Though no one can go back and make a brand new startanyone can start from now and make a brand new ending

Nico Miller
24 lata | bokser | mistrz WBC
|
Nico to człowiek złożony z pasji i ambicji, które niemal wypalają go od środka. Jego dni zaczynają się o świcie, kiedy miasto jeszcze śpi, a kończą długo po zmroku, gdy ulice Nowego Jorku toną w ciszy. Nico nie zna słowa „odpoczynek” – to dla niego luksus, na który nigdy nie pozwala sobie zbyt długo. Treningi stają się jego ucieczką, a jednocześnie jego więzieniem.
Choć na zewnątrz wydaje się niezłomny, wewnątrz targa nim ciągły niepokój. Jego dążenie do perfekcji jest nieustanną walką, która nie zna końca, a wyścig z czasem staje się codziennym rytuałem. Nico jest uosobieniem dyscypliny, poświęcenia i nieustannego głodu zwycięstwa. W tym wszystkim jednak gdzieś gubi siebie – w tej niekończącej się pogoni za sukcesem, za następnym rekordem, za kolejnym sezonem. Jest na szczycie, podziwiany przez tłumy, ale w jego oczach często można dostrzec cień samotności. Ludzie widzą go jako bohatera, ikonę sportu, ale nieliczni znają prawdziwego Nico – człowieka, który stąpa po cienkiej granicy między triumfem a upadkiem. Jego życie to seria intensywnych momentów, które zostawiają go wyczerpanego, ale wciąż spragnionego więcej. Przez to wszystko, Nico pozostaje zagadką – nawet dla samego siebie. |
Życie Sophii było poukładane. Miała każdego dnia wyznaczone cele, które zapisywała w kalendarzu, który po części składał się też na jej pamiętnik. Dokładnie zapisywała co będzie tego dnia robić, o której godzinie i w jakim miejscu. Pisała za co jest wdzięczna, czego wolałaby uniknąć i jakie ma oczekiwania wobec tego dnia. Wszystko zawsze miało swoje miejsce, a żadna nieoczekiwana sytuacja czy błąd nie mogły się wkraść. Żyła według wyznaczonego, w głównej mierze, przez samą siebie schematu. Lubiła swoją rutynę i nie przeszkadzało jej, że ktoś mógł ją uznać za nudną. Wraz z czasem w kalendarzu zapisywała nowe wyjścia z nowymi ludźmi, treningi z Nico, imprezy, na które chodziła częściej niż to do niej pasowało, randki z Fabianem, które tylko z początku były ekscytujące.
OdpowiedzUsuńRównie szybko skończyła zapisywać za co jest wdzięczna, bo takich rzeczy było coraz mniej, aż w końcu dotarła do punktu, kiedy nie potrafiła wymyślić niczego sensownego, a to co chciała zapisać na papierze było zbyt nieodpowiedzialne. Życie Sophii z czasem przestało być takie poukładane. Pojawiały się sytuacje, w których sobie nie radziła i których nie rozumiała w pełni. Mierzyła się z nowymi uczuciami, o których nie mogła z nikim porozmawiać. I ta poukładana Sophia, która miała zawsze wszystko pod kontrolą, nagle i bez ostrzeżenia ją straciła. Weszła w sam środek chaosu, który w dodatku sama wywołała. W pełni nie potrafiła się na to gniewać czy mieć komukolwiek za złe, że tak się stało. To jednak dzięki Nico odkryła, że nie zawsze musi przybierać maskę perfekcjonistki, że stać ją na coś więcej niż bycie ładną ozdobą i że może pozwolić sobie na znacznie ciekawsze rzeczy w życiu. I za to była mu wdzięczna. Teraz śladu po tej dziewczynie już co prawda nie było. Przytłoczona nową rzeczywistością nie potrafiła wyciągnąć na wierzch tej zadziornej Sophii, która nie bała się odezwać i stawiała uparcie na swoim. Pogrzebała te wersję samej siebie głęboko i z jakiegoś powodu starała się, aby nie mogła wydostać się na powierzchnię.
Czasem zdarzało się jej myśleć, że to ludzie wokół odbierali jej różne cząstki. Nico brał sobie z niej to co odważne i towarzyskie, zdzierał z niej kolejne warstwy, które również sobie zostawiał. Fabian brał tą grzeczną i ułożoną Sophię, tę która nigdy na nic nie narzekała i była zawsze zadowolona. Alex podbierała jej pewność siebie swoimi gierkami, które rozumiały tylko one. Gwen odbierała jej codzienność i ojca, zabierała to co było w jej życiu najlepsze. Imogen... Imogen nie brała. Starsza siostra zwyczajnie niszczyła to co Sophia wokół siebie zbudowała. Każdy coś brał i ostatecznie ona zostawała z marnymi resztkami, których nie potrafiła złożyć w sensowną całość.
Była w ostatnim czasie zbyt naiwna, zbyt ufna. Pozwoliła sobie na to, aby myśleć o rzeczach, które nigdy nie miałyby przyszłości. Brała udział w podchwytliwe grze, która miała nieszczęśliwe zakończenie, a z której zdawało się, że wcale nie wyszła. Mimo wielu chęci i zapewnień, że dała sobie z tym spokój.
- W takim razie któraś z nas źle to odebrała – stwierdziła. Może Alex faktycznie chodziło o ten moment, a ona tego nie wyczuła? Było to już bez większego znaczenia. – Zgodziłabym się pójść. Tylko... brakowało mi szczegółowych informacji.
Wzruszyła lekko ramionami. Było minęło, ale też nie do końca. Wtedy chodziło tylko o nią i mogła pozwolić sobie na myślenie wyłącznie o sobie. Informacja o wyroku wszystko by zmieniła, ale tego nie miała, a teraz było już ustalone, że nic z tym dalej robić nie będzie.
- Chyba nie na długo skoro chwilę później jechała do ciebie.
Sama nie wiedziała czemu to powiedziała. To nie była jej sprawa czy się pogodzili, czy zerwali, czy co tam między sobą robili. Zakładała, że byli pogodzeni. W końcu to nie tak, że dziewczyna się jej z czegokolwiek teraz zwierzała. Już tego nie robiła, już się nie chwaliła tym, że go ma. Chwilowo przynajmniej sobie tę zabawę odpuściła.
- Myślę, że wiesz.
UsuńWiedział. Oczywiście, że wiedział i się z tego jeszcze cieszył. Kilkanaście tygodni temu podjęłaby się tego bez wahania, ale teraz? Dawno temu cokolwiek się między nimi zaszło za daleko. Stało się zbyt skomplikowane i przede wszystkim było nieodpowiednie. Nie chciała dłużej brać w tym udziału. Być na zawołanie i za pomocą jednego uśmiechu, nie ważne jak uroczego i sprawiającego, że sama czuła potrzebę, aby odwzajemnić taki gest, robić i mówić rzeczy, które chciał usłyszeć.
Chwilę wpatrywała się w drogę przed sobą. Światła jadącego przed nimi samochodu delikatnie rozmazywały się w jej oczach. Deszcz padał coraz gęstszy, a wycieraczki ledwo nadążały nad zmywaniem go z szyby. Dopiero po chwili na niego spojrzała, choć wcale nie do końca chciała, ale ile mogła chować się w sobie i odwracać wzrok, bawić się biżuterią, aby tylko go unikać?
- Nie baw się mną – poprosiła szeptem, a wypowiedzenie tych słów kosztowało ja o wiele więcej niż przypuszczała.
Zdawał sobie w końcu sprawę z tego, że ma do niego słabość. Odpowiednio ukierunkowana pójdzie dokładnie tam, gdzie będzie chciał i powie to, co chciałby usłyszeć, że znów weźmie udział w ich pokręconej grze.
- Tylko tobie to da satysfakcję, a ja... Nie chce znowu sobie wyobrazić czegoś, czego nigdy nie było.
Soph ❤️🩹
Cały czas powtarzała sobie, że nie może dopuścić do tego, aby po raz kolejny zaczęli prowadzić między sobą tę grę. Nie ważne, jak bardzo mogła się jej ona podobać i jak naturalnie się w jej trakcie czuła. To przychodziło samo. Spojrzenia, gesty, dwuznaczność, którą zbywali potem śmiechem. Mogłoby tak być dalej, ale zaangażowała się. Przestała to traktować jako rozrywkę, choć to złe określenie, bo nie chciała sprowadzać go do czegoś tak błahego. Nico znaczył więcej niż była gotowa przyznać sama przed sobą.
OdpowiedzUsuńNie miała pretensji, nie obwiniała go o nic. To oboje zawinili pozwalając sobie na więcej niż należało. Przesuwali granicę coraz bardziej, ale do tego momentu mogli to robić bez żadnych wyrzutów sumienia czy obawy, że ktoś się dowie. Pojawił się Fabian, Alex zagrzała miejsce w życiu Nico i Sophia wiedziała, że z perspektywy blondynki to nie jest przelotny związek. Jeśli był dla Nico, to nie dla niej i widziała po niej, że nie zamierza tolerować ich znajomości. Od samego początku jasno się wyraziła, że Sophia ma się odsunąć, aby ona mogła w pełni działać. Zupełnie, jakby już wtedy wiedziała, że relacja, która tworzyła się między Nico i Sophią nie była tak niewinna na jaką ją kreowali w oczach innych. Przyjaciele z dzieciństwa, kto by się tym martwił, prawda? Pamiętała, jak z jakiegoś powodu przy pierwszym spotkaniu byłą zirytowana jego obecnością. Jak nie chciała z nim i jego znajomymi jechać do klubu. Było to tak irracjonalne, że aż śmieszne. Wystarczyło, aby spędziła z Nico niewiele czasu i wyczekiwała kolejnych spotkań. Nie mogła się ich wręcz doczekać.
Odwróciła od niego wzrok w obawie, że dostrzeże w jej oczach czy wyrazie twarzy coś więcej. Głównie był i tak skupiony na drodze, nie mógł jechać i patrzeć na nią. To po części ją ratowało. Wybierała sobie naprawdę wybitne momenty na rozmowę, a jednocześnie zaplanowanie takiej rozmowy nie wchodziło w grę. W ich przypadku takie rzeczy wychodziły samoistnie.
Chciała mu wierzyć.
Ślepo zawierzyć, że nie mówi tego tylko po to, aby się wyciszyła. Wahała się, uwierzyć czy nie. Aż za bardzo pamiętała co powiedział jej tamtej nocy i z jaką łatwością to powiedział. Pokazało jej to tylko, że nie miał nic przeciwko temu, aby była tym małym sekretem, o którym sobie można przypomnieć w pasujących chwilach. Impreza bez partnerów? Nie było lepszej okazji, aby się zbliżyć, poflirtować i nie obawiać się, że ktoś spojrzy na nich krzywym okiem. Kto zorientowałby się, gdyby zniknęli i zajęli się sobą?
— To jak mnie traktowałeś? Kim dla ciebie byłam? — spytała. Starając się ze wszystkich sił, aby głos się jej nie załamał. Czy na pewno chciała znać odpowiedzi na te pytania? Dość już od niego usłyszała, aby czuć się podle. Jednak, mimo wszystko, chyba tego potrzebowała. Oboje potrzebowali. Wyjaśnić to, co między nimi się działo. To co robili sobie nawzajem. Sophia bez winy nie była, a choć łatwiej byłoby zrzucić wszystko na niego, to nie mogła tego zrobić. Nie protestowała, kiedy ją podjudzał, nie opierała się przed dotykiem, nie zaprotestowała nigdy ani razu. Sama nieraz stawała się inicjatorką. — Nie dziewczyną, bo tę masz. Nie koleżanką, bo z koleżankami nie robi się tego, co robiliśmy my.
Nie brakowało w jej głosie emocji, które próbowała zakryć. Z jednej strony chciała się przed nim obnażyć, pokazać te prawdziwe emocje, które w niej wywoływał i jak wielki chaos w niej panował, aby zrozumiał, że to co robili nie było dla niej jedynie krótkim skokiem w bok, rozrywką, gdy w życiu robiło się nudniej. Z drugiej chciała to wszystko trzymać w sobie, jakby liczyła na to, że jeśli nie będzie o tym mówić, jeśli nie pokaże tych emocji to wszystkie problemy rozwiążą się same.
— Dałeś mi odczuć, że to było dla ciebie bez znaczenia, Nico — dodała. Nie musiał wtedy nawet wiele mówić, aby to odczuła. Przenikający przez ciało chłód jego głosu, spojrzenie, w którym nie było żadnych uczuć. — I nie twierdzę, że robisz to celowo.
Naprawdę chciałaby wierzyć, że to nie było celowe zagranie. Że nie wybrał jej po to, aby się zabawić, że nie znalazł w niej słabego celu, który łatwo było sobie owinąć wokół palca. Nie minęło wiele czasu, jak patrzyła się na niego tak, jakby nikt inny się już nie liczył. Chciała wierzyć, że również się w tej relacji między nimi pogubił. Miał w końcu prawo do tego, aby podejmować błędne decyzje.
UsuńNie znaleźli się w łatwej sytuacji, ale skoro już w niej tkwili to wypadało, aby ją rozwiązali do końca. Wolałaby teraz uciec i schować się przed nim oraz całym światem. Najlepiej w miejscu, gdzie nikt by jej nie znalazł.
— Bo chcieliśmy — przyznała cicho. Nie zamierzała udawać, że w tym wszystkim jest niewinna i najbardziej pokrzywdzona. Czuła się tak, ale rozsądek w pełni jej nie opuścił. — Ale nie mogę być tą drugą, Nico. Nie chcę nią być.
Przetarła wierzchem dłoni policzki. Jeszcze tego brakowało, aby zaczęła przy nim płakać. Powstrzymywała się przed tym na tyle, na ile mogła. Ostatnie co chciała to, aby pomyślał sobie, że bierze go na litość przez łzy, nad którymi nie miała zbyt dużej kontroli.
— Nie chcę być tą, którą trzeba ukrywać przed światem. Za dnia udawać, że się nie znamy i liczyć na to, że może przez kilkanaście minut w nocy się sobą zadowolimy. Zasługuję na więcej niż to. I ty również.
❤️🩹
Czasami żałowała, że musi być tak dociekliwa. Wiedzieć wszystko, dopytywać i wpychać nos w sprawy, o których najlepiej było wiedzieć jak najmniej. Nieświadomość wcale nie sprawi, że łatwiej będzie się jej zasypiało w nocy. Mimo starań nie potrafiła się odciąć od dręczących ją pytań, a to była jedyna okazja, aby je zadać. Z pełną świadomością, że ma przed sobą mistrza nie tylko w boksie, ale i w omijaniu pytań, na które odpowiedzi udzielać nie chce. Nauczyła się, że przy nim musi czytać między wierszami, ale jednocześnie musi zachować pełną ostrożność i nie dopowiadać sobie tego, czego wcale nie miał na myśli z prostego powodu, że dobrze to brzmiało. Miała do tego tendencję i to właśnie to błędne myślenie sprawiło, że znalazła się w takiej sytuacji.
OdpowiedzUsuń— Odrobiny szczerości — odpowiedziała na pytanie. Nie chciała nawet pełnych odpowiedzi. Jedynie czegoś, co pozwoli jej lepiej zrozumieć to, co między nimi się działo i czy to naprawdę było tylko w jej głowie.
Nie byłaś dla mnie tylko koleżanką. To w takim razie kim? To pytanie zaczęło cisnąć się jej na usta, ale wstrzymała się. Jakby już czuła, że nie odpowie jej na to lub zrobi świetny unik. Ich spojrzenia na moment się skrzyżowały, ale Sophia odwróciła wzrok, nie chcąc, aby wyczytał z jej oczu czy miny, że to ją w jakiś sposób poruszyło. Oczywiście, że ją poruszyło i sprawiło, że ta naiwna część brunetki niemal zaczęła się cieszyć po takim wyznaniu. Ale nie niosło ono za sobą przecież nic. Nie było żadnej deklaracji, nie było niczego, czego mogłaby się na dłuższą metę chwycić.
Oboje od początku nie byli ze sobą do końca szczerzy, cały czas coś kręcili, bawili się w półprawdy i tylko dokładali tym samym sobie problemów.
Tych może było zbyt dużo. I za bardzo mieszały w głowie. Dawały fałszywe poczucie ważności, które równie szybko znikało, co się pojawiało. Dawało nadzieję, że mogło coś z tego być, ale nie na tyle, aby zacząć cokolwiek planować. Jednocześnie każde może miało w sobie ziarenko prawdy, bo może, gdyby Sophia od początku była z nim szczera, dlaczego tamtej nocy wyszła bez pożegnania i dlaczego się nie odzywała przez tak długi czas to teraz wszystko wyglądałoby inaczej? Może, gdyby została i postawiła się ówczesnej przyjaciółce to dziś nie walczyłyby tak zażarcie między sobą, nie raniłyby siebie nawzajem. Może wszystko wyglądałoby kompletnie inaczej?
— Tak, może coś w tym było — westchnęła z cichą rezygnacją w głosie. Czuła, jak powoli opuszczają ją siły do dalszej rozmowy. Mimo, że nie mówił wiele to odpowiedzi były męczące. Wysysały z niej energię z każdym kolejnym słowem. Zmuszały do zastanowienia się nad każdą jedną ich interakcją, który moment zadecydował, że to może coś więcej? Kiedy spojrzała na niego inaczej niż na kumpla, z którym fajnie wyskoczyć na dobre pancackes czy pizzę? Dlaczego zaczęło jej tak zależeć? I po co? Pytania się mnożyły, odpowiedzi kurczyły, a Sophia nie chciała na siłę ciągnąć go za język. Chciała, aby sam z siebie mógł jej to powiedzieć, przyznać co tak naprawdę o ich znajomości myślał, czym dla niego to wszystko było. Ale wiedziała, że do tego nie dojdzie. Że zostanie z tymi niewypowiedzianymi słowami, że będzie musiała się zadowolić tym co jej dał, a o więcej prosić nie powinna.
Ciężar wypowiedzianych przez Nico słów przygniatał ją bez litości. Nie dając miejsca na wzięcie głębszego oddechu. Jednocześnie sprawiało to, że zaczynała się dystansować. Ile mogła w końcu poświęcać mu czasu i nie dostawać zbyt wiele w zmian?
— Nie umiesz powiedzieć „nie” czy nie chcesz tego powiedzieć? To zasadnicza różnica. — Ona też nieszczególnie odmawiała, gdy był blisko. Bo nie chciała odmawiać. Była na tyle egoistyczna, że w tamtych chwilach nie dbała o nikogo poza ich dwójką i tym, czego w danym momencie chcieli. — Masz rację. Nie powinnam była na to pozwolić. Ale to zrobiłam. Mam tego żałować?
W pewien sposób żałowała. Jednak nie tego, co między nimi zaszło, a tego, że w takich warunkach. Że krzywdzili przy tym ludzi, którzy wcale sobie na to nie zasłużyli. Żadne z nich nie umiało się zatrzymać, nie dopóki nie robiło się poważniej.
UsuńSophia dałaby się ponieść chwili i nie przemyślałaby konsekwencji, co było do niej niepodobne. Była przecież tą osobą, która rozkłada wszystko na czynniki pierwsza, tą dziewczyną, która musi rozpisać sobie cały dzień w kalendarzu, aby dzień zaczął mieć sens. Tą odpowiedzialną i poukładaną osobą, a przy nim kompletnie traciła zdrowy rozsądek i zapominała o wszystkim. To Nico zachowywał zimną krew, to on ich przystopował i sprowadzał z powrotem na ziemię. I to nie tak powinno być. Zawsze to ona była tą rozsądną, która powstrzymywała innych przed popełnianiem błędów czy robieniem nieodpowiednich rzeczy, ale samej siebie powstrzymać nie potrafiła. Nie, gdy chodziło o Nico. I to w końcu musiało się skończyć, a dobrze wiedziała, że nie skończy, jeśli wciąż będzie w jej życiu obecny z taką samą intensywnością.
Przymknęła powieki, wzięła głębszy wdech i powoli wypuściła powietrze. Znów ten znajomy zaczepny ton, który teraz doprowadzał ją do szału.
— Może lepiej w takim razie nie mówić już nic — stwierdziła. Nie chciała dać się sprowokować i znów znaleźć się z nim w tym samym miejscu, z którego próbowała się wydostać.
Zostawił ją dokładnie z tym z czym chciał. Z uporczywymi myślami, które będą nakazywały jej zastanawiać się, czy gdyby inaczej postąpiła to znajdowaliby się teraz w zupełnie innym miejscu. Czy gdyby bardziej pasowała do jego świata, była bardziej imprezowa i otwarta, to spojrzałby na nią tak, jak chciałaby, aby to zrobił.
Nie ważne, jak intensywnie będzie się w niego wpatrywać, jak długo będzie się zastanawiać nad tym, co jej właśnie powiedział i tak nie dostanie prostych odpowiedzi, które rozjaśniłyby tę sytuację. Została z domysłami. Te z kolei nie ułatwiały niczego, a może tylko chwilowo nie była w stanie dostrzec tego, że to w tych wymijających odpowiedziach było wszystko, czego szukała, że to właśnie był odpowiedzi moment na to, aby odpuścić i nie iść dalej z nim. Tę ekscytującą, elektryzującą grę zaczęli razem, ale tylko jedno z nich mogło ją skończyć i w głębi wiedziała, że decyzja o zakończeniu musi należeć do niej. I mimo, że nie chciała to musiała być tą silniejszą i stanowczą.
Znajomy budynek pojawił się przed jej oczami i dotarło do niej, że ta rozmowa w tym miejscu się także kończy. Nie było korku, który dałby im dodatkowe minuty, nie było czerwonych świateł. Stali w miejscu, a na nią przyszedł czas. Powinna się ruszyć z miejsca, ale nie potrafiła się do tego zmusić.
Spojrzała na Nico w chwili, kiedy jej dłoń sięgnęła do klamki. Zrobiła to tak, jakby chciała zapamiętać drobne szczegóły z jego twarzy, które na co dzień innym mogły umykać. Spojrzeć po raz ostatni, chociaż nie chciała i myśl, że ta znajomość, ta relacja mogła się tu i teraz skończyć, rozdzierała jej serce, to była jednocześnie odpowiednią decyzją.
— Dobranoc, Nico.
Soph