aktualności

01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony Lee Nowels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony Lee Nowels. Pokaż wszystkie posty

10/02/2016

2022. En la puerta de al lado

Me pregunto si tú existes.



Taksówkarz zdziwiony zdecydowanym zatrzaśnięciem drzwi i stanem psychicznym chłopaka, postanowił lekko zmniejszyć głośność radia, którego nawykowo słuchał mknąc nocą przez ulice Nowego Jorku. Anthony starał się oddychać głęboko, a jego płuca zapadały się po każdym wydechu. Płakał jeszcze przez chwilę, po czym wtopił swój nieobecny wzrok w światła wielkiego miasta. Kołnierzyk jego koszuli był mokry, policzki i nos miał czerwony, a oczy wyglądały jak napompowane balony, które z łatwością mogłyby odlecieć, gdyby ktoś je odwiązał.
— Czy wszystko w porządku? — kierowca zapytał po dłuższej chwili ciszy. Zdecydowanie jej potrzebował i nie miał ochoty na pogaduszki z kolejnym nieznajomym. Jednakże akcent, którym posługiwał się mężczyzna zupełnie odciągnął uwagę chłopaka od tego, co przed chwilą miało miejsce.
¡Usted es de América Latina o de Texas! — krzyknął Anthony i lekko uśmiechnął się do kierowcy, wycierając kolejną łzę, która bezwiednie spływała po jego zaczerwienionym policzku.
Claro, soy de Corpus Christi. — odpowiedział równie zaskoczony, co pasażer. — Parecía usted un vecino.
Anthony zaśmiał się szczerze do mężczyzny, który stwierdził przed chwilą, że wygląda on znajomo, wręcz jak jego sąsiad. Mimo niesprzyjających warunków, dzięki niemu choć trochę zrzucił bagaż emocji, który wiózł ze sobą już dobre dwadzieścia minut.
— Proszę więc o podwiezienie mnie w miejsce, w które prawdziwy Teksańczyk z wybrzeża, zawiózłby swojego… podupadłego na humorze kolegę. — ponownie spuścił głowę, a jego telefon jak szalony rozpoczął wibrowanie w kieszeni. Były to najbardziej nieprzyjemne wibracje, jakie czuł w życiu. Nie miał zamiaru sprawdzać kto dzwonił. Przecież doskonale wiedział, kto mógł nękać go połączeniami.

Jedyne o czym teraz marzył, to znaleźć się na plaży, aby zebrać myśli i zdecydować co zrobić dalej. Czy człowiek, z którym przed chwilą się spotkał mógł chcieć zrobić coś, co w znaczącym stopniu wpłynęłoby na Anthony’ego? Czy kolejne telefony, których był świadkiem, były wskazówką tego, że nie da za wygraną? Chłopak nie miał zielonego pojęcia o tym, do czego ten mężczyzna był zdolny. Miał cichą nadzieję, że już go więcej nie spotka, ale coś w środku, co nigdy go nie zawiodło, mówiło mu, że to dopiero początek tej historii. Ponownie schował swą napuchniętą już twarz w dłonie i rozpłakał się. Kierowca widząc kolejny etap załamania, postanowił jednak zwiększyć głośność swego radia, ale chyba nie po to, aby muzyka uleczyła duszę chłopaka. Mimowolnie dobiegały do niego kolejne wersy piosenki, w której jakaś kobieta śpiewała o mężczyźnie mieszkającym tuż obok niej. Głową oparł się o siedzenie kierowcy, tak aby ten nie miał możliwości obserwowania go i popłakując, nadal mimowolnie wsłuchiwał się w tekst piosenki.
— Jesteśmy na miejscu. — nieśmiało rzucił kierowca, po czym skierował swoją rękę na okrągły przycisk radia.
— Nie! — krzyknął gwałtownie Anthony, aby odwieść kierowcę od tego pomysłu. — Proszę jeszcze o minutę. Chciałbym dosłuchać tej piosenki… — ponownie przyjął poprzednią pozycję, a kierowca nie udając zdziwienia, zaparkował niedaleko plaży i w spokoju dopił jakiś napój energetyczny, który stał pomiędzy dwoma przednimi siedzeniami samochodu.

Szczególnie uderzył go ostatni wers, tuż przed zakończeniem piosenki. Zastanawiam się, czy istniejesz. Paradoksalnie, jakby mało rzeczy w tym momencie go przerażało, przed jego oczami pojawił się Daniel, który z wielkim uśmiechem na twarzy leżał na plaży w Galveston, obserwując Anthony’ego, który chodził po brzegu. To było nasze pierwsze spotkanie, pamiętasz? Zapytał, jakby naprawdę tu był, a Nowels coraz bardziej rozkojarzony, wręczył kierowcy banknot o największym nominale, jaki posiadał, na którym widniał wizerunek Benjamina Franklina i zwlókł się z siedzenia taksówki. Prawie biegnąc, choć to określenie nie byłoby dobre, jeśli ktoś obserwowałby go z boku, dotarł do pierwszego śmietnika, jaki napotkał i zwrócił wszystko, co miał w żołądku. Taksówkarz opuścił szybę w samochodzie i jeszcze raz zapytał czy wszystko jest w porządku, i czy ma na niego zaczekać. Anthony zgięty w pół, wyciągnął w jego stronę prawą rękę i pokiwał przecząco głową.

Nie miał nawet pomysłu na jakiej plaży się znajdował. Przed odjazdem sąsiada, chciał go jeszcze zapytać w jakim miejscu się znajduje, ale ten, kiedy otrzymał przeczącą odpowiedź, zamknął okno i ruszył jak najszybciej mógł. Znikł na jakimś moście, który oświetlony był w oddali. Anthony nie miał siły ni myśleć, ni spacerować, ni płakać. Z nieobecnym wyrazem twarzy, ruszył w stronę wody. Po jego prawej stronie znajdował się park. Przed sobą zauważył jakąś tabliczkę z napisem Atlantic Beach. Niestety zbyt wiele mu to nie pomogło.

Wiatr stawał się bardziej i bardziej rwący, co dało się zauważyć patrząc na ocean. Telefon nie przestawał wibrować, więc Anthony postanowił go wyjąć. Włożył rękę do kieszeni, przy okazji zahaczając o zimny piasek. Zdrętwiał. W miejscu, w którym zazwyczaj nosił tylko telefon było coś jeszcze. W pośpiechu rzucił pomarańczową Lumię na piasek i trzęsącą się dłonią wyjął przedmiot, którego nie poznawał. W oddali słychać było tylko lądujący samolot i wzburzone fale rządzące oceanem. Położył ten przedmiot na dłoni, a drugą ręką oświetlił go fleszem z aparatu telefonicznego. Złoty zegarek, pomyślał, przecież nie stać mnie na coś takiego. Zupełnie nie był świadomy powagi sytuacji. Pustym wzrokiem przyglądał się tarczy zegara, który wskazywał dwudziestą trzecią piętnaście i doznał deja vu. Wspomnienia dzisiejszego dnia przelatywały przed jego oczyma i wydawało mu się, że wszystkie zdarzenia mają miejsce ponownie. Tylko ich kolejność była odwrotna.
— O kurwa. — zdołał wydusić i wyrzucił wszystko, co trzymał w dłoni przed siebie. Nie czuł już zimna. Widział słońce, które było tak silne, że podrażniało jego źrenice.
Jestem Daniel. Powiedziała postać, która ponownie pojawiła się przed jego oczyma. Któregoś dnia widziałem cię w ETC, całkiem nieźle grasz. W oddali, oprócz kolejnych samolotów i fal, słychać było ryk samochodu, który brzmiał jak karetka lub wóz policyjny.
— Nie, to przecież nie dzieje się naprawdę. Daniel, przecież ty już n i e   i s t n i e j e s z. — czuł, że kolejny raz wybuchnie płaczem, ale jego oczy chyba nie miały siły na to, aby wydalać kolejne krople łez.

W tym momencie nie odczuwał już nic. Ni zimna, ni wiatru, ni kroków, których wyraźne dźwięki roznosiły się tuż za nim. Nie widział nawet niebiesko-czerwonego koloru, który pojawił się gdzieś w tle niespokojnych fal. Jego ręce były odrętwiałe, jego oczy ledwo co widoczne, a jego policzki wyschnięte pod wpływem łez, które jeszcze chwilę temu były jego częścią.
— Anthony Nowels? — zapytał jakiś mężczyzna. Chłopak nawet nie poruszył się na dźwięk jakichkolwiek słów, nadal wpatrywał się na ocean, który wydawał się być złowieszczy, zimny i ciemny. W tamtym momencie był dla niego, chyba, symbolem piekła.
— Anthony Lee Nowels? — powtórzył drugi mężczyzna, który stanął przy drugim boku blondyna.
Chłopak gwałtownie obudził się jakby ze snu zimowego i spojrzał najpierw w lewo, a potem w prawo. Co tu robili funkcjonariusze policji? Dlaczego znali jego tożsamość? Przecież spokojnie siedział sobie na plaży.
— Zgadza się, to ja. — odparł zachrypniętym głosem, który chyba powoli odmawiał posłuszeństwa.
NYPD, proszę wstać. — odparł pierwszy funkcjonariusz, który miał mięśnie wielkie jak Himalaje. Policjanci złapali Anthony’ego za ramię i podnieśli go. Chłopak lekko strzepał piach, który pozostał na jego garniturze. — Jest pan zatrzymany za kradzież zegarka… — drugi funkcjonariusz zapalił latarkę i przeczytał ze swojego notatnika. — Split Seconds Patek Philippe Reference 1436 Tiffany & Co, o wartości dwustu pięćdziesięciu tysięcy dolarów.
— Zegarek? — chłopak spojrzał przed siebie i wiedział, że koszmar się jeszcze nie skończył. Nie miał siły nic odpowiedzieć, tym bardziej nie wiedział nawet w jaki sposób będzie mógł wyjaśnić to, że wymieniony przez funkcjonariuszy zegarek, leżał właśnie obok jego telefonu na lodowatym piasku Atlantic Beach. Na dodatek na głowy trzech mężczyzn zaczął spadać obfity deszcz, który po kilku minutach przemoczył całkowicie Anthony’ego.
— Terrence, zabierz zegarek i telefon, a ja zaprowadzę podejrzanego do wozu. — niższy i już nie tak dobrze zbudowany mężczyzna zwrócił się do swojego kolegi, po czym odprowadził chłopaka do wozu, który nadal wyrzucał z siebie niebiesko-czerwone światło, w trakcie mówiąc. — Masz prawo zachować milczenie, wszystko co powiesz zostanie użyte przeciwko tobie.
— Gdzie mnie zabieracie? — zdołał zapytać, ale nawet nie oczekiwał odpowiedzi. Jego organizm przestał funkcjonować i wypierał wszystkie dźwięki, sygnały i uczucia, które sam produkował.

W drodze na komisariat pozwolili mu jechać bez kajdanek. Mieli chyba świadomość tego, że nie jest w stanie się ruszyć. Przyglądał się swoim palcom u dłoni, które nabrały koloru fioletowego. Nieświadomie powtarzał cichym głosem słowa ostatniego wersu piosenki, którą usłyszał w taksówce. Wyglądał jak sparaliżowany. Tylko jego wargi poruszały się w rytm zsynchronizowany z rytmem kół samochodu policyjnego.
— Daniel… — powtórzył bezdźwięcznie.
— Nie mamy chyba pojęcia, co próbujesz nam przekazać, ale za chwilę będziemy na komisariacie, więc będziesz miał okazję się wykazać. — Terrence gorzko zaśmiał się i skręcił do garażu, w którym zatrzymał się i wysiadł, aby wyprowadzić Anthony’ego.

Po wszystkich czynnościach porządkowych, chłopak zaprowadzony został do pokoju przesłuchań. Po dłuższej chwili w samotności, powoli odzyskiwał świadomość tego, co się zdarzyło i władzę w przemarzniętym ciele, którym mógł już poruszać. Pokój nie był zbyt duży, a tym bardziej nie był urządzony z klasą. Obrzydliwe, siwe ściany, choć pasowały do równie odrażających krzeseł i stolika, od dawna nie widziały ręki malarza. Policjanci zostawili na biurku paczkę papierosów, po którą sięgnął, kiedy tylko ją zauważył. Szybkim ruchem wyjął jednego, a kilka spadło na ziemię. Nie miał siły, aby wszystkie podnieść, więc nie przejmując się zajściem, podpalił papierosa akompaniującą paczkę zapalniczką i zaciągnął się tak głęboko, że w pierwszej chwili dostał lekkiego ataku kaszlu, który przeszedł w odruch wymiotny. Zgasił go ze złością i w bezruchu oczekiwał na rozwój wypadków.

Po dłuższej chwili, w której jego myśli kłębiły się wokół tego, co będzie dalej, czy ta sytuacja wpłynie w jakiś sposób na jego pracę, do pokoju weszła kobieta, ubrana w damski garnitur w kolorze ścian i uśmiechnęła się do Anthony’ego. Usiadła naprzeciwko niego i ciepłym głosem powiedziała:
— Pan Weaver nie wniósł zarzutów, a więc jest pan wolny, panie Nowels. Zapraszam ze mną. Odbierze pan swoje rzeczy i w ciągu kilkunastu minut, będzie pan mógł stąd wyjść.
— Czy Tom jeszcze tutaj jest? — odezwał się, wychodząc wraz z funkcjonariuszką, która na swoim identyfikatorze napisanie miała Felicity Cruz.
— Nie mam takich informacji, panie Nowels.

Podpisał kilka papierów, odebrał swoje rzeczy, które zawinięte były w prześwitujący papier policyjny z jakimś numerem identyfikacyjnym, pożegnał się ze wszystkimi i wyszedł na świeże powietrze. Fala zimnego tlenu, zaskoczyła go tak bardzo, że na chwilę musiał oprzeć się o budynek, aby nie upaść. Spojrzał na telefon, który trzymał w dłoni. Miał kilkanaście połączeń nieodebranych i jedną wiadomość SMS. Przycisnął przycisk odbierz i przeczytał. Wyborna zabawa, prawda? Masz teraz świadomość tego, że nie należy ze mną pogrywać. Nie była ona jednak wysłana z numeru Weavera. Sprytny skurwiel, pomyślał.

Rozejrzał się po okolicy. Budynki powoli traciły światło, przecież było już grubo po pierwszej. Nie miał pojęcia w jakiej okolicy się znajduje. Z wyrzutami sumienia postanowił zamówić taksówkę. Najwyżej nie zjem nic do końca miesiąca, pomyślał, jestem zbyt wykończony, aby jechać czymś, co w nazwie ma publiczny i transport.

W niecierpliwym oczekiwaniu przed komisariatem, z którego co jakiś czas wyjeżdżały wozy policyjne i wychodzili przeróżni ludzie, ponownie poczuł wibracje telefonu. Westchnął głęboko i spojrzał na wyświetlacz. Katherine Pérez. Poruszony, przycisnął zielony przycisk słuchawki i nieśmiało powiedział:
— Halo? Katherine? — jego głos nadal przesiąknięty był chrypką, ale powoli wracał do normalności.
— Anthony… — usłyszał zdenerwowany głos kobiety. — Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale… — kobieta przerwała na chwilę i westchnęła. — Śniłeś mi się wraz z Danielem. — do oczu chłopaka po raz kolejny napłynęły łzy.
, de verdad existes, Daniel, pomyślał chłopak i przysiadł na krawężniku jakiejś ulicy, aby kontynuować rozmowę z matką swojego zmarłego narzeczonego.




08/02/2016

2020. Fucked my way up to the top

Najlepszym momentem tuż po zakończonym występie jest sam ukłon. Wtedy po raz pierwszy na oczy występującego nie pada oślepiające światło i aktor ma możliwość faktycznie przyjrzeć się publiczności choć przez chwilę. Anthony uwielbiał kiedy jego emocje powoli opadały. Widział czasem znajome twarze, które kojarzył z Lower East Side, kiedyś nawet w jednym z pierwszych rzędów ujrzał starych znajomych z jego miasta, którzy przylecieli na urlop do NYC i przypadkiem zauważyli jego nazwisko w obsadzie jednej ze sztuk. Takich niespodzianek jednak nie lubił, ale dziś na szczęście nic negatywnie go nie zaskoczyło. Po krótkich ukłonach udał się za kulisy do małej garderoby, aby się przebrać, szybko odświeżyć i wrócić do mieszkania. W trakcie zdejmowania koszuli, w której występował w ostatnim akcie, ktoś zapukał do jego drzwi. Przecież one i tak nie miały zamka, pomyślał, wszyscy zawsze wchodzą bez ostrzeżenia.
— Proszę wejść. — powiedział wojskowym tonem, aby zażartować zapewne z kogoś z obsady. — I czuć się jak u siebie w domu… — ale kiedy zobaczył nieznajomą twarz mężczyzny około czterdziestki speszył się i wydusił — Przepraszam, myślałem, że to ktoś z moich znajomych. Kim pan jest?
— Pana występ był dziś świetny. Z dnia na dzień pokazuje pan coraz więcej. Gratuluję. — mężczyzna wyciągnął do niego rękę, na której Anthony zauważył drogi zegarek. Chłopak także podał mu swoją dłoń, stojąc prawie w całkowitym negliżu. — Nazywam się Tom Weaver i jestem agentem, który chciałby pana reprezentować. Przecież wie pan… — nie zdążył dokończyć, ponieważ Anthony wszedł mu w słowo.
— Ale ja nie szukam agenta. — utkwił swój zdziwiony wzrok w mężczyznę, po czym założył na siebie ubrania, w których miał udać się do domu. — Czy myśli pan, że aktor, który grywa w Off-Off-Broadwayowskich sztukach potrzebuje kogoś, kto będzie pobierał pięćdziesiąt procent jego gaży? Z czego wtedy będę się utrzymywał? — zaśmiał się, choć w głębi duszy zrozumiał, że była to gorzka prawda. Jeśli nie jest się znanym aktorem, takim jak, na przykład, Matthew Broderick, wcale nie zarabia się wielkich pieniędzy.
W tym momencie właściwie pożałował przeniesienia się do nieznanego mu miasta, gdzie pozornie większe pieniądze nie pozwalały mu na życie na wyższym poziomie. W Galveston zarabiał znacznie mniej, a mógł sobie pozwolić na więcej. Przynajmniej raz na pół roku był w stanie zafundować sobie tygodniowe wakacje w rejonie Morza Karaibskiego. Teraz, co najwyżej, może kupić sobie lunch w Carribean Taste niedaleko mieszkania. Westchnął na samą myśl o swojej przyszłości w mieście, które nigdy nie zasypia i postanowił wysłuchać co ma do powiedzenia stojący przed nim mężczyzna.
— Czy pali pan papierosy? Wolałbym dokończyć tę rozmowę na zewnątrz. Chciałbym w końcu wydostać się z teatru. Mimo tego, że uwielbiam grać, kurz we wszystkich zakamarkach doprowadza mnie do szału.
— Powietrze na ulicach wcale nie jest czystsze. — kolejny raz miał rację. — W takim razie wyjdźmy na zewnątrz.
Anthony pożegnał się ze wszystkimi z obsady, po czym dołączył do czekającego na niego mężczyzny. Dopiero w lepszym świetle zauważył, że jest on całkiem przystojny. I być może nawet trochę młodszy niż przypuszczał. Czarny golf i metaliczny, dopasowany garnitur oraz świetnie dobrane buty zrobiły na Anthonym wrażenie. Uśmiechnął się do niego i w trakcie, kiedy zwinnie przemieszczali się po korytarzach Westside, w swej sportowej torbie, którą prawie zawsze miał przy sobie, szukał swoich papierosów, aby po prawie trzy godzinnej przerwie od palenia móc zaciągnąć się wszystkimi trującymi substancjami, które paradoksalnie go relaksowały.
— Chyba będziemy musieli skoczyć do sklepu, gdyż papierosy się skończyły. — powiedział zrezygnowany, kiedy ujrzał pustą paczkę i pozostałości po tytoniu zwinnie przemieszczające się po wnętrzu jego torby.
— Nie ma takiej potrzeby. — tajemniczy mężczyzna wyciągnął srebrną papierośnicę z wygrawerowanym napisem for TW, V. xx — Proszę się poczęstować. Przecież nikt nie powiedział, że nie palę. W końcu w dzisiejszym świecie trzeba na coś umrzeć.
Nowels pozostawił to stwierdzenie bez komentarza i pchnął stare, drewniane drzwi, które prowadziły na zewnątrz. Tuż po ujrzeniu zjawiskowo prezentujących się wieczornych świateł, z przejeżdżającego niedaleko samochodu usłyszał głośno rozbrzmiewającą muzykę. Zdołał rozszyfrować tylko kilka wersów.


I fucked my way up to the top
This is my show
I fucked my way up to the top
Go, baby, go


Spojrzał na samochód, na którym widniała reklama StarLine Tours. Przez myśl przemknęło mu, że widział już kiedyś podobny samochód, z którym gdzieś w pamięci kojarzyła mu się owa piosenka. Żałował, że maszyna tak szybko zniknęła gdzieś w miejskiej otchłani.
— Tom… bo chyba mogę tak do ciebie mówić, prawda? Czy ty również jesteś sugar daddy, który łowi młodych aktorów i aktorki, aby ich wykorzystać? — zaśmiał się patrząc w niebieskie oczy mężczyzny. Zauważył, że ten odwraca wzrok. Podpalając papierosa zieloną zapalniczką, którą znalazł w kieszeni marynarki, dodał — Przepraszam, jeśli pana uraziłem. Czasem moje żarty wykraczają poza dozwolony poziom.
— Możesz mi mówić na ty, nie ma problemu. Anthony, prawda? — Tom podał mu rękę, która wydała się blondynowi trochę spocona. — Tom. — powiedział, jakby dla przypomnienia. — Bardzo możliwe, że preferuję inny humor. Jest także inne możliwe wytłumaczenie. — zalotnie podniósł brwi do góry i spojrzał w oczy swojemu rozmówcy. — Nie znam cię na tyle dobrze, aby móc ocenić co w twoim mniemaniu jest żartem.
Dobrze, a więc proponuję odłożyć żarty na bok i zająć się głównym tematem rozmowy. — wypuścił dużą dawkę dymu opierając się o budynek teatru, z którego co jakiś czas wychodzili ludzie i spoglądali w jego stronę. — Nie mam zbyt wiele czasu, jestem zbyt zmęczony, aby sztucznie przedłużać tę konwersację. Im szybciej skończymy, tym szybciej znajdę się tam, gdzie powinienem być.
— Właściwie — rozpoczął z pewnym siebie tonem — to chciałbym cię zaprosić dziś wieczorem na kolację, aby przedstawić szczegóły propozycji. Chyba nie sądzisz, że zdążę wyłożyć wszystko, co mam do powiedzenia w dziesięć minut podczas przerwy na papierosa. — skwitował, wręczając mu wizytówkę z numerem telefonu. Widniał na nim także napis manager/press agent.
— W takim razie miejmy nadzieję, że w ogóle będziesz miał coś do powiedzenia. — uśmiechnął się przekornie i zabrał wizytówkę chowając ją do portfela. — Czy pasuje ci godzina dwudziesta druga? Wcześniej nie zdołam się wyrobić.
— Wyślij na numer telefonu swój adres, zamówię po ciebie samochód. — spojrzał na Anthony’ego onieśmielającym wzrokiem osoby, która miałaby ochotę go zerżnąć tu i teraz. — I ubierz się w garnitur.
Nie odpowiedział już nic tajemniczemu mężczyźnie i założył słuchawki, z których po chwili rozbrzmiewać zaczęła płyta Coming Home Kristin Chenoweth. Szczerze powiedziawszy, sam zaskoczony był swoją postawą w stosunku do Toma. Nigdy wcześniej nie rozmawiał w ten sposób z nieznajomym, nikt wcześniej nie wysyłał po niego samochodów pod jego mieszkanie. Mieszane uczucia i dziwne myśli kłębiły się w jego głowie aż do samego końca drogi do mieszkania. Spojrzał na zegarek, była już dwudziesta pierwsza dziesięć. Mało czasu, pomyślał, mam tylko kilkadziesiąt minut, aby się przygotować.
Po gorącym prysznicu i prasowaniu koszuli, czego z całego serca nie znosił, usiadł na chwilę, aby zebrać myśli. W jego głowie nadal brzęczały słowa piosenki, którą usłyszał na ulicy, kiedy stał wraz z Tomem przed teatrem, w którym pracował. Oprócz brzęków w głowie, usłyszał także dźwięk SMSa, którego natychmiast odczytał. Samochód już jedzie, będzie tam za dziesięć minut. Widzimy się w restauracji. Tx. W pośpiechu rzucił się, aby zakładać wszystkie części garderoby, po czym ruszył na sam dół, aby zapalić jeszcze jednego papierosa z niedokończonej paczki, którą znalazł na półce z książkami w wynajmowanym mieszkaniu.
Czekał z niecierpliwością jeszcze pięć minut, aż w końcu czarny, długi samochód zatrzymał się przed wejściem do jego bloku mieszkalnego. Kierowca opuścił szybę i zapytał:
— Tony Nowels?
— Anthony. — poprawił go chłopak. — Nie znoszę, kiedy ktoś zdrabnia moje imię.
— Wsiadaj.
Anthony otworzył drzwi i wsiadł na tylne siedzenie luksusowej maszyny. Spojrzał na zegarek. Brakowało jeszcze kilku minut do dwudziestej drugiej. Wybrał znany mu numer na klawiaturze telefonicznej i nie zwracając uwagi na przyglądającego mu się kierowcę, mówił do słuchawki:
— Dobry wieczór — przerwał na chwilę. — tak, wiem, że jest już późno, ale chciałbym choć na chwilę porozmawiać z Geeną Nowels, jeśli jest to możliwe. Bardzo proszę, zajmie mi to tylko dwie minuty… — kontynuował i po chwili uśmiechnął się do siebie. — Syn, Anthony Nowels. Numer pacjenta to 4568. — oczekiwał w napięciu na odzew osoby po drugiej stronie słuchawki. — Dziękuję pani bardzo. Mamo? Mamo, to ja Anthony. Tony… — spuścił głowę, aby kierowca nie dostrzegł łez, które pojawiły się w jego oczach. — Chciałem ci tylko powiedzieć, że bardzo cię kocham. — łza spłynęła mu po policzku. Pociągnął głośno nosem, po czym dodał — Niedługo przyjadę do ciebie. Tak, wiem, twoje ulubione Magic Stars. — szepnął do słuchawki, po czym przycisnął czerwony guzik na klawiaturze i schował telefon do kieszeni spodni. Otarł łzę spływającą po swoim policzku, po czym zapytał kierowcy. — Gdzie w ogóle jedziemy?!
— Proszę. — mężczyzna podał mu chusteczkę higieniczną. — 151 W. 51st Street, Le Bernardin, sir. — uśmiechnął się z przekąsem.
— Dziękuję. — Anthony otarł twarz i nos, po czym zmieszany spojrzał w stronę kierowcy i dodał — Czy to nazwa restauracji? Le Bernardin?

— Sam może się pan przekonać, właśnie dotarliśmy na miejsce.
Podziękował i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi.
Jego oczom ukazały się oszklone wnętrza restauracji i pozłacane drzwi, w stronę których zmierzał. Nieśmiało wszedł do środka i nie zdążył się nawet rozejrzeć, gdy jakaś kobieta zapytała:
— Witamy w Le Bernardin. Czy ma pan rezerwację?
— Sądzę, że mężczyzna, z którym się umówiłem już na mnie czeka.
— W takim razie poproszę o jego imię i nazwisko. — kobieta uśmiechnęła się subtelnie, spoglądając niepewnie na chłopaka.
— Tom Weaver. — wyszeptał mężczyzna, patrząc prosto w jej oczy, co wyraźnie speszyło kobietę.
— Zapraszamy, pan Weaver już na pana czeka.
Podążał śladami elegancko ubranej kobiety. Była Azjatką, a jej ciemne włosy świetnie komponowały się z sukienką, na której widniał napis Oscar de la Renta. Gdzie ja jestem, pomyślał, przecież jej strój kosztuje przynajmniej trzydzieści razy więcej niż mój garnitur.
— Anthony. Co za niespodzianka, bardzo dobrze wyglądasz. — Tom przywitał się z nim, ponownie podając mu rękę.
— No nie wiem, czy faktycznie mógłbym nazwać to niespodzianką, szczególnie, że przed godziną ustaliliśmy, że się zobaczymy. — posłał mu złowieszczy uśmieszek i usiadł na krześle, które więcej wspólnego miało z tronem królowej Elżbiety II, niż z meblami, z którymi miał do czynienia na co dzień.
— Oto menu, dam państwu chwilkę… — kelnerka podała pięknie zdobioną kartę i odeszła.
Kiedy Anthony spojrzał na cennik, wybałuszył oczy ze zdziwienia i rzucił w stronę mężczyzny siedzącego naprzeciw niego:
— Mam nadzieję, że płacisz, bo aby wypić tu lampkę wina, musiałbym zrezygnować z mieszkania i znaleźć sponsora. — rzucił, by upewnić się co do intencji mężczyzny.

— Spokojnie, wybierz to, na co tylko masz ochotę.
Po krótkim zastanowieniu w kompletnej ciszy, obaj podali kelnerce nazwy dań i napojów, które wybrali, po czym bez zastanowienia Tom wyciągnął papiery ze stojącej obok teczki i rozpoczął swój wywód.
— Jako agent proponuję ci występ najpierw w sztuce Off-Broadway, po której gwarantuję nominację do Drama Desk Awards. Mam nadzieję, że wiesz, co to takiego. — dorzucił złośliwie i nie czekając na odpowiedź partnera, kontynuował. — Po tej nagrodzie - występy w najlepszych sztukach na Broadwayu masz już gwarantowane. Wiąże się to z wielkimi pieniędzmi, dostatnim życiem, ale i wieloma obowiązkami. — dłoń Toma powędrowała na udo Anthony’ego. Przedstawienie przerwała im kelnerka, która przyniosła wino i przystawki.
— Co masz na myśli mówiąc o b o w i ą z k i? — w jego wzroku można było wyczuć strach.
— A więc… — Weaver ponownie rozpoczął od przysunięcia swojej dłoni trochę wyżej niż ostatnio. — Myślę, że możesz się domyślić o jakich obowiązkach mówię. Jesteś mądrym chłopakiem.
Anthony ze złością zrzucił dłoń Toma na jego własne udo i ze łzami w oczach zwrócił się do niego:
— Proponujesz mi nagrodę i wielką karierę w zamian za to, że będziemy się bzykać w twoim luksusowym apartamencie z widokiem na Central Park?
— Mądry chłopiec. — tym razem jego noga powędrowała między nogi Nowelsa.
Anthony chciał zerwać się z krzesła, ale Tom zatrzymał go, łapiąc zdecydowanie za ramię.
— Myślę, że chciałbyś częściej odwiedzać mamę i grób swojego byłego chłoptasia w Galveston, prawda? W końcu jesteś, hm… jak to było… hidden treasure of the island. — wypowiadając swe ostatnie słowa, rękoma pokazał znak cudzysłowu, aby podkreślić skąd posiada tak liczne informacje na temat chłopaka.
— Jesteś obrzydliwy… — szepnął przez łzy, nie mogąc wydobyć z siebie głośniejszego tonu i wstając potrącił kelnerkę, która upuściła zamówione przez nich potrawy prosto na Toma. Wybiegł przed restaurację jak najszybciej potrafił i złapał taksówkę. Kiedy otwierał drzwi, usłyszał znajomą piosenkę i spojrzał na ulicę, po której mknął samochód z napisem StarLine Tours.
— Gdziekolwiek … — zdołał wybełkotać, dławiąc się własnymi łzami. W jego głowie nieznośnie brzęczały słowa fucked my way up to the top.