And I still want to believe
anything can happen in this world,
for an ordinary girl
Dorastała w domu, w którym wszystko miało swój porządek, a od najmłodszych lat uczono ją, że każdy powinien znać swoje miejsce i wiedzieć, czego się od niego oczekuje. Niedziela była więc od kościoła, rodzina od wspólnych obiadów, a przyszłość należało zaplanować sobie jeszcze przed skończeniem szkoły. Jej ojciec był szanowanym pastorem lokalnego kościoła, a matka prowadziła dom i angażowała się w życie parafii, dlatego w ich świecie istniało sporo rzeczy, których się nie robiło, a jeszcze więcej takich, o których nie warto było nawet dyskutować. Nie można powiedzieć, że dzieciństwo miała złe, ale było ono pełne zasad i oczekiwań, a także przekonania, że bezpieczeństwo jest ważniejsze od marzeń. Od zawsze miała jednak jedną cechę, która niezbyt pasowała do rodzinnego świata – potrzebowała wiedzieć dlaczego. Dlaczego wujek ciągle narzekał, że firma przynosiła straty, skoro miał klientów? Dlaczego sklepik należący do znajomej rodziny musiał zostać zamknięty? Dlaczego niektóre przedsiębiorstwa potrafiły przetrwać lata, podczas gdy inne bankrutowały po kilku miesiącach? Liczby szybko przyciągnęły jej uwagę, bo można było interesować się nimi bez pytania rodziców o pozwolenie, czego nie dało się powiedzieć o ludziach. Tych należało poznawać ostrożnie i to wyłącznie w granicach wyznaczonych przez rodzinę. W szkole była tą osobą, która potrafiła godzinami siedzieć nad arkuszem kalkulacyjnym, ale dopiero studiując rachunkowość i finanse, odkryła, że księgowość wcale nie musi oznaczać nudnego przepisywania cyfr. Uczyła się pilnie i bez większych problemów, bo ambicji nigdy jej nie brakowało, a nauczyciele zawsze mogli liczyć. Na pierwszy rzut oka była więc dokładnie taką córką, jakiej można było po niej oczekiwać – spokojną, dobrze wychowaną i znającą swoje miejsce. Tyle tylko, że nigdy nie była tak posłuszna, jak chcieliby tego jej rodzice.
Decyzja o wyjeździe do Nowego Jorku nie była długo planowaną rodzinną rewolucją. Pewnego dnia po prostu uznała, że jeśli zostanie, za dziesięć lat nadal będzie siedzieć przy tym samym stole i słuchać tych samych historii, a potem zastanawiać się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby kiedyś odważyła się spróbować. Spakowała kilka walizek, powiedziała rodzinie, że dostała pracę, i pojechała, choć w rzeczywistości nie miała ani pracy, ani konkretnego planu, a na Nowy Jork nie była przygotowana nawet trochę. Miała za to odwagę, której chyba sama po sobie się nie spodziewała, trochę oszczędności i głowę pełną planów, które do tej pory odkładała na kiedyś. Nie wiedziała jeszcze, gdzie będzie pracować, jak długo wystarczy jej pieniędzy ani czy w ogóle sobie poradzi. Wiedziała tylko, że jeśli kiedyś ma żałować, wolałaby żałować tego, że spróbowała, niż tego, że nigdy nie spróbowała. Do Nowego Jorku nie przyjechała więc po gotowe życie, ale po szansę, żeby zbudować je na własnych zasadach, na które w rodzinnym domu nigdy nie było miejsca.
Decyzja o wyjeździe do Nowego Jorku nie była długo planowaną rodzinną rewolucją. Pewnego dnia po prostu uznała, że jeśli zostanie, za dziesięć lat nadal będzie siedzieć przy tym samym stole i słuchać tych samych historii, a potem zastanawiać się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby kiedyś odważyła się spróbować. Spakowała kilka walizek, powiedziała rodzinie, że dostała pracę, i pojechała, choć w rzeczywistości nie miała ani pracy, ani konkretnego planu, a na Nowy Jork nie była przygotowana nawet trochę. Miała za to odwagę, której chyba sama po sobie się nie spodziewała, trochę oszczędności i głowę pełną planów, które do tej pory odkładała na kiedyś. Nie wiedziała jeszcze, gdzie będzie pracować, jak długo wystarczy jej pieniędzy ani czy w ogóle sobie poradzi. Wiedziała tylko, że jeśli kiedyś ma żałować, wolałaby żałować tego, że spróbowała, niż tego, że nigdy nie spróbowała. Do Nowego Jorku nie przyjechała więc po gotowe życie, ale po szansę, żeby zbudować je na własnych zasadach, na które w rodzinnym domu nigdy nie było miejsca.
GINA ROBERTS
Genevieve Roberts — 28 lat temu w Mystic, Connecticut — absolwentka rachunkowości UConn poszukująca pracy — przez cztery lata pracowała jako analityczka finansowa, pomagając firmom zwiększać zyski — aktualnie łapie się dorywczych zajęć — wynajmuje poddasze townhouseu od starszej wdowy, płacąc niewielki czynsz i odwdzięczając się pomocą przy domu — uwielbia ogrodnictwo i fotografię uliczną, więc po godzinach pielęgnuje mały ogród albo z aparatem przewieszonym przez ramię odkrywa zakamarki Nowego Jorku — kolekcjonuje stare aparaty fotograficzne i marzy o wystawie własnych prac — odkryła w sobie słabość do kawiarni, chopped cheese i małych, zapomnianych miejsc
cześć i czołem! Gina to małomiesteczkowa dziewczyna, która zechciała popróbować wielkiego świata, dlatego piszemy się na wszystko. Nie pogardzimy żadną ofertą pracy, niekoniecznie nawet legalną. Na wizerunku jest Lisa-Marielle Tjeng, a w karcie i w tytule słowa z piosenki Ordinary Girl. Zapraszamy! save1your1tears@gmail.com
[Ależ ona jest urocza! Słodziak - to pierwsze słowo, które przyszło mi na myśl podczas sprawdzania karty. ♥
OdpowiedzUsuńW dodatku budzi przyjemne skojarzenia z moją jedną postacią, która też przyjechała do Nowego Jorku z małego miasteczka. Uwielbiam takie kreacje!
Mam nadzieję, że Gina odnajdzie w Nowym Jorku swoje miejsce. Bawcie się u nas dobrze, zostańcie jak najdłużej! ♥]
Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth
Od zdjęcia bije słodkość maksymalna! ^^ Chcesz mi powiedzieć, że w domu Giny nie było szans na ominięcie niedzieli w kościele i bycie na obiedzie gdzieś poza domem rodzinnym? Lipne podejście, bo Bóg jest wszędzie, a często obcy ludzie są zdolni do tego, żeby stworzyć nam namiastkę rodziny! Niech dalej zadaje często pytanie rozpoczynające się od słowa dlaczego, a z kolei liczby oby były cały czas dla niej jak najbardziej zrozumiałe. Może i Gina nie była gotowa na Nowy Jork, ale za to jestem przekonana, że NYC było gotowe na jej przybycie ^^
OdpowiedzUsuńSukcesów na blogu ;D]
Jonatan Barlett
[Pomyślałam sobie, że kujonki są naprawdę seksi, a Gina jest dodatkowo śliczna i taka autentyczna, że ciężko przejść obok niej obojętnie :D Rzucić wszystko i ruszyć w nieznane, to jest duże wyzwanie, więc można mówić śmiało, że Gina była odważna z tą decyzją. Tym bardziej, że jak zakładam, ona raczej nie miała wsparcia w rodzinie. Ale skoro tak ogarnia finanse i tabeleczki, może faktycznie warto poratować dziewczynę jakąś fuchą, hm... Zapraszam w swoje progi, na pewno coś wymyślimy! Tymczasem życzę Ci dużo dobrej zabawy na blogu <3]
OdpowiedzUsuńTanner Morgan
& Gert Brenann
[Witamy na pokładzie! Miło znaleźć w sobie odwagę, już w ogóle jak się człowiek jej nie spodziewa - cieszę się, że Gina zaskoczyła więc samą siebie i pojawiła się w Nowym Jorku. Wydaje się bardzo przyjazna i nie można jej odmówić uroku. A skoro w ogóle w tytule jest Hannah Montana to musisz wiedzieć, że Seth właśnie został właścicielem owiec i wszystkie owce są właśnie w temacie, ba, dwie to faktycznie Hannah i Montana. Ale jest też Dolly. I Ray. I Cyrus.
OdpowiedzUsuńW każdym razie, już tak poza owcami, w razie chęci zapraszamy do siebie!]
Seth Weston
[Dlaczego ta karta ma 525 słów, nie licząc tytułu, cytatu i odautorskiego dopisku? Dlaczego cztery lata doświadczenia? Dlaczego daje nam to średnio 131 wyrazów karty na każdy rok pracy w finansach? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
OdpowiedzUsuńDalej nie umiem, chociaż nie chodzi o zadawanie pytań - to akurat bez problemu - tylko te cyferki; ja to jednak człowiek alfabetu, więc jeśli jest chęć na wspólne pisanie liter, to zapraszam. Gina, jak już się wypowiedziały poprzedniczki, przeurocza jest! Hej, dzień dobry.
(Te owce to też Lena btw., do tego jedna koza).]
Leif & Len
[Hej! Witamy Cię cieplutko z Twoją panienką i życzymy szczęścia oraz sukcesów w NYC!
OdpowiedzUsuńGdyby Gina potrzebowała pomocnej sąsiadki, chętnie się podkładamy, bo niestety nie wiem jak inaczej dałoby się te dwie panie połączyć, zwłaszcza że wiele je dzieli.
Owocnych i fajnych wątków życzymy! :)]
Mathilde Stevenson
[ Zgodzę się z przedmówczyniami - Gina jest naprawdę urocza! I wow, posiada umiejętność tak odległą dla mnie, czyli obliczenia xD Zazdroszczę jej! I super, że znalazła w sobie tą odwagę na tak ogromny krok jak wyprowadzka do nowego miejsca! Oby Nowy Jork okazał się dla niej łaskawy!
OdpowiedzUsuńBędziemy trzymać za was kciuki! Dużo ciekawych wątków, czasu na pisanie i weny! A w razie chęci zapraszam do siebie. Myślę, że z Nathanielem udałoby nam się coś fajnego wymyślić ;) ]
Nathaniel Park & Caleb Williams