➽ urodzony 16.07.1998 w Miami
➽ pracuje jako barber, aktor niezawodowy
➽ amerykańsko-włoskie korzenie
Dorósł. Plakat zniknął razem z nastoletnim przekonaniem, że ideały mieszkają w Hollywood. Okazało się, że piękno nie zerka z plakatu, lecz z drugiego końca kanapy. Najpiękniejsza kobieta, z jaką przyszło mu żyć, nie grała w żadnym filmie. Za to śmiała się głośno w kinie. Bezczelnie kradła frytki z jego talerza, choć zawsze zamawiała własną porcję. I udawała, że boi się wejść do zimnej wody, tylko po to, żeby chwilę później ochlapać go od stóp do głów. Tamtego wieczoru morze było spokojne. Słońce powoli chowało się za horyzontem, odważnie malując niebo odcieniami pomarańczu. Stała przed nim po kolana w wodzie, mając na sobie pareo, a pod tym dwuczęściowy strój. Mokre włosy przykleiły jej się do zaróżowionych policzków, a uśmiech był tak szczery, że naprawdę uwierzył, iż życie potrafi być równie piękne, jak filmy, które oglądał jako dzieciak.
Jeszcze niedawno byli zachłyśnięci szczęściem. Dziś nie wiedział nawet, czy wypada ją przytulić, gdy stali naprzeciwko siebie podczas ich sprawy rozwodowej. Nie pamiętał przebiegu tej katastrofy. Jakby wszystko wydarzyło się pod wodą. Głosy prawników i sędziego dochodziły z daleka. Długopis prowadził jego dłoń, zanim zdążył pomyśleć, co podpisuje. Najwyraźniej jednak kojarzy moment po wyjściu z sądu. Strome schody, burgundowy garnitur i brak poczucia ulgi po ściągnięciu obrączki. Pozostał ślad po obietnicy, która miała być na zawsze i przetrwać wszystko. Schował ją do kieszeni spodni, jak chowa się rzeczy, których nie ma się odwagi wyrzucić.
To był dzień jej trzydziestych piątych urodzin. Spojrzał na nią. Stała na tej samej wysokości. Do serca podszedł mu lód, bo jakie życzenia składa się kobiecie, która przestaje być żoną? Wszystkiego najlepszego brzmi zbyt banalnie. Podszedł do niej. Jej ciało przestało być dla niego dostępne. Ona nie była już jego. Szepnął sto lat, całując policzek, choć kusiły go jej słodkie usta. I odszedł dalej, bo człowiek potrafi zapomnieć daty i słowa, ale nie zapomina dotyku osoby, którą kochał bardziej, niż umiał to kiedykolwiek powiedzieć.
A kiedy myślał, że już nic go nie zaskoczy, wyczuł wibrację telefonu w kieszeni. Kojarzył końcówkę tego numeru. Okazało się, że produkcja powraca z kolejnym sezonem. Po dziesięciu latach. Z tym serialem, który był dla niego i dla jego najlepszego przyjaciela głupim żartem, bo kiedy poszli na casting z nudów, to bardziej wierzyli, że spóźnią się na kolejny trening, niż dostaną główne role hokeistów. Tak teraz okazało się, że świat czekał na wielki powrót głównego bohatera. Za kilka tygodni znowu miał założyć hokejowy strój. Ponownie uśmiechać się do kamer. Kolejny raz udawać mężczyznę, któremu wszystko wychodzi. Bo kamery potrafią uchwycić każde spojrzenie, ale nigdy tego, co człowiek zostawił poza kadrem.
Hej! Wraz z moim pierwszym podejściem publikowałam się nie z damską postacią, lecz z męską, ale odkąd na stałe od '24 roku tu jestem, przyszło mi w końcu przyjść z mężczyzną. Jest to dla mnie samej niespodzianka i mam nadzieję, że jednak nie jakieś duże wyzwanie. To wszystko wina serialu Off Campus, bo chociaż jestem od dawna dorosła, tak na chwilę podczas oglądania stałam się nastolatką.
[Hej! Ale przystojny pan na zdjęciu! I jaka fajna kreacja! Mam nadzieję, że odnajdzie taką miłość, która potrwa długo, długo!
OdpowiedzUsuńPowodzenia w prowadzeniu męskiej postaci! Dużo weny, ciekawych wątków i dużo czasu na ich realizacje!
W razie chęci, zapraszam do siebie! ]
Nathaniel & Caleb
[Ciekawe, co się wydarzyło, że jednak się rozwiedli. Czasem życie pisze takie scenariusze, których człowiek nigdy by się nie spodziewał, ale stara miłość podobno nie rdzewieje, więc... kto wie, co przyniesie przyszłość 🙂 Baw się dobrze z panem, niech nigdy nie braknie Wam czasu na wątkowanie! 🧡]
OdpowiedzUsuńTanner Morgan
& Gert Brennan
[Cześć!
OdpowiedzUsuńCzytając KP, miałam jedno wielkie: GDZIE JEST MÓJ HAPPY END? 👀 Jon wydaje się dobrym facetem, więc ja bym dla niego też chciała dobrze... Może faktycznie stara miłość nie rdzewieje i coś jeszcze z tego będzie? Albo niech po prostu będzie szczęśliwy, o!
Życzę powodzenia z męską postacią, niech chłop się rozwija! Dużo, dużo weny i samych wciągających wątków, a w razie chęci zapraszam do siebie! (Głupio sobie pomyślałam, że skoro jest barberem, to moja Rei przez pomyłkę się do niego zapisała, nie patrząc, co to za usługa, tylko że dużo gwiazdek 🤣]
Reilynn Bothwell & Lavender Wong & Vasilisa Dragunova
[ oh no nie, wiesz, że Belmont był moim pierwszym wyborem na twarzyczkę Pawełka? Ale zobaczyłam, że jest zajęty i poszło w Theo :D
OdpowiedzUsuńjest cudowny! Życzę mu kariery aktorskiej lepszej niż Megan Fox! I miłości! <3 ]
Paweł
( Ale on CUDOWNY *.* Aż mam chęć stworzyć babeczkę! Nie szukasz powiązania?? :>)
OdpowiedzUsuńAlexander
[Dzień dobry, cześć i czołem :) Bardzo sympatyczny ten Twój nowy pan, szkoda tylko, że szczęście w miłości mu nie dopisało! To jednak, że raz nie dopisało, nie oznacza, że nie dopisze już nigdy, prawda? Mimo wszystko mam nadzieję, że serial będzie dla niego udaną odskocznią i pozwoli odciągnąć myśli od tego, co na ten moment mniej przyjemne.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że będziesz się z nim bawić równie dobrze, a nawet jeszcze lepiej niż bawiłaś się z dziewczynami 🧡 I równie wytrwale! 🧡]
MAXINE RILEY & IAN HUNT
[Cześć!
OdpowiedzUsuńJak pierwszy raz przelotem zernęłam na kartę Jonatana, to sobie pomyślałam, że nie tylko ja oglądam Off Campus, ale przecież wybór wizerunku nie musi o niczym świadczyć. Nieważne. Bo chyba jednak serial zrobił tu swoją robotę. :D Mordka fajna, szkoda tylko, że nie uśmiechnięta, bo Belmont ma przepiękny uśmiech. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Twojemu panu uśmiechu, a Tobie powodzenia - wiem, jakim wyzwaniem jest pisanie męską postacią, kiedy do tej pory ograniczało się tylko żeńskich, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że chyba jednak panowie są prostszy w obsłudze.
W razie chęci, wiesz, gdzie mnie i moją zgraję szukać. Baw się dobrze. ♥]
Andrea Wilson, Debbie Grayson & Evan Roth
Rei zatrzymała się tuż za progiem, unosząc wzrok najpierw do mężczyzny przy fotelu, potem zezując w stronę młodego strażaka siedzącego pod peleryną, a ostatecznie zerknęła w swoje własne odbicie w dużym lustrze. Przez jedną krótką sekundę miała ochotę wycofać się tyłem, rzucić granat dymny, zamknąć drzwi i udawać, że nigdy jej tu nie było. Co sobie myślała, idąc tutaj? Zapewne to, że będzie musiała znieść kobiecą ciekawość i że jakoś to przetrwa, bo chciała krótsze włosy. Nie spodziewała się jednak, że rezerwacja terminu u fryzjera okaże się dla niej aż takim wyzwaniem, najwidoczniej klikanie w telefon o trzeciej nad ranem nie było zbyt dobrym pomysłem. Bo przecież to miało być proste. Wpisujesz: „fryzjer”, wybierasz: „najbliższy wolny termin”, a potem klikasz: „rezerwuj”. Następnie przychodzisz, siadasz w fotelu i mówisz, co chcesz. Ot, tyle, koniec, żadna filozofia. Rei jednak nie była tak oczywista, więc jej życie nie uznawało neutralnych pomyłek. Jeśli już miała coś źle kliknąć, to nie mogła pomylić godziny o piętnaście minut albo wybrać salonu dwie przecznice dalej. Musiała zapisać się do miejsca, w którym przyjmowano facetów z brodami, ale przynajmniej ładnie pachniało tutaj kosmetykami, wodą kolońską, talkiem i świeżo ściętymi włosami.
OdpowiedzUsuń— Dzień dobry — odezwała się, trochę za cicho, a potem odchrząknęła. — Ja nie po voucher. To znaczy… chyba nie…
Uśmiechnęła się lekko, odruchowo wsuwając palce we włosy przy karku. Były dłuższe, niż lubiła. Wolała, gdy miała mniej do czesania i zbierania z poduszki, odpływu prysznica czy własnych rąk po myciu – wtedy łatwiej było jej udawać, że włosy przecież wypadają każdemu i że to nic takiego. Stanęła jednak z boku, blisko siedzeń dla klientów i zsunęła z ramienia torbę, a potem ostrożnie odłożyła laskę. Mimowolnie rozejrzała się wokół, uznając przestrzeń za całkiem przyjemną – nic tutaj nie było krzykliwe czy w złym guście, przynajmniej zdaniem Reilynn Bothwell. Ostatecznie zawiesiła wzrok przy barberze, który zajmował się włosami klienta.
Mimowolnie pomyślała o tym, że mężczyzna przypomina jej jakiegoś maga, ale nie elfa – nie wydawał się wyniosły ani nie miał w sobie irytująco eterycznej elegancji. Cechowy mag od ostrzy? Nie ktoś, kto rzucałby kulami ognia w swoich przeciwników, a używałby w walce nożyczek, którymi przecinałby nicie zaklęć. Przechyliła lekko głowę. Może powinna stworzyć w swoim świecie fantasy właśnie kogoś takiego? Tylko że lustra i siedziska nie mogłyby być zwykłe… może mag potrafiłby rozpoznać kłamstwo po tym, jak ktoś siadał w fotelu, a lustra w salonie pokazywałby prawdziwą naturę klienta? No świetnie. Przyszła ściąć włosy, a jej mózg już budował mężczyźnie, którego nie znała, poboczny wątek, trzy tajemnice i prawdopodobnie tragiczną przeszłość.
Gdy barber ogarnął ostatniego klienta i do niej podszedł, uśmiechnęła się miło i odezwała się pierwsza:
— Reilynn Bothwell. Zapisałam się… i wiem, że to może wyglądać jak pomyłka, bo… — Rozejrzała się szybko po salonie i fotelach. — Nie mam brody… ani nie jestem facetem. Przynajmniej tak jeszcze było, gdy wychodziłam z domu.
Spróbowała zażartować, ale tak naprawdę nie wiedziała, czy w ogóle wypadało jej żartować w tej sytuacji i czy nie zrobiła z siebie większego głupka. Trudno.
— Chciałabym po prostu skrócić włosy — powiedziała w końcu. — Dość mocno. Nie chcę tylko podciąć końcówek, bo akurat to zdążyłam już przemyśleć. Mają być tak krótkie, żebym nie musiała codziennie walczyć z włosami, które i tak… — urwała, zaciskając usta na sekundę.
Nie chciała mówić o chorobie w pierwszych dwóch minutach rozmowy z obcym człowiekiem. Nie też chciała też zagrać kartą chorej dziewczyny, ale co niby miała powiedzieć? Że przeżywa rozstanie i potrzebuje coś zmienić? Nie, Rei Bothwell nie była jeszcze w sytuacji, w której po facecie ścinało się włosy lub je farbowano, i to nie tak, że była tak silna czy niezależna. Po prostu do tej pory nie była w żadnym związku.
— Wypadają — dokończyła. Spojrzała w stronę własnego odbicia w lustrze i przechyliła lekko głowę, próbując wyobrazić sobie siebie inaczej. Z krótszą linią włosów przy żuchwie. Może mocniej odsłoniętym karkiem? — Poza tym wolę krótkie — mruknęła, jakby barbera to naprawdę interesowało, choć w to wątpiła. — Naprawdę. To nie jest wyłącznie dramatyczna decyzja kobiety o trzeciej nad ranem z nadmiarem kawy w krwiobiegu.
UsuńDopiero wtedy zorientowała się, że powiedziała zdecydowanie za dużo. Jak zawsze. Przyszła poprosić o fryzurę, a prawie wygłosiła manifest przeciwko własnym włosom. Świetnie. Idealne pierwsze wrażenie.
— Przepraszam. — Zaśmiała się nieco nerwowo. — Po prostu… chcę skrócić włosy. — Ostatecznie spojrzała mężczyźnie w twarz, wzięła oddech i zapytała: — Da się coś z tym zrobić? Czy powinnam jednak wyciągnąć długopis z torby i spróbować tricku z Facetów w czerni?
Rei Bothwell 🖊️🫠
[Taaaak, takie seriale pozwalają się trochę mentalnie odmłodzić. Dobrze robią człowiekowi, chociaż dla mnie i tak faworytami pozostają Tego lata stałam się piękna i Maxton Hall.
OdpowiedzUsuńA że burze mózgów bywają burzliwe, to zapraszam na lisfarbowany@gmail.com. Albo mail, albo hangouts, mi to bez różnicy. ^^]
Andrea Wilson
Rei wcale by się jakoś nie obraziła, gdyby barber zaczął pytać ją o mecz lub o strojenie się. Co prawda, nie oglądała żadnych sportowych potyczek, może widziała kilka razy jakieś starcie, oceniając raczej to, jak poszczególny zawodnik biega. A jeśli chodziło o strojenie się, to słysząc coś takiego, pewnie by się roześmiała, bo nie wyobrażała sobie, żeby nowa fryzura poprawiła jej wygląd. Jasne, mogła wyglądać lepiej, ale fryzjer zajmował się włosami, a nie operacjami plastycznymi.
OdpowiedzUsuńNie przeszkadzało jej też to, że barber zmierzył jej laskę krótkim spojrzeniem. Miał do tego prawo i nie czuła się z tym źle. Od amputacji kończyny minęło już sporo lat, więc Rei zdążyła się przyzwyczaić do mniej lub bardziej widocznych zerknięć, które albo mało ją obchodziły, albo drażniły – to zależało od wielu czynników, przede wszystkim od jej humoru i tego, czy akurat proteza nie uciskała jej za bardzo.
Zacisnęła usta w wąską linię, bo mężczyzna nie skomentował jej żartów. Musiał więc albo mieć dość śmieszków, albo ewidentnie nie wpisywała się w jego humor, co też było prawdopodobne, ale żarty Rei najczęściej bawiły tylko ją. Były jednak idealną zasłoną dymną, aby rozwiać zażenowanie, którego Bothwell dość często doświadczała.
Zajęła fotel, który jej wskazał, ostrożnie sadzając tyłek, a potem mimowolnie się wyprostowała, obserwując ruchy mężczyzny, który doskonale wiedział, co robił. Kiwnęła głową, gdy powiedział, że zaraz przyjdzie, a wtedy skorzystała z okazji, żeby się nieco podciągnąć i poprawić protezę. Próbowała nie zerkać przy tym w stronę lustra, bo wiedząc, jak wyglądała, raczej nie spodziewała się zobaczyć w odbiciu kogoś, kto nie przypominał ducha. I to nie tak, że Rei nie próbowała nadawać sobie barw; po prostu solarium odpadało, malować się nie umiała, a kolorowe ubrania nie były dla niej. I wychodząc dzisiaj z domu, była w jeansach i czarnym topie.
Uśmiechnęła się lekko, gdy mężczyzna do niej wrócił, i pokiwała głową. To, że przyjmował do tej pory tylko mężczyzn, wcale jej nie zdziwiło. Właściwie potwierdzało tylko, że jej nocna wersja siebie miała wyjątkowy talent do komplikowania prostych rzeczy.
— No tak — mruknęła. — Chociaż gdybym miała brodę, moglibyśmy uznać, że zapisanie się do barbera nie było głupią pomyłką. Jeśli mogę się jakoś usprawiedliwić, to wybierałam miejsce z najlepszą średnią ocen.
Poczuła, jak szczotka przesuwa się przez jej włosy, i zesztywniała mimowolnie. Nie dlatego, że barber robił coś źle, wręcz przeciwnie, robił to ostrożnie, spokojnie i bez szarpania. Wiedziała, że nie ukryje wypadających kosmyków, ba!, powiedziała o tym głośno, a mimo to czuła się nieco nieswojo, bo wystarczyło krótkie pociągnięcie, a część kosmyków ustępowała, jakby zdradzieckie pasma jedynie czekały, aż nadejdzie dobry moment, żeby odejść. Rei przełknęła ślinę, walcząc z chęcią dotknięcia swoich włosów.
— Maska brzmi dobrze — powiedziała po chwili, odrobinę za szybko. — To znaczy… jeśli uważa pan, że ma to sens. Nie oczekuję cudów. — Uśmiechnęła się słabo do odbicia barbera w lustrze. — Ale jeśli może być trochę lepiej, to ja bardzo chętnie przyjmę to „trochę”.
Dopiero pytanie o długość sprawiło, że lekko się zmarszczyła. Podniosła więc spojrzenie do twarzy mężczyzny, oceniając jego włosy; kształt, linię pasm przy uchu, odsłoniętą szyję. Jego fryzura była krótka i miała w sobie coś swobodnego, jakby włosy nie musiały codziennie rano udowadniać, że zasługują na swoje miejsce na jego głowie. Rei uniosła rękę i dotknęła własnych kosmyków kręcących przy policzku.
— Chyba… — powiedziała powoli — mniej więcej jak u pana. Może nie identycznie, bo nie wiem, czy mam twarz do tego, żeby wyglądać tak ładnie, ale długość… hmm, może za ucho? I żeby było widać kark. I gdyby się dało, błagam, żebym nie wyglądała jak ten dzieciak ze Shreka.
Kiedy poprosił, żeby wstała i podeszła z nim do myjki, Rei odruchowo sięgnęła po laskę. Zawsze robiła to w tej samej kolejności: najpierw ręka, potem podniesienie się i krok, ale zostawiła ją przy kanapach, więc oparła dłoń o blat i wstała, przez jedną sekundę stojąc na zdrowej nodze. Odległość między fotelem a myjką nie była duża, ale w nowym miejscu nawet kilka kroków potrafiło stać się małą trasą z przeszkodami. Rei próbowała nie myśleć o tym, czy mężczyzna patrzy w jej stronę lub ją ocenia. Bardziej przejmowała się tym, czy nie obije sobie twarzy o podłogę.
UsuńUsiadła przy myjce ostrożnie, poprawiając się tak, żeby było jej wygodnie i żeby się nie zsunęła.
— Wie pan — odezwała się po chwili, kiedy odchyliła głowę i spojrzała w sufit — pewnie bym tutaj nie przyszła, gdyby nie to, że mój tata jest w Berlinie, a przyjaciółka ćwiczy do koncertu. Do tej pory obcinałam włosy nożyczkami w łazience, ale… chciałabym wyglądać w końcu jak człowiek.
Podczas mycia nie mówiła dużo. Może dlatego, że pozycja była trochę zbyt bezbronna, a może dlatego, że dotyk obcych rąk przy skórze głowy wymagał od niej wyjątkowego skupienia. Nie było w tym nic nieprzyjemnego ani dziwnego. Barber nie komentował ilości włosów, które zostawały mu między palcami, nie westchnął, nie zrobił miny i nie powiedział: ojej. I Rei była mu za to cholernie wdzięczna.
Powrót do fotela okazał się oczywiście jedną wielką katastrofą. Teoretycznie wystarczyło przejść kilka kroków, obrócić się i usiąść. Bardzo prosta czynność. Rei szła ostrożnie, ale bez laski czuła się trochę tak, jakby ktoś odebrał jej przecinek z długiego zdania. Niby nadal dało się czytać, ale wszystko było trochę dziwne. Jedna jej dłoń zawisła blisko blatu, druga odruchowo napięła się przy biodrze, jakby to miało pomóc utrzymać jej ciało w pionie. I prawie się udało. Prawie. Stopa przesunęła się minimalnie za daleko, mokre końcówki włosów musnęły jej kark, a jej sylwetka zrobiła nagły ruch w bok…
Nie złapała się blatu ani fotela. Złapała się barbera. Jego ramię znalazło się nagle pod jej dłonią, tors za blisko, podłoga za nisko, a Rei przez jedną koszmarnie długą sekundę poczuła, jak jej ciało zamiast wrócić do pionu, zsuwa się niżej. Przypominała teraz mokrego, przerażonego kota, który wbił pazury w zasłonę, próbując zostać jak najwyżej. Jej palce zacisnęły się odruchowo na materiale jego koszulki. Za mocno. Zdecydowanie za mocno. Tkanina napięła się pod jej dłonią, a Rei, zamiast natychmiast puścić, zrobiła coś znacznie gorszego, przytrzymała się jej jeszcze, bo była jedyną rzeczą między nią a kompromitującym spotkaniem z podłogą.
— O Boże — wyrwało jej się cicho. Kolano zdrowej nogi ugięło się pod niewłaściwym kątem, proteza nie nadążyła za resztą ruchu, mokre włosy przykleiły jej się do policzka, a ona zsunęła się jeszcze odrobinę, zahaczając ramieniem o jego bok. Przez sekundę była za blisko. Stanowczo za blisko jak na kobietę, która przyszła tu wyłącznie po strzyżenie. — Przepraszam — powiedziała natychmiast, a jej głos był o oktawę wyższy niż zwykle. — Przepraszam, ja… to nie było…
Puściła materiał tak gwałtownie, jakby dopiero teraz zorientowała się, że nie chwyciła się jakieś wyimaginowanej poręczy bezpieczeństwa, tylko obcego mężczyzny, a jej tyłek ostatecznie zetknął się z podłogą.
Rei Bothwell ✂️🫣