Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia

04/06/2026

[KP] And I don't want the world to see me

Geneviev Ashworth
Gennie 一 30 lat 一 urodzona 31 listopada 1996 roku w Nowym Jorku 一 ratownik medyczny w New York - Presbyterian Hospital 一 mieszkanie przy Fort Washington Avenue 一 wieczory lubi spędzać przy dobrej książce 一  córka weterana wojennego oraz nauczycielki biologii一 sektor ochrony zdrowia 一 powiązania i historie

 

Czuje szybkie bicie serca, szum w uszach. Widzi tłum ludzi w okół niej, szepty o tym, co się stało. Spogląda na twarz młodej dziewczyny. Jest poobdzierana, z plamami krwi na skórze. Później widzi jej spojrzenie - przestraszone, szukające wsparcia, czekające na to dobrze przez wszystkich znane wszystko będzie dobrze. Wyciąga kilka potrzebnych rzeczy, opatruje rany, podaje leki uspokajające, monitoruje czynności życia. I w duchu cicho prosi, by ta młoda dziewczyna wyszła cało z tego wypadku, bo przecież przed nią jeszcze tyle życia i możliwych rzeczy do zrobienia. Nie lubi tego zdania, że wszystko będzie dobrze. Dlatego nie mówi go za często, za to prosi o opowiedzenie jakiejś historii, żeby odwrócić na moment myśli od bólu i chaosu wokół. Nie daje pewności, bo najzwyczajniej w świecie boi się, że przecież zawsze może kogoś nie uratować, nawet jeśli starałaby się z całych sił. 

Oddycha głęboko, opierając się plecami o chłodną ścianę budynku. Wypuszcza powoli dym z ust, który szybuje w górę. Ona też podnosi spojrzenie, patrzy na górujące nad nią budynki. Wybija szósta rano, a ona, zamiast iść do domu i odespać zmianę, rusza na siłownię, bo przecież w domu i tak nikt na nią nie czeka. 

Szukamy wszystkiego. Wizerunek: Hanna de la Vega. W razie czegokolwiek > pandaczerwona0@gmail.com

32 komentarze:

  1. (Ulalala Niunia <3)
    Świt nad Manhattanem ledwo co rozcinał purpurowe niebo, gdy przekraczał próg siłowni. Ciężki, chłodny metal gryfu idealnie leżał w jego dłoniach, a zapach potu i gumy był dla niego o wiele bardziej naturalny niż luksusowe perfumy. Mimo potwornego zmęczenia po całonocnej sesji tatuowania, jego żelazna samodyscyplina po raz kolejny wygrała. Wybierał te godziny celowo – puste sale, brak zbędnych spojrzeń i absolutna cisza, w której liczył się tylko rytmiczny oddech i opór mięśni.
    Właśnie kończył serię martwego ciągu, gdy ciszę przerwał znajomy, energiczny głos.
    — Brandt! Nie mów, że znowu nocujesz na siłowni — zawołała Skyler, jego menadżerka i jedna z niewielu osób, które tolerował w swoim sterylnym świecie.
    Mężczyzna powoli opuścił sztangę na podłogę, a głuchy łomot żeliwa przetoczył się po gumowej macie. Wyprostował się niespiesznie i rzucił okiem na zegarek, po czym na jego twarzy wykwitł ten specyficzny, leniwy uśmiech.
    — Ktoś musi pracować na ten luksus, Sky. Poza tym, o tej porze przynajmniej nikt nie rozprasza mnie gadaniem — odparował nisko, sięgając po leżący na ławce ręcznik.

    Dopiero gdy przetarł kark, w pełni skupił wzrok na osobie stojącej obok jego menadżerki. Towarzyszka Skyler natychmiast przykuła jego chłodną, analityczną uwagę. W jego oczach pojawił się rzadki, błyskotliwy błysk. Miała w sobie coś magnetycznego. Dzikość ukrytą pod hipnotyzującym spojrzeniem, idealną figurę i tatuaże, które jako artysta potrafił docenić w ułamku sekundy – linie współgrały z jej ciałem w sposób, który wręcz go fascynował.

    Obserwował ją bezczelnie, acz na tyle dyskretnie, by nie wydać się nachalnym. Gdy ich spojrzenia w końcu zderzyły się w przestrzeni industrialnej sali, nie odwrócił wzroku. Zamiast tego na jego twarzy wykwitł leniwy, pewny siebie półuśmiech, będący niemym zaproszeniem do gry, której zasady znał tylko on.
    ---
    Wieczór przeniósł go w zupełnie inną scenerię. Jeden z najbardziej prestiżowych, zamkniętych klubów w Nowym Jorku pulsował basem i neonowymi światłami. Otoczony wianuszkiem znajomych i Skyler, odpoczywał po intensywnym tygodniu. Kontrola, którą tak obsesyjnie pielęgnował na co dzień, tej nocy nieco się rozmyła pod wpływem luźnej atmosfery.
    Wokół loży zrobiło się głośno. Mężczyźni z jego ekipy, podkręceni muzyką i klimatem imprezy, zaczęli popisywać się swoimi zdolnościami fizycznymi. Dotychczas stojący z boku jako chłodny obserwator, dał się ponieść chwili. Dumny i nieco chwiejny, postanowił pokazać, na co go stać, i wykonać salto w tył z podestu loży.
    Wybicie było mocne, ale chwila nieuwagi opóźniła refleks. Przy lądowaniu jego stopa ześlizgnęła się z krawędzi. Stracił równowagę i z impetem runął do tyłu, uderzając potylicą o kant marmurowego stolika. Ciemność nadeszła natychmiast. Muzyka ucichła w jego uszach, a zaniepokojone, krzyczące towarzystwo natychmiast rzuciło się w jego stronę, podczas gdy Skyler drżącymi rękami wybierała już numer na pogotowie.
    Świat wracał do niego powoli, pulsując tępym, rozsadzającym bólem z tyłu głowy. Ostre, białe światło jarzeniówek zmusiło go do przymknięcia powiek. Kiedy jednak uniósł je ponownie, obraz zaczął się ostrzyć.
    Nad nim pochylała się sylwetka w ciemnogranatowym, profesjonalnym mundurze ratownika medycznego. Gdy jego wzrok skupił się na jej twarzy, na chwilę zapomniał o pulsującym bólu. To były te same oczy, ta sama magnetyczna dziewczyna z siłowni, która teraz profesjonalnie badała jego reakcję źrenic na światło.
    Odetchnął ciężko, a na jego blade usta, mimo oszołomienia, wkradł się ten sam, lekko bezczelny uśmiech, który posłał jej o poranku. Spojrzał na nią głęboko, chrypiąc cicho:
    — Czy ja... trafiłem do nieba? Bo przysiągłbym, że widzę pięknego anioła.

    A

    OdpowiedzUsuń
  2. [Coś tu ostatnio dużo tych samotnych postaci... A ten wizerunek przyciąga jak zawsze niczym magnez, bo koło takiego uśmiechu nie da się przejść obojętnie.
    Życzę powodzenia z kolejną bohaterką i w razie czego zapraszam.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ale śliczna pani. Nieco indiański klimacik, ale jest cudnie. ♥ Niech wam się tutaj wiedzie, zostańcie jak najdłużej! :)]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth

    OdpowiedzUsuń
  4. Światło latarki diagnostycznej paliło żywym ogniem, zmuszając źrenice Alexandra do szalonego, bolesnego tańca. Jednak nawet ten pulsujący, tępy ból w rozwalonej potylicy nie był w stanie popsuć mu humoru. Szczególnie teraz, gdy sytuacja nabrała tak interesującego obrotu. Mrużąc z wysiłkiem oczy, chłopak próbował poskładać w całość otaczający go chaos: basy dudniące gdzieś w głębi klubu, bliską paniki, bladą jak ściana Sky i ją.
    Ratowniczkę medyczną z jego siłowni. Tę samą dziewczynę, którą jeszcze kilkanaście godzin temu odprowadzał wzrokiem na sali treningowej, zastanawiając się, jak zwrócić na siebie jej uwagę. Los, choć dość brutalny, okazał się nad wyraz pomysłowy.
    Alexander poczuł chłód jej profesjonalnych, a zarazem delikatnych palców, kiedy stanowczo zacisnęła dłoń na jego żuchwie, stabilizując odcinek szyjny. Musiał zaliczyć naprawdę twarde lądowanie na klubowym parkiecie, skoro zjawili się tu z całym sprzętem, ale szczerze? Patrząc na nią z dołu, uważał, że bilans zysków i strat wychodzi na plus.
    — Kręci mi się w głowie, owszem — wymruczał Alexander, a na jego usta, na przekór narastającym mdłościom, wypełzł ten sam bezczelny, pewny siebie uśmiech co rano. — Ale przez moment myślałem, że umarłem i trafiłem do nieba. Bo nade mną stoi anioł, na dodatek pachnący o niebo lepiej niż ten cały klub.
    Siedzący obok Chris, drugi z ratowników, parsknął głośnym śmiechem. O mało nie upuścił tabletu, na którym pospiesznie wprowadzał dane do karty pacjenta.
    — Słyszałaś to, Gen? — zawołał rozbawiony, kręcąc z niedowierzaniem głową. — Gość ma dziurę w głowie, prawdopodobnie wstrząśnienie mózgu, a wyjeżdża ci tu z aniołami i podrywa na zapach proszku do prania i potu po dwunastu godzinach dyżuru. Klasyk gatunku!
    Alexander całkowicie zignorował kpiący ton partnera dziewczyny, skupiając cały swój wzrok wyłącznie na niej. Widział, jak mocno stara się maskować jakiekolwiek emocje pod maską profesjonalizmu, co w jego oczach tylko dodawało jej uroku.
    — Kołnierz ortopedyczny? Ostry dyżur? Ostro. Lubię, jak kobieta przejmuje kontrolę już na pierwszej randce — ciągnął brunet, choć syknął cicho przez zęby, gdy palce Gennie mocniej docisnęły opatrunek do krwawiącej rany. — A co do rachunku za tę całą przejażdżkę... Jeśli usiądziesz ze mną z tyłu ambulansu i obiecasz, że nie dasz mi umrzeć z nudów, zapłacę podwójnie.
    W tym momencie nad nimi wyrosła Sky. Trzęsła się jak galaretka, patrząc na swoją przyjaciółkę z autentycznym przerażeniem, kompletnie zagubiona w migających światłach stroboskopów.
    — Gen... Genny, czy on... wszystko z nim będzie dobrze? — wykrztusiła łamiącym się głosem, kurczowo zaciskając dłonie. — On po prostu nagle stracił równowagę. Rozmawialiśmy i nagle poleciał bezwładnie do tyłu.
    — Słyszałaś, Sky, nic mi nie jest. Jestem w najlepszych możliwych rękach — rzucił w stronę koleżanki, posyłając jej szybkie, uspokajające mrugnięcie oka, po czym znów bezczelnie zawiesił wzrok na swojej ratowniczce. — Więc jak, pani ratownik? Często ratujesz nieznajomych z siłowni w środku nocy, czy jestem twoim jakimś wyjątkowym przypadkiem? Następnym razem moglibyśmy po prostu skoczyć na zwykłą kawę, zamiast od razu angażować w to sygnały dźwiękowe i całą tę oprawę.
    Chris znowu zarechotał, sprawnie rozkładając nosze i przygotowując deskę ortopedyczną do transportu.
    — Stary, za sam ten tekst o aniele dopiszę ci do rachunku ekstra opłatę za szkodliwe warunki pracy dla mojej partnerki — skomentował wesoło Chris, łapiąc za uchwyty. — Dobra, na trzy przekładamy. Raz, dwa... trzy.
    Gdy sprawnie i synchronicznie przenieśli go na nosze, Alexandra na moment całkowicie zatkało od nagłej fali ostrego bólu, która przetoczyła się przez jego czaszkę. Świat przed oczami zawirował niebezpiecznie, ale chłopak nie zamierzał odpuszczać tej chwili. Kiedy wieźli go w stronę wyjścia ewakuacyjnego, przez korytarz utworzony z gapiów i migających świateł dyskotekowych, zdołał wykrztusić ostatnie, ledwo słyszalne, ale wciąż pełne determinacji pytanie:
    — Zatańczysz ze mną... jak już mnie tam na górze zszyjesz i oficjalnie wypuścisz?

    Alex.

    OdpowiedzUsuń
  5. Alex skrzywił się lekko, kiedy światło latarki w końcu zniknęło z jego pola widzenia, ale na jego twarz szybko powrócił ten sam irytująco pewny siebie, lekki uśmiech. Nawet z kołnierzem ortopedycznym, który skutecznie ograniczał mu ruchy i upodabniał go – w jego własnym mniemaniu – do nienaturalnie usztywnionego robota, nie zamierzał tracić fasonu.

    – Łapówki? Ja? Panno ratownik, to był wyraz czystej wdzięczności za ratowanie życia, a nie korupcja polityczna – zażartował, choć lekki grymas na czole zdradził, że ból głowy daje o sobie znać przy każdym głośniejszym uderzeniu basu. – Poza tym, zgłoszenie tego oznaczałoby papierkową robotę, a sama mówiłaś, że marzysz tylko o jedzeniu i łóżku. Po co marnować czas?

    Kiedy Chris i Geneviev sprawnie unieśli nosze, Alex przez moment musiał mocniej zacisnąć zęby. Karuzela w głowie przyspieszyła, ale gdy tylko poczuł chłodniejsze powietrze korytarza ewakuacyjnego, a potem rześką, nocną aurę na zewnątrz klubu, odetchnął z ulgą. Przenikliwy ziąb, na który narzekała, jego akurat nieco rozbudził.

    – Dużo wypiłem? Obrażasz moją wydolność – prychnął cicho, odprowadzany wzrokiem przez przejętą Sky. – Dwa drinki. No, może trzy, ale to były te rozwodnione, klubowe klasyki. Moja równowaga ucierpiała przez ten przeklęty, śliski stopień, a nie przez promile. To była dywersja architektoniczna, a nie alkohol.

    Gdy załadowali go do wnętrza karetki, a drzwi zatrzasnęły się, odcinając ich od dudnienia klubu, Alex natychmiast spróbował się podeprzeć na łokciach i usiąść.

    – Ej, ej, leżeć – rzucił ostrzegawczo Chris, szykując dokumentację dokumentację medyczną. – Masz w ogóle przy sobie jakiś dowód osobisty? Musimy cię wpisać do systemu.

    Alex, ignorując protesty własnego karku, zdołał usiąść wygodniej. Wolną ręką sięgnął do kieszeni, wyłowił z niej plastikowy dokument i zamiast Chrisowi, z błyskiem w oku podał go bezpośrednio Geneviev.

    – I wypraszam sobie tego „osiłka z siłowni” – oburzył się z teatralną urazą, zerkając na nią w jasnym, sterylnym świetle ambulansu. – To, co widzisz, to efekt starannie pielęgnowanej, wrodzonej charyzmy i okazjonalnego podnoszenia kubka z kawą, a nie bezmyślnego przerzucania żelastwa. Poza tym, z tym kołnierzem wyglądam teraz bardziej jak arystokrata z siedemnastowiecznego portretu niż kulturysta. Tracisz szansę na taniec życia, herbatopijco. Swoją drogą, świetne tatuaże. Naprawdę robią wrażenie i pasują do tego twojego surowego, medycznego wizerunku.

    Zauważył jednak bladość na jej twarzy i to, jak bezwiednie masowała sobie skroń, próbując walczyć z narastającym bólem głowy.

    – Dobra, żarty na bok – zaczął cokolwiek łagodniej, choć wciąż z tym samym błyskotliwym zacięciem. – Wyglądasz gorzej niż ja, a to ja mam dziurę w głowie. Długo już jesteś na tym dyżurze? Bo jeśli mam być twoim ostatnim pacjentem, to obiecuję, że będę naprawdę bardzo cicho.

    A

    OdpowiedzUsuń
  6. Alex uniósł lekko jedną brew, a w kąciku jego ust błąkał się cień rozbawienia, gdy sprawne, profesjonalne dłonie Gennie zaczęły rozpinać kolejne guziki jego koszuli. Choć sytuacja była poważna, w tym jednym momencie pozwolił sobie na odrobinę przekory. Kiedy jednak padło pytanie o nudności i ból, jego wyraz twarzy subtelnie się zmienił. Zmrużył oczy, wbijając w nią swoje przenikliwe, głębokie spojrzenie, które zdawało się niemal namacalnie rewidować każdy jej ruch.

    — Serce mnie boli, że nazywasz mnie osiłkiem, skoro nawet mnie nie znasz — powiedział cicho, a w jego niskim głosie, mimo narastającego osłabienia, pobrzmiewała wyraźna, nieco kpiąca nuta. — Dodałbym nawet, że to bardzo niegrzeczne, pani ratownik. Ocenianie pacjenta po pozorach nie przystoi profesjonalistce.

    Gdy temat zszedł na Sky, napięcie na moment z niego opadło, a na wspomnienie wspólnej znajomej delikatnie skinął głową.

    — Jakieś dwa lata — odpowiedział, a w jego tonie pojawił się autentyczny szacunek. — Od razu zauważyłem, że Skyler to prawdziwa artystka, a nie tylko rzemieślnik z maszynką w ręku. Swoimi pracami momentalnie powaliła mnie na kolana. Ma niesamowite wyczucie linii i detalu.

    Mówiąc to, powoli, bez pośpiechu przesunął wzrokiem po odsłoniętej skórze Geneviev, badając zdobiące ją wzory. Jego wzrok zatrzymał się na dłużej w jednym miejscu, skupiając się na misternym motywie roślinnym.

    — Ten z motywem kwiatów jest świetny. Naprawdę ma klasę i dobrze na tobie leży — skomplementował z uznaniem, a w jego oczach błysnęła szczerość. Słysząc z kolei o jej morderczym, kilkunastogodzinnym dyżurze i bezlitosnych nadgodzinach, znów uniósł brew, tym razem z wyraźnym, niemal podziwem. — Dwanaście, czternaście godzin w tym tempie? No, no... Twardzielka z ciebie, Gennie.

    W tym samym momencie ryk syren na zewnątrz wydawał się głośniejszy, a kardiomonitor za ich plecami piknął gwałtowniej, burząc dotychczasowy rytm. Linie na wykresie ciśnienia zaczęły gwałtownie skakać w górę, uderzając w alarmujące rejestry. Alex poczuł, jak zalewa go nagła, potężna fala gorąca. W ułamku sekundy jego twarz i szyja zrobiły się mocno czerwone, a klatka piersiowa uniosła się w ciężkim, rwącym się wysiłku. Powietrze, które jeszcze przed chwilą wdychał bez trudu, nagle stało się rzadkie i ciężkie – ewidentnie zaczęło mu go brakować.

    Mimo że jego ciało wysyłało sygnały alarmowe, a organizm wyraźnie odmawiał posłuszeństwa, w jego oczach nie pojawił się nawet cień paniki. Zacisnął mocniej dłoń na krawędzi noszy, walcząc o kontrolę nad własną słabością. Chcąc za wszelką cenę utrzymać luźny ton i nie dać po sobie poznać, jak bardzo sytuacja się pogarsza, zmusił się do ponownego spojrzenia na Geneviev.

    — Jesteś… z Nowego Jorku? — wykrztusił chropowatym głosem, podczas gdy na jego czole i skroniach natychmiast wystąpiły drobne krople potu. Wziął głębszy, choć wyraźnie wymuszony i urwany wdech, po czym dokończył pytanie, starając się zakotwiczyć wzrok na jej twarzy: — I długo już… pracujesz w tym szpitalu?

    A

    OdpowiedzUsuń
  7. Alex odprowadził ją wzrokiem, gdy pewnym krokiem podchodziła do lekarza dyżurnego, by zdać oficjalny raport. Nawet w tym chaotycznym, sterylnym otoczeniu szpitalnego oddziału ratunkowego, pośród pikania aparatur i pośpiesznych kroków personelu, Geneviev biła profesjonalizmem, który facetom jego pokroju imponował znacznie bardziej, niż pewnie sama by przypuszczała. Słuchał, jak chłodno i rzeczowo referuje jego przypadek — „27 lat, uraz głowy, chwilowa utrata przytomności, alkohol...” — i musiał w duchu przyznać, że ta jej poza niedostępnej twardzielki miała w sobie coś cholernie magnetycznego.

    Kiedy lekarz skinął głową, wpisując coś pośpiesznie do komputera, i odszedł na moment, by zorganizować salę oraz zlecić wspomniany tomograf, Alex uznał, że czas na jego ruch. Uniósł wolną dłoń i z powolną, niemal ostentacyjną swobodą zsunął maskę tlenową z nosa i ust, pozwalając jej opaść na podbródek. Na jego usta natychmiast wrócił ten sam, lekko błąkający się uśmieszek, który tak bardzo próbowała wcześniej zignorować.

    — Tomograf? Ostro. Czyli jednak aż tak bardzo zależy ci na tym, żeby zajrzeć w głąb mojej głowy? — zaczął cicho, a jego głos, nieco chropowaty od podawanego tlenu, brzmiał intymnie w tym całym SOR-owskim uniwersum. — A co do tego picia... Wypraszam sobie te insynuacje, pani ratownik. Poczucie humoru to ty masz równie ostre co te igły, którymi we mnie celujesz. Nie piję zbyt często. Po prostu mam za sobą morderczy miesiąc w firmie, robota non stop na najwyższych obrotach, zero snu i tona stresu. Chciałem się po prostu, po ludzku, raz wyluzować. No, ale jak widać, kiedy ja próbuję odpocząć, wszechświat natychmiast zsyła mi anioła stróża z ciętym językiem.

    Poruszył się minimalnie na noszach, chcąc ułożyć się wygodniej, ale nagły puls ból z tyłu głowy sprawił, że na ułamek sekundy zmrużył oczy i syknął cicho przez zęby. Nie pozwolił jednak, by ta drobna słabość popsuła mu nastroje do przekomarzania się. Szybko odzyskał rezon i zerknął na monitor, na którym zielone cyfry ciśnienia powoli, posłusznie wracały do bezpiecznych wartości.

    — Zresztą, spójrz na to. Twoja obecność i te czary ze strzykawką działają cuda. Ciśnienie spada, chociaż logicznie rzecz biorąc, przy tak atrakcyjnej kobiecie pochylającej się nade mną powinno raczej skoczyć w kosmos — rzucił z ironicznym półuśmiechem, nie spuszczając z niej wzroku. — I nawet nie myśl, że złożę na ciebie skargę. Za bardzo podoba mi się to, jak stanowczo wydajesz rozkazy. „Najcichszy pacjent zmiany”, tak? O rany, Gennie... Gdybym wiedział, że lubisz dominować i tak sprawnie rządzisz facetami, zachowywałbym się grzeczniej od samego początku. Może nawet nie zrzuciłbym tych ubrań tak szybko.

    Przeniósł na moment rozbawione spojrzenie na swoją rozpiętą koszulę, pod którą wciąż widniały poprzyklejane elektrody, a potem z powrotem popatrzył prosto w jej oczy, jawnie ignorując dystans, jaki próbowała wokół siebie zbudować.

    — A wracając do tych kolesi z siłowni i wygranej na loterii... Może i natura dała mi ładną twarz, nie będę się kłócił, ale wnętrze też mam całkiem znośne. Jak już mnie stąd wypiszą i przeżyję ten twój tomograf, będę musiał ci to udowodnić. W końcu sama powiedziałaś, że podziękuję ci później. Osobiste podziękowania przy dobrej kawie brzmią chyba uczciwie, co? Bo przecież nie pozwolisz, żeby twój ulubiony i najbardziej kłopotliwy pacjent dzisiejszej zmiany tak po prostu zniknął bez słowa „dziękuję”.

    A

    OdpowiedzUsuń
  8. Słysząc te profesjonalne, a zarazem na swój sposób urocze pouczenia o alkoholu i „syndromie niezniszczalności”, Alexander miał ochotę parsknąć śmiechem, ale ból rozsadzający mu czaszkę skutecznie zmusił go do zachowania powagi. Zamiast tego z nieskrywaną fascynacją odprowadził Geneviev Ashworth wzrokiem, gdy nachyliła się nad jego noszami. Zapamiętał jej zmęczone, ale niezwykle bystre oczy i te chłodne, choć podszyte ukrytą troską słowa: „Dziękuję za uratowanie życia, Gen, tyle mi w zupełności wystarczy”

    Jasne, Gennie. Akurat wystarczy – pomyślał wtedy, odprowadzając wzrokiem jej oddalającą się sylwetkę. Alexander nie należał do facetów, którzy tak łatwo odpuszczają, zwłaszcza gdy jakaś kobieta potrafiła mu się tak bezczelnie i celnie odgryźć. A ta konkretna ratowniczka medyczna zaintrygowała go jak żadna inna.

    Dwa tygodnie później....

    Głowa już nie pulsowała tak nieznośnie, a szwy, choć zostawiły na czole całkiem drapieżną pamiątkę, przestały rwać przy każdym uniesieniu brwi. Alexander z ulgą wrócił do swojego naturalnego środowiska – tam, czuł się najlepiej i gdzie chaos kontrolował on sam, a nie pędzące na złamanie karku karetki. Jego studio tatuażu było jego królestwem, przepełnionym zapachem tuszu, profesjonalnych detergentów i dźwiękiem cicho grającej w tle rockowej muzyki.

    Siedział właśnie przy wysokim, drewnianym blacie recepcji, leniwie przeglądając tablet z kalendarzem elektronicznym. Przesuwał palcem po kolejnych rezerwacjach na dany dzień, dopóki jego wzrok nie zamarł na jednym, konkretnym nazwisku. Geneviev Ashworth.

    System pokazywał jasno: zapisała się na popołudniową sesję, a zgłoszenie przyjmowała Skyler, menadżerka salonu.

    Na twarzy Alexandra natychmiast wykwitł szeroki, nieprzyzwoicie zadziorny uśmiech. Los – albo po prostu jej podświadomość, jak lubił to sobie w duchu tłumaczyć – podsunął mu idealną okazję do rewanżu za tamten zimny prysznic. Odłożył tablet i spojrzał na siedzącą obok dziewczynę.

    — Skyler, słonko — rzucił w stronę menadżerki, przybierając swój najbardziej czarujący uśmiech, który zazwyczaj zwiastował kłopoty. — Wyglądasz dzisiaj na potwornie zmęczoną. Pracujesz na pełnych obrotach od samego rana. Wiesz co? Masz dzisiaj wolne od popołudnia. Zwijaj się do domu, ja zajmę się resztą dzisiejszych klientów i zamknę studio.

    Skyler zmrużyła oczy, patrząc na niego z głębokim sceptcyzmem. Doskonale znała swojego szefa i wiedziała, że rzadko miewa tak nagłe napływy czystego altruizmu.
    — Serio, Alexander? Przecież dopiero co wróciłeś ze zwolnienia po tym swoim popisowym salcie. Masz siłę stać z maszynką? — zapytała podejrzliwie, nawiązując do jego niefortunnej, akrobatycznej próby po alkoholu, która skończyła się rozbitym czołem.
    Gdy jednak zobaczyła jego uparty, roziskrzony i absolutnie nieznoszący sprzeciwu wzrok, westchnęła ciężko i uniosła ręce w geście poddania.
    — Dobra, nie pytam. Twoja strata, twój kręgosłup. Idę do domu, zanim się rozmyślisz — dodała, pakując swoje rzeczy do torebki, po czym pożegnała się i opuściła lokal.

    Alexander został sam. Przez następną godzinę krzątał się po studiu, przygotowując stanowisko, ale jego myśli bez przerwy krążyły wokół pięknej ratowniczki.

    W końcu dzwoneczek zawieszony nad szklanymi drzwiami studia cicho brzdęknął, ogłaszając przybycie nowego klienta. Alexander natychmiast uniósł głowę. Do środka weszła ona.

    Tym razem nie miała na sobie luźnego, czerwonego munduru ratowniczego, który nosiła na dyżurze w karetce. Wyglądała świetnie, choć wciąż biła od niej ta sama, surowa pewność siebie, która tak bardzo zaintrygowała go w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alexander oparł się luźno łokciami o blat recepcji, powoli skrzyżował ramiona na piersi i pozwolił, by na jego usta wypłynął ten najbardziej bezczelny, flirtujący uśmiech, na jaki było go stać. Ostentacyjnie, powolnym ruchem uniósł dłoń i dotknął palcem świeżej, lekko zaróżowionej blizny na swoim czole, nie spuszczając z Geneviev rozbawionego, prowokującego wzroku.

      — No proszę, proszę... Kogo my tu mamy? — zaczął przeciągle, a jego niski głos wręcz ociekał czystą satysfakcją. — Moja ulubiona pani ratownik. I co, Gennie? Przyszłaś skontrolować stan techniczny swojego pacjenta, czy po prostu nie mogłaś o mnie zapomnieć przez cały ten tydzień?

      Odepchnął się od blatu i zrobił powolny krok w jej stronę, mrużąc lekko oczy i bezwstydnie, centymetr po centymetrze, lustrując jej sylwetkę od stóp do głów. Stanął na tyle blisko, by mogła poczuć zapach jego perfum.

      — Bo o ile dobrze pamiętam, jeszcze kilka dni temu z wielką dumą mówiłaś mi, że nie umawiasz się ze swoimi pacjentami i nie masz czasu na bzdury... — zawiesił głos, uśmiechając się jeszcze szerzej i rzucając jej wyzywające spojrzenie. — Więc powiedz mi... Co cię do mnie sprowadza?

      A

      Usuń
  9. Szeroki, nieco bezczelny uśmiech Alexandra ani na chwilę nie schodził mu z twarzy. Wręcz przeciwnie — wydawał się rozkwitać i zakorzeniać na niej z każdą kolejną sekundą, w której obserwował jawne poirytowanie Geneviev. Dla Alexa jej widoczna frustracja, to urocze fukanie pod nosem, nerwowe uderzanie palcami w ekran telefonu i twarde, wręcz lodowate spojrzenie, były co najmniej zabawne. Uwielbiał patrzeć, jak ta poukładana, kontrolująca każdy centymetr swojego życia ratowniczka medyczna traci przy nim swoją profesjonalną rezerwę, a na jej policzki, mimo usilnych starań, wypływa ten drobny, zdradziecki rumieniec czystej złości. Była w tym jakaś magnetyczna autentyczność, której tak bardzo brakowało mu w sterylnych, szpitalnych realiach, z których dopiero co uciekł.

    Kiedy rzuciła oskarżeniem, że maczał palce w nagłym zniknięciu Sky, Brandt uniósł wysoko jedną brew, a na jego usta wypłynął wyraz czystej, teatralnej wręcz niewinności.

    — Tak sądzisz? — zapytał, unosząc dłonie w obronnym geście, choć w jego ciemnych oczach błyszczały kpiące, doskonale znane jej iskierki. — Skyler była potwornie wykończona, ledwo patrzyła na oczy. Także jako człowiek o gołębim sercu, który ponad wszystko dba o swoich pracowników, po prostu wysłałem ją do domu, żeby odpoczęła. Powinnaś mi podziękować za troskę o kadrę.

    Zrobił powolny, pewny krok w jej stronę, kompletnie ignorując niewidzialną barierę dystansu, którą dziewczyna tak uparcie próbowała wokół siebie wznieść. Przeniósł wzrok na jej ramię, a jego uśmiech stał się nieco bardziej drapieżny, podszyty czystą, artystyczną dumą.

    — A co do Twojego tatuażu, chętnie się nim zajmę... Jeden Twój tatuaż projektowałem — odparł gładko, wskazując subtelnym skinieniem głowy na jej rękę, gdzie pod materiałem ubrania krył się misterny, niesamowicie szczegółowy kwiecisty motyw. Skoro to on stworzył tamtą bazę, która teraz zdobiła jej ciało, logiczne i wręcz naturalne było, że to właśnie on powinien to teraz pociągnąć dalej. — Skoro ja go zacząłem, to ja go dokończę, Genn. Wątpisz w moje umiejętności? Myślałem, że po tym, co dla ciebie stworzyłem, mam już u ciebie dożywotni kredyt zaufania.

    Kiedy z jej ust padło pytanie o jego samopoczucie — zadane niby od niechcenia, pomiędzy jednym a drugim kliknięciem w ekran — Alex wyprostował się dumnie. Niemalże górował nad dziewczyną swoją posturą, demonstracyjnie dając jej do zrozumienia, że wczorajsza słabość, gdy jako pacjent trafiał pod opiekę personelu medycznego, była tylko chwilowym, mało znaczącym potknięciem, o którym zdążył już zapomnieć.

    — Doskonale, jak widzisz. Szpitalne jedzenie i ta wasza specyficzna atmosfera zdecydowanie mi nie służyły, ale powrót do własnego królestwa i łyk porządnej kawy czynią cuda — rzucił lekko, z nutą kokieterii w głosie. Jednak gdy Gennie, wciąż uparcie stukając w kalendarz, mruknęła pod nosem siarczyste przekleństwo i stwierdziła, że jest bezczelny, Alexander zmrużył nieznacznie oczy. Jego uśmiech zyskał drapieżny, choć wciąż cholernie rozbawiony wyraz. Pochylił się ku niej o centymetr bliżej, rzucając jej prosto w twarz kolejne zaczepne wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Bezpieczniej nazwać to niezachwianą pewnością siebie, ratowniczko. Poza tym, bezczelność to moja najlepsza cecha, zaraz po nieziemskim talencie i skromności — zripostował błyskawicznie, cicho się śmiejąc. — A co to za ucieczka w kalendarz? Boisz się zostać ze mną sama w studiu, Genn? Bo mam dziwne wrażenie, że po prostu nie wymyśliłaś na dzisiaj więcej ciętych ripost, którymi mogłabyś we mnie uderzyć.

      Machnął lekko ręką w stronę wielkiego, skórzanego fotela tatuażysty, wracając do przerwanej myśli.

      — Terminy nas gonią, a twój grafik na ER czy w karetce masz pewnie zapchany na kolejne trzy miesiące, o ile nie do końca roku. Nie marnuj tak doskonałej okazji, która sama wpada ci w ręce. Siadaj i nie rób z siebie dziecka, Genn. Przecież oboje wiemy, że nie odpuścisz tej sesji.

      Zaraz po tych słowach, nie czekając na jej ciętą ripostę, odwrócił się na pięcie i podszedł do pobliskiego, drewnianego blatu, na którym w idealnym nieładzie leżały przygotowane kalki i szkice. Płynnym ruchem ręki sięgnął po projekt, który zostawiła dla niej Skyler. Uniósł kartkę na wysokość oczu, przyjrzał się jej przez ułamek sekundy i nagle parsknął szczerym, głośnym śmiechem, który poniósł się echem po surowym wnętrzu studia. Pokręcił z rozbawieniem głową, odwracając rysunek w stronę Gennie, jakby chciał obnażyć przed nią jakąś oczywistą niedorzeczność.

      — To jest projekt Sky — dodał z wyraźną, acz przyjacielską kpiną w głosie, kładąc przed nią kartkę na blacie. — Nie wątpię w jej umiejętności, naprawdę, dziewczyna ma talent i robi świetne rzeczy, ale te kwiaty... Gennie, spójrz na to. Te kwiaty przypominają raczej wieniec pogrzebowy niż coś, co chciałabyś nosić na sobie przez resztę życia. Są ciężkie, pogrzebowe i kompletnie nie będą się komponować z tą delikatną, organiczną formą, którą już masz wytatuowaną na ręce. Zrobiłaby z ciebie chodzącą, mroczną stypę.

      Zanim Geneviev zdążyła w ogóle zebrać myśli i odpowiedzieć na tę jawną prowokację oraz krytykę jej koleżanki, Brandt jednym, płynnym ruchem wyciągnął spod spodu drugą kartkę i położył ją tuż obok, centralnie przed oczami dziewczyny.

      Różnica była uderzająca, wręcz monumentalna, a kontrast między dwoma rysunkami nie pozostawiał złudzeń. Projekt Alexandra był o niebo lepszy — niesamowicie dopracowany w każdym milimetrze, lekki, dynamiczny, a zarazem z wyraźnym, ostrym charakterem. Linie na papierze idealnie współgrały z anatomią ludzkiego ciała, a nowe elementy roślinne płynnie, niemal niezauważalnie i z ogromną spójnością przechodziły w dotychczasowy tatuaż, który dziewczyna nosiła na skórze. To była absolutnie idealna, przemyślana kontynuacja jego własnego, dawnego dzieła — jakby te dwa rysunki od samego początku miały stanowić jedność.

      Alex oparł się ciężko dłońmi o blat, pochylił lekko w jej stronę i spojrzał na nią wyczekująco z góry, z tym swoim stałym, triumfującym błyskiem w oku. Doskonale wiedział, że jako artysta właśnie odebrał jej jakikolwiek racjonalny argument do ucieczki z salonu.

      Usuń
  10. Alex odprowadził ją wzrokiem do fotela, a na jego ustach błąkał się ten sam, nieznośnie rozbawiony uśmiech, który tak bardzo działał jej na nerwy. Ani myślał go ukrywać — każda jej cięta riposta, to rzekome „przyzwyczajenie zawodowe” i udawana obojętność tylko podsycały jego rozrywkę. Byli jak dwa odbicia w krzywym zwierciadle, ulepieni dokładnie z tej samej gliny. Kropka w kropkę – oboje żyli na najwyższych obrotach, napędzani adrenaliną, uporem i bezgranicznym pracoholizmem. Z tą różnicą, że Alex kiedyś walczył o przetrwanie z dnia na dzień na ulicy, kombinując, jak dotrwać do jutra, a teraz jego jedynym celem było potęgowanie i rozbudowywanie swojego dziwacznego, tatuażowego imperium. Nic innego mu w życiu nie zostało, więc wkładał w to całą swoją obsesyjną energię.

    Kiedy w końcu skapitulowała i zgodziła się na sesję, Alex odepchnął się od biurka z triumfalnym błyskiem w oku, czerpiąc czystą satysfakcję z tego małego zwycięstwa.

    — Pięć miesięcy, mówisz? Doceniam, że znalazłaś dla mnie lukę w swoim niezwykle napiętym grafiku, Gennie — zażartował, podchodząc wolnym krokiem do szafki z narzędziami. Zaczął sprawnie i z mechaniczną wręcz precyzją przygotowywać stanowisko: rozpakowywał sterylne igły, rozstawiał małe kubeczki na czarny tusz i naciągał na dłonie czarne, lateksowe rękawiczki, które z cichym trzaskiem opięły jego nadgarstki. — I nie martw się o moje zdrowie. Zalecenia ze szpitala są jasne: mam unikać nudnych ludzi i stresu. Przy tobie to pierwsze raczej mi nie grozi, a to drugie... cóż, jakoś przeżyję.

    Przerwał na chwilę układanie sprzętu i odwrócił się w jej stronę, opierając luźno dłonie o blat szafki. Przez moment przyglądał się jej z nieskrywaną uciechą.

    — Tak z ciekawości... czemu ty mnie właściwie od samego początku tak bardzo nie lubisz, co? Przecież ledwo mnie znasz, a patrzysz na mnie, jakbym co najmniej ukradł ci portfel. Muszę jednak przyznać, że ta twoja natychmiastowa, głęboka wrogość jest niesamowicie zabawna. I urocza na swój własny, nieco agresywny sposób. Lubię, kiedy ktoś od progu pokazuje mi pazury.

    Gdy Gennie usiadła na skórzanym fotelu i bez zbędnych ceremonii czy zawahania ściągnęła koszulkę, zostając w samym staniku, Alex nawet nie pomyślał o tym, by dyskretnie odwrócić wzrok. Wręcz przeciwnie — bezczelnie, powoli zlustrował ją taksacyjnym spojrzeniem, bez cienia skrępowania omiatając wzrokiem jej wysportowaną sylwetkę, zarysowane mięśnie i linie ramion. Na jej ostre ostrzeżenie, by przypadkiem nie wyobrażał sobie zbyt wiele, zaśmiał się cicho, nisko pod nosem, a w jego ciemnych oczach zabłysnęły rozbawione iskierki.

    — Aniele, jedyne, co sobie w tym momencie wyobrażam, to idealne, perfekcyjne dokończenie mojego dzieła na twojej skórze. Biznes to biznes, czysty profesjonalizm, za kogo ty mnie masz? — rzucił z kpiarską, nieszczrą powagą, po czym wskazał dłonią na czarną, skórzaną leżankę. — Połóż się wygodnie i rozluźnij, o ile w ogóle potrafisz to zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Gennie zajęła odpowiednią pozycję, Alexander podszedł bliżej i pochylił się nad nią. Znalazł się na tyle blisko, że dziewczyna mogła bez trudu poczuć intensywny, drogi zapach jego męskich perfum z nutą drzewa sandałowego, wyraźnie przemieszany z ostrą wonią tytoniu — niezaprzeczalny znak, że całkiem niedawno, tuż przed jej przyjściem, musiał palić papierosa. Przez dłuższą chwilę lustrował jej ramię i obojczyk badawczym, skupionym wzrokiem zawodowca, całkowicie odcinając się od wcześniejszych żartów. Analizował stary, wyblakły wzór oraz anatomię jej ciała.

      Wycisnął na ubraną w lateks dłoń odrobinę chłodzącego żelu znieczulającego i zaczął delikatnie, ale pewnym, mocnym ruchem rozsmarowywać go w okolicach jej obojczyka oraz ramienia. Jego palce były chłodne, a dotyk zaskakująco precyzyjny.

      — Skórę masz w dobrym stanie, dbasz o nią, to się chwali. Ale muszę cię uprzedzić — zaczął, nie przerywając powolnego masażu, a jego głos nieco spoważniał, stając się niższy. — Przy samym obojczyku może boleć. I to cholernie. Kość, cienka skóra, zero amortyzacji, a igła będzie tam pracować dość długo. Ale z tego, co zdążyłem zauważyć w twoim telefonie i po tym, jak na mnie warczysz... twarda z ciebie sztuka. Nie pękniesz mi tu, prawda?

      Odszedł na moment do stolika pomocniczego, by dokończyć przygotowywanie maszynki. Gdy w cichym studiu nagle rozległ się charakterystyczny, basowy, miarowy brzęk uruchomionego sprzętu, Alex spojrzał na nią z ukosa, badając jej reakcję i chcąc sprawdzić, czy choć trochę zadrży jej powieka.

      — No właśnie, a propos bycia twardym i odpornym na ból... SWAT, tak? Dobrze usłyszałem wcześniej? — zagadnął, a w jego głosie, o dziwo, tym razem nie było ani krzty ironii. Dało się w nim słyszeć autentyczne, szczere uznanie i podziw, którego nawet nie próbował maskować. — Nie powiem, to robi cholerne wrażenie. Skąd w ogóle taki pomysł na siebie? Co pcha taką dziewczynę jak ty w sam środek takiego piekła i facetów z bronią? Masz jakąś misję ratowania świata, czy po prostu lubisz, jak jest niebezpiecznie?

      Usuń
  11. Alex słuchał jej potoku słów z lekkim, niemal drwiącym uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy. Przesunął maszynką po jej gładkiej skórze, kończąc przygotowania, po czym wyłączył na chwilę urządzenie. Uniósł wzrok, taksując Geneviev powolnym, celowo prowokującym spojrzeniem. Widział przed sobą kobietę twardo stąpającą po ziemi – była inteligentna, cholernie intrygująca i miała w sobie magnetyzm, którego najwyraźniej sama nie była do końca świadoma. Cała ta szopka z wzajemnym dogryzaniem? To tylko go napędzało. Jej cięty język działał na niego jak płachta na byka, ale w tym najlepszym, najbardziej ekscytującym sensie. Owszem, lubił się popisywać. Wiedział, jak wygląda, wiedział, że nie jest przeciętnym facetem z nowojorskiej ulicy i potrafił to bezczelnie wykorzystać. Ale zauważył coś jeszcze – mimo tych wszystkich złośliwości, brunetka powoli zaczynała ulegać jego urokowi, nawet jeśli desperacko próbowała to zamaskować chłodem i wrogością.

    — Czas to jedyna waluta, której nie da się odzyskać, Gennie. Ale spędzanie go w moim towarzystwie to akurat całkiem niezła inwestycja. Z czasem zauważysz, że stopa zwrotu jest wyjątkowo wysoka — rzucił luźno, po czym zniżył głos, gdy nazwała go dupkiem. Pochylił się nad nią na tyle blisko, by poczuła jego bliskość. — Auć. To zabolało, prosto w moje wrażliwe serce. Ale skoro tak namiętnie analizujesz każdy mój ruch, styl życia... Może pomyliłaś profesje, co? Powinnaś zostać psychologiem. Naprawdę, świetnie ci idzie to rozbieranie mojej osobowości na czynniki pierwsze. Może następnym razem rozłożysz mnie na kozetce? Obiecuję być bardzo trudnym, ale niezwykle wdzięcznym pacjentem — mrugnął do niej bezczelnie, jawnie się drocząc i czerpiąc czystą satysfakcję z tego, jak reagowała na jego flirt.

    Kiedy jednak przeszła do tematu jego palenia, onkologii i statystyk raka płuc, Alex zmrużył na chwilę jasnoniebieskie oczy, ale zaraz na jego usta wrócił rozbawiony, pewny siebie grymas. Wcierając chłodny żel w jej skórę, robił to powoli, celowo przedłużając dotyk, który wcale nie musiał być aż tak precyzyjny.

    — Przyganiał kocioł garnkowi, lekarko. Mówisz o moim zdrowiu, a sama żyjesz w takim pędzie, że od samego patrzenia można dostać zawrotów głowy. Masz ty w ogóle czas na sen, czy to jakieś skrajne ADHD, które każe ci bez przerwy uciekać przed nudą? Życie na krawędzi też wykańcza organizm, a stres zabija szybciej niż tytoń. A co do mojego słuchu... widzę i słyszę dokładnie to, co chcę. I uwierz mi, z twoich ust wyłapuję każde, nawet najcichsze mruknięcie — dodał cicho, puszczając do niej oczko z tym swoim charakterystycznym, łobuzerskim uśmiechem.

    Gdy zaczęła opowiadać o SWAT, kontrakcie medycznym i rodzinnych tradjach mundurowych, Alex spoważniał na moment, choć wciąż biła od niego silna, męska pewność siebie. Słuchał jej z nieskrywaną, głęboką uwagą, przyglądając się linii jej żuchwy i ustom, gdy mówiła.

    — Wojsko i policja? To wiele wyjaśnia. W domu musiała panować twarda, żołnierska dyscyplina, skoro wyrosłaś na taką kobietę. Jesteś zupełnym przeciwieństwem Skyler. Moja menadżerka to oaza spokoju, cicha woda, a z ciebie bije czysty, nieokiełznany ogień. Od razu widać między wami gigantyczny kontrast. Powiedz mi... nie boli cię czasem głowa od tego własnego, ciągłego gadania i analizowania wszystkiego dookoła? Bo mnie na razie tylko intryguje, ale zastanawiam się, jak ty sama ze sobą wytrzymujesz — zaśmiał się cicho pod nosem, nie odrywając od niej wzroku. — Czyli z tego co mówisz, jesteś takim Supermanem w wersji żeńskiej. Z misją ratowania świata i pakowaniem się w kłopoty na własne życzenie. Powiedz mi, nie przytłacza cię to czasem? Bo muszę cię zmartwić, Gennie... Całego świata nie uratujesz. Większość ludzi to po prostu chodząca autodestrukcja, która z pełną świadomością idzie na dno. Nie zdołasz wyciągnąć każdego.

    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uciął na chwilę temat, sięgając po przygotowaną wcześniej kalkę. Przyłożył ją z idealną precyzją do jej ciała, wygładził dłonią, docisnął i po krótkiej chwili delikatnie odkleił papier, odbijając nienaganny, czarny kontur wzoru na jej skórze. Gdy zadała mu pytanie o to, skąd w ogóle wziął się pomysł na studio tatuażu, Alex zamilkł. Zamierający na moment ruch jego dłoni zdradził, że temat uderzył w strunę, która była dla niego naprawdę ważna. Uniósł wzrok, wbijając w nią swoje intensywne, jasnoniebieskie spojrzenie, pozbawione na tę jedną chwilę dotychczasowej kpiarskiej maski.

      — Skąd pomysł? — powtórzył cicho, a na jego twarzy pojawił się rzadki, zupełnie szczery i ciepły uśmiech. — Od dziecka uwielbiałem rysować, malować i rzeźbić. Wiem, wiem... pewnie nie spodziewałaś się takich artystycznych, wrażliwych zapędów po bezmózgim mięśniaku z siłowni, co? Ale patrząc na to, kim z zawodu byli moi rodzice i jak ciężko wyglądało ich życie, obiecałem sobie jedno: będę spełniał się w tym, w czym naprawdę jestem najlepszy. Przyjechałem do Nowego Jorku mając dosłownie kilka dolarów w kieszeni i podpisaną umowę na wynajem klitki w jednej z najgorszych, najbardziej niebezpiecznych dzielnic tego miasta. Nie chciałem tak żyć. A przede wszystkim... chciałem zapewnić mojej siostrze godny byt, bezpieczeństwo i przyszłość, jakiej sami nigdy nie mieliśmy. Więc harowałem dzień i noc. Przez lata dorobiłem się tego miejsca i wszystkiego, co widzisz dookoła, nie prosząc nikogo o pieprzoną pomoc. Sam zbudowałem to królestwo.

      Przez dłuższą chwilę trzymał z nią głęboki kontakt wzrokowy, pozwalając, by ta chwila szczerości i powagi wybrzmiała między nimi, po czym jego charyzmatyczna, pewna siebie maska flirciarza wróciła na swoje miejsce. Wyprostował się dumnie, podając jej małe lusterko i wskazując dłonią na odbity na jej skórze wzór.
      — Dobra, koniec rzewnych opowieści, bo jeszcze pomyślisz, że mam miękkie serce. Kalka idealnie leży, idealnie pasuje do twojego ciała. Zerknij w lustro, powiedz, czy wzór ci się podoba i bierzemy się za igłę. Zobaczymy, jak ten twój hardy instynkt SWAT radzi sobie z prawdziwym, fizycznym bólem. Tylko pamiętaj – nie przyjmuję reklamacji, jeśli zaczniesz płakać

      Usuń
  12. Maszynka brzęczała cicho, a ten monotonny, mechaniczny dźwięk wypełniał przestrzeń między nimi, kontrastując z napięciem, które z każdym słowem stawało się coraz bardziej wyczuwalne. Alex z niezwykłą precyzją prowadził igłę po jej skórze. Ruchy jego dłoni były pewne, wyćwiczone tysiącami godzin praktyki, idealnie balansując między rolą skupionego artysty a irytująco pewnego siebie faceta. Doskonale wiedział, jakie wrażenie robi na ludziach i – co gorsza – wiedział też, jak bardzo jego obecność zaczyna na Gennie działać.
    Słuchał jej wywodu z lekkim, rozbawionym uśmiechem, nie odrywając wzroku od rozrastającego się na jej ciele wzoru. Kiedy wspomniała o tym, że chciałby być „rozbierany”, prychnął cicho pod nosem. Ta dziewczyna miała pazur, nawet jeśli próbowała ukryć go pod płaszczem profesjonalizmu i chłodnego dystansu. Pozwolił jej mówić, analizując w duchu to, jak bardzo próbowała się przed nim bronić, jednocześnie dając się wciągnąć w jego gierkę. Ta jej fasada poukładanej, niedostępnej dziewczyny z planem na każdy dzień tygodnia zaczynała powoli pękać. I sprawiało mu to cholerną satysfakcję.
    — Stronisz od ludzi, co? — rzucił luźno, nie przerywając tatuowania i lekko przesuwając kciukiem po jej skórze, by zetrzeć nadmiar ciemnego tuszu. — Brzmi jak bardzo wygodna wymówka dla pracoholiczki, która po prostu boi się, że ktoś odkryje, że pod tym całym idealnym planem na życie kryje się zwykła, śmiertelna dziewczyna. Ale dobra, niech ci będzie. Brak ADHD, po prostu lekka aspołeczność i ucieczka w obowiązki. Zapisuję w aktach, Supermanie.
    Przesunął dłonią w czarnej, lateksowej rękawiczce wyżej, naciągając delikatnie skórę przed kolejną serią uderzeń igły. Wysłuchał historii o mamie, wojskowym wychowaniu, którego nie było, i o tym, jak to wszystko „samo wyszło”.
    — Tylko pamiętaj, Clark Kent miał przynajmniej okulary do ukrywania się przed światem, a ty rzucasz się w ten ogień z otwartą przyłbicą — mruknął, drocząc się z nią, choć w jego głosie, gdzieś głęboko, pobrzmiewała też nuta autentycznego uznania. Rzadko spotykał ludzi z tak jasnym, choćby i piekielnie trudnym celem. — Ratowanie świata bywa potwornie męczące, Gennie. Prędzej czy później będziesz musiała gdzieś zrzucić tę pelerynę. No i umówmy się... z tą twoją aspołecznością, to ci ludzie, których ratujesz, muszą mieć z tobą niezłą przeprawę.
    Gdy skomentowała, że to przecież on bez przerwy gada i zadaje masę pytań, Alex na chwilę uniósł igłę. Prychnął rozbawiony, kręcąc z niedowierzaniem głową, i spojrzał na nią z góry.
    — Ja ciągle gadam? — zapytał z udawanym oburzeniem, a w jego oczach błysnęły wesołe iskry. — Genn, ja tylko podtrzymuję konwersację z pacjentem, żeby mi tu nie zemdlał. Za to ty? Ty ciągle, niezwykle nieudolnie, próbujesz mnie atakować. Poważnie, te twoje szpileczki są urocze, ale musisz nad nimi popracować, bo na razie ranią mniej niż ta igła.
    Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, wrócił do pracy. Kiedy wspomniała o układzie ze Sky i patyczkowych ludziach, na jego twarzy znów pojawił się szeroki, beztroski uśmiech.
    — Klasyka. Wykorzystała cię bezlitośnie, a ty zorientowałaś się dopiero po latach? Podałaś jej na tacy gotowe rozprawki za kilka nabazgranych pierdół? I ty chcesz ludzi ratować, skoro dałaś się podejść własnej przyjaciółce? Koniecznie musisz jej to wypomnieć. Ba, zażądaj odsetek w darmowych lunchach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy padły te słowa. "Mimo wizerunku mięśniaka z siłowni, powoli zaczynasz zyskiwać w moich oczach”.
      W tym momencie Alex nagle zamilkł. Brzęk maszynki na chwilę stał się jedynym dźwiękiem, jaki przecinał ciszę w studiu. Całe rozbawienie zniknęło z jego twarzy, ustępując miejsca absolutnemu, profesjonalnemu skupieniu. Skupił się maksymalnie, dopracowując trudniejszy, niezwykle precyzyjny detal cieniowania. Jego twarz spoważniała, odcinając się grubą kreską od dotychczasowego, luźnego tonu. Przez kilkadziesiąt sekund liczyło się tylko to, co działo się pod igłą, a Gennie mogła poczuć delikatne, ale zdecydowane napięcie jego ramion, gdy pochylał się nad jej ciałem, niemal naruszając jej strefę komfortu swoją bliskością.
      Gdy skończył element, nagle wyłączył maszynkę. Nastała nagła, niemal ogłuszająca cisza.
      Kąciki jego ust uniosły się w powolnym, cholernie pewnym siebie i dumnym uśmiechu. Otarł delikatnie gotowy fragment tatuażu ręcznikiem papierowym, odłożył sprzęt na bok i powoli się wyprostował. Oparł dłonie na biodrach, zdejmując jedną z rękawiczek i rzucając ją na stolik. Spojrzał prosto w jej oczy – tym swoim nieziemsko niebieskim, rozbrajającym spojrzeniem, w którym znów zatańczyły te same, irytujące, ale i magnetyczne iskry.
      — Zyskuję w twoich oczach, mówisz? — zawiesił głos, przyglądając jej się z góry z tą swoją bezczelną swobodą. Przechylił lekko głowę na bok, tak, że kilka ciemnych kosmyków opadło mu na czoło. — I co ja mam teraz z tym zrobić, Gennie? Zacząć się starać bardziej, żeby utrzymać ten nagły awans towarzyski, czy wręcz przeciwnie – zrobić za chwilę coś totalnie głupiego, żeby wrócić do punktu wyjścia, który tak bardzo cię drażnił? Bo muszę ci się do czegoś przyznać... bycie tym irytującym facetem w twojej poukładanej bajce całkiem mi się podobało.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Alex słuchał jej z pełną uwagą, powolnymi, miarowymi ruchami prowadząc igłę maszynki po jej skórze, zatapiając się w cichy szum urządzenia. Kiedy wspomniała o pracoholizmie jako ucieczce, na jego twarzy pojawił się blady, nieco gorzki uśmiech. Doskonale rozumiał ten mechanizm — sam aż nazbyt dobrze wiedział, jak to jest uciekać w wir obowiązków i kolejne projekty, byle tylko zagłuszyć tę cichą, dokuczliwą pustkę, która czasem dawała o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Okazywało się, że pod wieloma względami byli do siebie przerażająco podobni.
    Gdy skwitowała jego akcję z nieudanym fikołkiem i rzuciła złośliwą uwagę o popisywaniu się, Alex uniósł jedną brew, spoglądając na nią spod opadających na czoło ciemnych pasm włosów.
    — Skoro rozdajesz wszystkim życiowe mądrości i robisz za naczelną ciocię dobrą radę, to masz może jakąś złotą radę również dla mnie? — zapytał, lekko przechylając głowę, po czym dodał z udawaną surowością w głosie: — I od razu zaznaczam: obrażanie moich artystycznych akrobacji absolutnie nie wchodzi w grę.
    W odpowiedzi na jej złośliwość o robieniu z siebie głupka, chłopak przerwał na ułamek sekundy pracę, uniósł brew jeszcze wyżej i posłał jej ostrzegawcze, acz rozbawione spojrzenie.
    — Na twoim miejscu uważałbym z takimi tekstami, Gennie — odparł z niemałym rozbawieniem w głosie. — Zwłaszcza dopóki trzymam w ręku maszynkę. Chcesz skończyć z jakimś artystycznym bohomazem na czole? Bo z chęcią mogę przemodelować twój pogląd na współpracę ze mną.

    Czas mijał zaskakująco szybko i w końcu nadszedł moment, na który oboje czekali. Alex odłożył sprzęt i uśmiechnął się triumfalnie, widząc w lustrze autentyczne zadowolenie na jej twarzy. Kiedy zeszła z leżanki, rzuciła luźno wyzwanie i dziesięć minut na zastanowienie się nad lokalem na drinka, jego błękitne oczy pociemniały w analitycznym zamyśleniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. — Po świeżo zrobionym tatuażu nie powinnaś pić alkoholu, pani doktor od ratowania ludzkiego życia — zauważył rzeczowo, po czym nagle parsknął cichym, gardłowym śmiechem. Skrzyżował ręce na piersi i zmrużył oczy, lustrując ją uważnie. — W takim razie zapraszam cię na... bezalkoholowego drinka tam, gdzie w sumie się poznaliśmy. Idealny kompromis, prawda?
      W tym samym momencie w kieszeni jego spodni rozległo się krótkie, ciche wibracje telefonu. Alex zerknął na ekran, gdzie wyświetliło się powiadomienie o nowym Snapchacie. Otworzył wiadomość, a na jego ustach bawił się już cień rozbawienia, gdy spojrzał na krótkie wideo od Skyler, która bezczelnie chwaliła się, że właśnie siedzą w klubie — tym samym, w którym on niedawno zaliczył swój spektakularny upadek.
      Bezszelestnie obrócił ekran telefonu w stronę Geneviev, pozwalając jej rzucić okiem na wyświetlacz.
      — No proszę, nasi wspólni „znajomi” chyba bardzo tęsknią za moimi popisami — mruknął, gasząc w zarodku jakiekolwiek domysły. — Idziesz ze mna na tego bezalkoholowego drinka?
      Zaraz potem dodał z luźnym, rozbawionym uśmiechem, machając lekceważąco ręką:
      — Spokojnie, nie będę zachowywać się jak jaskiniowiec. Tym razem nie będziesz mnie ratować.
      Gdy spakowali sprzęt, Alex sprawnie zamknął studio, zazbroił alarm i ruszył wraz z nią do wyjścia. Po chwili podszedł do swojego czarnego Chevroleta, który stał naprzeciwko studia. Zdecydowanym ruchem otworzył przed nią drzwi i gestem zaprosił ją do środka. Zapowiadał się naprawdę ciekawy wieczór i on sam aż był ciekaw, jaki będzie jego finał.

      ---
      Kiedy przekroczyli próg klubu, basowe uderzenia muzyki od razu uderzyły ich w twarz, a w nozdrza wbił się gęsty koktajl zapachów alkoholu, perfum i rozgrzanych ciał. W tłumie niemal od razu dostrzegli Skyler, która machała do nich zamaszyście z loży tuż przy barze.
      Gdy tylko do niej podeszli, Skyler szeroko się uśmiechnęła, rzuciła jakieś uszczypliwe powitanie i bezceremonialnie wcisnęła Geneviev w dłoń ciężką szklankę z kolorowym, mocno alkoholowym drinkiem.
      Alex zmrużył oczy, lustrując zawartość naczynia z miną bezwzględnego stratega. Bez dłuższego wahania wyciągnął rękę, odebrał drinka z dłoni zaskoczonej dziewczyny i wychylił go duszkiem, krzywiąc się lekko od nadmiaru słodyczy i procentów.
      Odsunął pustą szklankę na blat, po czym zerknął na Geneviev z łobuzerskim błyskiem w oku.
      — Nawet nie próbuj brać tego na swój rachunek, pani doktor — rzekł z rozbawieniem, pochylając się lekko w jej stronę, by zagłuszyć dudniący bas. — Zaraz przyniosę ci coś, co nie zawiera alkoholu. Siedź grzecznie i nigdzie się nie ruszaj.

      Usuń
  14. Alex poczuł, jak zimny, ostry płyn pali go w gardle, a chwilę później przyjemne, rozlewające się ciepło zaczęło krążyć w jego organizmie, skutecznie rozluźniając spięte po całym dniu mięśnie. Odszedł od dziewczyn i skierował się prosto w stronę baru, żeby zamówić coś dla siebie i dla niej.
    — Whisky z lodem i jednego bezalkoholowego — rzucił do barmana, opierając się biodrem o blat.
    W tym samym momencie ktoś klepnął go mocno w ramię. Alex odwrócił się i zobaczył swojego dobrego kolegę, który przyglądał mu się z mieszaniną niedowierzania i rozbawienia, zerkając co chwilę w kierunku, w którym została Gennie.
    — Stary, dobrze widzę? — zapytał znajomy, kręcąc głową. — Przyszedłeś tutaj z tą ratowniczką? Przecież jak parę dni temu wpadła do ciebie po tym wypadku, to patrzyła na ciebie tak, jakby najchętniej zakopała cię żywcem.
    Alex zaśmiał się cicho, czując, jak kąciki jego ust unoszą się w satysfakcjonującym uśmiechu.
    — Cóż, najwyraźniej dziewczyna zaczyna się do mnie przekonywać — odparł z bezczelną pewnością siebie w głosie.
    Klepnął przyjaciela po przyjacielsku w plecy, odebrał zamówione napoje z baru i ruszył z powrotem w stronę stolika, gdzie Gennie i Skyler ewidentnie knuły coś za jego plecami.
    Gdy podeszli bliżej, Brandt przyłapał je na gorącym uczynku – właśnie opróżniały kolejne kieliszki z kolorowym alkoholem. Alex postawił przed Gennie bezalkoholowego drinka, kręcąc z rozbawieniem głową.
    — Jesteś niemożliwa, Gennie — powiedział, lustrując ją wzrokiem. — Masz swojego, bo powtarzam ci: z podłogi cię zbierać nie będę.
    Następnie przeniósł spojrzenie na Skyler, mrużąc oczy z udawaną naganą:
    — A ty to jesteś czysty diabeł wcielony. Nie minęła chwila, a już mi ją demoralizujesz.
    Nim jednak zdążył zająć miejsca, tuż obok nich wyrósł kelner z całą tacą pełną kolorowych szotów, które dziewczyny zamówiły przed chwilą. Alex westchnął ciężko, rozłożył ręce w geście totalnej bezradności i tylko pokręcił głową.
    W końcu usiadł tuż obok Gen, odstawiając swoją szklankę z whisky na stół. Przez dłuższą chwilę w milczeniu zaczął się jej badawczo przyglądać, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów z wyraźnym zachwytem – było aż nazbyt jasne, że ta dziewczyna niesamowicie wpadła mu w oko. W jego ciemnych oczach zabłysła ta niebezpieczna, a zarazem bezwstydnie flirciarska iskra.
    — Wiesz, muszę Ci powiedzieć, że naprawdę mnie zaskoczyłaś — odezwał się w końcu niskim, lekko drwiącym, ale ciepłym głosem, nachylając się nieco bliżej niej. — Jesteś całkiem inna niż te parę dni temu. Myślałem, że będziesz taką sztywną panienką ze szpitala, która po dwudziestej drugiej grzecznie idzie do domu spać i w ogóle nie daje się ponieść jakiemukolwiek szaleństwu.
    Uniosł swoją szklankę z whisky w geście toastu, patrząc jej prosto w oczy z zadziornym uśmiechem:
    — Punkt dla Ciebie, Genevieve. Naprawdę jestem pod wrażeniem. No ale powiedz mi, pani ratownik... przyznaj się bez bicia, czy ty po prostu chciałaś mi dzisiaj zaimponować, czy aż tak tęskniłaś za moim towarzystwem, że dałaś się namówić na to wyjście? — zapytał, po czym powoli mrugnął do niej okiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Alex nie spuszczał z niej wzroku. Obserwował ją swoim chłodnym, błękitnym spojrzeniem, w którym – mimo pozornego dystansu – kryły się wyraźnie widoczne, zabawne i jednocześnie niebezpieczne iskierki. Widział na wskroś jej próby bycia ostrą, zdystansowaną i chłodną; doskonale dostrzegał, jak pod maską profesjonalnej ratowniczki medycznej powoli prześwituje kobieta po prostu spragniona odrobiny szaleństwa.
    — Jasne, ratowniczko. Zawsze zaciągam przypadkowe kobiety do barów tylko dlatego, że akurat stoją pod ręką — odparł z powściągliwym, krzywym uśmiechem, po czym bezceremonialnie zajął wolne miejsce tuż obok niej na wysokim stołku barowym.
    Skyler, która z boku przyglądała się ich małej potyczce słownej z rosnącym rozbawieniem, pokręciła z politowaniem głową.
    — O rany, oszczędźcie mi tego podrywu w stylu przedszkola. Trzymajcie się, gołąbki, bo z wami to zaraz naprawdę trzeba będzie wzywać pogotowie — rzuciła zaczepnie, po czym lekko klasnęła w dłonie i zniknęła w gęstniejącym tłumie, zostawiając ich samych.
    Alex odprowadził ją przelotnym spojrzeniem, ale jego błękitne oczy szybko wróciły do Geneviev. Pochylił się bliżej jej ucha, ściszając głos, by bez problemu przebić się przez dudniącą wokół muzykę.
    — Wiesz co? Taka wersja Ciebie zdecydowanie bardziej mi się podoba niż ta z karetki, która pewnie wrzeszczałaby na mnie za przekroczenie prędkości. Ale w kwestii zbierania z podłogi... nie obiecuj sobie zbyt wiele. Mogę się skusić. Choćby dla czystej satysfakcji — mrugnął do niej z diabelskim uśmieszkiem.
    Nie czekając na jej kolejną uszczypliwość, sięgnął po tackę i pewnym ruchem zgarnął dwa pełne kieliszki. Jeden z nich od razu wcisnął w jej dłoń.
    — Za to, żebym przypadkiem nie musiał wzywać do Ciebie własnej załogi. Na zdrowie, Gen.
    Stuknął swoim szkłem o jej kieliszek, po czym błyskawicznie wychylił zawartość, nawet nie krzywiąc się od mocnego alkoholu. Odstawił puste szkło na blat, oparł się swobodnie łokciem o bar i znów wwiercił w nią swoje intensywne, chłodne spojrzenie, w którym nadal tańczyły te same niebezpieczne iskry.
    — No dobrze, skoro już oficjalnie nie jesteśmy na dyżurze i nikt nikogo nie ratuje... Opowiedz mi o tym swoim szpitalu. Ile razy w tygodniu masz ochotę własnoręcznie udusić pacjentów, którzy wzywają pogotowie do byle skręconego palca? I co w ogóle robi pani ratownik, kiedy wreszcie zdejmuje ten cały mundur i ma wolny weekend? O ile w ogóle pamiętasz jeszcze, co to słowo w ogóle oznacza.

    OdpowiedzUsuń
  16. Alex uśmiechnął się lekko, z wyraźnym rozbawieniem kręcąc głową na jej słowa o tym, że doskonale wie, kiedy ma dość.
    — Jasne, zawsze tak mówią, a potem kończy się dokładnie tak samo — odparł z delikatną drwiną w głosie, po czym przeniósł wzrok na parkiet.
    Wodząc spojrzeniem za Skyler, która szalała w tłumie znajomych, prychnął cicho i pokręcił głową.
    — Ona... — machnął lekko ręką w tamtym kierunku. — Zakładam się o kolejnego shota, że jutro rano obudzi się z migreną życia, będzie błagać o litość i pisać do szefa z prośbą o wolne, bo „stan przedzawałowy” jej na to nie pozwala.
    Sięgnął po kolejnego przygotowanego wcześniej shota, jednym ruchem wychylił go do dna, a po chwili popił go solidnym łykiem bursztynowej whisky, która przyjemnie i mocno zapaliła go w gardło. Odstawił szklankę na blat i spojrzał na nią znowu, opierając się swobodnie o bar.
    — A tak serio... zawsze podziwiałem waszą formację za wybitną dyscyplinę — zaczął, a kąciki jego ust powoli uniosły się w łobuzerskim uśmiechu. — Choć muszę przyznać, że najbardziej to jestem ciekawy takich szkoleniowych smaczków. Jak wyglądają te wasze treningi na SWAT? Musi kosztować sporo wysiłku, żeby człowiek nie zszedł na zawał po pierwszych dziesięciu minutach.
    Kiedy w końcu zadała mu to kluczowe pytanie o to, jaki jest tak naprawdę, Alexander zaśmiał się cicho, kręcąc z niedowierzaniem głową. Przez chwilę mierzył ją badawczym, niezwykle prowokującym wzrokiem, jakby ważył w głowie odpowiednią ripostę.
    — Jaki jestem? Przecież ty już dawno zdążyłaś wyrobić sobie na mój temat zdanie — rzucił z ironią w głosie, unosząc brwi i przyglądając jej się z udawaną powagą. — Po co mam się starać i wysilać na autoportrety, skoro w twojej głowie gotowy scenariusz i tak pewnie dawno został napisany? Ale proszę bardzo, jeśli chcesz usłyszeć oficjalną wersję... Jestem zwykłym mięśniakiem z siłowni, całkiem tandetnym podrywaczem, któremu czasem wydaje się, że jest zabawny i do tego tragicznie kiepsko robię salta w tył — dodał, puszczając jej wymownie oczko, po czym jego ton niespodziewanie złagodniał, zyskując na szczerości.
    — A tak zupełnie serio... na co dzień staram się po prostu wyciskać z życia absolutne maksimum. Żyję tak, jak sam uważam za słuszne, według własnych zasad i przekonań, nie oglądając się zbytnio na innych. I chociaż na zewnątrz pewnie wyglądam na typowego ekstrawertyka, który bez ludzi i hałasu nie przeżyje ani dnia, uwierz mi, że bywają momenty zupełnie odwrotne. Czasami wracam do domu, odcinam się od całego świata, wyłączam telefon i nie chcę widzieć żywej duszy. Każdy potrzebuje czasem ciszy. Choć z drugiej strony... — uśmiechnął się krzywo, a w jego oczach błysnął ten specyficzny, zawadiacki ognik — ...nie ukrywam, że bywają też takie dni, kiedy po prostu uwielbiam stracić nad sobą kontrolę i porządnie się rozerwać. Zresztą, spójrz na siebie — dodał zaczepnie, przechylając głowę i badając ją wzrokiem. — Skoro już tak drążysz temat... przyznaj się, ile z tej twojej żelaznej dyscypliny to tylko pancerz, żeby ukryć, że też potrafisz zaszaleć bez trzymanki?
    Zamilkł na moment, po czym zamiast kolejnej uszczypliwości wyciągnął dłoń w jej stronę. Zupełnie odruchowo opuszkami palców delikatnie poprawił foliowy opatrunek zabezpieczający jej świeży tatuaż, zahaczając o krawędź zabezpieczenia.
    — A tak w ogóle... — zapytał nieco ciszej, a cieplejsza, przesiąknięta nutą troski tonacja w jego głosie całkowicie zaskoczyła ich oboje. — To świeża robota. Nie boli cię to miejsce przy każdym ruchu, mądralo?

    OdpowiedzUsuń
  17. Alex roześmiał się cicho, słusząc jej drwiny na temat swoich nieistniejących umiejętności akrobatycznych, po czym pokręcił głową z udawanym oburzeniem.
    — Hej, moje salta to dzieła sztuki nowoczesnej, po prostu świat jeszcze do nich nie dorósł — odparł z uśmiechem, machając lekko ręką. — Ale w porządku, zapamiętam radę. Następny pokaz dam wyłącznie na miękkich matach, żeby nie urazić twojego profesjonalnego poczucia estetyki.
    Kiedy wspomniała o Skyler i potencjalnym niebezpieczeństwie, machnął lekko ręką, dając jej pełne poczucie bezpieczeństwa.
    — Spokojnie, nie musisz się martwić. Zaopiekuję się Skyler jak zawsze — zapewnił ją z ciepłym, chociaż wciąż zawadiackim uśmiechem. — Choć muszę przyznać, że jeśli zaraz wpadnie na genialny pomysł wejścia na bar i tańczenia na blacie, będziemy musieli interweniować błyskawicznie. Wtedy nawet twoje protokoły SWAT mogą nie pomóc — dodał, cicho parskając śmiechem.
    Słuchał jej jednak bardzo uważnie, kiedy opowiadała o brutalnej rzeczywistości swojej pracy, treningach i dźwiganiu ponadstumetrowych facetów. Gdy dotarła do tego momentu, zlustrował ją od góry do dołu z autentycznym niedowierzaniem wymieszanym z podziwem.
    — Chwila moment... — zapytał, unosząc brwi i kręcąc głową, gdy docierało do niego to, co przed chwilą powiedziała. — Ty mi chcesz powiedzieć, że taka filigranowa dziewczyna, która sięga mi ledwie do nosa, podnosi i wyciąga ze strefy zagrożenia chłopa, który waży sto kilo w pełnym ekwipunku? No proszę... Jeśli chcesz, możemy kiedyś wrzucić te twoje metody ze SWAT na wolne ciężary, z przyjemnością zobaczę, jak radzisz sobie na mojej siłowni — rzucił z łobuzerskim błyskiem w oku.
    Odwrócił się na moment w stronę baru i machnął ręką na znajomego kelnera, zamawiając kolejną rundę. Kiedy przed nimi wylądowały kolorowe drinki z palemkami, Alex zerknął na swój kieliszek, wypił go jednym haustem, po czym pokręcił głową z udaną rezygnacją.
    — Podrzuć nam to samo, robimy małą powtórkę z rozrywki! — rzucił głośniej przez dudniącą muzykę, a potem dodał z rozbawieniem, wskazując palcem na naczynie: — No i proszę, właśnie oficjalnie kończy się moja męskość. Piję kolorowego shota. Chyba muszę zacząć brać z ciebie przykład.
    Kiedy przyznała z rozbawieniem, że całe to droczenie się i jej pancerz to po prostu codzienność, na której przestrzeń lat przestaje zwracać uwagę, Alex zmrużył oczy. Przechylił głowę lekko na bok, przyglądając jej się z nutką pewnego, niemal rozczulającego zaskoczenia.
    — No proszę, proszę... — mruknął cicho, pochylając się ku niej bliżej i puszczając jej wymowne oczko. — Jeszcze chwila, a stracisz dla mnie głowę, mądralo. Skoro tak gładko przyznajesz mi rację, to kto tu tak naprawdę mięknie?
    Gdy z powrotem zeszli na temat szukania ciszy, odcinania się od świata i potrzebie złapania oddechu od wszechobecnych syren oraz ciągłego napięcia, Alex spuścił na moment wzrok, podsuwając jej pod nos kolejnego drinka. Wziął własny kieliszek, obracając go między palcami. Kiedy podniósł na nią wzrok, w jego oczach nie było już ani grama żartu – bije z nich czysta, niespodziewana szczerość.
    — Jeżeli będziesz kiedyś potrzebować odrobiny szaleństwa, żeby oderwać się od tego całego szpitala, rannych i wyjących syren... wiedz, że jestem do dyspozycji — powiedział cicho, mrugnął do niej porozumiewawczo i opróżnił naczynie, pozwalając alkoholowi spłynąć w gardło.
    W tej samej sekundzie z głośników popłynęły gorące, energiczne latynowskie rytmy, a DJ podkręcił basy. Alex przeniósł wzrok na parkiet, gdzie Skyler kręciła się w tańcu z jakimś przypadkowym, postawnym kolesiem, po czym natychmiast odwrócił się z powrotem do niej. Zanim zdążyła zaprotestować, podniósł się ze swojego krzesła i wyciągnął w jej stronę dłoń, posyłając jej szeroki, magnetyczny uśmiech.
    — No dalej. Gotowa poszaleć na parkiecie? — zapytał, lekko kołysząc się w rytm muzyki. — Obiecuję, że nie będę deptać ci po palcach. No, przynajmniej się postaram.

    OdpowiedzUsuń
  18. Alkohol szumiał mu w głowie, ale to nie ciepło wysokoprocentowego trunku sprawiło, że jego zmysły błyskawicznie wyostrzyły się na jej obecność. Wystarczyła chwila, by zapach jej perfum – subtelny, a jednocześnie obezwładniająco kobiecy – całkowicie zdominował przestrzeń między nimi, drażniąc jego nozdrza i wypierając wszelkie inne bodźce z otaczającego ich klubu.

    Gdy ich dłonie się złączyły, Alexander nie czekał ani chwili. Jego wytatuowane palce naturalnie i pewnie splątały się z jej dłonią, tworząc mocny, bezbłędny uchwyt. Z głośników popłynęły zmysłowe, pulsujące rytmy latynoskiej bachaty – dźwięki, które znał na pamięć, w których czuł się jak ryba w wodzie, gotowy w każdej sekundzie zatracić się w tańcu.

    — Salt może nie do końca opanowałem do perfekcji, ale w tym czuję się znacznie pewniej — rzucił z łobuzerskim, pewnym siebie uśmiechem, patrząc prosto w jej oczy.

    Nie pozwalając jej na chwilę dłuższego namysłu, płynnym, zdecydowanym ruchem pociągnął ją za sobą, przyciągając jej ciało blisko do swojego, nim zdołała stawić jakikolwiek opór. Ciepło jej sylwetki natychmiast uderzyło w jego klatkę piersiową, idealnie komponując się z krokiem bazowym, który zaczął wybijać stopami na parkiecie. Wykorzystując dynamikę ruchu, jednym zwinnym obrotem wyprowadził ją w przestrzeń, pozwalając jej zawirować, po czym sprawnie złapał ją w talii, natychmiast przyciągając z powrotem do siebie. Czyste, niezafałszowane szaleństwo i pasja, z jaką tańczył, były niemal zaraźliwe.

    Nachylił się nisko nad jej ramieniem, tak by jego usta znalazły się tuż przy samym jej uchu, a ciepły oddech musnął skórę na szyi.

    — I jak sobie radzisz, pani ratownik? Choć muszę ostrzec, przez ciebie czuję chyba gigantyczny skok ciśnienia... Zresztą, przy tak zjawiskowej dziewczynie na parkiecie to chyba cud, że mój puls w ogóle jeszcze trzyma jakąś normę. Powiedz mi więc, czy jako specjalistka od ratowania ludzkiego życia zamierzasz mnie reanimować, jeśli padnę tu z wrażenia? – szepnął niskim, dźwięcznym głosem z ciepłym, żartobliwym błyskiem w oku, po czym kolejna zmysłowa fraza utworu porwała ich w kolejny obrót.

    OdpowiedzUsuń
  19. Alex poczuł, jak kąciki jego ust drgają w szerokim, pewnym siebie uśmiechu, gdy usłyszał jej słowa i poczuł, jak dystans między nimi znów się zmienia. Obserwował, z jakim rozbrajającym zaskoczeniem Geneviev oddała mu kontrolę, pozwalając porwać się rytmowi, mimo że wyraźnie czuła się onieśmielona jego tanecznymi umiejętnościami. Dla niego była to najczystsza gra – gra spojrzeń, napięcia i niedopowiedzeń, w której czuł się jak ryba w wodzie.

    Kiedy odsunęła się na długość ręki, zostawiając go z tym wyzywającym, euforycznym błyskiem w oczach, Alex nie spuścił z niej wzroku ani na sekundę. Zamiast natychmiast ruszyć za nią i zepsuć ten misternie budowany klimat, pozwolił sobie na chwilę zwlekania. Powoli oblizał wargi, dając jej czas na odczuwanie skutków własnych słów, po czym wykonał powolny, wręcz drapieżny krok w jej stronę, całkowicie ignorując bezpieczną odległość, którą próbowała między nimi wytworzyć.

    — Salta? Przecież musiałem czymś przyciągnąć uwagę dziewczyny, która na co dzień patrzy na wszystkich z taką rezerwą — odparł niskim, aksamitnym głosem, który niemal tonął w dudniącym basie klubu, a jednak docierał do niej idealnie wyraźnie.

    Zamiast jednak zatrzymać się na dystansie wyciągniętej ręki, wszedł w jej przestrzeń osobistą z bezwstydną łatwością. Jego silne dłonie nieuchronnie zacisnęły się na jej biodrach, przyciągając ją gwałtownie i bezceremonialnie z powrotem do jego ciała, tak że nie miała najmniejszej szansy na ucieczkę. Pochylił się nad nią, a jego spojrzenie pociemniało. W tym samym momencie do jego nozdrzy wyraźnie doszedł odurzający zapach jej perfum zmieszany z naturalną, słodką wonią jej rozgrzanego ciała, co jeszcze bardziej podkręciło atmosferę.

    Zamiast odpowiedzieć słowem na jej żądanie „konkretów”, Alex podniósł poprzeczkę. Przesunął się tuż obok jej twarzy, pozwalając, by jego gorące wargi powoli otarły się o skórę tuż pod jej uchem, po czym z pełną premedytacją przesunął nimi w dół, delikatnie muskając i trąc wargami o jej wrażliwą szyję.

    — Konkrety, mówisz? — powtórzył tuż przy jej skórze, a wibracja jego głosu sprawiła, że jej ciało zadrżało. Odsunął się o milimetr, patrzył prosto w jej rozszerzone z szoku i pożądania oczy, z tym swoim nieznośnym, magnetycznym urokiem. — Bardzo proszę, Genn. Ale ostrzegam cię... Skoro sama rzuciłaś mi to wyzwanie, to lepiej miej pewność, że będziesz w stanie dotrzymać mi kroku, kiedy znikniemy stąd na dobre.

    Uśmiechnął się lekko, zostawiając ją w stu procentach zawieszoną w próżni i rozpaloną do czerwoności, po czym wyciągnął w jej stronę dłoń, lekko ją otwierając, ale nie robiąc ani kroku więcej.

    — Piłka jest po twojej stronie, piękna. Chcesz konkretów? To chodź ze mną, a udowodnię ci, jak bardzo się nie myliłaś co do tego, że ten wieczór będzie... ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Powietrze między nimi zgęstniało do granic możliwości, stając się niemal namacalną barierą, w której każde uderzenie serca dudniło w rytm głuchego, basowego uderzenia muzyki. Alex ani na moment nie odwrócił wzroku. Jego lodowato-niebieskie spojrzenie nie tylko nie chłodniało – ono wręcz płonęło od wewnątrz dzikim, niebezpiecznym żarem, który zdawał się topić każdą barierę, jaką Gennie próbowała wokół siebie wznieść. Był mężczyzną, który emanował surową, magnetyczną siłą; jego potężna, barczysta sylwetka, gęsto pokryta skomplikowanymi, czarnymi tatuażami, całkowicie dominowała tę przestrzeń.
    Wirując z nią w uścisku, wykonał płynny, bezczelnie pewny siebie manewr, który bezceremonialnie zredukował dzielący ich dystans do zera. Jego duża dłoń zacisnęła się na jej biodrze z mocą, która nie znosiła sprzeciwu, a zarazem kusiła, by rzucić mu kolejne wyzwanie. Poruszali się w transowym, magnetycznym rytmie, idealnie dopasowując kroki, jakby taniec ten był tylko pretekstem do znacznie bardziej niebezpiecznej gry.
    Alex trzymał ją tak blisko, że czuł każde drgnienie jej mięśni i przyspieszony rytm jej oddechu. Pochylił się nisko w trakcie kolejnego obrotu, a jego twarz znalazła się tuż przy jej szyi. Z rozmysłem, niezwykle powolnym i drażniącym ruchem, przesunął nosem wzdłuż jej wrażliwej skóry, muskając ją z premedytacją, by wywołać dreszcz, którego Gennie nie miała szans ukryć. Zapach jego perfum, zmieszany z surowym ciepłem jego ciała, otoczył ją niczym dym.
    Gdy jego wargi znalazły się milimetr od jej ucha, jego głos – niski, szorstki i przesiąknięty mrocznym, drwiącym rozbawieniem – rozciągnął się w intymny szept:
    — Widzę przecież, że sama lubisz kłopoty, Gennie... Ale powiedz mi, mała – dodał z cichym, gardłowym śmiechem, muskając zębami krawędź jej małżowiny – próbujesz mnie tylko podjudzać, czy doskonale wiesz, że tymi swoimi zagrywkami próbujesz pozbawić mnie kontroli nade mną samym? Masz w ogóle pojęcie, co z tobą zrobię, kiedy w końcu ci się to uda?

    OdpowiedzUsuń
  21. Alex nie był typem mężczyzny, który pozwalał sobie na impulsywne uniesienia czy bezmyślne rzucanie się w wir nienazwanych emocji. Przez długie, skrupulatnie kontrolowane lata wybudował wokół siebie gruby mur, starannie chowając wszelkie uczucia na samo dno lodowatej świadomości. Tak było po prostu bezpieczniej – nie dać się zranić, nie poczuć ani grama za dużo, utrzymać absolutną, żelazną władzę nad własnym losem i otoczeniem. Spontaniczność i nieuregulowane układy uważał za zbędny, destrukcyjny chaos, który tylko komplikuje proste reguły gry.
    Aż do tej konkretnej, dusznej nocy.
    Genevieve działała na niego w sposób, którego nie potrafił i – co gorsza – w gruncie rzeczy wcale nie chciał kontrolować. Podobała mu się bezapelacyjnie, i to o wiele bardziej, niż byłby skłonny przyznać w jakichkolwiek okolicznościach, zwłaszcza na trzeźwo. Pociągało go w niej absolutnie wszystko: wyraziste, czarne tatuaże zdobiące jej jasną skórę, długie, ciemne włosy opadające na ramiona, nienaganna figura i przede wszystkim to hipnotyzujące, pewne siebie spojrzenie, w którym kryła się iskra gotowa w jednej chwili podpalić każdy jego starannie wzniesiony mechanizm obronny.
    Gdy wykonała ten śmiały krok i połączyła ich usta w krótkim, pełnym ukrytego żaru pocałunku, Alex zamarł na ułamek sekundy. Jego ciało zareagowało natychmiast, wręcz automatycznie, ale w głowie rozległ się ostry, ostrzegawczy sygnał – minęły całe wieki, odkąd pozwolił komuś na tak bliski, bezpośredni kontakt bez wcześniejszych zabezpieczeń i kalkulacji. Nie dał jednak po sobie poznać ani skrawka tego wewnętrznego wstrząsu. Zamiast tego błyskawicznie przejął inicjatywę, wplatając palce w jej włosy i silnymi dłońmi przyciągając ją tak blisko do siebie, że między ich ciałami nie było już ani milimetra wolnej przestrzeni. Odpowiedział na ten gest z pełną siłą, żarliwie, namiętnie, wręcz drapieżnie, choć wciąż kurczowo, niemal desperacko trzymał wodze własnych emocji, próbując nie utonąć w tym nagłym, obezwładniającym przypływie pożądania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie igraj z ogniem, mała ratowniczko, bo się poparzysz — rzucił niskim, chropowatym, przesiąkniętym dymem i napięciem głosem, odrywając się od jej ust na tyle, by zaczerpnąć tchu.
      Zaraz potem przesunął opuszkami palców po linii jej żuchwy, sunąc powoli ku wrażliwej szyi, gdzie złożył jeden, gorący, wilgotny pocałunek, który miał być bezwzględnym przypieczętowaniem ich niemego układu.
      — Chodźmy stąd — mruknął prosto do jej ucha, chwytając ją mocno za dłoń i zdecydowanym, nieznającym sprzeciwu krokiem wyprowadzając z gęstniejącego, dusznego tłumu na parkiecie.
      Miał teraz w głębokim, absolutnym poważaniu fakt, że jutro rano może obudzić się z potężnym moralnym kacem po wszystkim, co nieuchronnie miało się wydarzyć. Miał gdzieś Skyler, która niemal na pewno urządzi mu rano przesłuchanie i będzie suszyć głowę swoimi uwagami. W tej ułamkowej sekundzie liczyła się wyłącznie Genevieve – jej magnetyczne, wyzywające spojrzenie, które zdradzało absolutnie wszystko, oraz jej niski głos, brzmiący dla niego jak najpiękniejsza, najbardziej uzależniająca melodia pośród ogólnego hałasu i pulsujących basów.
      Rzucając przelotne, obojętne pożegnanie znajomemu barmanowi – który akurat zza mokrego blatu rzucił im krótkie, opiekuńcze przypomnienie, że chętnie dopilnuje Skyler, gdy ta ostatecznie przekroczy swoje granice z alkoholem – przeciągnął Gennie przez ciężkie drzwi wyjściowe. Ciężki, rytmiczny łomot muzyki ucichł w ułamku sekundy, a w ich rozgrzane twarze uderzyła ciepła, parna fala nocnego, miejskiego powietrza Nowego Jorku.
      Stojąc na betonowym krawężniku i czekając na wolną taksówkę, Alex znów bezwstydnie skrócił dystans do minimum, niemal doszczętnie wtapiając się w jej zmysłową sylwetkę. Jedną ręką sprawnie odpalił papierosa, zaciągając się głęboko żarem, podczas gdy drugą – bezceremonialnie, z nutą czystej arogancji i dominacji – wsunął głęboko w tylną kieszeń jej obcisłych spodni. Patrzył na nią z tym swoim chłodnym, całkowicie wypranym z dawnych zahamowań uśmiechem, po czym wypuścił cienką strużkę dymu prosto w gęste, nocne powietrze.
      — A co zrobisz, kiedy okażę się pieprzonym psychopatą z ukrytym pokojem BDSM na zapleczu? — zapytał niskim, prowokacyjnym tonem, przechylając lekko głowę i wbijając w nią lodowate, a zarazem płonące od środka, niebezpieczne spojrzenie.

      Usuń
  22. Alex zaciągnął się głęboko dymem, a żar papierosa rozbłysnął w półmroku nowojorskiej ulicy, rzucając czerwone refleksy na jego ostre, regularne rysy twarzy. Wypuścił siwawy obłok prosto w chłodne, nocne powietrze, po czym rzucił niedopałek na chodnik i zgasił go butem. Kąciki jego ust uniosły się w tym charakterystycznym, bezczelnym uśmiechu, który potrafił doprowadzić Geneviev do szaleństwa. Pytanie o skucie i wiązanie wyraźnie go rozbawiło, ale też podkręciło atmosferę, która już teraz była na granicy wrzenia.
    — Skoro lubisz wyzwania, Gen, to obawiam się, że dzisiejszy wieczór skończy się dla ciebie lekko poza strefą komfortu — odparł niskim, aksamitnym głosem, który wibrował obietnicą czegoś znacznie więcej niż tylko zwykłej, przelotnej znajomości.
    Zauważywszy cień wahania w jej oczach, ujął jej podbródek dwoma palcami i dodał łagodniej, choć z niezmiennym błyskiem pewności siebie:
    — A co do Sky... nie musisz się o nią martwić. Zadzwoniłem po zaufanego kierowcę, będzie miała bezpieczną eskortę prosto pod same drzwi. Nic jej nie grozi.
    W tej chwili liczyła się jednak tylko kobieta stojąca przed nim, jej zapach, jej skóra i ta specyficzna, zadziorna energia, która idealnie współgrała z jego własną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skinął na pierwszą z brzegu czarną taksówkę, która z piskiem opon zatoczyła łuk przy krawężniku, jakby miasto spieszyło się, by ich rozdzielić albo wręcz przeciwnie – pchnąć w swoje najbardziej skryte zakamarki. Droga do Soho minęła w niemal namacalnym napięciu. Siedzieli blisko siebie na tylnym siedzeniu, a każdy przypadkowy dotyk ich kolan czy ramion działał jak wyładowanie elektrostatyczne. Alex nawet nie próbował udawać, że patrzy przez okno na migające neony Manhattanu; jego ciemne, pewne siebie oczy niemal bezczelnie wędrowały po sylwetce Geneviev, chłonąc każdy jej ruch, każdą zmianę rytmu oddechu.

      Gdy taksówka zatrzymała się przed elegancką kamienicą w sercu Soho, Alex wyskoczył pierwszy, by otworzyć jej drzwi w niemal demonstracyjnie galantym, a jednocześnie opiekuńczym geście drapieżnika, który ma już zdobycz na własnym terenie. Wjechali windą na najwyższe piętro, a metalowe drzwi rozsunęły się bezpośrednio do przestronnego, luksusowego apartamentu z panoramicznym widokiem na rozświetlone morze wieżowców.-

      Zanim Gen zdążyła w pełni postawić krok na ciemnym, polerowanym parkiecie i rozejrzeć się po minimalistycznym wnętrzu, Alex błyskawicznie zamknął za nimi ciężkie, drewniane drzwi.
      — Już mi nigdzie nie uciekniesz waleczna ratowniczko.— mruknął prosto w jej usta, a jego ton był teraz pozbawiony jakichkolwiek hamulców.
      Zanim zdołała zaprotestować lub chociaż złapać oddech, pociągnął ją za biodra i jednym zdecydowanym, płynnym ruchem docisnął jej plecy do masywnego skrzydła drzwi. Odciął jej drogę ucieczki, choć żadne z nich wcale nie chciało uciekać. Jego dłonie natychmiast splotły się na jej karku, a palce wplątały się w jej włosy, odchylając jej głowę do tułu dokładnie tak, jak tego potrzebowała.
      Pocałunek był głęboki, zachłanny i brutalnie pewny siebie. Nie było w nim nic z nieśmiałych początków; Alex całował ją tak, jakby był właścicielem tego miejsca, tej nocy i jej samej. Każdym ruchem swoich warg dawał jej odczuć obezwładniające, palące pragnienie, które od dłuższego czasu nie dawało mu spokoju. Pragnął jej z całą intensywnością mężczyzny, który długo czekał na ten moment i nie zamierzał już dłużej się hamować.
      Jedna z jego dłoni zsunęła się z karku, błądząc pieszczotliwie po linii jej ramienia, by po chwili zjechać niżej i zdecydowanym, gorącym chwytem zacisnąć się na jej talii, przyciskając jej ciało jeszcze mocniej do swojego. Nie było już między nimi ani centymetra wolnej przestrzeni.
      Zuchwały palec drugiej dłoni zaczepił o szlufkę jej obcisłych, czarnych spodni, powoli przesuwając się wzdłuż biodra. Ten drobny, intymny gest był wyraźną obietnicą, że zaraz przekroczy kolejne granice.
      — No dalej, wyzwanie — szepnął chrapliwie tuż przy jej uchu, muskając gorącym oddechem i zębami wrażliwą skórę na szyi, co wywołało natychmiastowy, gwałtowny dreszcz wzdłuż całego jej kręgosłupa. — Chciałaś iskrzenia, Gen? To masz pożar. Zobaczmy, jak długo wytrzymasz na własnych nogach, zanim będziesz błagać, żeby jednak te spodnie z ciebie zdjąć.

      Usuń