżny, choć wciąż cholernie rozbawiony wyraz. Pochylił się ku niej o centymetr bliżej, rzucając jej prosto w twarz kolejne zaczepne wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Bezpieczniej nazwać to niezachwianą pewnością siebie, ratowniczko. Poza tym, bezczelność to moja najlepsza cecha, zaraz po nieziemskim talencie i skromności — zripostował błyskawicznie, cicho się śmiejąc. — A co to za ucieczka w kalendarz? Boisz się zostać ze mną sama w studiu, Genn? Bo mam dziwne wrażenie, że po prostu nie wymyśliłaś na dzisiaj więcej ciętych ripost, którymi mogłabyś we mnie uderzyć.

      Machnął lekko ręką w stronę wielkiego, skórzanego fotela tatuażysty, wracając do przerwanej myśli.

      — Terminy nas gonią, a twój grafik na ER czy w karetce masz pewnie zapchany na kolejne trzy miesiące, o ile nie do końca roku. Nie marnuj tak doskonałej okazji, która sama wpada ci w ręce. Siadaj i nie rób z siebie dziecka, Genn. Przecież oboje wiemy, że nie odpuścisz tej sesji.

      Zaraz po tych słowach, nie czekając na jej ciętą ripostę, odwrócił się na pięcie i podszedł do pobliskiego, drewnianego blatu, na którym w idealnym nieładzie leżały przygotowane kalki i szkice. Płynnym ruchem ręki sięgnął po projekt, który zostawiła dla niej Skyler. Uniósł kartkę na wysokość oczu, przyjrzał się jej przez ułamek sekundy i nagle parsknął szczerym, głośnym śmiechem, który poniósł się echem po surowym wnętrzu studia. Pokręcił z rozbawieniem głową, odwracając rysunek w stronę Gennie, jakby chciał obnażyć przed nią jakąś oczywistą niedorzeczność.

      — To jest projekt Sky — dodał z wyraźną, acz przyjacielską kpiną w głosie, kładąc przed nią kartkę na blacie. — Nie wątpię w jej umiejętności, naprawdę, dziewczyna ma talent i robi świetne rzeczy, ale te kwiaty... Gennie, spójrz na to. Te kwiaty przypominają raczej wieniec pogrzebowy niż coś, co chciałabyś nosić na sobie przez resztę życia. Są ciężkie, pogrzebowe i kompletnie nie będą się komponować z tą delikatną, organiczną formą, którą już masz wytatuowaną na ręce. Zrobiłaby z ciebie chodzącą, mroczną stypę.

      Zanim Geneviev zdążyła w ogóle zebrać myśli i odpowiedzieć na tę jawną prowokację oraz krytykę jej koleżanki, Brandt jednym, płynnym ruchem wyciągnął spod spodu drugą kartkę i położył ją tuż obok, centralnie przed oczami dziewczyny.

      Różnica była uderzająca, wręcz monumentalna, a kontrast między dwoma rysunkami nie pozostawiał złudzeń. Projekt Alexandra był o niebo lepszy — niesamowicie dopracowany w każdym milimetrze, lekki, dynamiczny, a zarazem z wyraźnym, ostrym charakterem. Linie na papierze idealnie współgrały z anatomią ludzkiego ciała, a nowe elementy roślinne płynnie, niemal niezauważalnie i z ogromną spójnością przechodziły w dotychczasowy tatuaż, który dziewczyna nosiła na skórze. To była absolutnie idealna, przemyślana kontynuacja jego własnego, dawnego dzieła — jakby te dwa rysunki od samego początku miały stanowić jedność.

      Alex oparł się ciężko dłońmi o blat, pochylił lekko w jej stronę i spojrzał na nią wyczekująco z góry, z tym swoim stałym, triumfującym błyskiem w oku. Doskonale wiedział, że jako artysta właśnie odebrał jej jakikolwiek racjonalny argument do ucieczki z salonu.

      Usuń
  10. Alex odprowadził ją wzrokiem do fotela, a na jego ustach błąkał się ten sam, nieznośnie rozbawiony uśmiech, który tak bardzo działał jej na nerwy. Ani myślał go ukrywać — każda jej cięta riposta, to rzekome „przyzwyczajenie zawodowe” i udawana obojętność tylko podsycały jego rozrywkę. Byli jak dwa odbicia w krzywym zwierciadle, ulepieni dokładnie z tej samej gliny. Kropka w kropkę – oboje żyli na najwyższych obrotach, napędzani adrenaliną, uporem i bezgranicznym pracoholizmem. Z tą różnicą, że Alex kiedyś walczył o przetrwanie z dnia na dzień na ulicy, kombinując, jak dotrwać do jutra, a teraz jego jedynym celem było potęgowanie i rozbudowywanie swojego dziwacznego, tatuażowego imperium. Nic innego mu w życiu nie zostało, więc wkładał w to całą swoją obsesyjną energię.

    Kiedy w końcu skapitulowała i zgodziła się na sesję, Alex odepchnął się od biurka z triumfalnym błyskiem w oku, czerpiąc czystą satysfakcję z tego małego zwycięstwa.

    — Pięć miesięcy, mówisz? Doceniam, że znalazłaś dla mnie lukę w swoim niezwykle napiętym grafiku, Gennie — zażartował, podchodząc wolnym krokiem do szafki z narzędziami. Zaczął sprawnie i z mechaniczną wręcz precyzją przygotowywać stanowisko: rozpakowywał sterylne igły, rozstawiał małe kubeczki na czarny tusz i naciągał na dłonie czarne, lateksowe rękawiczki, które z cichym trzaskiem opięły jego nadgarstki. — I nie martw się o moje zdrowie. Zalecenia ze szpitala są jasne: mam unikać nudnych ludzi i stresu. Przy tobie to pierwsze raczej mi nie grozi, a to drugie... cóż, jakoś przeżyję.

    Przerwał na chwilę układanie sprzętu i odwrócił się w jej stronę, opierając luźno dłonie o blat szafki. Przez moment przyglądał się jej z nieskrywaną uciechą.

    — Tak z ciekawości... czemu ty mnie właściwie od samego początku tak bardzo nie lubisz, co? Przecież ledwo mnie znasz, a patrzysz na mnie, jakbym co najmniej ukradł ci portfel. Muszę jednak przyznać, że ta twoja natychmiastowa, głęboka wrogość jest niesamowicie zabawna. I urocza na swój własny, nieco agresywny sposób. Lubię, kiedy ktoś od progu pokazuje mi pazury.

    Gdy Gennie usiadła na skórzanym fotelu i bez zbędnych ceremonii czy zawahania ściągnęła koszulkę, zostając w samym staniku, Alex nawet nie pomyślał o tym, by dyskretnie odwrócić wzrok. Wręcz przeciwnie — bezczelnie, powoli zlustrował ją taksacyjnym spojrzeniem, bez cienia skrępowania omiatając wzrokiem jej wysportowaną sylwetkę, zarysowane mięśnie i linie ramion. Na jej ostre ostrzeżenie, by przypadkiem nie wyobrażał sobie zbyt wiele, zaśmiał się cicho, nisko pod nosem, a w jego ciemnych oczach zabłysnęły rozbawione iskierki.

    — Aniele, jedyne, co sobie w tym momencie wyobrażam, to idealne, perfekcyjne dokończenie mojego dzieła na twojej skórze. Biznes to biznes, czysty profesjonalizm, za kogo ty mnie masz? — rzucił z kpiarską, nieszczrą powagą, po czym wskazał dłonią na czarną, skórzaną leżankę. — Połóż się wygodnie i rozluźnij, o ile w ogóle potrafisz to zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Gennie zajęła odpowiednią pozycję, Alexander podszedł bliżej i pochylił się nad nią. Znalazł się na tyle blisko, że dziewczyna mogła bez trudu poczuć intensywny, drogi zapach jego męskich perfum z nutą drzewa sandałowego, wyraźnie przemieszany z ostrą wonią tytoniu — niezaprzeczalny znak, że całkiem niedawno, tuż przed jej przyjściem, musiał palić papierosa. Przez dłuższą chwilę lustrował jej ramię i obojczyk badawczym, skupionym wzrokiem zawodowca, całkowicie odcinając się od wcześniejszych żartów. Analizował stary, wyblakły wzór oraz anatomię jej ciała.

      Wycisnął na ubraną w lateks dłoń odrobinę chłodzącego żelu znieczulającego i zaczął delikatnie, ale pewnym, mocnym ruchem rozsmarowywać go w okolicach jej obojczyka oraz ramienia. Jego palce były chłodne, a dotyk zaskakująco precyzyjny.

      — Skórę masz w dobrym stanie, dbasz o nią, to się chwali. Ale muszę cię uprzedzić — zaczął, nie przerywając powolnego masażu, a jego głos nieco spoważniał, stając się niższy. — Przy samym obojczyku może boleć. I to cholernie. Kość, cienka skóra, zero amortyzacji, a igła będzie tam pracować dość długo. Ale z tego, co zdążyłem zauważyć w twoim telefonie i po tym, jak na mnie warczysz... twarda z ciebie sztuka. Nie pękniesz mi tu, prawda?

      Odszedł na moment do stolika pomocniczego, by dokończyć przygotowywanie maszynki. Gdy w cichym studiu nagle rozległ się charakterystyczny, basowy, miarowy brzęk uruchomionego sprzętu, Alex spojrzał na nią z ukosa, badając jej reakcję i chcąc sprawdzić, czy choć trochę zadrży jej powieka.

      — No właśnie, a propos bycia twardym i odpornym na ból... SWAT, tak? Dobrze usłyszałem wcześniej? — zagadnął, a w jego głosie, o dziwo, tym razem nie było ani krzty ironii. Dało się w nim słyszeć autentyczne, szczere uznanie i podziw, którego nawet nie próbował maskować. — Nie powiem, to robi cholerne wrażenie. Skąd w ogóle taki pomysł na siebie? Co pcha taką dziewczynę jak ty w sam środek takiego piekła i facetów z bronią? Masz jakąś misję ratowania świata, czy po prostu lubisz, jak jest niebezpiecznie?

      Usuń
  11. Alex słuchał jej potoku słów z lekkim, niemal drwiącym uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy. Przesunął maszynką po jej gładkiej skórze, kończąc przygotowania, po czym wyłączył na chwilę urządzenie. Uniósł wzrok, taksując Geneviev powolnym, celowo prowokującym spojrzeniem. Widział przed sobą kobietę twardo stąpającą po ziemi – była inteligentna, cholernie intrygująca i miała w sobie magnetyzm, którego najwyraźniej sama nie była do końca świadoma. Cała ta szopka z wzajemnym dogryzaniem? To tylko go napędzało. Jej cięty język działał na niego jak płachta na byka, ale w tym najlepszym, najbardziej ekscytującym sensie. Owszem, lubił się popisywać. Wiedział, jak wygląda, wiedział, że nie jest przeciętnym facetem z nowojorskiej ulicy i potrafił to bezczelnie wykorzystać. Ale zauważył coś jeszcze – mimo tych wszystkich złośliwości, brunetka powoli zaczynała ulegać jego urokowi, nawet jeśli desperacko próbowała to zamaskować chłodem i wrogością.

    — Czas to jedyna waluta, której nie da się odzyskać, Gennie. Ale spędzanie go w moim towarzystwie to akurat całkiem niezła inwestycja. Z czasem zauważysz, że stopa zwrotu jest wyjątkowo wysoka — rzucił luźno, po czym zniżył głos, gdy nazwała go dupkiem. Pochylił się nad nią na tyle blisko, by poczuła jego bliskość. — Auć. To zabolało, prosto w moje wrażliwe serce. Ale skoro tak namiętnie analizujesz każdy mój ruch, styl życia... Może pomyliłaś profesje, co? Powinnaś zostać psychologiem. Naprawdę, świetnie ci idzie to rozbieranie mojej osobowości na czynniki pierwsze. Może następnym razem rozłożysz mnie na kozetce? Obiecuję być bardzo trudnym, ale niezwykle wdzięcznym pacjentem — mrugnął do niej bezczelnie, jawnie się drocząc i czerpiąc czystą satysfakcję z tego, jak reagowała na jego flirt.

    Kiedy jednak przeszła do tematu jego palenia, onkologii i statystyk raka płuc, Alex zmrużył na chwilę jasnoniebieskie oczy, ale zaraz na jego usta wrócił rozbawiony, pewny siebie grymas. Wcierając chłodny żel w jej skórę, robił to powoli, celowo przedłużając dotyk, który wcale nie musiał być aż tak precyzyjny.

    — Przyganiał kocioł garnkowi, lekarko. Mówisz o moim zdrowiu, a sama żyjesz w takim pędzie, że od samego patrzenia można dostać zawrotów głowy. Masz ty w ogóle czas na sen, czy to jakieś skrajne ADHD, które każe ci bez przerwy uciekać przed nudą? Życie na krawędzi też wykańcza organizm, a stres zabija szybciej niż tytoń. A co do mojego słuchu... widzę i słyszę dokładnie to, co chcę. I uwierz mi, z twoich ust wyłapuję każde, nawet najcichsze mruknięcie — dodał cicho, puszczając do niej oczko z tym swoim charakterystycznym, łobuzerskim uśmiechem.

    Gdy zaczęła opowiadać o SWAT, kontrakcie medycznym i rodzinnych tradjach mundurowych, Alex spoważniał na moment, choć wciąż biła od niego silna, męska pewność siebie. Słuchał jej z nieskrywaną, głęboką uwagą, przyglądając się linii jej żuchwy i ustom, gdy mówiła.

    — Wojsko i policja? To wiele wyjaśnia. W domu musiała panować twarda, żołnierska dyscyplina, skoro wyrosłaś na taką kobietę. Jesteś zupełnym przeciwieństwem Skyler. Moja menadżerka to oaza spokoju, cicha woda, a z ciebie bije czysty, nieokiełznany ogień. Od razu widać między wami gigantyczny kontrast. Powiedz mi... nie boli cię czasem głowa od tego własnego, ciągłego gadania i analizowania wszystkiego dookoła? Bo mnie na razie tylko intryguje, ale zastanawiam się, jak ty sama ze sobą wytrzymujesz — zaśmiał się cicho pod nosem, nie odrywając od niej wzroku. — Czyli z tego co mówisz, jesteś takim Supermanem w wersji żeńskiej. Z misją ratowania świata i pakowaniem się w kłopoty na własne życzenie. Powiedz mi, nie przytłacza cię to czasem? Bo muszę cię zmartwić, Gennie... Całego świata nie uratujesz. Większość ludzi to po prostu chodząca autodestrukcja, która z pełną świadomością idzie na dno. Nie zdołasz wyciągnąć każdego.

    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uciął na chwilę temat, sięgając po przygotowaną wcześniej kalkę. Przyłożył ją z idealną precyzją do jej ciała, wygładził dłonią, docisnął i po krótkiej chwili delikatnie odkleił papier, odbijając nienaganny, czarny kontur wzoru na jej skórze. Gdy zadała mu pytanie o to, skąd w ogóle wziął się pomysł na studio tatuażu, Alex zamilkł. Zamierający na moment ruch jego dłoni zdradził, że temat uderzył w strunę, która była dla niego naprawdę ważna. Uniósł wzrok, wbijając w nią swoje intensywne, jasnoniebieskie spojrzenie, pozbawione na tę jedną chwilę dotychczasowej kpiarskiej maski.

      — Skąd pomysł? — powtórzył cicho, a na jego twarzy pojawił się rzadki, zupełnie szczery i ciepły uśmiech. — Od dziecka uwielbiałem rysować, malować i rzeźbić. Wiem, wiem... pewnie nie spodziewałaś się takich artystycznych, wrażliwych zapędów po bezmózgim mięśniaku z siłowni, co? Ale patrząc na to, kim z zawodu byli moi rodzice i jak ciężko wyglądało ich życie, obiecałem sobie jedno: będę spełniał się w tym, w czym naprawdę jestem najlepszy. Przyjechałem do Nowego Jorku mając dosłownie kilka dolarów w kieszeni i podpisaną umowę na wynajem klitki w jednej z najgorszych, najbardziej niebezpiecznych dzielnic tego miasta. Nie chciałem tak żyć. A przede wszystkim... chciałem zapewnić mojej siostrze godny byt, bezpieczeństwo i przyszłość, jakiej sami nigdy nie mieliśmy. Więc harowałem dzień i noc. Przez lata dorobiłem się tego miejsca i wszystkiego, co widzisz dookoła, nie prosząc nikogo o pieprzoną pomoc. Sam zbudowałem to królestwo.

      Przez dłuższą chwilę trzymał z nią głęboki kontakt wzrokowy, pozwalając, by ta chwila szczerości i powagi wybrzmiała między nimi, po czym jego charyzmatyczna, pewna siebie maska flirciarza wróciła na swoje miejsce. Wyprostował się dumnie, podając jej małe lusterko i wskazując dłonią na odbity na jej skórze wzór.
      — Dobra, koniec rzewnych opowieści, bo jeszcze pomyślisz, że mam miękkie serce. Kalka idealnie leży, idealnie pasuje do twojego ciała. Zerknij w lustro, powiedz, czy wzór ci się podoba i bierzemy się za igłę. Zobaczymy, jak ten twój hardy instynkt SWAT radzi sobie z prawdziwym, fizycznym bólem. Tylko pamiętaj – nie przyjmuję reklamacji, jeśli zaczniesz płakać

      Usuń
  12. Maszynka brzęczała cicho, a ten monotonny, mechaniczny dźwięk wypełniał przestrzeń między nimi, kontrastując z napięciem, które z każdym słowem stawało się coraz bardziej wyczuwalne. Alex z niezwykłą precyzją prowadził igłę po jej skórze. Ruchy jego dłoni były pewne, wyćwiczone tysiącami godzin praktyki, idealnie balansując między rolą skupionego artysty a irytująco pewnego siebie faceta. Doskonale wiedział, jakie wrażenie robi na ludziach i – co gorsza – wiedział też, jak bardzo jego obecność zaczyna na Gennie działać.
    Słuchał jej wywodu z lekkim, rozbawionym uśmiechem, nie odrywając wzroku od rozrastającego się na jej ciele wzoru. Kiedy wspomniała o tym, że chciałby być „rozbierany”, prychnął cicho pod nosem. Ta dziewczyna miała pazur, nawet jeśli próbowała ukryć go pod płaszczem profesjonalizmu i chłodnego dystansu. Pozwolił jej mówić, analizując w duchu to, jak bardzo próbowała się przed nim bronić, jednocześnie dając się wciągnąć w jego gierkę. Ta jej fasada poukładanej, niedostępnej dziewczyny z planem na każdy dzień tygodnia zaczynała powoli pękać. I sprawiało mu to cholerną satysfakcję.
    — Stronisz od ludzi, co? — rzucił luźno, nie przerywając tatuowania i lekko przesuwając kciukiem po jej skórze, by zetrzeć nadmiar ciemnego tuszu. — Brzmi jak bardzo wygodna wymówka dla pracoholiczki, która po prostu boi się, że ktoś odkryje, że pod tym całym idealnym planem na życie kryje się zwykła, śmiertelna dziewczyna. Ale dobra, niech ci będzie. Brak ADHD, po prostu lekka aspołeczność i ucieczka w obowiązki. Zapisuję w aktach, Supermanie.
    Przesunął dłonią w czarnej, lateksowej rękawiczce wyżej, naciągając delikatnie skórę przed kolejną serią uderzeń igły. Wysłuchał historii o mamie, wojskowym wychowaniu, którego nie było, i o tym, jak to wszystko „samo wyszło”.
    — Tylko pamiętaj, Clark Kent miał przynajmniej okulary do ukrywania się przed światem, a ty rzucasz się w ten ogień z otwartą przyłbicą — mruknął, drocząc się z nią, choć w jego głosie, gdzieś głęboko, pobrzmiewała też nuta autentycznego uznania. Rzadko spotykał ludzi z tak jasnym, choćby i piekielnie trudnym celem. — Ratowanie świata bywa potwornie męczące, Gennie. Prędzej czy później będziesz musiała gdzieś zrzucić tę pelerynę. No i umówmy się... z tą twoją aspołecznością, to ci ludzie, których ratujesz, muszą mieć z tobą niezłą przeprawę.
    Gdy skomentowała, że to przecież on bez przerwy gada i zadaje masę pytań, Alex na chwilę uniósł igłę. Prychnął rozbawiony, kręcąc z niedowierzaniem głową, i spojrzał na nią z góry.
    — Ja ciągle gadam? — zapytał z udawanym oburzeniem, a w jego oczach błysnęły wesołe iskry. — Genn, ja tylko podtrzymuję konwersację z pacjentem, żeby mi tu nie zemdlał. Za to ty? Ty ciągle, niezwykle nieudolnie, próbujesz mnie atakować. Poważnie, te twoje szpileczki są urocze, ale musisz nad nimi popracować, bo na razie ranią mniej niż ta igła.
    Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, wrócił do pracy. Kiedy wspomniała o układzie ze Sky i patyczkowych ludziach, na jego twarzy znów pojawił się szeroki, beztroski uśmiech.
    — Klasyka. Wykorzystała cię bezlitośnie, a ty zorientowałaś się dopiero po latach? Podałaś jej na tacy gotowe rozprawki za kilka nabazgranych pierdół? I ty chcesz ludzi ratować, skoro dałaś się podejść własnej przyjaciółce? Koniecznie musisz jej to wypomnieć. Ba, zażądaj odsetek w darmowych lunchach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy padły te słowa. "Mimo wizerunku mięśniaka z siłowni, powoli zaczynasz zyskiwać w moich oczach”.
      W tym momencie Alex nagle zamilkł. Brzęk maszynki na chwilę stał się jedynym dźwiękiem, jaki przecinał ciszę w studiu. Całe rozbawienie zniknęło z jego twarzy, ustępując miejsca absolutnemu, profesjonalnemu skupieniu. Skupił się maksymalnie, dopracowując trudniejszy, niezwykle precyzyjny detal cieniowania. Jego twarz spoważniała, odcinając się grubą kreską od dotychczasowego, luźnego tonu. Przez kilkadziesiąt sekund liczyło się tylko to, co działo się pod igłą, a Gennie mogła poczuć delikatne, ale zdecydowane napięcie jego ramion, gdy pochylał się nad jej ciałem, niemal naruszając jej strefę komfortu swoją bliskością.
      Gdy skończył element, nagle wyłączył maszynkę. Nastała nagła, niemal ogłuszająca cisza.
      Kąciki jego ust uniosły się w powolnym, cholernie pewnym siebie i dumnym uśmiechu. Otarł delikatnie gotowy fragment tatuażu ręcznikiem papierowym, odłożył sprzęt na bok i powoli się wyprostował. Oparł dłonie na biodrach, zdejmując jedną z rękawiczek i rzucając ją na stolik. Spojrzał prosto w jej oczy – tym swoim nieziemsko niebieskim, rozbrajającym spojrzeniem, w którym znów zatańczyły te same, irytujące, ale i magnetyczne iskry.
      — Zyskuję w twoich oczach, mówisz? — zawiesił głos, przyglądając jej się z góry z tą swoją bezczelną swobodą. Przechylił lekko głowę na bok, tak, że kilka ciemnych kosmyków opadło mu na czoło. — I co ja mam teraz z tym zrobić, Gennie? Zacząć się starać bardziej, żeby utrzymać ten nagły awans towarzyski, czy wręcz przeciwnie – zrobić za chwilę coś totalnie głupiego, żeby wrócić do punktu wyjścia, który tak bardzo cię drażnił? Bo muszę ci się do czegoś przyznać... bycie tym irytującym facetem w twojej poukładanej bajce całkiem mi się podobało.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń