
29 latek; urodzony 20 lutego 1997 roku ▸ Pracownik lombardu ▸ Diler - spełni każde życzenie ▸ Wynajmowane studio 120 Greenwich Street ▸ Każdego roku odwiedza ojca w więzieniu Sing Sing tylko po to, aby napluć mu w twarz ▸ Tego samego dnia zostawia na grobie matki zwiędłą czerwoną chryzantemę i niedopałek papierosa ▸ 🎝
Mroźne lutowe powietrze szczypało w policzki.
Wsunął cienkiego papierosa między usta, odpalił i ruszył przed siebie znajomą ścieżką. Słońce chowało się powoli za horyzontem, tworząc mroczną, przygnębiającą scenerię. Mijał wielkie rodzinne grobowce. Zapomniane nagrobki porośnięte mchem. Marmurowe anioły, które przypominały postacie wyjęte z horrorów. Głowę miał pochyloną, ale nie było w tym geście nic z szacunku do zmarłych. Przychodził tutaj tylko raz do roku. O jeden raz za dużo. Próbował odpuścić, a jednak nogi same niosły go na położony na południowym Bronxie cmentarz.
Wszystkie historie o zniszczonych dorosłych zaczynają się tak samo. Agresywny ojciec pijak, emocjonalnie niedostępna matka, która potrafiła zasłaniać się własnymi dziećmi, aby uniknąć wymierzonego w nią ciosu. Brak miłości i opieki, którą znajdowali w nieodpowiednich miejscach oraz ludziach. Miał przejebane. Powtarzał to zdanie od szóstego roku życia, bo to wtedy nauczył się definicji tego słowa. Słyszał je ciągle od ojca, niezależnie od sytuacji. Powodem mogło być wszystko; rozlana zupa podczas obiadu, klocek, którego nie zauważył przy sprzątaniu, a który ojciec trącił nogą. Najczęściej piekł lewy policzek. Potem bił tak, aby ludzie nie zauważali siniaków, a opieka społeczna się odjebała. Zapamiętał, aby nie okazywać słabości. Łzy były niemile widziane, a na każde uderzenie czy wyzwisko reagował obojętnością. Tak było łatwiej przetrwać. Ostatni raz płakał tamtej nocy. Wspomnienia były wyraźniejsze niżby tego chciał. Wciąż w nim żyły i nie pozwalały zapomnieć. Bezwładne ciało leżące w powiększającej się kałuży krwi. Pozbawione blasku i życia błękitne oczy, poszarzała twarz wykrzywiona w przerażeniu.
Zapłakał, bo w głębi czuł, że ten koszmar się skończył. W końcu byli wolni.
Zaciągnął się mocniej papierosem. Wypuścił drażniący płuca dym z wściekłością. Pozwalał sobie na myślenie o przeszłości tylko w tym jednym dniu. Kto chciałby wracać do takich wspomnień? Zupełnie, jakby życie od samego początku postawiło na nim krzyżyk. Świat zadecydował jeszcze przed jego narodzinami, że nie będzie wart zachodu.
Przystanął przy niewielkim szarym nagrobku.
Isobel Maddox. Tragicznie zmarła 03.02.2010
Niedbale rzucił zwiędłego kwiatka przed siebie.
— Zawsze byłaś zimną suką.
***
Dobry!
Podejście do handlarza z Avonu nr2. Tym razem oby na dłużej. ;)
Zane to zły chłopak, ale może okaże się, że ma dobre serce. Pożyjemy zobaczymy. ;>
W tytule Sicksick Mind Games, Chase Atlantic Triggered w karcie, a na wizerunku Drew Starkey.
Na sprzedaż młodsza siostra w duecie z rodzinnymi dramatami i traumami. Karta Ibysiaa44@gmail.com
Chodź na wątek, będzie fajnie.
OdpowiedzUsuń🖤🖤🖤
OdpowiedzUsuńIAN HUNT
[No cześć, hej!
OdpowiedzUsuńHistoria zdecydowanie z tych, które ujmują i zapadają w pamięć, choć raczej z powodu tragizmu, a nie piękna… mam jednak nadzieję, że Zane znajdzie spokój i ogarnie żyćko.
A gdybyście chcieli zapalić szluga, powłóczyć się po Chinatown i wpaść w jakieś kłopoty, to wiecie, gdzie nas znaleźć! :D]
Lavender Wong & Vasilisa Dragunova
[Braciszku, wcale nie cieszę się z Twojego powrotu ;P
OdpowiedzUsuńVanessa! Jako Twoja autorka upominam Cię i proszę o szacunek do starszego brata 🫢❤️]
VANESSA KERR
[Oh, pamiętam go :)
OdpowiedzUsuńBawcie się dobrze i (nie)grzecznie! Trzymam kciuki żebyście mocno rozkręcili miasto! ]
Emma/Lily
[Jak już pisałam - diler marnotrawny powrócił! ♥ Debbie się nie cieszy, ale ja - bardzo, bardzo! Fajnie, że znowu tych zagubionych złoli nam przybywa. I zaproszę Zane'a na wątek. Koniecznie. Więc jeśli chcesz, to masz do dyspozycji parę opcji: nadal nękać Debbie, spróbować przekabacić na złą stronę mocy Andreę albo zmierzyć się z połamanym wewnątrz Evanem. :D
OdpowiedzUsuńZostańcie na dłużej. Baw się dobrze. ♥]
Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth
[Ojoj! Jaka mroczna postać. Mam nadzieję, że faktycznie jest coś dobrego i ciepłego w jego serduszku.
OdpowiedzUsuńGdyby naszła Cię ochota lub pomysł, to zapraszam do nas ;)]
Tonya
Początkowo Ian wolał myśleć, że podjął decyzję, niż dokonał wyboru, bo to pierwsze brzmiało bardziej gładko, jednak im więcej czasu upływało, tym lepiej rozumiał, że dokładnie to zrobił. Wybrał. Wybrał Debbie zamiast Zane’a. Tylko do tego się to sprowadzało, bo nie mógł mieć jednego i drugiego. Mógł albo dalej prowadzić biznes z Maddoxem, albo być z Grayson, ale nie robić jedno i drugie.
OdpowiedzUsuńMoże, gdyby Debbie nie była policjantką… Ale była. I choć powiedziała, że mogłaby rzucić pracę w policji, że zamiast tego mogłaby pracować na kasie w markecie, Ian nie mógł dopuścić do tego, aby cokolwiek podobnego miało miejsce, bo to nie Debbie była tą złą. On był. On prowadził nielegalne interesy, on handlował prochami i on miał prędzej czy później wpaść, więc choćby z tego względu Debbie nie powinna rzucać dla niego wszystkiego, na co dotąd ciężko pracowała.
Dokonanie tego wyboru nie przyszło mu lekko. Pamiętał, kiedy pierwszy raz powiedział Debbie, że mógłby przestać handlować. To było jakoś w lipcu… A może w sierpniu? Na Long Beach. To wtedy Debbie powiedziała o markecie, a on powiedział, żeby nawet nie próbowała tego robić.
Nim porozmawiał z Zanem, minęły cztery miesiące. Czekał na właściwy moment, jakby ten kiedykolwiek miał nadejść. Starał się jednak wyprostować wszystkie sprawy, które prowadził, pozbywając się tych bardziej kłopotliwych klientów i w ich miejsce szukając nowych, lepszych. Z myślą o tym, by Zane miał lżej, kiedy zostanie sam, choć z drugiej strony Ian nie chciał, żeby Zane zostawał sam. Nie wydawało mu się, by samemu wyciągnął tyle kasy, ile wyciągali we dwójkę, a Marcus na pewno nie miałby być zadowolony z malejących przychodów. Dlatego Ian nie chciał i nie zamierzał rzucać wszystkiego z dnia na dzień, bo to dla nikogo nie skończyłoby się dobrze.
Chciał… Sam nie wiedział, czego chciał. Chciał przestać handlować, a droga do tego miała być długa i kręta.
Maddoxowi powiedział o tym przy dzieleniu ostatniej dostawy, początkiem grudnia. Zane zachował się zgodnie z jego przewidywaniami. Wkurwił się. Przypierdolił mu. Zaczął namawiać go do powrotu, choć przecież Ian nawet nie zdążył nigdzie się wybrać – wciąż siedział na melinie, porcjując ten kilogram koksu po pięć gram – a kiedy po kilku kolejnych dniach jego namowy nie przyniosły pożądanego efektu, zaserwował mu ciche dni. Nadal ogarniali to, co mieli wspólnie do ogarnięcia, ale nie odzywali się do siebie. Małomównemu Ianowi przychodziło to bez większego wysiłku, ale ta cisza okazała się wkurwiająca nawet dla niego. Bo Zane nie był tylko jego wspólnikiem, partnerem w nielegalnym interesie. Był jego przyjacielem, a Ian potrzebował przyjaciela. Tylko Zane znał go na wylot, tylko Zane tak naprawdę go rozumiał i tylko przy Maddoxie Hunt był w stu procentach sobą. I to, że nagle tego zabrakło, bolało.
Ian nie sprawdzał każdego kursu, który potwierdzał. Gdyby za każdym razem miał zastanawiać się, czy aby przypadkiem nie jedzie po kogoś, kogo znał, więcej czasu spędziłby na zajmowaniu miejsca parkingowego, niż na krążeniu po mieście. Dlatego, kiedy w aplikacji wyskoczyło mu powiadomienie o podjęciu kursu z miejsca, od którego dzieliły go może cztery minuty jazdy, potwierdził go i poprowadził Cadillaca we właściwym kierunku.
Zatrzymując się przy krawężniku, klął pod nosem. Pod barem stał napierdolony Zane. Raz, że Ian poznałby go wszędzie, dwa, wystarczył mu rzut oka, by wiedzieć, że Maddox wlał dziś w siebie więcej niż jego stary za swych najlepszych czasów. Mógłby odjechać z piskiem opon, ale nawet nie pomyślał o tym, żeby to zrobić. Czekał, aż Zane dotoczy się do samochodu i zaklął znowu, kiedy ten odbił się od drzwi. Jeśli przerysował mu lakier, nic nie miało go uratować.
— Zane — rzucił cicho, pochwyciwszy jego spojrzenie w odbiciu wstecznego lusterka. Maddox rozwalił się na środku tylnej kanapy. Jego głowa kołysała się na lekko zwiotczałej szyi.
Ian popatrzył na telefon wpięty w uchwyt. Zane chciał się dostać do domu. Na to Ian mógł przystać, bo gdyby Maddox ustawił kurs na centrum, chcąc dostać się do kolejnego baru, musiałby go rozczarować. Włączył kierunkowskaz, odbił od krawężnika i ruszył.
UsuńBył ciekaw, co kierowało Maddoxem, że ten jednak wsiadł do zamówionego Ubera. Nie mógł nie rozpoznać tego konkretnego Cadillaca. Może był tak pijany, że było mu wszystko jedno? Ian rzucił mu kontrolne spojrzenie w lusterku. Nie lubił, kiedy Zane doprowadzał się do takiego stanu. Przypominał sobie wtedy te wieczory, kiedy on i Louis siedzieli przy tapczanie naćpanych i pijanych rodziców, nasłuchując, czy ci jeszcze oddychali i czy przypadkiem któreś z nich nie zacznie dławić się własnymi wymiocinami.
Zostało mu to do dziś, stąd już wiedział, że to jego ostatni kurs tego wieczora, bo resztę miał spędzić w mieszkaniu Zane’a. Nasłuchując.
IAN HUNT 🖤
[Here we go again]
OdpowiedzUsuń💙
Pokusa, by wrócić, okazała się zbyt silna.
OdpowiedzUsuńTo prawda, że wprost umierała ze strachu, gdy dowiedziała się o śmierci Willa, równie mocno, jak później z ulgi, gdy okazało się to zwyczajną plotką. Ta wiadomość jednak podsyciła żar, który uparcie ciągnął ją do przeszłości, zmieniając tlący się płomyk w dziki, szalejący i nieokiełznany ogień, który był gotów pochłonąć wszystko, byle uległa. A zatem wróciła. Tak było łatwiej. Przynajmniej bardzo chciała w to wierzyć.
Wiedziała, że chociaż w pewnych kwestiach potrafiła walczyć do upadłego, nie była typem odważnej, stanowczej bohaterki, broniącej swojego zdania i swoich poglądów. Ba, wynurzając się z mgły, która przez lata otaczała ją i Zane’a, z przerażeniem zrozumiała, że właściwie nie wie nawet kim jest. Nie wiedziała też, jak ma żyć ani co dalej. Więc wyjechała.
Uciekła jak tchórz, z podkulonym ogonem, nie potrafiąc zmierzyć się ze skutkami wszystkich swoich decyzji tam, na miejscu. Zwyczajnie nie była w stanie spojrzeć sobie w oczy. Wiedziała, co by w nich zobaczyła i co by to oznaczało — nie tylko dla niej, także dla wielu innych ludzi. A gdy po pewnym czasie dotarło do niej, że jest to gonitwa za skarbem na końcu tęczy, równie męcząca, nieskończona i niemożliwa do osiągnięcia, była już daleko.
Wtedy, gdy wyjeżdżała, miała w głowie tylko jedno — że dłużej już nie wytrzyma.
Naprawdę dobrze bawiła się w Europie, w towarzystwie kuzynki, która tak długo była dla niej jak siostra, ale z tyłu głowy wciąż czaił się niepokój. Miała pieniądze, tak właściwie mogłaby przeżyć sporą część życia w ten sposób, będąc wiecznie w trasie i nie przejmując się jutrem. Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo chciała wrócić, a po powrocie nadal nic się nie wyjaśniło.
Czuła się źle. Źle, źle, źle. Nie potrafiła zapomnieć. A może po prostu nie chciała. Zapomnieć oznaczałoby wymazać z pamięci istnienie kogoś takiego jak Zane, nie pamiętać brzmienia wszystkich odcieni jego głosu ani dotyku palców na ksylofonie żeber, jego gęstniejących emocji, które wypełniały całe pomieszczenie i były jak żywioł, wolne i nieokiełznane. Czasem tęsknota za nim — nie za wszystkim, co im od zawsze towarzyszyło, ale właśnie za nim — wydawała się zżerać ją od środka, działać jak katabolizm jej serca, układu nerwowego i mięśni albo jak jad, płynący w żyłach razem z krwią i paraliżujący ją kawałek po kawałku.
Ale nie. Obiecała.
Choć może obietnica złożona samej sobie znaczyła w ostateczności zbyt mało.
Jak dotąd nie zrobiła żadnego kroku w stronę, w którą ją ciągnęło. Nie napisała, unikała chodzenia w miejsca, w których on mógłby się znaleźć i nie próbowała wyciągnąć z Willa czegoś na jego temat. Było źle, ale spokojnie. Po jakimś czasie stwierdziła, że może to wystarczy. Że da się przywyknąć do tępego bólu w miejscu, gdzie kiedyś czuła coś jeszcze, jeśli ceną za to był spokój. Dopóki nie myślała o przyszłości, właściwie mogła tak żyć. Naprawdę mogła.
Ciekawe, co to mogło oznaczać — że jej wola życia wzmocniła się, czy osłabła.
Była już trochę pijana, gdy pozwoliła znajomym wyciągnąć się na tę imprezę. Może dlatego czuła, że jest jej wszystko jedno. Nie obchodziło jej nawet, gdzie właściwie zmierzają. Koleżanki chichotały między sobą, a ona obojętnie zgodziła się, by objął ją jeden z kolegów. Chyba miał na imię Daniel. Jeśli w ogóle czyjeś imię miało jeszcze dla niej jakiekolwiek znaczenie. Wokół toczyło się życie, ale ona czuła się martwa.
Impreza przypominała wszystkie inne — mnóstwo alkoholu, ludzie tańczący, pijący, obściskujący się i wymiotujący, kolejki do łazienki, które zdawały się nie mieć końca; ktoś się kłócił, ktoś się całował, ktoś histerycznie płakał w kącie, przyciskając telefon do ucha. Panował półmrok, z rzadka rozświetlany kilkoma neonowymi lampami, które topiły mieszkanie i uczestników w psychodelicznej kolorowej poświacie. Willow, wciąż w całkowitym odrętwieniu, pozwoliła Danielowi zaprowadzić się na kanapę i machinalnie przyjęła od niego kieliszek. Kiedy wypili, z równą obojętnością przyjęła jego ręce obejmujące jej ramiona i powoli błądzące po ciele.
UsuńWtedy go zobaczyła. Choć może tylko wyobraźnia płatała jej figle.
let’s go
[Niczym się nie przejmuj, haha, odpis nie ucieknie :D Co do wątku, jasne, że damy się porwać, tylko do kogo będzie Zane'owi bliżej? Lav to kłopoty i wybuchy, a Rei natomiast to chodzący chaos i bywa z nią cringowo, aż nie wiadomo, jak zareagować xD Jakbyś chciała coś konkretniej ustalić, łap mnie mailowo: ayliri.lunah@gmail.com]
OdpowiedzUsuńRei Bothwell & Lavender Wong & Vasilisa Dragunova
[Cześć, ślicznie dziękuję za powitanie. Bardzo chętnie porwę Cię na wątek, bo Twój Pan jest intrygujący i przyciągający. Co prawda Josette wolałaby trzymać się od niego z daleka, ale Yvette wręcz przeciwnie... Niemniej, wpadł mi na szybko pewien pomysł. Co Ty na to, aby kilka lat temu (może na początku choroby Josie, to jest około cztery lata temu) Yvette rozkochała go w sobie i zniknęła? Mogłaby mu złamać serce, albo tylko wzbudzić tęsknotę, żal i mnóstwo pytań — zależnie jak Ci pasuje do koncepcji postaci, bo patrząc na Zane'a złamanie mu serca wydaje się być nie lada wyzwaniem. Po latach mógłby spotkać Josette i mimo że tak inna, to jednak byłby pewien, że to ta sama kobieta. I tu mógłby zacząć wprowadzać zamęt do jej idealnego życia. :D
OdpowiedzUsuńDaj znać czy taki pomysł na wątek Ci pasuje, jeśli nie to możemy pomyśleć nad czymś innym.]
Josette Blackwell
[Okej, rozumiem! Możemy jak najbardziej iść w tym kierunku, tylko uprzedzam, jeśli Zane w jakimkolwiek stopniu wpłynąłby na śmierć Elsy to Josette zrobiłaby wszystko aby uprzykrzyć mu życie, a na pewno ma na to środki i różne możliwości. Ogólnie Elsa zabiła się z powodu nieszczęśliwej miłości, kochała do szaleństwa kogoś, kto nie kochał jej wcale. Zane mógłby być tym chłopakiem, który bezpośrednio odpowiadał za jej śmierć i był powodem dla którego posunęła się do takiej decyzji, albo mógłby być osobą, która rzeczywiście sprzedała jej tabletki. W takim jednak przypadku, gdyby Josette jakimś cudem go znalazła to marny byłby jego los. :D A z Yvette wtedy nie chciałby mieć nic do czynienia, bo jej zemsta na pewno byłaby bardziej krwawa.]
OdpowiedzUsuńJosette Blackwell
Ian nie pomyślał o tym, że Zane najebał się przez niego. Jakoś tak… nie przyszło mu to na myśl. Może dlatego, że tego, jacy byli dla siebie ważni, nigdy nie powiedzieli sobie na głos? Wielu rzeczy nie mówili sobie na głos, a ich przyjaźń była toksyczna tak bardzo, jak bardzo było to możliwe, a jednak trzymali się razem od dobrych kilkunastu lat nie dlatego, że ktoś im kazał, a dlatego, że tak zdecydowali. Nawet nie razem, a każdy osobno. Zdecydował o tym Ian i zdecydował o tym Zane, a teraz Ian zdecydował o tym, że wybiera Debbie.
OdpowiedzUsuńI nie było to dla niego proste. Było to kurewsko trudne. Ian czuł ciężar tej decyzji na barkach, kiedy Maddox siadał na tylnej kanapie Cadillaca, stając się żywym wyrzutem sumienia Hunta. Przez to Ian nie do końca potrafił cieszyć się tym, że wybrał Debbie, że nie tylko mógł jej chcieć, ale także mógł ją mieć. Bo choć to było słodkie, było też w tym mnóstwo goryczy, której co prawda, będąc przy Debbie, Ian nie czuł, ale która teraz zalewała go całego, kiedy w odbiciu wstecznego lusterka patrzył na Zane’a.
W przeciwieństwie do niego, nie martwił się tym, że ktoś ich wyda. Nie martwił się tym, że zrobi to Louis ani nie martwił się tym, że zrobi to Debbie. Gdyby coś podobnego miało spędzać mu sen z powiek, nie zostałby dilerem. Sypnąć mógł każdy. Którykolwiek z ich klientów. Marcus, któremu z jakiegoś powodu nagle zaczęłaby palić się dupa. Osób, które mogły wskazać palcem, że Ian Hunt i Zane Maddox byli dilerami, było całe mnóstwo. Dlatego Ian na swój sposób był pogodzony z tym, że prędzej czy później wpadnie. Wcale by się nie zdziwił, gdyby to pewnego dnia po prostu się stało, bo to ryzyko było wpisane w to, co robił i akceptował je, tak po prostu.
Jednocześnie miał zrobić wszystko, by Zane pozostał czysty.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy Maddox przyznał, że to on. To nie Ian był tym obrażonym, a choć coś gniotło go w środku za każdym razem, kiedy we wstecznym lusterku kontrolnie omiatał wzrokiem sylwetkę jedynego przyjaciela, nadal łatwo było mu się przy nim uśmiechać. Zane na tylnej kanapie Cadillaca nie stanowił dla niego żadnego problemu, nawet jeśli aktualnie nie było pomiędzy nimi najlepiej. W zasadzie, było najgorzej, jak tylko mogło być. Nigdy nie rozważali tego, że którykolwiek z nich kiedyś będzie chciał przestać handlować. Przed poznaniem Debbie, podobne rozważania nie były Ianowi do niczego potrzebne.
— Jak widać, nie mam — odpowiedział spokojnie. Zrozumiał, co mówił Maddox. Miał wprawę w wyłapywaniu sensu w bełkocie pijanych i naćpanych ludzi, woził takich niemalże każdego dnia, a na pewno w każdy weekend. Zane mógł próbować go prowokować. Mógł mówić, że Debbie ma fajne cycki i mógł przypominać, że była policjantką. Ian miał mieć na to wyjebane, a przynajmniej miał nadzieję, że będzie miał, bo równie dobrze Zane mógł pierdolnąć coś, co sprawiłoby, że Hunt zatrzyma samochód z piskiem opon i wypierdoli go na ulicę. Taki scenariusz w wykonaniu ich dwójki był jak najbardziej możliwy.
Tymczasem jechali z centrum do wynajmowanego mieszkania Zane’a. Nawet o tej porze, kiedy ruch był mniejszy, miało im to zająć pół godziny i choć spędzali razem więcej czasu nad dzieleniem towaru, mieli wtedy do dyspozycji większą przestrzeń. Łatwiej też było uciec z meliny niż z poruszającego się samochodu.
Ian zamknął zamki w drzwiach. Miał nadzieję, że Zane nie wpadnie na równie durny pomysł, ale był tak napierdolony, że mógł to zrobić. Mógł zrobić wszystko, co tylko chciał.
— Nie obrzygaj mi tapicerki — powiedział więc Hunt, sugerując, że jeśli Maddoxowi zachce się rzygać, powinien zawczasu dać mu o tym znać. — Dobrze się bawiłeś? — spytał, hamując płynnie przed czerwonym światłem. Kiedy stanęli, na dłużej zawiesił wzrok na odbiciu przyjaciela.
IAN HUNT 🖤
[Mi też bardziej odpowiada opcja z tym, żeby Zane sprzedał Elsie jakieś tabletki. Od śmierci Elsy minęło już kilka lat i zastanawiam się skąd Josette miałaby się dowiedzieć o jego istnieniu i tym fakcie. Ale jako że Elsa ma wciąż swój pokój w ich domu, nietknięty przez nikogo, to może Josie znalazłaby jej pamiętniki i wzmiankę o Zane, który sprzedawał i miejsce w którym to robił? Tak mogłaby go znaleźć. Zastanawiam się jeszcze czy wolisz aby zaczęło się to od otwartej konfrontacji, czy może Josette próbowałaby go najpierw poznać, nie ujawniając, że jej prawdziwym motywem jest zemsta?]
OdpowiedzUsuńJosette Blackwell
Przy dystrybutorze z paliwem, gdy patrzyła na nieprzyjemnie nakręcające się liczby przy kwocie do zapłacenia, otrzymała zachęcającą wiadomość z propozycją, czy zechciałaby spędzić z nim miły wieczór w ich ulubionym hotelu? Tym nim był jej jeden z klientów, którego kiedyś z uprzejmością obsługiwała w salonie jubilerskim, a od tamtego spotkania na linii klient i doradczyni klienta, zaczęli uprawiać niezobowiązujący seks. Był przystojny, miły i na pewno nie należał do głupków, więc przychodziła na parking z przyjemnością, skąd pod rękę udawali się w kierunku wejścia do hotelu najczęściej od dwóch do maksymalnie pięciu razy w miesiącu.
OdpowiedzUsuńDzisiaj wypadłoby to szóste spotkanie, przez co zaskoczona wpatrywała się w ekran, uprzednio kończąc tankowanie, aby nie musiała nadszarpywać swoich nielicznych oszczędności. Co prawda może i mogła liczyć na wsparcie adopcyjnych rodziców, ale po co miałaby prosić o przysługę Marybeth lub Sergiusa, kiedy chciała pokazać, iż jest samodzielną, utrzymującą się w miarę możliwości dorosłą kobietą? Im co prawda jedna płatność za paliwo nie zrobiłaby większej różnicy, bo mama od dziewięciu lat tworzyła treści na social media dla firm, głównie wykonując swój zawód zdalnie, a tata odkąd poszedł pierwszy raz do pracy, tak został już do tej pory w tej samej branży, rozwijając się jako elektromechanik.
Tak też nie przejmując się, że zapłaci zbyt wiele, poszła zadowolona do budynku, aby przy kasie, zbliżyć kartę, ciesząc się z tego, że zapłaciła za paliwo z własnych, a nie cudzych pieniędzy. Przy okazji brała swojego kochanka na czas, aby nie odpisywać mężczyźnie po kilku sekundach, zgadzając się od razu na spotkanie. To nie tak, że nie chciała się z nim spotkać. Pragnęła tego. I dziękowała losowi, że dziś to nastąpi, bo ostatni seks uprawiała właśnie z nim i to całe dziesięć dni temu. SKANDAL! Inni kochankowie nieco ją zaniedbywali, a przy okazji sama wykreśliła z listy Jamesa Freemana, bo po co bawić się z cpajacym prawnikiem, który nie do końca legalnie wywiązywał się ze swojej pracy? Miał brudne interesy na boku. Aż go dopadli i przez to omal Vanessie przebywającej wówczas w jego mieszkaniu, nie oberwało się przypadkiem na tyle mocno, iż albo by nie żyła, albo zostałaby zgwałcona. Uszła z tego cała i zdrowa.
Tak też został na liście Kerr menadżer dwóch najpopularniejszych sal bankietowych w Nowym Jorku, dwóch jeszcze innych cudzych mężczyzn i pewien wdowiec, bo narzeczony, z którym też miała kilkurazowy seksualny epizod, wziął ślub w zeszłym miesiącu i chyba po złożeniu przysięgi małżeńskiej, zamierzał być wiernym mężem. Chyba, że jeszcze ją zaskoczy i się odezwie, kto to wie? Wyłącznie on sam, ale skoro reszta panów milczała, tak też po dokonaniu płatności, ruszyła motocyklem w kierunku domu.
Przygotowała się odpowiednio. Obcisła sukienka. Nowy komplet bielizny. Włosy zaczesane w wysokiego kucyka, bo on tak lubił. I trampki, żeby mieć pełną wygodę, chociaż jej kochanek miał sto dziewięćdziesiąt cztery centymetry wzrostu i niestety, ale przez niewybranie szpilek, będzie o wiele niższa, niż zazwyczaj, ale to dobrze, bo rozpłynie się pod wpływem tego, jak zacznie mówić do niej mała jeszcze częściej.
Tak właśnie się stało. Mówił głośniej i szeptem właśnie do Nessy mała. Nie pytała go, dlaczego zwiększył limit ich spotkań w trakcie miesiąca, bo nie zamierzała wnikać w jego prywatne sprawy i kiedy opadli zmęczeni na materac łóżka z wszelkich przyjemności, szybko wyplątała się z jego ramienia, idąc do łazienki, aby zmyć z siebie zapach intymności oraz Dior Sauvage, którym on tak intensywnie pachniał. Poczekała później na niego, aż sam się umyje i kiedy oboje ogłosili, że są gotowi do wyjścia, zarzuciła małą torebkę na ramię, krocząc przy nim z kokieteryjnym uśmiechem.
Natomiast aż zagryzła wargę, gdy zaproponował następne spotkanie w najbliższy wtorek, lecz musiała odmówić przez pracę, prosząc go o to, że będzie dostępna w czwartek. Tak też już za niecały tydzień odbędzie się siódme spotkanie i chyba już ostatnie, bo zbliżał się koniec miesiąca. Na rozstanie zaczęli całować się namiętnie, a kiedy Vanessa nie musiała już stać na palcach, poczuła jego dłonie na swoich pośladkach. Mruknęła głośno i zsunęła wzrok poniżej paska od spodni, widząc jak na niego działa, ale ona chciała już wracać do domu, a jemu na pewno śpieszno było do żony.
UsuńTak też pogroziła mu palcem przed nosem, upominając mężczyznę przed tym, że jeśli teraz nie opuści hotelowego parkingu, spóźni się na kolację.
— Kurwa, mała. Działasz na mnie zbyt dobrze. Uzależniłem się.
— Tylko się nie zakochaj. Seks to seks. I ciesz się każdą chwilą, bo gorzej, jak kiedyś nie odpowiem na smsa. Dzięki za dziś. Jak zawsze mocne dziesięć na dziesięć.
Chcąc ucałować go w policzek, poczuła jak ktoś łapie ją za łokieć i odciąga od kochanka i gdyby nie wyczuła innego męskiego zapachu perfum, bałaby się, że to jego małżonka przyłapała ich na gorącym uczynku i tak nie widząc tego, co najlepszego wyprawiał jej mąż w wygodnym łóżku.
— Nie wierzę. Ja pierdolę. Spadasz z nieba jak gwiazdka? Odsuń się od niego, Zane!
— Chciałbym się ewakuować, ale zanim to zrobię, mogę cię z nim zostawić? To jakiś twój ex lub stalker? Czy jednak będziesz bezpieczna?
Mimo tego, że łączył ich wyłącznie seks, zapunktował mocno tym, co powiedział. Pozwoliła mu wracać do domu, a sama niechętnie spojrzała na twarz brata, gwiżdżąc pod nosem.
— Stęskniłeś się, braciszku? Pojawiasz się i znikasz. Nie widzieliśmy się chyba dziewięć miesięcy, jeśli nie mylą mnie szybkie obliczenia, więc mógłbyś chociaż nie robić show, gdy jestem ze znajomym. Czego, kurwa, chcesz?!
Siostrzyczka 🧸🪀🪁
[Też mi się tak wydaje. Może kiedy zbliżą się do siebie, to ona wyrzuci mu co jej siedzi na sercu? :D To jak zaczynamy wątek... ona będzie szukała go po barach, aż w końcu znajdzie ten właściwy? Czy jakoś inaczej to widzisz?]
OdpowiedzUsuńJosette Blackwell
Powieki Andrei były wyjątkowo ciężkie. Stała na stacji metra, kurczowo trzymając paski swojego plecaka, ale tylko dlatego, że odnosiła wrażenie, jakby dzięki temu utrzymywała się na nogach. Mrugała. Szybko, krótko, bo przecież ledwo otwierała oczy. Chwiała się, jakby wcale niewiele brakowało do tego, aby zasnąć na stojąco. Była młoda, ktoś mógłby powiedzieć, że w nocy z piątku na sobotę powinna tryskać energią, cieszyć się życiem i wracać z imprezy. Ale Wilson nie wracała z imprezy. Przeklinała nocny maraton indoor cycling, które urządzała sieć siłowni, w których jeszcze dorabiała. Studia dobiegły końca, ale Wilson nie wiedziała, co ze sobą robić, czy w ogóle zostać w Nowym Jorku, czy odpuścić temat. I kiedy czas upływał, a ona nie potrafiła podjąć decyzji, nadal pracowała na siłowni i dzisiaj pilnowała maratonu, dbała o to, aby butelki uczestników były pełne, a ręczniki wymieniane. Padała z nóg. Siedziała tam od rana, aby przeciągnąć zmianę aż do północy, kiedy wydarzenie dobiegło końca. Było przed drugą, kiedy stała na stacji metra.
OdpowiedzUsuńBała się. Oczywiście, że się bała. Nocne podróże metrem nie należały do jej ulubionych rozrywek i pewnie wzięłaby zamówiła Ubera, ale jej wirtualny portfel podpięty do aplikacji jasno wskazywał na zbyt niskie saldo, aby skorzystać z transportu. Pieszo było za daleko, dotarłaby na Morningside Heights pewnie nad ranem. Musiała skorzystać z metra, a skoro miała naładowaną kartę, wszystko zdawało się kierować jej losem właśnie tam – na podziemną stację, na peron, na którym przysypiała i kompletnie ignorowała ludzi. Tych, którzy stali obok, a było ich aż troje. Nie było słychać żadnej muzyki, żadnych rozmów, wszyscy pogrążeni w ciszy. Ciszę przerwał dopiero przyjazd szybkiego pociągu. Wilson zsunęła wtedy z głowy kaptur bluzy i weszła do środka. Usiadła obok krótko ściętego, młodego mężczyzny. Spojrzała na niego i skrzywiła się. Nie znała go. Nawet nie kojarzyła. Co też nie powinno jej dziwić, w końcu Nowy Jork był ogromnym miastem, a ona nie znała tutaj praktycznie nikogo.
Z trudem podniosła się z siedziska, przechodząc na drugą stronę. Usiadła naprzeciwko, aby mieć w razie czego widok na jego ręce. Ściągnęła plecak i przytuliła go do swojego brzucha. Nie miała tam zbyt wiele cennych rzeczy, parę bibelotów, książkę, rozładowane słuchawki, portfel, w którym miała zatrważające pięć dolarów, dokument tożsamości i kartę do metra. Z tych mniej cennych miała tam między innymi nadgryzioną kanapkę, butelkę z wodą i pudełko tabletek przeciwbólowych, trzy wrzucone luzem tampony i składane lusterko, w wewnętrznej, zapisanej kieszeni miała też gaz pieprzowy domowej produkcji w rozpylaczu, którym do tej pory podlewała swoją paprotkę. Mogli ją okraść, nie straciłaby nic, poza znoszonym plecakiem, który stanowił wartość sentymentalną.
Powoli zaczynała żałować, że nie pożyczyła tych dziesięciu dolarów od Annie, która przecież proponowała, że zamówi Ubera i podzielą się kosztami przy następnej zmianie, ale Andy nie lubiła robić sobie długów, nawet wtedy, kiedy wydawało się to być rozsądnym wyjściem. Żałowała też, że nie dała się podwieźć Simonowi, choć wtedy musiałaby znosić jego śliskie spojrzenie i lepkie dłonie.
Westchnęła. Zamknęła oczy, kiedy nie miała więcej siły, aby walczyć ze zmęczeniem. Wilson była młodą, ktoś mógłby powiedzieć, że nawet atrakcyjną, młodą kobietą. Była drobna i niska, jej szanse z jakimkolwiek napastnikiem bliskie były zeru. Nie łudziła się nawet, że bez odrobiny szczęścia wyjdzie cało z jakiegokolwiek starcia.
Nie zwracała uwagi na to, co działo się dookoła. Nie spała, ale zamknięcie oczu zdawało się regenerować ubywającą w zastraszającym tempie energię. Wydawało jej się, że słucha. Przy zatrzymaniu się na kolejnej stacji, uniosła powieki. Siedzący naprzeciwko niej jawnie i szeroko ziewał. Skwitowała to łagodnym uśmiechem. Jęknęła cicho, układając policzek na plecaku. Chciała do łóżka.
Czarne, długie włosy spłynęły na jedno ramię. Andrea ubrana była w proste, niezbyt szerokie jeansowe spodnie i bluzę z kapturem w kolorze indygo. Znoszone vansy wymagały już czyszczenia, ale zdawała się tym w ogóle nie przejmować.
UsuńNiemal podskoczyła na swoim miejscu, kiedy wszystkie światła nagle zgasły. Zamarła, wstrzymała oddech i jakakolwiek senność nagle z niej ustąpiła. Serce ruszyło galopem, dłonie zacisnęła mocniej na plecaku. Z trudem przełknęła ślinę, a potem… światła wróciły. Coś jednak było nie tak. Andrea patrzyła na siedzącego naprzeciwko młodego mężczyznę, by potem ruszyć spojrzeniem w kierunku, w którym patrzył nieznajomy.
— Dlaczego nie jedziemy? — spytała na tyle głośno, aby usłyszał ją ten siedzący, ale też i ten idący zakapturzony jegomość. — Może niech lepiej pan usiądzie… — zasugerowała. Odezwała się jako jedyna. Słyszała oddechy innych. I głupi chichot dziewczyny z parki, która wracała imprezy. — Jeśli pociąg ruszy, może się coś panu stać…
Głupia, naiwna Andy.
Andrea Wilson
[Myślę, że pomysł z wynajęciem detektywa jest super i na pewno naprowadziłby Josette na trop Zane'a. Tylko, tak po głębszym zastanowieniu się wolałabym, aby Zane tylko sprzedał Elsie tabletki i nie był tym chłopakiem przez którego popełniła samobójstwo. Myślę, że mógłby być po prostu jej dilerem. Może to nie pierwszy raz kiedy coś od niego kupiła? Może doskonale wiedziała ile tabletek musi wziąć, żeby ze sobą skończyć? To też rujnuje trochę wizerunek takiej niewinnej, młodszej siostry, jaki Josette zawsze o niej miała, więc fajnie. :D Pomysł z dowiedzeniem się, że Zane ma ojca w więzieniu też mi się podoba. Może Josette zaczęłaby go odwiedzać, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o jego synu?
OdpowiedzUsuńWątek chyba zaczęłabym od tego spotkania w lombardzie, to mogłoby być zaraz po tym jak Josie dostałaby od detektywa informacje gdzie Zane pracuje.]
Josette Blackwell
[Niech nie wie, że Elsa przedawkowała, tak chyba będzie ciekawiej. Josette w pewnym momencie mu to uświadomi i będzie chciała wzbudzić w nim poczucie winy. Zobaczymy czy jej się to uda... :D Mogłoby się skończyć na jednym, czy tam dwóch widzeniach. Kiedy Josette by wyczuła, że jego ojciec coś kręci, to pewnie by tam już nie wróciła.
OdpowiedzUsuńZacznę nam. Postaram się jutro albo pojutrze coś podesłać. <3]
Josette Blackwell
Ian nie manipulował Debbie. Nie mówił jej też jednak o wszystkim. W zasadzie, mówił jej tylko tyle, ile było konieczne, czyli niewiele. Tylko tyle, by wytłumaczyć się z kolejnej nieobecności, z kolejnego spóźnienia, z kolejnego siniaka czy zadrapania.
OdpowiedzUsuńNie powiedział jej także o tym, że był dilerem, a z dużym prawdopodobieństwem nie byłoby tego wszystkiego, gdyby to zrobił. Ian jednak nie był głupi. Nie zamierzał mówić każdej dziewczynie, która mu się podobała, że bycie kierowcą Ubera wcale nie stanowiło jego głównego źródła dochodu, a przecież na początku Debbie była tylko taką dziewczyną. Która mu się spodobała, a to, że spodobała mu się bardziej, niż zazwyczaj podobały mu się dziewczyny, wcale nie było dla niego sygnałem ostrzegawczym.
Sygnałem ostrzegawczym nie było także to, że Debbie była policjantką i że pracowała razem z Louisem, bo przecież Debbie miała być tylko na chwilę. Na tych kilka spotkań, dwóch zupełnie przypadkowych i kilku kolejnych, zaplanowanych już z premedytacją, ale wciąż mających, zgodnie z założeniem Iana, pewną skończoną liczbę. Przecież Ian nie był głupi. Wiedział, że umawianie się, nawet zupełnie niezobowiązujące, z policjantką, nie miało żadnego sensu. A jednak, przy Debbie zupełnie zgłupiał.
Nie chciał, żeby Debbie była tylko na chwilę. Chciał, żeby była. Chciał Debbie. I zaczął chcieć jej w ten sposób, nim Debbie dowiedziała się, że jest dilerem, co wszystko skomplikowało, bo Debbie musiała zacząć chcieć go w podobny sposób, nim tę wiedzę posiadła, bo choć wypierdoliła go z łóżka, nie potrafiła wypierdolić go ze swojego życia, co Ian wykorzystał. Nie potrafił odpuścić sobie Debbie, co byłoby najrozsądniejsze, ale w relacji z Debbie jego zdrowy rozsądek nigdy nie dochodził do głosu, aż Ian powiedział, że może przestać handlować. Że zrobi to, jeśli oznaczało to, że on i Debbie będą mieli jakąkolwiek szanse. Chciał tej szansy, dla nich i dla siebie, choć przy tym był w pełni świadomy własnych ułomności. Nie miał dać Debbie wymarzonego życia, nie miał dać jej nawet zupełnie zwyczajnego życia. Był skrzywiony i miał pewne ograniczenia, których nie był w stanie przeskoczyć, ale jednak Debbie go chciała. Dokładnie takim, jakim był, bo nie przeszkadzała jej jego małomówność, nieumiejętność nie tylko nazywania, ale i okazywania emocji, brak wylewności. Akceptowała w nim wszystko to, co czyniło go Ianem Huntem i to przez wzgląd na ten miękki i ciepły komfort, który przy niej czuł, przepadł całkowicie i nieodwracalnie. I nie tylko nie potrafił, ale też nie chciał niczego na to poradzić.
I spróbowałby wytłumaczyć to Zane’owi, gdyby tylko ten chciał go słuchać.
— Pewnie tak — odpowiedział, bo nie było sensu mówić, że jest inaczej, kiedy Grayson w istocie była na patrolu i kiedy w istocie szukała takich, jak oni dwaj lub bardzo im podobnych. Tych, którzy poruszali się na granicy prawa lub daleko poza nią.
— Widać, Zane. Widać — zapewnił go z pewną rezygnacją słyszalną w tonie głosu i rzucił mu krótkie spojrzenie we wstecznym lusterku, nie wierząc w to, że Zane nie będzie rzygać. Wolał zakładać, że to się wydarzy, niż brać za pewnik, że się nie wydarzy, wolałby jednak, aby miało to miejsce poza Cadillaciem. Lubił ten samochód, dbał o niego i choć nie byłoby problemem oddanie go do czyszczenia, Hunt najzwyczajniej w świecie wolał uniknąć jeżdżenia na myjnię z wymiocinami Maddoxa na tapicerce.
Parsknął cichutko, kiedy Zane powtórzył, że w chuj dobrze się bawił. Mógłby być na niego wkurwiony. Mógłby obrazić się za to, że Zane obraził się na niego, ale nie tyle nie potrafił, co nie chciał tego robić. Sytuacja pomiędzy nimi i tak była wystarczająco napięta, poza tym teraz, kiedy Maddox był najebany, i tak nie miałoby to większego sensu, a Ianowi nie chciało się z nim użerać bardziej, niż musiał użerać się z nim raz, odkąd w ogóle Zane dowiedział się o Debbie i dwa, odkąd Ian powiedział mu o tym, że chce przestać handlować.
— Mam. — Popatrzył na wpięty w uchwyt telefon, gdzie, zupełnie niepotrzebnie, pozostawała włączona aplikacja Ubera. Hunt znał adres, pod który zmierzali. Nie zbiedniałby też, gdyby zakończył kurs w tym momencie, co automatycznie cofnęłoby zrobioną z góry płatność na konto Maddoxa przez wzgląd za niewykonanie usługi.
Usuń— Po co ci on? — spytał, ruszając na zielonym, bo założył, że Zane nie pytał o ten telefon bez powodu. Nawet w jego pijanej głowie musiał zrodzić się jakiś pomysł, który skłonił go do zadania tego pytania, uniemożliwiając mu zachowanie milczenia, o które było pomiędzy nimi najłatwiej w ostatnim czasie. Może to dobrze, że Zane się najebał? Może dzięki temu mieli zacząć ze sobą rozmawiać? Cóż, jeśli jednak cokolwiek miałoby z tych rozmów wyniknąć, obaj powinni być trzeźwi.
Zostało im niecałe dziesięć minut jazdy. Niby niewiele, ale to wcale nie oznaczało, że tapicerka Cadillaca była bezpieczna. Przeciwnie, Ian wiedział, i to z doświadczenia, że ryzyko zabrudzenia jego samochodu rosło proporcjonalnie do długości jazdy i zasada ta dotyczyła każdego pijanego klient,a którego wiózł.
IAN HUNT 🖤
Relacja łącząca ją z Zane’em Maddoxem należała do najprawdziwszych wyzwań, które z trudem dało się jakkolwiek rozwiązać. Tu też wypadałoby tę relację przerwać, wyrzucić problem do kosza wspomnień, ale ta jej trudność miała dwadzieścia dziewięć lat, kilkanaście centymetrów wzrostu i kilogramów więcej, podobno mózg, choć chyba w opłakanym stanie, ale i zmarznięte serce, którego raczej nie dało się ogrzać.
OdpowiedzUsuńZnowu pojawił się znikąd. Ponownie nie dawał jej spokoju. Dlaczego?! Ostatnim razem, gdy go widziała, gdzieś w środku rozpaliła się iskierka nadziei, że ona i brat zaczną utrzymywać ze sobą kontakt, ale on zniknął, aż do dzisiaj na jakieś dziewięć miesięcy. Urodziłaby w tym czasie dziecko, a Zane dowiedziałby się przypadkiem, że siostra była w ciąży i ma córkę lub syna, bo właśnie tak się Vanessą interesował. Teraz też robił zbędny szum, kiedy Kerr była zadowolona z towarzystwa swojego znajomego, więc nie rozumiała, w czym niby to leżał problem, aby Maddox aż tak agresywnie zareagował na obecność mężczyzny?
— Kurwa, ty jesteś pojebany, Zane. Co zrobiłeś?!
Szarpnęła się od niego i podeszła do tego, z którym jeszcze niedawno przeżyła namiętne chwile w tym hotelu, którego nazwa odbijała się granatowym kolorem. Wyciągnąwszy z torebki paczkę chusteczek, podała mu opakowanie, żeby pomóc mu ze strużką cieknącej krwi z obu dziurek. Modliła się w duchu, żeby nie wezwał tylko policji na jej cudownego braciszka, bo inaczej Zane będzie miał przekichane i to tak porządnie. Mimo wszystko nie chciała dla niego źle. Marzyła wyłącznie o tym, żeby się od niej odczepił. Raz na zawsze, bo albo przy niej będzie na stałe, albo niech wypierdala. Co to za starszy brat, na którego młodsza siostra nie może liczyć?
W dzieciństwie był przy niej przez siedem lat. Później chwilę w domu dziecka. Kiedy ona trafiła do rodziny Kerr, było między nimi coraz słabiej. Aż całkowicie się rozleciało. Próbowała go szukać. Stalkować go. Ale z czasem pozyskiwanie informacji o nim stało się uciążliwe, bo w wolnym czasie miała inne przyjemności, niż trud, jakim było zadowolenie siebie wiedzą o bracie, który przestał się nią interesować. Wolała umawiać się z mężczyznami, takimi jak menadżer dwóch sal bankietowych, niż wystawać przed jego miejscem pracy lub lokalizować po oknach bloku, które to należą do jego mieszkania.
— Chciałabym ci przypomnieć, że jestem dorosłą kobietą, a nie smarkulą, której to możesz rozkazywać, Maddox. — wyrzuciła brudne od krwi chusteczki do pobliskiego kosza i w kilku krokach wróciła do mężczyzny, wyglądającego już nieco lepiej, ale i tak czuła, że bardzo go boli poprzez mimikę jego twarzy. — Dobrze, że nie jest złamany.
— Powiedz szanownemu bratu, że nie może bić chłopaków, z którymi ci dobrze. Kurwa, co ja powiem żonie? — wyszeptał ostatnie zdanie, choć znając doskonałość słuchu Zane’a to i tak to do niego dotarło. Najgorzej, ponieważ może przekazać jego wybrance serca to, iż mąż nie jest jej wierny. — Trzymaj się, Nessa. Do zobaczenia wkrótce. A ty się gościu ciesz, że mam słabość do twojej siostry, bo już psiarnia by cię ścignęła.
Na koniec serdecznie pozdrowił go środkowym palcem i poszedł w stronę samochodu, zostawiając tych dwoje na pastwę losu, ale czy ten los będzie dla Vanessy choć trochę łaskawy? Nie zamierzała być dla niego miłą siostrzyczką. Na pewno nie przez to, co zrobił kilka minut temu. Nie było w Maddoxie ani trochę logicznego myślenia. Prawie ściągnął na siebie policję, a Vanessa zdawała sobie sprawę, że do świętych ani on, ani ona nie należą, choć w odróżnieniu do brata nie łamała prawa.
Usuń— Co to było?! Ciebie do jasnej cholery popierdoliło do końca? Tu się puknij. — postukała palcem po swoim czole. — Ja jakoś nie wnikam z jakimi laskami przystajesz na ulicy. To moja sprawa z kim się umawiam, nie twój interes. Nie musisz mnie pilnować. Tak jak wspomniałam wcześniej, jestem dorosłą kobietą i mogę umawiać się z kim tylko chcę.
Przetarła dłonią twarz. Miała dosyć infantylnego podejścia do życia ze strony brata. Kiedy on dorośnie? Stanie się to w momencie ukończenia trzydziestu lat, znacznie później, czy jednak nigdy? Obstawiała ostatnią wersję, choć chciałaby wierzyć, że stanie się inaczej.
siska 🙄