
─────────────────────────────────
Alexandre Ioan | 31 XII | 30 lat
Astrofizyk | Inżynier kosmiczny | Astronom
Bibliotekarz | Wykładowca | Cukrzyk (I)
Bliźniak | Kociarz | Naukowiec | Pracoholik
Członek ESA, współpracujący z NASA
Tydzień na Columbia University
Weekendy w Jefferson Market Library
─────────────────────────────────
Alexandre Ioan | 31 XII | 30 lat
Astrofizyk | Inżynier kosmiczny | Astronom
Bibliotekarz | Wykładowca | Cukrzyk (I)
Bliźniak | Kociarz | Naukowiec | Pracoholik
Członek ESA, współpracujący z NASA
Tydzień na Columbia University
Weekendy w Jefferson Market Library
─────────────────────────────────
"You do not know the madness of scholarly curiosity, Mr Webster.
To be interested, and at the same time disinterested…"
To be interested, and at the same time disinterested…"
Genialne dziecko, padało w twoim kierunku, gdy jako przedszkolak rozwiązywałeś sekwencje matematyczne niezrozumiałe dla większości dorosłych, potrafiąc przy tym odczytywać nocne niebo z niebywałą łatwością. Nie bardzo rozumiałeś, co w tym zaskakującego, podzielałeś bowiem jedynie hobby swojej walijskiej matki, Gwyneth, która mimo młodego wieku potrafiła pogodzić pracę, studia, macierzyństwo i wczesne owdowienie. Nie wątpisz jednak, że to właśnie nadmiar obowiązków i systemowe spychanie na bok tych o nieodpowiednim pochodzeniu, sprawiło, że zmarła na raka w wieku zaledwie trzydziestu jeden lat, na krótko przed twoimi dwunastymi urodzinami.
Ojca, Jeana-Luca, prawie nie pamiętasz, ostatni raz widząc go w wieku siedmiu lat. Jako amerykański żołnierz, po 11 września bywał w waszym niewielkim domku w Snowdonii niezwykle rzadko. Chociaż nie wiesz, jak w zasadzie wyglądał świat przed owymi wydarzeniami, zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo ukształtowały one los twojej rodziny. Rówież, o ironio, w tym pozytywnym sensie. W końcu, gdyby nie poczucie długu wdzięczności pewnego angielskiego żołnierza, którego ocalił na froncie twój ojciec; zapewne ty i twój brat nigdy nie otrzymalibyście stypendium do jednej z najbardziej elitarnych szkół z internatem na świecie, gdzie dyrektorem był ojciec ocalonego Anglika.
Chociaż to twój bliźniak był tym normalniejszym, lepiej dogadującym się z otoczeniem, mniej skorym do niesubordynacji i nie był wstrzykującym sobie czegoś parę razy na dzień dziwakiem; trzymaliście się razem, mimo waszych wielu różnic. Najlepiej, jak tylko potrafiliście, wykorzystaliście poświęcenie waszych rodziców, kształcąc się w innych, lecz równie złożonych dziedzinach, przekraczając granice dla wielu ciężkie nawet do wyobrażenia.
Zresztą, mimo wielu nieprzyjemności zaznanych w owej placówce, doceniasz fakt możliwości nauczenia się francuskiego, greki i łaciny, poznania za młodu wielu uczonych, czy też dostępu do urządzeń i informacji, pomagających rozwinąć ci twoje zainteresowania oraz umiejętności. Zaznałeś tam również szczerej przyjaźni, nieodwzajemnionego lecz pouczającego zauroczenia, i odkryłeś nigdy nawet niepodejrzewany przez siebie talent do tenisa, który rozrywkowo nadal czasami trenujesz; czy sentyment do sztuki i poezji, który pozostał z tobą do dziś.
Zdając maturę wcześniej od większości rówieśników, ukończyłeś studia na Cambridge i Oxfordzie, w szybkim czasie robiąc doktorat i dostając się do Europejskiej Agencji Kosmicznej, gdzie kontynuowałeś swoje badania nad istotą kosmosu i wszechświata, po ciuchu licząc na spełnienie swojego największego marzenia. Wbrew wszystkiemu, z niemałą dawką szczęścia, udało ci się - jako jeden z najmłodszych i jako pierwszy cukrzyk w historii, poleciałeś w kosmos. I chociaż kosztowało to twój organizm więcej, niż byłbyś kiedykolwiek gotów przyznać szczerze na głos, nie żałujesz. Choćbyś miał ową podróż przypłacić życiem, poleciałbyś na tę misję za każdym razem.
A jednak, coś się zmieniło. Im głębiej zagłębiałeś się w realia ESA i NASA, tym trudniej było ci ignorować pewne fakty. Odwracać wzrok, gdy raz po raz odmawiano wam prośby o dotacje; nie protestować, gdy odrzucano kompetentnych kandydatów z byle powodu; udawać, że nie dostrzegasz tego, jak coraz to nowsze odkrycia i doświadczenia naukowe, były częściej niż nie wykorzystywane do ohydnych celów, sprzyjających nielicznym tego świata. Zupełnie, jak gdyby masowa broń jakiekolwiek typu i wizja kolonizowania świata pozaziemskiego, nie była czystym szaleństwem i mogła mieć cokolwiek wspólnego z prawdziwą nauką.
Naiwnie więc, opuściłeś Europę, postanawiając lepiej poznać ojczyznę ojca i zaczynając wykładać kosmologię i inżynierię kosmiczną na jednym z tutejszych prestiżowych uniwersytetów, gdzie miałeś nadzieję odnaleźć na nowo sens tego wszystkiego. Cóż, szybko zrozumiałeś, dlaczego wielu z tutejszych wykładowców jest od czegoś uzależnionym. Nauczanie ludzi, którzy wydają się sami nie wiedzieć, czego chcą i zdają się nie pamiętać czasami o posiadaniu zdolności intelektualnych, bywa szczerze dobijające.
Dlatego właśnie postanowiłeś zatrudnić się na weekendy w jednej z nowojorskich bibliotek publicznych, wykorzystując przy tym dodatkową magisterkę, którą zrobiłeś kiedyś z sentymentu. Biblioteki w końcu zawsze były dla ciebie źródłem komfortu; na długo przed prestiżowymi szkołami; pomimo tak wczesnej utraty matki i ojca; wbrew ich pewnym ograniczeniom i coraz mniejszej popularności - odnajdujesz tu niezmiennie spokój i trudne do opisania poczucie równowagi.
Sypiasz niewiele, niezmiennie z dziecięcym entuzjazmem studiując nocne niebo. Spotykasz się ze swoim nadopiekuńczym bratem, codziennie walczysz z własnym ciałem, zatracasz w książkach i naukowych badaniach, starając się z przy tym nie ograniczać swoich relacji międzyludzkich do przygód na jedną noc, i czysto profesjonalnych spotkań. Z marnym skutkiem. Nieszczególnie ci to jednak przeszkadza. Masz swoje kocie przyjaciółki, dostęp do wiedzy i informacji, niezliczone miejsca do odkrycia w tym wciąż obcym ci kraju oraz zapas żelek i soku pomarańcznowego...
Nie trzeba ci niczego więcej, prawda?
Ojca, Jeana-Luca, prawie nie pamiętasz, ostatni raz widząc go w wieku siedmiu lat. Jako amerykański żołnierz, po 11 września bywał w waszym niewielkim domku w Snowdonii niezwykle rzadko. Chociaż nie wiesz, jak w zasadzie wyglądał świat przed owymi wydarzeniami, zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo ukształtowały one los twojej rodziny. Rówież, o ironio, w tym pozytywnym sensie. W końcu, gdyby nie poczucie długu wdzięczności pewnego angielskiego żołnierza, którego ocalił na froncie twój ojciec; zapewne ty i twój brat nigdy nie otrzymalibyście stypendium do jednej z najbardziej elitarnych szkół z internatem na świecie, gdzie dyrektorem był ojciec ocalonego Anglika.
Chociaż to twój bliźniak był tym normalniejszym, lepiej dogadującym się z otoczeniem, mniej skorym do niesubordynacji i nie był wstrzykującym sobie czegoś parę razy na dzień dziwakiem; trzymaliście się razem, mimo waszych wielu różnic. Najlepiej, jak tylko potrafiliście, wykorzystaliście poświęcenie waszych rodziców, kształcąc się w innych, lecz równie złożonych dziedzinach, przekraczając granice dla wielu ciężkie nawet do wyobrażenia.
Zresztą, mimo wielu nieprzyjemności zaznanych w owej placówce, doceniasz fakt możliwości nauczenia się francuskiego, greki i łaciny, poznania za młodu wielu uczonych, czy też dostępu do urządzeń i informacji, pomagających rozwinąć ci twoje zainteresowania oraz umiejętności. Zaznałeś tam również szczerej przyjaźni, nieodwzajemnionego lecz pouczającego zauroczenia, i odkryłeś nigdy nawet niepodejrzewany przez siebie talent do tenisa, który rozrywkowo nadal czasami trenujesz; czy sentyment do sztuki i poezji, który pozostał z tobą do dziś.
Zdając maturę wcześniej od większości rówieśników, ukończyłeś studia na Cambridge i Oxfordzie, w szybkim czasie robiąc doktorat i dostając się do Europejskiej Agencji Kosmicznej, gdzie kontynuowałeś swoje badania nad istotą kosmosu i wszechświata, po ciuchu licząc na spełnienie swojego największego marzenia. Wbrew wszystkiemu, z niemałą dawką szczęścia, udało ci się - jako jeden z najmłodszych i jako pierwszy cukrzyk w historii, poleciałeś w kosmos. I chociaż kosztowało to twój organizm więcej, niż byłbyś kiedykolwiek gotów przyznać szczerze na głos, nie żałujesz. Choćbyś miał ową podróż przypłacić życiem, poleciałbyś na tę misję za każdym razem.
A jednak, coś się zmieniło. Im głębiej zagłębiałeś się w realia ESA i NASA, tym trudniej było ci ignorować pewne fakty. Odwracać wzrok, gdy raz po raz odmawiano wam prośby o dotacje; nie protestować, gdy odrzucano kompetentnych kandydatów z byle powodu; udawać, że nie dostrzegasz tego, jak coraz to nowsze odkrycia i doświadczenia naukowe, były częściej niż nie wykorzystywane do ohydnych celów, sprzyjających nielicznym tego świata. Zupełnie, jak gdyby masowa broń jakiekolwiek typu i wizja kolonizowania świata pozaziemskiego, nie była czystym szaleństwem i mogła mieć cokolwiek wspólnego z prawdziwą nauką.
Naiwnie więc, opuściłeś Europę, postanawiając lepiej poznać ojczyznę ojca i zaczynając wykładać kosmologię i inżynierię kosmiczną na jednym z tutejszych prestiżowych uniwersytetów, gdzie miałeś nadzieję odnaleźć na nowo sens tego wszystkiego. Cóż, szybko zrozumiałeś, dlaczego wielu z tutejszych wykładowców jest od czegoś uzależnionym. Nauczanie ludzi, którzy wydają się sami nie wiedzieć, czego chcą i zdają się nie pamiętać czasami o posiadaniu zdolności intelektualnych, bywa szczerze dobijające.
Dlatego właśnie postanowiłeś zatrudnić się na weekendy w jednej z nowojorskich bibliotek publicznych, wykorzystując przy tym dodatkową magisterkę, którą zrobiłeś kiedyś z sentymentu. Biblioteki w końcu zawsze były dla ciebie źródłem komfortu; na długo przed prestiżowymi szkołami; pomimo tak wczesnej utraty matki i ojca; wbrew ich pewnym ograniczeniom i coraz mniejszej popularności - odnajdujesz tu niezmiennie spokój i trudne do opisania poczucie równowagi.
Sypiasz niewiele, niezmiennie z dziecięcym entuzjazmem studiując nocne niebo. Spotykasz się ze swoim nadopiekuńczym bratem, codziennie walczysz z własnym ciałem, zatracasz w książkach i naukowych badaniach, starając się z przy tym nie ograniczać swoich relacji międzyludzkich do przygód na jedną noc, i czysto profesjonalnych spotkań. Z marnym skutkiem. Nieszczególnie ci to jednak przeszkadza. Masz swoje kocie przyjaciółki, dostęp do wiedzy i informacji, niezliczone miejsca do odkrycia w tym wciąż obcym ci kraju oraz zapas żelek i soku pomarańcznowego...
Nie trzeba ci niczego więcej, prawda?
"As anyone who has ever been around a cat for any length of time well knows
cats have enormous patience with the limitations of the human kind."
cats have enormous patience with the limitations of the human kind."
────────────────────────────────────────────────
Cześć wszystkim!
Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś zawitam na grupowce. Co z tego wyjdzie, zobaczymy...
Wolę od razu uprzedzić, że współautorzy preferujący częste odpisy, nie powinni marnować na Alexandra i mnie czasu. Mimo szczerych chęci, nie mogę obiecać swojej regularnej obecności.
Przepraszam również za jakość powyższej kp - jak widać, wyszłam z wprawy.
Muzykę można znaleźć pod imieniem i nazwiskami powyższego pana.
W tytule Carl Sagan, w karcie Muriel Spark i Cleveland Amory.
Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś zawitam na grupowce. Co z tego wyjdzie, zobaczymy...
Wolę od razu uprzedzić, że współautorzy preferujący częste odpisy, nie powinni marnować na Alexandra i mnie czasu. Mimo szczerych chęci, nie mogę obiecać swojej regularnej obecności.
Przepraszam również za jakość powyższej kp - jak widać, wyszłam z wprawy.
Muzykę można znaleźć pod imieniem i nazwiskami powyższego pana.
W tytule Carl Sagan, w karcie Muriel Spark i Cleveland Amory.
[Nie masz za co przepraszać - karta jest świetna. ♥ Przeczytałam ją szybciutko i żałowałam, że równie szybciutko się skończyła. Wykreowałaś fantastyczną, złożoną postać i już podczas lektury miałam w głowie kilka pomysłów, jak powiązać Alexandra z Andreą, a Columbia nam to umożliwi bez większego trudu.
OdpowiedzUsuńZanim te pomysły mi się do końca wyklarują, to spytam, czy wolałabyś się przenieść na maila, o ile, oczywiście, z Twojej strony pojawi się chęć na wątek z Andy, czy raczej pozostać pod kartami? ;-)
No i cześć, bawcie się tu dobrze. Oby jak najdłużej!]
Andrea Wilson, Debbie Grayson & Olivia Fitzgerald 🌻
[Mam nadzieję, że będziesz się świetnie bawić ♥️♥️]
OdpowiedzUsuńLeoś
[Moja pasja do kosmosu wybuchła jak supernowa, gdy czytałam tę KP! :) Uwielbiam te tematy, więc cieszę się, że ktoś taki jak Alexander pojawił się na blogu! No i, zazdroszczę mu tego lotu w kosmos… 🚀
OdpowiedzUsuńUśmiechnęłam się też, czytając, że Alexander jest bibliotekarzem, bo Vasya to mól książkowy, więc hej, jednak osoby z różnych światów może coś łączyć xD Ja, oczywiście, zapraszam do Vasilisy, może się nie pozabijają i czegoś nowego się od siebie dowiedzą (Vasya na pewno, skoro Alexander jest astrofizykiem!]
Życzę dużo, dużo weny i samych wciągających wątków!]
jeszcze w roboczych Vasilisa Dragunova ⛸️ ✨
[Bardzo rozbudowana postać, na pewno nie jest przez to mdły i da się go określić jako ogromne zaskoczenie, bo przy Alexandrze to chyba nikt by się nie nudził. Tyle pasji, tyle zajęć, czy jest dzień, w którym usiedzi spokojnie na sofie? :D Jestem ciekawa, jaką reakcję miały inne dzieci i kadra pedagogiczna, gdy taki dzieciak rozwiązywał wiele trudnych zadań? Ja podziwiam, bo tak jak dogadałbym się z nim w temacie książek, tak niewiele wniosłabym w temacie matematyki ^^ I jak ja rozumiem miłość do żelków i soku pomarańczowego, oczywiście u mnie przede wszystkim wygrywa ten smak napoju, ale i żelki są pewnego rodzaju słabością dla mnie ;D
OdpowiedzUsuńSukcesów na blogu ^^]
Natalie Harlow i Vanessa Kerr
[Dzień dobry, cześć i czołem :) Po niedawnym seansie "Ukrytych działań i przy aktualnym rereadzie w audiobooku Projektu Hail Mary, kartę Alexandra czytałam z niegasnącym uśmiechem na twarzy 🩵 Myślę, że nie masz też za co przepraszać, bo kartę czyta się szybko i przyjemnie, i to bynajmniej nie dlatego, że bezmyślnie leci się po niej wzrokiem 😉 Zdjęcie kotów dodatkowo zrobiło mi dzień, także to naprawdę udana karta! Alexander natomiast jest ciekawą postacią, taką, która ma wiele do zaoferowania i taką, którą można rozwijać na wielu płaszczyznach, czego też Ci życzę.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci też tego, żeby ten powrót na grupowce był udany, skoro już się przydarzył 😊 Mnóstwa weny i jeszcze więcej czasu wolnego na pisanie! A jakbyś miała mieć go za dużo, to możesz się z nami podzieli xD]
MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS
[Cześć! Tymi kotami wygrał moje serce, ale czuję niedosyt i nie miałabym nic przeciwko, gdyby treść karty była dwa razy dłuższa, bo czytało się bardzo przyjemnie! Mam wrażenie, że cały jego geniusz, to jaka ścieżką idzie, to czy odwraca wzrok, czy się temu buntuje, całość drobnych niuansów i calkiem poważnych i solidnych cech jego charakteru, prowadzą do samotności. Przykro mi trochę gdy ci inni, wyjątkowi na swój sposób, niepozorni i odstający w pewnym sensie od ogółu są odtrącani, a choć wierzę, że Alexander nie daje się odsuwać nikomu na bok, takie uczucie przygnebienia gdzieś się we mnie urodziło, poznając go wraz z kolejnymi zdaniami w kp.
OdpowiedzUsuńWyszła Ci bardzo bogata i ciekawa postać, mądra i obyta, aż chciałabym spotkać go na żywo (choć pewnie sama poczułabym się jak biedna, szara mysz spod miotły xDD). Życzę udanej zabawy i ciekawych historii do napisania dla Was! W razie chęci, zapraszamy do nas! ]
Emma & Lily