IVETT KNIGHT
96' Albuquerque (Nowy Meksyk) - Brooklyn - Francuski temperament odziedziczony po Matce - Lekarz pracujący na Oddziale Ratunkowym- Pixy, kotka zgarnięta ze szpitalnych podziemi - Typ osoby, która w pracy zawsze wita wszystkich kubkiem dobrej kawy
Panorama Manhattanu wyłaniała się stopniowo, drżąc w rozgrzanym powietrzu tuż nad maską samochodu. Kobieta zacisnęła mocniej dłonie na kierownicy. Czuła każdą nierówność asfaltu, gdy jej Mercedes pokonywał ostatnie kilometry dzielące ją od celu. Po kilku dniach monotonnej jazdy przez pustynne bezdroża i martwe autostrady, zgiełk Nowego Jorku uderzył w nią z siłą fizycznego pchnięcia.
W głośnikach, wybrzmiewały pierwsze takty "The Winner Takes It All". To był czysty przypadek – albo wyjątkowo złośliwy żart losu – że właśnie ta piosenka towarzyszyła jej przy wjeździe na Brooklyn. Ivett rzuciła krótkie spojrzenie w lusterko wsteczne. Chaos na tylnym siedzeniu był niemym świadkiem ucieczki: niedbale upchnięte ubrania, walizki domknięte jedynie dzięki desperacji i ten jeden, nieszczęsny plik dokumentów. Białe kartki z sądu w Albuquerque leżały na samym wierzchu, spięte zardzewiałym spinaczem.
Gra dobiegła końca. Rozdanie zostało zamknięte. Była wolna, choć ta wolność smakowała teraz bardziej metalem niż obiecywanym szampanem.
Kobieta zaczęła cicho nucić, wtórując radiu, gdy po jej policzku spłynęła pojedyncza, gorąca łza. Nie był to jednak żal za człowiekiem, którego zostawiła za sobą – tamto uczucie wygasło dawno temu, pozostawiając po sobie jedynie garść popiołu. To był strach. Czysty, obezwładniający lęk przed życiem, które właśnie miało stać się jej codziennością.
Zamiast ogrodu z widokiem na czerwone skały, czekała na nią kamienica, gdzie zieleń ograniczała się do paru doniczek na balkonie. Ciszę pustyni musiał zastąpić nieustanny łomot metra i nocne dyżury w szpitalu, który nigdy nie zasypia. Dawną stabilizację wyparła absolutna niepewność każdego kolejnego ranka.
Poczuła, jak tętno jej przyspiesza, gdy minęła znak witający ją w dzielnicy. Brooklyn nie obiecywał spokoju, ale dawał coś znacznie cenniejszego – anonimowość. Tutaj nikt nie wiedział, że jest „tą lekarką po rozwodzie”. Nikt nie musiał patrzeć z litością na jej puste miejsce w kinie.
Gdy muzyka ucichła, Knight nie wyłączyła radia. Pozwoliła, by statyczny szum mieszał się z rykiem klaksonów. Wzięła głęboki oddech, wciągając w płuca ciężkie, wilgotne powietrze.
Wiedziała, że jutro rano znów założy biały fartuch i wejdzie na oddział, gdzie ból innych ludzi pozwoli jej na chwilę zapomnieć o własnym. Ale dzisiaj, parkując przy krawężniku pełnym śmieci i cudzych marzeń, pozwoliła sobie na moment słabości. Wyłączyła silnik, oparła czoło o kierownicę i po raz pierwszy od dwóch tysięcy mil uśmiechnęła się do siebie w ciszy.
Cześć, czołem!
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów stworzyłam kobietę. Ivett to taki mały eksperyment - zobaczymy czy udany. Utwór Abby - The winner takes it all inspiracją do powstania tej postaci. Zapraszamy!

[Dzień dobry, dzień dobry :) Ja tak coś czuję, że to będzie udany eksperyment, a na pewno ciekawy, bo Ivett ma za sobą historię, którą można w ciekawy sposób rozwinąć :) Mam nadzieję, że przeszłość mimo wszystko nie będzie jej ścigać i że zmiana widoku za oknem wcale nie okaże się zmianą na gorsze ;)
OdpowiedzUsuńUdanej zabawy z drugą postacią, nieskończonych pokładów weny i mnóstwa wolnego czasu na pisanie!]
MAXINE RILEY & IAN HUNT & CHRISTIAN RIGGS
[Koło tak szerokiego uśmiechu zwyczajnie nie da się przejść obojętnie. Mam nadzieję, że mimo ciężkich przeżyć związanych z niedawnym rozwodem, właśnie nim pociesza swoich pacjentów. Oby Nowy Jork pokazał Ivett jak najwięcej ze swoich wspaniałych zakamarków.
OdpowiedzUsuńŻyczę samych porywających wątków i masy weny, a w razie chęci, zapraszam.]
Dalaja, Lio, Natty & Eloy