Menu

New York City
Witaj w mieście, które nigdy nie zasypia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jassemine Merrick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jassemine Merrick. Pokaż wszystkie posty

19/05/2018

2073. We were always meant to say goodbye


2018 r., Staten Island, Nowy Jork

  Zawsze kiedy musiała zamknąć w swoim życiu pewien rozdział, czuła się podle. 
  Teraz również tak było. Jej mieszkanie nie wyglądało jak jej mieszkanie. Wszystko było teraz takie... obce. Ekipa z przeprowadzkami już dawno wyjechała i teraz było tu po prostu pusto. Mystic i Venus grzały miejsce w Nashville z jej rodzicami, którzy przez czas jej nieobecności mieli się nimi zająć. Choć nie wyobrażała sobie życia bez nich, tam ich zabrać nie mogła. Nie teraz. Stała w środku pustego mieszkania i pękało jej serce. To ile przeżyła tutaj przygód, ile rzeczy się wydarzyło i jak bardzo pokochała to miejsce było nie do opisania. A tymczasem musiała to wszystko porzucić. Mimo to wiedziała, że robi dobrze. Gdyby została... Wszystko posypałoby się jeszcze bardziej. Miała zamiar tu jeszcze trochę zostać. Powspominać, ale odgłosy dochodzące z mieszkania obok, które należało do jej najlepszej przyjaciółki, skutecznie wytrąciły ją ze stanu skupienia.I w tej właśnie chwili uświadomiła sobie, że możliwe, ale nigdy więcej już tego nie usłyszy. 
  Przełknęła ślinę, zacisnęła mocno powieki, a w myślach policzyła do dziesięciu, aby się nie rozpłakać. 
  — Hannah, wszyscy są gotowi, idziesz? 
  Głos Zachariasza przerwał jej, kiedy była na liczbie siedem. Wypuściła powietrze z płuc i skinęła głowa. 
  — Idę. Już idę... wiesz, że w tym miejscu rzuciłam w ciebie kieliszkiem? — Zapytała, uśmiechając się słabiutko na to wspomnienie. — Jak się dobrze przyjrzeć, to widać u ciebie taką małą bliznę, wiesz? 
  — Myślisz, że dlaczego teraz mam grzywkę? — uniósł lekko brew w górę. — To właśnie na tej klatce wpadliśmy z Maxem na pomysł, aby poznać Jessie z Jensenem. Sądziliśmy, że on pomoże jej się ogarnąć — westchnął cicho. — Przy tych drzwiach próbowałem cię pocałować. Sądziłaś, że chcę się oprzeć, bo mi niedobrze. Nie chciałem wyprowadzić cię z błędu, tym bardziej, że słyszałem, jak na dole Jessie się śmieje. 
  Nawet nie zauważyła, kiedy opuścili jej mieszkanie i znaleźli się na klatce schodowej, a ona zamykała drzwi od swojego mieszkania. Klucze w drodze na dół miała tylko wrzucić do skrzynki na listy, aby właściciel mógł je sobie zabrać, skoro nie mógł ich odebrać dziś osobiście.
  — Pamiętam to! I nie jestem teraz pewna, czy dostałbyś za to po głowie czy bym go odwzajemniła — wykrzyknęła, tym razem uśmiechając się nieco bardziej szczerze i weselej, ale nadal było jej daleko do prawdziwego i wesołego uśmiechu Hannah. — A ten pomysł z Jensenem… nie był chyba najlepszy, nie? Wyszło z tego więcej kłopotów, niż pożytku. Ale wiem, że była szczęśliwa. Przez jakiś czas. Teraz chyba też jest. Choć… ta cała sytuacja z Drakiem jest po prostu cholernie dziwna. I przerażająca. Nie powinniśmy ich zostawiać wtedy samych. 
  — Byli z Tylerem. Kto wiedział, że wezmą ślub? Kurde… Jessie była raz mężatką. Drake… To Drake. To nie miało prawa się wydarzyć. Ale zauważyłaś, że na dziwny i przerażający sposób są szczęśliwi? Od kłótni z Jensenem Jessie uśmiecha się tylko przy mężu. 
  — Po cichu jestem na nią obrażona. Chciałam być druhną. Skoro przyczyniłam się do rozpadu jej pierwszego małżeństwa… Boże, pamiętam jak do mnie przyszła i siedziała na balkonie. Czułam się okropnie, bo nic nie wiedziała. Ale… masz rację. W jakiś głupi sposób są szczęśliwi. Może Jessie odnalazła swoją drugą połówkę czy coś. On chyba pracował w liceum, gdzie oboje chodziliście w Chicago, nie? 
  — Miał wtedy praktyki. Tak cisnął Jessie, że ta prawie nie zdała z tego przedmiotu. Prawie go zamordowała. A potem obudzili się w jednym łóżku i… W sumie to nie wiem, co Max mu nagadał, ale jej odpuścił. Jessie zdała i wyjechała. Ja już raz byłem u niej świadkiem. Ale nie sądziłem, że moja druga połówka też będzie — parsknął cichym śmiechem i zatrzymał się przed drzwiami siostry.    — I szczerze w to wątpię. Daję im maksymalnie trzy lata. Potem będzie albo rozwód, albo morderstwo. Możemy się założyć. A co do pocałunku, to… Możemy się przekonać — mruknął i pochylił się nad Hannah. Złożył na jej ustach krótkiego całusa i dokładnie w tym samym momencie drzwi się otworzyły. Jessie, która od kilku dni nie czuła się zbyt dobrze, zbladła jeszcze bardziej, przypominając sobie inną scenę. 
  — Dlaczego przy tych drzwiach zawsze ktoś musi się całować? — mruknęła, wywracając oczami. — I wchodźcie już. 
  Hannah nawet nie zdążyła zareagować na jego pocałunek. Jednak śmiało mogła stwierdzić, że był on czymś na znak zakończenia ich rozdziału, który wspólnie pisali. Nie wiedzieli czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą, jak potoczy się ich życie. a teraz… To był czas, aby wszystko zakończyć. 
  — Może po prostu wybierasz takie momenty, co? I tylko ludziom przeszkadzasz? — mruknęła brunetka pozwalając sobie też na przewrócenie oczami. 
  Jessie nic nie odpowiedziała. Również wywróciła oczami. Zajrzała do łazienki, aby upewnić się, że na pewno nic nie zostało i dopiero wtedy wróciła do salonu, gdzie siedzieli pozostali. Spojrzała na Castiela, który zadowolony siedział pomiędzy Tylerem a Drake`m. Przez chwilę trwała dość dziwna cisza, którą zmuszona była przerwać. 
  — No właź tu, ty uparty kocie! — krzyknęła, starając się wpakować Castiela do transportera. Okazało się to być znacznie trudniejsze niż się spodziewała, ponieważ kocur ani myślał spełnić jej rozkazu. Zaparł się, a pazury wbił w obicie kanapy. — No właś! — warknęła, starając się zrobić z nim porządek. 
  — Jessie, daj to. Pomogę ci. — Zachariasz stanął obok siostry. Castiel na jego widok prychnął groźne i najeżył się, będąc gotów w każdej chwili na atak. Młody mężczyzna podszedł do sprawy bardziej dyplomatycznie. Mocno chwycił kota i pociągnął go do góry. Nim ten się zorientował, już siedział w specjalnym pudełku. Przez chwilę miauczał przeraźliwie, aż w końcu zdał sobie sprawę, że to na nic, a jego właścicielka tym razem go nie posłucha. — Chyba nie jest szczęśliwy, że wyjeżdża, wiesz?
  — Nie obchodzi mnie, co on czuje — odparła, wpatrując się w transporter. Założyła ręce na wysokości piersi i mocno wbiła zęby w dolną wargę, bo to zawsze pomagało jej się uspokoić. 
  — Nikt nie jest szczęśliwy, że wyjeżdża — mruknęła pod nosem Hannah. To na pewno była fajna przygoda. Wszyscy zaczną nowe życie, co poniektórzy już zaczęli i będzie dobrze. Jakoś sobie przecież poradzą. Jej wzrok padł na Tylera, który w ostatnim czasie miał chyba najgorzej z nich wszystkich. Clearidge przygryzła lekko wargę, próbując się powstrzymać przed zadaniem pytania. Ale przegrała sama ze sobą. — Tyler… jesteś pewien, że chcesz teraz wyjechać? 
  Mężczyzna podniósł głowę i wzruszył ramionami. No nie takiej odpowiedzi oczekiwała, ale w jakiś pokręcony sposób to rozumiała. 
  — Nie ma żadnej zmiany, a ja nie muszę być cały czas obok niej — odparł sucho — jeśli cokolwiek się zmieni wsiądę w samolot i będę tu w ciągu kilku godzin. Ale chyba wszyscy wiemy jakie szanse są w tej sytuacji, prawda? 
  — Szanse są takie, że wszystko może się zmienić w każdej chwili. Ale okej… Macie paszporty, bilety? Żeby nie było zamieszania na lotnisku. 
  — Ja mam — mruknęła Jessie, dokładnie sprawdzając niewielką torebkę, którą miała przewieszoną przez ramię. — Zachariasz? 
  — Tak. Ja też wszystko mam. Tylko kluczy od mieszkania nie mam. Ale ciotka ma być w domu, więc mi otworzy. 

Simple, restauracja Jensena Humphrey'a 

  — Proszę się tutaj zatrzymać! — krzyknęła do taksówkarza, którzy spojrzał na nią niczym na wariatkę. — No, nie patrz się pan, tylko się zatrzymaj!
  — Jessie, nie mamy czasu. Po co chcesz się zatrzymywać? — Zachariasz zmarszczył brwi i położył dłoń na dłoni siostry. — Musimy dojechać na lotnisko. 
  — Wiem, co musimy zrobić. Dajcie mi maksymalnie dziesięć minut — powiedziała. Taksówkarz, mrucząc coś pod wąsem, zrobił to, o co go poprosiła. Zatrzymał się na najbliższym miejscu, a Jessie wyskoczyła z samochodu, przepychając się przez brata. 
W kilku krokach znalazła się w restauracji i rozejrzała się dookoła.
  — Gdzie jest Jensen? — zapytała najbliżej stojącą kelnerkę, która w pierwszej chwili wyglądała, jakby miała zejść. Może nie powinna zachodzić jej od tyłu, ale teraz to nie było ważne. 
  — Chyba na zapleczu — powiedziała. Jessie kiwnęła głową i przepychając się koło ludzi, zmierzyła w tamtym kierunku. Wszystko było dobrze. Dopóki nie zobaczyła przed sobą drzwi i nie zrozumiała, że to naprawdę się działo. Wzięła głęboki oddech, dochodząc do wniosku, że nie może stchórzyć. Nie tym razem. Pchnęła drzwi i bez zbędnego pukania weszła do środka. 
  — Cześć… — powiedziała niepewnie, robiąc krok w jego stronę. — Musimy porozmawiać… Muszę ci coś powiedzieć, Jensen. 
  — Powiedzieliśmy sobie chyba wystarczająco dużo, nie sądzisz? Masz dla mnie jeszcze jakieś newsy? Adoptujecie dzieci, a ja mam zostać ojcem chrzestnym? A może poprawiny i chcesz mi wręczyć zaproszenie? Daruj sobie, dobrze? Mam naprawdę serdecznie dość twoich problemów. 
  — Co? Jensen, to nie o to chodzi — powiedziała spokojnie. Przełknęła ślinę, a w myślach szybko odliczyła do trzech. — Masz prawo być na mnie wściekły. Ale… Ah, nieważne — mruknęła, otwierając torebkę. — Mam coś dla ciebie. Nie wiem, przeczytaj, spal, wrzuć do niszczarki, cokolwiek. Zrobisz co uważasz. 
Po chwili wyciągnęła z torebki białą kopertę, którą zaadresowała do Jensena. Położyła ją na blacie stołu i przesunęła w jego kierunku. 
  — To… Wszystko — powiedziała. — A teraz muszę już iść. Taksówka na mnie czeka. Do zobaczenia, Jensen — uśmiechnęła się smutno, po czym odwróciła się i poszła do wyjścia. Jednak nim nacisnęła klamkę, to odwróciła się. Ten ostatni raz spojrzała przez ramię, chociaż nie wiedziała, co chciałaby ujrzeć. 
  Trzymał kopertę w dłoniach. I niby co miał z nią zrobić? Miał pewną świadomość, że może wszystkiego żałować, ale nie była ona wystarczająco mocna. Po prostu odrzucił kopertę na bok, wracając do swoich spraw. 
  Cokolwiek się w niej znajdowało - nie interesowało go. 
  Ze łzami w oczach nacisnęła klamkę i wyszła z pomieszczenia. Szybkim krokiem, przypadkiem popychając jakiegoś mężczyznę, który zaczął mruczeć coś o niewychowanej młodzieży, wyszła na zewnątrz. 
  — Jedźmy już — rzuciła w kierunku taksówkarza i zatrzasnęła za sobą drzwi.
  — Jessie… — Zachariasz spojrzał na siostrę i przesunął dłonią po jej policzku.
  — Jedźmy już, bo się spóźnimy. 

Port lotniczy Johna F. Kennedy'ego 

  Lotnisko jak zawsze było pełne ludzi. Wszyscy dookoła się żegnali. Niektórzy ze łzami w oczach, a jeszcze inni machali sobie tylko ręką, bo wiedzieli, że zobaczą się za jakiś czas. Cała piątka próbowała przepchać się do przodu. Zupełnie jak na złość dziś było tak wiele ludzi, że ledwo można było się poruszać. Naprawdę akurat dziś wszyscy musieli wyjeżdżać?! 
  — Przysięgam jeszcze jedna osoba na mnie wpadnie i się wkurzę — mruknęła Hannah pod nosem, kiedy jakiś facet potrącił ją ramieniem. Trudno było jej zliczyć ile razy już tak oberwała. Po twarzach przyjaciół śmiało mogła jednak stwierdzić, że nie tylko ona jest tym poirytowana. Każdy się gdzieś spieszył, nie? Wszyscy mieli samolot, taksówkę czy autobus do złapania. 
  Po cichu zastanawiała się też czemu ktoś powierzył jej wszystkie bilety. Jakby jeszcze była osobą odpowiedzialną na to miejsce. Zawzięcie szła przed siebie, ciągnąć za sobą cholernie ciężką walizkę i co jakiś czas poprawiając spadającą z ramienia torbę. I w tym momencie to była jej wina, bo zwyczajnie nie patrzyła przed siebie, kiedy zderzyła się z drobną blondynką. Automatycznie wypuściła z dłoni wszystkie bilety, a te rozsypały się po podłodze dookoła ich nóg. 
  — Przepraszam — wyrzuciła z siebie szybko kobieta. W tym samym momencie wraz z Hannah obie kucnęły, aby pozbierać bilety. — Jestem dziś strasznie roztargniona — dodała nieco drżącym głosem i słabo się uśmiechnęła.
  — Wszyscy tacy jesteśmy, dobra mam bilety. Każdy teraz niech pilnuje swoich — wymruczała, a swoje słowa kierowała do znajomych posyłając im przy tym znaczące spojrzenia. Każdy otrzymywał swoje bilety, a kiedy dotarła do biletu blondynki, aż krzyknęła. — Ojej! Jessie, zobacz Sydney! Joycelyne, mogę ci mówić Joycelyne? Ale Ci faaajnie, a na mnie czeka tylko nudne Los Angeles — westchnęła i wręczyła kobiecie jej bilet. 
  — Nie chcesz się zamienić, Joyce? — Jessie uśmiechnęła się niepewnie w kierunku blondynki. — Hannah da ci bilet do Los Angeles, a ty jej do Sydney. Im dalej od tej wariatki, tym lepiej — wyszczerzyła się wesoło, ale nie trwało to zbyt długo. Już po chwili oczy znów zaszły jej łzami. Mocniej ścisnęła dłoń Drake`a, jakby to miało jej w czymś pomóc. 
  — Chętnie bym się zamieniła. Miałabym wtedy bliżej do Nowego Jorku — odpowiedziała i na moment się zawiesiła. Przygryzła lekko dolną wargę, a następnie westchnęła cicho. — Przepraszam, ale… muszę się jeszcze z kimś pożegnać. Udanej podróży. 
Nikt jej już nie odpowiedział. Przez chwilę tylko obserwowali jak cofa się do miejsca z którego przyszła. Niewiele można było zobaczyć, ale na pewno wpadła w ramiona jakiegoś wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny. I jak widać nie tylko oni mieli tego dnia ciężkie pożegnania za sobą. 

*** 

  Przy bramkach jak zawsze było zamieszanie. W końcu jednak udało im się przez nie przedostać. Każdy po kolei wkładał swój bagaż, wyjmował z kieszeni przedmioty przez które mogli zostać zatrzymani. Pierwsze i bez problemu przeszły dziewczyny, a chwilę później dołączyli do nich Tyler i Drake. 
  — Zachariasz szybciej — pospieszył go Tyler spoglądając na przyjaciela, który szarpał się ze zdjęciem butów. Przewrócił oczami i usiadł na własnej walizce. Zapowiadało się na to, że sobie trochę na niego poczekają. 
  — No już! — mruknął rudowłosy, pozbywając się butów, które dodatkowo przechylił, aby pokazać, że na pewno nic w nich nie ma. — Co jeszcze? — zapytał, patrząc na resztę przyjaciół, którzy wyglądali, jakby powstrzymywali się od śmiechu. Wsadził buty do specjalnego koszyka, czekając na werdykt. 
  — Bramki! Zachariasz, bramki! — krzyknęła Hannah, mając ochotę popukać się w czoło. 
  Chłopak przeszedł zgodnie z poleceniem przez bramki. Ledwo przeszedł, a światełko zamieszone nad nimi zaczęło świecić się na czerwono i piszczeć, dając znać obsłudze, że coś jest nie w porządku.
Nie obyło się bez “przemacania”. Pozostała czwórka miała niezły ubaw, kiedy Zachariasz musiał stać w lekkim rozkroku i z rozłożonymi rękami, a w tym czasie pracownik lotniska go obmacywał w sprawdzeniu czy nie ma wszystkiem ze sobą niebezpiecznych przedmiotów. Nikomu też nie chciało się wierzyć, że Zachariasz mógłby cokolwiek próbować przemycać. Niezwykle niebezpiecznym przedmiotem okazały się być korony islandzkie, które sobie wymienił i chyba jak na złość dostał same monety. Zachariasz został oficjalnie “oczyszczony” z zarzutów i miał już do nich iść, kiedy woreczek w którym były monety po prostu mu pękł, a pieniądze rozsypały się po całej podłodze, robiąc więcej zamieszania, niż przeszukiwanie rudego.
  — No na nową drogę życia, Jessie i Jensena! — zaśmiał się, zbierając część monet. Jessie zatrzymała się w półkroku. Uniosła głowę w górę i rozejrzała się uważnie po lotnisku, starając się wypatrzeć w tłumie znajomą blond czuprynę.
  Tylko, że Jensena na lotnisku nie było, a w stronę Zachariasza poleciały oskarżycielskie spojrzenia i nikt nie poleciał, aby pomóc mu pozbierać monety, które rozsypał. 
  — Chodźcie, znajdźmy sobie jakieś siedzenia i poczekajmy dopóki jeszcze możemy być razem — wtrącił Tyler. Może nie przyjaźnili się z Jessie, ale wystarczająco dużo o niej wiedział i szanował na tyle, aby nie pozwolić na to, żeby tu stała i czekała na kogoś, kto jej nie chciał. 
  — To dobry pomysł — Zachariasz przytaknął, najwyraźniej nawet nie zdając sobie sprawy z błędu, jaki zrobił. Objął siostrę ramieniem i poprowadził w kierunku trzyosobowej kanapy. — Zmieścimy się — stwierdził. 

***

  — To… To naprawdę koniec? — Jassemine Merrick, choć teraz już Cavanaugh, spojrzała na pozostałych, jakby wciąż w to nie wierząc. 
  — Chyba tak… — mruknął Zachariasz, robiąc krok w kierunku Hannah. — To… Na mnie już czas — powiedział, wyciągając ręce w kierunku brunetki. 
  Hannah wypuszczała co jakiś czas powietrze z płuc, nie miała ochoty się z nikim żegnać. Jessie leciała do Chicago, a Rudy wybywał, aż na Islandię. Wszyscy się rozlatywali w różne strony. Brunetka uśmiechnęła się słabo do Zachariasza i przysnęła bliżej wpadając mu w ramiona. Dopiero teraz chyba do niej docierało, że to naprawdę się dzieje. A jeszcze nie tak dawno wszyscy się świetnie bawili na festiwalu w Vegas. 
  — A może jednak jebnąć tym wszystkim i lecimy gdzieś wszyscy razem? — mruknęła cicho brunetka. To na pewno byłaby wtedy przygoda życia. — Moja babcia ma spory dom pod Paryżem. Pomieści nas wszystkich.
  — Mieszkałam we Francji. Starczy mi — mruknęła Jessie, dokładnie w tym momencie, w którym Zachariasz odsuwał się od Hannah. Wyciągnął ręce w jej stronę i mocno ją do siebie przyciągnął. — Ponadto muszę zająć się Maxem. Tym razem to moja kolej — dodała, wtulając nos w ramię drugiego brata. 
  — Uważaj na siebie, Jessie. 
  Nikomu nie uśmiechało się pożegnanie. Nawet jeśli nie żegnali się na zawsze, to było im mimo wszystko ciężko. Hannah była zaskoczona jak szybko przywiązała się do Tylera i Drake, których wcześniej przecież nawet nie znała, a teraz miała ich w gronie najbliższych przyjaciół. Albo znajomych. Jak kto wolał. 
  Mimo wszystko, najgorszy moment dopiero miał nastąpić. Wszyscy powolnymi krokami szli w kierunku swoich terminali. Jessie, która do tej pory jeszcze się trzymała, zatrzymała się gwałtownie. 
  — Ja… Ja nie mogę — powiedziała dość twardo. — Muszę… Jensen na pewno przyjdzie. A jak nie przyjdzie, to polecę następnym samolotem. 
  — Zwariowałaś? Jessie, pojawiłby się wtedy już dawno. Od Simple na lotnisko nie jest, aż taki kawał czasu. Poza tym ma twój numer telefonu. Mógł zadzwonić. 
  — Nie! On na pewno przyjdzie. Muszę na niego poczekać. — Jessie odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia. — Dobrze wie, że nie odebrałabym telefonu. 
— Tylko sobie zaszkodzisz bardziej, Jessie. Wiesz, że on się nie pojawi. Daj spokój, zaraz odlatujemy. 
  — Nie. Nie lecę. On tutaj przyjdzie! — zawołała, starając się przepchnąć między Drake`m, a Tylerem.
  Drake podświadomie wiedział, że nie będzie w stanie przemówić swojej przypadkowej-żonie do rozumu. Nie mógł powiedzieć, że rozumie przez co przechodzi, ale widział zbyt wiele w ostatnim czasie. Poza tym jak tylko poznał tego całego Jensena, to czuł, że coś z nim jest nie tak. Tym bardziej teraz nie mógł jej pozwolić na to, aby tutaj została. Wycierpiała wystarczająco mocno. 
  — Jeśli w to wierzysz to jesteś naprawdę głupia rzucił mierząc brunetkę uważnie wzrokiem. 
  — Nie jestem głupia, Drake. I to wszystko moja wina. Cała ta chora sytuacja, to moja wina. Muszę to wyjaśnić z nim. Jak go nie będzie, to polecę następnym… — powiedziała, starając się przepchnąć koło Tylera. Jednak zatrzymała się wpół kroku. — Ty też uważasz, że on nie przyjdzie? 
  — Jesteśmy prości w obsłudze, Jess. Wie, że ci na nim zależy, a gdyby czuł to samo… Przyjechałby tu, a raczej zatrzymał jeszcze w Simple. Przestań tracić czas. — powiedział Tyler i westchnął cicho. Miał wrażenie, że wszyscy wyjeżdżając stąd z jakimiś problemami. Jednak chętnie wziąłby problemy Jessie, gdyby to oznaczało, że nic się tamtego dnia nie wydarzyło. — Bierz swoją walizkę i pakuj tyłek do samolotu, albo zaciągnę cię tam siłą i będziemy jeszcze bardziej skłóceni, niż do tej pory.
Jessie nic nie odpowiedziała. Powoli odwróciła się i mocniej chwyciła rączkę walizki. Niczym w transie ruszyła przed siebie. Jej zachowanie było niepokojące, ale w pełni zrozumiałe w świetle ostatnich wydarzeń. 
  Na zakręcie, ten ostatni raz, spojrzała przez ramię. Ale Drake i Tyler mieli rację. Jensena nie było, więc musiała zacząć żyć z dala od niego. 

***

  Myślał nad tym czy powinien przeczytać list od Jessie. 
  Przez pierwszą godzinę go ignorował, a przez następne pół czytał i nie tyle bił się z myślami, co po prostu zastanawiał co powinien w tej sytuacji zrobić. Zdał sobie sprawę z tego, że ma coraz mniej czasu, kiedy dostrzegł, że jeszcze trochę i Jessie na dobre może zniknąć z Nowego Jorku. Rzucił wszystko, wsiadł w samochód z zamiarem powstrzymania jej przed wylotem. Po tym co przeczytał nie liczyło się to, że narobiła głupst w Vegas. Każdy miał jakieś na koncie, a on… jakby powiedział jej wcześniej o Masonie i Monice byłoby wszystko w porządku, być może. Mógł się zastanawiać nad tym co by było gdyby, ale prawda była taka, że takie myślenie niczego nie zmieni. Kiedy dotarł na lotnisko miał wrażenie, że wszystko jest już stracone. Dostrzegł tablicę odlotów i miał jeszcze trochę czasu, niewiele. Wiedział, że bez biletu nie dostanie się za bramki. Dlatego kupił pierwszy lepszy bile, który kosztował o wiele więcej, niż powinien, ale nie zwracał na to teraz uwagi. Przebicie się przez bramki było naprawdę trudne, ale nie bawił się w uprzejmego mężczyznę. Przepchał się przez kilka osób, co oczywiście spotkało się z niezadowoleniem z ich strony, ale to nie miało teraz znaczenia. 
  Ale kiedy odnalazł odpowiedni terminal…
  — Nie, nie nie — jęknął. 
  Mógł tylko stać i patrzeć jak Jessie, która w liście - który okazał się być w zasadzie listem miłosnym - wyznała mu wszystko co czuła, odlatuje w kierunku nowego życia. 
Dla niego było już za późno.

  — Wiedziałam, że przyjedziesz.

06/05/2018

2071. What happened in Vegas... Does not stay in Vegas. Part one

maj 2018, Nowy Jork
Nie chciało się jej wierzyć w to, że Arielle i Matt ją wystawili. Ten festiwal miał im wynagrodzić Coachellę na którą nie zdążyli kupić biletów. I nad czym ubolewała Hannah, bo ominęły ją koncerty jej ulubionych wykonawców, a kiedy oglądała na YouTube filmiki z poszczególnych koncertów miała ochotę dźgnąć się w serce. W tym roku musieli trochę zmienić plany, nie mieli jechać w trójkę jak zwykle, tylko na doczepkę miała z nimi być jeszcze młodsza siostra bliźniaków i jej najlepsza przyjaciółka. Wszystko zepsuło się później, kiedy w środku nocy Hannah dostała telefon od Arielle, a przyjaciółka przez dwadzieścia minut ją przepraszała i tłumaczyła dlaczego nie mogą w tym roku się zjawić. Oczywiście rozumiała, że pewne sprawy są ważniejsze i sama nie była pewna czy da radę się wyrwać, w końcu pracowała w szpitalu. Nie miała wolnych weekendów,, ale choć wolne miała załatwione na weekend festiwalu to wszystko mogło się przecież potoczyć zupełnie inaczej.
Była zdenerwowana.
I miała do tego prawo. Czekała okrągły rok na to, aby spotkać bliźnięta, a teraz została sama z biletami na festiwal, których nie miała komu wcisnąć. Sama nie chciała jechać, bo co to za zabawa samemu? A na pewno nie zamierzała też wcisnąć się do kogoś, po prostu taka nie była i już.
Minęło trochę czasu - zdążyła obejrzeć trzy odcinki Family Guy i Ricka i Morty’ego zanim przypomniała sobie o swojej zwariowanej przyjaciółce-sąsiadce, która niedawno przecież wróciła. I o ile się nie myliła to jeszcze była w swoim mieszkaniu. Chyba nawet nie sama, ale męskie głosy dochodzące z mieszkania Jessie nie były czymś zaskakującym dla Hannah. Ilość braci i ich znajomych, których ze sobą do niej ciągali była spora, ale przynajmniej w mieszkaniu Merrick nie można było się nigdy nudzić.

Jassemine Merrick siedziała na krzesełku i wpatrywała się w trzech mężczyzn, którzy okupowali jej kanapę. Zmarszczyła lekko brwi.
Pośrodku siedział Zachariasz. Do jego obecności zdążyła się już przyzwyczaić. Niby mieszkał ze swoim kumplem, jednak bywał u niej zadziwiająco często. Momentami miała go dosłownie dość i żałowała, że w ogóle przytargał tyłek z Chicago. Kiedy tam mieszkał, jej życie było istną sielanką. Zero problemów, zero niespodziewanych wizyt, zero durnych pytań. Ale skłamałaby mówiąc, iż za nim nie tęskniła.
Po jego prawej stronie siedział Tyler. Do niego też zdążyła się już przyzwyczaić. Pojawiał się zazwyczaj wraz z Zachariaszem. Kiedy rudy przychodził sam, to często zaczynała się martwić, czy z jego przyjacielem (i oficjalnie współlokatorem) na pewno jest wszystko w porządku. Cholerne papużki nierozłączki!
Natomiast po lewej stronie Zachariasza siedział ktoś, kogo obecności się tutaj nie spodziewała i z całą pewnością przyzwyczajona do niej nie była. Pochyliła się nieco do przodu i podparła podbródek na wierzchu dłoni. Nawet kilka razy zamrugała, aby upewnić się, że na pewno nie ma zwidów.
— Tylera i Zachariasza rozumiem w swoim mieszkaniu — powiedziała spokojnie, przekręcając głowę lekko w bok. — Ale ty? Co ty tu właściwie robisz? — zapytała.
— Myślałem, że się ucieszysz na mój widok — odpowiedział brunet z szerokim uśmiechem — wpadłem przypadkiem na Zachariasza, więc przyszedłem z nimi.
Od czasu, jak Drake przeniósł się, na razie jeszcze nieoficjalnie, ale to była kwestia czasu, do Nowego Jorku był częstym gościem w mieszkaniu Jessie. Sam czasem nie wiedział jakim cudem nosiło go do mieszkania dziewczyny, którą kilka lat temu mijał na szkolnych korytarzach w Chicago. Naprawdę myślał, że więcej jej nie zobaczy. Zwłaszcza po tym jak jej starszy brat w bardzo nieprzyjemny sposób mu pokazał co myśli o facetach, którzy sypiają z jego siostrą, a on tylko zasnął w pierwszym lepszym miejscu w mieszkaniu po imprezie. To, że trafił mu się pokój brunetki to już nie była jego wina.
— Wybacz, że nie podskoczę ze szczęścia, że mój brat znów sprasza mi ludzi do domu — powiedziała, patrząc uważnie na Drake`a. — A może mam cię przytulić i podziękować, że raczyłeś mnie odwiedzić? — zapytała, choć tak naprawdę nie oczekiwała odpowiedzi. — A ciebie i tak nie lubię. — Wskazała palcem na Tylera, po czym odwróciła się na pięcie i poszła do kuchni, gdzie wzięła się za przygotowywanie herbatki.
— Nie macie wrażenia, że od powrotu zrobiła się jakaś taka drażliwa? — zapytał Zachariasz i spojrzał najpierw na jednego, a potem na drugiego kumpla. — Myślicie, że coś jej się stało?
Pytania Zachariasza pozostały bez odpowiedzi, ponieważ domowy spokój zakłócił głośny trzask drzwi.
— Co znowu?! — mruknęła Jessie, wychylając głowę z kuchni. — O! Świetnie. Chcesz się na coś przydać? — zapytała, robiąc krok w stronę przyjaciółki. — Błagam, zabierz ich stąd. Chociaż na chwilę — jęknęła, patrząc błagalnie na Hannah.
Przychodząc tutaj nie spodziewała się całej tej zgrai. Pewnie powinna być już przyzwyczajona do tego, że cała trójka przebywa w mieszkaniu jej przyjaciółki częściej, niż u siebie.
— W zasadzie to chciałam zabrać ciebie — powiedziała wyciągając zza pleców bilety na festiwal. Nawet do głowy jej nie przyszło, że siedząca na kanapie trójka też się załapie razem z nimi. — Arielle i Matt nie przyjeżdżają, ich siostra i koleżanka też nie. Więc zostałam sama z czterema biletami na Electric Daisy Carnival Las Vegas, których nie wykorzystam. Więc… masz ochotę na wybieranie fajnych outfitów, dużo zabawy i głośną muzykę?
Zachariasz, który najwyraźniej stwierdził, że słowa były skierowane do niego, poderwał się z kanapy i porwał jeden z biletów, który zaczął uważnie oglądać, jakby chcąc się upewnić, że na pewno jest prawdziwy. Jessie uniosła brew lekko w górę i parsknęła śmiechem. Również wzięła jeden bilet.
— To kiedy jedziemy? — zapytał, a odpowiedział mu cichy śmiech siostry.
— Jestem na tak. Jedźmy i bawmy się świetnie. Ale reszta biletów nie jest dla nich… Prawda?
Hannah spojrzała na Drake i Tylera, którzy w tej chwili wyglądali jak zbite psy. Czy mogła im odmówić? Byłoby jej głupio, gdyby zostawiła ich bez biletów. Przyszła tutaj, zaproponowała Jessie wyjazd…
— Oczywiście, że są dla nas! Gdyby tak nie było to by tutaj nie przyszła, prawda Han? — mruknął Drake podchodząc do brunetki. Spoglądał na nią i w dość zabawny sposób podnosił brwi, na co dziewczyna parsknęła śmiechem.
— Jeśli w ten sposób podrywasz dziewczyny to się nie dziwię, że jesteś sam — odparła całkiem szczerze — i niech będzie, niech bilety będą dla nich. Co złego się może wydarzyć, prawda?
17.05.2018, Las Vegas, Nevada
Walnęła walizkę na łóżko. Wynajęty, dwupokojowy apartament w Caesare Palace był całkiem spory i wszyscy mieli dla siebie dość sporo miejsca. Dziewczyny zajęły jeden pokój, natomiast męską część załogi wyrzuciły do drugiego. Otworzyła walizkę i pierwsze co z niej wyciągnęła to oczywiście szklana butelka z przezroczystą zawartością. Festiwal zaczynał się dopiero jutro, a dziś mogli sobie trochę poświętować.
— Nie chcę was martwić, ale któryś z was, tak chłopcy do was mówię, będzie musiał pójść po lód — powiedziała nieco głośniej drepcząc do kuchni, aby schłodzić alkohol na później. Hannah z uśmiechem rozejrzała się po pomieszczeniu, nie tak że kuchnia była jej ulubionym miejscem, ale ta wyglądała naprawdę ładnie. A poza tym cieszyła się, że mimo wszystko udało się jej tu dotrzeć. Pomimo, że początkowo wyglądało na to, że w tym roku jednak zabawa ją ominie.
Zachariasz, który właśnie szukał czegoś w walizce, uniósł głowę i spojrzał uważnie na Hannah. Sprawiał wrażenie, jakby ją usłyszał, ale za wszelką cenę chciał zignorować jej prośbę.
— Po co chcesz, aby szli po lód, skoro przed chwilą schowałaś butelkę do lodówki? Lód pewnie jest w zamrażarce. — Jessie, która od wyjazdu z Nowego Jorku zrobiła się znacznie weselsza, stanęła tuż przy ramieniu Drake`a. Dokładnie przy tym, na którym spała przez prawie całą drogę, bo zarwała poprzedzającą wyjazd noc na rozmyślaniach.
— Bo chcę. Nie kłóć się ze mną, tylko idź. Dam ci nawet drobne, żebyś sobie loda kupił po drodze — rzuciła licząc na to, że ta cudowna propozycja przekona chłopaka, aby poszedł do sklepu — a lód się przyda. Mam zamiar robić drinki, a chyba fajnie jak masz w szklance kostki lodu, a nie tylko schłodzony alkohol, prawda? I coca-colę też mógłbyś kupić. I chipsy.
Zachariasz niechętnie oderwał się od swojej walizki, w której najwyraźniej nie znalazł tego, czego tak zawzięcie poszukiwał. Podszedł do zamrażarki, którą otworzył. Chwilę w niej pogrzebał, aż w końcu wyciągnął dziwny pojemnik wykonany z plastiku. Mocno uderzył nim o dłoń i otworzył jedno wieczko. Przechylił ów pojemnik, a na dłoni pojawiła się kostka lodu, która bardziej przypominała trójkąt niż kostkę.
— Po co mam iść skoro mamy w domu? — zapytał, rzucając tą kostką w Hannah. — A loda, to…
— Nie kończ! — Krzyknęła Jessie, nie chcąc słyszeć jakiegoś genialnego i seksistowskiego komentarza z ust brata. Rudy wzruszył ramionami i wstawił pudełko do zamrażarki.
— Idę do sklepu. Chce ktoś coś? — zapytał, chowając portfel do kieszeni.
— Mógłbyś kupić jeszcze coś z procentami. Obawiam się, że ta jedna butelka na naszą piątkę to będzie o wiele za mało — dodała Hannah. Tak myślała, że jedna to będzie mało. Zwłaszcza, że był tu z nimi Tyler. — Spokojnie, oddam ci.
— W naturze? — mruknął rudzielec, kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Na korytarzu zgarnął jeszcze Tylera, który był mu niezbędny do podróży do sklepu.
— Na mnie nie patrz. Ty ich chciałaś. Ja ich chciałam zostawić. — Jessie wzruszyła ramionami. Uniosła głowę i spojrzała na Drake`a. — Tak. Ciebie też chciałam zostawić. Ale masz wygodne ramię — powiedziała i zupełnie odruchowo przesunęła palcem po jego ramieniu. — A teraz chodź, pomożesz mi rozłożyć te leżaki na balkonie? Wyglądają na skomplikowaną sprawę. Hannah? Zrobisz nam coś do jedzenia?
— Mogę — odparła z uśmiechem. Odłożyła co w rękach miała i skierowała się na balkon, aby pomóc przyjaciółce. — Wiem, że lód jest dostępny na korytarzach i na dole są sklepy, ale chociaż przez chwilę będzie w tym apartamencie cicho — wyjaśniła dość cicho, kiedy znalazły się na balkonie. Drake był w końcu facetem, wolała, aby ich nie słyszał i nie zdradził Rudemu, że Hannah zrobiła go w balona.
— Mówiłam, aby go nie brać. Teraz jeszcze jest grzeczny, ale jak się rozkręci, to… Ty chyba jeszcze nie widziałaś, jak imprezuje Zachariasz Merrick. Jak naprawdę imprezuje — parsknęła cichym śmiechem i nabrała powietrza w płuca. Wypuściła je ze świstem. — Cieszę się, że mnie zaprosiłaś. Myślałam, że mój powrót będzie łatwy, ale… Im dłużej byłam w mieszkaniu, tym bardziej żałowałam, że nie zostałam z Alexandrem w Walii. I na poważnie rozważałam opcję powrotu tam.
— Coś się stało? — spytała zabierając się za rozkładanie leżaka, który faktycznie wyglądał na skomplikowany do rozłożenia. — Musimy nadrobić te trzy miesiące. Wiesz jak za tobą tęskniłam? Może życie jest bez ciebie nudne, Merrick. Musisz w nim być obecna.
— Z tego co słyszałam, to ty i Zachariasz świetnie się bawiliście — wzruszyła ramionami. — Tylko nie mów jej, że u ciebie nocuję! — zaśmiała się, udając głos brata. Wzięła drugi leżak, przy którym pochodziła, coś postukała i w końcu udało jej się go rozłożyć. Usiadła na nim i westchnęła ciężko. — Jensen ma syna.
— Nie myśl sobie niczego. Trafiłam na niego w klubie nocnym i się przyplątał — wyjaśniła. To akurat była prawda, ale nie mogła go olać. A potem zabrała go do siebie i pozwoliła zająć kawałek podłogi, bo z jakiegoś durnego powodu nie chciał spać na kanapie. Słuchała jej dalej, ale takiej rewelacji się nie spodziewała. Akurat prawie udało się jej rozłożyć leżak, kiedy nagle puściła go druga ręką i złożył się z powortem. Razem z jej palcem, którego nie zdążyła zabrać. — Kurwa mać! — zaklęła wyciągając szybko palec i automatycznie wkładając go do buzi, a potem spojrzała na brunetkę jakby urwała się z księżyca. — Ty ja dobrze słyszę? Dziecko? D Z I E C K O? Z kim?!
— Podobno to nie pierwszy raz, kiedy u ciebie nocował — wzruszyła ramionami. — Hannah, skarbie. Znam was nie od dziś. Naprawdę sądzisz, że Rudy się nie wygadał, że zamiast w moim mieszkaniu, to koczował u ciebie? — zaśmiała się. — I nie dziecko, tylko syna. Takiego na oko siedmioletniego. I pewnie z jakąś kobietą. Nie słyszałam, aby mężczyźni dzieci rodzili.
— Dobrze, dobrze. Sypiał, ale tylko na podłodze. Twój brat to dziwiak. Ale chociaż robił mi kawę o czwartej rano jak wychodziłam do szpitala — powiedziała dumnie z szerokim uśmiechem. Jednak jej zszedł chwilę temu. — I nie mówił ci przez ten cały czas, że ma dziecko? Znaczy… kurde, nieźle. Wydawaliście się być strasznie blisko ze sobą, a teraz nagle dziecko… on wiedział o Gabrielu, ale nie powiedział ci, że ma dziecko? Wybacz, że to powiem, ale z porządnego faceta stał się kolejną, zwykłą świną, która tylko chodzi i uważa, że ma zawsze rację, a kobiety nie muszą o niczym wiedzieć.
— Kawę? I ona nadawała się do picia? Mi raz, jak zrobił kawę, to potem przez godzinę nie wychodziłam z łazienki, bo taka niedobra była — zaśmiała się, a potem wzdrygnęła na samą myśl o tamtej kawie. A raczej czymś co przygotował jej Zachariasz. — Też tak myślałam, Han. Teraz widzę, że on o mnie wiedział dosłownie wszystko. O dziwnej sytuacji rodzinnej, o moich dziwnych relacjach z braćmi, o Gabrielu. Dobra, może sama z siebie nie powiedziałam mu o Gabrielu, ale sama dobrze wiesz dlaczego. A rzeczy o nim dowiadywałam się bardziej z przypadku. Gdybym się nie pokłóciła z jego dziwną ciotką, to nie wiedziałabym, że jest adoptowany. O dziecku dowiedziałam się też z przypadku. Bo poszłam do Simple, zaraz po powrocie z lotniska, a tam siedzieli, rozmawiali… Kurde, Han. Nawet Maxowi o tym dzieciaku nie powiedział! A przecież przyjaźnili się. Nie wiem co się dokładnie stało, bo chciałam uciec, ale mnie zobaczył. Ale nie pogadaliśmy, bo jego syn domagał się uwagi. A potem pojawił się Zachariasz. I Tyler. A potem znów wpadł Gabriel. A potem znów Zachariasz. I Tyler. I jeszcze Drake. A Jensen nawet nie zadzwonił. Częściej spotykam osoby z Chicago niż Jensena, który swego czasu przesiadywał u mnie codziennie.
— Wow… Nawet nie wiem jak to skomentować. Znaczy… Kurde, to inna zupełnie sytuacja, ale gdyby Ryan mi wywinął taki numer… Wiem, że on ma syna, ale jakby miał jeszcze jedno, które ukrywał w sekrecie… Pewnie zrobiłabym to co robię najlepiej - urządziła babską kłótnię i poważnie się zastanowiła nad związkiem, albo cokolwiek między nami jest, bo sama nie wiem. Jensen po takim czymś na ciebie nie zasługuje. Nie chcę, żebyś więcej cierpiała. Wiem, że w głównej mierze cierpiałaś przeze mnie, w końcu użyczałam ci balkonu… — urwała na moment przygryzając nerwowo wargę. To nie był łatwy temat i chyba nigdy nie będzie. W końcu, jak przyjaciółka mogła zrobić to przyjaciółce? — Dlatego nie pozwolę, żebyś cierpiała tak znowu. I jeśli spróbuję się do ciebie zbliżyć, albo cokolwiek zrobić, to będę w niego rzucać stetoskopem i zacznę gryźć. Ostatnio byłam u dentysty i mam mocne zęby.
— Ja nie wiem. Może on nie wiedział o tym dziecku. Swego czasu spędzaliśmy ze sobą naprawdę sporo czasu i nawet nie miałby kiedy się nim opiekować — westchnęła ciężko. — Ja nawet nie miałam siły na kłótnię. Zresztą, był zajęty. A potem się nie odzywał, więc… I proszę cię. Nie mów nic więcej o Gabrielu, jasne? Nie tu i nie teraz. Właściwie, to nigdy o nim nie wspominaj. A jak to zrobisz, to zrzucę cię z tego balkonu. Rudy może i cię teraz lubi, ale nie zapominaj, jaki tobie wywinął numer — mruknęła pod nosem i wygodniej rozsiadła się na leżaku. — I lepiej nie rzucaj. Zachariasz do tej pory ma bliznę na czole. A co jest między tobą, a Ryanem?
— Zamykam się — zamknęła usta i zamknęła je kluczykiem, który następnie wyrzuciła. Ten temat powinien być faktycznie zamknięty. Raz na zawsze. Westchnęła cicho na pytanie przyjaciółki, którego chyba nie chciała usłyszeć. — Szczerze to nie wiem. Nie jest źle. Dogadujemy się, nie przeszkadza nam też wiek i jest… normalnie, ale oboje mamy prace jakie mamy. I się rzadko widujemy, a to… przez to, że tak mało go widzę nie wiem na czym stoję. Brakuje nam teraz wina i paczki Marlboro, wiesz? I paczki chusteczek. Wtedy miałybyśmy prawdziwą babską rozmowę. I pewnie byłoby też łatwiej jakby wszystko o mnie wiedział. Ale nie umiem się zebrać, żeby mu powiedzieć. Bo co jak uzna, że nie chce po tym ze mną być i to jednak za dużo?
— I lodów. Wsadź sobie te swoje Marlboro tam gdzie słońce nie dochodzi. Paskudztwa. Ale lody. Jeju, lody by się przydały. I wino również — zaśmiała się i kiwnęła lekko głową. — Wiesz, jeśli po tym stwierdziłby, że nie chciałby z tobą być, to on ma coś z głową. I nie martw się. Wtedy ja naślę na niego kogo trzeba. I uważam, że powinnaś mu powiedzieć. Ma się dowiedzieć od kogoś innego? Z jakiegoś głupiego przypadku? Lepiej, abyś powiedziała mu prawdę. Lepsza prawda niż jej zatajenie. Wierz mi, Han.
— Wiem, wiem. I one nie są paskudne! Ty jesteś dziwna. W sumie ci zazdroszczę, ja się nie umiem ich pozbyć z życia, ale nie ważne. Z przypadku się nie może dowiedzieć. Wie o tym tylko kilka osób. I większość z nich mieszka w Nashville. Nie ma takiej opcji, ale… masz rację. A im dłużej nie mówię tym gorzej, nie? Nie tylko dla mnie, ale dla ogółu…
Miała zamiar dopowiedzieć coś jeszcze, ale zanim to westchnęła sobie oglądając palec. Trochę bolał, był czerowny i chciała włożyć go do lodu, ale tamta dwójka jeszcze nie wróciła. Wątpiła, że szybko znajdą drogę z powrotem. nie wiedziała co z nimi jest nie tak. I właśnie teraz zabrała się za odpowiadanie przyjaciółce, kiedy zza drzwi wyskoczył Drake z głośnym wrzaskiem i durną maską wyjętą jak z horroru na twarzy.
Jessie podskoczyła na leżaku, przez co prawie z niego spadła. Spojrzała na Drake`a i zmarszczyła lekko brwi. Początkowo była wściekła, ale teraz jedynie parsknęła śmiechem.
— Nie ma swoich ziomków, to umiera z nudy — stwierdziła, śmiejąc się. — I gdzie dorwałeś taką maskę, co?
— Wyglądałyście uroczo tu na balkonie. Szkoda było nie skorzystać — odpowiedział kąśliwie — ze sklepu ze wszystkim i z niczym. Mijaliśmy go w którymś momencie po drodze. Nie wiem jakim cudem żadna z was nie zauważyła, że to kupuję. Byłyście PRZEDE MNĄ w kolejce.
Hannah uśmiechnęła się słodko i zerwała mu z twarzy tę głupią maskę. Najchętniej rzuciłaby ją z balkonu, ale w tym hotelu wypadało się zachowywać.
— Jak widać, nie jesteś na tyle ważny, aby o tobie pamiętać. Zabieraj ten szajs stąd i go więcej nie wyciągaj. Albo ci zabiorę bilety! O!
— Mówiłam ci, aby ich nie brać. Ale się uparłaś, to teraz masz babo placek! — parsknęła śmiechem i spojrzała na Drake`a. — I gdzie są twoje księżniczki, co? Ta rudowłosa, jak się zapodzieje, to potem trudno ją znaleźć.
— Mogłam się słuchać, ale no… Właśnie, gdzie tamci? Wysłać dzieci po prostą rzecz to się zgubią i przyniosą nie to co trzeba.
— Mówił wam ktoś, że straszne z was wiedźmy?
— Cały czas — odparła bez wzruszenia Hannah — powiedz nam coś, czego nie wiemy.
Zamyśliła się na chwilę, a potem drzwi od ich apartamentu się otworzyły i znalazły się ich dwie zguby. niezwykle roześmiane i wesolutkie, jakby po drodze nawdychali się gazu rozwesalającego.
— Przynieśliśmy darmy! Wysokoprocentowe!
Jessie spojrzała na nich i zmarszczyła lekko brwi. Nie wyglądali na tak trzeźwych, jak kilka minut temu, kiedy stąd wychodzili. Machnęła na nich ręką.
— To dobrze. Czekaliśmy tylko na was — powiedziała, podkulając nogi, aby Zachariasz mógł usiąść na leżaku. — Co mi kupiłeś?
— Tobie? A tak, mam dla ciebie coś — powiedział, po czym podał jej paczkę z kwaśnymi żelkami. — Twoje skrzywienie będzie teraz wywołane jedzeniem, a nie niewiadomo czym.
— Jestem pewien, że kupił te żelki po to, aby mogła mieć wymówkę i się krzywdzić o byle co — stwierdził Tyler rozsiadając się wygodnie na fotelu. Zajrzeli w drodze na dół do baru, a to, że nie byli tam sami i dosiadły się do nich bardzo ładne turystki nie było ich winą. Gorzej tylko, że później pojawili się partnerzy tych turystek i to oni się musieli ewakuować, aby uniknąć wybuchu agresji w barze. — Można zamówić jakiś obiad? Padam po tej podróży.
— Zgadzam się — przytaknęła Hannah — zobaczmy co mają w menu i ja zamówię. Wybierajcie, tylko na sto procent macie być pewni. Żebym nie musiała później zmieniać w zamówieniu — zagroziła i pokręciła im palcem jak mama do dzieci, a sama zaraz potem zainteresowała się lodem, aby w końcu schłodzić palec, który co prawda nie bolał już tak bardzo, ale chociaż przyniosło jej to dodatkową ulgę.
Zachariasz zawsze kładł się w dziwnych miejscach i czasami w naprawdę dziwnych pozycjach. Zresztą, z Jessie było nie lepiej. Jednak teraz, kiedy wcisnął tyłek między podłokietnik, a siostrę, przebił wszystko inne. Jessie prawie spadła z leżaka, a rudzielec wyszczerzył się szeroko.
— No na pewno! — stwierdziła, wbijając bratu palec między żebra, aby się przesunął. Chociaż trochę.
— Ja… Ja chcę stripsy i frytki. Więcej mi do szczęścia nie potrzeba — oznajmił.
— Ja chcę to samo, co on. Tylko jeszcze sos czosnkowy się przyda. Nie mam zamiaru się dziś z nikim całować, więc mogę jeść. I ketchup. Dużo ketchupu! I lody! Tak. Na deser lody.
Wzięli sobie zabawę przed festiwalem nieco za bardzo do serca. Na pewno lepiej by im wyszło gdyby po prostu wyszli z hotelu i poszukali jakiegoś klubu, ale w klubie nie mogliby grać w 7 minut w niebie na którą tak bardzo naciskał Zachariasz. Nikt nie wiedział dlaczego akurat ta gra tak przypadła mu do gustu. Przecież spędzanie czasu w szafie z siostrą, byłą dziewczyną albo kumpel, nie mogło być czymś fajnym. Chyba że zależało mu na czymś zupełnie inny. Chyba wszyscy ich znajomi czasami tracili pewność, czy Tyler i Zachariasz to na pewno tylko przyjaciele.
Nim jednak do tego doszło, to Jessie udało się wykłócić o grę w butelkę.
— Dobra! Ale ja kręcę pierwszy! — powiedział Zachariasz i usiadł na środku pokoju. Reszta usiadła koło niego, tworząc coś na wzór nieco krzywego koła. Rudzielec poczekał, aż wszyscy będą gotowi i dopiero wtedy zakręcił pustą butelką. Wypadło na Drake`a.
— Pytanie czy wyzwanie?
      — Pytasz się jakbyś mnie nie znał — mruknął Drake, przewracając oczami — wyzwanie.
— Dzieci teraz będą się przepychać w kto wymyśli głupsze wyzwanie — mruknęła Hannah sięgając po butelkę z której napiła się prosto z gwinta. Nie będzie przecież zawracać sobie głowy takimi drobnostkami jak wlanie alkoholu do kubeczka, prawda? Zresztą, chyba wszystkie kubeczki zostały pogniecione. A mówiła, żeby kupić całą paczkę, to nie! Teraz zostali z niczym.
— Pytania to tylko formalność — stwierdził, wzruszając ramionami. — No dobra, Drake. Wyjdź na korytarz i cmoknij pierwszą osobę, którą zobaczysz.
— Jakbyś nie mógł wymyślić czegoś lepszego — westchnął, podnosząc się z podłogi. Nogi troszeczkę już mu się plątały, ale spokojnie dał radę wyjść z pokoju. Chwilę po nim z pokoju wybiegł Tyler, który majstrował coś przy swoim telefonie. Z korytarza dobiegły ich jakieś krzyki, a za chwilę wrócił Drake i Tyler, który od nowa odtwarzał wideo na którym brunet dostaje po twarzy od jakiejś kobiety.
Jessie parsknęła głośnym śmiechem, kiedy zobaczyłaa nagranie. Upiła trochę z butelki i popiła sokiem. Następnie wpakowała sobie żelkę do ust, patrząc jak Drake kręci butelką.
— Pytanie! — zawołała prędko, nim wcisnęli ją w jakieś głupie wyzwanie.
— Dobra, to będzie proste, ale tylko na rozgrzewkę. Jaka jest najbardziej pokręcona rzecz, którą zrobiłaś w łóżku.
— Spałam w kumplem brata w jednym łóżku i nie wiedziałam, że ten kumpel jest w łóżku, bo wlazł mi, kiedy spałam — wyszczerzyła się i zakręciła butelką. Wypadło na Tylera, więc uniosła brew w górę.
— Pytanie.
— Słaba jesteś, Merrick. Liczyłem na jakieś pikantne opowiadania, a tu takie coś — westchnął i przewrócił oczami sięgając po swój kieliszek.
— Nie będę ci mówić o swoich erotycznych przygodach w obecności brata. Chcesz, żeby osiwiał? — zaśmiała się, patrząc na Zachariasza. — Jaki był twój najgłupszy tekst, na który wyrwałeś dziewczynę?
Przed udzieleniem odpowiedzi musiał się poważnie zastanowić. Nie chciał wybierać czegoś naprawdę marnego. Myślał przez dłuższą chwilę, aż w końcu krzyknął “o!” i spojrzał na dziewczynę.
— Nie pamiętam, kiedy to było, ale stałem przy barze i podeszła jakaś dziewczyna, żeby kupić drinka. Grzecznie podszedłem i powiedziałem jej, że w tych błękitnych oczach można utonąć. Łyknęła to i jakoś samo poszło.
— Z pewnością nie tylko twoje teksty połykała tamtej nocy — powiedziała Hannah nachylając się, aby dźgnąć mężczyznę prosto w klatkę piersiową — zdajesz sobie sprawę, że to twoja buzia, a nie ten tekst ją przyciągnęły? Albo darmowe drinki.
— Han, skarbie. Nie psuj mu wspomnień! — Jessie parsknęła śmiechem. — A ty kręć, a nie czekasz.
— No już, już — mruknął przewracając oczami. Dość porządnie zakręcił butelką, która kręciła się całkiem długo. W końcu jednak zaczęła zwalniać i ostatecznie wskazała na Hannah. — Pytanie czy wyzwanie?
—Wyzwanie, za dużo było pogaduszek. Przejdźmy w końcu do jakiejś akcji.
— Okej. Twoja wola. Chcę, żebyś wybrała najbardziej atrakcyjną osobę w tym pokoju i ją pocałowała. Przez minutę. Ale porządnie pocałowała.
— Jeśli liczysz na siebie to się przeliczyłeś — wymruczała spoglądając mu prosto w oczy.
— Zachariasz! Zamknij oczy. Dorośli się teraz bawią! — Jessie parsknęła śmiechem i spojrzała na przyjaciółkę, czekając, aż ta kogoś wybierze.
Uważnie obserwowała każdego po kolei. na chwilę dłużej zatrzymała wzrok na Rudym, zupełnie jakby to jego planowała wybrać, ale jej wybór zaskoczył wszystkich - i chyba ją samą także. Zamiast poderwać się do jakiegoś chłopaka, ta jedynie przekręciła się w bok w stronę przyjaciółki. Ujęła twarz brunetki w dłonie i przybliżyła swoją twarz do jej. Nie dała jednak dojść jej do żadnego słowa, bo kiedy próbowała to zamknęła jej usta pocałunkiem. I tak jak Tyler mówił - to nie był byle jaki pocałunek. Porządny, długi i namiętny. Ale to była w końcu tylko zabawa, nic na poważnie.
Miała nadzieję, że wybór przyjaciółki nie padnie na Zachariasza. Niby wiedziała, że kiedyś byli parą, ale to było dawno. I nie warto było wracać. Prędzej sądziła, że Hannah wybierze Drake`a. Mężczyzna był przystojny, wysportowany i tylko czasami gadał od rzeczy. Ale w ich towarzystwie trudno było nie gadać od rzeczy. Nawet z najbardziej normalnego potrafili zrobić największego wariata. Tylera nawet nie brała pod uwagę, bo… Po prostu nie. Jednak, kiedy brunetka odwróciła się w jej stronę, spojrzała na nią zaskoczona. Początkowo sądziła, że tylko sobie żartuje. Kiedy poczuła dotyk jej ust na swoich, szybko się przekonała, że to jednak nie był żart. Przez chwilę siedziała niczym sparaliżowana i nie była w stanie wykonać żadnego, sensownego ruchu. Dopiero po chwili ogarnęła się na tyle, aby zareagować. Jedną dłonią przytrzymała twarz przyjaciółki, kiedy oddawała pocałunek.
— Jessie… — Usłyszała głos Zachariasza, ale niekoniecznie wiedziała, co mówił dalej, bo była zbyt zajęta inną czynnością.
Nic nie powiedziała, kiedy w końcu się od siebie oderwały. Jedynie wpatrywała się w przyjaciółkę, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
To zdecydowanie było najdziwniejsze doświadczenie, które przeżyła. Miała do wyboru przyjaciółkę, albo bandę wariatów, którzy chodziliby potem podekscytowani cały dzień. Wybór był, aż za prosty. Poza tym wiedziała, że przy Jessie nic dodatkowo się nie skomplikuje i w przeciwieństwie do nich - zapomną o tym następnego dnia.
Brunetka chciała jednak się trochę jeszcze z chłopakami podroczyć, więc uśmiechnęła się uroczo i koniuszkiem języka oblizała usta.
— Mmm, truskawka — wymruczała przenosząc wzrok na przyjaciółkę i dodała — musisz mi pożyczyć ten błyszczyk. Smakuje genialnie i jak dobrze się trzyma! Albo raczej powiedz, gdzie kupiłaś. Przyda mi się jak wrócimy do domu — puściła jej oczko i jak gdyby nigdy nic zabrała się za kręcenie butelką.
— Zachariasz mi kupił na Islandii — powiedziała, uśmiechając się niewinnie do brata, który wyglądał jakby dostał piłką w brzuch.
Gra w butelkę trwała jeszcze przez jakiś czas. Jednak w końcu Zachariasz, który od pocałunku Jessie i Hannah dziwnie zamilkł, wyskoczył, że przecież obiecali zagrać jeszcze w inną grę. Podpici i weseli ochoczo zgodzili się na zmianę gry, bo butelka zaczynała im się nudzić, a pomysły na pytania i wyzwania nie chciały same się pojawiać. 7 minut w niebie wydawało się w tej chwili o wiele ciekawszą grą.
Jako, że ostatnio stanęło na Drake`u, to teraz on miał zakręcić. I na swoje szczęście wypadło na Hannah. Chyba tylko cudem zmieścili się w tej szafie. Dzieliła ich zwisająca koszulka - najprawdopodobniej Jessie - i wcale nie doszło do Bóg wie czego! jedynie sobie rozmawiali. Drake bardzo lubił wchodzić w szczegóły, a szczegóły pocałunku Hannah i Jessie interesowały go w tej chwili najbardziej. Potrafił podejść człowieka, a ten wszystko mu śpiewał.
— Jak myślicie, co tam robią? — rzucił Tyler sięgając po paczkę z chipsami — strasznie się wiercą. Chyba masz tam swoje rzeczy, co nie Jess?
— Niestety tak. Mam nadzieję, że mi nie pogniotą ubrań. Co prawda widzieli moją bieliznę. Ale wiecie, jak trudno jest wyprasować koszulę w kotki? Myślicie, że się obrażą, jak przetrzymamy ich dłużej niż siedem minut?
Tyler miał zamiar coś odpowiedzieć. Tylko nie zdążył, bo przerwała mu Hannah, która gwałtownie otworzyła drzwi od szafy wrzeszcząć coś po swojemu.
— Jesteś obrzydliwy! Po prostu ohydny! — wrzasnęła rzucając walającą się poduszką w Drake`a — świnia!
— Nic nie zrobiłem! To naturalne!
— Świnia! — powtórzyła tylko głośniej i z widocznym fochem usiadła na kanapie, zakrywając nos. — A ty sobie ubrania odśwież. Masz pojebanych znajomych.
— Przecież to ty ich zaprosiłaś. — Jessie wzruszyła ramionami i spojrzała na Hannah. — Co ci zrobił? I wiesz, że teraz musisz zakręcić butelką i iść z kimś jeszcze raz? Schowaj focha do kieszeni i nie psuj zabawy. Hannah!
— Nie wejdę tam dopóki ta szafa nie zostanie wywietrzona. I się nie focham, to on odwala. Nie mogłeś zaczekać tych dwóch minut i wyjść do łazienki jak każdy cywilizowany człowiek? Chryste, a pomyśleć, że jesteś dorosły — wymamrotała i podniosła się, aby dołączyć do pozostałych w kółeczku.
— Mamy jeszcze jedną szafę i… Jezu, już wiem o co jej chodziło — jęknął Tyler, tylko zamiast się zezłościć zaczął się śmiać i przybił piątkę z Drakiem.
Jessie również parsknęła śmiechem. Jednak, kiedy uświadomiła sobie o co naprawdę chodziło Hannah, poderwała się z miejsca i pobiegła w kierunku szafy. Otworzyła ją na oścież i wyciągnęła z niej ulubioną koszulę w kotki.
— Moje kochanie jest całe i zdrowie — stwierdziła, uważnie patrząc na koszulę. — A ty, Drake, powinieneś się wstydzić — skarciła go, odwieszając koszulę na zewnątrz szafy. — Ale, jak Tyler zauważył. Mamy jeszcze jedną szafę, więc tam pójdziemy, jak coś. I kręć, mój skarbie.
Zabrała się za kręcenie butelką, w duchu modląc o to, aby trafił się jej ktokolwiek inny poza Drakiem. W tej chwili była na niego po prostu zła - nie za sam fakt, że to zrobił, ale dlatego, że to zrobił w szafie. W małym pomieszczeniu. Na jej szczęście dostała się jej Jessie. Na co męska część ich załogi zagwizdała, może nie licząc Rudego, bo on wyglądał dość blado, kiedy chociażby dziewczyny się do siebie zbliżały. Wlazły razem do szafy, którą któryś oficjalnie nazwał Strefą Wolną Od Gazów i siedziały tam przez siedem minut gadając o wszystkim i o niczym. W zasadzie większość czasu przemilczały, co było dość dziwne, ale powodem tego zapewne było zmęczenie, które powoli wszystkich brało. A przed nimi jeszcze były trzy naprawdę intensywne dni. I gdyby tylko którekolwiek z nich wiedziało jak ten wyjazd się skończy - to pewnie nikt by się nie pchał, aby tu jechać.
— No proszę, proszę. W końcu wyszłyście — rzucił Drake, mierząc obie wzrokiem — czyżbyście smakowały ponownie swoich szminek?
— Żeby tylko szminek, Drake. Ale nie martw się, dokończymy sobie później. Jak będziecie już grzecznie spać i nie będziecie sapać nam pod drzwiami — rzuciła Clearidge, siadając na swoim poprzednim miejscu — żałuj, błyszczyk Jessie jest naprawdę smaczny. A ty - za chwilę mam urodziny. Zwijaj tyłek do Islandii i przywieźć mi taki sam — skierowała się w stronę Zachariasza i spojrzała prosto w oczy, co miało świadczyć o tym, że nie żartuje, ale żartowała. Nie potrzebowała błyszczyka, aż z Islandii. Choć byłoby fajnie. Był naprawdę trwały!
— Zobaczę co da się zrobić — powiedział Zachariasz, uśmiechając się niepewnie. Nikt nie musiał wiedzieć, że w najbliższym czasie nie ma zamiaru lecieć na Islandię. Nic stamtąd nie potrzebował, bo właściwie już przetransportował swoje życie do USA.
Jessie, bez zbędnego gadania, wzięła butelkę i nią zakręciła. Już się bała, że trafi jej się Zachariasz, a na jego towarzystwo akurat teraz nie miała ochoty. Zadawałby jej zbyt wiele pytań, na które nie chciała odpowiadać.
Jednak skrzywiła się, kiedy czubek butelki wskazał Tylera. Westchnęła ciężko, mając nadzieję, że tym razem ich… bliskie spotkanie zakończy się jakoś pozytywnie.
Bez słowa wstała i weszła do szafy, czekając aż Tyler, w towarzystwie odgłosów aprobaty, do niej dołączy.
Tyler trochę niepewnie poszedł za dziewczyną. Nadal miał w głowie, to jak wylała na niego piwo i szczerze mówiąc nie chciał tego powtórzyć. Grzecznie jednak wpakował się do szafy, która okazała się być jeszcze mniejsza. Po zamknięciu drzwi czuł jakby brakowało mu powietrza, a w środku było bardzo, bardzo duszno.
— Dobra… A co przez siedem minut mamy tak w zasadzie robić? Możemy siąść jakoś inaczej? Strasznie niewygodnie i… chyba rączka od walizki twojego brata wbija mi się w tyłek.
— Wiesz, że tę rączkę można schować, nie? Wystarczy mocno pchnąć w dół. Poczekaj — mruknęła, robiąc niewielki krok w jego stronę. — I ruszaj się. Nie chcę, abyś mnie posądził o obmacywanie — zaśmiała się, wyciągając ręce w jego stronę. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała go przytulić. Jednak zamiast tego, sięgnęła dłońmi w okolice jego tyłka. Chwilę poszukała, aż natrafiła na rączkę od walizki, którą z całej siły nacisnęła. Coś strzeliło, coś przeskoczyło, a Jessie wylądowała z policzkiem przy klatce piersiowej Tylera.
— No! Ale przynajmniej ci się w tyłek nie wbija.
— Wydaje mi się, że Zachariasz nie chciał jej chować, bo coś blokowało tę cholerną rączkę i nie chciał niczego złamać — stwierdził z uśmiechem, ale teraz było już po ptokach i tak, a Rudy może nawet się nie zorientuje, że cokolwiek poszło nie tak i złamali właśnie mu walizkę. Usiadł sobie już wygodniej, bo nic mu się nigdzie nie wbijało i spojrzał na dziewczynę. — Dzięki. Czemu nie powstrzymałaś Hannah przed zaproszeniem mnie?
W końcu się nie lubili, a wspólny wyjazd mógł się skończyć źle. Naprawdę źle. Może do tej pory się dobrze bawili, ale chwilowo byli pod wpływem alkoholu i nie zapowiadało się na to, aby mieli zacząć się o coś bulwersować czy rzucać.
— Teraz to mi jest niewygodnie — powiedziała, śmiejąc się i chwilę się wiercąc, aby było jej wygodniej i nic nie przeszkadzało. — Przecież mówiłam, że was nie chcę. Ale Zachariasz uznał, że Hannah zaprosiła jego. A przecież on nie pojechałby bez ciebie. A bądźmy szczerzy, widziałeś kiedyś smutnego Rudego? To jest dopiero przerażający widok. Swoją drogą, to dlaczego ty powiedziałeś, że nie chcesz jechać?
— Bo chciałem jechać. Poza tym dostałem zaproszenie, co prawda raczej z łaski, ale zawsze - to skorzystałem z okazji i jestem. Miałem co prawda zrezygnować, bo nie chciałem niszczyć wyjazdu tym, że przypadkiem się zeżremy, ale uznałem, że po prostu będę cię ignorował. W ciągu podróży jakoś się udało, a teraz jesteśmy po procentach, więc chyba się oboje tolerujemy.
— Zeżremy? Chyba raczej pożremy — zaśmiała się. — I to nie jest tak, że ja cię nie lubię. Po prostu… Strasznie mnie denerwujesz. Ostatnio trochę mniej, więc chyba nie jest tak źle.
— Bo się przyjaźnię z twoim bratem czy wciąż cię trzyma za tamto spotkanie w barze, jak nagadałem trochę bzdur?
— Cieszę się, że mój brat ma kumpla. Kiedy mieszkał w Chicago nie miał zbyt ciekawych kumpli. W sensie, kiedy doszedł do nas do szkoły, to zrobił karierę. Młody, przystojny sportowiec. Typowy stereotyp. Ale potem? Potem szkoła się skończyła, ja wyjechałam, kumple się też porozjeżdżali, więc znalazł sobie inne towarzystwo na studiach. I nie było to zbyt ciekawe towarzystwo. Jesteś najnormalniejszym z jego kumpli. A tamto w barze… W sumie, to mogłabym to puścić w niepamięć. Ale sam wiesz, dlaczego nie mogę. Ta sprawa wciąż jest… świeża.
— Zachariasz i nieciekawe towarzystwo? Musisz mi o tym opowiedzieć. On sam milczy jak zaklęty, a jego największym dziwactwem jest ten przeklęty kurczak Mr. Nugget, który biega po moim mieszkaniu. Naprawdę nie wiem, dlaczego kupił żywy obiad. Ty widziałaś w ogóle tego kurczaka? Kiedyś był żółty, ale teraz chyba jest biały. Sam już nie pamiętam. Śpi z twoim bratem, tak w ogóle. Normalni ludzie mają psy, albo koty czy chomiki - a ten ma kurczaka!
Jessie zaczęła się śmiać, kiedy usłyszała o kurczaku brata. I śmiała się do tego stopnia, że musiała się przytrzymać Tylera, aby nie wypaść z tej szafy.
— Niestety widziałam. I to nie u ciebie w mieszkaniu, lecz u siebie. Możesz nie wierzyć, ale Zachariasz stwierdził, że jak będę miała kurczaka, to Castiel będzie za nim biegał. Dzięki czemu ja będę miała zajęcie i nie będę spotykała się z tą zgrają mężczyzn, która siedziała u mnie w mieszkaniu. Cóż, jego genialny pomysł nie podziałał. Castiel miał gdzieś kurczaka. A z mojego mieszkania najpierw poleciał Rudy, a potem ten jego kurczak. I nie miałam pojęcia, że z nim śpi. Naprawdę! Ja się dziwię, że ty go wpuściłeś pod swój dach. Nie zostawia ci rudych kłaków na kanapie? I wierz mi na słowo, teraz Zachariasz jest normalny i bardzo się cieszę, że odzyskałam swojego prawdziwego brata. Choć czasami mam ochotę mu głowę ukręcić.
— Nie wiem czy na pewno z nim, ale w jego pokoju. Inaczej Shadow mogłaby go zeżreć, a serio wolałbym uniknąć rzezi w mieszkaniu — stwierdził ze śmiechem, bo jej śmiech sprawił, że on sam zaczął się śmiać i to było nie do wytrzymania. Tyler już dawno się tak dobrze nie bawił jak tego wieczoru. A to dopiero był początek! — Jakoś wyszło, że wpuściłem. I zostali już tam we dwoje. Zachariasz i Mr. Nugget. A swoje kłaki sam sprząta, tak samo jak po tym kurczaku. Zabawnie jest jak przychodzę do domu np. z kanapką z McDonalda i jest z kurczakiem, albo mam nuggety. Śmiesznie drażliwy się wtedy robi.
Jessie przysunęła się do niego. Ale tylko po to, aby się go przytrzymać, bo już nie wyrabiała ze śmiechu.
— Wyobrażasz sobie, jakby się wkurzył, gdyby Shadow zeżarła Nuggetsa! — parsknęła jeszcze weselszym śmiechem. — I mogę to sobie wyobrazić. Raz przyszłam do was, jedząc stripsy z KFC. Myślałam, że mnie zabije wzrokiem. Naprawdę on ma jakiegoś fioła na punkcie tego kurczaka. Ja rozumiem, że to jego zwierzątko, ale… Kurde! On ma chodzący obiad za przyjaciela!
— Byłby nieźle wkurzony. Raz słyszałem jak jej tłumaczy, że pan Nugget to jest przyjaciel, a nie obiad. A ja najchętniej bym taki obiad zjadł… serio. A moja siostra dostałaby szału. Ostatnio się przerzuciła na weganizm i jej trochę odjebało — powiedział kręcąc głową na boki.
— Może niech się skontaktuje z Zachariaszem? Razem będą sobie hodowali kurczaki. A jak dobrze pójdzie, to u niej, więc nie będzie ci obiad po mieszkaniu biegał — zaśmiała się. — To co? Przytulas na zgodę?
— Podpowiem im. Obawiam się, że prędzej dostanę od Agnes po głowie, ale będzie warto — powiedział z szerokim uśmiechem. — Jednak da się ciebie lubić. Nie jesteś wcale taka zła, na jaką wyglądasz.
Może nie powinien tego mówić, ale niech będą ze sobą szczerzy od początku, nie? W szafie było mało miejsca, ale jakoś udało im się przytulić. Tyler chyba poczuł nagły przypływ miłości, bo w akcie zgody musnął dodatkowo policzek brunetki.
— No widzisz? Ty też nie jesteś taki zły. I całkiem sympatyczny jesteś — stwierdziła, tuląc się do jego ramienia. Nieco zdziwił ją ten nagły pocałunek w policzek, ale niekoniecznie się tym przejęła. Jednak nim zdążyła się odsunąć, to drzwi od szafy gwałtownie się otworzyły.
— Tyler? — mruknął Zachariasz, który zrobił się jeszcze bledszy niż był dotychczas. — Co… Co ty robisz z moją siostrą?!
[Powyższa notka powstała przez przypadek, w wyniku nagłego przypływu geniuszu dwóch autorek. Świetnie bawiłyśmy się podczas pisania tej notki i mamy nadzieję, że wy również się chociaż uśmiechniecie przy czytaniu. A tymczasem przepraszamy, że znowu jest tak długo i że (znowu!) Nie zmieściłyśmy się w jednej części. Kolejna pojawi się za jakiś czas, bo prace nad nią są w toku. Hannah stawia butelkę tequili dla każdego, kto dotrwał do końca (nie tego; tego przyszłego). A Jessie dorzuci jakieś przekąski :)]