aktualności

16.05.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.05.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 maja karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.05.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.05.2026.
11.04.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.04.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 kwietnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.04.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.04.2026.
11.03.2026
Post fabularny
Na blogu pojawił się nowy post fabularny. Zachęcamy do jego przeczytania i podzielenia się wrażeniami z lektury w komentarzu ♥
11.03.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
07.03.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 marca karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.03.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 05.03.2026.
14.02.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.02.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 lutego karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.02.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.02.2026.
11.01.2026
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.01.2026
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 stycznia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.01.2026
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.01.2026.
24.12.2025
Wesołych Świąt!
Kochani, życzymy Wam Wesołych Świąt! Zdrowia, szczęścia oraz pomyślności! Najedzcie się pysznego jedzonka, nacieszcie bliskimi i odpocznijcie, a do nas wróćcie pełni sił i zapału do pisania wąteczków 💙
15.12.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
14.12.2025
Azyl to też niewola...
Wszystkich zainteresowanych grą na blogu fantasy zapraszamy na The Last Salvation, które pozostaje otwarte dla wszystkich istot paranormalnych poszukujących azylu...
06.12.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10grudnia karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.12.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.12.2025.
11.11.2025
Porządki po liście obecności
Przeprowadzono ostateczne porządki po liście obecności. Z listy autorów usunięto maile osób, które się na nią nie wpisały, a karty postaci przeniesiono do kosza (z którego są one automatycznie usuwane po 90 dniach).
06.11.2025
Koniec listy obecności
Karty postaci autorów, którzy się na nią nie wpisali, zostały usunięte z linków. Po 10 listopada karty postaci zostaną usunięte z listy postów i przeniesione do kosza.
01.11.2025
Lista obecności
Na blogu pojawiła się lista obecności. Prosimy o wpisywanie się. Lista potrwa do 5.11.2025.
31.10.2025
Aktualizacja regulaminu bloga
W Regulaminie dodano punkt dotyczący rozwiązywania sporów między autorami. Prosimy o zapoznanie się z nim.
26.10.2025
Wgranie poprawki
W kodzie wgrano poprawkę dotyczącą wyświetlania szablonu na urządzeniach mobilnych. Wszystkim pomocnym duszyczkom - dziękujemy ♥
24.10.2025
Aktualizacja szablonu
Po trzech latach nasz kochany NYC doczekał się nowej szaty graficznej ♥ Jeśli dostrzeżecie jakieś nieprawidłowości, prosimy o ich zgłaszanie w zakładce Administracja.

05/05/2026

[KP] 'Cause I'm way too sad, way too sad to dance

Nathaniel Park
2 września 1996 roku, Busan, Korea Południowa • syn koreańskiego neurochirurga i amerykańskiej paleoantropolożki • Nate, Nat, Nathie – jak kto woli • w Nowym Jorku od 2005 roku • mała przerwa od modelingu na rzecz nowej ścieżki • ambasador marki Calvin Klein oraz Bvlgari • od dwóch lat wychowuje dobermana imieniem Baram 바람 • jedynak, od zawsze marzący o rodzeństwie • Live'y o niczym nadal sporą częścią jego życia • ambiwertyk • miłośnik nocnych spacerów • od dziecka idzie własną drogą • hobbystycznie trenuje boks i taniec • szczęście w pracy, brak szczęścia w miłości • właściwie dobre, spokojne życie • duma porażka rodziców • powiązaniainstagram • karta pierwsza

Na początku był dzieckiem idealnym. Taki egzemplarz z instrukcją obsługi: mówił, kiedy trzeba, chodził, gdzie kazali, sam wiązał buty i nie rozlewał soku na dywan. Uczył się jak szalony, w weekendy przegrywał z Chopinem na pianinie, a w poniedziałki potrafił przekląć po angielsku i francusku, choć oczywiście nigdy by tego nie zrobił, w końcu był chodzącą perfekcją. Nie pyszczył, nie kwestionował, wykonywał polecenia zanim jeszcze zostały wydane. I uśmiechał się. Zawsze.
A potem przyszła refleksja: A niby po co? Po co się uśmiechać, gdy w środku człowiek ma ochotę przewracać oczami? Po co być miłym dla cioci, której życiowym hobby jest wnikliwa analiza cudzych porażek? Po co mówić to, czego się nie myśli, tylko po to, by nikt się nie obraził?
I tak się zaczęło. Pierwszy tatuaż – rodzice nie odzywali się miesiąc. Rezygnacja z medycyny na rzecz… no cóż, czegokolwiek innego – cisza przez rok. Widzą go na okładkach? Odwracają wzrok. W jego mieszkaniu byli dwa razy. Ostatni raz, kiedy uprzejmie, acz stanowczo odmówił randki z córką koleżanki mamy.
Samotność? Trochę bolała. Brak rodzinnego wsparcia, porad z kategorii “Ja w twoim wieku…”, brak życzeń świątecznych i urodzinowych. To wszystko czasem uwierało bardziej niż zbyt ciasne nowe buty. Mieszkanie było za duże, za puste, zupełnie niepasujące do kogoś, kto z natury nosił w sobie słońce.
Więc sprawił sobie psa. I nagle życie stało się bardziej kolorowe. Zyskał czteronogiego współlokatora, który nigdy nie oceniał i zawsze cieszył się na jego widok. Poza tym były jeszcze live’y i rozmowy z obserwującymi, którzy śmiali się z jego żartów i kibicowali mu w codziennych bitwach z rzeczywistością.
Ostatnimi czasy jednak coś się zmieniło. Ten jego wewnętrzny reflektor, który zawsze świecił trochę za mocno, jakby przygasł o pół tonu. Coraz częściej wybiera ciszę zamiast ludzi. Jakby coś go od środka przytrzymywało, odbierało lekkość, z której zawsze był zrobiony. Trochę się wycofał, trochę zniknął, trochę przestał być tym, który pierwszy zagaduje i rozjaśnia pokój samą obecnością. Może to tylko kryzys, a może coś głębszego, coś czego jeszcze nie umiał tego nazwać. Wiedział tylko, że stoi w miejscu i że potrzebuje nowego wyzwania, impulsu, czegoś co znowu nada kierunek. Dlatego zawiesił karierę modela, bez wielkich słów, bez tłumaczeń. I wtedy pojawiła się propozycja: nowy, głośny serial na HBO. Przyjął ją, jakby łapał się czegoś, co może go jeszcze gdzieś poprowadzić.

Hej! Wracam po małej przerwie z lekko zmienionym Nathanielem, a może powinnam powiedzieć - zaktualizowanym xD Zapraszam do wątków - szukamy właściwie wszystkeigo! Im więcej dramy i skomplikowania, tym lepiej! Nie gryziemy, mocno tulimy :D iwoyii@gmail.com
Kartę sponsoruje Jeon Jungkook. Mordką i piosenką "Too sad to dance".

Ostatnia aktualizacja: karta postaci, powiązania

30 komentarzy:

  1. [Cześć, hej!
    Widząc wizerunek, od razu mi się przypomina moja faza na BTS ;__; stare, dobre czasy!
    Nathaniel za to wydaje się, że szuka siebie i chyba jakoś mu to idzie, skoro udaje mu się dostawać ciekawe oferty – oby ten serial był przepustką do czegoś niezapomnianego! :D Trzymam za niego kciuki i za to, żeby ułożyło mu się wszystko to, jak to sobie zaplanuje.
    Życzę wiele, wiele weny i samych wciągających wątków, a w razie chęci zapraszam do Vasilisy. Baw się dobrze!]

    Vasilisa Dragunova ⛸️✨

    OdpowiedzUsuń
  2. Lily nie potrzebowała wiele, aby zrozumieć, że coś się zmieniło i nie jest to dobra zmiana. Od wieczoru gali, na której towarzyszyła Nathanielowi pierwszy raz tak oficjalnie, ich relacja zamiast się poprawiać, lub chociażby zostać tak swobodna i lekka jak do tej pory, zaczęła się sypać. Może nie dosłownie, bo przecież rozmawiali, ale wrócili do częstszych wymian wiadomości tekstowych, do telefonów późnymi wieczorami, jak na początku znajomości, gdy się poznawali, ale wszystko to wydawąło się być krokiem w tył, który nie podtrzymuje zbudowanego zaufania, a tworzy dystans. Czuła, że to głównie Nate zrobił krok w tył, że wymyka się jej, że może... może nie zrozumiała go dobrze. Może go uraziła. Może powiedziała coś przy reporterach nieodpowiedniego, albo kilka zdjęć które rozeszły się w mediach, gdy się w siebie wpatrywali, mu zaszkodziły i musi teraz podreperować przez nią wizerunek... Tamtego wieczoru patrzyła w niego jak zakochana, nie umiała opanować mimiki, nie umiała się schować za uprzejmościami, ale może to było zbyt wiele? Miała mnóstwo domysłów, a kiedy Nate zaczął się dziwnie zamykać w sobie, co zresztą nie bardzo do niego pasowało, poczuła, że ją za coś każe. Gdy jego odpowiedzi straciły na zaangażowaniu, poczuła się z tym już naprawdę źle. Martwiła się o niego, zaniepokoiło ją to i nie miała zamiaru pozwolić mu tak zniknąć i zapaść się pod ziemię. Nie miała pojęcia co się mogło stać i jak to rozumieć, on... opuszczał ją i tu nie chodziło o nic więcej, jak o tę ich przyjaźń, która zaskoczyła ich oboje, bo o niczym więcej już nawet nie myślała. Była pewna, że nie ma prawa nic więcej sobie wyobrażać, ale przynajmniej przyjaciela, który pokazuje jej uroki biwaku poza miastem, nie miała zamiaru tracić.
    Dochodziła ósma, był środek tygodnia, gdy Lily stanęła pod drzwiami jego mieszkania. Godzinę wcześniej i jeszcze w porze obiadu wysłała do Nathaniela wiadomości, że przyjedzie z kolacją. W rękach miała papierową torbę, ucho od góry się urwało, a dół patrzył ją w ręce od gorących dań, więc obejmowała całość nieco trudząc się nad tym, by nie wywalić jedzenia na siebie, na podłogę i go nie zmarnować. Łokciem nacisnęła dzwonek i czekała.
    - Otwórz... proszę, bądź w domu i otwórz - odezwała się głośno, zupełnie jakby była pewna, że stoi za drzwiami i się waha. Był na nią zły? Wahał się, czy chce ją zobaczyć? A może już wcale nie chciał jej w swoim otoczeniu? Cokolwiek się działo, chciała to usłyszeć od niego, chciała poczuć chłód i dystans, a nie uniki. Nie zasługiwała na to.
    Lily czuła jak płaszcz uwiera ją, gdy torebka zsunęła jej się z ramienia i ciągnęła materiał po ręce. Jasny płaszcz był brudny na dole od wczoraj, gdy poszła wyjaśniać swoje nowe trudne sprawy do rozwikłania, takie w których potrzebowała wsparcia i pocieszenia. Nie było u niej dobrze, pojawiło się kilka napięć, potrzebowała Nathaniela - przyjaciela. Uciekał, chował się, a ona może nieco natrętnie i uparcie, nie miała zamiaru pozwolić mu na te rzeczy. Był dla niej bardzo ważny, więc jeśli u niego też działo się coś dużego i ważnego, chciała to wiedzieć, chciała być tego częścią.
    Oparła czoło o drzwi i odetchnęła głeboko. Miała już gorące dłonie od trzymania torby i ochotę rzucić tym wszystkim w diabły. Naprawdę... Naprawdę Nate zachowywał się paskudnie. Nie umiała zrozumieć, co się wydarzyło na gali, że od kolejnego dnia się odsunął, przecież nawet nie pytała o tę byłą dziewczyne, o której wspominali reporterzy, nie wtrącała się w jego życie. Czuła pod skórą, że to nie jest coś, czym chce się dzielić, że to coś głębszego i może jeszcze jej nie ufał na tyle, by to powiedzieć, ale... mógł przynajmniej jej nie odtrącać. Bardzo ją tym ranił.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Miło widzieć Cię z powrotem z Nathanielem. To fajny chłopak i mam nadzieję, że tym razem rozgościcie się na dłużej. Nasz Nowy Jork zasługuje na jak najlepszych mieszkańców. :D W razie czego, wiesz, gdzie nas znaleźć. Bawicie się dobrze. ♥]

    Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyprostowała się natychmiast, gdy usłyszała kroki za drzwiami, a potem dźwięk przekręcanego zamka. Odruchowo przycisnęła do siebie torbę, choć jedzenie mogło zostawić tłustą plamę na jej błękitnym trenczu, przeciekając przez papierowe opakowania i wpatrywała się w próg, gdzie Nathaniel... żył. Stał, trochę bledszy, ale cały i zdrowy, a krótkie hej, które jej rzucił z jednej strony zdjęło z jej serca ogromny ciężar, a z drugiej sprawiło, że poczuła, jak robi jej się gorąco z zdenerwowania.
    - Cześć - odpowiedziała równe krótko i równie niezręcznie, ale już nie patrzyła na niego, a wcisnęła się bokiem do mieszkania. Mimowolnie odetchnęła głebiej, gdy była tuż obok, jakby tęskniła za jego obecnością, ciepłem, a nawet zapachem, a potem przekazała mu torbe, aby wszystkim rozporządził i kucnęła, aby przywitać Barama. Mokry nos był tak samo chłodny i mięciutki jak pamiętała, przynajmniej to jedno się nie zmieniło.
    Lily nie mogła mieć za złe Nathanielowi, że się odsunął, że potrzebował przestrzeni, że działo się w jego życiu coś, w co nie chciał jej włączać. Nie rozumiała jedynie, dlaczego nie powiedział jej, że teraz to nie chodzi o nią i o nich, że będzie zajęty. Zrozumiałaby, czekałaby cierpliwie, nie była przecież kimś, kto robi awantury i afery, nie strzelała fochów, nie podnosiła nawet głosu. Znał ją, musiał wiedzieć, że jego nagłe milczenie po prostu ją zaniepokoi i nawet zaboli. Na gali i po niej, te plotki, że są razem... miała wrażenie, że nie wszystko jest zmyślone, że naprawdę w tę przyjaźń wkrada się coś innego, coś głębszego. Jesli tak nie było, lub jeśli tego Nate nie chciał, mogli porozmawiać i wszystko byłoby lepsze niż znikanie.
    - Masz coś zimnego do picia? - spytała, jak gdyby nigdy nic, bo nie chciała rozmawiać przy drzwiach. Nie powiedziane, że zaraz nie opuści tego mieszkania, Nathaniel nie wyglądał, jakby się cieszył z jej wizyty, ale na razie grała w tę grę.
    Zsuneła z ramion płaszcz i odwiesiła obok kurtek mężczyzny, krytycznie zmierzyła ciemną plamę na tyłnej części ubrania, a potem zrzuciła kremowe balerinki, zostając w miękkiej, prostej sukience, w której czuła się swobodnie. Pochyliła się znów do dobermana, gdy ten wcisnął swój nos pod materiał i domagał się pieszczot, a gdy pies poczłapał za sowim tatą, poszła w kierunku kuchni. Nie rozglądała się na boki, nawet specjalnie nie interesowało ja, czy w mieszkaniu coś się pojawiło, zniknęło, zmieniło. Interesował ją Nate i to, co z nim się dzieje.
    Mimo że kotłowało się w niej od wątpliwości, po prostu się o niego martwiła. Stanęła przed nim, z luźno opuszczonymi rękoma wzdłuż ciała. Wpatrywała się w niego z troską, szukając jakichkolwiek znaków, podpowiedzi, czegokolwiek.
    - Nate... powiedz mi, co się dzieje? - spytała łagodnie, spokojnie, choć miała wrażenie, że serce dudni jej w piersi jak rozregulowana perkusja. Może wiedziała, co usłyszy i może tego się bała.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dzień dobry, cześć i czołem :) Cieszę się, że Nathaniel nie spędził w wersjach roboczych zbyt wiele czasu, aczkolwiek nie będę ukrywać, ani trochę nie podoba mi się ta aktualizacja, której został poddany! Mam nadzieję, że wszelkie błędy w tej wersji zostaną szybciutko naprawione i na kolejną aktualizację nie trzeba będzie czekać zbyt długo, a gdyby Maxine miała przydać się we wprowadzaniu poprawek (lub ktokolwiek inny z mojej gromadki), to zapraszam ^^]

    MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dotarła jeszcze do momentu, w którym nazwałaby Nathaniela dupkiem, ani jego zachowania dziecinnym. Na razie była na etapie troski i niepokoju, choć zaczynała się również odrobinę irytować. Czuła, że jego uniki i wymówki nie są szczere, a nie zasługiwała przecież na kłamstwa i wykręty. Byli przyjaciółmi, nawet jeśli nie chciał jej czegoś mówić, mógł to zaznaczyć i by mu dała spokój. Zaczynała się więc złościć, że kłamie i że zaczyna przez to sprawiać, że czuła się czemuś winna. Czemuś, czego nie rozumiała, bo nie chciał z nią rozmawiać.
    Nie wiedziała już, co myśleć o ich przyjaźni. Granica została przesunięta, kilkukrotnie naruszona wręcz, ale ona... jeśli Nathaniel by chciał, i ona chciałaby czegoś więcej. Podążała za nim i nie bała się tego, ufając mu i pozwalając, aby ich znajomość rozwijała się niewymuszenie, swoim tempem. To on pierwszy ją przytulił, on pierwszy chwytał ją za rękę, gdy szli obok siebie, on pierwszy dzwonił do niej rano po przebudzeniu. Czy nie wyraziła się jasno w tych zauroczonych spojrzeniach, w tych krótkich pocałunkach na policzkach zbyt blisko jego ust gdy się przytulali za długo, albo w tym że gdy zasypiali na kanapie u niej objęci, nie odsuwała się od niego przez całą noc? Wydawało jej się, że Nate ją rozumie, że wie co się dzieje i też to czuje... I potem już go nie było obok. Nie zrobiłaby awantury, gdyby powiedział, że się zapędzili, ale... potrzebowała to usłyszeć. Potrzebowała rozmowy. Zamiast tego dostała jedno, wielkie, tłuste nic. To było nie fair. To było w ogóle nie w jego stylu.
    Gdy Nate się kręcił w kuchni i przekładał jedzenie na talerze, już tylko milczała. Jej oczy nie dosięgały jego, jakby specjalnie unikał spojrzenia w jej stronę, a potem gdy obrócił się do niej plecami, jako wymówki używając szykowania napojów i wyłożył w odpowiedzi na całą jej troskę wyświechtany frazes, aż w niej coś drgnęło. Wyciagnęła rękę w dół do dobermana wołającego o kolejne porcje głaskania i robiąc unik od ciężkiego jęzora psa, rozejrzała się w końcu po wnętrzu. Wszystko wyglądało normalnie, nienagannie, jak gdyby nigdy nic. Nie mogła pozbyć się wrażenie, że to wszystko to pozory, że coś się jednak dzieje i Nathaniel nie tylko chowa to przed nia, ale przed wszystkimi, a może nawet samym sobą.
    - Tu nie chodzi o ten czas - stwierdziła z westchnieniem, który nie świadczył o irytacji, ale bardziej zrezygnowaniu. Martwiła się. Nie wierzyła mu. Miała takie niedobre przeczucie, że chowa w sobie coś, co go tłamsi, go mu przeszkadza, z czym nie może sie uporać.
    Oglądała jego Live'y, od kiedy zaczęli z sobą rozmawiać obserwowała jego konta na socjalach i widziała, że tam też jest go mniej. Znikał. To było do niego niepodobne. Gasł. Mógł być zmęczony sławą, to by zrozumiała, ale... dlaczego nic nie mówił?
    Patrzyła jak przeciąga moment, by usiedli i po prostu pożałowała, że tu przed nim stoi. Starała się, wychodziła z siebie, naprawdę wykonywała wysiłek za nich dwoje, ale najwidoczniej niepotrzebnie. Wydawało jej się teraz, że się po prostu naprzykrza, a Nate nawet nie cieszy się z tego spotkania, choć ostatnie było... może nawet na tej cholernej gali. Nie mogła sobie nawet przypomnieć. Coś ją zabolało pod sercem, a gdy skupił się na napoju, o który poprosiła, westchnęła już z irytacją.
    - Właściwie... to chyba niczego - stwierdziła krótko, podchodząc bliżej jeszcze o dwa kroki, aby stanąć przed nim na wyciągnięcie ręki. Swojej nie wyciągnęła, zacisnęła za to obie dłonie na materiale sukienki przy udach. - Po co mnie w ogóle wpuściłeś do środka, jak nie będziemy rozmawiać? - spytała wprost, odrobinę głośniej, bez miękkiej nuty, bez łagodności i z żalem. - Nie wierzę ci... nie wiem, co się dzieje, ale nie wierzę, że to praca i nie mogę znieść tego, że mnie odsuwasz, jakbym ci coś zrobiła - wyrzuciła z siebie, czując jak jeszcze panuje nad głosem, ale rosnące emocje zdradzają rozpalone policzki.
    Lily była dobra, cierpliwa, wyrozumiała i ciepła. Ale Lily też miała swoje granice, a Nate doprowadzał ją na ich skraj.


    Lily ⛈️⛈️⛈️

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej spojrzenie osiadło miękko na sylwetce Nathaniela, na ramionach, zmęczonej twarzy, opadających na czoło kosmykach. Brakowało w nim nie tylko wesołości, którą zarażał wszystkich wokół, ale i iskry... Poczuła drobne ukłucie pod sercem, niepokój i troskę, która rosła. Obróciła się za nim, gdy ją wyminął i zmarszczyła brwi, czując, że nadal czegoś jej nie mówi. A może nie tylko jej, ale samemu sobie.
    - Wiem, że zawiesiłeś karierę, wiem to jak każda randomowa osoba na świecie z twoich wpisów na socjalach - mruknęła, pokazując tym samym jak mocno czuje się odsunięta. Nawet sam jej tego nie powiedział... Coraz bardziej nie chciała zostawać.
    Podeszła do wyspy, usiadła na wysokim stołku i patrzyła jak Nathaniel ją oszukuje wymuszonym uśmiechem. Znała go, wiedziała kiedy patrzy na nią i uśmiecha się szczerze, kiedy w jego oczach błyszczy radość, wiedziała więc też, kiedy tylko gra. Miała ochotę nim potrząsnąć, wykrzyczeć, że zachowuje się jak obcy, ale nie było w niej jeszcze tyle złości. Zamiast tego kolejny nieprzyjemny dreszcz musnął jej kręgosłup, zbiegając po plecach w dół. Objęła szklankę, upiła sok i uznając że jest za słodki, odsunęła od siebie szkło, na jedzenie nawet nie spojrzała. Nie była już głodna.
    - Martwię się o ciebie, a ty się zamykasz coraz bardziej... Może faktycznie się doszukuję czegoś na siłę, może ty po prostu masz mnie już dość - wzruszyła lekko ramieniem i zacisnęła palce na torebce, którą miała ciągle przewieszoną przez ramię.
    Wpatrywała się w niego chwilę w milczeniu i potem powoli, delikatnie, położyła dłoń na jego ramieniu. Tęskniła za nim strasznie, martwiła się i nie rozumiała, co się dzieje i co on chce jej powiedzieć, lub czego nie mówi.
    - Czym jesteś zmęczony? - spytała spokojnie, jeszcze dając mu jedną szansę, bo to ucinanie jakoś do niej nie przemawiało. - U mnie działo się ostatnio sporo, ale to drobne rzeczy, małe problemy, moje własne troski. Gdybyś dzwonił, odzywał się, pokazywał, a nie zapadał pod ziemię, to byś wiedział, że znowu kłócę się z Robem, że myślę o rzuceniu pracy i ktoś roznosi okropne plotki, że mam romanse z klientami - mówiła nadal spokojnie, ale cofnęła dłoń, wyprostowała się nieco sztywno i odwróciła wzrok. - Nathaniel... powiedz mi, co się dzieje, proszę - powtórzyła ponownie, może ostatni raz, bo wiedziała, że kolejnej wymijającej odpowiedzi i kłamstwa nie przyjmie z spokojem.
    Ona też nie znała izolacji, nigdy tego nie stosowała. Wybuchała, gdy coś ją uciskało, albo po prostu szukała rozwiązania. Nie poddawała się. Nie uciekała. Nie chowała. I na pewno nie odcinała ludzi, na których jej zależało. Więc może źle oceniła ich przyjaźń i to wcale nie było to?


    Lily

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaplecze domu pogrzebowego pachniało dokładnie tak, jak pachną miejsca, w których próbowano oswoić śmierć: środkiem dezynfekującym, pudrem i chłodem. Pod tym wszystkim unosiła się jeszcze ostra nuta formaliny, słodkawy zapach balsamu pośmiertnego, alkohol do odkażania skóry i ciężka woń kosmetyków kryjących.
    Kobieta leżąca na stole nazywała się Liu Zhao. Mei ją znała, choć nie tak, żeby mówić o jakiejkolwiek większej sympatii. W Chinatown wszyscy znali wszystkich przynajmniej z widzenia. Pani Zhao sprzedawała przez lata przyprawy, suszone grzyby i zioła w małym sklepie przy bocznej uliczce, tej samej, gdzie zimą zawsze śmierdziało pieczonymi kasztanami, a latem rybą. Miała twarz pomarszczoną jak papier, stale zmrużone oczy i talent do oceniania człowieka jednym spojrzeniem. Dwa razy wcisnęła Mei do ręki mandarynki, a innym razem zrugała Chena tak skutecznie, że przez tydzień omijał jej sklep szerokim łukiem. Teraz leżała nieruchomo, mniejsza niż za życia.
    Mei stała przy niej w rękawiczkach, z włosami spiętymi ciasno, w fartuchu ochronnym, i pracowała nad ciałem. Pani Zhao miała cienką skórę, delikatną jak pergamin, a dłonie zniszczone pracą. Wyglądała... jakby zapadła się w sobie.
    Chen siedział kilka kroków dalej pod małym, okratowanym oknem, jakby to miejsce było poczekalnią u dentysty, a nie miejscem, gdzie szykowało się trupy. Jedną nogą bujał w powietrzu i chrupał jabłko, które przyniósł ze sobą.
    — Nie jedz tutaj — rzuciła Mei, nie podnosząc wzroku.
    — Jem przy oknie. — Chen teatralnie przeżuł kawałek.
    — To nie zmienia faktu, że jesz obok trupów.
    — Pani Zhao nie wygląda na oburzoną — stwierdził luźno.
    — Jak skończę, może wstanie i sama cię opierdoli. — Mei posłała mu krótkie spojrzenie.
    Chen uśmiechnął się pod nosem.
    — To by było coś — uznał.
    Mei wróciła do pracy. Po obmyciu osuszyła ciało, a potem zajęła się twarzą. To była zawsze najważniejsza część. Pani Zhao miała zapadnięte policzki i skórę, która straciła już większość ciepłego koloru. Mei pracowała cienkim pędzlem i gąbką, nakładając z wprawą kolorowe produkty. Pochyliła się nad głową pani Zhao i zaczęła układać jej włosy. Pamiętała, jak staruszka zwykle czesała się do tyłu, z przedziałkiem, i tak właśnie ją uczesała.
    — Dziwnie spokojna — powiedział Chen ciszej niż wcześniej.
    Nie odpowiedziała, po prostu zaczęła ubierać kobietę w rzeczy wybrane przez rodzinę. Chen obserwował to wszystko, choć ani razu nie zapytał, czy jej pomóc.
    — Myślisz, że wiedziała? — zapytał nagle.
    — Że umiera? — doprecyzowała. Mei przez chwilę poprawiała jeden z rękawów przy nadgarstku kobiety i dodała: — Stare kobiety wiedzą wszystko, więc pewnie tak.
    Skończyła pracę nad panią Zhao, uznając, że nic więcej nie jest w stanie zrobić, choć jej zdaniem staruszka wyglądała naprawdę dobrze, godnie. Zdjęła rękawiczki, umyła dłonie i przetarła blat. Chen zniknął wyrzucić ogryzek, co w jego wykonaniu mogło oznaczać zarówno kosz przy tylnym wyjściu, jak i półgodzinną rozmowę z dostawcą papierosów, a Mei wróciła za ladę – miała zamiar pooglądać idiotów w Internecie i zjeść obiad, który zrobiła mama. Posiłek czekał w plastikowym pojemniku, a w środku znajdował się ryż, smażone warzywa z czosnkiem, kawałki kurczaka w ciemnym, lepkim sosie i bok choy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złapała pałeczki, mając zamiar zapchać się ryżem, ale ktoś postanowił, że jej przerwa obiadowa skończyła się, zanim się dobrze zaczęła. Mei, stojąca przy małej ladzie, podniosła wzrok znad pojemnika dokładnie w momencie, gdy obcy zamykał za sobą drzwi i kładł nieprzytomnego mężczyznę na podłodze. Na jej podłodze, tej dopiero co umytej. Przez ułamek sekundy nie zarejestrowała nawet rany. Zobaczyła najpierw smugę krwi, potem brudne podeszwy i czerwony odcisk dłoni zostawiony przy wejściu na framudze. Coś w niej pękło. Oczywiście, że ktoś musiał przynieść krwawiącego człowieka akurat tutaj. Do domu pogrzebowego. I to zaraz po tym, jak skończyła przygotowywać staruszkę do ostatniego pożegnania i odważyła się pomyśleć, że może, tylko może, najgorsza część dnia już za nią i teraz będzie mogła cokolwiek zjeść.
      Westchnęła, niezbyt zaskoczona widokiem krwawiącego faceta tak w ogóle. W Chinatown ludzie krwawili z wielu powodów; ktoś krzywo spojrzał albo źle policzył dług, a innym razem ktoś pokłócił się o mahjonga. Mei widziała już faceta z widelcem wbitym w udo, dostawcę z nosem rozkwaszonym o automat z napojami i staruszka, który dostał w głowę mrożoną rybą, gdy wykłócał się o cenę. Sięgnęła po telefon, wzywając karetkę – wiedziała, że zanim ktoś tutaj przyjedzie, może być za późno, ale to nie byłyby pierwszy raz, gdyby ktoś przy niej umarł.
      Zgarnęła spod lady apteczkę i podchodząc do intruzów, rzuciła ją na podłogę obok rannego. Sięgnęła po opatrunek, otworzyła opakowanie zębami, a gdy się pochyliła, zobaczyła, jak bardzo jest źle. Wspaniale. Naprawdę wspaniale. W myślach pożegnała się z czystą podłogą, spokojnym wieczorem i ciepłym obiadem, który zostawiła za ladą. Kurczak od matki stygł sobie teraz obok katalogu urn, podczas gdy Mei klęczała przy facecie, który przy dobrych wiatrach stanie się jej klientem. Przyłożyła opatrunek tam, gdzie trzeba, pomagając zamaskowanemu mężczyźnie w uciskaniu rany.
      Spojrzała na bladą i mokrą od potu twarz rannego.
      — Hej! Słyszysz mnie?! — zawołała. — Nie odpływaj mi tutaj! To dom pogrzebowy, nie poczekalnia. Jak umrzesz na mojej podłodze, doliczę ci to do rachunku.
      Mei-Mei odwróciła głowę, słysząc karetkę. Syrena brzmiała ostro, a czerwono-niebieskie światło przemknęło po szybach i ścianach, nadając całemu pomieszczeniu nastrój wyjątkowo ponurej imprezy. Po kilku sekundach drzwi domu pogrzebowego otworzyły się z impetem. Do środka wpadło dwóch ratowników z torbą medyczną i noszami, a za nimi szedł trzeci, bardziej znudzony od reszty. Chyba miał tak samo dość wszystkiego jak Mei.

      Mei-Mei Wong 🫧💀

      Usuń
  9. Patrzyła na niego i nie umiała w nim rozpoznać tego ciepłego, radosnego mężczyzny, który poruszał w niej wszystkie ukryte głęboko struny. Tego który ją rozśmieszał, który wyzwalał w niej chęć odkrywania nieznanego, tego który zarażał ją zapałem do nawet najbardziej absurdalnych doświadczeń. Lily sama była wesoła i dzielna, pełna życia, energii i empatii, ale w porównaniu z Nathanielem była jak nieporadne dziecko. Miała ładny uśmiech i dobre serce, ale to on rozświetlał pokój, a ludzie od razu czuli się przy nim lepiej. Teraz zaś wydawało się, że wszystko w nim gaśnie, że on sam jest jakiś dziwnie obcy, wycofany.
    Siedziała w milczeniu i widziała, że stara się podtrzymać rozmowę, że mu zależy, ale to nie było to, co znała. To nie był on, jej Nate, który ją zabierał na biwaki do lasu, aby przestała się bać robaków i pozwalał jej się wygłupiać, a potem śmiać do rozpuku, żeby w końcu przytulić i pozwolić pokazać też, że czasami za maską śmiechu kryje się jego odwrotność. To był jakiś oschły facet, który odcinał ludzi którym na nim zależało, zupełnie jakby z dnia na dzień przestali mieć znaczenie dla niego. Nie rozpoznawała go, a jednak słysząc co mówi, martwiła się znowu bardziej.
    Sięgnęła po sztućce, ale zamiast złapać za widelec, położyła dłoń płasko na blacie. Nie była głodna, nie mogła się teraz zmusić do jedzenia, bo żołądek ścisnął jej się w mały, ciasny guz. Kiedy również Nathaniel się zirytował, uniosła zaskoczona brwi. To było za dużo. Wstała gwałtownie i prawie nie trzepneła go po ramieniu.
    - Złościsz się na mnie? Że przyszłam? Że się martwię? Że mi zależy?! - prychnęła. - Nie, nie możemy rozmawiać na inne tematy. Nie obchodzą mnie inne tematy, jakieś bzdury którymi się zasłaniasz. Ty mnie obchodzisz i przyszłam tu dla ciebie, widzę że jesteś... Inny. Mniej wesoły. Zgaszony. Izolujesz się - wciskała torebkę mocno, czuła jak spiłowane w migdałki paznokcie drażnią jej wnętrze dłoni i pewnie zostawi to czerwony ślad, ale szczerze, wcale się tym nie przejmowała. Wcale jej to teraz nie interesowało, mogła nawet wcisnąć sobie paznokcie w skórę do krwi i o, potem się tym zajmie.
    Wpatrywała się w Nathaniela już całkiem zła, czuła się odtrącona i bagatelizowana. Niby spytał, jak może jej pomóc, dopytywał, ale to wszystko było jawnym odwróceniem uwagi od siebie. A ona nie chciała aby jej uwaga skierowana została na boczne tory, to on był teraz najważniejszy. COŚ się działo, może coś małego, ale mające przykre konsekwencje na jego nastrój, sposób obcowania z ludźmi, czy odbiorem światła. Lily też była wrażliwa i empatyczna, ale Mate zamykał się tak cholernie mocno i był tak uparty, że w ogóle nie miała jak do niego dotrzeć.
    - Jeśli nic się nie dzieje, to dlaczego jesteś zmęczony, czemu się nie odzywasz? - spytała, choć już nie czekała na odpowiedź. Nie spodziewała się już odpowiedzi.
    Wspomnienie gali i bliskości, jaka mieli, głębokiego zaufania zaczynało pękać. Było jej przykro, ale była też wściekła, że przychodzi mu tak łatwo skreślać ich znajomość. Szczególnie doskwierało jej to, bo Nate pierwszy starał się ją poznać, to on chciał wiedzieć jaka jest i powoli odkrywał to, co ona ma do zaoferowania jemu poza gadulstwem i wszedobylstwem. Może to nie było warte tego, aby uwierzyła, że naprawdę się znają i są dla siebie ważni. Może znowu tylko ona się na to nabrała.
    - Przestań mnie okłamywać, chce zrozumieć, o co chodzi - rzuciła jeszcze, bo... Bo bała się, że jak znowu usłyszy jakieś bzdury to po prostu zacznie na niego wrzeszczeć. Albo wyjdzie i już nie będą umieli z sobą rozmawiać, bo sama pomyślała nagle, czy może być tak jak wcześniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spojrzała na dobermana, pies chyba wyczuł napięcie, stanął na środku mieszkania z nastawionymi uszami. Miała nadzieję, że się na nią nie rzuci, choć sama miała ochotę się rzucić na Nathaniela i nim potrząsnąć. Popatrzyła znów na mężczyznę, opuściła ramiona, wypuściła powietrze z cichym sapnięciem. Nie miała sił na kłótnie, nie chciała z nim walczyć. On też nie chciała widziała to.
      - Nieważne. Niepotrzebnie przyszłam - stwierdziła w końcu, po czym zawróciła do drzwi. - Daj mi znać, jak się obudzisz, czy nadal jesteśmy przyjaciółmi - mruknęła sięgając przy drzwiach po buty i płaszcz.

      Lily 💙

      Usuń
  10. Lily nie miała zamiaru wychodzić, nie miała zamiaru go opuszczać, ale widząc jak się od niej odwraca, jak się chowa i ucieka od rozmowy, od odpowiedzi, nawet od błahego przyznania, że jest teraz w dziwny sposób bezsilny, po prostu się wściekła. Okłamywał ją, oszukiwał sam siebie, zamiatał pod dywan jakieś problemy, których albo sam nie widział, albo po prostu je ignorował. Nie dbał o siebie, zupełnie jakby ten Nate, który był jej bliski zapadał się pod ziemię. Najgorsze były jednak te durne, oklepane wymówki, jakby czekał, aż ona przestanie drążyć, a cała reszta sama minie i się wszystko ułoży. To nigdy tak nie działało. Ona... nie miała sił na to. Sama go też potrzebowała. Nie chciała już dalej siedzieć z ściśniętym żołądkiem i udawać, że wszystko jest jak zawsze. Nie póki Nathaniel nie powie wprost, że jest zaniepokojony, a nie że... wszystko w porządku. Ta jego olewatorska postawa była najgorsza. Lily czuła się odsunięta, pominięta. Nieważna. Nie dość ważna nawet do rozmowy. Zabolało.
    Obróciła się zaskoczona, gdy już złapał ją za rękę przed drzwiami, a potem bez słowa, bez sprzeciwu i szarpania, widząc jego oczy, całe napięcie zaczęło z niej schodzić. Wypuściła powietrze z cichym westchnieniem i poszła za nim w tym płaszczu, zrzucając tylko po drodze obcasy. Poczuła wstyd za ten wybuch złości, że to zbyt nieprzemyślane, zbyt wybuchowe. Zagryzła dolną wargę, nie wiedząc, nie rozumiejąc, co się do diaska dzieje. Wystraszyła się też trochę. Nigdy go nie widziała... takiego. Smutnego, ale wręcz zrezygnowanego, zgaszonego. Ale łzy na krawędzi oczu, to jakie miał przybite spojrzenie... To było już niebezpieczne.
    - Nate... - powiedziała cicho, łagodnie. Nie wiedziała co powiedzieć, co dodać, jak go pocieszyć. Czy potrzebował pocieszenia?
    Zdała sobie sprawę, że jest zagubiony i może sam się boi. Objęła jego dłoń sowimi dwiema drobniejszymi, pogładziła skórę palcami i oparła się o kanapę, przytulając do jego ramienia. Miała ochotę go objąć, przyciągnąć do siebie, otoczyć ramionami, ale teraz wydawało jej się, że może to być zbyt wiele.
    - Nie chowaj się, nie uciekaj ode mnie - poprosiła tylko. Mogła być przy nim, okazać wsparcie, zrozumienie, ale sam musiał jej na to pozwolić. - Może potrzebujesz czasu, żeby wszystko poukładać. Ja jestem tutaj, żeby cię wspierać, nawet jeśli nie wiesz, jak to wyjaśnić. Razem damy radę - zapewniła, już bez złości, już bez pretensji, bez żalu, choć to wciąż w niej było, takie... doskwierające, cierpkie.
    Splotła razem ich palce, nie puszczając jego dłoni, popatrzyła na dobermana i odetchnęła głebiej. Zaczynało jej być gorąco w płaszczu, ale nie poruszyła się. Zupełnie jakby się bała, że Nate znów ją odtrąci. Baram, czasami wydawało sie, że rozumie wszystko, co się dzieje wokół, bo wtulił się jeszcze mocniej w nogi swojego pana, jakby wiedział już, że ktoś w końcu zostanie przy nim, mimo wszystko.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  11. Z każdą kolejną sekunda, ciężkim oddechem i spojrzeniem, które uciekało od niej, jakby Nate bał się że zostanie oceniony i skrytykowany, było jej coraz ciężej. Nie było uśmiechu, lekkości, wesołej iskierki, nie było nawet tego charakterystycznego napięcia, które się między nimi pojawiało, gdy wcześniej spędzali czas razem, jedno objęło drugie, stali zbyt blisko. Nic. Nathaniel się odcinał, nie tylko od niej, ale od wszystkich, wszystkiego i... zapadał w tym, w sobie, w smutku i zagubieniu. Pomyślała przez chwilę, czy to depresja? Czy coś więcej niż zmęczenie modelingiem? Poniekąd sam to przyznał, ale... nie była specjalista, nie chciała mu szkodzić, a pomóc nie umiała jak.
    Lily siedziała cicho, cierpliwie, pozwalając mu na te kotłujące i żrące myśli, choć widziała, że wiele go to kosztuje i nie umiała mu ulżyć. Wreszcie spojrzała na niego z troską, czując, jak jej serce się kurczy. Nie rozumiała do końca, co się dzieje, ale wiedziała, że Nathaniel potrzebuje jej obecności, choć nie potrafił tego wyrazić słowami, ale zatrzymał ja, nie pozwolił wyjść... Widziała, jak bardzo jest zagubiony, jak ta cisza i jego milczenie, urywkowe wymijające strzępki zdań mówią więcej niż tysiąc słów.
    Uniosła jego dłoń i przytuliła do swojego policzka delikatnie, starając się dać mu odczuć, że nie jest sam. Wiedziała, że nie ma możliwości zrobić nic więcej, póki on ją odtrąca i się na nią zamyka, ale chciała mu pokazać, że jest obok i że może na nią liczyć, nawet gdy on sam nie potrafi powiedzieć, co się dzieje i czego potrzebuje. Jej własne troski i problemy zmalały, nie chciała się teraz nad tym skupiać, nie chciała o tym rozmawiać. Trudno, poradzi sobie sama.
    - Wiem, że to jest trudne – zaczęła cicho, patrząc na niego, choć on uporczywie odwracał wzrok. – I rozumiem, że nie chcesz mówić, ale jestem tutaj, żeby cię wspierać. Nie musisz się na siłę zmuszać. Po prostu bądź, taki jak jesteś, a ja będę przy tobie - zapewniła, czując mimo wszystko, że dla niej jest to też trudne. Że się od siebie oddalają i to co wydawało się proste i łatwe tygodnie temu... to już znika.
    Po chwili odsunęła się od niego nieznacznie, choć jej palce wciąż trzymały jego dłoń. Wzięła głęboki oddech, próbując opanować emocje, które aż kipiały od środka. Lily uśmiechnęła się lekko, odrywając wreszcie spojrzenie od poszarzałej twarzy Parka i spojrzała na dobermana. Brakowało jej przyjaciela i tego, jak sama się przy nim czuła, jak miękła, jak się otwierała, jak czuła się z nim pewnie i bezpiecznie. Miała wrażenie, że zabiera jej to, odcinając się z swoimi problemami, ale co mogła zrobić? Nic. I zamierzała podejść do tego dojrzale, pomóc mu a o sobie... pomyśli później. Ona znała swoje problemy, wiedziała jak je rozwiązać.
    - Jestem bardzo głodna, zjedzmy zanim wystygnie - skłamała gładko, aby odwrócić uwagę od tego, jak ciężka aura zawisła wokół ich rozmowy. Przyjęła tę lekcje, nie będzie naciskać, po prostu... będzie tak blisko, odsunięta, jak pozwoli jej Nate.

    Lily 💔

    OdpowiedzUsuń
  12. Mei patrzyła, jak ratownicy wynoszą rannego, i przez moment naprawdę miała nadzieję, że to koniec, że wszystko inne jakoś magicznie zniknie. Głupia nadzieja. Westchnęła cicho, gdy syrena zawyła gdzieś dalej, alarmując o beznadziejnym przypadku, a w domu pogrzebowym nagle zrobiło się cicho, zbyt cicho.
    Być może wcale by jej to nie przeszkadzało, gdyby nie to, że podłoga zaczęła przypominać krwawy basen. Była świeża, błyszcząca i bezczelnie czerwona – i tym razem wcale nie musiałby tego sprzątać, to nie jej sprawa, ale ranny wykrwawiał się w domu pogrzebowym jej rodziców, więc… tak, to jednak była jej sprawa. Najwidoczniej wszechświat uznał, że jest zajebistą sprzątaczką.
    Mei-Lan powoli wypuściła powietrze nosem. Obiad za ladą zdążył wystygnąć. Kurczak matki, który jeszcze chwilę temu pachniał czosnkiem, teraz przegrywał z metaliczną wonią krwi. Gdzieś z tyłu pani Zhao leżała gotowa do ostatniego pożegnania, a gdyby żyła, zapewne uznałaby to za dość kuriozalne. I Mei całkowicie by się z nią zgodziła.
    Zerknęła w stronę mężczyzny, który zajął podłogę. A kiedy ściągnął maseczkę dłońmi brudnymi od krwi, Mei widocznie się zmarszczyła. Wyglądał znajomo. To ją zirytowało… i nagle zrozumiała, skąd kojarzy tę twarz.
    — Nathaniel? — powiedziała powoli, jakby samo imię było czymś wyjątkowo niewygodnym, jak wyjątkowo ohydna guma znaleziona pod podeszwą buta.
    Nagle wszystko wróciło: zaaranżowana randka, matka zachowująca się tak, jakby właśnie finalizowała umowę handlową, herbata, sztywne uśmiechy i ten szczególny rodzaj zażenowania.
    — Większość facetów po nieudanej randce po prostu przestaje pisać — powiedziała sucho. — Ty wracasz z rannym człowiekiem… mogłeś wybrać kwiaty.
    Nieudana randka wcale nie była aż tak nieudana, po prostu i Mei, i Nathaniel siedzieli podczas tego spotkania jak dwie ofiary rodzinnej logistyki, które ktoś uprzejmie posadził naprzeciwko siebie. Przez pierwsze pół godziny oboje byli nienagannie uprzejmi, co w praktyce oznaczało rozmowę o pogodzie, pracy i jedzeniu – nuda. Dopiero później, kiedy stało się jasne, że żadne z nich nie zakochało się od pierwszego wejrzenia, napięcie odpuściło. Mei-Mei zaproponowała wtedy wyjście do baru. Zjedli wtedy smażonego kurczaka, napili się czegoś mocnego i to tyle, później nigdy – aż do teraz – nie widziała Nathaniela. Dlatego, widząc go tutaj, z cudzą krwią na rękach, Mei poczuła coś pomiędzy irytacją a absurdalnym rozbawieniem.
    — Nie musisz — powiedziała, gdy zaproponował, że pomoże jej posprzątać. — Po prostu nie ruszaj się i nie zostawiaj nigdzie śladów, krew cholernie trudno zmyć.
    Zrobiła krok w stronę zaplecza i zawołała:
    — Chen!
    Z tyłu dobiegło podejrzanie szybkie:
    — Co?!
    — Jeśli stoisz z uchem przy drzwiach, to przestań wyglądać jak idiota i przynieś mi żółte wiadro, ręczniki i rękawice.
    Nastąpiła krótka cisza.
    — Które żółte?
    Mei zamknęła oczy, próbując nie wyglądać jak rozwścieczony kot.
    — To, które jest żółte, Chen! — krzyknęła.
    — Mamy dwa!
    — To przynieś oba, zanim zacznę żałować, że pani Zhao nie wstała i cię nie pogoniła!
    Z zaplecza dobiegł szelest, przekleństwo i odgłos czegoś przewróconego. Mei wróciła wzrokiem do Nathaniela, ale nie zdążyła niczego powiedzieć, bo w domu pogrzebowym pojawiła się policja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy z funkcjonariuszy był wysokim i białym facetem z miną człowieka, który bardzo chciałby być gdziekolwiek indziej, a drugi niższy, chińskiego pochodzenia, z okrągłą twarzą i wąsami przyciętymi z przesadną starannością. Pieprzony Patrick Lam. Co robił tutaj ten idiota? Mei-Mei miała ochotę uderzyć głową w ścianę.
      — Oho! — zagwizdał funkcjonariusz Lam. — Panna Wong. Powinienem był wiedzieć.
      — Dobry wieczór — mruknęła, choć zdecydowanie wolałaby wskazać policjantom wyjście, niż bawić się w uprzejme słówka.
      — „Dobry” to odważne słowo. — Lam rozejrzał się wokół, zatrzymując dłużej wzrok przy Nathanielu siedzącym pod ścianą i stygnącym jedzeniu za ladą. — Chociaż muszę przyznać, że jak na dom pogrzebowy, macie dziś wyjątkowo żywą atmosferę.
      Mei-Mei zacisnęła usta w wąską linię. Wcale jej te żarty nie bawiły – była głodna, miała dość i najchętniej sięgnęłaby po papierosa. Niestety zamiast papierosa dostała jedynie garść suchych pytań zadawanych przez policjantów.
      — Już po wszystkim? — Chen wyszedł z zaplecza, gdy zrobiło się cicho i nie słyszał już rozmów.
      Mei powoli odwróciła głowę w jego stronę. Stał w progu z dwoma wiadrami, butelką środka czyszczącego i rolką papieru ręcznikowego.
      — Tak — powiedziała Mei.
      Chen otworzył szerzej oczy, widząc krew. Nie tego się spodziewał.
      — O kurwa — jęknął.
      — Piękny opis sytuacji. Zwięzły, literacki. Mama byłaby dumna — mruknęła, pochodząc do Chena, aby wziąć wiadra. — Rusz się, nie mamy całego dnia.
      — A to kto? — Chen wskazał głową w stronę Nathaniela, oceniając szybko, że mężczyzna nie był biednym Chińczykiem z Chinatown. W jego oczach nagle pojawił się irytujący błysk, który zawsze oznaczał, że właśnie połączył o dwa fakty za dużo albo wymyślił sobie trzeci. — Czekaj. To ten?
      — Chen. — Mei posłała mu znaczące spojrzenie.
      — Ten od randki? — dopytał.
      — Chen.
      — Ooo! — zawołał.
      — Jeszcze jedno „ooo”, a zamieszkasz w urnie.
      Chen, ku jej zaskoczeniu, zamilkł. Chyba uznał, że najpierw należało tutaj posprzątać, a później jej dogryzać.
      — Masz — powiedział, zwracając się w stronę Nathaniela i podając mu kilka oderwanych kawałków papieru ręcznikowego. — Wytrzyj chociaż ręce.

      Mei-Mei Wong 🫧💀

      Usuń
  13. [Cześć! Przychodzę się nieśmiało przywitać. Przeczytałam kartę Nathaniela i pomyślałam, że spotkanie naszej dwójki mogłoby być zabawne. On wycofany, a ona czasem zbyt do przodu. Gdybyś miała ochotę na wątek, to gorąco zapraszam, chętnie pokombinuję!]

    Tonya

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie spodziewała się tego. Zupełnie nie. I to nie tak, że wcześniej tylko się śmiali i poruszali błahe tematy. Lily mówiła mu, jak czuję się nierozumiana, jak kłóci się z bratem, jak jej tata milczy, nie chcąc by kiedyś mu wyrzuciła, że dał jej złe rady i źle pokierowała swoim życiem przez niego. ten atak Nathaniela sprawił, że zastygła w bezruchu. Zszokowana tym, jaki potrafi być szorstki i zimny.
    Lily chciała malować, od dawna, może od zawsze. Nie miała takich możliwości i takiego szczęścia jak Nate, nie miała takiej swobody. Słuchała taty i szła przez życie nie opierając sie, nie skręcając, po prostu szlakiem wyznaczonym przez edukację, przez rozsądek, potem już jakoś się toczyło samo, bo tak powinno być. Malowanie było schowane, za drzwiami w jej pokoju, w kartonach, w rulonach i teczkach. Ostatnio coś się zmieniło, chciała do tego wrócić bardziej niż kiedykolwiek, sięgnęła znów po pędzle i potrzebowała podzielić się z tym, co się w niej rwie na zewnątrz z przyjacielem.
    - Czy chcesz, żebym tutaj z tobą siedziała? Po co mnie zatrzymałeś? - spytała cicho, spuszczając głowę. Zacisnęła drobne palce na krawędzi płaszcza, obawiała się, że usłyszy to co mówił od początku, jak tu przyszła, że nie wiem. To by było gorsze, niż kolejne zarzuty.
    Czuła, że napięcie znów rośnie, że Nathaniel znowu się złości i może w końcu pozwala sobie to okazać. Nie wiedziała tylko teraz, jak ona ma to przyjąć.
    - Jestem zła - przyznała krótko. - Jestem zła, bo zachowujesz się jak pięciolatek, jakby nagle świat spadł ci na głowę. Ale jestem też smutna i zmartwiona. Ja... ja też ciebie potrzebuje. Tęsknie za tobą - przyznała cicho i popatrzyła na psa. Baram wydawał się zagubiony, jakby cała ta sytuacja wpływała też na niego.
    A potem Lily jednak wstała i skierowała się do drzwi. Było jej zbyt ciężko, gdy Nate znów ją odtrącał. Chwyciła buty w rękę i wyszła boso na korytarz, aby założyć szpilki już przy windzie, albo w środku. Czuła jak pali ją twarz, jak płoną policzki i jak szczypią ją oczy. Jak lecą łzy, których nie zatrzymywała, bo to było jakoś prostsze, niż siedzieć obok Nathaniela, który sam nie wiedział co się dzieje i chyba nawet nie wiedział, czego chce. Nie zamierzała być workiem treningowym, na którym wyładuje frustracje. On nie wiedział, co się dzieje... ona nie wiedziała tym bardziej. I miała takie wrażenie, że cały czar, który mieli wokół siebie dzisiaj prysł.


    Lily

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiosna ma to do siebie, że wiele osób, które przez całą zimę starało się nie wychodzić za progi swoich mieszkań, zaczynało podejmować nietypowe dla siebie aktywności, które można było realizować również w brzydkie dni, ale brakowało motywacji. Do tego typu czynności należało odwiedzanie siłowni. Masowe w dodatku. Istny koszmar stałych bywalców.
    Tego dnia Tonya pożałowała, że nie jest rannym ptaszkiem i nie wybrała się na ćwiczenia przed pracą. Kiedy z torbą na ramieniu minęła recepcję w drodze do szatni, zobaczyła obłożenie maszyn i zwątpiła, czy uda jej się zrealizować własny trening. Nie zamierzała się jednak łatwo poddać, dlatego poszła do swojej szafki, przebrała się, zabrała ręcznik i wodę, po czym ruszyła na poszukiwania odpowiednich… maszyn.
    Na początek stanęła przy matach i zaczęła lekką rozgrzewkę. Szybko przekonała się, że bieżnie są nie tylko zajęte, ale nawet ustawia się do nich kolejka oczekujących. Uznała więc, że zamiast biegania poćwiczy na macie, poskacze i rozrusza się w wolnej przestrzeni. W tym czasie też starała się wyczuć moment, by załapać się na odpowiednie miejsce… Była nastawiona na ćwiczenia górnych partii mięśniowych. Potrzebowała hantli albo sztangi na początek. Ławeczki. Albo maszyn na klatę… Póki co jednak niczego nie widziała, więc chwyciła za ketla i zaczęła swoje serie swingów. W przerwach przebiegła wzrokiem po sali. Zauważyła kilku stałych bywalców, ale przeważali ci okazyjni i zupełnie nowi.
    Pod koniec czwartej serii… spostrzegła ruch przy maszynach. Tak! Jakiś mężczyzna zbierał się ze swoimi zabawkami i sprzątał. Bez wahania odłożyła szesnastokilowy ciężar i zdecydowanym krokiem ruszyła ku zwalniającej się ławce.
    Niestety znalazła się przy niej równocześnie z kimś innym. Spojrzała na niego zła… a potem westchnęła. Akurat nie był to wiosenny klient, a mężczyzna, którego już nie raz widziała.
    - Ale dzisiaj ruch, nie? – zagadnęła nieco zrezygnowana. W końcu muszą się jakoś dogadać, a może to ten gość odpuści? Warto porozmawiać, zagaić temat.

    Tonya

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie chciała wychodzić teraz z jego mieszkania ostatni raz. Chciała zrobić coś, by choć odrobinę, choć trochę naprawić to, co się między nimi właśnie zepsuło, nawet jeśli nie potrafiła tego powiedzieć głośno. Nathaniel się odsuwał i odtrącał ją, a ona nie wiedziała... co powinno się teraz wydarzyć. Nie mogła tam zostać, Nate właściwie jej tak nie chciał i to bolało, równie mocno, a może mocniej niż to, jak się o niego martwiła.
    Źle ją oceniał. Nie chciała tylko wesołego przyjaciela. Wszystko, co miał jej do zaoferowania było ważne i było dla niej wyjątkowe, ona... wiedziała, do czego się zbliża. Nie cofała się. Nie uciekała. Szła w jego stronę z ogromnym zaufaniem, że on też w końcu ją zobaczy i doceni. Nie wydawało jej się przecież, nie wmówiła sobie, że obejmuje ją czasami dłużej, że czasami przytula mocniej, że gdy chwyta ją za rękę, aby patrzy na nią, coś się między nimi zmienia... Ale może to nie wystarczy. Albo to nie był odpowiedni czas dla nich.
    Lily, mimo że miała wrażenie, że odsuwa się od niego fizycznie i emocjonalnie, nie zamierzała poddać się bez walki. Postanowiła pokazać Nathanielowi, że się o niego martwi, mimo wszystko. Do wieczora już się nie odzywała, pozwoliła samej sobie też ochłonąć, ale od kolejnego dnia działała. Z wyczuciem, z taktem, ale nie chciała, aby o niej zapomniał, albo bo gorsza myślał, że to ona zapomina o nim. Nie odcinała go bo jest smutny, odsunęła się, bo on sam nie wiedział, czy chce ją mieć przy sobie teraz. Nie narzucała się.
    Minęły dwa dni, jak wzięła głęboki oddech, sięgnęła po telefon i zaczęła wysyłać mu wiadomości, starając się, by brzmiały jak najczystsze wyrazy troski, nie wymuszonej, lecz pełnej autentycznego zainteresowania. Chciała zrobić dla niego coś, co go podniesie na duchu, ale bez pretensji, aby i on nie poczuł, że czegoś od niego wymaga. Nie wymagała niczego, chciała aby sam sie od niej nie odwracał.
    Pierwsza wiadomość była krótka: Cześć Nate, wiem, że potrzebujesz czasu, ale chciałam, żebyś wiedział, że myślę o tobie. Mam nadzieję, że to ciasto, które wysłałam, poprawi ci nastrój. Smacznego! :).
    Po chwili dołączała zdjęcie własnoręcznie upieczonego ciasta, na którym widać było delikatne warstwy lukru i staranne zdobienia z płatków cukrowych które ułożyła w kwiatki. Do wiadomości dołączyła jeszcze jedno zdanie, bo to przecież ważne, aby mężczyzna wiedział, że zaskoczy go w domu nadana paczka: Przesyłka kurierem będzie za godzinę u ciebie. Mam nadzieję, że spróbujesz. Pamiętaj, że nie musisz być sam.
    Lily dbała o ludzi, a gdy ktoś był dla niej bliski, skupiała się na nim. Jej własne troski odchodziły w cień, bo do nich mogła wrócić w każdej chwili. Teraz wydawało jej się, że Nathaniel przeżywa coś dużego i sam się w tym gubi. Nie była pewna, że on potrzebuje jej tak mocno, jak ona jego... ale jeszcze jej na zawsze nie odepchnął, więc po prostu starała się dodać mu otuchy. Chciała zostać w jego życiu, dokładnie w miejscu, które dla niej szykował wcześniej.
    Po kolejnym dniu zdecydowała się też na bardziej osobistą wiadomość: Chociaż wydajesz się odsuwać, ja nadal jestem tutaj. Nie chcę cię naciskać, ale jeśli będziesz czegoś potrzebował, daj znać. Nie zniknę.
    Wiedziała, że to nie zmieni od razu wszystkiego, ale choć odrobina troski i zrozumienia to coś, co może powoli zacząć naprawiać ich relację. Chociaż otwarcie się nie pokłócili i chyba nie do końca wszystko było zmarnowane... Nie wiedziała co to znaczy i co się właściwie dzieje. Nate chyba też nie wiedział... Trochę jakby wyszli z bajki i utknęli w martwym punkcie.
    Gdy czuła, że zrobiła na razie wszystko, co mogła, zajęła się tym, co spędzało jej sen z powiek. Próbowała wyjaśnić plotki w firmie o sobie i przekonać się, że może to najlepszy czas na zmianę pracy... To wszystko wydawało się ją rozpraszać i wprawiać w jakieś obawy, ale jej myśli i tak wracały do Nathaniela.

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  17. Maxine nie wiedziała, co powinna sądzić o wiadomości od @npark_greatestfan, którą otrzymała na Instagramie dzień po tym, jak niechcący i nieplanowanie pojawiła się na live’ie Nathaniela. Jej wystąpienie nie trwało dłużej, niż trzydzieści sekund, a że Maxine absolutnie nie miała parcia na szkło – zdecydowanie wolała stać po tej drugiej stronie ekranu – to jedynie przemknęła gdzieś w tle, a że znajomy ją do tego zachęcił, to krótko pomachała do jego fanów i już nie było jej widać, bo uciekła poza zasięg kamerki. To jednak wystarczyło, by @npark_greatestfan napisała do niej: „Odpierdol się od Nathiego!!!! On jest MÓJ!11!!! Tylko mój!!”
    Jako pierwszą Max poczuła konsternację. Nie od razu rozłożyła na czynniki pierwsze nick piszącej do niej dziewczyny, skupiła się przede wszystkim na wiadomości i chwilę zajęło jej połączenie ze sobą odpowiednich kropek, które doprowadziły ją do konkluzji, że Największa Fanka Nathaniela nie tylko musiała odnotować jej obecność na wczorajszym live’ie, ale także włożyć mnóstwo wysiłku w odnalezieniu jej na Insta. Musiała dokładnie przejrzeć co najmniej listę osób, które śledził Park, jeśli nie imponującą, bo prawie pięćdziesięciomilionową listę jego followersów – Maxine obserwowała Nathaniela, ale nie miała pewności, czy on obserwował ją, bo na co dzień rozmawiali na innym komunikatorze.
    To z kolei doprowadziło ją do bezgranicznego zdziwienia, które najpierw przeszło w rozbawienie – Maxine pozwoliła sobie na kilkuminutowe chichranie się z otrzymanej wiadomości – a potem w strach. Jak bardzo musiała być zdeterminowana Największa Fanka Nathaniela, że odszukała jej profil? Jak bardzo zafiksowana na jego punkcie, że napisała Riley wiadomość o takiej, a nie innej treści?
    Strach ten jednak nie tkwił w Max wystarczająco długo, by ta poszukała odpowiedzi na postawione pytania. Nie zakorzenił się w niej, nawet nie zdołał tych korzonków wypuścić, bo Max zdecydowała się machnąć na zaistniałą sytuację ręką i skasowała otrzymaną wiadomość. Już na drugi dzień o niej zapomniała, oczywistym było więc, że nie wspomniała o niej głównemu zainteresowanemu, jakim powinien być Nathaniel.
    Może gdyby Max była bardziej świadoma tego, jak medialną osobą był Park, nie zachowałaby się tak lekkomyślnie. Na co dzień jednak nie pamiętała o tym, jak potężną armią fanów dysponował Nathaniel. Dał jej się poznać jako zwykły chłopak, z którym złapała dobry kontakt już tamtego dnia, na planie reklamy dla Calvina Kleina i ten dobry kontakt utrzymywali po dziś dzień, stając się znajomymi, którzy polubili spędzać ze sobą czas, choć ostatnio zdarzało im się to rzadziej. Riley nie była tym zaniepokojona – tak działała dynamika w każdej relacji, czasem ulegała rozluźnieniu, by później znowu przybrać na intensywności. Zaniepokoiło ją dopiero to, jak rozwinęła się sytuacja z @npark_greatestfan i ten niepokój, który osiągnął apogeum dzisiejszego poranka, skłonił ją do zadzwonienia do Nathaniela, by zapytać o to, czy może wpaść do niego bliżej wieczora, po zajęciach na uczelni.
    W drodze do mieszkania znajomego przeglądała wiadomości od @npark_greatestfan, bo… To już nie była jedna wiadomość, którą mogłaby usunąć. Dziewczyna napisała do niej znowu, mniej więcej po tygodniu od pierwszej wiadomości. Ta druga była w podobnym stylu. Później pisała już regularnie, mniej więcej co dwa, trzy dni, aż dziś rano, po wejściu na Instagrama, Max zobaczyła nowe powiadomienie. Największa Fanka Nathaniela wysłała jej zdjęcie, na którym Riley wychodziła z domu na zajęcia. Wychodziła z domu. Z domu. DOMU. To było wczoraj, poznała to po ubraniach, które miała na sobie.
    To zdjęcie pchnęło ją do tego, żeby zareagować. Żeby poszukać odpowiedzi na te dwa pytania. Jak bardzo musiała być zdeterminowana Największa Fanka Nathaniela, że odszukała jej profil? Jak bardzo zafiksowana na jego punkcie, że napisała Riley wiadomość o takiej, a nie innej treści? I na jeszcze jedno, nowe. Jak bardzo zdesperowana i niezrównoważona była ta dziewczyna, że wyśledziła ją w realu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotarłszy pod adres Nathaniela, zadzwoniła na domofon. Dostała się na klatkę schodową, potem na właściwe piętro i pod znajome drzwi. Zapukała, głośno i szybko. Nie skorzystała z dzwonka, nigdy nie lubiła dzwonków do drzwi i ich, najczęściej, przeszywających dźwięków. Baram pewnie też za nimi nie przepadał.

      MAXINE RILEY

      Usuń
  18. Maxine nie wiedziała, jak powinna czuć się w związku z zaistniałą sytuacją. Nic podobnego jej nie spotkało, nie miała więc żadnego punktu odniesienia. Niczego, do czego mogłaby to porównać. Czy te wiadomości, które otrzymała od nieznanej sobie dziewczyny na Instagramie, były wystarczające do tego, by Maxine miała podstawę do odczuwania strachu? Czy to zdjęcie, które otrzymała dzisiejszego poranka, a które przedstawiało ją samą, upoważniało ją do podjęcia działania? Może tak naprawdę i na to powinna machnąć ręką, zignorować tę wiadomość tak, jak zignorowała poprzednie? To jednak nie skłoniło Największej Fanki Nathaniela do zaprzestania wysyłania tych wiadomości, przeciwnie, Maxine odnosiła wrażenie, że jej milczenie prowokuje tę dziewczynę, skoro ta zdecydowała się ją wyśledzić.
    Riley nie czuła jednak strachu czy złości, a dyskomfort i zdała sobie z tego sprawę, stojąc pod drzwiami znajomego. Czekając, aż ten otworzy, nasłuchiwała dobiegających ze środka odgłosów i uśmiechnęła się do siebie, kiedy do jej uszu doleciało mocno stłumione, ale wciąż słyszalne szczeknięcie Barama.
    — No cześć — przywitała się, kiedy tylko podniosła wzrok na sylwetkę stojącego w progu Nathaniela i weszła do środka, kiedy ten zrobił jej miejsce. Nim chociażby pomyślała o tym, aby ściągnąć lekki płaszczyk i białe trampki, pochyliła się, żeby pogłaskać Barama. Zrobiła to delikatnie i z wyczuciem, bo ona i psiak jeszcze nie zaprzyjaźnili się ze sobą na tyle, by Max pozwoliła sobie śmielej z nim poczynać.
    — Ciebie też. — Uśmiechnęła się, spojrzawszy krótko na mężczyznę. Potem ściągnęła torebkę, łapiąc za przewieszony przez tułów pasek, który przełożyła nad głową. Odwiesiła ją na wieszak, na którym umieściła także płaszczyk i ściągnęła trampki, które ustawiła pod ścianą. Z kieszeni płaszczyka wyjęła telefon, z lekkim drżeniem dłoni zaciskając na nim palce i ruszyła w głąb mieszkania za znajomym.
    — Trochę jestem, ale… Może zjemy później? — zapytała niepewnie i przystanęła w salonie. Teraz ściskała telefon już w obu dłoniach, robiąc to na tyle mocno, że skóra jej smukłych palców w niektórych miejscach pobielała.
    — Najpierw chciałabym załatwić to, z czym przychodzę i nawet nie wiem, od czego powinnam zacząć — westchnęła głęboko. — Usiądziemy? — Zerknęła na kanapę, na której już rozgościł się Baram. — Muszę ci coś pokazać.
    Uznała, że zamiast tłumaczyć, co zaszło, po prostu pokaże Nathanielowi wszystkie wiadomości oraz to jedno zdjęcie, które dotąd otrzymała od @npark_greatestfan, a potem opowie mu, kiedy dokładnie to wszystko się zaczęło. Miała ogromną nadzieję, że Nathaniel będzie wiedział, co z tym zrobić, ponieważ ona nie wiedziała. Nie miała pojęcia, jak postępuje się w takiej sytuacji i choć nie życzyła mu tego, wolałaby, aby Nate miał doświadczenie, którego jej brakowało. Może miała to nie być pierwsza nawiedzona fanka, z jaką Park miał mieć do czynienia? Może takich dziewczyn, które coś sobie ubzdurały, a potem groziły innym dziewczynom, było więcej?
    Max miała nadzieję, że tak. Że nie była odosobnionym przypadkiem, a jednym z wielu i że na takie przypadki istniały określone procedury. Że Nathaniel da znać komuś, z kim pracował, a kto dbał o jego wizerunek, i że ten ktoś zażegna problem.

    [Jak pięknie się tu zrobiło! 💙💙💙]

    MAXINE RILEY

    OdpowiedzUsuń
  19. Maxine było niezręcznie z tym, że stawiała Nathaniela w niekomfortowej sytuacji, ale do kogo innego miałaby się zwrócić akurat z tym problemem? Chcąc, nie chcąc, dotyczył on bezpośrednio ich dwójki, a Max zawsze szukała rozwiązania u źródła. I tak jakiś czas zwlekała z przyjściem z tym do Nathaniela, bo nie uważała, by to, że jakaś nawiedzona laska wypisuje do niej głupoty było warte zaprzątania mu głowy. Może mogła ją po prostu zablokować? Może to ukróciłoby tę sytuację? Wtedy dziewczyna widziałaby, że Maxine nie odczytuje jej wiadomości i dałaby sobie spokój, zamiast brnąć w to dalej.
    Riley przysiadła na kanapie, na samym jej skraju. Ją i Nathaniela dzielił Baram, stanowiąc bezpieczny bufor, w którego krótkiej, ale gładkiej i wypielęgnowanej sierści zawsze można było zanurzyć palce w poszukiwaniu ciepła i wsparcia. Ujęła telefon w lewą dłoń, palcem wskazującym prawej weszła w Instagrama, a następnie w interesującą ją konwersację, przewinęła do początku sprzed kilku tygodni i wręczyła swojego iPhone’a znajomemu.
    W milczeniu obserwowała, jak Nathaniel skroluje wiadomości, przewijając je kciukiem, jak jego oczy poruszają się od lewa do prawa i z powrotem. W pewnym momencie otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, wytłumaczyć, ale tylko westchnęła cichutko i zacisnęła wargi. Patrzyła w ekran, czekając, aż młody mężczyzna dotrze do zdjęcia z dzisiejszego poranka, a kiedy to wysunęło się na pierwszy plan, podniosła wzrok do jego twarzy. Czekała na cokolwiek, co miał do powiedzenia Nate i zagryzła dolną wargę, kiedy ten poinformował, że zadzwoni do managera.
    — Dobrze.
    Powiodła za nim wzrokiem, kiedy wstawał. Nadal siedziała na skraju kanapy, z dłońmi ułożonymi na kolanach, z wyprostowanymi plecami. Jej ciało zdradzało napięcie, a reakcja Parka sprawiła, że Riley zaczęła się denerwować. Potarła lekko pocące się wnętrze dłoni o materiał jasnych jeansów.
    — Mogę — przytaknęła i opuściła wzrok na własne dłonie, skupiając go na pociągniętych mleczną odżywką paznokciach. Uniosła rękę, podrapała się po policzku, a potem odgarnęła za ucho łaskoczący ją w ten policzek kosmyk, który wymsknął się z niskiego upięcia włosów na karku.
    — Aż tak? — rzuciła, zerkając na niego, kiedy Nathaniel wyskoczył z policją. Zaśmiała się, krótko i nerwowo, po czym sama odetchnęła głębiej. Jej spojrzenie przesunęło się po twarzy znajomego; w jej wyrazie było coś, co sprawiło, że Maxine poczuła ukłucie niepokoju. Czegoś brakowało. Czegoś istotnego, czego Riley na ten moment nie potrafiła zidentyfikować.
    Może Park był zły, że nie przyszła z tym do niego wcześniej?
    — Przepraszam, że dopiero teraz — podjęła, kierowana tym właśnie podejrzeniem. — Że nie przyszłam z tym od razu, albo chociaż wcześniej, ale myślałam, że jeśli będę ignorować te wiadomości, to ta dziewczyna w końcu się znudzi — mówiła szybko, patrząc teraz na własne palce, którymi nieudolnie skubała materiał jeansów nad kolanem. — Aż dzisiaj rano przysłała mi to zdjęcie. Musiała je zrobić wczoraj, poznaję po ubiorze, pod moim domem. Nie mam zielonego pojęcia, jak mnie znalazła, przecież nigdzie nie podaję swojego adresu. Myślisz, że przetrzepała wszystkie moje socjale? Że z tych zdjęć, które wrzucam do sieci da się skleić to, gdzie mieszkam?
    Głos Maxine zatrząsnął się lekko, kiedy zadawała ostatnie pytanie, przez co zaraz odchrzaknęła, a żeby zająć się czymś innym, niż skubanie spodni, zaczęła głaskać Barama. Ten chyba wyczuwał, że coś jest nie tak, bo uszy miał lekko położone po sobie, przez co wyglądał na zmartwionego, ale jego ogon zaczął mocno uderzać o siedzisko kanapy, kiedy tylko poczuł na sobie drobną dłoń Riley.

    [Opłacało się zarwać nockę ^^ Bardzo mi się podoba 💙]

    MAXINE RILEY

    OdpowiedzUsuń
  20. Nathaniel nie był skazany na samego siebie, nie musiał z wszystkim mierzyć się sam i choć Lily próbowała mu to przekazać, był już tak mocno zamknięty w sobie, że nie tylko nie chciał jej słuchać, ale z irytacją przyjmował jej łagodne słowa. Nie chciała go zostawiać, ale nie widziała też sensu w pomaganiu na siłę. Może to kwestia tego, że sława i presja w końcu go dosięgły i już nie umiał sobie z tym radzić... Jego świat był trudny, modeling, kontrakty, kontakty, wyjścia, wiedziała, ile wysiłku go to wszystko kosztuje, nawet jeśli to uwielbiał. Była z nim na gali raz, była tym wszystkim oczarowana, choć siła plotek, jaka potem się rozpętała nieco ją zaskoczyły... Nate ją chronił, zajął się wszystkim, nim nie dotarł do niej jakiś wstrętny wścibski paparazzi, ale ile takich sytuacji skupiało się tylko na nim? Nie wiedziała. I chyba sie nie dowie, skoro się od niej odcinał? On sam nie wiedział, co się dzieje, więc jak mogła wiedzieć ona?
    Najbardziej zabolało ją to, że ją odtrącił. Starała się, chciała pomóc, może niepotrzebnie naciskała na wyjaśnienie, co się dzieje, ale nie chciała go zostawiać z niczym. Był zagubiony, był w jakiejś dziwnej rozterce, w stanie w którym go nie poznawała... Gdy się na nią zezłościł i dał jej do zrozumienia, że sam nie wie, czego od niej chce, coś jakby się w niej połamało. Może miała co do niego za wielkie oczekiwania. Może jej przywiązanie i uczucia urosły już za mocno... Nie wiedziała. Nie chciała go tracić, ale nie wiedziała też, czy może go nadal przy sobie zatrzymać. Lily bardzo dbała o bliskich i o relacje, ale gdy te wykraczały poza wyraźne, klarowne i jasne granice, zaczynała sama czuć się zagubiona i potrzebowała wsparcia. Nathaniel właśnie w tej chwili się wycofywał.
    Na zdjęcie, które Nate odesłał z ciastem, wpatrywała się zdecydowanie dłużej, niż powinna. Z uwagą i jakąś czułością dostrzegała zmiany w jego twarzy, zasinienia pod oczami, jak zmizerniał, jak po prostu... był zmęczony. Czy był chory? Czy to depresja? Czy działo się coś w jego życiu prywatnym, tam dokąd jeszcze jej nie dopuścił i czego jeszcze przed nią nie odsłonił? Byli przyjaciółmi, ale to chyba wciąż było za mało... Lily już naprawdę nie wiedziała, co myśleć o ich znajomości, nie chciała się narzucać, kiedy więc dostała zaproszenie na sobotę, nie odpisała. I długo się wahała, czy powinna przyjść.
    Przyszła. Nie w szpilkach i eleganckiej sukience jak ostatnio prosto z pracy. W wygodnych wiązanych lekkich tenisówkach, jeansach i miękkiej bluzce, z włosami związanymi w luźnego warkocza, z którego uciekały krótsze kosmyki przy twarzy. Przyszła jako Lily, która gotowa jest uciekać, jeśli Nate jej nie chce i nie potrzebuje. Nie wiedziała nawet, czy się nie pokłócą, ale postanowiła, że nie pozwoli mu się na sobie wyzywać i że sama też musi teraz zadbać o siebie. Znowu kłóciła się z Robem, znowu w pracy rosło dziwne napięcie i plotki działały na jej niekorzyść, stresowała się nadchodzącą rozmową i myślała, czy wszystkiego nie rzucić... Może u brata w Chicago żyłaby lepiej, nawet jeśli zamknięta w klatce? Może na chwilę byłoby jej po prostu łatwiej.
    Martwiła się o Parka, gotowa była być cały czas obok, wyprowadzić Barama, zrobić dla Nathaniela zakupy, nawet zadzwonić jeśli gdzieś trzeba i przełożyć jego spotkania. Gotowa była się mocniej zaangażować, jeśli tylko by jej pozwolił i nie chodziło o naprawianie czegoś, albo wyręczanie go. Chodziło o pomoc, aby on sam miał chwilę, aby sobie przemyśleć i poukładać to, co go ręczy. Zależało jej na nim, tęskniła za nim, powiedziała mu to ostatnio nim wyszła, a jednak to chyba tak nie było wystarczające. Może nigdy nie było i się oszukiwała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Zadzwoniła dzwonkiem jak ostatnio, jednak bez napięcia i niepokoju, czy go zastanie. Wiedziała, że jest, tylko nie wiedziała w jakim stanie. Miała z sobą dwa maślane rogaliki z cytrynowym nadzieniem i chyba nie do końca była głodna... Ostatnio prawie nie jadła gotowanych rzeczy, szybkie kupne dania zastępowały jej zdrowe posiłki, ale dawały czas na... na martwienie się. A martwiła się bardzo dużo, szczególnie o Nathaniela, który wydawał się być obdarty brutalnie z wszelkich sił na cokolwiek.
      - Cześć - powiedziała cicho, widząc go w progu i podała mu kartonik, wchodząc do środka. Baram, który zjawił się obok, jak ostatnio wywołał w niej ciepły uśmiech, kiedy pochyliła się, przywitać psa.


      [Oh, woooow! ale tu cudownie! ❤️]

      Lily

      Usuń
  21. Przewróciła oczami, bo to nie tak, że opowiadała o tej randce, to jej matka zaczęła snuć wielkie plany. Suyin wystarczył jeden wspólny obiad, jedno „miło było poznać” i fakt, że Nathaniel nie uciekł przez okno, żeby w jej głowie powstała cała przyszłość: kolejne spotkanie, wspólne święta i Mei-Mei cudownie naprawiona siłą odpowiednio dobranego mężczyzny. Cóż, Nate był miły, ale szybko stało się jasne, że prędzej zostaną znajomymi od kieliszka niż parą.
    — I nie, nie opowiadałam o tobie. Chen ma po prostu talent do wyciągania najgorszych możliwych wniosków — stwierdziła, zerkając w stronę brata. — Szkoda, że nie potrafi tak analizować własnych decyzji życiowych.
    — Hej! — odezwał się starszy Wong.
    — Cicho. Mówię prawdę! — mruknęła z lekkim rozbawieniem.
    Przemknęła wzrokiem do swojego obiadu. Kurczak, ryż, warzywa. Wszystko zimne, smutne i stojące obok katalogu urn tak długo, że nawet Mei miała wrażenie, że jedzenie przeszło duchową przemianę w eksponat.
    — To zrobiła moja matka — dodała, wskazując pojemnik. — Gdyby usłyszała, że powiedziałeś „nie jadłbym tego”, znalazłaby sposób, żeby cię przekląć.
    Oczywiście, że mogła to usłyszeć, bo mieszkanie rodziców było tuż nad domem pogrzebowym. Mei odruchowo zerknęła w sufit, jakby Suyin mogła właśnie stać piętro wyżej z uchem przy podłodze i notesem, w którym notowała czyjeś przewinienia. Nie zdziwiłoby jej to. Matka miała nadnaturalny talent do pojawiania się dokładnie wtedy, gdy ktoś mówił lub robił coś głupiego. Poza tym w domu Wongów ściany nie były cienkie, przenosiły zapach imbiru, dźwięk kroków ojca, narzekania Chena, muzykę Lily i matczyne „Mei-Mei?” wypowiadane tonem, który pewnie potrafiłby znaleźć ją nawet po śmierci. Gdyby Suyin usłyszała, że ktoś odmawia jej jedzenia, zeszłaby na dół w kapciach, z twarzą pełną uprzejmego oburzenia i zapytała Nathaniela, co jest nie tak z jej kurczakiem.
    Mei wbiła w niego spojrzenie. Powinna odmówić. Właściwie wszystko w tej sytuacji krzyczało, że powinna odmówić; zimny obiad od matki, zmęczenie siedzące pod jej skórą i fakt, że Nathaniel znowu pojawił się w jej życiu w okolicznościach, które trudno było nazwać normalnymi. Ale była głodna.
    Pomyślała o matce, o tym, że Suyin pewnie wyczułaby zdradę jedzenia przez sufit, gdyby Mei wyrzuciła jej obiad. Dlatego pojemnik schowała do torby. Nie zje teraz, ale też nie popełni świętokradztwa.
    — Dobra. Ale ja wybieram miejsce — stwierdziła z uśmieszkiem.
    Zgarnęła z oparcia krzesła swoją skórzaną kurtkę i wsunęła ręce w rękawy, poprawiła kołnierz i dopiero wtedy poczuła się odrobinę bardziej sobą, mniej jak pracownica domu pogrzebowego po awaryjnym udzielaniu pierwszej pomocy.
    Knajpka znajdowała się trzy ulice dalej, wciśnięta między zamknięty zakład krawiecki a sklep z telefonami. Nad wejściem wisiał wyblakły szyld z kaczką, która wyglądała, jakby miała dość własnego menu. W środku było ciasno, ciepło i tłusto od pary. Pachniało bulionem, smażonym czosnkiem, sosem sojowym i starym olejem, czyli dokładnie tak, jak powinno pachnieć miejsce, w którym jedzenie naprawdę dobrze smakowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za ladą stał pan Gao, niski, siwy Chińczyk o twarzy wiecznie niezadowolonego proroka, który od trzydziestu lat karmił pół dzielnicy i obrażał drugą połowę. Spojrzał na Mei, potem na Nathaniela.
      — Za późno — burknął. — Zamknięte.
      Mei minęła go bez pytania i usiadła przy stoliku pod ścianą.
      — Kłamiesz. Garnek jeszcze pracuje — wytknęła. — Dwie zupy, pierożki i smażony kurczak — poprosiła, składając ręce w konkretnym geście, a pan Gao prychnął, jakby właśnie błagała go o przysługę godną cesarza.
      — A ten? — Wskazał brodą Nathaniela. — Chłopak?
      Mei zdjęła kurtkę, rzuciła ją na krzesło obok i westchnęła.
      — Nie zaczynaj — wymruczała cierpiętniczo.
      — To nie bierz ładnych chłopaków ze sobą, jak nie chcesz pytań.
      Mei-Mei machnęła lekceważąco dłonią i posłała Nathanielowi znaczące spojrzenie.
      — Widzisz? Miły człowiek. Prawie jak rodzina, tylko mniej subtelny. — Sięgnęła po paczkę papierosów i zapaliła.
      Pan Gao odwrócił głowę znad garnka.
      — Nie palić — warknął.
      Mei zaciągnęła się spokojnie i wypuściła dym w bok, nie na stół.
      — To nie patrz — poleciła, uśmiechając się szeroko.
      — Umrzesz młodo.
      — Pracuję w domu pogrzebowym. Będę miała zniżkę — stwierdziła rzeczowo, zresztą bardzo słusznie.
      Stary Chińczyk prychnął coś pod nosem, ale nie podszedł zabrać jej papierosa, co w jego języku oznaczało zgodę, błogosławieństwo i prawdopodobnie troskę. Mei oparła łokieć o blat i zmierzyła Nathaniela spojrzeniem. Dziwnie było go tutaj widzieć.
      — No więc — odezwała się w końcu, stukając popiołem do wyszczerbionej popielniczki. — Jak idą ci kolejne randki? — Mei uśmiechnęła się krzywo. — Bo jeśli standardem jest wpadanie do domów pogrzebowych z rannymi ludźmi, to muszę przyznać, że konkurencja bardzo podniosła poprzeczkę.

      Mei-Mei Wong 🫧💀
      [Ależ tutaj ładnie!]

      Usuń
  22. Lily nie była interesowna, nie kalkulowała ich relacji i znajomości i zabolało ją to, co usłyszała poprzednim razem. Myślał, że jest blisko, bo ją rozśmieszał? Myślał, że chce go widywać, bo jest zabawnie i lekko i beztrosko? To jej dawał, owszem, zgadza się, ale poza tym było jeszcze mnóstwo innych wspaniałych rzeczy i wspaniałych cech w Nathanielu, które były dla niej ważne. Był szczery, otwarty, empatyczny i wyrozumiały. Pozwalał jej poczuć się bezpiecznie, gdy przestawała się krępować i pilnować. Potrafił słuchać. Czasami nie musieli rozmawiać, sama obecność przynosiła spokój, a Lily w której niekiedy emocje buzowały trochę za bardzo, wyciszała się przy nim i po prostu nie wstydziła tego, że czasami sama jest zagubiona, podirytowana bez powodu, albo krytyczna bez okazji. Przy Nathanielu nie bała się odsłonić, pokazać że nie jest idealna, nie jest zawsze wesoła, zawsze silna, zawsze niezawodna. Za to ceniła go najbardziej, że patrzył na nią, widział ją i nie oceniał... Mogła być sobą i mogła być swobodna. I mogła się nie bać, że właśnie wtedy Nate sie odwróci.
    Ona również nie miała zamiaru sie od niego odwracać. Nie mogła jednak nic zrobić, jesli sam postanowi ją odciąć. To ją poniekąd bardzo przerażało, bo jak... jak miałaby zrezygnować z niego? Z przyjaźni i tego, co się powoli wkradało między nich? Nie chciała.
    – Nie jestem aż tak wybredna – powiedziała z lekkim uśmiechem. – Chciałam po prostu spędzić z tobą trochę czasu. Nie musi być nic wielkiego... - zaczęła, ale żeby atmosfera nie stała się zbyt nerwowa i napięta jak ostatnio, przysiadła przy blacie i zastukała paznokciami o powierzchnię, myśląc nad tym, co jedli wspólnie... - Wiem. Placki jeon, te z naszego pierwszego biwaku. Co ty na to?
    Spojrzała a niego z ciepłem, z uśmiechem, tak, jakby chciała teraz odgonić od niego wszystkie zmartwienia, wszystkie ciemne chmury i burze, które wirowały mu nad głową. Bardzo chciała go wesprzeć, nawet jeśli nie chciał i nie umiał rozmawiać, jakby miał wszystkich i wszystkiego dość. Chciała być przy nim musiał jej tylko na to pozwolić.
    Wyciągnęła rękę do dobermana, który łasił się po pieszczoty i drapała go za uchem, zerkając raz na niego, a raz na Nathaniela. Nie chciała, aby czuł się przytłoczony jej obecnością i uwagą... Miała wrażenie, że Nate który teoretycznie przywykł do cudzych spojrzeń, teraz miał ich przesyt.

    Lily ❤️

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy mężczyzna gestem wskazał ławeczkę, poczuła ulgę. Najwyraźniej trafiła na uprzejmego gostka. Uśmiechnęła się do niego i mimowolnie przebiegła wzrokiem po sali.- Mam nadzieję, że co najmniej połowa z nich odpadnie. Nie chce mi się szukać nowej siłowni - przyznała. Nie chciała być wredna czy niemiła, ale nie wyobrażała sobie, by jej regularne treningi miały stale przebiegać w atmosferze wyścigu szczurów. - Nie życzę im źle... po prostu nie lubię tłoku - dodała, starając się nie brzmieć jak ostatnia jędza. Potem skinęła lekko głową.- Dziękuję. Możemy wymieniać się seriami - zaproponowała. Położyła swoje rzeczy na ziemi, zarzuciła ręcznik na ławeczkę, a potem obeszła maszynę i ustawiła obciążenie. Następnie położyła się i zaczęła wyciskanie na klatę. Po dwudziestu powtórzeniach podniosła się i zwolniła miejsce. - Dawaj. Ja sobie odpocznę. Poniekąd była ciekawa, ile ten mężczyzna wyciśnie. Sama może nie brała bardzo dużo, ale jakąś już wprawę miała. Przynajmniej nie czuła już wstydu przy ćwiczeniach. Mniej wiedziała, że daleko jej do tych maniaczek ketli i crossfitu, które wyglądały jak z okładem magazynów sportowych. Za to mężczyzna... w swojej sportowej koszulce na siłacza też nie wyglądał. - Jestem Tonya tak w ogóle - dodała i sięgnęła po wodę, aby upić łyka cennego napoju.

    Tonya

    OdpowiedzUsuń