aktualności

14.06.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.06.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 czerwca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.06.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.06.2026.
16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

10/05/2026

[KP] Post tenebras lux

Zdjęcie postaci

Tonya Makani

"Aby dojść do źródeł, trzeba płynąć pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci." – Zbigniew Herbert
Wiek: 26
Wzrost: 165 cm
Pochodzenie: Nowy Jork, Hawaje
Zawód: inżynier elektryk
Status: Wolny
Powiązania: Debbie Grayson - przyjaciółka i współlokatorka

Co ją ukształtowało?

Zgodnie z zasadą, że najstarsze dziecko przeciera szlaki, Tonya już na początku szkoły średniej zdecydowała się na studia i dokumenty złożyła we wcześniejszej rekrutacji. Od początku wiedziała, że wybierze praktyczny kierunek, który będzie dla niej odpowiednim zabezpieczeniem na przyszłość. Zbyt wiele widziała w domu, żeby pozwolić sobie na ryzykowne zawody. Postawiła na elektrykę, choć wcale nie ciągnęło ją do prac ręcznych. Zdecydowanie lepiej czuła się w planowaniu i projektowaniu. Nie oznaczało to jednak, że uciekała przed brudną robotą - przeciwnie! Chciała być specjalistą z prawdziwego zdarzenia. Kiedy jej rodzice postanowili otworzyć hotel na Hawajach i wrócić w swoje rodzinne strony, Tonya stwierdziła, że w najgorszym przypadku zatrudni się u nich. W najlepszym - kiedyś otworzy własną firmę.

Imprezowa dusza, silny charakter, nieco szalona. Jeśli nie można się do niej dodzwonić, to pewnie właśnie poci się na siłowni.

15 komentarzy:

  1. [ Hej, hej! Kopę lat!
    Ukrywam się pod nowym nickiem, ale wcześniej byłam iwoyii. Pamiętam nasz dawny wątek z Charlotte i Elaine! Ile to już lat temu było? :o
    Fajna babeczka ci wyszła, taka "harda baba", co wie czego chce i jak to osiągnąć! Życzymy jej z Nathanielem, by otworzyła swoją firmę! To jest coś!
    Widzę kilka punktów, gdzie mogliby się przeciąć! Nate obecnie potrzebuje nowych wrażeń, znajomości i życia ogółem. Chodź do mnie na maila, wymyślimy im cos fajnego: iwoyii@gmail.com]

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć, ale cudownie widzieć znajomych autorów, którzy wracają! Szczególnie tych, których kojarzy się z wielu wspólnych wątków!
    Tonya jest absolutnie czarująca, ta jej iskra i siła magnetycznie przyciągają. Niech bierze życie w swoje ręce i zakłada firmę, jedną albo dwie, kolejną, szuka siebie w wielkim mieście i bawi się dobrze!
    Tobie życzę miłego powrotu do pisania i wątków, przez które zaśpisz do pracy! W razie chęci, chodźcie do nas! ❤❤]

    Emka/Lily

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej, Witaj z powrotem.
    Zaskoczyłaś mnie kierunkiem studiów przypisanym do tej panny. Pozostaje mieć nadzieję, że wytrwa w tym mocno patriarchalnym zawodzie na długie lata. Trzymam kciuki, by starczyło jej samozaparcia i trafiała wyłącznie na wyrozumiałych klientów.
    Życzę wiecznego przypływu weny, a w razie chęci na wspólną burzę mózgów, zapraszam.]

    Dalaja, Natty i Lio

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja to się bardzo cieszę, że trzeci muszkieter do nas wrócił ☺️🩷

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wspanialszej współlokatorki dla Debbie nie mogłam sobie wymarzyć! ♥ Ten uśmiech! Jest prze-u-ro-cza! Ależ się cieszę, że ruda w końcu będzie mogła komuś się przez przypadek zbyt bardzo zwierzyć. Mam kilka pomysłów, od których mogłybyśmy zacząć, więc niebawem się z nimi zgłoszę.
    Mam nadzieję, że zatrzymasz się z Tonką na dłużej. ♥]

    Debbie Grayson

    OdpowiedzUsuń
  6. Firma, w której pracuje Lily, jest jednym z najbardziej prestiżowych przedsiębiorstw na całym świecie, specjalizującym się w opracowywaniu zaawansowanych cyfrowych zabezpieczeń dla różnych branż. Biuro główne mieści się w nowoczesnym drapaczu chmur w Nowym Jorku, którego szklane ściany odbijają światło miasta i dodają miejscu niezwykłego charakteru, a jej zdarzało się dość często stawać w zamyśleniu i obserwować miasto z góry. To miejsce tętniło samo w sobie życiem, kreatywnością i technologicznym zaawansowaniem, odzwierciedlając status firmy jako lidera w branży bezpieczeństwa. Lily, jako koordynatorka biura, był osobą niezwykle aktywną i śmiałą, wszędzie jej było pełno, wiedziała o wszystkim co dzieje się na każdym z trzech pięter firmy. Jej energię i pewność siebie widać było na każdym kroku, znała każde imię i każdą twarz, , choć czasami brakowało jej profesjonalnej sztywności.
    Miała w sobie czasami za dużo energię, dlatego regularnie odwiedzała siłownię, dbając nie tylko o kondycję fizyczną, ale o to, by się nie zasiedzieć w domu, nawet czasami próbowała jej zdaniem nudnej jogi, choć nie wychodziło jej to idealnie. Ostatnio zapisała się na mecz padla, który stał się jej nowym hobby i świetnym sposobem na relaks po pracy, choć i tak chyba najbardziej lubiła prosty trening pilatesu. Nie tak dawno przetrwała też niezły maraton zumby – to był dla niej prawdziwy sprawdzian wytrzymałości, a podczas tych energicznych ćwiczeń poznała Tonyę, szaloną i spontaniczną dziewczynę, z którą od razu się polubiła, choć ta znajomość nie wyszła poza mury obiektu sportowego.
    Dziś w biurze pojawiła się w eleganckiej, prostej sukience, długie włosy spięła w wysoki kucyk a ciemne szpilki zamieniła na beżowe, nieco niższe niż zwykle, czując że przesadziła z treningami w ostatnim czasie i po prostu mięśnie ją rwą pod tyłkiem. Gdy wróciła z obiadu do biura, na jej drodze stanęła Tonya, którą od razu rozpoznała. Zatrzymała się zdumiona, nie mogąc uwierzyć, że świat jest tak mały, że ich drogi znów się skrzyżowały w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Uśmiechnęła się szeroko i wyszła zza recepcyjnej lady, gdzie omawiała z dwoma pracownicami zadania na kolejne tygodnie.
    - Cześć, akurat ciebie się nie spodziewałam - przywitała się serdeczne, choć zdała sobie sprawę, jak mało profesjonalnie brzmi.
    Tona zapewne została zaproszona na rozmowę z jednym z szefów działu technicznego, a jej obecność wydawała się szczególnie istotna, z tego co ostatnio słyszała ruda na korytarzu. Lily, sprawdziła rezerwacje sal i widząc, jak Tonya równie dziwi się, widząc ją w innej odsłonie niż kolorowych legginsach i neonowym topie, uśmiechała się nadal szeroko. To było zabawne, ten zbieg okoliczności był... niesamowity.
    - Z kim jesteś umówiona na spotkanie? Masz ochotę na kawę, albo herbatę? - gestem wskazała, aby przeszły kawałek razem i zaśmiała się sama do siebie cicho. - Przepraszam, to... to aż niesamowite, jaki świat jest malutki.

    Lilka 🤸

    OdpowiedzUsuń
  7. Czuł, że musi wyjść z domu, że musi poćwiczyć. Lubił biegać, pracować nad swoją sprawnością. Chciał i poniekąd, musiał dobrze wyglądać ze względu na pracę jaką wykonywał. Ostatnio się zasiedział, izolował się od innych, unikał kontaktu gdy nie było to potrzebne. Dziś przyszedł nieco lepszy dzień, postanowił to wykorzystać z nadzieją, że ten dziwny, monotonny i wstrzymujący go stan, powoli odpuszcza. Niczym śnieg ustępujący pod naporem ciepłych promieni słonecznych.
    Spakował swoją torbę, idąc na ulubioną siłownie. Tam jednak widok obłożenia nieco go zaskoczył, można by rzec, że nawet lekko przytłoczył i pierwszej chwili miał ochotę wrócić do domu. Walczył chwilę z sobą, zastanawiając się, po co w ogóle tu przychodził, skoro miał kilka sprzętów we własnym mieszkaniu. Niemalże był już w półkroku do wyjścia, gdy jednak wygrał z potrzebą zamknięcia się w swoich czterech ścianach.
    Lubił ludzi, lubił gwar, lubił przebywanie wśród innych. Taki był kiedyś. Oczywiście, miał momenty, gdy wolał posiedzieć samemu, skupić się na sobie, nagonić jakieś seriale czy posłuchać opowieści kryminalnych. Chciał, by ten stan wrócił, a nad tym musiał pracować. Tak, wydawało mu się, że to właściwa droga.
    Po wyjściu z szatni zrobił szybka, ale porządną rozgrzewkę, udało mu się nawet skorzystać z bieżni. Jednak gdy chciał przejść na inne urządzenie, by zrealizować swój trening siłowy, niemalże równocześnie znalazła się obok niego młoda kobieta. Uśmiechnął się do niej. Wydawała mu się znajoma, zapewne tak jak on, przychodzili tu od dłuższego czasu. Nie mógł się z nią wykłócać o przyrząd, toteż skinął głową, dodatkowo pokazując zapraszającym gestem ławkę. Stwierdził, że najlepszym wyjściem będzie ustawienie się zwyczajnie w kolejce.
    – Strasznie. Ciekawe jak wiele z tych osób zostanie – mruknął, rozglądając się po sali.
    Zawsze w okolicach nowego roku i wiosny przybywało osób. Większość z nich chciała coś zmienić, uważając ten czas za przełomowy. Wiele z nich jednak dość szybko kończyło swoją przygodę lub po prostu wybierało inny rodzaj zajęć.
    – Proszę, mogę cię asekurować – dodał, ponownie wskazując na maszynę.
    Oczywiście, mógł siedzieć obok i czekać, mógł próbować z innymi maszynami, jednak z tego, co zaobserwował wodząc wzrokiem po sali, praktycznie wszystkie urządzenia były zajęte. Postanowił więc się przydać i przy okazji poczekać na swoją kolej.


    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  8. Dopiero po chwili, gdy wyrzuciła z siebie wszystkie te słowa, pomyślała, że nie tylko się wygłupiła, a dodatkowo mogła nieco przytłoczyć kobietę. Lily bywała zbyt żywiołowa i bezpośrednia, a choć w swojej pracy była wysoce profesjonalna, to bywała również intensywna. I nieprzewidywalna jak teraz.
    Za jej plecami przy biurku została recepcjonistka z wysoko uniesionymi brwiami, gdy Lily pogodna i ożywiona prowadziła gościa, mówiąc do niej jak do dobrej, starej znajomej. Do tego było im co prawda daleko, ale gdy Taylor pałała do kogoś sympatią i odbyła z nim co najmniej trzy rozmowy, to już uważała tego kogoś za przyjaciela. Za szybko ufała i za bardzo wierzyła.
    - Nie masz pojęcia, kim jestem, prawda...? - stanęła przy sali, w której miało się odbyć spotkanie i przestała już mówić. Na chwilę po prostu zamknęła usta i spojrzała na kobietę przepraszająco.
    Johnson jeszcze nie dotarł, do umówionej godziny była jeszcze chwila, dosłownie kilka minut zapasu, więc odpowiedni czas aby ruda przyniosła wodę. Gdy jednak Tonya widocznie ją rozpoznała, Lily uśmiechnęła się szeroko, z pewną ulgą i popatrzyła na sukienkę, w której czuła się dobrze i pewnie. Ona szczególnie w męskim świecie bardzo starała się pozostać kobieca i jednocześnie nie ustępować.
    - Dziękuje, ty też wyglądasz świetnie, nieco inaczej niż na zajęciach, ale poznałabym wszędzie twoje loki - pochwaliła z uznaniem. Lily miała rude włosy, charakterystyczne przez kolor, ale taka struktura, jaką oglądała u Tonyi była dopiero godna pozazdroszczenia. - Przyniosę zaraz wody, możesz się rozsiąść wygodnie, przy ścianie jest wieszak, jeśli wolisz zdjąć marynarkę - wskazała, zostawiając znajoma, aby znalazła dla siebie miejsce i przygotowała się do rozmowy, jeśli ma potrzebę.
    Lily znała ludzi i biuro i pewnie dlatego czuła się tak swobodnie, że każdy jej krok, uśmiech, słowo o tym świadczyły. Może dlatego też nie dostrzegała pewnego skrępowania u Tonyi, która przyszła z zewnątrz i wszystko było dla niej obce.
    Wróciła do sali z karafką chłodnej wody i dwoma szklankami, postawiła tacę z naczyniami na stole i uśmiechnęła się do koleżanki.
    - Jeśli miałabyś czas i ochotę, po spotkaniu możemy wyskoczyć na kawę - zaproponowała, a widząc że jej kolega z firmy idzie już do pokoju na rozmowę, życzyła tamtej powodzenia i wycofała się.

    Lilka

    OdpowiedzUsuń
  9. Debbie miała dość czekania na Iana. Hawaje miały swój urok, były ciepłe i słoneczne nawet w grudniu, co stanowiło przyjemną alternatywę dla szarego, burego i zimnego Nowego Jorku. Grayson niewątpliwie potrzebowała wyrwania się z miasta, w którym spędziła całe życie. W którym straciła ojca, poznała swoje pierwsze miłości i nawiązała przyjaźnie na całe życie. Jedną z takich przyjaźni niewątpliwie była Tonya Makani, z którą mieszkała razem na Brooklynie, a która – co całkiem szczęśliwe dla samej Debbie – miała rodziców na Hawajach. Z hotelem. Z kawałkiem plaży nad oceanem. Czy to był raj?
    Niekoniecznie, bo poza nimi w hotelu, w oczekiwaniu na sylwestra było sporo innych ludzi. Znajomych Tonyi i znajomych tych znajomych, ale wszyscy zdawali się stanowić zgraną grupę, tylko sama Debbie pozostawała nieco wycofana i dopiero po wypiciu kilku drinków potrafiła wbić się w nastrój. Jej imprezowa dusza nieco przygasła, odkąd zaczęła regularnie spotykać się z Ianem, ale nie uważała, aby to było coś złego. Owszem, cierpiały na tym jej wyjścia z Tonyą, ale zyskiwała forma, aktywność i obecność w pracy. Im mniej alkoholu wlewała w siebie Debbie, tym lepiej się po prostu czuła.
    Na Hawajach jednak nie próżnowała. Nie odmawiała sobie kolorowych drinków ani zapalenia trawki, która wśród obecnych gości była dość powszechną używką. Niemal całe dnie spędzali albo na plaży, albo nad basenem i teraz, drugi dzień o przybyciu na wyspę, Debbie wylegiwała na leżaku obok swojej przyjaciółki, chowając się w cieniu parasola. Ocean szumiał kilkanaście metrów od nich, Debbie dłonią sunęła po piasku, a drugą trzymała wysoką szklankę z drinkiem. Ktoś chlapał się na brzegu, ktoś gdzieś czytał książkę, ktoś inny wybuchał śmiechem. Debbie westchnęła cicho i spojrzała na Tonyę.
    — Twoi rodzice kupili raj — zauważyła, posyłając jej lekki uśmiech. Podciągnęła się na leżaku, tracąc kontakt dłoni z piaskiem. Czarne, proste bikini podkreślało jeszcze bladość rudowłosej, ale zamierzała to zmienić. — Dzięki, że nas zaprosiłaś — dodała, bo tak naprawdę nie miała jeszcze okazji, aby Makami podziękować. Nas. Bo miała oczywiście na myśli również Hunta, który pierwotnie miał przylecieć tutaj z nią, a teraz okazywało się, że dopiero trzydziestego grudnia. Czyli za trzy dni.
    — Nie chcesz tutaj zostać na zawsze? — zapytała, poniekąd dziwiąc się swojej przyjaciółce, że nie miała takich planów. Debbie zrobiła łyk drinka i odetchnęła, wyciągając nogi, tak, aby jak najmniej cienia z parasola padało na bladą skórę.

    Debbie Grayson

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwsza wolna sobota od… Tak właściwie cholera wie od jak długiego czasu, bo dawno już stracił rachubę ile to długich weekendów spędził w karetce przedzierającej się na sygnale przez wiecznie tłoczne uliczki tej piekielnej metropolii. Prawdziwe święto, szczególnie że nawet Mio postanowił dziś łaskawie obudzić go dopiero o piątej. Zwykle rozbudzał go już o trzeciej tak długo aż nie dostał żreć i szczęśliwy nie zasnął z powrotem.
    - Już diabełku. – Mruknął po omacku szukając włącznika światła na ścianie sypialni. Zaspany niezbyt koordynował swoje ruchy, więc jego odnalezienie zajęło mu prawie pół minuty. Czasami naprawdę zastanawiał się co też podkusiło go tamtego wyjątkowo mroźnego dnia do zatrzymania się w tym konkretnym zagajniku. Przecież zazwyczaj wracając z domu opieki, w którym czasami dorabiał, zwyczajnie go omijał i jechał dalej. A tamtego popołudnia coś kazało mu go wreszcie zwiedzić. I tak oto wrócił do domu z małą, trzęsącą się z zimna kupką nieszczęścia, która teraz pomiatała nim niczym jakieś starożytne bóstwo.
    Jakby już samo podnoszenie się z łóżka o tak okropnej porze w dzień wolny nie było wystarczająco trudne, to jeszcze ekspres do kawy odmówił mu posłuszeństwa. No świetnie, a trzeba było nie wyrzucać starego, skoro był jeszcze całkiem sprawny. Nowy zaczął mu odstawiać takie cyrki już po pół roku. Najwyższy czas chyba było wreszcie go wyrzucić i kupić kolejny, innej marki. W końcu jakby zliczyć do kupy forsę jaką przeznaczył do tej pory na ciągłe naprawy obecnego, i tak wyszłoby mu taniej. Szczególnie jeśli dodać do tego te wszystkie kubki, które przez to wszystko zdążył w międzyczasie wypić na mieście. Cóż, po prostu najpierw zje omlet, popijając go herbatą, a potem pójdzie trochę pobiegać i przy okazji wstąpi do pobliskiej kawiarni. Stojąc w kolejce, poczuł lekkie wibrowanie w kieszeni spodni świadczące o przyjściu jakiegoś SMS-a. Jego dawno niewidziany kumpel Dario zapraszał go na wieczór do baru. Planowali trochę powspominać, pijąc piwo, a przy okazji przyjaciel chciał mu przedstawić swoją narzeczoną. A skoro i tak nie miał niczego lepszego do roboty, postanowił się zgodzić. Lepsze to od siedzenia w domu sam na sam jedynie z kotem, nawet jeżeli ostatecznie znajdzie sobie zapewne inne towarzystwo. No bo bądźmy szczerzy, ile można robić za przyzwoitkę ?

    Lio

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie potrafił wyjaśnić jakim cudem Dario zjawiał się zawsze na spotkaniach jako pierwszy. Już podczas czasów licealnych, gdy ich rodziny postanowiły założyć spółkę biznesową i w tym celu odbyły kilka bankietów towarzyskich dał się mu poznać jako ten zdecydowanie bardziej ułożony i mający wszystko dopięte na ostatni guzik. Złoty dzieciak, który z pewnością w przyszłości przejmie stery rodzinnego interesu. Wzór do naśladowania, z którego powinien brać przykład. Tak przynajmniej twierdzili jego rodzice, bo nastoletni Lionel miał na ten temat zupełnie inne spojrzenie. Teraz jednak, gdy wreszcie dorósł i trochę się ustabilizował, mógł z całym przekonaniem stwierdzić, że mieli pieprzoną rację. Nie żeby żałował faktu, że zarządzanie licznymi wysoko prosperującymi i przynoszącymi olbrzymie zyski interesami Rockefellerów przypadło komu innemu, bo prawdę powiedziawszy nadal nie widział się siedzącego za wysokim biurkiem z indyjskiego palisandru, czy żadnego innego luksusowego drewna w jednym z tych olbrzymich przeszklonych biur na Manhattanie albo australijskie CBD i przez pół życia jedynie dyskutującego z innymi krawaciarzami na temat obecnego kursu dolara albo cen ropy czy innego tym podobnego szajsu. Był jednak na tyle świadomy, że zdawał sobie sprawę, że niektóre rzeczy w swoim życiu mógł zrobić rozsądniej. Tylko tyle i aż tyle.
    - A już myślałem, że się rozmyśliłeś. – Zaśmiał się jego kumpel, gdy wszedł do Black Swan zaledwie z piętnastominutowym opóźnieniem. – Ale on zawsze mijał się z czasem. – Zwrócił się do siedzącej tuż obok blondynki o dużych miodowych oczach, całując ją w policzek.
    - Och kochanie. To raczej my wyjechaliśmy za wcześnie. – Zauważyła, zerkając ukradkiem na tarczę zegarka zdobiącego jej lewy nadgarstek.
    - Być może masz rację. Wybacz stary. – Zreflektował się, rzucając brunetowi przepraszające spojrzenie. – Pozwól, że przedstawię ci moją narzeczoną, Marlene.
    - Lionel Rockefeller, do usług. – Uścisnął lekko jej wyciągniętą dłoń, a widząc zdziwienie w spojrzeniu kobiety, westchnął ciężko. – Taaaa, z tej napuszonej rodziny miliarderów. – Potwierdził zanim jeszcze w ogóle zdążyła spytać.
    To przeciągłe taaaa przyprawione dodatkowo ostentacyjnym wzruszeniem ramion miało dać jej od początku wyraźnie znać jaki stosunek ma do tego czyja właściwie krew krążyła w jego żyłach. Ostatecznie to, że miał niewątpliwy zaszczyt urodzić się jako jeden z synów tak wybitnego i szanowanego rodu stanowiło tylko zwykły zbieg okoliczności. Nie było się z czym wychylać. Szczególnie że za każdym razem doprowadzało to do niewygodnych pytań. Wiele osób nie umiało wręcz pojąć powodów, dla których w pewnym okresie postanowił niemal odciąć się od rodzinnych wpływów. Ostatecznie bajeczna fortuna przekazywana z pokolenia na pokolenie mogłaby mu pomóc otworzyć wiele drzwi, które zatrzasnął sobie na zawsze, podejmując tą jedną rzekomo wyjątkowo lekkomyślną decyzję. On jednak zdecydowanie wyżej od majątku w podstawowym znaczeniu tego słowa od zawsze cenił sobie wolność.
    Na całe szczęście jasnowłosa wykazała się na tyle dużym taktem, by natychmiast zmienić temat, roztaczając przed jego oczami obraz okoliczności, w których poznała swojego obecnego narzeczonego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzenia te jak zwykle doprowadziły do dwóch standardowych pytań, z których jedno dotyczyło tego, kiedy Lio znajdzie sobie jakąś partię, a drugie prośby o zostanie świadkiem na ich ślubie. O ile jeszcze nad drugim mógł faktycznie pomyśleć, tak pierwsze wolał pozostawić do dopowiedzenia własnemu biegowi. Na pewno nie zamierzał szukać sobie partnerki na siłę wyłącznie po to, by sprawić swoim rodzicom kolejnego wnuka choć zdawał sobie doskonale sprawę jak szczęśliwi byliby zapewne z tego faktu, węsząc tym samym pierwszy krok do całkowitej stabilizacji ich do tej pory marnotrawnego potomka.
      - W takim razie do następnego. Czekamy na telefon. – Tymi słowami Lewis zakończył spotkanie, podążając wraz z Marlene do czekającej tuż przed wejściem taksówki.
      Pozostawiony sam sobie Australijczyk postanowił zamówić sobie kolejnego drinka z nadzieją na to, że ten nadal młody wieczór przyniesie mu coś więcej niż wysłuchiwanie historii dwójki gołąbeczków.

      Lio [Założyłam, że najpierw każde z nich porozmawia ze swoimi znajomymi.]

      Usuń
  12. — A dlaczego by nie? — odpowiedziała, celowo leniwie przeciągając kolejne zgłoski. Było jej tu miło. I wygodnie. Mogłaby witać gości i uczyć ich surfowania, o ile sama by się tego nauczyła. Tym razem odpuściła sobie lekcje, uznając, że zostawi sobie pretekst, aby na Hawajach, w hotelu rodziców Makani, pojawić się po raz kolejny. Ciepłolubne ciałko Debbie wystawione na przyjemne promienie słoneczne było wdzięczne za tego typu wakacje i choć Grayson uważała, że z Ianem byłoby jej tu jeszcze przyjemnie, co też Tonya mogła czasami słyszeć ze swojego pokoju, starała się przesadnie nad sobą nie użalać. Keoni, przystojny instruktor, musiał też poczekać, ale nie narzekał na wzięcia, bo ta grupka, którą zaprosiła Tonya, obfitowała w więcej niż chętne panny.
    — Ja bym mogła. Witać gości słodkimi drinkami, kwiatami i uśmiechem… — westchnęła, nie ukrywając wcale swojego rozmarzenia. Debbie zwykle była rzeczowa i konkretna, tego też wymagała od niej praca. Szybkiego działania, krótkiego namysłu. Teraz jednak miała urlop. Prawdziwy. Co prawda w tym roku spędziła kilka miesięcy na zwolnieniu, kiedy po postrzale w ramię dochodziła do siebie i wtedy Makani mogła być świadkiem tego, jak jej przyjaciółka niemal się traci. Nie było wtedy Iana, chociaż w myślach Grayson był cały czas. Nie było wtedy niczego. Tonya, pod koniec czasu rekonwalescencji, umówiła przecież Debbie z Peterem, co okazało się totalną porażką i wstępem do związku z Ianem.
    Sama sobie była winna, że Debbie stała się grzeczniejsza. Ot co.
    — Kto w ogóle wymyślił życie w Nowym Jorku, kiedy można żyć tutaj… — mruknęła. Poprawiła się na leżaku i spojrzała na przyjaciółkę, opuszczając na nosie przeciwsłoneczne okulary. — Stara, twoi rodzice pewnie potrzebują elektryka… albo wiem! Kupimy jakąś małą chatkę na palach i będziemy żyć razem. Do końca życia. O ile Ian nie przyleci, bo jeśli przyleci… — urwała i poruszyła znacząco brwiami, sugerując Tonyi, że wtedy cienkie ściany domku na palach mogą nie wystarczyć.

    Debbie Grayson

    OdpowiedzUsuń
  13. Ćwiczenia pozwalały mu się zresetować. Skupić na jednym celu, choć na chwilę, a tego właśnie w tym momencie potrzebował. Może bardziej niż kiedykolwiek.
    Trening był też elementem jego pracy, jako model musiał przestrzegać pewnych restrykcji pomiarowych czy też wagowych, choć przy jego wyrobionej renomie, nie były już tak silnie kontrolowane jak na samym początku. Doskonale wiedział, że w przypadku kobiet było to jeszcze mocniejsze, choć świat powoli się zmieniał. Być może zbyt wolno, ale zawsze coś.
    Kiedyś nie był takim fanem ćwiczeń, ale w końcu je polubił. Podobało mu się jak zmieniała się jego sylwetka, jak ubrania na nim leżały, a co najważniejsze – z jaką łatwością wykonywało mu się codzienne czynności.
    Ostatnio niestety trochę mniej czasu temu poświęcał, co wyraźnie odczuwał, ale też widział. Zaczęło mu to przeszkadzać. Musiał zmusić się ponownie do aktywności, by utrzymać efekty treningów.
    On, w przeciwieństwie do kobiety, mógł pozwolić sobie na większy luksus i poćwiczyć na sprzętach w jego mieszkaniu. Jednak gwar, ludzie dookoła byli mu potrzebni. Choć wewnętrznie chciał się zamknąć w czterech ścianach, walczył z tym, wiedział, że to nic dobrego za sobą nie przyniesie.
    – W połowie wakacji pewnie większość odpadnie – stwierdził, rozglądając się po sali.
    Nie chciał być złośliwy, po prostu to kolejny rok, który wyglądał tak samo. Naprawdę niewielu zostawało na stałe treningi. Niektórzy po prostu rezygnowali, inni zmieniali miejsce, osiągali upragniony efekt i na tym kończyli.
    Asekurował ją, choć to była tylko formalność. Kobieta wyglądała na odpowiedzialną, na zaznajomioną ze sprzętem i własnymi możliwościami. Mimo to, nadal mógł zdarzyć się chociażby skurcz, więc stał obok, co jakiś czas jedynie rozglądając się po sali.
    Kiedy zwolniła mu miejsce, rzucił na ławeczkę swój ciemny ręcznik i dołożył nieco więcej obciążenia. Nie miał zamiaru się popisywać, ani przeciążać. Zdecydowanie na rozgrzewkę wystarczyło te 40 kilo na stronę. Nie chciał też przesadzać na samym starcie.
    – Nathaniel – powiedział z uśmiechem, układając się pod sztangą i powoli za nią złapał, robiąc kilka powtórzeń. – Od dawna trenujesz? Wydawało mi się, że kojarzę cię z widzenia – oznajmił, robiąc jeszcze spokojnie trzydzieści powtórzeń. Nie chciał też, by kobieta się zbytnio nudziła, więc po tym ustąpił jej miejsca, zabierając ręcznik i zarzucając go przez ramię.


    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń