VALENTINOALEXANDER BRANDT
25.12.1999, Los Angeles - Tatuażysta i właściciel jednego z najpopularniejszych salonów w Stanach - Loft na Manhattanie - Wolny duch
„Masz bystre oczy, synu”. Te słowa, które matka szeptała przez piętnaście lat, brzmiały dla niego jak echo z innego wcielenia. Nadała mu imię świętego, wierząc, że stanie się ono tarczą, jednak to właśnie dom pełen alkoholowych oparów i matczynej słabości stał się jego pierwszym polem walki. Gdy matka zmarła – poczuł nie tyle żal, co chłodną ulgę. Od tamtego dnia jego życie stało się misją: chronić młodszą siostrę i za wszelką cenę nie stać się takim jak rodzice.
Ojciec, wiecznie nieobecny kierowca ciężarówki, był w ich życiu jedynie cieniem. Kiedy trzy lata temu przenieśli się do Nowego Jorku, ojciec zmarł niemal natychmiast po przyjeździe. Chłopak wtedy uznał to za ostateczne domknięcie rachunków z przeszłością. Właśnie wtedy podjął decyzję: „Valentino” umarł wraz z ojcem. W Nowym Jorku narodził się Alexander. To imię miało być grubą linią, która na zawsze odcinała go od świata, w którym dorastał w cieniu butelki i strachu.
Nowy Jork stał się dla Alexandra nową areną. Podczas gdy jego siostra odnalazła stabilizację, zakładając własną rodzinę i wchodząc w świat ciepła, którego on nigdy nie poznał, Alexander całkowicie oddał się obsesji. Tatuaż stał się jego nowym językiem. Jego studio w sercu metropolii nie jest miejscem pracy – to sterylna świątynia dyscypliny. Nie znajdziesz tam artystycznego nieładu; panuje tam surowy, zimny profesjonalizm.
Dziś jest monolitem. Każdy człowiek, który siada w jego fotelu, jest dla niego tylko płótnem, a nie istotą z historią. Emocje wyciął ze swojego życia jak zbędną tkankę, bo dla niego przywiązanie to błąd w oprogramowaniu, który zniszczył jego matkę i odebrał mu dzieciństwo. Jest twardy, bo życie zmusiło go do bycia niezniszczalnym. Jest silny, bo sukces stał się jedynym parametrem, który ma znaczenie.
Kiedy późną nocą zamyka drzwi studia, nie wraca do nikogo. Wraca do swojego uporządkowanego, pustego świata. W jego oczach, tych samych, które dwadzieścia siedem lat temu obserwowały upadek rodziny, wciąż czai się ten sam chłodny, analityczny błysk. Wygrał zakład z losem, zdobył sławę pod nowym imieniem, ale ceną za to zwycięstwo jest absolutna, wykalkulowana samotność. Alexander Brandt nie szuka szczęścia. Szuka kontroli. A sukces jest jedyną tarczą, która sprawia, że nic, co ludzkie, nie jest już w stanie go zranić.
And they say they know of darkness
But I have lived there all my life...
_______________________________________
Cytat z Tiger Army, na wizerunku Fabien Tietjen.
Cześć i czołem! ;)

Geneviev pomyślał, że to w sumie takie delikatne znęcanie się nad nim, kiedy świeciła mu latarka prosto w oczy, jednak wolała się upewnić, czy wszystko z nim w porządku. Upadek musiał być bolesny, bo kiedy dotykała rany, czuła, że jest ona dość mocno spuchnięta. Gennie już wiedziała, że lepiej będzie go zabrać do szpitala, bo wszystko mogło się różnie skończyć. Głodna muzyka nie pomagała, choć oni i tak znajdowali się w loży, która była nieco odgrodzona od parkietu. Mimo wszystko, i tak było tu głośno, do tego stopnia, że Geneviev zaczęła odczuwać, jak jej głowa zaczyna pulsować z bólu. Jeszcze tego brakowało, żeby i ja złapała migrena na te kilka ostatnich godzin pracy.
OdpowiedzUsuńChris nie był w stanie powstrzymać rozbawienia, za to Geneviev puściła ten wysokolotny komplement mimo uszu, nadal skupiając się na swojej pracy. W duchu zaś westchnęła. Pijani byli najgorszymi pacjentami, choć ten przynajmniej był w trybie żartownisia, a nie przemocowca.
Na wszelki wypadek i dla lepszej stabilizacji, założyła mu kołnierz ortopedyczny,
— Musiałeś się bardzo mocno uderzyć w głowę. Wiesz, że łapówki są nielegalne? I mogę to zgłosić? — zapytała, spoglądając na niego. Pokusiła się na lekki, ledwo co widoczny uśmiech.
Przełknęła ślinę, spoglądając na Alex z uwagą, a później podniosła wzrok, spoglądając na Sky. Wydawała się jeszcze bardziej poruszona cała ta sytuacja, niż sam poszkodowany.
— Będzie żył. A ty się uspokój, bo za chwilę tu zemdlejesz i będę musiała wzywać drugą karetkę, bo oboje pojedziecie na izbę przyjęć — odpowiedziała z nutką ironii w głosie. Była zmęczona, głodna i czuła, jak coraz bardziej robi jej się gorąco, będąc w tym miejscu.
— Cóż, twój kolega musi chyba przejść się do lekarza, jeśli traci równowagę. Albo zrezygnować z alkoholu, to wtedy będzie trzymać się na nogach, a nie rozbijać głowę — dodała. Wraz z Chrisem sprawnie przenieśli go na noszę, a później ruszyli w stronę wyjścia ewakuacyjnego, które zostało im udostępnione przez pracowników klubu.
— Wolę herbatę. I nie umawiam się z osiłkami z siłowni. Trzeba było nie upadać i nie rozbijać głowy, wtedy obeszłoby się bez tego całego zamieszania i postawy dźwiękowej. A tak jesteś teraz widowiskiem dla każdego, choć wielu pewnie w ogóle nie zapamięta, że tu byliśmy. Dużo wypiłeś? — zapytała, kierując się w stronę karetki.
— Cholernie dzisiaj zimno — stwierdziła bardziej do siebie.
— Nie ja Cię będę zszywać. Oddam Cię w ręce lekarzy i pójdę coś zjeść. A później pójdę do domu, bo skończę zmianę — wyjaśniła, spoglądając na Alexa.
— I nie zatańczę z Tobą.
Gennie
— Panno — prychnął Chris, kręcąc z rozbawieniem głową na boki. Gennie rzuciła mu szybkie, karcące spojrzenie, po czym westchnęła i wywróciła oczami.
OdpowiedzUsuń— To mi jej nie dostarczaj, tej papierkowej roboty. Żadnych łapówek. Bądź grzecznym pacjentem, tak by szybko i gładko to wszystko poszło. Ty posiedzisz następne kilka godzin na izbie przyjęć, żeby zrobili Ci badania, a ja dokończę zmianę i pójdę do domu — powiedziała. Karetka na szczęście nie stała daleko i już po chwili znaleźli się tuż koło niej. Po chwili wszyscy byli już w środku. Chris zajął się wypełnianiem papierów, Geneviev zaś schowała torbę i otworzyła jeden ze schowków, wyciągając z nich potrzebne rzeczy.
— Słuchaj. Podam Ci teraz dożylnie leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Glukoza wyszła dobrze, ciśnienie krwi również. Na sorze zbadają cię dokładniej. Będę musiała rozpiąć Ci koszulę i podpiąć do kardiomonitora — powiedziała, najpierw podając mu leki, a później, kiedy Alex był już podpięty do kroplówki, Gennie rozpiąła kilka pierwszych guzików jego koszuli i podpięła go do monitora.
Chris zachichotał, po chwili spoglądając na obojga.
— Zostawiam was, gołąbeczki. Gennie zajmie się tobą najlepiej, przyjacielu. Chcesz jechać na sygnale? — zapytał rozbawiony.
— Tak Chris, poproszę na sygnale. Chce jak najszybciej znaleźć się z nim w szpitalu, bo po tym co mówi, sądzę, że tam rośnie jakiś krwiak — powiedziała, spoglądając na monitor.
— Się robi, szefowo — Chris zaśmiał się po raz ostatni, po czym przesiadł się na przednie siedzenie karetki, tuż obok Jay’a. Geneviev już wiedziała, o czym będą tam plotkować.
— Coś Cię boli? Jest Ci niedobrze? — zapytała, siadając na fotelu obok.
— I tak, jesteś osiłkiem z siłowni — powiedziała. Karetka ruszyła, a po chwili do ich uszu dobiegł dźwięk syren. Teraz miała pewność, że dość szybko znajdą się w szpitalu.
— Długo znasz się ze Sky? — zapytała, zmieniając temat na nieco luźniejszy dla nich obojga.
— Robi cholernie dobre tatuaże. Ona zrobiła mi jeden z pierwszych, jak jeszcze zaczynała stawiać kroki, jako tatuażystka — powiedziała, uśmiechając się przy tym pierwszy raz, dość delikatnie.
— nie wiem. Dwanaście godzin, może czternaście. Czasami człowiek traci już rachubę — stwierdziła, wzruszając przy tym ramionami.
— Ostatnio nadgodziny są dosyć częste, ale cóż zrobić — znów skupiła uwagę na monitorze, który wskazywał, że ciśnienie Alexa nieco skoczyło w górę.
— Zobaczymy, czy będziesz ostatnim pacjentem.
Gen
— Nie myśl sobie za dużo, nie jesteś jedyny, któremu dzisiaj rozpinałam koszulę — rzuciła ironicznie w jego stronę, widząc ten błysk w jego oczach i błąkający się po ustach uśmieszek. Dla niej był jak większość tych wszystkich facetów z siłowni, którzy na loterii przy okazji wygrali ładną twarz. Bo tak, Alex był przystojny, i pewnie wiele kobiet zwracało na niego uwagę i się za nim oglądało. I może nawet Gen by to zrobiła, ale ona taka nie była.
OdpowiedzUsuń— Nie oceniam. Stwierdzam fakty — wzruszyła ramionami, uśmiechając się przy tym cynicznie w jego stronę.
— Tak naprawdę, to w tej chwili nie obchodzi mnie nic innego, oprócz tego, żeby Twój stan się nie pogorszył. Więc mam gdzieś to, że mogę być dla Ciebie niegrzeczna. Jeśli będziesz chciał, możesz złożyć na mnie skargę — wiedziała, że i tak tego nie zrobi. Geneviev robiła to, co do niej należy, a rozmowa z nim hula częścią jej pracy i stwierdzenia, czy aby przypadkiem jego stan się nie pogarsza.
— Sky zawsze była dobra w rysunku. Całe liceum bazgrała po zeszytach, notatnikach i tym podobnych. Nic dziwnego, że poszła w tą stronę, jeśli chodzi o zawód. Jest w tym profesjonalistką — odpowiedziała z uśmiechem. Sky była tą osobą, z którą mimo, że nie spotykała się zbyt często, to zawsze potrafiły mimo wszystko znaleźć wspólny język, po tylu latach znajomości. I mimo, że były całkiem różne charakterami, to jakoś łączyły się w spójną całość.
— Cóż, chyba chciałam trochę złagodzić tymi wzorami, ten wizerunek twardzielki — skwitowała, spoglądając na kroplówkę, która już praktycznie się kończyła. Kiedy monitor wydał dźwięk, Gennie spojrzała na wykresy. Zdecydowanie, były za wysokie.
Uniosła nieco w górę wezgłowie noszy, po czym sięgnęła po maskę tlenowa, która nałożyła na twarz Alexa.
— Jeśli możesz, bądź teraz najcichszym pacjentem mojej zmiany. Połóż się i oddychaj głęboko. To całkiem normalne, że ciśnienie skoczyło w górę, za chwilę powinno się uspokoić. Dodatkowo, dla pewności nakuła mu palca, sprawdzając poziom cukru we krwi.
— Alex, boli Cię głowa? Albo kręci Ci się w niej? — zapytała, zbliżając się do niego.
— Zaraz będziemy na miejscu. Spróbuj się uspokoić — poinstruowała, sięgając po strzykawkę i lek na obniżenie ciśnienia.
— Słuchaj, dam Ci teraz lek, który obniży ciśnienie. Jest bezpieczny w tej sytuacji, biorąc pod uwagę, że trochę wypiłeś. Nawet, jeśli alkohol był rozwodniony, to i tak nadal masz we krwi procenty — wyjaśniła, naciskając delikatnie strzykawkę i wypuszczając nieco leku. Kiedy miała pewność, że wszystko jest dobrze, powoli podała lek Alexowi.
— Widzisz? Picie nie prowadzi do niczego dobrego — stwierdziła, spoglądając na monitor. Ciśnienie, choć nadal wysokie, powoli zaczynało spadać.
— Ale, jak to powiedziałeś, jesteś w najlepszych rękach. Leż spokojnie i oddychaj głęboko, zaraz wszystko minie — uspokoiła go. Każdy, nawet ona będąc na jego miejscu zaczęłaby panikować, choć on na pierwszy rzut oka wydawał się niewzruszony całą sytuacją, tak jego ciało mówiło zupełnie co innego.
— Podziękujesz mi potem — dodała jeszcze, a karetka zatrzymała się na szpitalnym podjeździe. Chris wraz z Jay’em otworzyli tylne drzwi, chwytając za nosze. Geneviev zdarzyła jeszcze przypiąć Alexa do przenośnego monitora.
Kiedy wjechali na Sor, podeszła do lekarza, wyjaśniając całe zajście.
— 27 lat, pacjent z raną głowy. Przewrócił się i na moment stracił przytomność. Nieduża ilość alkoholu we krwi, brak używek. Cukier w normie, jednak ciśnienie skoczyło w górę, ale udało się je unormować. Chyba będzie potrzebny tomograf — powiedziała, kiedy wraz z lekarzem stanęli przy noszach, na których leżał Alex.
Gennie
Geneviev Lubiła to miejsce. Ten chaos, tą prędkość i szybkość, kiedy trzeba było podejmować decyzje. To był jej świat, w którym odnajdywała się najlepiej. Niejednokrotnie czuła, że tu pasuje, jest elementem ważnej układanki, tworzy całość z resztą zespołu.
OdpowiedzUsuńPraca na sorze była ciężka i wymagająca, nie dla każdego. Trzeba było mieć psychikę ze stali, potrafić odgrodzić życie codzienne od tego, co działo się tutaj.
Tu zawsze ktoś biegał, gdzieś się spieszył. Było głośno i tłoczno, każdy gdzieś się spieszył. Niejednokrotnie dało się usłyszeć zirytowane głosy pacjentów, którzy czekali na swoją kolejkę.
Geneviev uniosła w górę brew, słuchając słów Alexa. Był cholernie pewny siebie, nawet będąc w sytuacji, kiedy chodziło o jego życie. Prychnęła, wywracając przy tym oczami.
— Gdybym nie skierowała Cię na tomograf, mogłabym mieć Cię na sumieniu, a nie o to chodzi w mojej pracy — wyjaśniła chłodno.
— Lepiej, żebyś w ogóle odpuścił alkohol. Widzimy tu wszyscy, że zdecydowanie Ci nie służy. Mam wrażenie, że niektórym facetom po wypiciu piwa czy drinka, odblokowuje się bycie niezniszczalnym. A potem mamy tego skutki, jak teraz. Może pobyt tutaj nauczy Cię, że czasami warto odpuścić — powiedziała, tym razem uśmiechając się nieco złośliwie w jego stronę. Lekarz, stojący obok, cicho prychnął pod nosem, po czym obszedł noszę i skupił całą swoją uwagę na ranie, która widniała na głowie Alexa.
— Hej Gen, a jak tam w ogóle Twoje plany? Co z tym Swatem? — zapytał, skutecznie zmieniając temat.
— Na razie nic konkretnego. Przechodzę wszystkie możliwe testy i te sprawy — wzruszyła ramionami, z uwagą spoglądając na mężczyznę na noszach. Widziała, jak się skrzywił. Widziała ten cień bólu, który przemknął po jego (cholernie) przystojnej twarzy.
— Ciesz się, że te czary ze strzykawką działają. Jeszcze brakowałoby mi tego, żebyś jedną nogą był na tamtej stronie — odpowiedziała w jego stronę.
— Co? Co Ty za głupoty wygadujesz. Z resztą, nie ważne — mruknęła, spoglądając na zegarek. Zdecydowanie, powinna już udać się do szatni i zbierać do domu.
— Dobra Gennie. Koniec na dzisiaj. Karetka ogarnięta, papierkowa robota też. Zbierajmy się, dla nas już dzisiaj starczy — Chris przetarł zmęczone oczy, wzdychając przy tym ciężko.
Gennie nachyliła się w stronę Alexa, opierając ręce na udach. Uśmiechnęła się, wpatrując się w niego zmęczonymi oczami.
— Możesz mi podziękować teraz. Jesteś moim pacjentem, a ja się z nimi nie umawiam. Poza tym, nie mam czasu na takie bzdury. „Dziękuję za uratowanie życia, Gen”, tyle mi w zupełności wystarczy.
Gennie
Geneviev po prostu nie miała ochoty na jakąkolwiek dalszą rozmowę. Byla zmeczona, tak najzwyczajniej w świecie, jak to człowiek jest zmęczony po wielogodzinnej pracy.
OdpowiedzUsuńOdeszła bez słowa, czując na sobie spojrzenie Alexandra, który miał zostać w szpitalu na obserwacji. I tak naprawdę, to nie spodziewała się tego, że gdy wróci do szpitala następnego dnia, to tam go zastanie. Tak też się stało, bo następnego dnia nie było po mężczyźnie śladu.
Ich drogi, choć o tym jeszcze Gennie nie wiedziała, miały się znów skrzyżować. Miała wolny dzień, a dzień wcześniej skończyła też dość wcześniej, wybierając kilka nadgodzin. To było dziwne, obudzić się rano, zjeść w spokoju śniadanie, nigdzie się nie spieszyć. Gennie nie pamiętała, kiedy tak naprawdę miała wolny dzień, w którym nie musiała nic załatwić i mogła w spokoju robić to, na co miała ochotę.
Jedyny planem, który dzisiaj miał wypełnić jej popołudnie, była wizyta w studiu tatuażu, gdzie pracowała Sky.
W okolicy studia pojawiła się jakieś czterdzieści minut wcześniej. W okolicy była całkiem dobra restauracja, do której się wybrała. Do studia weszła dosłownie chwilę przed umówioną wizytą, stając praktycznie w progu pomieszczenia.
Westchnęła, tak cicho, by Alex tego nie mógł usłyszeć, ale pewnie i tak widział ten grymas, który pojawił się na twarzy Geneviev. Jej ciemne oczy spoczęły na sylwetce mężczyzny, lustrując go uważnie. Ten jego uśmiech który pojawił się na twarzy, był dokładnie tym samym, który zapamiętała ze szpitala.
— przyszłam do Sky — odparła spokojnie, rozglądając się po studiu tatuażu. Czuła, że jednak jest coś nie tak,
— Byłam dzisiaj umówiona na sesję, ale to już pewnie wiesz. I coś czuję, że maczałeś w tym palce, bo Sky nie odwołuje sesji bez uprzedzenia — odparła, przeczesując palcami włosy. Kiedy Alex do niej podszedł, spojrzała na niego twardo, unosząc w górę jedną brew.
— Bezczelny jesteś. I tak, nadal nie mam czasu na bzdury. Gdzie jest Sky? Jeśli jej nie ma, to proszę, przełóż mój termin na jakiś inny dzień, tylko poczekajcie bo muszę zobaczyć, kiedy znowu mam jakieś wolne — mruknęła, wyciągając z tylnej kieszeni spodni telefon.
— Jak się czujesz, mimo wszystko? — zapytała, klikając na kalendarz w telefonie. Nadal uparcie na patrzyła na Alexa, który był tak blisko niej.
Kurwa — pomyślała, marszcząc delikatnie czoło.
Gennie
Nie wiedziała czemu, ale po prostu ją denerwował. W jakiś dziwny i pokręcony sposób, ta jego bezczelna pewność siebie sprawiała, że Gennie czuła jakąś wewnętrzną irytację. Ten uśmiech na jego twarzy wywoływał dreszcz wkurzenia, a ona nie mogła tak naprawdę nic zrobić. Została postawiona pod ścianą, w najbardziej niewygodnym dla niej położeniu. Bo on miał rację. Słyszała to w jego tonie głosu, kiedy wypowiadał każde zdanie. Mimo to, ona nadal uparcie przeglądała kalendarz w telefonie, gdzie roiło się od różnych przypomnień. Szkolenie, strzelnica, siłownia, wizyta w jakimś urzędzie, fizjoterapeuta. Aż wyprostowała się, kiedy uderzyło w Geneviev to, jak dużo ma zajęć i w tym wszystkim nie ma dnia, kiedy mogłaby znaleźć chwilę spokoju, by odetchnąć od tego wszystkiego.
OdpowiedzUsuńZawsze była na najwyższych obrotach. Gotowa do działania, nigdy do odpoczynku. Bo ona nawet nie potrafiła chyba odpoczywać. Odpoczynkiem miała być dla niej sesja tatuażu, ale na pewno nie w jego towarzystwie.
— Jedyną osobą, która powinna odpoczywać, jesteś ty. To uderzenie w głowę chyba było nieco mocniejsze, niż sądziłam. No ale, Twoje zdrowie, nie moje — odparła, wzruszając przy tym ramionami. Prychnęła ironicznie w duchu, na swoje własne słowa. Ona przynajmniej wiedziała, co robić i jak pomóc swojemu organizmowi, gdyby coś było nie tak.
— Ja Tobie? Jeszcze czego — burknęła w jego stronę. Nie miała zamiaru za cokolwiek dziękować.
Jeszcze nie.
— Gołębie serce, też mi coś — wywróciła oczami, kręcąc przy tym głową na boki.
Spojrzała w końcu na niego. Na jego uśmiech, ciemne oczy, i ogólnie, na całą jego postać. Cóż, musiała przyznać sobie w myślach rację, że był przystojny i pewnie niejednokrotnie to wykorzystywał.
— Kawa zdecydowanie jest Ci najbardziej potrzebna. Mam nadzieję, że choć trochę trzymasz się zaleceń, które dali Ci w szpitalu. I nie, Alex, to nie jest troska o Ciebie, a zwyczajne przyzwyczajenie zawodowe — powiedziała, od razu w jakiś sposób wyprzedając jego potencjalne słowa. Następnie spojrzała na swój tatuaż, który miał już dobre kilka lat i był jednym z pierwszych.
— Prawda jest taka, że nie wymyśliłam żadnego planu B. Nie zostawiłam żelazka na gazie czy coś tam — wow Gennie, jesteś mistrzynią żartu, nie ma co— w jej głowie zabrzmiała ironia, a gdyby mogła, to wewnętrznie wywróciłaby jeszcze oczami, na swój własny żart.
— Pięć. Pięć miesięcy do przodu — odparła, ruszając za Alexem. Chcąc czy nie, nie miała wyboru. Dzisiejszy dzień był jednym z nielicznych, gdzie mogła sobie pozwolić na ten tatuaż. To przecież tylko kilka godzin. W jego towarzystwie. Znowu.
Podeszła z nim do fotela, a chwilę później rzuciła spojrzeniem na projekt Sky. Przechyliła głowę, spoglądając na rysunek z uwagą. Nie znała się jakoś wybitnie, tak naprawdę to artystka z niej była żadna. Ale nie mogła być też taka krytyczna względem Sky.
— Nie no, aż tak źle nie jest — odparła, marszcząc delikatnie czoło. Dobra, Alex miał rację. Było źle.
Projekt, który szybko przygotował Alex, wyglądał sto razy lepiej, to musiała mu przyznać.
— Po prostu zacznijmy, co? Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia dzisiaj — powiedziała, siadając na skórzanym fotelu. Ściągnęła koszulkę, zostając w samym staniku.
— Nie wyobrażaj sobie za dużo.
Gennie
Złapała się na mydli, że w sumie nie wiedziała, czemu nie pałała jakaś sympatia do Alexa. Uważała go za jakiegoś narcystycznego dupka z siłowni, który na dodatek lubił się popisywać przed innymi i zwracać na siebie uwagę każdego. Był typem, który wiedział dokładnie jak wykorzystać swój urok, by każdy mu uległ. I te cechy chyba denerwowały ją najbardziej. A mimo to została w jego studiu, przystając równocześnie na pomysł tatuażu, choć mogła przecież odmówić, odwrócić się na pięcie i po prostu stamtąd wyjść.
OdpowiedzUsuńByli różni, stali zupełnie po dwóch stronach jakiegoś mostu, aż w pewnej chwili ich drogi postanowiły się przeciąć, choć Geneviev miała nadzieję, że to ich ostatnie spotkanie i już więcej na siebie nie wpadną. Bo w sumie to był niesamowity zbieg okoliczności, że widzieli się już trzeci raz w przeciągu kilku tygodni. Aż zaczęła myśleć, że w tym wszystkim ktoś maczał swoje palce…
— Mam dużo zajęć między pracą a jakimś tam życiem. Nie lubię się nudzić i tracić bezczynnie czasu, więc ciągle znajduję sobie jakieś zajęcie. Uwierz, to że, wysiedzę tu kilka godzin, już mnie boli w jakiś sposób, bo w tym czasie mogłabym robić coś zupełnie innego — powiedziała, spoglądając z uwagą, jak Alex najpierws wszystko rozstawia na niewielkim stoliku, a później bierze się za oczyszczanie jej skóry za pomocą jednorazowej maszynki, którą zgolił niewidoczne wręcz włoski.
— Bardzo zabawne. Typ śmieszka, co? Dzięki temu próbujesz ukryć, jak ciężko w życiu było? — zapytała, zanim zdążyła się ugryźć w język. Przecież i tak nie wiedziała, jakie były jego przeżycia, ot palnęła głupotę.
Na pytanie, Gennie wzruszyła ramionami.
— Bo się różnimy. Ty jesteś mięśniakiem z siłowni, który przebiera w kobietach jak w rękawiczkach, a ja za to mam stabilne życie i mało czasu na „rozrywki”. Poza tym, nie ufam ludziom od razu. Musi minąć sporo czasu, zanim komuś zaufam tam w stu procentach. Stąd ta moja zabawna, jak dla Ciebie, wrogość i stawianie jasnych granic — odpowiedziała, układając się wygodniej na hotelu i przymykając przy tym oczy.
— Za dupka. Mam Cię za dupka — odparła, uśmiechając się przy tym. Nieco ją rozbawił, i nawet pozwoliła sobie na chwilę rozluźnienia.
— Kiedyś jeszcze możemy się spotkać na oddziale onkologicznym. Wiesz, co to rak płuc? Zabija was dwukrotnie częściej niż tam prostaty — mruknęła, nie spoglądając na niego.
— Dbasz o siebie, a masz taki okropny nałóg. Mam Ci opowiedzieć, jak wygląda przebieg tej choroby? A może chcesz się przejść po oddziale? Co wy robicie ze swoim życiem, ludzie — wręcz jęknęła ze smutkiem w głosie. Poczuła znany jej już dobrze chłód znieczulającego żelu. Sam dotyk też był całkiem przyjemny.
— Przeżyje, spokojnie. Nie mam zamiaru Vi tu piszczeć z bólu. Będę się może krzywić, ale nic więcej — powiedziała, pozwalając sobie, by spojrzeć w stronę Alexa. Nie o się zdziwiła, jak blisko niej się znajdował, lecz nic na ten temat nie powiedziała.
— Tak, słuch masz świetny i słyszysz to, czego nie powinieneś. SWAT, zgadza się. Mam z nimi podpisany kontrakt, jako ich medyk, ale myślę, by dołączy tam na stałe. Wiąże się to jednak z całkowitym zmianą zawodu na kilka najbliższych lat.
A co mnie pcha… nie wiem, chyba to, że tata jest byłym wojskowym, który pracuje teraz w policji i brat też. Taka powiedzmy, rodzinna tradycja. Lubię jak jest niebezpiecznie. I też jakaś tam misję ratowania świata mam w głowie. A ty? Skąd pomysł na studio tatuażu? — zapytała, przyglądając się z uwagą, jak Alex precyzyjnie jedzie maszynką po kształcie tatuażu.
Gennie
— Tak? O jakim rodzaju zwrotu mówisz? — zapytała, unosząc w górę jedną brew. Alex ją w jakiś sposób irytował. Tą pewnością siebie, pobłażliwością, ogólnym sposobem bycia. Unikała takich ludzi, po prostu. Miała wrażenie, albo nawet nie, ona wiedziała, że są na zupełnie dwóch różnych końcach. Jego życie było, według niej, niekończącą się imprezą. Jej życie zaś było poukładane od… od kiedy tylko pamiętała. Zawsze miała na siebie jakiś plan, chciała coś w życiu konkretnego robić. Dążyła do tego, nawet jeśli było cholernie ciężko, a było. Bo jej plan nie był przyjemny, niewiele było osób, które zdecydowałyby się iść jej ścieżką.
OdpowiedzUsuń—Wrażliwe serce? — zapytała z ironią w głosie, spoglądając na niego. Okej, ta bliskość zdecydowanie była niepotrzebna, ale Gennie to wykorzystała, spoglądając w jego niebieskie oczy. Kolor, musiała przyznać, był naprawdę bardzo ładny, a jego twarz… cóż, cholernie przystojna.
— Nie, raczej nie pomyliłam profesji. Bycie psychologiem nie jest dla mnie. Ale wiesz co, Alex? Ja wiem, że chciałbyś być… rozbierany. Ale za marzenia nie karają — powiedziała z uśmiechem, odsuwając się od niego. Nie wiedziała, co jej odbiło, że podchwyciła tą jego grę, ale, o zgrozo, zaczynało jej się to podobać, choć nie dała po sobie nic poznać.
Zmarszczyła lekko brwi, kiedy wspomniał o adhd. W sumie nigdy o tym nie pomyślała, ale nie, to raczej nie było to. Pokręciła głową na boki.
— Nie, raczej nie mam ADHD. Ja po prostu… stronię od ludzi. Mam naprawdę bardzo wąskie grono znajomych, więc dlatego tyle pracuję. Bo nie możemy się spotykać co tydzień na jakimś lunchu, nie organizujemy co weekend spotkań. I tak, nie lubię nudy w życiu. Stąd to wszystko — wyjaśniła. Nigdy nie zastanawiała się nad tym wszystkim. Funkcjonowała tak już od kilku dobrych lat i po prostu była już do tego trybu przyzwyczajona. Dziwnie, gdyby nagle to wszystko miało ulec zmianie.
—Właśnie, że nigdy nie było wojskowego wychowania. Mama na to nie pozwalała. Ja i brat mieliśmy być dziećmi. Znaleźć własną ścieżkę, popełniać błędy. To wszystko jakoś samo tak wyszło, tak naprawdę nikt nas na nic nie namawiał — chciała wzruszyć ramionami, ale powstrzymała się. Oparła za to głowę o zagłówek fotela, przymykając oczy. Miejsce, które tatuował nieco piekło i szczypało, ale nie było tak źle. Było do przeżycia.
—Przecież nie gadam tak dużo, to Ty zadajesz masę pytań, a ja tylko na nie odpowiadam. I tak, jestem supermanem. Satysfakcję mi daje to, jak uratuję choć jedną osobę, bo tak, wiem, że całego świata nie zbawię — odpowiedziała.
— Fajnie, że Ci się udało. Mimo wizerunku mięśniaka z siłowni, powoli zaczynasz zyskiwać w moich oczach — zaśmiała się cicho, spoglądając na niego.
— Ja jedyne, co potrafię namalować, to patyczkowych ludzi, na tym kończy się mój talent artystyczny. Dlatego zawsze Sky mi pomagała, i się tak wymienialiśmy tymi naszymi zdolnościami. Ona mi zawsze malowała jakieś pierdoły, jak musiałam dać coś na zaliczenie, ja za to robiłam jej wszystkie rozprawki i inne zadania. Po latach widzę, że dałam się bardziej wykorzystywać, muszę jej to wypomnieć przy najbliższym spotkaniu.
G.
— Powiedzmy to uczciwie, nie przepadam za nimi. Moje wąskie grono znajomych mi wystarczy, a i tak, jak możesz się domyślić, jestem osobą, z którą ciężko się spotkać — powiedziała, spoglądając w stronę Alexandra. Później jej spojrzenie spoczęło na tatuażu, który już powoli osiągał całą swoją wielkość i musiała przyznać - cholernie jej się podobał. Był naprawdę częścią niej, pasującą idealnie. Stworzony perfekcyjnie, ujmował ją swoją delikatnością, która była ogromnym kontrastem do tego, jaki charakter Gennie posiadała.
OdpowiedzUsuń— Zdecydowanie pracoholizm. Pracą jest moja odskocznią od… — zaczęła, jednak przerwała, marszcząc przy tym brwi. Sama nie wiedziałam od czego odskocznia jest jej praca. Od samotności? Od braku zbyt wielu znajomych? Geneviev zawsze taka była, skupiona na celach, nieraz przeoczyła wiele możliwych i potencjalnych znajomości, czy też nawet związków. Poza tym, w związku też była nieco trudna. Chyba nawet nie pamiętała, czy jakikolwiek jej związek był
Prawdziwy. Każdy ma końcu odchodził, uważając, że ona zbyt wiele czasu poświęca pracy i swoim planom.
I taka też była prawda. Dlatego też przestała szukać tej potencjalnej, drugiej połówki, bo wiedziała, że jest bardzo mały procent szansy na to, że druga osoba zrozumie jej styl życia i nie będzie on przeszkodą.
— Ja po prostu daje im dobre rady. Albo ratuje ich życie — powiedziała, wzruszając przy tym jednym ramieniem. Cała ta rozmowa powoli zaczynała ją śmieszyć. Właśnie pouczał ją facet, który popisując się, prawie skręcił sobie kark.
— Alex, ja przynajmniej nie popisuję się nieudolnymi fikołkami, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę — wypomniała mu, uśmiechając się przy tym nieco złośliwie.
— A pelerynę zrzucam w domu, jak mam chwilę ciszy i spokoju. Nieczęsto, ale się zdarza. I uwielbiasz te moje szpileczki. Niestety, to chyba jedne z ostatnich, jakie doświadczysz— dodała po chwili. Rozluźniła się nieco, wsłuchując w miarowe brzęczenie maszynki do tatuażu.
Na wzmiankę o Sky i jej perfidnym wykorzystaniu Gen, brunetka westchnęła z rezygnacją.
— Słuchaj, nie rozmawiajmy o mojej nastoletniej łatwowierności, ok? Nie mogłam jej odmówić, Sky od zawsze miała w sobie urok i wiedziała, jak wykorzystać ludzi, tak by wyjść na tym najlepiej. Perfidna baba, żeby tak własną przyjaciółkę — pokręciła głową na boki.
Dosyć szybko zleciał jej czas, do momentu aż Alex skończył tatuaż. Spojrzała na niego, prosto w te jego niebieskie oczy, w których zauważyła błysk, może trochę niebezpieczny, ale zupełnie nie odebrała tego jako jakieś zagrożenie, bardziej może jako wyzwanie. Uważał ją za jakieś wyzwanie? Może.
— Nie schlebiaj sobie. Zyskujesz po troszku, takimi małymi kroczkami — odparła, jak zwykle nieco zgryźliwie, ot żeby przypadkiem nie przyzwyczaił się do jej miłej wersji.
— Rób co uważasz. Uprzedzę - granie głupka mnie nie interesuje. Lubię konkrety — powiedziała, pozwalając, by ostatni raz pociągnął ręcznikiem po jej skórze, ścierając resztki niepotrzebnego tuszu.
— Jeśli o konkrety chodzi, i nie chcesz żebym Ci tak szybko uciekła, możesz zaprosić mnie na drinka, Alex. Dam Ci jakieś dziesięć minut na zastanowienie się nad jakimś lokalem — rzuciła w jego stronę, schodząc z leżanki i podchodząc do lustra. Spojrzała na swoje odbicie, oraz na nowy tatuaż na skórze.
— Muszę przyznać, wygląda o wiele lepiej niż na kalce — stwierdziła, spoglądając na jego odbicie w lustrze.
G.
Była już przyzwyczajona do tego swojego pracoholizmu. Dziwnej by jej było, gdyby tego zabrakło w jej życiu, bo Gennie nie wiedziała, jak się odpoczywa. Czuła się wtedy taka nieproduktywna, jakby traciła czas.
OdpowiedzUsuń— Rada dla Ciebie jest taka, żebyś nie robił fikołków. Nie wychodzą Ci — powiedziała z rozbawieniem.
— Później muszę przyjeżdżać i ratować Ci tyłek. Gadasz też potem głupoty — dodała, nawiązując do tych wszystkich bzdur, które jej wygadywał w barze, w karetce czy też szpitalu. Teraz o dziwo aż tak jej to nie przeszkadzało, jak wtedy. Wtedy była po prostu zbyt zmęczona.
Prychnęła z rozbawieniem o wzmiance z tatuażem na czole.
— W życiu byś mi tego nie zrobił — stwierdzila, spoglądając na niego. Ot, zwykłe przekomarzanie się z ich strony, które… zaczynało jej w ogóle nie przeszkadzać.
— Dan spokój, Alex. Drink na rozluźnienie nie zrobi mi krzywdy — powiedziała, wywracając przy tym oczami. Kiedy zaproponował drinka bez alkoholu, Gennie na początku chciała odmówić, ale później stwierdziła, że czemu nie. Lepsze to, niż samotne siedzenie w domu.
— Niech będzie. Może przynajmniej teraz nie będziesz się popisywać — wytknęła, po czym spojrzała na jego telefon, gdzie widniał filmik od Sky, która całkiem dobrze się bawiła.
— Cóż, przynajmniej wyjaśnię sobie że Sky czemu z taką łatwością oddała Ci tą sesję tatuażu — powiedziała, spoglądając na Alexa.
Poczekała, aż spakuje wszystkie swoje rzeczy, a później wspólnie opuścili studio tatuażu, kierując się do jego samochodu.
Ich wspólne pojawienie się wywołało szczególne zdziwienie u Sky, która z zaskoczoną miną powitała Gennie, wciskając jej drinka w rękę. Gen jednak nie zdążyła go w ogóle spróbować, nawet zamoczyć ust, bo Alex wyrwał jej drinka z rąk, wypijając go duszkiem.
— Ej! To było moje! — oburzyła się, patrząc na niego. Kiedy odszedł, odprowadziła go wzrokiem, równocześnie czując szturchnięcie, które zaserwowała jej Sky.
— Wyjaśnisz mi potem— powiedziała, podsuwając jej kieliszki z kolorowym alkoholem.
— Teraz pij, dopóki nie widzi — poinstruowała, na co Gen grzecznie wykonała to, co poradziła jej przyjaciółka. Szybko przechyliła jeden kieliszek za drugim, prosząc kelnera, by nalał im jeszcze raz to samo.
G.
Geneviev zupełnie w dniu dzisiejszym nie miała ochoty na to, by pić jakieś bezalkoholowe drinki. Dlatego też, wręcz podziękowała Sky za to, że podsunęła jej alkohol, niemal pod nos. Musiała się napić, bo dopiero teraz doszło do niej, jaką głupotę popełniła. I naprawdę, czuła jakiś dziwny rodzaj wstydu, bo przecież nigdy wcześniej nie miała w zwyczaju, żeby wręcz wymuszać na kimś, by zabrał ją na drinka.
OdpowiedzUsuńSpojrzenie Sky, które zatrzymało się na osobie Gen, wręcz ją paliło. Geneviev długo nic nie mówiła, próbując ignorować te zaciekawione spojrzenie Sky.
— Dobra, kurwa, co to ma znaczyć? — Sky w końcu nie wytrzymała. Spojrzała na Ganeviev, unosząc w górę brwi i oczekując wyjaśnień. Brunetka zaś nie śpieszyła się z tym, by cokolwiek mówić. Wzruszyła jednak ramionami, jakby ten gest miał w czymś jej pomóc.
— Nie wiem, Sky. Po prostu wyskoczyliśmy na drinka — wyjaśniła krótko, ucinając tym samym temat. Sky cmoknęła, uśmiechając się w ten swój sposób, który Geneviev znała aż za dobrze. Brunetka chwyciła kolejnego drinka, przechylając go. Alkohol zaczął palić w gardło, ale po chwili nie było już po tym śladu. Spojrzenie zaś spoczęło na Alexie, który pojawił się tuż obok, stawiając przed nią bezalkoholowego drinka.
— Nie będziesz musiał mnie zbierać z podłogi. Wiem, na ile mogę sobie pozwolić, Alex — odparła. Sama najlepiej znała swój organizm i to, ile mogła wypić.
Czyli niewiele, patrząc na to, jak intensywny tydzień miała za sobą. I poza tym, już nie pamiętała, kiedy dokładnie tak mocno zabalowała, że na drugi dzień czuła się tak, jakby umarła.
Odwróciła głowę w stronę Alexa, kiedy usłyszała jego głos tuż przy swoim uchu. To był chyba błąd z jej strony, bo nie spodziewała się tego, że jest aż tak blisko niej. A przecież musiał, bo muzyka grała dość głośno, i bez bliskiej odległości, na pewno by nie usłyszała jego słów. Uśmiechnęła się lekko, z rozbawieniem. Na moment odwróciła głowę, spoglądając na tackę z kieliszkami. Chwyciła jeden, wypijając szybko jego zawartość.
— Chciałam się nieco rozerwać. Nie przypisuj sobie zasług, Alex. Po prostu byłeś pod ręką, a ja nie lubię chodzić sama po barach — stwierdziła, uśmiechając się przy tym.
G.
— Tak myślałam, że lubisz to robić — stwierdziła, z rozbawieniem spoglądając w jego stronę. Dzisiaj miała jeden z tych dni, kiedy stwierdziła, że pieprzyć wszelkie hamulce. Od tak dawna się powstrzymywała, pracowała na najwyższych obrotach. Mogła pozwolić sobie na chwilę rozrywki. Odetchnięcia od tej gonitwy.
OdpowiedzUsuńDopiero głos Sky nieco sprowadził ją na ziemię. Spojrzała na nic unosząc w górę jedną brew. Podryw? Niby jaki?
— Sky, daj spokój. To żaden podryw — powiedziała, odprowadzając ją wzrokiem, kiedy dosłownie zeskoczyła ze swojego krzesła i ruszyła w stronę swojej paczki znajomych.
— Taka wersja, czyli jaka? Rozluźniona? Trochę wcięta? — zapytała, odbierając od niego kieliszek z alkoholem.
— Nie będziesz musiał mnie zbierać z podłogi, sama pójdę, zapewniam — powiedziała, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Szybkim ruchem wypiła zawartość kieliszka, po czym zsunęła się z krzesła barowego, podchodząc do Alexa. Stanęła naprzeciw niego, spoglądając z uwagą na jego twarz.
— Spokojnie, nie będziesz musiał. Wiem, kiedy mi wystarczy — powiedziała, tym razem zbliżając się do niego. Również powiedziała mu te słowa na ucho, tak, by mógł usłyszeć tylko ją. Nawet jej nie przeszkadzała ta bliskość. I z ochotą wypiła kolejnego shota, którego Alex jej podał, już bez zbędnych komentarzy, że nie powinna pić.
— Jeden z największych w mieście. Dużo ludzi, dużo pracy. Mam ochotę udusić ich jakieś tysiące razy, szczególnie pod koniec zmiany, jak już mam dość. A kiedy wreszcie ściągam mundur i mam wolne, to zawsze coś robię, bo nie lubię się nudzić, ale to już wiesz. Więc, siłownia, strzelnica, bieganie po mieście. Czasami znajdę chwilę, żeby się spotkać ze znajomymi, ale jak widać, oni lubią mnie zostawiać W towarzystwie innych, a sami imprezować — mówiąc to, palcem wskazała na Sky, która szalała na parkiecie.
— A Ty, Alex? Jaki jesteś, tak naprawdę? — zapytała z zaciekawieniem.
— Kończy się dokładnie tak samo, czyli jak? — zapytała, przechylając głowę lekko w bok. Niewiele myśląc, Gen sięgnęła po kolejny kieliszek, podsuwając go w stronę Alexa. Wystarczyło spojrzeć na Sky i od razu wiedziało się, że ta dziewczyna jutro będzie cierpieć.
OdpowiedzUsuń— Trzeba ją potem wsadzić do taksówki, żeby bezpiecznie trafiła do domu — powiedziała z lekką obawą w głosie. Mimo, że Nowy Jork był ogromny, to i tak nie był najbezpieczniejszym miastem. Sama wiedziała o tym bardzo dobrze, bo przecież tyle razy lądowała na różnych akcjach, i w ciągu całej swojej kariery widziała wiele różnych rzeczy.
Zanim odpowiedziała na jego pytanie, wypiła kolejnego shota, siadając również naprzeciw Alexa.
— Są wymagające i bardzo realistyczne, tak żebyśmy byli przygotowani na wszystko. J jest cholernie ciężko, uczymy się działać w każdej możliwej sytuacji i zagrożeniu. Musimy przestrzegać specjalnych protokołów, odbywać szkolenia i takie tam. Mam całe umundurowanie na sobie i do tego torbę z różnymi rzeczami. I czasami do tego jeszcze rannego faceta, ważącego ponad sto kilo, którego muszę wyciągnąć — wyjaśniła, spoglądając na niego.
— Dlatego tyle trenuję, bo gdybym tego nie robiła, zupełnie bym nie dała rady w tym wszystkim — mówiąc to, wychyliła kolejny kieliszek z alkoholem.
— Daj spokój, Alex. To takie droczenie się. Po tym wszystkim wydajesz się całkiem fajnym chłopakiem, ale proszę, nie rób już salt w tył, bo one Ci totalnie nie wychodzą. A jak już tak bardzo chcesz je robić, to tam, gdzie są jakieś materace, żebyś nie zrobił sobie krzywdy — powiedziała z rozbawieniem.
— I każdy czasami potrzebuje chwili ciszy i samotności. Szczególnie wtedy, kiedy codziennie ma się do czynienia z ludźmi. Oni są bardzo męczący — dodała, wzruszając przy tym ramionami.
— Nie wiem ile z tego to pancerz, jeśli chcesz to tak bardzo wiedzieć. Ja już działam tak od lat i przestałam na to zwracać uwagę — przyznała się, by chwilę później spojrzeć na tatuaż, który był zabezpieczony, by nic przypadkiem mu się nie stało.
— Jest okej — zapewniła, kiwając przy tym głową. — Delikatnie szczypie, ale to całkiem normalne. Wiem, jak to wszystko się goi — powiedziała.
— Dzieła sztuki tylko dla Ciebie. Nikt inny ich do tej kategorii nie zakwalifikował — rzuciła z rozbawieniem. Przecież mógł skończyć o wiele gorzej, Alex chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, jak wiele szczęścia wtedy miał, że skończyło się u niego tylko na lekkim obiciem i w sumie nic więcej.
OdpowiedzUsuńSpojrzenie Geneviev znów powędrowało w stronę Sky, która bawiła się jak zawsze najlepiej wśród wszystkich znajomych. Zawsze była duszą towarzystwa, tą, co rozkręcała każdą sztywną imprezę, wyrywała najlepszych facetów i lądowała niejednokrotnie z kimś w łóżku, przeważnie w swoim mieszkaniu. I fajnie, Gennie nigdy nie miała jej tego w żaden sposób za złe, bo przecież to nie było jej życie, a sama też aż tak święta nie była i również miała za sobą jakieś przypadkowe, łóżkowe przygody.
— Wtedy wejdę z nią na ten bar, żeby nie czuła się za bardzo samotna — powiedziała z rozbawieniem, odgarniając kosmyk ciemnych włosów za ucho. W sumie, to było całkiem możliwe. Geneviev lubiła zaskakiwać, a tego Alex zapewne się po niej nie spodziewał.
— Moje procedury swat nie mają tu za dużo do gadania — dodała chwilę później, spoglądając w stronę Alexa. Nawet sama znów się zaśmiała, wtórując mu cichym śmiechem.
Boże, co się z nią działo.
Pokiwała delikatnie głową na jego słowa, sięgając po kolejny Kieliszek. Zauważyła, że opróżnili już praktycznie całą tackę.
— Owszem, ale w momencie, jak jest ranny. Muszę go albo wyprowadzić z budynku, albo znaleźć miejsce, gdzie mogę go opatrzyć i zatamować krwawienie. Na szczęście nie zdarza się to zbyt często — powiedziała.
— I nie wiem, jesteś pewny? Jeszcze nie daj Boże pokonam jakiegoś faceta i będzie wam wszystkim wstyd — z rozbawieniem wyobraziła sobie to, jakby naprawdę okazało się, że jest silniejsza niż jakiś facet.
Chwilę później na blat wjechały dwa kolorowe drinki, a Gen czuła, jak powoli zaczyna jej szumieć w głowie. Ona nie imprezowała praktycznie co weekend, stroniła od alkoholu i piła go naprawdę, od wielkiego dzwonu. I to nie w dużych ilościach, normalnym więc było, że dość szybko zaczynała czuć się pijana.
Mimo wszystko, z ochotą chwyciła za szklankę, pociągając solidny łyk napoju. Był słodki i zdradliwy - tego była pewna w stu procentach.
— Oboje miękniemy — stwierdziła, wzruszając ramionami. I jakoś jej to nie przeszkadzało. A później zrobiła coś, czego sama po sobie się nie spodziewała. Kiedy Alex wyciągnął rękę w jej stronę, zapraszając do tańca, Geneviev złapała jego dłoń z ochotę, ruszając w stronę parkietu.
— Zobaczymy, czy jesteś tak samo okropny w tańcu, jak w robieniu salt — powiedziała z rozbawieniem.
Geneviev nie ukrywała zdziwienia, kóre zagościło na jej twarzy, kiedy znaleźli się na parkiecie, a Alex… Alex zaczął tańczyć tak, jakby wcześniej brał udział w jakiś zawodach tanecznych. Znaczy, tak jej się wydawało. Ona zaś z tańcem nie miała wiele wspólnego. Oczywiście, znała podstawowe ruchy, czuła tą muzykę i naprawdę bardzo lubiła te rytmy, ale tu zupełnie nie była tak dobra, jak Alex.
OdpowiedzUsuńPozwoliła, by ją prowadził. Żeby pewnie złapał jej dłonie, przyciągnął do siebie i by wraz z nim zatraciła się w tańcu.
Geneviev pierwszy raz chyba na coś takiego pozwoliła. Była nieco otumaniona alkoholem, całą tą atmosferą panującą w klubie.
Uniosłą głowę, spoglądając na Alexa, po czym uśmiechnęła się delikatnie.
— Nie rób już tych salt — powiedziała, choć złapała się na tym, że w jej głosie dało się wyczuć nutkę prośby. Nawet nie nutkę - była to nawet prośba, by już więcej nie próbował swoich popisów rodem z cyrku, bo przecież to się źle kończyło.
Później dała mu się poprowadzić w tańcu. Zatracić się w nim i poczuć dobrą zabawę, o której praktycznie już nie pamiętała, a dokładniej chodziło o tę uczucie, które wyzwalało w niej euforię.
— Naprawdę, mistrz podrywu z ciebie, Alex — zaśmiała się, kręcąc przy tym głową.
— Jesteś taki subtelny w tym. Nie lubię takich gier w półsłówka, wolę konkrety — dodała, po czym tym razem to ona zbliżyła usta do jego ucha. Chwilę nic nie mówiła, aż w końcu wypaliła:
— Jeśli chcesz, żeby to wszystko nie skończyło się na tańcu, to zrób to konkretnie. Może się zastanowię nad tym wszystkim — powiedziała, po czym odsunęła się od niego na długość swojej ręki.
— Wszystko w Twoich rękach, Alex. Nie zepsuj tego, bo ten wieczór może być bardzo… ciekawy — powiedziała głośno, uśmiechając się w jego stronę.
Dopiero po naprawdę długiej chwili dotarło do niej, co powiedziała. Konsekwencja jej słów wzięła górę, po kilku długich minutach, ale zamiast poczuć się z tym źle, Gennie czuła się zupełnie inaczej.
OdpowiedzUsuńCzuła dziwna rodzaj satysfakcję. Czuła dreszcz, kiedy Alex na nią spoglądał w taki sposób. Kiedy zbliżał się powoli, otaczał ją, przekraczał z łatwością każdą granicę, a ona mu na to pozwalała.
— Nie pociągają mnie salta — powiedziała rozbawiona, brnąc w tą ich dziwną, elektryzującą gierkę.
Nagle wszystkie mięśnie Geneviev spięły się, zatrzymując ją w półmroku, kiedy Alex tak bezwstydnie wręcz zbliżył się do niej, muskając ustami jej skórę. Nie spodziewała się tego. I zaczęło jej się to cholernie podobać.
Kurwa.
Czego mogła się spodziewać? Że jej odmówi? W życiu by tego nie zrobił. Miała wrażenie, że odbierał ją jak swego rodzaju nagrodę, a ona sama mu się wystawiła. Mogła gratulować tylko sobie w tym momencie.
— Konkrety — powtórzyła, przytakując mu przy tym głową. Boże, co ona najlepszego zrobiła? Nadal ważyła w głowie jego słowa. Analizowała wszystko, co jej powiedział. Spoglądała z nieukrywanym szokiem prosto w jego oczy, które zaś wręcz płonęły.
— Dotrzymać kroku? I ciekawy wieczór? Brzmi obiecująco — powiedziała, zbliżając się do Alexa.
— Nadal chcesz sobie tańczyć, czy jednak już Ci się znudziło? — zapytała.
Geneviev czuła, jak powietrze gęstnieje i elektryzuje się wokół nich. Dawno już nie czuła tylu emocji, które na siebie wpływały, doprowadzając ją na skraj. Chyba powinna przestać pić. Chyba powinna przestać innym myśleć w taki sposób, w jaki jej myśli zaczęły zmierzać. Spoglądała na Alexa uważnie, nie odrywając przez dłuższy czas spojrzenia od jego oczu. Podobał jej się ten kolor - zimny, lodowaty, a jednak dostrzegała w nim iskry, które dodawały mu swego rodzaju uroku. On sam, choć próbował sprawić, by dobrze się zastanowiła, sprawiał, że Gennie chciała zaszaleć. Nie robiła tego zbyt często; była powściągliwa, nie pozwalała sobie na zbyt wiele. Nie lubiła też spontanicznych sytuacji, czy nawet tych situationship, o których tak wiele się teraz słyszało. Ona wolała wszystko mieć ułożone, nawet układy związane z seksem.
OdpowiedzUsuńTeraz jednak było inaczej. Brakowało jej tej spontaniczności, która czasami życiu nadawała zupełnie inny tor. Wprowadzała pewnego rodzaju urozmaicenie. Szaleństwo. Chwile, takie jak teraz, kiedy emocje wprawiały ciało w przyjemne dreszcze.
Szept Alexa to wszystko tylko potęgował. Nie chciała już dłużej czekać. Tańczyć i przedłużać tej chwili w nieskończoność. Oderwała się więc od niego, robiąc kilka kroków w tył. Ludzie nadal wokół niej tańczyli, ale ona nie zwracała na to uwagi. Liczył się on. Jego spojrzenie, bliskość, ciepło bijące i otulające jej ciało.
Uśmiechnęła się, po czym skinęła na niego kilka razy palcem. Ale zamiast poczekać na niego, sama zmniejszyła odległość między nimi.
— pokaż mi — poprosiła, zbliżając twarz do jego twarzy. Podsycała między nimi te wszystkie emocje. Wiedziała, że to wszystko na niego zadziała, widziała, że nie mógł się jej oprzeć.
To ona pierwsza złączyła ich usta w pocałunku. Krótkim, pełnym emocji, zachęcającym do przekroczenia w końcu tej ostatniej granicy.
— Nie będę długo czekać, Alex — wyszeptała prosto do jego ucha.
— Więc wykorzystaj tą szansę, żebyś potem nie żałował.